Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niezręczne słowo "moralność"...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-05-2008 19:26Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Niezręczne słowo "moralność"...
Ocena 9 na 9
Czy ja mam wyjątkowego pecha czy też słowo "moralność" wypowiedziane w dyskusji z osobami określającymi sie jako katolicy (rzadziej "chrześcijanie") naprawdę jest jak puszczenie bąka?

Wielokrotnie sie przekonałam, że jeżeli w dyskusji określę jakieś działanie jako niemoralne, zapada chwila niezręcznej ciszy a potem towarzystwo zmienia temat.

Ostatnio dotyczył to zdrowego jak byk chłopa który sobie "załatwił" rentę na rzekome problemy z błędnikiem; a że są rzekome to sam bez wstydu przyznaje zaś z "załatwienia" jest dumny.

Wcześniej znajomy adwokat opowiadał o sprawie rozwodowej swojej klientki z takimi szczegółami, że łatwo można było sie domyśleć o kogo chodzi (to jednak małe miasto jest jak sie powie czyja to szwagierka a czyja wspólniczka).
Moje lekkie oburzenie (lata praktyki, oburzenie zdecydowane wywołuje agresję) zostało przyjęte z konsternacją. "Się czepiasz, przecież ona sie nie dowie chyba ze jej powiesz".

Czy to wpływ wszechobecnej w przestrzeni publicznej "moralności katolickiej" która zwalnia ze zwykłej przyzwoitości?
Bo ja mam takie wrażenie że chciwość, szkalowanie innych, kombinatorstwo wszelkiego rodzaju, wykorzystywanie naiwności lub niewiedzy innych czyli czyny przeciw drugiemu człowiekowi lub grupie obywateli, nie są tak godne publicznego potępienia jak aborcja czy owo nieszczęsne zapłodnienie in vitro.

Może to takie odwrócenie imperatywu kategorycznego? Nie mogę potępiać innych za coś, co sam bym chętnie zrobił gdyby nie brak odwagi/pieniędzy/sprzyjających okoliczności?

A może jestem dziwna....

Maddy
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

IQ955 (2355 punktów)
>A może jestem dziwna...

Przeciwnie. Jest to jedna z najbardziej "normalnych" wypowiedzi, jakie tu czytałem.

Tyle, że prosta zależność "katolicki = niemoralny" obowiązuje wyłącznie w systemie aksjomatów tego forum (by to tak "matematycznie" ująć). Zaprawdę powiadam Ci, że zwalać wszystko na kościół i wiarę - to nie jest najlepszy pomysł. Po prostu ludzie są różni, różnie wychowani, różnych rzeczy nauczeni. "Bo to, wicie panocku, musom być takie i takie", jak powiadał pewien niezmiernie mądry baca...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
13-05-2008 07:10 
 Ocena 4 na 4
Scorp (5381 punktów)
>Tyle, że prosta zależność "katolicki = niemoralny" obowiązuje wyłącznie w systemie aksjomatów tego forum (by to tak "matematycznie" ująć). Zaprawdę powiadam Ci, że zwalać wszystko na kościół i wiarę - to nie jest najlepszy pomysł. Po prostu ludzie są różni, różnie wychowani, różnych rzeczy nauczeni. "Bo to, wicie panocku, musom być takie i takie", jak powiadał pewien niezmiernie mądry baca...

Natomiast równanie 'katolicki = moralny' obowiązuje poza tym forum, czyli prawie wszędzie w Polsce, w publikatorach, w naszym sejmie pod krzyżem, w naczelnych radach różnych wpływowych organizacji i oczywiście w największej organizacji propagandowej, czyli Kościele. Zrozumiałe, bo kto zawłaszczy moralność ten będzie posiadał rząd dusz.

Związek między prywatną nieuczciwością, jaką opisuje Maddy a religijnym wychowaniem zaczyna się przy pierwszej spowiedzi, gdzie musisz nauczyć się elastycznie podchodzić do norm moralnych, a może jeszcze wcześniej, na przygotowaniu do pierwszej komunii kiedy rozum mówi ci, że uczą cię bzdur, a ty nie możesz się uczciwie odezwać.

Maddy nie zwala wszystkiego na Kościół i wiarę, tylko głownie skłonność do nieuczciwej gry - i ma dużo racji.

Dziwne tylko, że się temu dziwi...
Greszta (114 punktów)
>Tyle, że prosta zależność "katolicki = niemoralny" obowiązuje wyłącznie w systemie aksjomatów tego forum[...]

Istnieje bardziej istotna zależność - ktoś (bądź coś) kto, we własnym mniemaniu na monopol na moralność, i rości sobie prawo do niepodważalnych rozstrzygnięć (czyt. KK) musi się liczyć z tym, że będzie surowiej rozliczany z popełnionych błędów.
Ateista, agnostyk, wolnomy... (czy jak tam zwał ) też popełnia błędy, też bywa niemoralny jednak ma tego - często bolesną - świadomość. Katolik idzie do spowiedzi i sprawa załatwiona, znowu jestem dobrym człowiekiem .
18-05-2008 14:08 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
> Istnieje bardziej istotna zależność - ktoś (bądź coś) kto, we własnym mniemaniu na monopol na moralność, i rości sobie prawo do niepodważalnych rozstrzygnięć (czyt. KK) musi się liczyć z tym, że będzie surowiej rozliczany z popełnionych błędów.
Z tym - zgoda. Dodałbym może jeszcze tylko to, że gdzie wszyscy się przyzwoicie zachowują - tam nie potrzeba po prostu żadnych nauczycieli moralności.

>Ateista, agnostyk, wolnomy... (czy jak tam zwał ) też popełnia błędy, też bywa niemoralny jednak ma tego - często bolesną - świadomość.
Także zgoda, z tym, że "ma" zamieniłbym na "miewa".

>Katolik idzie do spowiedzi i sprawa załatwiona, znowu jestem dobrym człowiekiem .
Tu się nie zgadzam z dwu powodów:

1. Tego rodzaju prostacką interpretację funkcji spowiedzi można wprawdzie spotkać w różnych antyklerykalnych agitkach i, co gorsza, tak bywa w praktyce. Jednakże wielu katolików traktuje rzecz poważniej i głębiej. Spowiedź wówczas składa się z "rachunku sumienia" (a więc krytycznego przejrzenia własnej przeszłości). "żalu za grzechy" (a więc zrozumienia i negatywnego nastawienia do swoich błędów) oraz "mocnego postanowienia poprawy" (a więc decyzji o lepszym życiu w przyszłości, w tym także naprawieniu, w miarę możliwości, wyrządzonego zła). Czy to jest złe? Czy i ateiści nie czują czasem potrzeby "wygadania się przed kimś", "rozpoczęcia nowego, lepszego życia"?

2. Katolik, nawet jeśli uda mu się "przesmyrgnąć" przez ziemski tor przeszkod w czynieniu zła - ma jeszcze przed sobą Sąd Ostateczny - i tam już nic się nie ukryje.

Ogólnie - zmierzam do tego, że jeśli nie chcemy wpaść w sidła propagandy (wszystko jedno jakiej) musimy po prostu orientować się po konkretnych faktach i oceniać konkretnych ludzi i ich konkretne zachowania. Osobiście, nie widzę innej drogi.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Greszta (114 punktów)
Masz rację, to było zbyt duże uogólnienie, jednakże to o czym piszesz to jest pewien ideał, który (dobrze obydwoje wiemy) jest tylko ideałem, którego realizacji ze świeczką szukać wśród wiernych.
Co zaś się tyczy sądu ostatecznego, to nie jest to dla mnie żaden argument.
Z prostej przyczyny, mnie tam nie będzie
Jestem zainteresowany tym, aby ludzie zachowywali się odpowiedzialnie, godnie i moralnie "tu i teraz" wieczność mnie nie interesuje.
IQ955 (2355 punktów)
>jednakże to o czym piszesz to jest pewien ideał, który (dobrze obydwoje wiemy) jest tylko ideałem,
Niestety - zgoda. Ale przynajmniej wiemy, dokąd zmierzamy. A w gruncie rzeczy - czy "porządny" katolik różni się (poza kościelnymi obrzędami) czymkolwiek od "porządnego" ateisty?

>którego realizacji ze świeczką szukać wśród wiernych.
Naprawdę nie chcę być złośliwy, ale to chyba pora, aby zweryfikować listę swoich znajomych . Sam potrafię wymienić sporą grupkę ludzi (katolików), którzy (poza sprawami wiary) byli dla mnie wręcz niedościgłymi wzorcami. I to zarówno moralnymi, jak i intelektualnymi (równanie katolik = ciemniak, też mi się osobiście wydaje mocno podejrzane ). Zacząłbym choćby od moich Dziadków, czy Rodziców - bez przesady może, ale jednak katolików.

>Z prostej przyczyny, mnie tam nie będzie
Owszem. Też tak uważam. Ale wielu ludzi myśl ta często hamuje przed czynieniem zła. Nie wszystkich stać na głębszą refleksję. Wiem, że to przykre, ale czasem skuteczne.

>Jestem zainteresowany tym, aby ludzie zachowywali się odpowiedzialnie, godnie i moralnie "tu i teraz" wieczność mnie nie interesuje.
Nie wiem, czy wiesz (a ja pamiętam jeszcze z religii), że nawet ateista (jeśli Pan Bóg stwierdzi, że zasłużył dobrym życiem) wcale nie ma zamkniętej drogi do nieba.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Greszta (114 punktów)
Dla mnie porządny katolik niczym się nie różni od porządnego ateisty. Nie zwykłem oceniać porządności bądź jej braku według kryterium religijnego i zawsze docenię "prawość" w postępowaniu określonego człowieka niezależnie od wyznawanej religii. A mam wielu znajomych, którzy są wyznawcami wielu religii (i nie przesadzam, i nie mówię tego dla podniesienia ekspresji wypowiedzi ).

Nie wiem czego jeszcze uczono Cię na religii, ale podkreślam jeszcze raz dogmaty religijne nie są dla mnie argumentem w dyskusji. Odnoszę się one tylko i wyłącznie do Twojej wiary, której ja nie podzielam.

Czyściec? O ile ja dobrze pamiętam z lekcji religii, której edukację zakończyłem w klasie trzeciej szkoły podstawowej to grzechy odpuszczone przez kapłana (z nadania boskiego) nie są wliczane od ogólnych "statystyk czyśćcowych" i można się tak "ślizgać" przez wieczność .

Z całym szacunkiem, ale proszę o mocniejsze argumenty i nieodnoszenie się do mitologii chrześcijańskiej.
18-05-2008 18:09 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Z całym szacunkiem, ale proszę o mocniejsze argumenty i nieodnoszenie się do mitologii chrześcijańskiej.
Szczerze mówiąc, to nie wiem, co miałbym popierać argumentami, bo my się chyba w istocie rzeczy zgadzamy. Dla wyjaśnienia: jestem niewierzący, choć w dzieciństwie posyłano mnie na lekcje religii - wtedy zresztą wyglądało to chyba nieco inaczej (znacznie łagodniej - dlatego nie posiadam modnego tutaj zacietrzewienia antyklerykalnego). Czego teraz uczą - nie wiem i niezbyt mnie to interesuje. Zresztą i wówczas traktowałem religię bardziej jako sprawę prywatną niż "uczestnictwo". Mieszkam w Niemczech i z pewnego dystansu wydaje mi się, że ta polska fala religijności z czasem opadnie (choć być może nie całkiem bezboleśnie). W ogóle sądzę, że z religią jest podobnie jak, na przykład, z prawem, czy medycyną. Prawo, w założeniu, ma czynić nasze życie lepszym - w praktyce zaś prawników wiekszość ludzi postrzega jako sprzedajnych, zawodowych krętaczy, zaś samo prawo, jako system ucisku. Podobnie medycyna, która degeneruje się w niemoralną maszynkę do pieniędzy (choćby afera w pogotowiu) etc. I nie inaczej, wydaje mi się, jest z religią: różni ludzie wyciągną z tego samego różne wnioski. Są różni prawnicy, różni lekarze i różni... katolicy.

Co mnie natomiast niepokoi - to fakt, że alternatywne dla religii propozycje (dość mętnie, nawiasem mówiąc określane) wydają mi się również niezbyt zachęcające. O tych zagrożeniach tradycji oświeceniowej pisał bardzo sensownie Kołakowski (ogólnie szło mu o niezbyt miłą i groźną redukcję człowieka do "maszynerii").


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Greszta (114 punktów)
I taka odpowiedź mnie satysfakcjonuje .
Miło było porozmaiać.

Pozdrawiam.
marmur (26 punktów)

>A może jestem dziwna....

No bo jestes, Mady Moralnosc stala sie w Polsce pojeciem staroswieckim, czyli i starym i swieckim. Ostatnie autorytety moralne, swieckie (takie jak Milosz) i koscielne (takie jak ks. Tischner), wymieraja. Gdzie szukac zrodla, ostoji moralnosci w Polsce? W kosciele, ktorego jeden biskup chroni pedofila, a drugi potepia Alicje Tysiac? Wsrod elit politycznych, dla ktorych kryterium przynaleznosci do nich nie jestes przyzwoitosc osobista i zdolnosc sluzenia narodowi, ale niesiedzenie w przeszlosci w wiezieniu ? Wsrod dziennikarzy, ktorzy postawy "nazbyt" moralne oceniaja okresleniem, ktore w Polsce stalo sie pejoratywnym - "poprawnosci politycznej"? Oczywiscie, mozemy usprawiedliwiac sie naszymi kleskami narodowymi: a to wojna, a to PRL, a to PiS... Tylko dlaczego napisany ponad 100 lat temu "Krol Ubu" jest nadal tak bardzo aktualny ???
12-05-2008 23:58 
 Ocena 1 na 1
kazio_rozlamowiec (9 punktów)
...ja też bym w prosty sposób tego z religią nie łączył...

...faktem jest natomiast moim zdaniem, że większość religii, zdaje się umniejszać rolę dyscypliny moralnej, no bo przecież bóg wybaczy wszystko będzie ok i będę kryty...więc tu się wygadam, tam komuś nogę podłoże...

...z drugiej rzecz strony biorąc nie przekraczanie wyznaczonych czy to przez siebie czy religię granic moralnych (czyli osiągnięcie doskonałości) jest chyba dla człowieka nie osiągalne...
13-05-2008 07:48 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>...faktem jest natomiast moim zdaniem, że większość religii, zdaje się umniejszać rolę dyscypliny moralnej, no bo przecież bóg wybaczy wszystko będzie ok i będę kryty...więc tu się wygadam, tam komuś nogę podłoże...
Wybacz, ale napisałeś głupoty. Religie kładą wyjątkowy nacisk na zachowanie dyscypliny moralnej (choć nazywają to częściej przestrzeganiem boskich przykazań), zaś motyw boskiego wybaczania jest wynika ze zrozumienia, iż człowiek jest tylko człowiekiem, więc zdarzają mu się "upadki", czyli zachowania łamiące kodeks moralny/religijne przykazania.

>...z drugiej rzecz strony biorąc nie przekraczanie wyznaczonych czy to przez siebie czy religię granic moralnych (czyli osiągnięcie doskonałości) jest chyba dla człowieka nie osiągalne...
O ile mi wiadomo nie wymyślono jeszcze kodeksu etycznego gwarantującego niepowstawanie tzw. dylematu moralnego w przypadku konieczności złamania jednej, a zachowani innej normy etycznej. To stąd bierze się owa niedoskonałość moralna człowieka. Innymi słowy - brak doskonałego systemu etycznego uniemożliwia człowiekowi doskonałość zachowań etycznych.
13-05-2008 12:00 
 Ocena 1 na 1
kazio_rozlamowiec (9 punktów)

>Wybacz, ale napisałeś głupoty. Religie kładą wyjątkowy nacisk na zachowanie dyscypliny moralnej (choć nazywają to częściej przestrzeganiem boskich przykazań), zaś motyw boskiego wybaczania jest wynika ze zrozumienia, iż człowiek jest tylko człowiekiem, więc zdarzają mu się "upadki", czyli zachowania łamiące kodeks moralny/religijne przykazania.

...ale ja nie twierdzę że nie kładą, uważam po prostu że religię niejako "usprawiedliwiają" łamanie tych norm z góry zakładając oczyszczenie/wybaczenie/puszczenie w niepamięć/zbawienie...
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>...ale ja nie twierdzę że nie kładą, uważam po prostu że religię niejako "usprawiedliwiają" łamanie tych norm z góry zakładając oczyszczenie/wybaczenie/puszczenie w niepamięć/zbawienie...
Swego czasu ktoś wpadł na genialny pomysł odpuszczania tzw. grzechów. Wystarczyło za to zapłacić. A płacono - w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze - miliardy! Dziś ten numer już by nie przeszedł, mimo wszystko przeciętny naiwniak nie jest kompletnym idiotą. Choć naiwniakiem nie przestaje być płacąc np. za masze "za duszę" zmarłego krewnego.
No cóż, działalność przeróżnych kościołów i sekt jest jedną wielką zbrodnią przeciw ludzkości, ale ofiary tego nie potrafią dostrzec.
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Czy ja mam wyjątkowego pecha czy też słowo "moralność" wypowiedziane w dyskusji z osobami
>określającymi sie jako katolicy (rzadziej "chrześcijanie") naprawdę jest jak puszczenie bąka?
Istnieje coś takiego, co powszechnie określa sie mianem "polskiego piekła". Ma to dosyć luźny związek z Krk. Ale jednak ma. Nie wiem co było pierwsze. Jajko czy kura?
Pojęcie "polskie piekło" określa nasz "narodek" jako stado ksenofobów, wsteczniaków, ciemniaków, przesiąkniętych bezinteresowną zawiścią. Kowalski życzy Kozłowskiemu lub Nowakowi, by co rychlej dobrał się do nich Urząd Skarbowy i jeszcze prokurator. A najlepiej by im kur na strzechę wskoczył, baba parchów dostała a dzieciaka oblazły wszy.Jakoś nikt nie zadaje sobie trudu, by wiedziony doświadczeniami sąsiada, spróbować go przeskoczyć. Lepiej aby ten spadł poniżej. Skąd to się bierze? Nie mam pojęcia.
===========================
A kościółek? Ano w Bozię wierzyć wypada. Do kościółka ganiać. Plebanowi na tacę rzucić. Im więcej tym lepiej. Niech sąsiedzi widzą kto tu jest pan. W Maryję Matkę i Orędowniczkę narodu też wierzyć wypada. Prymas wszak Śluby Jasnogórskie był wprowadził, ku pamięci jak Nasza Pani od Szweda złowrogiego nas ratowała i od bolszewickiej nawały. A jak prymas nakaże to i sejm zatwierdzi. Matkę naszą Maryję, Królową Polski a Jej Syna Królem Ojczyzny uczyni. "Bóg, Honor i Ojczyzna". A to, że Kowalski nie wie co to Bóg, o honorze nie ma najmniejszego pojęcia a Ojczyzna kojarzy mu się wyłącznie z biciem Żyda czy innego obcoplemieńca, to już zupełnie inna sprawa.
===========================
Krk te ksenofobiczne klimaty sprytnie podkręca. Wide Ojczulek nasz toruński Dyrektor. Samym miodem skołatane nasze ksenofobiczne serca smaruje innych niż o jego poglądach równie, tylko czym innym obsmarowując. wiadomo, jak Kowalskiemu źle na tym świecie to wszystkiemu winni są oni. Kim są oni, a to już zależy od sytuacji. Onegdaj była to żydokomuna (to przed wojną) i komuna. Obecnie nihiliści, postmoderniści i konsumpcyjny Zachód. No i zawsze jest jeszcze dyżurny Żyd.
============================
A co z moralnością? Nic. Ma się dobrze. W Słowniku wyrazów obcych, bardzo obcych.

JATO

P.S. Onegdaj, w okresie bożonarodzeniowym byłem w miejscowości W. Zajrzałem do pięknego kościoła (gotyk). Faroż właśnie z imienia i nazwiska wymieniał owieczkom, która ile dała po kolędzie i dlaczego tak mało? Wyszedłem.
JT


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
13-05-2008 13:45 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> która ile dała po kolędzie i dlaczego tak mało? Wyszedłem.

Najkrótsza historia chrześcijaństwa zachodniego:

1. Bóg pierwszych chrześcijan miał na imię Jehowa
2. Bóg drugich chrześcijan miał na imię Słońce Niezwyciężone
3. Bóg katolików ma na imię Mamona
4. Bóg protestantów ma na imię Chrystus

doku
Kowalski (1042 punktów)
Sądzę, że miałaś trochę pecha. Ale faktem jest, że u nas 'moralność' to aborcja, eutanazja i in vitro. Czasem jeszcze lustracja. Cała reszta jest poza nawiasem moralności. Przynajmniej poza częstymi o niej dyskusjami.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Może to takie odwrócenie imperatywu kategorycznego? Nie mogę potępiać innych za coś, co sam bym
>chętnie zrobił gdyby nie brak odwagi/pieniędzy/sprzyjających okoliczności?

To może działać, gdy jest się jawnogrzesznikiem lub gdy grzech łatwo jest zdemaskować.

Częściej chyba jednak występuje zjawisko odwrotne, ludzie najgorliwiej potępiają to, co sami chętnie by zrobili lub już to zrobili, a co jest w ich ocenie niemoralne i co moją nadzieję zachować w tajemnicy.

Najlepszym przykładem jest onanizm. Całkiem niedawno biologowie udowodnili, że onanizm mężczyzny poprzedzający stosunek płciowy zwiększa szansę onanisty na zwycięstwo w wojnie plemników z konkurentem, który się nie onanizował. Instynkt potępiania onanizmu powstał więc jako adaptacja do wojen plemników. Mamy więc wrodzoną skłonność do potępiania onanizmu i jednocześnie do praktykowania onanizmu po kryjomu. Spróbuj powiedzieć przy religijnych, że onanizm jest niemoralny, a zobaczysz, że nie nastąpi "chwila niezręcznej ciszy a potem towarzystwo zmienia temat".

Podobnie u kobiet onanizm pełni funkcję pomagania w wojnie plemników wybranemu z partnerów. Ale to jest dywagacja już, gdyż nie prowadzi to do zjawiska, o którym piszesz. Wracam więc do tematu.

Innym przykładem gorliwego potępienia jest homofobia, która najczęściej dotyka ludzi z rodzin z genetycznymi skłonnościami do biseksualizmu. Biolodzy udowodnili, że biseksualizm daje przewagę mężczyźnie, w konsekwencji biseksualistom łatwiej poderwać dziewczynę, a to przekłada się na sukces reprodukcyjny, gdyż biseksualiści mają wcześniej dzieci niż konkurenci. Oczywiście biseksualizm jest skuteczny tylko wtedy, gdy nie zostanie zdemaskowany. Osoby o skłonnościach biseksualnych mają więc instynktowną skłonność do potępiania homoseksualizmu, podczas gdy sami od dziecka po kryjomu sypiają z wujkiem (klasyczny przykład dziedzicznej pederastii). Kiedy widzimy w TV miotającego się homofoba, to prawdopodobniem widzimy kogoś, kto kiedyś sypiał z wujkiem a teraz sypia z siostrzeńcem, wprowadzając go w arkana seksu i zapewniejąc mu tym sposobem przewagę na kolegami.

Przykład z łapówkami jest prawie banalny - im mniej łapówkarzy, tym lepiej się zarabia na łapówkach, dlatego najgorliwiej potępiają łapówki ludzie skorumpowani.

Wielu ludzi nie rozumie, że moralność jest jedną z tych cech, która ludzi łączy mimo wielu innych różnic. Moralność jest cechą gatunkową - to zbiór instynktownych reakcji. Prawie wszyscy (tzw. normalni, zdrowi ludzie) wyposaeni jesteśmy przez naturę w te same oceny moralne i tę samą moralną wrażliwość. Czujemy to samo potępienie dla łapówki, onanizmu przed zdradą (a propos, onanizm dla przyjemności jest moralny), morderstwa czy innego oszustwa, które eliminuje lepszego konkurenta, żeby wygrał gorszy. Czasem widzimy reakcję przesadną i popełniamy błąd, myśląc, że widzimy kogoś nadwrażliwego moralnie - z reguły taka krucjata moralna prowadzona jest w służbie własnego interesu.

Czasem widzimy reakcję o której Ty piszesz, czyli brak potępienia - tutajm od razu zauważyłaś, że za tym kryje się obrona własnych interesów, tylko że w tym przypadku obrońca nie ma nadziei na utrzymanie grzechów w sekrecie.

Pamiętajmy, że każde zło ma swoją wagę i stosowną do niej siłę odczuwalnego oburzenia. Wyrazem tego są kodeksy karne w zdrowych krajach na całym świecie, zaskakująco zgodne pod względem oceny wagi przestępstw. Podobnie zgodne są reakcje zdrowych ludzi. Jeżeli więc siła czyjejś reakcji znacząco odbiega od wagi przestępstwa, wszystko jedno czy na plus czy minus, to demaskuje przestępcę lub człowieka chorego. Pamiętajmy o tym, gdy widzimy przywódców różnych krucjat przeciwko przestępstwom niezagrożonym wysokimi wyrokami.

doku
J.Szulc (5723 punktów)

DOBRO MORALNE - realizuje się wtedy kiedy wybieramy to co najlepsze spośród tego co możliwe.

"Moralność" wcale nie jest niezręcznym słowem. To ci, którzy starają się go nie rozumieć są problemem tego świata.
My, Polacy, mamy bardzo dziwne pojęcie o moralności. I wcale nie trzeba do tego być katolikiem, czy kimś innym, wyznającym jakąś religię. Może tylko na podstawie kk widać to najlepiej, bo jest przecież "wybitnie" reprezentatywny.
Poczekajcie jednak jeszcze trochę. I my zaczniemy zastanawiać się nad używaniem swoich "jęzorów". Przecież tak chętnie się "amerykanizujemy"... a tam zaraz sądy i inne wymiary kar.
Kłania się etyka zawodowa...
A Ty jesteś jak najbardziej normalna.
I miło jest wiedzieć, że są normalni w tym kraju.

Szczerze pozdrawiam.

Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
Turecki (0 punktów)
Zawsze myślałem, że moralności nie należy traktować zbyt poważnie. To z pewnością gratka dla filozofów, dywagacje na temat tego, co człowiekowi wolno, a czego mu nie wolno. Ale w grucie rzeczy, powiedzmy sobie, to straszliwe nudziarstwo.
Dlatego czasem korzystamy z moralności (albo raczej ją wykorzystujemy), a czasem pozwalamy sobie o niej zapomnieć. Są przecież inne, ważniejsze sprawy. Jak choćby osobista korzyść. Nie widzę realnych przesłanek, dla których człowiek miałby rezygnować z tego, co dla niego dobre, tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest to zgodne z moralnością. Byłoby to działaniem wbrew sobie.
Gdyby zastanowić się nad samą moralnością, jest ona przede wszystkim terminem, czymś abstrakcyjnym, choć z pewnością wyrosła ze wspólnych większości Homo sapiens intuicji, ale z biegiem lat przeobraziła się w jakieś straszliwe monstrum siejące terror. Słowo "moralność" stało się kluczem, który miałby otwierać i zamykać wszystkie drzwi. "To jest niemoralne. Kropka. Nie wolno ci tego robić."
A ja sobie mówię, być może i owszem, jest niemoralne, ale to wcale nie znaczy, że nie warto tego czynić.
muzawik (2279 punktów)
>A może jestem dziwna....
>Maddy

Trudno leczyć naród, który był przeciwko sobie szczuty przez tyle dziesięcioleci...

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365