UWAGA! Produkt kolekcjonerski. W wypadku nadmiernej ilości towaru, powiadomić weteryniarza.
Zapadła cisz grobowa, Naczczo wypowiedział więc te słowa: -Jam Prawem i Lewem. Wszystkie pasjonatki kadzideła w tunelu proszę przemówić teraz.. bądź zamilknąć na zawsze. -O dzięki Ci Naczczo! -Nie czuję sprzeciwu. -O dzięki Ci Naczczo! --Balejaże, balejaże, metki z futra i witraże! Gruba dupa teges, szmeges... i nie mamy kasy mamy! -Prosim Cię o prosim, bo i tak nie wyprosim. Czy widzisz w nas kierowniku zbór graczy? -Widzę o drodzy, że jutro będzie jednak to futro. Tu Naczczo zadumał się.. a przynajmniej udawał... No cóż.. nieubłagany Dziamdziam musiał wrócić do łask. Oczywiście i tak nie dogodzisz, ale po co miałbyś się nie starać? -O Naczczo! Kupiliśmy anteny jak kazałeś. -Przyprowadźcie mi więc Jagnę. Tym razem oficjalnie. Z pokorą każdy słuchał. -Jagno, ma nielicha, co to Cię opiewał Kupicha.. gołąbecku wcielony, wciel się w me żony. Po papierek do Kranu pedziem i siem ciesyć bedziem Twym śledziem. -O dzięki Ci Naczczo! (Oczywiście tu napomknę, że historia oparta jest na faktach autentycznych) -O frendzelku mój Ty miły, coś się wczoraj twe żołniezyki nie puściły. Ja frendzelka bez pendzelka i finezji, nie wpiszę do mej poezji. -Aleć przecież zalot to był, co się bez lizania nie obył. -Aleć przecież ciągnąły się te zaloty, bez żadnej poloty, a Ty scyńścia mi jeno oszczędzisz, bo jeno o mych kudłach glendzisz. -Długie one, a niby jako Odysa włajaże.. ciągną się jak upomniane balejaże. Ty mi powiedz, czemuś Ty warkocz ścięła.. wrota zamknęła i klucz przęklęła? -Bo mnie pipka swędzi, a ja mam chyba jeno swendzoncą pipkę. Papier mi ino dali, bo na tatuaż na czole zgody nie dali. Ażeszty nie tako jako benadziei wtóry, to goń te strychowe szczury i bazgrol kalambury. -Boć pieniądzaś zażądała. Czyś nie miała? -Ja miała. Ja miała. -Iś nie miła mnie wyśmiała. -Ja dała. Ja dała. -Iś nie miła mnie wyśmiała. -Ja przedała. -Jam Ci wybaczam, bom Lewem i Prawem. Bogowie mnie nie równi, bo mnie warte galaktyki. -Ta mała czarna.. co ją wąchasz rano.. Tę Ci dano. -Ale tylko przedano. A ja sam se robię, to co będę oglądał pierwej w grobie. -A rajtuz? -Co z rajtuzem? -On podarty. -Pieniądz Cię karmi dziś miła. Dla świata żeś się skończyła. -Tyś daleko. -I mi chcicy, ni upartości mej nie zazdrość. -Za dużo mamy do starcenia. -To może w innej galaktyce.. dawno dawno temu. -Sam widzisz. -Nie to Tyś pedzio ła, żem głupiutki. -Boś farmazolił. -Bom Twym pięknem nażeczony. -A jest że li dla Ciebie światełeczko w tuneliku. -Jako pstry robaczek, co prze ostro. -I świństewka Ci tylko po tej sprośnej staro młodej łepetynce latają. -Pamiętej mnie miła, bo żeś ze mną jeszcze nie skończyła. -O tasiemcze przebrzydle przebiegły... mój łeb tego nie rozumie. Cóż oznacza.. Czy to, że ja Cię na łeb jabłka spuszczać będę? -Skończ wąścini. Majtek kolor opisz. -Czerwony z kury byku. Jaja twe nieprętkie. -Cycki Twe nie miękkie, ale krew Ci dyktuje, że kłótnię murarz muruje.. i płacze, że na koszulkę z bawełny dzieci szykuje. -Chamie! -Bóstwo! -Czemu ranisz trzewia moje? -Bo to nasze spólne znoje. Bo to nasze spólne znoje. -Wpół żeś drogi miał się spotkać. -Legnij więc na mym posłaniu.. i zapomnij o ubraniu.. -Paranoje Twoje to nie szczere znoje. -Ale o najprawdziwsze boje, co moje. -Skądżeś Ty ten prądzik buchnął? -Skątowni. -A kantem nie puścisz? -Nie puszczę. -Puścisz. -Puścisz, czy nie puścisz? -Puszczam, ale nie żebym tam była jakaś tam puszczalska. Swendzieć mnie przestało i odpływam. Kotwicę zapuszczaj, majtka objedź i kapitanka w czapeczkę! -I gitara!
Tu kwoli sprostowania - miał być Fikszyn, a wyszło romanidło. Do koleżanek i kolegów.. po prośbie... jak będzie po łacinie "Zemsty nadszedł czas"?
|