Zakładając, iż doświadczenie zdobywamy z wiekiem na bazie informacji, które do nas docierają... prawie zawsze musimy pokusić się nie tylko o interpretację faktów, ale też o wytyczanie jakichś reguł i uproszczeń... co z pewnością robimy. Myślę, że samo planowanie ma tu olbrzymi udział przez tworzenie strategii przez reguły upraszczające. Co za tym idzie - stajemy się inteligentniejsi, ale gdzie jest ta granica, w której planowanie staje się taką pasją, iż planujemy dla samej sztuki planowania... czyli tylko marzymy? Czy definicją homo-naivniś może być rozmarzenie i namiętne planowanie dla samej sztuki planowania i kiedy zarzucić komuś naiwność, jeśli po szeregu eksperymentów myślowych skłonny jest efektywnie wykorzystywać swoją oręż. Powraca moje pytanie, które jest podchwytliwym pytaniem z logiki - czy istnieje szansa udowodnienia prawie wszystkich tez.. a które to pytanie nie jest pytaniem typu: czy istnieje szansa udowodnienia każdej tezy.. bo tu odpowiedź jest negatywna. |