Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy jesteście przymuszani do sakramentów przez katolickią rodzinę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
07-08-2008 17:09jamalutka (139 punktów)Czy jesteście przymuszani do sakramentów przez katolickią rodzinę?
Ocena 2 na 2
Jjestem studentką dziennikarstwa. Próbuję napisać pracę o polskich ateistach, jak są odbierani przez otoczenie, rodzinę (szczególnie jeśli ta jest bardzo wierząca). Interesują mnie bardzo wypowiedzi rodziców, ateistów, agnostyków, ogólnie takich nie do końca przekonanych do wiary katolickiej - czy były nacicki w spr. ślubu kościelnego, chrztu dziecka, komunii, jak tłumaczą dziecku, że nie pójdzie do komunii i nie dostanie z tej okazji super komputera...
Na tym portalu jest tylko jedna moja praca (recenzja "ego Innego" Kapuścińskiego).
Bardzo prosze o odpowiedzi tu, na forum, lub na maila: lp.pw@kecupak
Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

gohan (25 punktów)Odp: Czy jesteście przymuszani do sakramentów przez katolickią rodzinę
>Jjestem studentką dziennikarstwa. Próbuję napisać pracę o polskich ateistach, jak są odbierani
>przez otoczenie, rodzinę (szczególnie jeśli ta jest bardzo wierząca). Interesują mnie bardzo
>wypowiedzi rodziców, ateistów, agnostyków, ogólnie takich nie do końca przekonanych do wiary
>katolickiej - czy były nacicki w spr. ślubu kościelnego, chrztu dziecka, komunii, jak tłumaczą
>dziecku, że nie pójdzie do komunii i nie dostanie z tej okazji super komputera...
>Na tym portalu jest tylko jedna moja praca (recenzja "ego Innego" Kapuścińskiego).
>Bardzo prosze o odpowiedzi tu, na forum, lub na maila: lp.pw@kecupak
>Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.
>
Witam jak już wspominałem w innym temacie Polska jest niestety na tyle zacofana, że rodzice, nauczyciele i księża wpajają małemu dziecku, że ich religia jest najlepsza i tylko ich bóg jest prawdziwy, a gdy będziesz grzecznym dzieckiem to pójdziesz do nieba itp... Ja pamiętam gdy byłem mały i nocowałem u mojego kolegi, który miał bardzo katolicką rodzinę, położyliśmy się spać i raptem wpada jego matka, każe nam klękać i modlić się!. Dla mnie takie zachowanie jest chore i nienormalne, jak można wpajać komuś w co ma wierzyć i to jeszcze 15-letniemu dziecku, które jest zresztą wystarczająco katowane "informacjami o religii katolickiej" przez nauczycieli i katechetów w szkole..
jamalutka (139 punktów)

>>
>Witam jak już wspominałem w innym temacie Polska jest niestety na tyle zacofana, że rodzice, nauczyciele i księża wpajają małemu dziecku, że ich religia jest najlepsza i tylko ich bóg jest prawdziwy, a gdy będziesz grzecznym dzieckiem to pójdziesz do nieba itp... Ja pamiętam gdy byłem mały i nocowałem u mojego kolegi, który miał bardzo katolicką rodzinę, położyliśmy się spać i raptem wpada jego matka, każe nam klękać i modlić się!. Dla mnie takie zachowanie jest chore i nienormalne, jak można wpajać komuś w co ma wierzyć i to jeszcze 15-letniemu dziecku, które jest zresztą wystarczająco katowane "informacjami o religii katolickiej" przez nauczycieli i katechetów w szkole..
>

jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykuł) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po obu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
Przemysław Biegański (52 punktów)
Rodziny "katolickie" w Polsce podzieliłbym osobiście na fanatycznie katolickie - choć takich jest faktycznie niewiele oraz na katolickie "z przyzwyczajenia" które stanowią przeważającą większość. O ile w tych pierwszych - fanatycznych, gdzie małżonkowie, rodzice narzucają swoją wizje świata na zasadzie dogmatu, to w tych drugich - katolickich "z przyzwyczajenia", praktykowanie zarówno obrzędów jak i sakramentów wynika z "a co sąsiedzi/rodzina/znajomi powiedzą", "babcia chodziła do kościoła, mama chodzi a ty nie będziesz?!". Ścisłe stosowanie sie w tych rodzinach do nakazów chrzescijańskich i katolickich jest traktowane z przymrużeniem oka - vide ilość "wpadniętych" panien idących z brzuchem do ołtarza...


I will always defy your damn faith
As I've lived I'll die free
You'll never have me crosstitute myself
Or on my fuckin' knees
jamalutka (139 punktów)
>Rodziny "katolickie" w Polsce podzieliłbym osobiście na fanatycznie katolickie - choć takich jest faktycznie niewiele oraz na katolickie "z przyzwyczajenia" które stanowią przeważającą większość. O ile w tych pierwszych - fanatycznych, gdzie małżonkowie, rodzice narzucają swoją wizje świata na zasadzie dogmatu, to w tych drugich - katolickich "z przyzwyczajenia", praktykowanie zarówno obrzędów jak i sakramentów wynika z "a co sąsiedzi/rodzina/znajomi powiedzą", "babcia chodziła do kościoła, mama chodzi a ty nie będziesz?!". Ścisłe stosowanie sie w tych rodzinach do nakazów chrzescijańskich i katolickich jest traktowane z przymrużeniem oka - vide ilość "wpadniętych" panien idących z brzuchem do ołtarza...
>
I will always defy your damn faith

>As I've lived I'll die free
>You'll never have me crosstitute myself
>Or on my f**kin' knees



jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykół) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
Przemysław Biegański (52 punktów)
Oo! Prosiak! Nie pamietam dokładnie tytułu - "Dziewiąta Czara" czy tez "Ósma Czara"? Miałem ten komiks, niestety ktos go pożyczył na "wieczne nieoddanie". Czy masz moze info gdzie i jak znów mógłbym go zdobyć?

I will always defy your damn faith
As I've lived I'll die free
You'll never have me crosstitute myself
Or on my fuckin' knees
jamalutka (139 punktów)
>Oo! Prosiak! Nie pamietam dokładnie tytułu - "Dziewiąta Czara" czy tez "Ósma Czara"? Miałem ten komiks, niestety ktos go pożyczył na "wieczne nieoddanie". Czy masz moze info gdzie i jak znów mógłbym go zdobyć?
>
I will always defy your damn faith

>As I've lived I'll die free
>You'll never have me crosstitute myself
>Or on my f**kin' knees

nie mam " 8 czara" pozyczyąłm na wieczne nieoddanie ale miaąłm na myśli inne komijsy Prosiaka (mam w domu nie pamiętam nazwy czyba po porostu numerowane 1,2,3,4) - było nie tylko o religiach, ale forumowiczów pewnie akurat te najbardziej inteersują (komiksy mogą byćsprzedawane na koncertach, ew. w dziuplach, myślę, ze na Allegro można dostać) pzdr
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Ostatni raz zostałem zmuszony do zaliczenia I Komunii. Potem już nikt się mnie nie czepiał. Rodzice nie posłali mnie do III klasy. W niedzielę do Kocioła jeszcze przez kilka lat chodziłem z własnej woli z kolegami - czego to dzieciak nie zrobi, żeby przebywać z kolegami... ale i tak głównieśmy się wygłupiali i kręcili po jakichś zakamarkach, zamiast przebywać w tłumie.

Nie namawiano mnie do ślubu kościelnego. Delikatnie namawiano mnie, żebym pozwolił ochrzcić dzieci, ale zaraz dali mi spokój, gdy musieli wysłuchać moich wywodów o misjonarzach, prześladowaniach religijnych i pogardzie dla innych (wyższych!) kultur. Ponieważ przeczytałem kilka książek o savoir vivrze, wiedziałem jak ateista ma się zachować podczas różnych ceremonii religijnych. Dlatego nikt się nie czepiał, gdy czekałem pod kościołem na kondukt pogrzebowy, gdy siadałem zamiast klękać podczas ślubów itd.

Najwięcej namawiano mnie co roku na spacer w dniu święcenia Wesołego Jajka, ale nie dałem się złamać - to by był wstyd, gdyby koledzy zobaczyli mnie na spacerze z babcią, niosącą Wesołe Jajko w koszyczku. Nawet gdybym został pod kościołem, to i tak by mi nie uwierzyli.

Nikt nie namawiał nas, żebyśmy posyłali dzieci na religię

doku
jamalutka (139 punktów)
>Ostatni raz zostałem zmuszony do zaliczenia I Komunii. Potem już nikt się mnie nie czepiał. Rodzice nie posłali mnie do III klasy. W niedzielę do Kocioła jeszcze przez kilka lat chodziłem z własnej woli z kolegami - czego to dzieciak nie zrobi, żeby przebywać z kolegami... ale i tak głównieśmy się wygłupiali i kręcili po jakichś zakamarkach, zamiast przebywać w tłumie.
>Nie namawiano mnie do ślubu kościelnego. Delikatnie namawiano mnie, żebym pozwolił ochrzcić dzieci, ale zaraz dali mi spokój, gdy musieli wysłuchać moich wywodów o misjonarzach, prześladowaniach religijnych i pogardzie dla innych (wyższych!) kultur. Ponieważ przeczytałem kilka książek o savoir vivrze, wiedziałem jak ateista ma się zachować podczas różnych ceremonii religijnych. Dlatego nikt się nie czepiał, gdy czekałem pod kościołem na kondukt pogrzebowy, gdy siadałem zamiast klękać podczas ślubów itd.
>Najwięcej namawiano mnie co roku na spacer w dniu święcenia Wesołego Jajka, ale nie dałem się złamać - to by był wstyd, gdyby koledzy zobaczyli mnie na spacerze z babcią, niosącą Wesołe Jajko w koszyczku. Nawet gdybym został pod kościołem, to i tak by mi nie uwierzyli.
>Nikt nie namawiał nas, żebyśmy posyłali dzieci na religię
>
doku


jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykuł) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
ingenue (123 punktów)
Niestety, ale bardzo ciężko przychodzi moim rodzicom pogodzenie sie z moimi przekonaniami. Staram sie rozmawiać na ten temat z nimi i mimo, że w pewnym sensie podzielają moje zdanie to i tak nie umieją znieść, że nie ide w niedziele do kościoła. Oby dwie moje babcie były bardzo wierzące i do każdego sakramentu byłam przymuszana, bo o ile moje przekonania nie były wtedy sprecyzowane, to oni je mieli i kiedy mi to było obojętne to im nie.
Jest tak, jak juz wspomniał ktoś przede mną - rodzina i otoczenie wie jaki Bóg i wiara jest dla mnie 'najlepszy' i wpajano mi to od dziecka.

A co do komunii - mój brat miał w tym roku komunie- nie było żadnego szantażu(typu dostaniesz komputer), ale też nikt sie go nie spytał o zdanie. Po prostu wszyscy w jego klasie szli do komunii i on, jako, że rodzice są katolikami, też poszedł.
jamalutka (139 punktów)
>Niestety, ale bardzo ciężko przychodzi moim rodzicom pogodzenie sie z moimi przekonaniami. Staram sie rozmawiać na ten temat z nimi i mimo, że w pewnym sensie podzielają moje zdanie to i tak nie umieją znieść, że nie ide w niedziele do kościoła. Oby dwie moje babcie były bardzo wierzące i do każdego sakramentu byłam przymuszana, bo o ile moje przekonania nie były wtedy sprecyzowane, to oni je mieli i kiedy mi to było obojętne to im nie.
>Jest tak, jak juz wspomniał ktoś przede mną - rodzina i otoczenie wie jaki Bóg i wiara jest dla mnie 'najlepszy' i wpajano mi to od dziecka.
>A co do komunii - mój brat miał w tym roku komunie- nie było żadnego szantażu(typu dostaniesz komputer), ale też nikt sie go nie spytał o zdanie. Po prostu wszyscy w jego klasie szli do komunii i on, jako, że rodzice są katolikami, też poszedł.

jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykół) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
Pabloss (4221 punktów)
Witam. Ja bym troszeczkę zmodernizował pytanie do osób, które pomimo swojego sprzeciwu były zmuszane do sakramentów - a mianowicie czy Wy także zamierzacie wasze pociechy przymuszać (bezpośrednio lub pośrednio) do kościółkowych ceremonii, czy też jesteście bogatsi o tę wiedzę, że nikogo nie należy do niczego zmuszać, a zwłaszcza do wiary, której nijak się nie da przełożyć na zdrowy rozsądek?
jamalutka (139 punktów)
>Witam. Ja bym troszeczkę zmodernizował pytanie do osób, które pomimo swojego sprzeciwu były zmuszane do sakramentów - a mianowicie czy Wy także zamierzacie wasze pociechy przymuszać (bezpośrednio lub pośrednio) do kościółkowych ceremonii, czy też jesteście bogatsi o tę wiedzę, że nikogo nie należy do niczego zmuszać, a zwłaszcza do wiary, której nijak się nie da przełożyć na zdrowy rozsądek?
>

jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykuł) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
piątek (1035 punktów)
Mam rodziców może nie tyle ateistów, co nie interesujących się sprawami wiary, po prostu nie zajmują żadnego konkretnego stanowiska, na religie nie musiałem chodzić jak nie chciałem, odradzali mi chodzenie do kościoła, więc ja mam z tym luz, a babci zdanie mnie mało interesuje.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
jamalutka (139 punktów)
>Mam rodziców może nie tyle ateistów, co nie interesujących się sprawami wiary, po prostu nie zajmują żadnego konkretnego stanowiska, na religie nie musiałem chodzić jak nie chciałem, odradzali mi chodzenie do kościoła, więc ja mam z tym luz, a babci zdanie mnie mało interesuje.
>
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"


jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykół) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
Patty Matheson (2087 punktów)
   Takie wyznania nasuwają mi na myśl kozetkę psychoanalityka, ale cóż, wszystko dla popularyzacji naszego stanowiska

   Ciężko mówić o naciskach na przyjęcie pierwszej komunii, to się po prostu robiło. Jeśli dziecko jest wychowywane w obrządku katolickim, w wyniku prania mózgu jest to dla niego normalny stan rzeczy, że cała "druga be" idzie do kościółka, jest impreza, są prezenty. Zjazd rodziny i prezenty to zresztą największy manipulator, bo za tę wymarzoną Amigę 500 bez oporu przyjęłabym wtedy pewnie i święcenia kapłańskie.    Problemy mogą zacząć się przy bierzmowaniu. U mnie takowych nie było, poszłam bo nie chciałam mieć na pieńku z rodzicami, a nie było to łatwe, bo nie chodziłam do szkoły w rejonie, więc sama musiałam sobie sakrament załatwiać na parafii. Pamiętam, że miałam momenty szukania sensu, odnajdywania się w tej religii ("skoro już się bierzmuję"), ale nie dało rady - krótko po wszystkim już byłam ateistką.
Zaczęłam o tym mówić otwarcie na łonie rodziny dopiero około osiemnastki. Nie było żadnego "rodzice, chcę Wam coś oświadczyć" . Przejście było gładkie; mama mnie jeszcze długo próbowała nawrócić (raczej prośbą, nie groźbą), ale w końcu zrozumiała. Nie mamy zatargów na tym punkcie, bo szanuję ich zdanie, i rozmawiam otwarcie na tematy religijne. Na Wigilię czytam im Ewangelię, śpiewam kolędy. W ostatnią Wielkanoc poszłam z mamą ze święconką, bo u reszty rodziny leń był silniejszy niż potrzeba religijna.
   Nacisków na ślub kościelny nie było żadnych, dopóki nie zaszłam w ciążę, ale i wtedy ograniczyli się do marudzeń o cywilnym (mój partner jest niebierzmowanym ateistą). Gorzej z chrztem, i zawsze mnie to zastanawia, czy to z troski o duszę niewinnego dziecięcia, czy z presji otoczenia. Mam na to ustalony pogląd: "A kto będzie to dziecię w tej waszej wierze wychowywał - wszak na tym polega chrzest? My nie, a nie mamy znajomych katolickich na chrzestnych (mieszkamy 200 km od moich rodziców, więc rodzina odpada). Jeśli dziecko zechce, ochrzci się samo. A co do jego duszy, Bóg na pewno nie pozwoliłby, aby przez zachowanie rodziców dziecko było potępione".
   Nie boję się, że moja córka będzie chciała iść do komunii, bo "biała sukienka, komputer...". Wyjaśnię jej (a zapewne już wcześniej będzie tego świadoma), że nie musi iść do komunii, żeby się ubrać jak tylko zechce czy dostać coś wymarzonego.

Pozdrawiam.


I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
jamalutka (139 punktów)
>   Takie wyznania nasuwają mi na myśl kozetkę psychoanalityka, ale cóż, wszystko dla popularyzacji naszego stanowiska
>   Ciężko mówić o naciskach na przyjęcie pierwszej komunii, to się po prostu robiło. Jeśli dziecko jest wychowywane w obrządku katolickim, w wyniku prania mózgu jest to dla niego normalny stan rzeczy, że cała "druga be" idzie do kościółka, jest impreza, są prezenty. Zjazd rodziny i prezenty to zresztą największy manipulator, bo za tę wymarzoną Amigę 500 bez oporu przyjęłabym wtedy pewnie i święcenia kapłańskie.    Problemy mogą zacząć się przy bierzmowaniu. U mnie takowych nie było, poszłam bo nie chciałam mieć na pieńku z rodzicami, a nie było to łatwe, bo nie chodziłam do szkoły w rejonie, więc sama musiałam sobie sakrament załatwiać na parafii. Pamiętam, że miałam momenty szukania sensu, odnajdywania się w tej religii ("skoro już się bierzmuję"), ale nie dało rady - krótko po wszystkim już byłam ateistką.
>Zaczęłam o tym mówić otwarcie na łonie rodziny dopiero około osiemnastki. Nie było żadnego "rodzice, chcę Wam coś oświadczyć" . Przejście było gładkie; mama mnie jeszcze długo próbowała nawrócić (raczej prośbą, nie groźbą), ale w końcu zrozumiała. Nie mamy zatargów na tym punkcie, bo szanuję ich zdanie, i rozmawiam otwarcie na tematy religijne. Na Wigilię czytam im Ewangelię, śpiewam kolędy. W ostatnią Wielkanoc poszłam z mamą ze święconką, bo u reszty rodziny leń był silniejszy niż potrzeba religijna.
>   Nacisków na ślub kościelny nie było żadnych, dopóki nie zaszłam w ciążę, ale i wtedy ograniczyli się do marudzeń o cywilnym (mój partner jest niebierzmowanym ateistą). Gorzej z chrztem, i zawsze mnie to zastanawia, czy to z troski o duszę niewinnego dziecięcia, czy z presji otoczenia. Mam na to ustalony pogląd: "A kto będzie to dziecię w tej waszej wierze wychowywał - wszak na tym polega chrzest? My nie, a nie mamy znajomych katolickich na chrzestnych (mieszkamy 200 km od moich rodziców, więc rodzina odpada). Jeśli dziecko zechce, ochrzci się

samo. A co do jego duszy, Bóg na pewno nie pozwoliłby, aby przez zachowanie rodziców dziecko było potępione"

>   Nie boję się, że moja córka będzie chciała iść do komunii, bo "biała sukienka, komputer...". Wyjaśnię jej (a zapewne już wcześniej będzie tego świadoma), że nie musi iść do komunii, żeby się ubrać jak tylko zechce czy dostać coś wymarzonego.





jeszcze odpiwoem wszystkim" bardzo bardzo wam wszystkim dziekuję, wypowiedzi na pewno się przydadzą (nie tylko ze wzgledu na artykół) i polecam komiksy punkowe Prosiaka (może jakoś można dostac intenret, nie wiem, nie sprawdzałam) jest tam sporo o religii i chyba dobrze oddaje moje poglady (mimo, ze ja religii całkiem nie skreślam, widzę tylko piważne rysy np. chętnie przecztyam "Boga urojonego", ale "nieurojonego" też - po pbu spodziewam się zagorzałej indoktruynacji w swiom kierunku)
.
>Pozdrawiam.
>
I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"

Arek Żurowski (224 punktów)
(zablokowany)
Nie...
Można powiedzieć, że mam szczęście. Moja rodzina jest liberalna... Moja rodzina zaakceptowała mój ateizm. Nie zmuszają mnie do niczego (w rodzinie mam również księdza). Nie modlę się podczas Wigilii Bożego Narodzenia, ale w niej uczestniczę- traktuję to jako zwykłą kolację. Jedyne ceremonie w których biorę udział to pogrzeby moich bliskich. Staram się przez to złożyć im hołd, aczkolwiek nie bawię sie w modlitwy żałobne itd, po prostu jestem.
Z kolei w pracy otwarcie mówię i zawsze mówiłem o swoim ateizmie. Nie mam z tym najmniejszego problemu, o czym świadczy fakt iż ciągle awansuję a obecnie jestem na stanowisku dyrektora zarządzającego.
Według mnie niektórych problemy są przesadzone. Chciałbym mieć takie-miałbym przynajmniej z kim się pokłócić
MichaQ (1056 punktów)
>Jjestem studentką dziennikarstwa. Próbuję napisać pracę o polskich ateistach, jak są odbierani
>przez otoczenie, rodzinę (szczególnie jeśli ta jest bardzo wierząca). Interesują mnie bardzo
>wypowiedzi rodziców, ateistów, agnostyków, ogólnie takich nie do końca przekonanych do wiary
>katolickiej - czy były nacicki w spr. ślubu kościelnego, chrztu dziecka, komunii, jak tłumaczą
>dziecku, że nie pójdzie do komunii i nie dostanie z tej okazji super komputera...
>Na tym portalu jest tylko jedna moja praca (recenzja "ego Innego" Kapuścińskiego).
>Bardzo prosze o odpowiedzi tu, na forum, lub na maila: lp.pw@kecupak
>Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.

Jak powiedziałem mojemu ojcu, że stałem się ateistą, zaczął mnie straszyć piekłem po śmierci i przez jakiś czas uważać mnie za swoja życiową porażkę wychowawczą, "bo jak to można w Boga nie wierzyć". Zresztą do tej pory czasami tak jest. To chyba wynik powszechnie panującego przekonania, że człowiek jest malutkim, głupiutkim stworzonkiem, które nie powinno nawet ośmielać się powątpiewać w boskie istnienie. Mamę mam na szczęście znacznie bardziej rozsądną i odniosła się obojętnie to mojego stanowiska w kwestii religii.
jamalutka (139 punktów)
>>Jjestem studentką dziennikarstwa. Próbuję napisać pracę o polskich ateistach, jak są odbierani
>>przez otoczenie, rodzinę (szczególnie jeśli ta jest bardzo wierząca). Interesują mnie bardzo
>>wypowiedzi rodziców, ateistów, agnostyków, ogólnie takich nie do końca przekonanych do wiary
>>katolickiej - czy były nacicki w spr. ślubu kościelnego, chrztu dziecka, komunii, jak tłumaczą
>>dziecku, że nie pójdzie do komunii i nie dostanie z tej okazji super komputera...
>>Na tym portalu jest tylko jedna moja praca (recenzja "ego Innego" Kapuścińskiego).
>>Bardzo prosze o odpowiedzi tu, na forum, lub na maila: lp.pw@kecupak
>>Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.
>Jak powiedziałem mojemu ojcu, że stałem się ateistą, zaczął mnie straszyć piekłem po śmierci i przez jakiś czas uważać mnie za swoja życiową porażkę wychowawczą, "bo jak to można w Boga nie wierzyć". Zresztą do tej pory czasami tak jest. To chyba wynik powszechnie panującego przekonania, że człowiek jest malutkim, głupiutkim stworzonkiem, które nie powinno nawet ośmielać się powątpiewać w boskie istnienie. Mamę mam na szczęście znacznie bardziej rozsądną i odniosła się obojętnie to mojego stanowiska w kwestii religii.


wielki wielki dzieki, na pewno sięprzyda nie tylko pod kątem pisanego artykułu
dziubasiński (1 punktów)
witam jesteśmy z tego samego kraju,kraju gdzie katolicyzm jest oczywistością dla masy,a ateista jest postrzegany jako dziwoląg bądź co najwyżej inny inaczej, przynajmniej ja sie tak czuje.Przymuszenia są u nas normą
the_uau (126 punktów)
U mnie za to mała rewolucja w rodzinie nastąpiła:

Chrzest wiadomo tradycyjnie jako niemowlak ;D komunia już jako mowlak, jak wszyscy...
Rodzice z tych religijnych z przyzwyczajenia, w kościele raz na miesiąc + święta, ja w sumie dość długo sie w ogóle nie zastanawiałem na religią itd, to co w szkole na religi czy gdzieś tam to z rówieśnikami zawsze traktowane pół śmiechem, bez jakiegoś zastanawiania się - po prostu przyjmowało się "religijność narodu" za normę.
Przyszedl czas na bierzmowanie, te całe spotkania na które jak wiadomo chodzi się już w wieku kiedy się w miarę mniej lub więcej myśli, no i tak sobie słuchałem w co niby wierzę i mam to potwierdzić bierzmowaniem. Przełomowy moment kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że to nie dla mnie. Przestałem chodzić. Tu dla pełnej historii musze dodać, że animatorka (taka babka co prowadziła te całe spotkania itd) była jednocześnie katechetką mojej młodszej siostry z podstawówki. Więc po tym jak jej powiedziałem (zadzwoniła do mnie bo się już któryś raz na spotkaniu nie pojawiłem) że nie przystąpie do bierzmowania bo ja w to poprostu nie wierze - po co się oszukiwac.
To po tym ta babka napadła na moją Mame gdy przyszła na zebranie do siostry ;D że wpadłem w jakąs sekte chyba, że jestem blużniercą i że trzeba coś ze mną zrobić. Na szczęscie moja mama moherem nie jest więc ją po prostu spławiła, a ze mną zaczęła się rozmowa, troche żalu "Jak ja cie wychowałam", "Tylko babci nic nie mów", "Poszedlbyś na to bierzmowanie, myśl se co chcesz -a po co se problemy robic "itd.. troche potłumaczyłem jej o co w tym wszystkim chodzi (w tym czasie kiedy zacząłem rozmyślać trafiłem na racjonaliste.pl - dzięki ;D ) jakoś to przyjęła, ojciec właściwie nie wdawał się w dyskusje widać nie uznał tego za coś strasznego, albo nie wiem. W kilka tygodni później postanowiłem się wypisać z religii, oczywiście potrzebowałem jeszcze podpisu rodziców, kilka rozmów troche mnie próbowali przycisnąc, że sie nie zgodzą, moze zmienie zdanie itd. i co śmieszne powołałem sie na konstytucję RP (czego na forum tu odradzano komuś kiedyś że to za mocne itd) to ich w sumie zatkało i stwierdzili, że skoro tak stawiam sprawę nie mogą mi stać na drodze.
Od tego czasu dość często zaczęło się poruszać w moim domu tematy religi (także ogólnie, nie tylko katolickiej)
nie tylko między nami, ale także wśród znajomych rodziców czy niedalekiej rodziny na jakichś spotkaniach itd.
moja siostra do tej pory 6stkowa uczennica religii zaczęła zbierać jedynki i mase uwag od Pani katechetki, która że tak powiem mściła się na mojej siostrze za moje odejście od kościoła - efekt -> dziewczynka świeżo po komuni zrażona zupełnie do kościoła. Gdzieś w międzyczasie zakupiłem Boga Urojonego R.Dawkinsa, którego przeczytali również moi rodzice (sami z siebie, - zobaczyli u mnie książke i pożyczyli)
W jakieś pół roku po osiagnięciu pełnoletności dokonałem apostazji - to przyjeli już z zupełnym spokojem.
Można powiedzieć, że całkiem nie świadomie 'nawróciłem' moją bliską rodzinę, albo inaczej udowodniłem, że można głośno powiedzieć co się myśli na temat tabu - religii i kościoła i gromy z nieba nie spadają, czyli nie trzeba hipokrycić i udawać, że się w cos wierzy kiedy tak nie jest.

Za to wielu moich kolegów, o poglądach zupełnie podobnych do moich, nie odważyło się odmówić bierzmowania - "rodzice powiedzieli, że mnie z domy wyrzucą", "No co ty przestań- babcia by tego nie przeżyła", "co mi szkodzi, przeboleje ale będe miał spokój przynajmniej", "Nie będe mógł ślubu kościelnego wziąć - starzy mi życ nie dadzą" itp

A ja co? Żyję i mam się dobrze.

/// ożeszty, ale się rozpisałem ;D

"kiedy masz wiare - wszystko to ułatwienie, gdy ramię w ramię razem idziesz po rozgrzeszenie
lecz kiedy wątpisz i chcesz pod prąd iść, nie tam gdzie tłumy, wygrywasz walkę bo otwierasz swój umysł..."
-52 dębiec
jamalutka (139 punktów)
>
bardzo Ci dziękuję, już nie pod katem mojego artykułu, ale pod kątem osobistym, ja akurat już chyba zawsze będę taka pół-na-pół i nikt nmnie do czystego ateizmu nie pe\rzekona, ale i tak dziękuję za tę wypowiedź.
serdecznie pzdr

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365