Na stronach gazet i portalach pojawiają się informacje, że USA, jeden z nielicznych krajów, gdzie jest orzekana kara śmierci - ma kłopoty z jej wykonywaniem. A to skończyły się zapasy sprawdzonego specyfiku (trucizny), a to nowe receptury się nie sprawdzają, i delikwent umiera godzinami w męczarniach.
Pomijam sprawę etyczną wyrokowania kary śmierci.
Ale co stoi na przeszkodzie, aby skazańcowi zaaplikować narkozę, a potem, bezboleśnie dla niego spowodować jego zgon - medycyna chyba zna setki możliwości? Czy chodzi o to, żeby skazaniec czuł, że umiera, jak to czyniono w przeszłości, stosując wyrafinowane metody tortur poprzedzających maksymalnie opóźniony zgon? |