Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak niszczymy to, co czyni nas jednostką.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
25-06-2008 23:19Piotr G. /Grim/ (288 punktów)Jak niszczymy to, co czyni nas jednostką.
Ocena 2 na 2
Ten temat zakładam pod wpływem impulsu, ale przemyślenia na ten temat towarzyszyły mi od wielu tygodni. Wyjściem do tych rozmyślań jest pytanie: co czyni mnie jednostką ludzką, odróżniającą siebie od wszystkich innych?
Kilka podstawowych rzeczy przychodzi na myśl: cechy charakteru, wspomnienia, fenotyp, wiedza...

Potrzeba teraz postawić kolejny krok i zapytać się siebie: która z tych rzeczy jest na tyle stała, aby definiować Mnie przez cały okres mojego życia?
Zanim odpowiecie sobie na to pytanie rozluźnijcie umysł i puśćcie odrobinę wodzę fantazji. Niektóre z wymienionych wyżej jakości wydają się na dzisiejszy dzień nienaruszalne. Na dzisiejszy dzień, niektóre.

W przyszłości prawdopodobnie będziemy dysponowali technologią zmieniania każdego aspektu naszego wyglądu. Być może nawet porzucimy swoje niedoskonałe ciała i przeniesiemy mózgi do cybernetycznych ciał?
Będziemy potrafili modyfikować własne zachowania. Trening menadżerski, lub trening pracownika społecznego, polegający na inwazyjnych technikach alteracji osobowości może stać się atutem podczas aplikacji o pracę.
Czy czujesz, że coś blokuje twoje ścieżki kariery? Niektórzy z nas nigdy nie będą tym, kim chcą nie ze swojej winy, ale z powodu błędów okresu dzieciństwa. To już nie jest problemem! Nowe techniki kontroli pamięci pozwolą cofnąć czas i dadzą ci start o jakim marzysz. Wychowała cię konserwatywna rodzina i nie potrafisz czerpać przyjemności z przygodnego seksu? Zmienimy to. Rodzice byli nadopiekuńczy i nie wykształciłeś u siebie poczucia zaradności? Pomożemy z tym.

W przyszłości zasadniczo wszystko, począwszy od fizjonomii, a kończąc na uwarunkowaniu społecznym będzie mogło zostać zmienione. Pozostanie pamięć. Ale nie pamięć o barszczu przy wigilijnym stole (osoba życzyła sobie wczytać program kogoś z rodziny laickiej) pozostanie pamięć operacyjna- o twarzach kontrahentów, zaplanowanych spotkaniach, pamięć ruchowa do gry w tenisa. Być może nawet sama pamięć o dokonaniu zmian w psychice zostanie wymazana dla większego komfortu.

Science fiction. Na pewno?

Pomyślcie ile wysiłku niektórzy z nas wkładają we wprowadzanie zmian w swoim umyśle. Leki, wizyty u psychologa, kursy osobistego rozwoju mają na celu wprowadzenie zmian w integralnej części Siebie. Terapie genowe, operacje plastyczne, kolejne zestawy leków, diet, alternatywne style życia mają wprowadzić zmiany w naszym fenotypie.
Jeżeli nie mamy talentu do negocjacji, trenujemy techniki pod okiem specjalistów. Jeżeli mamy niewyćwiczone ciało, z pomocą treningu i preparatów stajemy się sportsmenami.

Chcemy modyfikować swoją fizyczność i umysłowość bez ograniczeń, ale czy zastanawiamy się, czy robiąc to nie niszczymy części Siebie? Nasze drobne niedoskonałości, te najłatwiejsze do usunięcia mówią o nas więcej, niż zawodowe talenty i wiedza.

Nie chcę zejść na sentymentalne "powinniśmy zaakceptować to, kim jesteśmy". Nie zajmuję się tym rozmyślaniami, aby poczuć ciepełko w brzuszku. Alteracje są potrzebne. Jeżeli doskwiera nam cholesterol, to zmieniamy tryb życia. Jeżeli nasza nieśmiałość upośledza nasze kontakty społeczne, to się z niej wyleczmy.

Te przemyślenia pokazują mi, jak trudno znaleźć Siebie. Nie ma tu pierwiastków metafizycznych, więc być może wkrótce przyjdzie mi przyznać, że Ja nie istnieję naprawdę. Na świecie liczy się tylko ludzka jednostka o numerze PESEL 1212844598, skłonna do zniszczenia Mnie w celu osiągnięcia sukcesu. A Ja mogę tylko obserwować...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>co czyni mnie jednostką ludzką, odróżniającą siebie od wszystkich innych?

Ludzi najlepiej rozróżniać po ilości wzburzonego kurzu. Porównajmy siebie np. z Jezusem lub Einsteinem...
27-06-2008 09:18 
 Ocena 4 na 4
barycki (7788 punktów)
(zablokowany)
>Porównajmy siebie np. z Jezusem lub Einsteinem...
>
Albo, choćby zemną.
Adam Barycki
Beatus (2528 punktów)
>Zanim odpowiecie sobie na to pytanie rozluźnijcie umysł i puśćcie odrobinę wodzę fantazji. Niektóre
>z wymienionych wyżej jakości wydają się na dzisiejszy dzień nienaruszalne. Na dzisiejszy dzień,
>niektóre.
>W przyszłości prawdopodobnie będziemy dysponowali technologią zmieniania każdego aspektu naszego
>wyglądu. Być może nawet porzucimy swoje niedoskonałe ciała i przeniesiemy mózgi do cybernetycznych
>ciał?
Znany jest ci Banks? Jeśli nie szczerze polecam. Pisze sf takie z wyższej półki. Z jednej strony jest to literatura zawierająca wiele ciekawych refleksji i spostrzeżeń antropologicznych, z drugiej warsztat pisarski jest bardzo wysoki więc akcja wartka a fabuła zaskakująca. Napisał taki cykl książek o Kulturze. Kultura jest fikcyjną cywilizacją przyszłości w której te wszystkie rzeczy o których piszesz są możliwe. Fabuła poszczególnych pozycji nie jest kontynuacją, dzieje się tylko w tym samym świecie. Powinno ci się spodobać.
>ale czy zastanawiamy się, czy robiąc to nie niszczymy części Siebie? Nasze drobne niedoskonałości, te najłatwiejsze do usunięcia
Pamiętam, że masz inną opinię na temat woli niż ja. Mnie się wydaje, że aby dokonywać tych wszystkich zmian o których pisałeś trzeba mieć chęć, potrzebę stania się jakimś. Jeżeli takie chcenie występuje znaczy to, że dokonując zmian nie niszczymy siebie, tylko siebie odnajdujemy. Chcenie jest potencjałem, drogą do ja. Twoje pytanie, rodzi dla mnie inne pytanie. Czy ja to właśnie to ciało, te lęki i ograniczenia? W moim światopoglądzie odpowiedz brzmi - nie. Ja to osoba którą chciałabym być i do takiego bycia dążę. Mieści się tu choćby osobisty kodeks moralny. Większość z nas uważa, że należy dotrzymywać słowa, staramy się, ale różnie wychodzi.
Jeśli zaś chodzi o zmiany o charakterze zdrowotnym, tu już nawet nie trzeba chcenia. Instynkt samozachowawczy skłania nas ku temu, aby raczej żyć niż nie żyć. Kombinujemy więc jak tu owo życie zachować jak najdłużej.
>ludzka jednostka o numerze PESEL 1212844598,
Taki młody jesteś?
Pozdrawiam
26-06-2008 12:47 
 Ocena 1 na 1
Piotr G. /Grim/ (288 punktów)
>Taki młody jesteś?
Kto o zdrowym rozsądku publikuje swoje dane?

>Znany jest ci Banks?
Cóż... nie. Myślałem, że znam większość ambitnych autorów sci-fi, ale tego jeszcze nie poznałem. Mam nadzieję tylko, że nie chowa głowy w chmurach jak Dick. Dick ma interesującą problematykę, ale coraz częściej przyłapywałem go na irracjonalności. Przeciągnął strunę w "Trzy Stygmaty Palmera Eldricha". Zobaczę tego Banksa. Do tej pory moją ulubioną pozycją w dziedzinie problematyki jest "Ghost in the Shell". Zawartość nie poraża, ale rodzi najmniej wątpliwości co do racjonalności autora. Przyjemność z oglądania gwarantowana dla ludzi o racjonalno-naturalistycznym światopoglądzie. Świetne dialogi ukazują zwątpienie cyborga (ludzkiego mózgu w cybernetycznym ciele) w swoją tożsamość jako człowieka. Osobiście z trudem przełykam filmy (EDIT: i książki ) jawnie wchodzące w konflikt z moim światopoglądem. A może to zboczenie?

>Mnie się wydaje, że aby dokonywać tych wszystkich zmian o których pisałeś trzeba mieć chęć, potrzebę stania się jakimś. Jeżeli takie chcenie występuje znaczy to, że dokonując zmian nie niszczymy siebie, tylko siebie odnajdujemy.

Już dostrzegłeś, że nasze poglądy w tej kwestii się różnią, bo inaczej rozumiemy wolną wolę. W moim światopoglądzie to nie Ja chcę zmian. To nie Moje pragnienie. To owa jednostka ludzka dąży do zmian, które zagwarantują jej sukces. Ja (samoświadomość) jestem tylko obserwatorem. Ponieważ zaś Ja składam się z cielesności i umysłowości tej jednostki- ona zmieniając siebie zastąpi Mnie nowym Ja.

Zastanawiam się też, jak zabrać się za szukanie pewnej ciągłości naszego bytu.
Sytuacja hipotetyczna: w przyszłości (zastrzegam, że odległej) nauczymy się teleportować (z prędkością światła) człowieka. Odbywa się to w ten sposób: człowiek zostaje poddany anihilacji, a energia z tego procesu służy do zapisania pełnej charakterystyki osoby. Wliczamy w to cielesność, strukturę mózgu, a nawet procesy, jakie zachodziły w chwili zapisu. Informacja jest przesyłana z prędkością światła do celu, gdzie osoba jest odtwarzana. Ponieważ zachowano wszystkie procesy umysłowe, jest ona pewna, że jest tą samą osobą, która poddała się teleportacji.
Ale czy jest tak w istocie?
Pewna ciągłość została przerwana. Poprzednia wersja osoby zginęła, aby odrodzić się w tej samej postaci, jedynie z innego zestawu cząstek elementarnych. Ja nie mam wątpliwości: taka teleportacja równa się samobójstwu.

Myśląc w ten sposób jednak stawiam wyzwanie swojemu naturalistycznemu światopoglądowi. Odtworzona postać jest mną w każdym możliwym aspekcie. Może dokonać wszystkiego, co ja bym mógł. Może pracować na rzecz pamięci o mnie i nie mogę wątpić w jej kompetencje bardziej, niż wątpię we swoje. Jednak ciągłość bytu została przerwana. "Ja" nie chcę być teleportowany, bo oznaczałoby to Mój koniec.

Pytanie: kim, lub czym jest "Ja" które protestuje przeciwko teleportacji? Nie jest pierwiastkiem metafizycznym, to wiemy na pewno. Tożsamość "Ja" nurtuje mnie coraz bardziej.

And the man said:
Let there be light.
Beatus (2528 punktów)
>>Taki młody jesteś?
>Kto o zdrowym rozsądku publikuje swoje dane?
Nienawidzę ustawy o ochronie danych osobowych. Szczerze jej nie cierpię.
Jak dotychczas poziom wypowiedzi nie pasuje mi do 17-latka, ale może jesteś geniuszem? Zobaczymy.
>>Znany jest ci Banks?
>Cóż... nie. Myślałem, że znam większość ambitnych autorów sci-fi, ale tego jeszcze nie poznałem. Mam nadzieję tylko, że nie chowa głowy w chmurach jak Dick. Dick ma interesującą problematykę, ale coraz częściej przyłapywałem go na irracjonalności. Przeciągnął strunę w "Trzy Stygmaty Palmera Eldricha".
Nie, to co innego niż Dick. Dick jest trochę monotonny, katuje wciąż ten sam problem nieciągłości czasu i fakt niektóre pętle jakoś słabo się kupy trzymają. Trzy stygmaty... podobały mi się kiedyś, nie wiem jak dziś, bo od dawna nie czytałam nic Dicka.
>Do tej pory moją ulubioną pozycją w dziedzinie problematyki jest "Ghost in the Shell".
Duch w skorupce. Rewelacja, to moja ulubiona anime. Te obrazy miasta w deszczu, tempo całości, nostalgia o przyszłości - świetna rzecz.
>Przyjemność z oglądania gwarantowana dla ludzi o racjonalno-naturalistycznym światopoglądzie.
Jak się okazuje nie tylko
>jawnie wchodzące w konflikt z moim światopoglądem. A może to zboczenie?
Może. Mnie nie za bardzo przeszkadza brak zgodności z moim światopoglądem. Dość łatwo jest mi zawiesić swoje przekonania na czas lektury. Mam jednak coś takiego, że o ile wykryję jakąś poważniejszą niekonsekwencję w książce, lawinowo spada moja jej ocena. Chodzi o niekonsekwencje wewnętrzną w samej książce. Np. w wykreowanym świecie okazuje się, że działają znoszące się prawa i nie jest to jakoś wyjaśnione. Nie zawsze jednak to mnie zniechęca. Czytałeś "Miasto" Simaka? O ile pamiętam tam znalazłam trzy poważne niekonsekwencje w samej konstrukcji, ale książka warta jest uwagi i mogę ją polecić.
>Już dostrzegłeś, że nasze poglądy w tej kwestii się różnią, bo inaczej rozumiemy wolną wolę. W moim światopoglądzie to nie Ja chcę zmian. To nie Moje pragnienie. To owa jednostka ludzka dąży do zmian, które zagwarantują jej sukces. Ja (samoświadomość) jestem tylko obserwatorem. Ponieważ zaś Ja składam się z cielesności i umysłowości tej jednostki- ona zmieniając siebie zastąpi Mnie nowym Ja.
Tak, jest taka koncepcja w teorii poznania. Moje ja teraz jest innym ja przed sekundą, i nie ma nic wspólnego z ja za sekundę. Ta teoria znosi kontynum. Końcówka jest jednak dość wesoła. Moja ja teraz, nic nie wie o śmierci ja sprzed sekundy, ani swojej własnej. Ma złudzenie ciągłości, więc generalnie jest ok. Co mi za różnica co się ze mną stanie, skoro nic nie będę o tym wiedzieć?
Ja bym się jednak upierała, że ciągłość miedzy teraz, przeszłością i przeszłością istnieje. Gdzieś w tej ciągłości indywidualnego istnienia znajduje się ja o którym piszesz.
>Sytuacja hipotetyczna: w przyszłości (zastrzegam, że odległej) nauczymy się teleportować (z prędkością światła) człowieka. Odbywa się to w ten sposób: człowiek zostaje poddany anihilacji, a energia z tego procesu służy do zapisania pełnej charakterystyki osoby. Wliczamy w to cielesność, strukturę mózgu, a nawet procesy, jakie zachodziły w chwili zapisu. Informacja jest przesyłana z prędkością światła do celu, gdzie osoba jest odtwarzana. Ponieważ zachowano wszystkie procesy umysłowe, jest ona pewna, że jest tą samą osobą, która poddała się teleportacji.
Było u Lema. Znaczy było w wielu miejscach, ale jako problematyczne u Lema.
Najpierw trza by było zapytać, czy JA ma jakąś mierzalną rozciągłość, wymiar. Czy jest materialne w twardym tego słowa znaczeniu. Myśl, na ten przykład materialna nie jest chociaż działa. Jest szybsza od materii, obowiązują ją inne prawa. Czy JA jest czymś poddanym prawom twardej materii, czy może jak myśl, jakimś innym?
>Pewna ciągłość została przerwana. Poprzednia wersja osoby zginęła, aby odrodzić się w tej samej postaci, jedynie z innego zestawu cząstek elementarnych. Ja nie mam wątpliwości: taka teleportacja równa się samobójstwu.
Tak teraz pomyślałam. Jakby to było możliwe. Z pewnością wiele osób nie skorzystałoby z w.w. powodów. Jak rozwiązał by problem KK? Dusza pędzi za teleportowanym i wsmykuje się w ciało?
>"Ja" nie chcę być teleportowany, bo oznaczałoby to Mój koniec.
Co to jest, to co się tak buntuje? Nie u wszystkich się zbuntuje.
>Pytanie: kim, lub czym jest "Ja" które protestuje przeciwko teleportacji? Nie jest pierwiastkiem metafizycznym, to wiemy na pewno. Tożsamość "Ja" nurtuje mnie coraz bardziej.
Na pewno to my niczego nie wiemy, no ale zakładamy zgodnie z twoimi poglądami, że duszy nie ma.
pozdrawiam
26-06-2008 15:54 
 Ocena 1 na 1
Piotr G. /Grim/ (288 punktów)
>Nienawidzę ustawy o ochronie danych osobowych. Szczerze jej nie cierpię.
No, mogę ci ostatecznie powiedzieć, że mam lat 19. Może jakoś umknie tu uwadze służb monitorujących moją aktywność w sieci.

>Duch w skorupce. Rewelacja, to moja ulubiona anime. Te obrazy miasta w deszczu, tempo całości, nostalgia o przyszłości - świetna rzecz.
Taaak. Świetne obrazy i estetyka. Uwielbiam oglądać ten film. A muzyka... Słucham jej od kilku lat. Nie starzeje się.

>Czytałeś "Miasto" Simaka? O ile pamiętam tam znalazłam trzy poważne niekonsekwencje w samej konstrukcji, ale książka warta jest uwagi i mogę ją polecić.
Dzięki za wskazówki, może którąś z tych pozycji przyszpilę w bibliotece.
Ja również potrafię zawiesić niewiarę na czas obcowania z utworem fantastycznym- ale właśnie, fantastycznym. To dokładnie to miejsce, gdzie powinny znaleźć się np. opowiadania Paula Coelho. Natomiast jeżeli mówimy o górnolotnej fantazji, to na myśl przychodzą "Inne Pieśni" Dukaja. Bardzo interesujący i spójny świat. Można się w niego wgryźć.

>Było u Lema. Znaczy było w wielu miejscach, ale jako problematyczne u Lema.
Czy możesz przypomnieć sobie, gdzie się to pojawiło? Czytałem chyba wszystkie z najbardziej znanych opowiadań, ale tego motywu sobie nie przypominam. Chociaż... nie skończyłem Cyberiady.

>Jak rozwiązał by problem KK? Dusza pędzi za teleportowanym i wsmykuje się w ciało?
Zakładając, że KK przetrwa jeszcze parę wieków, będzie on miał jeszcze więcej problemów do rozwiązania. Chciałbym dostać do ręki dobrze napisaną s-f, opowiadającą o hierarchach re-re-re-reinterpretujących tekst liturgiczny sprzed trzech tysięcy lat. Dużo śmiechu- temat godny kolejnej książki Pratchetta. Chociaż już dzisiaj spodziewałbyś się, że istnieje potrzeba ponownej interpretacji Biblii, a zamiast tego kościół po prostu ignoruje niewygodne fragmenty.

And the man said:
Let there be light.
Beatus (2528 punktów)
No, no muszę przyznać, że masz bardzo dobry język i naprawdę duży zasób słownictwa jak na swój wiek. Na ogół takim ludziom do pewnego momentu tzw. grupa równieśnicza sprawia kłopoty. Mam nadzieję, że przeszedłeś to w miarę lekko.
>Dzięki za wskazówki, może którąś z tych pozycji przyszpilę w bibliotece.
Daruj sobie Simaka, poszukaj Banksa. Sądzę, że przy twoich poglądach będzie to zajmująca lektura.
>Ja również potrafię zawiesić niewiarę na czas obcowania z utworem fantastycznym- ale właśnie, fantastycznym.
Uważam, że umiejętność zawieszania własnych poglądów jest bardzo ważnym elementem w poznawaniu świata, szczególnie świata społecznego i psychicznego innych ludzi. Również oceny własnych poglądów. Dlatego staram się robić to nie tylko na gruncie sf. Oczywiście różnie wychodzi, czasem człowieka poniesie.
>To dokładnie to miejsce, gdzie powinny znaleźć się np. opowiadania Paula Coelho.
Bardziej fantazy, takie ciepłe, tylko naiwne z deczka.
>Natomiast jeżeli mówimy o górnolotnej fantazji, to na myśl przychodzą "Inne Pieśni" Dukaja. Bardzo interesujący i spójny świat. Można się w niego wgryźć.
Nie znam, sprawdzę.
>>Było u Lema. Znaczy było w wielu miejscach, ale jako problematyczne u Lema.
>Czy możesz przypomnieć sobie, gdzie się to pojawiło? Czytałem chyba wszystkie z najbardziej znanych opowiadań, ale tego motywu sobie nie przypominam. Chociaż... nie skończyłem Cyberiady.
To było zdaje się w opowieściach o Pilocie Pirksie. Był na takiej planecie, gdzie problemem były spadające bez ustanku meteory. Mieszkańcy nie przejmowali się tym zbytnio, ponieważ każdy miał taką kopię zapasową w nieaktywnej formie. Jak kogoś rozblaznęło odnawiali go na jej podstawie. Pirks też miał taką kopię, ponieważ turyści zgodnie z prawem musieli ją mieć.
>Zakładając, że KK przetrwa jeszcze parę wieków, będzie on miał jeszcze więcej problemów do rozwiązania. Chciałbym dostać do ręki dobrze napisaną s-f, opowiadającą o hierarchach re-re-re-reinterpretujących tekst liturgiczny sprzed trzech tysięcy lat.
Są takie rzeczy, czytałam coś ale już nie pamiętam autora. Trzeba by poszperać.
>Chociaż już dzisiaj spodziewałbyś się, że istnieje potrzeba ponownej interpretacji Biblii, a zamiast tego kościół po prostu ignoruje niewygodne fragmenty.
Problematyczne instytucjonalnie. Głupio mówić - pomyliliśmy się. Trzeba mieć jakieś wiarygodne usprawiedliwienie, a te na drzewach nie rosną. Przyjdzie więc jeszcze poczekać.
Trudno zgadnąć czy chrześcijaństwo wyewoluuje czy zastąpi je inna religia. Skłaniałabym się ku opinii, że wyewoluuje ponieważ to zły czas dla proroków i powstawania nowych wyznań. Z drugiej strony jest spory nawrót na pogaństwo, więc może tędy droga? Ludzkość ateistyczna nie mieści się w moim światopoglądzie.
pozdrawiam
27-06-2008 09:17 
 Ocena 3 na 3
barycki (7788 punktów)
(zablokowany)
>Tożsamość "Ja" nurtuje mnie coraz bardziej.
>
Pełna narkoza powoduje efekt, który dla zobrazowania można porównać z komputerem. RAM zostaje wyłączony, cały człowiek jest tylko na dysku twardym. Po wzbudzeniu RAM pobiera dane z dysku i działa na nowo. Jak teleportacja. Ciekawe i ile otwiera nowych możliwości interpretacji. Proszę sobie wyobrazić technologię która potrafi nagrać świadomość człowieka na jakiegoś pendrajwa, a potem ją wgrać w mózg klona. Który z tych dwóch będzie ja. Jakie znaczenie będzie miało uśmiercenie jednego z nich w chwili transformacji świadomości. Teleportacja to przesłanie informacji do maszyny budującej drugie ciało gdzie indziej, zgodnie z ta informacją, a zostający ma zostać , czy się zlikwidować. Czy dwa osobniki z tą samą świadomością będą miały poczucie, że własne ja stojące obok to ja, czy ja to ten tutaj itd.
Adam Barycki
Miłosz (376 punktów)

Jak się zastanawiałem nad pytaniem, które postawiłeś, to przypomniał mi się Lautrec, ten postimpresjonista. Nie wiem, czy to trafne skojarzenie. W każdym razie twierdził on, że złamane życie jest najpiękniejsze. Sam szlajał się po lupanarach, poza tym był kaleką. Dlatego też jego wypowiedzi nie można traktować w kategoriach jakiejś prawdziwie filozoficznej tezy - Lautrec miał trochę zaburzony punkt widzenia i raczej nie był racjonalistą.
W każdym razie ja tak odczytuję to twierdzenie. Nieszczęście jest czymś, co nas indywidualizuje, czyni bardziej interesującymi. To wtedy mamy większe skłonności do ściśle indywidualnego odczuwania, myślenia... Jak jest naprawdę źle nie chowamy się za konwenanse. Natomiast przechodząc kolejne etapy socjalizacji, odnosząc sukcesy, idziemy za ciosem, mamy większą tendencję do dopasowywania się do sytuacji i mniejszą chęć badania nieutartych ścieżek, tak mi się wydaje przynajmniej.
Twórczość jest przejawem indywidualności, czyjegoś "ja". Przynajmniej była. Patrząc na obrazy wspomnianego Lautreca, Van Gogha, Beksińskiego, Muncha, Picassa, Dalego, słuchając Hendrixa, Patti Smith, Niemena, Nirvany, Joy Division... można to dostrzec.
Teraz się zchamiło dużo rzeczy. Albo na wielu polach mamy do czynienia z konfekcją, albo z czymś naprawdę wystudiowanym, pozbawionym żywiołowości, albo ze zwykłym idiotyzmem.
26-06-2008 16:08 
 Ocena 1 na 1
Piotr G. /Grim/ (288 punktów)
Nie powiedziałem, że nasze ułomności są najbardziej wartościowe. Wydaje mi się po prostu, że są bardziej charakterystyczne.
Co do duszy artysty- według nowych badań nic dziwnego, że rodzi się ona u osób dotkniętych przez los. Osoby, które przeprowadzały badania twierdzą, że naszą kreatywność pobudzają skraje stany emocjonalne- euforii lub depresji.

Myślę, że mechanizm w wypadku Lautreca (z tego, co opowiedziałeś) jest taki: Jeżeli cieszymy się popularnością w środowisku, to automatycznie akceptujemy jego normy. Człowiek naturalnie szuka akceptacji, więc przyjmie strategię, która zagwarantuje mu wysoką pozycję w społeczeństwie. Upodobnienie się do jego przedstawicieli jest więc logicznym krokiem.
Z drugiej strony, jeżeli jest się kaleką, lub człowiekiem o upośledzonych zdolnościach społecznych, jesteśmy bardziej skłonni szukać swojej indywidualnej tożsamości. Są osoby, które za wszelką ceną nadal próbują upodobnić się do społeczeństwa, ale nie mają na to szans. Człowiek społecznie niespełniony częściej zapewne przeżywa chwile emocjonalnego załamania i presto! Depresja spowalnia nasze galopujące myśli. Powoduje, że nasze problemy roztrząsamy wielokrotnie, pod różnym kątem. Depresja sprzyja kreatywności artysty.

Oczywiście, nie każdy indywidualista jest upośledzony społecznie, ale to jednak dobry punkt wyjścia.

And the man said:
Let there be light.
awitu (7627 punktów)
>Co do duszy artysty- według nowych badań nic dziwnego, że rodzi się ona u osób dotkniętych przez los. Osoby, które przeprowadzały badania twierdzą, że naszą kreatywność pobudzają skraje stany emocjonalne- euforii lub depresji.

mogę poprosić jakieś namiary na te badania? Jako że temat "artysty" dość często przewija się w moich rozmowach ze znajomymi bo w dużym stopniu to temat nas dotyczący, z naszych obserwacji i doświadczeń często wynikało coś odrobinę innego.

Jako że artyści to ludzie w których, kłębią się duże dawki emocji, myśli, które szukają ujścia, pobudzają do kreatywnego działania. To działanie często jest powodem euforii. Nie wszystkie emocje można przelać na papier, płótno itd, duża ich dojścia pozostaje w takiej jednostce i by ja uciszyć lub próbować zrozumieć, często sięga się po środki np alkohol, narkotyki, a jak nie da się ich opanować próbuje się je zagłuszyć ostatecznie np przez samobójstwo. Niemożność poradzenia sobie z tym nadmiarem wrażeń lub ich wyartykułowania często też prowadzi do stanów depresyjnych.

To tylko subiektywne wnioski, dlatego chętnie zaznajomiłabym się z badaniami o których mówisz. Choć bardziej prawdopodobne wydaje mi się że te dwa zjawiska zachodzą równolegle.

Dla mnie cecha odróżniająca mnie od innych są właśnie emocje, napięcie powstające gdy moja zmysły spotykają się z światem zewnętrznym. Ja zmienne, ciągle przekształcające się pod wpływem bodźców z zewnątrz a jednocześnie trwające, ale wciąż bogatsze o nowe emocje.


"raj głupca to piekło mędrca"
Miłosz (376 punktów)

Co do artystów, geniuszy itd. ciekawa jest książka Cesare Lombroso - Geniusz i obłąkanie, ale tezy w niej zawarte są raczej archaiczne i naciągane (książka pochodzi z XIX w.). Niemniej, z tego co wiem, Lombroso był w zasadzie pionierem w swojej dziedzinie. Można przejrzeć, czasami przy lekturze uśmiechnąć się nawet.

Pozdrawiam,
Miłosz
26-06-2008 21:37 
 Ocena 1 na 1
Piotr G. /Grim/ (288 punktów)
>mogę poprosić jakieś namiary na te badania?

Hmmm... może być ciężko, ale spróbujmy. Znalazłem tą wiadomość w kanale RSS, nie pamiętam nawet jakim.
Krótkie szukanie znalazło takiego newsa: www.psycho(*)x.php?dz=serwis&op=opis&id=298 na tej stronie wyszukaj wiadomości o psychozie.
Fregment:
>Osoby, które cierpią na psychozę maniakalno-depresyjną, bądź są obciążone dziedzicznym ryzykiem jej rozwoju, lepiej wypadają w testach na kreatywność niż ich zdrowi rówieśnicy - informują naukowcy na łamach pisma "Journal of Psychiatric Research". Psychoza maniakalno-depresyjna (tzw. choroba dwubiegunowa) jest poważnym schorzeniem psychicznym, które cechuje naprzemienne występowanie skrajnych stanów emocjonalnych i nastrojów - depresji i manii. Już wcześniejsze obserwacje sugerowały, że istnieje związek między chorobliwymi zaburzeniami nastroju a kreatywnością. Na przykład, występują one 2-3 razy częściej u artystów i pisarzy, niż u osób wykonujących mniej twórcze zawody.


And the man said:
Let there be light.
awitu (7627 punktów)
poszukam, bardzo dziękuję

"raj głupca to piekło mędrca"
Miłosz (376 punktów)

jeszcze a propos tematu wątku, fragment socrealistycznego wiersza, pominąłem zdezaktualizowane fragmenty, to, co tutaj jest, w pewnym zakresie zachowuje sens i dzisiaj....:D

Włodzimierz Majakowski

Włodzimierz Iljicz Lenin
(fragment)

(...)

Jednostka!
---------- Co komu po niej?

Jednostki głosik
---------- cieńszy od pisku.

Do kogo dojdzie? -
---------- ledwie do żony!

I to,
---------- jeżeli nachyli się blisko.

(...)

Partia -
---------- to ręka milionopalca,

w jedną,
---------- miażdżącą
-------------------- pięść zaciśnięta.

Jednostka - zerem,
---------- jednostka bzdurą,

sama -
---------- nie ruszy
-------------------- pięciocalowej kłody,

choćby
---------- i wielką
-------------------- była figurą,

a cóż dopiero podnieść
-------------------- dom pięciopiętrowy

Partia -
---------- to barki
-------------------- milionów ludzi
ciasno do siebie przypartych -
podźwigniem
---------- gmachy,
-------------------- do nieba podrzucim,
napiąwszy mięśnie i oddech
-------------------- w partii

(...)

Dziś jam subiektem,
-------------------- a jutro
------------------------------ ścieram cesarstwa z mapy.

Mózg klasy,
---------- sprawa klasy,
-------------------- siła klasy,
------------------------------ chluba klasy -
---------------------------------------- oto, czym jest partia.

(...)

Pięknie pisał, ale te wiersze go wykończyły:
pl.wikipedia.org/wiki/Włodzimierz_Majakowski
grabek (16 punktów)
Od samego początku indywidualna osoba jest bytem niepowtarzalnym, niewspółmiernie różnym od innych osób.
Geniusz, talent, kolor oczu, pomysł, ciało, sposób życia są tylko przypadłościami, które podkreślają indywidualność, ale jej nie konstytuują. Tym samym zmieniając przypadłości nie mamy najmniejszego wpływu na "ja", czyli podmiotowość stanowiącą istotę odrębnego samodzielnego bytu.
Tak więc - bez obaw.


"... Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch ..."
lipschitz (1674 punktów)
Prawdę powiedziawszy nie widzę żadnych niedoskonałości ani w człowieku, ani w przyrodzie, ani w kosmosie. Widzę jedynie konieczność zrozumienia.

Niedoskonałość rodzi się na tle wzorca, to proces myślowy, który stawiając jedno na tle innego wyciąga wniosek, że z tym innym musi być coś nie tak. Ale dlaczego coś miałoby być nie tak, na przykład z zawieszającym się programem komputerowym? Jest doskonały, działa dokładnie tak, jak powinien działać program napisany w ten sposób. Czyż nie?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365