Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia w szkole a Konstytucja

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
23-12-2009 13:32norbo (6 punktów)Religia w szkole a Konstytucja
Ocena 4 na 6
Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ art. 53.7


Obecnie przyjęte zasady odnośnie nauki religii w szkołach publicznych przewidują obowiązkowe uczestnictwo w zajęciach z "religii" bądź "etyki". Tym samym wymuszona zostaje konieczność podjęcia jawnej, publicznej deklaracji wiary. Jest to jawne pogwałcenie przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Faith (3864 punktów)
> Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego
>światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.
KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ art. 53.7
Obecnie przyjęte zasady odnośnie nauki religii w szkołach publicznych przewidują obowiązkowe
>uczestnictwo w zajęciach z "religii" bądź "etyki". Tym samym wymuszona zostaje konieczność
>podjęcia jawnej, publicznej deklaracji wiary
. Jest to jawne pogwałcenie przepisów Konstytucji
>Rzeczypospolitej Polskiej!

Toś odkrył Amerykę! wiedzą o tym wszyscy co są zmuszani do chodzenia na ten "przedmiot"
Mikolaj (219 punktów)
>Jest to jawne pogwałcenie przepisów Konstytucji
>Rzeczypospolitej Polskiej!

Noo przecież w naszym kraju aktem nadrzędnym jest konkordat Któż by się przejmował jakąś konstytucją. I tak dziwne, że zamiast trybunału konstytucyjnego nikt nie powołał jeszcze "trybunału konkordatowego". Mógłby sprawdzać zgodność ustaw ze wspomnianym konkordatem...
23-12-2009 22:13 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>I tak dziwne, że zamiast trybunału konstytucyjnego nikt nie powołał jeszcze "trybunału konkordatowego".
A ja się spodziewałem trybunału inkwizycyjnego
>Mógłby sprawdzać zgodność ustaw ze wspomnianym konkordatem...
Ten by zapewne skutecznie egzekwował aby ustawy były zgodne z konkordatem . .
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
Psyk (14071 punktów)
>Jest to jawne pogwałcenie przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej!

To rzeczywiście straszne... Tyle, że wszyscy o tym wiedzą od 10-iu lat. Konstytucja to nic nie warty papier. Konkordat jest niezgodny z konstytucją dlatego konstytucja nie obowiązuje - proste.
sztejkat (4743 punktów)
>(...)Tym samym wymuszona zostaje konieczność podjęcia jawnej, publicznej deklaracji wiary. (...)

Nie prawda.

W obecnym układzie musisz zadeklarować chęć uczestnictwa w jednych lub drugich zajęciach. Ze zobowiązaniem do deklaracji wyznania nie ma to nic wspólnego, a Twoje motywy mogą pozostać Twoją słodką tajemnicą.

Aczkolwiek na podstawie dokonanego wyboru można domniemywać co nieco, jednak deklaracja sensu stricte to nie jest.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Wszystkim (oprócz sztejkata), którzy wypowiedzieli się w tym wątku, w tym jego autorowi, wlepiłem minusa za kompletny brak znajomości tematu.

Tylko sztejkat wie, że ani lekcje religii, ani lekcje etyki nie są obowiązkowe.

Wręcz przeciwnie - lekcje te są organizowane na wniosek rodziców/opiekunów lub samych uczniów. Szkoła nie ma prawa organizować takich lekcji bez wspomnianego wniosku.

Jeśli prawo jest łamane, to przez dyrekcje szkół, które organizują lekcje religii (i zatrudniają katechetów) zanim otrzymają wnioski. Jest to powszechną praktyką, na którą nikt nie zwraca uwagi, a gdyby nawet, to żaden przepis nie przewiduje jakichkolwiek sankcji za taką działalność.



Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
24-12-2009 11:00 
 Ocena 1 na 1
Tomasz@niewierny (568 punktów)
(zablokowany)
>Wszystkim (oprócz sztejkata), którzy wypowiedzieli się w tym wątku, w tym jego autorowi, wlepiłem minusa za kompletny brak znajomości tematu.
>Tylko sztejkat wie, że ani lekcje religii, ani lekcje etyki nie są obowiązkowe.
Opisujesz stan prawny czy faktyczny? Wiesz jak się to odbywa? Po pierwsze szkoła nie czeka na wniosek rodziców, tylko układa plan lekcji uwzględniający religię. Po drugie na pierwszym zebraniu wychowawca rozdaje wnioski nazywając je "deklaracjami". Po trzecie religia jest zwykle w środku zajęć, więc dziecko nieuczęszczające na religię musi siedzieć w bibliotece lub na korytarzu i czuje się wykluczone.

>Wręcz przeciwnie - lekcje te są organizowane na wniosek rodziców/opiekunów lub samych uczniów. Szkoła nie ma prawa organizować takich lekcji bez wspomnianego wniosku.
>Jeśli prawo jest łamane, to przez dyrekcje szkół, które organizują lekcje religii (i zatrudniają katechetów) zanim otrzymają wnioski. Jest to powszechną praktyką, na którą nikt nie zwraca uwagi, a gdyby nawet, to żaden przepis nie przewiduje jakichkolwiek sankcji za taką działalność.

Wszystkie szkoły postępują tak samo (ja znam to z pięciu szkół lubelskich) i nikomu włos z głowy nie spadł.
Obawiam się, że gdyby dyrektor którejś ze szkół postąpił w ten sposób, że ułożył plan nieuwzględniający religii, zabronił wychowawcom drukowania gotowych wniosków i namawiania na religię (ale nie zabraniając przyjmowania dobrowolnych wniosków od rodziców), po czym dla tych uczniów, których rodzice "zapisali" na religię zrobił te "lekcje" na końcu lub na początku zajęć, Jego Pierd0lencja Życiński odsądziłby go od czci i wiary (vide dyr. Kalbarczyk, który "wychylił się z krzyżami).

Za znajomość prawa plus, za odniesienie do realiów minus - w sumie nic nie daję
24-12-2009 16:00 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Za znajomość prawa plus, za odniesienie do realiów minus - w sumie nic nie daję
Realia znam bardzo dobrze, o czym świadczy choćby ten fragment:
"Jeśli prawo jest łamane, to przez dyrekcje szkół, które organizują lekcje religii (i zatrudniają katechetów) zanim otrzymają wnioski. Jest to powszechną praktyką, na którą nikt nie zwraca uwagi, a gdyby nawet, to żaden przepis nie przewiduje jakichkolwiek sankcji za taką działalność."

Poza tym moja córka jest uczennicą, więc dobrze wiem jak to wszystko wygląda.
Jedna lekcja religii (a właściwie katolicyzmu) odbywa się jako ostatnia jednego dnia.
Wychowawca klasy zażądał ode mnie napisania podania do dyrekcji z prośbą o pozwolenie, aby córka mogła nie zostawać w szkole na tej ostatniej godzinie lekcyjnej oraz deklaracji, że na religię nie chodzi.
Napisałem takie pismo, jakiego w tej szkole na pewno jeszcze nie czytali (i stąd te ich idiotyczne żądania), ale zanim je przekazałem sami chyba doszli do wniosku, że przegięli i wychowawca wyraził zgodę, aby córka wracała do domu zamiast siedzieć w szkole z powodu lekcji, na którą nie uczęszcza.




Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
24-12-2009 16:37 
 Ocena 2 na 2
Tomasz@niewierny (568 punktów)
(zablokowany)
Przyznam się, że też czasami nie wiem, czy takie sytuacje wynikają z jakichś odgórnych, nieformalnych poleceń (np. kuratorium) bądź zmasowanej, skoordynowanej akcji katechetów, czy jednak wynika to z bardzo marnej znajomości prawa, jaką charakteryzuje się stan nauczycielski. Podam przykład (nieco OT):
Córka latem skończyła 18 lat, jesienią rozpoczęła klasę maturalną w jednym z lubelskich LO. Okazało się, że ani nauczyciele, ani dyrekcja nie zdają sobie sprawy, że osiągnięcie pełnoletności przez ucznia pociąga za sobą poważne skutki prawne (choćby wygaśnięcie obowiązku szkolnego, prawo do samodzielnego usprawiedliwiania nieobecności). Musiałem sam iść na rozmowę z wychowawczynią i uświadomić jej, że szkoła łamie prawo (mam taki numer w zanadrzu: "nie chciałbym mieszać w sprawę kuratorium, wolałbym wyjaśnić sprawę w naszym gronie" - z reguły skutkuje .

Pozdrawiam (i tym razem już daję plusa)
norbo (6 punktów)
>Wszystkim (oprócz sztejkata), którzy wypowiedzieli się w tym wątku, w tym jego autorowi, wlepiłem minusa za kompletny brak znajomości tematu.
>Tylko sztejkat wie, że ani lekcje religii, ani lekcje etyki nie są obowiązkowe.
>Wręcz przeciwnie - lekcje te są organizowane na wniosek rodziców/opiekunów lub samych uczniów. Szkoła nie ma prawa organizować takich lekcji bez wspomnianego wniosku.
>Jeśli prawo jest łamane, to przez dyrekcje szkół, które organizują lekcje religii (i zatrudniają katechetów) zanim otrzymają wnioski. Jest to powszechną praktyką, na którą nikt nie zwraca uwagi, a gdyby nawet, to żaden przepis nie przewiduje jakichkolwiek sankcji za taką działalność.

>
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)


Moj blad. Masz absolutna racje. Uczen ma prawo uczestniczyc w zajeciach z religii lub etyki, ale tez ma prawo nie uczestniczyc w zadnych z tych zajec. Nie zmienia to jednak faktu, ze w przypadku organizowania takich zajec w szkolach publicznych staje przed koniecznoscia podjecia jawnej decyzji, ktora moze byc rozumiana jako deklaracja wyznawana, badz nie, religii katolickiej. I wlasnie ta koniecznosc publicznej deklaracji jest, moim zdaniem, naruszeniem przepisow Konstytucji RP.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Uczen ma prawo uczestniczyc w zajeciach z religii lub etyki, ale tez ma prawo nie uczestniczyc w zadnych z tych zajec. Nie zmienia to jednak faktu, ze w przypadku organizowania takich zajec w szkolach publicznych staje przed koniecznoscia podjecia jawnej decyzji, ktora moze byc rozumiana jako deklaracja wyznawana, badz nie, religii katolickiej. I wlasnie ta koniecznosc publicznej deklaracji jest, moim zdaniem, naruszeniem przepisow Konstytucji RP.
Deklarując chęć uczęszczania na zajęcia z katolicyzmu czy z etyki formalnie nie ujawnia się wyznania, zatem zaatakowanie konieczności złożenia takiej deklaracji odpowiednim przepisem Konstytucji nie może liczyć na powodzenie.

Poza tym jaka miałaby być alternatywa? Moim zdaniem tylko taka, że szkoły obligatoryjnie organizują zajęcia z religii oraz z etyki i uczniowie wybierają, na które chcą chodzić.
Odpada wówczas wątpliwy element naruszania Konstytucji, ale czym to się różni od naszej rzeczywistości? Tylko tym, że lekcje etyki musiałby być przewidziane w planie lekcji i musiałby być zatrudniony nauczyciel etyki.

Wielu przedstawicieli kleru, rodziców i uczniów jest przeciwna obecności nauczania katolicyzmu w przedszkolach i szkołach (z różnych zresztą powodów). Przypuszczam, że może takich osób być większość, tylko co z tego? Mamy do czynienia z jednym przejawów arogancji władz państwowych, które:
a) mają "gdzieś" opinie społeczeństwa,
b) bez mydła wchodzą w "gdzieś" najbardziej ekstremalnych, fanatycznych przedstawicieli KK, bo wydaje im się (władzom), że większość wyborców też stanowią katoliccy fanatycy.

O prawdziwości drugiej części zdania punktu b) nie jestem przekonany, bo wydaje mi się prawdopodobnym, iż władze ubijają z KK jakieś interesiki. To podejrzenie jest przejawem mojej nadziei, że kolejne władze RP od 1989 roku są interesowne, bo przecież niemożliwe, żeby były aż tak durne.


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
24-12-2009 20:48 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Poza tym jaka miałaby być alternatywa? Moim zdaniem tylko taka, że szkoły obligatoryjnie organizują zajęcia z religii oraz z etyki i uczniowie wybierają, na które chcą chodzić.
>Odpada wówczas wątpliwy element naruszania Konstytucji, ale czym to się różni od naszej rzeczywistości? Tylko tym, że lekcje etyki musiałby być przewidziane w planie lekcji i musiałby być zatrudniony nauczyciel etyki.

Moim zdaniem de facto, naruszenie Konstytucji w jakiejś mierze występuje, bo w przypadku znaczącej przewagi katolików w społeczeństwie, brak deklaracji chęci uczestniczenia w lekcjach religii, jest wyraźnym określeniem światopoglądowym, co prawda dotyczy ono wyłącznie relacji z katolicyzmem, ale jest to wyraźna deklaracja.

A alternatywą powinna być przede wszystkim rezygnacja z prowadzenia lekcji religii w szkołach, skoro zorganizowanie ich, pociąga za sobą łamanie Konstytucji.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
24-12-2009 11:56 
 Ocena 2 na 2
Mikolaj (219 punktów)
>Tylko sztejkat wie, że ani lekcje religii, ani lekcje etyki nie są obowiązkowe.

Szanowna Kulko na mole....
istnieje takie ładne słowo jak "ironia". Polecam lekturę Wikipedii:

pl.wikipedia.org/wiki/Ironia

potem możesz raz jeszcze przeczytać nasze wypowiedzi

sytuacja jest analogiczna do tej z PRL. Tam władza należała do "ludu pracującego" i kto uważał inaczej, ten wykazywał "kompletny brak znajomości tematu".

Wracając do dzisiejszej szkoły. Stan mamy taki, że mimo tego iż religia nie jest obowiązkowa i samo deklarowanie się na nią również, to stan faktyczny wygląda odmiennie.
Wniosek o którym wspominasz - idzie niejako z automatu, a nie zdziwiłbym się gdyby wielu dyrektorów szkół o czymś takim nie wiedziało w ogóle ("bo przecież 'wszyscy' chcą chodzić na religię").

Sytuacja wygląda więc tak, że szkoła która jest instytucją publiczną, zmusza rodziców i dzieci do zadeklarowania swojej wiary (inna sprawa że za publiczne pieniądze prowadzi religijną indoktrynację). Tak wygląda to w praktyce i szkoły które znam z opowieści lub własnych doświadczeń - tak właśnie to robią. Stanem domyślnym jest "dziecko chodzi na religię", a gdy tego nie chce - to takie "dziwadło" musi się w porę zadeklarować.

Nasze państwo, jak to napisałeś, nie przewiduje żadnych sankcji za niestosowanie się do oficjalnych przepisów. Zatem jest ono za stan obecny współodpowiedzialne.

życzę udanego święta zimowego przesilenia

M.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365