Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samobójstwo (ale nie eutanazja!)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-06-2008 01:05enfant (64444 punktów)Samobójstwo (ale nie eutanazja!)
   1) Sens samobójstwa.

   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?
   Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?

   2) Samobójstwo a eutanazja.

   Czy trzeba leżeć w łożku i bezmyślnie patrzeć w sufit, żeby prawdą było, że się wegetuje, zamiast żyć?
   Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny beznadziejnie chorych?

   3) Samobójstwo a wolność.

   Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go, w imię swojej wolności i samowładczości?

   4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.

   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwko samobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Kurczewski (2471 punktów)
1) Każde działanie może mieć sens. W określonych warunkach nawet chrześcijanie mówią o "błogosławionej winie". Jeśli uznajemy że jednostka ma prawo decydować o sobie to ma prawo dokonywać wszelkich wyborów, również tych granicznych.

2) Dziwnie formułujesz pytania, w sposób z góry sugerujący określona odpowiedź. Szukasz potwierdzenia czy akceptacji jakichś przemyśleń ? Każdemu decydującemu się na ten krok musi się chyba wydawać że to JEGO ból jest zupełnie i absolutnie nie do zniesienia. Czy słusznie ? Trudno ocenić- to kwestia jednostkowa, jedna z tych decyzji wobec których nikt oprócz samego "zainteresowanego" nie jest władny nie tylko decydować ale i oceniać, bo nikt oprócz niego nie ma wglądu w to, co dzieje się w jego mózgownicy.

3) Jeśli mówisz o moralnym prawie to wypadałoby zacząć od tego o jakiej moralności mamy mówić. W zależności od odpowiedzi na to pytanie otrzymasz różne odpowiedzi na swoje (czego pewnie nie trzeba Ci przypominać).

4) O jakim "usprawiedliwieniu" mówisz ? Wobec kogo/czego ? Jeśli uznajemy że jednostka- problem wraca jak czkawka przy okazji wszystkich tych "kontrowersyjnych" decyzji- może decydować o własnym losie tak długo, jak długo nie odbiera tego samego prawa innym. Jeśli uznajemy że ktokolwiek (bóstwo, społeczeństwo, kultura, naród) ma prawo do narzucenia jednostce swojej woli - wówczas można szukać usprawiedliwień bo wtedy rzeczywiście człowiek przekracza jakieś nadrzędne prawa, wkracza w kompetencje suwerena. Tak długo jak długo sam jest "wielkorządcą własnego oddechu" nie ma obowiązku usprawiedliwiać czegokolwiek. Może podjąć decyzję głupią w rozumieniu nas wszystkich- ale ma prawo być głupi.
enfant (64444 punktów)
>1) Każde działanie może mieć sens. W określonych warunkach nawet chrześcijanie mówią o "błogosławionej winie". Jeśli uznajemy że jednostka ma prawo decydować o sobie to ma prawo dokonywać wszelkich wyborów, również tych granicznych.

   Oczywiście, że ma prawo. Pytałem o sens. O to, czy samobójstwo może być racjonalne i czy można je uznać za dobre wyjście.

>2) Dziwnie formułujesz pytania, w sposób z góry sugerujący określona odpowiedź. Szukasz potwierdzenia czy akceptacji jakichś przemyśleń ?

   Przyjęło się, że samobójstwo jest złe, głupie i kropka. Musiałem formułować pytania prowokująco, żeby zaatakować i poluzować dogmat.

>Każdemu decydującemu się na ten krok musi się chyba wydawać że to JEGO ból jest zupełnie i absolutnie nie do zniesienia. Czy słusznie ? Trudno ocenić- to kwestia jednostkowa, jedna z tych decyzji wobec których nikt oprócz samego "zainteresowanego" nie jest władny nie tylko decydować ale i oceniać, bo nikt oprócz niego nie ma wglądu w to, co dzieje się w jego mózgownicy.

   OK, to jest konkretna odpowiedź.

>3) Jeśli mówisz o moralnym prawie to wypadałoby zacząć od tego o jakiej moralności mamy mówić. W zależności od odpowiedzi na to pytanie otrzymasz różne odpowiedzi na swoje (czego pewnie nie trzeba Ci przypominać).

   Chodzi mi oczywiście o uniwersalną, liberalną zasadę pełnej wolności poza przypadkiem szkodzenia innym. Czy czyjeś samobójstwo może być tak ciężkie dla jego rodziny i ewentualnych przyjaciół, że pasuje do wspomnianego wyjątku od wolności?

>4) O jakim "usprawiedliwieniu" mówisz ? Wobec kogo/czego ? Jeśli uznajemy że jednostka- problem wraca jak czkawka przy okazji wszystkich tych "kontrowersyjnych" decyzji- może decydować o własnym losie tak długo, jak długo nie odbiera tego samego prawa innym. Jeśli uznajemy że ktokolwiek (bóstwo, społeczeństwo, kultura, naród) ma prawo do narzucenia jednostce swojej woli - wówczas można szukać usprawiedliwień bo wtedy rzeczywiście człowiek przekracza jakieś nadrzędne prawa, wkracza w kompetencje suwerena.

   No wiadomo, że w tym pytaniu chodzi o rozsądek. Mamy jedno życie, więc rozsądnie jest je wykorzystać jak najlepiej. I teraz, czy z tego punktu widzenia wynika, że samobójstwo jest niewyobrażalnie głupie? Czy też liche wykorzystanie dotychczasowych lat 'usprawiedliwia' (jako rozsądne) autodestrukcyjne dążenia jednostki?

>Tak długo jak długo sam jest "wielkorządcą własnego oddechu" nie ma obowiązku usprawiedliwiać czegokolwiek. Może podjąć decyzję głupią w rozumieniu nas wszystkich- ale ma prawo być głupi.

   No i właśnie chodzi o to, czy ta decyzja była by głupia. Chodzi o 'usprawiedliwienie' względem zdrowego rozsądku.


-?-
Kurczewski (2471 punktów)
Mam wrażenie że doszukiwanie się "sensu" w każdym działaniu człowieka jest... pozbawione sensu. Już tłumaczę. Nasze postępowanie jest zawsze i w każdej sytuacji składową czynników racjonalnych i takich które umownie możemy nazwać irracjonalnymi (oczywiście cały ten podział jest strasznym uproszczeniem ale na potrzeby rozpoczęcia naszej dyskusji powinien wystarczyć).

Zakochujemy się. Obrażamy. Wściekamy. Malujemy ściany na takie a nie inne kolory. Nigdy nie jest to efekt czystej spekulacji rozumowej- zawsze sporą rolę odgrywają predyspozycje psychiczne, nastrój, stan zdrowia i wiele, wiele innych czynników pozostających poza kontrolą naszego rozumu. Pozostaje on naszym najpotężniejszym i najdoskonalszym narzędziem ale nie jest jedynym, co więcej- nie jest tak że jego działanie jest niezależne od owych irracjonalnych czynników. Skoro tak, to próba przesądzenia czy decyzja o samobójstwie jest "mądra" czy "głupia" z punktu widzenia "zdrowego rozsądku", "rozumu" czy "logiki" jest z punktu skazana na niepowodzenie czy raczej- niebezpiecznie zatrąca o laboratoryjny idealizm.

Ostateczną konsekwencją wolności w tym przypadku jest odrzucenie ograniczenia o "nieszkodzeniu innym" jako jednej z reguł współżycia- ważnej, ale nie obowiązującej tych, którzy świadomie i dobrowolnie chcą z owego współżycia zrezygnować. Jeśli odrzucam życie- tym samym odrzucam reguły wiążące żyjących. Przestając być członkiem zbiorowości przestaję podlegać jej prawom. Gdybym nie miał prawa do tego rodzaju rezygnacji mielibyśmy do czynienia z tyranią grupy i - było nie było- zaprzeczeniem wolności.
enfant (64444 punktów)
>Mam wrażenie że doszukiwanie się "sensu" w każdym działaniu człowieka jest... pozbawione sensu. Już tłumaczę. Nasze postępowanie jest zawsze i w każdej sytuacji składową czynników racjonalnych i takich które umownie możemy nazwać irracjonalnymi (oczywiście cały ten podział jest strasznym uproszczeniem ale na potrzeby rozpoczęcia naszej dyskusji powinien wystarczyć).

   Hmmm. OK, przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

>Zakochujemy się. Obrażamy. Wściekamy. Malujemy ściany na takie a nie inne kolory. Nigdy nie jest to efekt czystej spekulacji rozumowej- zawsze sporą rolę odgrywają predyspozycje psychiczne, nastrój, stan zdrowia i wiele, wiele innych czynników pozostających poza kontrolą naszego rozumu.

   OK. To są zachowania irracjonalne (poza sferą racjonalną), choć niektóre z nich napędzane racjonalnym, naturalnym porządkiem (wiadomo czego chcą geny od naszej miłości).
   Jednak ja, wspominając racjonalizm, miałem na myśli to, czy samobójstwo - odebranie samemu sobie siebie - jest antyracjonalne, głupie, błędne.

>Pozostaje on naszym najpotężniejszym i najdoskonalszym narzędziem ale nie jest jedynym, co więcej- nie jest tak że jego działanie jest niezależne od owych irracjonalnych czynników. Skoro tak, to próba przesądzenia czy decyzja o samobójstwie jest "mądra" czy "głupia" z punktu widzenia "zdrowego rozsądku", "rozumu" czy "logiki" jest z punktu skazana na niepowodzenie czy raczej- niebezpiecznie zatrąca o laboratoryjny idealizm.

   Super, i to jest konkretna odpowiedź na to pytanie.
   Nie atakowałbym jednak samego pytania, ponieważ lwia większość ludzi uważa, że właśnie możemy ocenić wziąć samobójstwo do racjonalnej menzurki i negatywnie ocenić odczyn. Nie byłoby twojej odmiennej od większości odpowiedzi, gdyby nie to pytanie.

>Ostateczną konsekwencją wolności w tym przypadku jest odrzucenie ograniczenia o "nieszkodzeniu innym" jako jednej z reguł współżycia- ważnej, ale nie obowiązującej tych, którzy świadomie i dobrowolnie chcą z owego współżycia zrezygnować. Jeśli odrzucam życie- tym samym odrzucam reguły wiążące żyjących. Przestając być członkiem zbiorowości przestaję podlegać jej prawom. Gdybym nie miał prawa do tego rodzaju rezygnacji mielibyśmy do czynienia z tyranią grupy i - było nie było- zaprzeczeniem wolności.

   Hmmm.
   Ale bliskich zranisz samobójstwem, czy chcesz, czy nie. Nie możesz od tego uciec. Wybierając samobójstwo, wybierasz też ich cierpienie, a nie odcinasz się z konieczności wyboru.


-?-
28-06-2008 01:46 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
>   Jednak ja, wspominając racjonalizm, miałem na myśli to, czy samobójstwo - odebranie samemu sobie siebie - jest antyracjonalne, głupie, błędne.

Bez pełnej wiedzy o każdym konkretnym przypadku nie jest możliwe udzielenie odpowiedzi. Z pewnością MOŻE być głupie i błędne (jak głupia i błędna może być właściwie każda decyzja)- jak sądzę może być również czymś niegłupim i zasadnym, ale rozstrzygnięcie o tym każdorazowo zależy od sytuacji.

>   Nie atakowałbym jednak samego pytania, ponieważ lwia większość ludzi uważa, że właśnie możemy ocenić wziąć samobójstwo do racjonalnej menzurki i negatywnie ocenić odczyn. Nie byłoby twojej odmiennej od większości odpowiedzi, gdyby nie to pytanie.

Wiesz- w ogóle jako ludzie lubujemy się w udzielaniu innym nauk jak powinni a jak nie powinni postępować, często ubierając swoje własne rady w szatki ideologii które uznajemy za słuszne (czy będzie to racjonalizm czy etyka chrześcijańska). Tu mamy akurat przypadek zachowania skrajnego ale nie sądzę żeby akurat z tego powodu miał być on potraktowany

>   Ale bliskich zranisz samobójstwem, czy chcesz, czy nie. Nie możesz od tego uciec. Wybierając samobójstwo, wybierasz też ich cierpienie, a nie odcinasz się z konieczności wyboru.

W pewien sposób- tak, pytanie tylko jak daleko można rozciągać nakaz odpowiedzialności za uczucia innych. Czy wolno - w imię własnego dobrego samopoczucia- zmuszać do życia osobę która żyć nie chce, bo nas "zrani" jej śmierć ? To przecież uprzedmiotowienie, podporządkowanie kwestii cudzego życia lub śmierci własnym uczuciom (uczucia ewentualnego desperata w ogóle nie są brane pod uwagę). Ogłaszając że jestem ateistą, wybierając zawód inny niż wymarzony przez rodziców czy biorąc na partnera życiowego "nieodpowiednią" osobę równie często "wybiera się" cierpienie części rodziny. Mimo to uciekanie od tego rodzaju wyboru określa się zwykle mianem konformizmu dość niskich lotów. W ostatecznym rachunku jeśli uznajemy że to jednostka obdarzona jest wolnością, tym samym godzimy się z tym, że owa jednostka i tylko ona będzie ponosić odpowiedzialność za własne czyny, bez przenoszenie jej na otoczenie.
28-06-2008 11:59 
 Ocena 1 na 1
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Ogłaszając że jestem ateistą, wybierając zawód inny niż wymarzony przez rodziców czy biorąc na partnera życiowego "nieodpowiednią" osobę równie często "wybiera się" cierpienie części rodziny.

Uważam, że słowo cierpienie jest nieodpowiednie. Wszak nie przyjmując poglądów religijnych rodziców, wybierając inną pracę niż by chcieli i wiążąc się z "nieodpowiednią" osobą jedynie negujemy/odrzucamy swego rodzaju ambicje, ba nawet zachcianki rodziców. W przypadku samobójstwa w grę wchodzą znacznie ważniejsze uczucia/emocje niż nie zaspokojenie ambicji rodziny.

Według mnie samobójstwo nie może być racjonalne, gdyż racjonalizm rozumiem między innymi jako umiejętność chłodnej oceny sytuacji. W przypadku osobistych tragedii taka umiejętność nie zdaje się na nic - górę biorą emocje uniemożliwiając zobaczenie innego wyjścia.

Pozdrawiam
Kurczewski (2471 punktów)
>Uważam, że słowo cierpienie jest nieodpowiednie. Wszak nie przyjmując poglądów religijnych rodziców, wybierając inną pracę niż by chcieli i wiążąc się z "nieodpowiednią" osobą jedynie negujemy/odrzucamy swego rodzaju ambicje, ba nawet zachcianki rodziców. W przypadku samobójstwa w grę wchodzą znacznie ważniejsze uczucia/emocje niż nie zaspokojenie ambicji rodziny.

Czyli mamy uczucia ważniejsze i mniej ważne ? Pragnienie żeby dziecko było dobrym chrześcijaninem może być dla rodzica równie ważne, ba- ważniejsze niż pragnienie żeby żyło długo i szczęśliwie ("już lepiej niechby umarło niżby miałoby być ... " w miejsce kropek wstaw nazwę znienawidzonej postawy). Słyszałeś pewnie o przypadkach wydziedziczenia czy zerwania kontaktów z tego powodu. Oczywiście- nie zawsze musi tak być ale jakkolwiek byśmy tego nie obrócili ciągle mamy po jednej stronie uczucia/emocje osób trzecich a po drugiej- wybór życiowy jednostki.

>Według mnie samobójstwo nie może być racjonalne, gdyż racjonalizm rozumiem między innymi jako umiejętność chłodnej oceny sytuacji. W przypadku osobistych tragedii taka umiejętność nie zdaje się na nic - górę biorą emocje uniemożliwiając zobaczenie innego wyjścia.

Masz rację, w większości przypadków ZAPEWNE mamy do czynienia z emocjami i oceną sytuacji odległą od chłodnej logiki ale czy na pewno racjonalna ocena sytuacji w żadnym razie nie może doprowadzić do konkluzji że samobójstwo jest najlepszą opcją ?
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Czyli mamy uczucia ważniejsze i mniej ważne ?

Tak. Choćby z tego powodu, że osoby, które darzymy różnymi uczuciami, mają dla nas różne znaczenie.

>Pragnienie żeby dziecko było dobrym chrześcijaninem może być dla rodzica równie ważne, ba- ważniejsze niż pragnienie żeby żyło długo i szczęśliwie

OK. Tu masz rację, ale miałem na myśli rodziny (w moim mniemaniu) normalne. Powyższy przykład jest dla mnie niemal patologiczny.

>("już lepiej niechby umarło niżby miałoby być ... " w miejsce kropek wstaw nazwę znienawidzonej postawy).

Psychicznym i emocjonalnym drechem.

>Masz rację, w większości przypadków ZAPEWNE mamy do czynienia z emocjami i oceną sytuacji odległą od chłodnej logiki ale czy na pewno racjonalna ocena sytuacji w żadnym razie nie może doprowadzić do konkluzji że samobójstwo jest najlepszą opcją ?

Być może moja chęć życia nie pozwala mi na wyobrażenie sobie podobnego przypadku, ale... nie neguję. Zapewne można ustalić takie "zmienne", że najlepszym wynikiem będzie autounicestwienie (niestety moje emocje mi na to nie pozwalają).
Kurczewski (2471 punktów)
>Tak. Choćby z tego powodu, że osoby, które darzymy różnymi uczuciami, mają dla nas różne znaczenie.

Oczywiście, ale z tego samego rozumowania wynika że własne uczucia mają dla nas znaczenie największe, prawda ? Jeśli nie- sprawa jest prosta, do samobójstwa nie tylko nie dojdzie, ale dojść nie może.

>OK. Tu masz rację, ale miałem na myśli rodziny (w moim mniemaniu) normalne. Powyższy przykład jest dla mnie niemal patologiczny.

Jasne, ale mówimy o patologii. Samobójstwo trudno uznać za coś innego. W ramach drobnego wyjaśnienia- to że uznaję prawo do niego nijak się ma do mojego osobistego do niego stosunku. Prędzej karaluchy zaczną popełniać seppuku niż ja przestanę się zębami i pazurami czepiać życia.
stilgar (7322 punktów)
>   1) Sens samobójstwa.
>   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?

(nie uwzgledniam tutaj na razie eutanazji)
IMHO to wszystko zalezy od konkretnego przypadku. Wydaje mi sie, ze kazdy kiedys mial mysli krazace w kierunku zakonczenia swojego zycia na tym swiecie. Sam tez tak mialem i po przemysleniu doszedlem do pewnych wnioskow: (nie wierze w zycie po smierci)

* samobojstwo to tchorzostwo czlowieka, ktory nie potrafi poradzic sobie ze swoimi problemami ( chociaz samo zabicie siebie wymaga pewnej odwagi )

* samobojstwo jest totalnie bezsensowne - jesli ktos chce sie zabic, bo go rzucila dziewczyna, stracil prace, dom mu sie spalil a kota przejechal samochod i takie pasmo nieszczec to dla niego za duzo i chce sie zabic - jaki w tym sens? Zawsze w tym momencie przychodzi mi do glowy porownanie do snu - jesli sniacy wie, ze sni, to moze robic co mu sie podoba i spelniac swoje zachcianki, wiedzac ze rano sie obudzi i jego "grzechy" zostana wymazane. Normalnie by sie tak nie zachowywal bo balby sie utraty tego co ma. Samobojca nie ma NIC do stracenia - i tak odrzuca wszystko co ma i czym jest zabijajac sie. Ergo, uzywajac okreslenia graczy, moze przejsc w "god mode" i robic co mu sie zamarzy na tym swiecie - nic nie traci, a moze jutro bedzie lepiej - w koncu zabic sie mozna zawsze.

>   Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe
>wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?

Prawo ma, owszem, jak ktos chce sie zabic - ma prawo to zrobic - IMHO jednak powinien sobie przemyslec to co napisalem w powyzszym akapicie - zyjac dalej nic nie traci, zabijajac sie traci wszystko.

Przy czym mowiac o traceniu nie mam na mysli dobr materialnych - IMHO nawet jesli ktos mialby siedziec glodny, brudny, w lachmanach pod mostem to i tak jest lepsze od bycia zimnym trupem - trupowi juz sie nic dobrego nie przydarzy, a do biedaka szczescie moze sie usmiechnie.

Byc moze komus sie wydaje, ze mam strasznie optymistyczne podejscie do swiata, ale IMHO to podejscie realistyczne. Juz nie raz doswiadczalem takich sytuacji, kiedy z pozoru bylo fatalnie, beznadziejnie i z nikad ratunku i nagle wszystko jakims dziwnym trafem samo sie rozwiazalo i nie pozostawalo nic innego jak rozpoczac swietowanie

>   2) Samobójstwo a eutanazja.
>   Czy trzeba leżeć w łożku i bezmyślnie patrzeć w sufit, żeby prawdą było, że się
>wegetuje, zamiast żyć?
>   Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny
>beznadziejnie chorych?

A to jest zupelnie inny przypadek, wiekszosc tego co pisalem wyzej nie ma zastosowania - osobiscie ( w mojej rodzinie byl taki przypadek) widzialem strasznie cierpiaca osobe, ktorej nic nie moglo juz pomoc i czekala tylko w strasznym bolu na smierc. Moim zdaniem, w takich sytuacjach, kiedy wiadomo, ze kiedy smierc i tak jest kwestia dni czy tygodni, nie ma sensu przedluzac cierpienia. Ja, bedac w takiej sytuacji, chcialbym tylko tego, aby ktos mnie dobil.

Inna sprawa jest wtedy, kiedy ktos jest nieuleczalnie chory, ale nie cierpi - wtedy samobojstwo jest bez sensu - pomijam juz przypadki naglego samowyleczenia czy naglego odkrycia nowej terapii w medycynie - po co przyblizac nieuniknione?
Jesli dowiedzialbym sie, ze zostal mi rok zycia, a lekarze NIC nie sa mi w stanie pomoc - pozwiedzalbym swiat, pobawil sie, pozegnal z przyjaciolmi, rodzina, przezyl dobrze ten ostatni rok - a moze i nastepny i kolejne, kto wie

>   3) Samobójstwo a wolność.
>   Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go, w
>imię swojej wolności i samowładczości?

Ludzie, ktorzy placza po smierci innej osoby to albo ludzie, ktorzy placza zawsze kiedy zobacza cos smutnego ( tacy to nawet w kinie na filmie placza...) albo bliscy zmarlej osoby, ktorzy i tak nie placza nad zmarlym, tylko nad soba ( " jak ja mam teraz zyc bez niego" ).
Kiedy swego czasu rozmyslalem o wlasnej smierci, zaczalem sie zastanawiac, jak poszczegolne osoby zareagowalyby na wiesc o tym, ze nie zyje. Zapewne przysporzyloby to niektorym troche bolu i cierpienia, raczej nikt by sie z tego nie cieszyl (az takich wrogow to raczej nie mam ). Jesli jednak moje cierpienie byloby tak wielkie, ze postanowilbym sie zabic - nie zwazalbym na ciepienie innych.

>   4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.
>   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z
>powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?

Czlowiek to nie maszyna, ze ma byc do czegos wykorzystany - wiekszosc ludzi umiera nie dokonawszy w zyciu nic. Jesli jednak ktos umiera (ze starosci) bedac zadowolonym ze swojego zycia, to znaczy, ze przezyl je dobrze, nawet, jesli nic nie osiagnal.

Przypomnial mi sie teraz film "Szeregowiec Ryan" - zolnierze, ktorzy ratuja tytulowego bohatera, poswiecajac przy tym swoje zycie, w pewnym momencie rozmawiaja o sensie tego - "niech on chociaz zdobedzie Nobla, niech wynajdzie lekarstwo na raka, niech zasluzy na nasze poswiecenie".
Na koniec filmu okazuje sie, ze przezyl zycie nie dokonujac niczego wspanialego, ale godnie przezyl zycie.
Zasluzyl czy nie?
27-06-2008 10:17 
 Ocena 1 na 1
enfant (64444 punktów)
>>   1) Sens samobójstwa.
>>   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?

>* samobojstwo to tchorzostwo czlowieka, ktory nie potrafi poradzic sobie ze swoimi problemami ( chociaz samo zabicie siebie wymaga pewnej odwagi )

   Istnieją też problemy, których już nie można rozwiązać.

>* samobojstwo jest totalnie bezsensowne - jesli ktos chce sie zabic, bo go rzucila dziewczyna, stracil prace, dom mu sie spalil a kota przejechal samochod i takie pasmo nieszczec to dla niego za duzo i chce sie zabic - jaki w tym sens?

   Ale przecież nikt się nie zabija przez pasmo nieszczęść, które minęło i jest normalną częścią życia.
   Samobójca nie widzi w przyszłości nic dobrego, bo albo przeszłość tak mu ustawiła przyszłość, że nie ma nawet matematycznej nadziei na poprawę, albo coś z przeszłości wpłynęło na rdzeń jego osoby i on tej osoby nienawidzi.
   *Dobrze, że dałem ten wątek. Bo widzę, że ludzie nie rozumieją tematu samobójstwa.*

>Zawsze w tym momencie przychodzi mi do glowy porownanie do snu - jesli sniacy wie, ze sni, to moze robic co mu sie podoba i spelniac swoje zachcianki, wiedzac ze rano sie obudzi i jego "grzechy" zostana wymazane. Normalnie by sie tak nie zachowywal bo balby sie utraty tego co ma. Samobojca nie ma NIC do stracenia - i tak odrzuca wszystko co ma i czym jest zabijajac sie. Ergo, uzywajac okreslenia graczy, moze przejsc w "god mode" i robic co mu sie zamarzy na tym swiecie - nic nie traci, a moze jutro bedzie lepiej - w koncu zabic sie mozna zawsze.

   Widać, że nie miałeś poważnych myśli samobójczych. Kiedyś też się dziwiłem skutecznym samobójcom, bo myślałem tak jak ty.
   Tylko kłopot w tym, że jeśli ktoś chce sobie odebrać życie, to on ma 'god mode' głęboko w d. Jego nie bawi jazda po krawędzi wynikająca z braku czegokolwiek do stracenia. Jego wkurza niebo, słońce i powietrze, bo mu się z życiem kojarzy. On chce nie żyć.

>>   Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe
>>wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?

>Przy czym mowiac o traceniu nie mam na mysli dobr materialnych - IMHO nawet jesli ktos mialby siedziec glodny, brudny, w lachmanach pod mostem to i tak jest lepsze od bycia zimnym trupem - trupowi juz sie nic dobrego nie przydarzy, a do biedaka szczescie moze sie usmiechnie.

   Czy na pewno?
   Tak w zrozumiałym uproszczeniu - Trup to zero. Głodny biedak to minus. Zero jest wyżej.

>Byc moze komus sie wydaje, ze mam strasznie optymistyczne podejscie do swiata, ale IMHO to podejscie realistyczne. Juz nie raz doswiadczalem takich sytuacji, kiedy z pozoru bylo fatalnie, beznadziejnie i z nikad ratunku i nagle wszystko jakims dziwnym trafem samo sie rozwiazalo i nie pozostawalo nic innego jak rozpoczac swietowanie
>>   2) Samobójstwo a eutanazja.
>>   Czy trzeba leżeć w łożku i bezmyślnie patrzeć w sufit, żeby prawdą było, że się
>>wegetuje, zamiast żyć?
>>   Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny
>>beznadziejnie chorych?
>A to jest zupelnie inny przypadek (...).

   Nie zrozumiałeś.
   Właśnie w tym punkcie wcale nie pytam bezpośrednio o eutanazję.
   Raczej pytam, czy zwykłe samobójstwo człowieka (nie 'humano-roślinki', czy 'leżącego bólu'), tak wyklęte od czci i rozsądku również przez wielu zwolenników eutanazji, nie jest przypadkiem równie albo czasem bardziej uzasadnione?

>>   Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go(...)

>Kiedy swego czasu rozmyslalem o wlasnej smierci, zaczalem sie zastanawiac, jak poszczegolne osoby zareagowalyby na wiesc o tym, ze nie zyje. Zapewne przysporzyloby to niektorym troche bolu i cierpienia, raczej nikt by sie z tego nie cieszyl (az takich wrogow to raczej nie mam ). Jesli jednak moje cierpienie byloby tak wielkie, ze postanowilbym sie zabic - nie zwazalbym na ciepienie innych.

   OK.

>>   4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.
>>   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z
>>powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?

>Czlowiek to nie maszyna, ze ma byc do czegos wykorzystany - wiekszosc ludzi umiera nie dokonawszy w zyciu nic. Jesli jednak ktos umiera (ze starosci) bedac zadowolonym ze swojego zycia, to znaczy, ze przezyl je dobrze, nawet, jesli nic nie osiagnal.

   Właśnie o takie prywatne wykorzystanie mi chodzi. O poczucie spełnienia/niespełnienia, zadowolenia/niezadowolenia, życia bogatego w przeżycia/pustki, straty najcenniejszego czasu.


-?-
27-06-2008 10:46 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>>   1) Sens samobójstwa.
>>>   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?
>>* samobojstwo to tchorzostwo czlowieka, ktory nie potrafi poradzic sobie ze swoimi problemami ( chociaz samo zabicie siebie wymaga pewnej odwagi )
>   Istnieją też problemy, których już nie można rozwiązać.

A samobojstwo to niby jakies rozwiazanie?

>   Ale przecież nikt się nie zabija przez pasmo nieszczęść, które minęło i jest normalną częścią życia.
>   Samobójca nie widzi w przyszłości nic dobrego, bo albo przeszłość tak mu ustawiła przyszłość, że nie ma nawet matematycznej nadziei na poprawę, albo coś z przeszłości wpłynęło na rdzeń jego osoby i on tej osoby nienawidzi.

Dokladnie w takim stanie kiedys bylem. I jakos trupem nie jestem.

>   *Dobrze, że dałem ten wątek. Bo widzę, że ludzie nie rozumieją tematu samobójstwa.*

Heh, ci co rozumieja, to raczej ci nie odpowiedza, bo juz nie zyja...

>   Widać, że nie miałeś poważnych myśli samobójczych. Kiedyś też się dziwiłem skutecznym samobójcom, bo myślałem tak jak ty.
>   Tylko kłopot w tym, że jeśli ktoś chce sobie odebrać życie, to on ma 'god mode' głęboko w d. Jego nie bawi jazda po krawędzi wynikająca z braku czegokolwiek do stracenia. Jego wkurza niebo, słońce i powietrze, bo mu się ż życiem kojarzy. On chce nie żyć.

j.w. Bylem w dokladnie takim stanie jak opisujesz. W koncu jakos mi przeszlo, dokladnie nie pamietam jak. Ten tekst o "god mode" wymyslilem wczesniej, jak lazilem w stanie totalnego przygnebienia po parku to tez wydawalo mi sie to glupota. Tez mialem totalnie wszystko gleboko w ***. Na szczescie (IMHO) doszedlem do takich wnioskow, ze zabijajac sie nic nie zyskam, a strace wszystko.

>   Czy na pewno?
>   Tak w zrozumiałym uproszczeniu - Trup to zero. Głodny biedak to minus. Zero jest wyżej.

Glodny biedak to ulamek, trup to zero. Zreszta, biedakowi zawsze sie moze poprawic, trupowi nigdy - mowiac matematycznie, ma zerowe wszystkie pochodne

>   Nie zrozumiałeś.
Trzeba bylo jasniej zdefiniowac pytanie...

>   Właśnie w tym punkcie wcale nie pytam bezpośrednio o eutanazję.
>   Raczej pytam, czy zwykłe samobójstwo człowieka (nie 'humano-roślinki', czy 'leżącego bólu'), tak wyklęte od czci i rozsądku również przez wielu zwolenników eutanazji, nie jest przypadkiem równie albo czasem bardziej uzasadnione?

IMHO samobojstwo poza tymi przypadkami jest totalnie bezsensowne, nieracjonalne, nielogicznie i niczym nie uzasadnione.

>   Właśnie o takie prywatne wykorzystanie mi chodzi. O poczucie spełnienia/niespełnienia, zadowolenia/niezadowolenia, życia bogatego w przeżycia/pustki, straty najcenniejszego czasu.

Gdybym mial przezyc moje zycie jeszcze raz, znajac stan obecny i jak do niego doszedlem, zmienilbym naprawde wiele rzeczy. Poniewaz jednak jest wybitnie malo prawdopodobne, ze bedzie mi dane "cofnac tasme" nie zamierzam sie przejmowac bledami, ktore popelnilem i po prostu nie bede ich popelnial teraz. Ba, do niedawna strasznie sie denerwowalem, przypominajac sobie niektore straszne bledy, kiedy zwyczajnie zrobilem z siebie totalnego idiote o innych nieprzyjemnosciach nie wspominajac - ostatnio mialem bezposrednia sytuacje, kiedy efekt tamtych fatalnych dzialan zaczal przynosic korzysci. Coz, dobrze sie uczyc na bledach, szkoda tylko, ze na wlasnych

Tak wiec nie rozumiem co te rzeczy, o ktorych mowisz maja wspolnego z samobojstwem. Jesli ktos uwaza, ze jego zycie jest puste, niespelnione i w zasadzie przez ostatnie N lat tracil tylko czas, to ma sie zabijac? Nonsens...
enfant (64444 punktów)
>>   Istnieją też problemy, których już nie można rozwiązać.
>A samobojstwo to niby jakies rozwiazanie?

   Między innymi, o to pytam.

>>   Ale przecież nikt się nie zabija przez pasmo nieszczęść, które minęło i jest normalną częścią życia.
>>   Samobójca nie widzi w przyszłości nic dobrego, bo albo przeszłość tak mu ustawiła przyszłość, że nie ma nawet matematycznej nadziei na poprawę, albo coś z przeszłości wpłynęło na rdzeń jego osoby i on tej osoby nienawidzi.
>Dokladnie w takim stanie kiedys bylem. I jakos trupem nie jestem.

   Czyli uważasz, że zawsze jest wyjście na lepszą drogę?
   A może jesteś chodzącym bólem, który wybrał życie, bo matematycznie ci wyszło, że 1>0.

>>   *Dobrze, że dałem ten wątek. Bo widzę, że ludzie nie rozumieją tematu samobójstwa.*
>Heh, ci co rozumieja, to raczej ci nie odpowiedza, bo juz nie zyja...

   Niekoniecznie. Może coś ich powstrzymało i żyją. Może tu ktoś taki się odezwie. Zapraszam. Zresztą, podobno ty tak się czułeś. Pozwalam sobie wnioskować, że żyjesz.

>>   Widać, że nie miałeś poważnych myśli samobójczych. Kiedyś też się dziwiłem skutecznym samobójcom, bo myślałem tak jak ty.
>>   Tylko kłopot w tym, że jeśli ktoś chce sobie odebrać życie, to on ma 'god mode' głęboko w d. Jego nie bawi jazda po krawędzi wynikająca z braku czegokolwiek do stracenia. Jego wkurza niebo, słońce i powietrze, bo mu się ż życiem kojarzy. On chce nie żyć.
>j.w. Bylem w dokladnie takim stanie jak opisujesz. W koncu jakos mi przeszlo, dokladnie nie pamietam jak. Ten tekst o "god mode" wymyslilem wczesniej, jak lazilem w stanie totalnego przygnebienia po parku to tez wydawalo mi sie to glupota. Tez mialem totalnie wszystko gleboko w ***. Na szczescie (IMHO) doszedlem do takich wnioskow, ze zabijajac sie nic nie zyskam, a strace wszystko.

   W każdym razie argument o 'god mode' odrzucony. Tak dla czytelników, którzy wciąż do dziś myśleli o opcji 'god mode' dla potencjalnego samobójcy.

>>   Tak w zrozumiałym uproszczeniu - Trup to zero. Głodny biedak to minus. Zero jest wyżej.
>Glodny biedak to ulamek, trup to zero. Zreszta, biedakowi zawsze sie moze poprawic, trupowi nigdy - mowiac matematycznie, ma zerowe wszystkie pochodne

   Ale głodny biedak nie jest częściowo szczęśliwy. On jest nieszczęśliwy. Minus jak nic.

>>   Właśnie w tym punkcie wcale nie pytam bezpośrednio o eutanazję.
>>   Raczej pytam, czy zwykłe samobójstwo człowieka (nie 'humano-roślinki', czy 'leżącego bólu'), tak wyklęte od czci i rozsądku również przez wielu zwolenników eutanazji, nie jest przypadkiem równie albo czasem bardziej uzasadnione?
>IMHO samobojstwo poza tymi przypadkami jest totalnie bezsensowne, nieracjonalne, nielogicznie i niczym nie uzasadnione.

   OK.

>Tak wiec nie rozumiem co te rzeczy, o ktorych mowisz maja wspolnego z samobojstwem. Jesli ktos uwaza, ze jego zycie jest puste, niespelnione i w zasadzie przez ostatnie N lat tracil tylko czas, to ma sie zabijac? Nonsens...

   Jeśli nagle się obudził po tych latach i żal masy straconego czasu jest nie do zniesienia, to może on nie chce się podporządkować nieugiętemu Czasowi (jak coś na tym świecie jest święte, to jest to czas) i woli po prostu siłą wyzerować licznik?
   Czy jest głupi?


-?-
stilgar (7322 punktów)

>   Czyli uważasz, że zawsze jest wyjście na lepszą drogę?
>   A może jesteś chodzącym bólem, który wybrał życie, bo matematycznie ci wyszło, że 1>0.

Ja chodzacym bolem nie jestem, tak wiec nie wypowiem sie na ten temat - ale z perspektywy czasu moge powiedziec, ze gdybym sie wtedy zabil, zrobilbym wielki blad...

>>>   Tak w zrozumiałym uproszczeniu - Trup to zero. Głodny biedak to minus. Zero jest wyżej.
>>Glodny biedak to ulamek, trup to zero. Zreszta, biedakowi zawsze sie moze poprawic, trupowi nigdy - mowiac matematycznie, ma zerowe wszystkie pochodne
>   Ale głodny biedak nie jest częściowo szczęśliwy. On jest nieszczęśliwy. Minus jak nic.

Uwazasz, ze trup jest szczesliwszy od biedaka? ( Juz nie wnikajac w matematyke...)

>>Tak wiec nie rozumiem co te rzeczy, o ktorych mowisz maja wspolnego z samobojstwem. Jesli ktos uwaza, ze jego zycie jest puste, niespelnione i w zasadzie przez ostatnie N lat tracil tylko czas, to ma sie zabijac? Nonsens...
>   Jeśli nagle się obudził po tych latach i żal masy straconego czasu jest nie do zniesienia, to może?

Nie - stracony czas, to dla mnie bedzie glupi argument co bys nie wymyslil.
No bo to tak jakby powiedziec "stracilem caly czas do chwili obecnej, to teraz niech strace ten co mi pozostal".
enfant (64444 punktów)
>>   Czyli uważasz, że zawsze jest wyjście na lepszą drogę?
>>   A może jesteś chodzącym bólem, który wybrał życie, bo matematycznie ci wyszło, że 1>0.
>Ja chodzacym bolem nie jestem, tak wiec nie wypowiem sie na ten temat - ale z perspektywy czasu moge powiedziec, ze gdybym sie wtedy zabil, zrobilbym wielki blad...

   OK.

>>>>   Tak w zrozumiałym uproszczeniu - Trup to zero. Głodny biedak to minus. Zero jest wyżej.
>>>Glodny biedak to ulamek, trup to zero. Zreszta, biedakowi zawsze sie moze poprawic, trupowi nigdy - mowiac matematycznie, ma zerowe wszystkie pochodne
>>   Ale głodny biedak nie jest częściowo szczęśliwy. On jest nieszczęśliwy. Minus jak nic.
>Uwazasz, ze trup jest szczesliwszy od biedaka? ( Juz nie wnikajac w matematyke...)

   Biedak jest nieszczęśliwy.
   Trupa nie ma.

>>   Jeśli nagle się obudził po tych latach i żal masy straconego czasu jest nie do zniesienia, to może?
>Nie - stracony czas, to dla mnie bedzie glupi argument co bys nie wymyslil.
>No bo to tak jakby powiedziec "stracilem caly czas do chwili obecnej, to teraz niech strace ten co mi pozostal".

   Pewnie. Jak ktoś ma przekorną osobowość?
   "Straciłem pełno czasu, mam gdzieś ochłapy. Nie chcę żyć z poczuciem amputowanego czasu. Tylko raz się żyje, a ja mam mieć głupie życie? Pfff, wszystko albo nic. Nie bawię się tak, narciarz."
   I tego argumentu bynajmniej nie wziąłem z księżyca...


-?-
29-06-2008 00:17 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
(...)
>>Uwazasz, ze trup jest szczesliwszy od biedaka? ( Juz nie wnikajac w matematyke...)
>   Biedak jest nieszczęśliwy.
>   Trupa nie ma.
(...)
Porównywanie stanu szczęśliwości jednostki która zaprzestała istnienia ze stanem szczęśliwości jednostki istniejącej jest jak porównywanie długości krokodyla z jego zielonością.

Innymi słowy, nie istnieje możliwość odpowiedzi na pytanie czy gorzej ma trup czy też osoba nieszczęśliwa.

Stilgar słusznie wspomina o zerowych pochodnych, gdyż jedynym elementem, jaki można porównywać w tych dwu wypadkach jest możliwość zmiany ich stanu.

Wybierając śmierć przechodzi się ze stanu w którym możliwa jest zmiana do stanu w którym zmiana możliwa nie jest.


Tomasz Sztejka
enfant (64444 punktów)
>(...)
>>>Uwazasz, ze trup jest szczesliwszy od biedaka? ( Juz nie wnikajac w matematyke...)
>>   Biedak jest nieszczęśliwy.
>>   Trupa nie ma.
>(...)
>Porównywanie stanu szczęśliwości jednostki która zaprzestała istnienia ze stanem szczęśliwości jednostki istniejącej jest jak porównywanie długości krokodyla z jego zielonością.
>Innymi słowy, nie istnieje możliwość odpowiedzi na pytanie czy gorzej ma trup czy też osoba nieszczęśliwa.

   To pretensje kieruj do autora pytania:
>>>Uwazasz, ze trup jest szczesliwszy od biedaka?
   

   Pozdrawiam

-?-
sztejkat (4743 punktów)
Czemu zaraz : pretensje.

Odniosłem wrażenie, że część sporu odbywa się na linii - czy lepiej, w sensie subiektywnym jest cierpiącemu żywemu czy też martwemu.

Stąd moja wypowiedź.

Pozdrawiam.


Tomasz Sztejka
27-06-2008 14:23 
 Ocena 3 na 3
wojtek (1061 punktów)
Witaj Stilgar

Oczywiście bardzo szanuje Twoje zdanie ale jeśli można się wtrącić chciałbym odnieść się do niektórych Twoich przemyśleń:

>* samobojstwo to tchorzostwo czlowieka, ktory nie potrafi poradzic sobie ze swoimi problemami ( chociaz samo zabicie siebie wymaga pewnej odwagi )

>* samobojstwo jest totalnie bezsensowne - jesli ktos chce sie zabic, bo go rzucila dziewczyna, stracil prace, dom mu sie spalil a kota przejechal samochod i takie pasmo nieszczec to dla niego za duzo i chce sie zabic - jaki w tym sens?(...)

>Przy czym mowiac o traceniu nie mam na mysli dobr materialnych - IMHO nawet jesli ktos mialby siedziec glodny, brudny, w lachmanach pod mostem to i tak jest lepsze od bycia zimnym trupem - trupowi juz sie nic dobrego nie przydarzy, a do biedaka szczescie moze sie usmiechnie.

Osobiście nie nazwałbym samobójstwa tchórzostwem. Samo zabicie siebie wymaga dużej odwagi i ogromnego poczucia bezsensu dalszego swojego istnienia. Człowiek który podejmuje się samobójczej próby praktycznie zawsze cierpi na depresje ponadto przyczyną samobójstwa nie jest nigdy pojedynczy problem. Depresja to poważna choroba której nie da się wyleczyć mówiąc: "Stary jakie Ty w ogóle masz problemy. Weź się lepiej w garść i przestań się nad sobą użalać". Takim zdaniem można tylko sprawę pogorszyć. Osobiście uważam, że człowiek zdrowy nie powinien mierzyć swoją miarką osoby chorej na depresje. Dla Ciebie przykładowo, lepiej aby "ktos mialby siedziec glodny, brudny, w lachmanach pod mostem to i tak jest lepsze od bycia zimnym trupem (...)" Z kolei w mniemaniu samego zainteresowanego czyli takiego człowieka lepsze jednak będzie bycie zimnym trupem. Lepszy będzie nie byt niż byt w ten sposób.
Piszesz, że sam doświadczałeś z pozoru beznadziejnych sytuacji a jednak wychodziłeś z tego. Gratulacje dla Ciebie. Trzeba tylko pamiętać, że nie wszyscy są tacy jak Ty i dla innych takie problemy przez jakie Ty przeszedłeś mogą być przeszkodą ponad ich siły.
Oczywiście nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że samobójstwo jest ok. Uważam, że w większości tego co piszesz masz racje. Jednakowoż myślę, że nie powinno się zbyt pochopnie oceniać samobójców i nazywać ich tchórzami, bo Oni w depresji, decydując się odebrać sobie życie innego wyjścia w danej chwili po prostu nie widzą a na kalkulacje w stylu: " może jutro będzie lepiej" zwyczajnie nie mają już siły. Takie jest moje zdanie.

Pozdrawiam.
27-06-2008 21:37 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>Witaj Stilgar
>Oczywiście bardzo szanuje Twoje zdanie ale jeśli można się wtrącić chciałbym odnieść się do niektórych Twoich przemyśleń:
>>* samobojstwo to tchorzostwo czlowieka, ktory nie potrafi poradzic sobie ze swoimi problemami ( chociaz samo zabicie siebie wymaga pewnej odwagi )

>Osobiście nie nazwałbym samobójstwa tchórzostwem. Samo zabicie siebie wymaga dużej odwagi i ogromnego poczucia bezsensu dalszego swojego istnienia.

Dokladnie tak napisalem

Mimo wszystko, uwazam to za tchorzostwo - trzeba miec odwage, zeby zyc dalej, mimo wszelkich przeciwnosci czy poczucia calkowitego braku sensu istnienia.
28-06-2008 01:53 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>Mimo wszystko, uwazam to za tchorzostwo - trzeba miec odwage, zeby zyc dalej, mimo wszelkich przeciwnosci czy poczucia calkowitego braku sensu istnienia.

Dlaczego trzeba mieć odwagę ? Wystarczy nie mieć odwagi żeby się na to zdecydować i efekt będzie dokładnie ten sam. Można po prostu nie myśleć albo żreć garściami prozac- tez wyjdzie na to samo. Czy to bardziej wartościowe ? Trudno mi ocenić.
29-06-2008 00:19 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Aby żyć odwagę trzeba mieć CIĄGLE.

Aby umrzeć - jeno raz.

Myślę, że to cała różnica.


Tomasz Sztejka
Kurczewski (2471 punktów)
Myślę że to ładnie brzmiący bon mot i tyle- nijak się ma do sensu kontynuacji życia w sytuacji beznadziejnej (o czym pisał pierwotnie założyciel wątku) i tak naprawdę nijak się ma do rzeczywistości (choć brzmi bardzo miło i świetnie nadaje się do sztambuchowych wpisów). Życie wcale nie zawsze wymaga odwagi- czasem właśnie jej braku, dużej dawki konformizmu a czasem po prostu oślego uporu. Oczywiście to samo może dotyczyć samobójstwa.
Duda (25557 punktów)

>   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z
>powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?
Wszystko zależy od perspektywy. Jeżeli moją przyszłością miałoby być "leżenie i patrzenie w sufit" lub borykanie się z bólem to jestem za samobójstwem.
Natomiast jeżeli przede mną byłoby jeszcze "trochę" normalnego życia to uważam,że zawsze można spróbować powalczyć. W powiedzeniach, że "po burzy pojawia się słońce" lub przypowieść o przeplataniu się w życiu lat chudych i tłustych jest bardzo dużo prawdy.
Jestem za prawem do eutanazji. Pozwoliła by decyzję o samobójstwie odsunąć w czasie.
enfant (64444 punktów)
>Natomiast jeżeli przede mną byłoby jeszcze "trochę" normalnego życia to uważam,że zawsze można spróbować powalczyć. W powiedzeniach, że "po burzy pojawia się słońce" lub przypowieść o przeplataniu się w życiu lat chudych i tłustych jest bardzo dużo prawdy.

   A co, jeśli żal jest nieznośny? I patrzy się na wskazówki zegara z nienawiścią? I chciałoby się cofnąć czas, a ten idzie powoli swoim wiecznym rytmem, niewzruszony?
   Wtedy można:
   1) ból schować pod dywan, czyli przestać być sobą;
   2) być chodzącym bólem;
   3) podziękować serdecznie.

   Czy trzecie jest na pewno takie nonsensowne w towarzystwie dwóch nie mniejszych ?

-?-
stilgar (7322 punktów)

>   1) ból schować pod dywan, czyli przestać być sobą;
>   2) być chodzącym bólem;
>   3) podziękować serdecznie.

Pominales jeszcze czwarta mozliwosc: bol moze przeminac.

Jesli ktos uwaza, ze skok z mostu jest rozwiazaniem jego wszystkich problemow, niech skacze, byleby nie na czyjs samochod...

Ja siebie zabijac nie zamierzam, wyperswadowalem sobie to raz, mysle, ze jesli nastepnym razem bede mial takie mysli, tez sam siebie przekonam ( jakos nie zwyklem sie dzielic moimi problemami z innymi czy chodzic do psychoanalitykow...)

Za to spotkalem niedawno osobe po probie samobojczej - zostala uratowana w szpitalu. Z jej opowiesci wynikalo, ze do tego czynu popchnal ja wlasnie taki bol, zal i niewiara w to, ze bedzie lepiej. A teraz sie uzala na to, ze ta proba zmarnowala jej zdrowie. Niektorzy, to chyba nie moga zyc, jak nie maja problemow na ktore by sie mogli pouzalac...

>   Czy trzecie jest na pewno takie nonsensowne w towarzystwie dwóch nie mniejszych ?

Trzecie jest zawsze nonsensowne. Tak samo jak drugie.

A pierwszego nie rozumiem. Czym mialoby byc chowaniem bolu pod dywan? Udawaniem, ze wszystko jest w porzadku? Ja, poniewaz nigdy nie zameczam ludzi wlasnymi problemami, w czasie kiedy mialem te mysli, na zewnatrz staralem sie zachowac zupelnie normalnie. Nie oznaczalo to, ze przestaje byc soba, bo taki po prostu jestem - nie przerzucam na innych odpowiedzialnosci za wlasne zycie.
enfant (64444 punktów)
>>   1) ból schować pod dywan, czyli przestać być sobą;
>>   2) być chodzącym bólem;
>>   3) podziękować serdecznie.
>Pominales jeszcze czwarta mozliwosc: bol moze przeminac.

   Być może.

>Za to spotkalem niedawno osobe po probie samobojczej - zostala uratowana w szpitalu. Z jej opowiesci wynikalo, ze do tego czynu popchnal ja wlasnie taki bol, zal i niewiara w to, ze bedzie lepiej. A teraz sie uzala na to, ze ta proba zmarnowala jej zdrowie. Niektorzy, to chyba nie moga zyc, jak nie maja problemow na ktore by sie mogli pouzalac...

   Nigdy nie rozumiałem i chyba nie zrozumiem, jak można chcieć się zabić i nie dokonać tego skutecznie. Ale na szczęście(?) można.

>>   Czy trzecie jest na pewno takie nonsensowne w towarzystwie dwóch nie mniejszych ?
>Trzecie jest zawsze nonsensowne. Tak samo jak drugie.

   OK.

>A pierwszego nie rozumiem. Czym mialoby byc chowaniem bolu pod dywan? Udawaniem, ze wszystko jest w porzadku?

   Unikaniem nieznośnego bólu "na siłę" próbą resetu pamięci, czy wypieraniem, żeby móc żyć.


-?-
kondziu (99 punktów)
A skąd wiesz, że śmierć istnieje, umarłeś kiedyś?
27-06-2008 11:07 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>A skąd wiesz, że śmierć istnieje, umarłeś kiedyś?
Smierc na pewno istnieje, jest zjawiskiem doswiadczalnie powtarzalnym... Jedyne czego nie wiadomo, to czy jest koncem istnienia...

Ale raczej nie o tym jest ten watek...
enfant (64444 punktów)
   Ale właściwie on ma trochę racji (choć niezamierzonej chyba ). Śmierć (jako stan) przecież nie istnieje. Jak każdy niebyt.

   Tylko życie istnieje. I się kończy.

-?-
sztejkat (4743 punktów)
Chłopak ma rację - skąd MARTWY osobiście wie, że nie żyje?

Przejście ze stanu istnienia do stanu nie istnienia nie jest obserwowalne dla jednostki przejścia dokonującej. To nie sen ani narkoza - przejście jawa-sen/narkoza jest obserwowalne dla dokonującego przejścia tylko dlatego, że dokonuje się przejście odwrotne. O tym, że zostałeś SKUTECZNIE poddany narkozie dowiadujesz się gdy zostaniesz z niej WYBUDZONY. Ani chwili wcześniej.

Jeśli więc śmierć jest końcem istnienia, wówczas umierający jej nie doświadczy. Znane mu będzie jedynie UMIERANIE. Biorąc pod uwagę, że osobiste doświadczanie zostanie zakończone, subiektywnie umieranie będzie ostatnim i wiecznotrwałym doświadczeniem.

Jeśli zaś śmierć kresu istnienia nie stanowi, wówczas.... takoż śmierci się nie doświadczy.

I chyba ma to znaczenie dla wątku - bądź co bądź samobójca podejmuje decyzję o tym co będzie dalej. W tym o co zacz jest dlań śmierć.

Tomasz Sztejka
Miłosz (376 punktów)

Samobójstwo jest zawsze czymś irracjonalnym . Jedni się w ogóle nad nim nie zastanawiają, a drudzy tak, bo w ich głowie następuje pewien proces. Wydaje mi się puste rozpatrywanie samobójstwa pod kątem jego uzasadnienia w jakikolwiek sposób. To zawsze jest problem, który tkwi w głowie pojedynczej osoby. Z jednej strony ciężko oceniać indywidualne przypadki, ale sądzę, że w większości z nich możliwa jest interwencja najbliższego otoczenia i przeważnie chyba psychiatry. Tylko, że to wg mnie może być trochę tak, jak z interwencją w przypadku alkoholika - może być bardzo ciężko "wejść" do umysłu takiej osoby, skłonić ją do zrzucenia szaty pozorów, otwarcia się. Niemniej jednak taka osoba ZAWSZE wysyła jakieś sygnały, uzewnętrzniające samobójcze myśli.

Znana jest Wam teoria stanu presuicydalnego? Wg niej samobójstwo to narastający proces, składający się z pewnych etapów: myślenia o samobójstwie, wyobrażania sobie go, usiłowania i wreszcie dokonania aktu samobójczego. Każdy następny etap NIGDY nie występuje samoistnie, tzn. każdy kto usiłował, wcześniej wyobrażał sobie swoje samobójstwo i pragnął go. Każdy z etapów może być na pierwszy rzut oka niedostrzegalny dla otoczenia, ale jak powiedziałem, osoba, która doświadcza czegoś takiego ZAWSZE jakieś sygnały wysyła. Dlatego nie można bagatelizować żadnego niepokojącego symptomu.

Oczywiście kolejne etapy wspomnianego procesu zależą od siebie, ale proces taki może samoistnie zahamować się. Najwięcej jest osób, które wyobrażały sobie zamach samobójczy, mniej jest tych, które go pragnęły, itd. Wiedza na temat tego, jak dokładnie przebiegają wcześniejsze etapy jest naturalnie mniejsza od wiedzy na temat popełnionych samobójstw. Z kolei możliwość interwencji wraz z pogłębianiem się omawianego stanu słabnie.

Samobójstwo nie jest więc incydentem, tylko procesem, który w najgorszym przypadku kończy się odebraniem sobie życia. Istotne jest to, że impulsem dla zwieńczenia tego chorego procesu może być cokolwiek, nawet coś co posiada nieporównanie lżejszy "ciężar" od tego, co składa się na jego ogólne przyczyny. Pamiętam taką wiadomość z TV: kierowca busa dostawczego spowodował drobną stłuczkę na drodze. Nikt nie ucierpiał, wgnieciona blacha - to wszystko. Zatrzymał się, ale zamiast czekać na drogówkę, wlazł na pobliski słup wysokiego napięcia i powiesił się.

Jeszcze o przyczynach - tych też nie można rozpatrywać ogólnie, to zależy od konkretnego przypadku indywidualnego człowieka. ZAWSZE jednak przyczyna nawarstwia się, rozkłada się w czasie, jest niejednorodna, co utrudnia jej zidentyfikowanie.

O stanie presuicydalnym pisze Brunon Hołyst, autor popularnego podręcznika do kryminologii.

Powtarzam: samobójstwo zawsze jest czymś irracjonalnym i nie można go rozpatrywać jako jakiegokolwiek "wyjścia".
27-06-2008 18:06 
 Ocena 3 na 3
n'cos' (441 punktów)
>Samobójstwo jest zawsze czymś irracjonalnym .

Owszem, ale ponadto jest też czymś nienaturalnym. Człowiek jest specyficznym stworzeniem pod tym względem. Oczywiste jest, że żaden osobnik jakiegokolwiek gatunku zwierzęcia nie ma tak rozwiniętej struktury psychicznej, żeby mógł myśleć o samobójstwie np. z powodu nieudanego polowania... natura w łatwy sposób wykańcza takie osobniki. Samobójstwo siedzi więc w ludzkiej psychice i jest pewnego rodzaju odstępstwem i wynaturzeniem. Czynniki wpływające na myślenie o samobójstwie są zazwyczaj niedowartościowaniami przy korzystaniu z wytworów ludzkiej kultury: niepowodzenia życiowe, brak zabezpieczenia finansowego, brak miłości czy też doświadczenie zwykłej ludzkiej podłości (jak w przypadku samobójstwa uczennicy zmaltretowanej przez jej szkolnych rówieśników). Wcale ten proces nie musi odbywać się za pośrednictwem depresji, chociaż depresja może być przyczyną, ale także następstwem kolejnych etapów składających się na cały proces zmierzający do dokonania samobójstwa.

W każdym bądź razie chcę przez to stwierdzić, że najpoważniejszym powodem wszelkich myśli samobójczych jest zbytnie przejmowanie się życiem i jego problemami. Nie wszyscy ludzie potrafią się tak nie przejmować, co jest przyczyną rozróżnienia ludzi na mocnych i słabych psychicznie. Zbytnie nasilenie czynników, o których pisałem w powyższym akapicie, może przyspieszyć proces o którym piszesz, a z drugiej strony może także umocnić człowieka doświadczonego przez te niedogodności. Zależy to od warunków, w jakich dana osoba się wychowała i w jakich dalej przebywa. Z mojego, naturalistycznego punktu widzenia, wszelkie myśli i próby samobójcze są jedynie dewiacją (gdyż mają podłoże psychiczno-społeczne, tak samo z resztą jak każda niewrodzona choroba psychiczna), na którą w największym stopniu wpływają czynniki środowiskowe.
27-06-2008 23:11 
 Ocena 1 na 1
enfant (64444 punktów)
>>Samobójstwo jest zawsze czymś irracjonalnym .
>Owszem, ale ponadto jest też czymś nienaturalnym.

   Stąd moja fascynacja tematem.

>Człowiek jest specyficznym stworzeniem pod tym względem. Oczywiste jest, że żaden osobnik jakiegokolwiek gatunku zwierzęcia nie ma tak rozwiniętej struktury psychicznej, żeby mógł myśleć o samobójstwie np. z powodu nieudanego polowania... natura w łatwy sposób wykańcza takie osobniki(...)

   Nie jestem pewien, ale zdaje mi się, że to nieprawda. Myślę, że słyszałem o samobójstwie wśrod zwierząt. Spróbuję poszukać.

>Z mojego, naturalistycznego punktu widzenia, wszelkie myśli i próby samobójcze są jedynie dewiacją (gdyż mają podłoże psychiczno-społeczne, tak samo z resztą jak każda niewrodzona choroba psychiczna), na którą w największym stopniu wpływają czynniki środowiskowe.

   Jednak, będąc za eutanazją, zrelatywizowaliśmy (konserwatyści mają tu przecież rację) nieco 'absolutną wartość życia'. Skoro uznaliśmy, że czasem odebranie sobie życia ma sens, to myślę, że warto rozpatrywać temat samobójstwa całościowo. I nie jako zwykłą dewiację i patologię.
   Może niekoniecznie dla usprawiedliwienia samobójstwa, ale na pewno dla jego zrozumienia.

   Niemniej jednak, dziękuję za klarowny i treściwy post.

-?-
Kurczewski (2471 punktów)
>Owszem, ale ponadto jest też czymś nienaturalnym.

Podobnie jak tysiące innych naszych zachowań, od używania narzędzi i jeżdżenia samochodem po zabiegi medyczne. Czy mamy zaprzestać reanimacji albo walki z rakiem tylko dlatego że nasze działania są w gruncie rzeczy nienaturalne ? Argument "naturalności" przestał mieć znaczenie w momencie kiedy zaczęliśmy bawić się w cywilizację.
n'cos' (441 punktów)
>Argument "naturalności" przestał mieć znaczenie w momencie kiedy zaczęliśmy bawić się w cywilizację.

W takim razie wszystkie wytwory cywilizacji są, z punktu widzenia natury, dewiacjami. Dla większości ludzi ich sferą jest życie społeczne, technika, itp... Dla niektórych jednak (naturalistów) cały gatunek ludzki może wydawać się pewnego rodzaju odchyleniem ewolucyjnym, a cywilizacja - apogeum tego odchylenia.
27-06-2008 19:56 
 Ocena 2 na 2
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Powtarzam: samobójstwo zawsze jest czymś irracjonalnym i nie można go rozpatrywać jako jakiegokolwiek "wyjścia".

Można, ktoś może dać Ci wybór i samobójstwo będzie rozwiązaniem racjonalnym.
Zastrzel się albo wystrzelam Twoją rodzinę.
enfant (64444 punktów)
>>Powtarzam: samobójstwo zawsze jest czymś irracjonalnym i nie można go rozpatrywać jako jakiegokolwiek "wyjścia".
>Można, ktoś może dać Ci wybór i samobójstwo będzie rozwiązaniem racjonalnym.
>Zastrzel się albo wystrzelam Twoją rodzinę.

   Celna uwaga.

   A znalazłbyś dobry powód do samobójstwa, skutki popełnienia (bądź niepopełnienia) którego dotykają tylko samobójcę?

-?-
Miłosz (376 punktów)

A znalazłbyś dobry powód do samobójstwa, skutki popełnienia (bądź niepopełnienia) którego dotykają tylko samobójcę?

Poza stanem wyższej konieczności (czy też samobójstwem altruistycznym, wg. nomenklatury Emila Durkheima), na co zwrócił uwagę J.S. naprawdę nie dostrzegam takiego powodu.
Wspomniana okoliczność, jak zauważyłeś, dotyczy przypadku jakiejś presji zewnętrznej. Gdy samobójstwo dotyczy tylko ewentualnego samobójcy, najmocniejszym argumentem mogłoby być skrajne, nieuleczalne cierpienie fizyczne, czy też okaleczenie obejmujące podstawowe narządy, części ciała, czy w ogóle kontakt ze światem. Jak sądzę 99% takich przypadków dotyczyć może jednak tylko eutanazja.
enfant (64444 punktów)
> A znalazłbyś dobry powód do samobójstwa, skutki popełnienia (bądź niepopełnienia) którego dotykają tylko samobójcę?

>Poza stanem wyższej konieczności (czy też samobójstwem altruistycznym, wg. nomenklatury Emila Durkheima), na co zwrócił uwagę J.S. naprawdę nie dostrzegam takiego powodu.
>Wspomniana okoliczność, jak zauważyłeś, dotyczy przypadku jakiejś presji zewnętrznej.

   Zauważyłem.

>Gdy samobójstwo dotyczy tylko ewentualnego samobójcy, najmocniejszym argumentem mogłoby być skrajne, nieuleczalne cierpienie fizyczne, czy też okaleczenie obejmujące podstawowe narządy, części ciała (...) Jak sądzę 99% takich przypadków dotyczyć może jednak tylko eutanazja.

   Rozumiem. Dzięki za głos.

>czy w ogóle kontakt ze światem.

   Mógłbyś rozwinąć myśl?


-?-
Miłosz (376 punktów)

>>czy w ogóle kontakt ze światem.

... koślawe sformułowanie no chodziło mi właśnie o przypadki typowo "fizjologiczne", gdy człowiek ma świadomość, ale jest właściwie tylko mózgiem. Ostatnio było głośno o jednym takim mężczyźnie z Polski, zapomniałem, jak się nazywał...
enfant (64444 punktów)
   OK

   PS. Być może chodzi o Janusza Świtaja.

-?-
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>A znalazłbyś dobry powód do samobójstwa, skutki popełnienia (bądź niepopełnienia) którego dotykają tylko samobójcę?
Samobójstwo nie może mieć skutków w przypadku niepopełnienia (pomijając nieudane).
Pomijając eutanazję, przymus i załamanie psychiczne nie jestem w stanie wyobrazić sobie dobrego powodu do samobójstwa.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Pomijając eutanazję, przymus i załamanie psychiczne nie jestem w stanie wyobrazić sobie dobrego powodu do samobójstwa.

Czytając to mam ochotę strzelić.
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Czytając to mam ochotę strzelić.
Sobie pięćdziesiątkę?
27-06-2008 23:03 
 Ocena 1 na 1
Miłosz (376 punktów)

>Można, ktoś może dać Ci wybór i samobójstwo będzie rozwiązaniem racjonalnym.
>Zastrzel się albo wystrzelam Twoją rodzinę.

Jasne, ale taki przypadek to jednak coś innego niż to o czym pisałem. Tutaj nie ma tego całego procesu, tylko jest swego rodzaju stan wyższej konieczności. Jeden pan, o którym nabazgrałem niżej (swoją drogą o nim zapomniałem wcześniej) wymienia takie przypadki w swojej typologii samobójstw. Nie pasują one jednak do teorii, o której pisałem w pierwszym poście i chyba nie są jakimś samoistnym fenomenem społecznym, a o samobójstwie w ujęciu kryminologii można wg mnie tak powiedzieć.

Pozdrawiam,
Miłosz
D.Sprenglewski (426 punktów)
>ktoś może dać Ci wybór i samobójstwo będzie rozwiązaniem racjonalnym.
>Zastrzel się albo wystrzelam Twoją rodzinę.

Napastnik podaje dwa wyjścia z sytuacji, a jest przecież jeszcze trzecie - zaatakowanie samego napastnika (być może kosztem własnego życia), celem ochrony rodziny.

Wątpię by ktoś postawiony przed tak ekstremalnym wyborem poddał się woli agresora tak po prostu, bez szukania dodatkowych opcji.

Pozdrawiam
Miłosz (376 punktów)

badaniem samobójstw od strony socjologicznej zajmował się jeden z pionierów tej nauki, Emil Durkheim, w necie prawie nic nie ma, tutaj jest kilka zdań: pedagogium(*)hologia_samobojstwa_ulotka.pdf

Jeszcze coś takiego znalazłem:
www.sciaga(*)ierzajacym_dokonac_samobojstwa

Pozdrawiam,
Miłosz
enfant (64444 punktów)
   Świetnie! Dziękuję bardzo

-?-
awitu (7627 punktów)
a co z samobójstwem jako formą buntu ? Nie pojmowanym jako wynik cierpienia a buntu wobec zastanej rzeczywistości? W jakimś sensie nawiązuję do Camusa ale nie tylko.

To nie zawsze jest próba zakończenia cierpienia ale brak zgody na zastany stan. Nie wynikający z tego że coś sie stało typu miłość, utrata pracy itd. Wiem że zawsze działanie próba zmiany zastanej rzeczywistości jest najlepszą drogą, ale nie zawsze można walczyć.Gdy sam akt samobójstwa jest przejawem walki, protestem, nic nie dającym nam jako jednostce ale mającym dać coś grupie buntującej się do której jednostka należy. Mówię tu o takich przypadkach jak Evžen Plocek czy Alfredo Ormando?

Mówię także o naszym indywidualnym buncie, wobec tej rzeczywistości która nas otacza, to nie zawsze jest depresja czy jakaś forma cierpienia ale świadomość braku możliwości zmiany rzeczywistości i jednocześnie brak zgody na egzystencję w niej.

"raj głupca to piekło mędrca"
enfant (64444 punktów)
    Świetny głos. Nowy argument.

   Czy takie samobójstwo jest wyjściem? A może nie ma być konstruktywnem wyjściem?
   W takim razie czy ma sens, jeśli można je rozpatrywać w kategoriach sensu?
   Czy jest dewiacją?

-?-
awitu (7627 punktów)
>    Świetny głos. Nowy argument.
>   Czy takie samobójstwo jest wyjściem? A może nie ma być konstruktywnem wyjściem?
>   W takim razie czy ma sens, jeśli można je rozpatrywać w kategoriach sensu?
>   Czy jest dewiacją?

Dla mnie ma sens

Akt samobójstwa jest przejawem walki, protestem, nic nie dającym nam jako jednostce ale mającym dać coś grupie buntującej się do której jednostka należy. Pomimo że działanie unicestwia jednostkę przyciąga uwagę do danej sprawy. Uważam że samobójstwo w takim przypadku jest lepsze od np. zabójstwa dokonanego w celu zwrócenia uwagi na daną sprawę. Jako jednostka mam prawo decydować o swoim życiu, uważać że są sprawy "wyższe" niż moje życie i w tym przypadku nie wyrządzam krzywdy innym, wyrażam jedynie swoją postawę. Wiem że racjonalniejszym zachowaniem jest walka, jednakże walka nie zawsze jest możliwa, nie zawsze można walczyć nie krzywdząc innych. W takim przypadku samobójstwo wydaje mi się uzasadnione i racjonalne.

Trudniejszą sprawą do wytłumaczenia dla mnie jest samobójstwo jako bunt indywidualny wobec rzeczywistości. Prawdopodobnie nie powiem nic bardziej mądrego niż np Camus
Jednakże gdy człowiek jest w sprzeczności z otoczeniem w którym żyje, a jego wszelkie działania nie wpłyną na zmianę stanu zastanego ( i nie mowie tu o chorobie, cierpieniu zawodach miłosnych, depresji) ma wiadomość jałowości egzystencji, trwania dla trwania, uważam że taki czyn nabiera racjonalnych przesłanek. Poniekąd jestem w stanie zrozumieć stanowisko - zawsze może być lepiej, tylko gdy czuje się wewnętrzny bunt wobec tego co nas otacza, lepiej być nie może, ponieważ rzeczywistość nie zmienia się w takim stopniu by to poczucie buntu zniwelować i żadne nasze działanie nie zmieni jej w stopniu akceptowalnym. Wiem że pojawi się argument o tym że brak dostosowania do społeczeństwa i z nim się zgodzę, jednak przedkładam jednostkę nad społeczeństwo. Takie samobójstwo jest dla mnie brakiem zgody na kompromis jakim byłoby dostosowanie się do społeczeństwa kosztem indywidualności.
Wiem że to dość kontrowersyjne ale wynika to z faktu, że dla mnie najwyższą wartością jest człowiek jako jednostka i jej prawo do oceny rzeczywistości, samostanowienia, a jednocześnie nie uważam że śmierć jest czymś przerażającym. Nie odczuwam leku przed nią pomimo że jest tą ostateczną granicą za jaką człowiek wyjść nie może. Uważam że istnieję tu i teraz i argument że przyszłość może przygnieć rozwiązanie obecnego konfliktu z rzeczywistością jest podobnie irracjonalnym argumentem co zgoda na kompromis zamian za raj po śmierci.


"raj głupca to piekło mędrca"
Miłosz (376 punktów)

no tak. Jest coś takiego, jeszcze był przypadek czeskiego studenta, Jana Palacha bodajże, w 1968 roku - protestował przeciwko interwencji Układu Warszawskiego. Witkacy poderżnął sobie gardło, bo podobno zdołował się wkroczeniem Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. Na okładce pierwszego albumu Rage Against The Machine jest też makabryczne zdjęcie płonącego mnicha.
Osobiście myślę, że - w przeciwieństwie do sytuacji zewnętrznego przymusu - to głupota. Owszem, raczej zwraca uwagę... ale chyba nic poza tym. Sam bunt wobec czegokolwiek to marne uzasadnienie samobójstwa, chyba że da się to podciągnąć też pod samobójstwo altruistyczne. Zastanawiam się tylko, czy to rzeczywiście czysty bunt, czy też ludzie odbierający sobie życie w takich okolicznościach nie są po prostu w jakiś sposób rozchwiani. E. Durkheim mówił w tym przypadku o samobójstwie fatalistycznym, obok egoistycznego i wspomnianego altruistycznego. Nie wiem, czy te dwa pierwsze nie są do siebie podobne, powiedziałbym nawet, że identyczne.

Najbardziej wg mnie wymagające uwagi są te samobójstwa o tajemniczej etiologii, samobójstwa czysto "psychologiczne". To one zresztą przeważają.
Nawiasem mówiąc, ze dwa miesiące temu w Newsweeku czytałem artykuł mówiący wręcz o pladze samobójstw wśród młodocianych.

Pozdrawiam,
Miłosz
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Czy samobójstwo może mieć sens?

Bardzo trudne pytanie. W sensie ogólnym ciężko jest (bynajmniej mi) sformułować odpowiedź uwzględniającą wszelkie rodzaje samobójstwa.
Wydaje mi się, że większość przypadków odebrania sobie życia jest prowokowana silnymi, negatywnymi emocjami, uniemożliwiającymi obiektywne przeanalizowanie sytuacji. A tam gdzie są emocje, trudno jest mówić o racjonalizmie.
Co za tym idzie, samobójstwo nie ma sensu. Chociaż dla człowieka pragnącego śmierci (nie ważne z jakich powodów), takie postępowanie jest zapewne logiczne.

>Czy zawsze lepsze jest życie?

Nie. Mając do wyboru:
1) rok życia ze świadomością, że jest to mój ostatni rok, ale mam możliwość korzystania z niego
2) śmierć
wybrałbym to pierwsze. Ale mając do wyboru:
1) rok życia ze świadomością, że jest to mój ostatni rok, ale nie mam możliwości korzystania z niego (czyt. - warzywo)
2) śmierć
chyba wybrałbym drugą opcję. (Chyba - ponieważ w takiej sytuacji nie jestem i nie byłem, trudno jest mi więc ocenić, co by mną wtedy powodowało).

>Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe
>wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?

Ma prawo, ale jeśli z niego skorzysta, popełni błąd. Jeśli zacznie się oszukiwać i zamaże złe wspomnienia, również popełni błąd (ale mniejszy). Jeśli wyciągnie wnioski z wcześniejszych, niekożystnych decyzji i postanowi coś z tym zrobić... wtedy nie popełni błędu (zakładam, że mówimy o normalnych przypadkach i sytuacje w stylu "zagłosowałem na PiS i mi się nie podoba, więc zabiję prezydenta" nie wchodzą w grę).

>Czy trzeba leżeć w łożku i bezmyślnie patrzeć w sufit, żeby prawdą było, że się
>wegetuje, zamiast żyć?

Nie. Czasami wegetacja emocjonalna wydaje mi się dużo gorsza.

>Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny
>beznadziejnie chorych?

Może być, ale to zależy od indywidualnych przypadków.

>Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go, w
>imię swojej wolności i samowładczości?

Według mnie, takiego moralnego prawa absolutnie nia posiada. Może (mówiąc nieco kolokwialnie) "olać" bliskich, ale nie jest to jego prawo morlane. Jest to po prostu prawo, które mu przysługuje (co nie oznacz, że powinien z niego kożystać).

>Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z
>powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?

Niepowtarzalność życia zdecydowanie świadczy przeciwko samobójstwu. Jeśli ktoś żyje, posiada potencjał, może coś zrobić/zmienić/stworzyć/(nawet) zniszczyć. Jeśli, ktoś nie żyje, nie może nic.
Człowiek odbierający sobie życie tylko dlatego, że nie wykorzystał życiowych okazji, czy nie odczuwał satysfakcji ze swojego życia, jest słaby i głupi, ponieważ świadomie rezygnuje z możliwości zmiany swojego życia. Jeśli, ktoś się zabije, to już nic nie zmieni. A jeśli będzie żył dalej, to ta pozostała część może być niezwykle satysfakcjonująca (nie musi, ale może).

Pozdrawiam
diogenes (42753 punktów)
Samobójstwo bywa też morderstwem. Bywa nawet, że zza grobu (geny). O samobójstwie może być mowa tylko w jednym przypadku: kiedy jest wolnym wyborem, a nie wyborem rodziców, środowiska, dziejów, licho wie, czego jeszcze.

>Czy fakt, że żyjemy tylko raz...

To nie jest fakt. Faktem jest jedynie, że żyjemy. Być może jest tak jak w piosence, w której kocha się raz, potem drugi i znów...
sztejkat (4743 punktów)
>   3) Samobójstwo a wolność.

To chyba jedyna absolutna i niezaprzeczalna wolność jaka nam pozostała - prawdo do wyboru śmierci.

Głupia, nieprzyjemna, kalecząca wolność ostatecznego wyboru.

Jednak uważam, że co jak co, ale prawo do samobójstwa jest niezbywalnym prawem jednostki. Czyż można bowiem być właścicielem własnego życia nie będąc władnym zadać sobie śmierci?

>   1) Sens samobójstwa.

W zasadzie powinienem zapytać - z czyjego punktu widzenia?

Na sens samobójstwa moim zdaniem trzeba patrzeć z dwu stron:

- konsekwencji dla samobójcy
- konsekwencji dla otoczenia

Rozważanie pierwszego jest moim zdaniem próżnym - odnosi się bowiem do konieczności rozpoznania stanu PO samobójstwie i porównania go ze stanem PRZED. A jak wiadomo, poglądów na stan PO jest tyle ilu ludzi. I żadna szansa na ich obiektywne zweryfikowanie. Innymi słowy, sens samobójstwa z punktu widzenia je popełniającego zawsze będzie osobisty, związany z osobistym podejściem do tego co będzie PO śmierci.

Dla osoby wierzącej w życie pozagrobowe samobójstwo ma jak najbardziej sens - radykalna zmiana stanu istnienia.

Dla wyznawcy kresu wszelkiego jest odebraniem szans na zmianę. Kwestia rozstrzygania tego, czy zatrzymanie osobniczego postrzegania jest subiektywnie zmianą czy też jej brakiem przekracza moje kompetencje.

Rozważanie konsekwencji dla otoczenia to zupełnie inna broszka. Tu sens leży w zewnętrznych skutkach śmierci i zdecydowanie zależy od okoliczności.


Tomasz Sztejka
Fantazjusz (159 punktów)
Odpowiedzi na pytanie, czy samobójstwo może być racjonalne, moim zdaniem należy udzielić odwołując się do następującego rozumowania:
Co jest celem celem każdego człowieka? Do czego człowiek zawsze dąży? Do szczęścia. Zazwyczaj różnie rozumianego, ale przeważnie jest to ogólne zadowolenie z własnego życia, z własnej osoby, z własnej tożsamości, kiedy człowiek widzi, że więcej w jego życiu jest rzeczy dobrych, niż złych. Jest to stan, w którym ani by myślał o popełnieniu samobójstwa. Można nawet powiedzieć, że celem człowieka jest oddalanie się od samobójstwa, jakby zapobieganie mu. Ale są osoby, które nawet nie tyle że są chore psychiczne, odnoszą jakieś szczególne, fizyczne lub psychiczne cierpienia, ale są głęboko niezadowolone ze swojego życia, które jest niezgodne z ich aspiracjami. Są to więc przyczyny wewnętrzne, nie środowiskowe. Człowiek widząc wokół siebie ludzi szczęśliwych, wesołych, umiejących swoim życiem pokierować, dochodzi do wniosku, że życie szczęśliwe jest możliwe. Ale jednocześnie wie, że nie jest możliwe w jego przypadku. Na przykład dlatego, że on posiada genetycznie odziedziczone cechy, które uniemożliwiają mu osiągnięcie tego celu. Na przykład ktoś może być inteligentny (mieć dobre wyniki w nauce), ale mieć niskie poczucie tzw. koherencji życiowej - np. nie być w stanie przeprowadzić dłuższej, normalnej rozmowy z drugim człowiekiem, nie rozumieć, co się do niego mówi, nie być aktywnym życiowo, nie rozumieć samego siebie, odrzucać propozycje na sposób spędzenia czasu, które świat mu oferuje. Może np. odrzucać propozycję pójścia do kina ze znajomymi z obawy przed tym, że i tak nie będzie w stanie skupić się na tym, co mówią, nie będzie go to interesowało lub będzie to rozumiał w taki sposób, który będzie chciał ukryć przed nimi z obawy przed kompromitacją. Osoby te podczas codziennych czynności, nie myślą o uniwersalnej, obiektywnej istocie tego, co robią, np. nie skupiają się na treści książki, lecz bezwiednie, nie do końca to kontrolując, produkują absurdalne myśli niezwiązane z tematem, które wstydziliby się wypowiedzieć. Poza tym są osoby, które np. mają genetycznie zaprogramowany agresywny stosunek do ludzi, nie są w stanie być osobami przyjaznymi, miłymi i odpowiadać na ich oczekiwania. Są też osoby z natury małomówne, mrukliwe, gburowate, więc nie zyskujące sympatii innych. Ludzie świadomi tych ułomności, przez które rezygnują z doświadczeń, jakie przeżywają osoby w jego środowisku, dochodzą więc do wniosku, że ich życie nigdy już nie będzie normalne i szczęśliwe, bo przyczyna leży w ich osobowości, której nie da się zmienić. Oczywiście wtedy pojawia się myśl o samobójstwie. Czy nieracjonalna?
Nie aż tak, gdy się przeprowadzi jeszcze inne rozumowanie:
Nie wiem, czy ktoś z was zastanawiał się nad pytaniem "dlaczego ja to ja?", czyli: skoro istnieją inne osoby, np. istnieje Donald Tusk, to dlaczego właściwie ja, Jan Kowalski, jestem akurat Janem Kowalskim, a nie Dondaldem Tuskiem? Co o tym zadecydowało? Przecież nie miałem żadnego wyboru. A równie dobrze mógłbym być Dondaldem Tuskiem. Skoro on sam nim jest, to ja też mógłbym nim być, ale nie jestem. Nie wiem, dlaczego urodziłem się akurat tym konkretnym Janem Kowalskim, akurat w tym czasie, w tych okolicznościach. Zostałem, mówiąc językiem egzystencjalistów, wrzucony w byt. Ale pojawia się następna myśl: skoro umrę, a wiem, na czym śmierć polega, tzn. na rozkładzie ciała, bez którego moja osobowość przestaje istnieć, a istnieją tylko moje szczątki, które nie mają dla mnie żadnego znaczenia (bo mnie jako takiego już nie ma), to równie dobrze mogę narodzić się kimś innym, jeszcze raz. Skoro ktoś urodził się Janem Kowalskim dzisiaj, to jutro popełniając samobójstwo, może pojutrze narodzić się np. kimś, kto za 20 lat będzie gwiazdą pop, zdolnym architektem, wybitnym filozofem lub światowej klasy piłkarzem. Oczywiście może też urodzić się słoniem lub psem, bo przecież z biologiczno-filozoficznego punktu widzenia, - życie psa, a życie człowieka to to samo, inteligencja i inne atrybuty nie mają tu znaczenia, o psie tak samo można powiedzieć, że jest to "ktoś", czyli kto ma pewną psią tożsamość, co o człowieku. Dla psa jego bycie psem ma takie samo znaczenie to dla człowieka bycie człowiekiem, chociaż zapewne w bardziej ograniczony sposób sobie to uświadamia, ale nie na tyle, by wykluczyć fakt, że w "następnym wcieleniu" może być psem. Dopiero gdzieś na poziomie mrówek moglibyśmy nie wierzyć, że mają one swoją tożsamość. Oczywiście nie chodzi mi tu o jakąś reinkarnację, bo to nie "ktoś" stanie się kimś innym w następnym wcieleniu, po prostu jeśli umrze, to narodzi się ktoś inny, a skoro ja nie wiem, dlaczego jestem Janem Kowalskim dzisiaj, to pojutrze będę się zastanawiał, dlaczego jestem gwiazdą pop, a nie np. Donaldem Tuskiem.
Samobójstwo z tego punktu widzenia staje się pewną szansą, ale obarczoną dużym ryzykiem. Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś narodzi się jako ktoś szczęśliwy? Może np. narodzi się jako latająca mucha albo tygrys?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?

Funkcję samobójstwa dobrze wyjaśnia psychologia ewolucyjna na bazie modelu doboru krewniaczego. Samobójcami o wiele częściej są osoby obarczone rodziną (rodzeństwem lub dziećmi), a nie tacy, którzy mogą cierpieć i wariować bez szkody dla sukcesu reprodukcyjnego swoich genów.

>   Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe
>wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?

To oczywiście nie jest powód do samobójstwa. Racjonalne jest tylko samobójstwo w obliczu zagrożenia bliskich, gdy np. choroba psychiczna matki zagraża zdrowiu jej dzieci.

>   Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny
>beznadziejnie chorych?

Nie może... chyba że w dyskusji biorą udział osoby pragnące uchodzić za bardzo subtelne i wrażliwe

>   3) Samobójstwo a wolność.
>   Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go, w
>imię swojej wolności i samowładczości?

Nie ma. Przeciwieństwem takiego niemoralnego samobójstwa jest eutanazja, która z definicji jest dobrą śmiercią - żeby śmierć zasłużyła na to piękne miano, musi być spełniony warunek pełnego współczucia dla cierpień samobójcy ze strony bliskich, którzy będą mogli, po udanej eutanacji, przestać wreszcie opłakiwać cierpiącego.

>   4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.
>   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu

Nie. Uzasadnieniem jest pierwsza moja odpowiedź (na początku postu)

doku
cenzura (27 punktów)
1) Sens samobójstwa.

Samobójstwo? I tak umrzemy. Co za różnica. Zresztą jeśli uważa, ze już nie da rady tego ciągnąć, to po co ma się męczyć?
I tak każdego czeka koniec.

2) Samobójstwo a eutanazja.

Jak dla mnie to powinno być dozwolone. Człowiek ma prawo decydować o sobie.
A poza tym to bez sensu tak leżeć i patrzeć jak inni się Tobą opiekują. Dodatkowy ból rodziny, że patrzą na swojego syna/córkę i widzą jak się męczy. Oni się męczą...

3) Samobójstwo a wolność.

Nie zrozumiałam

4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.

Każdy żyje na swój rozum. I jeśli mamy do czynienia z osobą, która ma myśli samobójcze to musi mieć jakiś powód. I jeśli uważa, ze nie da rady pociągnąć tego żywota, to dla Niej to życie jest niewiele warte w sumie... Po co ma się męczyć? I tak umrze.. prędzej czy później to czeka każdego
e tam (16 punktów)
>   1) Sens samobójstwa.
>   Czy samobójstwo może mieć sens? Czy zawsze lepsze jest życie?
Moim zdaniem samobójstwo może mieć sens w całkowicie beznadziejnym przypadku: my mamy za sobą wysoki klif skalny, a przed sobą wilka ludojada (bardzo głodnego). Nieważne, w którą stronę się udamy, obie są beznadziejne. Życie jest długie wbrew pozorom, więc wybierajmy je.
>   Czy człowiek, który czuje, że stracił kawał życia powinien się oszukiwać i zamazać złe
>wspomnienia, czy też ma prawo uznać, że tak się nie bawi i że nie akceptuje okrojonego życia?
Myślę, że ma pełne prawo do tego. W końcu posiada wolną wolę.
>   2) Samobójstwo a eutanazja.
>   Czy trzeba leżeć w łożku i bezmyślnie patrzeć w sufit, żeby prawdą było, że się
>wegetuje, zamiast żyć?
Myślę, że tak. Człowiek, który nie ma już możliwości decydowania ,świadomie o sobie samym jest praktycznie tylko roślinką.
>   Czy cierpienie egzystencjalne i psychiczne nie może być większe niż ból fizyczny
>beznadziejnie chorych?
Myślę ze może być równe, a nawet większe.
>   3) Samobójstwo a wolność.
>   Czy człowiek ma moralne prawo zawiesić dbałość o ewentualnych głęboko opłakujących go, w
>imię swojej wolności i samowładczości?
Tak, prawo ma, ogólnie, lecz nie jest to moralne. Krzywdzenie innych, zwłaszcza bliskich jest niemoralne.
>   4) Samobójstwo a niepowtarzalność życia.
>   Czy fakt, że żyjemy tylko raz i należy to jak najlepiej wykorzystać, świadczy przeciwkosamobójstwu, jako stracie potencjału? Czy też usprawiedliwia samobójczą frustrację z
>powodu niesatysfakcjonującego wykorzystania jedynego życia?
Moim zdaniem zdecydowanie przeciwko. Życie można i trzeba przeżyć jak najlepiej. Można je naprawiać i zacząć się nim cieszyć dopiero pod jego koniec nawet. Byle mieć satysfakcję chociaż z kilku wspaniałych jego chwil.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365