 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-03-2012 10:09 | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Jakość życia
3 na 3 | Nie ma takiego wynalazku, którego wprowadzenie miałoby wyłącznie pozytywne konsekwencje. Ale tak się składa, że najczęściej te pozytywne objawiają się natychmiast, a te negatywne - dopiero po pewnym czasie, jeśli nawet ogólny entuzjazm do tego dopuści.
Na przykład: Niewątpliwym faktem jest wydłużenie średniej długości ludzkiego życia. W artykułach i komentarzach jest to przywołane wielokrotnie.
Ale, mało kto zauważa, że ta korzystna (w powszechnym odbiorze) zmiana, powoduje niekorzystne zwiększenie średniej wieku społeczeństwa!
Dalej, największy udział w wydłużeniu średniej wieku zawdzięczamy, po pierwsze, zmniejszeniu śmiertelności noworodków i niemowląt, a po drugie, znacznemu wydłużeniu okresu starości. Okres "wieku produkcyjnego" (w szerokim tego określenia znaczeniu) wcale się tak bardzo nie wydłużył, szczególnie, jak się zauważy, że kiedyś "okres produkcyjny" rozpoczynał się, po osiągnięciu pewnego poziomu dojrzałości fizycznej (ok.14 rok życia), gdy teraz, rozpoczyna się po zakończeniu edukacji więc czasami nawet po 30-tce!
Osobnym, etycznie bardzo różnie ocenianym i powodującym ostre kontrowersje faktem, jest "przedłużanie życia" (cudzysłów użyty świadomie!) w hospicjach, domach opieki paliatywnej, prywatnych "domach złotej jesieni", gdzie złoty - to jest tylko zysk ich właścicieli....
Może, zamiast zachwycać się "wydłużeniem życia" powinniśmy zapytać o "wzrost jakości życia"?
Ale - i to jest moje pytanie: czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do oceny jakości życia? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Gapa (597 punktów) |
> Ale - i to jest moje pytanie: czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do >oceny jakości życia? Obiektywnie: bardzo dobrze, dobrze, neutralnie, źle, bardzo źle, warzywo.
A pytanie brzmi, kto podejmie się takiej oceny.
|
|
3 na 3 | plodzien (7378 punktów) | > Nie ma takiego wynalazku, którego wprowadzenie miałoby wyłącznie pozytywne konsekwencje. > Albo wyłącznie negatywne. Na przykład bomba burząca niezmiennie i zgodnie odbierana jest negatywnie. Nie tylko przez właścicieli kamienic, ale - co ciekawe - również przez bezrobotnego murarza, który faszerowany od dziecka wartościami kształtowanymi przez kamieniczników - przyjmuje tę ocenę jako oczywistą. Zapominając, że bomba burzy i otwiera przed kielnią perspektywy.
>> Ale - i to jest moje pytanie: czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do >oceny jakości życia? > Kamienicznika czy murarza?
|
|
10 na 10 | Ag-nes (2295 punktów) | > Niewątpliwym faktem jest wydłużenie średniej długości ludzkiego życia. W artykułach i komentarzach jest to przywołane wielokrotnie. Ale, mało kto zauważa, że ta korzystna (w powszechnym odbiorze) zmiana, powoduje niekorzystne zwiększenie średniej wieku społeczeństwa!Dla kogo niekorzystne? Dla mnie to, że mam szansę żyć dłużej jest jak najbardziej korzystne. A społeczeństwo to ludzie więc dla społeczeństwa też jest to korzystne. > Dalej, największy udział w wydłużeniu średniej wieku zawdzięczamy, po pierwsze, zmniejszeniu śmiertelności noworodków i niemowląt, a po drugie, znacznemu wydłużeniu okresu starości.To chyba dobrze. > Okres "wieku produkcyjnego" (w szerokim tego określenia znaczeniu)wcale się tak bardzo nie wydłużył, szczególnie, jak się zauważy, że kiedyś "okres produkcyjny" rozpoczynał się, po osiągnięciu pewnego poziomu dojrzałości fizycznej (ok.14 rok życia), gdy teraz, rozpoczyna się po zakończeniu edukacji więc czasami nawet po 30-tce!To też nie najgorzej. > Osobnym, etycznie bardzo różnie ocenianym i powodującym ostre kontrowersje faktem, jest"przedłużanie życia" (cudzysłów użyty świadomie!) w hospicjach, domach opieki paliatywnej,prywatnych "domach złotej jesieni", gdzie złoty - to jest tylko zysk ich właścicieli....To "przedłużanie życia" nazwałabym "godnym umieraniem". To, że człowiek ma możliwość umrzeć pod fachową opieką, może mieć na bieżąco kontrolowany stan i odpowiednio aplikowane leki w tym środki przeciwbólowe, to jest jak najbardziej zwiększenie jakości życia. > Może, zamiast zachwycać się "wydłużeniem życia" powinniśmy zapytać o "wzrost jakości życia"?Kilka przykładów: Moja babcia prała we frani, moja mama i ja w automacie - to jest wzrost jakości życia. Moja babcia, żeby umyć naczynia gotowała wodę na piecu kaflowym a potem zmywała w misce, moja mama zmywała w zlewozmywaku, a ja mam zmywarkę (przyjacióła bez zmywarki mówi, że ma męża  ) - to jest wzrost jakości życia. Moja babcia harowała w polu, moja mama żeby dojechać dwoma autobusami na 6.00 do pracy wstawała o 4.00, a ja mam samochód - a niech mnie, jak to nie jest wzrost jakości życia. Moja babcia jak już nie chciała mieć dzieci to szła się wyskrobać, moja mama miała spiralę, a mnie wystarczy plasterek - znasz kobietę, która powie, że to nie jest wzrost jakości życia? Każdy jest w stanie podać wiele takich przykładów, owszem, subiektywnych ale tak wiele osób się po nimi podpisze, że staną się obiektywne.
|
|
 | 5 na 5 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Moja babcia jak już nie chciała mieć dzieci to szła się wyskrobać, moja mama miała spiralę, a mnie wystarczy plasterek - znasz kobietę, która powie, że to nie jest wzrost jakości życia?
Tak i nie. Problematyczny przykład wybrałaś. Moja babcia ciąży usunąć nie mogła. Antykoncepcja to była bajka o żelaznym wilku. Moja mam mogła usunąć niechcianą ciążę bezpłatnie i bez większych ceregieli, z antykoncepcji była globulka ZET, spirala dostępna za dolary, potem pierwsza pigułka - bomba hormonalna jak się dziś patrzy. Ja, pomimo że ciąża może być dla mnie zagrożeniem życia, mogę mieć duże problemy z legalną aborcją. Ale fakt, mój krążek ma minimalna dawkę hormonów, nie obciąża wątroby. Można o nim zapomnieć. Ale w sumie dwa do przodu - dwa do tyłu.
Ale fakt, postęp jest w rożnych drobiazgach które kiedyś zatruwały życie.
Np. pokolenie moich rodziców zmagało się ze zgagą przy pomocy mleczka magnezjowego i mdłej, lekkostrawnej diety, ja mam pantoprazol, jedna mała tabletka rano i mogę zapomnieć o kłopocie.
Wrzody żołądka nie są już wyrokiem na całe życie, w ciągłym strachu przed zaostrzeniem albo perforacją, większość przypadków leczy się we wczesnym stadium antybiotykami.
Moja prababcia i babcia miały na starość powykręcane artretyzmem palce, były kalekami. Moja mama mając 62 lata może normalnie pisać, robić na drutach i grać w bierki. Ja, leczona wcześniej, może nie będę cierpiała nawet na tak dotkliwe rwania.
Moja ciocia straciła nogę w 1942 roku, miała 25 lat. Do końca życia chodziła z ciężką, czasami źle dopasowaną protezą i utykała. Dziś nogę prawdopodobnie udałoby się uratować a jak nie, to zostawić dłuższy kikut. I nosiłaby lekką, elastyczna protezę. Mogłaby nawet startować w maratonie. A na pewno grać w ukochanego tenisa.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
|  | | Ag-nes (2295 punktów) | >>Moja babcia jak już nie chciała mieć dzieci to szła się wyskrobać, moja mama miała spiralę, a mnie wystarczy plasterek - znasz kobietę, która powie, że to nie jest wzrost jakości życia? >Tak i nie. Problematyczny przykład wybrałaś. Tylko porównuję, że moja babcia i mama nie miały takich możliwości antykoncepcji jak ja, co znacząco wpływa na jakość mojego życia.
>Antykoncepcja to była bajka o żelaznym wilku. Owszem, moja babcia nawet nie używała pojęcia antykoncepcja tylko: "przy tych rzeczach trzeba uważać". Ale jak "uważanie" ja zawiodło, to trzeba było sobie radzić inaczej. W latach 50-tych można było usunąć ciążę powołując się na trudne warunki życiowe.
|
|
2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Może, zamiast zachwycać się "wydłużeniem życia" powinniśmy zapytać o "wzrost jakości życia"? > Ale - i to jest moje pytanie: czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do>oceny jakości życia?
-Oczywiście. Dotyczy to wszystkich przypadków gdy coś możemy zrobić szybciej, sprawniej, przyjemniej, mniejszym nakładem sił, w bardziej higienicznych warunkach i bezboleśnie. Gdy mamy większy wybór drogi życiowej i łatwiejszą dostępność do wszelkich dóbr, pomocy medycznej, wiedzy, informacji, środków komunikacji. Gdy mamy zagwarantowane prawa człowieka i obywatela, (choć różnie z ich respektowaniem bywa, to czy kiedyś było lepiej?) Nawet dostępność różnorodnej diety, gdy wiemy co nam może zaszkodzić, a jakie elementy (makro i mikro) są potrzebne, ma bezpośredni wpływ na zdrowie, jakość i długość życia.
-Główne minusy psujące tę jakość to wszechogarniająca biurokracja, powodująca często irytującą małość i bezradność człowieka w systemie, który go uszczęśliwia, czasami zbyt usilnie oraz wszechobecna głupota ludzka, z którą walczyć jest najtrudniej. -Poza tym coraz większa świadomość wzajemnych zależności w świecie przyrody i czyhających zagrożeń, zanieczyszczenie środowiska, ginące gatunki, dziura ozonowa, rzekome ocieplanie klimatu...itp. może działać stresująco. Chociaż o ile byłoby lepiej, gdyby zadziałało mobilizująco.
-Rozróżniajmy też jakość życia, którą da się stwierdzić i dowody są tu przytaczane, od indywidualnego poczucia szczęścia i zadowolenia z tego co się ma i potrafi. To jednak różne rzeczy, a w komentarzach pod wątkiem Jacka Tabisza "Dzień przyszłości" niektórzy tego nie rozróżniali.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | > Niewątpliwym faktem jest wydłużenie średniej długości ludzkiego życia. ... mało kto zauważa, że ta korzystna (w powszechnym odbiorze) zmiana, powoduje niekorzystne zwiększenie średniej wieku społeczeństwa! ..."Życie ludzkie wolno przedłużać jedynie wtedy, gdy skraca się jego męki" - S.J. Lec "Myśli nieuczesane" > Osobnym, etycznie bardzo różnie ocenianym i powodującym ostre kontrowersje faktem, jest "przedłużanie życia" (cudzysłów użyty świadomie!) w hospicjach, domach opieki paliatywnej, prywatnych "domach złotej jesieni"...Tak nie na temat - w Pruszkowie jest "Dom pogodnej starości Znicz"  > ...czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do oceny jakości życia? Obiektywizm jako taki chyba nie występuje w przyrodzie, natomiast istnieje Happy Planet Index - HPI. Odradzam zaglądanie, bo Polska jakoś się nie załapała (z przyczyn dla mnie kompletnie niezrozumiałych) w czołówce, a nawet w pierwszej pięćdziesiątce. I skromna to pociecha, że USA są jeszcze niżej. Podstawowe kryterium to długość życia w połączeniu z jakością: poziom demokracji, równouprawnienie kobiet, więzi międzyludzkie i stopień zanieczyszczenia środowiska.
|
|
|  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | Czyli jednak Karol Marks: "Byt określa świadomość" ?? >  O złośliwcze! - to apropos wymiany zdań pod wiadomym artykułem?  A ja tylko niewinnie zacytowałam z artykułu sprzed kilku lat...
|
|
2 na 2 | Socki (213 punktów) | Obiektywnych kryteriów do oceny jakości życia chyba nie ma. Tem niemniej ogólna poprawa jakości życia nastąpiła, w naszym kraju prawdopodobnie od XIX w. Wzrost długości życia nie jest zasługą jedynie medycyny, wynika to również ze wzrostu zamożności przeciętnego człowieka, co jest chyba pozytywne. Niestety prawdą jest też, że wydłużyła się tylko starość. Dlatego nie jesteśmy zdrowsi od naszych przodków w tym samym wieku, a na pewno przeciętnie mniej sprawni, bo oni jednak trochę się ruszali, a my już znacznie mniej. Po za tym wielkich powodów do optymizmu na przyszłość nie ma. Degradacja środowiska naturalnego postępuje w szalonym tempie. System państwa opiekuńczego też się wali, w Grecji już to nastąpiło, a inne państwa, w tym i nasze, zmierzają w tym samym kierunku, a wszystkie reformy tylko przesuwają problem w czasie. Tak to już jest, niestety, że żyjemy na ograniczonej powierzchni, Ziemia ma ograniczone zasoby, a masowe wędrówki w kosmos, jak na razie, są czystą fantazją.
|
|
Bartosz B. (179 punktów) (zablokowany) | > czy dysponujemy jakimiś obiektywnymi kryteriami do >oceny jakości życia? Długość życia to jego podstawowa cecha i główne kryterium jakości.
Nade wszystko życiu nadaje sens dożycie wieku reprodukcyjnego. Dziś udaje się to w większym stopniu niż w czasach dużej śmiertelności noworodków, na pewno więc dożywanie do dojrzałości jest miarodajnym kryterium jakości życia. Bo co to za życie, które kończy się w dzieciństwie?
Długość życia badana z drugiego końca, tzn jako ilość samobójstw i eutanazji, pokazuje, że mimo cierpienia ludzie wolą "trzymać się życia". A to oznacza, że oceniają je mimo dolegliwości pozytywnie.
Reasumując: żyjemy dłużej, czyli żyjemy lepiej.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|