Wydawało mi się, że mnie - ateistę - żaden wyczyn religijnych funkcjonariuszy w Polsce nie może zbulwersować. A jednak się myliłem. To co wyprawia zakon elżbietanek przechodzi wszelkie wyobrażenie. Ziemię, która została zakonowi przyznana jako rekompensata za grunty dawniej utracone, zakon sprzedał na pniu za bezcen (wzięły 31 mln za 47 hektarów w warszawskiej Białołęce, wartych 240 mln), milionerowi z mafijnymi powiązaniami.
Od dawna wiadomo, że np. Jankowski jest powiązany z najstarszą w Polsce mafią - bursztynową. To już nikogo nie bulwersuje, swoją reputację on już dawno zszargał. Ale żeby elżbietanki?! A może to Episkopat im kazał tak sprzedać, a one są niewinne? Czy są jakieś granice przyzwoitości dla Krk, jakieś poczucie wstydu? A może rodzi się w Polsce, na łonie Krk, jakaś nowa sekta - jakiś tajny Kościół Wyznawców Mamony?
Jako ateista nie wierzę, że elżbietanki mógł opętać diabeł. Po prostu nie rozumiem, co im się stało, a raczej w głowie mi się to nie mieści. |