W naszej bajce rolę główną gra psychiatra, którego głównym marzeniem jest, aby żona chociaż jeszcze raz go doceniła nazywając go pieszczotliwie Mundeczkiem, jak zwykła robić kiedyś. Poniekąd żona nie może sobie na to pozwolić, bo Mudek to... szkoda gadać. Mniejsza o to, czy ta bajka jest prawdziwa, chociaż dla mnie była piekielnie prawdziwa i była koszmarem, który zrujnował mi życie. Munduś za młodu pucował szybki w sklepach Społem we Wrocławiu, aby uczyć się pilnie ze swej czytanki.. Godne pochwały, tyle że mało się nauczył i w natłoku stresu postanowił przejść na "ciemną stronę mocy". Tu zaczyna się dramatyczny okres w życiu Mudusia, kiedy to uzależnia się on od benzadiazepin i tak pilnuje daweczki, żeby wszystko było w największym porządalu. Niestety okazuje się, że choć wszystko wygląda "gitara", to mu nie staje. JEST JEDNAK RADA! Rada to środa - Dzień Seksu! Wtedy to Munduś tak nakręca się gadką z pacjentami, że automatycznie mu staje... HURRRA! - krzyczy odwiecznym zwyczajem pieczołowicie pilnowanym, zasłania rolety, zamyka drzwi na klucz, wyłącza wszystkie laptopy i biegnie do żony, aby obdarzyć ją szczęściem. JEST SEKS! Niestety żona tylko łapie chcicę i wcale jej to nie zadawala, o czym nawet mówi publicznie zawstydzając Mundusia. A Munduś po wybryku, w którym siedział pół roku w areszcie i nic mu nie udowodniono ze względu na porządeczek w papierkach marzy wtedy najbardziej o tym, żeby inni ambitni studenci mieli wiele trupów do sekcji i nie musieli sobie tak wszystkiego wyobrażać, jak on. Przecież myślenie boli jak dźwiganie ciężkich kamieni, zwłaszcza tych filozoficznych. Munduś chce zaoszczędzić rozczarowania tak ambitnym jak on studentom. - Mundeczku!..... nie to nie żona. To tylko wewnętrzny głos... |