 |
Ateizm: ciągła rekapitulacja. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-12-2008 22:54 | atre (971 punktów) | Ateizm: ciągła rekapitulacja.
1 na 1 |
Najpierw wypowiedź jednego z moich rozmówców na wątku "Czy racjonalizm naprawdę daje nam przesłanki do bycia ateistą?" Następnie moja odpowiedź, która będzie jednocześnie odpowiedzią na pytanie: "Czy racjonalizm naprawdę daje nam przesłanki do bycia ateistą?"
> Dlaczego ateista zawsze myli koncepcję "boga" z wyobrażeniami na temat "boga"? Dowód z seansem spirytystycznym? Gdyby teraz przyszedł do mnie jakiś gościu i powiedział iż jest "bogiem", a chwilę później rozpłynął sie we mgle, myślisz że następnego dnia namalowałbym jego podobiznę i zaczął jej się kłaniać? A taką koncepcję "boga" w swojej podświadomości ma ateista, z tego wynika. Bo teista nie.
Arte nie wiem czy byś się zaczął kłaniać owej podobiźnie, czy uznał byś owego człowieka za boga. To Twoja decyzja, tylko Ty sam wiesz co Cię przekonuje. Mi jest obojętne skąd się wzięła wiara teisty, czy z takiego wyobrażenia, czy z mistycznego przeżycia czy z swoiście pojmowanego porządku świata czy z innego źródła. Ja nie mam żadnego wyobrażenia boga, bo nigdy nie wierzyłam. Na mój własny użytek nie jest mi potrzebna też żadna koncepcja boga, tak jak nie jest mi potrzebna koncepcja jednorożca, czy koncepcja obcych z innego wymiaru. Takie koncepcję przyjmuję jedynie w dyskusjach no owy temat, ale nie są one częścią mego światopoglądu. W dyskusji z osobami wierzącymi przyjmuję ich koncepcje boga. I nie mylę obrazów Michała Anioła ani obrazu William Blake`a z koncepcją boga judeochrześcijańskiego, ani Statuły Buddy Yakushi Nyorai z koncepcją boga występującą w japońskim buddyzmie. Nie mylę też wyobrażenia danego wyznawcy jakiejś religii z koncepcją zawartą w owej religii.
Problem w tym, że dla mnie zarówno koncepcja boga, jak i wyobrażenia boga, jak i ich artystyczne przedstawienia są obce, pochodzą od teistów. Nie są częścią mnie. ja sobie mogę co najwyżej wyobrazić wizerunek boga, mogę zaznajomić się z koncepcją boga w jakiejś religii, ale to nadal pozostaje mi obca materia, ponieważ nie posiadam WIARY w owego boga.
Wobec dowodu na istnienie boga mam identyczne wymagania jak do dowodu wobec istnienia jakiejkolwiek innej rzeczy na świecie, seans spirytystyczny raczej do dowodów naukowych nie należy, więc nie wmawiaj mi że owego seansu się domagam.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | atre (971 punktów) |
>To Twoja decyzja, tylko Ty sam wiesz co Cię przekonuje Wiem.
>Mi jest obojętne skąd się wzięła wiara teisty, czy z takiego wyobrażenia, czy z mistycznego przeżycia czy z swoiście pojmowanego porządku świata czy z innego źródła. Ja nie mam żadnego wyobrażenia boga, bo nigdy nie wierzyłam. Na mój własny użytek nie jest mi potrzebna też żadna koncepcja boga, tak jak nie jest mi potrzebna koncepcja jednorożca, czy koncepcja obcych z innego wymiaru. Mnie też żadna z owych rzeczy które wymieniłaś nie jest mi potrzebna. Ja też nie mam żadnego wyobrażenia Boga, bo nigdy w takiego nie wierzyłem. Bo jestem teistą.
Ateizm: ciągła rekapitulacja.
Stwierdziłem iż mylisz koncepcję "boga" z wyobrażeniami na temat "boga". A skoro umysł ludzki próbuje wywoływać je w sobie, a robi to mówiąc iż nie może przyjąć do wiadomości czegoś, czego doświadczenie nie potwierdza , to właśnie jest taki logiczny seans spirytystyczny, tzw. wywoływanie duchów w logice. Inaczej mówiąc człowiek popełnia ów błąd logiczny twierdząc iż nie widzi powodów do przyjęcia czegoś, czemu - np. czytając w dzieciństwie Mitologię Parandowskiego, bądź po prostu słysząc jak ktoś mówi o Bogu tak jakby mówił o swoim sąsiedzie - sam przypisał jakieś możliwe cechy, co oczywiście jest bajką i wyklucza to absolutnie, innego jednak wyobrażenia nie ma, bez względu na to jak je traktuje. Ja to nazywam syndromem Boskiej Komedii Dantego. Jest to bardzo ścisłe określenie na ów błąd logiczny jaki jest popełniany przez wielu ludzi, niestety. Polega on mniej więcej na tym iż odnosimy do czegoś jakieś cechy (nieważne jakie, chodzi o sam fakt zakładania jakichś cech), tak jakbyśmy tego doświadczyli, czy też tam kiedyś "wpadli na to jak na drzewo", następnie z owych cech wnioskujemy iż coś takiego istnieć nie może, bo czegoś takiego, o takich, czy też jakichkolwiek cechach, nigdy nie doświadczyliśmy! Jeszcze raz powtórzę: odnosimy do czegoś jakieś cechy, tak jakbyśmy tego doświadczyli , następnie z owych cech wnioskujemy iż coś takiego istnieć nie może, bo nigdy czegoś takiego , o takich, czy też jakichkolwiek cechach, nie doświadczyliśmy. Zabawne. Ale tak właśnie wygląda logika ludzi, wyrażających takie sądy. I tak właśnie wyglądają wszelkie sądy odnoszące sie do Boga brzmiące: nie mogę przyjąć do wiadomości istnienia Boga, ponieważ moje, czy też wszelkie, doświadczenie temu przeczy. Sęk w tym iż nie mogłem/łam przypisać Mu żadnych cech... sam/sama jednak potraktowałem/łam najpierw owe cechy, które mu przypisałem/łam, tak jakby były możliwe do zweryfikowania na podstawie doświadczenia, następnie dokonując jakiegoś przeskoku, zaczynam nagle argumentować iż coś o takich cechach istnieć nie może... bo doświadczenie temu przeczy. No dobrze, można by powiedzieć, ale to rozumowanie można by równie dobrze zastosować w przypadku Zeusa itp. Czy też mielibyśmy zacząć składać ofiary Zeusowi, zgodnie z rozumowaniem starożytnych Rzymian, którzy stawiali pomniki "nieznanym bogom", ponieważ nie mogli wykluczyć iż tacy istnieją? Następnie zaczyna mówić iż on w ogóle wyklucza istnienie jakiegokolwiek "boga", zatem dalsza rozmowa nie ma dla niego sensu. A tak w ogóle to nic go to nie obchodzi. Ty też tak zrobiłaś. I jak widzisz nie jest to dla mnie teisty, żadną tajemnicą. "A więc po prostu się uparłeś, bo sam nie potrafisz pojąć, że..." I tak dalej, ciągła rekapitulacja, młyńskie koło. Cóż więc z tym Zeusem... i ile byków? Ani jednego. Dość się już nażarł. Dlaczego więc mamy mu odmówić tej przyjemności? Bo nie istnieje. Słusznie. Zeus nie istnieje. Podobno jednak mówiąc o owym syndromie, sam zaprzeczyłem temu iż można taki wniosek wyciągnąć. Podobno. Na czym więc polegać miałaby owa różnica? Bo taką właśnie sugeruję. Już wyjaśniam. Będę się odnosił do owego syndromu, gdyż nie na darmo o nim mówiłem. To naprawdę banalne. Mówię teraz tak: nie mogę przyjąć do wiadomości istnienia Zeusa, ponieważ moje i wszelkie doświadczenie temu przeczy. Powiedziałaś iż "od dowodu na istnienie boga masz takie same wymagania jak od dowodu na istnienie czegokolwiek". Zobaczymy. Co wiemy o Zeusie? Nazywano go "bogiem". I to jest różnica. NAZYWANO. To są te cechy, o których mówiłem mówiąc o syndromie. Nieważne jakie cechy. Nazywano. Wystarczy. Na podstawie czego jednak nazywano? Doświadczenia? I tutaj ateista ma zupełną rację przecząc takiemu domniemaniu. Takiego domniemania jednak nie ma w teizmie. Gdzież więc jest? W ateizmie? Innymi słowy: tzw. problem teizmu nie polega na tym, iż istnienie Boga nie jest potwierdzone empirycznie. Gdyby teizm miał takie ciągoty, nie byłby teizmem. Byłby ateizmem. Jeśli już, to jest to problem ateizmu. Wszelkie dowody jakie kiedykolwiek próbowano przedstawić na istnienie Boga, były niczym więcej jak tylko dowodzeniem konieczności istnienia Boga, a nie tego jakim On jest, jak wygląda itd. Człowiek rozumny wiedział (i dlatego stał się rozumny) iż aby strzała poleciała do góry to potrzebuje do tego łuku i strzelca. I tak jest do dzisiaj. Nikt temu nie zaprzeczył. Dlatego też to teista, który taki argument wysunął, czeka na jego obalenie przez ateistę. I to ateista ma problem, nie teista. Dlatego śmieszą mnie stwierdzenia iż to teista ma jakiś problem ze swoją wiarą, przynajmniej jeśli chodzi o argumenty. Nie, to ateista ma problem ze swoją niewiarą. Ateizm pojmując iż argumentowanie odwrotne do argumentu teisty w gruncie rzeczy obala możliwość jakiegokolwiek argumentowania, zaatakował Boga ad personam, kosztem jednak sprowadzenia swojego rozumowania do kolejnego absurdu, co też określiłem w analizie, którą nazwałem "syndromem Boskiej Komedii Dantego", nie uchybiając samemu dziełu Dantego.
Dlatego też teizm stoi po stronie rozumu. A ateizm coraz bardziej się od niego odwraca.
|
|
 | 3 na 5 | Kelly (2051 punktów) | >Dlatego też teizm stoi po stronie rozumu. A ateizm coraz bardziej się od niego odwraca. Wewnętrznie sprzeczne cechy przypisywane Bogu przez teizm (byt absolutny, doskonały, wszechwiedzący, wszechmogący, wszechmiłosierny itd) nie stawiają teizm przeciwko rozumowi i logice. Ateizm łączy natomiast logikę z faktami z zewnątrz, z otaczającą nas przyrodą i jej cechami.
|
|
|  | | atre (971 punktów) | >>Dlatego też teizm stoi po stronie rozumu. A ateizm coraz bardziej się od niego odwraca. >Wewnętrznie sprzeczne cechy przypisywane Bogu przez teizm (byt absolutny, doskonały, wszechwiedzący, wszechmogący, wszechmiłosierny itd) nie stawiają teizm przeciwko rozumowi i logice. Ateizm łączy natomiast logikę z faktami z zewnątrz, z otaczającą nas przyrodą i jej cechami. >
Kolejny przepracowany myśliciel. A cóż ja mówiłem o cechach? Czytałaś to?
|
|
| |  | 3 na 3 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | > Kolejny przepracowany myśliciel. A cóż ja mówiłem o cechach? Czytałaś to?
Mówiłeś, że teizm stoi po stronie rozumu. Kelly podała przykład na to, że tak nie jest. Mamy tu chyba przepracowanego religianta.
Edit:
>Dlatego też teizm stoi po stronie rozumu. A ateizm coraz bardziej się od niego odwraca.
"Dystans między Bogiem a rozumem powiększa się z upływem czasu - wszędzie i zawsze!"
To zabawne, gdy ktoś usiłuje twierdzić że wiara w krasnoludki/czarownice/ufo/jednorożce jest racjonalna.
|
|
| | |  | | atre (971 punktów) | >> Kolejny przepracowany myśliciel. A cóż ja mówiłem o cechach? Czytałaś to? >Mówiłeś, że teizm stoi po stronie rozumu. Kelly podała przykład na to, że tak nie jest. Mamy tu chyba przepracowanego religianta. >Edit: >>Dlatego też teizm stoi po stronie rozumu. A ateizm coraz bardziej się od niego odwraca. >"Dystans między Bogiem a rozumem powiększa się z upływem czasu - wszędzie i zawsze!" >To zabawne, gdy ktoś usiłuje twierdzić że wiara w krasnoludki/czarownice/ufo/jednorożce jest racjonalna.
Jakiż to przykład podała Kelly? Wypowiedziała swoją formułkę, przeciw której ja wysunąłem właśnie argumenty w mojej wypowiedzi inicjującej wątek. Od dzisiaj bowiem ateista mówiąc iż jego logika potwierdzona jest przez doświadczenie musi przedstawić merytoryczny i empiryczny dowód na to iż "strzała aby polecieć nie potrzebuje łuku ani strzelca".
|
|
| | | |  | 5 na 5 siarkofrut (2125 punktów) (zablokowany) | > Jakiż to przykład podała Kelly? Wypowiedziała swoją formułkę, przeciw której ja wysunąłem właśnie argumenty w mojej wypowiedzi inicjującej wątek.Twoje argumenty to, jak zauważyła Kelly i nie tylko ona, bełkot. Piszesz o jakichś ateistach z problemami, a wydaje się że jedyną osobą z problemem jesteś tutaj Ty. Mądrzejsze osoby ode mnie usiłowały Ci wytłumaczyć, nie zrozumiałeś, więc wątpię czy ja bym potrafił. > Od dzisiaj bowiem ateista mówiąc iż jego logika potwierdzona jest przez doświadczenie musi...Tak... Albowiem Dziś Objawiłeś się nam Ty, atre, i teraz cały ateizm chwieje się w posadach  > przedstawić merytoryczny i empiryczny dowód na to iż "strzała aby polecieć nie potrzebuje łuku ani strzelca".Gdybym położył strzałę ja jakiejś szafce, to prędzej czy później mój kot by ją zrzucił. Poleciałaby na ziemię - to się liczy?
|
|
| |  | 6 na 6 | Kelly (2051 punktów) | > Kolejny przepracowany myśliciel. A cóż ja mówiłem o cechach? Czytałaś to?Ależ skąd. Jeszcze się nawrócę  . Tak, czytałam, ale myślę, że to - przepraszam, tak myślę - pieprzenie bez sensu. Proste rozwiązania są najlepsze. Jeśli za bardzo coś skomplikujesz, sam się w tym gubisz i stąd uznanie irracjonalnej wiary za wiarę racjonalną.
|
|
 | 8 na 10 | awitu (7627 punktów) | >Inaczej mówiąc człowiek popełnia ów błąd logiczny twierdząc iż nie widzi powodów do przyjęcia czegoś, czemu - np. czytając w dzieciństwie Mitologię Parandowskiego, bądź po prostu słysząc jak ktoś mówi o Bogu tak jakby mówił o swoim sąsiedzie - sam przypisał jakieś możliwe cechy, co oczywiście jest bajką i wyklucza to absolutnie, innego jednak wyobrażenia nie ma, bez względu na to jak je traktuje.
Arte dyskutujesz sam ze sobą. W moich wypowiedziach skierowanych do Ciebie, nie napisałam ani słowa o cechach charakteryzujących boga. Zakładasz, że muszę przypisywać bogu jakieś cechy, a tak nie jest. Nie ma konieczności przypisywania jakichkolwiek cech rzeczy, której nie ma. Nie muszę przypisywać cech rzeczy nazwanej "LKJHGF". Popełniasz błąd, który popełniają wszyscy teiści, uważając że każdy człowiek nosi w sobie koncepcję boga. Zakładasz, że jest to nierozerwalna część naszego człowieczeństwa, ponieważ sam ową koncepcję posiadasz. Ja owej koncepcji nie posiadam, tak jak nie posiadam koncepcji "LKJHGF". Dla mnie i bóg, i "LKJHGF" są rzeczami o takim samym znaczeniu. Dlatego też napisałam Ci, że w rozmowach, jeżeli już rozmawiam o bogu, przyjmuję koncepcję boga mego rozmówcy, bo dla mnie bóg to słowo pozbawione znaczenia. Zlepek liter, który każdy z moich rozmówców teistów zapełnia znaczeniem i o tym znaczeniu dopiero mogę z nim rozmawiać.
Teraz odnośnie dowodu. Napisałam: "" Wobec dowodu na istnienie boga mam identyczne wymagania jak do dowodu wobec istnienia jakiejkolwiek innej rzeczy na świecie"."
Odpowiedziałeś mi: >Gdyby teizm miał takie ciągoty, nie byłby teizmem.
Ja się z tym zgadzam całkowicie. Jestem ateistką, ponieważ ja nie potrzebuję dowodu by wierzyć, a po to by wiedzieć. Wiara nie wymaga dowodu. A ja nie potrzebuję wiary, gdybym potrzebowała wiary niepotrzebny byłby mi dowód. Dlatego też napisałam Ci, że jak mi ktoś udowodni istnienie boga to taką wiedzę zaakceptuję i uznam, że bóg istnieje, a więc będę wiedzieć, że on istnieje.
Piszesz: >Wszelkie dowody jakie kiedykolwiek próbowano przedstawić na istnienie Boga, były niczym więcej jak tylko dowodzeniem konieczności istnienia Boga, a nie tego jakim On jest, jak wygląda itd.
Tak, tylko, że owe dowody są niewystarczające, bo gdyby owa konieczność istniała, każdy człowiek odczuwałby konieczność istnienia boga, a ateiści nie odczuwają owej konieczności. Dziecko wychowane bez pojęcia boga, nie odczuwa potrzeby istnienia boga. Taka potrzeba istnieje dopiero, gdy człowiek w swoim życiu nie znajduje odpowiedzi na dręczące go pytania, lub zanim otrzyma odpowiedzi na te pytania zetknie się z pojęciem boga i konstruuje swój światopogląd wokół koncepcji boga.
Próbujesz rozciągnąć wypowiedzi pewnej grupy ateistów na całość ateizmu. Gdybyś czytał moje wypowiedzi w innych wątkach wiedziałbyś, że pisałam już o tym, że atak Boga ad personam, jest błędem i nic nie daje. Drogą, którą powinien podążać ateizm jest poszerzanie wiedzy, a nie walka z wiarą, religią czy bogiem. Tylko tą drogą można eliminować potrzebę odczuwania owej konieczności, o której piszesz. Choć wcale nie uważam, że celem ateizmu jest bezwzględna eliminacja potrzeby odczuwania konieczności istnienia boga. Celem powinno być jedynie poszerzanie wiedzy by ludzie widzieli alternatywę i mogli sami wybrać, a nie byli skazani na z góry wyznaczone przez wiarę przodków odpowiedzi.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
|  | Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) |
> Dlatego też napisałam Ci, że jak mi ktoś udowodni istnienie boga to taką wiedzę zaakceptuję i uznam, że bóg istnieje, a więc będę wiedzieć, że on istnieje.
To jest właśnie casus "Niewiernego Tomasza", który musiał włożyć palce w rany Jezusa by uwierzyć. Problem jednak jest taki, że on nigdy nie uwierzył, on zdobył w tym momencie wiedzę i to w czysto nowoczesny, empiryczny sposób. Podejrzewam, że większość ludzi na tym forum, na takie dictum, na taki dowód, twardy i empiryczny, zachowaliby się podobnie jak Tomasz z mitu. Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | >> Dlatego też napisałam Ci, że jak mi ktoś udowodni istnienie boga to taką wiedzę zaakceptuję i uznam, że bóg istnieje, a więc będę wiedzieć, że on istnieje. >To jest właśnie casus "Niewiernego Tomasza", który musiał włożyć palce w rany Jezusa by uwierzyć. Problem jednak jest taki, że on nigdy nie uwierzył, on zdobył w tym momencie wiedzę i to w czysto nowoczesny, empiryczny sposób. Podejrzewam, że większość ludzi na tym forum, na takie dictum, na taki dowód, twardy i empiryczny, zachowali by się podobnie jak Tomasz z mitu. Pozdrawiam. > "Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
Szczerze w to wątpię. Naprawdę. Jaką wiedzę zdobył wtedy Tomasz? Że gwoździe zostawiają rany jak przebijesz nimi dłonie. Tylko taki wniosek w empiryczny sposób mógłby z tego wyciągnąć. I całkiem zresztą słuszny. I nic poza tym. Jasne, empirysto? Gdyby twój sąsiad zmartwychwstał i powiedział że jest Bogiem. Uwierzyłbyś w niego? A co do Tomasza to on nie czekał na dowód na istnienie Boga i nie w to wątpił.
|
|
| | |  | 5 na 7 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | Nie. Przyjmijmy na chwilkę, że zdarzenia opisane w Biblii są prawdziwe. Przyjmijmy na chwilkę fakt boskości Jezusa i to, że objawił on się apostołom po zmartwychwstaniu wśród których znajdował się niewierny Tomasz. Co otrzymujemy? Otóż apostołowie wierzyli w fakt zmartwychwstania Jezusa - a co za tym idzie w jego boskość. Nie potrzebowali empirycznego potwierdzenia swojej wiary. Tomasz jednak potrzebował. Sceptycznie podszedł do przepowiedni i nie uwierzył do momentu w którym nie dotknął ran. Ale czy możemy mówić, iż wierzył? Nie. Wiara opiera się na zawierzeniu w prawdę bez jej uprzedniej weryfikacji lub bez możliwości jej weryfikacji. Tomasz jednak tej weryfikacji dokonał. Porównał słowo (tezę) z rzeczywistością. W ten sposób wyszedł ponad wiarę i zdobył wiedzę. Wracając do meritum - ateiści są jak "Niewierny Tomasz", uwierzą w boga gdy ten wyjdzie z krzaków i kopnie ich w dupę i to nie jeden raz, by potwierdzić, że to nie było wyobrażenie.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| | | |  | | atre (971 punktów) | >Nie. Przyjmijmy na chwilkę, że zdarzenia opisane w Biblii są prawdziwe. Przyjmijmy na chwilkę fakt boskości Jezusa i to, że objawił on się apostołom po zmartwychwstaniu wśród których znajdował się niewierny Tomasz. Co otrzymujemy? Otóż apostołowie wierzyli w fakt zmartwychwstania Jezusa - a co za tym idzie w jego boskość. Nie potrzebowali empirycznego potwierdzenia swojej wiary. Tomasz jednak potrzebował. Sceptycznie podszedł do przepowiedni i nie uwierzył do momentu w którym nie dotknął ran. Ale czy możemy mówić, iż wierzył? Nie. Wiara opiera się na zawierzeniu w prawdę bez jej uprzedniej weryfikacji lub bez możliwości jej weryfikacji. Tomasz jednak tej weryfikacji dokonał. Porównał słowo (tezę) z rzeczywistością. W ten sposób wyszedł ponad wiarę i zdobył wiedzę. Wracając do meritum - ateiści są jak "Niewierny Tomasz", uwierzą w boga gdy ten wyjdzie z krzaków i kopnie ich w dupę i to nie jeden raz, by potwierdzić, że to nie było wyobrażenie. > "Anarchia matką porządku." P. Kropotkin >
To krytyka twoich domysłów, nie moich. Tomasz o którym mówimy był według ciebie ateistą zanim zobaczył zmartwychwstałego Jezusa?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | > To krytyka twoich domysłów, nie moich. Tomasz o którym mówimy był według ciebie ateistą zanim zobaczył zmartwychwstałego Jezusa?
A skąd mam wiedzieć czy był ateistą? Nie miałem przyjemności z nim rozmawiać. Ale to Wasza mitologia nazywa go "Niewiernym", i twierdzi, że uwierzył gdy dotknął ran. Ja tylko wykorzystuje jego przykład by wykazać czym różni się nasze podejście do boga od podejścia teisty.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | Do moderatora - cholerna dysleksji! Staram się i staram a zawsze jakiś głupi błąd mi się pojawia!! Dzięki za uwagę i ratowanie mojego honoru  Pozdrawiam!
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Totus (1201 punktów) | >Tomasz jednak tej weryfikacji dokonał. Porównał słowo (tezę) z rzeczywistością. W ten sposób wyszedł ponad >wiarę i zdobył wiedzę. Wracając do meritum - ateiści są jak "Niewierny Tomasz", uwierzą w boga gdy ten wyjdzie z >krzaków i kopnie ich w dupę i to nie jeden raz, by potwierdzić, że to nie było wyobrażenie.
Ateiści są jak chrześcijanie słuchający słów Jezusa o tym, że nie ma nic zakrytego o czym człowiek poszukujący nie miałby się dowiedzieć. ( w to też się wierzy bez możliwości uprzedniej weryfikacji )
Nie mogę zgodzić się z Twoim porównaniem z pewnych względów, otóż:
Błogosławieni Ci, którzy zrozumieli i uwierzyli i nie są zainteresowani weryfikacją poprawności mistyfikacji stworzonej na potrzeby głupich (niegodnych itp.) , albowiem nie rozumiejących więc szukających nieistotnych dziur po krzyżu jak Tomasz u jakiegoś kolesia, który podobno zjawił się pod drzewem. Samo założenie, że można spotkać fizycznie Jezusa spacerującego z dziurawymi rękami po tym jak go zabito już świadczy u Tomaszów o poważnej nieznajomości idei chrześcijańskiej, bez której to znajomości można być co najwyżej usłużnym klerykałem, marionetką jakiegoś szaleńca w sutannie.
Niewierni Tomasze to ci, którzy szukają potknięć w wabiącym ubogich duchem, ze zwichrowanym bądź zwyczajnie zatrważająco niestosownie prymitywnym światopoglądem, głupich i ślepych w ocenie wystawianej przez Człowieka-Boga - "Koszyku Cudów". Koszyk ów jest odpowiednikiem koszyka cukierków, którym negocjuje się z dzieckiem by postępowało według wskazań dla niezrozumiałego dla dziecka własnego dobra.
W przypadku dorosłych wiernych, z Tomaszami łącznie, zamiast cukierków stosuje się m.in. system obietnic. Wyznawanie wiary w te obietnice ( np. popularnego "życia po śmierci","nagrody w niebie" itp.) jest przejawem zarówno indoktrynacji jak i przykrego faktu nieodrobionej lekcji religii, słowem bycia tylko jednym z martwych pionków ogromnego mechanizmu, którego aktywacja zwrotna ma dokonać się w czasach ostatecznych.
Należy liczyć się też z tym, że system wirtualnych nagród za dobre postępowanie czy uczynki może być najlepszym sposobem rozmowy z osobnikami będącymi w istocie ogniwem pośrednim w ewolucji intelektu pomiędzy małpą a człowiekiem, ale to tak na marginesie.
Ateista taki jakim go opisujesz, czy jakiego podejrzewam masz na myśli, to człowiek po prostu lepszy, przykro mi ale taka jest natura stanu, lepszym musi być ktoś z kim można uczciwie i bezpiecznie porozmawiać o faktach i aspektach ludzkiej natury, o tym czym jest ludzka podłość i małość w porównaniu z człowiekiem o imieniu Jezus, człowiekiem, którego nie tyle można co trzeba nazwać Bogiem w sytuacji gdy utożsamia on nasze najwyższe wartości, którym dajemy wiarę by móc nazywać się humanistami. Człowiekiem, który dej Panie Boże, osiągnie swój cel w każdym z nas. .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) |
Kto cię uczył logiki? Szaleniec? Co to za papka bzdur? Żaden twój wniosek nie wynika z żadnych poprawnych założeń. Krytykę tego tekstu pozostawiam twojemu psychoterapeucie. Jeśli go nie masz, to lepiej postaraj sie o niego.
Szczyt idiotyzmu osiągnąłeś w tym momencie: >Ateista taki jakim go opisujesz, czy jakiego podejrzewam masz na myśli, to człowiek po prostu lepszy, przykro mi ale taka jest natura stanu, lepszym musi być ktoś z kim można uczciwie i bezpiecznie porozmawiać o faktach i aspektach ludzkiej natury, o tym czym jest ludzka podłość i małość w porównaniu z człowiekiem o imieniu Jezus, człowiekiem, którego nie tyle można co trzeba nazwać Bogiem w sytuacji gdy utożsamia on nasze najwyższe wartości, którym dajemy wiarę by móc nazywać się humanistami.
No nie, nie mogę. Nic, absolutnie nic z tego nie wynika. To naprawdę rzadkość taki nonsens. Jestem pełen podziwu.
|
|
| | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Twoja reakcja świadczy o tym, że się zdenerwołałeś, czyżby z powodu nie zrozumienia mojego tekstu? Jak nie potrafisz rzeczowo skomentować nawet fragmentu bo jest dla Ciebie za trudny to milcz a nie szczekaj. Twoja kościółkowa papka bzdur na temat chrześcijaństwa, którą się być może karmisz mnie nie wytycza sposobu interpretacji świętego tekstu. Bo widzisz jak zauważa to Andreas w wypowiedzi poniżej:
W moim przekonaniu ateista nie wierzy w żadnego boga, w nic nadprzyrodzonego, czegoś co nie jest dla niego jasne, czy rozumowo pojęte starać się będzie zrozumieć, dociec czym coś jest. Jeśliby Bóg pojawił się jako konkret, to i ateista pewnie zaakceptowałby ten stan.
I nawet jeśli można polemizować z tym cytatem przy próbie uściślania użytych pojęć to nie zmienia faktu, że świetnie oddaje on to co i ja starałem się przekazać. Dodam jeszcze, że to człowiek z reguły bardziej otwarty na myślenie i rozumowanie bez uprzedzeń, na wejście w tzw "drogi do wolności" bez fideistycznych lęków i strachu przed zemstą urojonego opiekuna za wścibstwo, za ciekawość, za węszenie w poszukiwaniu prawdy.
Teista dał światu ogrom przemocy i nieszczęść. Stworzył Bestię, którą nawał Bogiem i dał jej cechy stworzyciela świata materialnego, istoty czuwającej nad losami świata, istoty czuwającej nad losami ludzi a nie będącej człowiekiem lecz czymś ponadludzkim i ponadświatowym, twierdzi wbrew Jezusowi, że nie można Boga rozumowo poznać, ogarnąć, uczynić wartością immanentną człowieka co uczyni go automatycznie godnym i wolnym z jarzmem obcowania własnego ja z ja przedwiecznym, ja, które jest - przywołując tu ewangeliczne treści.
Bóg Chrześcijański to akurat jest konkret i tylko ludzie z taką postawą, tak opisani ateiści mają szansę spotkać Go, zaakceptować Go i uwierzyć Mu, tymczasem teiści i ich ofiary mogą się tylko modlić i śpiewać mu co niedziela tkwiąc w martwym punkcie duchowego rozwoju i utrzymując pasożytów, którym taki stan odpowiada bo niejako jest gwarancją ich bytu.
Czy to już jest dla Ciebie klarowne i zrozumiałe?
.
|
|
| | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
Wybacz, ale w twojej głowie albo słowa nie nadążają za myślami, albo myśli za słowami. NIE DA SIĘ ANI TEGO, ANI TWOJEGO POPRZEDNIEGO TEKSTU ZROZUMIEĆ. Jedynie jakieś poszczególne składowe twoich zdań MOGĄ mieć jakiś sens. Te zdania jednak traktowane jako całość nie ewokują żadnego sensu. Przykład:
>Teista dał światu ogrom przemocy i nieszczęść. Stworzył Bestię, którą nawał Bogiem i dał jej cechy stworzyciela świata materialnego, istoty czuwającej nad losami świata, istoty czuwającej nad losami ludzi a nie będącej człowiekiem lecz czymś ponadludzkim i ponadświatowym, twierdzi wbrew Jezusowi, że nie można Boga rozumowo poznać, ogarnąć, uczynić wartością immanentną człowieka co uczyni go automatycznie godnym i wolnym z jarzmem obcowania własnego ja z ja przedwiecznym, ja, które jest - przywołując tu ewangeliczne treści.
"(Teista)Stworzył Bestię, którą nawał Bogiem i dał jej cechy stworzyciela świata materialnego, istoty czuwającej nad losami świata, istoty czuwającej nad losami ludzi" No dobrze... ale następne słowa to jakiś nonsens. " " a nie będącej człowiekiem lecz czymś ponadludzkim i ponadświatowym, " Jak to " a nie będącej człowiekiem" ? To Bóg teisty... jest człowiekiem, czy też miał być? O czym ty mówisz? I gdzież w tym jakiś związek z poprzednią częścią zdania? Dalej: teraz według zasad gramatycznych powinna być kropka, ale to jest nagminne u ciebie. Nie o to jednak chodzi ale o sens. Takie niedopatrzenia i mnie się zdarzają i każdemu. W myślach więc mogę sobie wstawić kropkę, ale i tak sensu nie będzie, bo: (Teista) " twierdzi wbrew Jezusowi, że nie można Boga rozumowo poznać, ogarnąć, uczynić wartością immanentną człowieka " Wbrew Jezusowi? Jezus kiedykolwiek powiedział iż można Boga poznać rozumowo? Jeśli Jezus użył, wedle przekazów, słowa "poznać" w stosunku go Boga to mówił: "Nikt jednak nie zna Ojca, tylko Syn." Dalej: " co uczyni go automatycznie godnym i wolnym " Co go ma takim niby uczynić? Dla każdego jednak, który będzie to czytał "wyniknie" - o ile pokona rzucającą się przy pierwszym, drugim i trzecim czytaniu nonsensowność tekstu - iż o nic innego nie mogło ci chodzić, jak o to, iż teista miałby niby uznać Boga za człowieka ("a nie będącej człowiekiem") ponieważ tworząc "boga" uznał że jest(?) "czymś ponadludzkim i ponadświatowym", ba!, twierdząc to jeszcze "wbrew Jezusowi". Dalej:" z jarzmem obcowania własnego ja z ja przedwiecznym, ja, które jest - przywołując tu ewangeliczne treści. " Do czego, co w tym wszystkim w owym "zdaniu" napisałeś, za przeproszeniem, to się odnosi??? I jaki to ma sens? Ty sam tego nie rozumiesz! A jak rozumiesz, to proszę w swojej następnej wypowiedzi przeanalizować ten tekst i wykazać że to wszystko ma ze sobą coś wspólnego! "Czy to już jest dla ciebie klarowne i zrozumiałe?"
>Twoja kościółkowa papka bzdur na temat chrześcijaństwa, którą się być może karmisz mnie nie wytycza sposobu interpretacji świętego tekstu
Masz rację, nie wytyczy... bo ty w ogóle nie znasz tego tekstu. A - co wynika z analizy twojego - nawet gdybyś znał to i tak nie potrafiłbyś tego komuś wytłumaczyć, ani sam zrozumieć co przeczytałeś.
|
|
| | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > "(Teista)Stworzył Bestię, którą nawał Bogiem i dał jej cechy stworzyciela świata materialnego, istoty czuwającej nad losami świata, istoty czuwającej nad losami ludzi" No dobrze... ale następne słowa to jakiś nonsens. " " Służę więc uprzejmie:
>a nie będącej człowiekiem lecz czymś ponadludzkim i ponadświatowym, " Jak to " a nie będącej człowiekiem" ? To Bóg teisty... jest człowiekiem, czy też miał być? O czym ty mówisz? Bóg po to stał się człowiekiem w osobie Jezusa by zmienić kierunek religii w stronę humanizmu. Religia jako ogół działań pośrednich przygotowujących świat do radykalnych, apokaliptycznych zmian sposobu postrzegania człowieczeństwa nie jak dotychczas i nadal w teistycznym mniemaniu podległego podmiotowi nadrzędnemu czyli urojonej Bestii ingerującej w losy świata stosownie do potrzeb takiej czy innej sekty ale jako ogółu samostanowiącego o sobie, autonomicznego podmiotowo w sposób absolutny. Ogółu tworzonego przez jednostki pojednane w tzw. dziś "Duchu Świętym". Realizowanie woli Boga na Ziemi jest możliwe wtw gdy ludzie osiągną pełnię jedności w Duchu Świętym rozumiejąc jego istotę. Podanie logicznej interpretacji owej istoty do wiedzy powszechnej jest, zgodnie z proroctwem Apokalipsy pokrywającym się z moimi analizami prologiem rewolucji moralnej w obrębie chrześcijaństwa czyli na dziś zjawiskiem o skutkach globalnych.
>(Teista) " twierdzi wbrew Jezusowi, że nie można Boga rozumowo poznać, ogarnąć, uczynić wartością immanentną człowieka " Wbrew Jezusowi? Jezus kiedykolwiek powiedział iż można Boga poznać rozumowo? Jeśli Jezus użył, wedle przekazów, słowa "poznać" w stosunku go Boga to mówił: "Nikt jednak nie zna Ojca, tylko Syn." albo myszy wygryzły ci kartkę albo specjalnie przemilczałeś dalszą część cytowanego zdania. (Mt 11,27)
>Dalej: " co uczyni go automatycznie godnym i wolnym " Co go ma takim niby uczynić? Dla każdego jednak, który będzie to czytał "wyniknie" - o ile pokona rzucającą się przy pierwszym, drugim i trzecim czytaniu nonsensowność tekstu - Jak to co? - to o co co niedziela modlą się katolicy - Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja - Słowo się zasadza, Słowo uzdrawia, Słowo wypełnia - przyjdzie Pan w umyśle wiernego wpierw jako LEKARZ! po to by ostatecznie stać się Przyjacielem (np. Ew.Jana) dla uzdrowionego a jeśli w pełni to Zbawionego pacjenta. Znajomość Boga Chrześcijańskiego jest tożsama z osiągnięciem współuczestnictwa w jego życiu wiecznym (p. Ew.Jana).
>iż o nic innego nie mogło ci chodzić, jak o to, iż teista miałby niby uznać Boga za człowieka ("a nie będącej człowiekiem") ponieważ tworząc "boga" uznał że jest(?) "czymś ponadludzkim i ponadświatowym", ba!, twierdząc to jeszcze "wbrew Jezusowi". Dalej:" z jarzmem obcowania własnego ja z ja przedwiecznym, ja, które jest - przywołując tu ewangeliczne treści. " Do czego, co w tym wszystkim w owym "zdaniu" napisałeś, za przeproszeniem, to się odnosi??? I jaki to ma sens? Poznawszy owoc życia wiecznego czyli JA, KTÓRE JEST człowiek przełamuje tajemnicę wiary. Konstrukcja JA JESTEM wypala w umysłowości istoty ludzkiej nowe superego zdolne do wypełniania woli Ojca jako własnej. Warunkiem niezbędnym do takiego działania oczywiście jest wola wyboru zdefiniowanego w procesie leczenia umysłu z/w/przez Jezusa - dobra. Dość ciekawie wygląda tu wybór zła bo będzie niejako postępowaniem wbrew własnej woli, świadomym wyborem na szkodę podmiotu (własną), gardzeniem samym sobą i własną wartością nabytą u kresu drogi ewangelicznego nauczania ( kres to również unicestwienie grzechu pierworodnego lub czytaj wyzwolenie się spod jego wpływu itp. )
>Ty sam tego nie rozumiesz! A jak rozumiesz, to proszę w swojej następnej wypowiedzi przeanalizować ten tekst i wykazać że to wszystko ma ze sobą coś wspólnego! Co rozwinąć, uzupełnić czy wykazać? Służę.
>A - co wynika z analizy twojego - nawet gdybyś znał to i tak nie potrafiłbyś tego komuś wytłumaczyć, ani sam zrozumieć co przeczytałeś. Piszę na ww tematy wywrotową książeczkę. Tam będzie punkt po punkcie, cytat w cytat gradobicie. Tak czy owak jest co testować i jeśli masz ochotę podważać powyższe moje wypowiedzi będę wdzięczny. .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) | Z tego co teraz napisałeś jestem już w stanie zrozumieć o co ci chodzi. Podtrzymuję jednak swoją krytykę twojego poprzedniego tekstu, który składał się z niegramatycznie sformułowanych zdań, urwanych w środku zdania sensów, gdzie poszczególne części zdania nie łączyły się przez to w jakiś czytelny sens. Za bardzo się spieszyłeś. Jak będziesz taki "jasny i klarowny" przy pisaniu swojej "wywrotowej książeczki"... to wątpię czy ktokolwiek przyjmie ją do druku, albo przynajmniej będzie potrafił doczytać do końca. A teraz powiem coś na temat tego co napisałeś teraz... chociaż co do ścisłości zdań, myślę że znowu się trochę "spieszyłeś", chociaż nie aż tak jak poprzednio. Myślę iż moja krytyka ci się teraz bardzo przyda... Co do mnie, tak się złożyło iż ja przygotowuję własną "książeczkę", koresponduję od jakiegoś czasu w związku z tym z paroma wybitnymi filozofami polskimi, którzy w większości są współtwórcami wydawanej ostatnio Powszechnej Encyklopedii Filozoficznej. Szczegółów oczywiście nie mogę ci zdradzić. Doceń uwagi, które za chwilę ci dam. Przemyśl je gruntownie i obiektywnie.
>Religia jako ogół działań pośrednich przygotowujących świat do radykalnych, apokaliptycznych zmian sposobu postrzegania człowieczeństwa nie jak dotychczas i nadal w teistycznym mniemaniu podległego podmiotowi nadrzędnemu czyli urojonej Bestii ingerującej w losy świata stosownie do potrzeb takiej czy innej sekty ale jako ogółu samostanowiącego o sobie, autonomicznego podmiotowo w sposób absolutny.
Odniosę się do dwóch pojęć, których tu użyłeś: podmiot nadrzędny i podmiot autonomiczny. Cała filozofia F.Nietzschego miała (według niego) oderwać ludzką psychikę od owego "podmiotu nadrzędnego". Przeciw takiemu "uwarunkowaniu" opowiadał się on przez całe życie. "Moralność panów" miała, według niego, różnić się od "moralności niewolników", którymi nazywał chrześcijan i w ogóle ludzi wierzących. Dążył on do oderwania ludzkiej psychiki od owego "podmiotu nadrzędnego" aby człowiek stał się, a właściwie odzyskał, swoją autonomiczność. Jego filozofia miała być właśnie owym "prologiem rewolucji moralnej w obrębie chrześcijaństwa". Twierdził iż uzależnienie (będące uzależnieniem według niego) ludzkiej moralności, woli itd. od owego "podmiotu nadrzędnego" prowadzi do upadku człowieka, do upadku moralności i przyczynia się do jego ogólnej słabości. To co dotychczas napisałeś jest powtórzeniem tego o czym pisał Nietzsche. On jednak odrzucał istnienie owego "podmiotu nadrzędnego". Bez tego wszystkie jego wnioski traciłyby sens. Z twojej wypowiedzi jednak wynika iż to Bóg w osobie Jezusa przyczynia się do owego "uwolnienia" istoty ludzkiej od "podmiotu nadrzędnego" w kierunku "podmiotu autonomicznego". Do samostanowienia. Więc albo "Bóg umarł" albo nie. Albo "Bóg w osobie Jezusa" albo w żadnej osobie. Nie możesz wyciągać takich wniosków nie odrzucając istnienia owego "podmiotu nadrzędnego". To co np. napisałeś: "Konstrukcja JA JESTEM wypala w umysłowości istoty ludzkiej nowe superego zdolne do wypełniania woli Ojca jako własnej." Owe "superego" to nic innego jak właśnie idea, którą wprowadził Nietzsche, a mianowicie idea "nadczłowieka". Kogoś, kto nie potrzebuje już nakazów i zakazów "podmiotu nadrzędnego", ale sam dla siebie jest owym podmiotem. "Kres" o którym napisałeś, owe "uwolnienie się spod grzechu pierworodnego" nastąpi, wedle Nietzschego, w momencie kiedy człowiek przestanie właśnie odwoływać się do "woli Ojca". A więc przestanie mu być ona potrzebna. Nietzsche rozumiejąc iż nie może wyciągać takich wniosków i stawiać takich hipotez nie odrzucając "istnienia owego podmiotu nadrzędnego" wprowadził ideę "wiecznego powrotu". Odrzucając bowiem "istnienie podmiotu nadrzędnego" odrzucał również związaną z nim logikę przyczynowości, a więc to iż "był On stwórcą świata" Bez względu bowiem na wszystko ów "nadczłowiek" nie mógłby nim być. Wiele na ten temat powiedział sam Heidegger. Doceniał on, tak jak inni zresztą, oryginalność pomysłów Nietzschego, wykazywał jednak ich absurdalność i chaotyczność, a robił to wcale nie z pozycji wierzącego, ale po prostu logika i filozofa. Zanim więc zaczniesz mówić o "wywrotowości" swoich wniosków... sięgnij do historii filozofii. Bardzo chętnie podyskutuje z tobą na ten temat. Twierdzę jednak iż nie doszedłeś do żadnych nowości. Próbując jednak oprzeć swoje wnioski na Piśmie Świętym, czy też Nowym Testamencie, przeczysz swojej własnej idei. Nietzsche przynajmniej tego błędu nie popełniał. Krytykował chrześcijaństwo jako "moralność niewolników", nie potrafiących ugruntować swojego człowieczeństwa... w samym człowieczeństwie. Do czego, według Nietzschego, zbędne było założenie "podmiotu nadrzędnego", który miałby być tylko wymysłem, jak się wyraził "chorobliwej logiki niewolników". Od tego też pragnął człowieka uwolnić. Nie był na tyle nierozsądny aby krytykując chrześcijaństwo dowodzić iż jedynie niedointerpretowało ono pism, na których się opiera, co sugerujesz ty: "Podanie logicznej interpretacji owej istoty do wiedzy powszechnej jest, zgodnie z proroctwem Apokalipsy pokrywającym się z moimi analizami prologiem rewolucji moralnej w obrębie chrześcijaństwa czyli na dziś zjawiskiem o skutkach globalnych." Albo istnieje albo nie. Jeśli istnieje, nie możesz wyciągać takich wniosków. Jeśli nie istnieje... nie mówisz nic innego niż Nietzsche. Sięgnij więc do samego Nietzschego, do pism Heideggera mówiących o poglądach Nietzschego. Sami też możemy na ten temat jeszcze porozmawiać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Odniosę się do dwóch pojęć, których tu użyłeś: podmiot nadrzędny i podmiot autonomiczny. Cała filozofia F.Nietzschego miała (według niego) oderwać ludzką psychikę od owego "podmiotu nadrzędnego". Przeciw takiemu "uwarunkowaniu" opowiadał się on przez całe życie. "Moralność panów" miała, według niego, różnić się od "moralności niewolników", którymi nazywał chrześcijan i w ogóle ludzi wierzących. Dążył on do oderwania ludzkiej psychiki od owego "podmiotu nadrzędnego" aby człowiek stał się, a właściwie odzyskał, swoją autonomiczność.
Jeżeli na podobnej filozofii i na podobnych dążeniach zbudowano religię, w której wola "nadczłowieka" jest obrazowana jako wola Boga i jednocześnie można to dobitnie wykazać poprzez interpretację nauk głoszonych przez jej superbohatera - to zapytam - jaka byłaby Twoja reakcja, gdyby hipotetycznie przyjąć, że jutro okaże się to logicznie niepodważalne w przypadku naszego chrześcijaństwa?
>Jego filozofia miała być właśnie owym "prologiem rewolucji moralnej w obrębie chrześcijaństwa". Twierdził iż uzależnienie (będące uzależnieniem według niego) ludzkiej moralności, woli itd. od owego "podmiotu nadrzędnego" prowadzi do upadku człowieka, do upadku moralności i przyczynia się do jego ogólnej słabości.
Mogła by być gdyby w wyniku konfrontacji swojego "nadczłowieka" z Jezusem uzyskał zgodność. Nie pamiętam już - czy próbował?
> To co dotychczas napisałeś jest powtórzeniem tego o czym pisał Nietzsche. On jednak odrzucał istnienie owego "podmiotu nadrzędnego". Bez tego wszystkie jego wnioski traciłyby sens.
A ja nie odrzucam? Ludzie mogą wyznawać, że Bóg Chrześcijański jest "podmiotem nadrzędnym" ale to nie zmieni faktu, że nim nie jest przynajmniej w takim sensie jaki przyjęliśmy za wyjściowy w tej dyskusji. Nadrzędność moim zdaniem można rozumieć w sensie celu, który chcemy osiągnąć finalnie wchodząc na drogę uzyskania chrześcijańskiej pełni "nadczłowieczeństwa" - czyli jedności z tymże Bogiem - czyli Zmartwychwstania.
>Z twojej wypowiedzi jednak wynika iż to Bóg w osobie Jezusa przyczynia się do owego "uwolnienia" istoty ludzkiej od "podmiotu nadrzędnego" w kierunku "podmiotu autonomicznego". Do samostanowienia. Więc albo "Bóg umarł" albo nie.
Wniosek trzeci - Bóg powraca. Ot, człowiek taki jak Jezus, zdolny wytłumaczyć wszystkie Jego (nieraz zawiłe) słowa i uczynki. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec jest moje. Dlatego powiedziałem z mojego weźmie i wam objawi (Jana 16,5-)
>Albo "Bóg w osobie Jezusa" albo w żadnej osobie.
Pocieszyciel, Bezimienny Anioł Apokalipsy... co za różnica ? - w istocie to ten sam Podmiot Absolutny w osobie ludzkiej zdolny do przekonania świata o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie , ale nie fizyczny Jezus, ten oddał życie za to by do tego doszło. (Jana 16,5-)
>Nie możesz wyciągać takich wniosków nie odrzucając istnienia owego "podmiotu nadrzędnego".
Ten człowiek, o którym piszę stawia się w roli Boga dla niewolników, tych, którzy nie są świadomi, że są ofiarami Bestii i jej oddają cześć i pokłony. On ich chce przeciągnąć i dlatego zstępuje do piekieł ich wyznania. Mówi im: "Pójdźcie za Mną". Czy poszli? No jakoś poszli, tak czy inaczej jak zareagują gdy dowiedzą się przed kim klęczą? Kogo uwielbiają? Komu budują kościoły? Komu śpiewają pełne uwielbienia pieśni od wieków? Za kogo się bili i biją i oddawali i oddają życie setkami? Dostrzegasz różnicę kategorii między nadczłowiekiem schowanym w kilku książkach czytanych przez niewielu a jego dalekim prekursorem wyniesionym na ołtarze jako BÓG ???
Jezus zastrzega - kiedyś musi nastąpić kres zwodzenia, kres siania złudzeń, kres poniżania wszystkiego co ludzkie wiarą w cuda. Wy, którzy mi pomagacie, przestańcie się wreszcie wydurniać i dopuszczać nieprawości Mt 7,22 - pora przejść do konkretów bo chcę wreszcie waszej dojrzałości nadludzie (Mt 7,21) bez której niemożliwa jest realizacja woli Ojca i wasze wejście do Królestwa Niebieskiego. .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
>Ten człowiek, o którym piszę stawia się w roli Boga dla niewolników, tych, którzy nie są świadomi, że są ofiarami Bestii i jej oddają cześć i pokłony. On ich chce przeciągnąć i dlatego zstępuje do piekieł ich wyznania. Mówi im: "Pójdźcie za Mną". Czy poszli? No jakoś poszli, tak czy inaczej jak zareagują gdy dowiedzą się przed kim klęczą? Kogo uwielbiają? Komu budują kościoły? Komu śpiewają pełne uwielbienia pieśni od wieków? Za kogo się bili i biją i oddawali i oddają życie setkami? Dostrzegasz różnicę kategorii między nadczłowiekiem schowanym w kilku książkach czytanych przez niewielu a jego dalekim prekursorem wyniesionym na ołtarze jako BÓG ???
Pomyśl więc w ten sposób: wychodzi na to iż opierasz swoje rozumowanie na słowach kogoś... kto kłamał. Kto powoływał się na Boga, który nie istnieje. Który jest ową wydumaną Bestią. Modlił się więc do Bestii? Po co? Nie ma więc Bestii, nie ma zmartwychwstania. Nie zmartwychwstał. Wszelkie przekazy o tym iż zmartwychwstał są brednią. Apostołowie kłamali. Gdzie w tym logika? Kłamali i dawali się zabijać za swoje kłamstwa? Patrzyli jak mordują ich współwyznawców na arenach itd. ze świadomością iż skłamali? Sami przecież mówili: "jeśli nie ma zmartwychwstania, daremna jest nasza wiara. Jeśli Jezus nie zmartwychwstał, a my sądzimy iż zmartwychwstał, jesteśmy ludźmi najbardziej godnymi ubolewania niż ktokolwiek inny." Takie mają być... fakty? Oni twierdzili iż widzieli zmartwychwstałego Jezusa. Nie ma zmartwychwstania - nie ma nic. "Jedzmy i pijmy, bo wkrótce pomrzemy." Jezus kłamał? A tak w ogóle to nie został zabity, potem pojawił się apostołom mówiąc iż zmartwychwstał, następnie ożenił się z Magdaleną i żyli na jakimś odludziu długo i szczęśliwie, a apostołowie i inni umierali za Prawdę. (?????????????????????) Więc nadal powtarzam: albo istnieje, albo nie. Jak nie, to możesz wyciągać takie wnioski jak Nietzsche, ale nie plątaj w to nikogo z Nowego Testamentu. Ty natomiast traktujesz Nowy Testament tak jakby wszystkie opisane tam zdarzenia i postaci były jedynie fikcją literacką o jakimś tam sensie. Bóg w Nowym Testamencie nie jest alegorią, ani metaforą. Zmartwychwstanie też nie, a ty je tak traktujesz. Stąd takie wnioski, bo przed każdym kolejnym wnioskiem, który z takich założeń wyciągasz stoi: to tylko fikcja. I zaczynasz odwracać sens tych wydarzeń, które tylko przy założeniu iż miały miejsce naprawdę, zyskują właściwy, znany nam od początku sens. Oto znamienny przykład odwrócenia tego sensu w twoich słowach: "Nadrzędność moim zdaniem można rozumieć w sensie celu, który chcemy osiągnąć finalnie wchodząc na drogę uzyskania chrześcijańskiej pełni "nadczłowieczeństwa" - czyli jedności z tymże Bogiem - czyli Zmartwychwstania." Zmartwychwstanie jest zmartwychwstaniem w czymś realnym i czegoś realnego. Albo zmartwychwstał, albo nie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Widzisz przychylam się do boskości Jezusa jako człowieka ponieważ reprezentuje on moje najwyższe wartości i szczytne idee człowieczeństwa, z jakimi się zgadzam jako humanista-ateista-etyk akceptując ich radykalizm niosący brak tolerancji dla innych kultur, obyczajowości i wyznań. Wartości jakim i ja chciałbym służyć mówiąc o nich przynajmniej gdy nie starcza odwagi na ich szerszą realizację.
Wierzę jako realista z ograniczoną ale poszerzającą się wiedzą o świecie, że format zawarty w Jezusie jest Absolutem, godnym podziwu i uznania - zwieńczeniem ludzkich możliwości adaptacyjnych w świecie w sensie światopoglądowym i społecznym. To światły element ludzkiej godności być człowiekiem, który modlić się może co najwyżej do siebie przyszłego, który odradzać się będzie w kolejnych pokoleniach ludzkich istnień a te zgodnie będą twierdzić, iż najwspanialszą ofiarą jaką ktoś dał ich życiu była ofiara krzyża.
>wychodzi na to iż opierasz swoje rozumowanie na słowach kogoś... kto kłamał. To co nazywasz kłamstwem ja nazywam wyjściem na przeciw ludzkiej podłości wyznaniowej, z którą mierzy się i walczy i rany jej zadaje Człowiek zwany Bogiem. Ogrom niegodziwości poniżającej braci i siostry zmuszający ich do odrażających zachowań zawartych w zbiorze czynności religijne przynależnym do tzw "wiary".
>Wszelkie przekazy o tym iż zmartwychwstał są brednią. >Albo zmartwychwstał, albo nie.
Zmartwychwstał, owszem, ale zanim co -
>I zaczynasz odwracać sens tych wydarzeń, które tylko przy założeniu iż miały miejsce naprawdę, zyskują właściwy, znany nam od początku sens.
Co jest sensownego w tym, że Jezus zmartwychwstał ?
Proszę Cię o odpowiedź bym zyskał jakikolwiek punkt zaczepienia, który zainicjowałby wyjście z błędu, w którym być może tkwię.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | Jacek Cieslicki (1555 punktów) (zablokowany) | > >To jest właśnie casus "Niewiernego Tomasza", który musiał włożyć palce w rany Jezusa by uwierzyć. Problem jednak jest taki, że on nigdy nie uwierzył, on zdobył w tym momencie wiedzę i to w czysto nowoczesny, empiryczny sposób. Podejrzewam, że większość ludzi na tym forum, na takie dictum, na taki dowód, twardy i empiryczny, zachowaliby się podobnie jak Tomasz z mitu.
Wkładając palec w dziurę w prawym boku, uzyskuje się twardy i empiryczny dowód na istnienie dziury w boku, a nie na zmartwychwstanie posiadacza tejże dziury. Tomasz prawdopodobnie nie wiedział nic o podejrzanych odstępstwach od zwyczajnego ukrzyżowywania: skazańcowi podano coś doustnie, zrobiono mu punkcję prawego płuca, nie przełamano pałką nóg, zdjęto ciało z krzyża... Po to właśnie było to "ukrzyżowanie", zorganizowane przez Kajfasza, aby najpierw uwierzyli w nie "Apostołowie" i ponieśli nauczanie Syna Bożego jak najdalej od Judei - aby "bracia starsi we wierze" mogli pozostać takimi, jakimi są do dzisiaj, a goje...
Podrawiam, dziadek Jacek ******* Goje wszystkich krajów, łączmy się!
|
|
|  | | atre (971 punktów) |
Przeczytałaś tekst pochopnie, nic nie zrozumiałaś, bo jakbyś zrozumiała to nie napisałabyś: Nie muszę przypisywać cech rzeczy nazwanej "LKJHGF". Bo właśnie to zrobiłaś. A resztę pomieszałaś, jak np. tu: Teraz odnośnie dowodu. Napisałam: "" Wobec dowodu na istnienie boga mam identyczne wymagania jak do dowodu wobec istnienia jakiejkolwiek innej rzeczy na świecie"."
Odpowiedziałeś mi: >Gdyby teizm miał takie ciągoty, nie byłby teizmem.
Czy nie mówiłem coś w tym stylu: a teraz sprawdzimy czy naprawdę masz takie wymagania jak twierdzisz. A to zdanie:>Gdyby teizm miał takie ciągoty, nie byłby teizmem. - odnosiłem do zupełnie innego zdania?
Tobie też się gdzieś spieszyło? Ale ja mam czas, zaczekam.
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Dlatego też to teista, który taki argument wysunął, czeka na jego obalenie przez ateistę. I to ateista ma problem, nie teista. Dlatego śmieszą mnie stwierdzenia iż to teista ma jakiś problem ze swoją wiarą, przynajmniej jeśli chodzi o argumenty.>Masz rację, lecz nie chcesz zauważyć, że to problem niektórych ateistów. Słusznie pisze Awitu: > >Próbujesz rozciągnąć wypowiedzi pewnej grupy ateistów na całość ateizmu. >Mam wrażenie, że Twój pogląd dotyczy tej grupy ateistów: 14.pl/alogika_w_cytowaniu
|
|
|  | | atre (971 punktów) | > >Dlatego też to teista, który taki argument wysunął, czeka na jego obalenie przez ateistę. I to ateista ma problem, nie teista. Dlatego śmieszą mnie stwierdzenia iż to teista ma jakiś problem ze swoją wiarą, przynajmniej jeśli chodzi o argumenty.>Masz rację, lecz nie chcesz zauważyć, że to problem niektórych ateistów.> Słusznie pisze Awitu:> >>Próbujesz rozciągnąć wypowiedzi pewnej grupy ateistów na całość ateizmu. >Mam wrażenie, że Twój pogląd dotyczy tej grupy ateistów:> 14.pl/alogika_w_cytowaniu> Moje refleksje odnoszą się do ateizmu, jak i do każdego kto uważa się za ateistę. Dlatego nie jest to problem niektórych ateistów, ale wszystkich ateistów, jak i ateizmu jako całości.
|
|
| |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > Moje refleksje odnoszą się do ateizmu, jak i do każdego kto uważa się za ateistę. Dlatego nie jest to problem niektórych ateistów, ale wszystkich ateistów, jak i ateizmu jako całości.>Napiszę inaczej: to Twój problem, "atre". Miłego dnia
|
|
 | 3 na 3 | placownik (17853 punktów) |
>Ja też nie mam żadnego wyobrażenia Boga >Inaczej mówiąc człowiek popełnia ów błąd logiczny twierdząc iż nie widzi powodów do przyjęcia czegoś, czemu [...]sam przypisał jakieś możliwe cechy.
O ile dobrze Cię zrozumiałem, sam powstrzymujesz się od przypisywania Bogu jakichkolwiek cech (poza istnieniem) i odmawiasz tego prawa wszystkim innym. Czy nie uważasz, że wiara w istnienie takiego bytu, pozbawionego właściwości, bądź też wyposażonego we właściwości nieznane nam z definicji, jest pozbawiona wszelkiego sensu?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | atre (971 punktów) | >>Ja też nie mam żadnego wyobrażenia Boga >>Inaczej mówiąc człowiek popełnia ów błąd logiczny twierdząc iż nie widzi powodów do przyjęcia czegoś, czemu [...]sam przypisał jakieś możliwe cechy. > O ile dobrze Cię zrozumiałem, sam powstrzymujesz się od przypisywania Bogu jakichkolwiek cech (poza istnieniem) i odmawiasz tego prawa wszystkim innym. Czy nie uważasz, że wiara w istnienie takiego bytu, pozbawionego właściwości, bądź też wyposażonego we właściwości nieznane nam z definicji, jest pozbawiona wszelkiego sensu? > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Oczywiście że nie uważam iż jest pozbawiona wszelkiego sensu. Uważam jednak iż jest pozbawiona zupełnie sensu wiara ateisty w to iż "strzała nie potrzebuje łuku i strzelca", czy też inaczej mówiąc "poruszyciela", jakiejś energii, czy czego tam.
|
|
| |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >>>Ja też nie mam żadnego wyobrażenia Boga >Uważam jednak iż jest pozbawiona zupełnie sensu wiara ateisty w to iż "strzała nie potrzebuje łuku i strzelca", czy też inaczej mówiąc "poruszyciela", jakiejś energii, czy czego tam.
W tym momencie nadałeś Bogu cechę. "potrafi sprawiać" Zdajesz sobie sprawę, że cecha czegoś co nie istnieje również nie istnieje?
|
|
 | | Andreass (339 punktów) | Rozumiem, że w tym długim wywodzie zawarta jest wypowiedź, że teista, czyli wierzący jest racjonalnym, właściwym i naukowym poglądem na rzeczywistość, a ateizm nie? To proste stwierdzenie, które niczego innego nie mówi, jak tylko to, że uważasz wiarę za większą wartość, niż jej brak. Ja wychodzę z założenia, że zamiast wierzyć wolę wiedzieć. Wierzono w wiele spraw, ale dopiero wiedza pozwoliła nam budować cywilizację i poznawać rzeczywistość. Nie ma dowodów na poznanie poprzez wiarę ani nie zauważyłem dynamicznego rozwoju wierzeń. Znaczy, że to co prezentują jest niezmienne od samego początku? Czyli tam już nic się nie dzieje, wiara się wypełniła? I niczego więcej nam nie przekaże, co najwyżej stara się nieudolnie dopasowywać do realiów zmieniającego się świata właśnie pod wpływem wiedzy . Jak nie może, to się okopuje, staje się wroga dla wszystkiego i wszystkich, którzy nie chcą uznawać jej przesłania jako prawdę objawioną i najwyższą wartość. Wiara nie pozwala badać ani siebie, ani niczego, co mogłoby podważyć jej wartość. Czy dobrze rozumiem? Czemu nie znam przypadków, kiedy ludzkość z wiary wyniosła korzyści? Natomiast z wiedzy i owszem. Znam.
|
|
|  | | atre (971 punktów) |
Wiele lat zadawałem te same pytania i miałem te same wątpliwości. Dlaczego? Czyżbym był odgórnie "skazany" na te wątpliwości i na te pytania? Po co mi one? W końcu postanowiłem zbadać tę sprawę bardzo szczegółowo. Zacząłem od pytania - co to jest wiedza? Co to znaczy iż coś wiem? Czy wiara ma jedynie zapełniać tę pustkę po niewiedzy? I doszedłem do pewnego przełomowego momentu, kiedy zacząłem zastanawiać się nad samym problemem... niewiedzy. Zadałem sobie takie pytanie: skąd właściwie pojęcie, czy też założenie niewiedzy? Przyznasz chyba iż jest to jakieś "dziwne" założenie. Jest to oczywiście dziecinne pytanie, ale właśnie od takich zaczynają się przełomy w filozofii, jak i nauce (jeżeli odróżniać ją od filozofii). Nie mogę sobie przecież tak po prostu powiedzieć - nie wiem. I już. Mówię jednak "nie wiem" w momencie kiedy coś mnie zaczyna... dziwić. Platon powiedział iż to "dziwienie się" jest początkiem filozofii. O ile nie człowieczeństwa, dodałbym. Następnie zacząłem zastanawiać się co to znaczy "dziwić się". Dziwię się gdy widzę coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Jestem "pierwotnym człowiekiem" i patrzę na chmury zbierające się przed burzą. Aż tu nagle...trach! Uderzył piorun. I teraz najważniejsze pytanie: ... no właśnie, jakie to pytanie? Skąd owe zdziwienie? Czyżby tak... bez powodu? Jakieś tam... zdziwienie? Czym? Tym, że piorun uderzył? To za mało. W głowie tego człowieka musiało pojawić się coś więcej, aby powstało zdziwienie, a potem owe pytania, które można by w tym przypadku zadać. I w ten sposób zacząłem docierać do źródła wszelkich pytań. Ów człowiek nie mógł się przecież zdziwić owym zjawiskiem od tak, bez powodu. Cóż więc jest tym powodem? Owym powodem nie mogło być przecież jakieś wątpienie... w to iż piorun uderzył? (I zaraz powiem dlaczego wspomniałem tutaj o... wątpieniu.) Zdziwił się jednak dlatego, iż... nie spodziewał się czegoś takiego zobaczyć. Dziwi nas przecież coś czego się w danej chwili nie spodziewaliśmy, tym bardziej jeśli mielibyśmy mieć z tym do czynienia po raz pierwszy. Bez owego zdziwienia nie ma człowieczeństwa. Nie ma rozumu. Ja jednak byłem jeszcze bardziej dociekliwy i zacząłem pytać: dlaczego nie spodziewał się? Przecież nie dlatego, iż ktoś mu wcześniej powiedział: nie spodziewaj się tego, coś takiego nie istnieje. Zdziwił się więc bo jego umysł szuka zawsze przyczyny. Powodu. W tym momencie rodzi się już naukowe podejście do świata. "Człowiek pierwotny" obserwuje świat. Dziwi się, ale nie temu iż coś zachodzi, nie temu iż piorun w ogóle uderza, ale temu dlaczego zachodzi, co jest powodem. Czy nie łatwiej byłoby stwierdzić iż piorun uderza i już. I uciekać. Po co ta przyczyna? Ale tak zachowują się zwierzęta. Ogień ich przeraża, uciekają przed nim. Nie ma zdziwienia. Nie ma ciekawości. Wystarczy iż raz się oparzą, nie znajdą już powodu aby do niego wracać. Wystarczy stwierdzenie: ogień jest niejadalny. To nie ciekawość, to instynkt. Odruch wprawdzie inteligentny, ale bez zdziwienia. I teraz kolejne pytanie, które sobie zadałem: cóż to znaczy iż człowiek szuka powodu, przyczyny? Zwierzę przecież też uczy się chodzić, a kotek lata za końcówką nitki... z ciekawości? Z ciekawości co jest na jej drugim końcu? Nie, bo to już jest metafizyka. Kotek zadowala się tylko tym co jest na tym końcu owej nitki, za którym latał. Człowiek nigdy nie zadowoli się tym co jest na tym końcu nitki. Gdyby od takiego zadowolenia zaczął... nie byłoby nauki, postępu, ani tej cywilizacji z której mamy prawo być dumni i się nią zachwycać. Nauka oczywiście nie zajmuje sie tym co jest na drugim końcu owej nitki. Nie byłoby jednak zdziwienia co do tego co jest na tym końcu nitki, gdyby umysłem człowieka nie powodowało założenie drugiego końca nitki. Nie byłoby fizyki, jako dziedziny, bez metafizyki, jako dziedziny, która ma takie samo poparcie w doświadczeniu i logice, jak fizyka, jako dziedzina. Nie byłoby inteligencji typu ludzkiego bez metafizyki. Bez owego założenia drugiego końca nitki. Na pewno bardzo zdziwiło cię moje powyższe stwierdzenie. Metafizyka, która ma poparcie w doświadczeniu i logice, na równi z fizyką. Rozumiem iż na "pierwszy rzut oka" twierdzenie iż metafizyka ma poparcie w doświadczeniu zaprzecza samej metafizyce, jako dziedzinie ludzkiej myśli. Meta-fizyka oznacza przecież to, co "po" fizyce. To co "poza" fizyką. Jakże więc może mieć to potwierdzenie w fizyce? Za twórcę metafizyki uważa się powszechnie Arystotelesa. Rzecz w tym iż Arystoteles nie znał i nie ukuł tego pojęcia. Pojęcie meta-fizyka pochodzi od tłumacza Arystotelesa, który tak nazwał jedną z jego prac, którą tłumaczył, a którą znalazł w zwoju pism Arystotelesa umieszczoną tuż po innej pracy, której tytuł pochodził od samego Arystotelesa, a ten tytuł brzmiał po prostu Fizyka. A więc owej pracy, której Arystoteles nie nadał tytułu, tłumacz dla odróżnienia dał tytuł Meta-Fizyka, "Po-Fizyce". Owa praca zaczyna się od słynnych słów: Wszystko dąży do światła. Arystoteles nie traktował oczywiście światła jako jakiegoś bóstwa, ani nie traktował światła jako pierwszego pierwiastka z którego wszystko powstało. Takie twierdzenia wcześniejszych od siebie filozofów obalał. Arystoteles był twórcą logiki, jako dziedziny filozofii. Był umysłem pozbawionym platońskich pomysłów. Jego filozofia była odwrotnością Platona. W średniowieczu Platon aż do Tomasza z Akwinu był podstawą. Dopiero Tomasz z Akwinu wziął się na poważnie do Arystotelesa. Dzięki temu mamy logikę, jako dziedzinę, (wszystkie stwierdzenia o logice Arystotelesa są aktualne do dzisiaj), fizykę (Aryst. był twórcą metody naukowej) i ... to, co "po-Fizyce", a co dla Arystotelesa było jedynie ostatnim rozdziałem jego pracy pt. Fizyka. To tyle jeśli chodzi o samo słowo metafizyka. Ja sam już mam gotową pracę, w której bez dziecinnych metafor, przywracam metafizykę do fizyki, tam gdzie jej miejsce.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andreass (339 punktów) | Przepraszam, czy to odpowiedź do mojej wypowiedzi? Bo nie rozumiem, czy do głównego wątku? I czy to w ogóle jest odpowiedź? Wywód tak, ale - może jeszcze nie mogę się połapać na tym forum - nie na temat.
|
|
| | |  | | atre (971 punktów) | >Przepraszam, czy to odpowiedź do mojej wypowiedzi? Bo nie rozumiem, czy do głównego wątku? I czy to w ogóle jest odpowiedź? Wywód tak, ale - może jeszcze nie mogę się połapać na tym forum - nie na temat. >
Przypomnę ci twoją wypowiedź:
>Rozumiem, że w tym długim wywodzie zawarta jest wypowiedź, że teista, czyli wierzący jest racjonalnym, właściwym i naukowym poglądem na rzeczywistość, a ateizm nie? To proste stwierdzenie, które niczego innego nie mówi, jak tylko to, że uważasz wiarę za większą wartość, niż jej brak. Ja wychodzę z założenia, że zamiast wierzyć wolę wiedzieć. Wierzono w wiele spraw, ale dopiero wiedza pozwoliła nam budować cywilizację i poznawać rzeczywistość. Nie ma dowodów na poznanie poprzez wiarę ani nie zauważyłem dynamicznego rozwoju wierzeń. Znaczy, że to co prezentują jest niezmienne od samego początku? Czyli tam już nic się nie dzieje, wiara się wypełniła? I niczego więcej nam nie przekaże, co najwyżej stara się nieudolnie dopasowywać do realiów zmieniającego się świata właśnie pod wpływem wiedzy . Jak nie może, to się okopuje, staje się wroga dla wszystkiego i wszystkich, którzy nie chcą uznawać jej przesłania jako prawdę objawioną i najwyższą wartość. Wiara nie pozwala badać ani siebie, ani niczego, co mogłoby podważyć jej wartość. Czy dobrze rozumiem? Czemu nie znam przypadków, kiedy ludzkość z wiary wyniosła korzyści? Natomiast z wiedzy i owszem. Znam.
W mojej odpowiedzi na twoją wypowiedź odniosłem się w sposób szczegółowy do zagadnień, które poruszyłeś, mianowicie wiedzy, naukowego poglądu na rzeczywistość i wyraźnie wskazałem na źródła owej wiedzy i tegoż naukowego poglądu na rzeczywistość. Cały mój wywód natomiast sprowadzał się do wniosku: fizyka (jako dziedzina nauki i przykład naukowego poglądu na rzeczywistość) nie zaistniałaby bez metafizyki (używając metafory: do zdziwienia nad tym, co jest na tym końcu nitki, nie doszłoby w umyśle człowieka bez uprzedniego założenia owego drugiego końca nitki.) Innymi słowy: podstawą formułowania wiedzy, inteligentnego odnoszenia się do świata, postępu cywilizacyjnego, ba! techniki, jest owe metafizyczne w swej istocie założenie owego drugiego końca nitki. I nie mówię tutaj: tego co jest na drugim końcu nitki, ale owego drugiego końca nitki. Resztę dopowiedz sobie sam. To jest właśnie dowód na prawdziwe źródło poznania, mianowicie metafizyki. Bez uprzedniego metafizycznego założenia owego drugiego końca nitki nie ma żadnych założeń w obrębie fizyki, nauki w ogóle. I to jest niezmienne od samego początku. Tak działa i działała inteligencja. Racjonalizm chciał wykluczyć metafizykę. Nie byłoby jednak wiedzy bez metafizyki. Ateizm powołując się na taki racjonalizm jest sprzeczny z faktami i doświadczeniem.
Teizm nie jest poglądem na rzeczywistość, tak jak i ateizm. Teista po prostu wierzy w Boga, a ateista nie. Nikt już jednak nie będzie mówił iż ateista może powoływać się na doświadczenie, na rozum!, a teista nie. Wkrótce wyjdzie moja praca, w której przeprowadzam analizy potwierdzające owe wnioski. Więcej, owe analizy oparte są na doświadczeniu i każdy będzie mógł je powtórzyć, czy też po prostu przeprowadzić owe doświadczenie sam. Spełniam w nich wszystkie kryteria tzw. metody naukowej. Koniec. Kropka.
|
|
| | | |  | | Andreass (339 punktów) | Czyli jak dla mnie bez zbytnich wywodów akademickich uważa Pan, że ciekawość to metafizyka?
|
|
| | | | |  | | atre (971 punktów) | >Czyli jak dla mnie bez zbytnich wywodów akademickich uważa Pan, że ciekawość to metafizyka?
Bułka to nie mąka. Na bazie mąki powstaje jednak bułka. Ja udowadniam iż zadziwienie człowieka nad światem, ciekawość i każde potem inteligentne, świadome! działanie człowieka, jest działaniem właściwie nadbudowanym nad ową podstawą metafizyczną. Brzmi to paradoksalnie, może nawet dziwnie, ale tak właśnie jest. Więcej, to nie jest tylko mój pogląd, mam na to dowód, i to będzie pierwszy w sensie naukowym dowód w historii filozofii, spełniający wszystkie kryteria dowodu w sensie naukowym.
|
|
| | | | | |  | | Andreass (339 punktów) | >>Czyli jak dla mnie bez zbytnich wywodów akademickich uważa Pan, że ciekawość to metafizyka? > Bułka to nie mąka. Na bazie mąki powstaje jednak bułka. Ja udowadniam iż zadziwienie człowieka nad światem, ciekawość i każde potem inteligentne, świadome! działanie człowieka, jest działaniem właściwie nadbudowanym nad ową podstawą metafizyczną. Brzmi to paradoksalnie, może nawet dziwnie, ale tak właśnie jest. Więcej, to nie jest tylko mój pogląd, mam na to dowód, i to będzie pierwszy w sensie naukowym dowód w historii filozofii, spełniający wszystkie kryteria dowodu w sensie naukowym. > Mimo wszystko uważam że jest to tylko zwykła przewaga formy nad treścią. Mam wrażenie, ze sprowadzenie tej rozmowy na poziom akademicki ma za zadanie zaćmić proste konkluzje. Dziwi mnie to o tyle, że czytając, słuchając wykładów ludzi nauki takich jak, np. Jerry A.Coyne, Leonard Susskind, Daniel C.Dennett, Nicholas Humprey, Tim D.White, Niel H.Shubin, Richard Dawkins, Frank Sulloway, Scott Atrn, Steven Pinker, Lee Smolin, Stuart A.Kauffman, Seth Lloyd, Lisa Randall, Marc D.Hauser, Scott D.Sampson, i inni dowodów takich nie spotykam, i takiego podejścia do zagadnień wiedzy. Mam wrażenie, że ma to na celu wybicie przeciętnego uczestnika rozmowy z pantałyku, po to, żeby akademicki język nadał Pana wypowiedzi większej wartości niż niesie ona sama. Wydaje mi się, że rozmowa o tym czy ateizm jest w rekapitulacji czy nie, może byc prowadzona na płaszczyźnie zwykłej dyskusji, ot tak jak o bogu i ateizmie rozmawiają zwykli ludzie. Widzę potrzebę używania wyrafinowanego języka naukowego wówczas, gdy dyskusja jest na poziomie naukowym, tu wydaje mi się że jest to zwykła rozmowa sztucznie wywindowana na poziom do niej nie przystający. Sam Pan pisze,że ..."paradoksalnie" to co Pan twierdzi jest dziwne. Myślę, że nie paradoksalnie, ale w ogóle.
|
|
| | | | | | |  | | atre (971 punktów) | > >>Czyli jak dla mnie bez zbytnich wywodów akademickich uważa Pan, że ciekawość to metafizyka?> > Bułka to nie mąka. Na bazie mąki powstaje jednak bułka. Ja udowadniam iż zadziwienie człowieka nad światem, ciekawość i każde potem inteligentne, świadome! działanie człowieka, jest działaniem właściwie nadbudowanym nad ową podstawą metafizyczną. Brzmi to paradoksalnie, może nawet dziwnie, ale tak właśnie jest. Więcej, to nie jest tylko mój pogląd, mam na to dowód, i to będzie pierwszy w sensie naukowym dowód w historii filozofii, spełniający wszystkie kryteria dowodu w sensie naukowym.> >> Mimo wszystko uważam że jest to tylko zwykła przewaga formy nad treścią. Mam wrażenie, ze sprowadzenie tej rozmowy na poziom akademicki ma za zadanie zaćmić proste konkluzje. Dziwi mnie to o tyle, że czytając, słuchając wykładów ludzi nauki takich jak, np. Jerry A.Coyne, Leonard Susskind, Daniel C.Dennett, Nicholas Humprey, Tim D.White, Niel H.Shubin, Richard Dawkins, Frank Sulloway, Scott Atrn, Steven Pinker, Lee Smolin, Stuart A.Kauffman, Seth Lloyd, Lisa Randall, Marc D.Hauser, Scott D.Sampson, i inni dowodów takich nie spotykam, i takiego podejścia do zagadnień wiedzy. Mam wrażenie, że ma to na celu wybicie przeciętnego uczestnika rozmowy z pantałyku, po to, żeby akademicki język nadał Pana wypowiedzi większej wartości niż niesie ona sama. Wydaje mi się, że rozmowa o tym czy ateizm jest w rekapitulacji czy nie, może byc prowadzona na płaszczyźnie zwykłej dyskusji, ot tak jak o bogu i ateizmie rozmawiają zwykli ludzie. Widzę potrzebę używania wyrafinowanego języka naukowego wówczas, gdy dyskusja jest na poziomie naukowym, tu wydaje mi się że jest to zwykła rozmowa sztucznie wywindowana na poziom do niej nie przystający. Sam Pan pisze,że ..."paradoksalnie" to co Pan twierdzi jest dziwne. Myślę, że nie paradoksalnie, ale w ogóle. Z dowodem o którym piszę jest tak jak z każdym innym dowodem na prawdziwość każdej innej teorii naukowej. Posługuję się w nim obserwacją danego obiektu, którego zachowanie wskazuje jednoznacznie na to lub tamto. To że z takim dowodem w obrębie filozofii jeszcze się nie spotkałeś mnie nie dziwi. Na tym polega ta nowość. To, że odniosłeś wrażenie iż nadałem swojej wypowiedzi większą wartość niż niesie ona sama, również, z tego samego względu, mnie nie dziwi. Chociaż w żaden sposób nie odniosłeś się do rozumowania, które już przedstawiłem, tylko po prostu je zbyłeś. Co do paradoksalnego charakteru moich wniosków, ich paradoksalność zostanie usankcjonowana w tym samym stopniu w jakim wnioski wypływające z OTW są paradoksalne względem mechaniki Newtona i potocznego rozumowania. Mój dowód uściśla te sprawy, które bez takiego uściślenia, wydają się być sprzeczne ze sobą... Ale już takie nie będą. A jak to się ma do ateizmu? Tak jak każda teoria naukowa ma się do ateizmu.
|
|
| | | | | | | |  | | Andreass (339 punktów) |
> A jak to się ma do ateizmu?> Tak jak każda teoria naukowa ma się do ateizmu.  > Czyli jak reklamie Simplusa z tą panią co się ukazywała i trzeba było rozsądzić kto pierwszy wpadł na pomysł, czy pani bo natchnęła kolegę, czy kolega przed natchnięciem ...jasne, czyli ... nic.
|
|
| | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | > > A jak to się ma do ateizmu?> > Tak jak każda teoria naukowa ma się do ateizmu.  > >> Czyli jak reklamie Simplusa z tą panią co się ukazywała i trzeba było rozsądzić kto pierwszy wpadł na pomysł, czy pani bo natchnęła kolegę, czy kolega przed natchnięciem ...jasne, czyli ... nic.> O tym kto kogo "natchnął", rzeczywistość człowieka, czy człowiek rzeczywistość dosyć precyzyjnie już się wyraziłem w rozmowie z tobą i innymi na tym wątku. Prześledź to ponownie jak ci zależy na poszerzeniu swojej percepcji odbioru otaczającego cię świata. Dzisiaj też w ostatniej odpowiedzi na post Sylwka sądzę iż wiele ciekawego na ten temat napisałem.
|
|
9 na 11 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | Dobra - gdy studiowałem filozofie w kółko wpajali mi zasadę, że jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić łatwo, prosto i przystępnie, znaczy, że tego nie rozumiesz. Mam wrażenie, że nie opanował Pan tej zasady. Cała Pana wypowiedź jest chaotyczna i właściwie nie prowadzi do sensownej konkluzji.
Twierdzi Pan, że mówiąc o bogu nie możemy mówić o jego cechach czy też właściwościach w sensie empirycznym. Każdy deista by się z tym zgodził. W końcu dla nich Absolut jest totalnie transcendentny, nie utrzymuje relacji ze światem, więc jego cechy są albo niepoznawalne, albo poznawalne pośrednio, poprzez przyrodę. Ale Pan sam siebie określa teistą. A więc stoi Pan na stanowisku, że bóg ingeruje w świat. Skoro ingeruje w przestrzeń materialną/fizyczną musi to robić poprzez jakieś swoje cechy czy też właściwości, jest więc poznawalny bezpośrednio w ramach swoich manifestacji. Więc nie do końca rozumiem przeprowadzoną przez Pana krytykę atakowania boga ad personam , skoro teizm takiego personalnego, a więc obdarzonego tylko sobie przypisanymi cechami boga zakłada.
Twierdzi Pan, że teiści argumentowali tylko o potrzebie istnienia boga. Ale czyniąc tak ustawiają się na pozycji łatwiej do ataku. Sami stawiają problem Absolutu jako hipotezę. I jako taką można ją zaatakować bardzo łatwo. Przede wszystkim brzytwa Ockhama. Jeśli jestem w stanie zrozumieć świat bez odwołania się do Boga - zwyczajnie odrzucam tę hipotezę, jako niezgodną z logiką. A jestem w stanie tak postrzegać świat. Bóg przestaje być pojęciem o sile eksplanacyjnej, staje się tylko hipotezą i coraz bardziej mglistym pojęciem. Proszę więc powiedz mi, jaką wartość wyjaśniającą ma Absolut? Jako fundament poznania jakiej rzeczywistości jest on nam potrzebny? Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
 | | atre (971 punktów) |
Moja wypowiedź, ponieważ była to wypowiedź spontaniczna, skazana na dygresje mojego rozmówcy, w pewnym wymiarze może sprawiać wrażenie chaotycznej. Nie miałem zamiaru pisać traktatu. Uważam jednak iż moja analiza ataku ad personam na Boga była wystarczająco jasna i dosyć wyraźnie określa ów błąd logiczny na którym opierają się takie ataki. Oczywiście, wszystko to ująłem w dosyć skondensowanej treści, tak że na pierwszy rzut oka taka analiza może nasuwać jakieś wątpliwości, czy też niedomówienia. Tak jest jednak zawsze, kiedy mamy do czynienia z takimi treściami, burzącymi trochę pewne stereotypowe wyobrażenia, czy też przyzwyczajenia odbiorcy. Na owe niedomówienia słusznie zwrócił Pan uwagę. Ich charakter jednak potwierdza właśnie to o czym przed chwilą powiedziałem, mówiąc o stereotypach. Ustosunkuję się więc teraz w kilku zdaniach do pańskich uwag.
Jak Pan słusznie zauważył, jestem teistą. Lecz to co teizm zakłada - zakłada jako dogmat i nie robi tego bez przyczyny. W centrum zainteresowania logiki nie mogą jednak leżeć dogmaty takie jak osoba itp. I nie leżą. Bo wtedy byłoby już po osobie. Znajdują się one poza sferą logiki, a wszelkie próby umieszczenia ich w niej... wiadomo jak się kończyły. Taka jest też geneza dogmatu, czego laik zazwyczaj nie rozumie, twierdząc iż dogmaty powstały po to aby nie zadawano "głupich" pytań: po co, dlaczego itd. Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał. Tłumaczenie jednak tego np. laikowi-ateiście to skok w studnię zarzutów niemal bez dna. Tu jednak chodzi o jego człowieczeństwo a deklaracje teizmu, czy też ateizmu nie mają tu nic do rzeczy. Pojęcie tego też niemal graniczy z cudem w przypadku laika-ateisty, ze względu na jego pochopny, oparty na owym uprzedzeniu stosunek do pojęcia dogmatu. Atakując Boga ad personam popełnia przede wszystkim właśnie ów absurdalny wręcz błąd logiczny, któremu nadałem ową nieco poetycką nazwę. Nie bez powodu zresztą właśnie taką. Konsekwencje jednak owego błędu zyskują dramatyczny wymiar w momencie kiedy stosuje się go, oczywiście nie do końca świadomie, do drugiego człowieka. Od Kartezjusza, poprzez "przewrót kopernikański" Kanta, aż po Marksa obserwowaliśmy w filozofii i historii konsekwencje owego błędu, już nie tyle odwracającego ile już pod koniec dziewiętnastego wieku burzącego wszelki naturalny porządek w rozumowaniu. Człowiek na co dzień w swoim życiu nie objawia tego, w decydujących jednak momentach dla siebie i dla innych nieświadom sięga po taką "spotworzoną" pseudologikę. Ludzie naprawdę nie wiedzą jak można odwrócić mechanizm swojej własnej refleksji żyjąc w owym schizofrenicznym wymiarze całe życie. Przeczuwając nawet iż coś być może jest nie tak, ale nie potrafiąc tego przełamać. Co do "brzytwy Ockhama" to wiadomo iż mówi ona: nie mnożyć bytów ponad potrzebę. W świetle jednak krytyki ataku ad personam na Boga, którą na tym portalu o tak dla siebie niefortunnej nazwie, po części przedstawiłem, koncepcja Ockhama swoim ostrzem nie grozi już - jak to dokładnie przemyślisz, to zrozumiesz - ad personam Bogu.
>powiedz mi, jaką wartość wyjaśniającą ma Absolut? Jako fundament poznania jakiej rzeczywistości jest on nam potrzebny? Wszelkiej rzeczywistości, zewnętrznej i wewnętrznej. Wartość wajaśniającą ma Absolut, ale to ty wyjaśniasz, i też przecież w owym sensie jako absolut, ale ten w ludzkim wymiarze, no bo w końcu osoba. "Brzytwa Ockhama" nie grozi już Bogu ad personam. Ani mnie jako osobie. Bo czyż nie właśnie ta biedna "osoba" nie miała być owym "stworzonym ponad potrzebę bytem"? Materializm. Nie "podcina jej gardła" tak zrozumiana nauka, chcąc ją usunąć z tego świata? Dostrzegasz analogię? Na kogo więc tak naprawdę zamierza się "brzytwa Ockhama"? Komu jest w stanie realnie zagrozić? I o co tu tak naprawdę chodzi.
Umysł jest szybki i bezwzględny, czasami robi z nami co chce. Nie zapanujemy jednak nad nim... przypadkiem.
|
|
|  | 6 na 6 | Adamiak (36436 punktów) | >Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu...>
Zakładasz nieuczciwość ateistów czy tylko stosowanie wszelkich środków do osiągnięcia wątpliwych- wg Ciebie- celów?
>...każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał. Tłumaczenie jednak tego np. laikowi-ateiście to skok w studnię zarzutów niemal bez dna.>
W tym stwierdzeniu jest już zawarta insynuacja (wg Ciebie informacja?) o bezdennej głupocie ateistów... bo nie myślą tak samo jak Ty?
>Tu jednak chodzi o jego człowieczeństwo a deklaracje teizmu, czy też ateizmu nie mają tu nic do rzeczy. Pojęcie tego też niemal graniczy z cudem w przypadku laika-ateisty, ze względu na jego pochopny, oparty na owym uprzedzeniu stosunek do pojęcia dogmatu.>
Masz w rękawie Jokera tylko nie wiesz jak go- przystępnie dla głupiego (bo niewierzącego w Twój dogmat) ateisty- sprecyzować?
Nie chcesz czy nie możesz uznać, że grasz w coś innego niż ateista?
>Umysł jest szybki i bezwzględny, czasami robi z nami co chce. Nie zapanujemy jednak nad nim... przypadkiem. >
Życzliwie i nienachalnie sugeruję napisać to samo, lecz w pierwszej osobie liczby pojedynczej.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | >>Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu...>Zakładasz nieuczciwość ateistów czy tylko stosowanie wszelkich środków do osiągnięcia wątpliwych- wg Ciebie- celów? >>...każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał. Tłumaczenie jednak tego np. laikowi-ateiście to skok w studnię zarzutów niemal bez dna.>W tym stwierdzeniu jest już zawarta insynuacja (wg Ciebie informacja?) o bezdennej głupocie ateistów... bo nie myślą tak samo jak Ty? >>Tu jednak chodzi o jego człowieczeństwo a deklaracje teizmu, czy też ateizmu nie mają tu nic do rzeczy. Pojęcie tego też niemal graniczy z cudem w przypadku laika-ateisty, ze względu na jego pochopny, oparty na owym uprzedzeniu stosunek do pojęcia dogmatu.>Masz w rękawie Jokera tylko nie wiesz jak go- przystępnie dla głupiego (bo niewierzącego w Twój dogmat) ateisty- sprecyzować? >Nie chcesz czy nie możesz uznać, że grasz w coś innego niż ateista? >>Umysł jest szybki i bezwzględny, czasami robi z nami co chce. Nie zapanujemy jednak nad nim... przypadkiem. >Życzliwie i nienachalnie sugeruję napisać to samo, lecz w pierwszej osobie liczby pojedynczej. >Pozdrawiam. >
Moje argumenty były skierowane przeciwko ateizmowi i jego argumentom, a nie przeciwko jakiejkolwiek osobie ateisty, który je wyraża. Ateista jednak nie znajdując argumentów przeciw moim, tak jak ty, wysuwa właśnie taki zarzut jak ty iż została zaatakowana jego osoba i inteligencja. Proszę więc użyć tej inteligencji, a nie grać ofiary.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | >W centrum zainteresowania logiki nie mogą jednak leżeć dogmaty takie jak osoba itp. I nie leżą. Bo wtedy byłoby już po osobie. Znajdują się one poza sferą logiki, a wszelkie próby umieszczenia ich w niej... wiadomo jak się kończyły. Taka jest też geneza dogmatu, czego laik zazwyczaj nie rozumie, twierdząc iż dogmaty powstały po to aby nie zadawano "głupich" pytań: po co, dlaczego itd.> >Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał. >
Piszesz o czymś, co mogę zidentyfikować jako stan umysłu porównywalny- choć kulawo- z miłością. Dla zakochanego jego ideał też jest dogmatycznie, bo niewytłumaczalnie, idealny.
Lektura o wpływie dopaminy (+ innych związków chemicznych) na czynności mózgu też nie zmieni Twojej miłości.
>Tłumaczenie jednak tego np. laikowi-ateiście to skok w studnię zarzutów niemal bez dna. Tu jednak chodzi o jego człowieczeństwo a deklaracje teizmu, czy też ateizmu nie mają tu nic do rzeczy. Pojęcie tego też niemal graniczy z cudem w przypadku laika-ateisty, ze względu na jego pochopny, oparty na owym uprzedzeniu stosunek do pojęcia dogmatu.>
Wytłumacz przypadkowo spotkanej osobie, że ma tak samo kochać "coś" lub "kogoś", jak Ty.
>Proszę więc użyć tej inteligencji, a nie grać ofiary.>
Ty już "użyłeś": "Miłość to zwycięstwo wyobraźni nad inteligencją"...
tylko pod "miłość" podstaw swój dogmat, reszta jest oczywistą tego konsekwencją.
A całość jest- uważam- wynikiem takiej a nie innej chemii Twojego mózgu, bez wartościowania tej "inności".
|
|
|  | 7 na 9 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | > Taka jest też geneza dogmatu, czego laik zazwyczaj nie rozumie, twierdząc iż dogmaty powstały po to aby nie zadawano "głupich" pytań: po co, dlaczego itd. Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał.
No ależ właśnie to się dzieje na tym forum! W kółko spieramy się z osobami te dogmaty wyznającymi i jakoś nikt nie przedstawił argumentów na ich poparcie. Bo piszesz, że po gruntownym przemyśleniu każdy je uzna. Myślę nad nimi i myślę i jakoś ich nie mogę uznać. A wiesz dlaczego? Bo jest ich tak wiele. Każda denominacja, każda religia ma swoje i już nie wiem, nad którymi mama myśleć. Sam fakt wielości religii podważa Pańską wiarę ich naturalność. Gdyby były one immanentnie wpisane w świat - była by co do nich zgoda. Najprostszym wyjaśnieniem ich wielości jest to, że są one tworem człowieka.
> Atakując Boga ad personam popełnia przede wszystkim właśnie ów absurdalny wręcz błąd logiczny, któremu nadałem ową nieco poetycką nazwę. Nie bez powodu zresztą właśnie taką. Konsekwencje jednak owego błędu zyskują dramatyczny wymiar w momencie kiedy stosuje się go, oczywiście nie do końca świadomie, do drugiego człowieka.
Nie popełniam błędu, już to tłumaczyłem. Wręcz na odwrót. Zawieszam na chwilę swoje przekonania i przyjmuje tezę o istnieniu teistycznego Absolutu, ze wszystkimi właściwościami jaka ta koncepcja przyznaje owej sile najwyższej. A przyznaje jej cechy osobowe (persona - osoba), świadomą chęć i moc ingerencji w świat. Atakując więc ad personam ujawniam nielogiczności w samej koncepcji boga teistycznego sprowadzając ją ad absurdum co jest dobrym sposobem na jej podważenie jako wewnętrznie sprzecznej, a więc nie wytrzymującej krytyki rozumu.
> Co do "brzytwy Ockhama" to wiadomo iż mówi ona: nie mnożyć bytów ponad potrzebę. W świetle jednak krytyki ataku ad personam na Boga, którą na tym portalu o tak dla siebie niefortunnej nazwie, po części przedstawiłem, koncepcja Ockhama swoim ostrzem nie grozi już - jak to dokładnie przemyślisz, to zrozumiesz - ad personam Bogu.
Nie. Grozi mu jako istocie, bez względu na jego cechy osobowe.
> Wszelkiej rzeczywistości, zewnętrznej i wewnętrznej.
Argumenty proszę a nie puste frazesy. Tak rozmawiając do niczego nie dojdziemy.
> "Brzytwa Ockhama" nie grozi już Bogu ad personam. Ani mnie jako osobie. Bo czyż nie właśnie ta biedna "osoba" nie miała być owym "stworzonym ponad potrzebę bytem"? Materializm. Nie "podcina jej gardła" tak zrozumiana nauka, chcąc ją usunąć z tego świata? Dostrzegasz analogię? Na kogo więc tak naprawdę zamierza się "brzytwa Ockhama"? Komu jest w stanie realnie zagrozić? I o co tu tak naprawdę chodzi.
A o co za przeproszeniem Tobie chodzi??! Znaczy komu zagraża? Osobie wyjaśniającej? Materializmowi? Nauce? Wyraź się proszę precyzyjnie, najlepiej w punktach. Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | >> Taka jest też geneza dogmatu, czego laik zazwyczaj nie rozumie, twierdząc iż dogmaty powstały po to aby nie zadawano "głupich" pytań: po co, dlaczego itd. Rzecz w tym iż po głębokim i uczciwym przemyśleniu każdy laik wówczas doszedłby do podobnych wniosków i bez mrugnięcia okiem w imię człowieczeństwa swojego i cudzego by się pod nimi podpisał. >No ależ właśnie to się dzieje na tym forum! W kółko spieramy się z osobami te dogmaty wyznającymi i jakoś nikt nie przedstawił argumentów na ich poparcie. Bo piszesz, że po gruntownym przemyśleniu każdy je uzna. Myślę nad nimi i myślę i jakoś ich nie mogę uznać. A wiesz dlaczego? Bo jest ich tak wiele. Każda denominacja, każda religia ma swoje i już nie wiem, nad którymi mama myśleć. Sam fakt wielości religii podważa Pańską wiarę ich naturalność. Gdyby były one immanentnie wpisane w świat - była by co do nich zgoda. Najprostszym wyjaśnieniem ich wielości jest to, że są one tworem człowieka. >> Atakując Boga ad personam popełnia przede wszystkim właśnie ów absurdalny wręcz błąd logiczny, któremu nadałem ową nieco poetycką nazwę. Nie bez powodu zresztą właśnie taką. Konsekwencje jednak owego błędu zyskują dramatyczny wymiar w momencie kiedy stosuje się go, oczywiście nie do końca świadomie, do drugiego człowieka. >Nie popełniam błędu, już to tłumaczyłem. Wręcz na odwrót. Zawieszam na chwilę swoje przekonania i przyjmuje tezę o istnieniu teistycznego Absolutu, ze wszystkimi właściwościami jaka ta koncepcja przyznaje owej sile najwyższej. A przyznaje jej cechy osobowe (persona - osoba), świadomą chęć i moc ingerencji w świat. Atakując więc ad personam ujawniam nielogiczności w samej koncepcji boga teistycznego sprowadzając ją ad absurdum co jest dobrym sposobem na jej podważenie jako wewnętrznie sprzecznej, a więc nie wytrzymującej krytyki rozumu. >> Co do "brzytwy Ockhama" to wiadomo iż mówi ona: nie mnożyć bytów ponad potrzebę. W świetle jednak krytyki ataku ad personam na Boga, którą na tym portalu o tak dla siebie niefortunnej nazwie, po części przedstawiłem, koncepcja Ockhama swoim ostrzem nie grozi już - jak to dokładnie przemyślisz, to zrozumiesz - ad personam Bogu. >Nie. Grozi mu jako istocie, bez względu na jego cechy osobowe. >> Wszelkiej rzeczywistości, zewnętrznej i wewnętrznej. >Argumenty proszę a nie puste frazesy. Tak rozmawiając do niczego nie dojdziemy. >> "Brzytwa Ockhama" nie grozi już Bogu ad personam. Ani mnie jako osobie. Bo czyż nie właśnie ta biedna "osoba" nie miała być owym "stworzonym ponad potrzebę bytem"? Materializm. Nie "podcina jej gardła" tak zrozumiana nauka, chcąc ją usunąć z tego świata? Dostrzegasz analogię? Na kogo więc tak naprawdę zamierza się "brzytwa Ockhama"? Komu jest w stanie realnie zagrozić? I o co tu tak naprawdę chodzi. >A o co za przeproszeniem Tobie chodzi??! Znaczy komu zagraża? Osobie wyjaśniającej? Materializmowi? Nauce? Wyraź się proszę precyzyjnie, najlepiej w punktach. Pozdrawiam. > "Anarchia matką porządku." P. Kropotkin >
Zaprzeczasz swoim wyobrażeniom, nie moim.
>A o co za przeproszeniem Tobie chodzi??! Znaczy komu zagraża? Osobie wyjaśniającej? Materializmowi? Nauce? Wyraź się proszę precyzyjnie, najlepiej w punktach.
Napisałem, co sam zacytowałeś:Bo czyż nie właśnie ta biedna "osoba" nie miała być owym "stworzonym ponad potrzebę bytem"? Jeszcze precyzyjniej? Niestety, za ciebie nie mogę myśleć. Mam na półce kilkuset stronicową książkę o tematyce filozoficznej na ów temat, między innymi. Ale skoro tobie nawet jedna myśl nie przychodzi do głowy... to czy to moja wina?
|
|
| | |  | 4 na 4 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | > Zaprzeczasz swoim wyobrażeniom, nie moim.
Znów poproszę o argumenty, bo Twoje twierdzenie jest poznawczo puste.
> Napisałem, co sam zacytowałeś:Bo czyż nie właśnie ta biedna "osoba" nie miała być owym "stworzonym ponad potrzebę bytem"? Jeszcze precyzyjniej? Niestety, za ciebie nie mogę myśleć. Mam na półce kilkuset stronicową książkę o tematyce filozoficznej na ów temat, między innymi. Ale skoro tobie nawet jedna myśl nie przychodzi do głowy... to czy to moja wina?
Użycie przez Ciebie słowa "osoba" nie ma w tym zdaniu jasnego desygnatu. Bierz pod uwagę, że nie każdy myśli tak jak Ty, nie każdy podąża tym samym tropem. Dlatego istnieje coś takiego jak "logika wywodu" - definiujesz pojęcia, określasz problem i prowadzisz rozważania. Pytam jeszcze raz - co rozumiesz pod pojęciem "osoba"? O jaką osobę Ci chodzi? O człowieka w ogóle? O boga osobowego? O co?
Ps. Nie cytuj całej mojej wypowiedzi proszę - wiem co powiedziałem.
Ps. 2 Widzisz - też mam parę książek filozoficznych na półce. Ba! Nawet je przeczytałem. Powiem więcej - przemyślałem. I co z tego? Sam fakt czytania książek jeszcze o niczym nie świadczy. Nie wiem czy wiesz, ale podstawową zasadą filozofii jest kwestionowanie samej siebie, swoich podstaw, tym między innymi różni się ona od teologii. Jeśli nie potrafisz krytycznie odnieść się do słowa pisanego to źle z Tobą i z Twoim wykształceniem.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
|  | 6 na 6 | Scorp (5381 punktów) |
> ... jestem teistą.
Staram się Ciebie zrozumieć Atre, co nie jest proste, bo piszesz w sposób (jak dla mnie) nieco zawikłany i mieszasz obronę z atakiem, a ja nie jestem religioznawcą. Ale może teizm nie jest taki trudny nawet dla niespecjalisty? Zobaczmy.
Z tego co piszesz, wynika, że teizm przyjmuje pewne założenie i traktuje je jako dogmat. Dobrze. Robi to nie bez przyczyny, to znaczy ten dogmat w istotny sposób, jak rozumiem, uzupełnia teiście obraz świata, jest zwornikiem konstrukcji światopoglądu. Rozumiem, taki niezbędny (a brakujący ateistom) element systemu ontologii. Zgoda, że ateiści mogą tego braku nawet nie dostrzegać, albo może im się wydawać, że jest zbędny. Teiści natomiast są przekonani że ten najważniejszy element na pewno istnieje, nadają mu w religiach różnorakie nazwy i cechy i denerwują się, gdy te nazwy i cechy są kwestionowane na gruncie logiki i empirii. Ataki na postać wyobrażeniową tego Elementu i jego cechy uważają teiści za chybione, dziecinne, niedojrzałe i bezsensowne. Ty użyłeś nawet określenia 'schizofreniczny obraz życia'.
Twierdzisz, że dogmaty takie jak osoba itp. nie mogą leżeć w centrum zainteresowania logiki. Przyjmijmy, że to 'centrum', to tylko retoryka, a w rzeczywistości chodzi o wyłączenie całego systemu teistycznej ontologii spod krytycznej refleksji logicznej. Zrozumiałe, że ludzie wyznający na przykład dogmat Boga w Trójcy jedynego, są zainteresowani trzymaniem go z daleka od logiki (co jest uzasadnione trudnościami, jakie stwarza ta konstrukcja) i zgadzam się z Tobą, że zabawa w rozbijanie logiką dogmatów byłaby łatwa i mało twórcza, acz z mojego punktu widzenia dopuszczalna, bo wszystko co ludzie głoszą można logicznie badać.
Zgadzasz się z tym ostatnim? Wszystko co ludzie mówią jest logiczne bardziej lub mniej. Poza logiką pozostaje też bardzo dużo: muzyka, emocje, wiara, - ale poglądy, twierdzenia, zdania oznajmujące o czymś, czy to zwykłe, czy też święte, mogą być przedmiotem krytycznej refleksji, logicznej i pojęciowej, w swoim i szerszym kontekście. Żadne zdanie, nawet jeżeli jest czyimś dogmatem, nie uniknie krytycznego rozumu. Próba ochrony przed tym dogmatu 'osoby', jak Ty to czynisz, jest daremna. Jeżeli coś głosisz, nawet z najświętszym przekonaniem o słuszności i prawdziwości, to ktoś inny zapyta: a co to znaczy? A czy to prawda? A po co? Zapyta i będzie się domagał odpowiedzi, no, chyba że mu grozi za to dwója z religii albo brak rozgrzeszenia.
Ale wracając do Twojego teizmu. Tak samo jak Ty nie jestem zwolennikiem atakowania teizmu przy pomocy powątpiewania w poszczególne wątki religijnej fabuły, jakiegoś 'zawsze dziewictwa', czy parametrów fizycznych Ducha Świętego. Ważniejsze jest, jak sądzę, pytanie 'dlaczego w ogóle?' Dlaczego ludzie tacy jak Ty, wprawni w posługiwaniu się rozumem, wykonują różne salta, uniki i łamańce, żeby tylko obronić swój dogmat. Dlaczego posuwają się (bez obrazy, Ty też) do argumentacji pokrętnej, kwestionowania kompetencji przeciwnika, wielosłowia, dlaczego kreślą obraz 'my mądrzy teiści a wy głupi ateiści'?
Chyba znalazłeś się pod własną bramką, możliwe nawet, że bez naszej pomocy.
Ale w gruncie rzeczy, nie o to też chodzi.
Najistotniejszym w tym wszystkim jest ten Element, który Ty uważasz za zwornik konstrukcji, a ateiści doskonale obchodzą się bez niego. Dlaczego w Twojej teistycznej głowie on jest, a w ateistycznej go nie ma?
Tylko mi nie odpowiadaj, że 'Bóg jest' i dlatego, bo to byłby tylko wyraz Twojej wiary, a wiara niczego tu nie wyjaśnia. -
|
|
| |  | | atre (971 punktów) |
>Z tego co piszesz, wynika, że teizm przyjmuje pewne założenie i traktuje je jako dogmat. Dobrze. Robi to nie bez przyczyny, to znaczy ten dogmat w istotny sposób, jak rozumiem, uzupełnia teiście obraz świata, jest zwornikiem konstrukcji światopoglądu. Rozumiem, taki niezbędny (a brakujący ateistom) element systemu ontologii.
Dogmat osoby ciebie nie dotyczy oczywiście? Ani mnie? Nie "uzupełnia" on twojego obrazu świata? Nie jest twoim zwornikiem konstrukcji światopoglądu? Teizm założył istnienie osoby? Niestety, z ujmą dla ciebie "te nazwy i cechy są kwestionowane na gruncie logiki i empirii." No ale przecież "Żadne zdanie, nawet jeżeli jest czyimś dogmatem, nie uniknie krytycznego rozumu." Dlaczego ludzie tacy jak ja, wprawni w posługiwaniu się rozumem, wykonują różne salta, uniki i łamańce, żeby tylko obronić ten dogmat.
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Najistotniejszym w tym wszystkim jest ten Element, który Ty uważasz za zwornik konstrukcji, a ateiści doskonale obchodzą się bez niego. Dlaczego w Twojej teistycznej głowie on jest, a w ateistycznej go nie ma
Sprawę uprościłoby poszukanie różnic w chemii mózgów. Dawkins też na to wpadł.
>Tylko mi nie odpowiadaj, że 'Bóg jest' i dlatego, bo to byłby tylko wyraz Twojej wiary, a wiara niczego tu nie wyjaśnia.>
Właśnie wierzącym wyjaśnia wszystko, Scorpie, a Ty chcesz im "wyciąć" zwornik o którym piszesz, że jest uzupełnieniem obrazu świata. Uważam, że nie uzupełnieniem lecz podstawą... bez niego są w swej argumentacji jak dzieci we mgle.
|
|
|  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | >Lecz to co teizm zakłada - zakłada jako dogmat i nie robi tego bez przyczyny.[...] Znajdują się one [dogmaty] poza sferą logiki, a wszelkie próby umieszczenia ich w niej... wiadomo jak się kończyły.
Bo dogmaty to tylko puste słowa. Albo, jeśli wolisz, cechy nadawane Bogu.
nicość + wiara.
|
|
1 na 3 | Kozak (140 punktów) | > Najpierw wypowiedź jednego z moich rozmówców na wątku "Czy racjonalizm naprawdę daje nam przesłanki> do bycia ateistą?" Następnie moja odpowiedź, która będzie jednocześnie odpowiedzią na pytanie: "Czy> racjonalizm naprawdę daje nam przesłanki do bycia ateistą?"> > Dlaczego ateista zawsze myli koncepcję "boga" z wyobrażeniami na temat "boga"? Dowód z seansem> spirytystycznym? Gdyby teraz przyszedł do mnie jakiś gościu i powiedział iż jest "bogiem", a chwilę> później rozpłynął sie we mgle, myślisz że następnego dnia namalowałbym jego podobiznę i zaczął jej> się kłaniać? A taką koncepcję "boga" w swojej podświadomości ma ateista, z tego wynika. Bo teista> nie.> Arte nie wiem czy byś się zaczął kłaniać owej podobiźnie, czy uznał byś owego człowieka za boga.> To Twoja decyzja, tylko Ty sam wiesz co Cię przekonuje. Mi jest obojętne skąd się wzięła wiara> teisty, czy z takiego wyobrażenia, czy z mistycznego przeżycia czy z swoiście pojmowanego porządku> świata czy z innego źródła. Ja nie mam żadnego wyobrażenia boga, bo nigdy nie wierzyłam. Na mój> własny użytek nie jest mi potrzebna też żadna koncepcja boga, tak jak nie jest mi potrzebna> koncepcja jednorożca, czy koncepcja obcych z innego wymiaru. Takie koncepcję przyjmuję jedynie w> dyskusjach no owy temat, ale nie są one częścią mego światopoglądu. W dyskusji z osobami wierzącymi> przyjmuję ich koncepcje boga. I nie mylę obrazów Michała Anioła ani obrazu William Blake`a z> koncepcją boga judeochrześcijańskiego, ani Statuły Buddy Yakushi Nyorai z koncepcją boga występującą> w japońskim buddyzmie. Nie mylę też wyobrażenia danego wyznawcy jakiejś religii z koncepcją zawartą> w owej religii.> Problem w tym, że dla mnie zarówno koncepcja boga, jak i wyobrażenia boga, jak i ich artystyczne> przedstawienia są obce, pochodzą od teistów. Nie są częścią mnie. ja sobie mogę co najwyżej> wyobrazić wizerunek boga, mogę zaznajomić się z koncepcją boga w jakiejś religii, ale to nadal> pozostaje mi obca materia, ponieważ nie posiadam WIARY w owego boga.> Wobec dowodu na istnienie boga mam identyczne wymagania jak do dowodu wobec istnienia> jakiejkolwiek innej rzeczy na świecie, seans spirytystyczny raczej do dowodów naukowych nie należy,> więc nie wmawiaj mi że owego seansu się domagam.> Jestem ateistą! I mam pytanko zasadnicze? Od kiedy to ateista ma jakiekolwiek wyobrażenie jakiegoś tam boga!!!!
|
|
 | -3 na 3 | atre (971 punktów) |
>Jestem ateistą!
Jestem teistą!
>I mam pytanko zasadnicze.
Ja też.
>Od kiedy to ateista ma jakiekolwiek wyobrażenie jakiegoś tam boga!!!
Od dzisiaj, kochanienki. Od dzisiaj.
Za krótko myślałeś, panie kozak. Wstrzymaj konia... bo ci ucieknie. A droga jeszcze dłuuuga przed tobą.
|
|
|  | 3 na 3 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | A już sądziłem, że stać Cię na więcej. Cóż...
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | 2 na 2 | awitu (7627 punktów) | > A już sądziłem, że stać Cię na więcej. Cóż...MAM nie wiedziałam, że jesteś niepoprawnym optymistą.
"Colorless green ideas sleep furiously"
|
|
| | |  | 1 na 1 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > MAM nie wiedziałam, że jesteś niepoprawnym optymistą.  Ten typ tak ma; ja też tak MAM.  Dlatego wciąż wierzę! (W to wspólne piwo, jakby co...)
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Cytat: "Największym ateistą jest Bóg: nie ma już w kogo wierzyć". .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | atre (971 punktów) | > Cytat: "Największym ateistą jest Bóg: nie ma już w kogo wierzyć". >. >
Jak to nie ma? Wierzy tak jak ateista - w siebie.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> Jak to nie ma? Wierzy tak jak ateista - w siebie. No dobra, ale jak byś sprawy nie wykręcał, teiści mają za patrona ateistę. .
|
|
| | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >> Jak to nie ma? Wierzy tak jak ateista - w siebie. > No dobra, ale jak byś sprawy nie wykręcał, teiści mają za patrona ateistę. >. > W takim razie ateiści to wierzący... a teiści nie.
|
|
3 na 3 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | Przeczytałem po raz trzeci Twoją wypowiedź i już chyba zaczynam łapać o co Ci chodzi. Co tylko pogarsza Twoją sytuację na tym forum  Przede wszystkim - Cytat:"Człowiek rozumny wiedział (i dlatego stał się rozumny) iż aby strzała poleciała do góry to potrzebuje do tego łuku i strzelca" Otóż nie można tego odnieść do świata i boga. Sam fakt transcendencji boga nie pozawala nam traktować go jako bytu ograniczonego prawami przyrody, a więc także przyczynowości. Bóg nie musi więc być przyczyną świata w sensie przyczynowym. Przypisywanie mu takiej funkcji jest antropomorfizacją i zakładaniem uwikłania go w nasz świat (a więc zdjęcie z niego funkcji boga). Dalej rozważając - wszystko musi mieć (w świecie materialnym) swoją przyczynę. Ok. Ale może istnieć nieskończona sieć przyczyn i skutków (tu Arystoteles się mylił, gdy twierdził, że MUSI być pierwsza przyczyna - błąd ten później powtarza Tomasz a za nim cała "filozofia" chrześcijańska). Jeśli okaże się, że wszechświat "pulsuje" kurczy się do pierwszej osobliwości, rozszerza do maksimum i znów kurczy - powstaje nieskończony ciąg narodzin i śmierci wszechświata. Cóż było jego początkiem? Nie wiem, nikt nie wiem, lecz czemu mamy twierdzić, że świat jest poznawalny do końca? Że kiedykolwiek uda nam się odkryć wszystkie jego prawa? Osoba i akt (strzelec i łuk) nie są więc potrzebne w sensie niezbędności. Są hipotezą, ale niczym więcej. Mam wrażenie, że cała Twoja wypowiedź ma na celu, dość nieporadnie ale jednak, wytłumaczyć różnicę którą stawiasz w pierwszym zdaniu - Cytat:Stwierdziłem iż mylisz koncepcję "boga" z wyobrażeniami na temat "boga" . Jednak nie ma czegoś takiego jak koncepcja bez uprzedniego wyobrażenia - a więc przypisania jakichś cech. Jeśli uprzednio tego nie zrobisz będziesz mówił o pojęciu logicznie pustym, gdyż nie napełnionym jakąś charakterystyczną tylko dla niego treścią. Jeśli chciałbyś rozmawiać tylko o koncepcji boga - zdefiniuj to pojęcie w duchu teistycznym (sam twierdzisz, że teistą jesteś) a jednocześnie sucho, bez cech dystynktywnych. Są one dogmatami? Sam mówiłeś, że każdy kto się nad nimi zastanowi przyjmie je. Ale wtedy koncepcja boga musi przejść przez krzyżowy ogień ataków ad personam ,której starasz się zapobiec, inaczej się nie da. Więc kto tu zjada własny ogon? Kto podcina gałąź na której siedzi? Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
 | | atre (971 punktów) |
Do takiej wypowiedzi chętnie się odniosę. Jeśli chodzi o "moją sytuację" na tym forum, to bez względu na to co masz na myśli, została już ona określona w momencie kiedy zadeklarowałem się jako teista, czy też wierzący. Do systemu oceniania wprowadzonego na tym forum nie przywiązuje raczej wagi. Nie walczę o plusy, nie przejmuje się minusami. Sam też w tym nie uczestniczę (w przeciągu miesiąca dwa razy bodajże dałem plusy i raz minus. Plusy dałem za merytoryczność treści, nawet jeżeli nie do końca się z nią zgadzałem, a minusa za to samo, tylko że w przeciwną stronę, w przeciwieństwie do niektórych, którzy w przeciągu trzech minut potrafią dać piętnaście minusów, co jest przynajmniej zastanawiające). Zresztą w ogóle nie rozumiem po co właściwie owe plusy i minusy. Czyżby ktoś chciał wprowadzić demokrację w logice? Mamy rację bo mamy więcej plusów? Niestety nie w ten sposób dochodzi do postępu w nauce i refleksji. A jeśli już do niego dochodzi to właśnie za sprawą ludzi, którzy śmieli twierdzić iż to oni mają rację, a nie ktokolwiek inny, czy też jakaś większość. Taką drogą zawsze dochodziło i tylko taką drogą dochodzi do postępu. Nawet jeżeli komuś się to nie podoba. Mniejsza jednak o to. Odniosę się teraz do pewnych twoich sugestii.
>Sam fakt transcendencji boga nie pozawala nam traktować go jako bytu ograniczonego prawami przyrody, a więc także przyczynowości. Bóg nie musi więc być przyczyną świata w sensie przyczynowym. Przypisywanie mu takiej funkcji jest antropomorfizacją i zakładaniem uwikłania go w nasz świat (a więc zdjęcie z niego funkcji boga).
To chyba jasne iż w stosunku do związku przyczynowo-skutkowego nikt nie używa pojęcia "stworzyć", ani też nie określa się w ten sposób funkcji człowieka we wszechświecie. Nie mówi się iż jakaś cząstka powołała do istnienia drugą, czy też jakaś pierwotna energia powołała do istnienia to, co istnieje. Byłby to, jeśli byłbyś łaskaw zauważyć, absurd. Jak cokolwiek mogłoby być "przyczyną istnienia"... jeśli samo nie posiadałoby tej funkcji? Istnieje oczywiście domniemanie iż to, co istnieje nie musiało mieć jakiegoś początku. Jest to jednak założenie sprzeczne z wszelkimi zasadami rozumowania, do którego zdolny jest człowiek i bez którego nauka raczej również nie mogłaby powstać. Spróbuj zrozumieć, że człowiek nie jest w stanie przeprowadzić żadnego rozumowania inaczej jak tylko w procesie w którym do czegoś wyjaśnienia dąży i od wyjaśniania czegoś zaczyna. Idee "nieskończoności", "stwórcy" są z tego względu ideami jak najbardziej "pustymi" dla człowieka: dla teisty, jak i dla ateisty! Ani teista (jeśli ma być teistą), ani ateista (jeśli ma być ateistą) nie może traktować ich tak jakby znajdował dla nich jakiś odpowiednik w tym, co istnieje, czy też w ogóle może istnieć. I to jest to, co łączy teistę z ateistą. Ten fragment tekstu zaznaczyłem tłustym drukiem abyś się do niego teraz odniósł przede wszystkim. A więc czy zgadzasz się z tym iż 1.człowiek nie jest w stanie przeprowadzić żadnego rozumowania inaczej jak tylko w procesie w którym do czegoś wyjaśnienia dąży i od wyjaśniania czegoś zaczyna. jeśli się zgadzasz to dlaczego, a jeśli nie to w takim razie jak sam to rozumiesz (chętnie poznam inną opcję). 2. Idee "nieskończoności", "stwórcy" są z tego względu ideami jak najbardziej "pustymi" dla człowieka: dla teisty, jak i dla ateisty! 3. Ani teista (jeśli ma być teistą), ani ateista (jeśli ma być ateistą) nie może traktować ich tak jakby znajdował dla nich jakiś odpowiednik w tym, co istnieje, czy też w ogóle może istnieć. 4. I to jest to, co łączy teistę z ateistą.
A skoro już się odniesiesz do tego, to spróbuj wyjaśnić co ich w takim razie dzieli.
|
|
|  | 1 na 1 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | człowiek nie jest w stanie przeprowadzić żadnego rozumowania inaczej jak tylko w procesie w którym do czegoś wyjaśnienia dąży i od wyjaśniania czegoś zaczyna. Idee "nieskończoności", "stwórcy" są z tego względu ideami jak najbardziej "pustymi" dla człowieka: dla teisty, jak i dla ateisty! Ani teista (jeśli ma być teistą), ani ateista (jeśli ma być ateistą) nie może traktować ich tak jakby znajdował dla nich jakiś odpowiednik w tym, co istnieje, czy też w ogóle może istnieć. I to jest to, co łączy teistę z ateistą.
Teoretycznie masz rację. Musisz jednak zauważyć, że istnieje to co ma jakiś desygnat nie tylko w sferze czysto ontologicznej ale także semantycznej. O ile pojęcia "nieskończoność" i "stwórca" w sensie empirycznym są puste - istnieją jako nośnik pewnych wyobrażeń. Ba! są osoby, nazywane mistykami, którzy twierdzą, że do tej sfery mają dostęp i wyrażają się autorytarnie o tych pojęciach. Innym problem jest także to, że opieramy się tylko na logice dwuwartościowej zgodnie z Arystotelesową zasadą "wyłączonego środka". W innych systemach logicznych (Hinduizm, Buddyzm), gdzie byt może w tym samym czasie istnieć i nie istnieć nasza rozmowa nie miała by sensu. Nie możemy więc powiedzieć, że w ramach LUDZKIEGO poznania masz rację. Jedynie w ramach poznania kultury zachodniej.
Teraz - jeśli istnieje desygnat pojęcia w sensie semantycznym (pod tym pojęciem kryją się jakieś wyobrażenia), to stanowi ono metodę opisu rzeczywistość bez względu na to, czy byt pod nim się kryjący istnieje czy nie. W procesie poznawczym zaczyna ono funkcjonować tak jak funkcjonuje stereotyp, skrót myślowy, porządkuje rzeczywistość. Pojęcia te więc stają się tak puste jak i napełnione treścią. Poproś człowieka, dowolnego, co pod nimi rozumie, a dowiesz się, że jednak niosą one ze sobą jakieś znaczenie.
> 1.człowiek nie jest w stanie przeprowadzić żadnego rozumowania inaczej jak tylko w procesie w którym do czegoś wyjaśnienia dąży i od wyjaśniania czegoś zaczyna. > jeśli się zgadzasz to dlaczego, a jeśli nie to w takim razie jak sam to rozumiesz (chętnie poznam inną opcję).
Zgadza się - od przesłanek do wniosku. Lecz czy człowiek nie opisuje, nie dowodzi także swoich własnych wyobrażeń? Czy ich naukowo nie rozpatruje? Cała dziedzina poetyki czy literaturoznawstwa jest sferą naukowego namysłu nad rzeczywistością, która nie istnieje poza wyobrażeniem.
> 2. Idee "nieskończoności", "stwórcy" są z tego względu ideami jak najbardziej "pustymi" dla człowieka: dla teisty, jak i dla ateisty!
Nie. Konstytuuje poznanie wielu ludzi, ukrywają oni pod nim jakąś treść, a więc ma on desygnat - nawet jeśli nie istnieje on w sensie materialnym czy doświadczalnym. Bo w tych dwóch aspektach, zgadzam się, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy one istnieją czy nie.
> 3. Ani teista (jeśli ma być teistą), ani ateista (jeśli ma być ateistą) nie może traktować ich tak jakby znajdował dla nich jakiś odpowiednik w tym, co istnieje, czy też w ogóle może istnieć. 4. I to jest to, co łączy teistę z ateistą.
Nie. Znów - test rzeczywistości. Dla wielu ludzi te pojęcia posiadają desygnat, który ich zdaniem istnieje. I też nie jest tak, że nie ma odpowiednika w tym co istnieje. Nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić - a to zupełnie co innego. Ostatecznej wiedzy na ten temat nie możemy posiąść w ramach dzisiejszych technik poznania, nasza metodologia nie dociera do tych problemów. Co świadczy tylko o ograniczoności naszej epistemologii.
Ale jest też coś co nas dzieli. Pojęcie "bóg" dla teisty musi mieć jednak jakiś sens, nie ważne, czy empirycznie weryfikowalny. Dla ateisty nie ma. Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| |  | 1 na 1 | atre (971 punktów) |
Rozumowanie przeprowadzone uczciwie nigdy nie jest niepoprawne... może za to posiadać pewne luki. Logika nie implikuje wiedzy. Logiką określamy tylko mechanizmy jej zdobywania... owe mechanizmy jednak nigdy nie są i nie były niezależne od doświadczenia, tego jeszcze przedpojęciowego. Inaczej mówiąc, jeśli czegoś doświadczamy - nie znamy i nie kształtujemy od razu jakiegoś pojęcia, wiedzy o tym. Mamy wpływ na jakość i ilość naszej wiedzy. Nie mamy jednak wpływu na sposób jej zdobywania, czy też na mechanizmy, które to określają, zanim wyrobimy sobie jakiekolwiek pojęcie o czymkolwiek. Owe mechanizmy, dla których człowiek znalazł pojęcie logika, są równoważne z mechanizmami funkcjonowania tego świata. Nie mają wpływu na niego, tak jak i my nie mamy wpływu na nie i właśnie dlatego one nie mają wpływu na świat. Świat również, nie można powiedzieć, iż ma jakiś wpływ na nie. Człowiek jednak jest zdolny do analizowania owych mechanizmów, tak jak i jest zdolny do analizowania świata. Człowiek wszakże jest zdolny do ich analizowania, nie ma jednak na nie wpływu, choćby dlatego iż to właśnie w ich ramach i tylko wtedy jest zdolny do owych analiz. To tak jakbyś miał jedną szklankę i ową szklanką próbował rozbić tę szklankę. Nie da się i jest to absurd. Ale też jest to absurd i dlatego też się nie da. Dlatego też logika jest w stanie określić istotę świata, na który nie ma wpływu. Świat również nie ma wpływu na nią, ponieważ wówczas musiałby móc wpłynąć na swoją własną istotę aby takie rozbicie szklanki było możliwe, by móc wpłynąć na logikę, co jest właśnie absurdem. I to jest to co łączy ateistę z teistą, co też już we wcześniejszej mojej wypowiedzi odnośnie takich założeń jak "nieskończoność", "stwórca" 1.Jest tylko jedna logika i jeden świat dla wszystkich, bez względu na kulturę w której zostali wychowani. To tyle co do tzw. "innych systemów logicznych". 2.Choćbyśmy nie wiem jak fantazjowali, tworzyli nieistniejące chimery - to i tak tworzymy owe wyobrażenia z tego co już istnieje. Nie mając nigdy kontaktu z rzeczywistością - nie moglibyśmy "stworzyć" żadnej chimery. To odnośnie tej twojej wypowiedzi: Teraz - jeśli istnieje desygnat pojęcia w sensie semantycznym (pod tym pojęciem kryją się jakieś wyobrażenia), to stanowi ono metodę opisu rzeczywistość bez względu na to, czy byt pod nim się kryjący istnieje czy nie. 3. Jeśli chodzi o tę twoją wypowiedź: Zgadza się - od przesłanek do wniosku. Lecz czy człowiek nie opisuje, nie dowodzi także swoich własnych wyobrażeń? Czy ich naukowo nie rozpatruje? Cała dziedzina poetyki czy literaturoznawstwa jest sferą naukowego namysłu nad rzeczywistością, która nie istnieje poza wyobrażeniem. Powiedziałeś właściwie to samo, co poprzednio, do czego już się odniosłem w punkcie drugim. 4. "a więc ma on desygnat - nawet jeśli nie istnieje on w sensie materialnym czy doświadczalnym." Znasz przecież pojęcie desygnatu... więc o czy mówisz? Niestety, chciałeś wyrazić to samo co poprzednio, tylko w inny sposób. Ale to już było nonsensem. 5."Nie. Znów - test rzeczywistości. Dla wielu ludzi te pojęcia posiadają desygnat, który ich zdaniem istnieje." Ten sam błąd i wynikający z tego nonsens. Ale tak jest jak człowiek przyjmie sprzeczne założenia i opierając się na nich ciągnie dalej refleksję. Ale przecież to ludzka rzecz. Kto nie myśli - nie błądzi. 6. "Ale jest też coś co nas dzieli. Pojęcie "bóg" dla teisty musi mieć jednak jakiś sens, nie ważne, czy empirycznie weryfikowalny. Dla ateisty nie ma." Jest tylko jeden rodzaj sensu - ten sam dla ateisty i teisty. Ateista nie ma więc prawa zakładać tego, co odmawia teiście: ateista np. na wniosek iż Bóg stworzył wszechświat odpowiada krytycznie: kto w takim razie stworzył Boga? Odmawia więc Bogu tej własności, którą według niego posiada wszechświat. A jaka logika daje mu przesłanki do nadawania tej własności wszechświatu? Itd. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 3 na 3 Anarchista (2650 punktów) (zablokowany) | Akapity, błagam!, akapity! Tego się nie da czytać! Cytat:Inaczej mówiąc, jeśli czegoś doświadczamy - nie znamy i nie kształtujemy od razu jakiegoś pojęcia, wiedzy o tym Tu popełniasz podstawowy błąd. Jeśli świadomie doświadczamy jakiegoś zjawisko to od razu umieszczamy je w konstelacji czasu i przestrzeni. Może i powstałe wtedy pojęcie nie jest szczególnie precyzyjne ("to-coś-co-tam-stoi-i-chce-mnie-zjeść") to jest to jednak pojęcie. Nie istnieje świat "poza pojęciowy", to właśnie kategorie, słowa określają nasz sposób postrzegania świata (teza Sapira-Whorfa). Nie ma tu znaczenia empiryczność pojęć czy też fakt ich logicznej prawdziwości czy błędności. Twierdzenie, że "ziemia jest płaska" było błędne od samego początku (logicznie błędne), lecz konstytuowało świat dziesiątków pokoleń, dla nich miało wartość obiektywną. W tym sensie twierdze, że fakt empirycznego istnienia desygnatu pojęcia "nieskończoność" i "bóg" nie ma znaczenia. Cytat:Owe mechanizmy, dla których człowiek znalazł pojęcie logika, są równoważne z mechanizmami funkcjonowania tego świata Co?! Gdyby to była prawda filozofia miałaby wartość poznawczą równą naukom empirycznym. Nie ma. Zdziwiony? Logika odnosi się do nas, naszej świadomości, mechanizmów naszego poznania. A jak wiadomo świadomość jest zjawiskiem kulturowo określonym. To, że dziedziczymy kulturę grecko-rzymską (tak jak Islam) jest tylko przypadkiem dziejów a nie prawem. Masz bardzo licealno-pierwszoroczne podejście do filozofii. Bierz pod uwagę, że logika (tak jak matematyka i teologia) nie ma desygnatu w świecie poza sensualnym (pokaże mi "dwa" a nie znak graficzny dwójki, pokaż "prawdę" a nie jej znak graficzny itp). To są narzędzia! Nie wiemy, czy odpowiednie do pytań i rzeczywistości którą poznajemy. Jednak zakładamy, iż tak jest. Co jest metodą zamiatania pod dywan problemów. Jedynie perspektywa boga mogła by mi dać odpowiedź na to pytanie. Jednak nie mamy dostępu do sfery transcendencji, więc go nie zapytamy. Cytat:Choćbyśmy nie wiem jak fantazjowali, tworzyli nieistniejące chimery - to i tak tworzymy owe wyobrażenia z tego co już istnieje. Nie mając nigdy kontaktu z rzeczywistością - nie moglibyśmy "stworzyć" żadnej chimery Nie. Gdyby tak było, zastana empirycznie rzeczywistość byłaby jedyną dostępną nam formą poznania. Bo abstrakcje, marzenia itp. to właśnie chimery o których mówisz. Demokryt stworzył swoje atomy na 2000 lat przez możliwością naukowego ich opisu. Darwin wysunął teorię ewolucji wbrew zastanej rzeczywistości poznawczej, wbrew światu nauki etc. A na wstępie należy powiedzieć, że nauka to nie tylko sfera doświadczania i badania rzeczywistości - ale także ideologii i społecznie określonych wartości. Poznajemy świat poprzez kulturę - wyjść poza nią mogą tylko geniusze. Pozdrawiam.
"Anarchia matką porządku." P. Kropotkin
|
|
| | | |  | -2 na 2 | atre (971 punktów) |
Mój drogi, nie wiem czy masz jakieś wykształcenie filozoficzne, ale nawet jeśli masz, to sam ze swoją wiedzą nie do końca sobie radzisz. To, czemu ty w swojej wypowiedzi zaprzeczyłeś, jest właśnie tym co wielu owych "geniuszy" współcześnie potwierdza. Twoje rozumowanie zatrzymało się na Platonie i platonizujących filozofach. Na tych założeniach jednak nie powstałaby nauka, a filozofia skończyłaby się przed Arystotelesem. Platon uzależnił świat rzeczywisty od idei, Arystoteles na szczęście był przeciwnego zdania, Tomasz z Akwinu doszedł do tych samych wniosków co Arystoteles, Kartezjusz oparł jednak na Platonie i sceptykach swoją metodę, po czym nastąpiła "wzniosła rekapitulacja" myśli ludzkiej i dopiero pod koniec dziewiętnastego wieku filozofia zaczęła odwracać się od tego:L.Wittgenstein (filozofia języka), Husserl (fenomenologia), personalizm. Czyja to wiedza zatrzymała się na poziomie licealno-pierwszoklasowym? Wątpię czy moja. Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | > Twoje rozumowanie zatrzymało się na Platonie i platonizujących filozofach. Na tych założeniach jednak nie powstałaby nauka, a filozofia skończyłaby się przed Arystotelesem. Platon uzależnił świat rzeczywisty od idei, Arystoteles na szczęście był przeciwnego zdania,
Gwoli ścisłości, jakkolwiek zasługi Arystotelesa w tworzeniu logiki klasycznej są niepodważalne, fakty które zebrał i teorie które stworzył w obrębie biologii trwały do czasów nowożytnych to fizyka zdezaktualizowała się już wkrótce po nim wraz z rozkwitem nowoczesnej, ścisłej, matematycznej fizyki aleksandryjskiej, a metafizyka nigdy nie poradziła sobie z problemami dla których dużo lepsze rozwiązania znalazł Platon. Krótko mówiąc była obalona nim powstała. Praca Arystotelesa jest wtórna by nie rzec epigońska i opiera się na płytkim przeciwstawianiu mistrzowi - transcendentne, wzorcowe w sensie genetycznym dla rzeczy materialnych idee przeniósł jako istoty i aktywnie działające entelechie do "wnętrza" rzeczy. Utracił jednak w ten sposób to co posiadł Platon - wspaniałą, intelektualnie odważną i atrakcyjna teorię wyjaśniającą podobieństwo rzeczy. U Arystotelesa nie znajdziemy odpowiedzi dlaczego właściwie istot rzeczy nie było tyle ile rzeczy samych.
Odniosę się jeszcze do innej twojej wypowiedzi - pogardliwego wykpienia logiki czterowartościowej które skwitowałeś stwierdzeniem że niezależnie od kultur jest jeden świat i jedna logika. Ha, szkoda że różne Gedle, Tarscy, Kłiny i inni logicy nie mogą zbiec się do ciebie na seminaria - to by się im pojaśniało w głowach i nie szamotali się przez całe życie z podstawami logiki.
|
|
| | | | | |  | | atre (971 punktów) | Sęk w tym iż Platon przeniósł idee ponad rzeczywistość. Dla niego idee były pierwotne, dla Arystotelesa nie. I dlatego Arystoteles był bliższy współczesnej nauce niż Platon.
W dziele, które potem nazwano Metafizyką, Arystoteles próbował zgłębić ową wątpliwość w ów charakter idei Platona. Zgodnie z tą wątpliwością refleksja człowieka nie może być w gruncie rzeczy nadbudowana nad jakąś pierwotną ideą, co sugerował Platon, a co dobrze zrozumiał Arystoteles. Nad czym więc miałaby być nadbudowana? Owszem, nad samą rzeczywistością. Od jakiejś jednak idei refleksja ludzka musi zaczynać. Od jakiej więc wzorcowej idei miałaby zacząć? I do jakiej dążyć? Tak jak chciałby tego Platon. Arystoteles jako pierwszy zauważył to, czego nie zauważył również Platon. Sęk w tym iż próbował potem - chociażby w owym dziele, które ze względów bardziej technicznych, niż merytorycznych, nazwano Metafizyką, choć w pewnym sensie słusznie - wyrazić to, czego wyrażać nie powinien. Żadna idea nie może przecież stać ani na początku wszelkiego poznania, ani na jego końcu, tak jakby chciał tego Platon.
Jeśli chodzi o panów Godla, Tarskiego i innych, to rzeczywiście szamotali się oni przez całe życie z podstawami logiki... i ich nie znaleźli. Co do pana Godla to nie rozumiem po co go tu przytaczasz. Z którym z jego twierdzeń jestem w sprzeczności. Jedno z nich mówi o tym iż nie można dowieść niesprzeczności systemu formalnego w ramach tego samego systemu. No więc o co ci chodzi? A aby tego dowieść należałoby się odnieść do systemu wyższego rzędu i tak w nieskończoność. Skoro masz tyle czasu, to życzę powodzenia. Na domiar złego późniejsi logicy i matematycy skonstruowali takie systemy formalne w których nijak nie obowiązują twierdzenia Godla. No więc pytam jeszcze raz: po co tu pan Godl? Wiedziałeś w ogóle po co go przytaczasz? Uczciwie pytam, tak jak uczciwie odpowiadam, a nie rzucam nazwiskami na chybił trafił.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Sęk w tym iż Platon przeniósł idee ponad rzeczywistość. Dla niego idee były pierwotne, dla Arystotelesa nie. I dlatego Arystoteles był bliższy współczesnej nauce niż Platon. Trudno powiedzieć by Arystoteles był w czymkolwiek bliższy naukom ścisłym niż Platon, po prawdzie stanowi mniejsze bo mniej satysfakcjonujące poznawczo wcielenie tego samego esencjalizmu co Platon. Nauka tymczasem jest prawdopodobnie najbardziej antyesencjlistyczna rzeczą jaka powstał w obrębie ludzkiego poznania. Ponadto Platon nie przenosił Idei ponad rzeczywistość - były one wszak samą rzeczywistością, oglądana przez dusze nim wcieliły się w materialne ciała zmiennego świata uformowanego podług idealnych wzorców w chora (nawiasem mówiąc pojęcie materii Arystotelesa też ma wyraźny początek u Arystotelesa). W każdym razie koronny argument Arystotelesa - z trzeciego człowieka jest słaby (nie ma idei nadrzędnej dla rzeczy i jej idei gdyż idea ta byłaby tożsama z ideą rozpatrywaną), a sama koncepcja Arystotelesa istot immanentnych rzeczom cierpi na wspomniana przeze mnie wcześniej dowolność. >W dziele, które potem nazwano Metafizyką, Arystoteles próbował zgłębić ową wątpliwość w ów charakter idei Platona. Zgodnie z tą wątpliwością refleksja człowieka nie może być w gruncie rzeczy nadbudowana nad jakąś pierwotną ideą, co sugerował Platon, a co dobrze zrozumiał Arystoteles. Nie do końca rozumiem co chciałeś powiedzieć. >Żadna idea nie może przecież stać ani na początku wszelkiego poznania, ani na jego końcu, tak jakby chciał tego Platon. Mam wrażenie że popełniasz tu dosyć poważny błąd utożsamienia Idei z ideami w umyśle. >Jeśli chodzi o panów Godla, Tarskiego i innych, to rzeczywiście szamotali się oni przez całe życie z podstawami logiki... i ich nie znaleźli. Ojoj, nade wszystko pozwolili nam zwątpić w "pewność" i obiektywność logiki - pokazali że logika to po prostu system formalny który można zbudować tak jak jakąś algebrę czy geometrię. Możliwe że wspomnienie Godla było błędem o tyle że nie przykładał bezpośrednio ręki do tworzenia alternatywnych logik. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
> W dziele, które potem nazwano Metafizyką, Arystoteles próbował zgłębić ową wątpliwość w ów charakter idei Platona. Zgodnie z tą wątpliwością refleksja człowieka nie może być w gruncie rzeczy nadbudowana nad jakąś pierwotną ideą, co sugerował Platon, a co dobrze zrozumiał Arystoteles.Nie do końca rozumiem co chciałeś powiedzieć. Myślę że rozumiesz, chociaż nie wiem dlaczego mówisz że nie. Sam napisałeś w końcu: > Ponadto Platon nie przenosił Idei ponad rzeczywistość - były one wszak samą rzeczywistością, oglądana przez dusze nim wcieliły się w materialne ciała zmiennego świata uformowanego podług idealnych wzorców tyle że w pierwszej części zdania zaprzeczyłeś temu co powiedziałeś dalej. Ja nie osądzam Platona o jakiś skrajny solipsyzm sformułowany dopiero przez Berkeleya, który, a propos, wbrew temu co mówił i tak nie odżegnywał się od jakiegoś obiektywnego istnienia świata. Kant potem nieco złagodził Berkeleya, ale w gruncie rzeczy jego tzw."przewrót kopernikański" był jedynie bardziej "naukową wersją" Berkeleya. Dlaczego o tym mówię... Dlatego iż ci wszyscy filozofowie, począwszy od nieszczęsnego Kartezjusza, opierali się właśnie na Platonie, który również nie twierdził iż obiektywnej rzeczywistości nie ma, całą jego filozofię można jednak sprowadzić do jednego założenia: świat był chaosem, ukształtowanym, czy też uporządkowanym według sensu, jaki oczywiście może nadać mu jedynie istota myśląca. Oczywiście daleko tu jeszcze do cogito, ergo sum, czy też do Berkeleya i Kanta, podwaliny pod takie rozumowanie znajdujemy jednak w filozofii śródziemnomorskiej właśnie u Platona. I nie ma się z czym spierać, to fakt potwierdzony przez wielu wybitnych filozofów współczesnych. Również Nietzsche przeklinał za to Platona. Jeśli chodzi o Arystotelesa, jest on współcześnie (i był już przez scholastyków) doceniany właśnie za to iż jako pierwszy w filozofii zachodniej przeciwstawił się owym tendencjom. Co prawda próbował on potem wyjaśniać za pomocą wspomnianych przez ciebie idei istot immanentnych rzeczom to, co miało być pierwotne względem jakiejkolwiek idei. Wskazał on już jednak poprzez to na coś na co nikt przed nim nie wskazywał. > Żadna idea nie może przecież stać ani na początku wszelkiego poznania, ani na jego końcu, tak jakby chciał tego Platon.Mam wrażenie że popełniasz tu dosyć poważny błąd utożsamienia Idei z ideami w umyśle. A KTO to są Idee?  > Jeśli chodzi o panów Godla, Tarskiego i innych, to rzeczywiście szamotali się oni przez całe życie z podstawami logiki... i ich nie znaleźli.Ojoj, nade wszystko pozwolili nam zwątpić w "pewność" i obiektywność logiki - pokazali że logika to po prostu system formalny który można zbudować tak jak jakąś algebrę czy geometrię. To jest podstawowy błąd jaki popełnia się interpretując zmagania logików z samą logiką. Żaden z logików celowo nie dąży do relatywizacji logiki. Jeśli coś ma być prawdziwe, czy też fałszywe, to nie może być jednocześnie takie i takie. Powstają schematy zdań opierające się na rachunku predykatów(tzw. język logików opierający się na specjalnym systemie znaków zastępujących naturalne zdania) z których może wynikać coś takiego (np.twierdzenie Godla o niedowodliwości niesprzeczności). Są to jednak twierdzenia wytworzone w sztucznym procesie refleksji w ramach jakiegoś sztucznego systemu. Odnoszenie ich do rzeczywistości można by porównać np. z czymś takim: informatyk tworzy wirtualną krowę z najdrobniejszymi, zdawałoby się, szczegółami, następnie przynosi wiadro i próbuje ją wydoić. To są właśnie te idee, takie "wirtualne krowy". Ludzka refleksja nie zaczyna się od takich "wirtualnych krów", ani na nich nie kończy. Inaczej mówiąc rzeczywistość jest czymś tak cudownie oczywistym, że aż niepojętym.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Ja nie osądzam Platona o jakiś skrajny solipsyzm sformułowany dopiero przez Berkeleya, (...) Kant potem nieco złagodził Berkeleya, ale w gruncie rzeczy jego tzw."przewrót kopernikański" był jedynie bardziej "naukową wersją" Berkeleya.
Wyjaśnij dokładnie na czym według ciebie ma polegać związek między Berkeleyem a Kantem. Pomimo powierzchownych podobieństw nie widzę między nimi związku- empiryczny świat Berkeleya istnieje jedynie w naszych zmysłach, jego koherencję zapewnia stale interweniujący Bóg. U kanta rzeczy same w sobie istniejące niezależnie od poznających umysłów są jedynie "przerabiane" na podmiotowe zmysłowe poznanie przez aparat poznawczy człowieka. Ponadto innego rodzaju były problemy na jakie szukali ci dwaj filozofowie rozwiązań - Berkeley chciał raz na zawsze rozwiązać problem empiryzmu związany z własnościami pierwotnymi i wtórnymi poprzez uznanie iż istnieja jedynie wtórne, a Kant dać Hume'owi odpowiedź na niedowodliwość związków przyczynowo-skutkowych (uczynił przyczynowość składnikiem aparatu poznawczego, przeto nadał jej konieczność w obrębie empirycznego świata)
>Dlaczego o tym mówię... Dlatego iż ci wszyscy filozofowie, począwszy od nieszczęsnego Kartezjusza, opierali się właśnie na Platonie, który również nie twierdził iż obiektywnej rzeczywistości nie ma, całą jego filozofię można jednak sprowadzić do jednego założenia: świat był chaosem, ukształtowanym, czy też uporządkowanym według sensu, jaki oczywiście może nadać mu jedynie istota myśląca.
Nie. Chociaż w filozoficznym micie opisanym w Timajosie Platon używa metafory "Demiurga" odciskającego formę Idei w Chora, to abstrahując od tego czy należy go dosłownie postrzegać jako istotę, Idee które wykorzystuje to nie stany jego umysłu (takie jest nowożytne znaczenie słowa idea) ale obiektywne, istniejące poza wszelkimi umysłami transcendentne wobec materialnego świata Idee (dlatego z dużej litery).
>Oczywiście daleko tu jeszcze do cogito, ergo sum, czy też do Berkeleya i Kanta, podwaliny pod takie rozumowanie znajdujemy jednak w filozofii śródziemnomorskiej właśnie u Platona. I nie ma się z czym spierać, to fakt potwierdzony przez wielu wybitnych filozofów współczesnych. Również Nietzsche przeklinał za to Platona.
Platonizm jest popularny wśród matematyków i niektórych fizyków. Pod wielkim wrażeniem Platona był Schopenhauer - a trudno go posądzać o oderwanie od ziemi i konkretu. Wreszcie jeśli na prawdę szukamy przeciwwagi dla Platona w starożytności to raczej w obrębie Demokryta oraz szkoły stoików z ich wersją obiektywnych niematerialnych znaczeń słów - lekton. Także Poppera trudno posądzić o idealistyczne ciągoty a mimo to podkreślał on pokrewieństwo swojego świata 3 do platońskiego świata Idei (tyle że jego był zmienny a Platona nie). Krótko mówiąc wpływ Platona nie pociąga negacji świata materialnego. Zdegenerowanie fizykalnie rozumianego pierwszego poruszyciela w transcendentne nie wiadomo co ale wiadomo że Boskie, pokazuje z kolei że arystotelizm nie chroni przed popadnięcie w magię i mistycyzm. > Jeśli chodzi o Arystotelesa, jest on współcześnie (i był już przez scholastyków) doceniany właśnie za to iż jako pierwszy w filozofii zachodniej przeciwstawił się owym tendencjom. Wcześniej był wspomniany Demokryt, jego nauczyciel Leukippos, oraz fizjolodzy z Azji mniejszej.
|
|
| | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
Nie było filozofów na tym świecie, którzy by twierdzili iż nie ma świata obiektywnego, łącznie z Berkeleyem. Od Kartezjusza stosowali jednak oni taką metodę, która odwracała porządek w refleksji przyjmowany dotychczas. Krótko mówiąc nie wychodzili już oni od obiektywnego istnienia świata, gdyż tę metodę zanegował Kartezjusz, wychodząc z założenia iż wszystko można poddać w wątpliwość w obrębie refleksji, w obrębie samego cogito, z wyjątkiem oczywiście samego cogito. Kartezjusz, tak jak Kant, "nie wątpili" oczywiście w to iż taka obiektywność istnieje, bo byłoby to absurdem i czyniło bezzasadną wszelką refleksję na ten, jak i na jakikolwiek temat. Nie intencje jednak liczą się w filozofii. Kant nie twierdził, jak też nikt przed nim, iż świat obiektywny nie istnieje. Obiektywność została sprowadzona do dogmatu już u Kartezjusza i tak już pozostało. Rzeczywistość poza immanencją przestała istnieć... obiektywność zaczęła spełniać w filozofii rolę dogmatu, koniecznego wprawdzie, ale niedowodliwego. Co do Platona, zrozumiałym jest przecież iż świat idei, doskonałych, niepodzielnych i niezmiennych wzorców uprzedzał w jego interpretacji świat materii, która u niego była chaosem, czymś nieuchwytnym dla idei, pierwotnych względem niej, ponieważ to nie ona była owym wzorcem dla idei, ale na odwrót. >Idee które wykorzystuje to nie stany jego umysłu (takie jest nowożytne znaczenie słowa idea) ale obiektywne, istniejące poza wszelkimi umysłami transcendentne wobec materialnego świata Idee (dlatego z dużej litery). Obiektywne... Idee, czy też idee? No cóż... może i tak to rozumiał Platon.
Co do Schopenhauera, był on bardziej pod wrażeniem Kanta. Poza tym wspominając go zapewne miałeś na myśli jego przewodnią myśl: świat jest moim wyobrażeniem itd. Nie będę już wnikał. Jeśli Kant fruwał w obłokach... to Schopenhauer opuścił już dawno Układ Słoneczny. Nie o to jednak chodzi abyśmy się spierali, ale może spróbowali do czegoś dojść... najlepiej opierając się na czystym myśleniu, analizach. Rzucanie nazwiskami zawsze kończy się sporem o klasyfikację cudzych myśli.
>Zdegenerowanie fizykalnie rozumianego pierwszego poruszyciela w transcendentne nie wiadomo co ale wiadomo że Boskie, pokazuje z kolei że arystotelizm nie chroni przed popadnięcie w magię i mistycyzm.
Zauważ iż najwięksi filozofowie starożytni wychowywali się w świecie w którym panował politeizm, ich filozofie jednak miały, jeśli chodzi o te kwestie, monoteistyczny charakter. Przez ówczesnych mogliby być oni oskarżeni o herezję, a nawet ateizm. Cóż to bowiem za Demiurga wymyślił Platon, cóż to za Dajmonion chodził po głowie Sokratesowi. Starożytni jednak inaczej traktowali religię, choćby z tego względu iż były to religie politeistyczne.
>Krótko mówiąc wpływ Platona nie pociąga negacji świata materialnego.
Już mówiłem, iż w sensie absolutnym nikt nie negował istnienia obiektywnego świata. Nie powstała jednak jeszcze jednorodna teoria logiczno-filozoficzna, która by owej negacji w swoich ramach nie implikowała. To nie jest jednak sztuczny problem stricte filozoficzny. Ludzie zawsze odnosili się do świata posługując się, bardziej świadomie, bądź mniej, schematami myślowymi, pojęciami, które jednak nie wzięły się z powietrza. Każdy chodził do szkoły podstawowej, w której nieopacznie wbija się, dzieciom przecież, jakieś pojęcia, definicje pojęć, hasła (cogito, ergo sum) bez właściwego przygotowania ich do tego. Ów problem "właściwego przygotowania" polega jednak na tym, iż właśnie takiej podstawy w filozofii nie mamy. Zapanował w niej liberalizm, sprzeczne racje, ideologie wykluczające nawet możliwość takiej "podstawy". Filozofia, jako dziedzina straciła uznanie i szacunek właśnie przez to. Ludzie pragną "podstawy", nie są w stanie żyć inaczej. A czym jest prawda w filozofii? Czym się stała? Czym była? Jak jakiś "prostak" powie "Tak, to prawda. Sam byłem tego świadkiem." to cóż to oznacza? to co oznacza. Ona tam był, widział to, słyszał i potwierdza, że pan X wepchnął kosę między żebra panu Y. A teraz wyobraź sobie co na ten temat powiedziałby tzw. filozof. W filozofii jest więc potrzebna taka podstawa aby każdy filozof miał taką samą teorię logiczną interpretującą taki sąd , miał te same zdanie względem podstaw na których ów sąd się opiera i co czyni go prawdziwym, bądź fałszywym ... bo fałszywym może go uczynić tylko kłamstwo. Aby skłamać trzeba najpierw znać prawdę, lub przynajmniej udawać iż się ją zna. W filozofii nie ma prawdy, i dlatego też nie można skłamać. Nie można być mądrym, ani głupim. Pozostał tylko zdrowy rozsądek, ale i ten (jak wiadomo z historii i z własnego życia) nie jest nietykalny i jest go coraz mniej w społeczeństwie, wbrew pozorom.
|
|
2 na 2 | Andreass (339 punktów) | Mam nieodparte wrażenie, że ogromna większość uważa ciągle nie mogąc się wyzbyć religijnego podejścia, że ateista, to wiara w brak boga. Skąd oni to biorą. Na religii tego uczą? W moim przekonaniu ateista nie wierzy w żadnego boga, w nic nadprzyrodzonego, czegoś co nie jest dla niego jasne, czy rozumowo pojęte starać się będzie zrozumieć, dociec czym coś jest. Jeśliby Bóg pojawił się jako konkret, to i ateista pewnie zaakceptowałby ten stan. Nie żeby cześć mu oddawać, ale jako faktycznie istniejący byt. Ateizm jest wg mnie naukowym poglądem na rzeczywistość. Naukowym, to nie znaczy odrzucającym wszystko, co empirycznie nie sprawdzone. Ale też nie w tym sensie, że Bóg też empirycznie nie jest dowiedziony, to ateista więc powinien wierzyć. Mam na myśli teorie wyjaśniające zjawiska zachodzące w rzeczywistości, broń boże żadne wyznania i religie.
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Czy racjonalizm naprawdę daje nam przesłanki do bycia ateistą?Nie każdy rodzaj racjonalizmu daje takie przesłanki. Najlepszym dowodem jest "lista ateistów i agnostyków" - można być członkiem PSR i nie być ateistą.
doku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|