Racjonalista - Strona głównaDo treści
Grupa wsparcia dla ateistów?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
16-08-2012 12:34Ewa Moczulska (106 punktów)Grupa wsparcia dla ateistów?
Ocena 27 na 27
Ponad dwa lata temu odważyłam się powiedzieć mojej rodzinie prawdę o tym, że jestem ateistką.
Prawdę tę ukrywałam od bardzo długiego czasu i wyznanie jej było dla mnie jedną z najtrudniejszych rzeczy, na jakie się zdobyłam. Od tej pory jestem pariasem.
Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje, druga połowa zachowuje się, jakby moje "wyjście z szafy" nigdy nie miało miejsca.
Choć wcale się nie zmieniłam, to nagle zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego. Doświadczam nawet niewytłumaczalnej agresji ze strony najbliższej rodziny. Byłam już przeklinana, egzorcyzmowana, kilka razy potłuczona krucyfiksem (tak, wiem, jak głupio to brzmi).
Presja otoczenia jest ogromna, bo "W naszej rodzinie nie było nikogo, kto wyparłby się swojej wiary!" i "Co ludzie powiedzą?" oraz moje ulubione "Jak masz zamiar wziąć ślub? I kto ci udzieli pogrzebu? Kto ci ochrzci dzieci?"
Pewnie, że jest mi przykro. Musiałabym chyba być socjopatą, żeby mnie to nie ruszało. To problem, nad którym nie można przejść do porządku dziennego i na który nie pomoże żadna terapia.
Założyłam ten wątek, ponieważ poszukuje osób, które podobnie jak ja, zostały wykluczone przez swoich najbliższych. Być może jesteśmy w stanie udzielić sobie bardziej profesjonalnych rad niż "Nie przejmuj się moherami, oni na niczym się nie znają".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

wafelos (517 punktów)
Niestety tak już bywa w życiu. Sam tak miałem ale u mnie rodzinna sama się domyśliła że jestem ateistą.Nie kryłem się z moimi poglądami. W rodzinnej wsi mojego taty, rodzinnie to nie przeszkadza, gorzej sąsiadom. Gadają jak to moja już nie żyjąca babcia pomagała w wychowywaniu wnuka że ateista. Ja tym się akurat nie przejmuje. Niektórzy potrzebują czasu by to zrozumieć. Po prostu się nie przejmuj. Wiem że tak łatwo to powiedzieć ale rodzinna nie ma innego wyjścia jak się przyzwyczaić. Grunt to nie ulegać presji. Mi chyba pomaga to że jestem trochę aspołeczny. A jeśli nie przestaną cię dalej uważać za osobę zepsutą etc to po prostu ogranicz kontakty, wiem że to nie łatwe bo to ludzie których mimo wszystko się kocha aczkolwiek to może dać im do myślenia. Może pomyślą czy warto robić taką awanturę ,kosztem kontaktu z własną córką.
tigerandlily (194 punktów)
>Prawdę tę ukrywałam od bardzo długiego czasu i wyznanie jej było dla mnie jedną z najtrudniejszych
>rzeczy, na jakie się zdobyłam.
Bo to jest bardzo trudna rzecz, w większości przypadków bardzo komplikująca stosunki z rodziną.
>To problem, nad którym nie można przejść do porządku dziennego
rzeczywiście trudno machnąć na to ręką
>i na który nie pomoże żadna terapia.
Terapia jak najbardziej może Ci pomóc. Mając na myśli terapia nie myślę tylko o klasycznej psychoterapii, ale także rozmowie z ludźmi mającymi podobny problem. W wielu wątkach na tym forum przewija się problem stosunków w rodzinie, myślę że w naszym kraju większość osób ma podobne przeżycia do Twoich, może mniej a może bardziej ekstremalne. Z racji mojego wykształcenia (psychologia) to temat, który mnie bardzo interesuje. Stwierdzam, że bardzo potrzebne są grupy wsparcia dla osób porzucających wiarę, lub ateistów "w ukryciu". Ponadto uważam, że bardzo potrzebna jest lista psychologów/psychiatrów i psychoterapeutów ateistycznych. Swego czasu chciałam zafundować sobie własną psychoterapię (jest to jeden z kroków polecanych, a czasem wymaganych od osób chcących zajmować się psychoterapią) ale miałam chyba pecha, a może źle szukałam i nie znalazłam żadnego odpowowiedniego terapeuty-ateisty. Oczywiście z zasady światopogląd psychoterapeuty w żadnym razie nie może mieć wpływu na terapię, ale umówmy się- to niemożliwe, zwłaszcza przy takich problemach, jak Twój. Za to stowarzyszenia psychologów chrześcijańskich są i kwitną
Wracając do Ciebie- rodziny nie zmienisz. Więc jedyne na co masz wpływ, to na siebie samą. Musisz przepracować cały problem i stawać się coraz silniejsza. Jak to zrobić? Możesz iść na psychoterapię, możesz szukać osób w podobnej sytuacji i spotykać się z nimi czy mailować. Możesz kupić sobie jakieś podręczniki samopomocy (uwaga jednak na zalew badziewnych i bzdurnych książek), one nie będą dotyczyły akurat problemu odejścia od religii, ale na pewno znajdziesz coś na temat nieakceptacji przez rodzinę ze względu na wybory życiowe. Jest to ciężka sytuacja, raz, że wiążąca się z wielkim poczuciem samotności, dwa z wyrzutami sumienia (rozczarowywuję najbliższych), trzy- z utratą oparcia i akceptacji (jeśli rodzina mnie odrzuca, to kto mi pozostaje?). Więc jak najbardziej psychoterapia, jeśli czujesz, że nie dajesz rady i potrzebujesz wsparcia. Jeśli znajdę coś interesującego, co mogłoby Ci pomóc, jakiś artykuł, wskazówkę, czy coś, to podeślę tutaj.
16-08-2012 13:29 
 Ocena 17 na 17
Meretseger (61860 punktów)
Moim zdaniem to bardziej rodzina potrzebuje terapii, niż Ewa.
16-08-2012 13:37 
 Ocena 3 na 3
tigerandlily (194 punktów)
>Moim zdaniem to bardziej rodzina potrzebuje terapii, niż Ewa.
Oczywiście, przy założeniu, iż psychoterapia jest dla osób mających patologiczny problem. Jednak nie wyślesz tej rodziny na psychoterapię. W tym przypadku psychoterapia/wsparcie służy przede wszystkim umocnieniu Ewy, żeby właśnie, jak napisali inni w tym wątku, mogła odciąć pępowinę, albo miała odwagę zadzwonić na policję, jak ktoś się na nią rzuci z krucyfiksem czy innym przemiotem.
16-08-2012 14:30 
 Ocena 2 na 2
nigdynic (3 punktów)
Sytuacja, w której znalazła się Ewa budzi trudne uczucia, o których warto porozmawiać z terapeutą. Psychoterapia nie jest wyłącznie leczeniem, jest przede wszystkim rozumieniem (głową się pracuje, to nie czary-mary); poza usuwaniem objawów konkretnych zaburzeń jest też formą wsparcia, pomaga w poznaniu siebie i innych, pomaga poczuć się silniejszym, wytrwać w trudnej sytuacji bez skutków ubocznych (które mogą pojawić się później i są już do leczenia - depresji, zaburzeń psychosomatycznych). Proponuję szukać terapeutów po lub w trakcie dobrych szkoleń (lista ośrodków szkoleniowych na stronie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego) i zwyczajnie pytać ich, czy są wierzący. Z doświadczenia wiem (też jestem psychologiem), że duża część to ateiści lub agnostycy. W etykę tego zawodu jest wpisane nieprzywiązywanie się do żadnego konkretnego światopoglądu lub religii. Myślę też, że z terapeutą można porozmawiać o tworzeniu grupy wsparcia.
16-08-2012 14:53 
 Ocena 13 na 13
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Moim zdaniem to bardziej rodzina potrzebuje terapii, niż Ewa.
>

Kiedyś zaproponowałem mojej żonie, żebyśmy skorzystali z usług "mediatora rodzinnego" (czyli osoby profesjonalnie specjalizującej się w pomocy dla np. małżeństw, które z jakichś powodów nie mogą dojść do porozumienia w ważnych kwestiach). Uznałem bowiem, że kilka lat czegoś w rodzaju "cichych dni" to przesada.

Oczywiście zostałem wyśmiany... z sugestią, że jak mam jakiś problem, to mogę się z nim udać do księdza, bo ona na pewno nie będzie uczestniczyć w żadnych rozmowach. Co ciekawe, jakiś czas wcześniej sama gorąco mnie namawiała, żebym skorzystał z usług mediatora i pogodził się ze swoim bratem.

Inaczej mówiąc: katolicy uważają siebie za zdrowych, a nas za "zwiedzionych przez szatana". Nie dopuszczają myśli, ze ateiście może chodzić przede wszystkim o porozumienie w rodzinie; dla nich jest to po prostu walka dobra ze złem, a z szatanem przecież nie wolno rozmawiać. Dlatego o żadnej terapii dla rodziny nie może być mowy, bo ona jest absolutnie pewna, że terapii nie potrzebuje.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
17-08-2012 10:43 
 Ocena 6 na 6
kika (1657 punktów)
> a z szatanem przecież nie wolno rozmawiać. >

To jednak jest zastanawiające, że ludzie wierzący tak bardzo boją się rozmawiać z ateistami, a ateiści przeciwnie, nie mają żadnych obaw.
Czyżby wierzący podskórnie wyczuwali, że coś jest na rzeczy? Że żyją we śnie, z kŧorego nie chcą się obudzić, bo ten sen jest tak przyjemny.
17-08-2012 11:43 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>To jednak jest zastanawiające, że ludzie wierzący tak bardzo boją się rozmawiać z ateistami, a ateiści przeciwnie, nie mają żadnych obaw.
>Czyżby wierzący podskórnie wyczuwali, że coś jest na rzeczy? Że żyją we śnie, z kŧorego nie chcą się obudzić, bo ten sen jest tak przyjemny.

Katolikom od dziecka wmawia się, że wiara jest najcenniejszą rzeczą jaką posiadają w życiu. Jednocześnie wiara przedstawiana jest jako rzecz niestała, którą łatwo stracić (bo wiara jest łaską otrzymaną od Boga - jeśli obrazimy Boga wątpiąc w jego Objawienie, może wycofać swą łaskę!). Wiara jest tym, co wiedzie do zbawienia wiecznego, należy więc przedkładać ja ponad wszystko co jest doczesne (np. rodzinę, znajomych).

Wyobraź więc sobie katolicką wiarę jako np. chińską wazę wartą milion euro - nie będziesz jej używać do obiadu, nie nalejesz do niej zupy, nie dasz znajomym w łapy żeby sobie pooglądali ani nie wstawisz beztrosko do zmywarki

W każdym razie wiara dla katolika jest jako ta chińska, bezcenna i delikatna, waza. Ja widzę, że jest to raczej brudne, poobijane wiaderko ze szlaczkiem zrobionym olejną farbą dla ozdoby...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
16-08-2012 13:27
 Ocena 19 na 19
Meretseger (61860 punktów)
>Doświadczam nawet niewytłumaczalnej agresji ze strony najbliższej rodziny. Byłam już przeklinana, egzorcyzmowana, kilka razy potłuczona krucyfiksem
Jeżeli jesteś przeklinana (wyzywana?) i bita przez najbliższych, to rodzina nosi miano "patologicznej". Nie mam takich doświadczeń, u mnie na krótkim mamrotaniu pod nosem się skończyło, ale za to znam sposób na tę sytuację. Jesteś dorosła. Wyprowadź się z domu, zacznij pracować, żyj własnym życiem. Może i trudne, ale dla własnego zdrowia psychicznego odetnij pępowinę.
16-08-2012 13:48 
 Ocena 13 na 13
Ewa Moczulska (106 punktów)
Wyprowadziłam się z domu dokładnie 7 lat temu. Dwa lata temu skończyłam studia, mam stałą pracę. Mieszkam daleko od swojej rodzinnej miejscowości, przeniosłam się z jednego końca Polski na drugi. Zrozum, ja nie jestem człowiekiem bez serca - tęsknie za swoimi bliskimi i nie mogę tak zwyczajnie przestać do nich przyjeżdżać, ani dzwonić. Nie jest łatwo zanegować 18 lat życia z kimś pod jednym dachem, zwłaszcza, jeśli ten ktoś zapewniał ci utrzymanie i edukację.
Ale rzeczywiście - święty krzyżyk z drzewka oliwnego z ogrodu Getsemani, który leżał na grobie Jezusa w bazylice jakiejśtam, zostawił na mnie siniaki. Nie lubię być kozłem ofiarnym, obwinianym o wszystkie nieszczęścia, jakie spotykają moją rodzinę, ale nie mam też chrześcijańskiej mentalności, aby odsuwać się od moich bliskich tylko dlatego, że nie mogę zmienić tego, kim są.
16-08-2012 14:06 
 Ocena 22 na 22
Meretseger (61860 punktów)
Rozumiem. Jesteś z daleka od rodziny, kochasz ich i tęsknisz, więc przyjeżdżasz, jesteś dla nich miła i uprzejma, a oni w nagrodę traktują Cię źle. Masz rację, musisz poszukać pomocy psychologicznej. Ciężko znieść odrzucenie i brak miłości ze strony tych, których się kocha.
Ja nie mogę Ci pomóc, bo jak pisałam, nie zetknęłam się z czymś podobnym i nie mieści mi się to w głowie. Za to zastanowiłam się kiedyś, co bym zrobiła, gdyby moja córka, niewiele od Ciebie starsza, oznajmiła mi nagle, że jest wierząca i chciała poprzyjmować zaniedbane sakramenty? Pewnie odebrałoby mi mowę, może byłoby mi przykro, ale ja ją kocham i zaakceptowałabym jej najdziksze dziwactwo. Z pewnością nie tłukłabym jej "Bogiem urojonym" po głowie...
Życzę Ci powodzenia i dużo, dużo siły w walce o własne ja.
16-08-2012 16:34 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Wyprowadziłam się z domu dokładnie 7 lat temu.
>Mieszkam daleko od swojej rodzinnej miejscowości, przeniosłam się z jednego końca Polski na drugi.
>Zrozum, ja nie jestem człowiekiem bez serca - tęsknie za swoimi bliskimi i nie mogę tak zwyczajnie przestać do nich przyjeżdżać, ani dzwonić.
>Nie jest łatwo zanegować 18 lat życia z kimś pod jednym dachem, zwłaszcza, jeśli ten ktoś zapewniał ci utrzymanie i edukację.
Ewa nie widzę powodu do tworzenia jakiejś grupy wsparcia. Twój życiorys jest bardzo podobny do wielu z nas. Nie wiem w sumie jakiej pomocy się spodziewasz. Jesteś normalnym człowiekiem, być może trochę zbyt uczuciowym, jak dla mnie. Chyba, że przebywanie z rodziną Cię głęboko rani, a coś (miłość rodzinna) każe Ci do nich wracać i masz z Tym problem.

W potocznym żartobliwym, znaczeniu używa się pewnego terminu, który oznacza odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności spowodowanej przez zwykle przykro odczuwane czynniki, które wywołują nieprzyjemne doznania, jak ból psychiczny czy fizyczny (poniżenie). Czy to jest Twój problem?
16-08-2012 19:37 
 Ocena 5 na 5
Ewa Moczulska (106 punktów)
>W potocznym żartobliwym, znaczeniu używa się pewnego terminu, który oznacza odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności spowodowanej przez zwykle przykro odczuwane czynniki, które wywołują nieprzyjemne doznania, jak ból psychiczny czy fizyczny (poniżenie). Czy to jest Twój problem?
>
Tak, strzał w dziesiątkę. Mam też fantazje o zakonnicach w lateksowych habitach, noszących ćwiekowane krzyże
W ramach "grupy wsparcia", czy anonimowych ateistów, jak zostało to już całkiem humorystycznie ujęte na forum, myślałam o organizowaniu cyklu małych, kameralnych spotkań, przy herbatce, ewentualnie czymś mocniejszym.
Małych i kameralnych - aby nie przerodziły się w zbiorowe narzekania i biadolenie, jacy to wierzący są źli, a my - ateiści prześladowani i uciskani.
Jeśli znalazłabym odzew, to jestem w gotowa zostać koordynatorką takich spotkań w Krakowie.
16-08-2012 20:13 
 Ocena 5 na 5
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Zrozum, ja nie jestem człowiekiem bez serca - tęsknie za swoimi bliskimi i nie mogę tak zwyczajnie przestać do nich przyjeżdżać, ani dzwonić. Nie jest łatwo zanegować 18 lat życia z kimś pod jednym dachem, zwłaszcza, jeśli ten ktoś zapewniał ci utrzymanie i edukację.
-Skorzystaj z hasła, które sobie wpisałaś pod profilem, że przed nikim nie klękasz. Podstawa zdrowych stosunków to równość. Jeżeli akceptujesz rodzinę taką jaka jest, ona powinna akceptować i szanować Ciebie tak samo, tego wymagaj. Trochę to dziwne, że ateistka wykazuje cechy, które zazwyczaj przypisują sobie chrześcijanie, miłość nawet wobec tych, którzy nas "prześladują" (ideologicznie choćby), może im to przypomnij, bo taka miłość w jedną stronę musi być męcząca. Z tą wdzięcznością za utrzymanie po prostu przesadzasz, zwierzętom też dają jeść, a edukacja jest obowiązkowa. Wspaniałomyślnie wybacz im lata indoktrynacji i żądaj w zamian równości. Choć aż się prosi powiedzieć religijnej zgrai, żeby się wypchała, ale pewnie jesteś na to zbyt..."wrażliwa."


Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
20-08-2012 13:28 
 Ocena 6 na 6
jasenka (1863 punktów)
> Mieszkam daleko od swojej rodzinnej miejscowości, przeniosłam się z jednego końca Polski na drugi. Zrozum, ja nie jestem człowiekiem bez serca - tęsknie za swoimi bliskimi i nie mogę tak zwyczajnie przestać do nich przyjeżdżać, ani dzwonić.

Może spróbuj przejąć kontrolę emocjonalną nad rodziną? Na razie oni widzą, że Tobie zależy na kontaktach i że cokolwiek by nie zrobili, to Ty i tak się odezwiesz. Pastwią się nad Tobą niemal według instrukcji z "Młotu na czarownice".
Strona, której bardziej zależy na relacjach - zawsze przegrywa. To będzie bolało, ale nie widze innego sposobu, tylko "zniknąć" im z oczu na długo, nie odbierać telefonów, nie odpisywać. Jesli Cię kochają - zmiękną i będziesz mogła wypracować kompromis, bo będziesz miała kartę przetargową - siebie.
Marek Lew-Mazurkiewicz (93 punktów)
Jako wsparcie proponuję taki trick myślowy: uświadomienie sobie że psychika tych osób nie jest jednorodna. Część ich umysłów rozumie i wspiera ciebie, a część walczy w imię zabobonu (który póki co dominuje). Zachodzi w ich umysłach rodzaj ewolucji. Z taką świadomością być może będziesz miała odwagę wezwać policję gdy następnym razem zostaniesz "zaatakowana" krucyfiksem. Wtedy być może ktoś sobie uświadomi że sam jest opętany (przez szkodliwą idee).
tigerandlily (194 punktów)
Próbowałaś coś wyguglować? mnie wyszło sporo na temat, spójrz www.google(*)mod=2&sourceid=chrome&ie=UTF-8
wszystko co prawda po angielsku. Nie wiem, jaką to ma wartość merytoryczną, ale można sobie poczytać o doświadczeniach innych. A przy okazji natknąć się na wspaniały link: How to Spot Atheists and Report Them to the FBI? www.landoverbaptist.org/news0503/atheists.html
Anna Salman (16360 punktów)
Uderzyła mnie pewna analogia:
>Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje, druga połowa zachowuje się, jakby moje "wyjście z szafy" nigdy nie miało miejsca...
O takich reakcjach słyszałam w przypadku ujawnienia preferencji homoseksualnych. Niezależnie od przyczyn wykluczenia społecznego mechanizm działa tak samo i równie boleśnie. Wydaje mi się, że takie osoby (o ile znasz kogoś) też by się mogły podzielić z tobą doświadczeniem, jak sobie poradziły z traumą.
Grupa wsparcia jest bardzo dobrym pomysłem, aczkolwiek kontakt wirtualny nie zastąpi nigdy bezpośredniego. Może równolegle jakaś forma aktywności społecznej?
Pozwoliłam sobie zajrzeć w profil - koniec świata, ale duże miasto. Być może są tam anarchiści. To zazwyczaj młodzi ludzie, bez uprzedzeń, w większości z laickim światopoglądem. Nie chodzi o udział w zadymach, ale organizują czasem akcje na rzecz lokalnej społeczności.

Na dłuższą metę jednak - migracja (wraz z odległością wzrasta poziom tolerancji).
tigerandlily (194 punktów)

>O takich reakcjach słyszałam w przypadku ujawnienia preferencji homoseksualnych. Niezależnie od przyczyn wykluczenia społecznego mechanizm działa tak samo i równie boleśnie.
Tak, jak najbardziej.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Może wpadłabyś na spotkanie Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i pogadała z nami? To bardziej pomaga niż rozmowy w necie. Informacje o bierzących spotkaniach znajdziesz na www.psr.org.pl , oraz tutaj, w dziale zaproszenia. Radzę Ci spróbować - nawet jeśli mieszkasz daleko do któregoś z naszych oddziałów.
16-08-2012 16:14 
 Ocena 6 na 6
Ewa Moczulska (106 punktów)
Chwilowo los rzucił mnie do Krakowa, więc nie wykluczam udziału w spotkaniu 24 sierpnia.
17-08-2012 16:32 
 Ocena 9 na 9
Ania. (14138 punktów)
Zachęcam, co prawda moja rodzina nie przysporzyła mi takich "przyjemności", ale wiem, że dla wielu osób towarzystwo innych, podobnych nam przynosi sporą dawkę "ukojenia".

Za to wiem jedno, z innego może nieco źródła, ale pasuje.
Twoja rodzina biła Cię i wyzywała. Nie ważny jest powód, ważna jest ich reakcja. Nie spełniłaś ich oczekiwań i tak zareagowali. To nie jest normalne, zdrowe, to zwyczajna patologia.

Patologia kojarzy się z alkoholem i prochami, ale jest też patologia "emocjonalna", znęcanie się pomimo braku alkoholika w rodzinie.

Jeśli pomimo upływu czasu nie wykazują śladów refleksji nad tym, co się stało, nie ma innego rozwiązania niż izolacja od nich - przemoc nie przynosi nic dobrego, będzie Cię niszczyć. I - chociaż to może nie być przyjemne - unikaj ich. Poszukaj bliskich spoza rodziny, którzy Cię wesprą.

Wiem, że rodzice powinni być dobrzy dla nas, a my dla nich. Ale jeśli system nie działa, to nie zmuszaj się do trwania w nim. Nie zmusisz nikogo do tolerancji.
finerbijk (17282 punktów)
>Grupa wsparcia dla ateistów?
Może grupa wsparcia AA*. Nie myślałem, że można mieć takie problemy, ale na plus można zaliczyć, że wiesz kto jaki ma naprawdę charakter. Ja na twoim miejscu bym nie żałował pogorszenia kontaktów z tego typu osobami, a bym się starał je (te kontakty) ograniczać do minimum.

________
*Anonimowi Ateiści
16-08-2012 17:30
 Ocena 11 na 11
dr G (14 punktów)
Moja historia jest inna, ale być może coś z niej wyciągniesz dla siebie.

Po okresie płomiennej religijności w gimnazjum, w liceum zacząłem powoli siąknąć inne nurty... filozoficzno-etyczne. W 3ciej klasie liceum, byłem już pewien, że religia to kupa i unikałem kościoła.

Po maturze zamieszkałem w Krakowie. Pewnego dnia gdy przyjechałem, powiedziałem że nie idę do kościoła. Na pytanie dlaczego odpowiedziałem, że wg mnie Bóg nie istnieje. Po wielu teologicznych rozmowach (w których stwierdzili, że bez religii nie ma kodeksu etycznego itp., itd.) i ukryciu pod moją nieobecność "Boga Urojonego" (^^) w końcu rodzice przestali zwracać na to uwagę.

Wcześniej lubiłem prowokować rozmowy na ten temat, byśmy sobie wszystko powiedzieli. Nie lubię niedomówień.

U mnie nie doszło do bicia czymkolwiek. Może były krzyki na siebie nawzajem, ale to u nas norma, więc się nie liczy. Gorsze było znęcanie się psychiczne nad mną. Minowicie mama mówiła, że nie może przeze mnie spać, że płaczę cały czas. W połączeniu ze słabym zdrowiem była to dla mnie wyjątkowo smutna kombinacja. Mówiła, że rozmawia z tatą na ten temat i że jest mu bardzo przykro. Działo się to przez długi okres, ale minęło. Były spojrzenia pełne żalu i groźby żebym nikomu nie mówił. Powietrze było "ciężkie".

W chwili obecnej nie zostaje nigdy na niedzielę, by nie prowokować. Omijam też okazjonalne święta.

Również bardzo cenię sobie relacje z rodziną - głownie z rodzicami i braćmi. Jednak nie za każdą cenę. To, że moja mama o faktach na temat katolicyzmu nie chce rozmawiać i reaguje agresywnie jest skutkiem strachu, że jej świat się zawali. A mógłby. Strach przed piekłem pewnie też tu odgrywa rolę. Albo nasz ksiądz, który w kazaniach pewnie co niedzielę mówi o tym, jak to młodzież teraz odsuwa się od Kościoła na rzecz [zło do wyboru]. Jest wiele czynników "zaprawiających" naszych bliskich.

Tak czy owak, moim zdaniem powinnaś się nie poddawać. Jednak jeśli po jakimś długim okresie czasu nadal będą Cię zlewać, to należy całą sprawę przemyśleć jeszcze raz. Ja mam przed sobą jeszcze przyznanie się do homoseksualizmu
17-08-2012 11:20 
 Ocena 4 na 4
kika (1657 punktów)
>Minowicie mama mówiła, że nie może przeze mnie spać, że płaczę cały czas. W połączeniu ze słabym zdrowiem była to dla mnie wyjątkowo smutna kombinacja. Mówiła, że rozmawia z tatą na ten temat i że jest mu bardzo przykro. Działo się to przez długi okres, ale minęło. Były spojrzenia pełne żalu i groźby żebym nikomu nie mówił. Powietrze było "ciężkie".>

O kurczę, to już bym wolała dostać krucyfiksem.

>W chwili obecnej nie zostaje nigdy na niedzielę, by nie prowokować. Omijam też okazjonalne święta.>

Rodzice ciężko sobie zapracowali na samotne święta.

>Ja mam przed sobą jeszcze przyznanie się do homoseksualizmu >

Coraz bardziej lubię homoseksualistów. To dzielni ludzie.
17-08-2012 16:48 
 Ocena 4 na 4
tigerandlily (194 punktów)
> Gorsze było znęcanie się psychiczne nad mną. Minowicie mama mówiła, że nie może przeze mnie spać, że płaczę cały czas. W połączeniu ze słabym zdrowiem była to dla mnie wyjątkowo smutna kombinacja. Mówiła, że rozmawia z tatą na ten temat i że jest mu bardzo przykro.
typowy terror emocjonalny
>W chwili obecnej nie zostaje nigdy na niedzielę, by nie prowokować. Omijam też okazjonalne święta.
Jestem jak najbardziej za "ujawnianiem się". Ateistycznym, czy innym. Ale masz racje, czasem lepiej pewne rzeczy omijać.
>To, że moja mama o faktach na temat katolicyzmu nie chce rozmawiać i reaguje agresywnie jest skutkiem strachu, że jej świat się zawali. A mógłby. Strach przed piekłem pewnie też tu odgrywa rolę. Albo nasz ksiądz, który w kazaniach pewnie co niedzielę mówi o tym, jak to młodzież teraz odsuwa się od Kościoła na rzecz [zło do wyboru]. Jest wiele czynników "zaprawiających" naszych bliskich.
To co piszesz jest bardzo ważne. I wymaga dojrzałości. Chodzi o spojrzenie na rodziców nie jak na kochanych mamę i papę, mających być ideałem, oparciem i autorytetem, ale po prostu jak na ludzi, takich jak wszyscy, popełniających błedy, mających takie, a nie inne doświadczenia życiowe, podatnych na manipulacje, w tym przypadku religijne, często naiwnych. Gdy to zrozumiemy, łatwiej nam będzie wybaczyć. I się tak nie przejmować.
16-08-2012 17:41
 Ocena 12 na 12
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje, druga połowa zachowuje się, jakby moje "wyjście z szafy" nigdy nie miało miejsca.
>Choć wcale się nie zmieniłam, to nagle zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego.

To chyba typowa reakcja dla mocno wierzących rodzin. Wynika z głębokiego przekonania, że ateista to człowiek "zwiedziony przez szatana", "walczący z Bogiem, Honorem, Ojczyzną" - czyli wróg wszelkiego dobra i zdrajca rodziny i Polski.
Właśnie dzięki sprytnemu wtłoczeniu wiernym takiej postawy Kościół Katolicki zdołał przetrwać minione setki lat.

Ja znalazłem się w bardzo podobnej sytuacji. Rodzina najbliższa (żona, dzieci) udają że nic nie słyszą i nic nie wiedzą. Przy próbach rozmowy czy dyskusji zwykle wychodzą z pokoju lub mówią, że są prześladowani za wiarę.
Nikt się mnie nie wyrzekł ani nie próbował nawracać siłą (jestem zbyt dużym facetem...). Po prostu ignorują wszystko co mówię poza "bezpiecznymi" tematami.

Poza tym utrzymuję rodzinę i kocham dzieci i w sumie zawsze miałem bardzo dobrą opinię - więc dla żony czy teściów jestem "dobry człowiek, ale niestety chyba chory na umyśle, podobno mężczyznom się to zdarza w pewnym wieku".

Nieraz mam wrażenie, że gdybym się rozwiódł z żoną, to odetchnęłaby z ulgą: byłoby wreszcie wiadomo o co chodzi, ateista okazałby się zły a ona mogłaby z radością nieść swój krzyż dla Chrystusa.

Nie jestem w stanie przetłumaczyć żonie, że np. przysięga małżeńska jest dla mnie nadal ważna (przecież ateiści nie mają moralności i nie honorują żadnych przysiąg, myślą tylko o sobie i swojej wygodzie), że chcę porozumienia i bliskości (każda próba rozmowy to na pewno chytry podstęp, by pozbawić ją wiary i oparcia w Chrystusie).
Że ateizm to konsekwencja samodzielnych przemyśleń (byłem wcześniej katolikiem) - to niemożliwe, ateizm to zdrada ideałów, zostałem do tego namówiony podstępnie przez komunistów (bo przecież z automatu ateista to komunista) i przez sam-wiesz-kogo (chodzi chyba o szatana, ale otwarcie tego nie chce powiedzieć, więc czuję się jak Harry Potter).

Można godzinami o tym opowiadać...
To co mnie bardzo boli, to fakt, że żona nie próbuje mnie "ratować". Obchodzi ją tylko Jej Dusza i Jej Zbawienie. Za mnie podobno się modli, ale nie zamierza więcej nawet palcem kiwnąć, nie mówiąc w ogóle o dyskusji... Twierdzi, że jeśli chcę, to mogę pójść na mszę świętą, na rekolekcje lub do księdza i zobaczyć jakie to cudowne (chodziłem przez 30 lat, ale o tym raczyła zapomnieć i udaje, że nie słyszy jak o tym przypominam).
Przez kilkanaście lat małżeństwa byłem PEWIEN, że każde z nas skoczyło by w ogień, by ratować drugie. Okazało się to nieprawdą, żona nie zamierza niczego zaryzykować dla mnie, nawet rozmowy, nawet nie zamierza przeczytać kawałka Biblii (bo wszystko, co potrzebne, już wie). Gdy ja namawiam ją do rozmów, do prób rozwiązania naszych małżeńskich problemów które rozwalają nasz związek (bo przecież kwestie światopoglądowe rzutują też na inne sfery życia małżeńskiego), to słyszę "jakie problemy? My nie mamy żadnych problemów. To ty masz jakieś problemy". Gdy powiedziałem "jesteśmy przyjaciółmi i partnerami, powinniśmy rozmawiać, dogadywać się" ripostowała "nie jesteśmy partnerami, tylko małżonkami". Gotowa jest za to "nieść krzyż" życia z ateistą, bo przecież zachowanie wiary i cierpienie dla Jezusa da jej życie wieczne....

Czasem sam się pytam, po co ja w ogóle o nią walczę? Przecież lepiej mieć żonę katoliczkę, której można zrobić dowolne świństwo, a ona będzie to wszystko wybaczać, bo tym większą nagrodę dostanie od Chrystusa w niebie...

Tak w życiu wyglądają słowa Ewangelii o skłóceniu członków rodziny w imię Chrystusa...

Teściowie traktują mnie bardzo dobrze (teść jest wyznawcą Ojca Rydzyka... czasem po wódce palnie co naprawdę o mnie myśli, ale na trzeźwo udaje że wszystko jest po staremu).

Wszyscy zgodnie uważają, że "co ja mogę wiedzieć, przecież nie studiowałem teologii; nie to co ksiądz, ten to się zna

> "Nie przejmuj się moherami, oni na niczym się nie znają".

To jednak nasi bliscy. Jedni z niskim wykształceniem (jak teściowie; oni rzeczywiście nie są w stanie zrozumieć o co mi chodzi) czy wyższym wykształceniem (jak żona, czy reszta rodziny; oni z kolei nie chcą zrozumieć). A ja nie potrafię porzucić bliskiej osoby na szlaku i pójść spokojnie dalej...

Piszesz, że wyprowadziłaś się daleko od rodziny. To dobry krok! Trochę podobna sytuacja była u znajomych, ich córka wyprowadziła się z domu wskutek nacisków od rodziców na chodzenie do kościoła. Po dłuższym czasie znajomi byli już w stanie przyznać w rozmowie, że niepotrzebnie ją naciskali, że trochę żałują - zmienili się w katolików umiarkowanych, gotowych rozmawiać o religii i dopuszczać prywatną wolę u dzieci.

Myślę, że ateizm w naszym społeczeństwie jest dla ludzi niezależnych i silnych psychicznie, fizycznie, umysłowo i materialnie. Niestety.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
17-08-2012 16:22 
 Ocena 4 na 4
tigerandlily (194 punktów)
>Rodzina najbliższa (żona, dzieci) udają że nic nie słyszą i nic nie wiedzą. Przy próbach rozmowy czy dyskusji zwykle wychodzą z pokoju lub mówią, że są prześladowani za wiarę.

>Że ateizm to konsekwencja samodzielnych przemyśleń (byłem wcześniej katolikiem) - to niemożliwe, ateizm to zdrada ideałów, zostałem do tego namówiony podstępnie przez komunistów (bo przecież z automatu ateista to komunista) i przez sam-wiesz-kogo (chodzi chyba o szatana, ale otwarcie tego nie chce powiedzieć, więc czuję się jak Harry Potter).

Przyznam szczerze, że po to też wchodzę na to forum, żeby nasiąknąć czarnym humorem, jaki przebija w wielu postach. Bardzo tego potrzebuję w momentach ateistycznej samotności
Też jestem w związku z osobą wierzącą i unikającą dyskusji i myślę, że nie tyle z powodu samego tematu- bóg, religia- ile ze względu na brak wiedzy, a przy tym duże ambicje. Po prostu nie chce wypaść na osła.
Ty z początku byłeś katolikiem, więc jasne, nie rozwiedziesz się z żoną z dnia na dzień, bo odrzuciłeś wiarę. Ale ja nie mam dzieci, nie jestem z nim po ślubie. Choć podejmujemy razem poważne plany życiowe. Tak jak mówisz, światopogląd wpływa na każdy aspekt życia. Rozum mówi mi, że powinnam szukać kogoś innego, ale serce nie sługa Bardzo to skomplikowane.
Rozumiem, że dzieci nie udało Ci się "zateizować"?
17-08-2012 17:27 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Rozumiem, że dzieci nie udało Ci się "zateizować"?

Najstarsza córka "ujawniła się" jakiś rok po mnie - zadziałał tu trochę mój przykład, wiedziała też, że będę jej bronił przed resztą - ale dojrzała do ateizmu sama, bez mojego namawiania.

Średnia córka jest w wieku buntu, raczej nie chce o niczym rozmawiać, ale ponieważ (podobnie jak najstarsza i najmłodsza) jest bardzo myśląca i oczytana, to wszystko możliwe. Póki co, służy do mszy w błękitnej szacie

Najmłodsza robi to, co mama każe. Kwestie religii traktuje póki co jak pytanie "kogo kochasz bardziej: mamusię czy tatusia (ze wskazaniem, że Jezus jest najważniejszy)".

Nadzieja w tym, że wszystkie są zbyt mądre jak na katoliczki (ale jednocześnie, jako kobiety, podatne bardzo na szantaż emocjonalny - w którym to moja żona jest absolutną mistrzynią świata...).


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
17-08-2012 19:28 
 Ocena 11 na 11
Ewa Moczulska (106 punktów)
>Średnia córka jest w wieku buntu, raczej nie chce o niczym rozmawiać, ale ponieważ (podobnie jak najstarsza i najmłodsza) jest bardzo myśląca i oczytana, to wszystko możliwe. Póki co, służy do mszy w błękitnej szacie
>Najmłodsza robi to, co mama każe. Kwestie religii traktuje póki co jak pytanie "kogo kochasz bardziej: mamusię czy tatusia (ze wskazaniem, że Jezus jest najważniejszy)".
>
Ja również mam za sobą okres gorliwej religijności, głównie za sprawą starszych wujków i ciotek. Gdy byłam małym dzieckiem zabierali mnie na msze do klasztoru urszulanek w Augustowie. Msze były bardzo kameralne, odbywały się w niewielkim saloniku z miekkim, czerwonym dywanem. Pamiętam, bo niemal zawsze siedziałam na podłodze. Zakonnic było tylko kilka, reszta to kwiat augustowskiej młodzieży i wczasowicze, którzy zatrzymali się w pokojach gościnnych domu zakonnego. Przyjeżdżający z Warszawy ksiądz, który podobno był profesorem, zachęcał nas do aktywnego brania udziału w modlitwach i odpowiadania na pytania, które zadawał w homilii. Grzeczne i mądre dzieci dostawały cukierki. Pamiętam, jak pokazywano mi te zakonnice i pytano, czy też chciałabym mieć taki ładny krzyżyk na szyi i taki piękny welon na włosach i zawsze chodzić w sukience. Dziś już wiem, że kiedy w rodzinie nie było synów, którzy mogliby wstąpić do seminarium, to moi krewni, za przyzwoleniem rodziców, umyślili sobie, że przynajmniej mnie poślą do zakonu. Przez dłuższy czas był to rzeczywiście mój autentyczny plan na przyszłość.
Żeby uczynić rzecz zabawniejszą, regularnie uczestniczyłam też w pielgrzymkach, które miały być dla mnie czasem skruchy i refleksji nad własnym życiem. Maszerowanie do sanktuariów Maryjnych rzeczywiście bardzo pomogło odnaleźć mi swoją tożsamość lepiej, niż wnikliwa lektura Biblii. Po wyprawie z Suwałk do Wilna byłam już w stu procentach pewna, że nie jest to droga, którą chcę podążać.
Jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, to nigdy nie pozwolę, by ktoś ogłupiał je w podobny sposób.
18-08-2012 15:20 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Żeby uczynić rzecz zabawniejszą, regularnie uczestniczyłam też w pielgrzymkach, które miały być dla mnie czasem skruchy i refleksji nad własnym życiem. Maszerowanie do sanktuariów Maryjnych rzeczywiście bardzo pomogło odnaleźć mi swoją tożsamość lepiej, niż wnikliwa lektura Biblii. Po wyprawie z Suwałk do Wilna byłam już w stu procentach pewna, że nie jest to droga, którą chcę podążać.

Nigdy nie pielgrzymowałem (skoro Bóg jest wszędzie, to po iść do jakiegoś konkretnego miejsca?), ani nie chciałem odmawiać różańca ani litanii (skoro Bóg jest dobry i mądry, to nie trzeba mu powtarzać sto razy tej samej modlitwy, żeby zrozumiał). Ani nie czciłem relikwii czy świętych (po co się modlić do pośredników, skoro Bóg jest wszędzie, wszystko wie wysłuchuje każdej modlitwy itd.). Cóż, od dawna byłem materiałem na racjonalistę i ateistę - podobnie jak moje córki, mam nadzieję jeśli tylko nie staną się konformistkami...


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Scorp (5381 punktów)
>Ponad dwa lata temu odważyłam się powiedzieć mojej rodzinie...

Klucz leży w słowie rodzina.

To nie jest Twoja rodzina, to rodzina Twoich rodziców, dziadków, szwagrów czy tp. Jeżeli te rodziny Ciebie odrzucają i dokuczają, a potrzebujesz, jak każdy, akceptacji najbliższych, to załóż własną. Przyjaciół dobierzecie sobie według upodobania i nie będziesz potrzebowała grupy wsparcia.

Twoja sytuacja nie jest najgorsza, bo nie jesteś za te rodziny odpowiedzialna. Gorzej mają ci, u których konflikt religijny rozbija najbliższą rodzinę, która bywa u wielu porządnych ludzi treścią ich życia.
-
Marek Okrągły (2283 punktów)
Napiszę coś niezbyt mądrego i niezbyt popartego praktyką poza moim życiem.
Nie przejmuj się. Pamiętaj to Ty musisz być szczęśliwa, akceptować, tolerować siebie i swój światopogląd.
Twoi bliscy podążą za Tobą i zaakceptują Ciebie, tylko musisz pokazać, że nie jesteś podatna na emocjonalne szantaże. Nie krzywdzisz nikogo, to niestety inni próbują krzywdzić Ciebie. Twoje emocje związane z apostazją wynikały jak u mnie z przekonania, że robisz coś złego czego nie robiłaś i nie robisz. Ludzie są empatami i wyczuwają słabe punkty w psychice oponenta i próbują je wykorzystać. Twoja rodzina widzi, że ich reakcja na Twój wybór powoduje u Ciebie emocjonalne rozterki i próbują świadomie/podświadomie to wykorzystać.

Ja nigdy nie czułem bogów dookoła mnie lub świecie. Dużo czytałem i chyba byłem wystawiony na wiele produktów ludzkiej kreatywności i wyobraźni. Nie potrafiłem wyczuć różnicy między mitologiami i mitologią "Dobrej Książki". Przechodziłem ścieżkę typową dla polskich dzieci religia, religijni rodzice, religijni dziadkowie, religijna rodzina i znajomi. Moim "błędem" było przeczytanie Biblii w wieku 12 lat i próba logicznego podchodzenia do religii. "Problem" pogłębiał się z coraz większą ilością czytania.
Przez pewien czas miałem problem ze sobą pod tytułem
"Przecież wszyscy dookoła czują/rozumieją słowo Boże i wykonują te gesty i u nich to działa. Ja muszę mieć jakiś defekt, czegoś mi brakuje"
czyli szukałem problemu w sobie. Mały spoiler w pełni przestałem to odczuwać w wieku 33 lat (rok temu).
Byłem hipokrytą, bo dla spokoju chodziłem na religię i poddawałem się. Komentowałem religię prywatnie ze znajomymi, nie w rodzinie. Komentarz zaczął być "Po co Ci to?". Nawet nie było wiele kontrargumentów, szczególnie po pierwszych dyskusjach, gdy wierzący dowiadywali się, że ateiści są naprawdę mocni w wiarach (z rozmów wiem, że to dosyć popularne, my ateiści czytamy i wnioskujemy). Dopiero w wieku 18 lat zacząłem nazywać siebie ateistą, a nie "nie wierzącym w Boga".
W rodzinie nie dopuszczano mojego ateizmu, po prostu o tym nie mówiono i dziwiono się jeśli temat się pojawiał. Moje prośby o świadectwo chrztu, były zbijane "Nie rozmawiaj o tym. Widzisz jak się źle czuję przez Ciebie? Po co Ci to?" (co jest typowym szantażem emocjonalnym). Poddawałem się i nie rozmawiałem o tym, chyba że ktoś był na tyle głupi i próbował się bawić w ewangelizację. Ewangelizacja kończyła się poszerzeniem wiedzy ewangelizującego i jego/jej prośbą o zakończenie tematu, bądź ucieczką od tematu. Oczywiście wizyty u "dziadków" kończyły się otrzymywaniem lektur czyli pisemek i później następowała konsternacja, bo się okazywało, że kupowali to i nie za bardzo czytali, w przeciwieństwie do mnie.
Zawsze towarzyszyło mi uczucie, mówimy o mnie jako osobie dorosłej - "Co moi bliscy będą przeżywać? Co ja im zrobię jeśli wypiszę się z kościoła?".

5 lat temu zostałem ojcem chrzestnym dziecka "Bo dziecku się nie odmawia". Wtedy dotarło do mnie, że jestem hipokrytą do potęgi n-tej i że daję się szantażować/manipulować jak 3-latek.

Wstyd się przyznać, ale ja zawsze myślałem, że świadectwo chrztu, jest jedno i nie można mieć go ponownie wystawionego ))))))))) na szczęście mój młodszy brat się żenił (2 lata temu) i jego świadectwo chrztu zostało mu wysłane, więc ja zrobiłem to samo. Mój ojciec był wierzącym milicjantem i miał kolegę księdza, więc chrzty mój i brata odbyły się w czasach PRL w nocy, jakieś 200 km od miejsca zamieszkania. Moja komunia odbyła się 250 km od miejsca zamieszkania
Postanowiłem, że jeśli KK w Polsce chce się bawić to zabawimy się. Nie chciałem wychodzić z KK za pomocą zaprzeczenia istnienia ducha św. (jedyny grzech, którego ponoć nawet Bóg nie jest w stanie wybaczyć), bo chciałem mieć dowód odejścia, który będzie za jakiś czas potrzebny do rozliczania podatków. Nie mogłem przekonać nikogo, żeby szedł ze mną podpisać papiery, a nie chciałem brać 2 pijaczków. Wtedy pewien nierozgarnięty biskup zagroził, że ekskomunikuje każdego posła za prace nad in vitro. Miałem to szczęście, że dodatkowo słuchałem Radia Maryja w tej sprawie, wszyscy się zapowietrzali, że poseł pracujący nad in vitro z automatu jest ekskomunikowany. Napisałem, więc do posła, którego wybrałem, że chcę, żeby nie tylko pracował nad in vitro, ale również zagłosował za. Poszedłem do księdza proboszcza z wydrukiem maila i uzasadnieniem, że jak ekskomunikujemy to ekskomunikujemy, ja jestem jak poseł i popieram in vitro i chcę apostazji bez podpisów. Oczywiście nic nie uzyskałem, bo to było tylko straszenie. "Biskup nie to miał na myśli".
Jednak mój ojciec na szczęście po prostu kocha swoje dzieci i zgodził się podpisać apostazję. Spotkałem też kolegę, który zaczął mówić o szamaniźmie i o tym jak go uprawia (znałem go 6 lat i byłem więcej niż pewien, że jest Katolikiem). Miałem dwie osoby.
Jak przyniosłem papier do domu skończyły się wszystkie szantaże emocjonalne.
Co zabawne mój ojciec, będący osobą wierzącą, wystąpił z KK z zupełnie innych niż ja względów mój podpis już miał. Po prostu dotąd problemy jakie miał, odpuszczał, bo "Co ludzie powiedzą?" i nie chciał zasmucać swojej matki, i mojej matki swojej żony. Próbowano mu nie wydać jego świadectwa chrztu . Powtarzam wierzący Katolik wystąpił z KK.

Powtarzam raz jeszcze. NIE PRZEJMUJ SIĘ. Rodzina się stawia, bo wyczuwają, że w ten sposób mogą na Ciebie wpłynąć. Miałem to samo u mnie działało do 32 roku życia. Do tego momentu przedkładałem emocje moich bliskich nad swoje.
Ty zasługujesz na szczęście i spokój.
Nie pozwól, żeby Ci je odbierano albo co gorsza próbowano blokować Twoje wysiłki w tym kierunku.

Poza tym życzę Ci zadowolenia z życia, bo na nie zasługujesz. Jesteś dobrym człowiekiem, bo masz rozterki i kochasz swych bliskich mimo że Ciebie krzywdzą.
17-08-2012 11:08 
 Ocena 4 na 4
Ewa Moczulska (106 punktów)
Dziękuję za słowa otuchy.
Ja ostatecznie zrezygnowałam z apostazji, bo nie chciałam narazić nikogo z mojej rodziny na społeczny ostracyzm. Pochodzę z małej miejscowości pod Suwałkami, gdzie nic nie dzieje się bez wiedzy księdza i nazwijmy to "koła gospodyń wiejskich".
Gdybym zdecydowała się na taki krok, proboszcz miałby temat na kazania na następne dziesięć lat, a jest to duchowny z gatunku tych, którzy z imienia i nazwiska potępiają wiernych (i niewiernych) z ambony. To oczywiste, że wskazałby również moich krewnych, jako godnych najwyższej pogardy. A potem z jakichś "niewyjaśnionych" powodów, dobrze prosperujący rodzinny interes zacząłby podupadać. W małych społecznościach, ludzie potrafią być bezlitośni.
17-08-2012 20:10 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Ja ostatecznie zrezygnowałam z apostazji, bo nie chciałam narazić nikogo z mojej rodziny na społeczny ostracyzm.

Jeśli to faktycznie realne i rodzina Twa się tego boi to może przy następnej imprezie z krucyfiksem zagrozisz, że to zrobisz? Czytając post inicjujący mam wręcz wrażenie, że to jakaś rodzina patologiczna więc jeśli masz na nich tak potężnego haka to może warto go wykorzystać by Ci dali wreszcie spokój?
Marek Okrągły (2283 punktów)
Ja mieszkam w Suwałkach i pochodzę z Suwałk, więc wiem o czym mówisz
Zdarzenie/próbie nie wydania świadectwa chrztu nastąpiło w Raczkach pod Suwałkami.
Ewa Moczulska (106 punktów)
>Ja mieszkam w Suwałkach i pochodzę z Suwałk, więc wiem o czym mówisz
>Zdarzenie/próbie nie wydania świadectwa chrztu nastąpiło w Raczkach pod Suwałkami.
>
Niech zgadnę, kościół p.w. świętego Rocha?
neurosurgery (2484 punktów)
>Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje, druga połowa zachowuje się, jakby moje "wyjście z szafy" nigdy nie miało miejsca.

Ja całkowicie straciłem kontakt z rodziną ze strony ojca.

>Choć wcale się nie zmieniłam, to nagle zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego. Doświadczam nawet niewytłumaczalnej agresji ze strony najbliższej rodziny.

Ja dostałem w twarz i zostałem opluty przez własną babcię! Najgorzej jednak bolało mnie, że widzieli to rodzice i nawet się nie odezwali... Swoje przeżyłem.

>Byłam już przeklinana, egzorcyzmowana, kilka razy potłuczona krucyfiksem (tak, wiem, jak głupio to brzmi).

Moja matka, podstępem, posypała mnie raz "poświęconym" popiołem.

>Presja otoczenia jest ogromna,

Dla takich ludzi jesteś jak zepsute jabłko, które należy odrzucić, aby nie popsuło reszty.

>Pewnie, że jest mi przykro. Musiałabym chyba być socjopatą, żeby mnie to nie ruszało.

Ja jestem bardzo wrażliwy i źle to wszystko zniosłem. Nie ma lekarstwa na to, co Cię spotkało. Jedynie czas może spowodować, że rodzina będzie Cię "tolerowała". Nikt nie spróbuje Cię zrozumieć - na zawsze będziesz dla nich zepsuta. Ostatnio chciałem odwiedzić babcię - nie widziałem jej 2 lata! Okazało się jednak, że mój ateizm to przeszkoda nie do przejścia... Smutne to.


Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
17-08-2012 11:25 
 Ocena 5 na 5
Ewa Moczulska (106 punktów)
"Egzorcyzmy" przy pomocy obiektów kultu zawsze były dla mnie najmniejszym problemem. Mogłabym bez końca wyliczać, czego to na mnie nie próbowano. Ostatecznie jednak, po którejś z kolei pobudce przy użyciu wody święconej, delikatnie straciłam cierpliwość...
To są rzeczy, z których można się śmiać i, które z boku wyglądają zabawnie, ale tylko do pewnego momentu. Nie uważam tego za przemoc, ale raczej za skrajny przejaw bezradności (no bo skoro nastawienie Radia Maryja na cały regulator nie przywróciło we mnie wiary, to trzeba posłużyć się bardziej drastycznymi środkami).
Przykro mi, że również straciłeś kontakt z rodziną i najbliższe otoczenie stosuje wobec ciebie taki psychologiczny szantaż.
Dopiero niedawno zrozumiałam, że, jeśli będę miała szczęście, to będzie tak jak piszesz - mogę liczyć co najwyżej na tolerancję swoich "ateistycznych wybryków".
zinnyck (182 punktów)
>Ponad dwa lata temu odważyłam się powiedzieć mojej rodzinie prawdę o tym, że jestem ateistką.
>Prawdę tę ukrywałam od bardzo długiego czasu i wyznanie jej było dla mnie jedną z najtrudniejszych rzeczy, na jakie się zdobyłam. Od tej pory jestem pariasem.
>Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje, druga połowa zachowuje się, jakby moje "wyjście z szafy" nigdy nie miało miejsca.
>Choć wcale się nie zmieniłam, to nagle zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego.

Ja, mając 23 lata (wieki temu ), powiedziałem swoim rodzicom, że jestem ateistą.
Nie wymusili tego na mnie, po prostu po pewnej liczbie zdawkowych pytań nie chciałem ich nadal oszukiwać. Przyjęli to nienajgorzej.
Moja matka jest na pewno wierząca, choć nie dewotycznie; ojciec raczej też, choć tu pewności nie mam. Nigdy nie stręczyli mnie religizmem (za co jestem im wdzięczny), ale też zdarzało się im "wyganiać" mnie do kościoła w niedziele (już nawet jako wyrośniętego nastolatka i studenta). Niedziela dla mnie zaczynała się od "...idźcie, ofiara spełniona", a potem rosół, udko i "Dynastia" .
Piszę to, nie żeby wywyższać swoją rodzinę, bo przypuszczam, że nasze rodziny są bardzo podobne.
Wręcz przeciwnie: to nie rodzina jest winna, ale zastały fideistyczny przekaz, jaki ją kształtuje.
Niestety ten przekaz ma betonową podbudowę. Trochę zajmie jej kruszenie.
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
Współczuję ludziom, którzy z jednej strony czują się ateistami i czują potrzebę poinformowania o tym swojej nawiedzonej (z całym szacunkiem, no - może 3/4) rodziny, a z drugiej czują się z nią na tyle związani, że krytyka ze strony mamy, taty i cioci tak bardzo ich rusza, i - co więcej - nie potrafią, czy po prostu nie chcą ograniczyć z nią relacji.

Chyba, że autorka wciąż żyje na garnuszku, to co innego.
Brzostowski (7067 punktów)
>Ponad dwa lata temu odważyłam się powiedzieć mojej rodzinie prawdę o tym, że jestem ateistką.
A po co Ty to zrobiłaś? I w jaki sposób?
Mieszkasz daleko od rodziny, jesteś dorosła, utrzymujesz się sama, a kontakty z rodziną są dla Ciebie bardzo ważne. I w takiej sytuacji postanowiłaś im powiedzieć, że jesteś ateistką? Ale po co? Dla zasad? Nie rozumiem tego!

Dla wierzących rodziców, taka informacja, to jak zdrada. To tak jak by partner powiedział Ci, już Cię nie kocham! To tak jak powiedzieć żonie, masz obwisłe piersi, zmarszczki, cellulit. Czy Ty to rozumiesz? Wiem, że to absurdalnie brzmi dla ateisty, ale taką właśnie ma to siłę dla teistów. Jak się kogoś kocha, to łatwo przewidzieć reakcję. A przynajmniej przygotowałaś rodziców na to?

No, ale stało się.

Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale o jakiejś patologicznej rodzinie. Nie słuchaj rad, które prowadzą do zaostrzenia relacji z rodziną, bo skończy się tym, że nawet na pogrzeb rodziców nie przyjedziesz.

Skup się na swoich potrzebach, co dla Ciebie jest ważne?

Moja rada jest taka:

1. Jak będziesz następnym razem u rodziny, powiedz im, że tak faktycznie, to Ty nie wiesz, jak z tym bogiem jest. Wytłumacz dlaczego tak im powiedziałaś, że tyle zła na świecie, że tego boga to chyba nie ma,... i inne takie tam bzdety. Tylko zrób to inteligentnie, wiesz tak jak dziecku 4-letniemu trzeba wytłumaczyć skąd biorą się dzieci i nie powiedzieć wszystkiego.

2. Spróbuj odbudować relacje z osobami, na których najbardziej Ci zależy. Znasz ich, wiesz co trzeba zrobić, co powiedzieć. Zrób to nawet wtedy, gdy poczujesz się jakoś za bardzo zaangażowana, że odczujesz, że tylko Tobie na tym zależy. Zrób to. W relacji z matką, ojcem, to chyba nic wielkiego.

3. Jednocześnie bądź stanowcza jeśli chodzi o pomysły "nawracania" Ciebie: wspólne msze, różańce czy inne takie tam, nie ukrywaj swoich poglądów, ale też nie demonstruj. Ale nie unikaj uroczystości, jak Cię zaproszą na komunię bratanka, ślub siostry, nie odmawiaj, przyjdź dla rodziny.

4. A swoje wiesz...

Wiem, wiem, zaraz oberwie mi się od wszystkich: hipokryta... bez zasad... tfu ... tfu...

A ja boję się ludzi z zasadami, a drobne hipokryzje uważam za przejaw racjonalnego zachowania.

Ja znam wielu ateistów, którzy w rodzinach są znani z tego, że nie chodzą do kościoła, są antyklerykałami, ale na każdą gadkę o Panu Bogu odpowiadają: "może i istnieje, cholera go tam wie, ale nie przypuszczam, bo nie widziałem". I jest spokój. Dla większości teistów, to pozostawienie możliwości istnienia Boga, to ratunek dla ich duszy i ich "świata". A Tobie pozwala normalnie z nimi żyć, a swoje wiesz.

Ja np. w swoim domu mam taką sytuację, że moja żona układa wg mnie zawsze nielogicznie naczynia w zmywarce, próby rozmów na ten temat, kończyły się krótkimi spięciami. Postanowiłem później na pytanie żony, czy tym razem jest OK, odpowiadać: "tak kochanie, może być". Ale swoje wiem.

No taka mała hipokryzja. Ale biorąc pod uwagę, że zmywarkę nastawiamy każdego dnia ... całkiem to racjonalne.

Powiedz, czy warto, z powodu Boga, którego nie ma, stracić relacje z bliskimi? A jak dopadnie Cię myśl, że jednak trochę ich oszukujesz, to wtedy pomyśl o mnie, jakim ja jestem hipokrytą! Przecież moja zmywarka faktycznie istnieje, a bóg nie! Może będzie Ci lżej...
18-08-2012 12:29 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale o jakiejś patologicznej rodzinie

Rozumiem, że dla "mądrali" Brzostowskiego zastosowanie przemocy fizycznej wobec członka rodziny, który przejawia inne poglądy, w pojęciu "patologia" się nie mieści? No tak. Zapewne dobre to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne
18-08-2012 12:50 
 Ocena-4 na 6
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale o jakiejś patologicznej rodzinie
>Rozumiem, że dla "mądrali" Brzostowskiego zastosowanie przemocy fizycznej wobec członka rodziny, który przejawia inne poglądy, w pojęciu "patologia" się nie mieści? No tak. Zapewne dobre to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne
Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
A dostać od żony po ryju, gdy jej się powie po 30 latach małżeństwa, że się zdradziło, to patologia? To też przemoc w rodzinie! Przecież trzeba rozmawiać, tak nie można! Policja!!!

>Zapewne dobre to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne.

Nic takiego nie pisałem. Ale uważam, że odpowiadanie dziewczynie, która ewidentnie kocha swoją rodzinę i ma problem, z którym zwraca się o pomoc, że ma po prostu patologiczną rodzinę, jest idiotyzmem.

A skoro taka jesteś szlachetna to zgłoś to na policję, dowiedziałaś się przecież o przemocy w rodzinie, znasz imię i nazwisko ofiary oraz mniej więcej skąd pochodzi. Ewa się ucieszy.

Nie chciałbym jednak dalej rozwijać tego pobocznego wątku, pełnego złośliwości, z uwagi na Ewę, która przyszła tutaj po radę, a nie po rozważania nad poziomem patologii w jej rodzinie.
18-08-2012 12:59 
 Ocena 3 na 7
MarcinK (9189 punktów)

>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?

Racjonalista Brzostowski się odezwał. Jakbyś nim był faktycznie to byś w lustrze zobaczył kretyna. Ale tak, Ty nie masz lustra.
18-08-2012 13:06 
 Ocena 11 na 11
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?

A jak odwinie się i odda po łbie "Bogiem urojonym", za zmarnowanie 30 lat, to patologia?
18-08-2012 13:43 
 Ocena 1 na 3
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
>>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
>A jak odwinie się i odda po łbie "Bogiem urojonym", za zmarnowanie 30 lat, to patologia?

Patologia, nie patologia... Każdy ma prawo kształtować sobie stosunki z rodziną na bazie własnego światopoglądu, dopóki nie dochodzi do ograniczenia wolności wyboru. Patologią byłoby, gdyby Ewa miała 13 lat, a tego posta pisała z piwnicy wypełnionej wizerunkami Matki Boskiej, w której zamknęliby ją rodzice celem indoktrynacji.

Potępiacie jej rodziców za niedopuszczanie alternatywnych poglądów, a sami krytykujecie ich za posiadanie jakichkolwiek. Porąbane, czy nie porąbane - mają do nich prawo. Oczywiście należy współczuć córce, że na takich oszołomów trafiła, ale ja bym nie nazywał tego "patologią". Zresztą, definicja patologii to mniej więcej "odstępstwo od normy, normalnego stanu". A jak wiadomo, normą dla każdego jest co innego. Posiłkowanie się takimi przymiotnikami w rzeczowej dyskusji jest więc pozbawione sensu.

Uważam, że Ewa powinna odpuścić na dłuższy czas kontakt z rodziną, i tyle, skoro nie potrafi z nimi nawiązać zdrowych relacji, nie wyrzekając się tym samym własnych poglądów. Jeśli nie jest do tego zdolna, to być może nęka ją zwykła samotność. Może jakiś partner życiowy by się przydał, zmiana otoczenia? (chyba, że już ma - nie czytałem całego wątku, sorry)

Zaciekłe katole wymrą, a ich religijne omamy odejdą w zapomnienie. Należy mieć nadzieję, że w ich miejsce wejdzie coś choć trochę lepszego. Dopóki tak się nie stanie, nie można jednak nienawidzieć ich za to, że tak zostali wychowani.

MarcinK - niepotrzebnie zaniżasz poziom dyskusji.
18-08-2012 14:07 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
Chyba nie bardzo masz prawo narzekać na zaniżanie poziomu dyskusji, skoro sam rzucasz w niej określeniami typu "katole".

Poglądy rodziny, poglądami rodziny. Krytyka i termin "patologia" dotyczą - jak mi się zdaje - szczególnie przemocy fizycznej, którą w ramach swych bogobojnych przekonań rodzina autorki wątku stosuje. Oczywiście, masz prawo - podobnie jak Brzostowski - nie uważać stosowania przemocy fizycznej wobec członków rodziny za patologię, ale nie sądzę, byś znalazł dla swoich przekonań poparcie czy to w prawie polskim (pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia?), czy to na tym forum.
18-08-2012 14:20 
 0 na 2
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
>Chyba nie bardzo masz prawo narzekać na zaniżanie poziomu dyskusji, skoro sam rzucasz w niej określeniami typu "katole".
>Poglądy rodziny, poglądami rodziny. Krytyka i termin "patologia" dotyczą - jak mi się zdaje - szczególnie przemocy fizycznej, którą w ramach swych bogobojnych przekonań rodzina autorki wątku stosuje.
>

"Zaciekłe katole" - fraza oznaczająca osoby, które otwarcie i z dumą manifestują swoje poglądy religijne, narzucając je przy tym innym osobom, często w sposób sprzeczny z jakimikolwiek zasadami tolerancyjności.

"Kretyn" - ?

Ja mówię do rzeczy. Osoby ubliżające innym używając prymitywnych inwektyw - nie.

Stosowanie przemocy fizycznej odbywa się w wielu aspektach życia rodzinnego. Nie dostałeś nigdy od matki za niesubordynację? To nawet gorsza forma przemocy, bo ty byłeś wtedy od rodziny uzależniony. Ewa nie jest. Natomiast kwestia uzasadnienia stosowania przemocy to inna sprawa. Rodzice biją dzieci zwykle, by wyuczyć je pożytecznych nawyków. Rodzice Ewy lali ją, by wpoić jej wiarę... Dla nas, ateistów, jest to oczywiście idiotyzm. Z ich punktu widzenia, natomiast, jest to rzecz naturalna i uzasadniona w świetle ich "wyższych poglądów". Zasada obiektywizmu, jaka przyświecać powinna każdemu racjonaliście, wymaga uszanowania ich poglądów, choć można się z nimi nie zgadzać. Ta subtelna ekspresja poglądów w tym przypadku nie jest żadną patologią. Jeśli natomiast doszłoby do bardziej hardcore'owych przypadków, np. trwałych obrażeń fizycznych, to należy się już zastanawiać, czy aby rodzice nie kwalifikują się na leczenie psychiatryczne...

Podkreślam, że uważam jej rodziców za oszołomów (bo nie chce mi się dalej na ich temat wywodzić), ale trzeba być wyrozumiałym wobec przyczyn i skutków zacofania mentalnego.
18-08-2012 14:30 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Natomiast kwestia uzasadnienia stosowania przemocy to inna sprawa. Rodzice biją dzieci zwykle, by wyuczyć je pożytecznych nawyków.

Obawiam się, że właśnie próbujesz uzasadnić i usprawiedliwić czynności nie tylko paskudne, ale i sprzeczne z prawem. Moja dobra rada - nie brnij w to.

>Dla nas, ateistów, jest to oczywiście idiotyzm. Z ich punktu widzenia, natomiast, jest to rzecz naturalna i uzasadniona w świetle ich "wyższych poglądów". Zasada obiektywizmu, jaka przyświecać powinna każdemu racjonaliście, wymaga uszanowania ich poglądów

Czy uszanujesz moje prawo do subtelnej ekspresji moich poglądów, jeśli postanowię zastosować przemoc wobec ciebie?
Dla mnie twoja "zasada obiektywizmu" każaca ci szanować cudze prawo do stosowania przemocy to głupia i niebezpieczna fanaberia. Nie oczekuj dla niej zrozumienia.

>Ta subtelna ekspresja poglądów w tym przypadku nie jest żadną patologią.

Wydaje mi się, że się ośmieszasz, ale oczywiście masz prawo do odmiennego zdania na ten temat.

Edit:

>Nie dostałeś

Na tym portalu mamy taki dobry zwyczaj - nim komuś odpiszemy, sprawdzamy jego płeć, by móc używać poprawnych form gramatycznych.
18-08-2012 14:37 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>Stosowanie przemocy fizycznej odbywa się w wielu aspektach życia rodzinnego. Nie dostałeś nigdy od matki za niesubordynację?
Nie.
> \Rodzice biją dzieci zwykle, by wyuczyć je pożytecznych nawyków. Rodzice Ewy lali ją, by wpoić jej wiarę... Dla nas, ateistów, jest to oczywiście idiotyzm. Z ich punktu widzenia, natomiast, jest to rzecz naturalna i uzasadniona w świetle ich "wyższych poglądów". Zasada obiektywizmu, jaka przyświecać powinna każdemu racjonaliście, wymaga uszanowania ich poglądów, choć można się z nimi nie zgadzać. Ta subtelna ekspresja poglądów w tym przypadku nie jest żadną patologią. Jeśli natomiast doszłoby do bardziej hardcore'owych przypadków, np. trwałych obrażeń fizycznych, to należy się już zastanawiać, czy aby rodzice nie kwalifikują się na leczenie psychiatryczne...
>Podkreślam, że uważam jej rodziców za oszołomów (bo nie chce mi się dalej na ich temat wywodzić), ale trzeba być wyrozumiałym wobec przyczyn i skutków zacofania mentalnego.
Dla mnie bicie dzieci to idiotyzm. Nigdy nie byłam bita, a byłam posłusznym dzieckiem, nie sprawiającym problemów.
Siostra była bardziej "problematyczna", nie była bita, raz uderzona, czego mama do dziś żałuje - straciła kontrolę w chwili złości.

Bicie nie jest metodą wychowawczą! Nie uczysz niczego więcej niż tego, że siłą można zmusić słabszego do podporządkowania się.
18-08-2012 14:55 
 0 na 2
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
@up

Ja też uważam, że to idiotyzm, ale pewnych zasad dyskursu trzeba się trzymać. Nie dajmy się wpędzić samych siebie w środowisko zadufanych w sobie pseudoracjonalistów, bo w ten sposób nigdy nie dotrzemu do "prawdy", której tak rzekomo wszyscy gorliwie szukacie.
18-08-2012 14:59 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>@up
>Ja też uważam, że to idiotyzm, ale pewnych zasad dyskursu trzeba się trzymać. Nie dajmy się wpędzić samych siebie w środowisko zadufanych w sobie pseudoracjonalistów, bo w ten sposób nigdy nie dotrzemu do "prawdy", której tak rzekomo wszyscy gorliwie szukacie.
Tu nie ma dyskursu.
Bicie nie jest metodą wychowawczą.
Jeśli ktoś mówi że był bity, to jedyną radą jest - zadbaj o swoje bezpieczeństwo, nie powinieneś być bity.
Skoro osoba jest dorosła, to rada jest prosta - trzymaj się od bijących z daleka.

Bicie jest przemocą. Powszechność rodziców bijących sporadycznie dzieci nie zmienia niczego. Tak samo np. powszechność gwałtów nie zmieniłaby faktu, że gwałt jest przemocą.
18-08-2012 15:03 
 Ocena 2 na 2
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
>>@up

Bicie jest metodą wychowawczą, tylko mniej efektywną i niesłuszną (według ciebie i mnie). I tak, bicie jest przemocą. Ale nie porównuj takiej przemocy (klaps za nieodpowiednie zachowanie - nie mówię tu o 20 biczach, klęczeniu na grochu, itp.) do gwałtów na tle seksualnym.
18-08-2012 15:07 
 Ocena 7 na 7
Ania. (14138 punktów)
>>>@up
>Bicie jest metodą wychowawczą, tylko mniej efektywną i niesłuszną (według ciebie i mnie). I tak, bicie jest przemocą. Ale nie porównuj takiej przemocy (klaps za nieodpowiednie zachowanie - nie mówię tu o 20 biczach, klęczeniu na grochu, itp.) do gwałtów na tle seksualnym.
Zbicie kogoś krzyżem, tak że zostały siniaki jest porównywalne.
A z drugiej strony - trudno porównywać efekty emocjonalne krzywdy Dla dziecka "niewinny" klaps może oznaczać duże poczucie krzywdy.

Ale nie w tym rzecz.

Nie próbujmy usprawiedliwiać przemocy.
Nie ważne, czy byłaby bita za niezjedzenie groszku, czy też za światopogląd - ma prawo do nietykalności cielesnej. Nie jest to sprawa dyskusyjna.
18-08-2012 15:13 
 Ocena 1 na 1
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
>>>>@up
>>Bicie jest metodą wychowawczą, tylko mniej efektywną i niesłuszną (według ciebie i mnie). I tak, bicie jest przemocą. Ale nie porównuj takiej przemocy (klaps za nieodpowiednie zachowanie - nie mówię tu o 20 biczach, klęczeniu na grochu, itp.) do gwałtów na tle seksualnym.
>Zbicie kogoś krzyżem, tak że zostały siniaki jest porównywalne.
>A z drugiej strony - trudno porównywać efekty emocjonalne krzywdy Dla dziecka "niewinny" klaps może oznaczać duże poczucie krzywdy.
>Ale nie w tym rzecz.
>Nie próbujmy usprawiedliwiać przemocy.
>Nie ważne, czy byłaby bita za niezjedzenie groszku, czy też za światopogląd - ma prawo do nietykalności cielesnej. Nie jest to sprawa dyskusyjna.

Ech, jeśli Ewa faktycznie ucierpiała w wyniku poniesionych krzywd fizycznych, to niech donosi na rodziców na policję. W końcu ma do tego prawo. Ale według mnie, będzie to głupota i oznaka jej własnej słabości i niemożności albo nawiązania relacji z rodziną, albo całkowitego zerwania ich, zważając na jej wiek. I tak, jest to kwestia dyskusyjna. Niuansami życia nie rządzi tylko prawo.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Siostra była bardziej "problematyczna", nie była bita, raz uderzona, czego mama do dziś żałuje - straciła kontrolę w chwili złości.

Właśnie o to chodzi. Rodzina Ewy straciła nad sobą kontrolę wskutek złości i ta złość do dzisiaj im nie przeszła. W dodatku rodzina jest przekonana, że robi dobrze, bo tak im zostało wmówione wskutek dziesiątków lat indoktrynacji religijnej (i tradycyjnego, autorytarnego wychowania).
Oczywiście jest to naganne itd. ale oni pewnie nie znają innej metody wychowawczej i pewnie "nie wiedzą, co czynią".

To wszystko jest bardzo przykre, ale pamiętajmy, że rodzicami zostają ludzi bez żadnego specjalnego przeszkolenia pedagogicznego i jakichkolwiek kwalifikacji, niezależnie od stopnia wykształcenia i mądrości. Jedne dzieci trafiają więc lepiej, a inne gorzej.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-08-2012 15:55 
 Ocena 8 na 8
Ania. (14138 punktów)
Nadal podtrzymuję.

Ja wiem, że to powszechne.
Jednak jeśli można uwolnić się od osób stosujących przemoc, lepiej to zrobić. Dlaczego?
Dlatego, że przemoc nie ustanie. Może bicie przerodzi się w szantaż emocjonalny, ale nie zniknie.

Rozumiem, że wyjaśniasz mi przyczyny dla których rodzice czasem biją.
Przyjmuję to do wiadomości.

Ale jeśli ktoś mnie krzywdzi, to zrywam kontakty z taką osobą. Nie mówię o chwili złości, po której przepraszamy się i poprawiamy relacje, ale o permanentnej przemocy. Nie ma sensu tkwienie w takim układzie, bo jedyne co nam przyniesie, to blizny - zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Jeśli rodzina jest "do przyjęcia", ma swoje wady, bywa upierdliwa, to potknięcia wybaczamy. Ale jeśli kontakty z nią oznaczają więcej bólu niż radości - to nie ma sensu podtrzymywanie więzi, bo w imię czego?

I żeby nie było - jestem blisko z moją rodziną. Nawet z ojcem utrzymują luźny kontakt od kiedy "nabrał rozumu".
18-08-2012 16:37 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ale jeśli ktoś mnie krzywdzi, to zrywam kontakty z taką osobą. Nie mówię o chwili złości, po której przepraszamy się i poprawiamy relacje, ale o permanentnej przemocy.

Po prostu mam nadzieję, że w tym konkretnym przypadku jest możliwe poprawienie relacji. Jeśli Ewa kocha swą rodzinę, to zapewne więcej było chwil dobrych niż złych i przemoc powstała ze złości i bezradności wobec konkretnego zdarzenia, a nie z ogólnej patologii. Może uda się naprawić relacje przez załagodzenie złości i podsunięcie rodzicom jakiejś szansy na rozwiązanie i jednoczesne zachowanie twarzy.

Co ważne, rodzice jednak nie są takimi samymi ludźmi jak inni. Jesteśmy związani z nimi przez wiele lat swojego życia na dobre i na złe. Jeśli dobra było dużo, a zła bardzo niewiele, to naprawdę warto o nich walczyć i nie poddawać się łatwo. Przecież oni też poświęcili nam wiele lat swego życia, a my jako dzieci zrobiliśmy im niejedno świństwo. Jeśli teraz jesteśmy mądrzejsi od nich, to tym bardziej powinniśmy się starać ich zrozumieć, zaakceptować i pokazać lepsze sposoby dalszego wspólnego życia.

Ale z pewnością jest to czas, gdy trzeba się usamodzielnić (co już Ewa zrobiła) nie tylko materialnie ale i psychicznie. A wyjście dziecka z domu też jest bardzo ciężkie do zaakceptowania dla rodziców. To zwiększa nerwowość, ale i zmusza rodziców do przemyślenia swej sytuacji - a tęskniąca za córką matka jest w stanie więcej wybaczyć (nawet, jeśli z naszego punktu widzenia to matce trzeba wybaczać... ale matka traktuje deklarację ateizmu jako zdradę i porażkę całego procesu wychowawczego).

Mnie teść ostatnio powiedział całkiem poważnie, że on już wie, dlaczego ja zostałem ateistą: TO WSZYSTKO PRZEZ INTERNET! TO INTERNET MNIE ZWIÓDŁ, ALE ON SIĘ ZA MNIE CIĄGLE MODLI, BYM WRÓCIŁ NA DOBRĄ DROGĘ!
I jak ja mam się z nim kłócić, dyskutować czy mieć do niego pretensje o cokolwiek...?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-08-2012 19:06 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
O to należy zapytać Ewę, czy jest o co walczyć.

A jak, tego nie wie nikt.

Obawiam się, że za późno na hipokryzję, sugerowaną niżej, a nawet jeśli - znowu będzie zmuszana do udziału w mszach i innych cudach.

Sposobów na układanie sobie życia z rodziną jest wiele.
Można próbować negocjować, wyjaśnić jak się czujemy. Dobrą metodą jest wyjść w chwili, kiedy zaczyna się robić nieprzyjemnie z tekstem "wrócę jak się uspokoisz, nie masz prawa tak do mnie mówić". Ale jeśli to nie pomaga...
18-08-2012 15:47 
 Ocena 3 na 3
Ewa Moczulska (106 punktów)

>Dla mnie bicie dzieci to idiotyzm. Nigdy nie byłam bita, a byłam posłusznym dzieckiem, nie sprawiającym problemów.
>Siostra była bardziej "problematyczna", nie była bita, raz uderzona, czego mama do dziś żałuje - straciła kontrolę w chwili złości.
>Bicie nie jest metodą wychowawczą! Nie uczysz niczego więcej niż tego, że siłą można zmusić słabszego do podporządkowania się.

Pewnie, że idiotyzm, ja do tej pory mam wstręt do skakanki, która dla mnie i mego rodzeństwa służyła jako narzędzie resocjalizacji Co ciekawe, w wiosce, w której się wychowałam, skakanka była bardzo popularnym sposobem na przywrócenie dyscypliny. Pamiętam mamę jednego Tomaszka, który zawsze się chował po wywiadówce u kolegów, a ona jeździła rowerem po gościńcu, z taką różową skakanką jego siostry i wszędzie go szukała. Ach te szalone lata dziewięćdziesiąte... Dziś ktoś by zawiadomił policję, kiedyś nikogo to nie ruszało.
Z perspektywy lat uważam, jednak, że o wiele lepiej było dostać lanie, niż np. szlaban na ulubione zajęcia pozaszkolne. Tyłek nastolatka to nie świętość. Co innego dostać kilka klapsów, a co innego, kiedy rodzice rzeczywiście biją swoje dzieci.
Poniżające jest natomiast, kiedy rodzic uderzy dorosłe dziecko w twarz przy ludziach i powie, że lepiej, aby nigdy się nie urodziło.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Kocham swoich rodziców - nie okłamuję osób, które kocham.

Problem w tym, ze prawda jest jak ostry nóż. Nieostrożnie zastosowana - rani.

Jestem znacznie bogatszy w doświadczenie i przemyślenia niż przed trzema laty, gdy powiedziałem prawdę rodzinie. Bogatszy np. o słowa: "dyplomacja", "obopólne ustępstwa", "spróbujmy się porozumieć" i "nie mam do nich żalu, bo mówią i robią złe rzeczy, bo nie umieją jeszcze inaczej, boja się i są bezradni".

> Kazałam moim rodzicom usiąść, mówiąc, że mam coś ważnego do zakomunikowania i powiedziałam wprost, że od dawno jestem osobą niewierzącą i nie będę już z nimi chodzić do kościoła, ani się modlić.

Dobrze i prosto powiedziane. Cóż, sądząc po reakcji rodziców była to prawda tak prawdziwa jak kubeł lodowatej wody - musieli podskoczyć z wrażenia i machać rękami. Pewnie raczej spodziewali się, że poprosisz ich o błogosławieństwo bo postanowiłaś wyjść za mąż (albo coś podobnie ważnego).

>Poniżające jest natomiast, kiedy rodzic uderzy dorosłe dziecko w twarz przy ludziach i powie, że lepiej, aby nigdy się nie urodziło.

Mnóstwo razy oberwałem od rodziców (również jako pełnoletni) i bardzo źle to wspominam. Cóż, wybaczyłem im jednak bo wiem, że gdyby się znaleźli w tamtych sytuacjach z obecnym ich doświadczeniem, to zachowali by się inaczej. Tak już jest z ludźmi, że robią swym dzieciom głupie rzeczy - z bezradności, ze strachu, dla zasad... Potem nie potrafią się do tego przyznać (nawet przed sobą) i przeprosić. Może doczekasz się przeprosin na ich "łożu śmierci" - ale czy warto czekać tak długo?

Mnie parę lat temu przeprosił kolega za to, że kilkanaście lat wcześniej, jeszcze w podstawówce, uderzył mnie w twarz. Okazuje się, że było mu wstyd przez kilkanaście lat, ale nie potrafił tego wcześniej powiedzieć...

Pomyśl o tym, wyobraź sobie że mogą się już teraz wstydzić i bądź szybsza w wybaczaniu, niż oni w przeprosinach... i nie zapominaj o sztuce dyplomacji.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-08-2012 17:14 
 Ocena 4 na 4
Ewa Moczulska (106 punktów)

>Problem w tym, ze prawda jest jak ostry nóż. Nieostrożnie zastosowana - rani.
>Jestem znacznie bogatszy w doświadczenie i przemyślenia niż przed trzema laty, gdy powiedziałem prawdę rodzinie. Bogatszy np. o słowa: "dyplomacja", "obopólne ustępstwa", "spróbujmy się porozumieć" i "nie mam do nich żalu, bo mówią i robią złe rzeczy, bo nie umieją jeszcze inaczej, boja się i są bezradni".

Gdybym wiedziała, jak to się skończy, może wcześniej zaczęłabym ich przyzwyczajać do swoich odmiennych poglądów na temat religii. Wtedy jednak uznałam, że o wiele lepiej będzie, jeśli zaczekam, aż w pełni osiągnę samodzielność i niezależność finansową, co nastąpiło mniej więcej pod koniec trzeciego roku studiów.
Nie afiszuję się ze swoim ateizmem. Nie prowokuję dyskusji na tematy religijne, zduszam też w sobie wszelką chęć krytykowania katolickich mediów (mowa oczywiście o rozgłośni z Torunia), które w domu są bez przerwy obecne, choćby nie wiem, jak seksistowskie i antysemickie były treści przez nie głoszone. Zwyczajnie zaciskam zęby i milczę.
Nie protestuję też, kiedy jako "najbardziej uzdolnionej" ( mam pecha/szczęście być grafikiem), przypada mi "zaszczyt" malowania wielkanocnych jajek, albo robienia palm na Niedzielę Palmową, czy wiązanek na Matki Boskiej Zielnej. Siadam i maluję te cholerne pisanki, choć zapach farby i wosku przyprawia mnie o mdłości(nie wiem, po co trzeba używać octu, jako aktywatora do sklepowych barwników, ogólnie ujmując, śmierdzi mi trupem, a potem nawet nie jestem w stanie tych jajek jeść, mam tak od dziecka). Robię też idiotyczne bukieciki, choć całe życie mówię wszystkim, jak nie lubię, gdy ktoś bez potrzeby zrywa kwiaty, żeby potem więdły w wazonie (takie małe zboczenie, każdy jakieś ma). Ale nie odzywam się i pytam jeszcze, czy się podoba. Stawiam się jedynie w momencie, kiedy każą mi iść do kościoła celem poświęcenia tychże efektów mojego artystycznego wykształcenia.
Reasumując, ustępuję we wszystkim w myśl wpajanej mi od dziecka idei "Bądź mądrzejsza". Mam jednak wrażenie, że czynię to na próżno, bo mimo próby podjęcia dialogu, moi bliscy nie chcą pójść wobec mnie na żadne ustępstwa, a jedynie zaostrzają swoją krucjatę, bo jest to według nich jedyna słuszna odpowiedź na odszczepieńca w rodzinie.
20-08-2012 16:24 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Gdybym wiedziała, jak to się skończy, może wcześniej zaczęłabym ich przyzwyczajać do swoich odmiennych poglądów na temat religii.

Pomogłoby pewnie o tyle, że o byłoby się bez agresji fizycznej. Z doświadczenia wiem, że to Twoi rodzice czują się ofiarami Twojej agresji ateistycznej. Dla typowego katolika otwarte zanegowanie istnienia boga jest taką samą agresją wymagającą natychmiastowej reakcji, jak np. stwierdzenie, że jego żona jest puszczalska i dzieci nie są jego...

> Nie prowokuję dyskusji na tematy religijne, zduszam też w sobie wszelką chęć krytykowania katolickich mediów

dobrze; krytyki przecież i tak nie zrozumieją, szkoda strzępić języka.

> Nie protestuję też, kiedy jako "najbardziej uzdolnionej" ( mam pecha/szczęście być grafikiem), przypada mi "zaszczyt" malowania wielkanocnych jajek, albo robienia palm na Niedzielę Palmową, czy wiązanek na Matki Boskiej Zielnej.

A to już zdecydowanie za wiele! Robiąc to, pokazujesz swoją słabość, więc rodzina będzie chciała uzyskać więcej.
Wymagaj dla siebie szacunku w sposób elastyczny, ale zdecydowany. Nie maluj jajek, nie rób durnych bukiecików czy palemek. Niech się tym zajmą ci, dla których jest to ważne.

> pytam jeszcze, czy się podoba.

Niech oni to zrobią, a Ty powiedz, czy Ci się podoba. Jeśli zachowujesz się służalczo, to tak też jesteś traktowana.

> Mam jednak wrażenie, że czynię to na próżno, bo mimo próby podjęcia dialogu, moi bliscy nie chcą pójść wobec mnie na żadne ustępstwa, a jedynie zaostrzają swoją krucjatę,

Na dialog z katolikami trudno liczyć, wiem to od paru lat. Ja postępuję tak:

- do kościoła nie chodzę w żadne absolutnie święta
- teraz krytykuję rzadko, bo i tak nie rozumieją
- mogę pójść na ślub wujka czy podobna imprezę. Z zaznaczeniem wyraźnym, że mszę to ja mam w dupie, a uczestniczę w uroczystości ślubnej ze względu na wujka którego lubię.
Tutejsi ateiści zwykle pukają się w wirtualne czoło. ALE RODZINA reaguje podobnie jak ja bym zareagował, gdyby wierzący poszedł ze mną na wykład Dawkinsa (ze słowami "nie wierzę w to co ten facet pieprzy, ale zrobię to dla ciebie"). Czyli jednak z pewnym szacunkiem.
- nie miałem wpływu na to, że córka poszła do I komunii. Poszedłem do kościoła, mówiąc jej wyraźnie, ze robię to dla niej, bo ją kocham i chcę być przy niej w KAŻDEJ ważnej dla niej chwili, a całą religijną otoczkę uważam za bzdury.
- proponuję czasem wspólne czytanie Biblii, zabawne, że wierzący boja się tego jak diabeł święconej wody

Ogólnie, jeśli uczestniczę w czymkolwiek religijnym, to podkreślam bardzo wyraźnie, że robię to tylko i wyłącznie DLA RODZINY, nie dlatego "że tak trzeba", "dla tradycji" itd. I oczywiście unikam robienia czegokolwiek, co nie jest absolutnie niezbędne (czyli np. pochwalę, że córka zrobiła ładne pisanki (bo chwalę ją!), ale sam ich nie będę malował).

Mam nadzieję, że w końcu doczekam chwili, gdy rodzina zrobi coś podobnego dla mnie: "nie zgadzamy się z tym, co myślisz, ale zrobię coś wbrew sobie DLA CIEBIE, bo cię szanuję".


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-08-2012 19:57 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Bicie nie jest metodą wychowawczą! Nie uczysz niczego więcej niż tego, że siłą można zmusić słabszego do podporządkowania się.

Nie zgodzam się z Tobą tym razem. Czasem nie ma po prostu lepszego niż klaps wyjścia.


Puk puk
18-08-2012 14:47 
 Ocena 8 na 8
MarcinK (9189 punktów)
> Zresztą, definicja patologii to mniej więcej "odstępstwo od normy, normalnego stanu".

Jeśli przyjmujesz taką definicję to wskaż mi gdzie to masowo rodziny leją się krucyfiksami i innymi dewocjonaliami? Ja dopiero z tego forum się dowiaduje, że w XXI wieku w Polsce takie rzeczy mają miejsce no ale to może ja patologię reprezentuję.

>MarcinK - niepotrzebnie zaniżasz poziom dyskusji.

Mam alergię na wyjątkową durnotę. Fideistę mogę usprawiedliwić indoktrynacją. Brzostowski to ponoć racjonalista - ten nie ma żadnego usprawiedliwienia. Subiektywnie więc powiem, że nie zaniżam ale to każdy ma prawo ocenić samemu.
18-08-2012 14:57 
 Ocena 1 na 1
Ekhangel (29 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli przyjmujesz taką definicję to wskaż mi gdzie to masowo rodziny leją się krucyfiksami i innymi dewocjonaliami? Ja dopiero z tego forum się dowiaduje, że w XXI wieku w Polsce takie rzeczy mają miejsce no ale to może ja patologię reprezentuję.

Kiedyś wybierzemy się razem na wycieczkę objazdową po polskich miejscowościach, gdzie liczba populacji <3000. Podejrzewam, że nie takich ekscesów byśmy uświadczyli. W takich zadupiach panują inne zasady, ale ZASADY. Ludzie rozumni w tym nie uczestniczą, co nie oznacza, że wszystkie te wsie należy zrównać z ziemią i stawiać tam świątynie ateizmu.
18-08-2012 15:15 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

>Kiedyś wybierzemy się razem na wycieczkę objazdową po polskich miejscowościach, gdzie liczba populacji <3000.

Z Tobą kolego nigdzie się nie wybiorę. Nudził bym się jak mops, a tego nie lubię.

>Podejrzewam, że nie takich ekscesów byśmy uświadczyli. W takich zadupiach panują inne >zasady, ale ZASADY.

Obawiam się, że nie przyswoiłem jeszcze ZASAD i nieszczególnie mnie one interesują ale mam jakieś niejasne wrażenie, że czułbyś się jak ryba w wodzie na tych Twoich zadupiach.
19-08-2012 01:07 
 Ocena 2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
>Mam alergię na wyjątkową durnotę. Fideistę mogę usprawiedliwić indoktrynacją. Brzostowski to ponoć racjonalista - ten nie ma żadnego usprawiedliwienia. Subiektywnie więc powiem, że nie zaniżam ale to każdy ma prawo ocenić samemu.

Spotykam się z tym od 20 lat, z próbą wsadzenia mnie do jakiejś szuflady, żeby było łatwiej gadać, a tu d.u.pa. - brzostowski sam zasiedla swoją szufladę.

Przemoc jest jednym z przejawów patologii w rodzinie, co nie oznacza, że gdy wystapi incydentalnie rodzina jest patologiczna. A teraz test, dla Ciebie i innych "oburzonych":

Za wiki:

Przemoc domowa (przemoc w rodzinie) - zjawisko społeczne zachodzące, gdy członek rodziny, mąż, żona lub partner próbuje zdominować fizycznie lub psychicznie drugiego partnera, dzieci, rodziców, dziadków, teściów, itp., używając przewagi fizycznej, gróźb, szantażu, w celu zranienia moralnie lub fizycznie.
Przemoc w rodzinie to zamierzone i wykorzystujące przewagę sił działanie przeciw członkowi rodziny, naruszające prawa i dobra osobiste, powodujące cierpienie i szkody.
Przemoc domowa charakteryzuje się tym, że:
Jest intencjonalna.
Przemoc jest zamierzonym działaniem człowieka i ma na celu kontrolowanie i podporządkowanie ofiary.
Siły są nierównomierne.
W relacji jedna ze stron ma przewagę nad drugą. Ofiara jest słabsza, a sprawca silniejszy.
Narusza prawa i dobra osobiste.
Sprawca wykorzystuje przewagę siły narusza podstawowe prawa ofiary (np. prawo do nietykalności fizycznej, godności, szacunku itd.).
Powoduje cierpienie i ból.
Sprawca naraża zdrowie i życie ofiary na poważne szkody. Doświadczanie bólu i cierpienia sprawia, że ofiara ma mniejszą zdolność do samoobrony.

Cechy wspólne przypadków przemocy w domu

Destruktywna krytyka i słowne ubliżanie: np. krzyki, drwiny, oskarżanie, wyzwiska, werbalne groźby;
Taktyka nacisków: dąsanie się, grożenie (niedawaniem pieniędzy, wyłączaniem telefonu, zabraniem samochodu, popełnieniem samobójstwa, zabraniem dzieci, złożeniem na skargi do instytucji socjalnych);
Brak szacunku: ustawiczne upokarzanie ofiary przy innych, nieodpowiadanie na pytania ofiary, zabieranie pieniędzy bez pytania, odmowa pomocy przy dzieciach czy pracach domowych;
Nadużycie zaufania: kłamstwa, okazywanie zazdrości, zdradzanie, niedotrzymywanie obietnic i wspólnych uzgodnień;
Izolowanie: podsłuchiwanie lub blokowanie rozmów telefonicznych, mówienie, dokąd wolno i dokąd nie wolno chodzić ofierze, uniemożliwianie jej kontaktów z przyjaciółmi czy rodziną;
Nękanie: śledzenie i sprawdzanie ofiary, otwieranie listów, ustawiczne sprawdzanie, z kim ofiara się kontaktuje, zawstydzanie ofiary przed innymi;
Groźby: agresywna gestykulacja, wykorzystywanie przewagi fizycznej do zastraszania ofiary, niszczenie rzeczy ofiary, tłuczenie przedmiotów, walenie w ściany, grożenie zabiciem lub skrzywdzeniem ofiary albo dzieci;
Przemoc seksualna: gwałcenie (zmuszanie siłą i groźbą czy zastraszaniem do współżycia płciowego, współżycie wtedy, gdy ofiara tego nie chce), upokarzające traktowanie z powodu orientacji seksualnej;
Przemoc fizyczna;
Wypieranie się: zaprzeczanie zarzutom złego traktowania, wmawianie ofierze, że sama ponosi winę za złe traktowanie, okazywanie przy innych dobroci i cierpliwości, płacz i błaganie ofiary o przebaczenie, przyrzekanie, że to się już więcej nie zdarzy.

Co u Was występuje? Dąsanie się, nieodpowiadanie na pytania, kłamstwa, okazywanie zazdrości, zdradzanie, niedotrzymywanie obietnic i wspólnych uzgodnień, tłuczenie przedmiotów, przyrzekanie, że to się już więcej nie zdarzy, a może coś więcej?

No nigdy się nie zdarzyło? Cóż, PATOLOGIA!
19-08-2012 09:25 
 Ocena 6 na 8
MarcinK (9189 punktów)

>brzostowski sam zasiedla swoją szufladę.

Zamieszkuj gdzie lubisz ale z racjonalizmem to nic wspólnego nie ma. Bardzo pomaga sceptycyzm względem własnych opinii i przemyśleń i do tego jest to lustro właśnie. Im więcej czytam tym więcej przed nim stoję i wciąż staram się znaleźć nowe zmarszczki czy też, czasem głęboko gdzieś ukryte, blizny.

Jesteś więc Brzostowski "racjonalistą wspaniałym" - ja pozostanę racjonalistą.

> incydentalnie

Czytałeś Ty wypowiedzi Ewy z tego wątku czy tylko swoje własne? Ponownie szuflandia i racjonalizm wspaniały.

Podziel no się jeszcze ileś to razy tyś tym krucyfiksem po łbie dostał. Albo lepiej nie - bo i po co.
19-08-2012 21:28 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>brzostowski sam zasiedla swoją szufladę.
>Zamieszkuj gdzie lubisz ale z racjonalizmem to nic wspólnego nie ma.
Watykan przemówił!
>Bardzo pomaga sceptycyzm względem własnych opinii i przemyśleń i do tego jest to lustro właśnie. Im więcej czytam tym więcej przed nim stoję i wciąż staram się znaleźć nowe zmarszczki czy też, czasem głęboko gdzieś ukryte, blizny.
O kurdę, ale mądrością zaleciało! Człowieku, jestem bardzo sceptyczny, dlatego też sam zamieszkuję swoją szufladę. To taka przenośnia była.
>Jesteś więc Brzostowski "racjonalistą wspaniałym" - ja pozostanę racjonalistą.
Ja wiem kim jestem, a Ty bądź sobie kim chcesz, abyś tylko mnie nie szufladkował i przez pryzmat swojej oceny na mój temat nie postrzegał wszystkiego co piszę.
>> incydentalnie
>Czytałeś Ty wypowiedzi Ewy z tego wątku czy tylko swoje własne? Ponownie szuflandia i racjonalizm wspaniały.
Nie wynika z nich, że jest regularnie bita, zmuszana do czegokolwiek, zwłaszcza, że przyjeżdża do rodziny dobrowolnie, sama pisze że "egzorcyzmy" nie odczuwa jako przemoc.
Ja w każdym razie na podstawie tego co napisała, nie mogę ocenić, że jej rodzina jest patologiczna.
>Podziel no się jeszcze ileś to razy tyś tym krucyfiksem po łbie dostał. Albo lepiej nie - bo i po co.
Nie miałem takich przygód, ale ścierą dostałem w życiu kilka razy. Rodzina patologiczna nie była. Przyjmując niektórych tutaj wrażliwość na "patologię" w rodzinie, to zapewne większość polskich rodzin jest patologiczna, bo występuje tam wiele zdarzeń o takim charakterze: "ciche dni", "klaps dla dziecika", "krzyczenie na dziecko", "zmuszanie dziecka do określonych zachowań - np do jedzenia", także odmowa aktu miłosnego z powodu "bólu głowy" jest przemocą, teraz to to wszystko jest przemoc i PATOLOGIA oczywiście.
19-08-2012 21:58 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
> abyś tylko mnie nie szufladkował i przez pryzmat swojej oceny na mój temat nie postrzegał wszystkiego co piszę.

Koniecznie daj znać jak już tym schizofrenikiem zostaniesz. Doprecyzuj też wtedy, która szuflada nie jest szufladą. Tylko bez przenośni z tej Twojej pierwszej - zbyt mało lotnym by je pojąć.

EOT
20-08-2012 15:00 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>> abyś tylko mnie nie szufladkował i przez pryzmat swojej oceny na mój temat nie postrzegał wszystkiego co piszę.
>Koniecznie daj znać jak już tym schizofrenikiem zostaniesz.
Wiem, wiem, trzeba się zgadzać z wronami, bo mimo żeś do wrony podobny, to inaczej kraczesz i żeś schizofrenik jest.

>Doprecyzuj też wtedy, która szuflada nie jest szufladą.
Każda szuflada jest szufladą.
>Tylko bez przenośni z tej Twojej pierwszej - zbyt mało lotnym by je pojąć.
No to Ci wyjaśnię. Otóż z faktu ich zamieszkuję sam swoją szufladę wynika brak możliwości abyś mnie właściwie zaszufladkował, ponieważ nie znasz mojej szuflady. Zatem próbujesz oceniać moje poglądy przez pryzmat szuflady, która Ci się wydaje moją, a taką nie jest.

PS. Więcej poezji czytaj, będziesz bardziej lotny w pojmowaniu przenośni.
20-08-2012 22:15 
 Ocena 2 na 4
MarcinK (9189 punktów)
Próbowałem Brzostowski ale tego kabaretu odpuścić nie sposób.

>Każda szuflada jest szufladą.

To to to. Im głębsza, tym lepsza

>Wiem, wiem, trzeba się zgadzać z wronami, bo mimo żeś do wrony podobny, to inaczej kraczesz i żeś schizofrenik jest.

Uspokoić spieszę - tyś do wrony niepodobny. Za ładnyś

>No to Ci wyjaśnię.

Dozgonniem wdzięczny.

>Otóż z faktu ich zamieszkuję sam swoją szufladę wynika brak możliwości abyś mnie właściwie zaszufladkował, ponieważ nie znasz mojej szuflady.

Głęboką, zapomniałeś głęboką.

>Zatem próbujesz oceniać moje poglądy przez pryzmat szuflady, która Ci się wydaje moją, a taką nie jest.

Eureka Brzostowski!!! Promil się znalazł. Sam po forum szkrobie.

Szkoda, że nie możesz zobaczyć - zapewne z tej szuflady g..o widać.

>PS. Więcej poezji czytaj, będziesz bardziej lotny w pojmowaniu przenośni.

Twoje wypowiedzi są dla mnie samą poezją Brzostowski. Już lecę - o sorry, jebnąłem w kredens.
20-08-2012 10:41 
 Ocena 5 na 5
finerbijk (17282 punktów)
>Jeśli przyjmujesz taką definicję to wskaż mi gdzie to masowo rodziny leją się krucyfiksami i innymi dewocjonaliami?
Ach.. to polska specjalność w sztukach walki zwana dewo-kombat. Oprócz wspomnianego krucafiksa chętnie operuje się różańcami używanymi do podduszania lub obezwładniania przeciwnika i Pismem Świętym w twardej oprawie do obrony.

A poważnie, bicie jest wg mnie poniżające dla bijącego, oznacza jego ultymatywną bezsilność i rozlataną psychikę i w sumie należy żałować takich ludzi, chociaż czasem lepiej z daleka. Rozumiem, że w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku, ale nie jeśli mamy do czynienia z osobą, z którą nawiązujemy normalną komunikację werbalną. A już między dorosłymi nic nie usprawiedliwia takich zachowań.
20-08-2012 21:32 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)

>A poważnie, bicie jest wg mnie poniżające dla bijącego, oznacza jego ultymatywną bezsilność i rozlataną psychikę i w sumie należy żałować takich ludzi, chociaż czasem lepiej z daleka.

Kluczowy zdaje się być poziom empatii.

Artur@R, w mym mniemaniu, bardzo dorzecznie tu pisze:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,514433#w514732

>Rozumiem, że w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku, ale nie jeśli mamy do czynienia z osobą, z którą nawiązujemy normalną komunikację werbalną. A już między dorosłymi nic nie usprawiedliwia takich zachowań.

Nic dodać, nic ująć.
20-08-2012 22:16 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Kluczowy zdaje się być poziom empatii.

Do empatii nie da rady nikogo zmusić, dlatego wymyślono jakieś normy zachowań społecznych. Jeśli ktoś łamie podstawową, która mówi "po pyskach się nie lejemy", i jest z tego dumny, to raczej oznacza koniec dyskusji.
MarcinK (9189 punktów)

>Do empatii nie da rady nikogo zmusić,

Owszem.

> dlatego wymyślono jakieś normy zachowań społecznych.

To zależy. Trudno mi stwierdzić czy normy są częściej wtórne czy też "normo" normotwórcze. Tu zdaje się big_zyd by się przydał.

> Jeśli ktoś łamie podstawową, która mówi "po pyskach się nie lejemy", i jest z tego dumny, to raczej oznacza koniec dyskusji.

Merytorycznej. Ta najczęściej najciekawsza no ale nie samym chlebem człowiek żyje.
21-08-2012 12:01 
 Ocena 2 na 2
kika (1657 punktów)
> w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku,>

Albo chce koniecznie włożyć palce do kontaktu. Czasem potrzebna jest błyskawiczna reakcja i nie ma czasu na rozważanie jaki rodzaj kary byłby właściwy.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>> w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku,>Albo chce koniecznie włożyć palce do kontaktu. Czasem potrzebna jest błyskawiczna reakcja i nie ma czasu na rozważanie jaki rodzaj kary byłby właściwy.

Przypuszczasz, że rodzic, który uderzył dziecko krucyfiksem, starannie zaplanował na zimno całą akcję? "Ojciec, ty jej odetniesz drogę odwrotu, a ja walnę krucyfiksem celując w czoło, żeby jej wybić szkodliwe poglądy"?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
>A jak odwinie się i odda po łbie "Bogiem urojonym", za zmarnowanie 30 lat, to patologia?
Nie. Incydentalne zdarzenia tego typu, zapewne w emocjach, nie uważam za patologię, niezależnie od użytego narzędzia.

A Ty uważasz, że narzędzie w tych przykładach powyżej ma znaczenie, dla oceny czy zdarzenie jest patologią czy nie?
18-08-2012 14:04 
 Ocena 16 na 16
liliac (147340 punktów)
>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?

Oczywiście, Brzostowski, że patologia. Jakkolwiek ja na miejscu dziewczyny zapewne po prostu bym szanownemu członkowi rodziny oddała, ewentualnie wcześniej przytrzymała podniesioną przeciwko mnie kończynę. A potem zrezygnowała z dalszych kontaktów z patologią.

Chyba się tobą brzydzę.

Bez odbioru.
18-08-2012 23:57 
 Ocena-2 na 6
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
>Oczywiście, Brzostowski, że patologia. Jakkolwiek ja na miejscu dziewczyny zapewne po prostu bym szanownemu członkowi rodziny oddała, ewentualnie wcześniej przytrzymała podniesioną przeciwko mnie kończynę. A potem zrezygnowała z dalszych kontaktów z patologią.
Pleciesz koleżanko głupoty. Namawiasz ludzi, aby uciekali z domu gdy matka ich czasami czymś w łeb walnie, bo wg niej zrobili coś "źle"? Czy to tylko o ten krucyfiks chodzi? Ja dostałem w czasie szkoły średniej kilka razy ścierą w łeb od matki (uważam że niezasłużenie) i nigdy nie przyszło mi do głowy, ani tej ręki zatrzymać, ani tym bardziej oddać matce, albo się z domu wyprowadzić. To dopiero idiotyzm.

Emocje wzięły chyba u Ciebie górę nad rozumem. Ja nie popieram bicia krucyfiksem czy czymkolwiek nikogo, ale raz dostać po łbie od matki to chyba nie patologia co? A jest różnica czym się dostanie? Jak ścierą, raz gdy się ma 20 lat i wróciło po pijaku do domu to też patologia? Czy Szanowna Pani moderator wie czym jest patologia w rodzinie? Rodziny patologiczne to takie gdzie przemoc występuje stale lub powtarza się, a nie takie, gdzie incydentalnie się ścierą dostanie w łeb za "złe zachowanie". To chyba różnica, co?
19-08-2012 14:37 
 Ocena 11 na 11
liliac (147340 punktów)
Brzostowski, mnie twoje rojenia o moich emocjach czy rozumie średnio interesują. Twoje przeżycia z lat młodości takoż. Bicie dziecka jest znakomitą metodą "wychowawczą" dopóki dziecko nie podrośnie na tyle, żeby oddać. Później rodzic trzy razy się poważnie zastanowi zanim rękę/ścierkę/cokolwiek na kogoś podniesie.

I naprawdę proponuję, byś sobie darował dalsze dzielenie się ze mną swoimi "przemyśleniami", bo głupie one są w mojej skromnej opinii, Brzostowski, a coraz bardziej przypominają wstęp do zwykłej pyskówki.
19-08-2012 21:10 
 Ocena-1 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
Ja tylko chcę wyraźnie napisać, że nie uważam za patologiczne rodziny, w których czasem zdarzają się wypadki, takie jak opisała Ewa. I tyle. Nie popieram żadnej przemocy w rodzinie, fizycznej czy emocjonalnej.

Natomiast krytykuję Twoją postawę i innych tutaj, którzy od razu zdiagnozowali rodzinę jako patologiczną i dają jej rady w stylu: olej rodzinę. A Ty w dodatku poprzez wpisy o tym, że Ty to byś się wyniosła z takiego domu, albo oddała bijącemu członkowi rodziny, w zasadzie nawołujesz, aby ludzie wyprowadzali się z domu lub oddawali matce lub ojcu, bo do tego to się sprowadza. A ja nawołuję do dialogu i kompromisu w takich sytuacjach.

Czyja opinia jest mądra lub głupia, poza Tobą, ocenią sobie też inni forumowicze, którzy z pewnością posiadają także własne doświadczenia.

Mam tylko nadzieję, że żaden 17-latek nie przyłoży matce i nie wyprowadzi się z domu (słuchając Twojej rady), gdy oberwie od niej ścierą lub krucyfiksem, po tym, jak powie że jest ateistą.

Ja uważam, że Twoje rady są nieżyciowe i zwyczajnie głupie oraz mogą doprowadzić do prawdziwych tragedii w rodzinie.
17latek (578 punktów)

>Mam tylko nadzieję, że żaden 17-latek nie przyłoży matce i nie wyprowadzi się z domu (słuchając Twojej rady), gdy oberwie od niej ścierą lub krucyfiksem, po tym, jak powie że jest ateistą.

muhahahahahauahaua mam nadzieje że to był żart i nikt mi nic nie imputuje bo co jak co do twarzo-bicia to ja jestem ostatni ^^
19-08-2012 22:11 
 Ocena-1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>Mam tylko nadzieję, że żaden 17-latek nie przyłoży matce i nie wyprowadzi się z domu (słuchając Twojej rady), gdy oberwie od niej ścierą lub krucyfiksem, po tym, jak powie że jest ateistą.
>muhahahahahauahaua mam nadzieje że to był żart i nikt mi nic nie imputuje bo co jak co do twarzo-bicia to ja jestem ostatni ^^
Nawet nie wiedziałem że istniejesz na tym forum, 17-latek (czytaj: nastolatek jakiś).
17latek (578 punktów)

>Nawet nie wiedziałem że istniejesz na tym forum, 17-latek (czytaj: nastolatek jakiś).

Spoko przykład był dobry a ja się trochę pośmiałem. ^^
20-08-2012 10:23 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Bicie dziecka jest znakomitą metodą "wychowawczą" dopóki dziecko nie podrośnie na tyle, żeby oddać. Później rodzic trzy razy się poważnie zastanowi zanim rękę/ścierkę/cokolwiek na kogoś podniesie.

Patrząc z boku, szkoda, że się tak zaperzasz na kolegę Brzostowskiego. Krytykujemy katolików, że nie chcą z nami z szacunkiem rozmawiać i zrozumieć, a tak trudno jest nam rozmawiać i zrozumieć się we własnym gronie...

Co do bicia dzieci, to też nie jest takie proste. Moje pierwsze dziecko dostawało od nas sporo klapsów - uczyliśmy się dopiero wychowywania dzieci, a takie były wtedy trendy wychowawcze (np. "daj jednego klapsa, bo to ostrzeżenie, nigdy więcej, bo to już agresja"). Drugie dostało klapsów sto razy mniej, trzecie wcale. Nie dlatego, że dzieci rosną i boję się je uderzyć lub mogłyby oddać. Dlatego, że z biegiem czasu ja zmądrzałem, nauczyłem się skuteczniejszych i cywilizowanych metod, nabrałem szacunku do dzieci i zrozumiałem jakie są kruche, przestałem się czuć taki bezradny wobec ich zachowania, nauczyłem się wczuwać w drugą osobę, itd.
Powiedziałem zresztą o tym dzieciom i przeprosiłem je za wszystkie klapsy i wszelkie bicie, które dostały. Czasu nie cofnę, więc mogłem zrobić tylko tyle.
Daleki jestem od bronienia sprawców przemocy. Uważam jednak, że zrozumienie obu stron może pomóc wszystkim, bo to tylko dla katolików świat jest czarno-biały, racjonalista powinien widzieć i zrozumieć więcej.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
20-08-2012 11:30 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Patrząc z boku, szkoda, że się tak zaperzasz na kolegę Brzostowskiego. Krytykujemy katolików, że nie chcą z nami z szacunkiem rozmawiać i zrozumieć, a tak trudno jest nam rozmawiać i zrozumieć się we własnym gronie...

Nie bardzo mam ochotę na dyskusję z kimś, kto swój udział w rozmowie zaczyna od wydrwienia głupot "mądralów", z których opinią się nie zgadza, a jego argumentacja sprowadza się do "bo to głupie i nieżyciowe". Różnica priorytetów zresztą wydaje mi się nazbyt duża - IMHO naruszanie czyjejś nietykalności fizycznej jest zachowaniem skandalicznym, według Brzostowskiego niczego szczególnie niewłaściwego w tym nie ma. Gdzie tu - choćby potencjalna - płaszczyzna porozumienia? Moim zdaniem osoba uderzona ma pełne prawo się bronić - według niego taka deklaracja to nawoływanie do generowania dramatów rodzinnych. Nie widzę opcji porozumienia się, nie widzę zatem sensu dalszej dyskusji, bo do niczego ona nie doprowadzi.

>Co do bicia dzieci, to też nie jest takie proste.

Mówisz o klapsie dla wyrywającego się na jezdnię pięciolatka czy o uderzeniu ciężkim przedmiotem (autorka wątku pisze o siniakach) osoby dorosłej za niewłaściwe poglądy? Bo to drugie właśnie Brzostowski określa jako nic szczególnego i żadną patologię.
W tej kwestii akurat w pełni się zgadzam z finerbijkiem.

Cytat:
Rozumiem, że w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku, ale nie jeśli mamy do czynienia z osobą, z którą nawiązujemy normalną komunikację werbalną. A już między dorosłymi nic nie usprawiedliwia takich zachowań.


Zresztą ty sam piszesz, że widzisz niewłaściwość bicia, a Brzostowski uważa, że potępianie podniesienia ręki na dorosłą osobę i przyznawanie uderzonej osobie prawa do obrony jest "głupie i nieżyciowe".
Po co ja mu mam odpowiadać? Niech się biedak cieszy z "ostatniego słowa"

>Daleki jestem od bronienia sprawców przemocy. Uważam jednak, że zrozumienie obu stron może pomóc wszystkim

Intelektualne pojęcie motywacji stojącej za czyimś zachowaniem nie musi być związane z akceptacją tegoż.
20-08-2012 12:31 
 Ocena-1 na 5
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie bardzo mam ochotę na dyskusję z kimś, kto swój udział w rozmowie zaczyna od wydrwienia głupot "mądralów", z których opinią się nie zgadza, a jego argumentacja sprowadza się do "bo to głupie i nieżyciowe".
Nie prawda. Moja argumentacja została w tym wątku wyraźnie wskazana, i właśnie w kontekście tej argumentacji oceniam Twoje rady jako nieżyciowe i głupie.

Różnica priorytetów zresztą wydaje mi się nazbyt duża - IMHO naruszanie czyjejś nietykalności fizycznej jest zachowaniem skandalicznym, według Brzostowskiego niczego szczególnie niewłaściwego w tym nie ma. Gdzie tu - choćby potencjalna - płaszczyzna porozumienia? Moim zdaniem osoba uderzona ma pełne prawo się bronić - według niego taka deklaracja to nawoływanie do generowania dramatów rodzinnych. Nie widzę opcji porozumienia się, nie widzę zatem sensu dalszej dyskusji, bo do niczego ona nie doprowadzi.

W ogóle nie dostrzegasz kontekstu? Mówimy tutaj o relacjach rodzinnych np matka-córka, matka-syn. Relacje te są bardziej skomplikowane niż relacje między obcymi ludźmi. Jestem absolutnie przeciwnikiem przemocy fizycznej, ale nie "ideologicznym". W niektórych sytuacjach taką przemoc jestem w stanie zrozumieć i nie czynić z incydentalnych zdarzeń afer. Prawo do obrony wg mnie ma każdy, ale gdy np matka bije ścierką po głowie syna to oddawanie jej może prowadzić do dramatów rodzinnych. Albo wyprowadzka z domu? Twoje rady są poprawne "politycznie", ale zupełnie głupie "życiowo".
>>Co do bicia dzieci, to też nie jest takie proste.
>Mówisz o klapsie dla wyrywającego się na jezdnię pięciolatka czy o uderzeniu ciężkim przedmiotem (autorka wątku pisze o siniakach) osoby dorosłej za niewłaściwe poglądy? Bo to drugie właśnie Brzostowski określa jako nic szczególnego i żadną patologię.

Oczywiście incydentalne takie zachowania zdarzające się w rodzinie nie uważam za patologię.

>W tej kwestii akurat w pełni się zgadzam z finerbijkiem.
> Cytat:
Rozumiem, że w ostateczności można dać klapsa trzylatkowi, który upiera się, że chce się koniecznie usmażyć w piekarniku, ale nie jeśli mamy do czynienia z osobą, z którą nawiązujemy normalną komunikację werbalną. A już między dorosłymi nic nie usprawiedliwia takich zachowań.

Przyjmując Twoją wrażliwość na patologię, to klaps dla dziecka też tym właśnie jest, patologią. Forma komunikacji nie ma znaczenia. Sama właśnie oceniłaś, że w określonych okolicznościach, użycie przemocy fizycznej nie jest patologią. A dlaczego ten klaps? No z braku porozumienia, z nerwów, z emocji. A pomiędzy dorosłymi tak być nie może?
>Zresztą ty sam piszesz, że widzisz niewłaściwość bicia, a Brzostowski uważa, że potępianie podniesienia ręki na dorosłą osobę i przyznawanie uderzonej osobie prawa do obrony jest "głupie i nieżyciowe".
Nie potępianie jest głupie i nieżyciowe, tylko oddanie matce gdy ta walnęła Cię w głowę, to jest głupie. I może prowadzić do tragedii, bo jak tym oddającym będzie nastolatek to może być tragedia. Podniesienie ręki np na matkę jest czynem bardzo negatywnym w wielu środowiskach i określanym jako patologiczne, a te same środowiska dopuszczają takie zdarzenia, gdy to matka czasami skarci pociechę.
>Po co ja mu mam odpowiadać? Niech się biedak cieszy z "ostatniego słowa"
Tak to mój cel, mieć ostatnie słowo, rozgryzłaś mnie. A nie przyszło Co do głowy, że ja przekazuję po prostu swoje zdanie?
20-08-2012 13:03 
 Ocena 8 na 8
finerbijk (17282 punktów)
>A dlaczego ten klaps? No z braku porozumienia, z nerwów, z emocji.
Jako, że byłem cytowany w poście liliac, to odpowiem z mojej strony - niewielki klaps można usprawiedliwić wg mnie wyczerpaniem lub brakiem czasu na zastosowanie innych środków perswazji w obliczu bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa małego uparciucha, a nie z żadnych emocji czy nerwów.

>A pomiędzy dorosłymi tak być nie może?
Nie powinno tak być. Oczywiście, nie żyjemy w idealnym świecie, mogą się zdarzyć różne rzeczy, zagrać silne emocje, ale wtedy liczy się refleksja po, rodzaj wzajemnych relacji, oraz wrażliwość bitego - ale jeśli ktoś, kto dopuszcza się przemocy trwa w przekonaniu o słuszności swoich czynów, to szanse na porozumienie są bliskie zera i pora zwijać manatki.
20-08-2012 20:34 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)
>Jako, że byłem cytowany w poście liliac, to odpowiem z mojej strony - niewielki klaps można usprawiedliwić wg mnie wyczerpaniem lub brakiem czasu na zastosowanie innych środków perswazji w obliczu bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa małego uparciucha, a nie z żadnych emocji czy nerwów.

Z mojej strony zgoda ale i drobne uzupełnienie. Nie tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia można dać klapsa dziecku. Moja młodsza córka oprócz wkładania palców do gniazdka czy skakania na oparciu narożnika potrafiła również uderzać zabawkami w telewizor, obrywać liście kwiatów czy bić albo gryźć rodziców. Ponieważ do takiego dziecka nie trafia racjonalna argumentacja ani żadne prośby, to w końcu trzeba mu przylać kilka razy aż zrozumie, że takie zachowanie mu się nie opłaca. Również miałem przed tym wielkie opory dopóki nie dotarło do mnie, że inaczej po prostu się nie da. Można pozwolić wejść sobie na głowę ale nic dobrego dla nikogo na pewno z tego nie wyniknie. Ja sam nie znoszę rozwydrzonych bachorów.

Mojej starszej córki, która ma teraz pięć lat od jakichś dwóch lat nie uderzyłem. Im więcej dziecko rozumie tym więcej jest lepszych niż bicie metod by do czegoś je skłonić lub częściej od czegość je odwieść a rodzic który daje się wytrącić z równowagi jest w moim mniemaniu zwykłym durniem po prostu.

Puk puk
20-08-2012 22:04 
 Ocena 6 na 6
finerbijk (17282 punktów)
>Nie tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia można dać klapsa dziecku
Mój starszy syn kiedy był mały (3-4) i nie dostał czego akurat chciał (np. jakiejś zabawki zobaczonej w oknie) to potrafił ryczeć i walić głową w podłogę albo w co popadnie - wybierał na szczęście zabezpieczone powierzchnie jak dywany, meble - czasami też w miejscu publicznym, wywołując ogólne zbulwersowanie niewątpliwym zwyrodnialstwem rodziców, którzy doprowadzali dziecko do takiego stanu.
Nie było mowy o żadnej rozmowie, dopiero jak dostał klapsa to się resetował i wracał do normalnego działania. Nie zdarzało się to często, ale się zdarzało. Dzisiaj klapsy zdelegalizowano, więc chyba musiałbym go wiązać, ale to mogłoby podpadać pod ograniczanie wolności. Ech..

>a rodzic który daje się wytrącić z równowagi jest w moim mniemaniu zwykłym durniem po prostu.
Zgadza się, taki rodzic pokazuje dziecku najgorszy możliwy sposób reakcji na konflikt, potem te schematy się utrwalają i przechodzą dalej. Że niektórzy rodzice sami wymagają wychowania, to widać gołym okiem.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Nie tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia można dać klapsa dziecku
>Mój starszy syn kiedy był mały (3-4) i nie dostał czego akurat chciał (np. jakiejś zabawki zobaczonej w oknie) to potrafił ryczeć i walić głową w podłogę albo w co popadnie - wybierał na szczęście zabezpieczone powierzchnie jak dywany, meble - czasami też w miejscu publicznym, wywołując ogólne zbulwersowanie niewątpliwym zwyrodnialstwem rodziców, którzy doprowadzali dziecko do takiego stanu.
>Nie było mowy o żadnej rozmowie, dopiero jak dostał klapsa to się resetował i wracał do normalnego działania. Nie zdarzało się to często, ale się zdarzało. Dzisiaj klapsy zdelegalizowano, więc chyba musiałbym go wiązać, ale to mogłoby podpadać pod ograniczanie wolności. Ech..
>>a rodzic który daje się wytrącić z równowagi jest w moim mniemaniu zwykłym durniem po prostu.
>Zgadza się, taki rodzic pokazuje dziecku najgorszy możliwy sposób reakcji na konflikt, potem te schematy się utrwalają i przechodzą dalej. Że niektórzy rodzice sami wymagają wychowania, to widać gołym okiem.

Bardzo Ci dziękuje za ten przykład. I pytam się wszystkich czy tylko w związku z tymi zdarzeniami można ocenić że Twoja rodzina była patologiczna?

Mod:
§25c
21-08-2012 15:36 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
Dyskusja dotyczy m.in. tego czy rodzina w której incydentalnie występują zdarzenia jakie zostały opisane powyżej może być uznana za patologiczną. Ja uważam, że nie. Tutaj nie ma nic personalnego do przedmówcy, chodzi o sprawę/przykład.
21-08-2012 17:06 
 Ocena 7 na 7
finerbijk (17282 punktów)
>Bardzo Ci dziękuje za ten przykład. I pytam się wszystkich czy tylko w związku z tymi zdarzeniami można ocenić że Twoja rodzina była patologiczna?
Przypomnę fragmenty pierwszej wypowiedzi autorki wątku: "Połowa rodziny w ogóle się do mnie nie przyznaje", "Od tej pory jestem pariasem", "zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego", "Byłam już przeklinana, egzorcyzmowana, kilka razy potłuczona krucyfiksem".

Widzisz tu jakiś związek z podawanymi przeze mnie przykładami? To co opisuje autorka, to nie są oderwane zdarzenia, chwilowe utraty opanowania, tylko to jest eskalacja nacisków związana z wykluczeniem, gnębieniem, aż do przemocy fizycznej włącznie. Jeśli to nie jest patologia, to już kurcze nie wiem co nią jest.
Nie chodzi tylko o samo walnięcie, jak tym "Bogiem urojonym", o którym piszesz poniżej, tylko o cały kontekst i proces, którego akcja z krucyfiksem jest ukoronowaniem. Dlatego nie można porównywać wyabstrahowanego klapsa z czymś takim.
21-08-2012 18:40 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Widzisz tu jakiś związek z podawanymi przeze mnie przykładami?
Nie widzę bezpośredniego związku, jest oczywiste, że to są zupełnie różne sprawy. Dyskusja jednak tutaj skupiła się wokół przemocy, właśnie tego uderzenia, które wg niektórych świadczy o patologii, dlatego ja skupiłem się też na tym aspekcie.

>To co opisuje autorka, to nie są oderwane zdarzenia, chwilowe utraty opanowania, tylko to jest eskalacja nacisków związana z wykluczeniem, gnębieniem, aż do przemocy fizycznej włącznie. Jeśli to nie jest patologia, to już kurcze nie wiem co nią jest.
Skąd wiesz, że jest eskalacja? Skąd wiesz, że to nie są chwilowe utraty opanowania? Nie wyobrażam sobie, że przyjeżdza dziewczyna do matki na święta i regularnie tłuką ją krucyfiksem (to by była PATOLOGIA). Co to znaczy, że została uznana za człowieka złego? Mówią jej o tym codziennie? Atakują w ten sposób? Biegają za nią dzieci brata i siostry oraz dziadkowie i krzyczą "Ty zła, zepsuta..." Co to znaczy, że rodzina się nie przyznaje do niej? Przecież jeździ regularnie do rodziny i jeszcze jaja maluje na Wielkanoc, chyba śpi tam, je, rozmawia, to jak się rodzina nie przyznaje?

Być może odebrałem opowieść Ewy za bardzo przez pryzmat znanych mi sytuacji. Opisane przez nią sytuacje (poza waleniem krucyfiksem) znam z kilku rodzin moich znajomych i trochę mam własne doświadczenia. Zjawiska obrażania się na ateistę, w domu, głupie komentarze, "ciche dni", kropienie święconą wodą, posypywanie popiołem, uznawanie za wyrzutka w rodzinie znam z wielu rodzin. Wiem, też że takie sytuacje występują gdy np dziecko zrobi jakiś głupi występek, a znam też jedną sytuację gdy "pariasem" stała się w domu młoda dziewczyna, która postanowiła zostać zakonnicą (a rodzina katolicka, ale bez przesady). Te moje doświadczenia nie pozwoliło mi na ocenę rodziny jako patologicznej, ponieważ wiele wymienionych zjawisk dotyczy po prostu zmiany postaw człowieka, jego dojrzewania i przez to nie jest już on taki sam dla pozostałych członków rodziny (zmienił się) i w tym upatruje takiego traktowania Ewy, a nie w patologii rodzinnej.

>Nie chodzi tylko o samo walnięcie, jak tym "Bogiem urojonym", o którym piszesz poniżej, tylko o cały kontekst i proces, którego akcja z krucyfiksem jest ukoronowaniem. Dlatego nie można porównywać wyabstrahowanego klapsa z czymś takim.

Dobrze przynajmniej, że rozumiemy już o co mi chodziło z tym "walnięciem". Jeśli natomiast sytuacja u Ewy wygląda np tak:
- część rodziny z nią nie rozmawia,
- bez powodu jest wyzywana, bita krucyfiskem,
- rodzina wini ją za zło świata,
- gnębią ją (jeść nie dają, straszą piekłem),
- na obiad dostaje najbrzydszy kawałek mięsa,
- nie wiem co tam jeszcze...

i to się dzieje regularnie lub często(jak do nich przyjedzie, jak dzwoni) i/lub narasta, to jest to PATOLOGIA.

Dla mnie podstawą do nazwy "patologiczna" jest ciężar i trwałość negatywnych zjawisk, a nie incydentalność i emocjonalność zdarzeń, nawet gdy dochodzi do bicia krucyfiksem.
21-08-2012 19:11 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Dla mnie podstawą do nazwy "patologiczna" jest ciężar i trwałość negatywnych zjawisk, a nie incydentalność i emocjonalność zdarzeń, nawet gdy dochodzi do bicia krucyfiksem.
Tu się zgadzam; zauważ jednak, że Ewa napisała, iż była kilkukrotnie bita tym krucyfiksem, czyli raczej nie można mówić o incydentalności, nawet jeśli zdarzenia te następowały w dłuższych odstępach czasu.
A jeśli chodzi o ten chudszy kawałek mięsa i inne; jeśli najbliższy członek rodziny jest odrzucany ze względu na jego przekonania i okazuje mu się niechęć i pogardę, wyrażaną również przy pomocy aktów agresji fizycznej, to jak to nazwać nawet jak mu dadzą tłusty kawałek?

Ona maluje te jajka, bo jak mówiła chce łagodzić, a oni pewnie myślą, że może w ten sposób wróci na właściwą ścieżkę i nie wyobrażają sobie inaczej. Na pewno gorsza od tych uderzeń dewocjonaliami może być myśl, że możesz zostać odrzucony przez najbliższych na zawsze z powodu tego kim jesteś. Nie jesteśmy Ewą i nie wiemy jak sama to odczuwa, odnosimy się niejako do hipotetycznej sytuacji opartej na podstawie jej opowieści i własnych przekonań i doświadczeń. Wydaje mi się, że rozumiem twoje koncyliatorskie nastawienie, jednak rzeczy należy nazywać po imieniu i nie wolno tłumaczyć zła na różne sposoby, tak żeby zdawało się mniej ohydne. Tu się zgadzam z chrześcijanami - wybaczenie owszem, ale jak jest jakiś akt skruchy i obietnica poprawy.
21-08-2012 19:39 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Wydaje mi się, że rozumiem twoje koncyliatorskie nastawienie, jednak rzeczy należy nazywać po imieniu i nie wolno tłumaczyć zła na różne sposoby, tak żeby zdawało się mniej ohydne.

Chciałbym zauważyć, że od tysięcy lat dobrze sprawdza się rzymski system prawny, w którym występuje sędzia, oskarżyciel i obrońca.

W tym wątku prawie wszyscy postanowili być oskarżycielami. Nieliczni obrońcy (z definicji broniący więc strony oskarżanej i przedstawiający zło w taki sposób, by było "mniej ohydne"; bo może jednak czasem to "zło" nie jest aż tak ohydne, gdy mu się spokojnie przyjrzeć) spotykają się z wrogością i odrzuceniem, kwestionuje się ich zdrowe zmysły i inteligencję.

Twoje "nie wolno" neguje doświadczenie wielu pokoleń ludzkiej cywilizacji, że jednak właśnie należy przedstawiać "pro" i "contra", by wyłoniła się z tego prawda.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 19:53 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Twoje "nie wolno" neguje doświadczenie wielu pokoleń ludzkiej cywilizacji,
Zajebałeś w górne tony Ojcze Lesiotrze heh..

Język forum internetowego nie musi być tożsamy z językiem sali sądowej. "Nie wolno" można rozumieć, jako "nie należy", "nie powinno się", "nie wypada", "to nie w porządku" itd., chyba to każdy ze średnią znajomością polskiego czuje?
21-08-2012 19:56 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Twoje "nie wolno" neguje doświadczenie wielu pokoleń ludzkiej cywilizacji,
>Zajebałeś w górne tony Ojcze Lesiotrze heh..

Ot, pomyślałem, że będzie świetnie pasować do mojego motta poniżej!


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
22-08-2012 09:24 
 Ocena 3 na 3
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Ot, pomyślałem, że będzie świetnie pasować do mojego motta poniżej!

Ten wątek zaczyna mi przypominać "Żywot Briana" i Izraelski ..... Oddział Samobójczy. Przypominam, że kiedyś ten wątek był o Ewie i jej problemach z rodziną, a nie hmmm o jakichś osobistych wycieczkach


Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
20-08-2012 13:17 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
OK, wyciąłem tekst niezgodny z Regulaminem Forum, zamieszczam ponownie resztę wypowiedzi.

> IMHO naruszanie czyjejś nietykalności fizycznej jest zachowaniem skandalicznym, według Brzostowskiego niczego szczególnie niewłaściwego w tym nie ma. Gdzie tu - choćby potencjalna - płaszczyzna porozumienia?

Chyba nie do końca zrozumiałaś Brzostowskiego. On raczej proponuje metody, którymi można naprawić zastaną sytuację i zabezpieczyć przed nawrotem przemocy; przemoc już została zastosowana, teraz należy poradzić sobie z jej skutkami. Zwraca uwagę, że jest to zjawisko powszechne, podobnie jak nie mówienie całej prawdy w oczy - i w tym znaczeniu nie jest niczym nadzwyczajnym. Nie zauważyłem tu pochwały przemocy ani hipokryzji.

Ewa sama ustawiła priorytety: ważniejsze jest dla niej odbudowanie relacji z rodziną i zapobieżenie przemocy na przyszłość, niż działania odwetowe za dotychczas doznane przykrości. Nie prosiła nas w końcu o rady, z jakich paragrafów podać rodzinę do prokuratora, tylko jak pogodzić się (na możliwie najbardziej zdrowych zasadach) z rodzina za którą tęskni.
Ponieważ nie jest możliwe życie na na zasadach tylko Ewy albo tylko rodziny, Brzostowski zaproponował możliwą drogę "dyplomatycznych ustępstw".

> Moim zdaniem osoba uderzona ma pełne prawo się bronić

Ma prawo. Również ma prawo nie skorzystać z tego prawa. Gdy byłem 18-letnim bykiem, dostałem wielokrotnie od matki po twarzy i mało mi włosów nie wyrwała. Bardzo się cieszę, że nie odpowiedziałem jej podobną agresją ani nie wezwałem policji. Ona też wcześniej była ofiarą podobnego traktowania i po prostu nie umiała inaczej poradzić sobie ze swoją bezradnością wobec jej, dorosłego już, dziecka.

> według niego taka deklaracja to nawoływanie do generowania dramatów rodzinnych. Nie widzę opcji porozumienia się, nie widzę zatem sensu dalszej dyskusji, bo do niczego ona nie doprowadzi.

Czy dyskutować należy tylko z osobami, które głoszą podobne do nas poglądy? Dyskusja ma sens tak długo, dopóki ścieramy się używając rzeczowych argumentów i przykładów, szanując prawo przeciwnika do posiadania odmiennego zdania. Jeśli górę biorą emocje, to dyskusja faktycznie się kończy (ale Brzostowski przecież nadal stara się być rzeczowy...). W każdym razie nie tylko on drwi, ale Ty również.

>Zresztą ty sam piszesz, że widzisz niewłaściwość bicia, a Brzostowski uważa, że potępianie podniesienia ręki na dorosłą osobę i przyznawanie tej osobie prawa do obrony jest "głupie i nieżyciowe".

A co ma Ewa zrobić z dokonana już przemocą: donieść na matkę i ojca do prokuratora? Odwiedzać ich z kijem bejsbolowym dla skutecznej obrony? Przecież napisała wyraźnie, że chce naprawić relacje z rodziną na godnych zasadach, a nie pociągnąć ich do odpowiedzialności i brać odwet za psychiczne i fizyczne rany.

>Po co ja mu mam odpowiadać? Niech się biedak cieszy z "ostatniego słowa"

I po co to słowo "biedak"? To zupełnie niepotrzebny brak szacunku dla oponenta, psujący poziom dyskusji.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
20-08-2012 15:31 
 Ocena 12 na 12
liliac (147340 punktów)
>Chyba nie do końca zrozumiałaś Brzostowskiego.

A ty chyba źle interpretujesz moje intencje.

>Nie zauważyłem tu pochwały przemocy

Wystarczy mi jej akceptacja, którą - i owszem - wyraża.

Cytat:
Oczywiście incydentalne takie zachowania zdarzające się w rodzinie nie uważam za patologię.


Cytat:
raz dostać po łbie od matki to chyba nie patologia co? A jest różnica czym się dostanie?


>Ewa sama ustawiła priorytety

Ależ oczywiście - ma do tego prawo.

>> Moim zdaniem osoba uderzona ma pełne prawo się bronić
>Ma prawo. Również ma prawo nie skorzystać z tego prawa.

Przypomnij mi - w którym momencie próbowałam takie prawo kwestionować?
To raczej Brzostowski kwestionuje postulowane przeze mnie prawa, co - w przeciwieństwie do twojego postulowania prawa wyboru w tej kwestii - wydaje mi się promowaniem szkodliwego przesądu. Ręka rodzica nie jest święta.

>Gdy byłem 18-letnim bykiem, dostałem wielokrotnie od matki po twarzy i mało mi włosów nie wyrwała. Bardzo się cieszę, że nie odpowiedziałem jej podobną agresją ani nie wezwałem policji. Ona też wcześniej była ofiarą podobnego traktowania i po prostu nie umiała inaczej poradzić sobie ze swoją bezradnością wobec jej, dorosłego już, dziecka.

I znów - twoje prawo i twój wybór. Niektórzy podchodzą do swojej rodziny z mniejszym hmmm... pietyzmem? Dla mnie rodzina nie jest żadnym sacrum, a i nie pozwoliłabym się skrzywdzić tylko dlatego, że ktoś "nie umie inaczej". Argument "bo to rodzina" również nie wydaje mi się wystarczający. Twojego prawa do uznania obu za wystarczające nie kwestionuję dopóki ty nie próbujesz mi narzucać swojej optyki i swoich wyborów.

>Brzostowski przecież nadal stara się być rzeczowy

Masz prawo uważać za rzeczowe argumenty typu "to głupie" albo "to nieżyciowe"
Ja ich za rzeczowe nie uznaję.

>W każdym razie nie tylko on drwi, ale Ty również.

Ależ oczywiście - na zagajenie:

Cytat:
Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale


...naprawdę nie powinien był się spodziewać innej odpowiedzi. Nie jest na tym forum od wczoraj.

>A co ma Ewa zrobić z dokonana już przemocą: donieść na matkę i ojca do prokuratora? Odwiedzać ich z kijem bejsbolowym dla skutecznej obrony?

Nie wiem, co ma zrobić Ewa. W żadnym momencie tego wątku nie udzielałam rad jego autorce; wręcz przeciwnie - rad jej nie mogę i nie czuję się na siłach udzielać, bo jest nazbyt ode mnie odmienna (co wnioskuję z opisanej sytuacji) w zakresie tak hierarchii wartości, jak i temperamentu czy charakteru. Chyba że coś mi umknęło i gdzieś sformułowałam moje uwagi w formie rady dla Ewy?
Ja się odniosłam do uwagi Brzostowskiego, potępiając jego akceptację przemocy zastosowanej przez rodzinę Ewy wobec niej. Przeszłam - że tak powiem - do kwestii ogólnych.

>I po co to słowo "biedak"? To zupełnie niepotrzebny brak szacunku dla oponenta, psujący poziom dyskusji.

Taka stylistyka wypowiedzi, przepraszać za nią nie będę. Zmieniać również. Udawać większego niźli rzeczywisty szacunku względem oponenta takoż nie planuję - gwoli wyjaśnienia, poziom tego szacunku nie jest ustalony a priori, zmienia się w trakcie forumowych obserwacji.
20-08-2012 16:40 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Nie zauważyłem tu pochwały przemocy
>Wystarczy mi jej akceptacja, którą - i owszem - wyraża.
> Cytat:
Oczywiście incydentalne takie zachowania zdarzające się w rodzinie nie uważam za patologię.


Z kontekstu wynika, że akceptuje ją jako zjawisko ze względu na jej powszechność, a nie że uważa ją za właściwą metodę rozwiązywania konfliktów.

>>Ewa sama ustawiła priorytety
>Ależ oczywiście - ma do tego prawo.

zwłaszcza jako założycielka wątku

>>> Moim zdaniem osoba uderzona ma pełne prawo się bronić
>>Ma prawo. Również ma prawo nie skorzystać z tego prawa.
>Przypomnij mi - w którym momencie próbowałam takie prawo kwestionować?

Przecież tego nie sugerowałem. Wskazałem tylko na możliwość wyboru, czy na przemoc odpowiedzieć przemocą. Nie skorzystanie z tego prawa do obrony osobistej czasem może pomóc naprawić relacje między osobami w przyszłości. Nie chodzi o "świętą rękę rodzica", lecz o stosowanie trochę innych kryteriów wobec osób, które nas kochają i które my kochamy. Nie jestem Ghandim, ale ten człowiek potrafił udowodnić, że unikanie przemocy w odpowiedzi na przemoc może mieć sens.

>I znów - twoje prawo i twój wybór. Niektórzy podchodzą do swojej rodziny z mniejszym hmmm... pietyzmem? Dla mnie rodzina nie jest żadnym sacrum, a i nie pozwoliłabym się skrzywdzić tylko dlatego, że ktoś "nie umie inaczej". Argument "bo to rodzina" również nie wydaje mi się wystarczający. Twojego prawa do uznania obu za wystarczające nie kwestionuję dopóki ty nie próbujesz mi narzucać swojej optyki i swoich wyborów.

Daleki jestem od narzucania, próbuje tylko uzasadnić swój punkt widzenia.

Paradoksalnie, mi jest łatwiej zaakceptować przemoc zastosowaną wobec mnie przez bliską osobę może dlatego, że jestem silnym facetem. Po prostu, jeśli zostałbym teraz uderzony przez żonę, ojca czy matkę, to nie wzbudziłoby we mnie wielkiej agresji, bo wiem, że MOGĘ każdego z nich pobić. Nie czuje bezradności, mam wybór, przemoc nie jest gwałtem na mojej psychice.

Dlatego też uczę swoje córki podstaw boksu, by miały ten "komfort wyboru", JAK odpowiedzieć na cudzą agresję

>Nie wiem, co ma zrobić Ewa. W żadnym momencie tego wątku nie udzielałam rad jego autorce wręcz przeciwnie - rad jej nie mogę i nie czuję się na siłach udzielać, bo jest nazbyt ode mnie odmienna

Widzisz, a autorka wyraźnie zaznaczyła, że potrzebne są jej rady:

> cytat: "Założyłam ten wątek, ponieważ poszukuje osób, które podobnie jak ja, zostały wykluczone przez swoich najbliższych. Być może jesteśmy w stanie udzielić sobie bardziej profesjonalnych rad"

Skoro się nie czujesz na siłach rad udzielać, to skąd siły i poczucie pewności, by negować rady udzielane przez innych??? Bądźże konsekwentna!

>Ja się odniosłam do uwagi Brzostowskiego, potępiając jego akceptację przemocy zastosowanej przez rodzinę Ewy wobec niej. Przeszłam - że tak powiem - do kwestii ogólnych.

Tylko, ze własne emocje przesłoniły Ci trochę wypowiedzi oponentów, tak ze widzisz tylko wybrane kawałki...

>>I po co to słowo "biedak"? To zupełnie niepotrzebny brak szacunku dla oponenta, psujący poziom dyskusji.
>Taka stylistyka wypowiedzi, przepraszać za nią nie będę. Zmieniać również.

Brawo. A krytykowani przez Ciebie rodzice stosujący bicie dzieci tłumaczą "taka metoda wychowawcza, zmieniać ani przepraszać nie będę". Żądasz szacunku - okazuj go innym.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
20-08-2012 17:42 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>Z kontekstu wynika, że akceptuje ją jako zjawisko ze względu na jej powszechność, a nie że uważa ją za właściwą metodę rozwiązywania konfliktów.

W RPA niezwykle powszechne są gwałty.
Nie widzę w powszechności danej sytuacji jej usprawiedliwienia. Ani powodu do akceptacji.

>Daleki jestem od narzucania

No popatrz... A Brzostowski narzuca. I dlatego tobie odpowiedziałam, a jemu już nie odpowiadam. Tym bardziej, że argumentów już nie generuje poza "to głupie" i "to nieżyciowe" i rozmowa ma walor konwersacji z katarynką.

>>Nie wiem, co ma zrobić Ewa. W żadnym momencie tego wątku nie udzielałam rad jego autorce wręcz przeciwnie - rad jej nie mogę i nie czuję się na siłach udzielać, bo jest nazbyt ode mnie odmienna
>Widzisz, a autorka wyraźnie zaznaczyła, że potrzebne są jej rady

A wątek jest publiczny i każdą w nim wypowiedź można skomentować. Zwłaszcza, jeśli w rzeczonej wypowiedzi znajduje się coś, co uważa się za rażąco niewłaściwe.

>Skoro się nie czujesz na siłach rad udzielać, to skąd siły i poczucie pewności, by negować rady udzielane przez innych???

Nie czuję się na siłach udzielać rad konkretnej osobie, która wybrała już swoje priorytety, a ewidentnie są one inne niż moje - moja potencjalna rada nie byłaby dla takiej osoby przydatna, więc nie będęjej zawracała głowy.

Czy z jakiegoś powodu uważasz, że opinia w kwestii ogólnej jest tożasama ze zdolnością/chęcią udzielenia konkretnej osobie w konkretnej sytuacji konkretnej rady?
Poza tym - pozwolę sobie zwrócić twoją uwagę na drobiazg, który raczyłeś przeoczyć - ja nie neguję rad Brzostowskiego. Ja wypowiadam się na temat pewnej jego konkretnej opinii.

>>Ja się odniosłam do uwagi Brzostowskiego, potępiając jego akceptację przemocy zastosowanej przez rodzinę Ewy wobec niej. Przeszłam - że tak powiem - do kwestii ogólnych.
>Tylko, ze własne emocje przesłoniły Ci trochę wypowiedzi oponentów, tak ze widzisz tylko wybrane kawałki...

Reszta kawałków jego wypowiedzi mnie nie intersuje. Odnoszę się - jak zwykle zresztą - do tych wypowiedzi lub ich elementów, które uznałam za interesujące/ważne.

>Brawo. A krytykowani przez Ciebie rodzice stosujący bicie dzieci tłumaczą "taka metoda wychowawcza, zmieniać ani przepraszać nie będę".

Wiesz, nieszczególnie mi się chce rozmawiać z tezą, że "niewłaściwy" ton jest równoważny przemocy fizycznej. Moim skromnym zdaniem to słaba teza.
Na tym forum raczej zakazu ironii nie przeforsujesz

>Żądasz szacunku - okazuj go innym.

Okazuję; zapewniam cię, że okazuję pewien bazowy poziom szacunku. W granicach forumowych reguł, które nijak sarkazmu czy ironii nie zakazują. Ja po prostu nie zamierzam Brzostowskiemu okazywać żadnego szczególnego szacunku przekraczającego minimalne wymagania tego portalu.
20-08-2012 23:05 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Z kontekstu wynika, że akceptuje ją jako zjawisko ze względu na jej powszechność, a nie że uważa ją za właściwą metodę rozwiązywania konfliktów.
>W RPA niezwykle powszechne są gwałty.
>Nie widzę w powszechności danej sytuacji jej usprawiedliwienia. Ani powodu do akceptacji.

W Nigerii powszechne jest AIDS. Zaakceptowanie tego faktu pozwoli na wdrożenie programu leczenia; negowanie tego faktu na to nie pozwala (po co wydawać środki z budżetu na coś, czego istnienia nie akceptujemy). Tak to rozumiem. Mogę się mylić, bo w sumie to przecież tylko wyobrażamy sobie znaczenie przeczytanych słów - Ty możesz te same słowa rozumieć inaczej.

>>Daleki jestem od narzucania
>No popatrz... A Brzostowski narzuca. I dlatego tobie odpowiedziałam, a jemu już nie odpowiadam. Tym bardziej, że argumentów już nie generuje poza "to głupie" i "to nieżyciowe" i rozmowa ma walor konwersacji z katarynką.

To pewnie dlatego. że ja mam dużo wyższy próg tolerancji. Moja jedyna żona (300% katolicyzmu w bardzo seksownej masie) uważa większość tego co mówię i myślę za głupie. Nauczyłem się radzić sobie z tym (pamiętając, że sam stosunkowo niedawno byłem świętszy od papieża)

>Okazuję; zapewniam cię, że okazuję pewien bazowy poziom szacunku. W granicach forumowych reguł, które nijak sarkazmu czy ironii nie zakazują.

Sarkazm i ironia to broń ludzi inteligentnych. Niestety, bardzo łatwa w zastosowaniu.

> Ja po prostu nie zamierzam Brzostowskiemu okazywać żadnego szczególnego szacunku przekraczającego minimalne wymagania tego portalu.

A ja szanuję go - chociażby za to, że rzadko stosuje łatwe sztuczki erystyczne i ma odwagę płynąć pod prąd portalowej dyskusji. Tacy koledzy są potrzebni, byśmy nie popadli w łatwy samozachwyt i nie zamienili Forum w kółko wzajemnej adoracji.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 00:51 
 Ocena 5 na 5
MarcinK (9189 punktów)

> Niestety, bardzo łatwa w zastosowaniu.

Zupełnie się nie zgadzam. "Niestety" to często jedyna.

> ma odwagę płynąć pod prąd portalowej dyskusji.

Nie każda oryginalność jest pożądaną. Wysoce wątpię, że akurat taka jest na racjonaliście.

> Tacy koledzy są potrzebni, byśmy nie popadli w łatwy samozachwyt

Definicja racjonalisty jak dla mnie ten samozachwyt wyklucza, a nawet jeśli nie to akurat Brzostowski jest dla niego największym zagrożeniem.

> i nie zamienili Forum w kółko wzajemnej adoracji.

Znowu wysoce wątpię, że kiedykolwiek do tego może dojść. Jeśli doszukiwać tu się jakiegokolwiek, na tym portalu, sacrum to chyba indywidualizm i nonkorformizm jego użytkowników byłby dobrym po temu tropem.

Jeszcze dwie sprawy:

>Brawo. A krytykowani przez Ciebie rodzice stosujący bicie dzieci tłumaczą "taka metoda wychowawcza, zmieniać ani przepraszać nie będę". Żądasz szacunku - okazuj go innym.

To poniżej krytyki coś tu powyżej naskrobał. Mam szczerą nadzieję, że tłumaczyć nie trzeba.

Ostatnia sprawa - prywata - jak mnie znowu zminusujesz to prośba o uzasadnienie. Pierwszego mogłem tłumaczyć estetyką. Błędnie, jak się okazało. Na drugiego już czekałem.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Ostatnia sprawa - prywata - jak mnie znowu zminusujesz to prośba o uzasadnienie. Pierwszego mogłem tłumaczyć estetyką. Błędnie, jak się okazało. Na drugiego już czekałem.

No racja, powinienem coś napisać w uzasadnieniu. Nie wiem jak sprawdzić, które to akurat były wypowiedzi. Jeden prawie na pewno był za obrażanie oponenta ("kretyn w lustrze"), następny chyba za ciągnięcie niepotrzebnej "pyskówki" z Brzostowskim bez odnoszenia się do tematu wątku i argumentów oponenta (zamiast tego bezsensownie wykłócałeś się o głębokość szuflady i że gówno z niej widać; skoro to Brzostowski jest mieszkańcem tej szuflady, to on lepiej zna jej parametry i widoki .

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
MarcinK (9189 punktów)
Generalnie nie podoba mi się ta wypowiedź - prowadzi już w rejony, w które wchodzić z Tobą nie zamierzam. Ograniczę się zatem do tej jednej i z mojej strony to będzie zamknięcie tematu.

>No racja, powinienem coś napisać w uzasadnieniu.

Powinieneś. Nie jesteś na tym forum od wczoraj. Trolom można. Od Ciebie oczekuję więcej.

>Nie wiem jak sprawdzić, które to akurat były wypowiedzi.

Pozwolę sobie tego nie komentować. Czas był krótki, a w rankingu minusujących Cię jakoś nie widzę. "Łatwość" w udzielania takowych też wzbudza we mnie mocne podejrzenie.

> Jeden prawie na pewno był za obrażanie oponenta ("kretyn w lustrze"),

I dlatego Ci właśnie pisałem, że ironia wcale łatwą sztuką nie jest. To, że Brzostowski ze zdania wyczytał jeno "kretyna" to nic nowego. Dla Twojej wiadomości - minusowałeś tylko Ty i Brzostowski.

> następny chyba za ciągnięcie

Dwukrotnie się wycofywałem - rozmówca wyraźnie nie chciał. Pytanie komu zatem lepiej szło. Argument o ciągnięciu dyskusji na forum dyskusyjnym jest, wydaje mi się, słaby.

>z Brzostowskim bez odnoszenia się do tematu wątku

Częściowo, w miarę możliwości i stosownej konwecji - przecież z rozmówcą, a nie z "wątkiem" rozmawiałem - były. Obiektywizmu trochę bym prosił.

> i argumentów oponenta

Ponownie obiektywizmu trochę. Oczywiście moja ocena jest tu bezwartościowa - jedyne twarde dane to "oceny". Pozytywne jednak przeważają.

>(zamiast tego bezsensownie wykłócałeś się o głębokość szuflady i że gówno z niej widać;

Z całym szacunkiem - akurat ta wypowiedź nijak nie mogła mieć wpływu. Ze względów oczywistych - to dorabianie tezy do faktów. Niestety

>skoro to Brzostowski jest mieszkańcem tej szuflady, to on lepiej zna jej parametry i widoki .

Nie potrafię zinterpretować tego zdania - zupełnie nie wiem w jakimś pójść kierunku. Kilka dni temu bym wiedział - teraz jestem bezradny.

Może doprecyzuję swoją prośbę - po minusie prośba od razu o krótkie zdanie. Akcja wywołuje reakcję. Katolikiem nie jestem i drugiego policzka nie nadstawię. Minusów nigdy nie stawiam, taki sobie system ustaliłem - werbalizuje je. W miarę skromnych możliwości.

Pozdrawiam serdecznie (tu bez żadnej ironii).

EOT
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>No racja, powinienem coś napisać w uzasadnieniu.
>Powinieneś. Nie jesteś na tym forum od wczoraj. Trolom można. Od Ciebie oczekuję więcej.

Bardzo mi się nie podoba, że spełniam Twoją prośbę o uzasadnienie, a Ty mnie nadal pouczasz.

>>Nie wiem jak sprawdzić, które to akurat były wypowiedzi.
>Pozwolę sobie tego nie komentować.

To nie komentuj wcale. Bo "pozwolę sobie tego nie komentować" jest protekcjonalne.

> Argument o ciągnięciu dyskusji na forum dyskusyjnym jest, wydaje mi się, słaby.

O ciągnięciu PYSKÓWKI, nie dyskusji. Nie doczytałeś i znów mnie pouczasz.

> Oczywiście moja ocena jest tu bezwartościowa - jedyne twarde dane to "oceny". Pozytywne jednak przeważają.

Twarde dane to by były, gdyby oceniający byli próbką reprezentatywną. A tak to wychodzi, że jesteś nadwrażliwy na oklaski lub gwizdy przypadkowych osób i bez nich masz problem z oceną czy mówisz mądrze czy nie.

Jeśli uważasz, że Twoja ocena jest bezwartościowa, to po co w ogóle się wypowiadasz )

>Może doprecyzuję swoją prośbę - po minusie prośba od razu o krótkie zdanie.

Się da spełnić, chociaż raczej będzie to krótkie zdanie zamiast minusa.

>Pozdrawiam serdecznie (tu bez żadnej ironii).

Buziaczki!


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
MarcinK (9189 punktów)
>Się da spełnić, chociaż raczej będzie to krótkie zdanie zamiast minusa.

Powyższe, to rozumiem, minus.

>O ciągnięciu PYSKÓWKI, nie dyskusji. Nie doczytałeś i znów mnie pouczasz.

Do pyskówki trzeba dwóch. Więcej, w temacie, rozwlekał się nie będę.

> A tak to wychodzi, że jesteś nadwrażliwy na oklaski lub gwizdy przypadkowych osób i bez nich masz problem z oceną czy mówisz mądrze czy nie.

Te osoby to forumowicze, co do których deklarujesz swój daleko posunięty szacunek. Właściwie "bez komentarza" powinno być.

>Buziaczki!

Nic nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Się da spełnić, chociaż raczej będzie to krótkie zdanie zamiast minusa.
>Powyższe, to rozumiem, minus.

Nie, w tym zdaniu zgodziłem się z Twoją postawą, by raczej uzasadniać jeśli się nie zgadzam, a mniej "wygwizdywać" (czyli minusować). Nie był to minus incognito

>> A tak to wychodzi, że jesteś nadwrażliwy na oklaski lub gwizdy przypadkowych osób i bez nich masz problem z oceną czy mówisz mądrze czy nie.
>Te osoby to forumowicze, co do których deklarujesz swój daleko posunięty szacunek. Właściwie "bez komentarza" powinno być.

Kilka przypadkowo w tym momencie dobranych osób ze wszystkich forumowiczów (akurat ci mieli dzisiaj czas i ochotę itd.). "Przypadkowy" nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia pejoratywnego.
Ja zwróciłem uwagę na to, że o wartość swojej wypowiedzi uzależniasz od plusów i minusów. A przecież wystarczy pisać "pod publiczkę" by szybko nałapać punktów - zwłaszcza wtedy, gdy dyskusja staje się mocno emocjonalna.

>>Buziaczki!
>Nic nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

Dobrze więc, że kończysz już tę wymianę zdań. Ponuraku.
MarcinK (9189 punktów)

>Nie był to minus incognito

Zakładaj Ty choć minimalną lotność swego rozmówcy. To dobra rada jest. Brak tejże szybko prowadzi tam gdzie Ci, jak wspomniałeś, nie po drodze. Ale to mało ważne - do rzeczy:

>Kilka przypadkowo w tym momencie dobranych osób ze wszystkich forumowiczów (akurat ci mieli dzisiaj czas i ochotę itd.). "Przypadkowy" nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia pejoratywnego.

To żenujące coś tu naskrobał. Wyboldowałem Ci wyżej materiał do przemyśleń - Twój wybór co z nim raczysz zrobić. Po kolei:

1. Kilka przypadkowo w tym momencie dobranych osób ze wszystkich forumowiczów

Szklaną kulę masz?

2. "Przypadkowy" nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia pejoratywnego.

Znowu - Twój wybór - chcesz się bawić w klona Brzostowskiego to wyłącznie Twoja sprawa. "Przypadkowa patologia" też niegłupio brzmi.

>Ja zwróciłem uwagę na to, że o wartość swojej wypowiedzi uzależniasz od plusów i minusów.

A ja Ci zwrócę, że Twoje projekcje są tylko Twymi własnymi.

Poniekąd oceny ważne są - to jakiś wyznacznik dorzeczności własnych przemyśleń. Ważne też bardzo od kogo - i właśnie dlatego : Brzostowski używał tylko i wyłącznie "szuflandzkiego" Z resztą nadzwyczaj rzadko używa innego.

>>Nic nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

A tu dochodzimy do punktu dlaczego w ogóle coś zacząłem skrobać. Bo głupotę palnąłem - nie wychwyciłeś ale mnie razi. Toć i muszę sprostować/wyjaśnić. Owóż nabajdurzyłem:

I dlatego Ci właśnie pisałem, że ironia wcale łatwą sztuką nie jest.

Co akurat bzdurą jest - żadna to ironia była (choć podtekst był no ale przeca nie przeciwstawny). No i kłuje - czasem się coś uleje niestety.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Nie był to minus incognito
>Zakładaj Ty choć minimalną lotność swego rozmówcy.

Założyłem, w Twoim przypadku, dużą lotność. Szkoda, że się znowu pomyliłem, przepraszam.

> To dobra rada jest.

Dziękuję, Wujku Dobra Rado.

> Bo głupotę palnąłem - nie wychwyciłeś ale mnie razi. Toć i muszę sprostować/wyjaśnić. Owóż nabajdurzyłem:

Większość tego, co do mnie targany emocjami wypisujesz, jest takim bełkotem, że naprawdę trudno mi go było zrozumieć. Ponownie przepraszam, że nie starałem się bardziej, ale nie było chyba jednak warto.

A teraz może, jeśli ktoś ma jeszcze ochotę, można wrócić do TEMATU WĄTKU? Chociaż właściwie Ty oraz Artur@R pokazujecie dobitnie, że na "grupę wsparcia dla ateistów" to ciężko liczyć, bo zamiast lojalności wewnątrz grupy wolicie pyskówki.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
22-08-2012 22:16 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)

> że naprawdę trudno mi go było zrozumieć.

Per aspera...ad mortem defecatam.

Cośmy mieli powiedzieć to już zdaje się przekazaliśmy.
21-08-2012 09:02 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>>Nie widzę w powszechności danej sytuacji jej usprawiedliwienia. Ani powodu do akceptacji.
>W Nigerii powszechne jest AIDS. Zaakceptowanie tego faktu pozwoli na wdrożenie programu leczenia; negowanie tego faktu na to nie pozwala (po co wydawać środki z budżetu na coś, czego istnienia nie akceptujemy). Tak to rozumiem. Mogę się mylić, bo w sumie to przecież tylko wyobrażamy sobie znaczenie przeczytanych słów - Ty możesz te same słowa rozumieć inaczej.

I owszem - wykorzystujesz pewną dwuznaczność terminu "akceptacja". Piszesz o akceptacji faktu w sensie przyjęcia do świadomości jego istnienia. Ja piszę o akceptacji w sensie przyzwolenia na dane zjawisko. Jestem świadoma powszechności zjawiska, na które przyzwala Brzostowski (rodzic ze ścierką/kijem/krucyfiksem/pięścią), ale daleka od zgody na nie.

>>Okazuję; zapewniam cię, że okazuję pewien bazowy poziom szacunku. W granicach forumowych reguł, które nijak sarkazmu czy ironii nie zakazują.
>Sarkazm i ironia to broń ludzi inteligentnych. Niestety, bardzo łatwa w zastosowaniu.

Łatwość użycia zwykło się uważać za walor broni, nie za jej słabość Natomiast - owszem - w sytuacjach, w których to możliwe, warto się do nich nie ograniczać.

>A ja szanuję go - chociażby za to, że rzadko stosuje łatwe sztuczki erystyczne i ma odwagę płynąć pod prąd portalowej dyskusji. Tacy koledzy są potrzebni, byśmy nie popadli w łatwy samozachwyt i nie zamienili Forum w kółko wzajemnej adoracji.

Ja nie neguję sensu dyskusji (do pewnego momentu - istnieją ściany nie do przebicia). Zdarza mi się je prowadzić z różnymi forumowiczami - pamiętam np. długą konwersację z Konowałem na temat aborcji - o dziwo, była to rozmowa całkiem produktywna. Nie widzę jednak większego sensu w dyskusji, w której dowiaduję się, że nie ma nic niewłaściwego w tym, że cię od czasu do czasu członek rodziny "strzeli przez łeb ścierą" albo posiniaczy ciężkim totemem, a nazwanie rzeczonych zjawisk patologią jest głupie i koniec. Nie wiem czy to kwestia empatii (jak piszą koledzy), czy hierarchii wartości, priorytetów, etc, ale i nie widzę u Brzostowskiego nijakiej chęci zastanowienia się nad rzeczonymi, więc po co wdawać się w przepychankę typu "gupi ty/gupia ty"?

Ech, powtarzam się.
21-08-2012 10:20 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> I owszem - wykorzystujesz pewną dwuznaczność terminu "akceptacja". Piszesz o akceptacji faktu w sensie przyjęcia do świadomości jego istnienia. Ja piszę o akceptacji w sensie przyzwolenia na dane zjawisko.

Rozumiem; powiem inaczej:
Państwo i wymiar prawa oraz społeczeństwo w swej większości akceptują w obu znaczeniach tego słowa przemoc domową - do pewnego poziomu. O jak wielu przypadkach słyszałaś, gdy rodzic był ukarany w jakikolwiek sposób (grzywna, mandat, upomnienie itd.) przez wymiar prawa za "przylanie" dziecku ręką czy ścierką? Jak wielu ludzi w Polsce zawiadomi policję gdy zobaczy, że ktoś z rodziny lub sąsiadów dał klapsa dziecku? Jak wielu ludzi uderzy matkę dziecka w obronie dziecka, które dostało właśnie od niej jednego klapsa? Przy piątym klapsie pod rząd zapewne rzuci się w obronę dziecka większość ludzi, ale przy pierwszym raczej mało kto zareaguje.
W takiej Szwecji policja i prokurator byłaby już po pierwszym klapsie, wiem. Ale mówimy raczej o naszym kraju. Skoro tu jest taka rzeczywistość, to dlaczego mamy się bać nazwać rzeczy po imieniu?

Ale to chyba dość na temat akceptacji, bo niepotrzebnie go międlimy. Akceptuję to co Ty myślisz. Możliwe, że jak już pisałem, po prostu mężczyźni mają większą tolerancję na przemoc i łatwiej ją wybaczają (tą stosowaną wobec nich). Ot, chłopcy często się biją i łatwo godzą, i nie uważają dostania po twarzy za coś szczególnie haniebnego (i wolą mieć siniak od pięści niż dostać płaską dłonią...).

>Łatwość użycia zwykło się uważać za walor broni, nie za jej słabość

Hehe, akurat. Idealna broń to taka, którą NIE potrafi posłużyć się przeciwnik gdy Ci ją wyrwie z ręki.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 13:22 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Państwo i wymiar prawa oraz społeczeństwo w swej większości akceptują w obu znaczeniach tego słowa przemoc domową - do pewnego poziomu.

De facto niejednokrotnie akceptują przemoc domową w znacznie większej skali, to prawda, ale i powszechna akceptacja czegoś nie jest wystarczającym argumentem, by się na coś zgadzać

>W takiej Szwecji policja i prokurator byłaby już po pierwszym klapsie, wiem. Ale mówimy raczej o naszym kraju. Skoro tu jest taka rzeczywistość, to dlaczego mamy się bać nazwać rzeczy po imieniu?

Rzeczywistość szwedzka podoba mi się bardziej niż polska nie tylko w tym aspekcie. Dlaczego mam się zgadzać na polskie rozwiązania tylko dla tego, że są u nas powszechne?

>Możliwe, że jak już pisałem, po prostu mężczyźni mają większą tolerancję na przemoc i łatwiej ją wybaczają

Musiałbyś spytać innych wypowiadających się w wątku mężczyzn - nie widzę powszechnej akceptacji dla uwag Brzostowskiego.

>Ot, chłopcy często się biją

Dziewczynki też się biją Przykład anegdotyczny sobie daruję

>Hehe, akurat. Idealna broń to taka, którą NIE potrafi posłużyć się przeciwnik gdy Ci ją wyrwie z ręki.

Brzostowski chyba nie potrafi, bo miast próbować czegoś subtelnego ładuje się z dość ordynarną manipulacją, na moje:

Cytat:
dowiaduję się, że nie ma nic niewłaściwego w tym, że cię od czasu do czasu członek rodziny "strzeli przez łeb ścierą" albo posiniaczy ciężkim totemem


tudzież:

Cytat:
rodzic ze ścierką/kijem/krucyfiksem/pięścią


...odpowiada:

Cytat:
Jak krucyfiksem leje matka-katoliczka, to patologia, jak klapy daje matka-nieokreślona co do wiary to w sumie może być.


Cytat:
Wydaje mi się, że dlatego, iż uważasz, że nawet incydentalne przywołanie córki do porządku ktucyfiksem jest w XXI wieku idiotyczne i dodatkowo cała sytuacja (rodzina Ewy) stanowi dla Ciebie przeciwnika swiatopoglądowego


Proponuję zakończyć już konwersację na temat mojej rozmowy z Brzostowskim, efekty zaczyna to bowiem dawać pocieszne.
21-08-2012 10:30 
 Ocena-2 na 4
Brzostowski (7067 punktów)
>Ech, powtarzam się.
Proszę wytłumaczyć dlaczego, akceptujesz klaps dla dziecka (bo piekarnik), a już nie akceptujesz walnięcia krucyfiksem (pomijając śmieszność i tragiczność narzędzia, jest to cały czas przemoc wg Ciebie prawda)? W jednym i drugim chodzi o to samo w percepcji bijącego (o ochronę bitego).

Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, iż uważasz, że nawet incydentalne przywołanie córki do porządku ktucyfiksem jest w XXI wieku idiotyczne i dodatkowo cała sytuacja (rodzina Ewy) stanowi dla Ciebie przeciwnika swiatopoglądowego, dlatego tak łatwo określasz rodzinę jako patologiczną, itd...

A klaps? Cóż, zdarza się i nie chodzi o religię, więc może być, co nie?

Ja staram się być uczciwy wobec faktów i powtarzam, uważam, że takie syuacje jak klaps, (w emocjach) albo walnięcie krucyfiskem (zapewne w emocjach) nie świadczy o patologii rodziny. A Ty jedno uważasz za patologię,a drugie już nie.

Czyli faktycznie oceniasz przemoc wg celu bijącego i jego domniemanych poglądów. Jak krucyfiksem leje matka-katoliczka, to patologia, jak klapy daje matka-nieokreślona co do wiary to w sumie może być.
21-08-2012 10:53 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
Kiedy policjant przywali pałą rozbijającemu szyby kibolowi oraz spokojnemu demonstrantowi, bo akurat naszły go złe emocje, to dla ciebie też jest w zasadzie to samo?

Jak można porównywać w ogóle przywoływanie dziecka do porządku klapsem do uderzania ciężkim przedmiotem w celu wybicia z głowy jakichś przekonań?
Myślisz serio, że liliac popierała by ateizację poprzez walenie delikwenta w głowę czaszką dinozaura?
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jak można porównywać w ogóle przywoływanie dziecka do porządku klapsem do uderzania ciężkim przedmiotem w celu wybicia z głowy jakichś przekonań?

Zwróć uwagę, że dla prawdziwego katolika zagrożenie duszy ateisty wiecznym smażeniem się w piekle jest jak najbardziej REALNE. Możliwe, że przerażony rodzic chce w ten sposób wybić swemu dziecku z głowy poglądy, które w jego mniemaniu sprowadzą na dziecko wieczne potępienie i piekielne męki (przy których wspomniany wcześniej piekarnik jest niewinną zabawką). To popieprzone myślenie, ale rzeczywiste.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Mortimer (1359 punktów)
Ale czy dziecko wychowywane wśród zagorzałych katolików, będzie miało odstępstwa w stronę ateizmu?
Ale jak to się mówi: Wszystko się może zdarzyć.

>To popieprzone myślenie, ale rzeczywiste.

Oj tak.


Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
21-08-2012 11:23 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
>To popieprzone myślenie, ale rzeczywiste.
Pierwszym przykazaniem katolika powinna być miłość bliźniego, w tym uszanowanie jego nienaruszalności cielesnej. Jeśli martwi się o duszę dziecka niech się za nią modli, da na mszę, odprawia inne rytuały albo coś.
Przecież takim metalowym krzyżem można komuś zrobić poważną krzywdę i nie trafia do mnie za cholerę, że to było w dobrych intencjach, choć powodowanych błędnymi przekonaniami, bo bardziej mi tu pasuje zwykły amok i wyładowanie bezsilnej wściekłości.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Pierwszym przykazaniem katolika powinna być miłość bliźniego
>Przecież takim metalowym krzyżem można komuś zrobić poważną krzywdę i nie trafia do mnie za cholerę, że to było w dobrych intencjach, choć powodowanych błędnymi przekonaniami, bo bardziej mi tu pasuje zwykły amok i wyładowanie bezsilnej wściekłości.

Oczywiście, pewnie wszystko po trochu.
(BTW, gdzie była mowa, że krzyż był metalowy?)

Myślę, że wielu dyskutantów miesza jak im wygodnie i jak popadnie rzeczywistość z ideałami.

I dlatego tak trudno się porozumieć w prostych sprawach, kiedy żongluje się dowolnie:
- konkretami (np. "dziecko i gorący piekarnik"),
- wyobrażeniami (np. "katolik powinien kierować się miłością bliźniego"),
- ideałami (np. "nie powinno się stosować ani akceptować przemocy w żadnej formie")
- drobną hipokryzją (np. "każdy zasługuje na szacunek, za wyjątkiem ludzi którzy maja odmienne poglądy niż moje"; albo np. "przemoc werbalna jest niedopuszczalna, chyba że sam ją stosuję i nazywam ironią, sarkazmem czy drwiną")
- grubą hipokryzją (np. "przemoc jest uzasadniona wyłącznie wtedy, kiedy to ja ją stosuję, bo wtedy mam pewność, że jest uzasadniona")
itd.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 13:28 
 Ocena 5 na 5
finerbijk (17282 punktów)
>(BTW, gdzie była mowa, że krzyż był metalowy?)
Nie było, rzeczywiście, może był drewniany.

>I dlatego tak trudno się porozumieć w prostych sprawach,
No właśnie, gdyby chodziło o butelkę w ręku pijanego ojca to nikt nie miałby wątpliwości, ale że krucyfiks w ręku matki, to należy się dopatrywać okoliczności łagodzących.
Oczywiście, granice zachowań w rodzinie to sprawa bardzo indywidualna i na forum nie można tego rozstrzygać arbitralnie, ale chodzi o zasady. Gdybym raz oberwał młotkiem, a młotkowy nie wyrażałby żadnych chęci na zmianę stanowiska w kwestii używania tego narzędzia, to po prostu starałbym się go unikać, choćby nawet twierdził, że to sam młot Thora i jak mnie nim dobrze trafi to dostąpię Valhalli.
21-08-2012 11:13 
 Ocena 2 na 2
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Kiedy policjant przywali pałą rozbijającemu szyby kibolowi oraz spokojnemu demonstrantowi, bo akurat naszły go złe emocje, to dla ciebie też jest w zasadzie to samo?
>Jak można porównywać w ogóle przywoływanie dziecka do porządku klapsem do uderzania ciężkim przedmiotem w celu wybicia z głowy jakichś przekonań?
>Myślisz serio, że liliac popierała by ateizację poprzez walenie delikwenta w głowę czaszką dinozaura?

100% racja. Brzostowski się odrobinę zapędził.
I naprawdę wielki szacunek za dowcip z czaszką dinozaura od razu zacząłem sobie wyobrażać siebie w stroju chroniącym przed promieniowaniem i tłuczącego jakiegoś wierzącego prętem uranu ))))
Chronienie przed zagrożeniem tak. Jednak taki prymitywizm, że tłuczemy go czymś to już nie jest chronienie, bo można dużo większą krzywdę zrobić. Akceptacja, że wierzący może nas uderzyć jakąś relikwią/złotym cielcem to jest akceptacja niższego poziomu intelektualnego wierzących i niskiego poziomu inteligencji emocjonalnej, a tak wg mnie nie jest.

Przypominam, że jakieś 20 lat temu wyszło z mody stukanie telewizora w celu naprawy tegoż.
21-08-2012 14:19 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Kiedy policjant przywali pałą rozbijającemu szyby kibolowi oraz spokojnemu demonstrantowi, bo akurat naszły go złe emocje, to dla ciebie też jest w zasadzie to samo?
Moje porównanie dotyczyło przemocy w rodzinie. To jest kontekst tej dyskusji
>Jak można porównywać w ogóle przywoływanie dziecka do porządku klapsem do uderzania ciężkim przedmiotem w celu wybicia z głowy jakichś przekonań?
Można porównać na płaszczyźnie przemocy w rodzinie. W rodzinie panują specyficzne relacje, takie których nie ma pomiędzy innymi (nieznającymi) się osobami.
>Myślisz serio, że liliac popierała by ateizację poprzez walenie delikwenta w głowę czaszką dinozaura?
Myślę, że nie. Ale np ateista - antyklerykał, posiadający przekonanie, że ateistą jest jego syn (no wiesz, tyle lat razem się rozmawiało o głupocie teistów, na spotkania PSR się chodziło, itd...) dowiedział się nagle ze synek wierzący, to mógłby mu przyp... ze złości bogiem urojonym. To już patologia?

Nie potrafię się przebić z argumentami, że incydentalna, tego typu przemoc w rodzinie, nie jest patologią oraz że zalecam Ewie dyplomację, a nie zerwanie kontaktów z rodziną. Tylko tyle w tym wątku chciałem napisać, reszta to dyskusja poboczna wywołana "nadwrażliwością" liliac na krytykę.
22-08-2012 09:41 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Ale np ateista - antyklerykał, posiadający przekonanie, że ateistą jest jego syn (no wiesz, tyle lat razem się rozmawiało o głupocie teistów, na spotkania PSR się chodziło, itd...) dowiedział się nagle ze synek wierzący, to mógłby mu przyp... ze złości bogiem urojonym.
A to już było wcześniej Cieszę się, że mój obrazek (z zamianą matki na ojca i córki na syna) tak przypadł do gustu
21-08-2012 16:39 
 Ocena 4 na 4
Artur@R (7115 punktów)
Wybacz, że i ja dorzucą trochę dziegciu.
Nie odbieraj tego "ad personam"(bo nie dotyczą maritum, ale w sprawie meritum liliac, jak i MarcinK "wyjmują mi z ust" to co chciałbym rzec) lecz w świetle tego "samozachwytu".
>... (pamiętając, że sam stosunkowo niedawno byłem świętszy od papieża) <
Akurat w tym wątku (a i w paru innych) jest to odczuwalne, gdyż Twoje wypowiedzi przypominają ...kazania.(IMO)

>A ja szanuję go - chociażby za to, że rzadko stosuje łatwe sztuczki erystyczne..<
"rzadko"i "łatwe" to subiektywne Twoje odczucie - moje jest odmienne, a samo ich stosowanie szacunku wzbudzać nie powinno.

>... i ma odwagę płynąć pod prąd...<
Rydzyk, Giertych (senior) itp, typy - też "płyną pod prąd" zarówno rzeczywistości, rozumowi jak i etyce -też mamy ich szanować?

>Tacy koledzy są potrzebni, byśmy nie popadli w łatwy samozachwyt i nie zamienili Forum w kółko wzajemnej adoracji.<
(instrumentale i z wyższością potraktowanie osoby, która się szanuje - nieprawdaż?)
Tą kwestię wyjaśnił Marcin.
Ale jest tu parę osób, które bardziej (ze wzgledu na zakres wiedzy, inteligencję, merytoryczność i jasność wypowiedzi) predestynują do roli "wstrząsaczy" czy "wyrzutów intelektualnego sumienia" dla Forumowiczów np. big zyd czy pan Andrzej Bogusławski rzecz jasna Moderatorki (z definicji jak i w/w przymiotów) w osobie liliac czy też Meretseger niż Brzostowski


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-08-2012 16:59 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)

>Ale jest tu parę osób, które bardziej (ze wzgledu na zakres wiedzy, inteligencję, merytoryczność i jasność wypowiedzi) predestynują do roli "wstrząsaczy" czy "wyrzutów intelektualnego sumienia" dla Forumowiczów np. big zyd czy pan Andrzej Bogusławski rzecz jasna Moderatorki (z definicji jak i w/w przymiotów) w osobie liliac czy też Meretseger niż Brzostowski

Ja tam się przyzwyczaiłem, do stałego, mniej lub bardziej zawoalowanego obrażania mnie przez niektórych forumowiczów. Mimo to, nawet tych co mnie obrażają, cenię za wiedzę, odpowiedzi i logiczne dyskusje. Panie moderatorki uważam, że zasługują jak najbardziej na szacunek, podobnie Pan Bogusławski, big_zyd pewnie też, ale ostatnio za często nazywa mnie kretynem i za dużo ... sadzi, także na razie dobrego słowa nie mogę napisać.

A tak poza tym, kocham Was.
21-08-2012 17:42 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>A tak poza tym, kocham Was. <
Oby tylko nie jak szyszkownik Kilkujadek z 'Kingsajzu".
A zamiast "ślepo kochać" - rozsądniej by było przytaczane argumenty, dane i literaturę czytać i przyswajać - pożytek z tego o wiele większy, a i miłość (rozumienie) prawdziwsza!


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-08-2012 17:53 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>A tak poza tym, kocham Was. <
>Oby tylko nie jak szyszkownik Kilkujadek z 'Kingsajzu".
>A zamiast "ślepo kochać" - rozsądniej by było przytaczane argumenty, dane i literaturę czytać i przyswajać - pożytek z tego o wiele większy, a i miłość (rozumienie) prawdziwsza!
To jesteś cały Ty. Dlaczego zamiast? Czy kochanie nie pozostawia czasu na czytanie? Zawsze kolego staram się być rzeczowy i przytaczać argumenty.
21-08-2012 18:03 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>To jesteś cały Ty.<
Ojtam , ojtam... moich stóp nie widziałeś - na pewno!
>Dlaczego zamiast?<
Zamiast "ślepo"!!!!
>Czy kochanie nie pozostawia czasu na czytanie?<
Widzisz, tu jest ta różnica - ja, czytając uważam, że kocham...siebie, bliskich i największą ilość istot, które mogę ...rozumieć!

>Zawsze kolego staram się być rzeczowy i przytaczać argumenty.<
Tej deklaracji zaprzeczyć nie mogę - różnimy się co do intensywności czynności opisanej czasownikiem "staram się" .


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Brzostowski (7067 punktów)
>>To jesteś cały Ty.<
>Ojtam , ojtam... moich stóp nie widziałeś - na pewno!
No nie, ale chodziło mi raczej o ten drugi koniec Twojej całości. Widzisz, jaką wagę przywiązuję do rozumu? Napisałem cały Ty, a myślałem tylko o tym co w głowie!
>>Dlaczego zamiast?<
>Zamiast "ślepo"!!!!
Każda miłość trochę wyłącza rozum.
>>Czy kochanie nie pozostawia czasu na czytanie?<
>Widzisz, tu jest ta różnica - ja, czytając uważam, że kocham...siebie, bliskich i największą ilość istot, które mogę ...rozumieć!
A ja "kocham" jakby cały ten portal, rozumiesz? A sama miłość do świata, nie wymaga u mnie jego znajomości. Czasami się po prostu, ot tak zachwycę, elektronem i już!
>>Zawsze kolego staram się być rzeczowy i przytaczać argumenty.<
>Tej deklaracji zaprzeczyć nie mogę - różnimy się co do intensywności czynności opisanej czasownikiem "staram się" .

O, nie raz jeszcze się przekonamy kto się bardziej stara.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>... (pamiętając, że sam stosunkowo niedawno byłem świętszy od papieża) <
>Akurat w tym wątku (a i w paru innych) jest to odczuwalne, gdyż Twoje wypowiedzi przypominają ...kazania.(IMO)

Toć przecież sam się przyznaję
Staram się jednak - odmiennie niż głoszący kazania - jak najwięcej słuchać i rozumieć z cudzych wypowiedzi, jak również przyjmować krytykę. Czasem może wypowiadam się nazbyt dobitnie... się będzie pracować nad sobą!

> też mamy ich szanować?

Zauważ, że mimo, iż Brzostowski próbuje sprecyzować i wytłumaczyć o co mu naprawdę chodziło, to wszyscy i tak czepiają się kilku niezbyt szczęśliwych sformułowań z poprzednich wypowiedzi (które zostały skorygowane w następnych, ale oponenci to olewają). Czyli, mówiąc literacko, "przyprawiono mu gębę" i wszyscy po nim jeżdżą.

>Ale jest tu parę osób, które bardziej (ze wzgledu na zakres wiedzy, inteligencję, merytoryczność i jasność wypowiedzi) predestynują do roli "wstrząsaczy" czy "wyrzutów intelektualnego sumienia" dla Forumowiczów np. big zyd czy pan Andrzej Bogusławski rzecz jasna Moderatorki (z definicji jak i w/w przymiotów) w osobie liliac czy też Meretseger niż Brzostowski

A co ja mówiłem o "kółku wzajemnej adoracji"? Zgadzam się z Twoją listą autorytetów, ale nie zgadzam się, by jakość wypowiedzi oceniać najpierw sprawdzając imię autora!


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 17:34 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>A co ja mówiłem o "kółku wzajemnej adoracji"? Zgadzam się z Twoją listą autorytetów, ale nie zgadzam się, by jakość wypowiedzi oceniać najpierw sprawdzając imię autora!<
Dlaczego koniecznie chcesz manipulować moją wypowiedzią!
Ani słowa nie napisałem o "autorytetach"
Napisałem po polsku i niezbyt skomplikowanym językiem, że są inne osoby na forum, bardziej "nadające się" (ze względu na swoje przymioty lub/i funkcję) na "poruszaczy i wstrząsaczy intelektu" niż Brzostowski.
Czy tylko dlatego, że zazwyczaj mądrze i jasno piszą przedstwiając swoje opinie(wzbogacając i inspirując mnie) - a Brzostoskiemu to się tylko przydarza - mam nie wspominać ich nicków?

Czyżby "cień katolickiej moralności"??
Może dlatego nie dostrzegasz "erystycznych sztuczek" Brzostowskiego -BO SAM MANIPULUJESZ?

PS.
Na złosliwość, szczerze ...zapracowałeś.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Dlaczego koniecznie chcesz manipulować moją wypowiedzią!
>Ani słowa nie napisałem o "autorytetach"
>Napisałem po polsku i niezbyt skomplikowanym językiem, że są inne osoby na forum, bardziej "nadające się" (ze względu na swoje przymioty lub/i funkcję) na "poruszaczy i wstrząsaczy intelektu" niż Brzostowski.

I wymieniłeś konkretne osoby, które w ten sposób zostały przedstawione jako autorytety. "Autorytet" to słowo mające bardzo pozytywne znaczenie, nie ma się co oburzać.
A ja rozumiem zdania napisane nawet trudnym językiem.
Manipulacja absolutnie nie była moim zamiarem, jeśli tak wyszło, to niechcący.

>Czyżby "cień katolickiej moralności"??

Ostatnio było kilka artykułów o katolickich obciążeniach w racjonalistycznych umysłach, które rzucają cień na umysły nas wszystkich wychowanych w tym kręgu kulturowym.

>Może dlatego nie dostrzegasz "erystycznych sztuczek" Brzostowskiego -BO SAM MANIPULUJESZ?

Napisałem bodajże, że rzadko je stosuje, a nie, że nigdy nie stosuje. Bo takie sztuczki stosują prawdopodobnie wszyscy na tym forum, to jest normalne ludzkie zachowanie.

Zauważyłem za to, że chęć linczu u dyskutantów wywołuje, jeś ktoś posługuje się w dyskusji zimną logiką i kwestionuje "powszechnie uznane prawdy". Zaraz się wówczas dowiaduje, że jest kretynem niewartym szacunku i rozmowy (a już napewno staje się kimś "obcym", kto powinien natychmiast przenieść się na jakiekolwiek inne Forum).


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 19:21 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Zauważyłem za to, że chęć linczu u dyskutantów wywołuje, jeś ktoś posługuje się w dyskusji zimną logiką i kwestionuje "powszechnie uznane prawdy". Zaraz się wówczas dowiaduje, że jest kretynem niewartym szacunku i rozmowy (a już napewno staje się kimś "obcym", kto powinien natychmiast przenieść się na jakiekolwiek inne Forum).
Właśnie. A ja cenię sobie i nawet kocham to forum, i wracam tutaj, a jestem stale obrażany, pozbawiany szacunku, staje się "pariasem", i za co? Za poglądy, które staram się zgodnie z regulaminem i rzeczowo prezentować! A w dodatku jestem szufladkowany i cały czas muszę udowadniać kim jestem albo nie jestem, bo komentuje się moje wpisy lub przyznaje minusy tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś wsadził sobie mnie w szufladę, bez odnoszenia się do wypowiedzi. A jeden użytkownik, to groził mi nawet i namawiał do samookaleczania ("walnij się w łeb", czy coś podobnego).

Podkreślę, że sytuacje te zdarzają się często, a ostatnio dostrzegam oznaki eskalacji problemu.
Czy to już jest patologia? I kto potrzebuje pomocy: ja czy "rodzina"?
21-08-2012 19:37 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
"Autorytet" to słowo mające bardzo pozytywne znaczenie, nie ma się co oburzać.<
Nie oburzam się na słowo "autorytet" tylko na Twoją manipulację - bez względu czy TY to widzisz pozytywnie czy nie.
>A ja rozumiem zdania napisane nawet trudnym językiem.<
Zaczynam szczerze wątpić, co zaświadcza w/w zdanie i poniższe też:

>Manipulacja absolutnie nie była moim zamiarem, jeśli tak wyszło, to niechcący.<
No to rozumiesz zdanie po polsku, prostym językiem napisane czy tak Ci tylko "wychodzi" albo się ulewa bez zastanowienia... "niechcący"!!??
Proszę, nie nadużywaj w dyskusji "zimnej logiki" i nie kwestionuj "powszechnie uznanych prawd"
- jak widać nie "wychodzi" Ci (ani Brzostowskiemu) to za dobrze.

BTW
Odnoszę, subiektywne wrażenie, iż Twoje wypowiedzi są "obłe", "śliskie", "ugniecione jak kluski śląskie" i w "mentorskim tonie"...poprawy nie widać
EOT


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>- jak widać nie "wychodzi" Ci (ani Brzostowskiemu) to za dobrze.

To Twoja ocena, masz do niej prawo. Tak ostrą ocenę powinienneś jednak poprzeć solidniejszymi argumentami, bo ja widzę tylko Twoje urażone emocje.

>Odnoszę, subiektywne wrażenie, iż Twoje wypowiedzi są "obłe", "śliskie", "ugniecione jak kluski śląskie" i w "mentorskim tonie"...poprawy nie widać

Zdecyduj się, albo mentorskie, albo nijakie i śliskie, bo to się raczej wyklucza. I znowu, zamiast argumentów w dyskusji masz tylko subiektywną ocenę śliskości. Tak zastosowałeś właśnie prosty chwyt erystyczny - pewnie nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy?
Cóż, właśnie napisałem coś w tonie mentorskim

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 21:19 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
Post Scriptum do EOT:
>Tak ostrą ocenę powinienneś jednak poprzeć solidniejszymi argumentami<
To teraz łopatą:
Skoro nie miałeś zamiaru manipulować, to pisząc: "jeśli tak wyszło" (bez Twojej intelektualnej kontroli!) i "niechcący" (bezrefleksyjnie!) to oznacza, że:
a) nie zrozumiałeś wypowiedzi adwersarza,
lub/i
b) nie "myślałeś solidnie" przy pisaniu odpowiedzi, bo tak już masz.
To logika- zwyczajna, nie ta "zimna" a'la Brzostowski.
W tym kontekście, deklaracja:"A ja rozumiem zdania napisane nawet trudnym językiem". to tylko przechwałka.

> bo ja widzę tylko Twoje urażone emocje.<
Kolejna Twoja imaginacja.

>Zdecyduj się, albo mentorskie, albo nijakie i śliskie, bo to się raczej wyklucza.<
Nie, nie wyklucza się:
SJP:
mentor:
1. «doświadczony, mądry doradca, nauczyciel i wychowawca»
2. «ktoś, kto stale poucza innych»
3. «roślina o utrwalonych cechach, na której zaszczepia się młody pęd, aby nabrał tych cech»

>I znowu, zamiast argumentów w dyskusji masz tylko subiektywną ocenę śliskości.<
1.Czyżby? Patrz wyżej.
2.BTW (By The Way) - znaczy "przy okazji", można rozumieć także jako " na marginesie" itp.
W ten sposób tylko powtórzyłem swoją "diagnoze" z pierwszej wypowiedzi, którą potwierdziłeś:
"Toć przecież sam się przyznaję.";
i nawiązałem do Twojej obietnicy: "Czasem może wypowiadam się nazbyt dobitnie... się będzie pracować nad sobą!"
Jakich argumentów Ci tu brakuje i do czego?!!!

...i dlatego (co powyżej) - Twoje wypowiedzi są "śliskie" i "obłe" - a sąd ten coraz bardziej obiektywny.... w imię Ojca i Syna, i Ducha Śniętego.
AMIN

Bez odbioru.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-08-2012 22:27 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>To teraz łopatą:

Wyluzuj, chłopie. Proponuję zawarcie pokoju, nie udowadniajmy już sobie, który z nas ma większe cojones. Inni wrogowie czekają i się nudzą. OK?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
22-08-2012 02:29 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Wyluzuj, chłopie.<
Posłuchajcie, panisko...
> Proponuję zawarcie pokoju, nie udowadniajmy już sobie, który z nas ma większe cojones. Inni wrogowie czekają i się nudzą. OK?<
...koncyliacja (choć niepotrzebna i niekonieczna, ale) wyrażona w ten sposób nie zasługuje na aprobatę ani szacunek.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
22-08-2012 08:56 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Panowie, proszę o spokój. To nie jest merytoryczna dyskusja, o czym chyba niepotrzebnie przypominam?
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>> Proponuję zawarcie pokoju, nie udowadniajmy już sobie, który z nas ma większe cojones. Inni wrogowie czekają i się nudzą. OK?<
>...koncyliacja (choć niepotrzebna i niekonieczna, ale) wyrażona w ten sposób nie zasługuje na aprobatę ani szacunek.

Kolego, nie proponuję rozejmu ze względu na Ciebie, ale z szacunku dla mojej Babci.
Uczyła mnie ona bowiem:
"WNUSIU, NIGDY NIE WYKŁÓCAJ SIĘ Z GŁUPSZYMI OD CIEBIE".

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
22-08-2012 09:54 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Po raz drugi i ostatni proszę o zakończenie sporu. Możecie sobie pogadać prywatnie, ale tu ani słowa więcej. Proszę.
20-08-2012 21:06 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)
Mogę dać tylko jednego plusa więc mus coś doskrobać.

> Niektórzy podchodzą do swojej rodziny z mniejszym hmmm... pietyzmem? Dla mnie rodzina nie jest żadnym sacrum, a i nie pozwoliłabym się skrzywdzić tylko dlatego, że ktoś "nie umie inaczej". Argument "bo to rodzina" również nie wydaje mi się wystarczający.

Krucyfiksy, ściery, wody święcone, plaskacze w twarz. Ja chyba szczęśliwie na innej planecie żyję. Na szacunek się powinno zasługiwać - geny, jak dla mnie, to dalece za mało. Sam w tym duchu córkę wychowuję - o jej też, uważam, walczyć muszę. Codziennie. Nie żem święty - finerbijk to dobrze ujął.

Czytając pierwsze zdanie już widziałem drugie i kolejne. I, jak zwykle z resztą, znalazłem.

Jesteś przerażająco przewidywalna

Pozdrawiam.
20-08-2012 21:12 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Czytając pierwsze zdanie już widziałem drugie i kolejne. I, jak zwykle z resztą, znalazłem.
>Jesteś przerażająco przewidywalna

Póki z pozytywnym efektem, uznam to za komplement
21-08-2012 02:42 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
>A dostać od żony po ryju, gdy jej się powie po 30 latach małżeństwa, że się zdradziło, to patologia?

Co za kuriozalne porównanie.

Zdradzać żonę to to samo co być szczerym z rodziną?

Wolność sumienia i wyznania to to samo co zdrada małżeńska? Od kiedy?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-08-2012 10:19 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Dostać od matki krucyfiksem po łbie gdy jej się powie po 30 latach, że jest się ateistką, to patologia?
>>A dostać od żony po ryju, gdy jej się powie po 30 latach małżeństwa, że się zdradziło, to patologia?
>Co za kuriozalne porównanie.
>Zdradzać żonę to to samo co być szczerym z rodziną?
>Wolność sumienia i wyznania to to samo co zdrada małżeńska? Od kiedy?
Porównanie dotyczy aktu przemocy, uderzenie w twarz od żony lub krucyfiksem od matki jest aktem przemocy. Rozumiem (tak to pobrzmiewa z Twojej wypowiedzi), że akceptujesz to pierwsze łatwiej niż drugie.
21-08-2012 13:38 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jeżeli wchodzę z drugą osobą w związek małżeński to zobowiązuję się nie tylko moralnie, ale nawet w świetle prawa dbać o jej honor i zachować monogamię (chyba że strony postanowiły inaczej).

Z przyznaniem do ateizmu jest zupełnie inaczej. Rodzice mają prawo wychować dzieci jak chcą, ale dzieci i dorośli mają prawo wolności sumienia i wyznania.

W tym drugim przypadku dziecko się do niczego nie zobowiązuje (w przeciwieństwie do małżonka), więc w żadnym wypadku nie może być winne. To rodzic zdradza dziecko narzucając mu całkowicie swój światopogląd i ograniczając możliwość wyboru drogi życiowej.

To drugie to jest taka sama sytuacja jak honorowe zabójstwo w islamie. Tylko tu nikt nikogo nie podpalił, więc możemy ponarzekać na dziewczynę, że jest siewcą złych emocji bo chce żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i zgodnie z prawem.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-08-2012 13:55 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Jeżeli wchodzę z drugą osobą w związek małżeński to zobowiązuję się nie tylko moralnie, ale nawet w świetle prawa dbać o jej honor i zachować monogamię (chyba że strony postanowiły inaczej).
>Z przyznaniem do ateizmu jest zupełnie inaczej.

Żeby to było takie proste. Biorąc ślub kościelny, gdy jeszcze katolikiem byłem, deklarowałem również wychowanie dzieci w wierze katolickiej. Byłem również świadomy, że gdybym nie był katolikiem, to tak konkretna kobieta nie wzięłaby mnie za męża.

No i teraz, gdy po latach zmieniłem poglądy i przyznałem się do ateizmu, żona uważa to za rodzaj zdrady (zmieniłem coś, co było warunkiem koniecznym zawarcia małżeństwa). Uważa również, że moja deklaracja wychowania dzieci po katolicku jest nadal ważna i nie mogę nawet próbować wychowywać je inaczej. Kto ma rację? Ona - mówiąc "przecież obiecałeś, i przy wielu kościelnych okazjach publicznie deklarowałeś wierność Bogu i jego przykazaniom", czy ja - mówiąc "obietnica trwania w wierze katolickiej i wychowania w niej dzieci była od początku nieważna, bo bóg któremu przysięgałem nigdy nie istniał"?

Czy na pewno z przyznaniem do ateizmu jest więc zupełnie inaczej?


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
21-08-2012 15:55 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Czy na pewno z przyznaniem do ateizmu jest więc zupełnie inaczej?

Naczytałem się już o Twojej sytuacji na forum i szczerze współczuję.

Dziecko i później młoda osoba jest w innej sytuacji.

Na szczęście prawo nie może Cię zmusić do bycia katolikiem. Pewnie papiery (nie wiem czy wtedy kiedy brałeś ślub wypełniało się w parafii te wszystkie papierki co dzisiaj) i przysięga małżeńska mogłyby być przeciwko Tobie gdybyś chciał wywalczyć w sądzie, żeby dzieci nie chodziły na religię. Ale rozumiem, że to już masz za sobą, więc wszystko sprowadza się do problemu etycznego, że przecież przysięgałeś, a wychodzi na to że to krzywoprzysięstwo.

Z drugiej strony masz chyba prawo czuć się oszukany przez kościół za te wszystkie bajeczki, którymi Cię karmił i za to co kościół robi. Tu prawo jest po Twojej stronie. Ja też osobiście uważam, że jak towar jest niezgodny z opisem to umowa zakupu jest nieważna. Skoro przysięgałeś przed Bogiem to niech on się pofatyguje i Cię oskarży o złamanie zasad. To sprawa między Tobą, małżonką i Stwórcą. Jeśli on Ci nie narzeka to na pewno nie robisz źle


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-08-2012 14:40 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Jeżeli wchodzę z drugą osobą w związek małżeński to zobowiązuję się nie tylko moralnie, ale nawet w świetle prawa dbać o jej honor i zachować monogamię (chyba że strony postanowiły inaczej).
>Z przyznaniem do ateizmu jest zupełnie inaczej. Rodzice mają prawo wychować dzieci jak chcą, ale dzieci i dorośli mają prawo wolności sumienia i wyznania.
>W tym drugim przypadku dziecko się do niczego nie zobowiązuje (w przeciwieństwie do małżonka), więc w żadnym wypadku nie może być winne. To rodzic zdradza dziecko narzucając mu całkowicie swój światopogląd i ograniczając możliwość wyboru drogi życiowej.
>To drugie to jest taka sama sytuacja jak honorowe zabójstwo w islamie. Tylko tu nikt nikogo nie podpalił, więc możemy ponarzekać na dziewczynę, że jest siewcą złych emocji bo chce żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i zgodnie z prawem.
>
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"


O czym Ty piszesz? Ja piszę o tym, że incydentalne akty przemocy w rodzinie nie stanowią o jej patologicznym charakterze i że zdarzają się w wielu rodzinach. Aby to uzasadnić podałem różne przykładu zachowań. A Ty dorabiasz do tego jakąś ideologię walki o prawa człowieka w kontekście religijnym w tle? Czy trzeba to napisać wielkimi literami:

1. UWAŻAM ŻE BICIE CZYMKOLWIEK (KRUCYFIKSEM, ŚCIERKĄ, TALERZEM, RĘKĄ) KOGOKOLWIEK, TEŻ W RODZINIE JEST DLA MNIE OBRZYDLIWE I NIE POPIERAM TEGO.
2. JEŚLI SIĘ TO ZDARZY W RODZINIE NIE UWAŻAM, ŻE JEST TO OD RAZU RODZINA PATOLOGICZNA.
3. DLA OCENY SYTUACJI NIE MA DLA MNIE ZNACZENIA CZY BIJĄCY I OFIARA SĄ TEISTAMI CZY NIE.
4. DLA OCENY SYTUACJI (I PATOLOGII RODZINY) MA ZNACZENIE CZY ZDARZENIA MAJĄ CHARAKTER INCYDENTALNY I EMOCJONALNY (NAGŁY, np: ojciec bije dziecko gdy ten coś przeskrobie) CZY TEŻ SĄ W STAŁYM REPERTUARZE BIJĄCEGO (ojciec bije dziecko bez powodu).

Zgadzasz się ze mną czy nie?
21-08-2012 15:39 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Incydentalne to jest właśnie jak żona zdzieli niewiernego małżonka.

Patologiczne jest jak się bije dziecko. Dzieci się nie bije. Jak się ma problem z kontrolowaniem siebie to jest coś nie tak. Od ilu uderzeń zaczyna się patologia? Jedno nie. Dwa? Czy dopiero regularnie przez rok po trzy razy dziennie?

Czemu patologia jest wtedy jak się jest uzależnionym od alkoholu? A jak religia wypierze mózg to coś innego?

Moim zdaniem to dobre słowo w tym kontekście.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-08-2012 15:52 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Incydentalne to jest właśnie jak żona zdzieli niewiernego małżonka.
>Patologiczne jest jak się bije dziecko. Dzieci się nie bije. Jak się ma problem z kontrolowaniem siebie to jest coś nie tak. Od ilu uderzeń zaczyna się patologia? Jedno nie. Dwa? Czy dopiero regularnie przez rok po trzy razy dziennie?
A Ty uważasz, że od ilu uderzeń zaczyna się patologia? Od jednego? W takim wypadku sporo tutaj nas z patologicznych rodzin, co?
Od ilu uderzeń? Nie wiem kolego, ale wystarczy w ocenie zachować zdrowy rozsądek, a każdy przypadek jest indywidualny. Ale na pewno nie w każdym przypadku patologia występuje od pierwszego uderzenia.
>Czemu patologia jest wtedy jak się jest uzależnionym od alkoholu? A jak religia wypierze mózg to coś innego?
Czyli chodzi o to, że rodzina jest patologiczna bo katolicka? No to teraz rozumiem! A ja głupi myślałem, że my rozmawiamy normalnie, a tu ideologia antyklerykalna wylazła. Czyli mamy w Polsce większość rodzin patologicznych? (ok. połowy uczęszcza regularnie na msze święte). Lepiej, wg tej logiki większość Was wychowała się lub wychowuje w rodzinach patologicznych.
>Moim zdaniem to dobre słowo w tym kontekście.
Na pewno...
21-08-2012 16:09 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Nie katolicka. Uważam że nie tylko alkohol może prowadzić do patologii. Moją koleżankę ojciec uderzył bo uważała, że jego grupa religijna to sekta i nie chciała uczęszczać z nimi na spotkania, a wierząca była. Tyle dobrego że dorosła i się wyprowadziła. Ale to też według mnie patologiczna relacja.

Wiele nieprawidłowości w relacjach może mieć takie lub inne podłoże. Zapracowanie rodziców też może prowadzić do patologii, nawet jeśli nikt nikogo nie bije.

Czy patologiczna może być tylko rodzina, w której relacje rodzinne są zaburzone tylko przez alkohol czy inne używki? Rozumiem że dlatego, iż rodzice traktują dziewczynę jak czarną owcę jest w porządku. Bo przecież to oni rozmawiają z Bogiem, a nie Bóg z nimi. Gdyby słyszeli jakieś szepty z niebios to by byli psychiczni i trzeba by im było współczuć. Ale dlatego że są religijni to patologii tu nie ma. Wszystko jest okej?

Moim zdaniem mają poważnie zaburzoną relację rodzinną przez dewocję.

Ale skoro dewocja to nie alkohol to nie nazywajmy tego patologią, skoro to taki atak na religię

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-08-2012 16:31 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>Nie katolicka. Uważam że nie tylko alkohol może prowadzić do patologii.
Zgadzam się.
>Wiele nieprawidłowości w relacjach może mieć takie lub inne podłoże. Zapracowanie rodziców też może prowadzić do patologii, nawet jeśli nikt nikogo nie bije.
Zgadzam się.
>Czy patologiczna może być tylko rodzina, w której relacje rodzinne są zaburzone tylko przez alkohol czy inne używki?
Nie.
>Rozumiem że dlatego, iż rodzice traktują dziewczynę jak czarną owcę jest w porządku. Bo przecież to oni rozmawiają z Bogiem, a nie Bóg z nimi. Gdyby słyszeli jakieś szepty z niebios to by byli psychiczni i trzeba by im było współczuć. Ale dlatego że są religijni to patologii tu nie ma. Wszystko jest okej?
Nie o to chodzi. Religia wg mnie nie ma nic wspólnego z oceną danej rodziny, czy jest patologiczna czy też nie. Liczą się relacje rodziny z członkiem rodziny. To że rodzina jest religijna nie ma generalnie wpływu na to czy występuje patologia. Są rodziny patologiczne - ateistyczne i patologiczne - głęboko religijne. Ja w ogóle nie dokonuje takiego rozróżnienia.
>Moim zdaniem mają poważnie zaburzoną relację rodzinną przez dewocję.
Można wywnioskować z opisu autorski wątku, że relacja jest istotnie zaburzona ze względu na religijność rodziny i ateizm Ewy. Z pewnością nikt nie powinien traktować Ewy w taki sposób, to oczywiste. Ale wg mnie to wszystko za mało aby określić rodzinę jako patologiczną.

>Ale skoro dewocja to nie alkohol to nie nazywajmy tego patologią, skoro to taki atak na religię
Dewocja może być patologią, to żaden atak na religię, po prostu każde zaburzenie od wariata do pasjonata, może prowadzić do patologii.
20-08-2012 17:21 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52272 punktów)
.
>>>>Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale o jakiejś patologicznej rodzinie
>Rozumiem, że dla "mądrali" Brzostowskiego zastosowanie przemocy fizycznej wobec członka rodziny, który przejawia inne poglądy, w pojęciu "patologia" się nie mieści? No tak. Zapewne dobre to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne
Każda wiara (zupełnie niezależnie od jej przedmiotu - może to być tylko wiara w słuszność własnych poglądów) nas ogranicza intelektualnie, a także moralnie. Ze strony wierzących dostaniemy przeróżne propozycje albo powrotu, albo choć zmiękczenia swojego krytycyzmu. Można na naszym forum zauważyć np nawoływania do szacunku dla wierzących i kulturalnej dysputy z nimi, ale nie wskazują oni ani jednego fideistycznego fora, na którym taka dysputa by się toczyła.

Każdy człowiek ma prawo do własnych poglądów i prawo do ich głoszenia, tak jak nikt nie ma prawa do narzucania swoich poglądów innym i prawa zakazywania komukolwiek głoszenia poglądów sprzecznych z własną doktryną.
Miałem w swoim życiu sporo kłopotów ze swoimi ateistycznymi poglądami, ale zawsze się do nich przyznawałem i nigdy się ich nie wypierałem. Przyzwoite, uczciwe wobec siebie i innych, zachowanie w dłuższej perspektywie zawsze budzi szacunek, nawet u wrogów, a rodzina bardzo rzadko bywa wrogiem.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-08-2012 18:08 
 0 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>>>>Nie bierz do głowy głupot, które Ci tutaj wypisują mądrale o jakiejś patologicznej rodzinie
>>Rozumiem, że dla "mądrali" Brzostowskiego zastosowanie przemocy fizycznej wobec członka rodziny, który przejawia inne poglądy, w pojęciu "patologia" się nie mieści? No tak. Zapewne dobre to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne
>Każda wiara (zupełnie niezależnie od jej przedmiotu - może to być tylko wiara w słuszność własnych poglądów) nas ogranicza intelektualnie, a także moralnie. Ze strony wierzących dostaniemy przeróżne propozycje albo powrotu, albo choć zmiękczenia swojego krytycyzmu. Można na naszym forum zauważyć np nawoływania do szacunku dla wierzących i kulturalnej dysputy z nimi, ale nie wskazują oni ani jednego fideistycznego fora, na którym taka dysputa by się toczyła.
Coraz trudniej tutaj rozmawiać. Panie Bogusławski, co Pan tutaj wyskakuje do mnie z wiarą? O co Panu chodzi? Jakie zmiękczanie krytycyzmu, jaka propozycja powrotu? Czy czytał Pan jakie ja dałem rady Ewie? Co one mają wspólnego z "powrotem", albo zmiękczaniem krytyki? Niech Pan je przeczyta, zanim zacznie Pan wypisywać takie rzeczy.

Mnie nie interesują fora fideistyczne, ale szczerze napiszę, że ma Pan w sobie nutkę rewanżyzmu, jak oni nas opluwają to i my ich opluwajmy! Świetnie!

>Każdy człowiek ma prawo do własnych poglądów i prawo do ich głoszenia, tak jak nikt nie ma prawa do narzucania swoich poglądów innym i prawa zakazywania komukolwiek głoszenia poglądów sprzecznych z własną doktryną.
>Miałem w swoim życiu sporo kłopotów ze swoimi ateistycznymi poglądami, ale zawsze się do nich przyznawałem i nigdy się ich nie wypierałem. Przyzwoite, uczciwe wobec siebie i innych, zachowanie w dłuższej perspektywie zawsze budzi szacunek, nawet u wrogów, a rodzina bardzo rzadko bywa wrogiem.

Pięknie Pan to napisał, zgadzam się z Panem, ale myślę, że odrobina hipokryzji nie zaszkodzi nikomu, prawda?
20-08-2012 18:33 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52272 punktów)
.
>Coraz trudniej tutaj rozmawiać.
Może czas się zreflektować abo poszukać sobie bardziej optymalnego forum.

>Panie Bogusławski, co Pan tutaj wyskakuje do mnie z wiarą?
Do Pana? Z jakąś wiarą? A gdzie? Tu? Nie zauważyłem?

>O co Panu chodzi?
Już dawno Pan tego nie rozumie, a więc proponuję dać już sobie spokój nawet z próbami.

Miłego dnia.

@@@
.
21-08-2012 16:08 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>.
>>Coraz trudniej tutaj rozmawiać.
>Może czas się zreflektować abo poszukać sobie bardziej optymalnego forum.
Pana też zachęcam do poszukiwań ludzi, dla których pańskie poglądy są poprawne logicznie. Niewykluczam, że gdzieś tacy są.

"Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu",

ale wie, że nadrzeczywistości nie ma na pewno, albo że jednak może jest, tego też jeszcze nie wie, ale wie że jej nie ma!

>>Panie Bogusławski, co Pan tutaj wyskakuje do mnie z wiarą?
>Do Pana? Z jakąś wiarą? A gdzie? Tu? Nie zauważyłem?
Znamy się już trochę, co?
>>O co Panu chodzi?
>Już dawno Pan tego nie rozumie, a więc proponuję dać już sobie spokój nawet z próbami.
Bo trudno pojąć kogoś, kto deklaruje postawę racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i pisze o tym, że może istnieć nadrzeczywistość, o której nic nie wie, ale wie czego tam w niej nie ma.
18-08-2012 15:14 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Wiem, wiem, zaraz oberwie mi się od wszystkich: hipokryta... bez zasad... tfu ... tfu...
>A ja boję się ludzi z zasadami, a drobne hipokryzje uważam za przejaw racjonalnego zachowania.

Też uważam, że Twoja propozycja to hipokryzja itd.

Ale plus i moje poparcie Ci się należy za to, że zdajesz sobie sprawę, że to hipokryzja i że ta rada wbrew pozorom jest być bardzo skuteczna (i bardzo ludzka...). Można ją uznać za próbę obopólnych ustępstw (ja nie będę się afiszował z ateizmem, oni nie będą musieli walczyć w obronie najświętszej wiary itd.).

Propozycja jest więc jak najbardziej racjonalna... I masz rację co do "ludzi z zasadami". Przecież reakcja rodziny Ewy wynika właśnie z kurczowego trzymania się zasad katolickich i przedkładania ich wyżej niż miłość i szacunek w rodzinie. Może wynikać ze strachu (oto zetknęli się ze złem w czystej postaci, przed którym Kościół ostrzega) - a ze strachu ludzie robią różne głupie rzeczy.

Ja z teściem (radiomaryjnym do bólu) w kwestiach religijnych nigdy się nie dogadam, rozmowa musi się skończyć kłótnią lub co gorsza moją "wygraną". Dlaczego "co gorsza"? Bo teść ma skończone 6 klas, a ja wyższe studia - więc jeśli ja go "przegadam na argumenty" to wrażenie pozostaje takie jakbym wygrał mecz bokserski z dzieckiem przez nokaut...

Może więc i trzeba czasem zmilczeć, a czasem pójść na pozorne ustępstwo (wystarczy mówić to samo co zwykle, ale innymi słowami, mniej bolesnymi), które pozwoli obu stronom zachować do siebie trochę szacunku.

Bo rzeczywiście, bezradność powoduje agresję. Ja bywałem agresywny z powodu bezradności wobec ich "katolickiego uporu". Oni bywali agresywni z bezradności wobec mojej "ateistycznej agresji i zdrady".

Zobaczmy w drugiej osobie takiego samego człowieka jak my - dzielą nas tylko poglądy, a to przecież tak niewiele (słowa chyba "dobrego papieża Jana XXIII").


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
18-08-2012 15:31 
 Ocena 12 na 12
Ewa Moczulska (106 punktów)

>A po co Ty to zrobiłaś? I w jaki sposób?
Wybacz, że posłużę się terminologią z RPG, ale przechodzę grę zwaną życiem postacią praworządną dobrą, toteż:
1. Kocham swoich rodziców - nie okłamuję osób, które kocham.
2. Nie zgadzam się z poglądami Kościoła Katolickiego i nie chcę wiązać z nim swojej przyszłości, ani przyszłości moich dzieci (których nie mam, ale mieć mogę). Ponieważ jestem właśnie na takim etapie życiowym, że planuję na stałe związać się z mężczyzną, chciałam, aby dla mojej rodziny było jasne, że resztę swego życia przeżyję na swój sposób. Lepiej, aby wiedzieli wcześniej, niż potem mieliby się dopytywać, czemu wnuczek jeszcze nie ochrzczony, a my żyjemy na kocią łapę.
3. Nie czułam się komfortowo, kiedy przyjeżdżałam na wakacje i musiałam odstawiać niedzielną farsę w kościele powtarzając: "Wierzę w jednego Boga...", bo jak już powiedziałam, nie lubię kłamać. Szanuję wszystkich ludzi, wierzących i niewierzących, a hipokryzję i moralny relatywizm uważam za najgorsze gówno, w jakie można wdepnąć.
4. Kazałam moim rodzicom usiąść, mówiąc, że mam coś ważnego do zakomunikowania i powiedziałam wprost, że od dawno jestem osobą niewierzącą i nie będę już z nimi chodzić do kościoła, ani się modlić.
19-08-2012 00:18 
 Ocena 2 na 2
Brzostowski (7067 punktów)
>>A po co Ty to zrobiłaś? I w jaki sposób?
>Wybacz, że posłużę się terminologią z RPG, ale przechodzę grę zwaną życiem postacią praworządną dobrą, toteż:

Wg mnie popełniłaś błąd, trzeba było przygotować rodziców, a wychodzi na to, że chodziłaś grzecznie do kościółka, modliłaś się i nagle pewnego dnia oznajmiłaś że jesteś ateistką! To był błąd.

>1. Kocham swoich rodziców - nie okłamuję osób, które kocham.
Piękne słowa, a tyle lat chodziłaś do kościółka i co? Rozumiem, postanowiłaś już z tym skończyć! Dobrze, ale nie opowiadaj takich wielkich słów, drobne kłamstwa lub przemilczenia są bez znaczenia dla miłości. A miłość to także zrozumienie, kompromis...
>2. Nie zgadzam się z poglądami Kościoła Katolickiego i nie chcę wiązać z nim swojej przyszłości, ani przyszłości moich dzieci (których nie mam, ale mieć mogę). Ponieważ jestem właśnie na takim etapie życiowym, że planuję na stałe związać się z mężczyzną, chciałam, aby dla mojej rodziny było jasne, że resztę swego życia przeżyję na swój sposób. Lepiej, aby wiedzieli wcześniej, niż potem mieliby się dopytywać, czemu wnuczek jeszcze nie ochrzczony, a my żyjemy na kocią łapę.
To dobrze, tylko czemu nie zrobiłaś tego powoli?
>3. Nie czułam się komfortowo, kiedy przyjeżdżałam na wakacje i musiałam odstawiać niedzielną farsę w kościele powtarzając: "Wierzę w jednego Boga...", bo jak już powiedziałam, nie lubię kłamać. Szanuję wszystkich ludzi, wierzących i niewierzących, a hipokryzję i moralny relatywizm uważam za najgorsze gówno, w jakie można wdepnąć.
Nie pisz takich wielkich słów o hipokryzji. Wszsycy jesteśmy hipokrytami, mniej lub bardziej. Ty byłaś przecież tyle lat. Ale Ty masz wybór: szarpać się z rodzicami przez następne lata albo używać dyplomacji.
>4. Kazałam moim rodzicom usiąść, mówiąc, że mam coś ważnego do zakomunikowania i powiedziałam wprost, że od dawno jestem osobą niewierzącą i nie będę już z nimi chodzić do kościoła, ani się modlić.
No to masz co chciałaś. Trzeba było to rozegrać w czasie.

Ja Ci radzę: używaj dyplomacji.
18-08-2012 17:01 
 Ocena 8 na 8
Marek Okrągły (2283 punktów)
>A po co Ty to zrobiłaś? I w jaki sposób?
Uważam, że pogłębiasz problem i napadasz na dziewczynę dorzucając jej problem odrzucenia od ludzi teoretycznie mających analogiczne/podobne przekonania.
Nie zgadzam się z Tobą na wiele sposobów (musielibyśmy to godzinami przedyskutować). Najważniejsze to to
- stajesz się niewolnikiem we własnej głowie
- namawiasz innych do kopiowania Twojej postawy.
Rodzina Ewy jak "poczuje krew" to myślisz, że odpuści. Myślisz, że skąd w mojej opowieści wziął się chrzest i "Dziecku się nie odmawia"??!! Już byłem potulnym baranem (ojcem chrzestnym) reagującym na odpowiednie bodźce.

>Dla wierzących rodziców, taka informacja, to jak zdrada. ... A przynajmniej przygotowałaś rodziców na to?
Rodzice i ogólnie przyjaciele wraz ze znajomymi powinni mieć dla siebie jakiś kredyt zaufania. Ewa nie zabiła nikogo lecz oznajmiła, że nie widzi/doświadcza/postrzega istnienia bogów. Ja nie znam ateistów wyskakujących z szafy. Po każdym widać symptomy: zaczynają się nie zgadzać na pewne ewidentne głupoty lub nadużycia i mimo presji w naszym wyznaniowym państwie zaczynają powoli uświadamiać kim są i powoli dają do zrozumienia, że nie są takimi samymi ludźmi.
Rodziny nie oceniam patologicznie. Zachowania oceniam jako patologiczne. W Polsce jednak wszystkie patologiczne działania poprzedzone formą rzeczownikową lub przymiotnikową słowa katolik praktycznie znikają z radaru patologii.

>Skup się na swoich potrzebach, co dla Ciebie jest ważne?
W 100% się zgadzam.

>Moja rada jest taka:
>1. Jak będziesz następnym razem u rodziny, powiedz im, że tak faktycznie, to Ty nie wiesz, jak z tym bogiem jest.....
>2. Spróbuj odbudować relacje z osobami, na których najbardziej Ci zależy. Znasz ich, wiesz co trzeba zrobić, co powiedzieć.... W relacji z matką, ojcem, to chyba nic wielkiego.
"Poczują krew", choć teoretycznie na moment dadzą Ewie spokój. Nie powinna tego zrobić. Mam nadzieję, że jeśli Ewa to zrobi to wykaże jak bardzo ja się mylę.

>3. Jednocześnie bądź stanowcza jeśli chodzi o pomysły "nawracania" Ciebie: wspólne msze, różańce czy inne takie tam, nie ukrywaj swoich poglądów, ale też nie demonstruj. Ale nie unikaj uroczystości, jak Cię zaproszą na komunię bratanka, ślub siostry, nie odmawiaj, przyjdź dla rodziny.
>4. A swoje wiesz...
I pewnego dnia stanie nad słodkim niemowlakiem i poproszą ją o bycie matkę chrzestną. Odpowiedź "Nie" i będzie konsternacja. Wszyscy popatrzą się jakby je zabiła. Powie, że jest ateistą czy oni rozumieją, że to nie ma sensu. Popatrzą się jakby nie rozumieli. Kolejne nie i system wody drążącej skałę. Zaczną się namowy "Przecież, możesz być ateistą i być matką chrzestną...", "poza tym sama przecież nie wiesz jak to jest....". Sposobów jest wiele, żeby kogoś pokonać, szczególnie kogoś kto dał dowody podatności na szantaż emocjonalny. A skończy się to poziomem stresu ponad siły. To wszystko przeżyłem, więc wiem o czym mówię.

>Ja znam wielu ateistów, którzy w rodzinach są znani z tego, że nie chodzą do kościoła, są antyklerykałami......I jest spokój.
Ci ludzie tak jakby ewangelizowali. Rozumiem unikają problemów. Sam nie zaczynam dopóki ktoś nie wystartuje w moim kierunku, ewidentne debilizmy komentuję nie móiąc, że jestem ateistą, bo wszyscy o tym wiedzą i słyszeli wcześniej. W mojej opinii ateizm to po prostu odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." nic więcej. Nie jest z tym związany żaden światopogląd. Związana jest z tym wiedza i przetwarzanie informacji. Ja spędziłem 8 miesięcy w Słowacji, wiesz jak wspaniale mieszkać w kraju gdzie nikogo to nie obchodzi czy jesteś atheistą/theistą, możesz im to powiedzieć i nikogo to nie obchodzi. Ludzie nie muszą się ukrywać. To jest system do którego dążę.

>Powiedz, czy warto, z powodu Boga, którego nie ma, stracić relacje z bliskimi? A jak dopadnie Cię myśl, że jednak trochę ich oszukujesz, to wtedy pomyśl o mnie, jakim ja jestem hipokrytą! Przecież moja zmywarka faktycznie istnieje, a bóg nie! Może będzie Ci lżej...
I to jest taki milusi szantaż emocjonalny pt. "Co jesteś w stanie sprzedać dla spokoju?"
A teraz Panie Brzostowski przykład dokładnie taki sam tylko inny ciężar gatunkowy. W prawdziwych krajach wyznaniowych zgodnie z szariackim prawem ateistę się zabija. Tropi się ich w internecie, klubach po prostu wszędzie. Mogą być ateistami w swojej głowie, ale na zewnątrz muszą być muzułmanami.
Kolejny przykład czasy PRL i jego upadek dzięki ludziom, co nie spuszczali głowy.
Apartheid.
Segregacja rasowa.
Seksizm.
Molestowanie w pracy i setki innych

Panie Brzostowski i teraz pytanie czy ateizm w rodzinie i jego ciężar gatunkowy to bardziej:
a) zmywarka
b) ateizm w islamie
c) walka o normalność w PRL
.....

Ewa może zastosować część tych sztuczek jakie poleciłeś. Pytanie jednak jest następujące "Co tłamszenie problemów może uczynić z jej psychiką?".

Powtarzam Ewo. NIE PRZEJMUJ SIĘ. Nie zasługujesz na takie traktowanie i to musisz usłyszeć sama od siebie w swojej głowie, nie ode mnie czy kogokolwiek na tym forum. Nic nie zrobiłaś źle chcąc się podzielić częścią siebie z bliskimi.

Jeśli nie dasz rady sama polecam również jakąś formę terapii z kimś mądrym. Od razu zaznacz, że nie chodzi o religię tylko o brak akceptacji dla Twoich przekonań/poglądów przez Twoją rodzinę/bliskich oraz agresję słowną i fizyczną wymierzoną w Twoje poglądy. Przy jakichkolwiek bzdurach ewangelizacyjnych od specjalisty spytaj się czy chce o tym porozmawiać z Tobą i Rzecznikiem praw Pacjenta nad Konstytucją i po prostu zmieniaj specjalistę.

Pierwszy najważniejszy krok zrobiłaś sama i za to mam do Ciebie wielki szacunek. Nie tłamsiłaś w sobie tego problemu tylko go wypowiedziałaś i zwróciłaś się o pomoc.

Poprosiłaś również o opowiedzenia podobnych historii, a to bardzo pomaga.

Trzymaj się ja w Ciebie wierzę, podobnie jak przypuszczam inni na tym forum.
19-08-2012 00:49 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>A po co Ty to zrobiłaś? I w jaki sposób?
>Uważam, że pogłębiasz problem i napadasz na dziewczynę...
Chciała rad, to napisałem, to co uważam za sensowne. Wiadomo, że ona sama zdecyduje co robić, ja wyrażam swoją opinię.
>Nie zgadzam się z Tobą na wiele sposobów...
Ja jej radzę, bo tego chciała. Nie wiesz, czy rodzina Ewy poczuje krew czy nie. Ja, Ty, inni dajemy jej tutaj różne porady, a ona znając swoich rodziców powinna z tego katalogu rad wybrać najlepsze.
>Rodzice i ogólnie przyjaciele wraz ze znajomymi...
różnie bywa, dla jednych informacja o ateizmie córki może być szokiem, zwłaszcza że Ewa sama napisała, że "wyskoczyła z szafy". Dlatego utrzymuję, że popełniła błąd, powinna była przygotować rodzinę.
>Rodziny nie oceniam patologicznie. Zachowania oceniam jako patologiczne. W Polsce jednak wszystkie patologiczne działania poprzedzone formą rzeczownikową lub przymiotnikową słowa katolik praktycznie znikają z radaru patologii.
Zgadzamy się tutaj.
>"Poczują krew", choć teoretycznie na moment dadzą Ewie spokój. Nie powinna tego zrobić. Mam nadzieję, że jeśli Ewa to zrobi to wykaże jak bardzo ja się mylę.
No nie wiem. Ona dalej maluje jajka, dalej odczuwa dyskomfort, itd... To się nie zmieni, a dyplomacja czyni cuda.
>>3. Jednocześnie bądź stanowcza jeśli chodzi o pomysły "nawracania" Ciebie: wspólne msze, różańce czy inne takie tam, nie ukrywaj swoich poglądów, ale też nie demonstruj. Ale nie unikaj uroczystości, jak Cię zaproszą na komunię bratanka, ślub siostry, nie odmawiaj, przyjdź dla rodziny.
>>4. A swoje wiesz...
>I pewnego dnia stanie nad słodkim niemowlakiem i poproszą ją o bycie matkę chrzestną. Odpowiedź "Nie" i będzie konsternacja. Wszyscy popatrzą się jakby je zabiła. Powie, że jest ateistą czy oni rozumieją, że to nie ma sensu. Popatrzą się jakby nie rozumieli. Kolejne nie i system wody drążącej skałę. Zaczną się namowy "Przecież, możesz być ateistą i być matką chrzestną...", "poza tym sama przecież nie wiesz jak to jest....". Sposobów jest wiele, żeby kogoś pokonać, szczególnie kogoś kto dał dowody podatności na szantaż emocjonalny. A skończy się to poziomem stresu ponad siły. To wszystko przeżyłem, więc wiem o czym mówię.
A ja mam inne doświadczenia. Osoby "niepewne" nie są zapraszane do takich przedsięwzięć. Poza tym, wtedy powinna użyć dyplomacji i powiedzieć coś w rodzaju: lubię Was, kocham Was, ale co będzie gdy nie przyjadę na komunie dziecka, na bierzmowanie, ślub? Albo zwyczajnie odmówić i już. Gdy wszyscy wiedzą że ona "niepewna" to nikt się zdziwi odmową.
>>Ja znam wielu ateistów, którzy w rodzinach są znani z tego, że nie chodzą do kościoła, są antyklerykałami......I jest spokój.
>Ci ludzie tak jakby ewangelizowali. Rozumiem unikają problemów...
To zależy od podejścia. Ja np jestem heteroseksualistą, ale nie mówię o tym. Po co? A jak idę do ZUS załatwić sprawy to nie mówię od progu, że ZUS to złodziejstwo, chociaż tak myślę. Po prostu u nas tak się porobiło, że kwestia wiary/niewiary wywołuje straszne emocje.

>>Powiedz, czy warto, z powodu Boga, którego nie ma, stracić relacje z bliskimi? A jak dopadnie Cię myśl, że jednak trochę ich oszukujesz, to wtedy pomyśl o mnie, jakim ja jestem hipokrytą! Przecież moja zmywarka faktycznie istnieje, a bóg nie! Może będzie Ci lżej...
>I to jest taki milusi szantaż emocjonalny pt. "Co jesteś w stanie sprzedać dla spokoju?"
Tak.
>A teraz Panie Brzostowski przykład dokładnie taki sam tylko inny ciężar gatunkowy. W prawdziwych krajach wyznaniowych zgodnie z szariackim prawem ateistę się zabija. Tropi się ich w internecie, klubach po prostu wszędzie. Mogą być ateistami w swojej głowie, ale na zewnątrz muszą być muzułmanami.
>Kolejny przykład czasy PRL i jego upadek dzięki ludziom, co nie spuszczali głowy.
>Apartheid.
>Segregacja rasowa.
>Seksizm.
>Molestowanie w pracy i setki innych
>Panie Brzostowski i teraz pytanie czy ateizm w rodzinie i jego ciężar gatunkowy to bardziej:
>a) zmywarka
>b) ateizm w islamie
>c) walka o normalność w PRL
>.....
a to jest walka jakaś? Walka z KK? A jak tak to dobrze dziewczyna zrobiła.
Bo ja myślałem, że chodzi o rodzinę?
>Ewa może zastosować część tych sztuczek jakie poleciłeś. Pytanie jednak jest następujące "Co tłamszenie problemów może uczynić z jej psychiką?".
No tego to ja nie wiem, ale jakoś wiele lat chodziła do kościoła będąc ateistką i dawała radę, teraz nie chodzi, ale ma przerąbane w rodzinie, a ja jej proponuje nie chodzić do kościoła i budować relacje z rodziną. faktycznie można zwariować.
> Powtarzam Ewo. NIE PRZEJMUJ SIĘ. Nie zasługujesz na takie traktowanie i to musisz usłyszeć sama od siebie w swojej głowie, nie ode mnie czy kogokolwiek na tym forum.
Tutaj zgoda.
>Nic nie zrobiłaś źle chcąc się podzielić częścią siebie z bliskimi.
trzeba było to zrobić stopniowo...

>Trzymaj się ja w Ciebie wierzę, podobnie jak przypuszczam inni na tym forum.
Ja też życzę jak najlepiej.
19-08-2012 11:11 
 Ocena 3 na 3
Marek Okrągły (2283 punktów)
>Ja jej radzę, bo tego chciała. Nie wiesz, czy rodzina Ewy poczuje krew czy nie. Ja, Ty, inni dajemy jej tutaj różne porady, a ona znając swoich rodziców powinna z tego katalogu rad wybrać najlepsze.
Dlatego napisałem, że wymaga to dyskusji i to wielogodzinnej (po prostu różne doświadczenia, różne drogi, na pewno doprowadziłoby to do jakiejś zmiany poglądów po obu stronach). Podejrzewałem, że sytuacja u Ewy jest podobna jak u mnie. A jak się dowiedziałem, że jesteśmy z praktycznie tego samego regionu, to wiem jakie jest największe Mzimu jej rodziny "Co ludzie powiedzą?". Moja rodzina miasto/wieś w tej okolicy bardzo dużo podporządkowuje zasadzie "Nieważne co myślę ja lub moi bliscy ważne co sądzą i o czym będą plotkować sąsiedzi?". Około 10% czasu ludzie tutaj spędzają na zasadzie "Nie ma dymu...bez złośliwych kretynów". W mojej rodzinie było to m.in. dziecko Mulatek i ja.

>różnie bywa....utrzymuję, że popełniła błąd, powinna była przygotować rodzinę.
Jeśli Ewa jest tym rzadkim rodzajem ateisty, co wyskakuje znikąd (ja naprawdę nie znam nikogo tylko o nich słyszałem), to rzeczywiście mogła, ale nie musiała, przygotować rodzinę. Ludzie nie lubią zmian i z wiekiem się to pogłębia. Jednak z mojego doświadczenia jakie miałem po kilkunastu latach zaprzeczania różnym prawdom wiary i mówieniu, że jestem ateistą, nastąpiło zdziwienie przy chrzcie, mimo że miał mnie z ateizmu wyciągnąć. Po prostu to tak bardzo jest poza radarem zwykłego katolika, że im się to nie mieści w głowie - jakbyśmy rozmawiali o 7 wymiarze zapachów . Tylko to samo jest jak mówię chrześcijanom o ich przekonaniach jako bluźnierstwie i pokazuję w Biblii uzasadnienie. Miesiąc później znowu jest zdziwienie i sytuacja się powtarza Jak napisałem, ja o sobie jako ateiście pomyślałem w wieku około 18 lat, wcześniej myślałem o sobie jako o niewierzącym w Boga dzięki właśnie presji takiego myślenia, że to niemożliwe.

>No nie wiem. Ona dalej maluje jajka, dalej odczuwa dyskomfort, itd... To się nie zmieni, a dyplomacja czyni cuda.
>A ja mam inne doświadczenia. Osoby "niepewne"...to nikt się zdziwi odmową.
W obecnej zastanej sytuacji oprócz dyplomacji (polegąca również na wzmocnieniu więzi emocjonalnych) Ewa musi być stanowcza jak sam pisałeś. Po prostu w kwestii poglądów jest system zero tolerancji dla ewangelizacji. Ja byłem wysoce podatny na empatię i tu się łamałem, mimo niewiary i mówienia, że nie wierzę, wziąłem udział w chrzcie. Po prostu kupiłem za małe ustępstwo (jak sam sugerujesz) odrobinę spokoju i było/jest mi z tym źle. "Osoby niepewne" postrzegane są na zasadzie tego co pisałem powyżej ludzie pewnego obszaru nie widzą (ateizm) i on nie istnieje. Tak jak mówią kreacjoniści "Ja nie mogę tego zrozumieć, jestem zbyt ograniczony, więc to nie istnieje". Mi zaczęto sugerować, że skoro tyle wiem to powinienem zostać księdzem. Rozumiesz skoro moja wiedza o religii zaprzeczała/przekraczała ich to stawałem się autorytetem czyli księdzem (materiałem na księdza) lecz nie byłem w stanie zaprzeczyć wierze w ich umysłach. To jakby robić złodzieja prezesem banku, gdzie tak naprawdę dajesz mu dużo łatwiejszy dostęp do okradania (nie wszystko działa jak w książkach Terry'ego Pratchett'a).

>To zależy od podejścia. Ja np jestem heteroseksualistą...kwestia wiary/niewiary wywołuje straszne emocje.
Tak jak napisałem ja również nie narzucam się z ateizmem, po prostu odpowiadam na agresję/ewangelizację lub naprawdę niewiarygodne bzdury typu "...i wtedy pan Jezus dał nam choinkę..." (i wcale nie mówione do dzieci). Jednak czasami zaznaczam, że jestem ateistą i to jest moja interpretacja jako osoby niewierzącej. Nie tworzę ateizmu, jako platformy dającej mi przewagę samą z siebie, bo tak nie jest. Jednak mówienie, że "...nie wiem czy bóg istnieje..." to jest tworzenie takiej podusi dla wierzącego wynikającej z tego, że się nie chce go skrzywdzić. Jednak dogmatyczne stwierdzenia bez poparcia argumentów/faktów lub przeczące tymże już nie są krzywdzące? Schodzić można z drogi w krajach islamskich, chyba że ktoś wymyśli sposób nie zagrażający życiu nie schodzącego. Polska jako kraj zawdzięczający bardzo wiele ateistom i kiedyś wybitnie tolerancyjny, jednak taka nie jest. W Polsce możesz sobie pozwalać na nie tworzenie takich furtek, bo inaczej dajesz argumenty dla osoby nie myślącej otwarcie i nie odczuwającej empatii tylko uderzającej młotem wiary na odlew. On/ona wie. Wiedza spłynęła z deszczem na ksenofobiczną głowę. Ty mówisz, że nic nie udowodnił, a Ty nie wszystko wiesz, więc on Ci odpowiada, że on/ona wie, a jak Ty sam mówiłeś nie wiesz.

>a to jest walka jakaś? Walka z KK? A jak tak to dobrze dziewczyna zrobiła.
>Bo ja myślałem, że chodzi o rodzinę?
Nie jest to walka i nie jest to zmywarka i na to chciałem Ci zwrócić uwagę. Setki rzeczy nie stanowiły problemu kiedyś, ale żyli przecież ludzie odczuwający je jako problem. Jednak chodziło mi i ciągle mi chodzi o to, że Ewa musi w 100% zrozumieć, że problem nie leży w niej tylko w rodzicach i polega na braku akceptacji jej poglądów, a nie jej. To jest punkt wyjścia. I niestety trzeba się będzie odwołać do niektórych dyplomacji/więzi emocjonalnych (tylko to może być destrukcyjne dla psychiki jej i jej rodziny), jednak ciągle pamiętając, że tak naprawdę utrzymuje swój ateizm. Musi uświadomić rodzicom, że agresja ich podzieli.
Pamiętać musimy, że katolicyzm w Polsce jest formą opresji. Opresja ta przenosi się na rodziny. Wynika to z tego co napisałem forma rzeczownikowa i przymiotnikowa słowa katolik. Np. służby w Polsce wiedzą, że kościół ma swoje więzienie dla księży (niskiego stopnia reformatorów/wątpiących/bzykających itd.)i nic z tym nie robią i nie robiły za czasów PRL. O jego istnieniu wiem, bo mój ojciec był tam i pośrednio kontaktował swojego kolegę wtedy księdza dzisiaj pastora, osobę co mnie ochrzciła.

Nie ateiści z tej opresji robią wojnę. Strona, która traci niezasłużone pieniądze i władzę reaguje agresją.
"...Chcemy być sobą..." to naprawdę wielopłaszc
19-08-2012 16:37 
 Ocena 2 na 2
tomoyo (480 punktów)
>Wiem, wiem, zaraz oberwie mi się od wszystkich: hipokryta... bez zasad... tfu ... tfu...
>A ja boję się ludzi z zasadami, a drobne hipokryzje uważam za przejaw racjonalnego zachowania.

I to jest właśnie ta "katolicka moralność", założę się że wśród tych najgłośniej modlących się jest najwięcej ludzi z wątpliwościami i oczekują oni że inni będą też starali się o swój wizerunek osoby pobożnej. Nic dziwnego że reagują agresją jak widzą że ktoś ma na tyle odwagi żeby mówić o tym otwarcie. Według mnie każdy średnio rozgarnięty człowiek jest w stanie zrozumieć dlaczego ktoś może nie wierzyć w boga i takie przesadzone reakcje są podejrzane..
Gdyby ludzie od początku byli ze sobą szczerzy nie byłoby takich problemów, ale niestety u nas dominują Hiacynty z serialu Keeping up appearances.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Według mnie każdy średnio rozgarnięty człowiek jest w stanie zrozumieć dlaczego ktoś może nie wierzyć w boga

Problem w tym, że katolicka, tradycyjna religijność upośledza umiejętność myślenia (zastępując je systematycznie tępą wiarą) oraz empatii (od dziecka wmawia się, że Bóg jest ważniejszy i bardziej kochany od kogokolwiek innego, ojca, matki, córki itd.). katolicy są wiec często dobrze funkcjonującymi w społeczeństwie, lecz lekko upośledzonymi umysłowo osobami - i jako tacy NIE SĄ W STANIE zrozumieć pewnych pojęć.


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
20-08-2012 19:05 
 Ocena 2 na 2
tomoyo (480 punktów)
>Problem w tym, że katolicka, tradycyjna religijność upośledza umiejętność myślenia (zastępując je systematycznie tępą wiarą) oraz empatii (od dziecka wmawia się, że Bóg jest ważniejszy i bardziej kochany od kogokolwiek innego, ojca, matki, córki itd.). katolicy są wiec często dobrze funkcjonującymi w społeczeństwie, lecz lekko upośledzonymi umysłowo osobami - i jako tacy NIE SĄ W STANIE zrozumieć pewnych pojęć.

Nie nawykłam do traktowania innych ludzi tak protekcjonalnie. Myślę że oczywiście część ludzi wierzących można nazwać upośledzonymi, ale nie zwalałabym tego w całości na religię. Według mnie to jest też ich wybór, często wynikający z tego, że tak na prawdę wcale ich nie interesuje co jest prawdziwe, a co nie. Po prostu chcą wygodnie żyć i tyle. Nie potępiam tego dopóki nie kończy się tak, że swoje "wygodnictwo umysłowe" na siłę wciskają innym.
20-08-2012 23:12 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>>Problem w tym, że katolicka, tradycyjna religijność upośledza umiejętność myślenia
>Nie nawykłam do traktowania innych ludzi tak protekcjonalnie.

To raczej diagnoza, niż protekcjonalizm. Masz rację, życie według wiary jest wygodne, na co dzień obserwuję jak religijni ludzie rękami i nogami bronią się przed czymkolwiek, co mogłoby rozwiać ciepły klimacik bożej miłości.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Marecki_ (361 punktów)
Teraz to już po ptokach ale moja rada poparta doświadczeniem jest taka, że z rodzicami takimi jak twoi (i przy okazji moi) nie rozmawia się o tych rzeczach. Raz około piętnaście lat temu, za czasów buntu młodzieńczego, powiedziałem ojcu że już nie pójde do kościoła bo czarni to banda złodzei po czym nastąpił u mnie roczny okres żarliwej religijności u konkurencji czyli u Protestantów. Żałuję, że wtedy to powiedziałem, bo moje stosunki z ojcem nie uległy zmianie aż do momentu aktu apostazji z obydwu instytucji. Najlepie poinformować rodzica, że się nie chodzi do kościoła bo coś tam i nie wnikać. Takie rozmowy są dobre z własnymi dziećmi ale nie z rodzicami bo przeciętny rodzic po 60 roku życia to Polak-Katolik to konserwatysta, którego się kocha ale z którym o tych sprawach się nie rozmawia.
18-08-2012 17:20 
 Ocena 1 na 1
Ewa Moczulska (106 punktów)
Takie rozmowy są dobre z własnymi dziećmi ale nie z rodzicami bo przeciętny rodzic po 60 roku życia to Polak-Katolik to konserwatysta, którego się kocha ale z którym o tych sprawach się nie rozmawia.
>
Moi rodzice są jeszcze przed 50 i co ciekawe, wyznają opcję "czerwoną".
18-08-2012 17:24 
 Ocena 2 na 2
Ewa Moczulska (106 punktów)
> Takie rozmowy są dobre z własnymi dziećmi ale nie z rodzicami bo przeciętny rodzic po 60 roku życia to Polak-Katolik to konserwatysta, którego się kocha ale z którym o tych sprawach się nie rozmawia.
>>
>Moi rodzice są jeszcze przed 50 i co ciekawe, wyznają opcję "czerwoną".
... A przynajmniej na tę zagłosowali w ostatnich wyborach, nie wnikam, bo zwyczajnie nie chcę wiedzieć, jak godzą to ze swoją żarliwą religijnością i pragnieniem posiadania księdza/zakonnicy wśród swojego potomstwa.
18-08-2012 20:16 
 Ocena 2 na 2
Marecki_ (361 punktów)
>>Moi rodzice są jeszcze przed 50 i co ciekawe, wyznają opcję "czerwoną".
>... A przynajmniej na tę zagłosowali w ostatnich wyborach, nie wnikam, bo zwyczajnie nie chcę wiedzieć, jak godzą to ze swoją żarliwą religijnością i pragnieniem posiadania księdza/zakonnicy wśród swojego potomstwa.

Czerwoną czyli rozumiem, że lewicową? No to jest chyba normalny model poglądów politycznych na wiejskich terenach. Katolicy, PSL-owcy, rolnicy. Pewnie nie jest to opcja ściśle komunistyczna tylko po prostu lewicowa z PSL jako partią rolników. Mam rację?
18-08-2012 19:22 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
> Najlepie poinformować rodzica, że się nie chodzi do kościoła bo coś tam i nie wnikać.
Bo co?
Jeśli rodzinie zależy na Twoim zbawieniu, będą dociekać.
Myję głowę? Mam odcisk, biegunkę, muszę koniecznie jechać do pracy na chwilkę, ile razy będziesz szukać wymówek, kiedy poproszą o towarzystwo, a Ty odmówisz?
18-08-2012 20:10 
 Ocena 1 na 1
Marecki_ (361 punktów)
>> Najlepie poinformować rodzica, że się nie chodzi do kościoła bo coś tam i nie wnikać.
>Bo co?
>Jeśli rodzinie zależy na Twoim zbawieniu, będą dociekać.
>Myję głowę? Mam odcisk, biegunkę, muszę koniecznie jechać do pracy na chwilkę, ile razy będziesz szukać wymówek, kiedy poproszą o towarzystwo, a Ty odmówisz?

Nie chodzi mi o wymyślanie wymówki za każdym razem innej. Mówi się że nie i już bez podania przyczyny. Uwierz mi dla nich każda opcja jest lepsza niż usłyszeć, że ich syn czy córka to ateista. Może być nawet szatanista, anarchista, skinhead czy cokolwiek innego ale ateista to dla nich największa potwarz i wbicie sztyletu w serce. Później odbyłem jeszcze jedną rozmowę z ojcem bo zadał mi pytanie, że jak nie jestem Katolikiem to kim jestem. Nie mieściła mu się w głowie moja odpowiedź, że nikim. Zapytał mnie czy wierzę w boga. Powiedziałem, że nie a on na to "Ale nie jesteś ateistą?" Nie odpowiedziałem i zakończyłem tą rozmowę. Tak to jest, że oni nawet nie wiedzą co oznacza słowo ateizm, dla nich ksiądz z ambony powiedział, że ateista to najgorsze zło, to szatan, komunista, antychryst i basta. Właśnie nawet satanista nie jest takim antychrystem jak ateista...
korsakow (59 punktów)
Witaj, Ewo!
Przyznam, że czytałam z niedowierzaniem, ale to chyba dlatego, że ja się z takim czymś nie spotkałam. Wiem, wiem, zaraz ktoś powie, no jak to, przecież tak bywa, a że nie u ciebie, to nie zrozumiesz. Problem w tym, że nie rozumiem i nie wiadomo, co można ci napisać nie urażając twoich uczuć. Bo,przyznasz - coś jest nie tak z tą naszą polską, katolicką rodziną. To nie jak najbliżsi, lecz jak...partia, sekta wymagająca bezwzględnego posłuszeństwa. Nie wnikają w sens wiary, bo, podejrzewam - sami w istocie nie są wierzący, wierzą w instytucję, księdza, zapach wody święconej. Jak już ktoś napisał mądrze, nie przejmuj się. Wiem, że to trudne, ale czas mija i zobaczysz, że jeszcze rodzina się z tym pogodzi. Ale ważne! nie ulegaj dla świętego spokoju, bądź sobą. Nie kopiuj tego, co robią niektórzy: nie wierzą, do kościoła nie chodzą, ale jak ślub to kościelny, czy chrzciny - to samo. Niewolniczy konformizm jest o wiele gorszy i niebezpieczniejszy, a nie prawdziwa wiara. Głęboko wierzący ludzie nie odwrócili by się od ciebie, tym bardziej rodzina. Tak na marginesie - ileż zła wyrządzono ludziom w imię tzw. dobra rodziny - krycie pedofilii, zdrad, przemocy, to wszystko jak na ironię w imię katolickiej rodziny! Ewo! nie pozwól,żeby jad toksycznej, pseudomiłości rodzinnej cię zmienił! Oprzyj się dyktatowi, bo to jest dyktat ze strony najbliższych i zobaczysz, może będzie przynajmniej neutralnie.
Pozdrawiam!
17latek (578 punktów)

>Choć wcale się nie zmieniłam, to nagle zostałam uznana za człowieka złego i zepsutego. Doświadczam
>nawet niewytłumaczalnej agresji ze strony najbliższej rodziny. Byłam już przeklinana,
>egzorcyzmowana, kilka razy potłuczona krucyfiksem (tak, wiem, jak głupio to brzmi).
>Presja otoczenia jest ogromna, bo "W naszej rodzinie nie było nikogo, kto wyparłby się swojej
>wiary!"

Nie martw się będzie dobrze współczuje ci ,że nie masz komfortu rodziny która cię w pełni akceptuje ,lecz stwierdzam ,że dobrze by było byś ściągnęła cała skłóconą rodzinę w jedno miejsce i rozpoczęła rozmowę o tym może to pomoże może nie ale raczej nie zaszkodzi .Pamiętaj słowo jest najlepszym lekarstwem na konflikty. ^^
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>Założyłam ten wątek, ponieważ poszukuje osób, które podobnie jak ja, zostały wykluczone przez swoich
>najbliższych.

Cóż, jak pewnie zauważyłaś, ciężko liczyć na wsparcie ateistów (w końcu ateizm to tylko negacja sił nadprzyrodzonych). Wielu ateistów to "samotne wilki", walczą tylko dla siebie i słuchają tylko siebie.

Można liczyć za to na wsparcie racjonalistów zwłaszcza tych, którzy sami założyli rodziny i mają doświadczenie po obu stronach barykady. Bo w sprawach rodzinnych potrzebna jest praktyka i chłodny namysł, a nie emocjonalna szarpanina.

Jestem pewien, że Twoje sprawy się ułożą - upływ czasu leczy rany i gasi pożary.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365