 |
Kolizja drogowa - kto zawinił? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-03-2012 13:01 | Ocykan (3528 punktów) | Kolizja drogowa - kto zawinił? | Stojąc na światłach nie trzymałem nogi na pedale hamulca i mój samochód się cofnął (było lekko pod górkę). Uderzyłem w samochód stojący za mną, uszkadzając mu lekko przedni zderzak (a sobie tylny). Powstał problem, kto jest sprawcą a kto poszkodowanym. Kierowca uderzonego przeze mnie samochodu twierdzi, że to moja wina. Ja mam niejakie wątpliwości. No bo, z jednej strony, to ja go uderzyłem, z drugiej jednak strony to on nie zachował bezpiecznej odległości (stanął ok. 30 cm za mną). A Waszym zdaniem kto jest winny? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
8 na 8 | rdest (2492 punktów) |
>A Waszym zdaniem kto jest winny? Ty. I nie ma znaczenia, że samochód stał 30cm za Twoim. Podczas kursu uczą korzystania z hamulca ręcznego; uczą także patrzenia w lusterka.
Konformizm gwarantem spójności grupy
|
|
1 na 3 | Matix (5786 punktów) | > Waszym zdaniem kto jest winny?Wszyscy tylko nie ja.
|
|
2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Po to na egzaminach na prawo jazdy zdaje się zawsze manewr na wzniesieniu, aby umieć zapobiec cofaniu się samochodu po postoju na górce. Popełniłeś więc błąd. Tyle że jego błąd może być istotniejszy formalnie. Zdaje się, że w zdarzeniach drogowych ci, którzy "siadają na ogonie" na ogół ponoszą winę.
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | Formalnie to też nie była górka. "Wznos" drogi był minimalny, sądziłem że stoję na płaskim (ten za mną zresztą też).
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Już nie raz uniknąłem takiej sytuacji tylko dlatego, że stanąłem w odpowiedniej odległości, która pozwala mi zobaczyć, że samochód przede mną się stacza na mnie i zatrąbić klaksonem na kierowcę przede mną, który oczy ma jedynie wlepione w światła.
|
|
| |  | 2 na 2 | Ocykan (3528 punktów) | Kiedyś miałem nieco inny przypadek. Jechałem 90-tką pustą prostą drogą w bezpiecznej odległości za facetem, który jechał z tą samą prędkością. W pewnej chwili zachciało mu się sprawdzić działanie ABS-u i depnął hamulec "do dechy". Ja wtedy miałem samochód bez ABS-u i zatrzymałem się jakieś pół metra za nim i bokiem do osi drogi. Formalnie to on był nie w porządku, bo jego gwałtowne hamowanie nie wynikało z warunków ruchu drogowego. Tylko jak bym to udowodnił? Gdyby facet zechciał iść "w zaparte" wystarczyłoby, że by powiedział, że hamował aby uniknąć przejechania psa lub kota. Ponieważ jednak w tym przypadku nic mi się nie stało, facet przyznał, że testował ABS (z pewną dumą, wtedy to w Polsce była jeszcze rzadkość), bardzo grzecznie mnie przeprosił i pojechaliśmy dalej.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Kiedyś miałem nieco inny przypadek. Jechałem 90-tką pustą prostą drogą w bezpiecznej odległości za facetem, który jechał z tą samą prędkością. W pewnej chwili zachciało mu się sprawdzić działanie ABS-u i depnął hamulec "do dechy".
W taki sposób wyłudza się odszkodowania lub remonty, bo w takich sytuacjach ten z tyłu w zasadzie zawsze ma stwierdzaną winę, choć może rację ma Maddy, że do świateł może się to nie odnosić, ale jak oba samochody się poruszają to ten z tyłu jest praktycznie bez szans na dowiedzenie, że nie jego wina.
|
|
| | |  | Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | Nie rozumiem jak on chciał ten ABS sprawdzić?
|
|
| | |  | | farmer (22440 punktów) | >Kiedyś miałem nieco inny przypadek. Jechałem 90-tką pustą prostą drogą w bezpiecznej odległości za facetem, który jechał z tą samą prędkością. W pewnej chwili zachciało mu się sprawdzić działanie ABS-u i depnął hamulec "do dechy". Ja wtedy miałem samochód bez ABS-u i zatrzymałem się jakieś pół metra za nim i bokiem do osi drogi.
Nawet jak by facet miał hamulce ceramiczne to "bezpieczna odległość" powinna zapewnić miejsce do zatrzymania. Co innego jak "coś" wtargnie na jezdnię wtedy może braknąć drogi.
|
|
 | 6 na 6 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Po to na egzaminach na prawo jazdy zdaje się zawsze manewr na wzniesieniu, aby umieć zapobiec cofaniu się samochodu po postoju na górce. Popełniłeś więc błąd. Tyle że jego błąd może być istotniejszy formalnie. Zdaje się, że w zdarzeniach drogowych ci, którzy "siadają na ogonie" na ogół ponoszą winę.
Nie działa to automatycznie. Nie w Polsce. Winny będzie ten kto się poruszał a nie ten, kto stał. Udowodnienie, że ten z tyłu stał za blisko może być trudne. Ja powiem, że gość za mną stał zderzak w zderzak (ocena odległości we wstecznym lusterku na takich małych odcinkach jest problematyczna), a on, że było "prawie metr" a ja się beztrosko zsuwałam. Nikt tam z linijką nie mierzył PRZED kolizją. A faktem jest, że nic by się nie stało gdyby jeden z drugim trzymał nogę na hamulcu.
Miałam inny przypadek - mój ojciec stuknął samochód stojący obok, na równoległym pasie. Stali przed światłami, jezdnia była lekko nachylona ku prawej krawędzi a na drodze szklanka (taka szklanka że policjant się przewrócił jak chciał podejść do samochodów - świeżo zamarznięta mżawka). Samochód ojca zaczął się po prostu ześlizgiwać bokiem w prawo. Uderzył w drugi samochód i oba pojazdy jeszcze się ześlizgnęły kawałek, aż na pobocze, gdzie był żwir i koła złapały przyczepność. Policja przyjechała, sprawcy w rozumieniu KW nie znalazła, ale notatka z policji wystarczyła, że gośc którego ojciec stuknął zrobił sobie na koszt jego OC lakier na drzwiach i nowe lusterko.
Policjant już nieoficjalne powiedział ojcu, że dobrze że ześliznął w bok a nie do tyłu, jakby się ześliznął na kogoś do tyłu, to były sprawcą kolizji. No ale samochody co do zasady nie poruszają się bokiem, więc "ma Pan szczęście".
ps. Koledze inicjatorowi wątku polecam doszkolenie się w prowadzeniu samochodu. Jak się nie potrafi ocenić czy na wzniesieniu trzeba trzymać nogę na hamulcu albo się nie czuje od razu, że samochód się stacza (30 cm to się daje wyczuć, nawet 10cm się daje), to ja bym wolała kolegi na drodze nie spotkać. Serio Serio. Trzymanie nogi na hamulcu na wszelki wypadek nic nie kosztuje.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Winny będzie ten kto się poruszał a nie ten, kto stał.
Jest to racjonalna zasada.
>Udowodnienie, że ten z tyłu stał za blisko może być trudne.
Ale nie niemożliwe, przy skrzyżowaniach często są miejskie kamery.
|
|
| |  | Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>Winny będzie ten kto się poruszał a nie ten, kto stał. >Jest to racjonalna zasada. >>Udowodnienie, że ten z tyłu stał za blisko może być trudne. >Ale nie niemożliwe, przy skrzyżowaniach często są miejskie kamery.
Bywają, nie zawsze działają, nie zawsze "patrzą" tam gdzie akurat by nam pasowało. Takie co by było gdyby.
A widziałeś kiedyś obraz z takich kamer? Będzie widać, że jeden samochód się stacza i uderza w drugi. Ale trzeba by specjalisty, żeby ustalił jaka był odległość samochodów. Przy takich odległościach jak kolega deklarował (30cm) przybliżenie to będzie drugie tyle. Nikt dla jednej stłuczonej lampy nie będzie robił takich jaj. Bądźmy poważni.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Nikt dla jednej stłuczonej lampy nie będzie robił takich jaj.
Jeśli policja stosuje taką zasadę, że poruszający się zawsze winny, to nie będą badać sprawy. Ale istnieje możliwość odmowy przyjęcia mandatu a wówczas przed sądem można sprawdzić kamery. Ja osobiście uczestniczyłem w zdarzeniu, gdzie chodziło o drobne uszkodzenie zderzaka (ale drobne uszkodzenie zderzaka albo lampy w nowym samochodzie to może być spory wydatek). Każdy obstawał przy swoim, więc policjant zadzwonił o sprawdzenie kamery. Po pół godziny dostał z kamery rozstrzygnięcie dylematu.
|
|
| |  | 1 na 1 | facet (344 punktów) | > >Winny będzie ten kto się poruszał a nie ten, kto stał.> Jest to racjonalna zasada.To stań na autostradzie
|
|
1 na 1 | Gapa (597 punktów) |
>Waszym zdaniem kto jest winny?
Winny tez z tylu, ze Ci Tylek wąchał. A Ty, winny moralnie, bo ręcznego nie zaciągasz. Osobiście nie lubie trzymania nogi na hamulcu, bo w oczy świeci komuś za mna.
|
|
1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | A mnie interesuje, jak samochód toczący się na nieomal równej jezdni na odcinku 0,3 m , potrafi zniszczyć 2 zderzaki?
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | > A mnie interesuje, jak samochód toczący się na nieomal równej jezdni na odcinku 0,3 m , potrafi zniszczyć 2 zderzaki?Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem? Napisałem przecież: Cytat:Uderzyłem w samochód stojący za mną, uszkadzając mu lekko przedni zderzak (a sobie tylny). O "zniszczeniu" nie było mowy. Uszkodzenia polegały na podrapaniu lakieru.
|
|
| kogut59 (3090 punktów) | > Waszym zdaniem kto jest winny?50% na 50%
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Waszym zdaniem kto jest winny? Ty, tylko Ty. Nie zdał byś egzaminu na prawo jazdy, ruszanie na wzniesieniu - maks. dopuszczalna "cofka" 20 cm.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|