Racjonalista - Strona głównaDo treści
Blaski i cienie wiary

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
23-03-2009 09:03a.szubert (411 punktów)Blaski i cienie wiary
Ocena 9 na 11
Ludzie wierzący właśnie ich wiarę uważają za najwspanialszą łaskę i dar boży. Powoduje to u nich wyraźnie widoczne przekonanie o ich wyższości nad ateuszami i niedowiarkami. Bo tych bóg owym darem nie obdarzył.

Czy wiara sama w sobie jest pozytywna, czy negatywna?
Jej największą „zaletą” jest pewność, przekonanie wierzącego, że zna prawdę. Wie, czego od niego pragnie bóg, wie - co jest dobre a co złe.
Ta pewność siebie ludzi wierzących na pewno godna jest pozazdroszczenia. Nie mają dylematów – czy powinienem postąpić tak, czy inaczej. Wystarczy zajrzeć do katechizmu, lub spytać księdza. I ma się gotową odpowiedź, zwalniającą z poczucia osobistej odpowiedzialności za podjętą decyzję. Wierzący bowiem nie ponosi osobistej odpowiedzialności za podjęte decyzje. On przecież wyłącznie postępuje z nakazami samego boga.
Ten konformizm psychiczny zamyka jednak drogę wierzącym do samodzielnego stawiania „bluźnierczych” pytań. A także do szukania na własną rękę odpowiedzi.
Myślenie typu – jak przekonać ateusza, że bóg naprawdę istnieje - oraz przytaczane „dowody” osiągają postać finezyjnej erystyki. Nie są jednak samodzielnym myśleniem. Myślący tak nie stawia sobie bowiem pytania – czy bóg istnieje? A jeśli tak, to jaki on jest? Czy życie ma jakiś sens? Jakiś cel?
Takie pytania go nie dręczą. Bo on po prostu „wierzy”, że zna prawdę ostateczną. A to zamyka jemu drogę do możliwości szukania zrozumienia (sensu czy też bezsensu) ludzkiej egzystencji.

Wiara zwalnia z obowiązku ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny.
Wierzący nie ma wyrzutów sumienia za nic, jeśli tylko postępuje zgodnie z nakazami wiary.
Zmusi kobietę w ciąży do urodzenia „potworka” (genetycznie uszkodzonego) twierdząc, że każde życie pochodzi od boga. Nie poczuwa się przy tym do odpowiedzialności niesienia pomocy w opiece nad urodzonym kaleką.

Najbardziej niebezpieczną cechą wierzących, wynikającą z ich przekonania, że posiadają prawdę jedyną i ostateczną jest chęć „uszczęśliwienia” tą wiarą wszystkich pozostałych ludzi.
Przykładów z historii, a także aktualnych, mamy aż nadto.
Nie tylko dogmatyzm religijny jest niebezpieczny. Dogmatyzm ateistyczny Marksa, który religie nazwał „opium dla ludu” sam okazał się heroiną dla jego wyznawców. Skutki były koszmarnie szkodliwe dla milionów nawracanych na siłę „owieczek”.

Nie zazdroszczę wierzącym ich wewnętrznego spokoju wypływającego z przekonania, że posiedli „prawdę ostateczną”. Wolę błądzić, szukać, przeżywać zwątpienia i niepewność. Dopóki tylko wiem, że nie marnuję innego daru bożego – rozumu. Ten dar właśnie sprawia, że wiele rzeczy można zrozumieć. Nie jest się więc skazanym na przyjmowanie wszystkiego na wiarę.

Także kierując się rozumem można pobłądzić. Ale ostatecznie to właśnie rozum sprawia, że nigdy nie uznam ślepej uliczki wiary za prawdę ostateczną.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

szperacz (2861 punktów)
>Także kierując się rozumem można pobłądzić. Ale ostatecznie to właśnie rozum sprawia, że nigdy nie
>uznam ślepej uliczki wiary za prawdę ostateczną.

A zatem dyskusja z Miłującym Prawdę nie ma większego sensu?
Madman (7811 punktów)
>A zatem dyskusja z Miłującym Prawdę nie ma większego sensu?
Niektórym zboczeńcom intelektualnym sprawia przyjemność obrzucanie ścian grochem.
Głąbiński (3538 punktów)
Często zarzuca się księżom, że wypowiadają się jako znawcy seksualności, a zarazem sami, jeśli uprawiają stosunki płciowe, czynią to w sposób daleki od normalności. Obawiam się, że masz podobny problem. Np.:
>wyraźnie widoczne przekonanie o ich wyższości nad ateuszami i niedowiarkami...
Właściwe każdemu rozumującemu poprawnie przekonanie, że "mój pogląd jest prawdziwy, a przeciwne zapatrywania są błędne", nie jest "poczuciem wyższości".
>... największą zaletą jest pewność, przekonanie wierzącego, że zna prawdę. Wie, czego od niego pragnie bóg, wie - co jest dobre a co złe.
Skąd wytrzasnąłeś takie stwierdzenie? Czy naprawdę nie czytałeś/słyszałeś o rozterkach, jakie przeżywa większość osób religijnych?
>Wierzący bowiem nie ponosi osobistej odpowiedzialności za podjęte decyzje.
???
...
>Nie zazdroszczę wierzącym ich wewnętrznego spokoju wypływającego z przekonania, że posiedli prawdę ostateczną. Wolę błądzić, szukać, przeżywać zwątpienia i niepewność.
Prawdopodobnie znasz wyłącznie popularną literaturę hagiograficzną. To co wiemy np. o Auguście z Hippony, Teresie z Avila, Marcinie Lutrze, czy Simone Weil, dowodzi, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż to sobie wyobrażasz.

Stach M. G.
a.szubert (411 punktów)

>

>... największą zaletą jest pewność, przekonanie wierzącego, że zna prawdę. Wie, czego od niego pragnie bóg, wie - co jest dobre a co złe.
>Skąd wytrzasnąłeś takie stwierdzenie? Czy naprawdę nie czytałeś/słyszałeś o rozterkach, jakie przeżywa większość osób religijnych?

Z rozmów z wierzącymi. Zarówno z katolikami, świadkami Jehowy, zielonoświątkowcami, scjentystami, mormonami, muzułmanami, a także marksistami.
Oni mają rozterki. Ale jedynie typu - czy naprawdę - zgodnie z moją wiarą postępuję?

>>Wierzący bowiem nie ponosi osobistej odpowiedzialności za podjęte decyzje.
>???

Czym się dziwisz? Wierzący postępuje - jak uważa - zgodnie z wolą boga. Nie ponosi więc odpowiedzialności za "wypełnianie" woli boga.

>>Nie zazdroszczę wierzącym ich wewnętrznego spokoju wypływającego z przekonania, że posiedli prawdę ostateczną. Wolę błądzić, szukać, przeżywać zwątpienia i niepewność.

>Prawdopodobnie znasz wyłącznie popularną literaturę hagiograficzną.

Prawdopodobnie.... wiesz lepiej niż ja, jaką znam literaturą...

>To co wiemy np. o Auguście z Hippony, Teresie z Avila, Marcinie Lutrze, czy Simone Weil, dowodzi, >że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż to sobie wyobrażasz.

Dlaczego uważasz, że coś przerasta moją możliwość "wyobrażenia". Jestem człowiekiem z fantazją.
Jedynie "nadmiar" fantazji budzi mój opór.
diogenes (42753 punktów)
>Ludzie wierzący właśnie ich wiarę uważają za najwspanialszą łaskę i dar boży.

Jeśli wierzę, że za ścianą jest kuchnia, to mogę się o tym przekonać w skończonej ilości kroków. To jasne. Wiara ludzi wierzących jest inna. Mówią, że wierzą, a przecież - są pewni, wiedzą. Ba, nawet swoją wiarę uważają za dar tego, w kogo wierzą. Jeśli listonosz wręcza mi list (tak jak bóg w akcie łaski daje wiarę), nie muszę przecież wierzyć w listonosza: wiem, że istnieje. Język wiary pełen jest niespójności. Wiara w zwykłym znaczeniu słowa pozostawiałaby zawsze pewne fundamentalne domniemanie, że to, w co wierzę, nie istnieje. A to zmieniłoby radykalnie nastawienie do religii ludzi wierzących.

Czy ludzie wierzący - wierzą? Zdaje się, że w tych sytuacjach, w których wykluczony jest moment domniemania nieistnienia tego, w co wierzymy, nie jest to wiara. Jeśli wierzę, że bóg istnieje, to możliwe jest, że bóg nie istnieje. To zdaje się zwykłe znaczenie słowa wierzę .

Co to znaczy wierzyć?
Głąbiński (3538 punktów)
>Jeśli wierzę, że za ścianą jest kuchnia, to mogę się o tym przekonać w skończonej ilości kroków. To jasne. Wiara ludzi wierzących jest inna. Mówią, że wierzą, a przecież - są pewni, wiedzą...
Przykład kuchni jest niedopuszczalnym uproszczeniem. Podobieństwa szukać należy raczej w równie skomplikowanych przypadkach. Weźmy jako przykład "wierzenia" fizyków czy kosmologów - powiedzmy tzw. tunel czsoprzestrzenny. Wiemy, że coś takiego istnieje, lecz jego natura i właściwości są zupełną niewiadomą.
Tu uwaga: z założenia istota Boga jest dużo bardziej trudna do zbadania niż TCP. By podać przykład o tym samym stopniu niedostępności dla umysłu, należałoby wziąć pod lupę jakąś ogólną wiedzę o Kosmosie. Różnica polega m. in. na tym, że o ile są jakieś szanse, że TCP poznamy dokładniej, to wiedza zarówno o Bogu jak i o Kosmosie dostępna jest nam jedynie cząstkowa. Uwaga ta odnosi się do każdego z obu wymienionych przedmiotów niezależnie od tego, czy którykolwiek z nich jest rzeczywistością, czy tworem wyobraźni.
Wracając do porównania wiar: w Boga i w TCP muszę ci wypomnieć, co następuje. Z twojego postu wnioskuję, że pojmujesz wyobrażenie chrześcijan jako brodatego pana siedzącego na chmurach w gronie aniołków. Jeśli tak, to winniśmy konsekwentnie fizykom przypisać, że widzą TCP takie, jakie sobie wyobraża większość z nas na podstawie telewizyjnego obrazu, gdzie na ekranie w wielobarwnym kole błyska się coś i kręci przy wtórze budzących nastrój tajemniczości dźwięków.


Stach M. G.
wieczorek (5578 punktów)
(zablokowany)
. Wiara w zwykłym znaczeniu słowa pozostawiałaby zawsze pewne fundamentalne domniemanie, że to, w co wierzę, nie istnieje. A to zmieniłoby radykalnie nastawienie do religii ludzi wierzących.

hej,
I to jest zasadnicza i fundamentalna kwestia !
Być może zostaliśmy stworzeni przez jakąś istotę a być może nie , któż to wie = ???
Nie mówiąc już o tym co to za istota , jaka ona jest i czego od nas chce !
Jeżeli wierzący dopuszcza wątpliwości co do istoty swej wiary ... przestaje być wierzącym , ponieważ nie wie w co wierzy i dlaczego a tylko wydaje mu się ! Mieć dystans do swych przekonań oznacza zdolność do krytycznej refleksji co jest równoznaczne z zakwestionowaniem wszelkich tabu i dogmatów . Dlatego można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć , że wiara polega na braku wątpliwości a te z kolei prowadzą do fanatyzmu , bezalternatywności , arogancji i agresji . Czyli , że wiara stwarza klimat dla powstawania programów , systemów i ideologii totalitarnych .
pozdrawiam
makuś
Słupski (79 punktów)
(zablokowany)

>Nie tylko dogmatyzm religijny jest niebezpieczny. Dogmatyzm ateistyczny Marksa, który religie
>nazwał "opium dla ludu" sam okazał się heroiną dla jego wyznawców. Skutki były
>koszmarnie szkodliwe dla milionów nawracanych na siłę "owieczek".

Marks był filozofem i nie stworzył żadnego dogmatu. Dogmaty tworzyli ci co go czytali(bez zrozumienia),poprawiali i uzupełniali.
Pozdrawiam
23-03-2009 22:18 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Marks był filozofem...

Ale juz nie w klasycznym sensie. Był w równym stopniu agitatorem. Oto zakończenie najważniejszego jego dzieł(k)a, Manifestu Komunistycznego:

Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów i zamiarów. Oświadczają oni otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niech drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną. Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan. Do zdobycia mają cały świat. Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

>i nie stworzył żadnego dogmatu.

Pewne tezy jego doktryny wydaja się mieć taki charakter (walka klas, materializm)
23-03-2009 23:35 
 Ocena 1 na 1
Słupski (79 punktów)
(zablokowany)
>>Marks był filozofem...
>Ale juz nie w klasycznym sensie. Był w równym stopniu agitatorem.
Fakt- był tym,który swoją filozofię starał się wykorzystać w praktyce.>i nie stworzył żadnego dogmatu.
>Pewne tezy jego doktryny wydaja się mieć taki charakter (walka klas, materializm)
Nie będę się spierał, zajmowałem się Marksem w dość odległych czasach. Mimo wszystko nie czynię go winnym tych wszystkich zbrodni, a do tego wątku głównie się odniosłem.

Pozdrawiam
24-03-2009 12:19 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>>Marks był filozofem...
....
>Pewne tezy jego doktryny wydaja się mieć taki charakter (walka klas, materializm)
Nastąpiło niedopuszczalne rozszerzenie pojęcia dogmatu. Pominę materializm, którego "dogmatyczności" wyobrazić sobie nie potrafię. Natomiast twierdzenie o istnieniu zjawiska społecznego nazwanego walką klas jest typowym twierdzeniem naukowym opartym na badaniu historii, podobnie jak twierdzenie o tworzeniu się wirów powietrznych wokół wyżów i niżów wyprowadzono z badania zmian pogody. Można kwestionować prawdziwość takiego prawa, ale nie sposób przyrównywać je do dogmatu, który opiera się jedynie na nieomylności autora.
Co do materializmu. Określam go jako aksjomat czyli założenie konieczne do przyjęcia, by ustanowić punkt wyjściowy do tworzenia definicji porządkujących wiedzę, a stwierdzający, że jedyną rzeczywistością jest materia. Przypomnę, że konkurencyjne z materializmem systemy oparte są (były?) na aksjomatach: berkeley'owcy twierdzą, że rzeczywiste są tylko "moje" wrażenia, a wyznawcy wszystkich religii, że - tylko Bóg. Uwaga: dyskusyjna jest sprawa Hinduistów, których Brahman (Nirwana) wg niektórych więcej ma wspólnego z materią niż z duchem. Było to nawet przyczyną potężnej awantury, gdy JPII wyraził się, że doktryna hinduizmu jest "materialistyczna". Wtrącone w nawiasie pytanie o aktualność całej sprawy wynika stąd, że hipoteza wielkiego BUUM! skłania wielu do przekonania o bezprzedmiotowości całego sporu, gdyż kryteria rozróżnienia ducha od materii zupełnie się "rozmyły".

Stach M. G.
a.szubert (411 punktów)
>>Marks był filozofem...
>i nie stworzył żadnego dogmatu.

Marks uważał się za filozofa. Czy nim był??? Ja w to osobiście wątpię. Był przede wszystkim . PROPAGANDYSTĄ.
Zapominasz o przekonaniu Marksa, że jego doktryna jest "jedyną, słuszną i naukową.". "Jedynym słusznym opisem historii" . >Jedyną słuszną metodą jej intrerpretacji".
Pomijam "drobniejsze" dogmaty wymyślone przez Marksa.
"Dyktatura proletariatu".
Wyższość gospodarki planowej nad wolnorynkową".
"Wyższość gospodarki uspołecznionej naj prywatną".
"Przewodnia rola partii" - to też wymyślił KRYPTOPROPAGANDYSTA Karolek. Lenin i Stalin to tylko wcielali.
28-03-2009 20:12 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Marks uważał się za filozofa. Czy nim był??? Ja w to osobiście wątpię.

Nie sądzę, aby w plejadzie filozofów można było znaleźć jakieś obiektywne kryterium bycia filozofem. Diogenes uważał Platona za durnia, Schopenhauer nie znosił Hegla, którego określał mianem szarlatana. Carnap uważał, że Heidegger bełkocze. Marks uważał się nie tylko za filozofa, ale - jak każdy prawie filozof - jednocześnie za reformatora filozofii: filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić (Tezy o Feuerbachu). Nikt przed nim tak mocno nie podkreślił praktycznej, rewolucyjnej roli filozofii, chociaż zawsze zdawano sobie sprawę z praktycznych konsekwencji głoszonych idei (Protagoras, Sokrates, Kant). I odwrotnie: nikt tak mocno nie zwrócił uwagi na zależność głoszonych idei od społecznej praktyki. Marks jest klasykiem filozofii.

a.szubert (411 punktów)
>Nie sądzę, aby w plejadzie filozofów można było znaleźć jakieś obiektywne kryterium bycia filozofem. Diogenes uważał Platona za durnia, Schopenhauer nie znosił Hegla, którego określał mianem szarlatana. Carnap uważał, że Heidegger bełkocze. Marks uważał się nie tylko za filozofa, ale - jak każdy prawie filozof - jednocześnie za reformatora filozofii: filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić (Tezy o Feuerbachu). Nikt przed nim tak mocno nie podkreślił praktycznej, rewolucyjnej roli filozofii, chociaż zawsze zdawano sobie sprawę z praktycznych konsekwencji głoszonych idei (Protagoras, Sokrates, Kant). I odwrotnie: nikt tak mocno nie zwró>Nie sądzę, aby w plejadzie filozofów można było znaleźć jakieś obiektywne kryterium bycia filozofem. Diogenes uważał >Platona za durnia, Schopenhauer nie znosił Hegla, którego określał mianem szarlatana. Carnap uważał, że Heidegger >bełkocze.

Nie uważam opinii jednego filozofa o innych za wiążącą. Osobiście przedkładam nade wszystkimi filozofami Antystenesa. To on jako pierwszy mówił o konieczności zniesienia niewolnictwa, równouprawnienia kobiet, czy zniesienia granic politycznych.

>Marks uważał się nie tylko za filozofa, ale - jak każdy prawie filozof - jednocześnie za reformatora filozofii: filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić (Tezy o Feuerbachu). Nikt przed nim tak mocno nie podkreślił praktycznej, rewolucyjnej roli filozofii, chociaż zawsze zdawano sobie sprawę z praktycznych konsekwencji głoszonych idei (Protagoras, Sokrates, Kant). I odwrotnie: nikt tak mocno nie zwrócił uwagi na zależność głoszonych idei od społecznej praktyki. Marks jest klasykiem filozofii.

Marks - w moim przekonaniu nie mał nic wspólnego z filozofią. Był PROPAGANDYSTą. On nie uprawiał metafizyki a ją zwalczał. Zgodnie z jego "manifestem komunistycznym". A każdego, kto myślał inaczej - nakazywał "wyeliminować". Takich - jak Ty - myślących "inaczej", a przynajmniej samodzielnie, też.

Ortodoksja była warunkiem przetrwania.
28-03-2009 21:32 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Marks - w moim przekonaniu nie mał nic wspólnego z filozofią.

Teza zbyt stanowcza. Zerknij do tekstów.

>On nie uprawiał metafizyki a ją zwalczał.

Nie on jeden. Tym niemniej: był materialistą, a więc głosił pewną teorię bytu. Coś jednak miał wspólnego z filozofią.

>każdego, kto myślał inaczej - nakazywał "wyeliminować".

Podobnie jak Platon. Czy on - z tej racji - też nie miał nic wspólnego z filozofią?
a.szubert (411 punktów)

>Teza zbyt stanowcza. Zerknij do tekstów.

Pozostawiam sobie prawo do "stnowczych tez". Dla mnie Marks jest propagandystą rewolucji (którą uważał za szczyt rozwoju) a nie nie filozofem.

>>On nie uprawiał metafizyki a ją zwalczał.

Nie znam tez przeciwnych.

>Nie on jeden. Tym niemniej: był materialistą, a więc głosił pewną teorię bytu. Coś jednak miał wspólnego z filozofią.
>>każdego, kto myślał inaczej - nakazywał "wyeliminować".
>Podobnie jak Platon. Czy on - z tej racji - też nie miał nic wspólnego z filozofią?

Nawet ekstremalny hedonizm jest też "teorią bytu". Dlaczego nie wpływa on na nasze życie tak - jak marksizm?.
Czy idealizm Platona był wyłącznie metafizyczny".???
Porównanie Platona- gotowego oddać dzieci na wychowanie państwa, z Marksem (dzieci wychowywane przez państwo) JEST UZASADNIONE.
To jest chyba najlepszy przykład, że diametralnie odmienne koncepcje wyjściowe Platona i Marksa
(idealizm i materializm) mają punkty styczne.

Nie jestem miłośnikiem ani Platona, ani Marksa
29-03-2009 08:00 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Dla mnie Marks jest propagandystą rewolucji (którą uważał za szczyt rozwoju) a nie nie filozofem.

Któż więc jest filozofem? Czy bycie propagandystą rewolucji wyklucza bycie filozofem? W przypadku Marksa (ale nie tylko) jego rewolucjonizm jest raczej pochodną stanowiska filozoficznego. Wydaje mi się, że trzeba rozróżnić idee od ich propagowania, rozpowszechniania.

>Nawet ekstremalny hedonizm jest też "teorią bytu". Dlaczego nie wpływa on na nasze życie tak - jak marksizm?.

Hedonizm (w jednym ze swych znaczeń) jest stanowiskiem etycznym, które głosi, że najwyższym dobrem człowieka jest lub powinna być przyjemność, hedone. Uważam, że stanowisko takie nie jest wyznaniem metafizycznym, tym niemniej zakłada jakieś ujęcie chociażby człowieka, czyli jakąś antropologię. Arystyp, który pierwszy sformułował koncepcję hedonizmu, określił przyjemność jako stan duszy. Podobnie uczynił to Epikur. Hedonistą, zdaje się, że ekstremalnym, był markiz de Sade, ale jego ontologia ograniczała się do pochwy i penisa. Dlaczego hedonizm nie wpływa na nasze życie tak, jak marksizm? Bo to dwie różne sprawy.

>diametralnie odmienne koncepcje wyjściowe Platona i Marksa (idealizm i materializm) mają punkty styczne.

W sensie logicznym to żaden problem (dylemat konstrukcyjny prosty): ponieważ nie jesteśmy zobligowani do przyjęcia platonizmu lub marksizmu - nie musimy akceptować wniosków płynących z tych doktryn, w szczególności wniosku o odbieraniu dzieci przez państwo.

>Nie jestem miłośnikiem ani Platona, ani Marksa

Filozofia nie jest miłością do filozofów. Co nie znaczy, że nie można mieć z nimi randki.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

> Marks jest klasykiem filozofii.

Cytat:
Słupski: >Marks był filozofem...
diogenes: Ale juz nie w klasycznym sensie.


To jak to w końcu jest - nie był filozofem w klasycznym sensie, a jednocześnie był klasykiem filozofii?
Bo się pogubiłem...

Pozdrawiam - Zbyszek

Prawda jest jedna.
29-03-2009 16:21 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>nie był filozofem w klasycznym sensie,...

Z grubsza: filozofia w klasycznym sensie głosiła zawsze prymat teorii (theoria Arystotelesa) nad praktyką. Marks zerwał z tym ostatnią tezą o Feuerbachu.

>a jednocześnie był klasykiem filozofii?

Nie był , tylko jest nadal. Kryterium jest proste: zerknij do większości historii filozofii. Lenina czy Stalina można sobie darować.
Głąbiński (3538 punktów)
>.... Marks uważał się nie tylko za filozofa, ale - jak każdy prawie filozof - jednocześnie za reformatora filozofii...
Ciekawostka: gdzieś czytałem, że Marks oburzał się, gdy nazywano go filozofem.

Stach M. G.
29-03-2009 18:59 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>gdzieś czytałem, że Marks oburzał się, gdy nazywano go filozofem.

plato.stanford.edu/entries/marx/
Głąbiński (3538 punktów)
>plato.stanford.edu/entries/marx/
Dziękuję za interesujący link, o którym dotąd nie miałem pojęcia. Jednak nie ma w nim wyjaśnienia kwestii, co twierdził o sobie Marks jako o filozofie?

Stach M. G.
Canon (433 punktów)
Po prawdzie my też w coś wierzymy. Nasza wiara opiera się na przekonaniu, iż nasze dowody są wystarczające aby stwierdzić, że wiara innych jest wynikiem irracjonalności. My wiemy, że mamy rację gdyż wierzymy w słuszność i racjonalność naszej dedukcji oraz dowodów, tak samo jak ludzie religijni, którzy również wierzą, jak i mają pewność, iż to co wyznają jest słuszną prawdą pochodzącą dajmy na to od stwórcy. Przy obu punktach widzenia jest miejsce dla wiary jak i pole do wątpliwości, dlatego ja uważam, że racja jest po stronie tych, którzy nie boją się wątpić, pytać i szukać odpowiedzi czy też dowodów dla potwierdzenia swej wiary.
29-03-2009 09:40 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>uważam, że racja jest po stronie tych, którzy nie boją się wątpić, pytać i szukać odpowiedzi czy też dowodów dla potwierdzenia swej wiary.

Jeżeli nasłuchasz się bajek, to nic nie stoi na przeszkodzie do poszukiwania dowodów na krasnale i księżniczki. Proszę bardzo: szukaj. To samo dotyczy poszukiwania dowodów potwierdzających wiarę: szukaj. Ale problem nie na tym polega. Chodzi o to, czy wiara w ogóle ma sens? Czy jej kulturowy przekaz jest uzasadniony? Czy nie jest instrumentem manipulowania ludźmi (a przecież są takie przesłanki), itd, itp. Jak się chce obić psa, to kij się znajdzie. Jak się chce uwierzyć, to argument znajdzie się również.
Głąbiński (3538 punktów)
>... czy wiara w ogóle ma sens? ...
A czy ma sens sztuka abstrakcyjna, poszukiwanie wyrazu formy w architekturze (której zadaniem jest przecież po prostu projektowanie mieszkań i warsztatów pracy) itd. itp. Czy ma sens życie?


Stach M. G.
29-03-2009 19:08 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Czy ma sens życie?

Pytanie źle postawione. Życie w jakim sensie? Biologicznym? Czy bicie serca ma sens? O jakie życie chodzi w tym nudnym pytaniu?
Głąbiński (3538 punktów)
>Pytanie źle postawione. Życie w jakim sensie? Biologicznym? Czy bicie serca ma sens? O jakie życie chodzi w tym nudnym pytaniu?
Przecież w pytaniu nie chodzi o treść słowa "życie", a o wyrażenie mojego przekonania, że szukanie "sensu" jest równie pozbawione uzasadnienia w "czynności" wierzenia, jak i w innych wymienionych (z uwzględnieniem dodanego itd.) z życiem włącznie.


Stach M. G.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365