 |
Czego nam brakuje zdaniem wierzących Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-10-2008 10:43 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Czego nam brakuje zdaniem wierzących
9 na 9 | Muszę przyznać, że lubię dyskusje z wierzącymi znajomymi. Po warunkiem rzecz jasna, że są to rzeczowe dyskusje, a nie próba narzucania własnego poglądu komu tylko się da. Nie wiedzieć czemu za każdym razem okazuje się, że w ich umysłach egzystuje dość smutne wyobrażenie na temat ateisty/agnostyka. Zanim przejdę do rzeczy mała uwaga. Trudno zamknąć całokształt poglądów w jednym słowie. I tak na przykład często stosując wielki skrót myślowy nazywam siebie ateistą, choć oznacza to tylko tyle, że odrzucam wyobrażenie nadrzędnej istoty promowane przez wielkie religie. Nie przemawia do mnie istota omnipotentna (co samo w sobie jest nielogicznością), niepojęta i niezrozumiała, ale opisana setką różnych definicji de facto upodabniających ją do człowieka.  Nie widzę też sensu w odprawianiu ceremonii ku czci owej istoty, o ile ona istnieje. Tak więc moja postawa bliższa jest agnostycyzmowi, niemniej i tak za każdym razem, chcąc wchodzić w szczegóły musiałbym wszystko od nowa tłumaczyć. Tak więc krótkie słowo "ateista" uważam za wystarczające wyjaśnienie. Wracając do tematu. Nieraz któryś ze znajomych katolików próbuje mi udowodnić, że czegoś w życiu mi brakuje chociaż o tym nie wiem. Gdy zaczynamy o tym rozmawiać okazuje się, że to coś już istnienie w moim życiu? O co chodzi? O tęsknotę za czymś "większym", rodzaj zachwytu nad jakąś "tajemnicą". Im dłużej słucham tych wywodów uświadamiam sobie, że mowa tak naprawdę o czymś, co jest cechą bycia człowiekiem, a nie wyznawania jakiejś religii. Sam jako ateista odczuwam podobny zachwyt spoglądając w nocne niebo i myśląc o złożoności wszechświata. Rolę "tajemnicy" może odgrywać choćby zagadka, czy jesteśmy sami we wszechświecie. Różnica jest jedynie taka, że racjonalista powstrzymuje się od osądów. Weźmy tutaj A. C. Clarke'a - w jego książkach można było zauważyć wyraźny ładunek emocjonalny, był człowiekiem, dla którego pusty wszechświat z małą, błękitną, żyjącą planetą był smutną wizją. Sam chciałby widzieć go jako tętniący życiem. Krytykował jednak ludzi, którzy posuwali się za daleko i sami uzupełniali braki tworząc fantastyczne historie sprzedawane z etykietką prawdy (UFO itp.). Czy przypadkiem z owym "Bogiem" nie jest podobnie? Powstał aby wypełnić czyjąś samotność, czy to z punktu widzenia jednostki czy to całej grupy. Pełni podobną funkcję jak wyimaginowany przyjaciel u małych dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że to właśnie samotności, w tej wielkiej, "kosmicznej" skali obawiają się wierzący z którymi rozmawiam. Mniejsze znaczenie ma czy mają rację czy też nie... Druga sprawa to tzw. miłość. W sensie miłości międzyludzkiej. Nie wgłębiam się w to, czy osoby z którymi rozmawiam miały do czynienia z tzw. "love bombingiem". Chodzi mi raczej o to, że ateiści w oczach wierzący wydają się wieść dosyć jałowe życie społeczne. Nie wiem skąd pomysł, że to chrześcijaństwo wprowadziło ideę społeczeństwa opartego na wzajemnej miłości i szacunku, a wszystkim innym jest ona kompletnie obca... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | kortyzol (422 punktów) | > Wracając do tematu. Nieraz któryś ze znajomych katolików próbuje mi udowodnić, że czegoś w życiu mi> brakuje chociaż o tym nie wiem. Gdy zaczynamy o tym rozmawiać okazuje się, że to coś już istnienie w> moim życiu? O co chodzi? O tęsknotę za czymś "większym", rodzaj zachwytu nad jakąś "tajemnicą".Oj, miałam jeden taki przypadek przypadek, prawdziwy "beton" brzydko mówiąc. Opowiadasz z błyskiem w oku o ostatnim objawieniu muzycznym, książce, która rzuciła cię na kolana, że zapiera dech, że nic już nie będzie takie samo, że do łez... Że można czytać cudze myśli jak taką tajemnicę. I co ? I się okazuje, że guzik wiesz o duchowych przeżyciach, bo nie byłeś "namszy" w Licheniu  Że twoje emocje, to są takie ćwierć-emocje, nędzny zastępnik. > Chodzi mi raczej o to, że ateiści w> oczach wierzący wydają się wieść dosyć jałowe życie społeczne.Tak, że się ateista rano budzi i cały dzień płacze w kącie, bo nie ma swojego boga  W związku z tym jest Zły, Jałowy, Amoralny, Zepsuty, Samotny i Opuszczony. Z tej rozpaczy, że nie ma swojego boga. A poważnie, chyba tylko osoby typu "beton" mają takie mniemanie o niewierzących, z braku refleksji (ale refleksja, to takie trudne, niepolskie słowo). Z przypadkami "współczucia i modlitwy za tych biednych ateistów" spotkałam się jeszcze ze strony funkcjonariuszy kościelnych, ale oni to mają chyba wpisane w statut  Na przykład w ostatnim liście KEP o apostazji.
|
|
 | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>osoby typu "beton" Ten "beton" to "moher". .
|
|
|  | 1 na 1 | kortyzol (422 punktów) | > >osoby typu "beton"> Ten "beton" to "moher". Nie no, "moher" konotuje jakiś przedział wiekowy. Mój znajomy "beton" się nie kwalifikuje  Zresztą pod względem światopoglądu również jest to osoba daleka od fanów Radyja. Zwyczajnie nie może sobie skonstruować w głowie obrazu pt. "ateista - istota żywa, spełniona, szczęśliwa". Taka konstrukcja to dla mojego "betona" zbiór przeciwieństw, rzecz niemożliwa  Nawet jak patrzy na mnie - żywy dowód, to nie ma znaczenia, dalej jestem godna litości i współczucia, bo przecież cierpię w niespełnieniu.
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
4 na 4 | sztejkat (4743 punktów) | Wedle moich kontaktów, to mniej więcej tak: Spróbuj sobie wyobrazić życie z życzliwą mamuśką i surowym tatuśkiem (lub odwrotnie) obserwującymi cię i czuwającymi nad tobą w każdej chwili twego życia. Wyobraź sobie życie z gwarancją wiekuistej kary bądź nagrody po śmierci. Wyobraź sobie całe życie zanurzone w umyśle czegoś, co zawsze wyciągnie do ciebie pomocną dłoń. O ile oczywiście będziesz grzecznym chłopczykiem, bo inaczej będą klapsy. Wreszcie bycie wszędzie i zawsze z kimś, kto jest mocny, zawsze wie lepiej, przemawia do ciebie, i dba by każdy twój krok kierować w lepszą stronę. Wyobraź sobie teraz (to będzie trudne), że kochasz tego kogoś tak mocno, jak tylko potrafisz, ufasz i jesteś posłuszny bo to wszystko dla twojego dobra. I tylko z Twej wielkiej miłości wynika cześć, chwała i uwielbienie jakie Mu oddajesz. Innymi słowy - życie pod troskliwą opieką, w miłości i z miłości. Pisząc to trudno mi było powstrzymać się od zupełnie zbędnej ironii, więc proszę, potraktuj to co napisałem jak najbardziej serio, prosto i literalnie bez podtekstów. Dokładnie tak, jak mówią literki, nic poza tym.  Cóż, co by nie mówić równości głębi duchowej, przeżyciach emocjonalnych itp., to właśnie TEGO brakuje ateistom. Poniekąd z definicji. Używam tu słowa "brakuje" nie w sensie "potrzebują" ale w sensie "nie posiadają".Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | 1 na 1 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Nie mogę poza tym zrozumieć jeszcze jednej kwestii. W każdej dłuższej dyskusji z katolikami powraca kwestia jakiegoś wyższego bytu, doskonalszego od ludzi. Pada pytanie, czy moim zdaniem takowy może istnieć. Wtedy zgodnie ze swoimi przekonaniami odpowiadam twierdząco - w końcu w olbrzymim wszechświecie może kryć się niejedno. Nie mam jednak narzędzia umożliwiającego mi rozwiązanie zagadki, więc nie snuję domysłów czy tym bardziej nie wymyślam dogmatów.  Wtedy zazwyczaj próbuje się mi wmówić, że tak naprawdę przyznałem się do wiary w Boga, katolickiego Boga w dodatku. "Tak naprawdę chodzi nam o to samo, tylko inaczej to nazywasz". Kilka zdań później dowiaduję się, że to jednak oni dysponują większą cząstką wiedzy, bo to oni mają objawioną księgę.  To już moim zdaniem delikatna ignorancja. W takiej ogólnej definicji "bytu wyższego niż człowiek" można zmieścić cokolwiek, to typowa "akademicka" dyskusja. Żeby na upartego stać jednak na stanowisku, że jest to konkretna istota, bohater mitów powstałych w epoce brązu, który widzi wszystkich i wszystko. Ma do tego listę dziesięciu rzeczy za robienie których odsyła do piekła oraz szczególnie nie lubi określonych praktyk seksualnych.
|
|
|  | 2 na 2 | sztejkat (4743 punktów) | No cóż, tu już moja wiedza nie sięga. Doświadczenie i owszem. Można by dyskutować, dlaczego to robią, tylko po co? Tak pół żartem, pół serio: Ludzie pragną, pragnęli i będą pragnąć by inni byli tacy sami jak oni. Zwłaszcza, gdy robią coś niedobrego 
Tomasz Sztejka
|
|
 | 1 na 1 | stary (143 punktów) | >Wreszcie bycie wszędzie i zawsze z kimś, kto jest mocny, zawsze wie lepiej, przemawia do ciebie, i dba by każdy twój krok kierować w lepszą stronę. >Cóż, co by nie mówić równości głębi duchowej, przeżyciach emocjonalnych itp., to właśnie TEGO brakuje ateistom. Poniekąd z definicji.
To pierwsze to niby anioł stróż. To drugie sugeruje, że uważasz, że ateiści są ludźmi nie znającymi przeżyć duchowych (co to właściwie oznacza na pewno nie to samo dla wierzących i niewierzących?), emocjonalnych. Tak w ogóle nie potrafią samodzielnie myśleć, muszą być prowadzeni za rączkę i na bieżąco instruowani co mają robić gdyż sami nie potrafią dokonać właściwego wyboru.
Jeśli tak sądzisz jesteś zdeterminowany genetycznie na wiarę (w dowolnego boga)tak jak około 30% pozostałych ludzi na tym świecie. A może tylko podpuszczasz?
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) | (...) >>Wreszcie bycie wszędzie i zawsze z kimś, kto jest mocny, zawsze wie lepiej, przemawia do ciebie, i dba by każdy twój krok kierować w lepszą stronę.(...) >>Cóż, co by nie mówić równości głębi duchowej, przeżyciach emocjonalnych itp., to właśnie TEGO brakuje ateistom. Poniekąd z definicji.(...)
>To pierwsze to niby anioł stróż.(....) >To drugie sugeruje, że uważasz, że ateiści są (...) Tak w ogóle nie potrafią samodzielnie myśleć, muszą być prowadzeni za rączkę i na bieżąco instruowani co mają robić gdyż sami nie potrafią dokonać właściwego wyboru.
Trudna sprawa. Starałem się napisać jasno, prosto i wyraźnie. I, jak to bywa, zostałem nie zrozumiany. A konkretnie - zrozumiany dokładnie na odwrót.
W mojej odpowiedzi prosiłem, by wyobrazić sobie konkretne sytuacje/emocje, dzięki czemu możliwe stanie się postawienie w sytuacji osoby wierzącej, dla której wiara jest czymś zasadniczym i rzeczywistym w życiu.
Zdanie: >>Cóż, co by nie mówić równości głębi duchowej, przeżyciach emocjonalnych itp., to właśnie TEGO brakuje ateistom. Poniekąd z definicji.(...)
faktycznie jest nieco niefortunne, jednak sądziłem, że w kontekście powyższych akapitów "TEGO" zostanie zrozumiane zgodnie z moimi intencjami. Otóż dotyczy ono nie zdania poprzedzającego, ale fragmentu zaczynającego się od "Spróbuj sobie wyobrazić"
Prosiłem też o literalne potraktowanie tego co napisałem. Więc sorry, nic nie sugeruję, nie podpuszczam itp.
Żeby było jasno: od "Spróbuj sobie wyobrazić ...." do ".... życie pod troskliwą opieką, w miłości i z miłości" opisuję stan wiary.
W miejscu "to właśnie TEGO brakuje ateistom" stwierdzam, że zdefiniowany w wyżej wymienionym fragmencie stan jest obcy bądź nienawistny ateistom, ponieważ negują go z definicji.
Kropka.
Mam nadzieję, że teraz wyraziłem klarownie.
Tomasz Sztejka
|
|
1 na 1 | lotrek (14275 punktów) | Czego nam brakuje zdaniem wierzących? Myślę, że wiary w ich boga ... Oczywiście mylą się, jak w tyli innych sprawach dotyczących światopoglądu.
|
|
8 na 8 | lipschitz (1674 punktów) | Będąc dzieckiem uwielbiałem piłkę nożną, mecz na szkolnym boisku lub w telewizji to było prawdziwe święto, szykowałem się na nie już wiele dni wcześniej. Pewnego dnia jechałem - zdaje się z rodzicami - taksówką. Rozmowny taksówkarz w pewnej chwili oświadczył, że w ogóle nie ogląda piłki nożnej, że nudzi go. I tak przez kilka minut szokował mnie kolejnymi słowami na jej temat. Za to ponad wszystko kocha żeglowanie, czym mnie już totalnie dobił, bo przecież na tej łódeczce nie mógł pograć nawet w piłkarzyki! Wydał się taki nieszczęśliwy, ograniczony i ubogi, współczułem szczerze i z całego serca, że z jakiejś niepojętej dla mnie przyczyny, został pozbawiony tak cudownych doznań.  Ale pewnie gdyby zabrał mnie wtedy na żagle, zmieniłbym zdanie.
|
|
 | 3 na 3 | Necrarius (44 punktów) | Zdaniem wierzących brakuje nam wiary w ich "jedynie słusznego boga".
Dlaczego ludzie wierzą w istotę doskonałą i opiekującą się nimi?
Bo od początku swojego istnienia potrzebowali wyjaśnienia zjawisk, których nie potrafili pojąć. Oczywiście jest mnóstwo innych powodów jak chociażby słabość. Słabeusze muszą sobie wmawiać, że bóg nad nimi czuwa. Wtedy czują się bezpiecznie i mogą wszystkie swoje niepowodzenia zwalić na boga.
Ciekawą rzeczą według mnie jest również spowiedź. Dlaczego moje tak zwane "grzechy" miałbym wyjawiać zupełnie obcej mi osobie? Przecież to co robię jest moją i tylko moją sprawą.
|
|
|  | | stary (143 punktów) | >Przecież to co robię jest moją i tylko moją sprawą.
Z wcześniejszym zapisem zgadzam się za wyjątkiem przytoczonego zdania. Nie zawsze to co robisz jest tylko Twoją sprawą. Tak jeśli chodzi o decyzje. Współistnienie w społeczeństwie wymaga współdziałania i współodpowiedzialności a także odpowiedzialności za swoje czyny wobec innych członków tego społeczeństwa.
|
|
|  | 1 na 1 | marta (887 punktów) | > Zdaniem wierzących brakuje nam wiary w ich "jedynie słusznego boga".> Dlaczego ludzie wierzą w istotę doskonałą i opiekującą się nimi?> Bo od początku swojego istnienia potrzebowali wyjaśnienia zjawisk, których nie potrafili pojąć. Oczywiście jest mnóstwo innych powodów jak chociażby słabość. Słabeusze muszą sobie wmawiać, że bóg nad nimi czuwa. Wtedy czują się bezpiecznie i mogą wszystkie swoje niepowodzenia zwalić na boga.> Ciekawą rzeczą według mnie jest również spowiedź. Dlaczego moje tak zwane "grzechy" miałbym wyjawiać zupełnie obcej mi osobie? Przecież to co robię jest moją i tylko moją sprawą.> Brawo! wreszcie się znalazł ktoś, kto wyarykułował i moje myśli.Bogowie wymyślani byli głównie ze strachu przed nieznanym. Opieka boska i boska wola jest również niezłym usprawiedliwieniem własnego nieróbstwa, lenistwa- nie udało mi się, bo bóg mnie ukarał... A co do granic wolności- nie zawsze można powiedzieć "to, co robię to tylko moja sprawa". Tak długo moja, póki nie ogranicza wolności i praw innych, bo nie jesteśmy sami, ale opowoadanie o sobie zupełnie obcej osobie w czarnej kiecce to już zbytnia przesada...
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | > A co do granic wolności- nie zawsze można powiedzieć "to, co robię to tylko moja sprawa". Tak długo moja, póki nie ogranicza wolności i praw innych, bo nie jesteśmy sami, ale opowoadanie o sobie zupełnie obcej osobie w czarnej kiecce to już zbytnia przesada...>  > ( Cholera, już się kapnęli......muszę zapamiętać: przed wejściem do kiosku zmieniać kiecki kolor. Na seledyn... biskupi)
|
|
 | 3 na 3 | Madman (7811 punktów) | > Będąc dzieckiem uwielbiałem piłkę nożnąJa też.  I dalej uwielbiam. > taksówkarz w pewnej chwili oświadczył, że w ogóle nie ogląda piłki nożnej,W gimnazjum miałem kolegę, który interesował się żużlem. 'Co jest fajnego w żużlu?!', pytaliśmy go wszyscy. Dalej nie rozumiem sportów motorowych. Nawet Kubicy nie oglądam... Znacie teorię numinosum R.Otto? Zachwyt boskością, mysterium tremendum oraz fascinosum... To są dopiero przeżycia! I tego pewnie, zdaniem wierzących, brakuje nam, ateistom. Bo brakuje nam Boga, w którego moglibyśmy uwierzyć tak bardzo, najbardziej, ślepo i bezgranicznie, zatracić się całkiem i przeżyć wstrząs emocjonalny, poczuć bezgraniczny zachwyt i uwielbienie. To takie narkotyzowanie się siłą woli.  Albo wręcz seksualna ekstaza, jak u Teresy Berniniego. Przyznam się, że czułem dreszcze, słuchając koncertu organowego w przeogromnej katedrze w Kolonii. Dla mnie źródłem takich przeżyć jest muzyka, ale nietrudno sobie wyobrazić kogoś, kto w takiej sytuacji będzie wielbił Boga za dar fal dźwiękowych...
|
|
|  | 5 na 5 | Zulka (2198 punktów) |
> Znacie teorię numinosum R.Otto? Zachwyt boskością, mysterium tremendum oraz fascinosum... To są dopiero przeżycia! I tego pewnie, zdaniem wierzących, brakuje nam, ateistom. Bo brakuje nam Boga, w którego moglibyśmy uwierzyć tak bardzo, najbardziej, ślepo i bezgranicznie, zatracić się całkiem i przeżyć wstrząs emocjonalny, poczuć bezgraniczny zachwyt i uwielbienie. To takie narkotyzowanie się siłą woli. Albo wręcz seksualna ekstaza, jak u Teresy Berniniego. Przyznam się, że czułem dreszcze, słuchając koncertu organowego w przeogromnej katedrze w Kolonii. Dla mnie źródłem takich przeżyć jest muzyka, ale nietrudno sobie wyobrazić kogoś, kto w takiej sytuacji będzie wielbił Boga za dar fal dźwiękowych...  > Tylko "oprogramowanie" do takich uczuć jest niezależne od światopoglądu (sam jesteś przykładem...). Różni się tylko obiekt ku któremu je kierujemy  Swoją drogą a propos Berniniego - to jego modelką raczej nie była święta Teresa i nie podejrzewam żeby ekstaza widoczna na jej obliczu miała wiele wspólnego akurat z katolickim Adonai...
|
|
| |  | | Madman (7811 punktów) | > Tylko "oprogramowanie" do takich uczuć jest niezależne od światopoglądu (sam jesteś przykładem...).No tak, ale uczucia wobec Boga są u wierzących głębsze niż np moje uwielbienie muzyki. Nie dałbym się zabić np za Bocelliego, choć uwielbiam jego głos, ani nie zabiłbym nikogo za słuchanie Feela, którego zdolności wokalne zdecydowanie podrażniają mój słuch...
|
|
| | |  | 1 na 1 | matragon (2557 punktów) | > >Tylko "oprogramowanie" do takich uczuć jest niezależne od światopoglądu (sam jesteś przykładem...).> No tak, ale uczucia wobec Boga są u wierzących głębsze niż np moje uwielbienie muzyki. Nie dałbym się zabić np za Bocelliego, choć uwielbiam jego głos, ani nie zabiłbym nikogo za słuchanie Feela, którego zdolności wokalne zdecydowanie podrażniają mój słuch...  Dawanie się zabić za cokolwiek nie jest oznaką głębi uczuć - tylko głupoty 
Michał 'matragon' Worgacz GŁUPOTA MA PEWiEN UROK, iGNORANCJA NiE (F. Zappa)
|
|
 | 4 na 4 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Będąc dzieckiem uwielbiałem piłkę nożną, mecz na szkolnym boisku lub w telewizji to było prawdziwe święto, szykowałem się na nie już wiele dni wcześniej.> Pewnego dnia jechałem - zdaje się z rodzicami - taksówką. Rozmowny taksówkarz w pewnej chwili oświadczył, że w ogóle nie ogląda piłki nożnej, że nudzi go. I tak przez kilka minut szokował mnie kolejnymi słowami na jej temat. Za to ponad wszystko kocha żeglowanie, czym mnie już totalnie dobił, bo przecież na tej łódeczce nie mógł pograć nawet w piłkarzyki!> Wydał się taki nieszczęśliwy, ograniczony i ubogi, współczułem szczerze i z całego serca, że z jakiejś niepojętej dla mnie przyczyny, został pozbawiony tak cudownych doznań.  > Ale pewnie gdyby zabrał mnie wtedy na żagle, zmieniłbym zdanie.Chętnie przybiłbym piątkę z tym taksówkarzem, ja ze swoim wstrętem do piłki nożnej czuję się w Polsce jak ateista w kościele.
|
|
|  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > >Ale pewnie gdyby zabrał mnie wtedy na żagle, zmieniłbym zdanie.> Chętnie przybiłbym piątkę z tym taksówkarzem, ja ze swoim wstrętem do piłki nożnej czuję się w Polsce jak ateista w kościele.>Mam bardzo podobne zdanie na temat wszelkich sportów zespołowych. Wszystkie, mniej lub bardziej, przypominają mi religie. Nie ma czystego sportu, czystej rywalizacji tam, gdzie wchodzi w grę przypadek, a tylko o ślepym trafie można mówić w kontekście gier "tabunowych". Chętnie dałbym Ci dychę za te słowa, choć może "wstręt" zastąpiłbym: głęboką niechęcią"...no, plus jak w banku  Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | kortyzol (422 punktów) | > Wydał się taki nieszczęśliwy, ograniczony i ubogi, współczułem szczerze i z całego serca, że z jakiejś niepojętej dla mnie przyczyny, został pozbawiony tak cudownych doznań.  Ja nie mogłam zrozumieć, jak moje koleżanki mogą czytać tę Musierowicz, jak przecież jest King, Masterton... Conan Barbarzyńca  > Ale pewnie gdyby zabrał mnie wtedy na żagle, zmieniłbym zdanie.W każdym razie po jakimś czasie większość ludzi dojrzewa i uczy się rozumieć to zjawisko. Że emocje są podobne i ekstazy, siła i wpływ tych doświadczeń na nas. Większość ludzi jest w stanie załapać, że tylko bodźce są inne a "odloty" bardzo podobne. A ci, którzy tego nie pojmują będą uszczęśliwiać swoim współczuciem wszystkich "odmieńców". 
Spójrzcie bowiem, oto kot blady, a piekło postępuje za nim.
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | > >Wydał się taki nieszczęśliwy, ograniczony i ubogi, współczułem szczerze i z całego serca, że z jakiejś niepojętej dla mnie przyczyny, został pozbawiony tak cudownych doznań.  > Ja nie mogłam zrozumieć, jak moje koleżanki mogą czytać tę Musierowicz, jak przecież jest King, Masterton... Conan Barbarzyńca  > >Ale pewnie gdyby zabrał mnie wtedy na żagle, zmieniłbym zdanie.> W każdym razie po jakimś czasie większość ludzi dojrzewa i uczy się rozumieć to zjawisko. Że emocje są podobne i ekstazy, siła i wpływ tych doświadczeń na nas. Większość ludzi jest w stanie załapać, że tylko bodźce są inne a "odloty" bardzo podobne. A ci, którzy tego nie pojmują będą uszczęśliwiać swoim współczuciem wszystkich "odmieńców".  No, no, się nie rozpędzaj...najlepszy i tak jest "Winnetou"
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >czy jesteśmy sami we wszechświecie.
Wschechświat jest jeden, więc, ex definitione, jest samotny.
>Czy przypadkiem z owym "Bogiem" nie jest podobnie? Powstał aby wypełnić czyjąś samotność, czy to z punktu widzenia jednostki czy to całej grupy.
Warunkiem powstania idei boskości była możliwość przekroczenia aktualnego doświadczenia "tu i teraz". Fundamentalną rolę odegrała tu pamięć i język (symbolizm). To na bazie tych kategorii możliwe jest zarówno poznanie tego, co jest jak i rojenia o tym, czego nie ma. Poznanie jest porządkowaniem doświadczenia (np. w postaci teorii), rojenie zaś (z róznych powodów, tak psychologicznych, np. lęk, jak i społecznych, np. władza) - przypisywanie istnienia temu, co ma jedynie charakter werbalny.
>Nie wiem skąd pomysł, że to chrześcijaństwo wprowadziło ideę społeczeństwa opartego na wzajemnej miłości i szacunku,...
Sięgając do żródeł: człowiek miał czynić sobie ziemię poddaną. Każdy jednak zrozumiał to w odniesieniu do siebie, co rodzi rywalizację. Tak powstała hierarchia zależności. Kościół zawsze ma kłopoty z odróżnieniem miłości od uległości, od poddaństwa. Nic dziwnego, że Watykan to anachroniczna monarchia z nieomylnym papieżem na tronie. Ziemię należało i należy chronić, a nie, wraz z ludźmi, czynić sobie poddaną: bo takie jest w gruncie rzeczy przesłanie zbiurokratyzowanego i upolitycznionego katolicyzmu. Tak jak bóg nie jest tematem poznania, tak i katolicka miłość nie jest czymś, co ludzie de facto praktykują. Kościół skrzętnie liczy swoje owieczki, ale przymyka oczy na rzeźnię, którą one sobie serwują.
|
|
 | 2 na 2 | stary (143 punktów) | >>czy jesteśmy sami we wszechświecie. >Wschechświat jest jeden, więc, ex definitione, jest samotny.
Brak mu jest kopii...
Błękitu sfery nocą zalśniły, Brylantów błyski czerń ozdobiły I pyłem gwiezdnym otchłań spowiły Symfonią czasu - kosmos bawiły.
Przez galaktyki dreszczem przebiegły Splątane myśli, wolą nabiegły. Skłębiły moce jak w czarnej dziurze Tworzyć zaczęły w martwej naturze.
Zaczątki światów w wirach odległych, Gwiazd nowych drogi w czasach przyległych. Moc swą wyzwala śladem entropii Wszechświat samotny - brak mu jest kopii...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|