>
Gdzieś zapodziała się prawda, że KAŻDA religia opiera się przecież na słowach zawartych w świętych księgach.Nie każda religia opiera się na spisanej w księgach nauce. Ani też religie 'ksiąg' zwykle nie ogranicza się do tego, co spisane.
>
Jak>
wszyscy wiemy nie da się tego pogodzić z prymitywnym sposobem widzenia świata zawartym np. w Biblii.O ile traktujesz Biblię dosłownie. Z zebraniem się drzew dla wybrania nowego króla włącznie. (Też można wykazać, że Biblia jest fałszywa, gdyż drzewa nie chodzą.)
>
Dostosowują dogmaty do realiów współczesnej wiedzy. Często zdarza się, że zmianie ulegają>
fundamenty religii (geocentryzm, homoseksualizm, ewolucja) choć prawdy wiary (bóg) absolutnie nie>
zezwalają na jakiekolwiek interpretacje i zmiany, co jasno jest określone w tzw. tekstach>
objawionych.Nie widzę tu ani jednego fundamentu religii.
Weźmy kolejno:
Geocentryzm -- owszem, mamy historię Jozuego, dla którego Pan wstrzymał słońce. Ale trudno to traktować jako poważny argument, a i on występuje na marginesie mało ważnej księgi.
Homoseksualizm -- bywa potępiony jako grzech, ale znowu -- nie stanowi fundamentu religii (choćby dlatego, że nie mówi o relacji Boga i człowieka, jak najważniejsze przykazania).
Ewolucja -- poniekąd ewolucja może stanowić powód do sprzecznych z fundamentami religii refleksji (dotyczących pewnej płynności granic dla człowieczeństwa), ale i ona jedynie pośrednio, gdyż raczej wskazuje się na inne aspekty opisu stworzenia świata -- choćby swoistą polemikę z mitologiami bliskowschodnimi.
>
Istotę boga, jego sposób tworzenia i widzenia świata wplata się w racjonalny, zbadany i badany>
świat ludzkiej wiedzy z pominięciem oczywistych i betonowych zapisów sprzed tysięcy lat.Przed tysiącami lat nie znano betonu

Raczej stawia się obok, niż wplata. Jako dwie sfery, które może się przenikają, ale na siebie nie wpływają.
>
Fundamentalne prawdy zawarte w Biblii są nawet przez kościół traktowane jak piąte koło u wozu.Poniekąd bym się i zgodził. Tyle, że nie wiem, które to te 'fundamentalne' w przeciwieństwie do pozostałych.
>
Zastanawia mnie dlaczego ateiści, ludzie racjonalni podejmują się oświecenia ciemnogrodu poprzez>
dyskusje na temat założeń religijnych, które nie mają nawet oparcia w samej religii!Choćby dlatego, że zarówno znajomość nauki, jak i Biblii jest w społeczeństwie mała.
>
Natychmiast pojawia mnie się przed oczyma wizja powstającej na nowo religii.Z jednej strony pewne próby godzenia na siłę Biblii (czy szerzej: religii) i nauki mnie szczerze bawią.
Z drugiej strony nie piszesz niczego szczególnie odkrywczego -- religia się zmienia, ewoluuje. Nawet Kościół dopuszcza taką myśl -- zresztą zna na tyle swoją historię by wiedzieć, że nie każdy dogmat znano od początku.
>
Zaczyna wyłaniać się>
twór myśli teologicznej dostosowujący się do potrzeb religii jak gumka majtek do bioder.
>
A jest bardzo prosta droga do wykazania idiotyzmu religii w całej okazałości. To Biblia.1. W nauczaniu Kościoła Biblia jest tylko jednym z filarów. Obok tradycji. I to przez pryzmat tradycji na nią się patrzy. Zawsze można daną księgę odczytać nie dosłownie, a metaforycznie. (I zazwyczaj uczyni się to jak najsłuszniej.) I problem zniknie.
2. Ludzie nie wierzą w Boga bo przeczytali Biblię. Gdyby tak było, to wierzących byłby może 1%

Religię i religijność zwykle wynosi się z domu. Wszystkie argumenty, Biblia, itp. są tylko pewnym dodatkiem. Dodatkiem, którego krytyka może wywołać wzruszenie ramion u wierzącego (o ile nie wywoła złości, rzecz jasna).
>
Do zwykłego człowieka, przeciętnego Kowalskiego nie trafimy z naukowym tłumaczeniem zasad przyrody.Jako przeciętny Kowalski odpowiadam, że to bardzo różnie bywa. Ogólnie rzecz biorąc widzę tylko jedną przeszkodę w przyjmowaniu naukowych zasad przyrody: prywatne lenistwo.
Pozdrawiam!
PS. Odpowiedź z rana nieźle zastępuje kawę