 |
Seks partnerski - czyli umiejętność "poddania się" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-05-2010 11:39 | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Seks partnerski - czyli umiejętność "poddania się" | Dla młodego człowieka myślącego o poważnym związku z upragnionym partnerem najważniejsza jest wbrew pozorom "umiejętność poddania się". Każdy musi bowiem zdecydować czemu się poddaje i w jakich okolicznościach. Najcenniejsza jest owa cecha wtedy, gdy następuje spontanicznie w dowolnej sytuacji, bez przymusu i dla każdej sytuacji frustracji.. również erotycznej.
Młodych oczywiście podzielimy na mężczyzn i kobiety i pisać będziemy o ich związkach. Młodzi mężczyźni o wiele bardziej niż kobiety ulegają zabawom z samym sobą i rozmyślaniom. To, co budzi wtedy niepokój u młodych kobiet to obawa, że ich przyszły partner nie podoła sytuacji i natychmiast się wycofa - przy pierwszej lepszej okazji. Jest to obawa uzasadniona. Młodzi mężczyźni obawiają się, że młode kobiety nie sprostają ich oczekiwaniom i nie zaspokoją ich potrzeb, wynajdując coraz to nowe wymówki. Jest to również obawa uzasadniona.
Oczywiście można zawsze mówić w kategoriach - mężczyźni kochają się tylko w sobie, a kobiety kochają się tylko w pieniądzach.. jednak jest to temat zastępczy.
Najważniejsze jest spotkanie młodych, którzy od dłuższego czasu platonicznie, przynajmniej jednostronnie, się w sobie kochali. Potem wystarczy wiedza. Kobiety w lęku przed seksem są w stanie go unikać, zaś mężczyźni w tym samym lęku uruchamiają wyobraźnię i wyobrażają sobie, iż zdobyli już to, na czym najbardziej im zależało. Należy jednak pamiętać, iż seks.. zwłaszcza jeśli przez jakiś dłuższy czas sfera intymna była skrywana dla tego wybranego partnera.. zwłaszcza wtedy seks cementuje związek i staje się gruntem dla związku.
Należy przede wszystkim długo porozmawiać, ale do czasu, gdy runą pierwsze lody. Z wieloma sprawami nie należy czekać, gdyż oczekiwanie z pewnością u obojga partnerów może spowodować wrażenie, iż się unika drugiego partnera. Takie oczekiwanie może być wyrazem szacunku, ale przeważnie źle się kończy - poważną frustracją i unikaniem.
Oczywiście dla obojga powinny być istotne pocałunki i pieszczoty. Tu dotyk gra pierwsze skrzypce. Wszelka fantazja erotyczna ukazuje się w tym momencie jako potężny atut. Długo skrywane rządze dają o sobie poznać.
Co ciekawe, kobiety zaraz po "byciu gotową" zadają pytanie, będące warunkiem koniecznym dalszego pożycia.. a pytanie to brzmi: "czy mnie kochasz?". Tak naprawdę jest najistotniejsze w całym dalszym pożyciu. Bez pozytywnej odpowiedzi można uznać, że mężczyzna traktuje tę konkretną partnerkę jako kolejną zdobycz i zabawkę. Jeśli unika odpowiedzi, lub śmieje się z pytania - nie warto ryzykować, gdyż nawet ochota na zaspokojenie rządz może spowodować u obojga nieporządane efekty psychotyczne.
Po odpowiedzi pozytywnej przychodzi czas, w którym mężczyzna masturbuje kobietę. Od tej pory przejście do kolejnej fazy musi następować po kolejnym wyraźnym sygnale, iż kobieta osiągnęła kolejny orgazm. Dla mężczyzny bardzo ważnym jest przekonanie, iż się sprawdził. Dla kobiet ważne jest to, że mężczyźnie coś się udaje. Pierwszy orgazm powinien nastąpić przy masturbacji, drugi przy cunnigulis ("całowaniu kwiatuszka").. a następnie przychodzi czas na orgazm wzajemny. Mężczyzna rozbiera się i dotyka członkiem piersi kobiety. Kobieta musi podotykać członka rękami i stopami, a następnie przychodzi kolej na seks analny. Często ta część jest powodem z jednej strony tabu, a z drugiej preferencje co do takiej formy są powodem pytań (niesłusznie) o własny homoseksualizm.
Oboje partnerzy tego pragną, a każda inna forma seksu jest w sumie niemożliwa, niepraktyczna i bolesna.
Wtedy też seks analny zacieśnia więź i sprawia wrażenie, iż partnerzy mają swoje tajemnice. Mężczyzna musi zakończyć akt wytryskiem - inaczej najczęściej opuszcza partnerkę po kilku godzinach namysłu.
Cały akt kończy się "muskaniem" - dotykiem o właściwościach uzdrawiających kobietę i mężczyznę. Dalsze pożycie najczęściej polega na seksie w pozycji "jeźdźca", z tym, że penis mężczyzny jest na zewnątrz pochwy, przez co osiąga ona orgazm łechataczkowy - najinetsywniejszy dla siebie, a mężczyzna odczuwa wbrew pozorom również najsilniejsze pobudzenie.
Ważne jest tu, aby mężczyzna zrealizował swoją "fantazję".. która najczęściej polega na "spuszczeniu się" na piersi kobiety - co również jest przyczynkiem zawiązywania tajemnic między mężczyzną a kobietą. Seks oczywiście powinien odbywać się z użyciem prezerwatywy. To co ciekawe, to fakt, iż kobiety najczęściej fantazjują o związku emocjonalnym, mężczyźni zaś o pożyciu erotycznym, jednak to oni najczęściej poddają się przywiązaniu w miłości platonicznej.
Ostatecznie zakończmy żartem, iż zawsze jest jakaś forma pieprzenia, a jak nie ma seksu, to baba jest zrzędliwa, a chłop beznadziejny...
Remigiusz Fajfer
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | Niezła instrukcja. Szkoda, że bez obrazków, ale ten żart na końcu
>iż zawsze jest jakaś forma pieprzenia, a jak nie ma seksu, to baba >jest zrzędliwa, a chłop beznadziejny... to godny Strasburgera.
|
|
2 na 2 | devares (605 punktów) | Buahahahaahaha! (Śmiech sięgający swym rykiem niebios.) To ten, ja, hoo - iście, poddaję się!  "ochota na zaspokojenie rządz"! "penis mężczyzny jest na zewnątrz pochwy"! (Śmiech sięgający swym rykiem niebios.) 
"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji." mentalrapist.blogspot.com/
|
|
2 na 2 | sztejkat (4743 punktów) | Pufff...
>(....)Ważne jest tu, aby mężczyzna zrealizował swoją "fantazję".. (....)
Liczba odmian "fantazji" jest bliska ilości ludzi.
W zasadzie to czego dotyczy ten wątek? Widzę tu jedynie pewną wizję związaną z pewnymi preferencjami erotycznymi, podsuniętą jako receptę dla każdego.
No,... niby wszyscy są tacy sami. A jednak każdy jest istotnie inny.
Pisząc o "seksie partnerskim" w zasadzie należałoby ograniczyć się do obustronnego nakierowania na potrzeby partnera.... ale bez przesady. Partnerstwo polega nie tylko na umiejętności dawania ale i brania. Nie tylko na naginaniu się do potrzeb partnera, ale na odsłanianiu przed nim własnych potrzeb.
Tak na prawdę do partnerstwa we wszystkim, także seksie, niezbędne są tylko przepływ informacji, przepływ emocji i dobra wola.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | 1 na 1 aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Wątek miał przede wszystkim poruszyć problem tabu, którym jest seks - przynajmniej w Polsce, gdzie wszystkim najchętniej narzucono by worki parciane i zaciapano siusiaki i psitki fiolecikiem. Wątek jest też naiwną próbą wszczęcia debaty na temat seksualności - na razie.. jak mi się wydaję słyszałem tylko głosy mężczyzn, które przeważnie odnoszą się do "męskiej dumy". Ta "debata" jest potrzebna i jak zwykle liczę na ewolucję - bo "nic" trudno ewoluuje. Poza tym ostatnio wszyscy się do siebie tu wolą nie odzywać, bo i się poobrażali i położyli pisanki na krewskie debaty. Myślę, iż nie potrzebny jest tu "zimny prysznic", ale matroryłogii ciąg dalszy. Musimy wiedzieć, że forum wciąż żyje i ma się dobrze.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
|  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Wątek jest też naiwną próbą... Bardzo. > Musimy wiedzieć... Oj, musicie. > Malum est talis potens qualis eius causae timor ... peplum Dummkopf vitalis qutasum penis balszoj rumor.
|
|
|  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | Seks jest tabu?
No nie.... BYŁ tabu. Lat 30-60 temu. Dziś jest mniej więcej wszędzie i mniej więcej w takiej proporcji w jakiej pojawia się w normalnym życiu.
Popytaj dziadków. Ja pytałem. Ilość zmian, zmiany w podejściu, ilość wiedzy obecnej u obywateli mimo ciągle słabującej edukacji wzrosła przynajmniej o rząd wielkości.
To, że niektórzy nie lubią o tym mówić, a inni uwielbiają, to kwestia osobistych preferencji.
Zresztą debata na temat seksualności.... debatuje się o czymś co można zmienić. Coś co obiektywnie istnieje można badać. Seksualności się nie zmieni żadną debatą. Najwyżej operacyjnie.
Przypuszczam więc, że masz na myśli debatę na temat "stosunku do seksualności".
Choć rzeczywiście, nadal seks w prawie bywa traktowany w sposób szczególny. Z drugiej jednak strony działalność seksualna obywatela jest dużo mniej regulowana niż wytwarzanie przezeń żywności czy choćby praca najemna.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | |
|
| | |  | | sztejkat (4743 punktów) | No i? Co z tego?
Tomasz Sztejka
|
|
| | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | >No i? Co z tego? > Tomasz Sztejka Nie wiem, ale podobno niektóre pytania nie są warte odpowiedzi. Zresztą trudno byłoby na coś takiego odpowiedzieć. Skromnie nazwę takie pytanie "gimnazjalnym autyzmem" Takie pytanie jest niegodne racjonalisty - unikasz w ten sposób odpowiedzialności i przed nią uciekasz. Jeśli to robisz, to zapewne dlatego, że liczysz iż ktoś inny zajmie się tym problemem.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | sztejkat (4743 punktów) | Chodzi o to, że nie widzę związku materiału z moją wypowiedzią. Czyli - nie rozumiem dlaczego miałby być odpowiedzią moją wypowiedź.
Albo też z drugiej strony - prezentuje on fakty ogólnie znane.
Gdybyś, podając odnośnik do tego materiału odniósł się DLACZEGO go prezentujesz, wówczas nie zadawałbym tego rodzaju pytań. W chwili obecnej jest to "a obejrzyj sobie i domyśl się, albo i nie co miałem na myśli". Nie udało mi się domyśleć, tedy pytam.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Tu mnie masz. Możemy oczywiście debatować o stosunku do stosunku.. ale to oczywiście żart. Temat tej debaty to rzeczywiście próba. Próba wyjścia naprzeciw np. XVI wiecznym badaniom o przyjemności kobiety. Kobiety dziś co prawda edukują się pilnie na temat swej seksualności i odnoszonej przez nich przyjemności, o której wcześniej często nie wiedziały, podczas gdy mężczyźnie od dawna wiedzieli, co to jest "pozdrawianie Niemca". I tu moim zdaniem jest pies pogrzebany. Skazani jesteśmy nawet w dzisiejszym czasie na samotność, gdyż to co się nam proponuje, to np. wizja, w której masturbacja jest lekiem na wszystko, albo leki (mało jest suplementów), które sprawiają, że coś jest możliwe. Co z tego, że możliwe, jeśli nie zachodzi. Moja naiwna próba, bo amatorszczyzna jest amatorszczyzną do momentu "szczęśliwego finału" była próbą wyjściu również naprzeciw potrzebie zrozumienia na czym polega własna seksualność, albo też seksualność partnera, z którym chcemy (bo na przykład warto) się związać. Naturalnie społeczeństwo nie będzie przez to bardziej rozwiązłe, a mam nadzieję, że dzisiejsze czasy odbiją się echem w historii nawet przez ten mały kroczek przywrócenia dawno odkrytych prawd do łaski. Co bowiem oznacza, że niektórzy mogą, a niektórzy tylko chcą? Często jest to problem świadomości, której w Polsce wciąż jest mało. Oczywiście możemy mówić, że tylko na wsiach i w drobnych mieścinach jest zacofanie.. jednak edukacja nie nadąża często i za potrzebami miasta, gdzie izolacja w elity jest przyczynkiem jeszcze większego problemu gigantycznego marginesu niezadowolonych i trochę mniejszego marginesu nic nie wiedzących, a zadufanych w sobie snobów. Ci ludzie wychodzą na ulicę - jedni po flaszce, a drudzy zaraz po spluciu sobie w lustro, ażeby im nikt tego dnia bardziej w mordę nie napluł. Kończy się tym, że ta niska świadomość, bez żadnego gruntu, nie jest w stanie poradzić sobie w konkurencji z organizacjami państwowymi o szerszych horyzontach. Tu zaczynają się szerzyć patologie i to po wszystkich stronach, a te w znikomy sposób wpływają na poprawę sytuacji - czasem tylko ktoś "zmądrzeje".. ale przeważnie tylko dlatego, że jest już "za późno". Poprzednia epoka polityczna Polski wolała nie oddawać się publikacjom zachodnim, w których zawsze liczył się udział statystycznego "John Doe" w życiu publicznym, prywatnym i osobistym. Stąd mieliśmy tylko szczątkową wiedzę kilku "mądrych głów", którzy tyle wiedzieli, że mają tylko nawijać o dupie marynie, bo i tak nikt ich nie usunie ze stanowiska, a co by to byłó (?!) gdyby rzeczywiście jakiś szary Kowalski był na tyle rozgarnięty, aby spowodować rewolucję.. nawet w sferze seksualnej. Debata jest nam potrzebna i to w sferze stosunku do seksualności i o samej seksualności, bo ta dotyczy zrozumienia nas samych i naszych potrzeb. Ich "skuteczne" tłumienie przenosi te potrzeby w inne sfery.. i to przeważnie ścieżka jest taka, że z potrzeb naturalnych w potrzeby patologiczne. Ale dzięki, bo jesteś chyba jak na razie jedyną konkretną osobą w tym temacie.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Gubię się w Twoich wypowiedziach.
Pierwszy raz słyszę o "pozdrawianiu Niemca". No, ale przyjmijmy, że określa to coś, co prawie każdy robi i każdy nazywa inaczej, zależnie od środowiska w którym się obraca.
Co przypomina mi przeczytane kiedyś stwierdzenie, że największą słabością erotyki Polaków jest ubogi język związany z seksualnością. Faktycznie, nie ma w polskiej literaturze tradycji erotyki prosto-z-mostu która dałaby pospólstwu nie wulgarne i szeroko rozumiane słownictwo. Owszem, mieliśmy wiele erotyki (vide Fredro, Mickiewicz) także w wydaniu dość bezpośrednim.... tyle, że nigdy nie była ona szeroko spopularyzowana a i tak pełna jest przeróżnych przenośni i kwiecistych porównań. Przeciętnemu Polakowi zostaje więc język medyczny bądź mało eleganckie wulgaryzmy. Brnięcie w poetyckie porównania może skutkować brakiem zrozumienia.
>(...)ci ludzie wychodzą na ulicę - jedni po flaszce, a drudzy zaraz po spluciu sobie w lustro, ażeby im nikt tego dnia bardziej w mordę nie napluł.(...)
Jacy ludzie?! Ci co mogą, ci co chcą , czy te izolowane elity?! A może zadufani snobi? Ni diabła nie rozumiem co piszesz.
Rozumiem jednak z Twojej wypowiedzi, że uważasz, że seksualność jest z jednej strony deprecjonowana i zepchnięta, z drugiej w jakiś magiczny sposób blokuje możliwość nawiązywania kontaktów intymnych. Czy w ogóle jakichkolwiek.
W zasadzie więc zacząłeś od seksu partnerskiego, a więc obrazu grupy ludzi już znających się, pragnących się lepiej poznać, i pragnących uprawiać ze sobą jakąś formę seksu, by potem przesunąć ciężar wątku w stronę samotności i frustracji związanej z nieumiejętnością zaspokajania potrzeb seksualnych w sposób określony pewną wyimaginowaną wizją społecznych oczekiwań.
Czy więc mamy dyskutować o tym, jak ma rozwijać się związek partnerski, czy też może o tym jak rozwiązać frustrację niezadowolonych z siebie samotników. A może o stosunku władz do seksualności? Czy może o edukacji?
Na twoim miejscu przyciąłbym tematykę wątku do jednego, jasno określonego zakresu i tego się trzymał.
Zaś debatowanie o własnych potrzebach i fantazjach seksualnych najlepiej prowadzić z partnerem. Albo partnerami. Tak będzie prościej i przede wszystkim skuteczniej.
Bo doprawdy gamma potrzeb ludzkich w tej szczególnej dziedzinie jest nieskończona. Jestem zdania, że cokolwiek byś nie wymyślił znajdzie się na tym świecie przynajmniej jedna osoba którą to podnieca.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | |  | 1 na 1 aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | >Gubię się w Twoich wypowiedziach. Ja też.. dlatego to jest próba >Co przypomina mi przeczytane kiedyś stwierdzenie, że największą słabością erotyki Polaków jest ubogi język związany z seksualnością. Faktycznie, nie ma w polskiej literaturze tradycji erotyki prosto-z-mostu która dałaby pospólstwu nie wulgarne i szeroko rozumiane słownictwo. Owszem, mieliśmy wiele erotyki (vide Fredro, Mickiewicz) także w wydaniu dość bezpośrednim.... tyle, że nigdy nie była ona szeroko spopularyzowana a i tak pełna jest przeróżnych przenośni i kwiecistych porównań. Przeciętnemu Polakowi zostaje więc język medyczny bądź mało eleganckie wulgaryzmy. Brnięcie w poetyckie porównania może skutkować brakiem zrozumienia. To wspaniali klasycy, ale dziś też się tworzy - niestety nie na tę skalę. Jest to problem wydawnictw. >>(...)ci ludzie wychodzą na ulicę - jedni po flaszce, a drudzy zaraz po spluciu sobie w lustro, ażeby im nikt tego dnia bardziej w mordę nie napluł.(...) >Jacy ludzie?! Ci co mogą, ci co chcą , czy te izolowane elity?! A może zadufani snobi? Ni diabła nie rozumiem co piszesz. To znów próba klasyfikacji. Nie warto szufladkować, ale jeśli robi się to z pewną taką nieśmiałością, to nic w tym zdrożnego. Przedstawiłem problem i nie chciałem się nad nim dłużej rozwodzić, bo rozwodziłem się nad innymi problemami, które mnie zainspirowały - ten przedstawiłem lakonicznie. Problemem jest stosunek elit i zepchniętych do marginesu w stosunkach wzajemnych i do nich samych. Ten skutkuje (jak to później zauważasz) w relacjach partnerskich i do seksualności. Problemem nie jest izolacja a stosunek do różnic i inności - bez synergii i odpowiedniego do niej stosunku po prostu "nie nada" >Rozumiem jednak z Twojej wypowiedzi, że uważasz, że seksualność jest z jednej strony deprecjonowana i zepchnięta, z drugiej w jakiś magiczny sposób blokuje możliwość nawiązywania kontaktów intymnych. Czy w ogóle jakichkolwiek. Jestem zwolennikiem edukowania w liceach młodych o ich seksualności, stosunku do przyjemności, o ich potrzebach itp. Coś takiego zawsze powinno być rozwijane, a nie jest chyba dziś. W przeszłości wiele było momentów, gdy zaczynano o czymś ważnym mówić wprost, ale ktoś, lub coś stawało temu na przeszkodzie i uznawano dany temat za szkodliwy - np. dla psychiki, albo życia duchowego.. Jest to opisane w filmie "Łechtaczka - piękna nieznajoma".. do którego link podałem.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | >W zasadzie więc zacząłeś od seksu partnerskiego, a więc obrazu grupy ludzi już znających się, pragnących się lepiej poznać, i pragnących uprawiać ze sobą jakąś formę seksu, by potem przesunąć ciężar wątku w stronę samotności i frustracji związanej z nieumiejętnością zaspokajania potrzeb seksualnych w sposób określony pewną wyimaginowaną wizją społecznych oczekiwań. No cóż.. gdybym sformułował kolejny elaborat na bazgrołach, to albo by go wymazano, albo nikt by tego nie przeczytał. Nie chciałem formować kolejnych batalii zaczepnych, ale tak wyszło - pod naporem wulgarnej krytyki tak wyszło i chyba dobrze.. bo mniejsza o moje aspiracje, które zresztą mam, ale bardziej dla mnie liczy się, aby moje tezy ewoluowały. Jeśli zaś mówimy o tych wyimaginowanych społecznych oczekiwaniach, to chyba potrzeby zawsze rodzą się z tej historyjki o samym sobie. Jak jest skromna, to nie potrzeba nam nic więcej, jak na flaszkę. >Czy więc mamy dyskutować o tym, jak ma rozwijać się związek partnerski, czy też może o tym jak rozwiązać frustrację niezadowolonych z siebie samotników. A może o stosunku władz do seksualności? Czy może o edukacji? Jestem sam i jest mi z tym dobrze.. natomiast same doszczętne negowanie seksualności jest już problemem społecznym. Problemem społecznym jest ZACOFANA wizja seksualności, a seksualność w której cały naród rżnie się na ulicy to też problem. Stąd naiwna próba podejścia do tematu od podstaw. W ramach jednej płaszczyzny rzeczywistości da się zapewne odnaleźć wspólne mianowniki, dzięki którym możliwym będzie łatwiejsze zdefiniowanie rozwiązań dla problemu - jak o tym rozmawiać i co mówić?.. Po co to robić - właśnie dlatego, że jeśli tego się nie zrobi, jakiś mruk z beretem na czole będzie trzymał absolutnie zdrowych ludzi w przekonaniu, że są totalnie popaprani. W grupie można zawsze liczyć na "rozmycie odpowiedzialności", które nie tylko ma aspekt pejoratywny - w ramach spójności grupy, grupa przejmuje odpowiedzialność przez odpowiednich członków - co zrobiłeś i dzięki Ci za to. Zacząłeś dyskutować, a ja nie liczyłem, że będziesz się zgadzać, bo to by była "naiwna naiwność". Rozmawiajmy o związku partnerskim oraz i o jego przeciwieństwie - samotności, jednak tak, aby obie te formy dawały spełnienie - spełnienie w duchu racjonalizmu.. bo jeśli nie w nim, to pytanie gdzie? >Na twoim miejscu przyciąłbym tematykę wątku do jednego, jasno określonego zakresu i tego się trzymał. >Zaś debatowanie o własnych potrzebach i fantazjach seksualnych najlepiej prowadzić z partnerem. Albo partnerami. Tak będzie prościej i przede wszystkim skuteczniej. Jestem sam, ale mam problem z tym (i wierz mi, że nie musisz mi wierzyć), że kocham się w kimś, mamy problemy, a wokół dużo siks gra ze mną w swoje gierki. Moim więc celem nie jest unikanie trudnych gierek, ale nawet z osobistych pobudek chciałbym wiedzieć jak lepiej rozmawiać z ludźmi.. przede wszystkim aby być bardziej asertywnym z zachowaniem rozsądku, rozwagi i spokoju - bo to czasem puszcza przy asertywności - z czasem staje się agresją, bądź biernością. Oczywiście można się skupić na snuciu bajeczek, bo to według mnie ważne, aby mieć fantazję i wyobraźnię, ale z drugiej strony bez tego smaczku zmagania się z trudnymi i ważnymi problemami, a zwłaszcza takimi, które w jakimś stopniu uchroniłyby bezbronnych przed atakami.. moje podejście do życia nie ma sensu. >Bo doprawdy gamma potrzeb ludzkich w tej szczególnej dziedzinie jest nieskończona. Jestem zdania, że cokolwiek byś nie wymyślił znajdzie się na tym świecie przynajmniej jedna osoba którą to podnieca. No potrzeby są nieskończone, ale i na szczęście ograniczone. >Pozdrawiam, > Tomasz Sztejka
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Piszesz o zacofanej wizji seksualności, w sensie robienia z normalnych poprańców.
Hmm... moim zdaniem nie jest to zacofanie w sensie "stare". Jak dotychczas u żadnej ze znanych mi STARYCH osób nie spotkałem się z takim podejściem. Spotkałem się z nim natomiast u ludzi młodszych, ale z INNEGO ŚRODOWISKA.
Więc tego rodzaju "zacofanie" to nie "pozostawanie w tyle" ale kwestia przynależności do innej grupy społecznej posiadającej inny światopogląd. Patrząc historycznie da się obronić takie podejście. Wydaje mi się, że w każdej epoce były obecne różne podejścia do seksualności. W kulturze europejskiej prawie zawsze podejście krytyczne związane było z religijnością chrześcijańską. Chyba nie było takich czasów by z ambon nie gromiono rozpustników?
Wydaje mi się też, że w dzisiejszej Polsce istnieją przynajmniej trzy nurty seksualności: post-hipisowska "wolna miłość", "sex-tabu" ortodoksów religijnych i przeciętne podejście do seksu jako istotnego elementu związków międzyludzkich traktowanego jako sfera intymna.
I w zasadzie każdy znajdzie coś dla siebie - trzeba przesunąć się do tego środowiska, do którego się pasuje. I dawać to prawo innym. Wspominam o tym, bo z jednej strony można mówić o dyktacie deprecjacji seksualności z drugiej jednak strony odzywają się coraz szersze głosy o dyktacie rozpusty. Nie chciałbym by moje podejście do wolności seksualnej sprawiało by inni czuli się zalewani rozpustą. Stąd moja uwaga i wskazanie by uznawać prawo ludzi do kreowania i kierowania swoją seksualnością tak, jak uważają za stosowne.
Piszesz też o "rozwiązłości społeczeństwa". Przyznam, że dla mnie jest to pojęcie puste. I musi być puste dla każdego, kto traktuje seks jak normalną funkcję organizmu. Mimo takiego podejścia nie odbieram mu elementu emocjonalnego - tak jak jedzenie może być wcinaniem kanapki w pośpiechu albo elegancką i smakowitą ucztą przeplataną kulturalną dysputą tak samo seks może być pieprzeniem po kątach i kunsztowną ucztą psyche i phisis. Preferuję uczty, jako wyraz dbałości o partnerkę, zarówno jeśli idzie o jedzenie jak i o seksualność.
Tak więc samo przywołanie pojęcia "rozwiązłości" świadczy o tym, że masz w sobie konkretną wizję tego co wolno i co nie wolno w kwestii seksualności.
Pamiętasz może, powyżej napisałem o "wyimaginowanej wizji społecznych oczekiwań"? Miałem na myśli właśnie ten obraz - to, co myśli się, co inni myślą, co jest właściwe a co nie i z czym w gruncie jednak w znacznej części się zgadzamy. Nawet, jeśli w rzeczywistości najczęstsze społeczne oczekiwania w tej kwestii są inne.
W tym co piszesz widzę rozdźwięk, wynikający ze styku dwu kultur. Dawnego, polskiego, związanego z religijnością podejścia do seksu w którym erotykę traktuje się jako niezmiernie ważki element związku i dla której istnieją WŁAŚCIWE i określone zasady. W tym podejściu seks istnieje tylko i wyłącznie między mężem a żoną, a każda inna forma traktowana jest jak straszliwe wykroczenie, przede wszystkim wobec małżonka. Lub w zastępstwie małżonka - Boga.
Z drugiej strony podejście importowane z kultury państw zachodnich rozkręconej w latach 60tych zakłada seks jako wyraz wolności, czynność NORMALNĄ i POWSZECHNĄ dla której nie definiuje się tego co słuszne a co nie. Nie przykłada się tu też seksu tak wielkiej wagi, na przykład w kwestii zdrady. Bo czy zdradą miłości może być zjedzenie kanapki kolegi z pracy?!
Stąd człowiek stojący na styku tych dwu kultur ma problem - z jednej strony oczekuje się od niego, by traktował seks we wszystkich swoich formach jako NORMALNY i POWSZECHNY, z drugiej strony by uznawał w seksie to co jest WŁAŚCIWE za właściwe a co nie za nie. Czyli jest presja, a w zasadzie wyimaginowane oczekiwanie, by ciąć co podejdzie zachowując cnotę i trzymać rączki na kołderce.
Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji, to składam wyrazy współczucia.
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Jak wygląda ten rozwój tej konkretnie dziedziny. Oczywiście fantazja jest ważna i wyobraźnia tu też. Zresztą z racji tego, że seks cementuje związek - cementuje on i przywiązanie - przywiązanie np. do konkretnego celu. Ważne jest tu, aby podkreślać, iż rozwój człowieka powinien postępować naturralnie, czyli na bazie jego pierwotnych instynktów, które z czasem człowiek ogranicza przez intelekt. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z tym, że musi się nam podobać coś, co w żaden sposób się nam nie podoba i jest absolutnie nieetyczne, jak np. pedofilia, czy nekrofilia.. bo "ludzie są różni". Musielibyśmy więc zaakceptować fakt inności, która jest wyróżnikiem koniecznego społecznie marginesu.. odstępstwa od "normy", które jest "wyjątkiem podkreślającym regułę" i warunkuje prawidłowy rozwój zbiorowości. To co jednak ważne, to pytania, na które prawie wszyscy chcieliby uzyskać odpowiedź, ale nie wiedzą jak zapytać, bo to kwestia zbyt podchwytliwa jak na ówczesne czasy. Wiedza o skesualności (alee.. mi się utarło) ma więc szansę być na tyle rozwojowa, aby wkroczyć w wiele dziedzin życia i uwarunkować je tak, aby podkreślić jego pozytywy i zmieszać negatywy. Warto podkreślać, że sex może być świetnym gruntem do wiedzy o mediacji, czy samym dialogu, co dziś jest wykorzystywane nieugolnie w socjotechnikach.. zresztą w krzywdzący dla psychiki sposób. Z całą pewnością taka wiedza u licealistów o wiele bardziej przydałaby się na maturze, niż wiedza z religii, w którą można bawić się na odpowiednich studiach. Na marginesie powiem, że byłem przeciwnikiem gimnazjów, jednak dziś ważam, że system szkolnictw powinien być zorganizowany według wraźnych ram rozwojowych.. a w gimnazjum przyjść powinna pora na kilka godzin tygodniowo "burzy mózgów".. która świetnie by takim młodocianym, rozważającym swoją dojżałość by zrobiła. Ludzie w tym wieku mają jednak tendencję do ulegania presji grupy i izolowaniu się w swej inności/wyjątkowości. Burze mózgów są popularne wśród wielu pedagogów, ale niestety są na razie tylko formą atrakcji/ciekawostki. Udowodniono jednak, iż ich wymiar jest iście pozytywny dla młodego człowieka.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | Tak z ciekawości zapytam: co jest nieetycznego, racjonalnie rzecz biorąc, w nekrofilii czy zoofilii? Szczególnie w pierwszym przypadku nie widzę, by partner był w jakikolwiek sposób krzywdzony. Domniemywam, że całość odbywa się za zgodą zmarłego.
Może głupio pytam, ale za nieetyczne w seksie uważam TYLKO to co jednemu z partnerów sprawia przykrość. Czyli sytuacje w których istnieje strona poszkodowana.
No, ale nie rozwódźmy się na tym, bo widzę, że wielkiego sensu ta dyskusja nie ma.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | No coż.. jakoś nie widzi mi się ta opcja (imogę być tu inny), że coś, co stoi w sprzeczności z prawem do poszanowania odbioru, czyli tutaj zmarłego nie można zapytać o niewymuszoną zgodę (wolę), kozy też nie, a dziecka nawet nie wolno.. to to powinno być obszarem wykluczoym z ram dopuszczalności. Według niektórych "prawdziwego katolika" musi razić homoseksualizm, ale jak świat światem - to co król robi we własnym zamku to jego sprawa. Podobnie sprawy mają się w każdej sytuacji w której zgoda jest obopólna - to jest wyróżniekiem dopasowania seksualnego. Zresztą seks bez tej zgody nie spełnia swej funckji, chyba że brak zgody jest rzekomy i zgoda obejmuje jedynie akty, w których dochodzi do rzekomego gwałtu. Takie podejście można uznać za etycznie dopuszczalne.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | >(...)sprzeczności z prawem do poszanowania odbioru, czyli tutaj zmarłego nie można zapytać o niewymuszoną zgodę (...)
W Niemczech w swoim czasie była sprawa w której jeden z partnerów ZJADŁ drugiego po jego naturalnej śmierci. Za wyraźnie zapisaną wolą w testamencie. Sprawa przycichła w mediach zanim zapadł wyrok, więc nie znam zakończenia.
Zmarły ma prawo wyrazić swoją wolę w testamencie i wola ta będzie uznana za wyrażoną. Koza woli wyrazić nie ma prawa i obecnie jedynym sensownym uzasadnieniem jest "wyrządzenie fizycznej krzywdy" zwierzęciu. Trudno mi sobie wyobrazić jak facet może "tym" wyrządzić krzywdę krowie. Albo babka dorodnemu chartowi.
Żeby było jasne, w sensie Art. 255. Kodeksu karnego zdecydowanie wypowiadam się przeciwko praktykom nekrofilskim i zoofilskim!
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | To co tu podkreśliłeś rozumiem tak, że nigdy do końca nie należy ufać konkretnemu systemowi wartości, nawet ze względu na wyjątki i tu ważni są decydenci i ich interpretacja. To, że temat wycichł to mimo wszystko źle, bo to tylko oznacza, że debata na ten temat praktycznie nie doczekałaby końca, a prawie wszyscy chcieliby tego końca doczekać. Takie ujęcie też ma aspekt erotyczny.. choć to bajka bez końca.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >To co tu podkreśliłeś rozumiem tak, że nigdy do końca nie należy ufać konkretnemu systemowi wartości (...)
Nie. Należy rozumieć to tak, że zmarły może wyrazić swoją wolę, mimo, że post-factum nie można go zapytać. Koza nie może.
Oraz: że zapisy Kodeksu Karnego nie wynikają wyłącznie z istnienia strony poszkodowanej, ale także z określonego światopoglądu. Co ładnie łączy się z przywoływanym przez Ciebie poniżej konsensusem, tu znajdującym znowu odbicie w decyzjach wybranych w demokratycznych wyborach polityków.
>To, że temat wycichł to mimo wszystko źle, bo to tylko oznacza, że debata (...)
Nie było żadnej debaty tylko sprawa w sądzie i krótkotrwała sensacja w mediach. Tu nie było o czym debatować - trzeba było tylko stwierdzić, czy rozporządzenie własnym ciałem w takim zakresie i wykonanie tego rozporządzenia było zgodne z prawem niemieckim czy też nie. Dopiero po tym stwierdzeniu można zacząć zastanawiać się nad etyczną stroną zagadnienia, czyli debatować.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Szach mat - wygrałeś!
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Naturalnie, że nie warto być zbyt frywolnym, albo zbyt konserwatywnym, ale nie żyjemy w latach 60-ych i prace kreujące sferę intymną młodych nie powinny być pisane przez jednego człowieka, czy grupę, a powinny być efektem konsensusu.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | Hmm.... czyli powinno być tak jak jest?
Bo zdaje się właśnie teraz obowiązuje konsensus - demokratycznie wybrane władze, a więc obrane w ramach konsensusu poglądów, podjęły takie a nie inne decyzje, których wynikiem jest takie a nie inne podejście do edukacji seksualnej.
Jak więc sam zauważasz, światopogląd w Twojej wizji edukacji seksualnej ma ZASADNICZE znaczenie.
A przecież nie można narzucać światopoglądu.
Stąd, jeśli mówić o edukacji seksualnej w szkołach publicznych to tylko w dwu aspektach: - medycznym (w sensie anatomii, fizjologii, psychologii, endokrynologii itd.); - prawnym.
Jak w każdej innej, tak i w tej dziedzinie szkoły publiczne powinny unikać narzucania określonych światopoglądów. Czy to będzie "seks to przyjemność" czy "seks to małżeński obowiązek" - jeden pies - nie wolno i basta!
W szkołach niepublicznych o rozszerzeniu programu względem ustawowego minimum decydują zleceniodawcy (czyt.:rodzice). I ich wola jest tu święta.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Co się tyczy tej sztywności zasad - prawo, medycyna.. itp. to bym nie przesadzał - temat jest tylko świeży i mało kto chce się za niego zabrać. Zresztą to fetyszyzowanie, które kończy się tylko wykwitem filmików na portalach pornograficznych, gdzie aż roi się od zaspokajania fantazji na punkcie pani doktor, czy adwokat.. a te sfery siłą rzeczy wyłączają relacje seksualne z klientem czy pacjentem, więc nie należałoby tak zaogniać realiów, aby nagle okazało się, że oni już "muszą".... się np. pobrać. Czy nie narzucać poglądów? A po co? Warto tylko przenieść życie erotyczne pod kontrol intelektu i tu ważny jest właśnie dialog i to dialog o potrzebach. Konsensus oznacza, że konflikt jest konstruktywny, a może być taki tylko na bazie wspólnego mianownika - tu świadomości seksualnej młodych z wartością dodaną całej rozwojowej dziedziny nauki - zresztą potrzebnej. Z tymi rodzicami też bym nie przesadzał. To nie oni będą popychać dzieci do robienia dzieci i opowiem Ci pewną anegdotę - zresztą to fakt autentyczny. Pewien chłopak poszedł na studia. Dowiedział się, że warto mieć dziewczynę na studiach, ale mama mu o tym nie mówiła. Zdobył dziewczynę, a ta nabrała ochoty na seks. Zapytał kolegę co ma zrobić w tej sytuacji. On powiedział, żeby najlepiej kupił prezerwatywy. On tak zrobił, ale nie wiedział co ma zrobić z tymi prezerwatywami, więc zapytał kolegę. Ten już kompletnie nie wytrzymał i cwaniacko zażartował, żeby je najlepiej zjadł. Koleś o dziwo tak zrobił i rozchorował się... potem już tylko operacja była. Rozgorączkowana matka poszła z tym do sądu, a sędzina roześmiała się do rozpuku i powiedziała, że gdyby była taka możliwość, to ukarałaby samą matkę. Samo życie.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | >Co się tyczy tej sztywności zasad - prawo, medycyna.. itp. to bym nie przesadzał - temat jest tylko świeży i mało kto chce się za niego zabrać. Zresztą to fetyszyzowanie, które kończy się tylko (....)
Ta.... Napisałem, że moim zdanie edukację seksualną należy oprzeć na aspektach medycznych i prawnych a ty z tego wyciągasz wniosek, że będzie się uczyć nakłaniać do seksu z panią doktor... Grrrratuluję!
>(...)A po co? Warto tylko przenieść życie erotyczne pod kontrolę intelektu i tu ważny jest właśnie dialog i to dialog o potrzebach. (....)
A to już jest światopogląd. A szkoła publiczna ma być z definicji neutralna światopoglądowo. Wszyscy wiedzą, że Pan Jezus płacze jak walisz gruchę i to jest jedna jedyna i prawdziwa prawda. Intelekt nie ma tu nic do rzeczy! Dlaczego nie nauczać wedle tego światopoglądu?
Organów państwa nigdy nie powinno się stawiać przed takim wyborem. Lepiej już trzymać się skrajnej neutralności i dmuchać na zimne niż pozwalać państwu zarażać młodzież jakąkolwiek ideologią inną niż: "przestrzegaj prawa". Bo inaczej skończy się na Kółkach Różańcowych albo ZSMP.
>Konsensus oznacza, (....)
Konsensus został już ustalony na drodze demokratycznych i powszechnych wyborów. Gdyby wyborcy chcieli co innego wybraliby inaczej. Chyba, że wyborcy nie wiedzą CZEGO CHCĄ, i ktoś BARDZIEJ OŚWIECONY musi za nich wybrać.
Mam nadzieję, że odczuwasz "śliskość tematu". Przecież cała edukacja seksualna rozbiła się właśnie na rafie ustalenia CZEGO w zasadzie uczyć! Stąd moja propozycja by ograniczyć się do absolutnego, pozbawionego jakichkolwiek sugestii co do tego co jest poprawne a co nie, minimum. Minimum, które i tak będzie znacznie szersze niż obecna forma edukacji. Podstawowa wiedza medyczna pozwoli uniknąć niechcianych form współżycia i pozwoli na lepszą bazę do samorozwoju. Zaś wiedza prawna sprawi, że będzie wiadomo jasno co wolno a co nie, w sensie skrajnym: za co idzie się za kratki.
>Z tymi rodzicami też bym nie przesadzał. To nie oni będą popychać dzieci do robienia dzieci (....)
To w takim razie KTO ma wybierać rozszerzenie drogi edukacji seksualnej dziecka? Ten, kto je będzie popychał? Tirówka? Kolega? A może państwo? Jak na razie wszelkie próby zastępowania rodziców kończą się dla dzieci i społeczeństwa fatalnie. Wiele wskazuje na to, że lepszy rodzic jakikolwiek niż żaden.
A, jeszcze jedno.
Na prezerwatywach jest instrukcja obsługi. Wystarczy przeczytać.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
| | | | | |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Z tymi rączkami na kołderce to nie ma czego współczuć. Moja luba nie ma nic, a czasami daje mi do zrozumienia, że skoro żyjemy bardzo daleko od siebie, to nie ma w tym nic złego. Nie muszę się nikomu tłumaczyć, dlaczego realizuję swoje fantazje seksualne, albo korzystam z usług prostytutek. To jednak czego nie lubi, to fakt, że często w różnych rozmowach poruszam jej temat.. wiem, że ludzie tego nie rozumieją i niby mi to nie przeszkadza, ale na pewno jest szkodliwe dla nszych reakcji. Myślę więc, że w życiu samotnika ważnym jest, aby sfera pożycia była jakkolwiek perspektywiczna i wtedy z całą pewnością nie ma problemu w byciu samotnikiem.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
| | | | | | |  | | sztejkat (4743 punktów) | A czy ja Tobie współczuję? Współczuję tym, którzy są w tak fatalnym klinczu i usiłują pogodzić ogień z wodą. Albo się utopią, albo spłoną. Najprawdopodobniej jedno i drugie.
A.... wnioskuję, że lepiej dla twojej relacji będzie wyedytować wypowiedź. Bądź co bądź cała Polska może to przeczytać.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
|  | 1 na 1 | cristoforo.conononi (39 punktów) | > Wątek miał przede wszystkim poruszyć problem tabu, którym jest seks...A ja tak sobie myślę, że Ciebie po prostu strasznie kręci, pisać(choć ja bym jedną ręką nie potrafił) tu sobie o tym. Zwłaszcza w ten sposób. Widać to po "technikaliach", że tak się wyrażę. Ale niekoniecznie znajdziesz tu "partnera", do tych swoich fantazji. Zalecałbym Tobie po prostu seks, a nie pisanie o nim.  No i jeszcze ten youtube. A "masz 12 lat, i na imię Wojtek"?...
|
|
| |  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Rzeczywiście kręci mnie pisanie i to ubóstwiam. Mam 32 lata i chyba kilka razy się przedstawiłem. Szukanie kobiet w internecie jakoś mnie nie kręci, chociaż mam przyjaciółkę, z którą nawiązałem kontakt właśnie przez internet. Ostatnio jak ktoś tu mówił o "pedofilskim" seksie względem mnie, to się wycofałem na jakiś czas. Staram się być otwarty, a nie ograniczać się na tego typu konwenanse, jak wzbranianie się, że są np. ważniejsze rzeczy niż sex. Z jednej strony jest to argument, aby uznać go za mało ważny, a z drugiej seks cementuje związek. Jeśli piszę to po coś. Nawet jeśli podejmuję (przepraszam, że przepraszam...) naiwny dialog, to w jakiejś sprawie, którą uważam za ważną, zwłaszcza dla mnie. Oczywiście "wszyscy kłamią", a ja najprawdopodobniej walę konia przy każdym punkcie podbijającym mi licznik. Wiele kultur postanowiło zanegować seksualność - nawet przez okaleczanie dzieci, a te wiązało się z obrządkiem rytualnym. Co więcej. Z filmu na Youtube dowiedziałem się, że Freud uznawał orgazm łechtaczkowy jako świadectwo niedojrzałości kobiety, podczas gdy tylko 30% kobiet doznaje orgazmu pochwowego, a nawet jeśli, to musi on być połączony z drażnieniem łechtaczki. Problem jest poważny, bo raz na 2000 urodzeń rodzi się dziecko z niestatystycznymi zmianami w genitaliach i niestety lekarze decydują się w takich wypadkach najczęściej na zabieg kosmetyczny, który jest i bolesny i trwale pozbawia większości atutów seksualności. Robi się tak tylko po to, aby np. dziewczynka nie wyglądała jak chłopiec. Myślę, że to nie pora na wszczęcie rozmowy o kontroli urodzeń, czy predyspozycjach do zachodzenia w ciążę i wychowywania dzieci (czysty faszyzm), ale można chyba porozmawiać o tym, co tak gruntuje naszą świadomość w jednym z aspektów. Nie poruszanie tego tematu to "tłumienie", choć jego przesyt też nie jest wskazany. Oczywiście można uznać, że wszystko już zostało powiedziane, a jednak wciąż robimy karygodne i wierutne błędy wyrządzając sobie i innym krzywdę. Jednym z ciekawych aspektów, który udowodniono naukowo, to fakt, że temat seksu, gdy nie jest poruszany, powoduje brutalizację tej sfery, a kiedy jest - wpływa na odpowiedzialność młodzieży, która często nie tylko mówi o odłożeniu tej sfery na odpowiedni czas, ale i decyduje się na bardziej odpowiedzialne pożycie - tu z użyciem np. prezerwatywy. Chciałem tylko pogadać - jak tu zauważono w bazgrołach - jest to najlepsze miejsce w necie do intelektualizowania, aczkolwiek co pięć minut większość ma ochotę odejść, po czym po tygodniu wraca. Jedno niech będzie jasne - gdybym miał oddać się soczystym flirtom z jakimś napaleńcem, afiszującym się na tym forum nickiem "flirciara21", to wolałbym sobie włączyć jakiś portal dowcipny i wpisać "ebony anal". Pzdr..
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Nie wiem jak wielu z nas lubi, albo nielubi Freuda, ale to on mówił o niedojrzałości seksualnej, podczas gdy świadczy ona tylko o rozwijaniu własnej seksualności na podstawie wspólnego mianownika. Dziś ma się trochę technokratyczne pojęcie dojrzałości i to ona ma być tym wspólnym mianownikiem.. podczas gdy ta dojrzałość najczęściej polega na udawaniu kogoś, kim się nie jest. Człowiek zawsze szukał i chyba zawsze będzie szukał takich wspólnych mianowników, które leżą w jego naturze. O ile kształcenie w klasach 1-3 to wdrożenie 4-6 to zaspakajanie ciekawości, to okres gimnazjalny jest okresem zmierzenia się z jakąś dojrzałością. W liceum człowiek na poważnie zmaga się ze swoją seksualnością, a studia są wyznacznikiem jego przyszłego życia. Dlatego ważnym jest, aby w liceum dyskutować z młodymi o tym, czego oczekują i prowadzić konstruktywny dialog, aby ich (czasem owocna) odpowiedzialność była ich powodem do poczucia przejęcia odpowiedzialności za przyszłość nie tylko swoją, nie tylko bliskich, ale i ogółu. To bardzo wyrabia pewność, natomiast z całą pewnością trzebaby się zmierzyć w takiej edukacji z problemem potrzeb licealistów, którzy też mają coś, zgodnego z ich rozwojem, do powiedzenia. Jak już powiedziałem - takie lekcje i to nie godziny wychowawcze, gdzie sprawdza się obecność i "rozlicza" z nieobecności na zasadzie jednostronnej umowy wychowawcy o jego prymacie... takie lekcje są potrzebne, gdyż udowodniono, że młodzież wtedy poważniej myśli o swojej seksualności i potrafi poważniej podejmować decyzje z nią związane. Pytanie o to, kto zadecyduje o pogawędkach jest więc z jednej strony pytaniem o racje, czyli kto jest w stanie ją wykazać, a z drugiej o argumenty, których należy użyć w dialogu.. nawet po to, aby dialog ten nie przedstawiał jakiejś jednostronnej wizji argumentu siły. Wiedza o seksualności nie powinna być więc zbiorem chciejstwa intelektualnego, ale i odrębną dziedziną wiedzy z perspektywami.. a ujęcie jej w tej formie.. na gruncie nauk rozwojowych i zaspakającyh szerokie horyzonty jest konieczne dla samej akceptacji tej wiedzy o seksualności. Oczywiście można powiedzieć: "Nigdy nie mów tego, a zawsze rób tak. A ci to są be, bo oni to.." w odniesieniu do każdej z frakcji.. ale to niczego nie zapewnia. Potraktujmy więc tą dziedzinę poważnie, a nie tylko tak, że wspominał o niej Epipejusz... Nikt nie jest "zwolennikiem" aborcji.. pytanie tylko jest o to, co zrobić, aby sfera intymna, która jak zauważyłeś jest sprawą każdego z osobna, była należycie rozumiana i perspektywicznie rozwijana.
Malum est talis potens qualis eius causae timor Trust me... My cap is foolish..
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|