 |
Czy ateista może się nawrócić? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-05-2012 23:23 | Bojątko (65 punktów) | Czy ateista może się nawrócić?
4 na 4 | Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła. Często słychać stwierdzenie, że kropla wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża. Widzą w nas ludzi na rozstaju dróg, którzy liznęli trochę wiedzy i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy ale tak na prawdę nie posiedli jeszcze tyle wiedzy co Katolicy. Co o tym myslicie? Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje? Znacie takie przypadki? i wyjasniam dla czego pytam: boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | grzmot (741 punktów) | Nie masz w sobie jakiegoś stałego, niewzruszonego psychicznego rdzenia. Człowiek (w sensie psychiki) jest w zasadzie sumą doświadczeń, wspomnień i stanu biochemicznego mózgu. Więc jest możliwe, że skumulujesz takie doświadczenia, które spowodują, że światopogląd się przestawi na przeciwny biegun. Miejmy nadzieje, że się tak nie zdarzy
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Nie masz w sobie jakiegoś stałego, niewzruszonego psychicznego rdzenia.Gdy "...paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy...", a kiła na myśleniu jest gorszą od kiły na przyrodzeniu. I tu "przykład Antony'ego Flew'a potwierdza, że jest nadzieja. Dla każdego, kto zechce przeanalizować dowody".Warto też pamiętać co zechciał wyrazić wielki "Nasz filozof" prof. Ryszard Legutko: "Ateistyczna ideologia staje się specjalnością nielicznych maniaków, zaś dla większości przestaje mieć ona jakąkolwiek siłę mobilizującą."Co prawda takie tępoty jak Bogusławski uważają, że siłą mobilizującą do refleksji intelektualnej od czasów Darwina jest naturalizm ontologiczny, który jak na razie wszędzie się sprawdza, ale co taki bezbożnik może wiedzieć Miłego dnia. @@@ .
|
|
4 na 4 | marcin1902 (3438 punktów) | Wieść niesie, że na łożu śmierci każdy się nawraca 
"Przepraszam za spóźnienie [...] ale nie mogłem znaleźć koszernego parkingu."
|
|
 | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Wieść niesie, że na łożu śmierci każdy się nawraca  Lepiej zatem umrzeć w butach.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Wieść niesie, że na łożu śmierci każdy się nawraca  Tylko jest tu pytanie? Przed śmiercią, czy po śmierci? @@@ .
|
|
|  | 2 na 2 | marcin1902 (3438 punktów) | > Tylko jest tu pytanie? Przed śmiercią, czy po śmierci?Ci co zdążą to przed, a reszta z pewnością po... 
"Przepraszam za spóźnienie [...] ale nie mogłem znaleźć koszernego parkingu."
|
|
|  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > .> >Wieść niesie, że na łożu śmierci każdy się nawraca  > Tylko jest tu pytanie? Przed śmiercią, czy po śmierci?Kiedy się topiłem, miałem doświadczenie eksterioryzacji. Istotnie, sprawia wrażenie, jakby ktoś (osoba) człowieka chwytała. Poczucie całkowitej bezradności i ostatecznego spokoju. W sumie tak to wygląda. Spokój absolutny  pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
12 na 12 | Socki (213 punktów) | Miałem taki przypadek wśród bliskich krewnych. Znałem człowieka od wielu dziesięcioleciu jako ateistę, a potem dowiedziałem się, że pogrzeb miał katolicki. Niestety, nie wiem dokładnie kiedy się nawrócił. Wydaje mi się, że już po śmierci.
|
|
 | 5 na 5 | zachaj (5239 punktów) | >...nie wiem dokładnie kiedy się nawrócił. Wydaje mi się, że już po śmierci.
Brak szacunku dla nieboszczyka. Smutne.
|
|
6 na 6 | zachaj (5239 punktów) | >Często słychać stwierdzenie, że kropla >wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża.
Wiedza pozwala na pełne zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości, na dostrzeżenie prawdziwego piękna i ogromu Wszechświata co często powoduje przeżycia wręcz duchowe w naszym skołatanym emocjami umyśle.
>Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego >przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje?
Tutaj należy oddzielić tutaj dwie rzeczy.
Możesz mnie zapytać czy mógłbym zacząć wierzyć w Kościół Katolicki, uważając, że ta instytucja ma jakąś specjalną wiedzę na temat istnienia czy nieistnienia Najwyższego i czy mógłbym kiedyś zacząć wierzyć w katolickie dogmaty.
A więc odpowiadam: Nie.
Drugą sprawą jest istnienie czy nieistnienie istoty, która miałaby stworzyć Wszechświat. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią nam, że Wszechświat nie ma celu sam w sobie, a kategorie dobra i zła są jedynie konstruktami myślowymi.
|
|
6 na 6 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła.<< Do ateizmu trzeba dojrzeć. Dochodzi się do niego latami. Jeśli się nie wierzy (w sensie religijnym), to nie można nagle zacząć wierzyć. Można, dla tzw. świętego spokoju zacząć wykonywać pewne nieracjonalne czynności, żeby się od nas odpieprzono, ale to nie jest żadnym nawróceniem. Są też osoby "wierzące, ale nie praktykujące", które na oko przypominają ateistów. I to tacy osobnicy mogą stanowić ową grupę nawracających się na łożu śmierci. Tyle że jeśli taką rewelację ogłosi ksiądz dobrodziej, którego rodzina zawezwała do umierającego, albo i sam się wprosił, co jest normalką-oczywistką w polskich szpitalach, to ja bym takie nawrócenie między bajki włożył.
|
|
 | 1 na 1 | grzmot (741 punktów) | >Do ateizmu trzeba dojrzeć. Dochodzi się do niego latami. Jeśli się nie wierzy (w sensie religijnym), to nie można nagle zacząć wierzyć.> Nie jest to aby chciejstwo? Przecież zdarza się ludziom nagle przekonywać do różnych idei - nowych zainteresowań, które szybko przeradzają się w obsesje; różnych ideologii na imprezach masowych, gdzie atmosfera jest odpowiednio gęsta; czy nawet skrajnej przemocy w odpowiednio sterowanym tłumie. Oczywiście, nie zawsze na stałe, czasami tylko na chwilę. Ale dlaczego z wiarą miałoby być inaczej?
|
|
 | 11 na 11 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >>>Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła.<< >Do ateizmu trzeba dojrzeć. Dochodzi się do niego latami.
Niekoniecznie. No chyba że ktoś nie może się z własnym brakiem wiary latami pogodzić. Dochodzenie "do ateizmu" latami to raczej walka z wpojonym przez religijną tresurę strachem. Wszak do bycia ateistą wystarczy akceptacja faktu, że się nie wierzy w bogów.
Dla mnie np. to było raczej olśnienie. Była chwila strachu (o Boże, jestem ateistką, co powie mama???) ale nie trwało to długo. Ba, podejrzewam, że nigdy nie wierzyłam w boga/ów (naprawdę trudno mi to teraz rozstrzygnąć, jestem jakby mało obiektywna i pomimo usilnych starań nie jestem w stanie przywołać tego uczucia, jak to było wierzyć w bozię, Jezuska i aniołki), ale na pewno przez wiele lat bardzo chciałam wierzyć i byłam bardzo pobożną dziewczynką. Prawie do matury. I nagle, no może nie w minutę, ale raczej w przeciągu dni niż lat, dotarło do mnie, że się wygłupiam z tymi modlitwami, mszami, spowiedzią i całym tym kramem. Swoje dołożyły rekolekcje maturalne, na które pojechałam do klasztoru modlić się o dobre wyniki. Takie małe katarsis światopoglądowe.
Osobna sprawa to dojrzewanie ateizmu (nie "do" ateizmu). To, owszem, może zająć lata. Mnie zajęło.
Kiedy patrzę na moje stare (oj stare, najstarsze mają i 15 lat) posty na religii czy częściej na pręgierzu, wątkach które zdryfowały w stronę religii, to jestem mocno zażenowana poziomem mojej argumentacji i zakresem wiedzy. A była to końcówka studiów, człowiek się już nieco otrzaskał intelektualnie. Dziś by mnie nikt takimi prostackimi sofizmatami nie zbił z tropu.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
|  | 2 na 2 | brzezińska43 (1294 punktów) | Zainteresowała mnie Twoja wypowiedź.Czym innym jest zakładać różne drogi ateizacji, a czym innym je poznawać.Mnie było chyba łatwiej, bo nie podlegałem indoktrynacji religijnej, ale nie mógłbym powiedzieć, że od urodzenia jestem ateistą. Patrząc wstecz widzę niezwykle mozolny proces uczenia się. Im więcej wiedziałem tym mniej było we mnie wątpliwości, bo w dyskusjach z katolikami, ze źle pojętego szacunku dla adwersarza zakładałem, że jego punkt widzenia jest równoprawny naukowo.Dawno zarzuciłem taki punkt widzenia.Ale trwało zanim do mnie dotarło, że jest albo - albo a nie to i to.W sumie był to długi proces. Zbyt długi, jak to obecnie oceniam, a szukając przyczyn wymyśliłem jedno - beznadziejną metodologię nauczania w polskich szkołach. Każdy z nas samodzielnie uczył się i nic nie było mu ułatwiane poprzez przedstawienie naukowego sposobu myślenia.Nawet z Twojej wypowiedzi wynika, że ten proces był wieloletni, a odrzucenie religii było jego konsekwencją.Pozdrawiam.
|
|
1 na 1 | slawrys (26 punktów) |
nawrócenie jest tu kwestią sporną, możesz waść robić jak większość - chodzić do kościoła w niedzielę a resztę tygodnia poświęcać prozie życie - prawdopodobnie wśród ateistów jest więcej ludzi przestrzegających normy społeczne (zbliżone do przykazań wiary i przykazań kościelnych) jak wśród katolików - oni tylko uznają wiarę i chodzą do świątyń czynią co innego - ateiści na odwrót;
|
|
 | 2 na 2 | kultywator (288 punktów) | OK. Tyle, że ateiści negują istnienie ojca, syna, i ducha świętego (to Ci dopiero monoteizm). I to ich w oczach wierzących, jakkolwiek "po bożemu" by nie postępowali, dyskwalifikuje.
Coraz większa część naszego importu pochodzi z zagranicy - George Bush
|
|
|  | 1 na 1 | slawrys (26 punktów) | >OK. Tyle, że ateiści negują istnienie ojca, syna, i ducha świętego (to Ci dopiero monoteizm). I to ich w oczach wierzących, jakkolwiek "po bożemu" by nie postępowali, dyskwalifikuje. ------------ Faktem tu jest szukanie na siłę przeciwnika w wojnie nerwów, "wierzącym" są potrzebni wrogowie do piętnowania a nie ludzie postępujący zgodnie z prawem. Nawet nawrócenie nie jest gwarancją uspokojenia "wilków", najlepiej jednak nawracać się w dniu śmierci. Oni będą mieć swoje świadectwo wyższości wiary, a ateista święty spokój z domniemaniem że się nie nawrócił tylko udaje.
Mod: Pamiętaj, proszę, o wielkiech literach w odpowiednich miejscach i kasowaniu zbędnych cytowań.
|
|
6 na 6 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Często słychać stwierdzenie, że kropla> wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża.O to chodzi? "Szukajcie prawdy jasnego płomienia! Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg... Za każdym krokiem w tajniki stworzenia Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia, I większym staje się Bóg!" - Dotyczy to tylko ludzi wciąż eksperymentujących i poszukujących, którzy zatrzymali się na etapie ateizmu. Również tych, których nikt do religijnych praktyk nie zmuszał i nie indoktrynował zbyt nachalnie. Ogólnie nie mających zbyt przykrych doświadczeń związanych z wiarą i religią. > :boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury-Dla tych, którzy doszli do swych poglądów drogą intelektualnych dociekań i widzą nonsensy zawarte w świętych księgach oraz absurdalność i śmieszność zachowań wyznawców wszelkich religii, pozostaje zdrowsza opcja tego samego autora: "Daremne żale - próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia." itd. pozostałe zwrotki tez pasują. Więc nie lękaj się! Z żywymi naprzód... 
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
7 na 7 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest> znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła.Ja za to widzę katolików jako ludzi upośledzonych poznawczo, a często i moralnie, których ostatecznym celem jest śmierć po życiu i w świecie, o których nic specjalnie sensownego nie umieją powiedzieć. > Często słychać stwierdzenie, że kropla wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża.Za Wiki Cytat:Badania przeprowadzone głównie w Stanach Zjednoczonych wśród tamtejszych naukowców dowodzą, że wiara w boga jest odwrotnie skorelowana z posiadaniem wykształcenia naukowego. W 1914 odsetek naukowców w USA negujących bądź wątpiących w istnienie boga wynosił 58%, podczas gdy wśród naukowców "wybitnych" (greater) odsetek ten wynosił 70%. W takich samych badaniach powtórzonych w 1934 roku odsetki te powiększyły się odpowiednio do 67% i 85%. Wpływ "wybitności" albo jej brak na religijność został dalej zbadany w 1998 roku. Wedle ankiety przeprowadzonej wśród członków National Academy of Sciences (wśród jej 2100 członków i 380 zagranicznych współpracowników jest niemal 200 zdobywców nagrody Nobla; dla porównania, wśród wszystkich absolwentów uniwersytetów Cambridge i oksfordzkiego od 1901 roku jest łącznie 140 laureatów), 7% z nich wierzyło w boga. Badania przeprowadzone w 1996 roku a opublikowane w Nature wskazały, że wśród naukowców 60,7% nie wierzy w boga. Badania przeprowadzone w latach 2005-2006 ujawniły, iż jako niewierzący deklaruje się 64% naukowców (w tym 34% całkowicie odrzuca istnienie siły nadprzyrodzonej, a 30% twierdzi, że nie wie i nie ma możliwości poznania czy istnieje jakaś siła nadprzyrodzona). Wyniki badań wskazują również, że istnieje statystycznie istotna rozbieżność pomiędzy odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk przyrodniczych a odsetkiem niewierzących wśród profesorów nauk społecznych. Korelację między wykształceniem naukowym a niewiarą w boga odzwierciedla też fakt, że podczas gdy 60-93% amerykańskich naukowców nie wierzy w boga, wśród przeciętnych obywateli USA odsetek ten wynosi od 8% do 14%. Zatem jesteś po jasnej stronie mocy, więc nie bądź takie Bojątko. > Widzą w nas ludzi na rozstaju dróg, którzy liznęli trochę wiedzy i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy ale tak na prawdę nie posiedli jeszcze tyle wiedzy co Katolicy. Co o tym myslicie?Zastanawiam się, co oni liznęli. Oprócz lizania tyłka swojemu beznadziejnemu stwórcy ze strachu przed wieczną masakrą, to zwykle, co najwyżej, chupa chups albo jakiego loda. > Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego> przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje? Znacie takie przypadki?iNie znam, ale różne straszne nieszczęścia ludziom się przytrafiają.
|
|
 | 2 na 2 | Lodowy (1486 punktów) | >Ja za to widzę katolików jako ludzi upośledzonych poznawczo, a często i moralnie, Masz znajomych, którzy są katolikami? Mówisz im to, co piszesz tu na forum?
|
|
|  | darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Masz znajomych, którzy są katolikami? Mówisz im to, co piszesz tu na forum?
Oczywiście, że mam i oczywiście, że mówię, jeżeli tego typu dyskusja się zawiązuje. Są nauczeni i przyzwyczajeni, zmobilizowani do przemyślenia tego czy tamtego, nawet jeżeli czasami reagują mechanizmami obronnymi w pierwszym momencie. Ba, najczęściej sami sie garną do dyskusji i ją wywołują. Są ciekawi, jeżeli umiejętnie przedstawi im się argumenty. Niektórzy, choć ubolewam że wciąż niewielu, zaczęli coś tam czytać, a część, na przykład tych z pracy przestała kraść, gdy im robiłem wykłady na temat mizerii moralności katolickiej zbudowanej na żenujacym mechanizmie spowiedzi ułatwiającym zrzucenie z siebie odpowiedzialności i uniemożliwienie włączenia się woli poprawy, a nawet dostrzeżenia, że coś tutaj jest nie halo z nimi.
|
|
| |  | 3 na 3 | Lodowy (1486 punktów) | > Oczywiście, że mam i oczywiście, że mówię,Mówisz im prosto w twarz, że są upośledzeni poznawczo i moralnie, a oni, jak piszesz, garną się do dyskusji???  Nieźle ściemniasz darkside. > Niektórzy, choć ubolewam że wciąż niewielu, zaczęli coś tam czytać, a część, na przykład tych z pracy przestała kraść, gdy im robiłem wykłady na temat mizerii moralności katolickiej zbudowanej na żenującym mechanizmie spowiedzi ułatwiającym zrzucenie z siebie odpowiedzialności i uniemożliwienie włączenia się woli poprawy, a nawet dostrzeżenia, że coś tutaj jest nie halo z nimi.Pod wpływem Twojej argumentacji o żenującym mechanizmie spowiedzi przestali kraść???  Rewelacja.
|
|
| | |  | 4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Mówisz im prosto w twarz, że są upośledzeni poznawczo i moralnie, a oni, jak piszesz, garną się do dyskusji??? Nieźle ściemniasz darkside.No to współczuję znajomych i relacji. Też słyszę różne rzeczy, a to że jestem ograniczony duchowo, czy też że moje życie bez wiary i boga jest bezwartościowe i różne tam takie, ale mnie to nie dziwi, ani tym bardziej nie obraża. Rozmawiam, wchodzę w to, bo lubię. Znam ludzi kupę lat, czasami 10, 20, 30 a i całe życie bywa, więc to chyba normalne? Umiesz to sobie wyobrazić? Spieramy sie o różne rzeczy i potrafimy sobie nawtykać ostro. Nie ma znaczenia czy to ktoś z najbliższej rodziny, czy przyjaciele, czy współpracownicy. Jak ktoś jest pierdoła i przewrażliwiona na swoim punkcie primadonna, to rzeczywiście nie miałby co szukać, ale ja takich osób chyba nie znam. No nie kojarzę. W zeszłym tygodniu w pracy zaczęło się od kłótni o homoseksualizm, a skończyło moim, może z 15 minutowym monologiem na temat książki Bartosia "Koniec prawdy absolutnej" czyli właśnie o prawdzie absolutnej, o Tomaszu z Akwinu, o którym nie mieli oczywiście pojęcia plus trochę Platona i Arystotelesa. Bardzo ładnie słuchali, aż się zdziwiłem, że nikt nie przerywał. > Pod wpływem Twojej argumentacji o żenującym mechanizmie spowiedzi przestali kraść??? Rewelacja.  Nie sądzę, żeby to było decydujące, ale raczej to ostatnie, czyli w ogóle umożliwienie im dostrzeżenia, że jak coś jest pod ręką w pracy, to niekoniecznie słusznym jest to zabrać do domu. Bo oni tak z automatu, z przyzwyczajenia, bo to normalne, że jak coś jest - to się bierze, tym bardziej, że słabo pilnują, a przecież w takiej sytuacji to tylko frajer wydaje na coś takiego pieniądze. No i moja konsekwencja w tym gadaniu, za każdym razem. Większość oczywiście dalej kradnie, a ja dalej się ich pytam czy się z tego spowiadają (gdzie tam) itd., ale dwóch dało sobie na wstrzymanie. Nie pytałem ich w sumie o motywy, ale i nie zamierzam.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | tumbili (327 punktów) |
> ale dwóch dało sobie na wstrzymanie.Może lepiej się kryją?  Nie uwierzyłabym Ci w to co piszesz o znajomych, bo zdecydowana większość ludzi (wierzących głównie znam  ) jest przewrażliwiona na swoim punkcie, a znajomych ma się nie tylko z wyboru- żeby ewentualnie takich eliminować ze swojego otoczenia, ale również "z przydziału"  . Ale niedawno sama naubliżałam (?) kumpeli, że jest ograniczona, wychowana na propagandowej literaturze i nieoświecona, a niby wykształcona, tępa baba. A to wszytko przez to, bo powiedziała mi, że stosując antykoncepcję zabijam dzieci!  I.... nie obraziła się  . I chyba coś do niej dotarło. Myślę sobie zatem, że może jednak z tymi ludźmi nie jest tak źle, tylko my telepiemy portkami, żeby kogoś nie urazić?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Brałem to krycie się z początku pod uwagę, ale tego nie ukryjesz na dłuższą metę. > Myślę sobie zatem, że może jednak z tymi ludźmi nie jest tak źle, tylko my telepiemy portkami, żeby kogoś nie urazić?Dokładnie tak jest tumbili. I efekt zwykle taki, jak z Twoją koleżanką. Taki mój ostatni przykład to kolega z pracy, taki nie z najbliższego otoczenia, niedawno odkrył, że ja nie z jedynej słusznej linii programowej, absolutnie nawiedzony, z wytatuowanymi rybami i próbujący mnie ewangelizować  . I tak do mnie podchodzi cały czas, z czego inni mają ubaw. Problem w tym, że on nie ma nic sensownego do powiedzenia, niesamowicie jest nieporadny, co wynika po prostu z niewiedzy, więc mu tłukę do tego jego łba, żeby wziął coś poczytał, dokształcił się cokolwiek, bo się kompromituje. Czasami sugeruję mu to bardzo zasadniczo, bo jak on coś sobie przemyśli, podejdzie i jak wymamrocze, to ręce opadają. Praktycznie zero wiedzy nawet o swojej religii. Nie zauważyłem, żeby nasze relacje się pogorszyły, są cały czas co najmniej dobre. Ludzie obawiają się reakcji innych, są różne, ale generalnie nic strasznego się nie dzieje. Przez tyle lat nie straciłem, ani nie zraziłem do siebie nikogo z tego powodu, ale to może zależeć też od typu własnego charakteru. Z ludźmi można się spierać, można im nawtykać, ale poza tym, trzeba się do nich uśmiechać, lubić ich pomimo takich czy innych róznic i samemu dać się lubić. A, i trzeba samemu umieć przyjmować krytykę (choćby najgłupszą) na klatę, bo to pozwala kontrolować emocje.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Lodowy (1486 punktów) | >Problem w tym, że on nie ma nic sensownego do powiedzenia, niesamowicie jest nieporadny, co wynika po prostu z niewiedzy, więc mu tłukę do tego jego łba, Jak czytam Twoje sformułowania typu "upośledzony" czy "tłuc do łba" to myślę, że po prostu brak Ci kultury i jesteś zarozumiały. Uważaj, że by tak zwracając się do ludzi za którymś razem, używając Twoich sformułowań, nie zarobić po ryju.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Jak czytam Twoje sformułowania typu "upośledzony" czy "tłuc do łba" to myślę, że po prostu brak Ci kultury i jesteś zarozumiały. Uważaj, że by tak zwracając się do ludzi za którymś razem, używając Twoich sformułowań, nie zarobić po ryju.Słusznie! Zawsze należy być kulturalnym człowiekiem. Akurat znalazłem takiego na "Frodzie", to dobra szkoła, oparta i na wysokiej moralności i kulturze. Trochę w temacie, a więc polecam. Gandalf: Ideologie zbudowane na założeniach ateistycznych spowodowały śmierć milionów ludzi w samej tylko pierwszej połowie XX wieku. Jasne że tych ludzi nie wymorodowano w imię ateizmu, ponieważ w imię ateizmu niczego w ogóle nie można dokonać. Ateizm jest prostą negacją istnienia Boga i jako taki jest tylko swoistym samoograniczeniem człowieka, jest eliminacją religijnego pierwiastka w ludzkim życiu i niczym ponadto.
Problem zaczyna się wtedy gdy na bazie ateizmu próbuje się budować jakąkolwiek ideologię, jakąkolwiek koncepcję życia społeczengo czy nawet politycznego. Wtedy konsekwencją takich opartych na ateizmie ideologii zawsze jest zbrodnia i to zbrodnia na skalę masową.
Ateistyczne zafałszowanie polega na tym że ateiści nie potrafią adekwatnie opisać fenomenu wiary religijnej. Fenomenu który nalżey do świata na jakim ci ateisci zyją. Dlatego zawsze będą opisywali wiarę religijną jako jakąś ideologię, urojenie, chorobę psychiczną czy coś w tym rodzaju. Tymczasem religijność jest jednym z podstawowych wyróżników człowieczeństwa i nie da sie jej sprowadzic całkowicie do swiata immanentnego czy wyjasnić bez odwołania do realnie istniejącej Transcendencji. Religijnośc należy do swiata immenentnego, da się ją zweryfikować doświadczalnie ale bez odniesienia do swiata trnnscendentnego nie da się jej prawidłowo wyjaśnić.
Kiedy my ludzie wierzący mówimy: ateizm jest negacją istnienia Boga, to wiemy o czym mówimy czyli jestesmy świadomi tego czym jest ateizm, prawidłowo opisujemy istotę ateizmu. Kiedy ateista mówi o religii z reguły zawsze wypowiada sie o niej w sposób zafałszowany, nieadekwatny i niekompetentny czyli straszliwie ograniczający.
I powtarzam: nie wolno tu mylić naszego "apofatycznego" mówienia o Bogu który należy do świata transcendnetnego z zafałszowanym mówieniem ateisty o religii, która wszak nalezy do swiata immanentnego. Stąd poglad ateistyczny (nawet nie światopogląd) jest pogladem co najmniej żałosnym jesli nie śmiesznym.
Eliminując Boga z wlasnych poszukiwań człowiek zaczyna poruszać się w labiryncie doczesnych uwarunkowań. Labiryncie, który nie ma ani wejścia ani wyjścia. Takie poszukiwanie obiektywnych wartości bez żadnego odniesienia do Boga jest czyms z gruntu beznadziejnym i bezsensownym. Kończy się ostatecznie rozkładem wszystkiego i własnie bezsensem śmierci.
Cóż z tego że historia doceni albo nie doceni trud życia ateisty. Dla niego sekundę po smierci nie będzie to miało już zadnego znaczenia. Jedyną "obiektywną" rzeczywistością z jaką bedzie miał do czynienia bedzie rzeczywistość trupich robaków. Perspektywa zaiste "godna" ludzkich starań, wysiłków, poświęceń, zachwytów, rozczarowań.
Dlatego trudno o bardziej bezsensowny pogląd na zycie i rzeczywistość niż pogląd ateistyczny.
Ateizm nazywam głupim i ograniczającym pogladem na świat i rzeczywistość. Nigdy nie postawię znaku równości między pogladem głupim i poglądem rozumnym. Ja tę granicę po prostu widzę bardzo jasno i bardzo wyraźnie. Dlatego własnie uważam że pomiedzy ludźmi religijnymi a ateistami nie ma sensu prowadzić żadnej dyskusji na tematy dotyczace wiary religijnej, religii czy Boga. W tych tematach pomiedzy ludźmi religijnymi a ateistami żadnego porozumienia nigdy nie będzie. Może przykre to jest ale ja ateistycznej głupoty z żadną madrościa raczej nigdy nie utożsamię. Można kulturalnie? Jak widać można, trzeba tylko z dobrego środowiska się wywodzić. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
> Można kulturalnie?Oj, można, i nawet kulturalniej jeszcze, a jak mądrze przy tym!: Cytat:Najciekawsze, że z moich obserwacji wynika, że typowy ateista to fan Wojewódzkiego i prymitywnych kabaretów. Taki jest poziom tych ludzi. To nie są inteligenci, a jeśli już to ćwierćinteligenci. Poza tym ateisty nic nie powstrzyma przeciwko oszukaniu, okradzeniu Cię - zrobi to bez żadnych skrupułów, bo on w nic nie wierzy, w żadną karę. To są ogólnie ciężcy ludzie do współżycia. Dla nich rozwód to jak splunięcie. Kierują się tylko i wyłącznie swoimi popędami, bardzo łatwo ich kupić za pieniądze. Nic tylko współczuć. forum.inte(*)entarze,catId,1902,dId,2038600
|
|
| | | | | | | | |  | | slawrys (26 punktów) | Poza tym ateisty nic nie powstrzyma przeciwko oszukaniu, okradzeniu Cię - zrobi to bez żadnych skrupułów, bo on w nic nie wierzy, w żadną karę. To są ogólnie ciężcy ludzie do współżycia. Dla nich rozwód to jak splunięcie. Kierują się tylko i wyłącznie swoimi popędami, bardzo łatwo ich kupić za pieniądze. Nic tylko współczuć. ___________ Bardzo dziwne - Trafiłem kiedyś w parafie KrK - oszukali bez skrupułów; gdy żona poszła do pracy dostałem warunek albo jej zabronię pracować albo rozbiją nasz związek - wyszło im jak splunął. To takie "przyganiał kocioł garnkowi, a sam smoli. To co Pani napisała robią też "wierzący" zgodnie z przysłowiem "nie wszystkim wychodzi na zdrowie okazanie miłości przez jej wyznawców".
|
|
| | | | | | | | |  | | Sewerin (6 punktów) | > Cytat:Nic tylko współczuć. Brawa dla wierzących! Nie kradną i nie oszukują, dlatego że spotka ich za to kiedyś kara, a nie, dlatego że jest to po prostu nieuczciwe. Osobiście nie popełniam wcześniej wymienionych czynności, bo nie chciałbym sam zostać oszukany, czy okradziony. Współczuć należy, ale tego typu wierzącym.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 5 | Lodowy (1486 punktów) | >Słusznie! Zawsze należy być kulturalnym człowiekiem. Akurat znalazłem takiego na "Frodzie", to dobra szkoła, oparta i na wysokiej moralności i kulturze. Trochę w temacie, a więc polecam. Nie zaglądam na "Frodę" ani na "Frondę", bo mnie to nie interesuje. Uważam też, że wklejanie potężnych cytatów z innego forum w kilku wątkach jest zwykłym zaśmiecaniem forum Racjonalisty. ps. Andrzejku, po raz kolejny proszę o nie odpowiadanie na moje posty. To jest forum dyskusyjne, a ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Andrzejku, po raz kolejny proszę o nie odpowiadanie na moje posty. To jest forum dyskusyjne, a ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować. Wielce Szanowny Panie Lodowy, to nie jest Pańskie prywatne forum (tak jak i nie moje). Moja reakcja była przeznaczona tylko dla osób potrafiących ją zrozumieć, a więc zupełnie nie do Pana i żadnego merytorycznego komentarza z Pańskiej strony się nie spodziewałem.
Jest to otwarte forum dla racjonalistycznej inteligencji, gdzie każdy publikuje swoje teksty pod publiczny osąd i każdy ma prawo się do nich odnieść. Osobiście mam Pana - ze względu na jego poziom intelektualny i kulturalny - w głębokim poważaniu i wprost nie mam o czym z Panem dyskutować, ale uważam że jest to nasze forum, na którego poziomie mi zależy i dlatego na prymitywizm kulturalny i głupotę reaguję i mam zamiar dalej tak czynić. Powyższą wypowiedź też nie kieruję do Pana, bo i po co?
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Jak czytam Twoje sformułowania typu "upośledzony" czy "tłuc do łba" to myślę, że po prostu brak Ci kultury i jesteś zarozumiały. Uważaj, że by tak zwracając się do ludzi za którymś razem, używając Twoich sformułowań, nie zarobić po ryju. Nie wiem, czy jest sens kopać się z koniem, ale niech tam. Jeżeli w dyskusji hipotetyczny katolik określi mnie jako osobę zagubioną (o czym napisała Bojątko) czy inaczej w ich w stylu, to ja pozostawiam sobie prawo do reakcji, odpowiedzenia mu, że dla mnie jest osobą upośledzoną poznawczo lub coś podobnego, nie widzę żadnego problemu. Kierowanie się w życiu naukami kościoła, kształtowanie własnych wyobrażeń i wiedzy o życiu, świecie czy człowieku wedle wskazań kościoła katolickiego upośledza poznawczo w mojej ocenie i tyle. Można z tym dyskutować. Czy walić w ryj? Może tam u Ciebie tak się dyskutuje czy sprzecza w kwestiach światopoglądowych, u mnie nie. Kwestia kultury. Teraz tłuczenie do łba. Jeżeli ktoś (40latek z wielkimi rybami na rękach i tak samo wielkim krzyżem na szyi) podchodzi do mnie, jeżeli nie codziennie, to na pewno co drugi dzień i straszy piekłem i słusznym cierpieniem (ja mu np. opowiadam o poena damnationis, sensus i vermis), a jego złotą formułą jest "masz jeszcze czas" i na wszystkiem moje zgadnienia odpowiada tego typu ratującymi mnie hasłami ("wierzę w ciebie"), bez żadnej refleksji nad sobą i nad tym co do niego mówię, bez żadnej sensownej myśli, to moje określenie jego głowy w tej sprawie uważam za celne. Ale i tak go lubię, a on mnie, chodzimy czasami z pracy przez miasto, bywa że wypijemy piwo. I obaj nie cierpimy Pisu oraz ojca dyrektora też. Obaj uwielbiamy muzykę, podróże, góry, mamy wspólne tematy, więc nie widzę powodu, żeby się walić po ryju. A Twoje projekcje na mnie to już Twój problem.
|
|
4 na 4 | brzezińska43 (1294 punktów) | Dałbym wiele, by móc posiąść ocean wiedzy i na domiar pozytywnie ten stan zweryfikować.Niestety wyobraźnia podpowiada mi, że nawet wówczas nie nastąpiłoby moje nawrócenie.Podstawowym powodem jest konieczność przyjęcia założenia istnienia boga, a golę się bardzo starą brzytwą Ockhama. To wyklucza możliwość uznania jakiegokolwiek boga. W kwestii katolickiego pochówku. Skąd pewność nawrócenia? Może lepiej założyć serwilizm rodziny?
|
|
9 na 9 | mrSpock (2845 punktów) | Pokaż mi tych katolików z oceanem wiedzy niech pokażą ten ocean. Tylko proponuję Ci żebyś dobrze się przypatrzył, bo często się okazuje, że ten "ocean" niknie w kroplach wiedzy wielu ateistów. To jest ich takie blablanie po to, żeby dodać sobie wyższości lubią uważać się za lepszych jednak, kiedy przychodzi co do czego to ich argumentami są niezmiennie: 2000 lat jest nas większość a skoro większość twierdzi, że jest tak jak jest to coś w tym być musi. To jest ich ocean wiedzy.
|
|
 | | Kamil1838 (521 punktów) | Wcale nie dziwię się temu tłumaczeniu. Przecież nie da się sensownie udowodnić bzdur.
|
|
5 na 5 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > wyjasniam dla czego pytam: boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury Ale konkretnie w które bzdury? Bo to, że gdzieś z tyłu głowy mrowi "a może COŚ WIĘCEJ istnieje" to raczej normalne. Pewnie np. na łożu śmierci mrowi bardziej. Niewielu jest ateistów na 100%. Niemniej z faktu, że "może coś jest" i że "nie można wykluczyć, że nie ma" w żaden sposób nie da się wywnioskować, która religia, o ile w ogóle, jest tą prawdziwą. Przeczucie, że może jest jakaś istota wyższa nijak ma się doktryny, nakazów i zakazów jakiejkolwiek religii. Każdy system wierzeń jest oparty na tym samym - na fantazji jego twórców. Jeżeli kiedyś Cię coś "trzaśnie" i nawrócisz się na jakąkolwiek religię (stawiam na tą, w której byłeś wychowany lub tą, która jest najpopularniejsza w społeczeństwie, w którym akurat będziesz żył - chciałabym mieć take szanse trafienia w totka!), znaczyć to będzie, że albo doznałeś uszkodzenia mózgu albo tak naprawdę Twój ateizm nigdy nie dojrzał, a dziecięcy strach przed groźną bozią gdzieś tam ciągle się tli. Dobrą odtrutką na "groźbę" nawrócenia się jest nauka i wiedza.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
 | 1 na 1 | kkuj (614 punktów) | > Bo to, że gdzieś z tyłu głowy mrowi "a może COŚ WIĘCEJ istnieje" to raczej normalne. Pewnie np. na łożu śmierci mrowi bardziej. Niewielu jest ateistów na 100%.A idź z taką gradacją ateizmu. Teizm to przekonanie o prawdziwości tezy boga osobowego, ateizm to brak takiego przekonania. Wlicza się do tego: nie wiem, nie zastanawiałem/łam się, argumenty "za" mnie nie przekonują, uważam za prawdziwą tezę przeciwną, etc. No chyba, że mówisz o logice rozmytej w której określasz pewne prawdopodobieństwa tego czy jesteś przekonana o prawdziwości tezy (w tym wypadku jesteś zapewne androidem  ), lub jesteś przekonana o prawdziwości tezy o tym, że prawdopodobieństwo istnienia boga jest równe około x%.
|
|
6 na 6 | rysiek (4593 punktów) | >(...) kropla wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża. Taak, to widać, słychać i czuć... Zwłaszcza w dominującej w Polsce "religijności ludowej". Taka prawda, jak większość tzw. prawd religijnych, czyli, cytując pewnego księdza "g...o prawda". A czy będąc ateistą można zacząć wierzyć? Oczywiście, zmiana poglądów to nic niezwykłego, niezwykłe mogą być za to powody tej zmiany. Ktoś znany (nie pamiętam już kto) napisał, że będąc wtedy niewierzącym, wyszedł w nocy z namiotu na Saharze i spojrzał w niesamowicie rozgwieżdżone niebo, i w tym momencie ogarnęło go niezwykłe i mocne przekonanie o istnieniu Boga. Tak więc, należy uważać wychodząc nocą z namiotu, zwłaszcza na Saharze.
|
|
8 na 8 | plodzien (7378 punktów) | > Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego> przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje? >Oczywiście. Wszędzie widać obecność Boga. Trzeba tylko wykazać się odpowiednią spostrzegawczością. To znane przypadki : - większości generałów sztabu generalnego i członków PZPR, którzy na początku lat 90 wzięli swoje stare, ubrali w welony i powiedzieli tak w kościołach, - Tusk także ożenił się trochę później, - Andrzej Łapicki przez całe dziesięciolecia machający rączką w stronę pierwszomajowej trybuny i tak jakoś czule wpatrujący się w oczy na niej stojących. > Znacie takie przypadki? >Ja też jestem tego przykładem. Nie wiem jakie były przemyślenia wskazanych powyżej, ale czuję, że na pewno inne niż moje. Bo jeśli na przełomie ustrojów doznałem jakiejś iluminacji - to tylko takiej, że zmieniły się pijawki. W moim przypadku nie chodziło też o to, że np. wsłuchałem się w piękne przemówienie JP2 czy Benka któregośtam; żadne organy najpiękniej grające nie nawróciły mnie, ani też nie chodziło o to, że patrząc na piękno gór - doszedłem do wniosku, że coś tak pięknego nie mogło powstać samo z siebie. Na zmianę stanowiska w tej sprawie nie miało też wpływu to, że kiedyś na ciężkim kacu o świcie przez chwilę myślałem, że przyszedł do mnie duch święty a później okazało się, że to gołąb spacerował sobie po parapecie. Nie. Do wniosku, że Bóg nie tylko istnieje, ale też ma poczucie humoru doszedłem na podstawie codziennych obserwacji zwyczajnych zdarzeń z życia. - jeśli w totku skreślisz dowolnie pomyślane liczby, dajmy na to: 1, 5, 20, 22, 33, 40 - to oczywiste jest nie tylko, że wylosowane zostaną inne, ale jeszcze te tuż obok. Co jest szczególnie irytujące dla grającego a zabawne dla Pana Boga, który ma ubaw po pachy; - gdy na przystanku zatrzymują się tramwaje o numerach: 1, 5, 15, 17, 22 - ostatni przyjedzie ten, którym chcę jechać. Zawsze. A to nie może być przypadek.
|
|
 | 4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > - jeśli w totku skreślisz dowolnie pomyślane liczby, dajmy na to: 1, 5, 20, 22, 33, 40 - to oczywiste jest nie tylko, że wylosowane zostaną inne, ale jeszcze te tuż obok. Co jest szczególnie irytujące dla grającego a zabawne dla Pana Boga, który ma ubaw po pachy;> - gdy na przystanku zatrzymują się tramwaje o numerach: 1, 5, 15, 17, 22 - ostatni przyjedzie ten, którym chcę jechać. Zawsze. A to nie może być przypadek.  Ja w tym widzę znak. Bez przesady, żeby się aż trzy powtórzyły. To też nie może być przypadek. ON do Ciebie przemówił, przekornie, ale w wyjątkowo wyrafinowany sposób.
|
|
2 na 2 | kkuj (614 punktów) | >Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje?
Określanie siebie jako ateisty wiąże się jedynie z braku przekonania o prawdziwości tezy, które głosi teista (inna sprawa, że teiści formułują tyle różnych i często wykluczających się tez), szczególnie w stosunku do osobowego boga. To tylko i aż tyle.
Brak przekonania może wynikać z różnych przyczyn. Przykładowo, dana osoba nie została zaznajomiona z "dobrą" "nowiną" religii teistycznej (mem, czy koncepcja teizmu trwa między innymi dlatego, że nakazuje głosić tą tezę jako prawdziwą, w szczególności dzieciom, których myślenie krytyczne jeszcze nie jest wykształcone). Może wynikać, z przekonania o tym, że życie na naszej planecie zostało zapoczątkowane i jest kontrolowane przez organizmy z poza układu słonecznego (tzw. obcy), i choć pewnie takie przekonania się nie wykluczają to jedną z największych grup ateistów w USA stanowią właśnie UFO-maniacy. Inne osoby są "ateistami" czy raczej niewiernymi z powodu antyklerykalizmu, tzn. pewna teza boga do nich przemawia (np. mówią, trzeba w coś wierzyć, coś musi być, etc. deistycznymi stwierdzeniami określają swoje teistyczne przekonania), jednak są przeciwni zorganizowanej religii, czyli kościołom. Niektórzy jawnie deklarują ateizm, ze względu na element buntu przeciwko establishmentowi, bycia alternatywnym, czyli z hipsterstwa (czy jak tam te ciule się nazywają)
W kontekście twojego pytania, najbardziej interesująca jest grupa która kieruje się pewną filozofią (np. naturalizmem metodologicznym), a ateizm jest jedynie konsekwencją takiej postawy. Paradoksalnie jest to grupa najłatwiej, a zarazem najtrudniej skłonna do zmiany przekonania co do tezy boga. Najłatwiej - bo o ile są koherentni to w przypadku pojawienia się zjawiska, którego nie można wytłumaczyć na gruncie naturalizmu a w sposób niepozostawiający wątpliwości zjawisko to wpływa na rzeczywistość w sposób nadprzyrodzony, to mogą w pewnych wypadkach uznać tezę boga za prawdziwą (od tego do twierdzenia, że mężczyzna o imieniu Joszua 2 tysiące lat temu urodził się w wyniku partenogenezy i dokonywał transformacji wody w wino bez procesu fermentacji, czy co tam jest według kościołów alegorią a co prawdą jest daleko). Najtrudniej - ponieważ tego typu osoby nie przekonuje argumentacja z autorytetu, z własnej niewiedzy, etc. Posługują się oni narzędziami poznawczymi, które skutecznie przeciwdziałają klękaniu przed bozią.
|
|
 | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Brak przekonania może wynikać z różnych przyczyn. Przykładowo, dana osoba nie została zaznajomiona z "dobrą" "nowiną" religii teistycznej (mem, czy koncepcja teizmu trwa między innymi dlatego, że nakazuje głosić tą tezę jako prawdziwą, w szczególności dzieciom, których myślenie krytyczne jeszcze nie jest wykształcone). Może wynikać, z przekonania o tym, że życie na naszej planecie zostało zapoczątkowane i jest kontrolowane przez organizmy z poza układu słonecznego (tzw. obcy), i choć pewnie takie przekonania się nie wykluczają to jedną z największych grup ateistów w USA stanowią właśnie UFO-maniacy. Inne osoby są "ateistami" czy raczej niewiernymi z powodu antyklerykalizmu, tzn. pewna teza boga do nich przemawia (np. mówią, trzeba w coś wierzyć, coś musi być, etc. deistycznymi stwierdzeniami określają swoje teistyczne przekonania), jednak są przeciwni zorganizowanej religii, czyli kościołom. Niektórzy jawnie deklarują ateizm, ze względu na element buntu przeciwko establishmentowi, bycia alternatywnym, czyli z hipsterstwa ( czy jak tam te ciule się nazywają) W ogóle fajnie piszesz.
> o ile są koherentni to w przypadku pojawienia się zjawiska, którego nie można wytłumaczyć na gruncie naturalizmu a w sposób niepozostawiający wątpliwości zjawisko to wpływa na rzeczywistość w sposób nadprzyrodzony ? Jak? Jakiś przykład - choćby hipotetyczny?
>[...] to mogą w pewnych wypadkach uznać tezę boga za prawdziwą Czy człowiek w ogóle jest zdolny do tego, by poznać coś, czego nie odbierze zmysłami? A jeśli nawet istnieją pewne twory tylko ideowe - jak obiekty matematyczne, czy Bóg - to skąd się one biorą?
No dobra - masz jeszcze OBJAWIENIA - skąd te się biorą, to już kwestia wiary. Neuroteologia wszak to bada.
>Posługują się oni narzędziami poznawczymi, które skutecznie przeciwdziałają klękaniu przed bozią. Tym narzędziem jest tylko konsekwentnie stosowany rozum.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
|  | 2 na 2 | kkuj (614 punktów) | > >Niektórzy jawnie deklarują ateizm, ze względu na element buntu przeciwko establishmentowi, bycia alternatywnym, czyli z hipsterstwa ( czy jak tam te ciule się nazywają)> W ogóle fajnie piszesz.Dzięki  > ?> Jak?> Jakiś przykład - choćby hipotetyczny?Jakiś czas temu założyłem taki wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,459859podałem tam pewne w/g mnie mocne procedury sprawdzające wpływ teistycznego boga na rzeczywistość, który jednocześnie jest w pewnym sensie nadprzyrodzony. > >[...] to mogą w pewnych wypadkach uznać tezę boga za prawdziwą> Czy człowiek w ogóle jest zdolny do tego, by poznać coś, czego nie odbierze zmysłami? A jeśli nawet istnieją pewne twory tylko ideowe - jak obiekty matematyczne, czy Bóg - to skąd się one biorą?Bertrand Russel stworzył całą logikę, która właśnie zajmuje się tego typu paradoksalnymi bytami, które istnieją ale nie istnieją. > No dobra - masz jeszcze OBJAWIENIA - skąd te się biorą, to już kwestia wiary. Neuroteologia wszak to bada.Dla mnie jeśli ktoś doznał objawienia, to dla niego może to być wystarczający powód aby uznać tezę boga za prawdziwą. Nie ma on/ona jednak argumentu aby przekonać kogo innego. > >Posługują się oni narzędziami poznawczymi, które skutecznie przeciwdziałają klękaniu przed bozią.> Tym narzędziem jest tylko konsekwentnie stosowany rozum.Zgoda, ale rozum ( np. wnioskowanie logiczne) bez testów statystycznych, brzytwy Occam'a, testów podwójnej próby, itd. jest często nieefektywny.
|
|
| |  | | maceox (6766 punktów) | > >Jakiś przykład - choćby hipotetyczny?> Jakiś czas temu założyłem taki wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,459859> podałem tam pewne w/g mnie mocne procedury sprawdzające wpływ teistycznego boga na rzeczywistość, który jednocześnie jest w pewnym sensie nadprzyrodzony.W pewnym sensie? Ale Boga z Twojego testu moglibyśmy poznać doświadczeniem ZMYSŁOWYM, a zatem byłoby to jakieś oddziaływanie mierzalne fizycznie. Co to ma wspólnego z nadprzyrodzonością? Że wstrzymałby ziemię? A kto taki? Naukowcy zaraz zaczęliby badać przyczyny. > >>[...] to mogą w pewnych wypadkach uznać tezę boga za prawdziwą> >Czy człowiek w ogóle jest zdolny do tego, by poznać coś, czego nie odbierze zmysłami? A jeśli nawet istnieją pewne twory tylko ideowe - jak obiekty matematyczne, czy Bóg - to skąd się one biorą?> Bertrand Russel stworzył całą logikę, która właśnie zajmuje się tego typu paradoksalnymi bytami, które istnieją ale nie istnieją.Ja zakładam, że one z mózgu się biorą. > >No dobra - masz jeszcze OBJAWIENIA - skąd te się biorą, to już kwestia wiary. Neuroteologia wszak to bada.> Dla mnie jeśli ktoś doznał objawienia, to dla niego może to być wystarczający powód aby uznać tezę boga za prawdziwą. Nie ma on/ona jednak argumentu aby przekonać kogo innego.To prawda > >>Posługują się oni narzędziami poznawczymi, które skutecznie przeciwdziałają klękaniu przed bozią.> >Tym narzędziem jest tylko konsekwentnie stosowany rozum.> Zgoda, ale rozum ( np. wnioskowanie logiczne) bez testów statystycznych, brzytwy Occam'a, testów podwójnej próby, itd. jest często nieefektywny.Te testy i brzytwa Ockhama itd. to tylko właśnie konsekwencja w stosowaniu rozumu.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | |  | 2 na 2 | kkuj (614 punktów) | >Ale Boga z Twojego testu moglibyśmy poznać doświadczeniem ZMYSŁOWYM, a zatem byłoby to jakieś oddziaływanie mierzalne fizycznie. Co to ma wspólnego z nadprzyrodzonością? Że wstrzymałby ziemię? A kto taki? Naukowcy zaraz zaczęliby badać przyczyny.
W ogóle nie interesują mnie w tym teście boginie i bogowie, którzy nie oddziałują z rzeczywistością, bo są oni nieodróżnialni nieistniejących bytów, które również nie oddziałują. Nadprzyrodzoność polega na tym, że gdyby mieć komputer składający z się wszystkich atomów we wszechświecie, w którym jeden przełącznik zbudowany jest z 1 atomu, nie jest w stanie rozwiązać takiego problemu kombinatorycznego, a taki byt ma. Niezależnie, czy ma taką możliwość w sposób magiczny, czy w sposób naturalny to dla nas jest to nierozróżnialne. Dzięki rozwiązywaniu takich problemów może np. przewidywać przyszłość z niebywałą precyzją (np. 1000 rzutów kostką etc.) Podobnie z drugim przykładem. To tak jak z testami skuteczności modlitw. Przecież teiści to właśnie postulują, że bóg coś tam raz kiedyś manipuluje rzeczywistością. Osoby religijne to nie deiści, bo dla mnie to też ateiści. To, że coś oddziałuje z rzeczywistością nie oznacza, że można to wytłumaczyć w sposób naturalny (dla mnie naturalizm metodologiczny nie jest dogmatem, a na dzień dzisiejszy filozofią dzięki której moje poglądy są w największym stopniu zgodne z rzeczywistością). I nawet nie chodzi o to, że jeśli czegoś nauka nie wie to automatycznie wyjaśnieniem jest panbuk.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > >Ale Boga z Twojego testu moglibyśmy poznać doświadczeniem ZMYSŁOWYM, a zatem byłoby to jakieś oddziaływanie mierzalne fizycznie. Co to ma wspólnego z nadprzyrodzonością? Że wstrzymałby ziemię? A kto taki? Naukowcy zaraz zaczęliby badać przyczyny.> W ogóle nie interesują mnie w tym teście boginie i bogowie, którzy nie oddziałują z rzeczywistością, bo są oni nieodróżnialni nieistniejących bytów, które również nie oddziałują.Zgoda. > Nadprzyrodzoność polega na tym, że gdyby mieć komputer składający z się wszystkich atomów we wszechświecie, w którym jeden przełącznik zbudowany jest z 1 atomu, nie jest w stanie rozwiązać takiego problemu kombinatorycznego, a taki byt ma.Czy ten byt, który ma taką możliwość jest tylko postulowany, czy weryfikowalny? Istniałby w rzeczywistości poznawalnej przez człowieka, albo wywierał w niej przynajmniej jakieś skutki? Skoro tak, to nauka by te skutki jego działalności badała i nie byłoby w tym nic nadprzyrodzonego. Chyba, że chodzi Ci o to, że w ogóle istnieje materia (przynajmniej w naszej myśli  ) i nie jest tak, że niczego nie ma. Przyznam, że skłania to do refleksji, ale jakoś trudno mi to nazwać "nadprzyrodzonym". Niektórzy mówią o transcendencji. Też ładne słowo. > Dzięki rozwiązywaniu takich problemów może np. przewidywać przyszłość z niebywałą precyzją (np. 1000 rzutów kostką etc.)Przecież to jest tylko kwestia odpowiedniej dokładności w kontrolowaniu warunków wyjściowych przy wyrzucie. To tylko kwestia obliczenia pod jakim kątem i z jaką siłą wyrzucić kostkę, aby zawsze wychodziła szóstka. Oczywiście trzeba by te kąty i siłę umieć kontrolować, ale nadprzyrodzoności w tym nie widzę. > Podobnie z drugim przykładem. To tak jak z testami skuteczności modlitw.Jak placebo? > Przecież teiści to właśnie postulują, że bóg coś tam raz kiedyś manipuluje rzeczywistością.No tak. Pytanie, na jakiej podstawie oni tak przyjmują, i co tym Bogiem nazywają. > Osoby religijne to nie deiści, bo dla mnie to też ateiści.Prawie się zgodzę. Pytanie, po co w ogóle coś mówić o Bogu. (No chyba, że poetycko) > To, że coś oddziałuje z rzeczywistością nie oznacza, że można to wytłumaczyć w sposób naturalny.Tak, może się zdarzyć, że wszystkiego nie wytłumaczymy w zakresie materialnych zależności panujących w rzeczywistości odbieranej przez nas zmysłami. Świadczy to tylko o naszych możliwościach poznawczych. To co kryje się poza tymi możliwościami można nazwać Bogiem, tylko po co? Ja wolę "nie wiem". > (dla mnie naturalizm metodologiczny nie jest dogmatem, a na dzień dzisiejszy filozofią dzięki której moje poglądy są w największym stopniu zgodne z rzeczywistością).W ogóle błędem jest zakładać jakieś dogmaty, to prawda. Przydatne są założenia, które można zmienić. > I nawet nie chodzi o to, że jeśli czegoś nauka nie wie to automatycznie wyjaśnieniem jest panbuk.Właśnie dokładnie o to chodzi. Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | |  | | kkuj (614 punktów) | Nie lubię grać roli teisty, ale myślę, że zbyt dużą uwagę poświęcasz "nadprzyrodzoności". Teiści nie wierzą w boga bo jest nadprzyrodzony, tylko z bardziej przyziemnych powodów. Gdyby był sobie bóg, który stworzył wszechświat (i moglibyśmy to jakoś paradoksalnie badać w trakcie) i rzeczywiście zmartwychwstał przy pomocy jakiegoś naturalnego procesu, ciągle monitorowany to nazwałbyś go nie nadprzyrodzonym, ale funkcjonowałby on jako bóg tak czy tak. Chcesz powiedzieć, że nie ma takich dowodów, które przekonały by cię że jakiś teistyczny bóg istnieje (no który ma choć część cech przypisywanych mu przez religie, tak aby nie był wewnętrznie sprzeczną koncepcją)? Oczywiście ciężko wyobrazić mi sobie jakie dowody potwierdziły by istnienie boga biblijnego, którego czempioni podbijali wyżynne wioski tubylcze, ale nie radzili sobie z ludami w dolinach bo tamci mieli wozy z żelaza. Mimo to polecam jako ćwiczenie umysłowe (tylko jeśli uznasz że nie jest to strata czasu,i nie masz co innego do roboty) zastanowić się jakie dowody teiści powinni przedstawić, aby ich tezy mogły być uznane za prawdziwe. Mam problem moimi dowodami, bo mało kto rozumie na ile są one rzetelniejsze od innych bardziej obrazowych ale dla mnie mniej przekonywujących : np. jest osoba, która twierdzi, że siłą umysłu możne sterować oddziaływaniem grawitacyjnym między otoczeniem a "atomami z których się składa". I rzeczywiście w kontrolowanych warunkach osoba ta mimo najlepszych testów wyraźnie zgodnie z deklarowanymi zamiarami powoduje zanik częściowy lub pełny oddziaływania grawitacyjnego. Oczywiście ta osoba wyjaśnia jednocześnie w jaki sposób spełnia tezy teistów co do tworzenia wszechświata, czy co tam oni postulują, w taki sposób że nie można zarzucić temu kłamu, jednocześnie polimorfując naprzemiennie w smoka i potwora spaghetti. Niezależnie czy da się wyjaśnić zdolności, czy nie, ludzie uznają że jest to panbuk.
Podsumowując, nie mam kłopotu ze słowem bóg, niech sobie ludzie stawiają tezy nadprzyrodzonych, nienadprzyrodzonych, męskich żeńskich nijakich, jednorożcach, żółwiach stojących na słoniach, etc. o ile nie twierdzą, że stawiana teza jest prawdziwa. Rozumiem czemu takie słowo/koncepcja wytrych się pojawiło.
|
|
| | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Nie lubię grać roli teisty, ale myślę, że zbyt dużą uwagę poświęcasz "nadprzyrodzoności". Ty użyłeś to słowo i ja się do niego przyczepiłem, bo uważam, że nadprzyrodzoność jest dla nas po prostu pewną ideą - wręcz poetyckim tylko wyrażeniem, którego w żaden sposób zweryfikować się nie da. W NATURZE NADPRZYRODZONOŚĆ NIE ISTNIEJE. Kulturowo to słowo może mieć pewne znaczenie jako opis pewnych przeświadczeń.
Istnieją natomiast niewytłumaczone zjawiska, które z różnym skutkiem bada nauka. To nie ma nic wspólnego z nadprzyrodzonością. Po prostu nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania.
>Teiści nie wierzą w boga bo jest nadprzyrodzony, tylko z bardziej przyziemnych powodów. Gdyby był sobie bóg, który stworzył wszechświat (i moglibyśmy to jakoś paradoksalnie badać w trakcie) i rzeczywiście zmartwychwstał przy pomocy jakiegoś naturalnego procesu, ciągle monitorowany to nazwałbyś go nie nadprzyrodzonym, ale funkcjonowałby on jako bóg tak czy tak. No tak.
>Chcesz powiedzieć, że nie ma takich dowodów, które przekonały by cię że jakiś teistyczny bóg istnieje (no który ma choć część cech przypisywanych mu przez religie, tak aby nie był wewnętrznie sprzeczną koncepcją)? Dokładnie tak! Byłem świadkiem sytuacji dość paranormalnej, ale dlaczego miałoby to świadczyć cokolwiek o jakimś Bogu? Po prostu sytuację tą trudno wytłumaczyć na gruncie aktualnej wiedzy naukowej, ale sama w sobie była zupełnie naturalna, bo po prostu zaistniała jako sytuacja. Jednak sądzę, że kiedyś nauka tego rodzaju zdarzenia wyjaśni, a w każdym razie tylko właśnie nauka zrobi to w weryfikowalny sposób.
>Oczywiście ciężko wyobrazić mi sobie jakie dowody potwierdziły by istnienie boga biblijnego, którego czempioni podbijali wyżynne wioski tubylcze, ale nie radzili sobie z ludami w dolinach bo tamci mieli wozy z żelaza. Cały problem polega na tym, że Bóg to jest tylko idea. To jest ludzkie pojęcie, wyrażone ludzkim językim opisujące pewne ludzkie wyobrażenie. Nie ma korelatu w świecie natury. Z kolei najdziwniejsze zjawisko - nawet gdyby zaistniało - nawet gdyby przeczyło wszelkim prawom fizyki świadczyłoby o niczym innym, jak o tym, że właśnie tylko zaistniało. I tak nie widziałbym możliwości mówienia o Bogu - nawet gdyby przestała działać grawitacja, albo ziemia by się zatrzymała. No to by się zatrzymała. I co z tego? Najwyraźniej istniałaby jakaś tego naturalna przyczyna, skoro objawiła się w naturalnym świecie. Problem naukowców, czy potrafiliby tę przyczynę odkryć, czy nie.
>Mimo to polecam jako ćwiczenie umysłowe (tylko jeśli uznasz że nie jest to strata czasu,i nie masz co innego do roboty) zastanowić się jakie dowody teiści powinni przedstawić, aby ich tezy mogły być uznane za prawdziwe. Otóż uważam, ze takie dowody są z założenia niemożliwe, dlatego, ze nawet gdyby Bóg zszedł na ziemię i powiedział "Jestem Bogiem", to tylko usłyszelibyśmy to uszami i zobaczyli oczami, a zatem byłoby to dla nas zjawisko w pełni naturalnie odbierane zmysłami. A rolą naukowców byłoby się zapytać: a skąd przyszedłeś?
>Mam problem moimi dowodami, bo mało kto rozumie na ile są one rzetelniejsze od innych bardziej obrazowych ale dla mnie mniej przekonywujących : np. jest osoba, która twierdzi, że siłą umysłu możne sterować oddziaływaniem grawitacyjnym między otoczeniem a "atomami z których się składa". I rzeczywiście w kontrolowanych warunkach osoba ta mimo najlepszych testów wyraźnie zgodnie z deklarowanymi zamiarami powoduje zanik częściowy lub pełny oddziaływania grawitacyjnego. Zakładając nawet, że jest to możliwe - to aberracja od praw fizyki jest tylko odmiennych ruchem materii od tego, do którego byliśmy przyzwyczajeni do tej pory. O żadnym Bogu to nie świadczy, a wymaga tylko konieczności wytłumaczenia i ewentualnie zmiany modelu funkcjonowania danych zależności w materii.
>Oczywiście ta osoba wyjaśnia jednocześnie w jaki sposób spełnia tezy teistów co do tworzenia wszechświata, czy co tam oni postulują, w taki sposób że nie można zarzucić temu kłamu, jednocześnie polimorfując naprzemiennie w smoka i potwora spaghetti. Przepraszam, przyznam się, że nie rozumiem tego zdania.
>Niezależnie czy da się wyjaśnić zdolności, czy nie, ludzie uznają że jest to panbuk. Ludzie uznają? Ludzie różne rzeczy gadają. Dla mnie jest to tylko dowód na to, że nie ma co się za bardzo przejmować opiniami innych.
>Podsumowując, nie mam kłopotu ze słowem bóg, niech sobie ludzie stawiają tezy nadprzyrodzonych, nienadprzyrodzonych, męskich żeńskich nijakich, jednorożcach, żółwiach stojących na słoniach, etc. o ile nie twierdzą, że stawiana teza jest prawdziwa. No dokładnie. Chyba Cię powoli rozumiem. Chiałeś chyba powiedzieć, że jak ktoś zdefiniuje Boga i go potem wykaże, to on będzie istniał. Ja się tylko zastanawiam, po co takie zjawisko nazywać Bogiem.
>Rozumiem czemu takie słowo/koncepcja wytrych się pojawiło. Ja prawdę mówiąc wcale nie jestem pewien. Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest> znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła.Dlatego im częściej rozmawiam z ludźmi wierzącymi na ten temat, tym twardszy jest mój ateizm, chociaż, jeszcze do niedawna wcale się tak nie określałem. Jak oni śmią oceniać mnie przez pryzmat swoich mitów - i to oceniać tylko moje nastawienie - moje myśli? > Często słychać stwierdzenie, że kropla wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża.Zgodziłbym się, że WIEDZA i wywołana nią refleksja od Boga oddala, Natomiast KROPLE i OCEAN WIEDZY to są właśnie metafory mogące skłaniać do myślenia religijnego. > Widzą w nas ludzi na rozstaju dróg, którzy liznęli trochę wiedzy i myślą, że pozjadali wszystkie rozumyWłaśnie to jest najbardziej niesprawiedliwe - przecież my (- że sie pozwolę zaliczyć do Was -) tylko mówimy, że wiemy coś niecoś najwyżej o weryfikowalnym zmysłowo (naukowo) świecie, a poza tym nic nie wiemy. > ale tak na prawdę nie posiedli jeszcze tyle wiedzy co Katolicy.Z polskiej perspektywy wygląda rzeczywiście tak, jakby jedynymi teistami byli katolicy. Tu sprawa jest jeszcze w miarę prosta. Gorzej, jak zaczniesz się grzebać ogólnie w FIDEIŹMIE, a ten można znaleźć często nie tylko u ateistów, ale i u samego siebie. > wyjasniam dla czego pytam: boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury A czego się boisz? Zycie będzie wówczas dla Ciebie łatwiejsze. Wszystko wedlug harmonii i planu. Każdy cios losu nieważny, bo i tak czeka Cię zbawienie. Czy to nie kusząca obietnica? Czy to nie wystarczający powód, by uwierzyć?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
 | 2 na 2 | balon000 (504 punktów) | Katolicy akurat są stosunkowo mało antynaukowi. Na cenzurowanym są tylko niektóre kierunki badań w dziedzinach humanistycznych i nieliczne w ścisłych(głównie w bioinżynierii).
W USA duża(znaczna?) część protestantów twierdzi (za Biblią) że "mądrość tego świata głupstwem u Boga jest". I wprost potępia różne dziedziny nauki.
|
|
|  | 2 na 2 | kkuj (614 punktów) | >Katolicy akurat są stosunkowo mało antynaukowi. Srutututu, a świętym jest tam ojciec Pio o zdolności bilokacji. Rozumiem o co Ci chodzi, ale to że przeciętny katolik uważa że ziemia ma więcej niż 10 tysięcy lat (nie jest to zasługa kościoła katolickiego) a jednocześnie uznaje za prawdziwe, że człowiek koniecznie z jądrami, przemienia ciasto pszeniczne na tkankę ludzką a wino w krew (Harry Potter normalnie) to raczej stoi w sprzeczności. Protekcjonalny ton jest niepotrzebny.
|
|
1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Czy ateista może się nawrócić? (w sensie religijnym na boga)Nie może. Nie ma na co. Najpierw musiałby porzucić swój ateizm, wejść w jakiś stan przejściowy. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | tumbili (327 punktów) |
> Znacie takie przypadki?Słyszałam od pewnego człowieka, że przez lata był ateistą, ale od pewnego czasu skłania się ku religii. Tłumaczył, że spowodowane to jest śmiercią (śmierciami?) wśród bliskich i ciężko stać nad "pustym" grobem. I że bardzo chciałby wierzyć. Na moje pytanie- po co?- nie odpowiada... Myślę, że od czasu do czasu człowiek doświadcza bezsensu istnienia i wówczas łatwiej wierzyć, że to wszystko ku czemuś jednak zmierza. A czy to jest spowodowane słabą psychiką, czy jednak nie do końca ugruntowanym ateizmem, to nie wiem. Ale boże broń przed takimi doświadczeniami...
|
|
 | | maceox (6766 punktów) | > Ale boże broń przed takimi doświadczeniami... Z mojego doświadczenia - jest taki stan półjawy - półsnu, w którym mogę swobodnie myśleć, ale jestem już jakby w zasadzie w świecie snu. Może ma to coś wspólnego z tzw. "stanem alfa", albo z głęboką relaksacją po prostu. Tak, czy inaczej w takim stanie może pojawić się coś takiego jak "wewnętrzny głos" albo wizualizacja jakiegoś - powiedzmy - "anioła stróża". Oczywiście wszystko to bierze się z mózgu i nauka może to badać. Jednak będąc w takim stanie - lepiej się czuję, jeśli sobie odpuszczę i uznam, że WIERZĘ. Może to tak coś jak poddanie się działaniu narkotyku. Zgadzam się w pełni z Mariuszem Agnosiewiczem, że nie jesteśmy w pełni racjonalni. Chodzi o to, żeby w sumie racjonalne myślenie było w życiu decydujące. Czym innym jest osobiste doświadczenie, a czym innym tłumaczenie świata dokonywane w "normalnym" stanie świadomości - na jawie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
|  | 2 na 2 | tumbili (327 punktów) |
> Z mojego doświadczenia - jest taki stan półjawy - półsnu, w którym mogę swobodnie myśleć, ale jestem już jakby w zasadzie w świecie snu. Może ma to coś wspólnego z tzw. "stanem alfa", albo z głęboką relaksacją po prostu. Tak, czy inaczej w takim stanie może pojawić się coś takiego jak "wewnętrzny głos" albo wizualizacja jakiegoś - powiedzmy - "anioła stróża".Poćwicz jeszcze świadome śnienie i opisz nam tego stwora, który Ci się "objawi"  . Takie stany półsnu też mi się zdarzają, ale żeby od razu "anioł stróż"? Dzisiaj nad ranem na przykład miałam coś podobnego- wyśniłam sobie coś dużego i czarnego, ale z aniołem miało niewiele wspólnego  . Mówiąc o "takich doświadczeniach" miałam na myśli doświadczenie bezsensu życia spowodowane utratą bliskich...
|
|
| |  | | maceox (6766 punktów) | > Poćwicz jeszcze świadome śnienie i opisz nam tego stwora, który Ci się "objawi" .Interesowałoby mnie raczej zbadanie skąd to się bierze i jak na to wpływają mity i treści religijne (i ogólnie wiedza) poznane wcześniej. > Takie stany półsnu też mi się zdarzają, ale żeby od razu "anioł stróż"? Dzisiaj nad ranem na przykład miałam coś podobnego- wyśniłam sobie coś dużego i czarnego, ale z aniołem miało niewiele wspólnego .Każdy ma swoje sny, wyobrażenia i inspiracje. > Mówiąc o "takich doświadczeniach" miałam na myśli doświadczenie bezsensu życia spowodowane utratą bliskich...To właśnie doświadczenie, o którym mówisz przeżyte w półśnie, o którym pozwoliłem sobie napomknąć daje dość intensywne wizje. Zapewne taki mamy mózg, choć u każdego działa trochę inaczej. Niektórzy wolą takich doświadczeń nie przeżywać, z różnych względów. Między innymi dlatego, że się ich boją.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | |  | | R. Karwat (50 punktów) | > >Poćwicz jeszcze świadome śnienie i opisz nam tego stwora, który Ci się "objawi" .> Interesowałoby mnie raczej zbadanie skąd to się bierze i jak na to wpływają mity i treści religijne (i ogólnie wiedza) poznane wcześniej.> >Takie stany półsnu też mi się zdarzają, ale żeby od razu "anioł stróż"? Dzisiaj nad ranem na przykład miałam coś podobnego- wyśniłam sobie coś dużego i czarnego, ale z aniołem miało niewiele wspólnego .> Każdy ma swoje sny, wyobrażenia i inspiracje.> >Mówiąc o "takich doświadczeniach" miałam na myśli doświadczenie bezsensu życia spowodowane utratą bliskich...> To właśnie doświadczenie, o którym mówisz przeżyte w półśnie, o którym pozwoliłem sobie napomknąć daje dość intensywne wizje.> Zapewne taki mamy mózg, choć u każdego działa trochę inaczej. Niektórzy wolą takich doświadczeń nie przeżywać, z różnych względów. Między innymi dlatego, że się ich boją.> Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiegoWiem o czym mówisz. Mi w takim półśnie wydaje się, że jestem w publicznym miejscu i powinienem poszukać spodni:D Pozdrawiam serdecznie.
|
|
1 na 1 | fiiś (1053 punktów) | Katolicy niech się zajmują swoimi bzdurami. Ja się zajmuję ciekawszymi tematami i w ten sposób jestem pewny, że mnie te bzdury nie dosięgną. Tobie też to polecam.
|
|
1 na 1 | kultywator (288 punktów) | Robert Friedrich. Nie jest mi za dobrze znana jego hist(o,e)ria, ale... Niegdyś muzyk z kapeli Acid Drinkers. Aktualnie ojciec projektu Arka Noego. Z tego co pamiętam z czasów liceum, kolega mówił, że to efekt problemów ze zdrowiem. Wiki mówi na ten temat niewiele - "Przeszedł dwukrotnie skomplikowaną operację serca (...)". Ponoć kiedyś hulaka, a teraz... BTW Taką ciekawostkę googlarka wypluła - nonsensopedia.wikia.com/wiki/Robert_Friedrich
Jeśli bóg stworzył świat, to gdzie był przed jego stworzeniem? Wiedz, że świat nie jest stworzony - podobnie jak czas, bez początku i bez końca.
|
|
 | 2 na 2 | maceox (6766 punktów) | >Ponoć kiedyś hulaka, a teraz... No, jak hulaka, to murowany ateista.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
|  | | kultywator (288 punktów) | Na początku posta napisałem, że nie jest mi znana dobrze jego historia. Nie wiem czy wierny z niego katolik od kołyski. Z słabo pamiętanych opowieści i tego linka wnioskuję (być może mylnie), że nie.
Coraz większa część naszego importu pochodzi z zagranicy - George Bush
|
|
1 na 1 | Ciriabree (40 punktów) | Do tej pory nie spotkałam się jeszcze z ateistą-racjonalistą, który się nawraca. Zazwyczaj są to osoby, które sporo piją, palą, "korzystają z życia" po czym nagle, nie wiedzieć czemu, stwierdzają, że ich życie jest puste i jedyną godną uwagi wartością jest Bóg, że on wypełnia pustkę i oddala samotność. Albo tacy, którzy wcześniej po prostu się nad istnieniem istoty wyższej szczególnie nie zastanawiali. W każdym razie, jakkolwiek nie potrzebowałabym przeżyć duchowych, mój mózg protestuje na samą myśl o jego istnieniu. Wiem też, że jakiegokolwiek imponującego religijnego człowieka bym nie spotkała, do wiary mnie nie przekona. Jak to mówią katolicy: "Nie dana mi była łaska wiary".
|
|
 | | slawrys (26 punktów) | >Do tej pory nie spotkałam się jeszcze z ateistą-racjonalistą, który się nawraca. Zazwyczaj są to osoby, które sporo piją, palą, "korzystają z życia" po czym nagle, nie wiedzieć czemu, stwierdzają, że ich życie jest puste i jedyną godną uwagi wartością jest Bóg, że on wypełnia pustkę i oddala samotność. Albo tacy, którzy wcześniej po prostu się nad istnieniem istoty wyższej szczególnie nie zastanawiali. >W każdym razie, jakkolwiek nie potrzebowałabym przeżyć duchowych, mój mózg protestuje na samą myśl o jego istnieniu. Wiem też, że jakiegokolwiek imponującego religijnego człowieka bym nie spotkała, do wiary mnie nie przekona. Jak to mówią katolicy: "Nie dana mi była łaska wiary". >
-przyczyna jest prosta - trans hipnotyczny, część osób związanych z kręgami religijnymi jako dziecko jest odpowiednio "przeszkolone". Po przejściach życiowych nagle się nawracają; znane mi są "świadek chrystusa" "świadek boga" wśród kobiet najczęściej "świadectwo mariimagdaleny" - jest tego trochę. Dlatego wiele tych osób jest faszerowanych alkoholem narkotykami psychotropami - wraz z wytrzeźwieniem co bądź się prostuje zgodnie z wytyczną religijną. Są to stare sztuczki, najlepszym wrogiem jest wróg stworzony i manipulowany przez "kościół"; pozdrawiam i życzę nawrócenia w właściwym czasie
|
|
 | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Jak to mówią katolicy: "Nie dana mi była łaska wiary".
Można na to odpowiadać prościej: "Ale za to dostąpiłam łaski rozumu."
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury Skoro na początku będzie trzaśnięcie, trudno będzie uwierzyć w Słowo.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > wyjasniam dla czego pytam: boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury Nie bój nic, mnie nawet umieranie (podobno powód 99% nawróceń, te wszystkie świetliste tunele, zmarli co odwiedzają itp), wieloletnie życie z chorobami powodującymi stały ból i ostre życiowe zakręty nie nawróciły, to ciebie też nie powinny nawrócić  Są ludzie, których nagle testowana wytrzymałość i zagłębienie w wierzącym otoczeniu czasami popycha w potrzebę oparcia się na czymś, czerpania skądś siły do ciągnięcia tego kramu, co nam się do pleców przyczepia. Ja mam kilkoro bliskich ludzi i terapeutę z doskoku, nie szukam sobie wyjaśnień nadnaturalnych. Gdybym miała jakichś szukać, musiałabym dawno uwierzyć w demony, biorąc pod uwagę moją tendencję do realistycznych, koszmarnych parasomnii  Racjonalizm to cudowna broń przeciw wszelkim nadnaturalnym i religijnym "zagrożeniom". Gdyby nie moje inklinacje, powiedziałabym wręcz, że potrafi zdziałać cuda 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| dnlg (85 punktów) | Moim zdaniem dopóki nie zagrożą Ci spaleniem na stosie czy ścięciem głowy za "herezję", dopóty nie masz się co martwić.
|
|
| oportunista (1711 punktów) | Nigdy nie mów - nigdy Jesteś jeszcze młodym człowiekiem, wiele rzeczy się Tobie tylko wydaje, mimo że masz już pewność. Wątpliwości przychodzą z wiekiem, wraz z gromadzonym tak-zwanym doświadczeniem życiowym. Przyjdzie czas na zapalenie Bogu świeczki i diabłu ogarka - spoko.
|
|
|  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Wiesz co, mówisz jak jedna moja ciocia, która twierdzi, że jestem młoda i jeszcze się nawrócę  Ciocia w pierwszej części zdania to wie o czym mówi, a w drugiej części to tylko wyraża nadzieję. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Nigdy nie mów - nigdy Słuszne, każdy może zachorować.
>Jesteś jeszcze młodym człowiekiem, wiele rzeczy się Tobie tylko wydaje, mimo że masz już pewność. Jestem raczej starym człowiekiem, wielce sceptycznym, ale są sprawy, których jestem prawie pewnym lub wprost pewnym.
>Wątpliwości przychodzą z wiekiem, wraz z gromadzonym tak-zwanym doświadczeniem życiowym. Wątpliwości wobec czego? Wraz z doświadczeniem powinniśmy zgromadzić trochę wiedzy i umiejętności skorzystania z niej.
>Przyjdzie czas na zapalenie Bogu świeczki i diabłu ogarka - spoko. Kiedy ten czas przychodzi? Z mojej wiedzy, to najczęściej już po śmierci, gdy inni o nas opowiadają.
Trochę starałem się rozpoznać problem i nie znany mi jest ani jeden przypadek na świecie aby racjonalny ateista się nawrócił. Czasem następują zmiany w mózgu likwidujące nasz racjonalizm, a czasem okoliczności życiowe wymuszają oportunizm, ale wówczas to choć ten sam człowiek, to już zupełnie inna osobowość. I Bóg i Diabeł mają nasze ogarki w nosie, zawsze palimy je dla jakiś ludzi.
@@@ .
|
|
| Aryon (1 punktów) | > Katolicy widzą nas, ateistów, jako ludzi zagubionych, których ostatecznym przeznaczeniem jest> znaleźć w końcu Boga i wrócić szczęśliwie na łono Kościoła. Często słychać stwierdzenie, że kropla> wiedzy oddala od Boga, a ocean wiedzy do niego przybliża. Widzą w nas ludzi na rozstaju dróg, którzy> liznęli trochę wiedzy i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy ale tak na prawdę nie posiedli jeszcze> tyle wiedzy co Katolicy. Co o tym myslicie? Czy ateista może nagle w życiu dojść do takiego> przekonania, że jednak trzeba chodzic do kościółka, bo Bozia istnieje? Znacie takie przypadki? i> wyjasniam dla czego pytam: boję się, że któregos dnia coś mnie trzaśnie i uwierzę w te bzdury pl.forvo.com/word/dani_alves/#ptBył u mnie w szkole ostatnio ten gościu i twierdził, że bóg pomógł mu się odbić od dna. Twierdzi, że nigdy wcześniej w boga nie wierzył a gdy się pomodlił, nagle zupełnie przeszły mu chęci na jakiekolwiek narkotyki choć jeszcze 10min temu zrobiłby wszystko żeby przywalić sobie w żyłę. Ciekawy przypadek. Posłuchajcie jego rozmowy z radia. Być może żeby się "nawrócić" trzeba osiągnąć coś co wydaje ci się niemożliwe. Bo skoro osiągnąłeś coś czego osiągnąć nie byłeś w stanie to znaczy, że jakaś siła nadprzyrodzona ci pomogła...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|