Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytanie o praktyczność

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-08-2008 16:22lapathor (69 punktów)Pytanie o praktyczność
Ocena 1 na 1
Jeśli zagłębimy się w podstawy podstaw naszej egzystencji to łatwo można dojść do wniosku iż prawdziwy kontakt mamy jedynie z samym sobą, z umysłem w który są zmysły, pamięć, logiką itp.. .

Od kiedy żyjemy na tym świecie uczą nas, przekonują w szkole, domu, pracy, kościele iż wszyscy żyjemy w jednym świecie. A ja, ty i inni jesteśmy jedynie jednostkami z kilku miliardów podobnych. To jest powszechnie dowiedzione, uznane za prawdę.

A wydaje mi się że prawda jest taka że każdy żyje we własnym umyśle. I nie mamy kontaktu z umysłem innych istot. Jesteśmy samotni przez całe życie. Z tego punktu widzenia, cała nasz wiedza o świecie polega na rozumieniu czemu informacja na zmysłach jest taka a nie inna, jaka była przedtem i jaka będzie później. A umysł jest czymś poza zmysłami, sam może sprawdzić swoje wnioski dając odpowiednie bodźce i obserwować na reakcje na zmysłach.

Można powiedzieć że to w nas jest świat a nie my jesteśmy w świecie, co nie wyklucza faktu że istnieje wiele takich światów. I są na pewnym zakresie połączone.

Czy takie uświadomienie sobie kolei rzeczy jest praktyczne? Podobno wtedy się "nie utożsamia z samym sobą, nie porównuję", ale czy oprócz powiedzenia tego ma to jakiś dalszy wpływ.Czy to może poprawić jakość mojego życia(przykład..) czy tego typu wywody i podobne istnieją dla samych siebie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Adamiak (36436 punktów)
>   A ja, ty i inni jesteśmy jedynie jednostkami z kilku miliardów podobnych.
>To jest powszechnie dowiedzione, uznane za prawdę.
>A wydaję mi się że prawda jest taka że każdy żyje we własnym umyśle.>

Już dosyć dawno napisałem- do szuflady- , że bogów jest tylu ilu ludzi, każdy człowiek ma swojego boga, tylko nie każdy (bóg, hihi) o tym wie
lapathor (69 punktów)
>>   A ja, ty i inni jesteśmy jedynie jednostkami z kilku miliardów podobnych.
>>To jest powszechnie dowiedzione, uznane za prawdę.
>>A wydaję mi się że prawda jest taka że każdy żyje we własnym umyśle.>Już dosyć dawno napisałem- do szuflady- , że bogów jest tylu ilu ludzi, każdy człowiek ma swojego boga, tylko nie każdy (bóg, hihi) o tym wie

Pytanie było o praktyczne zastosowanie, jesli jest na to odpowiedz na forum to daj linka
Adamiak (36436 punktów)
>   Już dosyć dawno napisałem- do szuflady- , że bogów jest tylu ilu ludzi, każdy człowiek ma swojego boga, tylko nie każdy (bóg, hihi) o tym wie >

>   Pytanie było o praktyczne zastosowanie, jesli jest na to odpowiedz na forum to daj linka>

>   A wydaję mi się że prawda jest taka że każdy żyje we własnym umyśle>

Linka Ci nie dam, ale dość ogólnie (może zbyt enigmatycznie) przytaknąłem, że mózg "pracuje" na informacjach jakie posiada, ma w "archiwum". Reszta zależy od sposobu, umiejętności ich przetwarzania, analizy i syntezy czyli jest sprawą stricte osobniczą- jak ilość i jakość tychże informacji- tak uważam.

Jeśli sam jestem jednocześnie bogiem i wiernym to żaden link mnie nie jest potrzebny...SAM sobie poprawiam jakość życia...lub nie, przy pomocy "bitów" w mózgownicy.
Światów też mam tyle, ile sobie zaprojektuję...wymyślę.

>   Czy takie uświadomienie sobie kolei rzeczy jest praktyczne

Kwestia praktyczności takiego postrzegania też- myślę- jest sprawą indywidualną czyli...jw
Mam zbyt mało wiedzy by udowadniać swoje tezy linkami, więc chcę tylko- pewnie nieudolnie lecz po swojemu- zwerbalizować to, co się z moich, skąpych "bitów" w głowie, skompilowało.
Pewnie mnie filozofowie wyśmieją, ale...przynajmniej się czegoś nauczę
Coś o wielości światów czytałem lecz dowodów na to nie pamiętam
@ffe? (3233 punktów)
>Jeśli zagłębimy się w podstawy podstaw naszej egzystencji to łatwo można dojść do wniosku iż
>prawdziwy kontakt mamy jedynie z samym sobą, z umysłem w który są zmysły, pamięć, logiką itp.. .

Jak odróżnić prawdziwy kontakt od fałszywego? I jak można mieć kontakt z samym sobą? Czy to znaczy, że jest we mnie coś jeszcze prócz mnie?

>Czy takie uświadomienie sobie kolei rzeczy jest praktyczne? Podobno wtedy się "nie utożsamia z
>samym sobą, nie porównuję", ale czy oprócz powiedzenia tego ma to jakiś dalszy wpływ.Czy to może
>poprawić jakość mojego życia(przykład..) czy tego typu wywody i podobne istnieją dla samych siebie?
>

Praktyczne to nie jest i jakości życia nie poprawi - ale jest niestety nieuniknione w okresach spadku nastroju (czy to reaktywnie, czy endogennie spowodowanych).
Lepiej podpatrywać szczęśliwych, żeby się dowiedzieć, jak oni to robią, że nie roztrząsają takich problemów i są... no właśnie, szczęśliwi.


A sueno de la razon produce automatica secretaria
Hrabia Valenty (96 punktów)
Przypomina mi ten wątek rozważania Gadamera, na gruncie hermeneutyki. Jako świat w którym żyje człowiek uważa on język, które warunkuje nasze rozumienie, co do samotności, czy może raczej indywidualności , stwierdza Gadamer, że każda rozmowa z innym jest tak na prawdę poszukiwaniem swojego własnego języka, każde rozumienie jest rozumieniem tak naprawdę samego siebie., co nie przeczy porozumieniu między ludźmi, jednak horyzont rozumienia jest nieco inny, stąd często rozmawiamy o tym samym ale nie tak samo, bądź tak samo ale już nie o tym samym. Czy ma to jakieś praktyczne konsekwencje ? Daje do myślenia.
Pozdrawiam.
diogenes (42753 punktów)
>każdy żyje we własnym umyśle. I nie mamy kontaktu z umysłem
>innych istot.

To z jakiej racji prawisz o czymś, z czym nie masz kontaktu? Skąd więc hipoteza innego umysłu, drugiego człowieka, drugiego ja?

>Jesteśmy samotni przez całe życie.

W twoim ujęciu, w którym problematyczne jest istnienie drugiego ja, jest to tylko hipotetyczna samotność.

>Można powiedzieć że to w nas jest świat a nie my jesteśmy w świecie,...

Jeśli rozumieć to geometrycznie, byłoby to smieszne: sterczący nad wode czubek góry lodowej jest również górą lodową. Czym jest to w nas, co nie jest światem?

>Czy takie uświadomienie sobie kolei rzeczy jest praktyczne?

Na każdego, prędzej czy później, przyjdzie żelazna kolej rzeczy. Twoje pytanie nie da się rozstrzygnąć teoretycznie. Przekonaj się nie dyskusją, ale praktyką. Masz takie poglądy, jaką masz praktykę. Reszta to bajki.
krutki (1550 punktów)

>A wydaje mi się że prawda jest taka że każdy żyje we własnym umyśle. I nie mamy kontaktu z umysłem innych istot.

   Bezpośredniego kontaktu na pewno nie. Z fizycznych względów nie możemy go mieć. Mózg wytworzył narzędzia do kontaktu pośredniego poprzez zmysły (oczywiście prostsze układy nerwowe też to zrobiły), a umysł jest swego rodzaju programowalnym interpretatorem. I tak, jeśli piszesz tu wątek, to my jako te inne istoty, znając kod, którym i Ty się posługujesz, jesteśmy (w mniejszym czy większym stopniu) w stanie Cię zrozumieć.

>Jesteśmy samotni przez całe życie.

   Jak wyżej, tylko częściowo.

>A umysł jest czymś poza zmysłami, sam może sprawdzić swoje wnioski dając odpowiednie bodźce i obserwować na reakcje na zmysłach.

Jak wyżej - umysł nie może być poza zmysłami, bo inaczej nie byłby w stanie interpretować bodźców, które od nich napływają. Jlśei wdizsiz bęłdy w zanidu, mżosez zegowarć?

>Można powiedzieć że to w nas jest świat a nie my jesteśmy w świecie, co nie wyklucza faktu że istnieje wiele takich światów. [...] ale czy oprócz powiedzenia tego ma to jakiś dalszy wpływ.Czy to może poprawić jakość mojego życia(przykład..)

   Wydaje mi się, że jedną z konsekwencji uświadomienia sobie takiego stanu rzeczy może być stwierdzenie, że świat jawi się nam takim jakim sami go interpretujemy. Przy czym umysł-interpretator jest programowalnie elastyczny. Innymi słowy wpływ na Ciebie może mieć każda odpowiednio skodyfikowana informacja, w zależności od obecnego stanu zaprogramowania. A to może wpływać na Twój stan wiedzy, emocje, zachowanie itp. Nie trzymam się kurczowo takiego punktu widzenia, ale mam wrażenie, że w dużym stopniu tak jest.

Pozdrawiam


Everybody knows that you are insane
lapathor (69 punktów)

>   Wydaje mi się, że jedną z konsekwencji uświadomienia sobie takiego stanu rzeczy może być stwierdzenie, że świat jawi się nam takim jakim sami go interpretujemy. [...] A to może wpływać na Twój stan wiedzy, emocje, zachowanie itp.

Pójdźmy dalej...
Właśnie chodzi o to jak może wpłynąć?
Jak zrozumienie tej istoty rzeczy mogłoby zmienić życie przeciętnego Kowalskiego?
Czy zmusza do działania, jeśli tak to do jakiego...konkretnie? Czy też może skłania do bierności ? A może sprawa jest tak silnie indywidualna że niemożliwe jest znalezienie jakiejś uniwersalnej zasady?

Albo może w ogóle nic nie zmienia i to przesłanie istnieje tylko po to by zajmować pamięć serwera na którym jest ten portal ?
krutki (1550 punktów)

>Właśnie chodzi o to jak może wpłynąć?

   Wydaje mi się, że skłaniałbym się ku odpowiedzi @ffe?. Wpłynęłoby to przede wszystkim na nastrój albo jak kto woli na stan umysłu. Nie wiem czy potrafię to udowodnić i jaki podać przykład. Ale czasem zwracam uwagę na pewne wypowiedzi, szczególnie nowych użytkowników tego forum. W zależności od stanu zaprogramowanego umysłu reagują mniej lub bardziej emocjonalnie. Oczywiście nie musi im brakować wiedzy. Są osoby, które chciałyby ofiary całopalnej z serwera, a niektórzy ślepo hołdują antyklerykalizmowi (co uważam, może być uzasadnione przez wcześniejsze programowanie). Większość jednak znajduje się gdzieś pomiędzy, co nie oznacza, że nie doznają wahań nastroju.

>Jak zrozumienie tej istoty rzeczy mogłoby zmienić życie przeciętnego Kowalskiego?

   Przede wszystkim nie wiem i nie mogę wiedzieć jaki jest stan umysłu Kowalskiego. W pewnym aspektach może być zbieżny, ale prawdopodobnie inny niż mój. Stąd mogę się tylko domyślać. Jestem zdania, że zacząłby podchodzić do wielu spraw (praktycznych i teoretycznych) inaczej, z innego albo różnych punktów widzenia. Taki sposób, według mnie łatwiej rozprasza, ale też generuje emocje. Może dać większą kontrolę nad nimi. Może dać świadomość ich wpływu na działania. Może wreszcie je ukierunkować.
   Ale to wszystko co tu napisałem jest w dużej mierze moją własną projekcją. Co nie oznacza, że zostanę zrozumiany, bądź, że faktycznie taki może być wpływ praktyczny u konkretnej osoby. Im uprzednie programowanie było silniej powiązane z emocjami, tym później trudniej o elastyczność.

>Czy zmusza do działania [...] Czy też może skłania do bierności?

Wydaje mi się, że może i do jednego i drugiego. Kwestia zrozumienia, wyznaczenia celów i uzasadnienia ich sobie.

>Albo może w ogóle nic nie zmienia i to przesłanie istnieje tylko po to by zajmować pamięć serwera na którym jest ten portal?

   Gdyby nie zmieniało prawdopodobnie nie zaistniałoby Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów.


Everybody knows that you are insane
14-08-2008 13:29 
 Ocena 1 na 1
lapathor (69 punktów)

>   ... Wpłynęłoby to przede wszystkim na nastrój albo jak kto woli na stan umysłu. ..

Chyba prawdą jest, iż rozumienie pewnych spraw daje przyjemne odczucie przejrzystości oraz kontroli nad swym życiem oraz w pewnym sensie otoczeniem a w związku z tym daje poczuciem bezpieczeństwa. A wydaje mi się iż poruszona kwestia może być solidnym fundamentem do budowania rzetelnego rozumienia rzeczywistości.

>>Jak zrozumienie tej istoty rzeczy mogłoby zmienić życie przeciętnego Kowalskiego?
>   ... Jestem zdania, że zacząłby podchodzić do wielu spraw (praktycznych i teoretycznych) inaczej, z innego albo różnych punktów widzenia...

Tak, chodzi chyba o to że zacząłby się zastanawiać nad różnymi kwestiami o których wcześniej by nie pomyślał, nawet tymi zależałymi, starymi, sprawdzonymi. Idąc dalej mógłby nawet starać się zrekonstruować sposób w jaki on sam rozumował oraz rozumuje.
Wydaje mi się iż omawiany "pogląd" może być właśnie całkiem dobrą ścieżką do zrozumienie(zrekonstruowania) samego siebie.

Przykład: kwestia halucynacji(dla ułatwienia- lekkich typu karaluch itp.)
Założenie: świat jest w nas.

Istnienie halucynacji jest jednoznaczne z tym, że wnioski wyciągnięte z naszego jedynego kontaktu z rzeczywistością(zmysłowego) mówią nam, iż ten kontakt czasem jest zafałszowany. W momencie gdy mamy halucynacje nie możemy tego stwierdzić, możemy dowiedzieć się jedynie od drugiej osoby(np. Ewy). Musielibyśmy zaufać iż pewne doświadczenie którym jest Ewa jest tym samym co my. Wnioskujemy, że Ewa to to samo co my po tym, iż wygląda i zachowuje się tak samo jak my. A to możemy stwierdzić widząc siebie i Ewe na raz w lustrze, bo skoro Ewe i inne przedmioty wiarygodnie lustro odbija to i także mnie. Jesteśmy więc tacy sami, więc wierzę jej że mam halucynacje.

Prawdziwość halucynacji można sprowadzić do pytania czy mogę zaufać lustrze ? Można by również i w to się zagłębić...

W tym przykładzie pominąłem dużo szczegółów po drodze, ale rozumiecie metodę i widzicie jej ogromne zastosowanie?

Jest to potężna oręż do poradzenia sobie z absolutnie, każdym problemem w życiu. A cały pic polega na tym, iż przyczyny nie szuka się w zmysłach tylko w sobie
14-08-2008 14:13 
 Ocena 1 na 1
krutki (1550 punktów)

>W momencie gdy mamy halucynacje nie możemy tego stwierdzić, możemy dowiedzieć się jedynie od drugiej osoby(np. Ewy). Musielibyśmy zaufać iż pewne doświadczenie którym jest Ewa jest tym samym co my.

   Dobrze byłoby znać tę osobę jeszcze zanim ulegamy halucynacjom, w przeciwnym razie można by i ją uznać za fałszywy wytwór.

>Wnioskujemy, że Ewa to to samo co my po tym, iż wygląda i zachowuje się tak samo jak my.

   Może też niekoniecznie tym samym, ale istotą obdarzoną niekoniecznie bardzo podobnym układem nerwowym. Jeśli nie uwierzysz w pewnej sytuacji swoim zmysłom, możesz doświadczyć zupełnie prawdziwego pogryzienia czy użądlenia, czego Ci nie życzę.

>Jesteśmy więc tacy sami, więc wierzę jej że mam halucynacje.

   Warto wspomnieć, że jakikolwiek bodziec zewnętrzny u zdrowych osób przerywa halucynacje. A zatem przy oznajmieniu Ci przez osobę towarzyszącą, że np. "nie ma tam żadnego karalucha", nie musisz jej wierzyć, w jednej chwili sam to zauważasz.

>Prawdziwość halucynacji można sprowadzić do pytania czy mogę zaufać lustrze?

   Nie wiem czy nie balansujesz trochę na granicy solipsyzmu. Patrząc w lustro nadal musisz ufać swoim zmysłom (a w zasadzie ich interpretacji), tak samo jak w taflę wody, kawałek szkła czy wypolerowanego metalu.


Everybody knows that you are insane
14-08-2008 14:50 
 Ocena 1 na 1
lapathor (69 punktów)
>>W momencie gdy mamy halucynacje nie możemy tego stwierdzić, możemy dowiedzieć się jedynie od drugiej osoby(np. Ewy). Musielibyśmy zaufać iż pewne doświadczenie którym jest Ewa jest tym samym co my.

chodziło o karalucha

>...jakikolwiek bodziec zewnętrzny u zdrowych osób przerywa halucynacje..
Dla ćwiczeń możemy przyjąć że takowe są. To chyba nie ma dużego wpływu.

>>Prawdziwość halucynacji można sprowadzić do pytania czy mogę zaufać lustrze?
>   Nie wiem czy nie balansujesz trochę na granicy solipsyzmu. Patrząc w lustro nadal musisz ufać swoim zmysłom (a w zasadzie ich interpretacji), tak samo jak w taflę wody, kawałek szkła czy wypolerowanego metalu.

To daje do myślenia....ale
Precyzując .... prawdziwość tego że Ewa mi mówi poprzez zmysły, że mam halucynacje w części zmysłów ( wzrok - karaluch) można sprowadzić do zaufania widzianemu przez zmysły lustru. Czyli coś w ekranie zmysłów można sprowadzić to czegoś innego również w ekranie zmysłów gdzie być może znajdziemy satysfakcjonującą odpowiedz.
14-08-2008 20:56 
 Ocena 2 na 2
fheng (92 punktów)
>>>W momencie gdy mamy halucynacje nie możemy tego stwierdzić, możemy dowiedzieć się jedynie od drugiej osoby(np. Ewy). Musielibyśmy zaufać iż pewne doświadczenie którym jest Ewa jest tym samym co my.
>chodziło o karalucha
>>...jakikolwiek bodziec zewnętrzny u zdrowych osób przerywa halucynacje..
>Dla ćwiczeń możemy przyjąć że takowe są. To chyba nie ma dużego wpływu.
>>>Prawdziwość halucynacji można sprowadzić do pytania czy mogę zaufać lustrze?
>>   Nie wiem czy nie balansujesz trochę na granicy solipsyzmu. Patrząc w lustro nadal musisz ufać swoim zmysłom (a w zasadzie ich interpretacji), tak samo jak w taflę wody, kawałek szkła czy wypolerowanego metalu.
>To daje do myślenia....ale
>Precyzując .... prawdziwość tego że Ewa mi mówi poprzez zmysły, że mam halucynacje w części zmysłów ( wzrok - karaluch) można sprowadzić do zaufania widzianemu przez zmysły lustru. Czyli coś w ekranie zmysłów można sprowadzić to czegoś innego również w ekranie zmysłów gdzie być może znajdziemy satysfakcjonującą odpowiedz.

I tu się zbliżamy do choroby psychicznej...znam schizofreników, których wyimaginowany świat, z którego ich leczą jest bbb prawdziwy! w sensie doznań. Oni czują, widzą, pamiętają! doświadczają rzeczy, których nie ma???

Ale jak mam im mówic, że tego NIE MA skoro wywiera wpływa na ich życie? skoro w pełni doświadczają na sobie bólu np.?
14-08-2008 21:58 
 Ocena 1 na 1
Hrabia Valenty (96 punktów)
Zgadza się, też sie z tym problemem spotkałem, ale to w sumie problem etyczny, bo mimo wszystko uważamy , że ich urojenia są dowodem choroby, pytanie tutaj odnosi się do tego czy mamy możliwość odróżnienia urojeń od rzeczywistości, my którzy tego nie doświadczyliśmy. My możemy być co najwyżej w błędzie , rzucając nasze sądy, oni mogą być chorzy, ale oni tego nie stwierdzają. To ciekawy wątek, gdyż problemy podstaw naszej percepcji traktowane teoretycznie ocierają sie o filozofię, praktycznie i potocznie stwierdzamy jednak chorobę. Pozdrawiam.
Hrabia Valenty (96 punktów)
Witam ponownie, pozwalam sie włączyć do dyskusji, która dopiero teraz prześledziłem. Różne wątki sie tutaj pojawiły, więc wypowiedź moją kieruje zarówno do Pana lapathor'a jak i krutkiego. Temat zszedł z pierwotnego, który jawił mi sie trochę jako egzystencjalny, na typowo poznawczy, epistemologiczny. Problem do którego teraz dochodzi przypomina medytacje Kartezjeńskie, wszystko co zmysłowe da sie zanegować, co jest pewne ? to , że myślę, w tym wypadku, w tym wątku wracamy wiec do punktu wyjścia, to tyle solipsyzm , co błędne koło. Zmysły zawsze mogę podważyć myślowo, myśli zmysłowo, i mamy karuzelę. Bo myśleć mogę o tym co jest przedmiotem myśli, przedmiot ten nie musi być realny, ale mimo wszystko pewną realność tutaj zakładamy, bo skoro mówimy o urojeniach, to wskazujemy tym samym na rzeczywistość która urojona nie jest. Problem tylko, że myślowo, nie da się wskazać takiej rzeczywistości, czysto myślowo. Tu mamy rozwiązanie też Kartezjańskie, jest oczywistość, ale jak wiemy i z tym można dyskutować. Czym innym jest pogląd filozoficzny , czym innym psychologia kliniczna, choć w tym wypadku są punkty wspólne , jeśli chodzi o wątpliwości. Mnie natomiast, ciekawi inny wątek który poruszył Husserl, mianowicie "ja" transcendentne, które wpasowuje sie w wątek rozważań. Bowiem czy mogę na siebie spojrzeć z "góry", pewien aktor, o którym pisał Tischner zafascynował sie filozofią Husserla,gdyż często spotykał sie z tym problemem szlifując swój warsztat aktorski, siedział przy oknie , grając człowieka siedzącego przy oknie, jednak patrzył na to zdarzenie jako na oglądanie siebie, widzę siebie jako siedzącego przy oknie, ale to ja jestem siedzącym przy oknie, moje ja widzi mnie siedzącego przy oknie, dochodzę do momentu, gdy ja patrze na siebie oczami trzeciej osoby, i tu problem czy jest to trzecia osoba czy pierwsza ? pozdrawiam.
lapathor (69 punktów)
>... jednak patrzył na to zdarzenie jako na oglądanie siebie, widzę siebie jako siedzącego przy oknie, ale to ja jestem siedzącym przy oknie, moje ja widzi mnie siedzącego przy oknie, dochodzę do momentu, gdy ja patrze na siebie oczami trzeciej osoby, i tu problem czy jest to trzecia osoba czy pierwsza ?

Jeśli chodzi o mnie, to ja tak nie potrafię. To widzenie siebie z zewnątrz uważam za silną wyobraźnie w pierwszej osobie. Jeśli wykona się jakiś ruch który wymaga przekierowania uwagi to od razu wizja w umyśle znika. I znów mamy pierwszą osobę.

A jeśli Husserl odbierał "żywe" wrażenie wzrokowe np. tylko z innego punktu to takie coś graniczy dla mnie z magią i może być analizowane tylko przez wtajemniczonych

Pozdrawiam

Co jest za tym co widzę ?
exeqtor (359 punktów)
uważam ze zyjemy w jednym świecie w którym mamy wpływ pomiędzy sobą, na krztałtowanie siebie. Umysł natomiast symuluje różne działania i wybiera te najbardziej prawdopodobne do osiągnięcia zamierzonego celu. Czujemy tylko naszą świadomość istnienia, doznania. Poprzez kontakt z innymi osobami, przez ich informacje możemy jedynie symulować w jakim stanie emocjonalnym sie znajadują, choć nie jesteśmy w stanie na 100% osiągnąć kompletnego pierwozwzoru, pomagają przy tym środki werbalne (głosność tonów wypowiadanego słowa, sposób), niewerbalne gesty, mimika twarzy. Ta samulacja, oraz świadomość jej niedoskonałego działania powoduje dośc dręczące wątpliwości. Światów jest tyle ile umysłów, każdy widzi wszytsko z troche innej perspektywy przyczyna jest prosta, rzeczy nie mogą wystepować na raz w tym samym miejscu, w tym smaym czasie.

Cytat:

Czy takie uświadomienie sobie kolei rzeczy jest praktyczne? Podobno wtedy się "nie utożsamia z samym sobą, nie porównuję", ale czy oprócz powiedzenia tego ma to jakiś dalszy wpływ.Czy to może poprawić jakość mojego życia(przykład..) czy tego typu wywody i podobne istnieją dla samych siebie?


- Mysle ze praktycznośc zależeć będzie tutaj od założonego celu. Z jednej strony można mieć świadomośc istnienia tego, znać samą prawde. Jako praktyczność w życiu, którym kierują popędy "matki natury" tego świata przy nieporównywaniu się może to doprowadzić do osłabienia siebie w mohole konkurencji. Choć przyjecie tego ze jestem jaki jestem może zwiększyć akceptacje samego siebie, akcpetacje wszelakich kompleksów.
lapathor (69 punktów)
>uważam ze żyjemy w jednym świecie w którym mamy wpływ pomiędzy sobą, na krztałtowanie siebie. [...] Ta symulacja, oraz świadomość jej niedoskonałego działania powoduje dośc dręczące wątpliwości. Światów jest tyle ile umysłów ...

Mam wrażenie że tutaj mówisz o perspektywie "ja w świecie".
Od innej strony...
Ja w wątku nawiązuje do perspektywy w której "świat jest w tobie". A w wyniki pewnej interakcji ( np. ruch ) na "obrazie" zmysłów jakby "generuje" się nowa informacja. Umysł jest już tak oswojony z tym procesem że nazywa to rzeczywistością i potrafi bardzo dużo przewidzieć ( zrobię to, to pokaże się to. , wyjdę za róg to zobaczę kiosk ..itp. ).

>- Myślę ze praktyczność zależeć będzie tutaj od założonego celu. Z jednej strony można mieć świadomośc istnienia tego, znać samą prawde. Jako praktyczność w życiu, którym kierują popędy "matki natury" tego świata przy nieporównywaniu się może to doprowadzić do osłabienia siebie w mohole konkurencji. Choć przyjecie tego ze jestem jaki jestem może zwiększyć akceptacje samego siebie, akcpetacje wszelakich kompleksów.

Mniej więcej tego typu zastosowań również poszukuje ... taki "pomost" między pewnego rodzaju mistycznością a ludzką przyziemnością.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365