Racjonalista - Strona głównaDo treści
Apostazja a ślub

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-10-2008 14:17Kazmierski (10 punktów)Apostazja a ślub
Zagadnienie wygląda tak:

2 osoby maja ślub kościelny konkordatowy, jedna z osób dokonuje aktu apostazji czyli z własnej woli unieważnia wszystkie sakramenty które udzielił kościół.
Czy w związku z powyższym małżeństwo jest ważne?
Czy małżeństwo jest nieobowiązujące z punktu widzenia prawa kanonicznego a z punktu widzenia prawa cywilnego wciąż obowiązuje?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Mariusz Agnosiewicz (moderator)Odp: Apostazja a slub
Ślub cywilny jest oddzielony od materii teologicznej. Apostazja nie moze miec zadnego wplywu na cywilnoprawny wezel malzenski
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)Odp: Apostazja a ślub
>Zagadnienie wygląda tak:
>2 osoby maja ślub kościelny konkordatowy, jedna z osób dokonuje aktu apostazji czyli z własnej woli
>unieważnia wszystkie sakramenty które udzielił kościół.

Apostazja nie unieważnia żadnych sakramentów. Apostazja uniemożliwia przyjmowanie sakramentów od momentu apostazji w przyszłość, ale nie działa wstecz.

>Czy w związku z powyższym małżeństwo jest ważne?

Jest ważne, ponieważ miało faktycznie miejsce zgodnie z prawem kanonicznym i państwowym.

>Czy małżeństwo jest nieobowiązujące z punktu widzenia prawa kanonicznego a z punktu widzenia prawa
>cywilnego wciąż obowiązuje?

Małżeństwo obowiązuje z punktu widzenia obu tych praw.

Pozdrawiam
Adam
bozena (120 punktów)
(zablokowany)
Ślub oczywiście z punktu prawa bedzie ważny. Jeśli chodzi panu jednak o usunięcie Boga z tego związku to jest to niemożliwe, bowiem przysięga złożona przed jego obliczem jest niezmazywalna tak samo jak chrzest czy też bierzmowanie. Więc pana pytanie jest zupełnie bezzasadne bo nic formalnie nie zmienia. Małzeństwo to nawet po akcie apostazji jest dla Kościoła ważne i nic już tego nie zmieni, no chyba że żona wystąpi o jego unieważnienie ale musza byc spełnione okreslone przesłanki zawarte w KPK
03-10-2008 15:08 
 Ocena 2 na 2
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Ślub oczywiście z punktu prawa bedzie ważny. Jeśli chodzi panu jednak o usunięcie Boga z tego związku to jest to niemożliwe, bowiem przysięga złożona przed jego obliczem jest niezmazywalna [...]

Dodam jeszcze, że małżeństwo to wzajemne ślubowanie, małżonkowie ślubują sobie wzajemnie a nie Bogu ani księdzu.

Wprawdzie mówią na końcu - tak mi dopomóż Bóg itd. ale to nie zmienia faktu że przysięgają sobie nawzajem - "miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci."

Przysięgałem żonie więc zamierzam dotrzymać słowa, mimo że już nie wierzę w Boga.
03-10-2008 20:36 
 Ocena 3 na 3
Kornowski (835 punktów)
>(...)małżeństwo to wzajemne ślubowanie, małżonkowie ślubują sobie wzajemnie a nie Bogu ani księdzu.

Nie słyszałem, aby ktoś mówił: "biorę ciebie Boże za męża/żonę". Ślub powinien być świętem dwojga ludzi, którzy postanowili razem przeżyć swoje życie, nie miejscem politycznej, religijnej, finansowej i jakiejkolwiek jeszcze indoktrynacji.

Smutne, że tak wielu księży jest odmiennego zdania

PS po części w temacie: nauki przedmałżeńskie to jest dopiero kabaret
Prowadzą je albo księża albo jakieś stare panny (nie wnikam jak u nich z praktyką), niemal zawsze bez jakiegokolwiek przygotowania teoretycznego. Szkoda, że zamiast tego nie ma u nas badań przedmałżeńskich, takich jak w USA, zwanych pogardliwie hameryką.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>PS po części w temacie: nauki przedmałżeńskie to jest dopiero kabaret
>Prowadzą je albo księża albo jakieś stare panny (nie wnikam jak u nich z praktyką), niemal zawsze bez jakiegokolwiek przygotowania teoretycznego. Szkoda, że zamiast tego nie ma u nas badań przedmałżeńskich, takich jak w USA, zwanych pogardliwie hameryką.

Ja poszedłem na nauki przedmałżeńskie rok przed ślubem bo była okazja. Prowadziła je mężatka, matka dwojga dzieci, pani psycholog. Prowadziła też poradnię małżeńską, nie wiem na jakim poziomie ale myślę, że na pewno jest w stanie pomóc ludziom, bo nauki moim zdaniem były prowadzone dobrze i widać było że wie coś o życiu. Nie było dużo moralizowania ani nawet nie było dużo o religii.
Także nie zawsze jest źle. Co nie znaczy że zachęcam kogokolwiek do pobierania nauk tego typu w kościele katolickim. Ale sama idea przygotowania ludzi do małżeństwa jest na pewno dobra.

Pozdrawiam
Adam
04-10-2008 21:28 
 Ocena 2 na 2
matragon (2557 punktów)
> Ale sama idea przygotowania ludzi do małżeństwa jest na pewno dobra.>

Też tak uważam, najlepiej jak planujący się pobrać pomieszkają przedtem jakiś czas razem ... rok, dwa. To najlepsze przygotowanie do ślubu


Michał 'matragon' Worgacz

GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
04-10-2008 10:05 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>Jeśli chodzi panu jednak o usunięcie Boga z tego związku to jest to niemożliwe
No bo jak można usunąć coś, co nie istnieje?
Sebek (10 punktów)
>Ślub oczywiście z punktu prawa będzie ważny. Jeśli chodzi panu jednak o usunięcie Boga z tego związku to jest to niemożliwe, bowiem przysięga złożona przed jego obliczem jest niezmazywalna tak samo jak chrzest czy też bierzmowanie. Więc pana pytanie jest zupełnie bezzasadne bo nic formalnie nie zmienia. Małżeństwo to nawet po akcie apostazji jest dla Kościoła ważne i nic już tego nie zmieni, no chyba że żona wystąpi o jego unieważnienie ale muszą być spełnione określone przesłanki zawarte w KPK

Coz czyli z Waszych wypowiedzi wynika ze generalnie nic się nie zmieni.
Nawet kościół wciąż uważa ze małżeństwo jest ważne, czyli żadna strata.

A co z chrztem dzieci przez rodziców, z których jedno nie jest chrześcijaninem?
Czy przebiega to:
1. normalnie
2. jest utrudniane przez kościół
3. jest niemożliwe?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>przysięga złożona przed jego obliczem jest niezmazywalna
Każda przysięga może zostać złamana, a domniemany wszechmocny nic na to nie poradzi.
.
J.Szulc (5723 punktów)

>Czy małżeństwo jest nieobowiązujące z punktu widzenia prawa kanonicznego a z punktu widzenia prawa
>cywilnego wciąż obowiązuje?

Moi przedmówcy wystarczająco jasno wypowiedzieli się na temat przez Ciebie poruszony.
Tym nie mniej pozostaje jeszcze kwestia wychowania ewentualnych dzieci z Waszego związku.
Oboje musicie poważnie na ten temat porozmawiać, żeby uniknąć w przyszłości, niepotrzebnych konfliktów na tle religijnym.

Pozdrawiam.
diogenes (42753 punktów)
>Zagadnienie wygląda tak:
>2 osoby maja ślub kościelny konkordatowy,...

Problem polega na tym, że tego rodzaju procedury świadczą o poważnym traktowaniu kościoła katolickiego. Panowie i Panie - cały ten kościół to jeden WIELKI PIC. Trochę więcej luzu, jaj, kabaretu. Dajcie sobie siana z chrztem, ślubem, pogrzebem, z proboszczem w śmiesznej mycce, uśmiechnijcie się...
04-10-2008 09:58 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Nie zgodzę się z Tobą, diogenesie .
Czy zawsze nawołujesz do kpiącego podejścia do rzeczy, spraw, które dla Ciebie są obce, a dla kogoś innego są ważne, wręcz zasadnicze?
Młody, owszem, niech poszukuje i piętnuje bezzasadność i manipulacje ze strony tych, którzy chcą być naszym sumieniem.
W tej chwili myślę na przykład o pokoleniu moich rodziców, które wychowało się na wierze... i która to wiara często pomagała im przetrwać najcięższe chwile w życiu.
Moja mama nie należy do tych "nawiedzonych", ale chyba nie wyobraża sobie życia (tych ostatnich jego chwil) bez szacunku dla swojego podejścia.

Chcemy być szanowani, my i nasze poglądy - szanujmy innych od nas.

Nie zostawię na szalbierzu suchej nitki! Mojej mamie jednak nie powiem, że jej wiara (której ksiądz i kościół są jakimś obrazem), to WIELKI PIC.

Pozdrawiam.
04-10-2008 14:14 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Czy zawsze nawołujesz do kpiącego podejścia do rzeczy, spraw, które dla Ciebie są obce,...

Obce? Na jakiej podstawie tak sądzisz?

>a dla kogoś innego są ważne, wręcz zasadnicze?

Kpina, kabaret, ironia z tzw. zasadniczych spraw wcale nie musi oznaczać poniżenia kogoś, kto jest przekonany o wadze i zasadniczości rzeczy, z których kpimy. Czasem chodzi o relatywizację, o to, że ktoś inny może mieć inny stosunek do sprawy, że nasz np. smutek, żal, nawet depresja nie jest jedynym wyjściem z sytuacji. To na płaszczyźnie psychologicznej. Moja ontologia nie rozróżnia rzeczy ważnych od mniej ważnych. W kategoriach etetyki: wszystko może być tematem dzieła. Tragedii przyglądam się z taką sama uwagą, jak komedii. Bo to w gruncie rzeczy - to samo. I nie robię przy tym z siebie wyjątku.

>wiara często pomagała im przetrwać najcięższe chwile w życiu.

Tak, wciąz ten sam problem: jak odróżnić pajdę chleba czy garnek zupy od urojeń?

>Chcemy być szanowani, my i nasze poglądy - szanujmy innych od nas.

Akurat poglądy potrzebują najmniej szacunku: potrzebują krytyki, a nie mumifikacji. Dotyczy to również poglądów naszych ojców. Tradycja jest jak chrust: pali się nim w piecu.

>Nie zostawię na szalbierzu suchej nitki! Mojej mamie jednak nie powiem, że jej wiara (której ksiądz i kościół są jakimś obrazem), to WIELKI PIC.

Byłem w podobnej sytuacji i wybrałem WIELKI PIC. Razem z matką zrozumieliśmy wtedy jedno: że miłość jest ponad wiarą, religią, ponad wszystkim. (Nie jest to cytat z Biblii.)
J.Szulc (5723 punktów)

diogenesie , przecież ja Cię nie oceniam. Jedynie pytam i piszę o swoich spostrzeżenia.
Może nie mam Twojej odwagi? Może zbyt bardzo liczę się z tym, co myśli moja matka?
Może za bardzo staram się, żeby Jej nie zranić... a w zasadzie Jej uczuć?
Nie poczytuję sobie tego za błąd, może jedynie za pewną słabość... jednak jako człowiek, wydaje mi się, że mam do tego prawo.

Dla mnie, od jakiegoś czasu, klerykalne (zwróć, proszę, uwagę - klerykalne, nie katolickie) podejście do ślubu/ ślubów, zraża. Uznaję tutaj uwagę kogoś z przedmówców (ukłon w stronę autora przypomnienia!), że przysięgamy człowiekowi , nie jakiemuś bogu. I to właśnie temu człowiekowi należy się nasz szacunek w dotrzymaniu danej przysięgi.
Bywa jednak tak, że któraś ze stron nie dotrzymuje tego, co przysięgała.... i jakiś bóg ma mieć prawo mieszania się w rozwiązanie jakiegoś układu, którego był "świadkiem"?
To mnie przeraża...
04-10-2008 17:12 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Byłem w podobnej sytuacji i wybrałem WIELKI PIC. Razem z matką zrozumieliśmy wtedy jedno: że miłość jest ponad wiarą, religią, ponad wszystkim. (Nie jest to cytat z Biblii.)

I, zapewne, ten wybór nie był Twoją zasługą lecz Matki...

>Akurat poglądy potrzebują najmniej szacunku: potrzebują krytyki, a nie mumifikacji. Dotyczy to również poglądów naszych ojców.

Poglądy - tak, ludzie - nie.
Zrozum, diogenesie, że często zdarza się tak, że uderzając w podlądy pewnych ludzi (najczęściej ludzi nam najbliższych) uderzamy w nich samych.
Ja w pełni zgadzam się z Twoją argumentacją. Ale rozumiem też stanowisko J.Szulc. Zwłaszcza, że też znam ten problem z autopsji.
Moja Matka była kobietą bardzo głęboko wierzącą. Toczyłem z Nią zażarte dyskusje graniczące z kłótnią. Zawsze odpuszczała - w imię miłości, jak to dziś rozumiem - ale zdania nie zmieniła nigdy; do końca. Dziś, kiedy już Jej nie ma, rozumiem, że tak naprawdę atakowałem Ją, a nie Jej poglądy; tak dalece się z nimi utożsamiała. I... bardzo mnie to boli. Tak zwyczajnie, po ludzku...

>Tradycja jest jak chrust: pali się nim w piecu.

Palenie w piecu też może być tradycją...
Ponadto tradycja jest kwintesencją naszej... tożsamości. Kim byś był, gdyby nie tradycja, w której wyrosłeś?
Można się przeciw niej buntować, można z nią walczyć, można zmieniać. Ale ona istnieje i istnieć będzie. Taka czy inna. Bo istnieć musi, abyśmy my mogli być sobą.

Serdecznie pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365