Tymi słowami (jak w temacie) zakończył swój artykuł w "Polityce" Adam Szostkiewicz. Artykuł jest o tyle ciekawy, że jest w nim zawartch kilka mocnych słów, które są niewygodne dla zwolenników "wyborów kościoła". W czym tkwi problem według autora? "Polityczna nadpobudliwość Kościoła w i po kampanii prezydenckiej - to powazny problem dla polskiego katolicyzmu i naszej semokracji" a przecież wierni przychodzą do kościoła po Słowo Boże a nie wysłychać dywagacji o polityce, która to dywagacje dostają gratis. Czy Kościół złamał zasadę neutralności politycznej?Skoro biskupi czy księża wchodzą na teren polityczny czyż opinia publiczna nie powinna ich traktować jako polityków? |