Racjonalista - Strona głównaDo treści
Moralność matki

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
15-09-2008 21:43Oana (28 punktów)Moralność matki
0 na 2
Lekarz przepisał mi antykoncepcję hormonalną, ze względów zdrowotnych. Ale było to ponad 5 lat temu, lekarz wciąż nie powiedział mi, abym odstawiła te leki. Zapytałam go sama, czy już nie powinnam, on stwoerdził, że jeśli nie planuję ciąży - powinnam wciąż je przyjmować, gdyż jeśli przed urodzeniem dziecka przerwę kurację - dolegliwości zapewne powrócą.

Zastanawia mnie jedna kwestia...
Zapytany o kwestię moralności antykoncepcji powiedział, że jeśli lekarz mi je przepisał - to przyjmowanie antykoncepcji hormonalnej grzechem nie jest. Ale przecież...

Gdy zapomniałam tabletki i powiedziałam o tym lekarzowi - lekarz polecił mi Postinor. Odmówiłam, twierdząc, że nie zgadza się to z moją ideologią, że jeśli mam być w ciąży to chcę być.

Swoją opinię umotywowałam tym, że jak najbardziej zgadzam się z tym, aby hamowac owulację,a by utrudnić plemnikom dojście do komóki jajowej, ale jesli już dojdzie do zapłodnienia - pocznie się dziecko, wg mnie nie godzi się utrudniać mu implatnacji.

Lekarz uświadomił mi, że biorąc plastry/tabltki również musze liczyć się z tym, że komórka jajowa uwolni się, dojdzie do zapłodnienia, jednak nie dojdzie do implantacji zapłodnionej, kiludniowej komórki jajowej, gdyż przez branie tabletek ograniczyła się zdolność macicy do przyjęcia komórki.

Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.

Czuję się strasznie - czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na to, że poczynało się dziecko? a z mojego powodu nie doszło do implatnacji?

Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić? Co Wy o tym sądzicie?

Z góry dziękuję za poważną odpowiedź.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

stilgar (7322 punktów)

>Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma
>już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.

Z definicji, zapłodniona komórka jajowa dzieckiem nie jest. Aby dzieckiem mogła się stać, musi przejść przez wiele etapów, które trwają zwykle około dziewięciu miesięcy.

Taka komórka nie myśli, nie czuje.

Moim zdaniem nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Po prostu uległaś szkodliwej propagandzie pro-life'owców.
15-09-2008 22:11 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma
>>już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.
>Z definicji, zapłodniona komórka jajowa dzieckiem nie jest. Aby dzieckiem mogła się stać, musi przejść przez wiele etapów, które trwają zwykle około dziewięciu miesięcy.
>Taka komórka nie myśli, nie czuje.
>Moim zdaniem nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Po prostu uległaś szkodliwej propagandzie pro-life'owców.

Stilgar...przecie "Oana" to facet...dla faceta w..."poważnym stanie" każda "komórka" może być ideologicznie szkodliwa

Czy mnie wzrok myli:
Nazwisko: Oana
Płeć: Mężczyzna
Liczba punktów: 5
Zainteresowania:
filozofia, technologie
Data zarejestrowania: 2008-09-15
Data pierwszego wpisu na forum: 2008-09-15
Wypowiedzi na forum: 1 Zobacz..
???
Oana (28 punktów)

wzrok Cie nie myli, ale... mezczyzna jest płcią ustawianą domyślnie w profilu, już dokonałam korekty
@ffe? (3233 punktów)
>Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma
>już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.
>Czuję się strasznie - czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na
>to, że poczynało się dziecko? a z mojego powodu nie doszło do implatnacji?
>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić? Co Wy o tym sądzicie?
>Z góry dziękuję za poważną odpowiedź.

Ludzka komórka jajowa kilka dni po zapłodnieniu nie ma jeszcze płci, włosów, oczu, o wzroście nie wspominając. Ma jeszcze mniej wspólnego z dzieckiem, niż projekt domu z rzeczywistym domem.To tylko odległa zapowiedź, która wcale nie musi się zrealizować - i przeważnie się nie realizuje,nawet wtedy, gdy się nie stosuje antykoncepcji.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
16-09-2008 08:13 
 Ocena-2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
>To tylko odległa zapowiedź, która wcale nie musi się zrealizować - i przeważnie się nie realizuje,nawet wtedy, gdy się nie stosuje antykoncepcji.
To już "inna bajka" - nie mamy na to wpływu.

Problem polega na tym, czy świadomie usunąć zapłodnioną komórkę?

Pozdrawiam - Zbyszek

PRZEWARTOŚCIOWANIE WSZELKICH WARTOŚCI
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na
>to, że poczynało się dziecko?
"Decydowanie się" na coś to celowe w tym kierunku działanie. Ty decydowałaś się na antykoncepcję. Czy może "decydowałeś się" - ale na to samo wychodzi.
.
Oana (28 punktów)
płeć "mężczyzna" była ustawiona domyślnie, a ja oczywiście jestem kobietą... już poprawiłam.

Niestety nie zgodzę się z tym, że aby z zarodka stworzyło się dziecko było niezbędnych 9 miesięcy...
wiele dzieci rodzi się w 6 miesiącu zycia i jak najbardziej są dziećmi.

Jeśli matka traci dziecko w 3 miesiącu ciąży - traci dziecko a nie jego projekt.

Oczywiście dziecko nie ma wtedy włosów ani koloru oczu, ale ma już to zapisane w genach... ma mikro włosy, bije mu serce itp.

Poza tym zarodek wykazuje wszystkie funkcje życiowe więc człowiekiem już jest.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>zarodek [...] człowiekiem już jest.
Ja się z tym zgadzam. (By odpowiedzieć @ffe? trzeba kliknąć "Odpowiedz.." z jego posta.)
.
16-09-2008 11:17 
 Ocena 3 na 3
O RLY? (0 punktów)

>wiele dzieci rodzi się w 6 miesiącu zycia i jak najbardziej są dziećmi.

A rodzą się jakieś w pierwszym tygodniu?
Oana (28 punktów)
jeśli płód nie jest człowiekiem, to czym jest? Bo płód sam w sobie nie jest niczym odrębnym, określanym jakimkolwiek terminem... Przecież nie było jeszcze przypadku, by płód płodem pozostał. Każdy płód przekształcił się w człowieka. Podobnie każda zygota czy też każdy embrion.

Plemnik - pozostaje pleminikiem. Komórka jajowa - komórką jajową.
A płód, zarodek staje się człowiekiem.
16-09-2008 13:06 
 Ocena 6 na 6
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>jeśli płód nie jest człowiekiem, to czym jest?

To zależy od wieku. Zacznijmy od pierwszego podziału zapłodnionej komórki. Mamy hodowlę dwóch komórek, które w zasadzie niczym się nie różnią od innych komórek diploidalnych. Możemy patrzeć na nie i widzieć przyszłe bliźniaki jednojajowe, możemy widzieć przyszłe pojedyncze dziecko, możemy widzieć w nich materiał zapasowy na potrzeby zapłodnienia in vitro, możemy widzieć w nich tylko zwyczajną hodowlę tkankową na potrzeby badań naukowych lub medycznych.

1. Taka para komórek oczywiście nie jest człowiekiem, jest tylko parą komórek.

Kolejne podziały niczego nie zmieniają.

Zmiana jakościowa następuje w momencie zagnieżdżenia się embrionu w macicy. W tym momencie uruchamiają się geny odpowiedzialne za funkcje pasożytnicze płodu, na poziomie genów rozpoczyna się wojna o zasoby organizmu matki. Embrion próbuje jak najwięcej wyciągnąć z organizmu matki, ona broni się, żeby zostało coś dla następnych dzieci. Oczywiście na innych poziomach geny współpracują ze sobą, ta współpraca dominuje, ale wojna o zasoby może się eskalować i doprowadzić do odrzucenia płodu przez organizm matki. Z tych lub innych powodów większość embrionów zostaje przez matkę wydalona z organizmu tak jakby była to zwyczajna miesiączka.

Na tym etapie płód jest jak widać tylko próbą, czymś, czego pozbywamy się bez skrupułów i bez wyrzutów sumienia, jest to jakby szkic człowieka, zarys portretu, który usuwamy bez mrugnięcia okiem i bierzemy następną kartkę. Nie słyszałem jeszcze, żeby ktokolwiek przejmował się losem płodów, które masowo wydalane są w wieku dwóch tygodni. Nikt jeszcze nie praktykował żałoby po takiej miesiączce, nie wyprawiał pogrzebu 14-dniowemu embrionowi.

2. kilkudniowy embrion z pewnością nie jest człowiekiem, jest tylko sprawdzeniem nowej kombinacji genów, jest pierwszym testem, czy geny pasują do siebie - czy z tego może być człowiek czy nie.

Tutaj kończą się racjonalne i naukowe proste i pewne odpowiedzi. Od tego momentu im dalej, tym odpowiedź na Twoje pytanie staje się trudniejsza.

3. Kiedy pierwszy test pomyślnie się zakończy, kiedy organizm matki ostatecznie przestawi się na metabolizm ciąży i zapomni o cyklu miesiączkowym, możemy zacząć mówić o rozwijającej się w organizmie matki nowej istocie ludzkiej. Dopóki kobieta nie zaczyna sobie uświadamiać, że termin miesiączki już minął, z moralnego punktu widzenia nie można mówić o nowym człowieku, gdyż moralnie niewyobrażalny jest dla mnie system badań pozwalający śledzić zapłodnione jajo. Dlatego twierdzę z subiektywną pewnością, że embrion 14-dniowy nie jest jeszcze człowiekiem i niemoralne byłoby mu przypisywanie atrybutu człowieczeństwa.

Niemniej jednak, potrafię sobie wyobrazić, ze za 100 lat każdy z nas będzie miał w sobie nanoroboty, kóre będą monitorować nasze zdrowie. Każda kobieta będzie mogła śledzić losy swojego jaja, a jej komputer wyrzeźbi dla niej hologram przyszłego dziecka, które będzie mogła od razu pokochać, zanim jeszcze jej organizm zdecyduje się, czy go chce czy nie. Wtedy taka kobieta będzie miała naturalny powód do żałoby i do uroczystości pogrzebowych szczątków jej wydzieliny miesiączkowej.

doku
Oana (28 punktów)
Na pewno w spokoju powrócę do Twego posta i zgłębię w spokoju jego treść.

Na razie odpowiem tylko tyle:

Mechaniczne metody antykoncepcyjne dają pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.

W przypadku antykoncepcji hormonalnej nawet najbardziej prawidłowa, zapłodniona komórka jajowa może zostać mechanicznie pozbawiona prawa dożycia (niedostatecznie rozwinięta błona macicy, uniemożliwiająca implantację zarodka i jego dalszy rozwój).
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Mechaniczne metody antykoncepcyjne dają pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.

To wszystko nie jest takie proste. Psychologia ewolucyjna zauważyła, że pierwotną funkcją prezerwatywy jest osłabienie czujności kobiety i zapłodnienie jej wtedy, gdy się tego nie spodziewa. Dowodzą tego badania przeprowadzone przez Bakera i jego kolegów. Efektem tych praktyk jest fakt, że prezerwatywy, mimo że są mocne, szczelne i praktycznie uniemożliwiają zapłodnienie, to jako metoda antykoncepcyjna jest najmniej skuteczna. Badania ujawniły, że bardzo wielu mężczyzn celowo uszkadza prezerwatywę lub nakłada ją tak sprytnie, że zsuwa się ona podczas stosunku.

Powszechne stosowanie prezerwatyw doprowadziłoby w ciągu kilkuset lat do tego, że tylko geny oszustów przetrwałyby taką NATURALNĄ, jak ją nazwałaś, selekcję. Nie zapominaj, że ewolucja jest faktem. Powszechne używanie prezerwatyw nieuchronnie doprowadzi do tego, że światem w przyszłości władać będą oszuści o antyaborcyjnych poglądach, którzy po kryjomu uszkadzają prezerwatywy, a potem nie pozwalają kobietom przerwać niechcianej ciąży.

doku
16-09-2008 14:13 
 Ocena 5 na 5
lotrek (14275 punktów)
>jeśli płód nie jest człowiekiem, to czym jest?

Jak sama nazwa wskazuje...jest płodem. Dziecko nienarodzone, jak mówią "markojurkopodobni", jest dzieckiem nienarodzonym, które może kiedyś będzie dzieckiem To samo dotyczy płodu, który może i będzie kiedyś człowiekiem... a "póki co" jest płodem. Jezu...chciałbym mieć same takie problemy.
15-09-2008 23:56
 Ocena 5 na 11
Satyr (4285 punktów)
Ja proszę tylko domorosłych racjonalnych mędrków aby nie wciskali koleżance kitu, że jakaś definicja ustala kto/co jest człowiekiem lub nim nie jest. Kwestia definicji jest czysto konwencjonalna, definicje ustala się na potrzeby teoretycznego systemu nauki.

Natomiast czy zapłodniona komórka ma wartość taką, jaką ma życie dorosłego człowieka (o ile ono ma wartość - to założenie aksjologiczne chyba jednak wszyscy przyjmujemy) - tego nie wie nikt, bo jeszcze się taki nie narodził, co by miał umiejętność metafizyczno-aksjologicznego wglądu w poszczególne byty.

Konkluzje są więc dość pesymistyczne - każdy wybiera tu wedle własnego osądu moralnego i ponosi odpowiedzialność, w tej kwestii nie ma nic pewnego, a tylko fanatyk jest pewien, że zapłodniona komórka ma lub nie ma wartości życia równej wartości życia osoby dorosłej.

I na ostatek - powtarzam, że biologia, fizyka itp. nie zajmują się wartościami. Od tego jest aksjologia - a ta jest dziedziną filozofii. A skoro filozofii - to nie ma w niej nic udowodnionego, ani nawet w przybliżeniu pewnego.
16-09-2008 01:55 
 Ocena 2 na 2
PiotrPęciak (634 punktów)
Jakbym czytał siebie. Nie dodałbym nawet słowa.
Bardzo ważna jest świadomość tego co się robi.
Ja bym na miejscu autorki tak nie przeżywał. Można przecież myśleć sobie, że należało zapłodnić wszystkie komórki jajowe, bo każda z nich mogła wyrosnąć na wspaniałego człowieka.
To trochę szalone. Są tematy o których trudno się dyskutuje.
Nie ma tu gotowej odpowiedzi, rozwiązania. Można myśleć, że gdybym przespała się z kolegą w 3 klasie liceum, to byłby wspaniały chłopczyk z tego, Aruś, który dziś byłby piłkarzem Widzewa Łódź. To gdybanie. Nigdy nie poznamy odpowiedzi, od którego dnia płodu, to coś jest człowiekiem i ma prawo żyć. Ja szczerze boję się nawet o tym myśleć.
16-09-2008 05:42 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>    Można myśleć, że gdybym przespała się z kolegą w 3 klasie liceum, to byłby wspaniały chłopczyk z tego, Aruś, który dziś byłby piłkarzem Widzewa Łódź.>

Załóżmy, że "proroctwo Osnowy" się sprawdza:

>>"...Ty decydowałaś się na antykoncepcję. Czy może "decydowałeś się" - ale na to samo wychodzi.">...

i "Oana" jest facetem, jak ja założyłem:

to byłby wspaniały chłopczyk z tego, Rysiu, który dziś byłby znanym kolarzem...
choć to już niekoniecznie na to samo wychodzi.

swir.us/wpadki-komentatorow-3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ja proszę tylko domorosłych racjonalnych mędrków aby nie wciskali koleżance kitu, że jakaś definicja ustala kto/co jest człowiekiem lub nim nie jest.
No ale kto prosi, człowiek czy "nieczłowiek"?
.
16-09-2008 11:24 
 Ocena 1 na 1
O RLY? (0 punktów)

>No ale kto prosi, człowiek czy "nieczłowiek"?

Inne gatunki zdaje się nie korzystają z Internetu.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>człowiek czy "nieczłowiek"?
>Inne gatunki zdaje się nie korzystają z Internetu.
Czy na pewno? Chyba nie będziesz mi, jak domorosły mędrek "wciskał kitu, że jakaś definicja ustala kto/co jest człowiekiem lub nim nie jest.?
.
O RLY? (0 punktów)
>>>człowiek czy "nieczłowiek"?
>>Inne gatunki zdaje się nie korzystają z Internetu.
>Czy na pewno? Chyba nie będziesz mi, jak domorosły mędrek "wciskał kitu, że jakaś definicja ustala kto/co jest człowiekiem lub nim nie jest.?

A broń boże! Niczego takiego nie twierdzę.
A i wciskać kitu komukolwiek o czymkolwiek nie mam zwyczaju.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>?
>A i wciskać kitu komukolwiek o czymkolwiek nie mam zwyczaju.
Cóż, podjąłeś dyskusję, którą rozpoczęto takim właśnie sformułowaniem (patrz link).
.
16-09-2008 08:03 
 Ocena 5 na 5
Scorp (5381 punktów)
>Ja proszę tylko domorosłych racjonalnych mędrków aby nie wciskali koleżance kitu, że jakaś definicja ustala kto/co jest człowiekiem lub nim nie jest. Kwestia definicji jest czysto konwencjonalna, definicje ustala się na potrzeby teoretycznego systemu nauki.

A 'co' w takim razie ustala, czy coś jest człowiekiem, a co np. psem lub krzesłem? Co ustala znaczenie pojęć? W takich prostych przypadkach nic więcej, tylko zwyczaj językowy, którego powinniśmy się trzymać, bo inaczej rozmowa jest niemożliwa. Sytuacja się zmienia, kiedy pojawia się prawo, wtedy znaczenia zwyczajowe nie wystarczają i muszą pojawić się precyzyjne definicje, na potrzeby interpretacji prawa, a nie 'teoretycznego systemu nauki'. Definicja prawna nie tylko może, ale i musi ustalić co jest człowiekiem a co nie, inaczej prawo nie będzie miało sensu. Wciskanie kitu?

>I na ostatek - powtarzam, że biologia, fizyka itp. nie zajmują się wartościami. Od tego jest aksjologia - a ta jest dziedziną filozofii. A skoro filozofii - to nie ma w niej nic udowodnionego, ani nawet w przybliżeniu pewnego.
>

Jest jeszcze jedna dziedzina, w której wartość jest pojęciem centralnym. Ekonomia, nie tylko w znaczeniu monetarnym, ale szerzej: ekonomia wszelkiego działania. Kalkulacja ekonomiczna. Ekonomia rozrodu. Ptak wyrzuca czwarte jajo, żeby wychować troje piskląt. Ta sama kalkulacja działa u ludzi. Poziom biologiczny nie jest dziedziną aksjologii ani prawa, tylko ekonomii, która tam samodzielnie ustala proporcje wartości.

Gdzie leży granica, przed którą filozofia, aksjologia i prawo powinny zamknąć dzioby i nie wtrącać się?
-
16-09-2008 11:52 
 Ocena-2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>A 'co' w takim razie ustala, czy coś jest człowiekiem, a co np. psem lub krzesłem? Co ustala znaczenie pojęć? W takich prostych przypadkach nic więcej, tylko zwyczaj językowy, którego powinniśmy się trzymać, bo inaczej rozmowa jest niemożliwa.

A czy krzesło bez oparcia to jeszcze krzesło, czy już taboret? A jak ma tylko pół oparcia? A jak ma tylko trzy nogi? Albo jedną nogę i to na kółkach? A jak jest złamane na dwie części? A jak ma miejsca na dwie osoby, to może jest już ławką? Hmm?

Poniekąd sam sobie powiedziałeś, że bez konwencjonalnych definicji niemożliwa jest rozmowa. Niemniej jednak istnieją przypadki graniczne, kiedy nie wiadomo, jakie pojęcie zastosować. Przypadek taki to pytanie o tożsamość bytu - co musi mu istotowo przysługiwać, by mógł zachować tożsamość - i tak właśnie wygląda sprawa z zapłodnioną komórką! Jest to jeden z przypadków granicznych, które sprawiają trudności ze stosowaniem pojęć!

Następnym razem proszę czytać ze zrozumieniem, bo nie chce mi się wyjaśniać tak trywialnych zagadnień filozofii.
16-09-2008 14:09 
 Ocena 3 na 3
Scorp (5381 punktów)

>A czy krzesło bez oparcia to jeszcze krzesło, czy już taboret? A jak ma tylko pół oparcia? A jak ma tylko trzy nogi? Albo jedną nogę i to na kółkach? A jak jest złamane na dwie części? A jak ma miejsca na dwie osoby, to może jest już ławką? Hmm?

Odpowiedzi na te pytania, co tak Cię najwyraźniej dręczą, wynikają (same!) z przymiarki obrazu przedmiotu do ich wzoru w sieci pojęciowej i odległości od centrum pojęcia. Sieć jest elastyczna i u nie-naukowca nie wymaga żadnej formalnej definicji.

>Poniekąd sam sobie powiedziałeś, że bez konwencjonalnych definicji niemożliwa jest rozmowa.

Poniekąd tak powiedziałem? Musiałbym już nie rozróżniać butelki od karafki, żeby mówić takie głupoty! Ludzie rozmawiają i rozmawiali ze sobą od stu tysięcy lat nie mając pojęcia o 'konwencjonalnych definicjach'.

>Następnym razem proszę czytać ze zrozumieniem, bo nie chce mi się wyjaśniać tak trywialnych zagadnień filozofii.
>
Postaram się. Jeśli Ci się nie chce, to nie wyjaśniaj, szczególnie w ten sposób jak dotychczas, nadużywając filozoficznej maniery.
Pozdrowienia!
16-09-2008 14:00 
 Ocena 3 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ptak wyrzuca czwarte jajo, żeby wychować troje piskląt. Ta sama kalkulacja działa u ludzi. Poziom biologiczny nie jest dziedziną aksjologii ani prawa

Za to duży plus.

Ale istnieje jeszcze jeden przypadek aborcji, który ma jeszcze większe uzasadnienie i budzi jeszcze mniej kontrowersji.

Ale najpierw pokażę, jaka kontrowersja moralna wiąże się z taką aborcją. Czy moralne jest zabić czwarte dziecko, żeby uratować trójkę starszych dzieci? W przypadku żywych dzieci już urodzonych taki ratunek nie wchodzi w grę.

Istnieje jednak w przyrodzie aborcja prewencyjna, czyli przerwanie u młodej matki ciąży zagrażającej jej przyszłemu życiu, zdrowiu lub potomstwu. Istnieją sytuacje w życiu, w przypadku zwierząt zwykle jest to susza lub chłody, które rokują marne szanse na przeżycie matki w dobrym stanie, pozwalającym mieć nadzieję na kolejne dzieci. Zamiast ryzykować próbę urodzenia i wykarmienia dziecka, matka decyje się na aborcję i czekanie na lepsze czasy.

Jeżeli po takiej aborcji w młodości kobieta odchowa później z sukcesem dzieci, to taka aborcja nie niesie ze sobą żadnej sensownej kontrowersji moralnej, gdyż staje się ona tylko opóźnieniem w urodzeniu dziecka, a nie poświęceniem jednego dziecka dla innych.

doku
Scorp (5381 punktów)

>Jeżeli po takiej aborcji w młodości kobieta odchowa później z sukcesem dzieci, to taka aborcja nie niesie ze sobą żadnej sensownej kontrowersji moralnej, [...]

To Ci się tak tylko wydaje, może tak sobie jako mężczyzna wyobrażasz, albo miałeś do czynienie wyłącznie z jakąś damską znieczulicą.
Nie chcę o tym dyskutować i Ty lepiej też nie próbuj...
-
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Jeżeli po takiej aborcji w młodości kobieta odchowa później z sukcesem dzieci, to taka aborcja nie niesie ze sobą żadnej sensownej kontrowersji moralnej, [...]
>To Ci się tak tylko wydaje, może tak sobie jako mężczyzna wyobrażasz, albo miałeś do czynienie wyłącznie z jakąś damską znieczulicą.
>Nie chcę o tym dyskutować i Ty lepiej też nie próbuj...

Oczywiście, zakładałem domyślnie, że ten czynnik nie wchodzi w grę - że aborcja jest dostatecznie wczesna, żeby nie trzeba było podejmować dyskusji na temat, który tak nieśmiało inicjujesz.

doku
dark magus (320 punktów)
>Natomiast czy zapłodniona komórka ma wartość taką, jaką ma życie dorosłego człowieka (o ile ono ma wartość - to założenie aksjologiczne chyba jednak wszyscy przyjmujemy) - tego nie wie nikt, bo jeszcze się taki nie narodził, co by miał umiejętność metafizyczno-aksjologicznego wglądu w poszczególne byty.
>Konkluzje są więc dość pesymistyczne - każdy wybiera tu wedle własnego osądu moralnego i ponosi odpowiedzialność, w tej kwestii nie ma nic pewnego, a tylko fanatyk jest pewien, że zapłodniona komórka ma lub nie ma wartości życia równej wartości życia osoby dorosłej.
>I na ostatek - powtarzam, że biologia, fizyka itp. nie zajmują się wartościami. Od tego jest aksjologia - a ta jest dziedziną filozofii. A skoro filozofii - to nie ma w niej nic udowodnionego, ani nawet w przybliżeniu pewnego.
>

Taaaak... Dobry post.

Biologia nie zajmuje sie wartosciami. Racja. Tylko - biolodzy

Generalna i niepodwazalna cecha zycia jest to - ze zycie chce zyc. Wiemy mniej wiecej co to jest zycie (wedlug Dawkinsa ). To powielajace sie geny. Robiace wszystko po to, zeby istniec. Zaplodniona komorka, posiadajaca polowe cech jednej "maszyny przezycia" DNA i polowe drugiej. Posiadajaca juz, jak napomkniala kolezanka, gotowy plan nastepnej maszyny. Nie tylko posiadajaca ten plan, ale juz dzielaca sie wedlug niego, juz dzialajaca wedlug nowego planu.

Tak mozna wyczytac (w skrocie) z ksiazek Dawkinsa "Naukowe fakty"... Ale oprocz tego mozna wyczytac takze, ze zaplodniona komorka - nie jest czlowiekiem. To wlasnie jest aksjologia w biologii Interpretacja przez naukowca wynikow wlasnych badan. "Filozofia w nauce"... Az chcialoby sie zapytac - to co, nie wiemy jaki gatunek biologiczny wyrosnie z zaplodnionej komorki albo embriona?

A problem jest prosty. Znamy juz, a przynajmniej nam sie tak wydaje, dzialanie "natury", jak tworzy sie zycie. Wiemy tez, jak je zakonczyc Wprowadziwszy jednak w pewnym momencie pojecie "dobra", nie jestesmy w stanie sami sobie dac odpowiedzi - czy przerwac trwajacy od miliardow lat lancuch powielajacych sie DNA w jakims konkretnym przypadku. Zamiast tego zastanawiamy sie - czy to dobre czy zle, co to jest czlowiek, etc. Punkt widzenia znowu uzalezniony jest od miejsca obserwatora Wzgledny...

Patrzymy na sprawe z makro-ludzkiego punktu widzenia i wtedy problem znika. Nie zauwazamy DNA, nie zauwazamy potencjalu zawartego w materiale genetycznym. Na dzien dzisiejszy - komorki nie widze, wiec jej nie ma. A jesli juz jest, to nie ma wlosow ani poczucia humoru.

Gdy patrzymy z punktu widzenia komorek, z ktorych jestesmy zbudowani (co powinno byc rownie oczywiste, bo czlowiek jest przeciez cywilizacja komorek - moje "wyslawianie" komorek przedstawilem kiedys w innym poscie...), to sprawa jest rownie oczywista. Komorki robia swoje a my nawet w polowie nie mamy pojecia co. Ale robia wszystko, zeby siebie (i nas) utrzymac przy zyciu. Z tego punktu widzenia powinno sie im dac dzialac i pozwolic robic to, co robia juz skutecznie od miliardow lat. Zanim pojawil sie czlowiek, zanim pojawila sie swiadomosc, zanim pojawily sie wlosy - komorki juz byly i juz wykonywaly swoja prace...
Oana (28 punktów)

Chodzi mi o to, że dzięki mechanicznym metodom antykoncepcji, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.

W przypadku antykoncepcji hormonalnej nawet najbardziej prawidłowa, zapłodniona komórka jajowa może zostać mechanicznie pozbawiona prawa dożycia (niedostatecznie rozwinięta błona macicy, uniemożliwiająca implantację zarodka i jego dalszy rozwój). Naturalna procedura selekcji zarodka nie ma szansy buty, decyduje człowiek, poprzez zażywanie odpowiednich leków, co uważam za niemoralne.
18-09-2008 16:27 
 Ocena 2 na 2
awitu (7627 punktów)
>Chodzi mi o to, że dzięki mechanicznym metodom antykoncepcji, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.

Tak przyglądając się przyczynom poronień samoistnych wyboru dokonuje natura poprzez:

- zmiany temperatury, przegrzanie lub oziębienie organizmu;
- zmiana ciśnienia, wywołana np stresem;
- długotrwałe wibracje i wstrząsy;
- zaburzenia wydzielania hormonów płciowych, które leczy się właśnie między innymi przez przyjmowanie tabletek hormonalnych. Zaprzestanie przyjmowania tabletek w trakcie kuracji paradoksalnie w przyszłości może przyczynić się do poronienia.
- niedożywienie matki, zła dieta, używki typu kawa, papierosy, nawet mała lampka wina.
- Choroby przebiegające z wysoką temperaturą i paradoksalnie leki które się stosuje przy leczeniu takich chorób. Choroba jest naturalna... lek już nie. Ale np człowiek często w wyniku swego działania sam naraża się na działanie czynników chorobotwórczych.
- czynniki psychiczne i emocjonalne, np. obawa przed ciążą jest jednym z czynników które mogą doprowadzić do poronienia. Stres, nadmierne podniecenie w tym np radość.
- zmęczenie, itd

( pomijam tu kwestie które opisał dokowski, a także przyczyny np nieprawidłową budowę dróg rodnych itd, choć też wypadałoby się zastanowić jaki jest tu wpływ działań kobiety )

Prawda jest taka, że to żadna natura, a my same w większości wypadków do tego doprowadzamy i to nieświadomie, po prostu żyjąc. Oczywiście od dnia pierwszego cyklu możemy żyć w namiotach tlenowych, unikając wszelakich zagrożeń ale... takie warunki stwarzają kolejne zagrożenia choćby wynikające z braku odpowiedniej dawki ruchu czy wyrobienia obrony antyalergicznej czy depresji.

Można popadać w skrajność i umartwiać się i zadręczać się poczuciem winy, co także może powodować poronienie. Prawda jest taka, że nie ma złotego środka. Jest tylko rozsądek i akceptacja rzeczywistości oraz konieczność wyznaczenia sobie priorytetów i granic jakie jesteśmy w stanie zaakceptować. Właśnie w wyniku badań medycznych, które nie są naturą poszerzyłaś swoją wiedzę a tym samym zawęziłaś swoje granice. Możesz mieć wyrzuty sumienia, ale to jest raczej czynnik niekorzystny dla Twej ewentualnej ciąży, lepiej zaakceptować fakt i żyć w ramach tych nowych granic jakie uznałaś za dopuszczalne. Ale odwoływanie się do natury w XXI jest czystym oszukiwaniem siebie.


"Colorless green ideas sleep furiously"
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>Odmówiłam, twierdząc, że nie zgadza się to z moją ideologią, że jeśli mam być w ciąży to chcę być.
Całkowicie zgadzam sie z Tobą, mam takie samo podejście do "tematu". Uważam, że aborcja jest złem i skóra mi cierpnie na myśl, że naszych dzieci mogłoby nie być...

>Przyznam się, że załamałam się...
>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić? Co Wy o tym sądzicie?
Sądzę, że żyć powinnaś nadal, co się stało, już się nie odstanie.
Masz prawo mieć wyrzuty sumienia - nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. Po prostu zaniedbałaś swoją edukację - no, może nie dowiedziałaś się wcześniej na czym polega działanie tych tabletek...

Polecam prezerwatywy lub stosunek przerywany.
Wydaje mi się, że stosunek kilka dni po zakończeniu miesiączki nie jest obarczony wielkim ryzykiem, jak też kilka dni przed miesiączką.
Poza tym są jeszcze jakieś inne sposoby, ale nie jestem fachowcem.

Pozdrawiam - Zbyszek


PRZEWARTOŚCIOWANIE WSZELKICH WARTOŚCI
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Satyr (4285 punktów)
>Sądzę, że żyć powinnaś nadal, co się stało, już się nie odstanie.
Nic dodać, nic ująć.

>Masz prawo mieć wyrzuty sumienia - nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. Po prostu zaniedbałaś swoją edukację - no, może nie dowiedziałaś się wcześniej na czym polega działanie tych tabletek...

Dodam tu, że sytuacja jest trudna, bo nie ma tu jasnych odpowiedzi co do wartości życia zapłodnionej komórki. Wybór należy podjąć, tak samo jak odpowiedzialność za ten wybór. Każdy jest z tą decyzją sam. Przede wszystkim uważam, że należy poddać sprawę własnemu sumieniu i zmysłowi moralnemu, a nie wsłuchiwać się w fanatyków, za równo tych pro-life, jak i mędrców-aborcjonistów.

Pozdrawiam.
Kowalski (1042 punktów)
>Zapytany o kwestię moralności antykoncepcji powiedział, że jeśli lekarz mi je przepisał - to
>przyjmowanie antykoncepcji hormonalnej grzechem nie jest. Ale przecież...

Hm... Kościół w przypadku eutanazji stosuje taki wytrych, może tu też go by zastosował? Że jeśli celem nie jest sprzeciwienie się 'woli Bożej', to jest OK. Tutaj celem jest łagodzenie problemów zdrowotnych, a nie zapobieganie ciąży; ergo: nie ma problemu moralnego.

(Piszę o Kościele, ale to szersze uzasadnienie, o ile uznaje się etykę opartą na ocenie intencji.)

> Lekarz uświadomił mi, że biorąc plastry/tabltki również musze liczyć się z tym,
> że komórka jajowa uwolni się, dojdzie do zapłodnienia, jednak nie dojdzie do
> implantacji zapłodnionej, kiludniowej komórki jajowej, gdyż przez branie tabletek
>ograniczyła się zdolność macicy do przyjęcia komórki.

Lekarz mówi o 'utrudnieniu' -- czyli o zmianie prawdopodobieństwa zajścia zjawiska naturalnego, które, choć z mniejszym prawdopodobieństwem, zachodzi także, gdy tabletek się nie bierze.

PS. Swoją drogą, gdyby przyjąć tę definicję życia (zdefiniowanie człowieka) i determinizm (a dlaczego nie?), to istnienie dziecka można przesunąć przed 'poczęcie'. Swoją drogą warto pamiętać, że są przypadki, iż choroba pochodzenia genetycznego rozwija się u jednego z bliźniąt jednojajowych, bo człowiek to nie tylko DNA.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>są przypadki, iż choroba pochodzenia genetycznego rozwija się u jednego z bliźniąt jednojajowych, bo człowiek to nie tylko DNA.
OK, jeśli "człowiek to nie tylko DNA", to w takim razie dotycząca jednego z bliźniąt choroba pochodzenia genetycznego nie musi polegać na tym, że ono swe DNA ma "identyczne, lecz uszkodzone". Ale na czym w takim przypadku polega?
.
stilgar (7322 punktów)

>OK, jeśli "człowiek to nie tylko DNA", to w takim razie dotycząca jednego z bliźniąt choroba pochodzenia genetycznego nie musi polegać na tym, że ono swe DNA ma "identyczne, lecz uszkodzone". Ale na czym w takim przypadku polega?

Jeden i drugi blizniak moze miec uszkodzone DNA, ale tylko u jednego miało miejsce coś, co wyzwoliło chorobę - infekcja, zła dieta...
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jeden i drugi blizniak moze miec uszkodzone DNA, ale tylko u jednego miało miejsce coś, co wyzwoliło chorobę - infekcja, zła dieta...
To wprawdzie tłumaczy zachorowanie jednego tylko z bliźniąt na tle genetycznym, ale nie wskazuje czym "ponad DNA" jest człowiek.

Bowiem użytkownik Kowalski tak napisał:
są przypadki, iż choroba pochodzenia genetycznego rozwija się u jednego z bliźniąt jednojajowych, bo człowiek to nie tylko DNA.

.
Kowalski (1042 punktów)
>OK, jeśli "człowiek to nie tylko DNA", to w takim razie dotycząca jednego z
>bliźniąt choroba pochodzenia genetycznego nie musi polegać na tym, że ono swe DNA
>ma "identyczne, lecz uszkodzone". Ale na czym w takim przypadku polega?

Nie. Chodzi o tak zwaną 'ekspresję genów'. W genach nie tylko zapisano co ma być zbudowane w organizmie, ale też pod jakimi warunkami do budowy dochodzi. Nie wszystko, co jest w zapisie DNA jest przez organizm 'wykonywane'. Chodzi o czynniki środowiskowe, które mogą je zainicjować bądź zablokować. Nawet w przypadku teoretycznie identycznego środowiska w macicy. Mimo wszystko choroba jest określana jako genetyczna, bo wynika z uszkodzenia DNA (jednak u obu bliźniąt, choć u drugiego choroba nie występuje).

Ogólniej chodziło mi o to, że ten przykład (na ile potrafię go streścić -- sam nie jestem specjalistą od genów, cytuję jedynie z pamięci specjalistę, który właśnie przed takimi pułapkami i rozumieniem genów jako jednolitej "matrycy" tworzącej człowieka przestrzegał) ilustruje iż człowiek nie jest swoimi genami, że w chwili określenia kompletu genów nie można w pełni określić postaci osoby dorosłej. I to w sprawach o wiele bardziej podstawowych, niż wynikające z otoczenia intelektualnego, szkoły, rozwoju, czy odżywiania.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>choroba jest określana jako genetyczna, bo wynika z uszkodzenia DNA (jednak u obu bliźniąt, choć u drugiego choroba nie występuje)...
>ten przykład [...] ilustruje iż człowiek nie jest swoimi genami
Tu się pokazuje środowiskowo uwarunkowana nieidentyczność DNA bliźniąt jednojajowych. Ale nie wskazuje innego niż DNA czynnika determinującego osobnika.

>w chwili określenia kompletu genów nie można w pełni określić postaci osoby dorosłej. I to w sprawach o wiele bardziej podstawowych...
Nie można, czy jeszcze nie umiemy?
.
Róża (601 punktów)
Proszę się tak nie przejmować, żyjemy w cywilizowanym kraju. Polecam książkę K.Szczuki:"Milczenie owieczek" - sama jestem w trakcie jej czytania. Uszy do góry, antykoncepcja godzi w morale KK, ale to kobieta powinna decydować o swoim brzuchu. Proszę poczytać o Alicji Tysiąc, bynajmniej tutaj nawet lekarze zawiedli, a obecnie kobieta jest inwalidką. Tabletki antykoncepcyjne nie są wyrobem samego Lucyfera więcej pogody ducha życzę i proszę nie dać sobie wmówić poczucia winy. Pozdrawiam ciepło.

A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
16-09-2008 11:15 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> bynajmniej tutaj nawet lekarze zawiedli
Tu chyba nawet Młynarskinie pomoże.
.
16-09-2008 12:03 
 Ocena-1 na 1
Satyr (4285 punktów)
> Uszy do góry, antykoncepcja godzi w morale KK, ale to kobieta powinna decydować o swoim brzuchu.

A jak zjesz mój portfel, to też możesz decydować o jego istnieniu?

A tak na poważnie, to argument "co w moim brzuchu to moje" jest najbardziej idiotycznym argumentem jaki kiedykolwiek pojawił się w jakimkolwiek dyskursie. Życzę więcej krytycyzmu w stosunku do własnych poglądów (choć wątpię, że one są "własne" - raczej wstrzyknięte przez wszystkowiedzące ideolożki).
16-09-2008 12:49 
 Ocena 4 na 4
Róża (601 punktów)
Porównanie z portfelem jest "poronione". Co do reszty Pańskiej wypowiedzi to zakrawa mi na mizoginizm. Jeśli ma Pan gorączkę czytając ten post i poprzedni, to proponuję zaaplikować sobie dożylnie końska dawkę pyralginy - profilaktycznie też Pan może. I proszę następnym razem o mniejszą zapyziałość w wyrażaniu opinii i wyrokowaniu w formie: "wstrzyknięte przez ideolożki" itp.Wyrazy szacunku łącze.

A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
Oana (28 punktów)
>to kobieta powinna decydować o swoim brzuchu.
>


No i decyduje!
Idąc do łózka kobieta decyduje o swoim brzuchu! A nie jak już urośnie w nim inny człowiek!
17-09-2008 23:41 
 Ocena 1 na 1
Róża (601 punktów)
>>
No i decyduje!

>Idąc do łózka kobieta decyduje o swoim brzuchu! A nie jak już urośnie w nim inny człowiek!

Pro Live? Państwo tak chciwie broni życia, a po narodzinach mały człowiek już go tak nie interesuje, byt, opieka materialna. Mogłabym mnożyć przykłady, ale na cóż? Prawie jak w państwie P. Petaina: aborcja= "zbrodnia wagi państwowej", poza tym ten wątek o ile mi wiadomo rozbija się o poczucie krzywdy jaką już wpojono założycielce tego postu i na tym powinni się biorący udział w dyskusji skupić. Ta Pani szuka wsparcia nie potępienia, zresztą edukacja seksualna w Polsce jest na równi z edukacją na Salvadorze. Nijaka, a KK bije na alarm: Zbrodnia, antykoncepcja - zbrodnia, grzech ciężki. A do wiadomości: czasem kobieta nie idzie z własnej woli do łóżka jest gwałcona! Broni się zaciekle życia wówczas sącząc poczucie winy, a po narodzinach ani KK ani Państwo nie interesują się co dalej. Prawnik, lekarz i ksiądz kontra kobieta w beznadziejnej sytuacji psychicznej i fizycznej.

A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
Oana (28 punktów)
Nie poruszam tutaj kwesti gwałtu, ale nieludzkiego stwierdzenia, że kobieta sama decyduje o swoim brzuchu = że może zabić swoje dziecko.

Temat gwałtu jest tematem na odrębną dyskusję.
18-09-2008 00:50 
 Ocena 1 na 1
Róża (601 punktów)
>Nie poruszam tutaj kwesti gwałtu, ale nieludzkiego stwierdzenia, że kobieta sama decyduje o swoim brzuchu = że może zabić swoje dziecko.
>Temat gwałtu jest tematem na odrębną dyskusję.
Jak sama Pani zauważyła nie wszystko jest tak oczywiste jak się początkowo wydaje. Pani nadal nie rozumie powagi sprawy. Kobiety powinny mieć wybór. Podziemne aborcje często kończą się kalectwem lub śmiercią. Humanitarnie i bezpiecznie przeprowadzony zabieg nie sprowadza kobiety na peryferia moralności, odrzucenia społecznego. Jak już pisałam, ten wątek został zapoczątkowany przez panią, która ma dylemat moralny i duchowy, a katolicyzm ją potępia ze względu na antykoncepcję, lub ewentualne zażycie środków wczesnoporonnych. Mieć wybór to wolność, kobiety są w tym ograniczane. Minęły czasy, gdy kobietę traktowano jako środek reprodukcyjny. Bez względu na okoliczności nasze państwo zabrania aborcji, a panie z prolajfu z biblią w dłoni chronią nienarodzone...tylko dlaczego później traktują to samo dziecko co bronią jako coś czym nie należy się już interesować? Chyba tu się rozumiemy myślę.


A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
Adamiak (36436 punktów)
>Nie poruszam tutaj kwesti gwałtu, ale nieludzkiego stwierdzenia, że kobieta sama decyduje o swoim brzuchu = że może zabić swoje dziecko.
>Temat gwałtu jest tematem na odrębną dyskusję.>

Oj, to dobrze, już zaczynałem rozpaczać, że się wątek wyczerpuje.
Ufff
sukulent (2309 punktów)
Witam,
Zaczynasz tak :
>Lekarz przepisał mi antykoncepcję hormonalną, ze względów zdrowotnych. Ale było to ponad 5 lat
>temu, lekarz wciąż nie powiedział mi, abym odstawiła te leki. Zapytałam go sama, czy już nie
>powinnam, on stwoerdził, że jeśli nie planuję ciąży - powinnam wciąż je przyjmować, gdyż jeśli przed
>urodzeniem dziecka przerwę kurację - dolegliwości zapewne powrócą.

Czy zatem przyjmujesz antykoncepcję w celu zapobieżenia ciąży, czy leczniczo ? Odpowiedz sobie na to pytanie.

>Zapytany o kwestię moralności antykoncepcji ...
Czy to tak jak "zapytany o kwestię moralności kolacji ..." Jak antykoncepcja może być moralna lub nie ?

>Gdy zapomniałam tabletki i powiedziałam o tym lekarzowi - lekarz polecił mi Postinor.

Czy zatem przyjmujesz tabletki w celu zapobiegania ciąży, czy leczniczo ? Jeżeli leczniczo - zapomnienie o jednej tabletce nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli myślisz o antykoncepcji - jedna tabletka też nie ma znaczenia. Czego się bałaś ? Ciąży, czy nawrotu swoich dolegliwośći ?

>... że jeśli mam być w ciąży to chcę być.

To po co szłaś do lekarza ze sprawą zapomnienej tabletki ?

>Lekarz uświadomił mi, że biorąc plastry/tabltki również musze liczyć się z tym, że komórka jajowa
>uwolni się, dojdzie do zapłodnienia, jednak nie dojdzie do implantacji zapłodnionej, kiludniowej
>komórki jajowej, gdyż przez branie tabletek ograniczyła się zdolność macicy do przyjęcia komórki.

Ciekawa koncepcja. Czy wyznają ją wszyscy ginekolodzy. czy tylko niektórzy ? Ta potężna rzesza, którą znam tak nie twierdzi.

>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić?

Z czym - ze swoimi dolegliwościami , które bez tabletek będą hulały, bo piekła nie ma ?
Pozdrawiam


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
Oana (28 punktów)

>Czy zatem przyjmujesz antykoncepcję w celu zapobieżenia ciąży, czy leczniczo ? Odpowiedz sobie na to pytanie.

Korzystałam z antykoncepcji w celu nie zajścia w ciążę oraz w celach leczniczych.
Jednak tutaj skłaniałam się do takiej antykoncepcji, która jeśli zawiedzie - i dojdzie do zapłodnienia, uczyni ze mnie MAMĘ, a nie potwora, który własnemu dziecku uniemożliwia życie niedorozwiniętą błoną śluzową macicy.

>Czy to tak jak "zapytany o kwestię moralności kolacji ..." Jak antykoncepcja może być moralna lub nie ?

Oczywiście!
Teraz korzystam z metody mechanicznej, a więc ZAPOBIEGAM zapłodnieniu. Jeżeli do niego dojdzie (np. peknie gumka) - mój organizm będzie miał szanse na naturalną selekcję zarodka, i jeśli uda mu się zagnieździć - będę szczęśliwą mamą

>>Gdy zapomniałam tabletki i powiedziałam o tym lekarzowi - lekarz polecił mi Postinor.
>Czy zatem przyjmujesz tabletki w celu zapobiegania ciąży, czy leczniczo ? Jeżeli leczniczo - zapomnienie o jednej tabletce nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli myślisz o antykoncepcji - jedna tabletka też nie ma znaczenia. Czego się bałaś ? Ciąży, czy nawrotu swoich dolegliwośći ?

Powiedziałam lekarzowi gdyż akurat wypadła mi wizyta kontrolna. Nie bałam się dolegliwości, nie bałam się ciąży - dlatego odmówiłam wzięcia postinoru, Lekarz oświecił mnie, że jakoby już go wzięłam - postinor działa tak samo jak antykoncepcja - - hamuje owulację i rozwój błony macicy, czyniąc ją niezdolną do przyjęcia zarodka - więc biorąc postinor mogę jedynie spotęgować działanie antykoncepcji hormonalnej.

>>... że jeśli mam być w ciąży to chcę być.
>To po co szłaś do lekarza ze sprawą zapomnienej tabletki ?
Była to wizyta kontrolna.

>>Lekarz uświadomił mi, że biorąc plastry/tabltki również musze liczyć się z tym, że komórka jajowa
>>uwolni się, dojdzie do zapłodnienia, jednak nie dojdzie do implantacji zapłodnionej, kiludniowej
>>komórki jajowej, gdyż przez branie tabletek ograniczyła się zdolność macicy do przyjęcia komórki.
>Ciekawa koncepcja. Czy wyznają ją wszyscy ginekolodzy. czy tylko niektórzy ? Ta potężna rzesza, którą znam tak nie twierdzi.
Pytałam o to już chyba 3 lekarzy:
1. - zmienisz zdanie jak będziesz miała w życiu "co rok prorok"
2. i 3. - przyznali rację, ten sam hormon hamuje owulację i rozwój błony macicy; jest szansa, że jeżeli jego skuteczność zawiedzie - dojdzie do owulacji jak i do rozwoju błony macicy i będzie ona zdolna do przyjęcia zarodka, nie ma jednak pewności, (może owulacja jest szybszym procesem niż rozwój błony macicy)

>>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić?

Chcę posiąść taką wiedzę, aby podjąć świadomą decyzję co do antykoncepcji na przyszłość.
Dzięki forum mogę poznać zdanie wielu ludzi, może poznać osoby które miały podobny problem i dostatecznie zgłębiły go merytorycznie, moga odwołać mnie do jakiejśc cennej literatury itp.
21-09-2008 09:48 
 Ocena 1 na 1
sukulent (2309 punktów)

>Korzystałam z antykoncepcji w celu nie zajścia w ciążę oraz w celach leczniczych.

Który cel jest prirytetem ? Poniżej piszesz, że teraz używasz prezerwatyw, rozumiem więc, że problem zdrowotny nie jest jednak taki ważny ?

>Jednak tutaj skłaniałam się do takiej antykoncepcji, która jeśli zawiedzie - i dojdzie do zapłodnienia, uczyni ze mnie MAMĘ, a nie potwora, który własnemu dziecku uniemożliwia życie niedorozwiniętą błoną śluzową macicy.

A czy, w trosce o swój image (wide ten potwór): nie zażywasz żadnych leków (większość działa conajmniej teratogennie) ? przyjmujesz na stałe kwas foliowy (jeżeli go nie przyjmujesz, dziecko może mieć wszak wady cewy nerwowej) ? nie pijesz ani kropli alkoholu ?

>>Czy to tak jak "zapytany o kwestię moralności kolacji ..." Jak antykoncepcja może być moralna lub nie ?
>Oczywiście!

Bardzo Cię przepraszam, ale moralność, to cecha ożywionych i myślących. Rzeczy, zjawiska, nawet zwierzęta, które przyjęliśmy uważąć za niemyślące nie podlegają ocenie w kategoriach - moralne , czy nie moralne.

Co zaś do działania hormonalnej antykoncepcji, czy też hormonów w ogóle - chdziłaś do szkoły ? Jeśli tak, i do tego uważałąś na lekcji biologii , to zapewnie przypomnisz sobie jak wygląda działanie żeńskich hormonów płciowych, zawartych także w tabletkach antykoncepcyjnych. Maja działąnie kompleksowe - zarówno na wystymulowanie owulacji, jak i na rozwój błony śluzowej macicy - prawda ? Do tego, jak zapewne pamiętasz, ich działanie trwa w czasie (konkretnie około 14 dni). Błona śluzowa potrzebuje tyle czasu, aby się odbudować po menstruacji (pod ciągła stymulacją hormonów) i komórka jajowa, zamknięta w pęcherzyku Graffa też musi się do owulacji przygotować. Czemu zakłdasz, że ten hormon, o dwóch punktach uchwytu - działa na jeden, a nagle nie działa na drugi - czyli czemu mniemasz, że do owulacji dojdzie, a do rozwoju błony ślizowej macicy - nie ? Jeżeli zapomnisz jakiś 5-ciu tabletek po prostu zdarzy się jedno i drugie. Mam nadzieję, że jasno to wyjaśniłam.

>Pytałam o to już chyba 3 lekarzy:
>1. - zmienisz zdanie jak będziesz miała w życiu "co rok prorok"
>2. i 3. - przyznali rację, ten sam hormon hamuje owulację i rozwój błony macicy; jest szansa, że jeżeli jego skuteczność zawiedzie - dojdzie do owulacji jak i do rozwoju błony macicy i będzie ona zdolna do przyjęcia zarodka, nie ma jednak pewności, (może owulacja jest szybszym procesem niż rozwój błony macicy)

Owulacja to moment, do którego pęcherzyk Graffa przygotowuje się ok. 14 dni. Błona śluzowa macicy w procesie cięgłym rozwija się przez około 14 dni. Chętnie poznam tych ginekologów, których tu wspominasz.

>Chcę posiąść taką wiedzę, aby podjąć świadomą decyzję co do antykoncepcji na przyszłość.

Bardzo słusznie, tylko o jakieś 5 lat za późno.

>Dzięki forum mogę poznać zdanie wielu ludzi, może poznać osoby które miały podobny problem i dostatecznie zgłębiły go merytorycznie, moga odwołać mnie do jakiejśc cennej literatury itp.

A skąd to lenistwo intelektualne ? Weź pierwszy lepszy podręcznik z ginekologii i położnictwa. Dowiesz się przy okazji wielu innych, ciekawych rzeczy. Zobaczysz też, jak bardzo rzeczywistość ciąży i porodu odbiega od obrazu lansowanego przez kolorowce. A przy okazji - z danych publikowanych jedynie w fachowych czasopismach anglojęzycznych - makijaż i prfumy zawierają związki działające carcinogennie - potencjalnie zwiększają ryzyko zachorowania dziecko na białaczkę i inne nowotwory. Nie ryzykuj, bo wiesz - ten potwór...

Pozdrawiam


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
Oana (28 punktów)

>Który cel jest prirytetem ? Poniżej piszesz, że teraz używasz prezerwatyw, rozumiem więc, że problem zdrowotny nie jest jednak taki ważny ?
Lekarz przepisał mi tabletki antykoncepcyjne ze względów zdrowotnych, jak jeszcze byłam dziewicą, więc względy te grały pierwsze i JEDYNE skrzypce. Później jednak, gdy rozpoczęłam życie seksualne siłą rzeczy zaczęłam czerpać korzyści z ich antykoncepcyjnego działania.

>>Jednak tutaj skłaniałam się do takiej antykoncepcji, która jeśli zawiedzie - i dojdzie do zapłodnienia, uczyni ze mnie MAMĘ, a nie potwora, który własnemu dziecku uniemożliwia życie niedorozwiniętą błoną śluzową macicy.
>A czy, w trosce o swój image (wide ten potwór): nie zażywasz żadnych leków (większość działa conajmniej teratogennie) ? przyjmujesz na stałe kwas foliowy (jeżeli go nie przyjmujesz, dziecko może mieć wszak wady cewy nerwowej) ? nie pijesz ani kropli alkoholu ?
Nie śmiej się, ale chcę być odpowiedzialną mamą i raz w miesiącu wykonuję test ciążowy, aby właśnie wcinać ten kwas foliowy itp.

>>>Czy to tak jak "zapytany o kwestię moralności kolacji ..." Jak antykoncepcja może być moralna lub nie ?
>>Oczywiście!
>Bardzo Cię przepraszam, ale moralność, to cecha ożywionych i myślących. Rzeczy, zjawiska, nawet zwierzęta, które przyjęliśmy uważąć za niemyślące nie podlegają ocenie w kategoriach - moralne , czy nie moralne.
>Co zaś do działania hormonalnej antykoncepcji, czy też hormonów w ogóle - chdziłaś do szkoły ? Jeśli tak, i do tego uważałąś na lekcji biologii , to zapewnie przypomnisz sobie jak wygląda działanie żeńskich hormonów płciowych, zawartych także w tabletkach antykoncepcyjnych. Maja działąnie kompleksowe - zarówno na wystymulowanie owulacji, jak i na rozwój błony śluzowej macicy - prawda ? Do tego, jak zapewne pamiętasz, ich działanie trwa w czasie (konkretnie około 14 dni). Błona śluzowa potrzebuje tyle czasu, aby się odbudować po menstruacji (pod ciągła stymulacją hormonów) i komórka jajowa, zamknięta w pęcherzyku Graffa też musi się do owulacji przygotować. Czemu zakłdasz, że ten hormon, o dwóch punktach uchwytu - działa na jeden, a nagle nie działa na drugi - czyli czemu mniemasz, że do owulacji dojdzie, a do rozwoju błony ślizowej macicy - nie ? Jeżeli zapomnisz jakiś 5-ciu tabletek po prostu zdarzy się jedno i drugie. Mam nadzieję, że jasno to wyjaśniłam.

Super dziękuję za taką rozwinięto wypowiedź.
Ja wiem, że działanie jest kompleksowe, stąd spytałam się lekarza, czy jeśli dojdzie do owulacji (działanie hormonów nie będzie wystarczające), to czy dojdzie do rozwinięcia wyściółki macicy (dla mnie logiczne).
Lekarz powiedział, że wcale nie nie musi.
Poza tym ja zapomniałam 5-tej tabletki w cylklu, (strasznie przepraszam za szczerośc, ale doszło wtedy do 3 sek współżycia, ale od razu sobie przypomniałam o tej zapomnianej kilka dni wcześniej tabletce). Zadzwoniłam do lekarza, czy mogę być w ciąży - powiedział: oczywiście, że może być Pani w ciąży!
Ale (do czego doszłam później) mogło dojść do owulacji oraz do niezagnieżdżenia zapłodnionej komórki, co stało się źródłem mojej traumy na ten temat.

>>Pytałam o to już chyba 3 lekarzy:
>>1. - zmienisz zdanie jak będziesz miała w życiu "co rok prorok"
>>2. i 3. - przyznali rację, ten sam hormon hamuje owulację i rozwój błony macicy; jest szansa, że jeżeli jego skuteczność zawiedzie - dojdzie do owulacji jak i do rozwoju błony macicy i będzie ona zdolna do przyjęcia zarodka, nie ma jednak pewności, (może owulacja jest szybszym procesem niż rozwój błony macicy)
>Owulacja to moment, do którego pęcherzyk Graffa przygotowuje się ok. 14 dni. Błona śluzowa macicy w procesie cięgłym rozwija się przez około 14 dni. Chętnie poznam tych ginekologów, których tu wspominasz.

Skoro pomięcie jednej tabletki (np. 5-tej w pierwszym tygodniu) może spowodować zajście w ciążę, to chyba jednak jakoś do tej owulacji może dojść? Co z tymi 14 dniami o których piszesz? Już wystarczy 1 dzień zaniedbania?

>>Chcę posiąść taką wiedzę, aby podjąć świadomą decyzję co do antykoncepcji na przyszłość.
>Bardzo słusznie, tylko o jakieś 5 lat za późno.
jak już pisałam, antykoncepcje zaczęłam przyjmować tylko i wyłącznie ze względów zdrowotnych, nie zastanawiałam się więc nad innym jej działaniem. Ale oczywiście mnie to nie usprawiedliwia.

>>Dzięki forum mogę poznać zdanie wielu ludzi, może poznać osoby które miały podobny problem i dostatecznie zgłębiły go merytorycznie, moga odwołać mnie do jakiejśc cennej literatury itp.
>A skąd to lenistwo intelektualne ? Weź pierwszy lepszy podręcznik z ginekologii i położnictwa. Dowiesz się przy okazji wielu innych, ciekawych rzeczy. Zobaczysz też, jak bardzo rzeczywistość ciąży i porodu odbiega od obrazu lansowanego przez kolorowce.

Ok, coś polecasz?

>Pozdrawiam
Pozdrawiam również oraz nieskromnie pytam: jakie jest Twoje wykształcenie?
Duda (25557 punktów)
>Lekarz uświadomił mi, że biorąc plastry/tabltki również musze liczyć się z tym, że komórka jajowa
>uwolni się, dojdzie do zapłodnienia, jednak nie dojdzie do implantacji zapłodnionej, kiludniowej
>komórki jajowej, gdyż przez branie tabletek ograniczyła się zdolność macicy do przyjęcia komórki.

Gdybyś nie brała tabletek i tak większość zapłodnionych jajeczek nie dotarło by do macicy. Podobno aż 70% (na pewno nie wiem bo nie liczyłam )Jeżeli więc uwolnione i zapłodnione jajeczko jest wydalone to masz 70% szans , że nastąpiło to z przyczyn naturalnych bo możliwe , że albo twoje jajeczko było wadliwe albo plemnik, który go dopadł miał ogonek nieprawidłowy.
A jeżeli chcesz mieć dziecko to odstaw tabletki, przez dwa- trzy miesiące stosuj prezerwatywy, żeby organizm pozbył się wszelkich chemicznych dodatków.
A jak bardzo Ci zależy to zanim zajdziesz w ciążę możesz urządzać co miesiąc pogrzeb zapłodnionego jajeczka. Tylko po co? Czy jak jesz jajko to widzisz kurczaka?
Pozdrawiam.
17-09-2008 23:32 
 Ocena-1 na 1
Oana (28 punktów)

>A jak bardzo Ci zależy to zanim zajdziesz w ciążę możesz urządzać co miesiąc pogrzeb zapłodnionego jajeczka. Tylko po co? Czy jak jesz jajko to widzisz kurczaka?
>Pozdrawiam.

Ale głupota! jeśli sprowadzasz wagę życia ludzkiego do życia kury to bardzo mi Cię żal.
dark magus (320 punktów)
>Czuję się strasznie - czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na
>to, że poczynało się dziecko? a z mojego powodu nie doszło do implatnacji?
>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić? Co Wy o tym sądzicie?
>Z góry dziękuję za poważną odpowiedź.

Nie wiem, czy jestes w ciazy czy nie, nie wynika to jakos bezposrednio z Twojego postu... Ja osobiscie lubie dzieci i bylem zawsze szczesliwy, kiedy okazywalo sie, ze znowu bede ojcem
Zajety nauka, praca i rozrywkami docenilem to szczescie dosyc pozno... Ale nie na tyle, zeby nie zdazyc miec jeszcze pokaznej gromadki

To tylko taka dygresja. Moja rada - nie pytaj nikogo. Zwlaszcza przypadkowych osob na internetowym forum dyskusyjnym Bo odpowiedz ktora uzyskasz - bedzie przypadkowa. Jak widzisz tutaj lubimy powymieniac poglady o tym czy o tamtym - ale tylko spekulatywnie.

Zapewne byloby milo komus, gdybys przychylila sie do jego rady i zastosowala do jego wskazowek. Ale to "milo" trwaloby chwile i juz.

Zrob to co sama uwazasz w danej chwili, zgodnie ze swoja wola. Podejmiesz wtedy najlepsza decyzje, takze z tego wzgledu ze nikt lepiej nie zna Twojej sytuacji od Ciebie samej. Ale wez pod uwage wszystko co mozesz! I nie skupiaj sie tylko na sobie ale rozgladnij sie szeroko...

Dyskusje na fourm internetowym maja moze jakies znaczenie dla samych dyskutujacych. Ale sa bezuzyteczne jako zrodlo wiedzy (no, moze jako socjologiczna ciekawostka)...

Ja na przyklad - czuje, ze powinienem napisac jeszcze wiecej, doradzic Ci choc wlasciwy kierunek poszukiwan odpowiedzi - ale juz czas na lunch... Wiec koncze post bez wiekszych wyrzutow i ide sie wzmocnic cielesnie i duchowo... Czego i Tobie i wszystkim innym zycze
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Dyskusje na fourm internetowym maja moze jakies znaczenie dla samych dyskutujacych. Ale sa bezuzyteczne jako zrodlo wiedzy

Bardzo się cieszę, że ktoś tak uważa i o tym pisze, zawsze miałem wrażenie, że jestem odosobniony w tym poglądzie.

Ja dodam do tego zachętę, żeby czytać poważne książki, a nie oświecać się za pomnocą Internetu. Internetowe źródła "wiedzy" w rodzaju Wikipedii czy onet.wiem zawsze powinniśmy weryfikować poprzez czytanie podręczników i innych wiarygodnych lektur.

Forum dyskusyjne tylko inspiruje i zachęca. Portale wiedzy tylko proponują wiedzę. Jednak przyswajanie wiedzy powinno się odbywać na podstawie wiarygodnych wydawnictw.

doku
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma
>już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.
>Czuję się strasznie - czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na
>to, że poczynało się dziecko? a z mojego powodu nie doszło do implatnacji?

Cierpisz wyłącznie z powodu ignorancji - nie wiedziałaś, że każda statystyczna kobieta sama zabija większość swoich DZIECI i to często nawet już po implantacji. Nie trzeba brać żadnych środków, żeby stać się zabójczynią kilkudniowego DZIECKA. Na całym świecie we wszystkich kulturach matki zabijają swoje kilkudniowe DZIECI i nigdzie w żadnej kulturze nie przypisuje się żadnej moralnej wartości temu, co Ty nazywasz DZIECKIEM.

Nawet teraz, gdy ludzkość już od dawna wie, że większość DZIECI ginie razem z miesiączką, nigdzie nie zmieniono prawa ani zasad moralnych w odniesieniu do miesiączki po udanym seksie. Nikt oprócz Ciebie (być może jeszcze kilku osób) nie patrzy na wydzielinę miesiączkową jak na zwłoki dziecka.

Jak widzisz, to co Ty nazywasz DZIECKIEM, nie jest dzieckiem, a Twoje złe samopoczucie jest całkowicie nieadekwatne.

doku
Oana (28 punktów)
>>Przyznam się, że załamałam się. Przecież kilkudniowa, zapłodniona komórka jajowa TO DZIECKO - ma
>>już określoną płeć, kolor oczu czy wzrost.
>>Czuję się strasznie - czy przez tyle lat przyjmując hormonalną antykoncepcję, decydowałam się na
>>to, że poczynało się dziecko? a z mojego powodu nie doszło do implatnacji?
>Cierpisz wyłącznie z powodu ignorancji - nie wiedziałaś, że każda statystyczna kobieta sama zabija większość swoich DZIECI i to często nawet już po implantacji. Nie trzeba brać żadnych środków, żeby stać się zabójczynią kilkudniowego DZIECKA. Na całym świecie we wszystkich kulturach matki zabijają swoje kilkudniowe DZIECI i nigdzie w żadnej kulturze nie przypisuje się żadnej moralnej wartości temu, co Ty nazywasz DZIECKIEM.
>Nawet teraz, gdy ludzkość już od dawna wie, że większość DZIECI ginie razem z miesiączką, nigdzie nie zmieniono prawa ani zasad moralnych w odniesieniu do miesiączki po udanym seksie. Nikt oprócz Ciebie (być może jeszcze kilku osób) nie patrzy na wydzielinę miesiączkową jak na zwłoki dziecka.
>Jak widzisz, to co Ty nazywasz DZIECKIEM, nie jest dzieckiem, a Twoje złe samopoczucie jest całkowicie nieadekwatne.
>
doku


Powiem tak: nigdzie w żadnej kulturze umieranie ludzi z powodu ich późnego wieku nie jest uważane za coś niemoralnego... ale już niepodanie babci lekarstwa o odpowiedniej porze, w wyniku czego babcia umrze - jest daleko niemoralne.

A więc naturalna selekcja komórki jajowej jest moralna, obawiam się jednak, że nienaturalna selekcja (nie chcę teraz dziecka, zjem postinor, skorzystam z metody Yuzpe czy będę brała tabletki antykoncepcyjne)już niej...

Tak jak śmierć babci ze starości moralna jest, za niemoralne uważa się niepodanie babci na czas lekarstwa, w wyniku czego naraża się ją na śmierć... a przecież gdyby babcia żyła 500lat temu, kiedy nie byłoby takich lekarstw - zapewne od liku lat nie miała by już szansy na życie.
18-09-2008 12:48 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Powiem tak: nigdzie w żadnej kulturze umieranie ludzi z powodu ich późnego wieku nie jest uważane za coś niemoralnego... ale już niepodanie babci lekarstwa o odpowiedniej porze, w wyniku czego babcia umrze - jest daleko niemoralne.

Zaślepia Cię poczucie winy. Otwórz oczy i popatrz, czy babcia, która żyje od dawna jako byt rozpoznany i uznany, jest tym samym, czym wydzielina miesiączkowa, o której nikt nie wie nawet, a nawet nie pyta, czy jest tam nieudana komórka jajowa?

Na tym właśnie polega różnica, na samym uznaniu faktu istnienia człowieka. Nie możesz porównywać podawania lekarstw nieistniejącemu dziecku z podawaniem lekarstw żyjącemu dziecku - babcia nie ma tu nic do rzeczy, dzieci też naturalnie umierają z powodu chorób, nie tylko babcie. Czy po każdym stosunku płciowym zakładasz, że jest Was już dwoje, żeby mieć poczucie winy z powodu każdego łyku wina i każdego papierosa? Czy naprawdę żyjesz tak, że dopiero miesiączka pozwala Ci odetchnąć swobodnie, zapalić papierosa, napić się piwa i żyć pełnią życia, aż do pozyskania kolejnego ejakulatu, który znów odmienia Twoje życie na w pełni podporządkowane ewentualności poczęcia i zajścia w ciążę? Czy nie przyszło Ci do głowy, że taki stres może paradoksalnie utrudniać udane zagnieżdżenie?

Zauważ przy tej okazji, że do celów dyskusji wybrałaś babcię zamiast dziecka, mimo że dyskusja jest o dzieciach, tak jakby babcie mniej zasługiwały na lekarstwo niż dzieci w razie choroby. Nawet jeśli tak uważasz, to nie warto tak mieszać wątków i prowokować dywagacji. Skupmy się na dzieciach. Najpierw zapytajmy, czy dziecko istnieje, zanim zapytamy, czy objąć je opieką i ochroną prawną.

Jest oczywistym prawnym absurdem ochrona nieistniejącego życia poczętego. Dla mnie równie oczywistym absurdem moralnym jest opieka nad nieistniejącym życiem poczętym. Dopiero brak miesiączki może być pierwszym sygnałem, że jest realna szansa na dziecko.

Inną sprawą jest biologia i hormonalne reakcje organizmu w związku z zapłodnieniem i zagnieżdżaniem się jaja w macicy. Niektóre kobiety mogą w pewien nieokreślony sposób przeczuwać, że oto zachodzą w ciążę. Wtedy kobieta może poczuć się odpowiedzialna za domniemane dziecko w sobie. Ale wcześniej nie ma żadnych przesłanek, żeby obwiniać się, tak jak Ty, za dziecko, którego nie ma.

doku
Totus (1201 punktów)
   
>Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić?

Jeżeli kobieto na dodatek współżyłaś z mężczyzną, z którym nie łączy Cię sakrament małżeństwa powinnaś nie tylko pieszo ale i boso udać się na pielgrzymkę pokutną do Częstochowy.

Bezzwłocznie.

Myślę, że strudzona modląc się przed obrazem Panny Jasnogórskiej znajdziesz ukojenie a szczere "Zdrowaś Mario" wymaże twe grzechy i pozwoli Ci o nich zapomnieć.
.
Oana (28 punktów)
>    >Jak mam z tym żyć? Co mam dalej robić? Jeżeli kobieto na dodatek współżyłaś z mężczyzną, z którym nie łączy Cię sakrament małżeństwa powinnaś nie tylko pieszo ale i boso udać się na pielgrzymkę pokutną do Częstochowy.
>Bezzwłocznie.
>Myślę, że strudzona modląc się przed obrazem Panny Jasnogórskiej znajdziesz ukojenie a szczere "Zdrowaś Mario" wymaże twe grzechy i pozwoli Ci o nich zapomnieć.
>.
>

Nie chodzi mi o rozgrzeszenie, gdyż je już miałam szansę otrzymać.
Nie ukrywam, że na dzień dzisiejszy korzystam z mechanicznych metod antykoncepcji, dzięi którym mam pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), mój organizm dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.
W przypadku antykoncepcji hormonalnej nawet najbardziej prawidłowa, zapłodniona komórka jajowa może zostać mechanicznie pozbawiona prawa dożycia (niedostatecznie rozwinięta błona macicy, uniemożliwiająca implantację zarodka i jego dalszy rozwój).
bozena (120 punktów)
(zablokowany)
jak zwał tak zwał - antykoncepcja jest grzechem. Możesz jednak otrzymać rozgrzeszenie jeśli stosowanie pigułek jest związane z kuracją leczniczą i w tym czasie nie współżyjesz. Tu masz rację, że w ten sposób zabijasz potencjalnie mogące się narodzic dzieci, więc zahacza to nawet o aborcję. Działając w ruchu światło-życie pomagamy takim osobom jak ty, więc powinnaś się zwrócić do swojej parafi, gdzie zapewne jestesmy i ci pomożemy. Dzięki Bogu sama zauważyłaś, że antykoncepcja to zło, więc Bóg ci wybaczy.
17-09-2008 16:27 
 Ocena 3 na 3
Zulka (2198 punktów)
>jak zwał tak zwał - antykoncepcja jest grzechem. Możesz jednak otrzymać rozgrzeszenie jeśli stosowanie pigułek jest związane z kuracją leczniczą i w tym czasie nie współżyjesz. Tu masz rację, że w ten sposób zabijasz potencjalnie mogące się narodzic dzieci, więc zachacza to nawet o aborcję.

Słonko Bożenkowe. Jeżeli Twoja Rozmówczyni "w tym czasie by nie współżyła" to raczej by się nie bała że "zabija potencjalnie mogące się narodzić dzieci"

Chyba że ma naście lat i była edukowana odnośnie możliwości zajścia w ciążę na religii.

nieustająco pozdrawiam

P.S. "zahacza" pisze się przez "h"
17-09-2008 16:42 
 Ocena 4 na 4
lotrek (14275 punktów)
>w tym czasie nie współżyjesz.

Bożenko "oświeć mnie", czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?
17-09-2008 16:54 
 Ocena 6 na 6
Zulka (2198 punktów)

>Bożenko "oświeć mnie", czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?

Lotreku. Nieboże. Pogrążyłeś się w rozpuście tak głęboko, że nie wiesz, że seks oralny zawsze jest grzechem. Nie ma nic wspólnego z prokreacją - a fe
Proszę Cię też - nie wypowiadaj takich słów przy Bożence - jeszcze Jej się spodoba - i będziesz miał na sumieniu nieśmiertelność Jej duszy
17-09-2008 17:12 
 Ocena 8 na 8
Adamiak (36436 punktów)
>>Bożenko "oświeć mnie", czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?
>Lotreku. Nieboże. Pogrążyłeś się w rozpuście tak głęboko, że nie wiesz, że seks oralny zawsze jest grzechem. Nie ma nic wspólnego z prokreacją - a fe
>Proszę Cię też - nie wypowiadaj takich słów przy Bożence - jeszcze Jej się spodoba - i będziesz miał na sumieniu nieśmiertelność Jej duszy>

No co Wy...przecie wszyscy wiedzą, że seks oralny to termin rolniczy zapożyczony z niemieckiego, w tłumaczeniu to chyba 6 upraw...więc to nie grzech sześć razy orać, grzechem teraz jest płodozmian.
lotrek (14275 punktów)
>czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?

Okey, dzięki a czy jest to tz. "współżycie"? Zulka oświeć mnie, Bożenki boję się pytać, księża z mojej okolicy na mój widok spluwają trzy razy przez lewe ramię, więc nie mam kogo zapytać
17-09-2008 19:18 
 Ocena 2 na 2
Zulka (2198 punktów)

>czy jest to tz. "współżycie"?

Nie zastanawiałam się nigdy nad tym. Rozumiem, że chodzi Ci o zdanie kościoła katolickiego w tej sprawie Skonsultuję się ze znajomą Gorliwą Katoliczką. Ale dopiero za tydzień (teraz jest w katolickiej podróży poślubnej i na pewno zachowuje się bardzo grzecznie)...

> Bożenki boję się pytać,

Bożenki się boisz? Naszej pacyfistycznej Bożenki??? Przecież sama mówiła, że "daleko Jej do radykalizmu kilkudziesięciu znajomych, marzących o chemicznym kastrowaniu ateistów"...


17-09-2008 20:18 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Bożenki się boisz? Naszej pacyfistycznej Bożenki???

No...w jej wypowiedziach aż się roi od sformułowań typu: sprać, zrobić lanie, wprowadzić kary cielesne. Pewnie pod wpływem lektury "Niedole Cnoty" pewnego markiza. Są nawet domysły, czy to aby nie jakieś "mroczne" upodobania naszej Bożenki.
17-09-2008 21:14 
 Ocena 2 na 2
awitu (7627 punktów)
>>Bożenki się boisz? Naszej pacyfistycznej Bożenki???
>No...w jej wypowiedziach aż się roi od sformułowań typu: sprać, zrobić lanie, wprowadzić kary cielesne. Pewnie pod wpływem lektury "Niedole Cnoty" pewnego markiza. Są nawet domysły, czy to aby nie jakieś "mroczne" upodobania naszej Bożenki.
>

Lotrek Ty miej nadzieję, że nie zabrała się za czytanie np "Wenus w Futrze", bo wtedy mogłoby być naprawdę źle, jak poczytuje markiza to możesz czuć się bezpieczny

pozdrawiam

"Colorless green ideas sleep furiously"
17-09-2008 19:21 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?
>Okey, dzięki a czy jest to tz. "współżycie"? Zulka oświeć mnie, Bożenki boję się pytać, księża z mojej okolicy na mój widok spluwają trzy razy przez lewe ramię, więc nie mam kogo zapytać

(...jasne...mnie się nie spyta choć wiem WSZYSTKO ...od Dokowskiego...)

Eh
17-09-2008 20:08 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>(...jasne...mnie się nie spyta choć wiem WSZYSTKO ...od Dokowskiego...)
>Eh
>

Jeśli chodzi o seks, to do kobiet mam większe zaufanie...jakoś tak uczciwie im z oczy patrzy
Adamiak (36436 punktów)
>>(...jasne...mnie się nie spyta choć wiem WSZYSTKO ...od Dokowskiego...)
>>Eh
>>
>Jeśli chodzi o seks, to do kobiet mam większe zaufanie...jakoś tak uczciwie im z oczy patrzy
>

Jeśli chodzi o seks...to ja też...
... choć przy oczach się nie upieram
17-09-2008 19:25 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> księża z mojej okolicy na mój widok spluwają trzy razy przez lewe ramię..>

Na mój widok też...tylko szkoda, że przez moje ramię, bo jestem o brzydliwy...eh
23-09-2008 20:29 
 Ocena 2 na 2
Zulka (2198 punktów)
>>czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?
>Okey, dzięki a czy jest to tz. "współżycie"? Zulka oświeć mnie, Bożenki boję się pytać, księża z mojej okolicy na mój widok spluwają trzy razy przez lewe ramię, więc nie mam kogo zapytać

> Rozumiem, że chodzi Ci o zdanie kościoła katolickiego w tej sprawie Skonsultuję się ze znajomą Gorliwą Katoliczką. Ale dopiero za tydzień (teraz jest w katolickiej podróży poślubnej i na pewno zachowuje się bardzo grzecznie)...

pytałam: według "Źródła" jest to współżycie i jest też (równocześnie) STRASZNYM GRZECHEM jesli dbasz o całość swojej duszy - nie myśl o tym! nawet nie patrz w sypialni od pasa w dół (najlepiej patrz na jakiś "święty" obraz i módl się...)
23-09-2008 21:20 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>(najlepiej patrz na jakiś "święty" obraz i módl się...)

Takiego numeru jeszcze nie znałem a ma jakąś nazwę? Całość duszy , to jest to do czego tęsknię najbardziej. Dzięki za przepis, lecz jakbym go zaczął praktykować, to własna psica by mnie pogryzła
23-09-2008 21:49 
 Ocena 1 na 1
Zulka (2198 punktów)
>Dzięki za przepis, lecz jakbym go zaczął praktykować, to własna psica by mnie pogryzła

Lotreku. Wybacz ciekawość - czy "psica" to nazwa pieszczotliwa Twojego ulubionego Przedstawiciela (niezależnie od płci...) Gatunku Homo Sapiens, czy jesteś zoofilem?
lotrek (14275 punktów)
>Wybacz ciekawość - czy "psica" to nazwa pieszczotliwa Twojego ulubionego Przedstawiciela (niezależnie od płci...) Gatunku Homo Sapiens, czy jesteś zoofilem?

Psica to rodzaj żeński od psa, suka to "nie brzmi dumnie". Mając żonę i dwie córki, nie mogłem mieć przecież konkurencji w "samczej dominacji" pod postacią nawet psa. Więc jest to psica - GURŻA z Kawalkady, dla przyjaciół Galina. Zoofilem jest w tym sensie, że mam "hopla" na punkcie psów i kotów, oraz innych naszych "braci mniejszych".
Zadowolona?
Zulka (2198 punktów)

>Zadowolona?

Bardzo zadowolona, bo umieszczenie "psicy" w powyższym kontekście sprawiło, że zawahałam się, czy mam ochotę na dalszą miłą forumową znajomość z Tobą. Ale jeśli chodzi o "hopla" - witam w klubie "Żmija" słodka! Oczywiście zaraz po moich trzech Kundlach i Jednym "prawie moim"
lotrek (14275 punktów)
>"Żmija" słodka!


Jestem pod wrażeniem Zulka , że chciało Ci się "pokopać" w necie.
Pozdrawiam
17-09-2008 22:31 
 Ocena 2 na 2
Oana (28 punktów)
>>w tym czasie nie współżyjesz.
>Bożenko "oświeć mnie", czy seks oralny w takim przypadku też jest grzechem?

Może ja się odezwę:
według księży seks oralny jest grzechem i nie ma nic gorszego niż wzajemna masturbacja

Oceń to sama
17-09-2008 23:26 
 Ocena 6 na 6
placownik (17853 punktów)

>według księży seks oralny jest grzechem i nie ma nic gorszego niż wzajemna masturbacja

   Jeszcze nie wszyscy księża upadli na głowę.
www.spowiedz.pl/seks004.htm pytanie 036

   Boże, dlaczego takie rzeczy musi pisać ateista?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>   Boże, dlaczego takie rzeczy musi pisać ateista?

   Mniejsza o meritum, winszuję dowcipu.
.
Oana (28 punktów)
Wiecie, z czym nie mogę zgodzić się w Kościele KAtolickim?

Z tym, że co ksiądz to inne zdanie.
Jeden ksiądz daje rozgrzeszenie, drugi nie daje.
Jeden wypytuje o intymne szczegóły współżycia (kiedy, gdzie, jak często, czy ktoś inny jest wtedy w domu), innego w ogóle to nie interesuje. Poza tym grzechy odpuszcza nam Bóg - który zna prawdę, nie widzę więc potrzeby zwierzania się księdzu z intymnych szczegółów swojego pożycia seksulanego.

To co najbardziej oddala mnie od Kościoła Katolickiego to jego wielotwarzowość, zmienność oraz nieopieranie się na Piśmie Świętym lecz na tworzonych przez siebie dokumentach (jak Katechizm Katolicki), które nijak się mają do Pisma.

FUJ!
lotrek (14275 punktów)
>Wiecie, z czym nie mogę zgodzić się w Kościele Katolickim?
>Z tym, że co ksiądz to inne zdanie.

Znałem kiedyś pewną mężatkę, która znalazła u Dominikanów w Krakowie przygłuchego spowiednika. Ksiądz ten potem miał niesamowite "wzięcie" u niej i jej przyjaciółek. Ciekawe dlaczego ?
18-09-2008 05:21 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Wiecie, z czym nie mogę zgodzić się w Kościele KAtolickim?
>Z tym, że co ksiądz to inne zdanie.
>Jeden ksiądz daje rozgrzeszenie, drugi nie daje.>

Racjonalnym jest chodzić do tego, co daje.

>>Jeden wypytuje o intymne szczegóły współżycia (kiedy, gdzie, jak często, czy ktoś inny jest wtedy w domu>...

...i tak powstają kiepskie opowiadania pornograficzne.

>>Poza tym grzechy odpuszcza nam Bóg - który zna prawdę>...

...i tak powstają dobre opowiadania pornograficzne.

>>To co najbardziej oddala mnie od Kościoła Katolickiego to jego wielotwarzowość, zmienność oraz nieopieranie się na Piśmie Świętym lecz na tworzonych przez siebie dokumentach (jak Katechizm Katolicki), które nijak się mają do Pisma.>

Taaa...a Pismo napisał bóg?- (pewnie w wolnej chwili między tworzeniem ziemi i instrukcji jej obsługi przy pomocy "seksu oralnego" - z niemieckiego)
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Racjonalnym jest chodzić do tego, co daje.

Kwestia preferencji seksualnych; ja wolę te co dają.

fides ex necessitate esse non debet
24-09-2008 06:02 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Racjonalnym jest chodzić do tego, co daje.
>Kwestia preferencji seksualnych; ja wolę te co dają. >

Taaa..., lubię również te, co biorą...eh!
Oana (28 punktów)
>jak zwał tak zwał - antykoncepcja jest grzechem. Możesz jednak otrzymać rozgrzeszenie jeśli stosowanie pigułek jest związane z kuracją leczniczą i w tym czasie nie współżyjesz. Tu masz rację, że w ten sposób zabijasz potencjalnie mogące się narodzic dzieci, więc zahacza to nawet o aborcję. Działając w ruchu światło-życie pomagamy takim osobom jak ty, więc powinnaś się zwrócić do swojej parafi, gdzie zapewne jestesmy i ci pomożemy. Dzięki Bogu sama zauważyłaś, że antykoncepcja to zło, więc Bóg ci wybaczy.
>

Nie zgodzę się z tym, że antykoncecja mechaniczna jest grzechem - co jest złego w niedopuszczeniu plemnika do jajeczka?

Metoda antykoncepcyjna, jaką jest prezerwatywa, daje pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.

A więc stosowanie prezerwatyw nie jest wystąpieniem przeciwko żadnemu przykazaniu Bożemu.
Nie jest grzechem.
18-09-2008 07:46 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Nie zgodzę się z tym, że antykoncepcja mechaniczna jest grzechem - co jest złego w niedopuszczeniu plemnika do jajeczka?
>Metoda antykoncepcyjna, jaką jest prezerwatywa, daje pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia (np. gumka pęknie), organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Dokona jej NATURA.
>A więc stosowanie prezerwatyw nie jest wystąpieniem przeciwko żadnemu przykazaniu Bożemu.
>Nie jest grzechem.

Żeby grzechu nie było, unikaj prezerwatyw produkcji chińskiej. Wspieraj produkcję rodzimą. Oni używają i zobacz ilu ich jest. Technologia produkcji kiepska? A może latex nieodpowiedniej jakości. Ponadto jakieś...małe..
Chyba szyte na ich miarę.
17-09-2008 23:39 
 Ocena 1 na 1
Oana (28 punktów)
Ale ja wcale nie uważam każdej antykoncepcji za grzech!

Np. antykoncepcja mechaniczna - taka prezerwatywa - nie jest grzechem!
Nie dopuszcza ona do zapłodnienia, a jeśli już do niego dojdzie, np. pęknie gumka - jest pewność, że jeśli dojdzie do zapłodnienia, mój organizm kobiety dokona naturalnej selekcji zarodka. Selekcji dokona NATURA.

Stosując antykoncepcję mechaniczną nie występuje się przeciwko żadnemu z Bożych Przykazań, Bożych Praw.

Dlatego zastanawiam się, jak to jest z antykoncepcją hormonalną - jeśli miałabym pewność, że gdyby antykoncepcja hormonalna zawiodła - doszłoby do owulacji, doszłoby do zapłodnienia komórki - moja macica byłaby gotowa na dokonanie naturalnej selekcji zarodka - nie uważałabym jej za zło.

Uważam ją za zło tylko wtedy, jeśli dopuszcza ona sytuację, w której dochodzi do zapłodnienia, ale komórka jajowa nie może się zagnieździć w niedostatecznie rozwiniętej błonie macicy - co jest efektem poczynań ludzkich, a nie boskich.
18-09-2008 04:56 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> nie występuje się przeciwko żadnemu z Bożych Przykazań, Bożych Praw. >

Nie ma takowych, są tylko przykazania i prawa człowieka, jak boga kocham!

Pozdrawiam.
18-09-2008 05:12 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Ale ja wcale nie uważam każdej antykoncepcji za grzech!


"Grzeszysz córko" i kościół się na Ciebie gniewa.
18-09-2008 09:00 
 Ocena 3 na 3
Duda (25557 punktów)
>Ale ja wcale nie uważam każdej antykoncepcji za grzech!
Grzeszysz strasznie! Kościół katolicki uznaje dopuszczalny stosunek jedynie w celu prokreacji. Każdy inny stosunek jest grzechem. Współżycie w czasie niepłodnym też zgodnie z doktryną jest grzechem, z którego powinnaś się spowiadać. Dopuszczenie tak zwanych metod naturalnych jest "osiągnięciem" ostatnich czasów i jest to jak by na to nie patrzeć oszukiwaniem Pana Boga. Na "oszukiwanie" Boga przy pomocy środków mechanicznych czy farmakologicznych kościół nie chce się jak na razie zgodzić.
Porządne katolickie małżeństwo powinno współżyć tylko w dniach płodnych i wystrzegać się przyjemności przy stosunku.
Na tym polega ta tak zwana " czystość" katolicka. Dopuszczanie do przyjemności w trakcie stosunku ( małżeńskiego)jest też świeżej daty i nie ma żadnego uzasadnienia w doktrynie.
Pozdrawiam.
Oana (28 punktów)
>Grzeszysz strasznie! Kościół katolicki uznaje dopuszczalny stosunek jedynie w celu prokreacji. Każdy inny stosunek jest grzechem. Współżycie w czasie niepłodnym też zgodnie z doktryną jest grzechem, z którego powinnaś się spowiadać. Dopuszczenie tak zwanych metod naturalnych jest "osiągnięciem" ostatnich czasów i jest to jak by na to nie patrzeć oszukiwaniem Pana Boga. Na "oszukiwanie" Boga przy pomocy środków mechanicznych czy farmakologicznych kościół nie chce się jak na razie zgodzić.

Nie, no to jest jakiś żart!
A więc: po co Bóg stworzył łechtaczkę? łechtaczka nie ma ŻADNEGO innego zastosowania niż dawanie kobiecie przyjemności. Gdyby Bog nie chciał ,aby kobieta miała przyjemnośc z jej dotykania (a do tego stosunku nie trzeba - nie dawałby jej łechtaczki

>Porządne katolickie małżeństwo powinno współżyć tylko w dniach płodnych i wystrzegać się przyjemności przy stosunku.

A teraz bardziej poważnie - a skąd Ty to wiesz?

>Na tym polega ta tak zwana " czystość" katolicka. Dopuszczanie do przyjemności w trakcie stosunku ( małżeńskiego)jest też świeżej daty i nie ma żadnego uzasadnienia w doktrynie.

Przepraszam, w jakiej doktrynie?

Ja nie wierzę w żadne doktryny! Jak mam wierzyć w coś co napisało kliku księży?
A wiesz, że celibat został ustanowiony ponad 1000 lat po Chrystusie?
A wiesz dlaczego?
Księża od zawsze gromadzili majątki. Gdy ksiądz miał żonę i dzieci - dziedziczyli oni po mężu i po ojcu, a więc majątek kościoła na tym cierpiał.
Wtedy to wprowadzono zakaz wstępowania księży w związki małżeńskie, nakaz życia w celibacie itp.
Wszystko dla kasy, a nie dla ludzi, nie dla Ciebie! Choć udało im się wmówić Ci, że to dla Ciebie.

Ksiądz jest mężczyzną, ma penisa i jądra - tak go Bóg stworzył - i jego ciało nie jest stworzone do życia w celibacie. Stąd w kościele katolickim tyle wynaturzeń.

Kościół Luterański - który wyłamał się z kościoła katolickiego, nie mógł znieść tego, że co chwila spotykają się rożni biskupi na wiecach i ustalają nowe prawa i zasady moralne - odrzucił te ich wszystkie ludzkie brednie i otworzył ludziom oczy.
W kościele luterańskim wszystko opiera się na Piśmie Świętym, a nie na widzi mi się papieża czy innego księdza, który raz przeprasza za krucjaty, raz dopuszcza obcowanie męża z żona itd.

Reasumując powyższe: Bóg chce bym była szczęśliwą żoną, matką. Chce by moje dzieci wychowywały się w miłości, chce by mój mąż mnie kochał i czuł się kochany.

Dlatego uprawiamy seks również w dni płodne, zabezpieczając się prezerwatywą.
Dzięki temu łączy nas ogromna bliskość, oddanie, wielka nieskończona miłość.

I to jest szczęście, i jestem pewna, że Bóg woli takie dobro, niż wynaturzonych księży w celibacie, budowanie Licheni, gdy 100m obok ludzie umierają z głodu.

P.S> jestem katoliczką, w tej wierze się urodziła, i zostałam wychowana... ale wstydem jest dla mnie chodzenie do Kościoła Katolickiego, który jest jednym wielkim wynaturzeniem.
mam dość księży wypytujących się mnie na spowiedzi o moje życie intymne.
Duda (25557 punktów)
>P.S> jestem katoliczką, w tej wierze się urodziła, i zostałam wychowana... ale wstydem jest dla mnie chodzenie do Kościoła Katolickiego, który jest jednym wielkim wynaturzeniem.
>mam dość księży wypytujących się mnie na spowiedzi o moje życie intymne.
Moja droga ! Prezentując taki światopogląd katoliczką nie powinnaś się nazywać.
Katolicki Bóg nie dopuszcza prezerwatyw, a współżycie w celu innym niż poczęcie jest grzechem.Dlatego tak się o to wypytują. Celibat został dla księży wprowadzony późno ale już pierwsi twórcy tej religii preferowali celibat .
Współżycie jest grzechem, bo nie może odbyć się bez przyjemności ( chodzi o mężczyzn , kobietami się nie przejmowano). Dlatego zrobiono z Marii dziewicę, która nie tylko pozostała dziewicą zarówno przed jak i po porodzie to jeszcze została poczęta bez grzechu czyli bez przyjemności stąd jej niepokalane poczęcie.
Zgodnie z naukami Hieronima czy też Augustyna co gorliwsi chrześcijanie obcinali sobie " co nieco" by nie ulegać pokusie. Nie wolno było jeszcze do niedawna współżyć nawet w małżeństwie: przed przyjęciem komunii,ani w poście....
Tak naprawdę to pozostawało niewiele dni w roku kiedy było wolno. Normalny człowiek nie był i nie jest wstanie żyć zgodnie z tymi przykazaniami i właśnie o to chodzi kościołowi. Człowiekiem z poczuciem winy łatwiej rządzić.
Tak więc musisz się mocno zastanowić czy aby na pewno jesteś nadal katoliczką.
Pozdrawiam.
Oana (28 punktów)
>Tak więc musisz się mocno zastanowić czy aby na pewno jesteś nadal katoliczką.
>Pozdrawiam.

masz rację, jestem chrześcijanką, wychowana w obrządku katolickim.
Ale wstydzę sie chodzić do takiego kościoła, który nie dba o swoich wiernych i temu przyklaskiwać.

Dlatego by być bliżej Boga czytam pismo i modlę się, rozmawiam z nim i proszę o jego łaskę.

Chodzenie do kościoła co niedziele, dawanie na tace księdzu by kupił sonie nowy samochód, chodzenie do konfesjonału aby omawiać szczegóły mojego życia seksualnego - tego nie uważam za umacnianie mojej wiary, wręcz przeciwnie - za destrukcyjne.

Bóg stworzył mnie abym była szczęśliwa i tym szczęściem dzieliła się z innymi.

Bóg dał mi też łechtaczkę i ja i mój mąż wiemy do czego ona służy.
24-09-2008 22:33 
 Ocena 1 na 1
Piotrek_84 (631 punktów)
Oj mylisz się moja droga. Mam znajomą, gorliwą katoliczkę, mieszkającą od lat w zachodnich Niemczech. Tam księża katoliccy wydają pozwolenia na prezerwatywy.

Kiedys mówiła mi ona, że jest bardzo zadowolona, bo była u księdza z dokumentami poświadczającymi jej stan finansowy oraz ilość posiadanych dzieci. I na tej podstawie ksiądz powiedzial, że już ma wystarczająco dzieci jak na swoje możliwości finansowe, i że spełniła już swoje obowiązki wobec Pana. Powiedział potem, że od tej chwili otrzymuje ona zezwolenie na marnowanie nasienia swojego męza, a więc na stosowanie prezerwatyw oraz seks oralny. Od tej pory te czynności nie będą traktowane jako grzech.

I to, co napisałem powyżej, to nie jest żaden żart. Autentyczna sprawa.

A jeżeli zaś chodzi o dziewictwo Marii, to według Richarda Dawkinsa, jest to wynik błedu w tłumaczeniu Septuaginty. Ludzie tłumaczący Biblię z hebrajskiego na grecki popełnili błąd i słowa znaczące "i młoda kobieta urodzi syna" przetłumaczyli jako "i dziewica urodzi syna". I ponoć ten błąd w tłumaczeniu spowodował później cała serię dogmatów katolickich.
Duda (25557 punktów)
>Oj mylisz się moja droga. Mam znajomą, gorliwą katoliczkę, mieszkającą od lat w zachodnich Niemczech. Tam księża katoliccy wydają pozwolenia na prezerwatywy.
To jacyś odstępcy!!
>A jeżeli zaś chodzi o dziewictwo Marii, to według Richarda Dawkinsa, jest to wynik błedu w tłumaczeniu Septuaginty. Ludzie tłumaczący Biblię z hebrajskiego na grecki popełnili błąd i słowa znaczące "i młoda kobieta urodzi syna" przetłumaczyli jako "i dziewica urodzi syna". I ponoć ten błąd w tłumaczeniu spowodował później cała serię dogmatów katolickich.
Masz rację z tym tłumaczeniem. Tyle , że potem dorobili jej dziewictwo i po porodzie i na wieki wieków...
Pozdrawiam
Adamiak (36436 punktów)
>Oj mylisz się moja droga. Mam znajomą, gorliwą katoliczkę, mieszkającą od lat w zachodnich Niemczech. Tam księża katoliccy wydają pozwolenia na prezerwatywy.>
>Kiedys mówiła mi ona, że jest bardzo zadowolona, bo była u księdza z dokumentami poświadczającymi jej stan finansowy oraz ilość posiadanych dzieci. I na tej podstawie ksiądz powiedzial, że już ma wystarczająco dzieci jak na swoje możliwości finansowe , i że spełniła już swoje obowiązki wobec Pana. Powiedział potem, że od tej chwili otrzymuje ona zezwolenie na marnowanie nasienia swojego męza, a więc na stosowanie prezerwatyw oraz seks oralny. Od tej pory te czynności nie będą traktowane jako grzech.>

Mnie Dokowski pozwolił jeść mięso, bez zaświadczeń, w niedziele...choć mnie- globalnie- nie stać...

>I to, co napisałem powyżej, to nie jest żaden żart. Autentyczna sprawa.>

..., ale to na pewno żart...bo ON nikomu nie pozwala na marnowanie, nawet sobie.

>A jeżeli zaś chodzi o dziewictwo Marii, to według Richarda Dawkinsa...>

...to, wg mnie, nie Dawkins, tylko listonosz...

>jest to wynik błedu w tłumaczeniu Septuaginty...>

...i błąd w tłumaczeniu Józefa...

>spowodował później cała serię dogmatów katolickich.>

...spowodował tę... operę ciesielsko-mydlaną.
23-09-2008 22:30 
 Ocena 3 na 3
J.Szulc (5723 punktów)

Skąd przychodzisz z takimi prawdami?
Czyżby jakieś nowe wcielenie?

Skąd brać na was siły...

Nie stosuj niczego, co Ci się nie podoba - Twoje prawo.
Nie nazywaj jednak grzechem tego, co Tobie "nie leży". Skąd masz prawo do oceniania i wytykania paluchem?
Mówisz "grzech"... ale dla kogo? Dla tego, kto żyje według innych wartości i wyznaje inne prawdy?
Czy Twój Bóg tak postępował?
Czy nazwał Marię Magdalenę ladacznicą i odwrócił się od niej?
Pokora... to jest to, czego Wam brakuje...
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Czy jest to kolejna prowokacja do podjęcia dyskusji o aborcji?
Czy może zawoalowana próba indoktrynacji katolickimi bzdurami na ten temat?

>Z góry dziękuję za poważną odpowiedź.

Proszę uprzejmie.


fides ex necessitate esse non debet
Oana (28 punktów)
>Czy jest to kolejna prowokacja do podjęcia dyskusji o aborcji?

Absolutnie nie jest to żadna prowokacja.
na temat aborcji mam swoje zdanie i nie mam zamiaru go tutaj głosić.

Chciałam jedynie poznać zdanie forumowiczów, co sądzą o tym, że zażywając tabletki antykoncepcyjne kobieta prawdopodobnie godzi się na to, że moje dojść do zapłodnienia jej dziecka, ale nie utrzyma się ono przy życiu w jamie macicy, z jej winy.

Dyskusja ta dała mi wiele do myślenia i po wielu rozmowach z moim partnerem zdecydowaliśmy się na odpowiedzialne współżycie, za pomocą profesjonalnych urządzeń określających dni płodne.

Dzięki temu poza dniami płodnymi będziemy mogli cieszyć się sobą wzajemnie bez skrępowania lateksami, a w dni płodne - jeśli akurat nie będziemy chcieli mieć dziecka zastosujemy wstrzemięźliwość lub też jedną z metod mechanicznych.

Dzięki temu będę miała pewność, że jeśli jakaś z tych metod zawiedzie, a już pocznie się nasze dziecko - stworzymy mu jak najlepsze warunki do zagnieżdżenia się i rozwoju
a nie uniemożliwimy mu dalsze życie.

Jeżeli kiedyś zdobędę fachową wiedzę, że przy przyjmowaniu tabletek antykoncepcyjnych, gdy doszłoby do owulacji - zarodek będzie miał takie same szanse na zagnieżdżenie się w macicy jak bez działania hormonów (tutaj odwołuję do postów o kompleksowości działania tych leków) - rozważę powrót do antykoncepcji hormonalnej, jako świadoma, przyszła mama
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Dyskusja ta dała mi wiele do myślenia i po wielu rozmowach z moim partnerem zdecydowaliśmy się na odpowiedzialne współżycie, za pomocą profesjonalnych urządzeń określających dni płodne.

Galilaee, vicisti!!!

fides ex necessitate esse non debet
Piotrek_84 (631 punktów)
Ja tu dodam tylko jeden cytat, ktory można znaleźć tu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354

prof. Dick Swaab (neurobiolog) powiedział:
"Jesteśmy (my ludzie - mój przypis*) naszymi mózgami, a więc wszystko, co robimy i myślimy zostaje ustalone przez nasze mózgi. Reszta naszego ciała ma właściwie za zadanie przenosić nasz mózg z miejsca na miejsce, zaopatrywać go w żywność i tlen, i dzięki naszym organom rozrodczym wytwarzać nowe mózgi."

Czy płód we wczesnych stadiach swojego rozwoju ma mózg umożliwiający uzyskanie świadomości? Na pewno nie. A co za tym idzie, nie można mu nadawać cech ludzkich. A więc taki płód człowiekiem nie jest.

Aha. No i chciałbym też zwrócić uwage na niejednoznaczność terminu "człowiek".
Termin ten jest uzywany w dwóch znaczeniach.

Pierwsze, to materiał genetyczny, kodujacy informacje o budowie ciala ludzkiego. W tym sensie człowiekiem możemy nazwać nawet pojedyncze jądro komórkowe z pojedynczej komórki wyciętej z naszego włosa.
Drugie znaczenie, to znaczenie bardziej,,, filozoficzne, że tak powiem. Czlowiek oznacza tu funkcjonującą już istotę rozumną, świadomą, zdolną do odczuwania bólu, emocji, itd.

Zapłodniona komórka jajowa, czy też kilkumiesięczny płód, jest czlowiekiem tylko w sensie pierwszego znaczenia. Czyli w takim samym sensie, w jakim czlowiekiem jest jądro komórkowe wyjęte z włosa który sobie rośnie na, za przeproszeniem, naszych sprzętach między nogami, czy też na glowie, czy gdziekolwiek indziej.
To nie ma mózgu. Nie jest istotne, że kiedyś sie z tego rozwinie mozg. To nie ma żadnego znaczenia. Mozg sie rozwinąc moze też z marchewki. Bo wiadomo, że jestesmy tym co jemy Obieg materii.
Jeżeli bezmózgi płód chcemy nazywać człowiekiem w sensie drugiego znaczenia tego slowa, to równie dobrze człowiekiem można nazwać dorosle ludzkie ciało, w którym mózg uległ obumarciu i jest ono podtrzymywane przy życiu tylko przy pomocy aparatury. Czy takie coś jest człowiekiem? Nie. To jest warzywo. I takim samym warzywem jest płód.
Oana (28 punktów)

>Zapłodniona komórka jajowa, czy też kilkumiesięczny płód, jest czlowiekiem tylko w sensie pierwszego znaczenia. Czyli w takim samym sensie, w jakim czlowiekiem jest jądro komórkowe wyjęte z włosa który sobie rośnie na, za przeproszeniem, naszych sprzętach między nogami, czy też na glowie, czy gdziekolwiek indziej.
>To nie ma mózgu. Nie jest istotne, że kiedyś sie z tego rozwinie mozg. To nie ma żadnego znaczenia. Mozg się rozwinąć moze też z marchewki. Bo wiadomo, że jestesmy tym co jemy Obieg materii.

Ale przecież mózg nie rozwija się dopiero w 9 miesiącu ciąży tylko znacznie wcześniej!
Moja kuzynka urodziła dziecko w 6 miesiącu ciąży i jak synuś się urodził - czuł, miał mózg, samodzielnie oddychał itp!

A więc nie zgodzę się z tym, że nawet 9 miesięczny płód, który już z powodzeniem mógłby żyć na zewnątrz ciała matki człowiekiem wewnątrz już nie jest.
24-09-2008 08:31 
 Ocena 1 na 1
Duda (25557 punktów)
>A więc nie zgodzę się z tym, że nawet 9 miesięczny płód, który już z powodzeniem mógłby żyć na zewnątrz ciała matki człowiekiem wewnątrz już nie jest.
Dlatego właśnie w normalnych krajach aborcja jest dopuszczalna do 12 tygodnia ciąży (później tylko gdy zagraża życiu matki) bo w tym czasie jeszcze o mózgu mówić nie można a płód nie jest w stanie przeżyć poza organizmem matki.
Piotrek_84 (631 punktów)
Oana. Przeczytaj jeszcze raz co napisałem. Tym razem dokladnie. Ja nigdzie nie napisałem, że siedmio- czy ośmiomiesięczny płód nie ma mózgu. Wiele razy podkreślałem to pisząc o wczesnych stadiach rozwoju.
24-09-2008 18:57 
 Ocena-2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Zapłodniona komórka jajowa, czy też kilkumiesięczny płód, jest czlowiekiem tylko w sensie pierwszego znaczenia. Czyli w takim samym sensie, w jakim czlowiekiem jest jądro komórkowe wyjęte z włosa
Jądro komórki z włosa nie jest osobnikiem, a zapłodniona komórka tak.
.
24-09-2008 21:07 
 Ocena 4 na 4
Piotrek_84 (631 punktów)
Zapłodniona komórka może stać sie nawet dwoma osobnikami, lub trzema, lub czterema,,,, jeżeli dojdzie do podziału komórki.
A jądro komórki z włosa może też się stać osobnikiem, jeżeli wszczepi się to jądro do komórki macierzystej, czyli przeprowadzi się klonowanie.
Wlaściwie z każdego jadra komórkowego twojego ciała może powstać nowy osobnik.
Daj naukowcom swój jeden włos, a zobaczysz, że wyprodukują z tego setki twoich braci bliźniaków (czy też sióstr).

Ale jakie znaczenie w ogole ma to, czy coś sie nazywa osobnikiem czy też nie? Ważne, że nie ma świadomości. Karaluch też jest osobnikiem. A jakoś nie litujesz sie nad nim tylko zgniatasz pod butem.

Richard Dawkins napisał:
"Ludzki płód, w którym ludzkich uczuć jest tyle, co u ameby, doznaje o wiele większej czci i ochrony prawnej niż dorosły szympans. A przecież szympans czuje, myśli i - jak wskazują uzyskane ostatnio dane doświadczalne - jest nawet zdolny nauczyć się pewnej odmiany ludzkiego języka."

I jak na tym tle wyglądają Twoje słowa broniące zapłodnionej komórki jajowej z powodu tego, że jest ona "osobnikiem"?
Ja bym to nazwał hipokryzją i niczym więcej.
25-09-2008 01:06 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Zapłodniona komórka może stać sie nawet dwoma osobnikami, lub trzema, lub czterema,,,, jeżeli dojdzie do podziału komórki.
O wartości życia osobnika przesądza jego osobnicza niepowtarzalność. Nawet klonowanie i bliźniactwo temu nie przeczy.

>Daj naukowcom swój jeden włos, a zobaczysz, że wyprodukują z tego setki twoich braci bliźniaków (czy też sióstr).
Skoro wartośc osobniczą może mieć fragment człowieka, cóż dopiero zygota!

>Ale jakie znaczenie w ogole ma to, czy coś sie nazywa osobnikiem czy też nie?
Osobnik jest niepowtarzalny. I dotyczy to nie tylko homo sapiens.

>Ważne, że nie ma świadomości.
Dla zabijanego znaczenie ma świadomość i czucie.

>Karaluch też jest osobnikiem. A jakoś nie litujesz sie nad nim...
Bo to inny gatunek.

>I jak na tym tle wyglądają Twoje słowa broniące zapłodnionej komórki jajowej z powodu tego, że jest ona "osobnikiem"?
W tamtym poście nie było takich moich słów, dopiero teraz zaczynam się nad obroną wszelkich "osobników ludzkich" zastanawiać.
.
25-09-2008 03:47 
 Ocena 3 na 3
Piotrek_84 (631 punktów)

>Bo to inny gatunek.

Wielu ludzi pytanych "Dlaczego Murzyni nie powinni mieć praw takich samych jak biali?", odpowiada "Bo to inna rasa".

Mieliśmy już dyskryminację na tle rasy, dyskryminację na tle płci, dyskryminację na tle orientacji seksualnej, dyskryminację na tle wyznawanej religii....

Wygląda na to, że Ty jeszcze dokładasz do tego dyskryminację na tle gatunku. Bo niewazne, że szympans myśli i czuje. To jest INNY gatunek. A wiec nie ma żadnych praw. Tak?
A Murzyni też nie powinni mieć żadnych praw, bo to inna rasa, tak???

Hitler poszedł tą drogą jeszcze dalej. Mówił "Oni nie mają żadnych praw, bo to inna narodowość".

Pozdrawiam
25-09-2008 09:35 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>dokładasz do tego dyskryminację na tle gatunku.
Tak, a ta dyskryminacja nazywa się humanitaryzm. Panie karaluchofilu.
.
25-09-2008 19:35 
 Ocena 3 na 3
Piotrek_84 (631 punktów)

>Tak, a ta dyskryminacja nazywa się humanitaryzm.

Bez komentarza.

Coś tylko czuję, że ta pani nie należy do miłośników zwierząt. :/
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Bez komentarza.
To ja: całkiem bez komentarza.
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365