 |
Prawdopodobieństwo - dowód wprost poprzez doświadczenie. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-11-2010 14:10 | RacjonalizmToPech (-6 punktów) | Prawdopodobieństwo - dowód wprost poprzez doświadczenie.
-5 na 5 | Kiedyś widziałem tutaj na forum wątek, gdzie jakiś człowiek coś tam pisał o tym, że na wszystko jest 50% szans. Teraz sobie o tym przypomniałem, ponieważ kręcąc materiał dokumentalny po prostu naszła mnie pewna myśl. Skoro prawdopodobieństwo jest powszechnie uważane za zasadne, czyli w myśl ludzkich reguł - prawdopodobieństwo jest pewne, to znaczy to nie mniej i nie więcej, że jakiś człowiek specjalnie, ażeby udowodnić prawdopodobieństwo wykonał nieskończoną ilość identycznych prób (jakiegoś zjawiska, sytuacji, czegoś co można opisać statystycznie, a potem coś z tego wnioskować/wróżyć).
I teraz moje pytanie jest takie - czy ktoś z Państwa jest w stanie umieścić tutaj w temacie tytuł publikacji razem z opisem każdej z nieskończonej ilości prób, która to publikacja dowodzi zasadności prawdopodobieństwa?
Nie piszę oczywiście o jakichś bzdurach z wikipedii ewentualnie jakichś wyliczeniach przy z góry przyjętych aksjomatach, ponieważ w ten sposób to można dowieść wszystkiego, a co za tym idzie i niczego. Chodzi mi o konkretny dowód doświadczalny - tak żeby mieć pewność, że rzeczywiście matematyczne wzorki nie są głupotą, którą sobie ktoś kiedyś wypisał.
I to jest pierwsza część tego tematu. Teraz przejdę do drugiej, nawiązującej ściśle do pierwszego zdania jakie w tym wątku napisałem. Jeśli rzeczywiście ktoś zechciał poświęcić czas na udowodnienie prawdopodobieństwa powtarzając coś nieskończoną ilość razy to musiał natrafić na taki interesujący moment kiedy pewien warunek z dwóch lub więcej warunków, które testowała ta osoba powyższa, warunek o najmniejszym prawdopodobieństwie - który to warunek powtórzył się badaczowi nieskończoną ilość razy - ciągiem. Mogę pozwolić sobie na nazwanie tego aksjomatem, ponieważ nieskończoność na pewno nie jest równa nieskończoności co można udowdonić w prosty sposób: wystarczy sobie do jednej z tych nieskończoności dorzucić jakiś dodatkowy element, no a wtedy ta nieskończoność będzie większa od tej drugiej, czyli mamy sprzeczność, bo nieskończoność nie może być większa od samej siebie, nawet jeśli ta druga nieskończoność ma o jeden element więcej, co w zasadzie nic jej nie daje, bo skoro jest nieskończona to powielona nieskończoną ilość razy i tak będzie miała wszystkie elementy, które może mieć. Wracając do kwestii właściwej, czyli tych 50 procent. Możemy coś matematycznie wyliczyć, a potem kto nam zagwarantuje, że akurat nie trafimy na ten nieskończony ciąg kiedy to warunek o mniejszym prawdopodobieństwie występuje nieprzerwanie ciągiem sprawiając złudzenie, że nie zgadza się matematyczne prawdopodobieństwo - innymi słowy nadając mu chłam.
Rozwijając to dalej w kolejnym akapicie - to że coś się wprost wydarzy zawsze ma 50% szans, ponieważ (co w tamtym wątku, którego już tutaj na racjonaliście nie ma, było po prostu źle wypowiedziane) to założone "coś" może się wydarzyć - albo nie. W tamtym wątku było to podane w formie meczu i ktoś tam napisał coś o wygranej, remisie i porażce, ale nie było to właściwe - albo ktoś wygrywa, albo nie - remis to nie jest wygrana.
Jak by się to przekładało na świat rzeczywisty: na boisku są dwaj zawodnicy, jeden ma 20 lat i świetne zdrowie, na dodatek ma kopnąć piłkę do bramki z odległości jednego nanometra i trafić, drugi zawodnik umrze nanosekundę po rozpoczęciu meczu, czyli w tej sytuacji prawdopodobieństwo, że ten drugi gracz, który ma umrzeć wygra ten mecz, który nawiasem pisząc trwał będzie minut 90 i zacznie się od tej próby strzału z nano- odległości, to prawdopodobieństwo z punktu matematycznego jest prawie równe 100% dla tego młodego zawodnika. No i teraz wkracza do akcji obstawiający. Twierdzi, że mimo tego matematycznego biadolenia i tak jest połowa szans, że młody "pierdoła" wygra - dlaczego? - dlatego, że może albo wygrać, albo przegrać w tym zakładzie. Skoro zakład jest taki, że wygra, no to przeciwieństwem tego jest - nie-wygranie. NIE - to znaczy, że wygrana nie będzie miała miejsca, a nie że będzie remis albo przegrana, które są równe po prostu nie wygraniu.
Żeby zrozumieć ten wątek i nie wyjść na totalnego głupca, rzeczywiście trzeba być racjonalistą, mam nadzieję, że będą Państwo mieli dobrą zabawę i mi Państwo dostarczą odpowiedzi. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > ponieważ kręcąc materiał dokumentalny po prostu naszła mnie pewna myśl.Skubana jedna ta myśl, jak to kręci 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
5 na 5 | TyDraniu (6569 punktów) | > Kiedyś widziałem tutaj na forum wątek, gdzie jakiś człowiek coś tam pisał o tym, że na wszystko jest 50% szans.To musiał być jakiś wielbiciel zakładu Pascala  . > I teraz moje pytanie jest takie - czy ktoś z Państwa jest w stanie umieścić tutaj w temacie tytuł publikacji razem z opisem każdej z nieskończonej ilości prób, która to publikacja dowodzi zasadności prawdopodobieństwa?Nie trzeba robić nieskończonej ilości prób, weź książkę do statystyki i znajdź pojęcie poziomu istotności. Wystarczy mi, jako badaczowi danej hipotezy, że ryzyko pomyłki będzie rzędu 0.01, czy 0.001. > Mogę pozwolić sobie na nazwanie tego aksjomatem, ponieważ nieskończoność na pewno nie jest równa nieskończoności co można udowdonić w prosty sposób: wystarczy sobie do jednej z tych nieskończoności dorzucić jakiś dodatkowy element, no a wtedy ta nieskończoność będzie większa od tej drugiej, czyli mamy sprzecznośćNiestety, dodając skończoną ilość elementów po jednej stronie, dalej obie nieskończoności tego samego rzędu będą równoliczne, a to dlatego, że każdemu elementowi obu zbiorów można przyporządkować jeden element ze zbioru np. liczb naturalnych.
|
|
6 na 6 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > na wszystko jest 50% szans.:D na wylosowanie asa pik z talii 52 kart i wygraną w jutrzejszym totku też... hm, no sam nie wiem! > prawdopodobieństwo jest pewne, to znaczy to nie mniej i nie więcej, że jakiś> człowiek specjalnie, ażeby udowodnić prawdopodobieństwo wykonał nieskończoną ilość identycznych próbMylisz matematykę z fizyką, a w dodatku generalnie w temacie się mylisz. Prawdopodobieństwo to koncepcja intelektualna, która może być zastosowana do opisu rzeczywistości. Używa się wtedy, kiedy nie mamy wszystkich potrzebnych danych i możemy zgadywać "w lepszy sposób". Możemy się założyć o 100zł, że rzucona w kontrolowanych warunkach moneta nie stanie na krawędzi. Jeżeli stanie to wygrałeś! Poszedł byś na taki zakład? Pewnie nie, bo ty też stosujesz rachunek prawdopodobieństwa, ale najczęściej nieświadomie. > Nie piszę oczywiście o jakichś bzdurach z wikipediiA ja myślę, że w twoim przypadku przeczytanie kilku akapitów z wikipedii mogło by być bardzo rozwijające > nadzieję, że będą Państwo mieli dobrą zabawęO tak! Naprawdę czytałem temat z dużym uśmiechem  Prawdopodobieństwo i statystyka to bardzo ciekawe działy. Jeżeli zmierzy się wzrost dzieci w zerówkach, penisy panów w dowolnej populacji, czy cokolwiek o wartości ciągłej, to przy dużej liczbie danych dostajemy krzywą gaussa. W przybliżeniu, bo zawsze liczba danych jest skończona. Im więcej liczb ludzie uwzględniają, tym bardziej krzywa rozkładu zbliża się do gaussa. Tak po prostu jest i nie trzeba wcale tego udowadniać żadnym "nieskończonym pomiarem". Wymaganie doświadczalnego, jednoznacznego potwierdzenia rozkładu jest absurdem - na podstawie statystyki mówimy tylko o szansie, a ona sama jest modelowaniem rzeczywistości. Jeszcze raz polecam przeczytanie ze zrozumieniem artykułów chociażby na wiki.
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
 | 1 na 1 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >>na wszystko jest 50% szans. >:D na wylosowanie asa pik z talii 52 kart i wygraną w jutrzejszym totku też... hm, no sam nie wiem!
E tam. Przedmówca oczywiście ma rację, w przypadku wygranej w totka szanse dzielą się po połowie: albo wygrasz, albo nie wygrasz...
|
|
|  | | Kuba Śruba (3184 punktów) | > E tam. Przedmówca oczywiście ma rację, w przypadku wygranej w totka szanse dzielą się po połowie: albo wygrasz, albo nie wygrasz...No racja: wyciągniesz asa albo nie! 
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) | Autor wątku ma chyba skojarzenie, którego nie potrafi właściwie nazwać i zinterpretować. Z jego chaotycznego opisu wynika, że chodzi mu o szczególny przypadek (dwa możliwe rezultaty) kategorii zdarzeń, o których własnościach nic nie wiemy - potrafimy jedynie zidentyfikować samo zdarzenie (wyodrębnić je z rzeczywistości) i jego możliwe skutki. Prawdopodobieństwa zajścia poszczególnych rezultatów (zdarzeń elementarnych) takiego zdarzenia (losowego) zawsze są sobie równe. W przypadku dwóch możliwych rezultatów (np. zajdzie A lub nie zajdzie A) ich prawdopodobieństwa będą więc po 0,5 (50%). Przykładem takiego zdarzenia losowego, o którym mamy "wiedzę zerową" jest wzorcowy rzut kostką.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kuba Śruba (3184 punktów) | >Prawdopodobieństwa zajścia poszczególnych rezultatów (zdarzeń elementarnych) takiego zdarzenia (losowego) zawsze są sobie równe. W przypadku dwóch możliwych rezultatów (np. zajdzie A lub nie zajdzie A) ich prawdopodobieństwa będą więc po 0,5 (50%). >Przykładem takiego zdarzenia losowego, o którym mamy "wiedzę zerową" jest wzorcowy rzut kostką. Jeżeli rzucam kością obstawiając, że wypadnie szóstka, to mamy do rozpatrzenia 6 możliwych zdarzeń elementarnych i p-stwo, że wygram wynosi 1/6. Wydaje mi się, że autor wątku: - nie rozumie pojęcia zdarzenia elementarnego i podstaw rachunku p-stwa, pisze np.: >W tamtym wątku było to podane w formie meczu i ktoś tam napisał coś o wygranej, remisie i porażce, ale nie było to właściwe - albo ktoś wygrywa, albo nie - remis to nie jest wygrana - nie zdaje sobie sprawy, że p-stwo polega na modelowaniu rzeczywistości. W rzucie 5cio złotówką p-stwo reszki wynosi przykładowo 50,5%, teoretycznie można by je wyliczyć analizując kształt i rozkład masy monety - "nie wierzy" w rachunek p-stwa, na który dowodem są krociowe zyski kasyn i plaga salonów gier (hot-spotów) >Chodzi mi o konkretny dowód doświadczalny - tak żeby mieć pewność, że rzeczywiście matematyczne wzorki nie są głupotą, którą sobie ktoś kiedyś wypisał.
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
| | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >>Prawdopodobieństwa zajścia poszczególnych rezultatów (zdarzeń elementarnych) takiego zdarzenia (losowego) zawsze są sobie równe. W przypadku dwóch możliwych rezultatów (np. zajdzie A lub nie zajdzie A) ich prawdopodobieństwa będą więc po 0,5 (50%). >>Przykładem takiego zdarzenia losowego, o którym mamy "wiedzę zerową" jest wzorcowy rzut kostką. >Jeżeli rzucam kością obstawiając, że wypadnie szóstka, to mamy do rozpatrzenia 6 możliwych zdarzeń elementarnych i p-stwo, że wygram wynosi 1/6.
Obaj stwierdziliśmy to samo, ale dla różnych poziomów ogólności. Ty opisałeś szczególny przypadek zdarzenia, o którym mamy "wiedzę zerową", a ja uogólnienie dla tej klasy zdarzeń. Warunkiem poprawności naszego rozumowania (równe prawdopodobieństwa) jest ograniczenie naszej wiedzy o zdarzeniu do jego wyodrębnienia z rzeczywistości (identyfikacja) i ilości możliwych jego rezultatów. Wzrost naszej wiedzy (informacji) o zdarzeniu skutkuje "załamaniem się" równości prawdopodobieństw jego rezultatów.
Autor wątku faktycznie niewiele sobie uświadamia - nie potafi ziterpretować sedna swojego niepokoju poznawczego. Inaczej mówiąc, ma przeczucie. Wydaje mi się, że podstawowym problemem jest tu niewłaściwe przedstawianie praźródeł rachunku prawdopodobieństwa w procesie nauczania, a dokładniej brak pokazania jego empirycznych korzeni. Bez tego ludziom może się wydawać, że założenia rachunku prawdopodobieństwa są wzięte "z sufitu" - ktoś sobie coś wymyślił i każe im w to "wierzyć", ponieważ nie przedstawia pełnego toku rozumowania pokazującego drogę od empirii do probabilistyki. Brak wyjaśnienia w jaki sposób obserwacja rzeczywistości prowadzi to danej koncepcji teoretycznej (abstrakcyjnej) to częsty powód różnych "wątpliwości".
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | 2 na 2 | webmaster (moderator) | > Mylisz matematykę z fizyką, a w dodatku generalnie w temacie się mylisz.Nie wiem czy to nie nadwyręży budżetu, ale jedyne 6.93 z vat dzieli autora wątku od napisania czegoś z sensem..
|
|
|  | | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Nie wiem czy to nie nadwyręży budżetu, ale jedyne 6.93 z vat dzieli autora wątku od napisania czegoś z sensem..Hahaha, no pewnie, "nie od razu Rzym zbudowano" - cytat chyba z piosenki Morcheeby 
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Prawdopodobieństwo to niestety kolejne słowo, które weszło do użytku potocznego. Zwykło się nim określać rzeczy, co do których nie można wnioskować ze względu na ograniczone wiadomości.
"Prawdopodobnie" jest kolejnym "Proszę się złapać za ręce i powtarzać imię zmarłego". Tudzież "Widzę w kuli".
A najgorsze jest to, że ludzie nie widzą absolutnie niczego dziwnego w tym wszystkim. O prawdopodobieństwie można mówić, kiedy mamy do czynienia z jakimś z grubsza losowym zdarzeniem - ot ta nieszczęsna moneta.
Miesza się ludziom - kiedyś "kłóciłem" się ze znajomym, że ja, który gram w totolotka po raz pierwszy mam taką samą szansę wygrania w tym losowaniu jak on, który gra dziesięć lat. Jemu się zdawało, że to się kumuluje w jakiś magiczny sposób, ale w prosty sposób pokazałem mu, jak bardzo się mylił - poszliśmy kupić losy, po czym zaznaczyłem te same liczby co on i zapytałem raz jeszcze który z nas ma większe szanse na wygraną.
|
|
3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Nie piszę oczywiście o jakichś bzdurach z wikipedii
Prawdopodobieństwo natrafienia na fałszywą informację na wikipedii i w Encyclopedia Britannica jest podobno zbliżone. Nie, nie wynosi ono 50%.
Swoją drogą nie uważałam na statystyce i zdałam ją na ściągach (teraz się mogę przyznać, co mi zrobią) a jednak jak Cię czytam to mi się włos jeży, bo coś tam jednak wsiąkło na tych wykładach i za chiny ludowe nie chce się zgadzać z Twoimi wykładami. A taka jestem przewrotna, że wierzę w te uniwersyteckie a nie w Twoje.
Za każdym razem kiedy piszesz cokolwiek o prawdopodobieństwie, używasz słowa którego znaczenia nie rozumiesz. Tym słowem jest "prawdopodobieństwo".
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
2 na 2 | dstr (1474 punktów) | Potrzebuję odrobinę rozrywki, więc...
>Skoro prawdopodobieństwo jest powszechnie uważane za zasadne, czyli w myśl ludzkich reguł - prawdopodobieństwo jest pewne, to znaczy to nie mniej i nie więcej, że jakiś człowiek specjalnie, ażeby udowodnić prawdopodobieństwo wykonał nieskończoną ilość identycznych prób (jakiegoś zjawiska, sytuacji, czegoś co można opisać statystycznie, a potem coś z tego wnioskować/wróżyć).
eee... Nie. Można zrobić kilka prób i sprawdzić, jakie byłoby prawdopodobieństwo uzyskanego rezultatu przy założeniu prawdopodobieństwa 50% (albo jakiegoś innego).
Jeżeli uzyskamy odsetek poniżej 35% przy 4 próbach np. odsetek orłów przy rzutach monetą, to możemy powiedzieć, że ten rezultat przy idealnej monecie (orzeł 50%) zdarzałby się często (prawdopodobieństwo 15,625%). Jeżeli jednak rzucimy monetą 100 razy i uzyskamy odsetek poniżej 35%, to należy powiedzieć, że ten rezultat przy idealnej monecie byłby bardzo rzadko spotykany (prawdopodobieństwo poniżej 0,2% - policzone w biegu, więc proszę o sprawdzenie). Przy 1000 prób z monetą wynik poniżej 35% zdarzałby się niezwykle rzadko, z prawdopodobieństwem równym w przybliżeniu 0%.
Podsumowując: - przy 4 próbach nie mamy żadnych przesłanek, by twierdzić, że moneta jest "fałszywa", bez względu na wynik - przy 100 próbach mamy mocne przesłanki, by twierdzić, że moneta jest "fałszywa", jeżeli rezultat znacząco odbiega od 50% (np. przy 35%) - przy 1000 próbach i 35% orłach każdy niezawisły i rozsądny sąd powinien orzec, że moneta jest "fałszywa"
>Mogę pozwolić sobie na nazwanie tego aksjomatem, ponieważ nieskończoność na pewno nie jest równa nieskończoności co można udowdonić w prosty sposób: wystarczy sobie do jednej z tych nieskończoności dorzucić jakiś dodatkowy element, no a wtedy ta nieskończoność będzie większa od tej drugiej, czyli mamy sprzeczność, bo nieskończoność nie może być większa od samej siebie, nawet jeśli ta druga nieskończoność ma o jeden element więcej, co w zasadzie nic jej nie daje, bo skoro jest nieskończona to powielona nieskończoną ilość razy i tak będzie miała wszystkie elementy, które może mieć.
Nie, to ta sama nieskończoność. Liczby naturalne bez 0 i liczby naturalne z 0 włącznie to ta sama nieskończoność, bo liczyby naturalne bez 0 zmniejszone o 1 to liczby naturalne z 0 włącznie.
>Rozwijając to dalej w kolejnym akapicie - to że coś się wprost wydarzy zawsze ma 50% szans, >ponieważ (co w tamtym wątku, którego już tutaj na racjonaliście nie ma, było po prostu źle >wypowiedziane) to założone "coś" może się wydarzyć - albo nie.
Dzisaj Ci wyrośnie róg na głowie, albo nie. 50% : 50% Jutro Ci wyrośnie róg na głowie, albo nie. 50% : 50% Pojutrze Ci wyrośnie róg na głowie, albo nie. 50% : 50% Za 3 dni Ci wyrośnie róg na głowie, albo nie. 50% : 50% Za 4 dni Ci wyrośnie róg na głowie, albo nie. 50% : 50% ...
Dzisaj Ci wyrośnie róg na tyłku, albo nie. 50% : 50% Jutro Ci wyrośnie róg na tyłku, albo nie. 50% : 50% Pojutrze Ci wyrośnie róg na tyłku, albo nie. 50% : 50% Za 3 dni Ci wyrośnie róg na tyłku, albo nie. 50% : 50% Za 4 dni Ci wyrośnie róg na tyłku, albo nie. 50% : 50% ...
Dzisaj Ci wyrosną 2 rogi na głowie, albo nie. 50% : 50% Jutro Ci wyrosną 2 rogi na głowie, albo nie. 50% : 50% Pojutrze Ci wyrosną 2 rogi na głowie, albo nie. 50% : 50% Za 3 dni Ci wyrosną 2 rogi na głowie, albo nie. 50% : 50% Za 4 dni Ci wyrosną 2 rogi na głowie, albo nie. 50% : 50% ...
>Żeby zrozumieć ten wątek i nie wyjść na totalnego głupca, rzeczywiście trzeba być racjonalistą, mam nadzieję, że będą Państwo mieli dobrą zabawę i mi Państwo dostarczą odpowiedzi.
Rozumiem Cię, biedny człowieku, ale wątpię, bym mógł Ci bardziej pomóc...
|
|
-2 na 2 | RacjonalizmToPech (-6 punktów) | Moje przypuszczenie co do tego, że się nie zrozumiemy było słuszne, chociaż niewypowiedziane tutaj - publicznie.
Skąd przy modelowaniu rzeczywistości wiadomo, że nie nadejdzie moment kiedy każdy test praktyczny zakończy się odzwierciedleniem najmniej przewidywanego warunku? Nie wiadomo, więc prawdopodobieństwo równe jest naukowej niepewności.
Nigdy nie napisałem, że fakt tego 50-procentowego prawdopodobieństwa obliguje mnie do zakładania się z kimkolwiek o cokolwiek, po prostu szansa na wygraną w Lotto - kiedy nawet nie kupimy losu jest jednoznaczna - wygram albo nie wygram, są to dwie możliwości równie prawdopodobne i nie ma żadnej zasady, która to opisze w taki sposób, że będzie to można przyjąć za pewność. To znaczy, że większość ludzi wypowie się w ten sposób -> nie wygrasz w Lotto, jeśli nie kupisz losu, ale nikt nie może tego zagwarantować, że istotnie nie wygram jeśli losu nie kupię, nie istnieje taki algorytm, ani program, ani jakakolwiek krzywa, która da mi 100% pewności, że nie wygram jeśli nie kupię losu. I to akurat da się udowodnić, ponieważ ciekawi mnie jak taki algorytm bądź program czy krzywa przedstawi mi gwarancję tej 100% pewności. Owszem każdy może powiedzieć, że nie wygram, natomiast nikt nie powie mi skąd ma 100% pewności, że nie wygram.
A co do wikipedii to napiszę taką rzecz - osoby, które mają pracę, zwłaszcza pracę naukową na uniwersytecie albo badawczą w laboratoriach - nie tworzą artykułów na wikipedii. Na wikipedii udzielają się osoby, które w 90% po prostu przeinaczają słówka, które znajdują w przedawnionych materiałach. Nie sądzę, żeby ktokolwiek kto pisze na wikipedii artykuły zmarnował dostatecznie dużą ilość czasu na konfrontację ostatecznej wersji artykułu z najświeższymi publikacjami naukowymi albo z prospektami dostępnymi wyłącznie na terenie niektórych państw, gdzie niełatwo je odnaleźć albo wykorzystać. Innymi słowy z internetu korzystają dwa typy ludzi: debile (mają kiepską pracę albo w ogóle jej nie mają co za tym idzie nie grzeszą nadmiarem wiedzy [bo szkoda tutaj rozmawiać o inteligencji {inteligencja!=wiedza, wiedzę można nabyć |nie dosłownie|, a inteligencję trzeba mieć od narodzin}]) oraz konciści (np. ja [koncista = osoba, która zarobiła raz pieniądze albo je ukradła, wpłaciła na konta oszczędnościowe w różnych bankach, a teraz żyje z odsetek]). Oczywiście badacze ściśle naukowi także korzystają z internetu, ale zwykle w formie lokalnego LAN-u, żeby przesyłać ogromne ilości danych naukowych między serwerami do obliczeń. Ale po co ta wiedza? Tylko po to, żeby ostatecznie napisać - wikipedia w żadnym razie nie jest miejscem, gdzie można znaleźć wiarygodne informacje.
No to dlaczego pytam Państwa o tego typu rzeczy? Ponieważ publikacje nie mają charakteru powiązanego z przemyślaniami, nie wiem z nich (a naprawdę przejrzałem ich stosy olbrzymie, czasem tłumaczyłem je z języków, których nie było nawet [sic] w ogólnie i nieogólnie dostępnych źródłach). A skoro nie mają takiego charakteru to wolę skonfrontować Państwa opinie ze sobą i potem wnioski porównać z tym co sam zgłębiam.
Przypominam też, że racjonalizm zobowiązuje do przynajmniej cząstkowej wiedzy na temat wieloznaczności wyrazów w języku polskim. Dlatego od razu ostrzegłem, że styl w jakim piszę będzie dla Państwa trudny do zrozumienia, więc przestrzegam raz jeszcze przed "wyjmowaniem" pewnych zwrotów z kontekstu całej wypowiedzi (to nie jest z mojej strony "chamskie" i "umyślne", że buduję zdania wielokrotnie złożone, po prostu mogę sobie na to pozwolić na forum, gdzie większość z Państwa nie skończyła nauki na poziomie żłobka).
To słowem konstatacji co do Państwa odpowiedzi nie powiązanych merytorycznie z całym tematem, o którym winna się mowa toczyć.
Ten wątek to odskocznia od statystyki, statystyka nie jest nauką o przewidywaniu, tylko "chłodnym", "wyrachowanym" stwierdzeniem pewnych zależności, bez wnioskowania futurystycznego. A ja całą dyskusję ukierunkowuję na prawdopodobieństwo, tak żeby powstało wyraźne rozgraniczenie tych dwóch pojęć. Statystyka jest wspaniała, admiruję ją i uwielbiam, ale nie pozwalam jej wchodzić do tego tematu na tym forum, niech sobie stąd idzie, naprawdę, zobaczymy się z nią w innym wątku, niech tutaj nie miesza. Koniec sarkazmu.
Bardzo dobrym przykładem co do krzywej Gaussa są giełdy i mini-giełdy. Oglądając wykresy spółek notowanych na "parkiecie" i jakoś je ze sobą uśredniając nie otrzymamy krzywej Gaussa. Przypatrzmy się dla przykładu takiej spółce o nazwie Lpp (dzięki, której przynależę do drugiego rodzaju osób korzystających z internetu [patrz wyżej]), która to spółka wyemitowała sporą ilość akcji w cenie 2 zł za sztukę w roku 2003 (we wcześniejszych latach także emitowała w tej cenie akcje), natomiast u progu roku 2007 cena jednej akcji wyniosła 2500 zł i uprzedzam od razu Państwa argumenty odnośnie reverse splitów - nic takiego nie miało miejsca! Ale znowuż weźmy na widły finansowe spółkę CEZ, która w czasach ostatnich spadków dała zarobić na sobie olbrzymie pieniądze dzięki odbiciom dołkowym, które też nie układają się w krzywą Gaussa. No a co za tym idzie jedno z najlepszych odzwierciedleń trendów społecznych (odzwierciedleniem tym jest właśnie giełda) nie jest kompatybilne z krzywą Gaussa, więc tego argumentu radzę już nie podnosić w tej dyskusji.
Chociaż rozumiem Państwa zamiłowanie do krzywej Gaussa, bo ona świetnie obrazuje chińską ekspansję przyrostową (to jak Chińczykom udało się rozmnożyć w takim tempie przy tak kiepskich do tego warunkach).
Jedyną motywacją moją do zastanawiania nad tym 50-procentowym prawdopodobieństwem jest to, że posiadam skąpą, ale jednak jakąś wiedzę na temat tego szalonego pomysło jakim jest symetria. A ta dzieli wszystko co istnieje we Wszechświecie na dwoje. Skoro jest jeden atom, to jest też drugi, który jest jego odbiciem tzw. S-atom. No ale tutaj też nie ma co bajdurzyć. Liczę na wiele odpowiedzi, ale proszę bez trollingu.
Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > Nigdy nie napisałem, że fakt tego 50-procentowego prawdopodobieństwa obliguje mnie do zakładania się z kimkolwiek o cokolwiek, po prostu szansa na wygraną w Lotto - kiedy nawet nie kupimy losu jest jednoznaczna - wygram albo nie wygram, są to dwie możliwości równie prawdopodobne [...] Ależ to kompletna bzdura jest. Wcale nie są równie prawdopodobne. Na jakiej podstawie tak uważasz? Po co się zajmujesz giełdą, jak lepiej grać w lotto? Prawdopodobieństwo, że nie wygrasz w dwóch kolejnych losowaniach powinno być według Ciebie 1/4, w trzech – 1/8. Jednak wygrywa na ogół tylko jeden gość, nie połowa graczy, prawda? A jak nie kupisz losu, masz 100% szanse, że nie wygrasz. > A co do wikipedii to napiszę taką rzecz - osoby, które mają pracę, zwłaszcza pracę naukową na uniwersytecie albo badawczą w laboratoriach - nie tworzą artykułów na wikipedii. Ja akurat wiem na pewno, że się mylisz. Znam parę takich osób. Nie masz pojęcia, co z nudów potrafią robić doktoranci. Słowo-klucz to prokrastynacja. > Bardzo dobrym przykładem co do krzywej Gaussa są giełdy i mini-giełdy [...] Bodaj w zeszłym roku byłem na seminarium jednego gościa, który zajmuje się modelowaniem giełdy. Chwalił się nawet, że udało mu się przewidzieć krach w 2007 a jego doktorantka dzięki temu nie straciła masy kasy, wycofując ją z akcji w odpowiednim momencie. Nic nie mówił o krzywych Gaussa. To nie jest takie proste. Pamiętam jedno: „Analiza techniczna to są przysłowia ludowe”  Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
-3 na 3 | RacjonalizmToPech (-6 punktów) | "Nie - nie mamy sprzeczności, bo różnych nieskończoności jest więcej niż jedna - np. x<2x"
Tak jest tylko w przypadku kiedy obliczymy granicę, natomiast nieskończoność nie ma granicy, nie można znaleźć takiego x, który będzie największy, więc niestety nadal ta sprzeczność występuje.
Przed momentem, kiedy kończyłem edycję filmu, od którego wszystko się zaczęło napadła mnie myśl, że skoro wszyscy mi matematycznie gwarzą to znaczy, że matematyka jest rozpaczliwym wołaniem o harmonię, a przecież wiadomym jest, że Wszechświat i wszechrzecz są tworami entropicznymi - dążą do nieuporządkowania, co oczywiście nie ma nic do symetrii, natomiast do harmonii na pewno.
Aha i odnośnie teorii 50-procentowej - ja nie aprobuję jej ani nie bronię, badam podstawy jej słuszności i w świetle Państwa opinii istotnie ta teoria 50-procentowego prawdopodobieństwa "ma ręce i nogi". Cóż, czas pokaże.
A nawet nie, znalazłem coś pokrewnego do tej połowowej (połowiczną jej nie nazwę) teorii, podobno ludzie nie żyją dłużej, bo nauka wynajduje coraz to nowe metody leczenia, żyliby dłużej i tak dzięki ewolucji. Osobiście uważam, że to stwierdzenie ma kruche podstawy, nie można zbadać czy ktoś umarłby na raka gdyby nie miał skutecznej chemii (chemioterapii, która okazała się skuteczna).
Wybaczcie Państwo, że każę Państwu tyle myśleć, ale sam nieustannie męczę mój umysł różnymi gestiami, więc z Państwa pomocą trochę się odciążę.
|
|
2 na 2 | Marian (5438 punktów) | Ojej. Następny „humanista”. To, czego szukasz nazywa się prawem wielkich liczb. To są tzw. twierdzenia graniczne (słowo-klucz). Prawdopodobieństwo działa. Opiera się na nim całe Las Vegas. Każda gra hazardowa jest tak ustawiona, że prawdopodobieństwo wygranej krupiera jest nieznacznie większe od 50%. W ten sposób gracz może mieć pozór, że gra jest sprawiedliwa i może nawet wygrywać przez pewien czas, ale przy dostatecznej liczbie gier, kasyno zawsze zarabia na siebie. > Kiedyś widziałem tutaj na forum wątek, gdzie jakiś człowiek coś tam pisał o tym, że na wszystko jest 50% szans. Bzdura, na wyrzucenie jedynki na kostce jest 1/6. > Mogę pozwolić sobie na nazwanie tego aksjomatem, ponieważ nieskończoność na pewno nie jest równa nieskończoności co można udowdonić w prosty sposób: wystarczy sobie do jednej z tych nieskończoności dorzucić jakiś dodatkowy element, no a wtedy ta nieskończoność będzie większa od tej drugiej, czyli mamy sprzeczność, bo nieskończoność nie może być większa od samej siebie Nie, będą dokładnie takie same. Wiesz, że liczb jest dwa razy tyle, ile liczb? Liczb parzystych jest tyle samo, co całkowitych. Rachunek kardynalny to nie taka prosta sprawa, jak się wydaje. Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
 | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Rozmawiasz z człowiekiem, który nie potrafi się dostosować do odpowiadania konkretnemu dyskutantowi, tylko "wali" odpowiedź sam sobie. Czego oczekujesz?
Pozdrawiam
No cóż. Wszyscy próbujemy coś wyrazić. Niekoniecznie to, o czym myślimy, że próbujemy to wyrazić.
|
|
|  | 5 na 5 | Marian (5438 punktów) | > Rozmawiasz z człowiekiem, który nie potrafi się dostosować do odpowiadania konkretnemu dyskutantowi, tylko "wali" odpowiedź sam sobie. Czego oczekujesz? Nie wiem. Mam taką dziwną reakcję. Ktoś się myli w Internecie!   Źródło: xkcd.com/386 Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
| Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Rozwijając to dalej w kolejnym akapicie - to że coś się wprost wydarzy zawsze ma 50% szans, ponieważ (co w tamtym wątku, którego już tutaj na racjonaliście nie ma, było po prostu źle wypowiedziane) to założone "coś" może się wydarzyć - albo nie.
Tak? Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś poda akurat liczbę 5 wybierając z liczb [7,10]?
Dalej matematyczna kombinatoryka i prawdopodobieństwo z niej wynikające to po prostu zakładanie możliwych do wystąpienia zdarzeń. Te wzory stosuje się w fizyce kwantowej i dzięki prawdopodobieństwu wylicza właśnie różne ciekawe rzeczy.
W przypadku stosowania prawdopodobieństwa w życiu codziennym. Pewne eksperymenty socjologiczne powtarzane w niedużych odstępach czasu na podobnych badanych przynoszą zbliżone rozwiązania. Takie prawdopodobieństwo to próba właśnie matematyzowania świata.
>I teraz moje pytanie jest takie - czy ktoś z Państwa jest w stanie umieścić tutaj w temacie tytuł publikacji razem z opisem każdej z nieskończonej ilości prób, która to publikacja dowodzi zasadności prawdopodobieństwa?
Jakiego prawdopodobieństwa? Przecież są miliardy filozoficznych teorii na ten temat. To jak studnia bez dna.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| RacjonalizmToPech (-6 punktów) | Dawno nie odpowiadałem w stworzonym przez samego siebie temacie, jednak już to robię.
Problemem nie są liczby kardynalne czy też twierdzenia graniczne, ponieważ nadal dowód prawdopodobieństwa jest tylko hipotetyczny, przy aksjomatach dostosowanych tak, żeby to się matematycznie zgadzało, natomiast w życiu, czyli fizycznie nadal nikt prawdopodobieństwa nie potwierdził. Co więcej, Państwo mają (bez urazy) ograniczony do matematycznych aksjomatów punkt widzenia. Każda sytuacja, rzecz, stan, generalnie wszystko co istnieje i nie istnieje składa się z dwóch cech: 1 (jest) lub 0 (nie ma). I na tej podstawie opiera się podane przez tamtego wspomnianego na samym początku człowieka z forum - założenie. Mianowicie, że skoro wszystko może być bądź też wszystkiego może nie być, to logicznym jest, że w oczekiwaniu na wszystko, właśnie owo pojawi się albo nie pojawi się. Więc nie ma racji ten kto rozgranicza to na proporcje, ponieważ statystyka podpowiada mu czego ma "statystycznie" oczekiwać, nie, nie, rację ma ów, który uważa, że to co się wydarzy jest równe co do wystąpienia i ma się w stosunku 1:1. Jeśli nadmanganian potasu zmieszany z glinem pali się gorzej w proporcji 1:1 niż w proporcji 2:1 to wcale nie znaczy, że nie istnieje proporcja, która da efekt lepszy od 2:1, a potem że nie istnieje od niej lepsza proporcja, w związku z czym zawsze będzie istniała lepsza proporcja, dopóki nie osiągniemy minimalnej części, na którą można podzielić obydwa składniki chemiczne (kiedyś się to stanie). Natomiast w prawdopodobieństwie niestety tak łatwo nie ma, tutaj z jednej i drugiej strony jest nieskończoność, więc nasze przewidywanie dotyczy próby "potocznej", czyli takiej która w większości przypadków z minimalnym rozstrzałem się powtórzyła, natomiast nie gwarantuje i nie daje komukolwiek zapewnienia, że w jakiejś tam próbie nie pojawi się ciąg zdarzeń całkowicie nieprzewidywanych.
A jeśli chodzi o to, że ktoś myli się w Internecie, to w normalnym życiu też ktoś się myli. Nawet przyroda pomyliła się tworząc niektóre gatunki, dlatego jak widzimy nawet wydawało by się nieśmiertelne ewolucyjnie krokodyle powoli giną.
W kwestii kostki to mamy interesujący przykład, zwyczajowo jeśli ktoś stwierdzi, że na kostce wypadnie 1 LUB 2 no to zwiększa swoje szanse, ponieważ może wypaść 1, albo 2, albo 1 i 2, czyli trzy możliwości na sześć, więc ma już 50% matematycznego prawdopodobieństwa na wygraną. Natomiast o ile dobrze zrozumiałem teorię propagowaną przez czytelnika, od którego ją zapożyczyłem to w przypadku obstawienia 1 LUB 2 mamy tak naprawdę sytuację, gdzie występuje pytanie czy alternatywa 1 LUB 2 wystąpi czy też nie wystąpi (1:1). Sytuacja może prezentować się bardziej skomplikowanie kiedy mamy całe zdanie logiczne typu wypadnie 1 LUB 2 LUB 1 i 3. Wtedy normalne prawdopodobieństwo nam się zwiększa, a prawdopodobieństwo z teorii 50-procentowej pozostaje na tym samym poziomie, bo albo zdanie powyższe jest prawdziwe, albo jest fałszywe.
A jeśli chodzi o kasyna to przypominam, że one nie są plombowane, więc właściciel tworzy własne prawdopodobieństwo, gdzie na sto procent zarobi kasyno. Pytanie dlaczego od czasu do czasu ktoś zarabia krocie w Las Vegas? Ponieważ marketing to już teraz nowe życie, niektórych ludzi.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|