> Czy ma być naszym obowiązkiem wyszukiwanie śladów erystyki i zwalczanie jej? Czy może taka sztuka występować jako zjawisko pozytywne a używanie jej być usprawiedliwione?
W komunikacji międzyludzkiej pojawiają się dwa rodzaje sytuacji. Po pierwsze, obu stronom może zależeć na ustaleniu stanu faktycznego (czyli na dojściu doprawdy); po drugie - każdej stronie może zależeć na tym, aby drugą stronę przekonać do swoich racji, czyli - jak to się mówi - pokonać przeciwnika (stan faktyczny nie ma wówczas istotnego znaczenia). Te dwie sytuacje są kompletnie odmienne - ponieważ różne są w nich cele, różne też są w nich używane środki, a chwyty erystyczne pojawiają się tylko w tym drugim rodzaju dyskusji. Co ciekawe, zajmują się tym dwie zasadniczo odmienne teorie logiczne. Pierwszym rodzajem sytuacji zajmuje się teoria dowodu, czyli tzw. logika formalna; drugą - tzw. teoria argumentacji, czyli logika nieformalna.
Na pytanie: czy chwyty erystyczne należy zwalczać nie ma dobrej odpowiedzi. Ewentualne ich zwalczanie będzie z pewnością nieskuteczne: niewątpliwie nigdy nie znikną one np. z dyskursu politycznego. Od pół roku śledzę niektóre dyskusje na tym forum i zapewniam Cię, że występują w nich wszystkie możliwe nieuczciwe chwyty polemiczne, zarówno z klasycznego arsenału Schopenhauera (np. ad personam czy przekręcanie wypowiedzi przeciwnika), jak i bardziej wyrafinowane. Chyba najlepszą metodą jest przechodzenie nad nimi do porządku i trzymanie się samemu wyłącznie meritum sporu. Przede wszystkim jednak przypominam Ci, że choć dyskutować można o wszystkim, to jednak nie ze wszystkimi warto dyskutować. Na dyskusję z człowiekiem stale stosującym złośliwe tricki erystyczne po prostu szkoda czasu.
Poza tym masz rację, że w pewnych sytuacjach pewne techniki erystyczne mogą być dopuszczalne. Przypuśćmy np. że jakiś polityk peroruje, iż w celu ochrony naszego przemysłu należy zamknąć granice dla zagranicznych produktów; jeśli pokażesz, że on sam chodzi we włoskich butach i jeździ francuskim samochodem, będzie to dopuszczalny argument, choć jest to definitywnie ad personam. Temat jest tak obszerny, że - choć mnie osobiście bardzo on interesuje - na razie ograniczę się tylko do powyższego komentarza, aby nie zanudzić Cię zbytnim teoretyzowaniem.
Pozdrawiam - M *
|