Miałem w podstawówce takiego kolegę, dosyć dobrego w sumie, pochodzącego z "dzianej" rodziny. Kasę powinien mieć, ale widać na coś przepuszczał  Ja z kolei nawet kieszonkowego nie dostawałem, czasami parę złotych kapnęło... tak czy siak, jak gdzieś z tym kumplem szliśmy, na jakieś lody z automatu na przykład, to on wiecznie wtedy nie miał kasy, a ja się dzieliłem. Tu dwa złote, tam dwa złote. W końcu zacząłem spisywać  Nie po to, żeby go ścigać za to, bo nie mam takiego charakteru, ale dla czystej informacji  Kiedyś jednak chciałem od niego pożyczyć parę złotych i oczywiście odmówił. Od tamtej pory z pożyczaniem uważam. Pożyczam tylko wtedy, kiedy mam pewność, że ktoś odda - zwłaszcza takie rzeczy jak książki itd.
|