Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nauki przedmałżeńskie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
16-12-2009 10:41laszka (296 punktów)Nauki przedmałżeńskie
Ocena -2 na 4
Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność uczestniczenia w naukach przedmałżeńskich. Każdy z moich znajomych ma na ich temat takie samo zdanie, ale jednak nie sa oni w stanie przytoczyć konkretnych argumentów księży w pewnych sprawach.
To co bardziej "interesujące", to temat antykoncepcji i aborcji. Pani nauczycielka, która przedstawiała temat antykoncepcji użyła ciekawego porównania: jakoby seks bez zabezpieczenia (oczywiście między małżonkami) był, jak zapraszanie gościa do domu. Natomiast seks z zabezpieczeniem, jest niczym włamanie. Bardzo ciekawe. Po kościele przeszedł pomruk wesołości. W dalszym ciągu jest dla mnie zaskakujące, że młode, wykształcone osoby głoszą takie poglądy.
Drugą kwestią, przedstawianą już przez wiele uświadomionego księdza była aborcja. Nie obyło się oczywiście bez obrzydliwych zdjęć usuniętych płodów. Generalnie klimat nieciekawy. Ksiądz grzmiał, że aborcja jest morderstwem i już. Jak urodzi ci się dziecko bardzo niepełnosprawne oddaj je do adopcji (bo na adopcje to ono ma ogromne szanse). Nie oznacza to, że popieram aborcję, ale chodzi o zdrowy rozsądek.
Ostatecznie zapłaciliśmy 50 zł i tyle.
Nie można powiedzieć, że wszystko o czym mówią na tych naukach jest bzdurą, ale zbytnio odkrywcze to to nie jest. Bo chyba każdy wie, że należy się kochać, nie należy brać ślubu lekkomyślnie i lekkomyślnie podejmować decyzji o posiadaniu potomstwa.
Jeszcze czeka nas wizyta w poradni małżeńskiej, co jak słyszałam jest już całkowitą parodią.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Vinko (209 punktów)Odp: nauki przedmałżenińskie
>Ostatecznie zapłaciliśmy 50 zł i tyle.

Za to trzeba płacić?
laszka (296 punktów)
>>Ostatecznie zapłaciliśmy 50 zł i tyle.
>Za to trzeba płacić?

Ano trzeba. Też zrobiliśmy oczy, bo nikt nas nie uprzedzał, że za coś takiego trzeba jeszcze zapłacić.
Przy okazji wspomnę, że ksiądz, u którego byliśmy zaklepać datę ślubu był tak nieprzyjemny, że miałam ochotę walnąć go w zęby. Nie wiem dlaczego oni są tak wrogo nastawieni, jak się coś chce załatwić.
17-12-2009 01:12 
 Ocena 2 na 2
Yakubu21 (1653 punktów)
>Nie wiem dlaczego oni są tak wrogo nastawieni, jak się coś chce załatwić.

Oni całe życie są wrogo nastawieni. Im jesteście dalsi idiotyzmom głoszonym na tych "wykładach" - tym będzie groźniejszy pewnie.

Po co w ogóle chodzić na jakieś masakryczne pseudoporady?
Po co w ogóle opłacać to, że się kogoś bardzo lubi osobom trzecim? Toż to heroiczny manifest i zapowiedź życia w kłamstwie.
Po co dawać się indoktrynować i jeszcze za to płacić?


"Niech Twoja cnota będzie zbyt wysoka dla powszechnie znanych nazw" - Friedrich Nietzsche.
16-12-2009 13:09 
 Ocena 10 na 10
Sylwek (15472 punktów)

>Za to trzeba płacić?

A z czego ma się Bóg utrzymać?
Tantiem za Stworzenie nikt mu nie płaci...

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Arłukowicz (3162 punktów)
Pani nauczycielka, która
>przedstawiała temat antykoncepcji użyła ciekawego porównania: jakoby seks bez zabezpieczenia
>(oczywiście między małżonkami) był, jak zapraszanie gościa do domu. Natomiast seks z
>zabezpieczeniem, jest niczym włamanie. Bardzo ciekawe. Po kościele przeszedł pomruk wesołości. W
>dalszym ciągu jest dla mnie zaskakujące, że młode, wykształcone osoby głoszą takie poglądy.

Zastanówmy się przez chwilę.
Czy uważasz, że każdy sprzedawca, zachwalający swój ( sprzedawany ) towar, jest rzeczywiście przekonany co do jego zachwalanych walorów ? Przecież owa Pani, to nic innego, jak właśnie takowyż opłacony ( m.in. z tych Twoich 50 zł ) sprzedawca. Cóż więc "biedulka" ma powiedzieć ? Co sądzi faktycznie w danej kwestii ? Zwolnią i jeszcze nie zapłacą
No chyba, że "uczy" za darmo, wówczas i ja jestem zaskoczony.

pozdrawiam
laszka (296 punktów)
> Pani nauczycielka, która
>>przedstawiała temat antykoncepcji użyła ciekawego porównania: jakoby seks bez zabezpieczenia
>>(oczywiście między małżonkami) był, jak zapraszanie gościa do domu. Natomiast seks z
>>zabezpieczeniem, jest niczym włamanie. Bardzo ciekawe. Po kościele przeszedł pomruk wesołości. W
>>dalszym ciągu jest dla mnie zaskakujące, że młode, wykształcone osoby głoszą takie poglądy.
>Zastanówmy się przez chwilę.
>Czy uważasz, że każdy sprzedawca, zachwalający swój ( sprzedawany ) towar, jest rzeczywiście przekonany co do jego zachwalanych walorów ? Przecież owa Pani, to nic innego, jak właśnie takowyż opłacony ( m.in. z tych Twoich 50 zł ) sprzedawca. Cóż więc "biedulka" ma powiedzieć ? Co sądzi faktycznie w danej kwestii ? Zwolnią i jeszcze nie zapłacą
>No chyba, że "uczy" za darmo, wówczas i ja jestem zaskoczony.
>pozdrawiam

Może tak jest. Ale nie dałabym sobie odciąć ręki, że jej poglądy nie oscylują wokół wygłaszanych "prawd". Możliwe, że jej płacą. Ale możliwe też, że nie.
Mam znajomego, który bardzo angażuje się w kwestie kościelne, m.in. uczestniczy w przygotowywaniu młodych do bierzmowania, w tym jest także nauka o tym co tam kościół twierdzi, i robi to bo jest wiernym członkiem kościoła. Podejrzewam, że gdyby go poproszono o takowy występ to by się o kasę nie upominał.
Także nic nie twierdzę kategorycznie.
Arłukowicz (3162 punktów)
>Może tak jest. Ale nie dałabym sobie odciąć ręki, że jej poglądy nie oscylują wokół wygłaszanych "prawd". Możliwe, że jej płacą. Ale możliwe też, że nie.
>Mam znajomego, który bardzo angażuje się w kwestie kościelne, m.in. uczestniczy w przygotowywaniu młodych do bierzmowania, w tym jest także nauka o tym co tam kościół twierdzi, i robi to bo jest wiernym członkiem kościoła. Podejrzewam, że gdyby go poproszono o takowy występ to by się o kasę nie upominał.
>Także nic nie twierdzę kategorycznie.

Jest wiernym członkiem kościoła, więc może wierzy w dogmaty głoszone przez tenże, tym samym liczy na zapłatę w innym świecie, tudzież na szacunek współbraci w jedynej słusznej wierze ( też forma zadośćuczynienia ).
Tak, aspekt zapłaty może być różnoraki
Meretseger (61860 punktów)
A po co to komu potrzebne? Koniecznie musicie brać ten ślub konkordatowy?
laszka (296 punktów)
>A po co to komu potrzebne? Koniecznie musicie brać ten ślub konkordatowy?

No cóż, nie jest to ślub konkordatowy. Mamy ślub cywilny. Ten jest bardziej dla rodziny i dóbr doczesnych, bez naszego wkładu finansowego.
16-12-2009 12:38 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Rozumiem. Kwestią otwartą pozostaje, czy chcecie brać ten ślub kościelny, czy musicie, bo rodzina sobie tego życzy.
laszka (296 punktów)
>Rozumiem. Kwestią otwartą pozostaje, czy chcecie brać ten ślub kościelny, czy musicie, bo rodzina sobie tego życzy.

Tu raczej chodzi o tę drugą kwestię. Pochodzimy z bardzo religijnych rodzin, i dodatkowo mało elastycznych światopoglądowo. Także jest to raczej bardziej wymuszone niż z naszej inicjatywy. Gdybyśmy się uparli to by go nie było, ale w tej sytuacji nie wiem czy upór jest bardziej korzystny.
16-12-2009 12:58 
 Ocena 17 na 17
Kinia Kinska (825 punktów)
>Tu raczej chodzi o tą drugą kwestię. Pochodzimy z bardzo religijnych rodzin, i dodatkowo mało elastycznych światopoglądowo. Także jest to raczej bardziej wymuszone niż z naszej inicjatywy.

Laszka, jesteście dorośli. Dlaczego pozwalacie na to, aby inni decydowali o tym, co macie robić, jak macie żyć, co chcecie a czego nie, co będzie (dla Was?) lepsze i - zapewne - jak macie wychowywać własne dzieci?

Ja z mężem mamy ślub cywilny i żadne lamenty rodziny nie pomogły.

>Gdybyśmy się uparli to by go nie było, ale w tej sytuacji nie wiem czy upór jest bardziej korzystny.

Wasza decyzja. Ale licz się z tym, że jak raz nie powiecie stanowczo: NIE, to zawsze będziecie żyć pod dyktando innych.

Pozdrawiam

Immortality is the only fate which is worse than death
16-12-2009 13:05 
 Ocena 1 na 1
laszka (296 punktów)
>>Tu raczej chodzi o tą drugą kwestię. Pochodzimy z bardzo religijnych rodzin, i dodatkowo mało elastycznych światopoglądowo. Także jest to raczej bardziej wymuszone niż z naszej inicjatywy.
>Laszka, jesteście dorośli. Dlaczego pozwalacie na to, aby inni decydowali o tym, co macie robić, jak macie żyć, co chcecie a czego nie, co będzie (dla Was?) lepsze i - zapewne - jak macie wychowywać własne dzieci?
>Ja z mężem mamy ślub cywilny i żadne lamenty rodziny nie pomogły.
>>Gdybyśmy się uparli to by go nie było, ale w tej sytuacji nie wiem czy upór jest bardziej korzystny.
>Wasza decyzja. Ale licz się z tym, że jak raz nie powiecie stanowczo: NIE, to zawsze będziecie żyć pod dyktando innych.
>Pozdrawiam
>
Immortality is the only fate which is worse than death

>

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego problemu. Ale jak pisałam wcześniej duży wpływ mają tu dobra doczesne.
Co do dalszego życia to wszystko się okaże. Dzieci będziemy wychowywać tak jak my myślimy i tutaj nie ma opcji kompromisowej, bo jak mogę uczyć dziecka rzeczy, w które nie wierzę. O tych kwestiach pewnie dowie się od dziadków, bo nie można go od nich odizolować. Ale ja nie mam zamiaru wygłaszać jakichś ostatecznych prawd. Mogę jedynie zaznaczyć możliwość wyboru opcji. Nie jestem ideologiem, podchodzę do sprawy bardziej pragmatycznie.
16-12-2009 13:15 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Cóż, Kinia odpowiedziała wyczerpująco i nie będę powtarzać tego samego, ale radzę jeszcze zastanowić się, czy "dobra doczesne" (zapewne wygodne życie z hojnymi dopłatami ze strony rodziców) są tego warte? Piszesz, że "w to" nie wierzysz. Czy nie masz zatem wrażenia, że sprzedajesz swoje przekonania?
16-12-2009 13:45 
 Ocena 1 na 1
laszka (296 punktów)
>Cóż, Kinia odpowiedziała wyczerpująco i nie będę powtarzać tego samego, ale radzę jeszcze zastanowić się, czy "dobra doczesne" (zapewne wygodne życie z hojnymi dopłatami ze strony rodziców) są tego warte? Piszesz, że "w to" nie wierzysz. Czy nie masz zatem wrażenia, że sprzedajesz swoje przekonania?

Takie rozmowy miałam już ze znajomymi. Dobra doczesne, znaczy się kasa z wesela. Druga sprawa, jestem jedynaczką i moim rodzicom bardzo zależy żeby na moim ślubie być (w takiej formie o jakiej oni marzyli). Są kwestie w związku, z którymi odczuwam dla nich wdzięczność i uznaję to jako pewną formę prezentu.
Jak już napisałam i wielokrotnie poza tym forum zaznaczałam, nie ma to nic wspólnego ze sprzedawaniem światopoglądu. Nie jestem wojującym ateistą. Nie będę na siłę deklarować każdemu mojego "wojowniczego" ateizmu. Zwłaszcza gdy dla wielu członków rodziny to dramat. Dla moich dzieci mogę być taka wyrozumiała. Zresztą uważam, że osoby, które żyją w rodzinach liberalnych powinny zrozumieć, że niektóre nie żyją i podejmowanie wtedy takich wyborów jest dla nich cięższe.
A obrządki nie są dla mnie tak ważne, żeby rezygnować ze świętego spokoju. W tym wypadku gdyby nie pieniądze, albo gdybyśmy mieli za to płacić to by tego ślubu nie było.
Wiem, że dla wielu będzie to niezrozumiałe, ale cóż, mówi się trudno. Każdy ma prawo postępować wg swojego widzimisię.
16-12-2009 14:44 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Rób, jak uważasz za stosowne. To w końcu Twoje życie i Twój ślub.
Wszystkiego najlepszego
Arłukowicz (3162 punktów)
>Cóż, Kinia odpowiedziała wyczerpująco i nie będę powtarzać tego samego, ale radzę jeszcze zastanowić się, czy "dobra doczesne" (zapewne wygodne życie z hojnymi dopłatami ze strony rodziców) są tego warte? Piszesz, że "w to" nie wierzysz. Czy nie masz zatem wrażenia, że sprzedajesz swoje przekonania?

Oj! Chyba za ostro.
W wieku szkolnym, licealnym uczestniczyłem w pochodach pierwszomajowych ( nawet raz dostałem naganę ) choć mój stosunek do tejże demonstracji poparcia dla jedynej wówczas słusznej ..... był jaki był ( jesteśmy chyba w podobnym wieku, także wiesz o czym piszę ), ale czy sprzedawałem tym samym swoje przekonania ?
Tak bym tego nie ujął.
17-12-2009 07:50 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Pochody pierwszomajowe w podstawówce traktowałam w innych kategoriach. Nasz szkolny teatrzyk lubił w tym uczestniczyć, bo ludzie nas podziwiali. Do dziś pamiętam, jak w szóstej klasie szłam w pochodzie w stroju Balladyny, z wielkim, drewnianym, pomalowanym czerwoną plakatówką nożem w ręku (teraz mogę sobie dorobić kombatancką ideologię - groziłam nożem dygnitarzom partyjnym, hihi). To nie miało nic wspólnego z przekonaniami bądź ich brakiem. W liceum już było inaczej - obowiązek uczestnictwa w pochodzie mieli tylko członkowie ZMS, reszta - jak chciała. Nie chciałam, tym razem już z powodów ideologicznych. Za dużo tam było przemówień o wiecznej miłości między bratnimi narodami itd. Traktowałam to święto jako święto "komunistyczne", oczywiście niesłusznie, ale kto by tam wtedy wnikał w prawdziwą naturę święta 1 maja. W każdym razie nikt mi za to nic nie zrobił.
Tak samo, jak nikt mi nic nie zrobił, gdy nie chciałam brać ślubu kościelnego. Zaakceptowali to, moja Mama uznała, że ślub w USC też może być uroczysty i mieć odpowiednią oprawę, a wesele można urządzić i po nim. Ale może moja rodzina jest inna, niż rodzina Laszki. W każdym razie Laszka jest dorosła i zrobi, co zechce. Jeśli po prostu chce sprawić przyjemność rodzinie, to ja wycofuję wszystkie zastrzeżenia.
laszka (296 punktów)
> Jeśli po prostu chce sprawić przyjemność rodzinie, to ja wycofuję wszystkie zastrzeżenia.

Jest to jedna z podstawowych kwestii. Może się wydawać, że chodzi o pieniądze, ale w sumie po zastanowieniu to chyba raczej nie. Po zastanowieniu pieniądze są kwestią drugorzędną. I tak naprawdę obylibyśmy się bez nich. Bardziej chyba chcę dać im możliwość przeżycia tego, tak jak to sobie wymarzyli. Dla mnie to nie jest wielkie wyrzeczenie. Niech będą szczęśliwi.
17-12-2009 10:51 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Jest to jedna z podstawowych kwestii.
   Dobrze napisane - jedna z podstawowych.

>Bardziej chyba chcę dać im możliwość przeżycia tego, tak jak to sobie wymarzyli.
   Też świetne, a najlepsze to "chyba".

   Bo podstawową kwestią jest, żebyś mogła właśnie tak sobie myśleć.

>Dla mnie to nie jest wielkie wyrzeczenie.
   Jasne...

>Niech będą szczęśliwi.
   Zupełnie przy okazji twojego, dobrodusznie-konformistycznego szczęścia.
17-12-2009 11:07 
 Ocena 1 na 3
laszka (296 punktów)
>>Jest to jedna z podstawowych kwestii.
>   Dobrze napisane - jedna z podstawowych.
>>Bardziej chyba chcę dać im możliwość przeżycia tego, tak jak to sobie wymarzyli.
>   Też świetne, a najlepsze to "chyba".
>   Bo podstawową kwestią jest, żebyś mogła właśnie tak sobie myśleć.
>>Dla mnie to nie jest wielkie wyrzeczenie.
>   Jasne...
>>Niech będą szczęśliwi.
>   Zupełnie przy okazji twojego, dobrodusznie-konformistycznego szczęścia.
>

Nie ja mam z tym problem, tylko wy którzy doszukujecie się sprzeniewierzeń. Naprawdę nie interesuje mnie czy moje pobudki są dla kogoś słuszne, nie słuszne, fałszywe czy nie. Nie znam cię, ani całej reszty, więc tym bardziej te wynurzenia są mi obojętne. Zwłaszcza jeśli słowo "chyba" robi na kimś takie czy inne wrażenie. No bo przecież nie powinno się mieć żadnych wątpliwości. Trzeba być twardym, nieprzejednanym ateistą, bo jak się nie jest to się jest pozerem i hipokrytą, który daje argumenty w ręce wojującym katolom. Można być albo strasznym ateistą, albo strasznym katolem. Nie ma nic pomiędzy. Jak czasem czytam wypowiedzi tych nieprzejednanych to wolę bezideowość. Wtedy nie ogranicza mnie żadna ideologia, żadne powinno się, albo nie można. Mogę nie wierzyć w boga i podzielić się z rodzicami opłatkiem. Chociaż przecież powinnam napluć im na wigilijny stół. śmieszne.
17-12-2009 12:37 
 Ocena 3 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Nie ja mam z tym problem, tylko wy którzy doszukujecie się sprzeniewierzeń.
   Aha, jasne i tak mnie to gryzło, że założyłem wątek o hipokryzji, przezornie kryjąc się pod ksywką laszka.

>Naprawdę nie interesuje mnie czy moje pobudki są dla kogoś słuszne, nie słuszne, fałszywe czy nie.
   Wiem, po to ten wątek.

>... się jest pozerem i hipokrytą, który daje argumenty w ręce wojującym katolom.
   No coś ty!

>Jak czasem czytam wypowiedzi tych nieprzejednanych to wolę bezideowość.
   To już jest nas dwoje.

>Chociaż przecież powinnam napluć im na wigilijny stół. śmieszne.
   Właśnie, śmieszne.
Arłukowicz (3162 punktów)
>Rozumiem. Kwestią otwartą pozostaje, czy chcecie brać ten ślub kościelny, czy musicie, bo rodzina sobie tego życzy.

Nie rozpatrywałbym tego w kategorii - musicie czy chcecie.
Jak widać przynajmiej jedna strona niezbyt chce.
Natomiast, z całą pewnością już nie muszą.
Sfera religijności, czy też - w tym wypadku obrządkowości, jest jedną z wielu w naszym współżyciu ( np. w rodzinie ).
Pytanie 1. Czy warto ( patrząc wieloaspektowo ) z tegoż powodu burzyć tzw. harmonię rodzinną ?
Pytanie 2. Czy należy zmuszać członków rodziny do postępowania ( w tejże kwestii ) tak jak drzewiej bywało - w imię tradycji, tudzież zgodnie z poglądami rodziców ? Jako rodzic, który zapewne, w jakiejś tam mniej lub bardziej odległej, przyszłości będzie musiał odpowiedzieć na to pytanie ( 2. ) stwierdzam, że nie należy.

pozdrawiam
16-12-2009 13:27 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Nie rozpatrywałbym tego w kategorii - musicie czy chcecie.
>Jak widać przynajmiej jedna strona nie zbyt chce.
Jeśli nie chce, a bierze, znaczy - musi. Ale wydaje mi się, że trochę jednak chce...
>Pytanie 1. Czy warto ( patrząc wieloaspektowo ) z tegoż powodu burzyć tzw. harmonię rodzinną?
Czasem warto, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi pseudoharmonia. W przeciwnym wypadku rodzina wejdzie na głowę. Co to za harmonia, gdy rodzina krzykiem, groźbą albo rzewnym szlochem wymusza na Tobie zachowania niechciane? To nie harmonia, to szantaż.
>Pytanie 2. Czy należy zmuszać członków rodziny do postępowania ( w tejże kwestii ) tak jak drzewiej bywało - w imię tradycji, tudzież zgodnie z poglądami rodziców ? Jako rodzic, który zapewne, w jakiejś tam mniej lub bardziej odległej, przyszłości będzie musiał odpowiedzieć na to pytanie ( 2. ) stwierdzam, że nie należy.
Jako matka córki w wieku Laszki stwierdzam kategorycznie i tego będę się trzymać: moja córka zrobi jak zechce, koniec, kropka. I nie dopuszczę żadnej dalszej rodziny do głosu. Kiedyś moja Mama (katoliczka) ochroniła mnie przed lamentacją rodzinną na temat braku ślubu kościelnego mimo odmiennego światopoglądu, teraz ja tym samym odpłacę mojej córce, chociaż my w światopoglądach akurat jesteśmy zgodne, więc będę mieć łatwiej.
Pozdrawiam
16-12-2009 15:32 
 Ocena 1 na 1
Arłukowicz (3162 punktów)
>Jeśli nie chce, a bierze, znaczy - musi.
Ja trochę inaczej rozumiem musi ( jako : nie może inaczej )
Ale wydaje mi się, że trochę jednak chce...
Mi też się tak wydaje.

>>Pytanie 1. Czy warto ( patrząc wieloaspektowo ) z tegoż powodu burzyć tzw. harmonię rodzinną?
>Czasem warto, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi pseudoharmonia. W przeciwnym wypadku rodzina wejdzie na głowę. Co to za harmonia, gdy rodzina krzykiem, groźbą albo rzewnym szlochem wymusza na Tobie zachowania niechciane? To nie harmonia, to szantaż.
Ząstanowiłem się nad tym co napisałaś i chcę przyznać Ci racje.

pozdrawiam
maciek (1053 punktów)Odp: Nauki przedmałżeńskie
>Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność uczestniczenia w naukach przedmałżeńskich.
A po co w ogóle chodzisz na te "nauki" ?
Meretseger (61860 punktów)
>>Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność uczestniczenia w naukach przedmałżeńskich.
>A po co w ogóle chodzisz na te "nauki" ?
Żeby wziąć ślub. Teraz nie dają ślubu w kościele bez zaliczenia owych "nauk".
16-12-2009 13:43 
 Ocena 5 na 5
maciek (1053 punktów)
>>>Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność uczestniczenia w naukach przedmałżeńskich.
>>A po co w ogóle chodzisz na te "nauki" ?
>Żeby wziąć ślub. Teraz nie dają ślubu w kościele bez zaliczenia owych "nauk".
Wiem.Nie doczytałem całego wątku zanim zadałem pytanie.
Chodziło mi zresztą bardziej o to, po co brać ślub kościelny.
16-12-2009 14:06 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Chodziło mi zresztą bardziej o to, po co brać ślub kościelny.
Mam wrażenie, że dla pieniędzy... ale może po prostu jestem złośliwa
16-12-2009 16:58 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Chodziło mi zresztą bardziej o to, po co brać ślub kościelny.
>Mam wrażenie, że dla pieniędzy... ale może po prostu jestem złośliwa
Dla pieniędzy (a w porywach zgoła - dla mamony ) to różne Owsiaki działają. A jak w kościelne klimaty weszłaś, to pisz prawidłowo o Darze Serca, ew. Róży dla Maryji. No.
17-12-2009 10:08 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
> pisz prawidłowo o Darze Serca, ew. Róży dla Maryji. No.

Czuję się w obowiązku sprostować.
Dar Serca to jest jak Ty dajesz. Gdy chcesz coś wziąć, to jest zwykła pazerność
maciek (1053 punktów)
>Żeby wziąć ślub. Teraz nie dają ślubu w kościele bez zaliczenia owych "nauk".
Mam świadectwo matury z religii które zwalnia z owych "nauk", ale z tego co wiem nie jest ono respektowane.
16-12-2009 15:41 
 Ocena 3 na 3
agamn (143 punktów)
>Mam świadectwo matury z religii które zwalnia z owych "nauk", ale z tego co wiem nie jest ono respektowane.

Moja znajoma, która brała ślub ekspresowo i nie miała czasu na nauki musiała odszukać swojego księdza z liceum, żeby ten papier jej podpisał. To było parę lat temu, ale wystarczyło.

Inna koleżanka, która na nauki chodziła raz zrobiła zadymkę, gdy pani z poradni opowiadała jak to "żona oddaje się mężowi". Na stwierdzenie, że kobieta chyba decyduje kto i kiedy ją bzyka, pani prowadząca oblała się ponoć rumieńcem i coś wymamrotała.
W innym kościele w Warszawie pani proponowała albo serię wykładów, albo zakup książki pt. "Inżynieria miłości" za 30zł. Wszyscy kupili i dostali pieczątki.

Trudno mi się wczuć w sytuację Laszki, ja nie miałam żadnej presji. Zaprosiłam rodziców do USC, potem kolacyjka i dziękujemy państwu.
17-12-2009 11:50 
 Ocena 1 na 1
igrazka (303 punktów)

>Inna koleżanka, która na nauki chodziła raz zrobiła zadymkę, gdy pani z poradni opowiadała jak to "żona oddaje się mężowi". Na stwierdzenie, że kobieta chyba decyduje kto i kiedy ją bzyka, pani prowadząca oblała się ponoć rumieńcem i coś wymamrotała.

tak tak ja też znam te głodne kawałki jakimi raczy nas KK w stylu " żona winna się oddawać mężowi (TYLKO mężowi) w ciszy i z pokorą, i najlepiej tylko wtedy kiedy planują potomstwo"-(większość mężczyzn kwituje to stwierdzeniem "byle nie w ciszy" ),czy też "Seks przedmałżeński to grzech niemal śmiertelny, a dziewczyna, która straciła dziewictwo przed ślubem, jest jak nadgryzione, zepsute jabłko, którego nikt już nie będzie chciał. Dlatego stosunki można odbywać tylko po ślubie, bo wtedy nie będzie wyrzutów sumienia związanych ze stratą dziewictwa."
Ania... (14138 punktów)

>To co bardziej "interesujące", to temat antykoncepcji i aborcji. Pani nauczycielka, która
>przedstawiała temat antykoncepcji użyła ciekawego porównania: jakoby seks bez zabezpieczenia
>(oczywiście między małżonkami) był, jak zapraszanie gościa do domu. Natomiast seks z
>zabezpieczeniem, jest niczym włamanie. Bardzo ciekawe. Po kościele przeszedł pomruk wesołości.

Najlepszy tekst jaki usłyszała ara "znajomi znajomych" to:
pożycie nie jest grzechem tylko jeśli ma prowadzić do poczęcia. A więc mąż powinien wiedzieć, kiedy nadszedł ten dzień, ale skąd może wiedzieć? Otóż moi drodzy, bardzo prosto!
Kobieta ma w te dni:
błyszczące oczy
zdrowo zaróżowione policzki
a na jej ustach gości tajemniczy uśmiech.

Ta historia to fakt.

Ale ja przynajmniej zrozumiałam zagadkę Mona Lizy
16-12-2009 16:27 
 Ocena 7 na 7
-jad- (18783 punktów)
Podobnie, zasłyszane ale u bardzo bliskich znajomych:

Przed ślubem współżyć nie należy. Jeśli po ślubie będziemy chcieli rozpocząć współżycie a nie chcemy jeszcze mieć dzieci, to należy się zabezpieczać. Metoda "naturalna", oczywiście. Trzeba więc na kilka tygodni przed pierwszym stosunkiem rozpocząć uważną, codzienną obserwację zachowania ciała kobiety celem ustalenia dokładnych objawów charakterystycznych dla różnych faz cyklu menstruacyjnego aby ustalić i łatwo rozpoznać kiedy wypadają dni płodne a kiedy nie. Obserwacji para powinna dokonywać wspólnie, bo to zbliża i gruntuje itp. Wśród czynności obowiązkowych jest codzienne kontrolowanie temperatury w pochwie. Pomiar powinien być dokonywany każdego ranka.
Jestem ciekaw, która para będzie na tyle czysta i harda, żeby znieść te wspólne pomiary nie odbywając stosunku, którego niby jeszcze nigdy nie odbywała. Kto wyobraża sobie coś takiego?
Mało wszystkiego to, jeszcze ta poranna pora, gdy każdemu młodemu, zdrowo wyspanemu facetowi hokejka sterczy uparcie nawet bez szczególnych bodźców zewnętrznych.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
16-12-2009 19:22 
 Ocena 2 na 2
maciek (1053 punktów)
>Mało wszystkiego to, jeszcze ta poranna pora, gdy każdemu młodemu, zdrowo wyspanemu facetowi hokejka sterczy uparcie nawet bez szczególnych bodźców zewnętrznych.
No to wkładasz termometr.
Arłukowicz (3162 punktów)
>>Mało wszystkiego to, jeszcze ta poranna pora, gdy każdemu młodemu, zdrowo wyspanemu facetowi hokejka sterczy uparcie nawet bez szczególnych bodźców zewnętrznych.
>No to wkładasz termometr.
Paskowy, owinięty wokół i postępujesz wówczas zgodnie z nauką KRK
16-12-2009 20:14 
 Ocena 2 na 2
agamn (143 punktów)
>Jestem ciekaw, która para będzie na tyle czysta i harda, żeby znieść te wspólne pomiary nie odbywając stosunku, którego niby jeszcze nigdy nie odbywała. Kto wyobraża sobie coś takiego?
>Mało wszystkiego to, jeszcze ta poranna pora, gdy każdemu młodemu, zdrowo wyspanemu facetowi hokejka sterczy uparcie nawet bez szczególnych bodźców zewnętrznych.

Nie myślisz chyba, że ktoś mógł przez chwilę dopuścić, że oni rano przebywają RAZEM w jednym pomieszczeniu? Przed ślubem?? Więc pani sobie obserwuje i mierzy jak lubi, a pan radzi z poranną przypadłością... też jak lubi
16-12-2009 21:31 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Nie myślisz chyba, że ktoś mógł przez chwilę dopuścić, że oni rano przebywają RAZEM w jednym pomieszczeniu? Przed ślubem??

No nie. Po ślubie Najpierw kilka tygodni mierzenia temperatury a dopiero potem konsumpcja. Chyba, że na początku antykoncepcję sobie darują, o co pewnie chodzi.

>a pan radzi z poranną przypadłością... też jak lubi

Np. uprawiając wyczerpujące sporty

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
17-12-2009 11:57 
 Ocena 2 na 2
igrazka (303 punktów)
Cytat:
Jeśli po ślubie będziemy chcieli rozpocząć współżycie a nie chcemy jeszcze mieć dzieci, to należy się zabezpieczać. Metoda "naturalna", oczywiście.

jak to! ja słyszałam, że seks należy uprawiać tylko wtedy kiedy chce się mieć dzieci, a co za tym idzie nie tylko wszelkie metody antykoncepcji ( również naturalna) jak również uprawianie seksu w dni niepłodne kobiety jest grzechem!!
plodzien (7378 punktów)
> Pani nauczycielka, która przedstawiała temat antykoncepcji użyła ciekawego porównania: jakoby seks bez zabezpieczenia (oczywiście między małżonkami) był, jak zapraszanie gościa do domu. Natomiast seks z
>zabezpieczeniem, jest niczym włamanie. >
Bzdura. W obu przypadkach istnieje zgoda gospodarza domu na wejście, więc nie ma mowy o włamaniu. Zabezpieczenie wygląda nawet lepiej, bo podaje się "gościu" np. antypoślizgowe bambosze, kiedy korytarz mamy nadto śliski i wyjechany.
O włamaniu możemy mówić raczej w przypadku gwałtu.
Jest też jeden przypadek, gdy stosunek można porównać do włamania, ale w sensie czysto fizycznym.
Wówczas to - gdy wymaga się od gościa, który chciałby w domu trochę posiedzieć, żeby przeszedł przez dotychczas zamknięte, szklane drzwi, bo lenistwo umysłowe, emocjonalne i czas stracony na przesiadywaniu w kościele nie pozwolił dotąd znaleźć kogoś, kto by to zrobił wcześniej.
16-12-2009 16:16
 Ocena 17 na 17
Tomasz J. Niedziałkowski (242 punktów)
Szczerze mówiąc nie rozumiem zagadnienia- zdecydowałaś się na ślub kościelny (abstrahuję od powodów dla których decyzja taka została podjęta) i masz pretensje, że ksiądz na naukach przedmałżeńskich robił Wam wykłady z katolickiej moralności? Że potępiał aborcję itd? A przepraszam co miał mówić?
Taka jest nauka kościoła i tyle. Komuś się nie podoba bierze ślub cywilny i po kłopocie, bez słuchania wynurzeń księdza, bez tego całego balastu religijnego. A jeśli już biorę ślub kościelny, to nie deprecjonuję jego wartości poprzez natrząsanie się z księdza, moralności katolickiej itd.
Nie chcę Cię obrażać, ale szczerze mówiąc bardziej dziwi mnie to, że ktoś bierze ślub kościelny mimo negatywnego stosunku do tegoż kościoła, niż to, że ksiądz przekazuje pewne informacje w zgodzie z nauką kościoła.
Wasza decyzja, wasz wybór- życzę Wam oczywiście szczęścia na nowej drodze życia,

pozdrawiam
piątek (1035 punktów)
Nie wiem kto jest głupszy, ten co uczestnicy w naukach przedmałżeńskie, czy ten który je głosi, z tym, że ten drugi ma przynajmniej z tego pieniądze...

Tato przestałem wierzyć w Boga, i wiesz co? - Jest tak samo
Grzegorz (5685 punktów)
Jak rozumiem z innych wypowiedzi wybrałaś mniejsze zło - mając do wyboru albo przepychanki rodzinne, albo wysłuchanie serii mało sensownych wykładów (plus opłata manipulacyjna 50 PLN) wybrałaś to drugie.

Logiczne, zresztą to Twoja sprawa. Natomiast ciekawi mnie jak to będzie dalej - z chrztem dziecka, komunią, itd. Czy (albo kiedy) przejdziesz z pozycji kogoś kto coś robi bo inni tego od niego wymagają na pozycję kogoś kto sam wywiera presję na dziecko żeby poszło np. do bierzmowania bo "wszyscy idą".
Tomasz J. Niedziałkowski (242 punktów)
Temat w którym dyskutujemy doskonale obrazuje sprawę o której pozwoliłem sobie pisać już jakiś czas temu, a mianowicie chodzi mi o problem "zimnego i zwietrzałego" polskiego katolicyzmu. Do kościoła chodzimy- "bo wypada"
ślub kościelny bierzemy- "bo jakoś tak bez kościelnego głupio"
chrzcimy dzieci- "bo to tradycja taka" (cytat autentyczny z jednego z moich znajomych)
do komunii posyłamy dzieci-" bo przecież wszyscy wysyłają"
Tylko gdzie tu miejsce na wiarę?
Polski katolicyzm to w dużej mierze obrzędowość w której "wypada brać udział" i tylko tyle. Laszka nie jest tutaj wyjątkiem, śmiem twierdzić, że większość polskich młodych małżeństw pitolenie księdza na naukach przedmałżeńskich ma w głębokim poważaniu, jednak brakuje im odwagi żeby przerwać spiralę hipokryzji (godzę się na uczestniczenie w czymś, co i tak uważam za głupotę) i w zgodzie ze swoimi przekonaniami wypiąć się na ślub kościelny. Swoją chwiejną postawą osoby takie dają do ręki argument "bojownikom o katolicką Polskę", że niby 95% katolików w kraju nadwiślańskim, że młodzi w kolejkach do ślubów kościelnych się ustawiają itd. A to wszystko jest jedną wielką bzdurą, "przedstawieniem" dla rodziny i sąsiadów. Czasem warto powiedzieć- nie! Nawet gdyby rodzina miała robić "wielkie oczy" (piszący te słowa przechodził już ten test)
Warto postępować w zgodzie ze swoimi przekonaniami, naprawdę! Może to banał, ale po przeprawie z rodzinką i znajomymi człowiek może odetchnąć pełną piersią i z przyjemnością spojrzeć w lustro.

pozdrawiam i życzę tej siły.
laszka (296 punktów)
>Temat w którym dyskutujemy doskonale obrazuje sprawę o której pozwoliłem sobie pisać już jakiś czas temu, a mianowicie chodzi mi o problem "zimnego i zwietrzałego" polskiego katolicyzmu. Do kościoła chodzimy- "bo wypada"
>ślub kościelny bierzemy- "bo jakoś tak bez kościelnego głupio"
>chrzcimy dzieci- "bo to tradycja taka" (cytat autentyczny z jednego z moich znajomych)
>do komunii posyłamy dzieci-" bo przecież wszyscy wysyłają"
>Tylko gdzie tu miejsce na wiarę?
Ja akurat nie widzę tutaj żadnego problemu. Nie zależy mi żeby wszyscy deklarujący się jako katolicy byli gorliwi w wierze. Im bardziej ich podejście do religii będzie obojętne i będą w życiu religijnym uczestniczyć bardziej "bo tak już jest", niż z przekonania, tym szybciej to się skończy. Z czasem po prostu przestaną w tym uczestniczyć. Wcale nie chce mieć wokół siebie masy super wierzących katolików. Wolę ludzi obojętnych, bo oni z czasem przestaną wywierać presję. Bo jeśli się coś robi bo się robi, ale bez przekonania to kiedyś to się skończy. Nie każdy musi się z tym zgadzać i na tym też mi nie zależy.

>Polski katolicyzm to w dużej mierze obrzędowość w której "wypada brać udział" i tylko tyle. Laszka nie jest tutaj wyjątkiem, śmiem twierdzić, że większość polskich młodych małżeństw pitolenie księdza na naukach przedmałżeńskich ma w głębokim poważaniu, jednak brakuje im odwagi żeby przerwać spiralę hipokryzji (godzę się na uczestniczenie w czymś, co i tak uważam za głupotę) i w zgodzie ze swoimi przekonaniami wypiąć się na ślub kościelny. Swoją chwiejną postawą osoby takie dają do ręki argument "bojownikom o katolicką Polskę", że niby 95% katolików w kraju nadwiślańskim, że młodzi w kolejkach do ślubów kościelnych się ustawiają itd. A to wszystko jest jedną wielką bzdurą, "przedstawieniem" dla rodziny i sąsiadów. Czasem warto powiedzieć- nie! Nawet gdyby rodzina miała robić "wielkie oczy" (piszący te słowa przechodził już ten test)
>Warto postępować w zgodzie ze swoimi przekonaniami, naprawdę! Może to banał, ale po przeprawie z rodzinką i znajomymi człowiek może odetchnąć pełną piersią i z przyjemnością spojrzeć w lustro.

To bardzo miło. Jednak pamiętajmy, że nie należy każdego mierzyć swoją miarą. Nikt nie zna realiów sytuacji rodzinnej, itp. każdego innego człowieka, więc rady typu "prawda cię wyzwoli", są zbędne. Naprawdę myślisz, że ci hipokryci nie wiedzą o tym, że lepiej byłoby żyć w zgodzie ze sobą? Gratuluje odwagi i życzę szczęścia. Ci co tej odwagi nie maja będą starać się dojść do tego może trochę wolniej, może trochę drogą kompromisu i dawkowania rewelacji typu "nie wierzę w boga".
Chciałam w tym wątku napisać tylko o tych śmiesznych naukach, które są głupawe nawet dla wierzących. Nie potrzebuję waszych rad co do tego jak żyć i jakie decyzje podejmować. Bez urazy.

Pozdrawiam
17-12-2009 09:04 
 Ocena 3 na 3
Tomasz J. Niedziałkowski (242 punktów)

>To bardzo miło. Jednak pamiętajmy, że nie należy każdego mierzyć swoją miarą. Nikt nie zna realiów sytuacji rodzinnej, itp. każdego innego człowieka, więc rady typu "prawda cię wyzwoli", są zbędne. Naprawdę myślisz, że ci hipokryci nie wiedzą o tym, że lepiej byłoby żyć w zgodzie ze sobą? Gratuluje odwagi i życzę szczęścia. Ci co tej odwagi nie maja będą starać się dojść do tego może trochę wolniej, może trochę drogą kompromisu i dawkowania rewelacji typu "nie wierzę w boga".

Bierzesz ślub kościelny jednocześnie pisząc, że w sumie to dla Ciebie głupota, liczyłaś na pochwały? Tu nie chodzi o jakąś ponadczasową mityczną prawdę tylko o uczciwość wobec siebie, taki kolejny nic nie warty w dzisiejszych czasach banał.

>Chciałam w tym wątku napisać tylko o tych śmiesznych naukach, które są głupawe nawet dla wierzących. Nie potrzebuję waszych rad co do tego jak żyć i jakie decyzje podejmować. Bez urazy.
>Pozdrawiam

Dla PRAWDZIWIE wierzących te nauki nie są głupawe... Są ludzie dla których ślub kościelny ma wartość i szanuję to. Dla ludzi, którzy biorą ślub kościelny tylko "dla rodziny", później "leją" z klechy i jego "głupiego katolskiego ględzenia" zrozumienia nie mam. Tak uważam, być może moje poglądy są mało poprawne i elastyczne, może nawet kogoś urażają, niestety nic na to nie poradzę.

również pozdrawiam
17-12-2009 09:11 
 Ocena 1 na 1
laszka (296 punktów)

>Bierzesz ślub kościelny jednocześnie pisząc, że w sumie to dla Ciebie głupota, liczyłaś na pochwały?

Na nic nie liczyłam. Prawdę mówiąc, nie obchodzi mnie czy ktoś to popiera, czy nie. Mówię tylko, że nie potrzebuję takich rad.
Arłukowicz (3162 punktów)
Oczywiście masz racje i absolutnie się z Tobą zgadzam, ale czy należy ludzi, którzy czasami postępują wbrew swym przekonaniom, od razu "skreślac", obwiniając ich tym samym, iż " Swoją chwiejną postawą osoby takie dają do ręki argument "bojownikom o katolicką Polskę", że niby 95% katolików w kraju nadwiślańskim, że młodzi w kolejkach do ślubów kościelnych się ustawiają itd"
Każdy z nas ( zapewne i Ty ) uczestniczysz w różnego rodzaju rytuałach, jak np. składanie "szczerych"życzeń wszystkiego najlepszego, spełnienia najskrytszych marzeń, z okazji czegoś tam, osobie, której marzenia mamy w głębokim ................. .
Niektórzy ludzie podobnie traktują rytuały związane z religią. "Odwalają" je, nie zastanawiając się nad ich sensem czy konsekwencjami. Nie pochwalam takiego postępowania, acz daleki jestem od dawania im jedynych słusznych rad.

pozdrawiam
17-12-2009 14:46 
 Ocena 2 na 2
agamn (143 punktów)
>chodzi mi o problem "zimnego i zwietrzałego" polskiego katolicyzmu. Do kościoła chodzimy- "bo wypada"
>ślub kościelny bierzemy- "bo jakoś tak bez kościelnego głupio"
>chrzcimy dzieci- "bo to tradycja taka" (cytat autentyczny z jednego z moich znajomych)
>do komunii posyłamy dzieci-" bo przecież wszyscy wysyłają"
>Tylko gdzie tu miejsce na wiarę?

Z moich obserwacji wynika, że wiele par bierze ślub kościelny nie tylko pod presją rodziny, ale z powodu całej otoczki, celebry i podniosłego charakteru, którego nie da im uroczystość w urzędzie. W USC W-wa Wola, gdzie miałam okazję wstępować w związek małżeński w poczekalni sypał się tynk ze ścian. Mi to nie przeszkadzało, chciałam odbębnić swoje i spadać, ale wierzę, że wielu osobom w tak ważnym dniu takie rzeczy psułyby nastrój.
Sporą rolę odgrywa presja rówieśnicza - dziewczyny licytują się, kto zaprosi więcej gości, kto ma jakie atrakcje itp. Czasem może to się obrócić przeciwko nim (autentyk: jedna panna młoda chciała przed kościołem wypuścić w niebo białe gołąbki. Jak się ustawiała do zdjęcia, to tak ścisnęła gołąbka, że ten narobił jej na przód sukni).
Moim zdaniem, obok tradycji i presji starszego pokolenia przyczyną nieustającej popularności ślubów i innych obrzędów kościelnych jest brak realnej alternatywy. Uroczystości humanistyczne dopiero raczkują, mało kto tak naprawdę wie o takich możliwościach. Zwłaszcza, że nie mają one skutków prawnych. Dopóki KK będzie miał monopol na celebrowanie ważnych życiowych momentów, dopóty będzie się miał u nas dobrze.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365