Wyobraźcie sobie: umieracie, zostawiacie swoje ciało na ziemi a sami jako duszki ulatujecie w górę. I tu niespodzianka: Jezusek! Nagle okazuje się, że to wszystko, z czego teraz się śmiejemy i uważamy za bzdury wymyślone przez dziwaków z bujną wyobraźnią a potem podtrzymywane przez interesownych duchownych, że to jest prawda... I siedzi taki Jezusek po prawicy poważnego dziada z brodą, obok jakaś kobita spowita w niebieskie sukmany spogląda na Was z litościwym "miłosierdziem" :/ Moja reakcja byłaby typowo polska: "o kur*a!" |