 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-03-2008 09:51 | Koraszewski (82900 punktów) | Przystanki
6 na 6 | Jako człowiek wsiowy nieczęsto oglądam miostoków w tłumie. Patrząc na ten kręcący się, bezmyślny tłumek, chcąc nie chcąc zastanawia się człowiek. Ciekawe są ich zachowania na przystankach tramwajowych i autobusowych. Zachowania poszczególnych jednostek wydają się wskazywać na jakieś myślenie. Obserwują się, coś kalkulują, ustawiają się strategicznie. Kiedy pojazd nadjeżdża, popychają się wzajemnie, próbując znaleźć się na wprost drzwi. Jednym udaje się to lepiej, innym gorzej. Jest to po części kwestia szczęścia, ponieważ pojazdy nie zatrzymują się dokładnie w tym samym miejscu. Ci którzy źle wyliczyli patrzą z nienawiścią na tych, którym udało się lepiej. Teraz jest moment najważniejszy – wsiadanie do pojazdu. Polskie miostoki używają tu przemocy i sprytu. Mniejsi wsuwają się przed większych, silniejsi odpychają słabszych. Byłem kiedyś w Londynie. Tamtejsze miostoki zachowują się inaczej. Nawet kiedy na przystanku znajdują się tylko dwie osoby – formują kolejkę. Nie patrzą na siebie z taką nienawiścią, nie odczuwają również tak silnej potrzeby rozmów o miłości bliźniego. Co kraj to obyczaj. Ponieważ ład społeczny w państwie organizowany jest u nas przez miostoków, odnosi się nieodparte wrażenie, jakby ich wizja idealnego ładu społecznego wywodziła się z ich zachowań na przystankach.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 |
2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Ponieważ ład społeczny w państwie organizowany jest u nas >przez miostoków...
Czyżby kampania wyborcza PSL? .
|
|
1 na 1 | keymak (3379 punktów) | Wyczuwam nutkę ironii w tych spostrzeżeniach. Ja również wielokrotnie obserwowałem podobne zachowania. Nie zawsze to było w tłumie gdzie z reguły ludzie się wzajemnie nie znają. Podobne dziwne zachowania zaobserwowałem u ludzi którzy znają się ze sobą doskonale, pracują razem. Pracowałem kiedyś cztery lata jako zwykły pracownik fizyczny ( zarabiałem na studia ) i niekiedy zadziwiały mnie zachowania ludzi z którymi pracowałem. Prawie wszyscy zachowywali się tak aby dostosować się do innych ( co jest raczej normalne), ale tworzyli w ten sposób pewne rytuały. Najlepiej to było widoczne przed samym zakończeniem dnia pracy. Wszyscy się zachowywali tak jakby jak najszybsze wyjście z pracy było czymś koniecznym. natomiast na mnie patrzyli z pewnym zdziwieniem i może nawet politowaniem, że nie raczyłem się spieszyć. Oczywiście z czasem takie reakcje były mniej widoczne, a może już mniej na to zwracałem uwagę. No ale zadziwia mnie w wielu Polakach pęd do udowodnienia innym że oni we wszystkim są najlepsi. O ile mogę jakoś od biedy zrozumieć maniakalny wręcz konsumpcjonizm, to nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego wielu ludzi na siłę chce innym pokazać że w każdej, nawet mało ważnej czynności są najlepsi. Zupełnie inne zachowania obserwowałem studiując. Młodzi jednak są bardziej tolerancyjni i potrafią zrozumieć nawet największe dziwactwa (choć bywały też wyjątki). Wśród starszych, lub ludzi niewykształconych wszelkie dziwactwa są powodem wielu problemów. Trzeba zachowywać się podobnie jak inni, bo inaczej jesteśmy atakowani. Przez wiele lat musiałem ścierać się z tymi dwoma bardzo różnymi podejściami do życia i muszę powiedzieć że konformizm, który pomagał się dostosować, był przyczyną wielu nieporozumień. No bo niekiedy wyrwała mi się wiązanka łaciny wśród studentów, lub podniecałem się jakimś odkryciem naukowym w pracy. W obu przypadkach byłem traktowany jak ufoludek.
No a już zachowanie się w tłumie to już niekiedy mnie zadziwia. Najlepsze są jazdy windą z ludźmi zupełnie obcymi. Wiele razy wychodząc z windy czułem jakiś dziwny niesmak. Zdarzało się że jakieś próby zagajenia rozmowy kończyły się jakimiś burknięciami. No może to efekt złego dnia tej drugiej osoby.. nie wiem. Wydaje mi się że sytuacja się zmieni, gdy ludzie przestaną widzieć w każdym nieznajomym wroga. Ale najgorsze jest to że jest bardzo prawdopodobne że bardzo wielu ludzi przechodzi obok siebie i chcieliby chwilkę porozmawiać, aby troszkę rozluźnić atmosferę, ale nie robią tego bo boją się że usłyszą tylko burknięcie, lub wyzywające spojrzenie ..
Pozdrawiam.
|
|
| anulex (263 punktów) | Korzystam z warszawskiej komunikacji miejskiej kilka razy dziennie. Ludzie na ogół grzecznie czekają aż inni wysiądą a potem wsiadają do pojazdu. Wprawdzie dość rzadko zdarza się, że ktoś przepuszcza osoby starsze i kobiety, ale i nikt się nie przepycha. Ustawianie kolejek jest zwyczajnie zbędne. Przepchnięta przy wsiadaniu do autobusu zostałam tylko kilka razy w życiu.
W Londynie spędziłam tylko kilka dni. Uderzyło mnie tam chamstwo w metrze. Zdarzyło mi się nawet dostać z łokcia. Zaskoczyło mnie również, że ani razu nie widziałam, żeby londyńczyk ustępował miejsca starszej osobie.
Ciekawe skąd taka rozbieżność w naszych obserwacjach?
|
|
 | | Koraszewski (82900 punktów) |
>Ciekawe skąd taka rozbieżność w naszych obserwacjach? Prawdopodobnie z funcji czasu. Spędziłem w Londynie 12 lat (86-98). Metro było już wówczas zdaniem starych mieszkańców Londynu zdziczałe, przystanki autobusowe całkowicie potwierdzały opisy zachowań Brytyjczyków z literatury. Oczywiście inne miasta GB były bardziej brytyjskie od Londynu, ale to zrozumiałe.
|
|
2 na 2 | Cieślański (994 punktów) | Moim zdaniem pan Andrzej chyba nas tylko prowokuje do socjologicznej wymiany wiedzy. W Polsce takie przemyślenia przychodzą zwykle do głowy jedynie komuś, kto mieszkał dłużej poza naszym narodowo-katolickim zaściankiem Europy w 10-milionowej aglomeracji. Jeśli w dodatku, po tym, zamieszkał on na polskiej wsi, to na wszelkie objawy polsko-miejskiego szowinizmu i wsio-fobii wyczulony może być szczególnie.
Każde pierwsze pokolenie warsza-wsioków jest szczególnie gorliwe w podkreślaniu swej świeżo nabytej "miastowości". Rodzaj choroby ligua'istycznej ala Max Kolonko w Stanach. Przecież 99% procent obecnych mieszkańców Warszawy przybyło tam po 1945r. z prowincji. Ba, powiem więcej, codziennie połowa pasażerów tutejszej miejskiej komunikacji to siła najemna dojeżdżająca z prowincji do pracy w Warszawie. Nie wykluczone, że jedna trzecia z nich też lubi zgrywać miastowych, aby zredukować do minimum "niepewność własną". Prawdziwi Starzy Warszawiacy wrócą tu po odzyskaniu obywatelstwa.
Miejmy nadzieję, że nikt Koraszewskiego, "we sztolycy" od wsioków nie zwyzywał, gdy się nie przeżegnał przed wejściem do tramwaju z przystanku pod kościołem śniętego zbawiciela. Prawidłowością jednak jest, że typowy młody polski dziennikarz, ukarany mandatem za zbyt szybką jazdę, na 100%, zaraz zjebie, (pardon, wychłoszcze) językiem, na łamach własnej gazety lub radia, całą polską policję drogową za uczciwe wykonywanie obowiązków służbowych. Bo szajba odbija również IV władzy.
Nasze mózgi wykształciły sobie zdolność do radzenia sobie z obróbką informacji o grupie społecznej liczącej "nie więcej jak" kilkaset znajomych twarzy. Powyżej tej typowo wiejskiej ilości ludności, rośnie poziom stresu, uczucie wyobcowania, lęku przed nieznajomymi. Jednocześnie wzrasta ilość zachowań izolująco-obronnych chroniących nas przed ryzykiem popełnienia gafy lub "niepoprawności środowiskowej" wzbudzającej niechęć obcego otoczenia. Ewolucja dała całemu gatunkowi ludzkiemu po prostu mózgi "wsioków". Chorobliwym przypadkiem wsiokowactwa są zachowania ksenofobiczne ludzi, którzy broną się przed tym co nieznane, w sposób chorobliwy i szkodliwy dla kontaktów międzyludzkich.
Jest naukowo udowodnione, że ludzie żyjący w dużych skupiskach, samo-ograniczają się w nawiązywaniu jakiegokolwiek kontaktu z nieznanymi sobie ludźmi. W tłoku odwracają wzrok i starają się nie dotykać współpasażerów. Wiedzą dobrze o tym złodzieje kieszonkowi i wykorzystują do odwracania naszej uwagi gmerając nam w kieszeniach.
Ludzie, którzy nie są przytulani przynajmniej raz dziennie, częściej mają katar, "łapią" grypę i popełniają więcej przestępstw, z jazdą "na gapę", włącznie. Ja, w tłoku komunikacji miejskiej zawsze ocieram się o kobiety programowo, bo tyle się słyszy ostatnio o przemocy nie dopieszczonych kobiet bijących własnych mężów. Mężczyznami też nie gardzę, bo równouprawnienie płci zobowiązuje. Wsiowość lub miastowość rozpoznaję po zapachu. Sam, kiedy się nie myję, tak ze dwa tygodnie, to nawet w dużym tłoku czuję się luźno i siedzę wygodnie. A jak jestem dobrze napity, to lubię, a juści, sobie przysnąć mordką, na jakiś przyjazny obszerny pasażerski biuścik. Bo wyznaję zasadę lepszy stary cudzy cyc, niż nic.
Ps. Szczególny przypadek wsiokowatości ksenofobicznej to b-liźniaki. W czasie wizyt zagranicznych i negocjacji zrobią loda na kolanach każdemu silniejszemu. A jak wrócą do kraju to trąbią o sukcesie w negocjacjach, bo oni jakoby nigdy kupra nie dają. Ksenofobia nasila w kaczych łebkach stres, dla tego mają pamięć krótszą niźli pies. Ledwie kartofle "we dwóch", rządzić krajem przestali, a zaraz amnezji jakowejś dostali. W świetle powyższego, jak słońce jest jasne, dlaczego kurduple, oprotestowują w sejmie, niedawne, lizbońskie osiągnięcia własne. Znamienne bowiem jest dość, że Liz-bona w języku ziemniaków, znaczy teraz tyle co; "lizać jeno kość". PZDR, Jerzuś, jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
 | 1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | WIATY NA STRATY Problem przystanków komunikacji publicznej, to również zagadnienie ich dewastowania. Wandalizm w Polsce jest ponadczasowy, niemal jak dominacja religii rzymsko-katolickiej. Zresztą, jest w całej historii chrześcijaństwa wiele przykładów niszczenia, palenia, burzenia i rabowania elementów urbanistycznych nie będących (jeszcze) własnością katolickiego kleru. W Polsce niszczy się wiaty przystanków miejskich i wiejskich, słupki informacyjne PKS oraz wywieszone rozkłady jazdy, bez względu na panujący ustrój społeczno polityczny. U nas tylko dominujące wyznanie i wandalizm są stałe. Ale anty-naukowy i kontr-oświatowy wandalizm religijnych totalitaryzmów, to inna para kaloszy.
Demolowane, a wręcz wyburzane przez wandali, są nawet betonowe wiaty z prefabrykatów i pół-betonowe wiaty mające transparentne ściany wykonane ze szklanych kafli o grubości 10-15cm, zwanych luksferami. Ofiarą padają nowoczesne konstrukcje stalowe przeszklone szybami hartowanymi i antywłamaniowymi. Po skutkach demolki, towarzystwa ubezpieczeniowe oceniają wielkość zastosowanych kamieni a właściwie głazów i determinację sprawców skorelowaną z prognozami wzrostu akcji monopolu z-pyry-tusowego, (i tego pędzonego ze zboża też). Polski naród, zkatolicowany w 99%, i skaco-lizowany od 10 do 45 procent, walczy na przystankach o równouprawnienie, pracowicie niszcząc szklane ściany i krusząc bariery pod postacią dachów (alas sufitów) wiat przystanków wykonanych z eternitu. (Nazwa górnej przegrody wiaty zmienia się tu, w zależności od strony ataku na nią, pijanego furiaty.)
Azaliż nie jest to wina propagandy feministycznej szafującej podobnymi hasłami na Manifach? Może ktoś się spyta tych ochrzczonych w większości wandali, dlaczego się happener'skiemu liberalizmowi zaprzedali? W jakiego bezbożnego procesu -wyniku, robią na przystankach również siku-miku?
Nie odstrasza pijanych wandali nawet monitoring kamer policyjnych.
Nikt natomiast nie niszczy o dziwo, wiat przystanków PKS, wykonanych ze stalowych ocynkowanych blach trapezowych, na ciemno-zielony kolor pomalowanych. Nawet, jak są one usytuowane w leśnej głuszy, poza zasięgiem oświetlenia i wzroku wszelkich świadków, nie stwierdzono aktów dewastacji w 100% przypadków. Fakty bowiem takie są, że nie opłacane jest również złodziejskie rozkradanie takich wiat "na złom", co stwierdzono doświadczalnie na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.
Powodów jest kilka i dość zbadane "łone som". Ciemna zieleń uspokaja, a pijanych szczególnie depresyjnie nastraja. U większości homo sapiens będących w depresji, reakcje wycofania i zniechęcenia, przeciwdziałają wszelkiej agresji wobec otoczenia. Aby jednak temat upojonych depress'antów omówić należycie, należy pamiętać o możliwych opcjach autoagresji, tj. skierowanych na siebie samego i na własne życie.
Blachy są nie palne i odporne na uszkodzenia od uderzeń, czymkolwiek, bo sprężynują znakomicie "oddając" energię ciosów, wandalowi. Nawet siekierą, trudno jest przerąbać, (a szlifierką kątową-grinder'em "ciężko" jest przeciąć), taką cienką, lecz sprężynującą blachę, o czym dobrze wiedzą strażacy mocujący się z każdym blaszanym dachem. Uderzając w sprężynującą blachę, wandal doznaje dynamicznych mikro-urazów kończyn, głównie stawów, mięśni, ścięgien i naskórka. A tego typu doznania nieprzyjemne, pomimo znieczulenia alkoholem odczuwane są niemal natychmiast. Ponieważ upojenie alkoholowe skutkuje u ludzi podejściem do świata emocjonalno-infantylnych, po pierwszych nie udanych próbach walki z blachą, wandal spuszcza z tonu i czuje się bezsilny.
Sprężystość konstrukcji tego typu wiat i ich odporność na uszkodzenia od naprężeń dynamicznych- udarowych, uzyskano dzięki połączeniu stalowego stelażu wykonanego ze spawanych kątowników z ocynkowanymi przegrodami blach trapezowych, mocowanymi punktowo za pomocą połączeń nitowanych lub śrubowych.
Furiat pijany tłucze szkło, flaszki lub szklane przedmioty i ściany, bo dźwięk oraz natychmiastowy, widoczny, spodziewany skutek wyładowania swej złości, daje mu poczucie panowania nad otoczeniem i poprawia, za zwyczaj niskie, poczucie własnej wartości. Natomiast, nieznośny, uderzanej blachy dźwięk, powoduje bóle głowy i narastający lęk.
Co gorsza, widoczny brak destrukcyjnej zmiany atakowanej struktury, pozbawia pijaczka poczucia natychmiastowego sukcesu, tym samym na nasilenie depresji, i poczucia bezsilności skazuje go z góry. Nawet jeśli uda się takiemu porąbańcowi, ostrym narzędziem lub przedmiotem, uszkodzić i rozerwać blachę, to najczęściej kończyna uwięźnie w ostrej szparze, kalecząc i przecinając ciało za jednym zamachem. Problemem jest natomiast uczucie estetycznego manka, którego doznajemy, zawieszając artystyczne oko, na takich blaszanych, nie zniszczalnych wiatach i przystankach.
Pozostaje jeszcze dylemat stary jak świat; - czy zabezpieczać w ten sposób wszystkie wiaty, ale niektórzy z pijaczków będą się na nich śmiertelnie wieszali ?, - czy wciąż dopłacać ze społecznej kasy na remonty wiat, bo pijani wandale, przez żwawą dewastację będą się notorycznie i skutecznie pocieszali ?. PZDR, Jerzy Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | >Wandalizm w Polsce jest ponadczasowy, niemal jak dominacja religii rzymsko-katolickiej. No, to już mi wygląda na obsesję...
Pozdrowienia,
IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | 1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | Jako w niemowlęctwie ochrzczony, choć nikt mnie k.... nie spytał o zgodę, na swoją obronę, jak wszystkie siłą nawrócone Jerze, mogę tylko powyższą diagnozę polać zwerba-lizowanym miodem. >No, to już mi wygląda na obsesję... ... ALE W DOBREJ WIERZE, w dooobrej wieeerze!!!!
bóg jest oszustwem
|
|
| |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>No, to już mi wygląda na obsesję...
Bo to jest obsesja. Sprawców. .
|
|
| | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > Bo to jest obsesja. Sprawców.Panie Zbysławie, piwko już nabyłem  , ale tu sie zgodzić - nie mogę. Dlaczego - wyjaśniłem to, na przykład, tutaj. Dosadny i zwięzły przykład znajdzie Pan też tutaj
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Gdybym tak spróbował wyjaśnić, których sprawców miałem na myśli, mogłoby się okazać, że dokładnie tych samych. PS. Oblizałem się.  .
|
|
3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >patrzą z nienawiścią na tych,
Podobnie jest na poczcie, stoi kilkunastoosobowa kolejka, a obok stoją puste krzesła, kiedy siedzę na jednym z nich, odczuwam nienawiść stojących. Stanie jest brakiem zaufania do innych, bo stojący mogą siedzącego nie uwzględnić w kolejce, a jeżeli wszyscy usiądą, to ktoś może wykorzystać rozluźnienie struktury kolejki i się "wepchnąć". Inny, siedzący, mający w d... powyższe dylematy wzbudza zazdrość i nienawiść swoją niefrasobliwością. Adam BArycki
|
|
 | | Koraszewski (82900 punktów) |
>Podobnie jest na poczcie< Sprawa jest prosta jak numerek i ekran wyświetlający numerki. Mój ojciec przyjechał do mnie do Szwecji w 1973 roku i z podziwem patrzył na system numerków na każdej poczcie, w każdym urzędzie (o szpitalach nawet nie wspominając). Kazał sobie kupić taki elektryczny ekran i postanowił wprowadzić to najpierw w Fotooptyce (był wiceyrektorem poznańskiego oddziału) i miał nadzieję, że zachęci do tego przynajmniej szpitale. Guzik, opór był heroiczny, zarządzających i... klientów. Ilekroć jestem w jakimkolwiek polskim szpitalu i patrzę na półżywych sterczących w kolejkach zastanawiam się, czy ten kraj kiedykolwiek się ucywilizuje.
|
|
|  | 4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >czy ten kraj kiedykolwiek się ucywilizuje.
Do ucywilizowania potrzebny jest szacunek do innej osoby. W naszym katolickim społeczeństwie wierzący tak bardzo kochają Boga, że nie starcza im już uczuć dla nikogo innego. Wyjątek: Matka Boska i J.P.II. Adam Barycki
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|