Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy filozofia języka to już przeszłość?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-03-2008 20:12kwiatkowski (80 punktów)Czy filozofia języka to już przeszłość?
Ocena 2 na 2
Język fenomenologiczny, heglowski, dekonstrukcyjny... Co filozof, to inna forma mowy, niekiedy wyjątkowo bełkotliwa. Pozytywizm logiczny przeszedł do historii. Rorty twierdzi, że zarazą uniwersytetów jest przesadne czepianie się języka, co powoduje "entropię wrażliwości". Czy musimy skończyć raz na zawsze z dziedzictwem filozoficznym w stylu Ayera, Austina lub Wittgensteina? Czy możliwe jest nadejście nowego pozytywizmu logicznego, porządnej filozofii języka ? Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy, filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany? Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

LEGION. (3161 punktów)
Cytat:
Język fenomenologiczny, heglowski, dekonstrukcyjny... Co
filozof, to inna forma mowy, niekiedy wyjątkowo bełkotliwa.

Oj, trudno się nie zgodzić.
Cytat:
Pozytywizm logiczny przeszedł do historii.

W jakim sensie?
Cytat:
Rorty twierdzi, że zarazą uniwersytetów jest przesadne czepianie się języka, co powoduje "entropię wrażliwości".

Znaczy się, wrażliwości na co? Entropia wrażliwości, ech poeci z doktoratami...
Cytat:
Czy musimy
skończyć raz na zawsze z dziedzictwem filozoficznym w stylu
Ayera, Austina lub Wittgensteina?

Ja nie muszę, dopiero poznaję ten sposób filozofowania, ale podoba mi się coraz bardziej.
Cytat:
Czy możliwe jest nadejście
nowego pozytywizmu logicznego, porządnej filozofii języka ?

Skoro wciąż mamy naśladowców Platona, czy Hegla, to czemu nie Wittgensteina? Pytanie tylko, czy tu jeszcze jest coś do roboty dla filozofów, czy raczej oddać to językoznawcom i szukać nowych miejsc?
Cytat:
Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?

Język zindywidualizowany? A do czego takiego używać? Do rozmów z sobą?

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
kaktus5 (306 punktów)
>Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
>filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?
>Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia
>takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?
Pozwole sobie zauważyc że od czasów co najmniej Dithley'a a nawet wczesniej filozofia języka pręznie się rozwija pod nazwą hermeneutyka.Owszem filozofia języka pozywistyczna czy tez analityczna zakończyła sie totalna klęska programowa więc pozostawmy już dawno pochowane koło wiedeńskie pod ziemią.Co do analityków rzecz jak zwykle kończy się na tkzw pojęciach prostych niedefiniowalnych które to stanowią dla sceptykow szerokie pole krytyki i wskazują na niemożnośc jakiegokolwiek ostatecznie precyzyjnego określenia sądów czy twierdzeń.hermeneutyka jednak rozwija się prężnie za sprawą współczesnych choć niezyjących juz Gadamera czy Heideggera.I owszem wszystko wskazuje na to że owa indywidualizacja o jakiej autor wątku wspomniał jest wysoce akcentowana w postaci kontekstu hermeneutycznego implikującego znaczenie i rozumienie.Polecam więc autorowi przestudiowanie hermeneutycznego nurtu w filozofii współczesnej,który zdaje się odpowiadać na postawione przez niego problemy dotyczące języka filozofii.
21-03-2008 22:47 
 Ocena 1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
>>Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
>>filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?
>>Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia
>>takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?
>Pozwole sobie zauważyc że od czasów co najmniej diltheya a nawet wczesniej filozofia języka pręznie się rozwija pod nazwą hermeneutyka.Owszem filozofia języka pozywistyczna czy tez analityczna zakończyła sie totalna klęska programowa więc pozostawmy już dawno pochowane koło wiedeńskie pod ziemią.Co do analityków rzecz jak zwykle kończy się na tkzw pojęciach prostych niedefiniowalnych które to stanowią dla sceptykow szerokie pole krytyki i wskazują na niemożnośc jakiegokolwiek ostatecznie precyzyjnego określenia sądów czy twierdzeń.hermeneutyka jednak rozwija się prężnie za sprawą współczesnych choć niezyjących juz gadamera czy heideggera.I owszem wszystko wskazuje na to że owa indywidualizacja o jakiej autor wątku wspomniał jest wysoce akcentowana w postaci kontekstu hermeneutycznego implikującego znaczenie i rozumienie.Polecam więc autorowi przestudiowanie hermeneutycznego nurtu w filozofii współczesnej,który zdaje się odpowiadać na postawione przez niego problemy dotyczące języka filozofii.
Hermeneutyka ma więcej wspólnego z poezją niż rzetelną "robotą" filozoficzną. Wolę język Humea, Isaiaha Berlina itp. Nadużycia logiczne to stała cecha pisarstwa panów Gadamera, Levinasa, Ricouera itd.
21-03-2008 23:06 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Hermeneutyka ma więcej wspólnego z poezją niż rzetelną "robotą" filozoficzną. Wolę język Humea, Isaiaha Berlina itp. Nadużycia logiczne to stała cecha pisarstwa panów Gadamera, Levinasa, Ricouera itd.
Nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać rzetelna robota filozoficzna jeśli nie na pytaniu o podstawy tym natomiast zajmuje sie hermeneutyka skoro filozofia jezyka w klasycznym pozytywistycznym wydaniu dała całkowitą plame.Przypuszczam ze chodzi Ci o wyjasnianie i doprecyzowanie pojęć. owszem tego typu zabiegi juz dawno zostały podjęte prze filozofie analityczna niestey skonczyło sie to totalna katastrofa-wyrzucajac programowo zreszta tkzw. jezyk metafizyki z jezyka filozofii przez okno, nie zauważyła że metafizyka pcha sie siła rzeczy i na zyczenie analityków tylnymi drzwiami do gmachu naukowego jezyka.i na nic zdały sie próby zamaskowania tego faktu poprzez często uzywane chodzby przez Carnapa stwierdzenia typu"jest rzeczą oczywistą ze......"jesli na tym ma sie opierac filozofia jezyka to ja osobiscie wole poezje.zreszta aby oddac sprawiedliwośc pozytywistom i analitykom trzeba nadmienic ze ich duchowy hehe przywódca Wittgenstein nie bez powodu swą karierę w doprecyzowaniu rzetelnego jezyka filozofii zakończył na pisaniu wierszy.
21-03-2008 23:41 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
>>Hermeneutyka ma więcej wspólnego z poezją niż rzetelną "robotą" filozoficzną. Wolę język Humea, Isaiaha Berlina itp. Nadużycia logiczne to stała cecha pisarstwa panów Gadamera, Levinasa, Ricouera itd.
>Nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać rzetelna robota filozoficzna jeśli nie na pytaniu o podstawy tym natomiast zajmuje sie hermeneutyka skoro filozofia jezyka w klasycznym pozytywistycznym wydaniu dała całkowitą plame.Przypuszczam ze chodzi Ci o wyjasnianie i doprecyzowanie pojęć. owszem tego typu zabiegi juz dawno zostały podjęte prze filozofie analityczna niestey skonczyło sie to totalna katastrofa-wyrzucajac programowo zreszta tkzw. jezyk metafizyki z jezyka filozofii przez okno, nie zauważyła że metafizyka pcha sie siła rzeczy i na zyczenie analityków tylnymi drzwiami do gmachu naukowego jezyka.i na nic zdały sie próby zamaskowania tego faktu poprzez często uzywane chodzby przez karnapa stwierdzenia typu"jest rzeczą oczywistą ze......"jesli na tym ma sie opierac filozofia jezyka to ja osobiscie wole poezje.zreszta aby oddac sprawiedliwośc pozytywistom i analitykom trzeba nadmienic ze ich duchowy hehe przywódca wittgenstein nie bez powodu swą karierę w doprecyzowaniu rzetelnego jezyka filozofi zakończył na pisaniu wierszy.
>
że całkowitą plamę to już lekkie nadużycie... hermeneutyka pyta o podstawy aż do absurdu i nie zważa na fakt, że na pewnym etapie analizy zaczyna posługiwać się pojęciami bez znaczenia - Gadamer dokonał prawdziwych "cudów" pisząc o poezji Celana. Metafizyka zawsze będzie się pchała w konstrukcje słowne, które właśnie na niej się opierają. Język publiczny nie obchodzi hermeneutyków, są zajęci tym co"zaświatowe".Proszę mi odpowiedzieć na jedno pytanie, jakie naprawdę ważne problemy empiryczne inspirują hermeneutykę? Po Husserlu oczywiście.
22-03-2008 12:07 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)

>że całkowitą plamę to już lekkie nadużycie... hermeneutyka pyta o podstawy aż do absurdu i nie zważa na fakt, że na pewnym etapie analizy zaczyna posługiwać się pojęciami bez znaczenia - Gadamer dokonał prawdziwych "cudów" pisząc o poezji Celana. Metafizyka zawsze będzie się pchała w konstrukcje słowne, które właśnie na niej się opierają. Język publiczny nie obchodzi hermeneutyków, są zajęci tym co"zaświatowe".Proszę mi odpowiedzieć na jedno pytanie, jakie naprawdę ważne problemy empiryczne inspirują hermeneutykę? Po Husserlu oczywiście.
Hermeneutyka czyni to co winna czynic filozofia a więc pyta o podstawy czyli podąza zgodnie z podstawowymi zasadami logiki i ludzkiego myslenia tak daleko i głeboko jak tylko jest to możliwe{a więc wewnetrznie niesprzeczne}.Jeśli w ten sposób czyniąc dochodzi do absurdu czy tez wewnetrznej sprzeczności{nalezy odróznic absurd od tego co sprzeczne i bezsensowne}to najwyrażniej wskazuje to na niemożliwość przekroczenia pewnej bariery ludzkich możliwości intelektualnych czy też inaczej mowiac osiągnięcie granic rozumienia.Nie jest to rzeczą nową poniewaz juz wczesniej chociazby filozofia pozytywnego jezyka do tego punktu doszła.Roznica polega na tym ze pozytywisci skrzętnie próbowali ukryć owo odkrycie w przeciwnym wypadku cały ich program runąłby w gruzach{niestety i tak runął}natomiast dla hermeneutyki nie jest to zadna tajemnica-wręcz przeciwnie akcentuje ona i manifestuje wczesniej wspomniany punkt jako graniczny i kontekstualny zarazem. Co do pytania o ważne problemy empiryczne inspirujące hermeneutyke odpowiem w ten sposób:gdyby pan dokladniej zapoznal sie lub po prostu zechciał zrozumiec istote filozofi hermeneutycznej łatwo zauważyłby pan że pewne schematy wcześniej utarte nie maja racji bytu w obrębie tego nurtu.mam tu na myśli wspomniany przez pana empiryzm a dokladniej problem empiryczny.Jesli podstawowym założeniem hermeneutyki jest świat jako język czy inaczej mówiąc hermeneutyka wskazuje na to ze świat ma charakter językowy ,co oznacza zę jest językiem w gruncie rzeczy,klasyczny podział na to co empiryczne {łacznie z problemami}i tkzw racjonalne nie ma prawa bytu.JeSli bowiem przez empiryczne rozumiemy to co wypływa z doświadczenia jak to rozumieli pozytywiści i sprawdza sie w doświadczeniu dla hermeneutyki wszystko moze miec charakter empiryczny poniewaz cały swiat jest niczym innym jak tekstem i jego interpretacją{na siłe mozna by tutaj uplasowac doswiadczenie tekstu} a w konsekwencji rozumieniem samego siebie.tyle tylko że przy takim porzadku pojecie empirycznego i nieempirycznego traci swoj status i jest hermeneutyce niepotrzebne a juz na pewno w pozytywistycznym rozumieniu.Pozdrawiam i licze na odp.
22-03-2008 14:04 
 Ocena 1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
>>że całkowitą plamę to już lekkie nadużycie... hermeneutyka pyta o podstawy aż do absurdu i nie zważa na fakt, że na pewnym etapie analizy zaczyna posługiwać się pojęciami bez znaczenia - Gadamer dokonał prawdziwych "cudów" pisząc o poezji Celana. Metafizyka zawsze będzie się pchała w konstrukcje słowne, które właśnie na niej się opierają. Język publiczny nie obchodzi hermeneutyków, są zajęci tym co"zaświatowe".Proszę mi odpowiedzieć na jedno pytanie, jakie naprawdę ważne problemy empiryczne inspirują hermeneutykę? Po Husserlu oczywiście.
>Hermeneutyka czyni to co winna czynic filozofia a więc pyta o podstawy czyli podąza zgodnie z podstawowymi zasadami logiki i ludzkiego myslenia tak daleko i głeboko jak tylko jest to możliwe{a więc wewnetrznie niesprzeczne}.Jeśli w ten sposób czyniąc dochodzi do absurdu czy tez wewnetrznej sprzeczności{nalezy odróznic absurd od tego co sprzeczne i bezsensowne}to najwyrażniej wskazuje to na niemożliwość przekroczenia pewnej bariery ludzkich możliwości intelektualnych czy też inaczej mowiac osiągnięcie granic rozumienia.Nie jest to rzeczą nową poniewaz juz wczesniej chociazby filozofia pozytywnego jezyka do tego punktu doszła.Roznica polega na tym ze pozytywisci skrzętnie próbowali ukryć owo odkrycie w przeciwnym wypadku cały ich program runąłby w gruzach{niestety i tak runął}natomiast dla hermeneutyki nie jest to zadna tajemnica-wręcz przeciwnie akcentuje ona i manifestuje wczesniej wspomniany punkt jako graniczny i kontekstualny zarazem. Co do pytania o ważne problemy empiryczne inspirujące hermeneutyke odpowiem w ten sposób:gdyby pan dokladniej zapoznal sie lub po prostu zechciał zrozumiec istote filozofi hermeneutycznej łatwo zauważyłby pan że pewne schematy wcześniej utarte nie maja racji bytu w obrębie tego nurtu.mam tu na myśli wspomniany przez pana empiryzm a dokladniej problem empiryczny.Jesli podstawowym założeniem hermeneutyki jest świat jako język czy inaczej mówiąc hermeneutyka wskazuje na to ze świat ma charakter językowy ,co oznacza zę jest językiem w gruncie rzeczy,klasyczny podział na to co empiryczne {łacznie z problemami}i tkzw racjonalne nie ma prawa bytu.JeSli bowiem przez empiryczne rozumiemy to co wypływa z doświadczenia jak to rozumieli pozytywiści i sprawdza sie w doświadczeniu dla hermeneutyki wszystko moze miec charakter empiryczny poniewaz cały swiat jest niczym innym jak tekstem i jego interpretacją{na siłe mozna by tutaj uplasowac doswiadczenie tekstu} a w konsekwencji rozumieniem samego siebie.tyle tylko że przy takim porzadku pojecie empirycznego i nieempirycznego traci swoj status i jest hermeneutyce niepotrzebne a juz na pewno w pozytywistycznym rozumieniu.Pozdrawiam i licze na odp.
Wszystko co pan powiedział wyżej jest naprawdę bardzo ważne dla filozofii. nie zrozumieliśmy się, ja szanuję myśl hermeneutyczną, lecz traktuję ją raczej jako "przyczynek" do filozofii nauki, szczerze to nie do końca rozumiem zamiary hermeneutyków (według jakiej metody badają teksty?). Czy nie zgodzi się pan, że filozofia tego typu polega bardziej na "wczuciu" się w przedmiot... Być może, aż nazbyt bardzo stosuję w życiu dualizm kartezjański... Od Hobbesa idee stały się czymś innym niż chcieliby platonicy, są niepewnymi próbami ogarnięcia świata materialnego. Hermeneutykę traktuję jako "wstęp" do myślenia ściślejszego, być może nawet do logiki. Pozdrawiam.
21-03-2008 23:20 
 Ocena 1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
>>Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
>>filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?
>>Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia
>>takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?
>Pozwole sobie zauważyc że od czasów co najmniej diltheya a nawet wczesniej filozofia języka pręznie się rozwija pod nazwą hermeneutyka.Owszem filozofia języka pozywistyczna czy tez analityczna zakończyła sie totalna klęska programowa więc pozostawmy już dawno pochowane koło wiedeńskie pod ziemią.Co do analityków rzecz jak zwykle kończy się na tkzw pojęciach prostych niedefiniowalnych które to stanowią dla sceptykow szerokie pole krytyki i wskazują na niemożnośc jakiegokolwiek ostatecznie precyzyjnego określenia sądów czy twierdzeń.hermeneutyka jednak rozwija się prężnie za sprawą współczesnych choć niezyjących juz gadamera czy heideggera.I owszem wszystko wskazuje na to że owa indywidualizacja o jakiej autor wątku wspomniał jest wysoce akcentowana w postaci kontekstu hermeneutycznego implikującego znaczenie i rozumienie.Polecam więc autorowi przestudiowanie hermeneutycznego nurtu w filozofii współczesnej,który zdaje się odpowiadać na postawione przez niego problemy dotyczące języka filozofii.
Co pan rozumie pod pojęciem "filozofia"? Ja twierdzę, że zadaniem wielkich filozofów jest zmiecenie gmachów wzniesionych przez szacownych, lecz ograniczonych poprzedników, którzy uwięzili myśl w solidnych-opacznych konstrukcjach. Naprawdę nie fascynuje mnie styl filozoficzny Heideggera. Wittgenstein rozprawił się z zastanymi konstrukcjami po mistrzowsku (mimo wielu absurdalnych wpadek), niestety, po Popperze widzę masę jego epigonów.Thoreau napisał kiedyś "prościej, prościej, prościej", co nie znaczy "głupio" i tego życzę wszystkim filozoficznym literatom, bo prawda nie musi być wcale ciekawa.
Hrabia Valenty (96 punktów)
>Język fenomenologiczny, heglowski, dekonstrukcyjny... Co
>filozof, to inna forma mowy, niekiedy wyjątkowo bełkotliwa.
>Pozytywizm logiczny przeszedł do historii. Rorty twierdzi,
>że zarazą uniwersytetów jest przesadne czepianie się
>języka, co powoduje "entropię wrażliwości". Czy musimy
>skończyć raz na zawsze z dziedzictwem filozoficznym w stylu
>Ayera, Austina lub Wittgensteina? Czy możliwe jest nadejście
>nowego pozytywizmu logicznego, porządnej filozofii języka ?
>Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
>filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?
>Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia
>takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?

Bardzo ciekawy wątek. Myślę osobiście ,ze filozofia języka, w znacznym stopniu przyczyniła się do beznadziejności oczekiwań na jakiekolwiek rozwiązanie problemu. Wiąże sie to chyba z odejściem do ontologii. Jak można zauważyć, niesprawdzalność pojęć filozofii , nieweryfikowalność istnienia, przesunęła problem na płaszczyznę języka. Język niejako się "wyemancypował". Z drugiej strony, postulat pozytywizmu logicznego, który starał się zobiektyzować ten język, wyciąć z niego absurdy, wyrugować niejasności, sam popadł w własną pułapkę, czyli pewne założenia ontologiczne. Jeśli chodzi o Rorty'ego to można zauważyć, że opisuje on pewną dolegliwość mocno amerykańską, tam bowiem filozofia poszła trochę od drugiej strony, najpierw przyjęła się sie u nich filozofia analityczne, dopiero później fenomenologia, egzystencjalizm itp. Jeśli chodzi o filozofię języka, jestem sceptyczny, z drugiej strony hermeneutyka filozoficzna , stara sie niejako przez te nieścisłości przebrnąć, by w ten sposób móc wdrożyć sie w "prywatny język filozofa" , Heidegger jest tutaj przykładem i utrapieniem filozofów języka, zwłaszcza z analitycznej szkoły. Myślę , że Ci którzy pragną ścisłości przejadą się na własnych ambicjach, a pluralizm znowu powoduje niezdrowe tendencje do akceptowania bełkotu. Na nowy pozytywizm logiczny nie liczę. Pogrążył sie bowiem aspirując do metafilozofii , a skończył na filozofii. Zastanowiłbym sie nad podstawami dekonstrukcjonizmu, także nad tym na ile jeszcze można , że się tak wyrażę, namieszać, podważając podstawy, bądź tworząc coraz to bardziej semantyczne ohydy, a paradygmat ścisłości języka odcina wiele ciekawych i subtelnych wątków. Powiedziałbym , ze trzeba złotego środka, ale łatwiej jest tworzyć nowe paradygmaty i bełkotliwe słowociągi, bo kryterium przyzwoitości się chyba zatraciło. Pozdrawiam i gratuluje ciekawego wątku. Liczę na kontynuowanie zagadnienia. Hrabia Valenty.
kwiatkowski (80 punktów)
>>Język fenomenologiczny, heglowski, dekonstrukcyjny... Co
>>filozof, to inna forma mowy, niekiedy wyjątkowo bełkotliwa.
>>Pozytywizm logiczny przeszedł do historii. Rorty twierdzi,
>>że zarazą uniwersytetów jest przesadne czepianie się
>>języka, co powoduje "entropię wrażliwości". Czy musimy
>>skończyć raz na zawsze z dziedzictwem filozoficznym w stylu
>>Ayera, Austina lub Wittgensteina? Czy możliwe jest nadejście
>>nowego pozytywizmu logicznego, porządnej filozofii języka ?
>>Tutaj zauważam pewien problem, może język naukowy,
>>filozoficzny powinien być wysoce zindywidualizowany?
>>Pluralizm? Autentycznie możemy doświadczyć istnienia
>>takiego tworu jak "język publiczny" w filozofii?
>Bardzo ciekawy wątek. Myślę osobiście ,ze filozofia języka, w znacznym stopniu przyczyniła się do beznadziejności oczekiwań na jakiekolwiek rozwiązanie problemu. Wiąże sie to chyba z odejściem do ontologii. Jak można zauważyć, niesprawdzalność pojęć filozofii , nieweryfikowalność istnienia, przesunęła problem na płaszczyznę języka. Język niejako się "wyemancypował". Z drugiej strony, postulat pozytywizmu logicznego, który starał się zobiektyzować ten język, wyciąć z niego absurdy, wyrugować niejasności, sam popadł w własną pułapkę, czyli pewne założenia ontologiczne. Jeśli chodzi o Rorty'ego to można zauważyć, że opisuje on pewną dolegliwość mocno amerykańską, tam bowiem filozofia poszła trochę od drugiej strony, najpierw przyjęła się sie u nich filozofia analityczne, dopiero później fenomenologia, egzystencjalizm itp. Jeśli chodzi o filozofię języka, jestem sceptyczny, z drugiej strony hermeneutyka filozoficzna , stara sie niejako przez te nieścisłości przebrnąć, by w ten sposób móc wdrożyć sie w "prywatny język filozofa" , Heidegger jest tutaj przykładem i utrapieniem filozofów języka, zwłaszcza z analitycznej szkoły. Myślę , że Ci którzy pragną ścisłości przejadą się na własnych ambicjach, a pluralizm znowu powoduje niezdrowe tendencje do akceptowania bełkotu. Na nowy pozytywizm logiczny nie liczę. Pogrążył sie bowiem aspirując do metafilozofii , a skończył na filozofii. Zastanowiłbym sie nad podstawami dekonstrukcjonizmu, także nad tym na ile jeszcze można , że się tak wyrażę, namieszać, podważając podstawy, bądź tworząc coraz to bardziej semantyczne ohydy, a paradygmat ścisłości języka odcina wiele ciekawych i subtelnych wątków. Powiedziałbym , ze trzeba złotego środka, ale łatwiej jest tworzyć nowe paradygmaty i bełkotliwe słowociągi, bo kryterium przyzwoitości się chyba zatraciło. Pozdrawiam i gratuluje ciekawego wątku. Liczę na kontynuowanie zagadnienia. Hrabia Valenty.
>
Zgadzam się i stwierdzam, że użycie języka także wymaga odrobiny zdrowego rozsądku i umiaru, umiaru, umiaru ... Cóż, po Nietzsche ten umiar wydaję się trochę "wsteczny", ale co wypowiadamy mówiąc wszystko? Pozdrawiam.
21-03-2008 23:19 
 Ocena 1 na 1
Hrabia Valenty (96 punktów)
Pozwole sobie jeszcze zwrócić uwagę na pewne kwestie. Język uniwersalny funkcjonuje, ale raczej w mówieniu o filozofii - czego przykładem może być historia filozofii - pisana celem uzgodnienia stanowiska , bądź klasyfikacji - nie dociera ona jednak do subtelności i niweluje pewne nawet znaczące różnice, podobnie jest z filozofią w wydaniu akademickim. Po drugie nierzadko styl pisania, czy używania języka, zarówno pojęć jak i nazwijmy to pewnego "smaku" ma wpływ na charakter danej filozofii. Zależy jak traktować filozofię, odnośnie Nietzchego, wybitny jego znawca Giorgio Colli, powiedział, że nie można o niej mówić i jej przedstawić, a można z nią jedynie obcować i dyskutować. Chyba tam gdzie jest jasność pojęć, ucieka czasem głębia. Czy czasem wymagając jasności, tej intersubiektywności, nie tracimy czegoś ?
22-03-2008 17:39 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
>Pozwole sobie jeszcze zwrócić uwagę na pewne kwestie. Język uniwersalny funkcjonuje, ale raczej w mówieniu o filozofii - czego przykładem może być historia filozofii - pisana celem uzgodnienia stanowiska , bądź klasyfikacji - nie dociera ona jednak do subtelności i niweluje pewne nawet znaczące różnice, podobnie jest z filozofią w wydaniu akademickim. Po drugie nierzadko styl pisania, czy używania języka, zarówno pojęć jak i nazwijmy to pewnego "smaku" ma wpływ na charakter danej filozofii. Zależy jak traktować filozofię, odnośnie Nietzchego, wybitny jego znawca Giorgio Colli, powiedział, że nie można o niej mówić i jej przedstawić, a można z nią jedynie obcować i dyskutować. Chyba tam gdzie jest jasność pojęć, ucieka czasem głębia. Czy czasem wymagając jasności, tej intersubiektywności, nie tracimy czegoś ?
>
Tracimy bardzo wiele i "głęboki" znawca Heraklita ma niewątpliwie rację. Niestety, nie wszędzie znajdujemy takie pokłady głębi o których warto mówić, niekiedy najgłębszy problem okazuje się w gruncie rzeczy płaski. Dyskutować oczywiście należy zawsze, człowiek to zwierzę mówiące, nawet bardziej skomplikowanym językiem niż sygnały małp w dżungli.Dlatego sam język stwarza mnóstwo pozornych problemów i generuje "tajemniczą głębię". A Colli i Nietzsche wracali po ożywczy oddech do presokratyków nie po to, aby Heidegger dusił nas akrobatyką słowną.
22-03-2008 18:27 
 Ocena 1 na 1
kaktus5 (306 punktów)
>Tracimy bardzo wiele i "głęboki" znawca Heraklita ma niewątpliwie rację. Niestety, nie wszędzie znajdujemy takie pokłady głębi o których warto mówić, niekiedy najgłębszy problem okazuje się w gruncie rzeczy płaski. Dyskutować oczywiście należy zawsze, człowiek to zwierzę mówiące, nawet bardziej skomplikowanym językiem niż sygnały małp w dżungli.Dlatego sam język stwarza mnóstwo pozornych problemów i generuje "tajemniczą głębię". A Colli i Nietzsche wracali po ożywczy oddech do presokratyków nie po to, aby Heidegger dusił nas akrobatyką słowną.
Po pierwsze drogi panie "sygnały małp w dżungli" nie są językiem tylko nadal pozostają sygnałami skladającymi się przy pomyślnych wiatrach co najwyżej na jakis kod.Jako wytrawny znawca filozofi jezyka w wydaniu pozytywistycznym powinien pan to wiedzieć skoro juz Wittgenstein odróżnił język od kodu ze nie wspomne o Kartezjuszu którego dualizmem {jak sam pan przyznał}jest pan skażony.Po wtóre drogi panie co do głebi to odnosi ja pan tylko do rzeczywistości pozajęzykowej trktujac przy tym język jako narzędzie opisujące świat.Niestety drogi panie nie chce pana poraz kolejny zamęczac ale tego typu traktowanie języka jest już dawno nieaktualne ponieważ nie mamy zadnych podstaw do tetgo aby twierdzic cokolwiek o takiej rzeczywistości że przypomne panu Hume'a którego pan czesto cytuje albo chociazby Kanta.i ponownie nawiąze do filozofi jezyka pozytywistycznego od którego jest pan ekspertem.Powinien pan zatem wiedzieć że traktowanie języka jako narzedzia opisujacego rzeczywistosc skończyło sie na pisaniu przez Wittgensteina wierszy.Jesli zatem uwaza pan ze Heidegger szuka albo znajduje głebie w samym języku to potwierdza pan tylko słusznośc jego koncepcji gdzyż świat ma charakter językowy i sam jest językiem.A zatem każdy problem jest problemem językowym rozumiejac język jako świat i jesli posiada głebie to zawsze taką samą bo językową.pozdrawiam
22-03-2008 19:00 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
Przepraszam, ale czy wszyscy hermeneutycy pozbawieni są poczucia humoru(co też można zauważyć w ich nadętych pismach). Proszę pana, o małpach tylko ironizowałem... A propos "opisu" jakim językiem posługuje się dziecko? A późniejszy etap: "Błyska się, będzie burza". Pana myślenie przypomina kabalistów, którzy odczytywali księgę świata przez kombinację liter. Doskonale zdaję sobie sprawę, że idealizm subiektywny jest już ślepą uliczką. Nie jestem geniuszem i mogę się mylić proszę pana. Pozdrawiam.
kaktus5 (306 punktów)
>Przepraszam, ale czy wszyscy hermeneutycy pozbawieni są poczucia humoru(co też można zauważyć w ich nadętych pismach). Proszę pana, o małpach tylko ironizowałem... A propos "opisu" jakim językiem posługuje się dziecko? A późniejszy etap: "Błyska się, będzie burza". Pana myślenie przypomina kabalistów, którzy odczytywali księgę świata przez kombinację liter. Doskonale zdaję sobie sprawę, że idealizm subiektywny jest już ślepą uliczką. Nie jestem geniuszem i mogę się mylić proszę pana. Pozdrawiam.
Cieszę się ze moze się pan mylic inaczej dyskutowałbym z bogiem a w tym momencie nie mam na to ochoty ponieważ musiałbym się tłumaczycz ze wszystkich swoich pomyłek których nie zlicze.Skoro więc jesteśmy zgodni co do tego ze się mylimy obaj poczyniliśmy krok naprzód.Co do poczucia humoru bardziej zalezy ono od osobowości człowieka wydaje mi się niż od prezentowanego kierunku filozoficznego{wykluczając tomizm hehe}.Jeśli chodzi o ironie musze pana zaskoczyć ale w hermeneutyce jest wysoce wskazana i akcentowana i szczerze polecam panu sięgnięcie chociażby do ODO MARQUARDA wspólczesnego sceptyka ironisty oczywiscie w nurcie hermeneutycznym.Nie rozumiem natomiast dlaczego moje myślenie przywodzi panu na myśl kabalistów tym bardziej ze hermeneutyka nie ma z takim odczytywaniem świata nic wspólnego wręcz przeciwnie.co do pytania o to jakim językiem pośługuje się dziecko Gadamer odpowiedziałby panu bardzo prosto- ludzkim,ponieważ bycie w języku i bycie człowiekiem to jedno i to samo.
kwiatkowski (80 punktów)
Dziękuję i będę poszukiwał Odo Marquarda,bo nie znam a rekomendacja dobra. Pozdrawiam.
23-03-2008 16:18 
 Ocena 1 na 1
Orcio (481 punktów)
Cytat:
Co do poczucia humoru bardziej zalezy ono od osobowości człowieka wydaje mi się niż od prezentowanego kierunku filozoficznego{wykluczając tomizm hehe}
Skąd to zdanie o tomistach, czyżby jakieś złe doświadczenia? A może to jedyna filozofia która osiągnęła panaceum na zmianę natury ludzkiej.
22-03-2008 19:44 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
Dalej chciałbym zapytać pana, czy funkcja filozofii jest wyłącznie krytyczna? Uważam, że tak. Pan zapewne myśli inaczej...

z jakich przesłanek wyprowadza pan swoje sądy o rzeczywistości?

z empirycznych przesłanek nie można wywnioskować nic ponadzmysłowego.

Interesuje mnie kryterium weryfikowalności, a nie (jak w przypadku Koła Wiedeńskiego)zasady.

Kiedy zdanie coś znaczy?
Jakiego rodzaju zdania coś znaczą?
A nie na czym polega znaczenie.

Kryterium wyprowadzam z zasady.

Czy wątpi pan w istnienie związku między znaczeniem a weryfikacją? Jeśli tak(ja nie wątpię), co skłania osobę do przyjęcia zdania jako prawdziwego, bądź odrzucenia go jako fałszywego?

Pozdrawiam.
kaktus5 (306 punktów)
>Dalej chciałbym zapytać pana, czy funkcja filozofii jest wyłącznie krytyczna? Uważam, że tak. Pan zapewne myśli inaczej...
Myli się pan uważam że funkcją filozofii jest sięganie tak daleko i głęboko jak to tylko jest możliwe a krytycyzm jest odpowiednią metodą do tego aby granice możliwości odnależć.
>z jakich przesłanek wyprowadza pan swoje sądy o rzeczywistości?
jeśli pyta pan o moje prywatne stanowisko w zyciu potocznym jestem uzualistą z filozoficznego punktu widzenia uwazam ze sady o rzeczywistości tak jak wszystkie zreszta sady mogą mieć podstawe tylko w akcie wiary.
>z empirycznych przesłanek nie można wywnioskować nic ponadzmysłowego.
co to są empiryczne przesłanki?
>Interesuje mnie kryterium weryfikowalności, a nie (jak w przypadku Koła Wiedeńskiego)zasady.
>Kiedy zdanie coś znaczy?
>Jakiego rodzaju zdania coś znaczą?
>A nie na czym polega znaczenie.
Jesli nie odpowie pan na pytanie "na czym polega znaczenie?" nie odpowie pan na pytania wyżej postawione.
>Kryterium wyprowadzam z zasady.
Jaka to zasada?
>Czy wątpi pan w istnienie związku między znaczeniem a weryfikacją?
nie moge odpowiedziec na to pytanie bo nie interesuje pana na czym polega znaczenie a wiec nie wiem co pan rozumie przez z naczenie i niestety jesli to pana nie zainteresuje nie bede mogl odpowiedziec.
>Jeśli tak(ja nie wątpię), co skłania osobę do przyjęcia zdania jako prawdziwego, bądź odrzucenia go jako fałszywego?
dziwne ze nie wątpi pan w związek czegos co pana nie interesuje{znaczenia} z czymkolwiek innym.
>Pozdrawiam.
23-03-2008 14:33 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
Empiryczne przesłanki - świadectwo własnych zmysłów.

Znaczenie ma w potocznym użyciu różnorodne sensy. Sądzę, że jest co najmniej jedno poprawne użycie słowa "znaczenie".

Powiedzieć o zdaniu, że coś znaczy, byłoby błędem, gdyby zdanie to czyniło zadość zasadzie weryfikacji.

Gdy twierdzenie jest w dosłownym sensie znaczące, można o nim poprawnie orzekać, że jest prawdziwe bądź fałszywe.

Każdy może przyswoić sobie inne kryterium znaczenia i stworzyć definicję alternatywną.

Zdania o rzeczach materialnych powinny być analizowane w terminach hipotetycznego pojawienia się treści postrzeżeń zmysłowych.Możemy być całkiem nieświadomi istnienia ukrytej złożoności logicznej takich zdań. To może sprawić, że przyjmujemy przekonania metafizyczne (istnienie substancji materialnych,istnienie ukrytych jakości).

W jakiej mierze i czy w ogóle, narzekania te są uzasadnione (refleksja filozoficzna niczego nie rozstrzyga), zależy od tego co uznaje się za cel filozofii.

Pozdrawiam.
Hrabia Valenty (96 punktów)

>Tracimy bardzo wiele i "głęboki" znawca Heraklita ma niewątpliwie rację. Niestety, nie wszędzie znajdujemy takie pokłady głębi o których warto mówić, niekiedy najgłębszy problem okazuje się w gruncie rzeczy płaski. Dyskutować oczywiście należy zawsze, człowiek to zwierzę mówiące, nawet bardziej skomplikowanym językiem niż sygnały małp w dżungli.Dlatego sam język stwarza mnóstwo pozornych problemów i generuje "tajemniczą głębię". A Colli i Nietzsche wracali po ożywczy oddech do presokratyków nie po to, aby Heidegger dusił nas akrobatyką słowną.

Ciężko jest, mi odróżnić pozorne problemy od niepozornych, bo nie bardzo widzę kryterium rozstrzygające (ach ten Pana pozytywizm logiczny, ze skłonnością do demarkacji Można przyjąć pewne rozstrzygnięcia, ale i tak będą one raczej uproszczeniem pewnym, niż zrozumieniem. Rozumienie, które , ze powołam sie na Jaspersa, jako takie nie ma granic, nie da się też go zabsolutyzować i zdokrtynizować (jak intelekt pod racjonalizm itp.) Bełkotliwe twory jak uważano filzofię Heideggera, są bełkotem jeśli przyjmiemy jasne rozumienie pojęć (analitycy porozkładali terminy
Heideggera na czynniki pierwsze, nie zostawiajac na nim suchej nitki), jednakże warto uwzględnić kontekst, nie każdy bowiem moze sobie pozwolić na lapsusy czy to językowe, czy terminologiczne, nie popadajac w bełkot. Dążenie do wyjaśnienia co jest bełkotem a co nie, zakłada pewien uniwersalizm w spojrzeniu na język. Pytanie o rozumienie, można rozwazać w kontekście sensu wypowiedzi i znaczenia poszczególnych terminów. Złoty środek o którym pisałem, zakładałby właściwie pewną niemożliwość, która starała by sie pogodzić język subiektywny z odniesieniem do rzeczywistości. Jak zauważył pan Kaktus, mamy tutaj do czynienia z problemem podstaw, czy założeń, w których plasujemy język. Kryteria bełkotu, czy jasności,często stwierdzamy, ale raczej nie udowadniamy, jak udowodnić bowiem ststus języka ? Że poruszę inną kwestię, to jeden z niewielu wątków (które obserwowałem od jakiegoś czasu), przynajmniej w dziale filozofia, który posiadał merytoryczną wartość, i trzymał poziom warunkowany wymianą poglądów, uzgadnianiem płaszczyzn, czy próbą zrozumienia stanowiska (hermeneutyka ? Nie maja bowiem Panowie czasem wrażenia, że wymiana niedowodów na istnienie Boga i mieszanie wiary z klerykalizmem bywa mdłe oraz nużące ?
Orcio (481 punktów)
>Język fenomenologiczny, heglowski, dekonstrukcyjny... Co
>filozof, to inna forma mowy, niekiedy wyjątkowo bełkotliwa.
Być może. Chociaż czasem to wyłącznie złudzenie wynikające z nie zżycia się z pojęciami, stylem danej filozofii, posiadania jakichś uprzednich założeń uniemożliwiających zobaczenia sensowności danej filozofii.
>Pozytywizm logiczny przeszedł do historii.
Przeszła nazwa, przylepiono pozytywistom łatkę niewyrafinowanych, dokładniej szkoła frankfurcka używała określenia pozytywista jako obelgi. Zaś filozofowie o skłonnościach pozytywistycznych są dalej. Ponadto nawet pozytywiści zwykle nie uznawali wszystkich poglądów uznawanych za pozytywistyczne credo. Jeśli zaś raz po raz przechodzi do historii to siłą swego własnego krytycyzmu. Świetnie to zjawisko opisała prof. Skarga w książce: "OD Conte' a do Bergsona".
>Rorty twierdzi, że zarazą uniwersytetów jest przesadne >czepianie się języka, co powoduje "entropię wrażliwości".
Prosiłbym o namiary na to stwierdzenie. Widzi pan uważam tego filozofa za wybitnie bełkotliwego, niezrozumiałego. Jeśli idzie o czepianie się języka, to raczej idzie mu o to, że on chciałby aby się mniej go czepiano, aby każdy mógł sobie produkować własne języki bo tym ma być filozofia. Nie rozumiem tez metafory "entropia wrażliwości", czyżby autor czuł sie zagrożony konkurencją w postaci filozofii dialogu?

>Czy musimy skończyć raz na zawsze z dziedzictwem filozoficznym w stylu Ayera, Austina lub Wittgensteina?
Nie rozumiem, to są absolutnie różni filozofowie i byłbym powściągliwym z ustalaniem ich wspólności.Tym bardziej, co do tego czy ich filozofie są obumarłe.
23-03-2008 19:13 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
Wittgenstein itd. -racja, inni, ale łatka podobna. Twierdzi pan, że poza pewną wartością historyczną dla filozofii, pomijając "syfilis" typu Derrida i spółka, Hegel może być jeszcze inspirujący? Jedyny dobry heglista, moim zdaniem to Kojeve... Jak można zżyć się z czymś takim jak tautologie heglowskie i jego system.I ja proszę o wyjaśnienie, dlaczego Rortyego nazywa się pragmatystą? Co pan nazywa filozofią dialogu? Ja wstając rano z łóżka nie czuję, aby podstawą mojej egzystencji był dialog. Filozofia dialogu to pomyłka, mistycyzm. Pozdrawiam.
Orcio (481 punktów)
>Wittgenstein itd. -racja, inni, ale łatka podobna.
Trzeba się zdecydować, robić myślenie dla "ludu" wedle łatek albo na poważnie.
>Twierdzi pan, że poza pewną wartością historyczną dla filozofii, >pomijając "syfilis" typu Derrida i spółka, Hegel może być >jeszcze inspirujący?
Wie pan ostatnio w Przeglądzie filozoficznym (seria nowa)przeczytałem artykuł wedle którego istnieje zbieżność między filozofiami Lema i Lukrecjusza, co ma wynikać z pokrewieństwa między ich psychikami. (Lem nie znał sie na historii filozofii). Pozwolę więc się w tej kwestii nie wypowiadać kategorycznie. Zapewne zna pan też konotacje heglowskie filozofii Conte' a ojca pozytywizmu oraz kim byli idealiści dialektyczni. Dla mnie przyznaję filozofia to ciągłe kręcenie sie w kółko wobec tych samych zagadnień, pytań i problemów, które co najwyżej wracają w nowych szatach bądź kontekstach. Nauki szczegółowe nie są w stanie pomóc za bardzo w tej biedzie, bo powoływanie się na aktualne wyniki, eksperymenty w nauce, to dla filozofa gwarancja, że jego praca szybko stanie się przestarzała, śmieszna z perspektywy czasu. stoję też na klasycznym stanowisku, że do filozofii integralnie należy jej historia, odgrywa ona znacznie większą role niż w innych naukach.
>I ja proszę o wyjaśnienie, dlaczego Rortyego nazywa się >pragmatystą?
Nie pragmatystą lecz twórcą neopragmatyzmu, co jest jego własnym i być może samozwańczym określeniem. Niestety nie czuję się na siłach rozjaśniać jego koncepcji, jego pisma są dla mnie zbyt niejasne. Z tego, co rozumiem głosi relatywizm, pragmatyczna koncepcję prawdy. zanik wielkich dyskursów.
>Co pan nazywa filozofią dialogu?
Bubber, Levinas.
>Ja wstając rano z łóżka nie czuję, aby podstawą mojej >egzystencji był dialog.
Nie czuję się na siłach dokładnie objasniać tej filozofii ale o ile dobrze zrozumiałem ją idzie jej właśnie o to, że zwykle tego właśnie nie czujemy, że jesteśmy jak kartezjańskie podmioty wszystko zawłaszczające, zamknięte na innego. Jest ono nieuleczalne. I tylko etyka można to przezwyciężyć. wiele w tym podobieństw do egzystencjalizmu.
kwiatkowski (80 punktów)
i tak się składa. że mimo różnicy w paru kwestiach, akceptując pozytywny konflikt racji, kręcimy się w naszym Kole - ja, pan, pan kaktus...
Hrabia Valenty (96 punktów)
> i tak się składa. że mimo różnicy w paru kwestiach, akceptując pozytywny konflikt racji, kręcimy się w naszym Kole - ja, pan, pan kaktus...
>
Kole wiedeńskim czy hermeneutycznym ?
23-03-2008 23:15 
 Ocena-1 na 1
kwiatkowski (80 punktów)
Kole według uznania drogi hrabio
. Cieszę się, że docenia pan istnienie tego działu, ja także go bardzo polubiłem. Myśl ludzka jest na tyle fascynująca, że nie potrzeba jej ograniczeń metodologicznych... Niestety, czasami trochę się rozpędza, a wtedy z pomocą przychodzi kolejny "pozytywizm logiczny".
kaktus5 (306 punktów)
>Kole według uznania drogi hrabio
> . Cieszę się, że docenia pan istnienie tego działu, ja także go bardzo polubiłem. Myśl ludzka jest na tyle fascynująca, że nie potrzeba jej ograniczeń metodologicznych... Niestety, czasami trochę się rozpędza, a wtedy z pomocą przychodzi kolejny "pozytywizm logiczny".
CZy pan sie nigdy nie upokoi?pozytywizm logiczny umarł nie zyje zjadł własny ogon zanegował samego siebie zgodnie ze swoja pozytywna zasadą.Nie chcemy zadnych pozytywizmow logicznych.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365