>
Liberałowie twierdzą iż to społeczeństwo nadaje kształt instytucjom państwowym i publicznym natomiast socjaliści twierdzą na odwrót - odpowiednie instytucje wykształcą odpowiedniego człowieka.Kwadratura koła, nieprawdaż?

Historycznie patrząc, to człowiek pierwotny (ten najbardziej pierwotny) prawdopodobnie żył sobie sam. Ale przestało mu to wystarczać. Założył więc pierwszą instytucję - rodzinę. Z czasem i tego było mu za mało więc tworzył kolejne - ród, klan, plemię. Aż doszedł do narodu, społeczeństwa, a nawet ludzkości.
Rosnący stopień skomplikowania kolejnych struktur instytucjonalnych zmusił ludzi do powoływania nowych instytucji mających na celu obsługę tych pierwszych (dla uproszczenia nazwijmy te pierwsze "instytucjami pierwotnymi", a te drugie, obsługujące - "wtórnymi").
Przypatrzmy się bliżej najprostszej z instytucji - rodzinie. To Mamusia, Tatuś i (min. jedna) Pociecha. Czyli jacyś ludzie. Charakter (obraz) instytucji zależy od charakteru (obrazu) tworzących ją członków. Dlatego możemy mówić o rodzinach "zdrowych", "porządnych", "dobrych" lub "patologicznych". Instytucja posiada jednak pewną "autonomię". I to ta "autonomia" oddziałuje na tworzących instytucję ludzi. Rodzina ma bowiem wartości i cele
grupowe często sprzeczne z wartościami i celami tworzących ją jednostek.
Mamy więc do czynienia ze specyficznym "sprzężeniem zwrotnym" - jednostki tworzą instytucję i jej charakter, ale też są przez nią kształtowane.
I tak jest z każdą instytucją. Ergo: rację mają zarówno "liberałowie" jak i "socjaliści".
>
Postęp idzie w duchu tej drugiej teorii. Taki pogląd zawsze ma tendencje to wykształcenia jakiegoś modelu utopii, gdzie to dana instytucja a nie człowiek stanowi ostatnią instancję odwoławczą.Nie zgodzę się z tą tezą.
Postęp jest efektem gry interesów, mentalności, a nawet... marzeń.
Utopia, to coś nierealnego. Tymczasem przedstawiony przeze mnie powyżej model jest jak najbardziej realny, bo funkcjonujący bez zarzutu od kilkunastu tysięcy lat.
Z wyrazami sympatii.
fides ex necessitate esse non debet