Racjonalista - Strona głównaDo treści
Rozwój szkół ....

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
15-06-2012 17:11zielona herbatka (99 punktów)Rozwój szkół ....
Ocena 4 na 4
Jestem zszokowana nowym systemem nauczania i wypowiedziami profesorów w tym wypadku polonistów. Dla mnie po prostu jest szokujące zdanie ,że uczeń ma myśleć jak klucz każe a analiza i INTERPRETACJA tekstu ma polegać nie na Twoim odbiorze czytanej treści a tylko i wyłącznie na "przeliterowaniu" treści podanych przez autora . Nie ma co doskonała interpretacja . Zastanawia mnie jedno czy ktoś w końcu stworzy reformę szkoły która będzie rozwijać an ie cofać w rozwoju . CO waszym zdaniem należało by zmienić abyśmy nie popadli w jakieś kompletnie otępienie ludzi i zupełna cyfryzacje społeczeństwa .
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

coreless (16088 punktów)
>CO waszym zdaniem należało by zmienić abyśmy nie popadli w jakieś kompletnie otępienie ludzi i zupełna cyfryzacje społeczeństwa.

Nauczanie domowe, szkoły prowadzone przez stowarzyszenia, większe zaangażowanie rodziców w życie szkoły. Ostatecznie pustelnia, obserwancja, medytacja...
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>uczeń ma myśleć jak klucz każe a analiza i INTERPRETACJA tekstu ma polegać nie na Twoim odbiorze czytanej treści a tylko i wyłącznie na "przeliterowaniu" treści podanych przez autora
Przecież to obowiązuje już od wielu lat, odkąd wprowadzono testowe egzaminy w gimnazjach i szkołach średnich. Analiza tekstu polega na przepisaniu wyrazów znajdujących się w tekście, a "wypracowanie" jest dobre wtedy, gdy jest napisane "pod klucz".

To jest masowa produkcja identycznie (nie)myślących obywateli, świadome i celowe tłumienie indywidualności i wyjątkowości. Ma być tłum, którego wiedza sprowadza się do czterech działań arytmetycznych oraz umiejętności podpisania się. Tyle wystarczy, aby skorzystać z ofert pracy typu ochroniarz i kasjerka w supermarkecie. Jeśli ktoś ma większe ambicje, to musi mieć pieniądze na prywatne szkolnictwo, najlepiej poza Polską.

Po prostu w Polsce realizowany jest cały czas "plan Balcerowicza", czyli neoliberalna strategia niedopuszczenia do powstania tzw. klasy średniej. Ma być biedna masa i kilka procent bogaczy przywłaszczających sobie 90% dochodu i 100% władzy.

Są państwa, w których jest inne myślenie i inna strategia, ale w polskich mediach mainstreamowych albo się o nich nie informuje, albo je się ośmiesza ewentualnie straszy się panującym w nich "socjalizmem".



Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 17:58 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Uszczegóławiając Twoje wywody - chodzi o wzrost gospodarczy oparty na taniej sile roboczej. Niskie kwalifikacje powstrzymują pracowników od zgłaszania żądań płacowych, specjalne strefy ekonomiczne, dzięki zwolnieniom z podatków, sprowadzają tzw. wędrujące fabryki, które, jako produkujące w Europie (a właściwie składające w Europie) są zwolnione z ceł. Dzięki takim mechanizmom mamy wzrost gospodarczy. Jednak polityka ta ma dość sztywne granice rozwoju (albo zwoju - zależy z której strony patrzeć), czyli Chiny. To one wyznaczają, przynajmniej na razie, granicę opłacalności produkcji.

Z drugiej strony - rzesze słabo wykształconych absolwentów szkół wyższych zasilają szeregi pracowników sektora usług. Zgodnie z współczesnym paradygmatem rozwoju (czy też "post-modernizacji") usługi zastąpić powinny przemysł jako główne źródło wzrostu PKB. Abstrahując od dość słabych podstaw tej tezy (i jak pokazał ostatni kryzys - wrażliwości takich gospodarek na wstrząsy) ktoś w Polsce zapomniał doczytać, iż chodzi o usługi dla biznesu, wymagające wysokich umiejętności poznawczych i analitycznych a nie o fryzjerki...

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
15-06-2012 19:55 
 Ocena 4 na 4
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Dzięki takim mechanizmom mamy wzrost gospodarczy.
Do qrwicy doprowadza mnie ta propaganda sukcesu, która usiłuje wmawiać Polakom, że "Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio", bo PKB rośnie.
Nikt, ale to nikt z polityków ani dziennikarzy czy ekspertów ekonomicznych nawet nie zająknie się o czymś takim jak PKB per capita, że o innych współczynnikach mierzących faktyczne bogactwo i zadowolenie z życia nie wspomnę.
Podobnie nikt nie zastanawia się nad tym, że praktycznie rok w rok w Polsce wykazywana jest niebagatelna przewaga importu nad eksportem, a to oznacza ni mniej, ni więcej, że Polacy dokładają do utrzymania obywateli innych państw.



Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 23:59 
 Ocena 3 na 3
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>[color=#330000]Do qrwicy doprowadza mnie ta propaganda sukcesu, która usiłuje wmawiać Polakom, że "Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio", bo PKB rośnie.
>Nikt, ale to nikt z polityków ani dziennikarzy czy ekspertów ekonomicznych nawet nie zająknie się o czymś takim jak PKB per capita, że o innych współczynnikach mierzących faktyczne bogactwo i zadowolenie z życia nie wspomnę.

Ważniejszym jest pytanie - dlaczego się o tym nie zająkną? Bo przecież znają te wskaźniki, rozumieją je. Moim zdaniem milczą o nich, bo nie ma wizji alternatywnego rozwoju, o siłach zdolnych ją uruchomić nawet nie wspominając. A skoro i tak nie wiemy co zrobić (zresztą nikt nie wie) to wydaje się, że należy utrzymać dotychczasowy szlak rozwoju.

Po drugie - tzw. "rynków międzynarodowych" nie interesuje rozkład dochodów w danym społeczeństwie, gdzie znajduje się dominanta w skali dochodów (duuużo poniżej średniej) itp. Wzrost PKB im wystarczy, w końcu i tak podejmują działania krótkoterminowo. A że później wszystko się zawali - who cares?

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
15-06-2012 18:00 
 Ocena 4 na 4
Jakub Zbądzki (104 punktów)
Jestem uczniem bardzo dobrego liceum we Wrocławiu. Za rok czeka mnie egzamin maturalny. Przygotowuję się do niego od pewnego czasu, przeczytałem sporo arkuszy Centralnej Komisji Edukacyjnej oraz wszelkie wymagania. Mam nadzieję, że daje mi to sensowne podstawy ku wypowiedzi.
Aktualny system nauczania służy między innymi przygotowaniu do w/w egzaminu już siódmy rok. Moim zdaniem wciąż sprawdza się przyzwoicie. W przypadku otwartych zadań z omawianego języka polskiego klucze odpowiedzi uwzględniają wystarczająco szeroki zakres odpowiedzi pozwalając udzielić właściwie każdego logicznego wyjaśnienia na dane zagadnienie. Standaryzacja ułatwia pracę nauczycielom sprawdzającym arkusze i pomaga oddzielać subiektywne opinie od rzeczywistości. (a to się przydaje) Jeśli ktoś pragnie literackiego rozwoju, powinien wziąć udział w konkursie, który po wygranej na odpowiednim szczeblu zwolni go z matury. Dla każdego coś dobrego.
Bardziej problematyczne są nadmierna łatwość pytań w określonych rocznikach i testach, skrócenie czasu nauki w liceach z czterech do trzech lat (czasem nawał pracy lub konieczność korepetycji) albo niskie wynagrodzenie nauczycieli sprawdzających arkusze. Jednak to trochę odrębne kwestie.
Podsumowując - rozsądny kompromis, nie tak zły, jak się wydaje.
15-06-2012 18:39 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
>Aktualny system nauczania służy między innymi przygotowaniu do w/w egzaminu już siódmy rok.

A kiedyś służył wpajaniu wiedzy... Ech.
15-06-2012 18:46 
 Ocena 3 na 3
Selanos (12869 punktów)
>A kiedyś służył wpajaniu wiedzy... Ech.

Zależy kiedy jest to kiedyś. Jedne z pierwszych publicznych szkół w Europie powstały w Prusach. Ich celem było nie tyle wpajanie wiedzy, co wpajanie przywiązania i miłości do aktualnie miłościwie panującego.

W zasadzie szkoła powinna wpajać informacje i pomagać uczniom w wykonywaniu zadań i ćwiczeń, a nie wpajać jakąkolwiek ideologię. W Polskiej szkole, obowiązuje miłość do UE. Na lekcjach WoSu, podejście do UE było bezkrytyczne, jeszcze bardziej bezkrytyczne niż podejście do Krk na religii.
15-06-2012 19:09 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Zależy kiedy jest to kiedyś.

Niewątpliwie. Ale jeszcze za mojej "pamięci edukacyjnej" służył chyba bardziej zdobywaniu wiedzy niźli obecnie - że tak pozwolę sobie uściślić zakres czasowy.

>W Polskiej szkole, obowiązuje miłość do UE

To się jakoś w obecnych programach szkolnych objawia?

>Na lekcjach WoSu, podejście do UE było bezkrytyczne, jeszcze bardziej bezkrytyczne niż podejście do Krk na religii.

Na lekcjach WoS-u za mojej edukacji pojawiały się raczej suche dane a propos rozmaitych gremiów międzynarodowych i wewnątrznarodowych, definicje, teksty różnorakich deklaracji/aktów prawnych i aktualne wydarzenia ze świata (tzw. prasówka). Jakkolwiek zapewne tematy zależały od szkoły.

Jeśli obecny system kształcenia w szkołach średnich za główny cel stawia przygotowanie do "egzaminu", który można zaliczyć przy pomocy wiedzy egzekwowanej niegdyś w podstawówkach, to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Przyglądałam się tegorocznemu egzaminowi z historii - część pytań sprawdzała po prostu umiejętność czytania z jako takim zrozumieniem.
15-06-2012 20:39 
 Ocena 5 na 5
Selanos (12869 punktów)
>>W Polskiej szkole, obowiązuje miłość do UE
>To się jakoś w obecnych programach szkolnych objawia?

Nie wiem jak w obecnych, kilka lat temu, kiedy ja byłem w gimnazjum, EU to była świętość nad świętości.

Jako ewentualnie przyszły nauczyciel angielskiego, mogę się wypowiedzieć o podręcznikach do angielskiego. Podręczniki i egzaminy są strasznie zielone i greenpeaceowate. Na prawdę, zamiast uczyć o zapobieganiu globalnemu ociepleniu i innym porywaniu się z motyką na słońce mogliby uczyć w szkołach na angielskim np. dogadywania się z anglikiem po angielsku. To byłaby całkiem przydatna umiejętność, to dogadywanie się.

>Na lekcjach WoS-u za mojej edukacji pojawiały się raczej suche dane a propos rozmaitych gremiów międzynarodowych i wewnątrznarodowych, definicje, teksty różnorakich deklaracji/aktów prawnych i aktualne wydarzenia ze świata

Ja trochę suchych danych z WoSu pamiętam, na pewno było coś o ONZ, NATO i prawach człowieka, w przerwach między och-achowaniem o Unii Europejskiej.

Jestem pewien, że każdy uczeń zna słowo "euroentuzjaści", ale o eurosceptycyzmie to już żaden nie ma pojęcia. Strasznie jednostronna edukacja.

Ja się jednak nie martwię, prędzej czy później, raczej prędzej, unia upadnie, jak każda inna niedziałająca organizacja.
15-06-2012 21:45 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>zamiast uczyć o zapobieganiu globalnemu ociepleniu i innym porywaniu się z motyką na słońce mogliby uczyć w szkołach na angielskim np. dogadywania się z anglikiem po angielsku. To byłaby całkiem przydatna umiejętność, to dogadywanie się.

Wiesz, dogadywać się to i za moich czasów w większości szkół nie uczyli Moja była dość nietypowa pod tym względem.
15-06-2012 21:56 
 Ocena 4 na 4
zielona herbatka (99 punktów)
>>zamiast uczyć o zapobieganiu globalnemu ociepleniu i innym porywaniu się z motyką na słońce mogliby uczyć w szkołach na angielskim np. dogadywania się z anglikiem po angielsku. To byłaby całkiem przydatna umiejętność, to dogadywanie się.
>Wiesz, dogadywać się to i za moich czasów w większości szkół nie uczyli Moja była dość nietypowa pod tym względem.
>
Żeby ot uczyli się dogadywać uczą nas dokładnej gramatyki , której bardzo częśto rodowici użytkownicy tego języka nie używają co w rezultacie wcale nie jest komunikatywne ...
15-06-2012 22:19 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Żeby ot uczyli się dogadywać uczą nas dokładnej gramatyki , której bardzo częśto rodowici użytkownicy tego języka nie używają co w rezultacie wcale nie jest komunikatywne ...

Prawda to. Jeden Amerykanin zaśmiewał się za każdym razem jak używałem "had had" w rozmowie, powiedział, że tak to ja sobie mogę napisać w liście oficjalnym, a nie szprehać na co dzień. Mój wykład o poprawności gramatycznej go nie przekonał
15-06-2012 23:05 
 Ocena 5 na 5
-jad- (18783 punktów)
>Jeśli obecny system kształcenia w szkołach średnich za główny cel stawia przygotowanie do "egzaminu", który można zaliczyć przy pomocy wiedzy egzekwowanej niegdyś w podstawówkach, to znaczy, że coś z nim jest nie tak.

Ostatnio po wspólnie wypitej jednej butelce wódki i w trakcie następnej, młodszy kolega pokazał mi zadania, z którymi musiał się zmagać na maturze z matmy. Większość zadań, lekko nagrzany, rozwiązałem w pamięci. Reszty nie rozwiązałem tylko dlatego, że musiałbym notować a nie chciało mi się szukać kartki i długopisu. Poziom wydał mi się tragicznie niski ale moja opinia może być krzywdząca, bo nie chodzę już do szkoły.
Maturą z innych przedmiotów się nie interesowałem.

Odnoszę wrażenie, że poziom nauczania spada od bardzo dawna, nie tylko od czasu gdy ja chodziłem do szkoły. Wydaje mi się, że moim rodzicom czy starszym kolegom, koleżankom po prostu znacznie solidniej wbijano do głowy podstawy różnych nauk. Widzę to na każdym kroku i widzieli to rodzice gdy ja chodziłem do szkoły.

>Przyglądałam się tegorocznemu egzaminowi z historii - część pytań sprawdzała po prostu umiejętność czytania z jako takim zrozumieniem.

Gdy byłem w klasie maturalnej akurat wdrażano coś takiego jak pracę z tekstem jako zadanie na maturze. Akurat dotyczyło to polaka a nie historii ale w zasadzie, co za różnica. Chyba miałem niebywałe szczęście, bo zaoszczędziło mi to sporo czasu, który normalnie musiałbym poświęcić na czytanie zaległych szkolnych lektur. Jak wspaniałomyślnie potraktowano wtedy mój rocznik
I pomyśleć, że moja zaledwie dwa lata starsza siostra już w pierwszej klasie liceum pisała wypracowania na 35 stron formatu A4. Nie z nadgorliwości oczywiście.

Niebo płonie
Jakub Zbądzki (104 punktów)
>A kiedyś służył wpajaniu wiedzy... Ech.
I wciąż to robi. Po prostu teraz jest inna specyfika egzaminów, więc prócz powtórzenia sobie trzech lat nauki danego materiału, trzeba przyzwyczaić się do formy testów.
>Jeśli obecny system kształcenia w szkołach średnich za główny cel stawia przygotowanie do "egzaminu", który można zaliczyć przy pomocy wiedzy egzekwowanej niegdyś w podstawówkach, to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Przyglądałam się tegorocznemu egzaminowi z historii - część pytań sprawdzała po prostu umiejętność czytania z jako takim zrozumieniem.
Zapraszam do sięgnięcia po arkusze z pozostałych 23 przedmiotów, jakie można zdawać na maturze. Ocena przez pryzmat faktycznie chyba najbanalniejszego sprawdzianu od lat (i to w wersji podstawowej) wygląda trochę płytko.
15-06-2012 19:59 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>I wciąż to robi.

W pewnym sensie.

>Zapraszam do sięgnięcia po arkusze z pozostałych 23 przedmiotów

Zapewniam cię, że się im przyglądam (nie wszystkim, oczywiście, ale zapewniam cię, że nie skupiam się tylko na historii, a i nie wydaje mi się, by ten akurat test historyczny był najbanalniejszym spośród dotychczasowych - szczególnie rozczulający był ten sprzed lat paru, na którym przyznawano punkty za samo rozpoznanie, że grecka waza była grecka bodajże, a rzymski posąg - rzymski). Co roku. Dzielę się też nimi chętnie ze znajomymi.

>Ocena przez pryzmat faktycznie chyba najbanalniejszego sprawdzianu od lat (i to w wersji podstawowej) wygląda trochę płytko.

Dobrze, już dobrze. Rozumiem, że wydają się wam wymagające Domyślam się tego chociażby po z roku na rok coraz bardziej hmmm... specyficznym poziomie studentów.
15-06-2012 20:25 
 Ocena 1 na 1
Jakub Zbądzki (104 punktów)
>W pewnym sensie.
To znaczy? Przedstaw, na czym Twoim zdaniem polegają błędy obecnego szkolnictwa w porównaniu do poprzednich form edukacji. Jeśli możesz, powiedz, jak można rozwiązać ewentualne kłopoty.
>Dobrze, już dobrze. Rozumiem, że wydają się wam wymagające Domyślam się tego chociażby po z roku na rok coraz bardziej hmmm... specyficznym poziomie studentów.
Powiedziałem jedynie, że oceniając warto przedstawić rozsądną próbę materiału. (mając na uwadze nie znajomość Twojej wiedzy o nim, a treść wiadomości) Argumentum ad personam to kiepskie rozwiązanie.
15-06-2012 20:35 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>>W pewnym sensie.
>To znaczy? Przedstaw, na czym Twoim zdaniem polegają błędy obecnego szkolnictwa w porównaniu do poprzednich form edukacji.

Myślałam, że w sposób dość przejrzysty sugeruję, że poziom wiedzy przekazywanej obecnie licealistom jest żenująco niski. Sugeruję też, że bezpośrednio przekłada się to na poziom wiedzy studentów. Bronisz obecnego systemu, z czego wyciągam pewne wnioski. Muszę kontynuować?
15-06-2012 20:47 
 Ocena 1 na 1
Aver (104 punktów)
>Myślałam, że w sposób dość przejrzysty sugeruję, że poziom wiedzy przekazywanej obecnie licealistom jest żenująco niski.
Oczywiście. Jednak nie uważam, że stwierdzenie większego poziomu czy lepszych studentów za czasów Twojej edukacji oraz określenie matury jako egzaminu wymagającego wiedzy z podstawówki, czego dowodem mają być pewne pytania z zakresu historii, jest doskonałym argumentem na rzecz upadku szkolnictwa. Pokazałaś opinię właściwie bez przykładów. Chciałbym usłyszeć co nieco o Twoich doświadczeniach. Współcześnie: co uważasz za bolączki systemu? Jacy są ludzie i dlaczego? Czy istnieje remedium? Zaglądając w przeszłość: co w Twoim środowisku uznawano za wiedzę? Na ile pracowici byli znajomi? Jakie mieli uzdolnienia? Czy odnosili pewne sukcesy po studiach? Pytałem różne osoby o podobne kwestie i myślę, że każdy głos jest godny uwagi.
15-06-2012 20:56 
 Ocena 6 na 6
Chlodwig (10939 punktów)
>>Myślałam, że w sposób dość przejrzysty sugeruję, że poziom wiedzy przekazywanej obecnie licealistom jest żenująco niski.
>Oczywiście. Jednak nie uważam, że stwierdzenie większego poziomu czy lepszych studentów za czasów Twojej edukacji oraz określenie matury jako egzaminu wymagającego wiedzy z podstawówki, czego dowodem mają być pewne pytania z zakresu historii, jest doskonałym argumentem na rzecz upadku szkolnictwa.

Za moich czasów taka forma pisemnej wypowiedzi dyskwalifikowała kandydata do liceum.
15-06-2012 21:33 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Jednak nie uważam, że stwierdzenie większego poziomu czy lepszych studentów za czasów Twojej edukacji oraz określenie matury jako egzaminu wymagającego wiedzy z podstawówki, czego dowodem mają być pewne pytania z zakresu historii, jest doskonałym argumentem na rzecz upadku szkolnictwa.

Ech, składnia... Popracuj nad składnią.
Nie wiem czy fakt, że do zdania obecnego egzaminu maturalnego wystarczy wiedza z podstawówki z "moich" czasów jest "doskonałym argumentem na rzecz upadku szkolnictwa" Sam się zastanów, co mówi o systemie kształcenia zrównanie poziomu podstawowego sprzed lat kilkunastu z współczesnym wykształceniem średnim. Szkoda tylko ludzi z ówczesną maturą, jeśli mają być potencjalnie oceniani przez pryzmat obecnej.

>Pokazałaś opinię właściwie bez przykładów.

Nie. Pokazałam opinię z przykładami.

>Chciałbym usłyszeć co nieco o Twoich doświadczeniach. Współcześnie: co uważasz za bolączki systemu?

Litości. Gdybym chciała napisać esej o systemie edukacji, zapewne bym to uczyniła i spróbowała puścić na stronie głównej

>Jacy są ludzie i dlaczego?

To pytanie to żart? Chodzi ci o socjologię? Aspekty biologiczne? Filozoficzne? Ludzie są różni.

>Zaglądając w przeszłość: co w Twoim środowisku uznawano za wiedzę?

Nie zauważyłam, by pojęcie wiedzy uległo jakimś drastycznym zmianom. Na tym portalu wciąż jeszcze za wiedzę uważa się po prostu wiedzę. Jeśli to słowo ma jakieś nowe znaczenia, oświeć mnie, proszę. Co w Twoim środowisku uznaje się za wiedzę?

>Na ile pracowici byli znajomi?

Różnie. A twoi?

>Jakie mieli uzdolnienia?

Różne. A twoi?

>Czy odnosili pewne sukcesy po studiach?

A co rozumiesz przez sukcesy? Pracują, dokształcają się, niektórzy osiągnęli/osiągają kolejne stopnie naukowe. Zdajesz sobie sprawę z ogólnikowości swoich pytań?

Edit:
Zmienianie pseudonimu w samym środku konwersacji wydaje mi się nieco dziwne.
15-06-2012 22:07 
 Ocena 1 na 1
Jakub Zbądzki (104 punktów)
Moim zdaniem posługujesz się ogólnikami (na przykład zamiast porównać podstawy programowe, piszesz, że teraz jest gorzej), co uważam za niezbyt wystarczające. Dlatego użyłem pytań w podobnej formie.
Nick zmieniłem w trakcie przeglądania mojego konta w ramach badania skryptu, w oparciu o jaki funkcjonuje forum. Nie uważam tego za obraźliwe, ale jeśli poczułaś się dziwnie, wybacz.
A nad składnią popracuję.
15-06-2012 22:11 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Moim zdaniem posługujesz się ogólnikami

Jakoś przeżyję twoje zdanie na ten temat, tym bardziej, że różnice w poziomie przekazywanej wiedzy widać bez drobiazgowego porównywania podstaw programowych

>Nick zmieniłem w trakcie przeglądania mojego konta w ramach badania skryptu, w oparciu o jaki funkcjonuje forum. Nie uważam tego za obraźliwe, ale jeśli poczułaś się dziwnie, wybacz.

Nie poczułam się dziwnie, tylko uznałam tę zmianę za dziwną. Dziwną, nie obraźliwą.

Edit:
Przy okazji - omawialiście w szkole pochodne? Logarytmy? Rachunek prawdopodobieństwa? Te akurat kwestie pojawiły się niedawno na forum, więc tak przykładowo podpytuję.
Jakub Zbądzki (104 punktów)
>Jakoś przeżyję twoje zdanie na ten temat, tym bardziej, że różnice w poziomie przekazywanej wiedzy widać bez drobiazgowego porównywania podstaw programowych
W żadnym momencie nie chodziło mi o przyznanie obecnemu szkolnictwu wyższości, chciałem tylko dowiedzieć się, jaka jest Twoja perspektywa. Interesują mnie różnice w nauczaniu na przestrzeni lat.
>Przy okazji - omawialiście w szkole pochodne? Logarytmy? Rachunek prawdopodobieństwa? Te akurat kwestie pojawiły się niedawno na forum, więc tak przykładowo podpytuję.
Uczę się matematyki na poziomie podstawowym. Logarytmy i rachunek prawdopodobieństwa przerabiałem, pochodne nie.
15-06-2012 22:42 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>chciałem tylko dowiedzieć się, jaka jest Twoja perspektywa. Interesują mnie różnice w nauczaniu na przestrzeni lat.

Ja się tym ani zawodowo, ani hobbystycznie nie zajmuję. Mam pewne obserwacje, ale niespecjalnie chce mi się zagłębiać w analizę podstaw programowych.

>Uczę się matematyki na poziomie podstawowym. Logarytmy i rachunek prawdopodobieństwa przerabiałem, pochodne nie.

My omawialiśmy. I to nie była klasa "politechniczna" czy matematyczna. Widzisz - chodzi mi o całą masę drobiazgów, jak np. studenci pierwszego roku biologii klasyfikujący mchy jako nagonasienne, studentki pielęgniarstwa deklarujące, iż adrenalina powstaje w tarczycy, absolwentki filozofii lokujące Maroko w Egipcie, maturzystki, które nie wiedzą, do czego służą czerwone krwinki, etc.
15-06-2012 23:30 
 Ocena 3 na 3
Lizergus (691 punktów)
>My omawialiśmy. I to nie była klasa "politechniczna" czy matematyczna.
Moja wychowawczyni z liceum ucząc się w klasie humanistycznej (w latach 80.) miała na matematyce całki. Ja natomiast, będąc w mat-fizie (matura w 2011), nie miałem w programie nie tylko pochodnych, ale i np. indukcji matematycznej czy granic ciągu.
15-06-2012 23:40 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
O, dzięki. Właśnie o coś takiego mi chodziło. Jak to potem wyrównać na studiach, nie mam pojęcia.
15-06-2012 23:59 
 Ocena 2 na 2
niewiarygodny (524 punktów)
>O, dzięki. Właśnie o coś takiego mi chodziło. Jak to potem wyrównać na studiach, nie mam pojęcia.

Znowu wyrównać, proszę tylko nie to. Uczelnie w normalnym systemie mają egzaminy wstępne i te co mają najwyższy poziom i renomę biorą tych najlepszych. Poziom wśród najlepszych jest równy. Poziom na najgorszych uczelniach też jest równy tylko dużo niższy. Jeżeli wprowadzamy standardowy program dla wszystkich uczelni jednego kierunku, wtedy jest on na poziomie średnim, czyli Ci co mają większy zasób wiedzy stoją w miejscu i tracą czas, a Ci co są niedouczeni lub mniej inteligentni i tak nie łapią o co chodzi i są wyrzucani po pierwszym roku, czyli również tracą czas. Rozwijają się jedynie Ci, którzy akurat są na poziomie średnim. Dlatego różnorodność daje większe korzyści, bo każdy trafia na swój poziom i rozwija się bez straty czasu.
16-06-2012 07:30 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>O, dzięki. Właśnie o coś takiego mi chodziło. Jak to potem wyrównać na studiach, nie mam pojęcia.
>Znowu wyrównać, proszę tylko nie to. Uczelnie w normalnym systemie mają egzaminy wstępne

Super. Ale zauważyłeś, że u nas od jakiegoś czasu nie mają?
niewiarygodny (524 punktów)
>>>O, dzięki. Właśnie o coś takiego mi chodziło. Jak to potem wyrównać na studiach, nie mam pojęcia.
>>Znowu wyrównać, proszę tylko nie to. Uczelnie w normalnym systemie mają egzaminy wstępne
>Super. Ale zauważyłeś, że u nas od jakiegoś czasu nie mają?
Czy ja mówię, że żyjemy w normalnym systemie? Nie ma praktycznie ani jednej dziedziny działalności obecnego państwa, z którą się zgadzam.
wacus47 (666 punktów)
>
>My omawialiśmy. I to nie była klasa "politechniczna" czy matematyczna. Widzisz - chodzi mi o całą masę drobiazgów, jak np. studenci pierwszego roku biologii klasyfikujący mchy jako nagonasienne
Zasługują na 2 i tyle. Takie anegdoty może przytoczyć każdy
studentki pielęgniarstwa deklarujące, iż adrenalina powstaje w tarczycy,
Jak wyżej.
absolwentki filozofii lokujące Maroko w Egipcie,
Wiedziałem, że padnie jakiś przykład związany z geografią. Jest to w ogóle bardzo ciekawa sprawa Bardzo często zdarza mi się słyszeć opinie jacy to Amerykanie są głupi bo nie wiedzą gdzie leży Europa albo jaka jest stolica jakiegoś europejskiego kraju. Tylko na cholerę im ta wiedza? W USA olbrzymia większość obywateli nie ma pojęcia kim była Antygona lub jak obliczyć prostą całkę. Nie przeszkadza im to jednak posiadać najlepszego szkolnictwa wyższego na świecie... A w Polsce? Wielu jest niezwykle dumnych że znają stolicę Dżibuti albo potrafią policzyć pochodną na kartce papieru tylko dziwnym trafem nic z tego nie wynika...
maturzystki, które nie wiedzą, do czego służą czerwone krwinki, etc.
15-06-2012 23:29 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Uczę się matematyki na poziomie podstawowym. Logarytmy i rachunek prawdopodobieństwa przerabiałem, pochodne nie.

Matura bez pochodnych? A całkowanie gdzie? Jako doktorat?
15-06-2012 23:32 
 Ocena 1 na 1
Lizergus (691 punktów)
>Matura bez pochodnych?
Pochodnych nie ma na maturze od 2008 roku. Mówimy oczywiście o poziomie rozszerzonym
16-06-2012 00:50 
 Ocena 7 na 7
DyktaFon (9281 punktów)
>>Matura bez pochodnych?
>Pochodnych nie ma na maturze od 2008 roku. Mówimy oczywiście o poziomie rozszerzonym
>
No i bardzo dobrze, że nie ma pochodnych... Dzięki temu można lepiej opanować tabliczkę mnożenia, dodawanie i odejmowanie.... ))) Także ułamki....
30-06-2012 16:05 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>> Uczę się matematyki na poziomie podstawowym. Logarytmy i rachunek prawdopodobieństwa przerabiałem, pochodne nie.
>Matura bez pochodnych? A całkowanie gdzie? Jako doktorat?
   Ano, właśnie, tego się dziś uczy w szkołach Klechistanu. Po zmniejszeniu czasu nauki w szkołach średnich do trzech lat i wepchaniu do materiału nauczania religii, zabrakło czasu na pochodne i całki.
zielona herbatka (99 punktów)
Poziom wiedzy poziom nauczycieli poziom wymagań i ambicji uczniów... Jest żenująco niski a do tego idiotyczny system nauczania i oceniania .
15-06-2012 20:47 
 Ocena 2 na 2
Nikka (54 punktów)

>Dobrze, już dobrze. Rozumiem, że wydają się wam wymagające Domyślam się tego chociażby po z roku na rok coraz bardziej hmmm... specyficznym poziomie studentów.

To, że dzisiejszy egzamin maturalny wielu wydaje się taki łatwy wynika z kilku rzeczy.

Pierwsza, to koszmarny pomysł reformy edukacji, która zlikwidowała szkoły zawodowe, technika itd, co spowodowało, że w liceach pojawili się uczniowie, którzy wcześniej by tam się nie znaleźli, o zdaniu egzaminu nie wspominając. Dlatego chyba uśredniono poziom (co pociągnęło go w dół).

Druga, to fakt, że materiał przerabiany przez dwa lata w gimnazjum był powtarzany przez dwa lata w liceum. Nie mam w 100% pewności co do innych przedmiotów, ale język angielski zdecydowanie tak miał skonstruowaną podstawę programową. Nowa podstawa miała temu zaradzić (w teorii).

Trzecia rzecz jest moim zdaniem bardzo pozytywna, bo w założeniu szkoły mają przygotować uczniów do dorosłego życia, a nie tylko do zostania studentem. W tym celu kładzie się nacisk na samodzielność myślenia, umiejętność rozwiązywania problemów, wyszukiwania informacji i wykorzystywania jej, itd, a nie suchą wiedzę encyklopedyczną, do której byliśmy tak strasznie przyzwyczajeni ("...bo Władysław Broniewski wielkim poetą był!").

Moim zdaniem, idea przygotowania ucznia do dorosłego życia, a nie do bycia chodzącą encyklopedią jest bardzo dobra, ale wykonana fatalnie.
15-06-2012 22:02 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>To, że dzisiejszy egzamin maturalny wielu wydaje się taki łatwy wynika z kilku rzeczy.

On się nie wydaje łatwy - on jest łatwy

>Pierwsza (...)
>Druga (...)

Powyższe rozumiem. Zgadzam się z twoją oceną mechanizmów.

>Trzecia rzecz jest moim zdaniem bardzo pozytywna, bo w założeniu szkoły mają przygotować uczniów do dorosłego życia, a nie tylko do zostania studentem.

Problem w tym, że dla większości obecnie matura to właśnie przepustka na studia i - jako taka - wypada fatalnie. Częściowo problem zniwelowałoby przywrócenie egzaminów na studia, tak by uczelnie nie musiałyby na gwałt douczać studentów-ignorantów, ale pewnikiem podniósłby się wrzask, że nie można wymagać od kandydatów czegoś, czego w szkole nie uczą.

>kładzie się nacisk na samodzielność myślenia, umiejętność rozwiązywania problemów, wyszukiwania informacji i wykorzystywania jej, itd, a nie suchą wiedzę encyklopedyczną, do której byliśmy tak strasznie przyzwyczajeni

Ale to chyba teoria, prawda? Bo obecnie odnoszę wrażenie, że po szkole nie ma ani zbyt wiele wiedzy (bo już niepotrzebna i encyklopedyczna), ani umiejętności (bo nieszczególnie udaje się je wpoić).
15-06-2012 23:01 
 Ocena 3 na 3
Nikka (54 punktów)
>Ale to chyba teoria, prawda? Bo obecnie odnoszę wrażenie, że po szkole nie ma ani zbyt wiele wiedzy (bo już niepotrzebna i encyklopedyczna), ani umiejętności (bo nieszczególnie udaje się je wpoić).
>
Tak jak napisałam, moim zdaniem, idea przygotowania ucznia do dorosłego życia, a nie do bycia chodzącą encyklopedią jest bardzo dobra, ale wykonana fatalnie.

Nigdy nie twierdziłam, że wiedza jako taka jest niepotrzebna, ale wiedza dla samej tylko wiedzy nie wystarczy absolwentom we współczesnym świecie. Umiejętność uczenia się, korzystania z informacji, wyciągania wniosków, itd jest potrzebna też na studiach, a właściwie mam nadzieję, że tak jest. Marzy mi się, żeby ludzi kształciło się na myślących obywateli, a nie na drony, co przyjmują bezmyślnie wszystko, co im się powie.

Niestety, z reformą programową jest, jak to się mówi, "miało być tak fajnie, a wyszło tak, jak zawsze." Teoria teorią, a w praktyce wychodzi inaczej.
16-06-2012 10:41 
 Ocena 2 na 2
brzezińska43 (1294 punktów)
Przygotowanie do życia polega na tym, by człowiek miał rozeznanie, co się wokół niego dzieje i jak na to zareagować. Nie da się tego osiągnąć bez wiedzy i umiejętności korzystania z niej - kojarzenia. W jaki sposób można wyrobić sobie własne zdanie, jeśli nie ma się do tego podstaw - wiedzy właśnie. Korzystanie z niej to umiejętność kojarzenia wycinków wiedzy pozornie dla siebie odległych. Wiedza to jedność z powodu rozległości poszatkowana na dyscypliny. Wymuszanie specjalizacji na osobach mających wiedzę mizerną to zbrodnia na systemie edukacji, na uczących się, nie mają bowiem możności kojarzenia, bo co z czym mają skojarzyć? Dlatego w odległej przeszłości wymuszano na uczniach zdobywanie wiedzy encyklopedycznej, by mogli mieć rozeznanie w całości i podjąć decyzję, jaką z dyscyplin wybrać jako specjalizację. Obecny system edukacji nie daje młodym ludziom tej szansy, choć zapewnia, że ją mają. Jesteście nie z własnej winy niedouczeni a wasze decyzje są absolutnie przypadkowe, stąd tylu bezrobotnych magistrów. Na domiar niedouczonych, bo szkoły wyższe muszą dostosowywać do waszego poziomu program. Powinniście żądać likwidacji gimnazjów, zmian w programach nauczania, bo nie sądzę, aby możliwości intelektualne tego pokolenia były mniejsze, niż któregokolwiek innego. Krzywd wam wyrządzonych nie da się już naprawić, jeśli sami nie uzupełnicie wiedzy. Czytajcie, czytajcie, czytajcie.
16-06-2012 13:59 
 Ocena 1 na 1
Nikka (54 punktów)
> Przygotowanie do życia polega na tym, by człowiek miał rozeznanie, co się wokół niego dzieje i jak na to zareagować. Nie da się tego osiągnąć bez wiedzy i umiejętności korzystania z niej - kojarzenia.

Na tym właśnie miała polegać reforma, w teorii.

>Dlatego w odległej przeszłości wymuszano na uczniach zdobywanie wiedzy encyklopedycznej, by mogli mieć rozeznanie w całości i podjąć decyzję, jaką z dyscyplin wybrać jako specjalizację.

Szczerze mówiąc, myślę, że wiedzę encyklopedyczną wpajano, żeby nie zachęcać do myślenia. Było to na tej samej zasadzie, co punkty za pochodzenie na studia. Wyniosłeś z domu (pochodzenie inteligenckie) sceptyczne podejście do rzeczywistości? Wynocha, rowy kopać.

>Jesteście nie z własnej winy niedouczeni a wasze decyzje są absolutnie przypadkowe, stąd tylu bezrobotnych magistrów.

Ja byłam niedouczona przez stary, encyklopedyczny system. Dopiero na studiach dowiedziałam się co to jest metoda naukowa (chociaż dalej tego porządnie nie uczą, skandal) a na kolokwiach z historii miałam pytania typu "Jakie czynniki gospodarcze i społeczne przyczyniły się do wybuchu wojny?" a nie tylko "W którym roku wybuchła wojna?".

>Powinniście żądać likwidacji gimnazjów, zmian w programach nauczania, bo nie sądzę, aby możliwości intelektualne tego pokolenia były mniejsze, niż któregokolwiek innego.

Co do likwidacji gimnazjów zgadzam się w 100%.

Jeśli chodzi o programy nauczania, to dzisiaj nie są one odgórnie narzucane ani zatwierdzane przez ministerstwo. Podstawa programowa mówi, jakie są minimalne wymagania wobec uczniów, a programy nauczania wybierają sobie, albo nawet piszą, nauczyciele.
15-06-2012 20:48 
 Ocena 6 na 6
Selanos (12869 punktów)
>Dobrze, już dobrze. Rozumiem, że wydają się wam wymagające Domyślam się tego chociażby po z roku na rok coraz bardziej hmmm... specyficznym poziomie studentów.

Czytać ze zrozumieniem nie potrafią. Szkoła tego nie uczy, poza szkołą nie czytają, potem mamy efekty. Będąc na studiach, kilka razy, nawet kilkanaście, myślałem, że moi znajomi rozmawiają o literaturze. Niestety, wszystko co oni widzieli to ekranizacje. Są nawet zdziwieni, że te filmy są na podstawie książek! Dla ścisłości dodam, że chodziło o książki które są znane i mają pewne uznanie. Oczywiście jest kilka wyjątków które dużo czytają, ale, no właśnie, to są wyjątki.

To jest dramat.
15-06-2012 21:59 
 Ocena 2 na 2
zielona herbatka (99 punktów)
Mam nieodparte wrażenie że coraz bardziej każe nam się uczyć czegoś a nie wymaga się zrozumienia a wymuszana maksymalna specjalizacja już w ogólniakach - co miało dawać ogólna wiedzę doprowadza do krytycznego spadku rozeznania w świecie ludzi .
Program wymaga chcesz być lekarzem ucz się tylko chemii i biologi reszta ci nie jest potrzebna wręcz nie masz czasu na inne rzeczy . To nic , że potem będziesz myślał , że Turcja jest poza Europą.
19-06-2012 18:43 
 Ocena 2 na 2
Kuba K. (3909 punktów)
> (...) Domyślam się tego chociażby po z roku na rok coraz bardziej hmmm... specyficznym poziomie studentów.

Dotknęłaś bardzo bolesnego tematu - szczęśliwie nieczęsto mam do czynienia ze studentami, ale niestety czasem się o nich "ocieram" zawodowo, zdarza się też, że mam bliski kontakt ze świeżo upieczonymi absolwentami i zarówno w jednym, jak i drugim przypadku włos mi się czasem jeży na głowie. I nie chodzi nawet o wiedzę stricte fachową - różnie z tym bywa, ale na ogól nie jest tragicznie. Natomiast wiedza ogólna, humanistyczna, wszystko co wychodzi poza wąski program studiów - pod przysłowiowym zdechłym psem. Nie są to niestety intelektualiści, ani nawet materiał wyjściowy na takowych, choć oczywiście zdarzają się wyjątki...
15-06-2012 20:50 
 Ocena 6 na 6
Chlodwig (10939 punktów)
>Zapraszam do sięgnięcia po arkusze z pozostałych 23 przedmiotów, jakie można zdawać na maturze. Ocena przez pryzmat faktycznie chyba najbanalniejszego sprawdzianu od lat (i to w wersji podstawowej) wygląda trochę płytko.

Pracowałem niedawno z panem, który podstawówkę skończył 30 lat temu i on tak przebąkiwał, że chciałby zrobić liceum zaoczne, ale bał się, że sobie nie poradzi. Przyniosłem mu maturę z polskiego, matematyki i historii - napisał to w trzy godziny. Zdałby.
Bez przygotowania.
Po trzydziestu latach.
Jakieś pytania?
Jakub Zbądzki (104 punktów)
>Bez przygotowania.
>Po trzydziestu latach.
>Jakieś pytania?
Tak. Jaki rocznik wybrałeś? Podstawę czy rozszerzenie? Na ile procent mógł zdać? Jakie ma zainteresowania i zdolności?
16-06-2012 14:54 
 Ocena 4 na 4
Chlodwig (10939 punktów)
>Tak. Jaki rocznik wybrałeś? Podstawę czy rozszerzenie? Na ile procent mógł zdać? Jakie ma zainteresowania i zdolności?

Matura sprzed 2 lat chyba. Podstawa. 40%. Zainteresowania - piwo. Zdolności - obijanie się sztaplarką o każdą przeszkodę.
15-06-2012 22:24 
 Ocena 5 na 5
Selanos (12869 punktów)
>Jakieś pytania?

Czy to był Chuck Norris?

Nie, na poważnie, wcale mnie to nie dziwi. Polski i Historia, to w dużej mierze rozumienie tekstu, a matematyka... Skoro takie beztalencie matematyczne jak ja potrafiło to w miarę dobrze zdać, to chyba nikt nie powinien mieć z tym problemów :>
wacus47 (666 punktów)
>>Zapraszam do sięgnięcia po arkusze z pozostałych 23 przedmiotów, jakie można zdawać na maturze. Ocena przez pryzmat faktycznie chyba najbanalniejszego sprawdzianu od lat (i to w wersji podstawowej) wygląda trochę płytko.
>Pracowałem niedawno z panem, który podstawówkę skończył 30 lat temu i on tak przebąkiwał, że chciałby zrobić liceum zaoczne, ale bał się, że sobie nie poradzi. Przyniosłem mu maturę z polskiego, matematyki i historii - napisał to w trzy godziny. Zdałby.
>Bez przygotowania.
>Po trzydziestu latach.
>Jakieś pytania?
>

Tak... Co ten Pan robi w życiu na co dzień?
18-06-2012 11:17 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Tak... Co ten Pan robi w życiu na co dzień?

Przecież napisał
19-06-2012 18:34 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>Zapraszam do sięgnięcia po arkusze z pozostałych 23 przedmiotów, jakie można zdawać na maturze. Ocena przez pryzmat faktycznie chyba najbanalniejszego sprawdzianu od lat (i to w wersji podstawowej) wygląda trochę płytko.

Zerknąłem na tegoroczną matematykę (poziom podstawowy) i uważam, że poziom jest żenująco niski. Z matematyką mam niewiele wspólnego od mojej własnej matury (1984) i niewiele już z materiału szkoły średniej pamiętam, a mimo to nie miałem właściwie żadnych problemów z rozwiązaniem zadań (większość zresztą można łatwo rozwiązać w pamięci). Podobnie, jak w przypadku innych przedmiotów mam niejasne wrażenie, że wymagana jest głównie umiejętność czytania ze zrozumieniem i odrobina logicznego myślenia, aby ten egzamin zaliczyć. Nie jestem bynajmniej zwolennikiem tępego "wkuwania" na pamięć, ale jakiś elementarny zasób wiedzy opanowanej pamięciowo winien być jednak od maturzystów egzekwowany. Chyba, że założymy, iż celem systemu oświatowego jest nie kształcenie, a "produkcja" maturzystów, magistrów, etc.
19-06-2012 19:12 
 Ocena 1 na 1
Jakub Zbądzki (104 punktów)
W pełni się z Tobą zgadzam. Moją intencją nie było wskazanie trudności matur (o których niskim poziomie wspomniałem w pierwszym poście), a zachęcenie do argumentacji w oparciu o możliwie pełne źródła.
15-06-2012 20:14 
 Ocena 7 na 7
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Zauważ jak świetnie działa aktualny system "edukacji" - w jego obronie są już dwa głosy - obecnego ucznia liceum i świeżo upieczonego studenta. No i o to właśnie chodzi, żeby taki system produkował takich absolwentów.
Byle głąb może dziś uzyskać świadectwo maturalne bez egzaminu faktycznie sprawdzającego jego wiedzę, na podstawie którego to świadectwa dostanie się na uczelnię - znowu - bez żadnego egzaminu sprawdzającego jego wiedzę.

Inwestycje związane z Euro 2012 pokazały, że w Polsce brakuje inżynierów i techników mających pojęcie o budowaniu dróg, mostów, wiaduktów. No i nie dziwne, bo przecież dziś nie ma czegoś takiego jak praktyki studenckie, bo to jest "be", bo było "za PRL-u".



Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 22:26 
 Ocena 4 na 4
Selanos (12869 punktów)
>Inwestycje związane z Euro 2012 pokazały, że w Polsce brakuje inżynierów i techników mających pojęcie o budowaniu dróg, mostów, wiaduktów.

Nie Euro to pokazało, to wiadomo od dłuższego czasu. Brakuje nawet ludzi po zawodówkach, co nie jest dziwne, bo zawodówki poznikały, a jak gdzieś się ostały, to mają opinie szkoły dla głupich. A kto jest głupszy, bezrobotny magister jakiegoś marketingu i zarządzania, czy pracujący i dobrze zarabiający ślusarz, posadzkarz albo spawacz?
emilpromil (184 punktów)
>>Inwestycje związane z Euro 2012 pokazały, że w Polsce brakuje inżynierów i techników mających pojęcie o budowaniu dróg, mostów, wiaduktów.
>Nie Euro to pokazało, to wiadomo od dłuższego czasu. Brakuje nawet ludzi po zawodówkach, co nie jest dziwne, bo zawodówki poznikały, a jak gdzieś się ostały, to mają opinie szkoły dla głupich. A kto jest głupszy, bezrobotny magister jakiegoś marketingu i zarządzania, czy pracujący i dobrze zarabiający ślusarz, posadzkarz albo spawacz?
>

Brakuje ludzi mających doświadczenie i uprawnienia, ludzi mających wiedzę jest pod dostatkiem.
W Polsce firmy mało inwestują w pracowników, w czasie kryzysu przestały inwestować całkowicie i potem się budzą z ręką w nocniku bo nie ma na rynku pracy doświadczonych ludzi.
I jeszcze żądania żeby podatnicy zapłacili za zdobycie praktycznego doświadczenia ich przyszłych pracowników...

Kształcenie zawodowe to problem firm produkcyjnych nie państwa, natomiast studia to miejsce studiowania a nie wyższa szkoła zawodowa.
Jeśli chodzi o praktyki to instytucja w systemie edukacji funkcjonuje dosyć dobrze, to raczej firmy nie potrafią jej należycie wykorzystać.

BTW Gdzie w Polsce ślusarze, posadzkarze i spawacze dobrze zarabiają ?
Większość pensji w tych profesjach to pomiędzy 10-15 złotych netto za godzinę dla ludzi z kilkuletnim doświadczeniem.
18-06-2012 09:08 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Większość pensji w tych profesjach to pomiędzy 10-15 złotych netto za godzinę dla ludzi z kilkuletnim doświadczeniem.
Niechby 12 (cały czas netto). 40 godzin w tygodniu to jest 480 zł, w ciągu miesiąca ok. 2000. Netto. Asystent na uniwersytecie na tyle nie może liczyć, maksymalnie wychodzi tak gdzieś 1600-1800. Fachowiec po godzinach w jakiejś firmie może sobie dorobić prywatnie, po sąsiadach i znajomych.
Po kilkunastu latach pracy i nabraniu naprawdę doświadczenia to już będzie 20 - 25 zł na godzinę na etacie. A jak wyrobi sobie markę i renomę, to będzie prywatnie rozchwytywany. I będzie zarabiał więcej od adiunkta ze stopniem doktora.
Selanos (12869 punktów)
>Jestem zszokowana nowym systemem nauczania i wypowiedziami profesorów w tym wypadku polonistów.

Nie wiem co w tym szokującego, ja właśnie taką szkołę ukończyłem. Obecnie jestem na pierwszym roku studiów.

Jak na ironię, interpretację wierszy z prawdziwego zdarzenia pierwszy raz jako członek grupy z nauczycielem na czele, zrobiłem właśnie na studiach, na Wstępie do literaturoznawstwa. A studiuję filologię angielską.
15-06-2012 20:01 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiem co w tym szokującego, ja właśnie taką szkołę ukończyłem.
>Jak na ironię, interpretację wierszy z prawdziwego zdarzenia pierwszy raz jako członek grupy z nauczycielem na czele, zrobiłem właśnie na studiach
Napisałeś "jak na ironię", czyli niby zdajesz sobie sprawę z marnego poziomu nauczania w liceum, ale wcześniej nie widzisz w tym nic szokującego. Jak rozumiem, odpowiada ci ten żenująco niski poziom nauczania, co mnie nie dziwi, jako że wiem, iż jesteś fanatycznym zwolennikiem neoliberalizmu.


Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 20:31 
 Ocena 1 na 3
Selanos (12869 punktów)
>Napisałeś "jak na ironię", czyli niby zdajesz sobie sprawę z marnego poziomu nauczania w liceum, ale wcześniej nie widzisz w tym nic szokującego.

Zdaję sobie sprawę z niskiego poziomu nauczania, a napisałem "jak na ironię", bo to było wręcz chore, żebym ja w wieku 20 lat, po 12 latach edukacji kiedy to teoretycznie miałem interpretować wiersze, robił to po raz pierwszy tak na prawdę. Oczywiście po raz pierwszy jako część grupy, z nauczycielem, po raz pierwszy w szkole.

>Jak rozumiem, odpowiada ci ten żenująco niski poziom nauczania, co mnie nie dziwi, jako że wiem, iż jesteś fanatycznym zwolennikiem neoliberalizmu.

Nie rozumiem. Zwolennicy neoliberalizmu są za niskim poziomem nauczania? Ja tutaj widzę zwycięstwo neoliberalizmu: szkoły publiczne źle uczą, a egzaminy państwowe tylko to potwierdzają. To właśnie mówią liberałowie, że szkoły publiczne to zło, a trzymanie kagańca na szkołach przez państwo jest jeszcze gorsze. Neoliberalizm, liberalizm gospodarczy w ogóle, jest za zmniejszeniem udziału państwa w edukacji, zaczynając od prywatyzacji szkół.
15-06-2012 21:22 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Nie rozumiem. Zwolennicy neoliberalizmu są za niskim poziomem nauczania?
Nie rozumiesz, to przeczytaj mój pierwszy post w tym wątku.


Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 22:37 
 Ocena 2 na 4
Selanos (12869 punktów)
>>Nie rozumiem. Zwolennicy neoliberalizmu są za niskim poziomem nauczania?
Nie rozumiesz, to przeczytaj mój pierwszy post w tym wątku.

Przeczytałem, już wszystko jasne.

Właśnie o to chodzi, żeby naprodukować jak najwięcej kasjerów, magazynierów i kogo tam jeszcze. Najlepiej w prywatnych szkołach. Właśnie takich ludzi potrzeba. Co z tego, że ktoś ma tytuł magistra z jakiegoś dumnie brzmiącego, obleganego przez idiotów kierunku? Taka osoba będzie magistrem bezrobotnym, a osoba po zawodówce handlowej bez problemu dostanie prace, choćby i za marne grosze i tak wyjdzie lepiej niż ten magister.

Przez publiczną edukację, naprodukowaliśmy ludzi z bezwartościowymi tytułami. Oni się nie przejmują, pójdą sobie na bezwartościowe studia, płacić za nie nie muszą, mogą wysępić jakieś stypendium, a jak po studiach nie będą mieli pracy, to zaczną głosować na partie socjalistyczne, które obiecają im wyższy zasiłek dla bezrobotnych.

W skrócie: jak się za coś nie płaci, to się tego nie docenia.

Klasy są w każdym systemie, w liberalnej gospodarce również. W Stanach Zjednoczonych albo w Wielkiej Brytanii na początku XX wieku klasa średnia była jedną z sił napędowych gospodarki.

Robotnik, górnik, najlepiej z 10 związkami zawodowymi, nigdy nie będzie napędzał gospodarki. To jest pracownik, pracownik który pracuje od którejś do którejś, pracownik który pieniądze wyda. Taki pracownik nie zainwestuje, jeśli będzie miał poczucie bezpieczeństwa zapewnione przez socjalizm, to nigdy się nie wybije ponad swoją klasę, nigdy się nie będzie starał tego zrobić. Bo po co?
zielona herbatka (99 punktów)
to fakt nie wymaga się za wiele od uczniów ale systemy oceniania są chore jeśli ucząc się w szkole historia dochodzi do etapu powiedzmy II wojny a na resztę nie ma czasu albo omawia się pojedyncze rozdziały z książek . Mało wybaczcie ale nauczyciel wyznaczający ocenę co do setnej bo tak mówi kalkulator i mówi , że tak mówi liczba i bez znaczenia czy to jest adekwatne do stanu rzeczy. Mam wrażenie , że sami nauczyciele robią się leniwi. Uczy się na wzór zachodni i za chwilę będziemy mieli to samo co tam czyli brak ogólnej wiedzy . A baaardzo mocno zawężone specjalizacje spowodują problemy w rozwiązywaniu problemów rozległych i wielopłaszczyznowych bo zaniknie korelacja między dziedzinami wiedzy.
16-06-2012 16:27 
 Ocena 1 na 1
niewiarygodny (524 punktów)
> A baaardzo mocno zawężone specjalizacje spowodują problemy w rozwiązywaniu problemów rozległych i wielopłaszczyznowych bo zaniknie korelacja między dziedzinami wiedzy.
Ciekaw jestem jak szeroki zakres specjalizacji chodzi Ci po głowie. Według mnie program studiów jest stanowczo zbyt szeroki, o liceach już nie wspomnę.
zielona herbatka (99 punktów)
Myślę , ze to jest też trochę tak ,że jedno jest zbyt szerokie a inne za wąskie . Historia w szkołach to porażka nie wspomnę o nauce języków która przynajmniej z tego co doświadczyłam jest poniżej krytyki.
Selanos (12869 punktów)
Odróżniajmy wiedzę ogólną od specjalizacji. IMO, wiedzy ogólnej, powinniśmy uczyć się do poziomu gimnazjum, albo i krócej, reszta to specjalizacja.

Oczywiście, myślę o nauce w szkole prywatnej, nie publicznej, to drugie nie działa. A pewnie będę tam pracował No cóż, pieniądz nie śmierdzi.
15-06-2012 20:33 
 Ocena 2 na 2
Danhipe (11 punktów)

> iż jesteś fanatycznym zwolennikiem neoliberalizmu.
>

Widzę ,że Pan chyba nie zna definicji neoliberalizmu (pl.wikipedia.org/wiki/Neoliberalizm). Uważa Pan ,że państwowe kontrole szkolnictwa są wynikiem stosowania neoliberalnej polityki ? Takie stwierdzenia są co najmniej żenujące ,zwłaszcza iż sam uważam się za neoliberała i zgadzam się z Pana powyższymi wypowiedziami.
15-06-2012 21:18 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Uważa Pan ,że państwowe kontrole szkolnictwa są wynikiem stosowania neoliberalnej polityki ?
Uważam, a raczej dostrzegam, że w Polsce państwowe szkolnictwo realizuje neoliberalną strategię, o której pisałem w mojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku.

Baaardzo przepraszam, że wcześniej nie zapoznałem się z definicją neoliberalizmu w wikipedii.
Ten potworny błąd już nadrobiłem i, przyznam szczerze, setnie się ubawiłem czytając...

Cytat:
Neoliberalizm [...] nurt w historii myśli ekonomicznej, [...] postulujący powrót do zasad wolnego rynku i ograniczonej do minimum ingerencji państwa w gospodarkę

... a następnie:
Cytat:
Liberalizm gospodarczy [...] system poglądów ekonomicznych i oparty na jego zasadach typ polityki gospodarczej, których fundamentem jest całkowita neutralność państwa i innych organizacji gospodarczych i politycznych wobec przebiegu procesów gospodarczych. (źródło)

Dlaczego się ubawiłem? Ano dlatego, że definicja neoliberalizmu z wiki jest kalką definicji liberalizmu gospodarczego z cytowanego źródła, a więc czym tak naprawdę różni się jedno od drugiego?
Odpowiedź jest prosta, dostępna dla każdego, kto ze zrozumieniem obserwuje współczesny świat (że o znajomości odpowiednich wypowiedzi i literatury nie wspomnę):
Neoliberalizm jest polityką państwa wspierającą bogacenie się bogaczy i utrzymującą biedę pośród biednych.
Najbardziej oczywistym przejawem neoliberalizmu jest ratowanie z budżetu państwa, czyli z podatków obywateli, prywatnych banków i innych organizacji finansowych w czasie kryzysu finansowego w USA.
Ale są i inne oblicza neoliberalizmu, o których już wcześniej pisałem (nie tylko w tym wątku).



Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
15-06-2012 22:24 
 Ocena 2 na 2
Danhipe (11 punktów)

>Baaardzo przepraszam, że wcześniej nie zapoznałem się z definicją neoliberalizmu w wikipedii.
>Ten potworny błąd już nadrobiłem i, przyznam szczerze, setnie się ubawiłem czytając...[/color]
>Cytat:
Neoliberalizm [...] nurt w historii myśli ekonomicznej, [...] postulujący powrót do zasad wolnego rynku i ograniczonej do minimum ingerencji państwa w gospodarkę

>... a następnie:
>Cytat:
Liberalizm gospodarczy [...] system poglądów ekonomicznych i oparty na jego zasadach typ polityki gospodarczej, których fundamentem jest całkowita neutralność państwa i innych organizacji gospodarczych i politycznych wobec przebiegu procesów gospodarczych. (źródło)

>[color=#330000]Dlaczego się ubawiłem? Ano dlatego, że definicja neoliberalizmu z wiki jest kalką definicji liberalizmu gospodarczego z cytowanego źródła, a więc czym tak naprawdę różni się jedno od drugiego?
>
Ma Pan tu racje. Rzecz biorąc neoliberalizm to taki liberalizm gospodarczy który jest odpowiedzią na interwencjonistyczną politykę państwa . Bynajmniej wynika to z "ogólnych" definicji.

>Neoliberalizm jest polityką państwa wspierającą bogacenie się bogaczy i utrzymującą biedę pośród biednych.
>Najbardziej oczywistym przejawem neoliberalizmu jest ratowanie z budżetu państwa, czyli z podatków obywateli, prywatnych banków i innych organizacji finansowych w czasie kryzysu finansowego w USA.
>

To o czym Pan pisze to ta "zue" oblicze keynesizmu. To z czym właśnie neoliberalizm ma zamiar walczyć.

Ostatnio zauważyłem ,że pewne środowiska nazywają całe zło tego świata "neoliberalizmem". Staję się to coraz bardziej irytujące. Czy istnieje jakiś spisek którego celem jest obrzydzenie ludziom słowa "(neo)liberazizm" ?
15-06-2012 22:42 
 Ocena 1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Neoliberalizm jest polityką państwa wspierającą bogacenie się bogaczy i utrzymującą biedę pośród biednych.

Liberalizm jest raczej za państwem minimum: są jakieś organy władzy, jest wojsko, jest policje, są sądy, prawo, a gospodarka? A w gospodarce niech się dzieje wola nieba, to nie nasza sprawa.

>Najbardziej oczywistym przejawem neoliberalizmu jest ratowanie z budżetu państwa, czyli z podatków obywateli, prywatnych banków i innych organizacji finansowych w czasie kryzysu finansowego w USA.

Proszę jeszcze raz przeczytać definicję liberalizmu. Ratowanie banków z budżetu państwa, to nie jest liberalizm, to jest ingerencja państwa w gospodarkę, a liberalizm jest przeciwko ingerowaniu w gospodarkę przez państwo. Innymi słowy: ratowanie banków przez państwo to zboczenie w kierunku socjalizmu.

>Ale są i inne oblicza neoliberalizmu, o których już wcześniej pisałem (nie tylko w tym wątku).

W zasadzie to jesteśmy mniej więcej po tej samej stronie. Pan narzeka na pewne mechanizmy, które nazywa Pan liberalizmem, a tak naprawdę one nie mają nic wspólnego z liberalizmem, to socjalizm.

Tak więc obaj nie lubimy socjalizmu, jesteśmy po tej samej stronie barykady
15-06-2012 23:18 
 Ocena 3 na 3
Lizergus (691 punktów)
>Tak więc obaj nie lubimy socjalizmu, jesteśmy po tej samej stronie barykady
W wielu dyskusjach można zauważyć takie "przeciąganie" interlokutora do swojego obozu. "Ty to tak naprawdę wierzysz w Boga, tylko nie chcesz się przyznać". Dla jednych w Polsce panuje kapitalizm, dla innych socjalizm - i w zależności od poglądów jeden bądź drugi jest źródłem wszelkiego zła.
Ot, takie tam przemyślenia.
Hrihorij (1723 punktów)
Od 15 lat jestem nauczycielem biologii i geografii. Przeraża mnie ignorancja i zwykły debilizm. Regularnie po powrocie ze szkoły przeżywam dysonans poznawczy.
Ot, choćby dzisiaj.
Sprawdzian ze znajomości Europy. II klasa gimnazjum.
Jako stolicę Danii uczniowie wymieniają: "Petersburg, Litwa i tym podobne brednie.
Finlandia graniczy z Islandią a Norwegia jest krajem śródziemnomorskim.
Na granicy Polsko - Słowackiej leżą Alpy a Grecja położona jest na Półwyspie Skandynawskim.
Niestety mogę cytować dalej.
Wkurzam się bo moja praca idzie na marne. Wyniki mojej pracy są zerowe.

Ale cóż ja!

Podczas przerwy czytam gazetki szkolne robione przez nauczycieli (bo uczniom się nie chce) i dowiaduję się, że do owoców leśnych zaliczamy "jagody i grzyby", a w naszym kraju są parki narodowe o takich nazwach jak: "Kampinowski" i "Karkonowski"
zielona herbatka (99 punktów)
>Od 15 lat jestem nauczycielem biologii i geografii. Przeraża mnie ignorancja i zwykły debilizm. Regularnie po powrocie ze szkoły przeżywam dysonans poznawczy.
>Ot, choćby dzisiaj.
>Sprawdzian ze znajomości Europy. II klasa gimnazjum.
>Jako stolicę Danii uczniowie wymieniają: "Petersburg, Litwa i tym podobne brednie.
>Finlandia graniczy z Islandią a Norwegia jest krajem śródziemnomorskim.
>Na granicy Polsko - Słowackiej leżą Alpy a Grecja położona jest na Półwyspie Skandynawskim.
>Niestety mogę cytować dalej.
>Wkurzam się bo moja praca idzie na marne. Wyniki mojej pracy są zerowe.
>Ale cóż ja!
>Podczas przerwy czytam gazetki szkolne robione przez nauczycieli (bo uczniom się nie chce) i dowiaduję się, że do owoców leśnych zaliczamy "jagody i grzyby", a w naszym kraju są parki narodowe o takich nazwach jak: "Kampinowski" i "Karkonowski"
>
Ja w sowich wypowiedziach nie chciałam urazić nauczycieli tylko kiedy wprowadza sięw szkole system chwalący "kombinatorstwo" ściąganie i chwali się to i nagradza a kiedy człowiekowi brakuje 0.01 do danej oceny mówi się z dobitną szczerością przykro. Albo jeśli polonistka czytając wypracowanie w którym dobitnie jest opisane uczucie zazdrości a ona mówi , że nie użyłeś tego słowa więc to jest źle bo nie masz sformułowania z klucza to to jest chore.Nie chcąc nikogo urazić są nauczyciele których uczniowie prędzej czy później szanują (niektórym potrzeba lat aby zrozumieć ) I są "uczyciele" którzy po za ślepą formułką nie widzą nic a każdy przejaw myślenia ponad ramy klucza uważają za błąd .
zielona herbatka (99 punktów)
Są nauczyciele liczący średnia warzoną przemnażając 7 *0 mówią , że to 7 pyzatym od kiedy w systemie jest ocena o hmm ...
Błąd każdemu się zdarza ale cóż nie ma co gdybać czasem porostu strach się bać

Mod:
Pamiętaj, proszę, o poprawnej pisowni.


15-06-2012 23:09 
 Ocena 2 na 2
Lizergus (691 punktów)
>Są nauczyciele liczący średnia warzoną
>Błąd każdemu się zdarza
Prawda
>czasem porostu strach się bać
Też prawda
15-06-2012 22:25 
 Ocena 2 na 2
Hrihorij (1723 punktów)
>Ja w sowich wypowiedziach nie chciałam urazić nauczycieli
Nie czuję się urażony
Zastanawiam się tylko ku czemu zmierza edukacja jako taka i sam zawód nauczyciela?
Jak ja mam tym biednym uczniom cokolwiek przekazać skoro mam z nimi 45 minut lekcji tygodniowo w piątek. W tym roku piątki przepadały (różne święta) i zostało mi w roku 27 lekcji na omówienie wszystkich kontynentów i zrobienie 5 sprawdzianów. W drugim semestrze zmienił się plan lekcji i zajęcia teraz odbywają się na świetlicy szkolnej pełniącej również funkcję stołówki.

Dodatkowo wypełniam gigantyczną stertę papierów.
I tak:
1. Na początku roku musiałem przedstawić dyrekcji autorski program pracy koła geograficznego oraz program realizacji dodatkowych godzin z 40 artykułu Karty Nauczyciela.
Przez cały rok każdą godzinę zajęć odnotowywałem w oddzielnym dzienniku zajęć ostemplowanym przez dyrekcję. Co miesiąc dzienniki były sprawdzane przez wicedyrektorkę i również stemplowane z datą.
Obecnie muszę napisać sprawozdanie z realizacji tych godzin zapisanych w dzienniku.
2. Dodatkowo muszę wypełnić "Kartę samooceny" - kilkadziesiąt rubryk
3. Napisać sprawozdanie z organizowanych konkursów
4. Jako geografowi powierzono mi napisanie sprawozdania z wycieczek szkolnych (z całego roku z wszystkich klas - a przecież dokumenty w postaci kart wycieczek są u dyrekcji w segregatorze)
5. Niestety postawiłem kilka ocen niedostatecznych na koniec roku. Każdą z nich muszę pisemnie umotywować. A przecież motywacja jest standardowa. Uczeń nie opanował minimum z podstawy programowej inaczej bym mu tej jedynki nie postawił. No ale papier musi być!

W tym roku moją szkołę wylosowano do monitorowania realizacji podstawy programowej. Jeszcze się za to nie zabrałem ale widziałem efekt pracy koleżanki - 40 stron czcionką 12!!!

Siedzę, piszę to wszystko i wiem, że nikt tego nigdy nie przeczyta (w szkole jest ok 100 nauczycieli i wszyscy to piszą a niektórzy jeszcze więcej). Gdybym tego jednak nie napisał to byłby na mnie hak i punkt zaczepienia do rozpoczęcia procedury wywalenia z roboty!!!
15-06-2012 22:03 
 Ocena 3 na 3
RadRado (1047 punktów)
Pytanie czy ta ignorancja i debilizm przeszkadza w rozwoju gospodarczym?
Poziom ignorancji w USA jest wręcz legendarny, ale to właśnie amerykańskie uniwerki dominują w pierwszej setce w rankingu.
Przykład bardziej z naszego podwórka: koleżanka pracująca w Holandii chciała kupić znaczek do Polski - padło pytanie czy to jest w Europie
Mimo to to Polacy (często z wyższym) jadą tam do pracy, na którą Holendrzy niekoniecznie mają ochotę a nie odwrotnie.
To daje do myślenia, może problem jest mimo wszytko gdzie indziej, bo co nam z wykształcenia, czy wiedzy w ogóle skoro polska rzeczywistość zaczyna przypominać Monty Pythona www.youtube.com/watch?v=JS2xAaaNLm0
Zaryzykuję teorię, że oprócz ludzi faktycznie mniej zdolnych są tacy, którym uczyć się nie chce, bo nie mają żadnych perspektyw będących motywacją. Matury, dyplomy to tylko kolejne papierki, które nic nie dają oprócz umiarkowanej dumy rodziców, więc po co się starać?
15-06-2012 22:42 
 Ocena 5 na 5
Hrihorij (1723 punktów)
>Pytanie czy ta ignorancja i debilizm przeszkadza w rozwoju gospodarczym?
>Poziom ignorancji w USA jest wręcz legendarny,

Oczywiście w niczym to nie przeszkadza. Chciałbym tylko aby szkoła dokonywała selekcji. Skoro ja na przedmiocie mogę stosować cały wachlarz ocen i jak trzeba to uwalić delikwenta, to dlaczego po sprawdzianie na koniec podstawówki nie ma takiej selekcji?
Dlaczego jednostki ponadprzeciętne, które mają potencjał na popychanie cywilizacji do przodu muszą być rozproszone w morzu nieuctwa.
Dlaczego ucznia mało zdolnego zmuszamy do nauki do 18 roku życia chociaż i tak wiadomo, że ani groźbą, ani prośbą nie zmusimy go do nauki, a tylko doprowadzimy do frustracji, bo ci lepsi będą się z niego wyśmiewać?
15-06-2012 23:21 
 Ocena 2 na 2
niewiarygodny (524 punktów)
>>Pytanie czy ta ignorancja i debilizm przeszkadza w rozwoju gospodarczym?
>>Poziom ignorancji w USA jest wręcz legendarny,
>Oczywiście w niczym to nie przeszkadza. Chciałbym tylko aby szkoła dokonywała selekcji. Skoro ja na przedmiocie mogę stosować cały wachlarz ocen i jak trzeba to uwalić delikwenta, to dlaczego po sprawdzianie na koniec podstawówki nie ma takiej selekcji?
>Dlaczego jednostki ponadprzeciętne, które mają potencjał na popychanie cywilizacji do przodu muszą być rozproszone w morzu nieuctwa.
>Dlaczego ucznia mało zdolnego zmuszamy do nauki do 18 roku życia chociaż i tak wiadomo, że ani groźbą, ani prośbą nie zmusimy go do nauki, a tylko doprowadzimy do frustracji, bo ci lepsi będą się z niego wyśmiewać?
>
Dlatego, że żyjemy w kraju "liberalnym" jakby ktoś nie wiedział Socjalizm wierzy w takie bzdury jak równe szanse. Przecież już na starcie jak człowiek się rodzi nie ma równych szans, taka jest natura życia na Ziemi z tym się nic nie da zrobić. Jasne u człowieka występuje takie zjawisko jak empatia, jestem jak najbardziej za pomaganiem np. zdolnym dzieciom z biednych domów, oczywiście w taki sam sposób jak obecnym systemie, w którym system edukacji jest "darmowy", czyli prywatnie poprzez fundacje. Co oczywiście również jest nierównością, wobec niezdolnych dzieci z biednych domów. Ogólnie rzecz biorąc nierówność będzie zawsze, jednak jej wypadkowa będzie dążyła do wzrostu. Natomiast wyrównywanie dąży do spadku. Poza tym kto powiedział, że trzeba umieć pisać aby być szczęśliwym? Szczęśliwy człowiek, to człowiek samowystarczalny, materialny poziom życia, na którym chce być samowystarczalny absolutnie nie ma przełożenia na wyższy poziom szczęścia, z prostej przyczyny, najcenniejsze rzeczy znane człowiekowi nic nie kosztują.
16-06-2012 02:23 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>Oczywiście w niczym to nie przeszkadza.
Przeszkadza. Ale to temat na cały wątek.
>Chciałbym tylko aby szkoła dokonywała selekcji.
Selekcji mogłyby dokonać jedynie testy mierzące obiektywnie predyspozycje.
>Skoro ja na przedmiocie mogę stosować cały wachlarz ocen i jak trzeba to uwalić delikwenta,
Czyli subiektywnie a ten element z selekcji należy usunąć.
>to dlaczego po sprawdzianie na koniec podstawówki nie ma takiej selekcji?
Testy wykonywane co pewien czas.
O.K.
Indywidualny tok nauczania w zależności od tego w którym kierunku ciąży umysł i skorelowany z predyspozycjami.

>Dlaczego jednostki ponadprzeciętne, które mają potencjał na popychanie cywilizacji do przodu muszą być rozproszone
Nie muszą.
Wychwytywanie ich za pomocą testów i kierowanie do odpowiednich klas i szkół oraz przyznawanie stypendiów (za sam potencjał) oraz nagradzanie za wyniki i własne inicjatywy jest możliwe.
Oczywiście moje propozycje to na razie utopia do realizacji jedynie za prywatne fundusze np: Fundacji Gatesów.

>Dlaczego ucznia mało zdolnego zmuszamy do nauki do 18 roku życia chociaż i tak wiadomo, że ani groźbą, ani prośbą nie zmusimy go do nauki, a tylko doprowadzimy do frustracji, bo ci lepsi będą się z niego wyśmiewać?
Testy.
Od razu mogłyby wskazywać gdzie powinna się zakończyć edukacja.
(A dlaczego zmuszamy? Obłuda. Brak zdolności do publicznego oświadczenia że nie wszyscy mają takie same szanse. Choć słyszałem już głos że sama biologia wyklucza równość czyli światełko w tunelu zapłonęło na razie u Hartmana)
www.iphils(*)styka&p=szkola_buja_w_oblokach

"Jan Hartman*

Szkoła buja w obłokach

O czym my w ogóle mówimy?! Oto co przychodzi mi do głowy za każdym razem, gdy stykam się z wywodami przedstawicieli władz edukacyjnych, rozprawiających niezmiennie o wielkich reformach, którym poddawane jest bądź ma zostać poddane nasze szkolnictwo. O czym my w ogóle mówimy?! Przecież każdy, kto ma do czynienia z młodzieżą szkolną lub z taką, która właśnie zdała maturę, doskonale wie, że stawką w grze nie jest żadne "przygotowanie młodego człowieka do życia w nowoczesnym społeczeństwie", żadne "wyrabianie umiejętności samodzielnego krytycznego myślenia" ani tym bardziej "orientacja w podstawowych gałęziach wiedzy, umożliwiająca dalsze, samodzielne kształcenie się i rozwój intelektualny". Stawką w naszej grze jest po prostu upowszechnienie umiejętności czytania i pisania....

...Oprócz pół-analfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych. Jest ich z pewnością nie mniej niż 10%. Osoby te zdolne są jedynie zapisać ciąg kulfonów, nie układających się w zdania, ze szczątkową strukturą gramatyczną, bez wielkich liter i kropek, bez podmiotów i orzeczeń, bez sensu. Są to absolwenci polskich liceów i techników, posiadacze matur, starych bądź nowych, bez różnicy..."

Pozdrawiam
15-06-2012 22:52 
 Ocena 3 na 3
niewiarygodny (524 punktów)
Co do niewiedzy Amerykanów w zakresie geografii. Popatrzmy na swój przykład, jesteśmy doskonale zorientowani jeżeli chodzi o kraje, które są od nas bardziej rozwinięte, ale np. w jakiej części afryki leży Mozambik, potrafisz cokolwiek powiedzieć o Mozambiku, czy Uzbekistanie? Tak właśnie postrzegają nas amerykanie. Po co uczyć się np. nazw stolic wszystkich państw świata, przecież czy stolicą byłoby to czy inne miasto, albo taka czy inna nazwa, nie mówi nam to absolutnie nic o danym kraju.

System edukacji obecnie stanął kompletnie na głowie. Szkoła ma przygotowywać do życia jako dorosły człowiek i zasadniczo ma 5 zagadnienia których musi nauczać: pisać, czytać, liczyć i najważniejsze MYŚLEĆ oraz równie istotne PASJONOWAĆ. Człowiek myślący potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji, natomiast człowiek, któremu wpajało się wiedzę a nie umiejętność samodzielnego myślenia, prędzej czy później trafi na dziedzinę, o której nic się nie dowiedział albo jeszcze gorzej dowiedział się nieprawdy i będzie w kropce. Wiedza jest sprawą drugorzędną, osoba samodzielnie myśląca i kreatywna jest w stanie przyswoić każdą wiedzę. Oczywiście dziecko trzeba zapoznać, ze światem czyli przedstawić wiedzę, jednak jest to drugorzędna kwestia najpierw dziecko trzeba nauczyć rozumować, a później przedstawiać wiedzę, którą będzie mogło samodzielnie analizować, a nie bezkrytycznie przyjmować jak religijny dogmat. Pasja natomiast pozwala natomiast na samodoskonalenie się dziecka. Szlag jaśnisty mnie trafia jak widzę ludzi, którzy skończyli studia i nie wiedzą co chcą robić w życiu, uczyli się prawie 20 lat i nie mają żadnej pasji, makabra.

Co do egzaminów w szkołach, przychylam się do zdania, że matura to bzdura. Jedyne sensowne egzaminy może zrobić instytucja zainteresowana jego wynikami w realnej rzeczywistości, czyli np. pracodawca robi rozmowy kwalifikacyjne a uniwersytety robią egzaminy wstępne. Jeżeli np. człowiek po liceum od razu otwiera własną działalność to na co mu matura? Bądź dołącza do rodzinnego biznesu.

Matura natomiast jest świadectwem nie dla ucznia tylko dla danego liceum. Dzisiejszy system edukacji ma na celu produkcję masową, czyli młodych ludzi, którzy mają niski poziom wiedzy z każdej dziedziny, odkąd pojawiły się licea profilowane, czasami mają średni poziom z danej dziedziny. To tak jakby państwo wyprodukowało takie same koszulki dla całego narodu, wiadomo koszulka trochę się rozciąga, po praniu trochę się kurczy, więc powiedzmy połowa jakoś będzie w niej wyglądać, jednak pozostali albo się w niej utopią albo nie dadzą rady założyć. Tak samo jest z edukacją, geniusz będzie się w szkole okropnie męczył, nawet mając specjalny profil nauczania i tak musi część uwagi poświęcić na inne przedmioty. Natomiast idiota jakiego programu by nie miał będzie głupi jak but, w dodatku przez niego tracą inni uczniowie.

Takie jest moje zdanie.
zielona herbatka (99 punktów)
Szkoła ma uczyć myślenia tymczasem je zabija . Jeśli po przeczytaniu książki wyrażasz własne odczucia a polonistka mówi no fajnie ale ja w wymaganiach mam tak więc zapomnij o tym i naucz się tego . To coś tu nie gra albo jeśli nie powtórzysz wykutej na pamieć formułki tylko opiszesz ją tak jak ty ją pojmujesz to uznany jesteś za osobę nie douczoną . A nauczyciele w tej chwili operujący kluczami ( albo jak ja to mówię kluczami do kretynizmu)i zachwycający się nimi po jakimś czasie się dziwią dlaczego dzisiejszy uczeń nie ma wiedzy ogólnej tylko wybiórczą a zamiast ukierunkowywać się stopniowo nie wie co chce robić . Brak rozsądnych pedagogów i programów uczących szerokiej wiedzy . Jednak nie bez winy są sami młodzi i ich rodzice . Ktoś wychowany bez styczności z książkami nagle przed maturą nie zacznie czytać .Przykładów można by sypać miliony obie strony chcą małym nakładem pracy mieć dotychczasowe wyniki. Co do liceów profilowanych to czy one są do końca dobre hmm tu taj znów się pokazuje przedwczesna moim zdaniem specjalizacja co zawęża horyzonty człowiek staje się matematykiem i tylko matematykiem ( to oczywiście tylko przykład) ale brak mu wiedzy choćby z j. polskiego i zastanawia się kto napisał "Pana Tadeusza" . Ogólna erudycja i wiedza dla wiedzy z czystym obyciem się z nią zanika obawiam się zupełnej cyfryzacji społeczeństwa i spłycenia poglądów do wąskich dziedzin.
niewiarygodny (524 punktów)
>Szkoła ma uczyć myślenia tymczasem je zabija . Jeśli po przeczytaniu książki wyrażasz własne odczucia a polonistka mówi no fajnie ale ja w wymaganiach mam tak więc zapomnij o tym i naucz się tego . To coś tu nie gra albo jeśli nie powtórzysz wykutej na pamieć formułki tylko opiszesz ją tak jak ty ją pojmujesz to uznany jesteś za osobę nie douczoną . A nauczyciele w tej chwili operujący kluczami ( albo jak ja to mówię kluczami do kretynizmu)i zachwycający się nimi po jakimś czasie się dziwią dlaczego dzisiejszy uczeń nie ma wiedzy ogólnej tylko wybiórczą a zamiast ukierunkowywać się stopniowo nie wie co chce robić . Brak rozsądnych pedagogów i programów uczących szerokiej wiedzy . Jednak nie bez winy są sami młodzi i ich rodzice . Ktoś wychowany bez styczności z książkami nagle przed maturą nie zacznie czytać .Przykładów można by sypać miliony obie strony chcą małym nakładem pracy mieć dotychczasowe wyniki. Co do liceów profilowanych to czy one są do końca dobre hmm tu taj znów się pokazuje przedwczesna moim zdaniem specjalizacja co zawęża horyzonty człowiek staje się matematykiem i tylko matematykiem ( to oczywiście tylko przykład) ale brak mu wiedzy choćby z j. polskiego i zastanawia się kto napisał "Pana Tadeusza" .
>

Co do kluczy w egzaminach zgadzam się. Jednak co do wiedzy ogólnej absolutnie nie. Wiedzę ogólną dziecko powinno zdobywać maksymalnie do gimnazjum. Potem powinno zdobywać wiedzę praktyczną i specjalistyczną. Na cholerę mi znać nazwisko autora, czy jeżeli Mickiewicz miałby na nazwisko Kowalski, to książka czymkolwiek innym by się różniła? Do czego Ci taka wiedza wykuta na pamięć potrzebna, tym bardziej że kto napisał daną książkę można sprawdzić w 5 sekund. Książek jest miliony, kto ma decydować jakich autorów książek trzeba znać a jakich nie?

>Ogólna erudycja i wiedza dla wiedzy z czystym obyciem się z nią zanika obawiam się zupełnej cyfryzacji społeczeństwa i spłycenia poglądów do wąskich dziedzin.
Szkoła nie przedstawia żadnych poglądów, czy to filozoficznych czy politycznych w sposób zrozumiały dla dziecka. Poza tym nikt nie będzie erudytą jeżeli dana dziedzina go nie interesuje lub jest zmuszany do uczenia się jej, działa to wtedy w odwrotny sposób.
zielona herbatka (99 punktów)
W tym problem , że w gimnazjum już nie uczy ogółu a co do takiej minimalnych wymagań wiedzy to powinno być inaczej. Bo coraz częściej nastawiają dzieci kierunkowo już w podstawówce .
niewiarygodny (524 punktów)
>W tym problem , że w gimnazjum już nie uczy ogółu a co do takiej minimalnych wymagań wiedzy to powinno być inaczej. Bo coraz częściej nastawiają dzieci kierunkowo już w podstawówce .

Od podstawówki trzeba szukać u dzieci talentów i pasji, ale podstawową wiedzę ogólną trzeba przedstawić.
zielona herbatka (99 punktów)
ale jak tu zainteresować jak się nie pokazuje tylko duka program ...
niewiarygodny (524 punktów)
> ale jak tu zainteresować jak się nie pokazuje tylko duka program ...
Ja też jestem za tym, aby to szkoła ustalała program nauczania, a nie państwo ustalało jeden program na cały kraj.
16-06-2012 19:21 
 Ocena 1 na 1
zielona herbatka (99 punktów)

>Ja też jestem za tym, aby to szkoła ustalała program nauczania, a nie państwo ustalało jeden program na cały kraj.

Może ktoś mi zarzucić brak obiektywizmu ale mam wrażenie , że nauczyciele idą po najniższej Lini oporu . Sprawdziany z internetu , kserowanie nam notatek ( kto to widział w szkole średniej notatki dawać do ręki !!!) I dziwią się , że uczniowie są leniwi . Nie zapomnę jak podeszłam do mojej profesor j. angielskiego poprosiłam o pomoc ponieważ miałam jakiś problem i wydarła się na mnie , że ma lepsze zajęcie niż sprawdzać jakieś moje prace. Na około 30 osobowe grono pedagogiczne na palcach jednej ręki wymienię prawdziwych nauczycieli i to przeraża...
I o dziwo jako tych prawdziwych wspominam tych najbardziej wymagających .
i.czaplicka (5782 punktów)

>Jako stolicę Danii uczniowie wymieniają: "Petersburg, Litwa i tym podobne brednie.
Polka, pracujaca 60 km od Kopenhagi- København na co drugim drogowskazie. "Jak sie ta ich stolica nazywa? Cos na K..."
Polak, w samolocie lecacym do Belfastu, nie wiedzial, ze Belfast lezy na wyspie, i nie ma ladowego polaczenia z Anglia. Takze, ze Anglia nie ma ladowego polaczenie z kontynentem. Nawet nie sprawdzil na mapie, gdzie leci?
Koraszewski (82900 punktów)
Narzekania na jakość szkół są tematem obowiązkowym inteligencji od czasów Platona,który narzekał na spadający poziom kształcenia w Grecji i ukazywał wzory szkół egipskich. Kolejne pokolenia twierdza z całą stanowczością, że drzewiej bywało lepiej. Uczciwie mówiąc, lepiej nie mówić.
Oczywiście jest co krytykować, ale z krytyką jak ze szkołą, jest coraz gorsza. Coraz więcej ludzi robi matury, coraz więcej kończy studia, procent niedouczonych z dyplomami jest prawdopodobnie podobny jak dawniej, co oznacza, że w liczbach bezwzględnych mamy znacznie więcej dyplomowanych idiotów. (Patrz Wacław Nałkowski o doktorze Białym.)
A tak na poważnie, osobowość dziecka jest ukształtowana około 10 roku życia i nauczyciele starszych klas w podstawówce sprzątają po klęsce w pierwszych latach szkolnych. Szkoła jest taka jacy są nauczyciele, a dotychczas żadna reforma nie zaczęła nawet myślenia o szkole opartej nie na programie, a na nauczycielu. Kadra pedagogiczna jest straszna i czwarta część nauczycieli powinna mieć zakaz wstępu na ulice przy, których stoją budynki szkolne,kolejna ćwiartka powinna otrzymać pomoc przy przekwalifikowaniu się do innych zawodów, około 10 procent to nauczyciele, którzy powinni być noszeni na rękach, ale są niszczeni przez dyrekcje, a często i rodziców. Tych rozpoznajemy na pierwszy rzut oka, bo na korytarzach uczniowie mają do nich ciągle jakieś interesy, a w trybie biurokratycznym można ich rozpoznać śledząc losy ich uczniów.
Każdy z nas miał w szkole jednego lub dwóch nauczycieli, którzy jakoś zmienili nasze życie, większość nie pamięta więcej niż pięciu nazwisk nauczycieli z całego procesu nauczania (z czego przynajmniej jeden to sadysta). Są kraje, w których można się próbować uczyć jak oprzeć szkołę na nauczycielu, a nie na biurokratycznym programie. Powyższa dyskusja może wskazywać, że jeszcze nie zaczęto o tym dyskutować.
Głąbiński (3538 punktów)
Poruszyłaś sprawę bardzo ważną, ale:
>Jestem zszokowana nowym systemem nauczania i wypowiedziami profesorów w tym wypadku polonistów. Dla mnie po prostu jest szokujące zdanie ,że ...
I tu - cytat, który jednak budzi zastrzeżenia zarówno co do autentyczności, jak i reprezentatywności. Skąd wzięłaś to zdanie i na jakiej podstawie sądzisz, że ono przedstawia kanon obowiązujący?
Dalej wątpliwości nasuwa pytanie:
>... czy ktoś w końcu stworzy reformę szkoły która będzie rozwijać a nie cofać w rozwoju ...
Teza, iż obecnie szkoła cofa rozwój jest bezzasadna. Taka retoryka, posługująca się przejaskrawieniem może działa na naiwnego czytelnika, ale myślącego zraża. Apeluję o odpowiedzialność za słowa!
>Co waszym zdaniem należało by zmienić
- pytanie bardzo aktualne, jednak pod warunkiem, że pominiemy wątpliwe uwagi o "kompletnym otępieniu" i o jakiejś "cyfryzacji" (??). O ile bowiem razi (zwłaszcza w zestawieniu z możliwościami stwarzanymi przez współczesną cywilizację) ogólny prymitywizm zainteresowań i brak kultury (np. na nin. forum kulturę języka oceniam jako niską), to dotyczy on w pierwszej kolejności starszego pokolenia, a więc szkoły współczesnej nie obciąża.
Tak więc nad wskazanym pytaniem warto się zastanowić. W moim przekonaniu zasadniczym błędem szkoły średniej jest nadzorowanie pracy uczniów, nie przez wychowawców, lecz przez znawców poszczególnych, obowiązujących przedmiotów nauczania. Wykładowca, konsultant i egzaminator winien mieć dobrze opanowaną wiedzę przedmiotową, wychowawca natomiast ma za zadanie pomóc uczniowi zdobywać wiedzę z podręcznika i innych źródeł, z wykładu, konsultacji itp. i wskazywać wyłącznie popełniane błędy logiczne (nie zaś rzeczowe, nawet jeżeli przypadkowo zna prawidłową odpowiedź) wdrażając go do samodzielności i krytycyzmu.

Stach M. G.
Alicja Duda (25557 punktów)
>CO waszym zdaniem należało by zmienić abyśmy nie popadli w jakieś kompletnie otępienie ludzi i zupełna cyfryzacje społeczeństwa .
Kiedy moje dzieci chodziły do szkoły o nauczycielach miałam opinię podobną jak pan Koraszewski. W szkołach moich dzieci procent nauczycieli, którzy powinni mieć zakaz kontaktów z dziećmi był większy. A obserwacja jak ten zawód wpływa na człowieka to na podstawie rodziny i przyjaciół mogę stwierdzić z dużą dozą pewności, że ten zawód dość szybko ogłupia. Inteligentni i rozsądni ludzie stają się po pewnym czasie nie do strawienia.
Natomiast teraz do wszystkich dotychczasowych wad szkoły dochodzi jeszcze to, że nauczyciele i szkoła pozostała "analogowa" gdy dzieci, które do niej idą, są już " cyfrowe".
Nie wyobrażam sobie jak będzie wyglądało uczenie w szkole nauki pisania skoro mój 3,5 letni wnuk całkiem dobrze radzi sobie z klawiaturą. Rysowanie szlaczków i literek będzie dla niego potwornie nudne. Pisanie ręczne jest potwornie męczące o czym sama się przekonałam próbując niedawno napisać ręcznie dłuższy tekst, a wprawę w ręcznym pisaniu miałam kiedyś bardzo dobrą. Podobny "wtórny analfabetyzm" zauważyłam u siebie przy prostych działaniach matematycznych. Kiedyś wiele działań matematycznych wykonywałam bezbłędnie w pamięci teraz wolę kalkulator nawet przy najprostszych obliczeniach.
A przecież by nauczyć się matematyki, fizyki trzeba samemu "ręcznie" rozwiązać tysiące zadań.
Inaczej przyswaja się wiedzę gdy samemu dojdzie się do prawidłowego rozwiązania a zupełnie inaczej gdy prawidłowe rozwiązanie prześledzi się na ekranie.
A szkoły kształcące pedagogów w dalszym ciągu przygotowują "analogowych" nauczycieli.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
zielona herbatka (99 punktów)
Zgadzam się z Panem w 100% każe się myśleć na pozór kreatywnie a tworzy się bezmózgie zombie najzabawniejsze jest to , że ja nadal się uczę i dochodzę do wniosku ,że z niektórych dziedzin cofam się w rozwoju . Lenistwo brak kompetencji i moim zdaniem narzekanie na wszystko i nie zauważanie własnych błędów za kilka lat doprowadzi do katastrofy intelektualnej a osoby myślące inaczej niż , że tak powiem brzydko "szara masa" odstające w jakiś sposób będą traktowane jak trędowaci ...

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365