Racjonalista - Strona głównaDo treści
Warp - perspektywa, czy naiwność?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
26-05-2010 08:26aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Warp - perspektywa, czy naiwność?
Z pewną taką nieśmiałością wnoszę o rozważenie pewnej sprawy. Rzeczywistość nienawidzi próżni, a trudno jest oczekiwać, abyśmy wiedzieli więcej, niż do tej pory.. natomiast mam pragnienie pobawić się w coś więcej, niż tylko trollowanie w Bazgrołach.
Problem jest oczywiście z fizyki.
Nie można osiągnąć prędkości 1c - to fakt i na razie nie chodzi mi o zbliżanie się do niej, ale samą wycieczkę teoretyczną.. bo ze mnie to raczej fizyk amator-teoretyk, w sfery rozważań w tym temacie. Proszę o pomoc.
Załóżmy, że warto skwantować prędkości, ale nie kwantować pierwszego kroku, ale uznać, że możliwy jest przeskok do następnej prędkości. Stąd na przykład - choć to tylko pierwotny model, wymagający weryfikacji i dalszej pracy.. 1c - warp 1, ale (np.) 7c - warp 12.
Na zachętę do dalszych rozważań podam coś, co mi się wydaje ciekawe.
Jest taki pierwotny model, w którym zginamy kartkę i mówimy, że można się z punktu A do B dostać przeskokiem.. że po półokręgu jest bliżej, niż po średnicy - znamy go chyba wszyscy?
Co jeśli odwrócić sytuację - co jeśli po średnicy (to w sumie to samo, ale inne ujęcie) byłoby trudniej, niż po półokręgu. Można sobie wyobrazić, że mamy wtedy silnie zwiniętą i zagmatwaną spiralę, która z daleka wygląda jak prosta, ale z bliska widać, że jej droga jest dłuższa, niż po półokręgu.. bo pozwijana - jak np. (ewentualnie) w magnesie. A co jeśli magnes kumulowałby wokół siebie zubożoną materię, która byłaby już w po przeskoku do warp 1?
Jeśli można by w ten sposób wykazać istnienie tahionów, to ich depolaryzacja być może dałaby efekt.
Proponuję doświadczenie, które może to potwierdzić. Bierzemy dwa magnesy i poruszają się one (obok siebie - jak w okularach, ale z przesunięciem fazowym) jednostajniej po okręgu - np. lewoskrętnie. Energia na ruch "absolutnie" jednostajny może skutkować taką depolaryzacją.
Potem wystarczy ruch ukierunkować odpowiednimi obrotami tych "okularów"
Najprawdopodobniej układ zacząłby poruszać się po większym okręgu, a przez obrócenie tych "okularów" o 180 stopni można by sprawić, że poruszałby się po sinusoidzie. Powstałby mechanizm odrzutowy - choć odrzucalibyśmy tahiony, o których mało wiemy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Appenzeller (3118 punktów)
>choć odrzucalibyśmy tahiony, o których mało wiemy.

Proszę jednak tachiony. A merytorycznie - nie wiem czy to jest środek jakiejś dyskusji, ale chętnie rzuciłbym okiem na jakąś literaturę w tej sprawie (naturalnie różną od Star Treka, gdzie chyba tachiony stosowano), jeśli zatem Kolega może coś wskazać, to ja z przyjemnością. Słyszałem o rozważaniach w temacie dróg na skróty przez tzw. wormholes, ale generalnie nie jestem dobrze zorientowany.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Będą tachiony.. dzięki za poprawkę, bo długo myślałem jak to zapisać.. jeszcze raz dzięks. Literatura niestety popularno-naukowa, bo to tylko gdybanie. Nawet Hawking, Weinberg, czy Penrose wypowiadają się na ten temat niechętnie - podając tylko problem tej kartki, bądź inne uchodzące za podobne kwestie. Kiedyś rozważano ten problem w Świecie Nauki, czy Nauka i Świat - czasopismach o nauce, jednak jak do tej pory nie ma spójnej teorii tłumaczącej podobne wycieczki intelektualne.
Prószyński i S-ka wydaje bardzo dużo książek tych i innych wielkich teoretyków fizyki, jednak oni sami uważają te publikacje głównie nie za popularyzację, ale szansę majątkową.
Nie neguję wielu z teorii.. a przede wszystkim nie warto negować spojrzeń, których do końca nie rozumiem, jak STW, czy OTW, ale jeśli pojawi się taka potrzeba - i mnie o niej poinformujecie, to przedstawię Wam coś w miarę jednoczącego pewne punkty widzenia w formie e-booka, do którego po prostu podam link. Od dawien dawna pracuję nad tą formą i mogę ją wydać na odpowiedniej licencji, ale uważam, iż nie powinienem się narzucać jako amator, więc warunkiem koniecznym dla mojej pracy jest uzyskanie na nią grantu.. (elokwentnie - heh) - permisji.
W 1994 Lem pisał dużo na temat jego spuścizny i tam skrytykował pewne postawy, ale też dużo powiedział. Niestety nie pamiętam tytułu książki.

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Postaram się, za waszym przyzwoleniem, opublikować ten tekst tu - w odcinkach
Oczywiście z założeniem, iż jest amatorski..

WARP 4 PROSZĘ..
Reklama
Dialog społeczny ma sens
W dzisiejszym świecie, uzupełnionym możliwością wymiany poglądów przez internet.. nie ma miejsca na stronnicze alianse. Nowa rzeczywistość uzmysłowiła nam, iż nie warto, a dziś już nawet nie opłaca się obstawać wyłącznie przy własnych argumentach. To dialog społeczny, który w idei demokracji jest podstawą polityki, zyskał dziś oficjalną rangę stanowiska bronionego przez projekty dotowane z Unii Europejskiej. Okazuje się bowiem, iż nic jak dialog społeczny, zakładający konstruktywizm konfliktu, przy wytycznej wystarczalności i poprawności, będzie w przyszłości oficjalnym stanowiskiem jednoczącym społeczeństwa i społeczności.. również tę globalną.

Rozdział I
Naszą wycieczkę zaczniemy tuż przed momentem, gdy Michaelson i Morley (troszkę w sumie związani z Polską) pod koniec dziewiętnastego wieku postanowili przełamać mit wszelakich pitagorejczyków o eterze... jakoby istniał, istnieje i istnieć będzie. To właśnie pitagorejczycy uknuli tezę, iż wszechświat nie może być próżny. Rozważania Greków w materii piękna myślenia obowiązywały bowiem tak szerokie pojęcie intelektu, iż praktycznie interesowali się wszystkim.
Arystarch na przykład był pierwszym z filozofów, który zauważył, że Ziemia i inne planety krążą wokół gwiazd, a Arystoteles stwierdził, że wszechświat nie może być nieskończony, bo jest jak kula, która musi być ograniczona promieniem. Arystoteles też powiedział, iż nie popiera poglądu Greków, jakoby wszechświat pięknem swym wzorował się na muzyce, gdyż według niego jest tak wielki I potężny, że do naszych uszu docierałaby z niego nie piękna muzyka gwiazd, a jeden wielki hałas.
Pitagorejczycy, podobnie jak rzeczywstość, nienawidzili jednak próżni. Nie wierzyli w liczby niewymierne, choć przypisywali liczbom magiczne znaczenie, ale wyobrażali sobie, że coś wypełnia pustkę, a nawet ją określa. Ta sama wieczoność - eter - miała stanowić o czasie, materii I prawie wszystkich innych czynnikach obecnych we wszechświecie.
Michaelson I Morley postanowili jednak wykazać, że eteru nie ma, gdyż powoduje on tylko niepotrzebne wywody o czymś, czego nikt nigdy nie potwierdził, bo każdy uważał, iż udowodnić eteru nie można. Miał być wiecznym uciekinierem naukowców.
Skonstruowali więc swój interferometr oraz własne kryteria oceny jego wyników.. podobnie zresztą jak cały skomplikowany szereg założeń.. który był w miarę prosty, oczywisty I nawet wyszukany.
Z czasem jednak pytania nie przestały ustawać. W 1953 roku Einsein dowiedział się o całym eksperymencie podczas jednej z korespondencji I bardzo ucieszył się, że jakieś doświadczenie pokrywa się z jego założeniami, gdyż otrzymał Nagrodę Nobla jedynie za Efekt Fotoelektryczny - czyli udokumentowane doświadczenie.
Oczywiście sam eter to idea piękna, ale nie sprecyzowana. Dowiedzieliśmy się wielu faktów o otaczającym nas świecie fizyki, a jednak wciąż widzimy wielką niewiadomą, która przerasta nasze dzisiejsze możliwości. W czym? W potrzebach niestety I na szczęście.
Eter zaczęto uważać za solidny "proszek", który uniemożliwiałby istnienie materii, a sama idea spowodowała więcej niespójności, niż ktokolwiek mógłby to sobie wyobrazić. Wolimy wręcz przerzucić się na inny model, jako o wiele bardziej funkcjonalny - na model energetyczny, gdyż ta energia potrafi przybrać formę prawie wszystkiego - nawet dziś wektora. Moim celem nie będzie jednak powrót do idei eteru, a wykazanie, iż istnieją w fizycznym wszechśwecie zależności, które prowadzą do wspólnego mianownika I które zaczerpnąć można z dawno zapomnianych idei, a które, przez dowód nie wprost, prowadzą do wytłumaczenia zjawisk takich.. jak dyfrakcja.
Mam nadzieję, iż Czytelnicy życzą mi teraz powodzenia.

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
26-05-2010 15:39 
 Ocena 2 na 2
Marian (5438 punktów)
>Naszą wycieczkę zaczniemy tuż przed momentem, gdy Michaelson i Morley (troszkę w sumie związani z Polską) pod koniec dziewiętnastego wieku postanowili przełamać mit wszelakich pitagorejczyków o eterze... jakoby istniał, istnieje i istnieć będzie.
   Małe sprostowanie: Michelson i Morley nie zamierzali sfalsyfikować eteru; ta sztuka de facto jeszcze nikomu się nie udała. Już tłumaczę.
   Chcieli oni zmierzyć prędkość Ziemi względem eteru; w tym sensie był to jeden z najbardziej znanych eksperymentów, który się nie powiódł. Jako porządni naukowcy, opublikowali oni oczywiście rezultaty swojej porażki. Jest to też przykład na to, że w nauce porażki są czasem równie ważne, jak sukcesy.
   Próbując naprawić swoją teorię eteru, aby uwzględnić brak obserwowalnej prędkości Ziemi względem eteru, Hendrik Lorentz wprowadził do niej skrócenie długości (do dziś zwane jego nazwiskiem). Okazało się, że te same równania, jakie otrzymał w ten sposób Lorentz, jest w stanie wyprodukować znacznie prostsza Szczególna Teoria Względności zaproponowana przez Einsteina w 1905 r., w której pojęcia eteru nie ma. W ten sposób koncepcja eteru okazała się zupełnie nieprzydatna.

   Pozdrawiam.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
No to wciąż dowiaduję się ważnych rzeczy. Rzeczywiście na studiach - przypominam sobie - mówiono o poprawionej teorii eteru, ale chyba kompletnie to zignorowałem.
Może po tym wstępie przejdę do rzeczy.. i jeśli pozwolicie, a mam wrażenie, że to już się stało, opiszę, co będę wykazywał.
Jakiś czas temu, a konkretnie to jeszcze w ubiegłym tysiącleciu, korespondowałem z pewnym profesorem fizyki. Zaintrygowała go moja wizja krypto-wektorów-kryptowymiarów, które po prostu nazwałem Crazy Bill'ami. Była oczywiście ta teoria w powijakach, natomiast, że jestem z Brzegu Dln, a w okolicy mamy Wołów, skąd pochodzi gen. Hermaszewski.. gen. Hermaszewski oddzwonił do mnie na prośbę o konsultacje i zainspirował mnie do tego, że warto walczyć w imię nauki. Nie odpuszczałem więc.
Koncepcja Crazy Bill'i jest z założenia prosta.. potem sytuacja jest tylko trochę bardziej oczywista. Skoro postrzegamy w trzech wymiarach, w których mamy do czynienia z ruchem.. to znikąd nie może się on brać. Podobnie zresztą jak czas.. Ruch, przestrzeń i czas muszą być ze sobą związane.
Podczas rozważań o celowości, determinizmie i kauzalizmie doszedłem do wniosku, że przyczyna musi być o wiele bardziej związana ze skutkiem, niż nam się to wydaje. Oczywiście nasze wyobrażenie o tym musi ulec zmianie, bo zapewne jest błędne. Jest to kompletnie osobna dziedzina rozważań, bo obejmuje np. trójpodział zjawisk we wszechświecie na siłę, wysiłek i aberację, którą to ostatnią można związać z efektem Schroedingera, ale tu przytoczę ważną dla mnie definicję:

Def:
Suma przyczyn danego skutku jest nieskończona, acz ograniczona.

I tak powinniśmy rozumieć przyczynowo-skutkowość.
Musimy więc uwzględnić to, że dany teoretyczny element wszechświata jest w zależności w imię tej definicji przyczynowo-skutkowości z resztą wszechświata, czyli prawie wszystkim innym. Inspiruje mnie też Star Trek, gdzie Najwyższa Dyrektywa mówi o przyłączeniu danej planety do wspólnoty wtedy, kiedy wykaże się ona dojrzałością i oficjalnie dopracuje się napędu warpowego. Rozważania Star Trek dotyczą jednak sfer - iż jak do tej pory zabiegi te były nieuczciwe.. stąd oczekiwania na tę planetę, gdzie społeczeństwo prematuralne dochodzi autonomicznie do formy maturalnej.
Sam obraz pierwotnego, acz zapewne nie najmniejszego elementu wszechświata - Crazy Bill'a jest więc odbiciem jego głównych zasad.. a wszechświat ma to do siebie iż taki właśnie jest na różnych poziomach rozważań.
Crazy Bill to wymiar "czwarty" - który w infintezymalnej jednostce czasu realizuje wszystkie trzy pozostałe - skacząc kryptochaotycznie "w prawie wszystkich kierunkach". Załóżmy jednak, że w większej jednostce przestrzeni - jest ich dwanaście i układają się w Mad Cow (o specyficznych właściwościach elementarnych).
Mamy trzon - pięciu CB, a u dołu może być z jednej strony ułożonych rzędem powyżej pierwszego 3 albo 4, a poniżej 2 u góry 4 lub 3. To warunkuje dwojakość przestrzeni i materii. Mad Cow przedstawia więc pewną strukturę warunkującą względną trójwymiarowość - układ Crazy Billi w rzędach jest ortogonalny.
Same Crazy Bille są powiązaniem dystansu z jednego punktu, do drugiego, który zachodzi z prędkością światła, a ich różnice w położeniu ulegają temu samemu prawu - im CB jest dłuższy - tym "ślamazarniej" się porusza.
Mad Cow mają jednak pewną właściwość - z racji powiększania rozmiarów Crazy Bill'i - one same mogą się powiększać, w imię zasady: "znaczna różnica powoduje przyrost, podobieństwo powoduje skurcz". Kiedy są blisko siebie - różnicują się w imię tej zasady - a są prawie zawsze.
Niestety rzadko udaje mi się podać argumenty dla tej zasady i podaję ją tu jako pewnik.
Stąd podstawowy model czasu, przestrzeni i materii wygląda jak ikonka czasu z YouTube - tyle że punkty nie tylko jaśnieją, ale jeszcze rosną (jak w Suse'ie). Duża różnica sprawia, że błyskawicznie rosną, a mała, że maleją.
Stąd foton "wygląda" podobnie, tyle że jest zwinięty w helix i posiada niezmienne czoło fali w rdzeniu, to się zmniejsza wraz z przechodzeniem w tył, na końcu Mad Cow jest mały i jako taki wraca w oddaleniu od rdzenia na początek czoła fali, a tam błyskawicznie rośnie. Oczywiście ruch jest możliwy dlatego, że od wielkości Mad Cow zależy jej bezwładność (jakoś to kiedyś tłumaczyłem wtedy tą bezwładność versus różnicowanie).
Istnieje więc możliwość wykazania, że taki model fotonu poddaje się dyfrakcji.

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
Marian (5438 punktów)

   Moja wypowiedz być może będzie się wydawać chaotyczna, ale jest po prostu sporo pojedynczych punktów, o których chciałbym coś powiedzieć.
   Pierwszą rzeczą jest warp. O ile wiem, termin wymyślony przez Gene'a Roddenberry'ego na potrzeby Star Trek. Koncepcja zaczerpnięta zapewne z pomysłu (już nie pamiętam czyjego), że podróż z prędkością większą od c byłaby możliwa, jeśli pojazd zakrzywiałby (warp - ang. wyginać, wykrzywiać) czasoprzestrzeń niejako kompresując ją przed sobą i rozkompresowywując za sobą. (Stąd ograniczenia; nie można przekroczyć warp 10 bez rozdarcia czasoprzestrzeni []. Jak działa transwarp Borg – nie mam pojęcia.) W ten sposób lokalnie poruszałby się z prędkością mniejszą od c, ale dla odległego obserwatora, wyglądałoby to tak, jakby pojazd mknął szybciej od c, dzięki tej sztuce.
   Skwantowanie prędkości. Rzeczywiście, największy problem widzę w samym zbliżaniu się do prędkości światła. Ponieważ oddziaływania rozchodzą się z prędkością c, próba przekroczenie tej prędkości wiąże się dosłownie ze zderzeniem się z samym sobą. Jeśliby jakoś magicznie przetunelować przez ten newralgiczny punkt, to chyba nie widzę problemu. Oczywiście, jeśli byśmy się zatrzymali po takiej podróży, moglibyśmy zobaczyć samych siebie wsiadających do pojazdu i rozpoczynających podróż, ale widzimy przeszłość, więc z przyczynowością problemów raczej nie ma.
   Pomysł z magnesem i tachionami. Muszę przyznać, że to raczej średnio rozumiem. O tachionach nie tyle wiemy mało, co nie wiemy nic. Nie wiemy nawet, czy istnieją. Obiekty te wychodzą jako artefakty w rozmaitych teoriach aspirujących do miana teorii wszystkiego, ale nikt nigdy ich nie widział. Nie wiem, czy dałoby się je spułapkować magnesem, ani w jaki sposób mogłyby one z nim oddziaływać, skoro mają się poruszać szybciej od nośników oddziaływań.

   Pozdrawiam.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Oczywiście jako informatyk powiem, że kompresja nie polega na ściskaniu liter, a na zmianie formy treści.
Tak należałoby rozumieć kompresję w hiperprzestrzeni - jest hiper - więc jest z jednej strony nad, a z drugiej trochę po prostu inna. Problemem są wszystkie cząstki, z którymi się spotykamy, natomiast jeśli się zmieni dziedzinę, w której się przebywa (z pokoju wyjdzie na korytarz), sytuacja się zmienia. Można nawet oczekiwać, że przy warp 1 nie ma gigantycznych przeciążeń i są one odrębną dziedziną - dla adekwatnie dużych różnic - obowiązują podobne zależności co do naszych małych prędkości.
Poza tym zbliżanie do 1 c można traktować z pewnego punktu widzenia podobnie do przeciążenia przy przyśpieszeniu. To takie moje spostrzeżenie - może to kogoś zainspiruje..
Oczywiście z naszymi rozważaniami jest jak z warp i z totkiem - nastąpić musi kumulacja, aby ktoś coś rzeczywiście wygrał.
Mam "policyjnego nosa", że wiele o tego typu podróżach powie nam to:
img245.imageshack.us/img245/7986/stargate.gif
Chodzi konkretnie o bramkę urządzenia, które kompresowałoby hiperprzestrzeń, a te tak właśnie wygląda.. natomiast nie potrafię tego zdekodować. Myślę, że Egipcjanie użyli tylko sobie znanej logiki.
Może do zdekodowania zainspiruje kogoś moja synergiczna macierz trójbiegunówki w aspagnito.bloog.pl/ (temat: Behawiorzym Synergiczny)

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
Marian (5438 punktów)
>Oczywiście jako informatyk powiem, że kompresja nie polega na ściskaniu liter, a na zmianie formy treści.
   Kompresję rozumiem zawsze jako ściskanie, zmniejszanie wielkości, tudzież objętości (to compress - ang. ściskać, sprężać, zgniatać). To, że przy kompresji danych dochodzi do ich maglowania to efekt uboczny (wymagany zresztą przez teorię informacji). Wypada mi przeprosić za użycie mylącego słowa, co zapewne wynikło przez mój również nieco informatyczny "background".
   Wybacz, że nie skomentuję Twojego drugiego wpisu, ale pojęcia typu Szalony Bill, czy Wściekła Krowa są dla mnie zupełnie niezrozumiałe (może umyka mi jakaś kluczowa metafora), więc po prostu nie wiem o czym mówisz i jaki to ma związek z tematem.

   Pozdrawiam.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Czyli zgodnie z tendencją "zarządzania przez cele" - zmiana formy treści celem ściśnięcia.

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
27-05-2010 09:34 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
> Oczywiście, jeśli byśmy się zatrzymali po takiej podróży, moglibyśmy zobaczyć samych siebie wsiadających do pojazdu i rozpoczynających podróż, ale widzimy przeszłość, więc z przyczynowością problemów raczej nie ma.

Drobne problemy z widzeniem tej przeszłości byłyby. Choćby takie, że widziałbyś całą podróż w odwróconej kolejności, czyli obserwowałbyś swój lot od celu do punktu startu.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>> Oczywiście, jeśli byśmy się zatrzymali po takiej podróży, moglibyśmy zobaczyć samych siebie wsiadających do pojazdu i rozpoczynających podróż, ale widzimy przeszłość, więc z przyczynowością problemów raczej nie ma.
>Drobne problemy z widzeniem tej przeszłości byłyby. Choćby takie, że widziałbyś całą podróż w odwróconej kolejności, czyli obserwowałbyś swój lot od celu do punktu startu.
>
Przepraszam, że nie brałem udziału w dyskusji, bo śledziłem sytuację polityczną. Przy Lechu... o przepraszam.. Jarosławie - relatywizm odpada. Wszyscy zachodzą w głowę jak bardzo wokalnie się zmienił, bo fizycznie nie za bardzo (sytuacja z dziś).. Przepraszam za ten komentarz, ale pewne rzeczy są wręcz niewyobrażalne i daję "promesę" (modne dziś słowo), że ustosunkuję się do tego jeszcze dziś w dziale BAZGROŁY.

Wracając do tych rozważań - rzeczywiście macie rację - chodzi głównie o "pułapkowanie czasu",, ale też i przestrzeni i ruchu. Stąd moja próba zdefiniowania tych pojęć. Bez tych definicji i bez ich technicznego modelu, z możliwością wprowadzenia algorytmów postępowania w danych sytuacjach - nie da się zbudować realnego systemu, który wpłynie na skok w kolejny kwant - powyżej 1c. Fizyka jednak tam jest inna i z pewnością musimy się skoncentrować na kumulacji, a potem dokonać w miarę wiarygodnego i bezpiecznego doświadczenia.. które dałoby mierzalne wyniki.
Widzę to tak, że dajemy napędowi możliwość rozpędu - ale się nie rozpędza, choć powinien, a w krytycznym momencie uruchamiamy zapłon przeskoku i wtedy wpada w kolejny kwant warpowy.

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Przypomnę, iż Max Planck jest autorem idei Matrix, którą wykorzystali bracia Wachowscy

Malum est talis potens qualis eius causae timor
Trust me... My cap is foolish..

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365