 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-05-2010 00:13 | Stadnina Egzystencji (126 punktów) (zablokowany) | Jak trwoga to do boga
-3 na 3 |
W niniejszym wątku chciałbym omówić argument wierzących "jak trwoga to do boga". Według wierzących sporo ateistów w chwili śmierci modli się do boga, pragnie trafić do nieba, mimo kilkunastu/kilkudziesięciu lat przebytych w ateizmie.
Ateiści potrafią jedynie kontrargumentować: "mój znajomy/wujek/ojciec/dziadek/pies w chwili śmierci pozostał przy ateizmie". Ten argument ateistów jest głupi z dwóch powodów: - ten umierający ateista wstydzi/boi się przyznać do tego że jego wieloletnie stanowisko jest głupie, wstydzi się przyznać do zmarnowania życia w ateizmie. - nawet jeśli część z nich rzeczywiście pozostaje w ateizmie liczy się to że większość/dużo z nich jednak modli się do boga.
Pewnego razu odczuwałem bardzo duży ból. Nie chodzi tylko o nasilenie tego bólu ale także jego specyfikę. W pewnym krytycznym momencie pomyślałem sobie "boże proszę żeby mnie przestało boleć", choć sam wątpiłem że to pomoże. Nie uwierzyłem wtedy w boga, ale liczy się fakt, że zwróciłem się do niego. Była to regresja. Nie mogąc poradzić sobie z sytuacją dużego bólu uciekłem się do metod z dzieciństwa - a wtedy zawsze w trudnych chwilach kierowałem się do boga. A co dopiero w sytuacji śmierci? Czymże jest ból w stosunku do śmierci?
Uznając zatem że modlenie się sporej części ateistów w chwili śmierci jest faktem pozostaje tylko wyciągnąć z tego wnioski. Ale właśnie, jakie wnioski? Co wierzący starają się przez ten argument udowodnić? Że bóg istnieje? Że ateizm nie istnieje?
Moim zdaniem to że ateiści modlą się do boga w niektórych sytuacjach (śmierć/trauma) jest... dowodem na to że wiara w boga wynika jedynie ze strachu (lub ogólniej - dążenia do przyjemności/unikania nieprzyjemności)! Wierzący którzy używają tego argumentu(dość często) nieświadomie strzelają do własnej bramki.
I to że w tej mojej sytuacji(wcześniej opisanej) zwróciłem się do boga, tylko mnie utwierdziło w ateizmie, i tym z jak prostych pobudek ludzie wierzą w boga.
Proces decyzyjny człowieka się na obliczeniu decyzji która da nam najwięcej korzyści. Ateista w chwili śmierci może(ale nie musi) odczuwać duży stres i strach. Aby to rozładować mózg podpowiada nam zwrócenie się do boga(rozwiązałoby to problem strachu). To nie dzieje się podczas każdej sytuacji, tylko ekstremalnych ponieważ zwrócenie się do boga daje też ateiście negatywny efekt w postaci podważenia swojego wieloletniego stanowiska.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Proces decyzyjny człowieka się na obliczeniu decyzji która da nam najwięcej korzyści. Ateista w >chwili śmierci może(ale nie musi) odczuwać duży stres i strach. Aby to rozładować mózg podpowiada >nam zwrócenie się do boga(rozwiązałoby to problem strachu). To nie dzieje się podczas każdej >sytuacji, tylko ekstremalnych ponieważ zwrócenie się do boga daje też ateiście negatywny efekt w >postaci podważenia swojego wieloletniego stanowiska. Kiedy coś mnie zaskoczy zdarza mi się krzyknąć " łoranyboskie" nie odnosząc tego do żadnego boga a już jakiś jego ran w szczególności. Nawyk, przyzwyczajenie nabyte w dzieciństwie na zasadzie naśladownictwa... Lepsze to niż rzucać "kurwami". Ci z moich ateistycznych znajomych którzy umierali martwili się jedynie o losy swoich bliskich. Strach nie był widocznym uczuciem. Sama myśląc o śmierci boję się bólu i długiego umierania a nie tego co będzie po śmierci. To co napisałeś świadczy jedynie że indoktrynacja w dzieciństwie była skuteczna.
|
|
5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >W niniejszym wątku chciałbym omówić argument wierzących "jak trwoga to do boga". Mają rację! Jestem naturalistą ontologicznym, a to jeszcze więcej niż człowiek odrzucający jednego z bogów lub ich wszystkich. Dla mnie świat jest materialny i wszystkie występujące na nim zjawiska dają się (wcześniej lub później) wyjaśnić w sposób naturalny. Takiemu materialiście, gdy spadnie ciężarek na nogę wrzeszczy: O Jezu, o Matko Boska. Paradoks - zaprzeczenie własnym poglądom? Nie! Tylko kulturalny facet wychowany w tradycji chrześcijańskiej "o ku.wa" publicznie krzyczeć nie będzie. Po prostu - okrzyki religijne zastępują mi wulgaryzmy.
>Według wierzących sporo ateistów w chwili śmierci modli się do boga, pragnie trafić do nieba, mimo >kilkunastu/kilkudziesięciu lat przebytych w ateizmie. >Ateiści potrafią jedynie kontrargumentować: "mój znajomy/wujek/ojciec/dziadek/pies w chwili śmierci >pozostał przy ateizmie". Nie wiem, jak z każdym dziadkiem było? Wiem, że im jestem starszy i wraz pogłębianą wiedzą mój ateizm rośnie, choć rośnie też tolerancja i dziś niewielkie już znaczenie ma dla mnie, czy pochowają mnie pod krzyżem, czy też pod płotem, ale rodzinie, którą kocham, nie jest wszystko jedno. Wraz z wiekiem dopadają nas różne choroby, także psychiczne i nie mam żadnej gwarancji, że aż do samej śmierci będę zdrowy.
>Ten argument ateistów jest głupi z dwóch powodów: >- ten umierający ateista wstydzi/boi się przyznać do tego że jego wieloletnie stanowisko jest głupie, wstydzi się przyznać do zmarnowania życia w ateizmie. >- nawet jeśli część z nich rzeczywiście pozostaje w ateizmie liczy się to że większość/dużo z nich jednak modli się do boga. >Uznając zatem że modlenie się sporej części ateistów w chwili śmierci jest faktem pozostaje tylko wyciągnąć z tego wnioski. Opisuje tu Pan, jak sobie mały Kazio ateistów wyobraża. Gwarantuję Panu, że wśród nich byli i są giganci intelektu i etyczne wzorce. Czy wszyscy? Nie! A jak dużo jest intelektualistów wśród wierzących?
>Pewnego razu odczuwałem bardzo duży ból. Nie chodzi tylko o nasilenie tego bólu ale także jego specyfikę. >W pewnym krytycznym momencie pomyślałem sobie "boże proszę żeby mnie przestało boleć", choć sam >wątpiłem że to pomoże. Nie uwierzyłem wtedy w boga, ale liczy się fakt, że zwróciłem się do niego. >Była to regresja. Nie mogąc poradzić sobie z sytuacją dużego bólu uciekłem się do metod z dzieciństwa - a wtedy zawsze w trudnych chwilach kierowałem się do boga.
Jako naturalista też jestem przekonany, że wiara czyni cuda, ale radzę modlić się o zdrowie fizyczne. Dużą sztuką jest zrozumienie siebie, ale ogromną i nie każdemu daną, jest zrozumienie innych.
@@@ .
|
|
aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Drodzy moi.. trochę powagi, bo pytanie jest poważne. Zwracanie się do Boga nadaje powagi całej sytuacji. Ludzie niewierzący często robią to w chwili, w której naprawdę się boją i tak samo robią często wierzący. Z punktu religii jest to uzasadnione, aczkolwiek każde takie "łojezuśku" nie. Z dnia na dzień wolimy się nie bać, więc izolujemy się od stereotypów, którym przypisujemy nadmierny, czy wogóle strach. Wariat to na przykład synonim człowieka, który tak się boi, że postradał zmysły.. głupek to ktoś, kto nie poradzi sobie w życiu i będzie naiwnie, z pierwotnymi lękami, podchodził do każdej sytuacji życiowej. Lista jest długa.. ale chodzi głównie o strach... przynajmniej w tym przypadku. Różnie na niego reagujemy i często mówimy jakieś frazesy, które są takim naszym sposobem na strach. Często zresztą te mądrości działają, bowiem człowiek zdolny do zapanowania nad swoimi reakcjami, często jest w stanie poradzić sobie w typowej sytuacji ze strachem. Albo robi to dzięki intelektowi, albo też inaczej. Ludzie często pracują dla rozładowania napięcia emocjonalnego spowodowanego instynktami. W pewnych jednak sytuacjach człowiek stwierdza, że z danym problemem sobie nie poradzi, ani też nie poradzą sobie z tym problemem jego najbliźsi. Stąd woli się odnieść do logiki religijnej, gdzie Bóg czówa (chyba tak się to pisze) nad pojęciami takimi jak "nadzieja, wiara, miłość", bo jakieś szczątkowe pojęcie o tym ma. Oczywiście uruchamia się cały szereg skojarzeń, a to co pomaga najbardziej, to fakt tych perspektyw - przekonanie, że to jeszcze nie koniec i tylko się wystarczy poddać czemuś, a następnie oddać się pewnym ścieżkom egzystencji - rozważań, medytacji, modlitwy, sakramentom.. itp. Można powiedzieć - efekt placebo i tak zapewne do pewnego stopnia jest, tylko że samo uzmysłowienie sobie perspektyw i umiejscowienie się na nowo w egzystencji, która do tej pory nie była satysfakcjonująca ma tutaj największe działanie terapeutyczne. To, że ateiści często wzywają Boga na łożu śmierci płynie z faktu, że niegłupi są i wiedzą, że "każdy święty był grzesznikiem".. i można najzwyczajniej prowadzić życie jak się chce, a i tak ksiądz ma obowiązek wyspowiadać i przebłagać Św. Piotra. Naturalnie człowiekowi umierającemu to i tak wszystko jedno, koledzy z www.racjonalista.pl nie będą już z nim dłużej deliberować, dywagować i wchodzić w dyskurs.. a pewnie i zapomną dać złoty medal "pierwsze miejsce uścisk dłoni", za "wiernego ateistę do końca", więc w chwili grozy można zdanie chwilowo, bo przecież nie na długo, zmienić. Osobiście uznaję jednak ścieżkę od zaangażowania religijnego, bądź w jakąś ideę, przez eklektyzm (ten nie istnieje, a o ile, to w wersji "turbo"), po racjonalizm. W mojej wersji jest to taki neoracjonalizm eklektyczny.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . >Drodzy moi.. trochę powagi, bo pytanie jest poważne. Dobrze, postaram się!
>Zwracanie się do Boga nadaje powagi całej sytuacji. Dla kogo? Kiedy? I gdzie? Znam także sytuacje komiczne.
>Ludzie niewierzący często robią to w chwili, w której naprawdę się boją i tak samo robią często wierzący. A skąd wiedzą wierzący, że ludzie niewierzący do Boga się kiedykolwiek zwracają. Oto np. moje zwracanie: "Na Boga!" Chciałbym żebyś istniał i abym mógł z czymkolwiek się do Ciebie zwrócić! Ale mam całkowitą pewność, że Twoje istnienie jest niemożliwością.
>Z punktu religii jest to uzasadnione, aczkolwiek każde takie "łojezuśku" nie. Uzasadnienia religijne rzadko pokrywają się naukowymi, a nawet tylko racjonalnymi.
>W pewnych jednak sytuacjach człowiek stwierdza, że z danym problemem sobie nie poradzi, ani też nie poradzą sobie z tym problemem jego najbliżsi. Stąd woli się odnieść do logiki religijnej, gdzie Bóg czuwa (chyba tak się to pisze) nad pojęciami takimi jak "nadzieja, wiara, miłość", bo jakieś szczątkowe pojęcie o tym ma. Oczywiście uruchamia się cały szereg skojarzeń, a to co pomaga najbardziej, to fakt tych perspektyw - przekonanie, że to jeszcze nie koniec i tylko się wystarczy poddać czemuś, a następnie oddać się pewnym ścieżkom egzystencji - rozważań, medytacji, modlitwy, sakramentom.. itp. Bardzo rzadkie są przypadki (mi nie znane, a poszukiwałem), aby już ukształtowany ateista stał się wyznawcą jakiejś religii. Muszę przyznać, że czytam z ogromnym rozbawieniem, że ktoś był ateistą, ale się nawrócił i z całego jego wywodu wynika, że albo był indyferentny religijnie, albo przeżywał naturalne okresy zwątpienia. Dojście do ateizmu to długi intelektualny proces, wymagający przyswojenia sobie dużej ilości literatury. Nie tak łatwo do niego się dochodzi, ale gdy już się dojdzie, to jego opuszczenie wymaga zaniku dużej ilości pewnej szarej substancji.
>To, że ateiści często wzywają Boga na łożu śmierci. Okrutna i obrzydliwa bzdura, na moich oczach odchodzili mi bliscy ludzie, bardzo chcący żyć. Nawet im przez myśl nie przemknęło, że mogliby zwrócić się do nieistniejącego. Tylko że Oni byli świadomi - całkiem zdrowi psychicznie i nie pod wpływem narkotyków. A co do innych, to proszę o dowody - gdyż te wszystkie bajeczki mi znane, okazywały się po zbadaniu (czasem zwyczajnym, a czasem nawet podłym) kościelnym fałszerstwem.
PS. Proszę polecić mi choć jedną książkę chrześcijańskiego myśliciela, w której rozumiałby on istotę ateizmu. Bo wśród kilkunastu najsławniejszych nie znalazłem tego w żadnej. Te książeczki przekonują przekonanych. Pisane przez wierzących dla wierzących i zawarte tam wywody są tylko przez nich akceptowane. A odwrotnie? Ponieważ dojście do ateizmu jest procesem - jest sporo ateistycznych publikacji z pełnym zrozumieniem postaw opartych na wierze. .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|