Racjonalista - Strona głównaDo treści
A jak jest w rzeczywistosci?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-04-2009 01:50darlove (2804 punktów)A jak jest w rzeczywistosci?
Ocena 3 na 3
Niby to o religiach ma byc na tym subforum, ale ja troche o ich braku. To bedzie trudne. I bedzie pesymistyczne. Bo takie to jest, niestety.

Dobra. Oczywiscie, mozna sie zachwycac swiatem, jego zlozonoscia... pieknem tej, czy tamtej rzeczy... mozna uzywac zycia "ile wlezie"... mozna sobie mowic, ze "to jest piekne, temu chcialbym sie poswiecic"... ale... No wlasnie: ALE.

Powiem, jak jest. Nie ma celu. Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia. To, co w religii nazywa sie "wieczna szczesliwoscia", "ogladaniem Boga", nie istnieje w swiecie ateizmu. Wiekszosc z ludzi, z ateistow, pewnie nieczesto mysli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.

Wiem, ze mozna sie zachwycac na przyklad sztuka w szerokim tego slowa znaczeniu, uprawiac ja, ale w ostatecznym rozrachunku, jedyne co pozostaje to NICOSC. Wszechswiat tez umrze. Ziemia jeszcze wczesniej. Nie pozostanie z tej cywilizacji nic. Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek? Ja wiem. Po to, aby nie zwariowac. Mysle, ze "nicnierobienie" jest gorsze od klepania formulek do dowolnego boga.

Ktos tutaj na forum pisal (niedawno czytalem), ze jego geny przetrwaja... cieszyl sie, ze jego geny przetrwaja... Nie wiem, jak sie wobec tego stwierdzenia zachowac. Zadne slowa nie oddadza tego, co odczuwam. Nie moge sie smiac, nie moge plakac. Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?

Jesli czyta to jakis wierzacy (a juz szczegolnie xiac), to niech sie za bardzo nie cieszy, ostrzegam lojalnie. Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym goracej smoly... Chyba optowalbym za tym pierwszym rozwiazaniem.

Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu. Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego, w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.

A Wy jak myslicie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Zyga (1539 punktów)
>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu....
>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>A Wy jak myslicie?

Ile szczęścia potrzebowałem, aby zostać najszybszym plemnikiem. Totolotek jest niczym.
Wspaniały przypadek.
darlove (2804 punktów)
>Ile szczęścia potrzebowałem, aby zostać najszybszym plemnikiem. Totolotek jest niczym.
>Wspaniały przypadek.

Zaraz... upatrujesz w tym jakis cel? Glebsze znaczenie? Cieszy Cie to, ze plemnik, z ktorego powstales byl tym plemnikiem, z ktorego powstales?

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Zyga (1539 punktów)
>Zaraz... upatrujesz w tym jakis cel? Glebsze znaczenie? Cieszy Cie to, ze plemnik, z ktorego powstales byl tym plemnikiem, z ktorego powstales?

Żadnego. Potwierdzam tylko, że to przypadek. Dla mnie bardzo radosny. Była szansa jedna na kilkadziesiąt milionów, że to będę ja.
darlove (2804 punktów)
>>Zaraz... upatrujesz w tym jakis cel? Glebsze znaczenie? Cieszy Cie to, ze plemnik, z ktorego powstales byl tym plemnikiem, z ktorego powstales?
>Żadnego. Potwierdzam tylko, że to przypadek. Dla mnie bardzo radosny. Była szansa jedna na kilkadziesiąt milionów, że to będę ja.

Troche dziwna dla mnie ta Twoja radosc, bowiem gdybys sie nie byl narodzil, nawet bys nie mogl tego zalowac, nic bys nie mogl, nikt by nawet o Tobie nie wiedzial, nawet Ty sam... Czy ten przypadek mozna nazwac radosnym?... Nie wiem, jak to nazwac, ale nie nazywalbym tego radosnym.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Zyga (1539 punktów)
>Troche dziwna dla mnie ta Twoja radosc, bowiem gdybys sie nie byl narodzil, nawet bys nie mogl tego zalowac, nic bys nie mogl, nikt by nawet o Tobie nie wiedzial, nawet Ty sam... Czy ten przypadek mozna nazwac radosnym?... Nie wiem, jak to nazwac, ale nie nazywalbym tego radosnym.



Zgadza się. Nie mógłbym żałować, ale cieszyć się mogę.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Powiem, jak jest. Nie ma celu. Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia. To, co w
>religii nazywa sie "wieczna szczesliwoscia", "ogladaniem Boga", nie istnieje w swiecie ateizmu.
Przykro mi, ale życie i świadomość to odmienne sprawy. Jeśli życie w ogólności ma jakiś cel, to nie znaczy, że ten cel jest celem świadomości niesionej przez jednostkę. Cały Twój ból wynika z tego, że wiesz/czujesz, że Twoja świadomość zniknie. Może nawet nie sama świadomość, bo ta wydaje się powtarzalna, ale raczej jednostkowy zbiór doświadczeń i 'prawd' opartych na nich.
Przykro mi. Jako, że widzę problem w przywiązaniu się do tego zbioru pognębię Cię jeszcze bardziej. Nagraj się przez jeden dzień na nośnik informacji- opowiadaj o sobie, o świecie, o tym, co uważasz za mądre, niemądre, jak widzisz to wszystko, jakie odczuwasz uczucia i dlaczego. Po roku odtwórz to sobie, a zobaczysz ile w sobie Ciebie zostało.
Zmienność nie dotyka rzeczy ważnych- konfrontowanych z doświadczeniem rzeczywistości. One są warte przekazania innym świadomościom.
Na tym opiera się moje podejście do życia- że jest coś do przekazania, coś wartego przekazania innym.
Nie znaczy to, że nie dbam o swoje potrzeby, albo żyje jako 'ewangelista'. Żyje normalnie.

>Wiekszosc z ludzi, z ateistow, pewnie nieczesto mysli o tym, ze, cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to
>pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.
Żyjemy na kościach naszych przodków. Jak powiedział gość, któremu jabłko spadło na głowę i wymyślił teorię grawitacji- nie widziałbym tak daleko, gdybym nie stał na ramionach gigantów.
Chodziło mu o to, że był ukształtowany przez dorobek poprzedników. Tak samo Ty jesteś i o ile nie zdarzy się katastrofa na skalę ludzkości, tak będzie dalej.

> Wszechswiat tez umrze. Ziemia jeszcze
>wczesniej. Nie pozostanie z tej cywilizacji nic.
Nie posuwałbym się tak daleko. Trzeba mieć wiedzę, by odpowiedzieć na niektóre pytania. Nie sądzę, byśmy taką mieli na skalę kosmiczną. Nie wiemy nawet, co to są czarne dziury i jak działają (w środku). Poczekajmy jeszcze parę setek lat. Nie panikujmy.
> Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek?
Na przykładzie prostych żyjątek powiedziałbym, że z głodu, ucieczki przed niebezpieczeństwem oraz chęci rozmnażania.
> Ja wiem. Po to, aby nie zwariowac.
Aby nie umrzeć.

>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna.
Sto lat temu mówiono, że w 1920 czy '30 zacznie się przeludnienie Ziemi i będziemy się zjadać nawzajem. Trochę się pomylili. Nie przewidzieli kilku rzeczy.
Jedyną sprawą beznadziejną jest poddanie się. Jak się poddasz nie masz żadnych szans.

> Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
Życie jednostki? Życie w ogóle?
Miliony malutkich koralowców pozostawiają po sobie ogromna rafy koralowe. Jakbyś wziął do ręki jedno takie żyjątko nigdy byś tego nie zgadł. Ciekawe, co zbudują ludzie. Nie przekreślaj nas tak szybko.

>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego,
>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
Niektórzy całe życie przeżywają w pogodnym nastroju. Nie zdarzają się im rzeczy brzydkie ani piękne, okropne ani wspaniałe. Czy to źle?
Ty zobaczyłeś inne rzeczy. Zobaczyłeś smoka na końcu drogi wszechświata. Ale czy to jedyna droga, albo czy jak tam dojdziemy, to nie będziemy już rycerzem w zbroi?
Niedługo Słońce pożre układ słoneczny. To nasza pierwsza większa próba, czy sobie radzimy, nie sądzisz?
Pozdrawiam
Meretseger (61860 punktów)

>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>A Wy jak myslicie?
Myślę, że lepiej jest poszukiwać własnego, a nie kosmicznego celu w życiu. I nie przejmować się nicością. Jeśli o mnie chodzi, przyjęłam swoje życie wraz z dobrodziejstwem inwentarza, czyli świadomością, że po śmierci będzie "nicość" i na razie nie zawracam sobie tym głowy. Cieszę się życiem i daną mi możliwością poznania. Póki żyję, nicość mnie nie dotyczy, gdy moje ciało umrze, to już mi wtedy będzie wszystko jedno. O przetrwanie genów też się nie kłopoczę - przetrwają, to dobrze, a nie - to drugie dobrze. Świat nie jest doskonały, wiem, że całego nie zmienię, ale staram się zmienić choć jego niewielką część, tę wokół mnie. Dla mnie celem życia jestem ja, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi.
"Robię cokolwiek" nie po to, żeby nie zwariować, tylko dlatego, że mnie to cieszy i daje mi satysfakcję. Tu i teraz.
>Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
Owszem. Ale czy to źle? Fakt, że przypadkiem ja powstałam jako "ja", z takimi, a nie innymi cechami fizycznymi, psychicznymi, z takimi, a nie innymi zdolnościami i zainteresowaniami, które rozwijam, póki mogę (to znaczy póki żyję) nie spędza mi snu z powiek. Podobnie jak perspektywa powrotu do nicości. Ograniczają nas prawa fizyki i biologii i tu nie ma co wierzgać. Wyżej d... nie podskoczysz. Rzecz w tym, by w ramach tych ograniczeń zrobić ze swojego życia coś fajnego, coś, co da Ci satysfakcję teraz, a w chwili śmierci będziesz mógł powiedzieć: "to było dobre życie". Bo wbrew Twojemu pesymizmowi życie może być dobre bez względu na to, czy ma jakiś ogólny dalekosiężny cel, czy nie. Dla mnie ważne są moje małe cele, które realizuję bez oglądania się na nicość.
Mówiąc krótko, dla mnie szklanka życia jest do połowy pełna
13-04-2009 09:52 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>>A Wy jak myslicie?
>Myślę, że lepiej jest poszukiwać własnego, a nie kosmicznego celu w życiu.

   Myślę, że człowiek jest tak skonstruowany, że patrząc w gwiazdy i tak ma tylko swój nos za celownik.

>Ograniczają nas prawa fizyki i biologii i tu nie ma co wierzgać. Wyżej d... nie podskoczysz.

   Różnimy się tylko w poziomach tej d..y.

>Rzecz w tym, by w ramach tych ograniczeń zrobić ze swojego życia coś fajnego, coś, co da Ci satysfakcję teraz, a w chwili śmierci będziesz mógł powiedzieć: "to było dobre życie".

   Dla mnie fajne jest widzieć codziennie w lustrze przeciętnego, przyzwoitego faceta.
diogenes (42753 punktów)
>Nie ma celu.

Oczywiście. Ustanawiasz go sam.

>Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia.

Ów cel, a raczej cele, zależą od ciebie. Ale to zawsze wirtualne cele w ramach pewnych społecznych wartości. Cokolwiek osiągniesz dla lwa w zoo będziesz przysmakiem zza kraty.

>Wiekszosc z ludzi, z ateistow, pewnie nieczesto mysli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.

Wciąż ten wydumany platonizm, który identyfikuje bycie z wiecznym byciem. I pełne jak nie melancholii to tragizmu zestawienie idei z tym, co jest. To porównanie jest fałszywe.

>jedyne co pozostaje to NICOSC.

Jest znacznie gorzej: nawet z nicości nie pozostanie nic.

>Wszechswiat tez umrze.

Zakładasz że teraz jest? To błędne założenie: wciąż się staje. Nieco trwałości dajemy mu w języku. To wszystko. Jak można mieć pretensje do konia, że nie jest wielbłądem?

>Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to
>infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?

Pod warunkiem, że zobaczysz to w szerszym kontekście.

>Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym
>goracej smoly...

Przechodzisz w każdym momencie do nicości.
Bezboleśnie, bez znieczulenia.
Pamięć jest znikającym echem tego, co było.

>dluzsza mete jest beznadziejna.

Dłuższa meta to wyłącznie wyobraźnia. Niektórzy wypychają ja bogami, inni rozpaczą. Jeszcze inni wódką, jakimś hobby, patriotyzmem. To to samo.

>A Wy jak myslicie?

W tym co piszesz więcej jest wyobraźni, niż myślenia.
julek (1527 punktów)

....a ze mną jest odwrotnie -

Uświadomiwszy sobie ,że życie jest tak jak piszesz " bez sensu " odzyskałem WOLNOŚĆ
odszukałem radość w czytaniu , zdobywaniu wiedzy/choćby tutaj/ ,czerpię radość ze zwykłego hedonistycznego "brania chwili " /z tego składam szczęście/ ,przełamywania kolejnych "barier twórczych" .
- brzmi to infantylnie ,wiem ,-ale nie masz niczego innego .

- Natomiast najważniejsze jest to - "odzyskanie wolności" - to ze wychowałem się w domu katolickim dało mi póżniej możliwość zrzucenia całego balastu strachu jaki niesie wiara katolicka - czuję się taraz świetnie ,nie walcząc o "zbawienie niebieskie" , a świadomość "bezsensu życia" daje mi spokój - "mogem a nie muszem " pokonywać kolejne bariery zawodowe i twórcze .

-zrzuciłem też po kolejnych lekturach i przemyśleniach ciężar "wolnej woli" i znowu mi lepiej .

Oczywiście jakieś pośrednie cele "się ma" ,ale w swiadomości zakodowałem spokój zwiazany z "marnym końcem" .

..tak to w ten leniwy poranek rozumiem - pozdrawiam julek
Cossack (294 punktów)
>Powiem, jak jest. Nie ma celu. Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia.

Po jaką cholerę wszystko musi mieć cel? Jak idziesz sobie ulicą i nagle zaczynasz sobie gwizdać też masz w tym jakiś cel?

>Wiekszosc z ludzi, z ateistów, pewnie nieczęsto myśli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.

Pomyślałem o tym parę razy...i co z tego?

>Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek?

To prawda, życie to prawie nieustanny wysiłek. Seks, sport, taniec, czytanie, zwiedzanie świata to jedne z wielu czynności które wymagają wysiłku. Czy nie są to przyjemne elementy naszego życia? Nie utożsamiaj wysiłku z wszystkim co nieprzyjemne.

>Ktos tutaj na forum pisal (niedawno czytalem), ze jego geny przetrwaja... cieszyl sie, ze jego geny przetrwaja... Nie wiem, jak sie wobec tego stwierdzenia zachowac. Zadne slowa nie oddadza tego, co odczuwam. Nie moge sie smiac, nie moge plakac. Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?

Na tym polega życie(patrząc na sprawę w większej skali), na przekazywaniu genów. Cieszyć się można na przykład, gdy spoglądając na swojego potomka zauważysz że jest do ciebie podobny. Czy to nie jest właśnie przekazywanie genów? I od razu brzmi inaczej niż "przekazywanie swojej własnej sekwencji kwasu DNA".

>Jesli czyta to jakis wierzacy (a juz szczegolnie xiac), to niech sie za bardzo nie cieszy, ostrzegam lojalnie. Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym goracej smoly... Chyba optowalbym za tym pierwszym rozwiazaniem.

No, wierzący raczej starają się do tego kotła nie trafić. Swoją drogą wierzący postrzegają ateistów jako ludzi twojego pokroju(życie nie ma sensu skoro nie ma Boga blablabla). I dlategą chcą nas wszystkich ateuszy nawrócić. Ty masz chłopie po prostu doła(dziewczyna cie rzuciła? straciłeś prace? masz depresje?), i chyba nie jest to zależne od twojego światopoglądu. Moim zdaniem jak ktoś romantycznym smutaskiem jest, to nim pozostanie niezależnie czy wierzy w Bozię czy nie.

>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.

Już o tym celu wspominałem...po co wszystko ma mieć cel!

>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego, w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci. A Wy jak myslicie?

Skoro tak, to ja wole wdepnąć w gówno. Pozdrawiam.
13-04-2009 20:06 
 Ocena 1 na 1
darlove (2804 punktów)
>>Powiem, jak jest. Nie ma celu. Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia.
>Po jaką cholerę wszystko musi mieć cel? Jak idziesz sobie ulicą i nagle zaczynasz sobie gwizdać też masz w tym jakiś cel?

Chcialbym, aby to mialo jakis sens (nie wszystko, ale ZYCIE powinno). Mysle, ze kazdy z nas by chcial. Niektorzy tylko boja sie do tego przed samymi soba przyznac. Co jest powodem tego 'chcenia'? Nie wiem. Ale mam takie przekonanie, ze to gleboko w kazdym z nas siedzi.

>>Wiekszosc z ludzi, z ateistów, pewnie nieczęsto myśli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.
>Pomyślałem o tym parę razy...i co z tego?

I nic. Powiedziales swoja kwestie.

>>Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek?
>To prawda, życie to prawie nieustanny wysiłek. Seks, sport, taniec, czytanie, zwiedzanie świata to jedne z wielu czynności które wymagają wysiłku. Czy nie są to przyjemne elementy naszego życia? Nie utożsamiaj wysiłku z wszystkim co nieprzyjemne.

Wkladasz mi w usta slowa, ktorych nie wypowiedzialem... ba!, nawet nie pomyslalem. Ale to typowe dla ludzi. Poniosla Cie wyobraznia.

>>Ktos tutaj na forum pisal (niedawno czytalem), ze jego geny przetrwaja... cieszyl sie, ze jego geny przetrwaja... Nie wiem, jak sie wobec tego stwierdzenia zachowac. Zadne slowa nie oddadza tego, co odczuwam. Nie moge sie smiac, nie moge plakac. Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?
>Na tym polega życie(patrząc na sprawę w większej skali), na przekazywaniu genów.

Nie zrozumiales, o co mi chodzi. No i co z tego, ze przekazujesz te geny? Bawi Cie to?

>Cieszyć się można na przykład, gdy spoglądając na swojego potomka zauważysz że jest do ciebie podobny.

Tak, Franciszku z... To wlasnie nazwalbym infantylnoscia. Ale nie obrazaj sie - my wszyscy tak mamy. No, z niewielkimi wyjatkami... byc moze.

>Czy to nie jest właśnie przekazywanie genów? I od razu brzmi inaczej niż "przekazywanie swojej własnej sekwencji kwasu DNA".

Wiesz, to, ze parzenie sie dwojga ludzi jest dla nich przyjemne, to nie ulega kwestii. Ale co z tego? Czyz nie jest to przyjemne tylko dlatego, ze zostalismy zaprogramowani w ten sposob? Gdyby nie przyjemnosc... co by nas zmusilo do przekazywania (virusa) zycia? Po co bylby facet potrzebny kobiecie i vice versa?

>>Jesli czyta to jakis wierzacy (a juz szczegolnie xiac), to niech sie za bardzo nie cieszy, ostrzegam lojalnie. Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym goracej smoly... Chyba optowalbym za tym pierwszym rozwiazaniem.
>No, wierzący raczej starają się do tego kotła nie trafić. Swoją drogą wierzący postrzegają ateistów jako ludzi twojego pokroju (życie nie ma sensu skoro nie ma Boga blablabla).

Synu, jakze daleko jestes od prawdy Rozgrzeszam Cie, bowiem nie znasz mnie. Codziennie przekonuje sie, ze Internet pozwala czlowiekowi byc kim tylko zapragnie. A tacy jak Ty... skorzy do wyciagania pochopnych wnioskow... jedynie powoduja, ze maly usmieszek gosci czasem na moim interfejsie.

>I dlategą chcą nas wszystkich ateuszy nawrócić. Ty masz chłopie po prostu doła (dziewczyna cie rzuciła? straciłeś prace? masz depresje?), i chyba nie jest to zależne od twojego światopoglądu.



>Moim zdaniem jak ktoś romantycznym smutaskiem jest, to nim pozostanie niezależnie czy wierzy w Bozię czy nie.



>>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
>Już o tym celu wspominałem...po co wszystko ma mieć cel!

Dobrze by bylo. A jesli nie dobrze... to wytlumacz dlaczego bezsens jest lepszy od sensu.

>>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego, w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci. A Wy jak myslicie?
>Skoro tak, to ja wole wdepnąć w gówno. Pozdrawiam.

Z tym nie bede polemizowal. Zreszta... probujesz uczynic z koniecznosci cnote. Nieladnie.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Cossack (294 punktów)
>Chcialbym, aby to mialo jakis sens (nie wszystko, ale ZYCIE powinno). Mysle, ze kazdy z nas by chcial. Niektorzy tylko boja sie do tego przed samymi soba przyznac. Co jest powodem tego 'chcenia'? Nie wiem. Ale mam takie przekonanie, ze to gleboko w kazdym z nas siedzi.

Masz racje, fajnie by było. Ale skąd stwierdzenie że życie powinno mieć sens.

>>>Wiekszosc z ludzi, z ateistów, pewnie nieczęsto myśli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.
>>Pomyślałem o tym parę razy...i co z tego?
>I nic. Powiedziales swoja kwestie.

Jak to nic? Myśle o tym ale nie płacze że to wszystko bez sensu mamooo przytuul mnie!

>>>Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek?
>>To prawda, życie to prawie nieustanny wysiłek. Seks, sport, taniec, czytanie, zwiedzanie świata to jedne z wielu czynności które wymagają wysiłku. Czy nie są to przyjemne elementy naszego życia? Nie utożsamiaj wysiłku z wszystkim co nieprzyjemne.
>Wkladasz mi w usta slowa, ktorych nie wypowiedzialem... ba!, nawet nie pomyslalem. Ale to typowe dla ludzi. Poniosla Cie wyobraznia.

Skoro zadajesz pytanie po co robimy cokolwiek to ci odpowiedziałem - niektóre rzeczy pomimo że wymagają wysiłku są przyjemne. Jeśli tak to ten wysiłek ma sens.

>>>Ktos tutaj na forum pisal (niedawno czytalem), ze jego geny przetrwaja... cieszyl sie, ze jego geny przetrwaja... Nie wiem, jak sie wobec tego stwierdzenia zachowac. Zadne slowa nie oddadza tego, co odczuwam. Nie moge sie smiac, nie moge plakac. Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?
>>Na tym polega życie(patrząc na sprawę w większej skali), na przekazywaniu genów.
>Nie zrozumiales, o co mi chodzi. No i co z tego, ze przekazujesz te geny? Bawi Cie to?

Wyrwałeś moją wypowiedź z kontekstu. Mnie to nie bawi. Nawet mnie to nie obchodzi czy geny przekażę czy nie.
Ale starałem się spojrzeć na sprawę z punktu widzenia osób o których mówisz.

>>Cieszyć się można na przykład, gdy spoglądając na swojego potomka zauważysz że jest do ciebie podobny.
>Tak, Franciszku z... To wlasnie nazwalbym infantylnoscia. Ale nie obrazaj sie - my wszyscy tak mamy. No, z niewielkimi wyjatkami... byc moze.

Spojrzałem na sprawe z innego(nie mojego) punktu widzenia. Patrz wyżej.

>>Czy to nie jest właśnie przekazywanie genów? I od razu brzmi inaczej niż "przekazywanie swojej własnej sekwencji kwasu DNA".
>Wiesz, to, ze parzenie sie dwojga ludzi jest dla nich przyjemne, to nie ulega kwestii. Ale co z tego? Czyz nie jest to przyjemne tylko dlatego, ze zostalismy zaprogramowani w ten sposob? Gdyby nie przyjemnosc... co by nas zmusilo do przekazywania (virusa) zycia? Po co bylby facet potrzebny kobiecie i vice versa?

Pewnie po nic. I co? Gdybanie zostaw księdzu.

>>>Jesli czyta to jakis wierzacy (a juz szczegolnie xiac), to niech sie za bardzo nie cieszy, ostrzegam lojalnie. Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym goracej smoly... Chyba optowalbym za tym pierwszym rozwiazaniem.
>>No, wierzący raczej starają się do tego kotła nie trafić. Swoją drogą wierzący postrzegają ateistów jako ludzi twojego pokroju (życie nie ma sensu skoro nie ma Boga blablabla).
>Synu, jakze daleko jestes od prawdy Rozgrzeszam Cie, bowiem nie znasz mnie. Codziennie przekonuje sie, ze Internet pozwala czlowiekowi byc kim tylko zapragnie. A tacy jak Ty... skorzy do wyciagania pochopnych wnioskow... jedynie powoduja, ze maly usmieszek gosci czasem na moim interfejsie.

Wybacz, ale to wywnioskowałem z Twojej wypowiedzi. To twoje słowa więc kajać się nie będe.

>>>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
>>Już o tym celu wspominałem...po co wszystko ma mieć cel!
>Dobrze by bylo. A jesli nie dobrze... to wytlumacz dlaczego bezsens jest lepszy od sensu.
Nie powiedziałem :"nie dobrze by wszystko miało cel". Przeinaczasz.

>>>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego, w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci. A Wy jak myslicie?
>>Skoro tak, to ja wole wdepnąć w gówno. Pozdrawiam.
>Z tym nie bede polemizowal. Zreszta... probujesz uczynic z koniecznosci cnote. Nieladnie.
Cnotę? Powiedziałem: wolę się urodzić niż nie istnieć. Gdzie czynie tu cnotę z konieczności?
G.K. (1679 punktów)
Patrząc na życie z tej perspektywy faktycznie nie ma ono sensu. W skali wszechświata jesteśmy tylko nic nieznaczącym pyłkiem, wszystkie nasze problemy, radości, nieszczęścia wydają się trochę żałosne. Osiągnięcia naszej cywilizacji i tak zostaną stracone np. przez samozagładę lub śmierć naszej gwiazdy. Za kilka miliardów lat nie zostanie po nas nawet najmniejszy ślad, żaden przedmiot, żadna informacja, żaden gen.

Ktoś może powiedzieć, że to jest bez znaczenia bo liczy się to co tu i teraz, bo ważne jest być szczęśliwym za swojego życia. Ale czym jest szczęście? Przecież to sytuacje i zdarzenia powodujące reakcje chemiczne w naszym mózgu. Cała nasza świadomość, wszystkie myśli to też tylko i wyłącznie reakcje chemiczne, które się skończą wraz ze śmiercią mózgu.

Nie ukrywam, nie raz byłem przerażony na myśl o nicości. Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tego, że nas nie ma, że nie czujemy, że nie myślimy. Pocieszający może być fakt, że nieskończenie wiele czasu wstecz również nas nie było. Właściwie to nasze życie doczesne jest tylko krótką przerwą na nieskończonej linii czasu.

Ciekawa może też być próba przeniesienia naszej świadomości na inny nośnik, co dało by nam więcej czasu. Jak to się może skończyć? Polecam lekturę pl.wikipedia.org/wiki/Skala_Kardaszewa i pl.wikiped(*)ologiczna_osobliwość


Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
13-04-2009 17:46 
 Ocena 2 na 2
evana (16 punktów)
"Osiągnięcia naszej cywilizacji i tak zostaną stracone np. przez samozagładę lub śmierć naszej gwiazdy. Za kilka miliardów lat nie zostanie po nas nawet najmniejszy ślad, żaden przedmiot, żadna informacja, żaden gen."

Dlaczego nie? Ja tam wierze, ze zycie, choć niekoniecznie w znanej nam dziś formie, będzie trwać!

"Nie ukrywam, nie raz byłem przerażony na myśl o nicości."
To zdaje sie każdy tak ma. Ja sobie tłumacze, ze zyc będę wiecznie, choć jakby troszkę rozproszona... No a w koncu, moze wszyscy sie kiedys spotkamy w jakiejs zabce?

Ponizej moj ulubiony wierszyk Waligorskiego, ktory dedykuje wszystkim co nicosci sie boja:

...więc była raz sobie żabka zbudowana z mnóstwa atomów
(bo z atomów wszystko się składa, począwszy od żabek do domów
I do ludzi. Z atomów ty się składasz i twoja ciocia),
Ale wracajmy do żabki. Otóż tę żabkę zjadł bocian,

I strawił ją dokładnie paskudny bocian ladaco,
I śliczną, zieloną żabkę przerobił, nie powiem wam na co,
I to coś spadło na ziemię. Była wiosna, świeciło słonko,
I wietrzyk przyniósł z daleka jakieś nieduże nasionko,

I usadził je na tej hm... żabce, i przeszedł jeden dzionek
I drugi, i z tego nasionka wylazł od dołu korzonek,
A od góry to znowuż łodyżka, czy - jeśli wolicie - szypułka,
I kwiatek na tej szypułce, a na kwiatku usiadła pszczółka

I kroplę miodu wyjęła pyszczkiem czy może łapką,
Nie myśląc wcale o tym, że ten miód był niedawno żabką.
Więc podsumujmy: Część żabki bocianowi wrosła w pierze,
Część jest w ziemi, część w kwiatku, część w miodzie, który
pszczółka właśnie bierze.

Lecz nim go zaniesie do ula, to trochę uszczknie czułką
I połknie, i ciut tej żabki stanie się właśnie pszczółką,
A resztę, zawartą w miodzie, zjedzą na śniadanie dzieci,
I tak się początkowa żabka po całym świecie rozleci,

A każdy atom w czymś innym, ba! Nawet w innym kraju!
Ale, być może, za milion lał te atomy się znowu spotkają
Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa, i po króciutkiej odsapce
Powiedzą: - Toż myśmy przecież już były raz w jednej żabce!!!

I zaczną się ściskać, całować, i będzie wielka laba,
A potem się zastanowią: - Czy my znowu jesteśmy żaba?
Ba! Któż to może wiedzieć? Ten twór, zupełnie nowy,
To może być żaba - rzekotka lub Żabka Alojzy, księgowy,

Lub... zresztą któż wszystkie ewentualności wymieni?
O rany... koledzy... to straszne, z czego my jesteśmy zrobieni!!!
G.K. (1679 punktów)
> "Osiągnięcia naszej cywilizacji i tak zostaną stracone np. przez samozagładę lub śmierć naszej gwiazdy. Za kilka miliardów lat nie zostanie po nas nawet najmniejszy ślad, żaden przedmiot, żadna informacja, żaden gen."
> Dlaczego nie? Ja tam wierze, ze zycie, choć niekoniecznie w znanej nam dziś formie, będzie trwać!

Nawet jeśli tak, to i tak się tego nie dowiemy, ponieważ naszej świadomości już wtedy nie będzie. Co więcej, za kilka tysięcy lat zostanie po nas jedynie pył.


> To zdaje sie każdy tak ma. Ja sobie tłumacze, ze zyc będę wiecznie, choć jakby troszkę rozproszona... No a w koncu, moze wszyscy sie kiedys spotkamy w jakiejs zabce?

Mówię o naszej świadomości, która przetrwa kilkadziesiąt (może kilkaset, jeśli wierzyć prognozom futurystów w kwestiach rozwoju techniki i medycyny). Faktycznie, nasze atomy przetrwają dość długo, ale co mi z tego?


Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
evana (16 punktów)

Cytat:
>Nawet jeśli tak, to i tak się tego nie dowiemy, ponieważ naszej świadomości już wtedy nie będzie. Co więcej, za kilka tysięcy lat zostanie po nas jedynie pył.


Ba! Ja sie nie dowiem nawet jaki będzie swiat za 50 lat! Co mi sie martwic śmiercią naszej gwiazdy czy nawet dzisiejszej ludzkiej świadomości...

Cytat:
>Mówię o naszej świadomości, która przetrwa kilkadziesiąt (może kilkaset, jeśli wierzyć prognozom futurystów w kwestiach rozwoju techniki i medycyny). Faktycznie, nasze atomy przetrwają dość długo, ale co mi z tego?


Moze naczytałam sie za dużo SF, ale kto powiedział ze ta świadomość, ktora teraz posiadasz jest jedyna i czy rozproszone w gwiezdnym pyle nasze atomy nie wygeneruja jakiejs innej, rownie interesujacej świadomości?
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
Polecam:
www.newswe(*)--przygotuj-sie-na-nia,38476,1

Nic odkrywczego, ale ku refleksji.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
darlove (2804 punktów)
Przeczytalem, ale niestety nic to nie wnioslo. Po prostu, gosc napisal to, co jest wiadome. Rzeczywiscie - jako obiecalas - nic odkrywczego. Ciekawe, czy lek przed nieistnieniem jest tylko i wylacznie domena czlowieka...

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Autografka (10638 punktów)
Myślę na ten temat tak:

Życie faktycznie nie ma jakiegoś uniwersalnego celu. Ani w sensie jednostkowym, ani w skali wszechświata.
Ma natomiast sens (np. patrząc z punktu widzenia jednostki, np. mnie) - dla mnie życie jest sensem samym w sobie.
Jest przyczyną i skutkiem wszystkiego czego mogę doświadczyć (co bez życia nie byłoby możliwe).
Oczywiście na swoje potrzeby człowiek może sobie tworzyć "prywatne" cele (ale nie uniwersalne) - np. przeżyć to życie dobrze. Co to znaczy? Szczegółowych definicji może być tyle ile ludzi. Dla jednego będzie to miłe spędzanie czasu na oglądaniu TV i grilowaniu, dla innego doktorat na MIT, dla jeszcze kogoś wywołanie uśmiechu na twarzach swoich dzieci. Czy to, że w zasadzie, nasze działania są bezcelowe powinno nas martwić? Sądzę, że nie powinniśmy się tym zadręczać.
rudyment (3233 punktów)
>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego,
>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>A Wy jak myslicie?

Myślę, ze ten problem jest problemem tylko poniżej pewnego poziomu serotoniny w mózgu.

"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
>>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego,
>>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>>A Wy jak myslicie?
>Myślę, ze ten problem jest problemem tylko poniżej pewnego poziomu serotoniny w mózgu.
Niemniej takie poziomy serotoniny występują u nas (ludzi) a to spontanicznie, a to w interakcji z otoczeniem. Podatność na obniżkę poziomu serotoniny jest sprawą jednostkową, jednak warto chyba walczyć z nakręcaniem się na jeszcze niższy poziom.
Pozdrawiam
PS. Emocje też mają swoją logikę.
rudyment (3233 punktów)
>>Myślę, ze ten problem jest problemem tylko poniżej pewnego poziomu serotoniny w mózgu.
>Niemniej takie poziomy serotoniny występują u nas (ludzi) a to spontanicznie, a to w interakcji z otoczeniem. Podatność na obniżkę poziomu serotoniny jest sprawą jednostkową, jednak warto chyba walczyć z nakręcaniem się na jeszcze niższy poziom.
>Pozdrawiam
>PS. Emocje też mają swoją logikę.

Owszem. Lepiej walczyć ze źródłem niż z objawem. A ponieważ, jako rzeczesz, emocje mają swoją logikę, z ich przykrymi aberracjami można racjonalnie powalczyć, miast borykać się z pozornym, z nich wynikłym problemem.


"Człowiek siądzie, pomyśli i wymyśli" (N. Dyzma)
Skymen (621 punktów)
>Niby to o religiach ma byc na tym subforum, ale ja troche o ich braku. To bedzie trudne. I bedzie
>pesymistyczne. Bo takie to jest, niestety.
>Dobra. Oczywiscie, mozna sie zachwycac swiatem, jego zlozonoscia... pieknem tej, czy tamtej
>rzeczy... mozna uzywac zycia "ile wlezie"... mozna sobie mowic, ze "to jest piekne, temu chcialbym
>sie poswiecic"... ale... No wlasnie: ALE.
>Powiem, jak jest. Nie ma celu. Nie istnieje cos takiego jak dlugofalowy cel zycia. To, co w
>religii nazywa sie "wieczna szczesliwoscia", "ogladaniem Boga", nie istnieje w swiecie ateizmu.
>Wiekszosc z ludzi, z ateistow, pewnie nieczesto mysli o tym, ze cokolwiek tutaj na ziemi zrobi, to
>pozostaje to NICZYM, a w zasadzie nic nie pozostaje.
>Wiem, ze mozna sie zachwycac na przyklad sztuka w szerokim tego slowa znaczeniu, uprawiac ja, ale w
>ostatecznym rozrachunku, jedyne co pozostaje to NICOSC. Wszechswiat tez umrze. Ziemia jeszcze
>wczesniej. Nie pozostanie z tej cywilizacji nic. Po co sie wysilamy? Po co robimy cokolwiek? Ja
>wiem. Po to, aby nie zwariowac. Mysle, ze "nicnierobienie" jest gorsze od klepania formulek do
>dowolnego boga.
>Ktos tutaj na forum pisal (niedawno czytalem), ze jego geny przetrwaja... cieszyl sie, ze jego geny
>przetrwaja... Nie wiem, jak sie wobec tego stwierdzenia zachowac. Zadne slowa nie oddadza tego, co
>odczuwam. Nie moge sie smiac, nie moge plakac. Pozostaje mi trwanie w ciszy. Nie wiem nawet, czy to
>infantylne, czy moze glebokie. Czy to ma jakikolwiek sens?
>Jesli czyta to jakis wierzacy (a juz szczegolnie xiac), to niech sie za bardzo nie cieszy,
>ostrzegam lojalnie. Nie wiem, co gorsze - czy przejsc do nicosci, czy moze siedziec w kotle pelnym
>goracej smoly... Chyba optowalbym za tym pierwszym rozwiazaniem.
>Summa summarum, sprawa na dluzsza mete jest beznadziejna. Zycie jest przypadkiem. I nie ma celu.
>Zostawianie potomstwa moze byc pocieszeniem dla tych, ktorzy nie do konca sobie zdaja sprawe z tego,
>w jakie g... wdepnelismy wraz z narodzeniem... z nicosci.
>A Wy jak myslicie?


Znam te dylematy...oj przerabiało się je...przerabiało...
Ukoiły mnie Stachurowe słowa w interpretacji Anki Chodakowskiej:

[...]
"Żyć z celem?
Z jakim celem?!
Czy życie ma jakiś cel?
Życie oczywiście ma sens, będąc sensem samo w sobie, ale celu nie ma!
Po co nam to?!
Gdyby życie miało jakiś cel -dokąd by ten cel prowadził?
Gdzie kończą się wszystkie ściany?
Na rogu!
Dokąd prowadzą wszystkie cele?
Do grobu!
Oto docelowy cel wszystkich celów!

Życie oczywiście nie ma celu.
Życie oczywiście nie ma grobu.
Życie JEST!
I będąc zawsze inne
Skrzące się...mieniące się...tryskające nieustającą nowością -nie
przemija...
Nie przemija z niego ani drobina!

Dlatego "Żywemu" nie spada na prawdę ani jeden włos z głowy!
To co fałszywe...marne...żałosne...blichtrowe -jest chwilowe, -jest czasowe,
-przemija...
Jak posępny czy hałaśliwy kondukt..."
[...]

Polecam:
"Msza Wędrującego" -Stachury w wykonaniu Anny Chodakowskiej
Wersja nagrania ze Starej Prochowni z 82roku.
Na ileż pytań znalazłem tam odpowiedzi!

Kto chce -to owa rzadkość jest w mp3 do pobrania:
Linki znajdziecie tu: www.niebianska.republika.pl
liliac (147340 punktów)
Mnie nie przeraża ani koncepcja braku celu, ani perspektywa nicości. Co jakiś czas podczas różnych dysput światopoglądowych ze strony wierzących rozmówców pada pytanie: "Ale jaki w takim razie widzisz cel życia?" i mam wtedy w rzeczy samej problem z odpowiedzią, ale głównie dlatego, że nigdy nie odczuwałam potrzeby posiadania celu życia, a nauczyłam się już, że oni ni w ząb tego nie zrozumieją
Skymen (621 punktów)
>Mnie nie przeraża ani koncepcja braku celu, ani perspektywa nicości. Co jakiś czas podczas różnych dysput światopoglądowych ze strony wierzących rozmówców pada pytanie: "Ale jaki w takim razie widzisz cel życia?" i mam wtedy w rzeczy samej problem z odpowiedzią, ale głównie dlatego, że nigdy nie odczuwałam potrzeby posiadania celu życia, a nauczyłam się już, że oni ni w ząb tego nie zrozumieją

Jeśli "życie" jako takie miałoby mieć jakiś cel, tym jego celem byłaby reprodukcja genów...więc nic dziwnego że "wierzący" [w cel życia] tak wielką wagę przykładają do prokreacji
darlove (2804 punktów)
>Jeśli "życie" jako takie miałoby mieć jakiś cel, tym jego celem byłaby reprodukcja genów...więc nic dziwnego że "wierzący" [w cel życia] tak wielką wagę przykładają do prokreacji

Hm... Mysle jednak, ze powod zachecania do dzieciorobstwa jest jednak inny. Rzecz pierwsza to pokazanie owieczkom, ze dzieci nalezy robic tylko zgodnie za zaleceniami jedynie slusznej sily. To wzmaga w czarnoksieznikach poczucie wladzy. Po drugie, kto wie, czy nie wazniejsze, dzieciorobstwo jest na reke Kosciolowi, albowiem to wlasnie na ludziach on bazuje. A im ich wiecej i im bardziej niewyksztalceni, tym lepiej. Szatanska logika, ale... dziala. Chyba. Probuje zrozumiec doglebnie, co stoi za tym, ze zycie nienarodzone jest w Krk bardziej holubione od tego narodzonego...

Wracajac do reprodukcji genow, ktora rzeczywiscie jest jedynym "celem" tego zycia... Pisze "celem", bowiem - wg mnie - nie jest to zaden cel, a jesli juz jest, to bezsensowny. W tym "celu" nie upatruje zadnego sensu. Coz, miec cel, ktory jest bez sensu... Ale niektorzy mowia: "w tym szalenstwie jest metoda." Jeszcze nie odkrylem jaka, ale pracuje nad tym.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
lodowy (1486 punktów)
Czyżby racjonalizm zmierzał do samounicestwienia przez wymarcie?
darlove (2804 punktów)
>Czyżby racjonalizm zmierzał do samounicestwienia przez wymarcie?

To niewykluczone. Ciekawy problem: Czy plodzenie dzieci jest racjonalne? Oczywiscie, czlowiek nie jest caly czas racjonalny, a Natura tez robi swoje. Poped jest chyba jedak silniejszy od wszystkich madrosci tego swiata, szczegolnie gdy facet widzi gola babke, ktora jest na wyciagniecie... reki.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Skymen (621 punktów)
>>Czyżby racjonalizm zmierzał do samounicestwienia przez wymarcie?
Czyżbyś uważał[a] że celibat to najwyższa forma racjonalizmu?!?

>To niewykluczone. Ciekawy problem: Czy plodzenie dzieci jest racjonalne? Oczywiscie, czlowiek nie jest caly czas racjonalny, a Natura tez robi swoje.
Ale Natura jest przecież RACJONALNA! Nic nie dzieje się w niej bez powodu -bez przyczyny którą można odnaleźć i logicznie wyjasnić. Przecież źródłem-wzorem tzw. "racjonalności" jest umysł ludzki -w końcu jest to produkt tejże samej Natury.

> Poped jest chyba jedak silniejszy od wszystkich madrosci tego swiata, szczegolnie gdy facet widzi gola babke, ktora jest na wyciagniecie... reki.
W takiej sytuacji największą mądrością tego świata jest wyciagnąć rękę...po babkę
darlove (2804 punktów)
>Ale Natura jest przecież RACJONALNA! Nic nie dzieje się w niej bez powodu -bez przyczyny którą można odnaleźć i logicznie wyjasnić.

To, ze daje sie logicznie wyjasnic, nie implikuje, moim zdaniem, ze musi to byc racjonalne. Przyklady sa zbyt trywialne, abym sie nad tym dluzej zatrzymywal.

>Przecież źródłem-wzorem tzw. "racjonalności" jest umysł ludzki -w końcu jest to produkt tejże samej Natury.

A co to ma do rzeczy? Cytat: Racjonalizm jest "the doctrine that reason is the right basis for regulating conduct" za wordnet.princeton.edu/perl/webwn. Drugi: "In epistemology and in its broadest sense, rationalism is "any view appealing to reason as a source of knowledge or justification" (Lacey 286). In more technical terms it is a method or a theory "in which the criterion of the truth is not sensory but intellectual and deductive" (Bourke 263)" za en.wikipedia.org/wiki/Rationalism. Wydaje mi sie wobec powyzszego, ze przykladanie miary racjonalizmu do Natury nie za bardzo Ci wyjdzie.

>> Poped jest chyba jedak silniejszy od wszystkich madrosci tego swiata, szczegolnie gdy facet widzi gola babke, ktora jest na wyciagniecie... reki.
>W takiej sytuacji największą mądrością tego świata jest wyciagnąć rękę...po babkę

Skoro tak uwazasz, to nie bede Ci przeszkadzal.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Skymen (621 punktów)
>>Ale Natura jest przecież RACJONALNA! Nic nie dzieje się w niej bez powodu -bez przyczyny którą można odnaleźć i logicznie wyjasnić.
>To, ze daje sie logicznie wyjasnic, nie implikuje, moim zdaniem, ze musi to byc racjonalne. Przyklady sa zbyt trywialne, abym sie nad tym dluzej zatrzymywal.

Chętnie jednak bym poznał przykład "logicznego wyjaśnienia" zjawiska które nie ma twoim zdaniem "racjonalnego wytłumaczenia"

>>Przecież źródłem-wzorem tzw. "racjonalności" jest umysł ludzki -w końcu jest to produkt tejże samej Natury.
>A co to ma do rzeczy? Cytat: Racjonalizm jest [...] Wydaje mi sie wobec powyzszego, ze przykladanie miary racjonalizmu do Natury nie za bardzo Ci wyjdzie.

Wychodząc z założenia odwrotnego i przykładając miarę naturalną [natury] do racjonalizmu mamy co nastepuje:
Racjonalizm jest naturalny, tak samo jak wszystko inne...to ci się zgadza?
Więc dlaczego ci się nie zgadza twierdzenie że natura jest wytłumaczalna, więc jest racjonalna -"racjonalizowalna" [może "nie od razu" sama przez się ale z racji logiki dostrzeganej przez człowieka w prawach natury jaką się natura "kieruje"].
Szczerze mówiąc nurtuje mnie nadal pytanie dlaczego tak mocno temu negujesz.
biblijny (54 punktów)
Ja mam już za sobą te wszystkie wątpliwości i niepokoje.Też byłem ateistą i zmagałem się z takimi samymi myślami.
Ale uwierzyłem w Ewangelię i uwierzyłem,że Jezus zmartwychwstał.
I wiem,że ja również zmartwychwstanę tak samo jak On.
Od tego czasu przestałem się lękać śmierci.Nie wiem jak to się stanie,ale wierzę,że tak będzie i wiem,że wierząc nic nie tracę-zupełnie nic!
I uwierz mi,że naprawdę przestałem czuć bezsens istnienia i przestałem się lękać.
Wiem,że może większość z was uzna to za ułudę i za brak rozumu itd.,ale skoro mi to daje szczęście.Więcej,odczuwam pewność,że tak się stanie.
Wiem,że Jezus jest człowiekiem,który 2000 lat temu w Jerozolimie po okrutnej męce i śmierci po trzech dniach pobytu w grobie zmartwychwstał, abym i ja kiedyś mógł zmartwychwstać.
17-04-2009 19:14 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Wiem,że Jezus jest człowiekiem,który 2000 lat temu w Jerozolimie po okrutnej męce i śmierci po trzech dniach pobytu w grobie zmartwychwstał, abym i ja kiedyś mógł zmartwychwstać...

   ... że "Mu" się chciało, eh!
17-04-2009 19:52 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>abym i ja kiedyś mógł zmartwychwstać.

   Po co?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
biblijny (54 punktów)
Cytat:
>   Po co?


Abyśmy mieli pewność,że również zmartwychwstaniemy.
17-04-2009 22:39 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

> Cytat:
>   Po co?

>Abyśmy mieli pewność,że również zmartwychwstaniemy.

   Po co mielibyśmy zmartwychwstać?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
17-04-2009 20:00 
 Ocena 1 na 1
darlove (2804 punktów)
>Ale uwierzyłem w Ewangelię i uwierzyłem,że Jezus zmartwychwstał.

Ktora? Te, ktora do wierzenia podaja funkcjonariusze Krk? Bo wiesz, Ewangelii jest kilka, jesli nie kilkanascie. Niektore zostaly uznane (na jakiej podstawie?) przez Krk, a niektore nie. Dodatkowo, Ewangelie powstaly dlugo po smierci Jezusa. A wiesz dlaczego? Ano dlatego, ze ludzie wowczas mysleli, ze paruzja nastapi niedlugo po jego smierci. Dopiero, gdy zorientowano sie, ze nic takiego nie nadchodzi, zaczeli powoli spisywac tzw. Ewangelie. I wydaje Ci sie, naprawde wydaje Ci sie, ze napisano prawde, cala prawde i tylko prawde? Jesli tak, to ciekawi mnie, ale nie tylko mnie, skad w Ewangeliach tak wiele rozbieznosci. Przeciez Slowo Boga powinno byc jedno i nieomylne, nieprawdaz? Poza tym wszystkim, Bog Izraela to tylko jedno z bostw, wiare w ktore wyznawali. Troche historii by sie przydalo i refleksja nad nia. Oczywiscie, wierzyc mozna w cokolwiek - na to nie ma rady. Jesli daje Ci to szczescie - Twoja sprawa.

>I wiem,że ja również zmartwychwstanę tak samo jak On.

I wiem, i wiem, i wiem... Szkoda, ze ja nie wiem. Tylko dzieki tym, ktorzy nie wiedzieli, mamy dzisiaj prawa czlowieka, Nauke i Technike. Wole jednak nie wiedziec i poszukiwac. Szukac prawdy.

>Od tego czasu przestałem się lękać śmierci.Nie wiem jak to się stanie,ale wierzę,że tak będzie i wiem,że wierząc nic nie tracę-zupełnie nic!

Spoko. Rozumiem Cie, boc sam kiedys bylem katolikiem. Jednakze powiedziec: wierze!, to nie to samo co: wiem. To dwie rozne sprawy. Ty wierzysz. A to nie jest wiedza.

>I uwierz mi,że naprawdę przestałem czuć bezsens istnienia i przestałem się lękać.

A kto powiedzial, ze ateista musi sie lekac? Niektorzy sie nie lekaja. Lem sie, zdaje sie, nie lekal. Istnieje pewien niedosyt, jesli o mnie chodzi, ale przynajmniej ateista sie nie oklamuje. Nie wiem, co jest lepsze. Najgorsza prawda, czy najpiekniejsza, choc nieprawdziwa, bajka. Nie mnie to oceniac. Kazdy robi to indywidualnie.

>Wiem,że może większość z was uzna to za ułudę i za brak rozumu itd.,ale skoro mi to daje szczęście.Więcej,odczuwam pewność,że tak się stanie.

Sam sobie wspaniale odpowiedziales. Jesli daje Ci to szczescie...

>Wiem,że Jezus jest człowiekiem,który 2000 lat temu w Jerozolimie po okrutnej męce i śmierci po trzech dniach pobytu w grobie zmartwychwstał, abym i ja kiedyś mógł zmartwychwstać.

Nie wiesz. Znow mylisz wiare z wiedza. Ty wierzysz. A to totalna roznica.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
biblijny (54 punktów)

Cytat:
>Ktora? Te, ktora do wierzenia podaja funkcjonariusze Krk?


Ewangelia to dobra nowina i jest tylko jedna.Natomiast napisana przez rożnych autorów dlatego zaznacza się że jest to Ewangelia według...

Cytat:
Bo wiesz, Ewangelii jest kilka, jesli nie kilkanascie. Niektore zostaly uznane (na jakiej podstawie?) przez Krk, a niektore nie.


Ewangelii kanonicznych jest cztery.Apokryfów zaś ponad trzydzieści.Wszystkie powstały od II do V wieku.

Cytat:
Dodatkowo, Ewangelie powstaly dlugo po smierci Jezusa. A wiesz dlaczego? Ano dlatego, ze ludzie wowczas mysleli, ze paruzja nastapi niedlugo po jego smierci. Dopiero, gdy zorientowano sie, ze nic takiego nie nadchodzi, zaczeli powoli spisywac tzw. Ewangelie.


Nie tak znowu długo.Natomiast pierwsze zapisane słowa o zmartwychwstaniu pochodzą z 49 roku naszej ery.

Cytat:
I wydaje Ci sie, naprawde wydaje Ci sie, ze napisano prawde, cala prawde i tylko prawde? Jesli tak, to ciekawi mnie, ale nie tylko mnie, skad w Ewangeliach tak wiele rozbieznosci. Przeciez Slowo Boga powinno byc jedno i nieomylne, nieprawdaz?


Wiesz dobrze,że prawdę w pojęciu faktów historycznych rozumiano w tamtym czasie trochę inaczej jak dzisiaj.Wiesz,prawda?
Biblia zawiera Słowo Boże nie jest zaś Słowem Bożym w sensie ścisłym.

Cytat:
Poza tym wszystkim, Bog Izraela to tylko jedno z bostw, wiare w ktore wyznawali. Troche historii by sie przydalo i refleksja nad nia. Oczywiscie, wierzyc mozna w cokolwiek - na to nie ma rady. Jesli daje Ci to szczescie - Twoja sprawa.


Tak,wiem,że Jah to ponoć był bogiem plemiennym Moabitów itp.,ale dowodów na to nie ma.
Zresztą temat jest dość obszerny a nie każdego pewnie to interesuje więc przejdę
dalej.

Cytat:
>I wiem, i wiem, i wiem... Szkoda, ze ja nie wiem. Tylko dzieki tym, ktorzy nie wiedzieli, mamy dzisiaj prawa czlowieka, Nauke i Technike. Wole jednak nie wiedziec i poszukiwac. Szukac prawdy.


Sam wiesz,że to nie do końca prawda, że akurat dzięki tym,którzy nie wiedzieli...
A co do tego,że ty nie wiesz to tylko twoja wina,niczyja więcej.

Cytat:
>Spoko. Rozumiem Cie, boc sam kiedys bylem katolikiem. Jednakze powiedziec: wierze!, to nie to samo co: wiem. To dwie rozne sprawy. Ty wierzysz. A to nie jest wiedza.


Św.Paweł powiedział,że "wiara to pewność".Ja mam pewność i tacy jak ja udowodnili w czasie 2000 lat chrześcijaństwa,że byli w stanie oddać życie za to,w co wierzyli.
Daleko nie potrzeba szukać,wystarczy zobaczyć ilu męczenników za wiarę było w XX wieku.
Tacy mieli pewność wynikającą z wiary,gdyby było inaczej...

Cytat:
>A kto powiedzial, ze ateista musi sie lekac? Niektorzy sie nie lekaja. Lem sie, zdaje sie, nie lekal. Istnieje pewien niedosyt, jesli o mnie chodzi, ale przynajmniej ateista sie nie oklamuje. Nie wiem, co jest lepsze. Najgorsza prawda, czy najpiekniejsza, choc nieprawdziwa, bajka. Nie mnie to oceniac. Kazdy robi to indywidualnie.

Nie mówiłem o ateistach a o jednym czyli o mnie.
Co do Lema to nie siedziałem w jego głowie w chwili śmierci więc stwierdzić tego nie mogę.A mówić można różne rzeczy.
Ja się nie okłamuję.Jezus powiedział,że jest "Drogą i Prawdą i Życiem".
Powiedział również:"Poznacie Prawdę a Prawda uczyni was wolnymi."

Cytat:

>Nie wiesz. Znow mylisz wiare z wiedza. Ty wierzysz. A to totalna roznica.


Wierzę!Zgadza się,ale jak już powiedziałem,że ta wiara jest pewnością.
17-04-2009 22:37 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Ja mam pewność i tacy jak ja udowodnili w czasie 2000 lat chrześcijaństwa,że byli w stanie oddać życie za to,w co wierzyli.

   A i odebrać niejedno.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Skymen (621 punktów)
>>Ja mam pewność i tacy jak ja udowodnili w czasie 2000 lat chrześcijaństwa,że byli w stanie oddać życie za to,w co wierzyli.
>   A i odebrać niejedno.

Zaprawdę nie ci to sami byli co odbierali je innym i co oddawali za innych własne...

"Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie." Mt. 7,21

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365