Racjonalista - Strona głównaDo treści
Msze w szkole - z prośbą o poradę i pomoc

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
21-07-2010 17:44Marcin Mały (286 punktów)Msze w szkole - z prośbą o poradę i pomoc
Ocena 5 na 5
W mojej szkole (publicznej, dodam dla porządku), odbywają się - średnio więcej niż raz w miesiącu - msze święte. Nie ma w zasadzie żadnych świeckich uroczystości, akademii, apeli, każde święto jest obchodzone w ten sam monotonny sposób, mszą świętą. A to na sali gimnastycznej, a to na placu przed szkołą, cała dziatwa ma obowiązek uczestniczyć. Zwykle mszę organizuje się po pierwszej lekcji, nauczyciel ma sprawdzić obecność, zamknąć plecaki w klasie, zaprowadzić na mszę i dopilnować, by młodzież modliła się jak należy. Zupełnie świadomie mszy nie organizuje się przed lekcjami czy po lekcjach, bo przecież stanowiłoby to pretekst dla uczniów do tego, by z niej uciec. Kiedyś męska, maturalna klasa technikum została zresztą za taką ucieczkę z mszy zmieszana z błotem przez byłego dyrektora, a za karę mieli wyjaśnić pisemnie, dlaczego nie są patriotami.
Do tej pory miałem to w nosie. Po prostu na msze nie chodziłem, u mnie przesiadywała młodzież, która na mszę nie szła i wiedziała, że ja tam nikogo zaganiać nie będę. Ale nowy szef postanowił dać mi ciężki orzech do zgryzienia i planuje mi od września dać wychowawstwo, przez co stanę się nagle - jak rozumiem - odpowiedzialny za przebywanie moich uczniów na mszy. Pierwszą z nich będzie msza inaugurująca rok szkolny, bo - jak co roku - nie ma w ogóle żadnej uroczystości rozpoczynającej rok szkolny, jest tylko msza święta, a po niej godzina wychowawcza. Nie wiadomo, na którą godzinę mają przyjść do szkoły uczniowie, którzy nie mają zamiaru uczestniczyć w religijnych obrzędach, nie wiadomo zresztą, po co mieliby tego dnia przyjść do szkoły, skoro żadna świecka uroczystość nie jest przewidziana.
O moich wątpliwościach wokół tej sprawy pozwoliłem sobie napisać na blogu. Chciałem tu skopiować cały tekst wpisu, ale niestety - przekracza on dopuszczalną liczbę znaków, więc zamieszczam tylko zajawkę i link.
Będę wdzięczny za komentarze i rady - tak tu na forum, gdzie na pewno będę zaglądać, jak i na blogu, gdzie pewnie zajrzy niejeden mój kolega z pracy czy uczeń.
Wpis w całości jest dostępny tu:
anglista.b(*)7/szkolne-parady-rownosci.html
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

(Alicja)Duda (25557 punktów)
Mógłbyś napisać do Rzecznika Praw Obywatelskich a swoją drogą młodzież też by mogła.
Dyrekcja łamie art 32, art 53 ze szczególnym uwzględnieniem 53.6 Konstytucji.
Można zgłosić do prokuratury ale Rzecznik byłby odpowiedniejszy i dla Ciebie bezpieczniejszy.
Jeżeli podasz dane swoje i szkoły oraz ewentualnych świadków PSR może wystąpić z takim zapytaniem do Rzecznika Praw Obywatelskich, Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania, oraz do pani Minister Hall.
23-07-2010 17:31 
 Ocena 1 na 1
Marcin Mały (286 punktów)
Ponieważ w pewnym sensie te obowiązkowe msze są pozostałością po poprzednim dyrektorze, który został w międzyczasie zwolniony wskutek postępowania dyscyplinarnego, chciałbym wykorzystać najpierw wszystkie spokojne i konsyliacyjne sposoby rozwiązania tego problemu.
Wyłożyłem już moje stanowisko nowemu szefowi, zastanawiam się nad tym, czy nie zebrać argumentów prawnych i nie przedstawić na radzie pedagogicznej, żeby zastanowić się na radzie, oficjalnie, nad ustaleniem jakichś cywilizowanych zasad współżycia między tymi pragnącymi się modlić na mszach z okazji każdego święta szkolnego, a tymi, którym taka msza niekoniecznie potrzebna, nawet jeśli są wierzący.
Owszem, w międzyczasie zbiorę dane osób, które są gotowe zaświadczyć o sprawie w ewentualnym wniosku do RPO i gdzie indziej, na priv prześlę dane szkoły, ale zacznijmy od tego, by kuć żelazo póki gorące i postawić tę sprawę nie od razu na ostrzu noża, tylko jako pewien problem, który pozostał po "starej" władzy. Utarł się pewien zwyczaj i chyba nie do wszystkich dociera, że ten zwyczaj nie jest normalny.

>Mógłbyś napisać do Rzecznika Praw Obywatelskich a swoją drogą młodzież też by mogła.
>Dyrekcja łamie art 32, art 53 ze szczególnym uwzględnieniem 53.6 Konstytucji.
>Można zgłosić do prokuratury ale Rzecznik byłby odpowiedniejszy i dla Ciebie bezpieczniejszy.
>Jeżeli podasz dane swoje i szkoły oraz ewentualnych świadków PSR może wystąpić z takim zapytaniem do Rzecznika Praw Obywatelskich, Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania, oraz do pani Minister Hall.
>


marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 17:50 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Staraj się wszystko udokumentować. Jak zdążyłam zauważyć masz już pełnoletnich uczniów. Dziwię się, że dają się tak terroryzować. Nikt nie powinien być zmuszany ani do religii ani do udziału w mszy. Problem jednak jest taki, że jak dużo uczniów zrezygnuje z religii to dyrekcja zobowiązana jest zorganizować dla nich lekcje etyki.
Nie wiadomo co gorsze gdyż jedyny zaakceptowany podręcznik napisał ksiądz katolicki.
23-07-2010 18:09 
 Ocena 3 na 3
Marcin Mały (286 punktów)
> Staraj się wszystko udokumentować. Jak zdążyłam zauważyć masz już pełnoletnich uczniów. Dziwię się, że dają się tak terroryzować.

Myślę, że oni to w dużej mierze olewają, tak jak niektórzy z nas kiedyś olewali pochody pierwszomajowe.
Chcąc zmarginalizować religię w przyszłości należałoby właściwie pozwolić wszystkim tym nawiedzonym nauczycielom zmuszać ich do udziału w mszach, gonić ich po parkingu i sprawdzać, czy czasem nie ukryli się w prywatnym aucie zamiast iść na mszę świętą itd.
Gdy moja tegoroczna czwarta mechanika odjeżdżała w czasie rekolekcji z parkingu, a wychowawca leciał za nimi drąc się "Wysiadać! Wracać!" itd, to oni w dużej mierze mieli z tego ubaw.
A ja patrzę na to z trochę innej perspektywy, niż oni. Uważam, że ma miejsce groźny proceder i że nie ma na niego miejsca w publicznej szkole. A my - nauczyciele - ośmieszamy się, uczestnicząc w nim. Inna sprawa, że przy okazji ośmieszamy kościół i religię.


marcin.anglista.edu.pl
Meretseger (61860 punktów)
Zaraz, zaraz. A gdzie są rodzice tych uczniów? Nie mogą przyjść i wytłumaczyć temu Twojemu dyrektorowi, że oni sobie nie życzą zaganiania ich dzieci na msze? Dzieci też takie jakieś strachliwe; a nikt nie powiedział, że pan dyrektor jest na bakier z Konstytucją?
Jak ktoś Ci napisał na innym forum "Prawa konstytucyjne nie podlegają dyskusji. Mówisz: "Nie, bo nie" i nikt nawet nie ma prawa Cię pytać dlaczego." I tego się trzymaj. Młodzież też.
A co do rozliczania z obecności 1 września... Wiesz, o której godzinie jest ta nieszczęsna msza. Powiedz młodzieży, że kto nie będzie na mszy, niech przyjdzie godzinę później, na lekcję wychowawczą. A kto nie przyjdzie, to też dobrze, przyjdzie 2 września. Nie dajmy się wkręcać kościelnym.
21-07-2010 21:37 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)
>Zaraz, zaraz. A gdzie są rodzice tych uczniów? Nie mogą przyjść i wytłumaczyć temu Twojemu dyrektorowi, że oni sobie nie życzą zaganiania ich dzieci na msze?

Jesteś pewna, że rodzice sobie nie życzą?

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
22-07-2010 07:22 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Jesteś pewna, że rodzice sobie nie życzą?
Niemożliwe, żeby wszyscy sobie życzyli jak jeden, nie ma takiej szkoły publicznej. Zawsze się trafi jakaś czarna owca albo i kilka
Autografka (10638 punktów)
To nie jest normalna sytuacja. Nawet nie chodzi o same msze, bo te są chyba w większości szkół (o ile nie we wszystkich), ale o godziny ich organizowania. W szkołach, do których chodzą moje dzieci, msze są zawsze na początku, bądź na końcu wszystkich zajęć. Pewnie można by napisać do RPO, ale może wystarczyłby list do kuratorium i władz miasta. Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja, czy sam nie obawiasz sie występować z tego typu pismem, wówczas może znaleźliby się rodzice dzieci, które nie uczęszczają na religię i msze (lub osoby innego wyznania), które zechciałyby takie pismo sygnować swoim nazwiskiem.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
21-07-2010 22:35 
 Ocena 3 na 3
katija (4 punktów)
>Nawet nie chodzi o same msze, bo te są chyba w większości szkół (o ile nie we wszystkich)<
O zgrozo!!! Za moich czasów ani w szkole podstawowej ani w średniej nie występowało zjawisko mszy w szkole i nawet trudno mi to sobie wyobrazić... Nie można tego uważać za normalną sytuacje i mam nadzieję, że nie stało się to normą w polskich szkołach publicznych

21-07-2010 22:45 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>O zgrozo!!! Za moich czasów ani w szkole podstawowej ani w średniej nie występowało zjawisko mszy w szkole i nawet trudno mi to sobie wyobrazić... Nie można tego uważać za normalną sytuacje i mam nadzieję, że nie stało się to normą w polskich szkołach publicznych
>

Muszę Cię zmartwić, ale stało się to normą. Zresztą kiedyś też występowało, tyle że informowano o tym nie w szkole, ale w salkach, bądź w kościołach. Msze też odbywają się w kościołach i trudno komuś zabronić uczestniczenia w nich, prawda? Problem w tym, że często są traktowane jako prawie, że obowiązkowe, ale jeśli ktoś decyduje się naukę religii, to chyba nie powinien narzekać. Inna sprawa jest z nauczycielami.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
23-07-2010 11:06 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>To nie jest normalna sytuacja. Nawet nie chodzi o same msze, bo te są chyba w większości szkół (o ile nie we wszystkich), ale o godziny ich organizowania.

Też jestem w szoku - za "moich" czasów były rekolekcje raz do roku, ale żadnych mszy!

Czyli religia nieobowiązkowa, ale msze obowiązkowe?!
A co z uczniami, którzy na religię oficjalnie nie chodzą?
23-07-2010 12:23 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>A co z uczniami, którzy na religię oficjalnie nie chodzą?

Oni chyba nie uczestniczą we mszach. To byłoby trochę bez sensu.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
23-07-2010 13:07 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>A co z uczniami, którzy na religię oficjalnie nie chodzą?
>Oni chyba nie uczestniczą we mszach. To byłoby trochę bez sensu.
Czyli w Polskich realiach - normalka
23-07-2010 15:11 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>>A co z uczniami, którzy na religię oficjalnie nie chodzą?
>>Oni chyba nie uczestniczą we mszach. To byłoby trochę bez sensu.
>Czyli w Polskich realiach - normalka

Wiesz, ja tu widzę rolę rodziców. Po pierwsze, msze powinny się odbywać w kościołach a nie w szkołach (prawdę mówiąc, pierwszy raz słyszę o takiej praktyce), po drugie powinny być przed lekcjami lub po nich. Wtedy nieuczestniczący w nich nie będą mieli problemu. Ale to rodzice powinni zwrócić na to uwagę, skoro dyrekcja szkoły nie widzi w tym nic niewłaściwego.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
MK48 (2786 punktów)
Pisałeś na blogu że ty i kilku innych nauczycieli chcielibyście zmienić coś co popiera szef i reszta nauczycieli. Po wysłaniu listu do RPO, który zapewne nic nie pomoże moglibyście wybrać się do szefa powiedzieć mu co trzeba zmienić i jeśli tego nie zmieni nie będziecie wykonywać swoich obowiązków nauczycielskich i będziecie pozwalać uczniom na samowolkę i robienie co chcą. Trochę radykalne ale skończy się tak że albo wy wygracie, albo zaczniecie szukać innej pracy.

Lepiej mniej, ale lepiej.
sztejkat (4743 punktów)
A co jesteś gotów na to postawić? Wszystko ma swoją cenę, każda gra jest obarczona ryzykiem. Podejmując taką a nie inną decyzję musisz być świadom z jaką stawką wchodzisz do gry.

Jeśli jesteś zdecydowany grać przeciw tym, którzy podlizują się Kościołowi masz moim zdaniem następujące drogi:
1.) rozmowę z przełożonym, z punktu widzenia twojej religijności. Dotychczas prawa uczniów nie bardzo cię wzruszały, więc naruszenie ich praw nie będzie sensownym argumentem. Twoich będzie, tym bardziej, że poparte są twoim postępowaniem w latach poprzednich;
2.) delikatną rozmowę z wyższym przełożonym osoby kościelnej realizującej msze. Wbrew pozorom nie są to durnie i choć chętnie przyjmują za dobrą monetę postępki przydupasów to poinformowani o pewnym ryzyku "smrodku" i twoich wątpliwościach mogą co nieco przyhamować zapędy dyrekcji. Choć za tę to propozycję pewnie oberwie mi się od forumowiczów;
3.) przede wszystkim jednak należy skonsultować sprawę z rodzicami. Niestety, msza na początku roku twojego wychowawstwa odbyć się musi - wcześniej nie masz podstaw by konsultować się z rodzicami. No, chyba, że uda ci się zorganizować płynne przejęcie wychowawstwa i na ostatnim spotkaniu w poprzednim roku szkolnym (biorąc pod uwagę, że mamy lipiec, to raczej nie da rady,co?) spotkasz się z rodzicami razem z poprzednim wychowawcą;
4.) wreszcie, zdaje się dyrektor nie jest w kwestii organizacji nauczania pierwszym po bogu. Nauczyciel dyplomowany ma zdaje się dość szerokie uprawnienia w kreowaniu tego, jak będzie wyglądała edukacja podległej mu młodzieży. Oczywiście mogę się mylić - jeśli jednak masz, zgodnie z prawem regulującym zawód nauczyciela, pewną swobodę manewru należy ją wykorzystać;
5.) i zapewne najważniejsze - w kwestii uczestnictwa uczniów we mszach to uczniowie muszą być grupą inicjatywną. To uczniom musi zależeć na tym, by msze nie były obowiązkowe. I to musi być widać. W przeciwnym razie, moim zdaniem słusznie, ewentualna twoja inicjatywa by uczniowie nie uczestniczyli w mszach zostanie potraktowana jako próba ograniczania swobody praktyk religijnych. Oczywiście twoje uczestnictwo to twoja sprawa - patrz pierwszy punkt.

Drogi "pójścia na ostre" wymienią zapewne inni forumowicze.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
22-07-2010 11:33 
 Ocena 1 na 1
Myflowers (2721 punktów)
>A co jesteś gotów na to postawić? Wszystko ma swoją cenę, każda gra jest obarczona ryzykiem. Podejmując taką a nie inną decyzję musisz być świadom z jaką stawką wchodzisz do gry.
Z żadną stawką. Walka z wiatrakami.
>Jeśli jesteś zdecydowany grać przeciw tym, którzy podlizują się Kościołowi masz moim zdaniem następujące drogi:
>1.) rozmowę z przełożonym, z punktu widzenia twojej religijności. Dotychczas prawa uczniów nie bardzo cię wzruszały, więc naruszenie ich praw nie będzie sensownym argumentem. Twoich będzie, tym bardziej, że poparte są twoim postępowaniem w latach poprzednich;
???????????
>2.) delikatną rozmowę z wyższym przełożonym osoby kościelnej realizującej msze. Wbrew pozorom nie są to durnie i choć chętnie przyjmują za dobrą monetę postępki przydupasów to poinformowani o pewnym ryzyku "smrodku" i twoich wątpliwościach mogą co nieco przyhamować zapędy dyrekcji. Choć za tę to propozycję pewnie oberwie mi się od forumowiczów;

Nie oberwie Ci się, przynajmniej ode mnie. Poprawiłeś mi humor, więc dlaczego mam napadać na kogoś, kto mnie rozśmiesza?

>3.) przede wszystkim jednak należy skonsultować sprawę z rodzicami. Niestety, msza na początku roku twojego wychowawstwa odbyć się musi - wcześniej nie masz podstaw by konsultować się z rodzicami. No, chyba, że uda ci się zorganizować płynne przejęcie wychowawstwa i na ostatnim spotkaniu w poprzednim roku szkolnym (biorąc pod uwagę, że mamy lipiec, to raczej nie da rady,co?) spotkasz się z rodzicami razem z poprzednim wychowawcą;
A co to znaczy "płynne przejęcie"? Z dobrodziejstwem inwentarza?:D:D:D

>4.) wreszcie, zdaje się dyrektor nie jest w kwestii organizacji nauczania pierwszym po bogu. Nauczyciel dyplomowany ma zdaje się dość szerokie uprawnienia w kreowaniu tego, jak będzie wyglądała edukacja podległej mu młodzieży. Oczywiście mogę się mylić - jeśli jednak masz, zgodnie z prawem regulującym zawód nauczyciela, pewną swobodę manewru należy ją wykorzystać;
Co do uprawnień nauczyciela, to naprawdę Ci się tylko zdaje. Hospitacje i na dyplomowanych mogą być "biczem bożym".

>5.) i zapewne najważniejsze - w kwestii uczestnictwa uczniów we mszach to uczniowie muszą być grupą inicjatywną. To uczniom musi zależeć na tym, by msze nie były obowiązkowe. I to musi być widać. W przeciwnym razie, moim zdaniem słusznie, ewentualna twoja inicjatywa by uczniowie nie uczestniczyli w mszach zostanie potraktowana jako próba ograniczania swobody praktyk religijnych. Oczywiście twoje uczestnictwo to twoja sprawa - patrz pierwszy punkt.
>Drogi "pójścia na ostre" wymienią zapewne inni forumowicze.

>
Tutaj przyznaję rację w całej rozciągłości. A co do nauczycieli - podpuszczą po cichu, a potem nabiorą wody w usta. Chłopisko pozostanie sam na polu "bitwy', mało tego, fama pójdzie , ze jest przeciwko religii i kościołowi, a nawet przeciwko Jezusowi i Najświętszej Panience i będzie miał przechlapane.

(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
22-07-2010 23:54 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>Z żadną stawką. Walka z wiatrakami.

Stawką jest to, co się stawia, niezależnie od szansy na wygraną. Teoretycznie, choć w tym wypadku (patrz niżej) nie ma to miejsca, stawką mogłaby w czarnym scenariuszu wyglądać tak: utrata zatrudnienia => utrata dochodów => niemożność spłaty hipoteki => utrata mieszkania => utrata małżonki => odwrócenie się krewnych => mieszkanie pod mostem => zimą hipotermia => zgon.

>(...) poparte są twoim postępowaniem w latach poprzednich;
>???????????

Autor wątku napisał, że dotychczas miał to w nosie. Rozumiem, że miał w nosie, czy uczniowie są wypychani na msze czy nie. Z drugiej strony sam w nich nie uczestniczył i przygarniał tych, którzy także tam nie szli. Stąd moje takie a nie inne zdanie.

W wypowiedzi poniżej jednak naświetla sprawę zupełnie inaczej:
Cytat:

(...)
Dotąd też teoretycznie - w myśl dyrektorskich zarządzeń - miałem obowiązek prowadzenia trzódki przed ołtarz i pilnowania jej tam. Nigdy tego nie robiłem, po prostu mówiłem, że kto chce, idzie, i część szła na mszę, część uciekała ze szkoły, a część zostawała ze mną. Bywało, że ta zostająca ze mną część normalnie się uczyła.

Nie chcę też wywoływać wojny ideologicznej w szkole, bo mija się to z celem, dlatego dawno zwróciłem się w tej sprawie do nowego szefa i przedstawiłem mu swój punkt widzenia.(...)


W tej sytuacji nie widzę na czym miał w ogóle polegać problem.

Kto chciał to szedł, kto nie to nie. Szef powiadomiony, kolega nie wykopany. Czyli: jest normalnie.

Jak dla mnie ok.

>(...)
>A co to znaczy "płynne przejęcie"? Z dobrodziejstwem inwentarza?:D:D:D

Znaczy: móc porozmawiać z rodzicami w obecności i podczas pełnienia obowiązków poprzez poprzedniego wychowawcę. W stylu: "Od przyszłego roku to ja będę wychowawcą i mam do państwa następujące pytanie...".

>(...)
>Co do uprawnień nauczyciela, to naprawdę Ci się tylko zdaje. Hospitacje i na dyplomowanych mogą być "biczem bożym".

Cóż, napisałem "zdaje się". Nie jestem w tej kwestii kompetentną osobą.

>(...)

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
23-07-2010 13:05 
 Ocena 3 na 3
Marcin Mały (286 punktów)

>Jak dla mnie ok.

No nie do końca. Rozumiem, że w takiej dyskusji nie da się wyjaśnić wszystkiego do końca wraz z rozmaitymi niuansami. To nie jest mała podstawówka, gdzie wszyscy się znają, to olbrzymi zespół szkół, w którym nie wszyscy się znają, łącznie z nauczycielami. To, że ja na msze nie chodziłem i że uczniowie klas, które uczę, wiedzą po jakimś czasie o tym, że u mnie można się "ukryć", to nie oznacza, że to jest oficjalnie akceptowane przez szkołę albo że wszyscy nauczyciele mówią swoim wychowankom to samo i postępują wobec nich tak samo.
Szkoła oficjalnie nie zapewnia żadnej alternatywy dla tych mszy, także dla uczniów nie uczęszczających na religię.
I to nie do końca jest tak, że nigdy dotąd mnie to nie obchodziło, po prostu nie mając wychowawstwa stoi się trochę z zewnątrz. Kilka lat temu, gdy byłem wychowawcą maturalnej klasy w liceum, jedna z moich najlepszych uczennic była Świadkiem Jehowy i bardzo się starałem, żeby - mimo tych wszystkich szopek - chodziła do szkoły. Starałem się jakoś zlaicyzować nasze grudniowe spotkania klasowe, ale to niewiele dało przy ogólnej polityce szkoły jako całości. Tacy uczniowie po prostu nie przychodzą do szkoły w te dni.
Ze skrajnych przypadków miałem kiedyś takie zajście, że uczennica przedłożyła usprawiedliwienie nieobecności, które zresztą potem potwierdziła jej mama, że nie miała czasu chodzić do szkoły, ponieważ jest w klasie maturalnej, czeka ją matura i musi się uczyć. Dosłownie tak było napisane w tym usprawiedliwieniu. I - co gorsza - musiałem się zgodzić z argumentacją jej mamy, bo była logiczna. To była era Romana Giertycha i szkoła niewiele w tym czasie robiła poza rekolekcjami, mszami, wycieczkami do miejsc związanych z wychowaniem patriotycznym. Opisywałem to wówczas tutaj: anglista.b(*)-w-poszukiwaniu-definicji.html
Teraz zmienił się szef, zmieniły się czasy, wydaje mi się, że najwyższa pora coś z tym zrobić i dlatego poruszyłem ten temat w rozmowie z szefem, a teraz zastanawiam się, jak to skutecznie poruszyć na radzie pedagogicznej, żeby nie wywoływać wojny, tylko żeby być skutecznym. Zgodzicie się chyba wszyscy mając w pamięci obecne wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, że nawet będąc niesamowicie taktownym można w tej sprawie spotkać się z całkowitym brakiem zrozumienia i agresją, a nie o to przecież chodzi.

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 22:28 
 Ocena 1 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Jeśli szef jest rozumny, to pojmie, że widzimisię katolickich nauczycieli musi ustąpić przed Konstytucją RP. Jeśli nie, musisz uderzyć do wyższej instancji. Niech uczniowie wystąpią do kuratorium, Ty (plus nauczyciele, którzy są takiego zdania, jak Ty) też. Jeśli to nie pomoże, zostaje MEN. No i sądy, ale to już ostateczność... No i oczywiście PSR, które może na Wasz wniosek wystąpić i do dyrektora, i do kuratorium, i do MEN.
23-07-2010 22:45 
 Ocena 1 na 1
Marcin Mały (286 punktów)
>Jeśli szef jest rozumny...

Nie pojmuję zupełnie, jak mi to wyszło, że poślizgnęła mi się mysz i bezsensownie odjąłem punkt autorowi posta. Przepraszam.
Nawiasem mówiąc, może by wprowadzić w skrypcie jakąś minimalną modyfikację, żeby dodanie / odjęcie punktu wymagało jeszcze potwierdzenia?
Meretseger, jeszcze raz przepraszam.

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 23:05 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>Meretseger, jeszcze raz przepraszam.
Nic się nie stało, zdarza się
23-07-2010 23:26 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>>Jak dla mnie ok.
>No nie do końca. Rozumiem, że w takiej dyskusji nie da się wyjaśnić wszystkiego do końca wraz z rozmaitymi niuansami. (....)

Owszem. Trzeba się nieźle postarać, a i tak się nie uda

>(...)to nie oznacza, że to jest oficjalnie akceptowane przez szkołę (....)

W zasadzie do takiej akceptacji powinno się dążyć. Zakładam bowiem, że obecny układ nie wziął się z powietrza i znajduje jednak dość rozległą akceptację pośród rodziców i uczniów. Będąc w mniejszości więc nierozsądnym jest dążenie posiadania decydującego głosu. Miast tego należy szukać pewnego poszanowania i oficjalnej akceptacji różnic.

>I to nie do końca jest tak, że nigdy dotąd mnie to nie obchodziło,(...)

Cytat:

(...)Do tej pory miałem to w nosie.(....)


Rozumiesz chyba, że mogłem poczuć się co nieco zmylony co do Twojego stanowiska.

>(...) Tacy uczniowie po prostu nie przychodzą do szkoły w te dni. (...)

Mnie się tam wolne w rekolekcje podobało. Chociaż za moich czasów faktycznie jedynie okres rekolekcji związany był z kościelną aktywnością szkoły.

>Ze skrajnych przypadków miałem kiedyś takie zajście, że uczennica przedłożyła usprawiedliwienie nieobecności,(....)

Przepraszam, ale co nieco się pogubiłem. To było zwolnienie z normalnych zajęć? Czy może z tych kościelnych? Jeśli z kościelnych, to po kiego grzyba było je przyjmować? Nie ma przecież obowiązku uczestniczenia w takich zajęciach, obojętnie co by przenajświętszy dyrektor mówił. Przynajmniej za moich czasów z nieobecności w trakcie rekolekcji nigdy się nie usprawiedliwiałem.

>Teraz zmienił się szef, zmieniły się czasy, wydaje mi się, że najwyższa pora coś z tym zrobić i dlatego poruszyłem ten temat w rozmowie z szefem,(....)

Bardzo dobrze! Lepiej najpierw rozmawiać a dopiero ewentualnie potem walczyć. Zawsze to mniejsze straty.

Nigdy nie miałem wątpliwej przyjemności uczestnictwa w radzie pedagogicznej. Jeśli jednak jest to oficjalny układ ludzi, którzy - jak piszesz - niezbyt dobrze się znają, proponuję wyjść od:

Masz problem w klasie - uczniów, którzy podobnie jak Ty nie chcą uczestniczyć we mszy (oczywiście musi to być prawda). Biorąc pod uwagę prawo (tu można lekko napomknąć o odpowiednich zapisach) zmuszenie ich do uczestnictwa może się źle dla Ciebie i szkoły skończyć. W związku z czym prosisz kolegów o pomoc w rozwiązaniu problemu

Nie wiem jak ty, ale ja zauważyłem, że prosząc innych o pomoc można ich dużo skuteczniej i łagodniej przekonać do własnych pomysłów. Nie muszą już bowiem tylko akceptować lub odrzucić Twoją argumentację, ale muszą sami zastanowić się nad istotą problemu i przygotować się, by w sposób aktywny go rozwiązać. Układ walki zmienia się z konieczności w układ współpracy. No, chyba, że odpowiedzą Ci: "To Twój problem, radź sobie sam". Jednak i w tym wypadku -Twój problem=Twoje rozwiązanie - możesz moim zdaniem czuć się zwolniony z obowiązku gonienia uczniów do kościółka.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
24-07-2010 00:10 
 Ocena 2 na 2
Marcin Mały (286 punktów)

>Przepraszam, ale co nieco się pogubiłem. To było zwolnienie z normalnych zajęć? Czy może z tych kościelnych? Jeśli z kościelnych, to po kiego grzyba było je przyjmować?

Tu chyba w pewnym sensie leży pies pogrzebany. W naszej szkole zatarła się różnica między tym, co kościelne, a tym, co dydaktyczne, szkolne. W oficjalnym zeszycie zarządzeń dyrektora można znaleźć zarządzenia mówiące o OBOWIĄZKU uczestniczenia w uroczystościach sakralnych i o tym, że ewentualną nieobecność wychowawcy mają usprawiedliwiać jedynie w przypadku przedłożenia zaświadczeń lekarskich.

> Układ walki zmienia się z konieczności w układ współpracy.

Słusznie. Dlatego od początku myślę o tym, by tę sprawę załatwiać konsyliacyjnie, a nie poprzez jakiś atak. Nie wykluczam, że jeśli ta sprawa nie potoczy się po mojej myśli albo dojdzie do eskalacji jakiegoś irracjonalnego konfliktu, zwrócę się do RPO czy w inny sposób wejdę na drogę oficjalną, chętnie korzystając z pomocy PSR.
Zacznę jednak od tego, że po mojej prywatnej wymianie opinii na temat problemu z nowym dyrektorem zaproponuję mu przedstawienie przeze mnie tego zagadnienia na radzie pedagogicznej. I to właśnie zgrubsza w zaproponowany przez Ciebie sposób.
Poruszasz też coś, co jest chyba bardzo istotne, a umyka niektórym komentującym. Obecny stan rzeczy, z tymi mszami świętymi, nie jest stanem przeszkadzającym wszystkim, wręcz przeciwnie. Jest to sytuacja raczej akceptowana, chociaż pewnie z różnych względów. Części osób odpowiada to, bo faktycznie widzą rolę wychowawczą kościoła i religii i uważają, że to przejaw prawdziwej troski szkoły o formowanie młodego pokolenia, część młodzieży szczerze się spełnia przy organizacji tych mszy świętych i ich oprawy. Dla niektórych nauczycieli jest to okazja do pokazania się w towarzystwie biskupa czy innego dostojnika kościelnego. A części młodzieży odpowiadają te obrzędy sakralne chociażby dlatego, że dzięki temu przepadają lekcje. O ile więc trudno się nie zgodzić, że ten stan rzeczy nie jest normalny i narusza prawo, o tyle nie jest to coś, o co cała szkolna populacja czy nawet jej większość byłaby skłonna kruszyć kopie.

marcin.anglista.edu.pl
24-07-2010 00:26 
 Ocena 4 na 4
sztejkat (4743 punktów)
>(...) W oficjalnym zeszycie zarządzeń dyrektora można znaleźć zarządzenia mówiące o OBOWIĄZKU uczestniczenia w uroczystościach sakralnych (....)

W takim wypadku warto wskazać dyrektorowi w jak niebezpiecznej sytuacji postawił szkołę. Żaden regulamin dowolnej instytucji nie może być sprzeczny z prawem ogólnym. Jeśli jest, jest nieważny. Jeśli jednak mimo to ktoś postępuje w zgodzie z tym regulaminem, wówczas łamie prawo w taki sam sposób jak jednostka ustalająca regulamin. Jeżeli do tego istnieje oficjalny zapis wówczas szkoła nie ma żadnych szans przed sądem gdyby któremukolwiek z uczniów lub nauczycieli wpadło do głowy ją zaskarżyć. Biorąc pod uwagę, że będzie to spór z Państwem Polskim uczeń i jego prawnik mogą liczyć na wyduszenie całkiem sporego odszkodowania. Teoretycznie oczywiście.

Tak więc wydanie oficjalnego zarządzenia o wspomnianej przez Ciebie treści należy uznać za świadome działanie na niekorzyść szkoły i Państwa Polskiego.

Szkoła ma pewnie jakiegoś zaufanego prawnika, więc może warto mu/jej wskazać ewentualne ryzyko?

Podstawą dla nauczyciela do skarżenia szkoły będzie powołanie na zapisy kodeksu karnego: "Kto namawia do popełnienia czynu przestępczego...."(cytat wolny). Skrajnie patrząc można uznać, że już samo niepowiadomienie przez nauczycieli prokuratury o takim procederze stanowi przestępstwo. A nawet udział w zorganizowanej grupie przestępczej..... Hm.... więc może lepiej tego nie podnosić?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
08-08-2010 15:06 
 Ocena 3 na 3
Marcin Mały (286 punktów)
Dziękuję wszystkim, którzy konstruktywnie zabrali głos w dyskusji. Przedwczoraj wysłałem maila do dyrektora i obu jego zastępców, do wiadomości szefa związków zawodowych i lidera zespołu katechetów, w którym zwróciłem uwagę na konieczność zmiany procedury ogranizowania uroczystości na terenie szkolnym i wskazałem na przepisy prawne, które łamiemy.
Powołałem się na: Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, art. 25, artykuł 53, ze szczególnym uwzględnieniem ust. 6 i 7; kodeks karny, artykuł 194; Ustawę z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania; instrukcję Episkopatu Polski dotyczącą nauczania religii katolickiej w szkołach publicznych: "Zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii rzymsko - katolickiej w szkołach publicznych".
Przytoczyłem przypadek IX LO w Poznaniu, w sprawie którego portal skutecznie interweniował niedawno w poznańskim kuratorium (połączenie inauguracji roku szkolnego z mszą świętą).
Mam nadzieję, że ta sprawa zostanie załatwiona bez wielkich perturbacji i że dojdzie do ucywilizowania przebiegu szkolnych uroczystości. Forumowiczów śledzących ten wątek powiadomię o dalszym rozwoju sprawy poprzez kolejną odpowiedź. Jeszcze raz dziękuję.

marcin.anglista.edu.pl
Kowalski (2244 punktów)
Sprawa ma bardzo szeroki wymiar i uważam, że bezwzględnie należy ją zasygnalizować parlamentarzystom, którzy powinni zmobilizować MEN do określenia jednoznacznych wytycznych dla dyrektorów szkół dotyczących organizacji ceremoniału szkolnego. Że powinien być to świecki ceremoniał, nie ulega chyba wątpliwości. Obecność religii w planie zajęć nie może w żadnym wypadku być przyzwoleniem na organizowanie uroczystości religijnych na terenie szkoły bądź ścisłego włączania ich do planu ceremonii szkolnych. Przecież wierzący uczniowie są członkami wspólnot parafialnych i w swoich kościołach powinni oczekiwać inicjatyw ze strony proboszcza w chwilach dla nich ważnych. Jeżeli odbywa się to na terenie szkoły, musi być interpretowane jako wywieranie presji.
22-07-2010 11:49 
 Ocena 2 na 2
Myflowers (2721 punktów)
>Sprawa ma bardzo szeroki wymiar i uważam, że bezwzględnie należy ją zasygnalizować parlamentarzystom, którzy powinni zmobilizować MEN do określenia jednoznacznych wytycznych dla dyrektorów szkół dotyczących organizacji ceremoniału szkolnego.
>
Czyzbyśmy mieli różnych parlamentarzystów? W innych krajach żyjemy? A kto wprowadził religie do szkół i ustalił pensje dla siostrzyczek i księżulków? I zapewniam Cię, że siostrzyczki żadnych uprawnień pedagogicznych nie mają, a pensyjki - niczym u dyplomowanych

(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
22-07-2010 16:48 
 Ocena 2 na 2
RITA (82 punktów)
>>Sprawa ma bardzo szeroki wymiar i uważam, że bezwzględnie należy ją zasygnalizować parlamentarzystom, którzy powinni zmobilizować MEN do określenia jednoznacznych wytycznych dla dyrektorów szkół dotyczących organizacji ceremoniału szkolnego.
>>
>Czyzbyśmy mieli różnych parlamentarzystów? W innych krajach żyjemy? A kto wprowadził religie do szkół i ustalił pensje dla siostrzyczek i księżulków? I zapewniam Cię, że siostrzyczki żadnych uprawnień pedagogicznych nie mają, a pensyjki - niczym u dyplomowanych
>
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/


Religia nie jest przedmiotem obowiązkowym i nie była nim od samego początku, podobnie zresztą jak i etyka. W związku z powyższym dla wielu paradoksem jest wliczanie ocen z religii, czy też etyki do średniej na świadectwie szkolnym.
Nie mniej jednak jak wiadomo Trybunał Konstytucyjny w 2009 roku uznał, że wliczanie ocen z powyższych przedmiotów do średniej jest zgodne z Konstytucją ponieważ nauczanie religii jest jednym z przejawów wolności religii w świetle współczesnych standardów państwa demokratycznego.
Od samego początku istniał jednak zdecydowany nacisk przynajmniej w większości polskich szkół na uczęszczanie przez dzieci i młodzież na lekcje religii, a nie etyki. Etyka traktowana była od samego początku po "macoszemu", i często ta teoretyczna możliwość wyboru, i uczęszczania przez dzieci i młodzież na lekcje etyki albo religii była czystą fikcją. Pojawiały się zarzuty i pytania w stylu - jakiej etyki uczyć, i jak ten przedmiot miałby wyglądać? Jakoś takich dylematów nigdy nie było w stosunku do nauki religii w szkołach. Nigdy nie pojawiło się pytanie - czy uczyć religii, czy może o religii? A takie pytania pojawiały się, i pojawiają w stosunku do przedmiotu - etyka, którego nauczanie budzi sporo wątpliwości.
Problem według mnie tkwi zatem nie w uprawnieniach, lecz w korzystaniu z nich, a to zależy niewątpliwie od wolnej decyzji obywateli.


Piękny Lolo (2082 punktów)
>Do tej pory miałem to w nosie.

I miałbyś to dalej w nosie, ale problem dotknął ciebie, bo jak piszesz "nowy szef postanowił dać mi ciężki orzech do zgryzienia i planuje mi od września dać wychowawstwo, przez co stanę się nagle - jak rozumiem - odpowiedzialny za przebywanie moich uczniów na mszy." I co teraz będzie, olaboga? Ano, będziesz prowadzał uczniów na mszę i ponosił za tę wycieczkę odpowiedzialność, tak samo jak poniesiesz odpowiedzialność za swoją postawę, którą streścić można do słów starego porzekadła "Moja chata z kraja". Nie będziesz chciał prowadzać, wylecisz z roboty, ale wcześniej wytłumaczysz na piśmie, czemuś nie patriota. Smutne, ale prawdziwe. Nie oczekuj wsparcia od innych, oni też mają to w nosie.
   
22-07-2010 13:27 
 Ocena 6 na 6
Marcin Mały (286 punktów)

>I miałbyś to dalej w nosie, ale problem dotknął ciebie

Oj Lolo, Lolo.
Nie mam od dawna. Od wielu lat ukrywają się u mnie w pracowni uczniowie, którzy nie chodzą na msze, starsi uczniowie wiedzą o tym, że ode mnie ich nikt na mszę nie wypędzi, a ja tej kwestii rozliczania wychowanków z obecności na mszach i rekolekcjach użyłem sarkastycznie. Na pewno nie będę tego robić i mam w nosie to, jakie będą oficjalne zarządzenia dyrektora tego dotyczące. Za organizację i przebieg odpowiadają katecheci, niech oni się martwią, skoro szkoła decyduje się na takie imprezy.
Dotąd też teoretycznie - w myśl dyrektorskich zarządzeń - miałem obowiązek prowadzenia trzódki przed ołtarz i pilnowania jej tam. Nigdy tego nie robiłem, po prostu mówiłem, że kto chce, idzie, i część szła na mszę, część uciekała ze szkoły, a część zostawała ze mną. Bywało, że ta zostająca ze mną część normalnie się uczyła.
Nie chcę też wywoływać wojny ideologicznej w szkole, bo mija się to z celem, dlatego dawno zwróciłem się w tej sprawie do nowego szefa i przedstawiłem mu swój punkt widzenia. Uważam, że prawo jest tu jednoznaczne i w ogóle nieistotne, co na ten temat sądzą zwolennicy imprez religijnych w szkole.
Jak wspomniałem we wpisie w blogu, nie można też się powoływać na to, że większość uczniów uczęszcza na religię, bo praktyki religijne nie mogą być oceniane, a na religię uczęszczać mają także prawo osoby niewierzące.
Na mszy świętej inaugurującej rok szkolny i na żadnej innej odbywającej się w szkole na pewno mnie nie będzie, obecności przed ołtarzem nigdy nie będę sprawdzać, ale tu chodzi o to, żeby ten problem rozwiązać nie eskalując niepotrzebnego konfliktu. Taktownie i z pełnym szacunkiem dla osób, które odczuwają potrzebę religijnego przeżywania początku roku szkolnego i innych świąt. Ich sprawa, niech tylko zrozumieją, że nie mają prawa zmuszać do tego innych i zawłaszczać religią całej przestrzeni publicznej.

marcin.anglista.edu.pl
22-07-2010 21:20 
 Ocena 1 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Od wielu lat ukrywają się u mnie w pracowni uczniowie, którzy nie chodzą na msze

I czego ty ich uczysz, pedagogu? Chowania się po kątach, żeby się już całe życie wstydzili swoich praw cywilizacyjnych i konstytucyjnych. A cóż innego robią te chowające się dzieci, jak nie klęczą przed kołtuńskim dyktatem. A ty trzęsiesz portkami przed kołtunerią i tego właśnie uczysz dzieci. Dlatego zawsze będziecie klęczeć przed całym cywilizowanym światem, niezdolni do obrony własnej godności.
   
22-07-2010 22:49 
 Ocena 2 na 2
Marcin Mały (286 punktów)

>I czego ty ich uczysz, pedagogu?

Rozumiem, że żartujesz?
Bo jeśli mówisz poważnie, to masz chyba lekko zaburzone proporcje między rzeczywistością a fikcją.
Może uważasz, że mam ich jeszcze poprowadzić na barykady z koktajlami Mołotowa i mają rzucać w ten polowy ołtarz na sali gimnastycznej?

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 08:24 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Mam taką propozycję - żeby już nikt nie zarzucił Ci, że uprawiasz partyzantkę :

Cytat:
§ 1. W rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych (Dz. U. Nr 36, poz. 155 i z 1993 r. Nr 83, poz. 390) wprowadza się następujące zmiany:
1) tytuł rozporządzenia otrzymuje brzmienie: "w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach.";
2) w § 1:
a) ust. 1 otrzymuje brzmienie:
"1. W publicznych przedszkolach organizuje się, w ramach planu zajęć przedszkolnych, naukę religii na życzenie rodziców (opiekunów prawnych). W publicznych szkołach podstawowych, gimnazjach, ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych, zwanych dalej «szkołami», organizuje się w ramach planu zajęć szkolnych naukę religii i etyki:
1) w szkołach podstawowych i gimnazjach - na życzenie rodziców (opiekunów prawnych),
2) w szkołach ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych - na życzenie bądź rodziców (opiekunów prawnych), bądź samych uczniów; po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu religii i etyki decydują sami uczniowie."


lex.pl/serwis/du/1999/0753.htm

Otóż na pierwszej lekcji wychowawczej (jeśli to liceum) zbierz od uczniów deklaracje chęci uczestnictwa w lekcjach religii. Nie, jak to się praktykuje w szkołach, deklaracje nieuczestniczenia, ale właśnie zgodnie z rozporządzeniem, co do litery, życzenie uczestnictwa. Potem zrób to samo na zebraniu rodziców, jeśli młodzież jest niepełnoletnia. Zobaczymy, co będzie
23-07-2010 13:12 
 Ocena 1 na 1
Marcin Mały (286 punktów)
>Mam taką propozycję - żeby już nikt nie zarzucił Ci, że uprawiasz partyzantkę

Dokładnie tak zrobię, już sobie to dawno zaplanowałem.
Ale tu właśnie leży pies pogrzebany i pora się zastanowić nad tym, co z tego wynika. Czy uczeń, który deklaruje uczęszczanie na religię, może być zmuszany do uczestnictwa w obowiązkowej mszy świętej? Nie rozmawiajmy wyłącznie o uczniach niewierzących lub innego wyznania. Spora grupa uczniów chodzących na religię z różnych powodów nie ma ochoty uczestniczyć w szkolnej mszy świętej. Czy można ich do tego zmuszać? Moim zdaniem nie, nawet zdaniem części moich znajomych katechetów nie można, dlatego że praktyki religijne nie mogą być oceniane w ramach szkolnej katechezy.

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 14:14 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Czy uczeń, który deklaruje uczęszczanie na religię, może być zmuszany do uczestnictwa w obowiązkowej mszy świętej?
Nie, oczywiście, że nie. Artykuł 53 punkt 6 mówi o tym wyraźnie. "Nikt nie może być zmuszany" oznacza, że uczniowie też nie. A już na pewno nie przez dyrekcję szkoły.
Pozdrawiam
23-07-2010 18:32 
 Ocena 4 na 4
RITA (82 punktów)

>Ale tu właśnie leży pies pogrzebany i pora się zastanowić nad tym, co z tego wynika. Czy uczeń, który deklaruje uczęszczanie na religię, może być zmuszany do uczestnictwa w obowiązkowej mszy świętej? Nie rozmawiajmy wyłącznie o uczniach niewierzących lub innego wyznania. Spora grupa uczniów chodzących na religię z różnych powodów nie ma ochoty uczestniczyć w szkolnej mszy świętej. Czy można ich do tego zmuszać? Moim zdaniem nie, nawet zdaniem części moich znajomych katechetów nie można, dlatego że praktyki religijne nie mogą być oceniane w ramach szkolnej katechezy.

>
marcin.anglista.edu.pl


Nie, nie można ich do tego zmuszać.
Uczęszczanie na lekcje religii, a tym samym wystawianie z niej ocen na świadectwach szkolnych teoretycznie ma się wiązać z wiedzą dotyczącą religii - nie zaś z braniem udziału w praktykach religijnych. W związku z tym logiczne jest, że uczniowie, którzy uczęszczają na lekcje religii, nie mają obowiązku uczęszczania na msze organizowane w szkole ( nie mają przecież obowiązku uczęszczania na samą lekcje religii, czy też etyki ).
Wystawiając ocenę z religii na świadectwie szkolnym, ocenia się wiedzę z religii, a nie uczestniczenie, bądz nie w praktykach religijnych organizowanych zarówno w szkole jak i poza nią. Zostało to wyraznie wyrażone i podkreślone w dokumencie o nazwie - "Zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii rzymsko - katolickiej w szkołach publicznych". Dokument ten obowiązuje od dwóch lat. I to sam Episkopat wydał takie zalecenie dla nauczycieli...
Dodatkowo pełnoletni uczeń może sam zrezygnować z religii, a przed ukończeniem 18 roku życia za zgodą rodziców.
23-07-2010 13:37 
 Ocena 3 na 3
Myflowers (2721 punktów)

>Może uważasz, że mam ich jeszcze poprowadzić na barykady z koktajlami Mołotowa i mają rzucać w ten polowy ołtarz na sali gimnastycznej?
>
marcin.anglista.edu.pl

>

Nic by to nie dało. Tych w czarnych kieckach to może bomba atomowa by ruszyła, ale i tego nie jestem pewna.

Co do reszty: Meretseger pokazuje najrozsądniejsze wyjście, na mocy ustawy pobrać oświadczenia o uczestnictwie w lekcjach religii. Czy to coś da? Chyba tylko satysfakcję.

(...)Dotąd też teoretycznie - w myśl dyrektorskich zarządzeń - miałem obowiązek prowadzenia trzódki przed ołtarz i pilnowania jej tam. Nigdy tego nie robiłem, po prostu mówiłem, że kto chce, idzie, i część szła na mszę, część uciekała ze szkoły, a część zostawała ze mną. Bywało, że ta zostająca ze mną część normalnie się uczyła.(...) - pisze Marcin.
Bo tak jest - nauczyciel nie ma obowiązku wyręczać katechetów i dyrektor jedynie próbować może 'narzucić " nauczycielom swoje widzi mi się, nie może jednak oficjalnie tych zarządzeń egzekwować. I, o ile, tak jak Marcin, nauczyciel pozostaje w szkole - może mu najwyżej wskoczyć. Inna forma protestu, jak na dzisiaj - nie zda egzaminu. Nie wśród nauczycielstwa, najbardziej oportunistycznej grupy społecznej.

Nawet za czasów najwredniejszej ponoć "komuny'( do około końca lat pięćdziesiątych u. w. )w szkołach - za wyjątkiem szkół tzw. jedenastolatek RTPD, później TPD - lekcje religii były, ale na zasadzie całkowitej dobrowolności. Lata 60 - te , czasy sal katechetycznych - organizacyjnie podlegały Inspektoratom Oświaty. Lekcje w kościołach nie.Wszelkie rekolekcje organizowano w godzinach popołudniowych, nikt wolnych dni nie dawał i nikogo nie zmuszał do uczestniczenia w nich.
No ale była to przecież "dyktatura proletariatu" w zniewolonej ojczyźnie



(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
23-07-2010 13:45 
 Ocena 3 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>>I czego ty ich uczysz, pedagogu?
>Rozumiem, że żartujesz?

Nie, nie żartuję.

Tak przy okazji, w 2007 roku założyłeś tu podobny wątek.

Co od tego czasu zrobiłeś, poza przechowywaniem w swej pracowni ukrywających się uczniów? Nie musisz odpowiadać mnie, odpowiedz sobie.

>Może uważasz, że mam ich jeszcze poprowadzić na barykady z koktajlami Mołotowa i mają rzucać w ten polowy ołtarz na sali gimnastycznej?

Koktajle Mołotowa i demolki nie są potrzebne. Kiedy wprowadzono religię do szkół, byłem w drugiej klasie liceum. Nie chodziłem na religię - wystarczyło, że zgłosiłem to księdzu. Nie pojawiłem się na żadnych uroczystościach rekolekcyjnych - zgłaszałem się do wychowawcy z informacją, że nie będę w kościele, za to miałem przyjść do szkoły. Nikt dla mnie nie urządzał lekcji, dawano mi za to klucz do biblioteki, gdzie miałem uporządkować książki. Nie byłem na żadnej mszy z okazji rozpoczęcia czy zakończenia roku, lub jakiejkolwiek innej. Przychodziłem do szkoły na godzinę, o której klasy wraz z nauczycielami wychodziły na mszę, i ja zostawałem w szkole. Nie ukrywałem się nigdy i nigdzie. Jeśli uważasz, że wtedy było łatwiej nie brać udziału w tego typu uroczystościach - jesteś w błędzie. Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że nauczyciele byli nadgorliwi w wypełnianiu swoich nowych obowiązków związanymi z doprowadzeniem uczniów na msze, nasłuchałem się też ironicznych komentarzy, tak ze strony uczniów, jak i niektórych nauczycieli.

Dziękuję losowi, że nie natrafiłem na pedagoga, który ukrywałby mnie w swojej pracowni i który nie namawiał by mnie do obrony swoich przekonań, bo to może prowadzić do niepotrzebnych konfliktów, a nawet ich eskalacji, bo dzięki temu, że jako nastolatek potrafiłem sam obronić swoje przekonania, dziś mam odwagę widzieć to, co inni udają, że nie widzą, i mówię to, co inni boją się powiedzieć. Z niektórych, co to korzystają z twojego azylu wyrosną pewnie ci, co to mobbingu w pracy nie będą widzieć i nie będą słyszeć krzyków sąsiadki bitej przez męża. W nosie to będą mieli.
   
23-07-2010 15:53 
 Ocena 3 na 5
Marcin Mały (286 punktów)

> Co od tego czasu zrobiłeś, poza przechowywaniem w swej pracowni ukrywających się uczniów? Nie musisz odpowiadać mnie, odpowiedz sobie.

Dość łatwo przychodzi Ci ocenianie innych.
Dość trudno natomiast Ci zrozumieć, że wielu z tych uczniów, którzy nie idą na mszę, to osoby wierzące i praktykujące, które nie mają zamiaru walczyć z religią, po prostu nie chcą iść na mszę. Zresztą, czasami chodzą, na przykład gdy trzy dni pod rząd jest msza, na jednej z nich są, a na dwóch pozostałych nie.
Sporo zmieniło się od 2007 roku w tej szkole, wbrew pozorom. Ocenianie tego przez Ciebie też chyba nie należy do szczególnie uprawnionych merytorycznie.
Wydaje mi się, że to i owo zrobiłem. Na przykład udało mi się obronić ucznia pełnoletniego, który nie życzył sobie chodzić na religię, a jego wychowawca próbował go do tego zmusić zasłaniając się wolą rodziców i brakiem możliwości zapewnienia mu opieki na czas lekcji religii.
Udało mi się przekonać kolegę, który chciał stosować ostre środki dyscyplinujące wobec swojej klasy dwudziestoletnich chłopaków, gdy uciekli całą grupą z rekolekcji, do odpuszczenia sobie. Gdy prosili o radę i pytali o opinię, zgodnie z prawdą powiedziałem im, że nie muszą przynosić od rodziców oświadczeń o tym, że rodzice wiedzą o tym, że uciekli ze mszy świętej, a wychowawca nie ma prawa żądać od nich takich oświadczeń ani traktować ich jako usprawiedliwienia nieobecności. Prawda jest jednak też taka, że obowiązuje mnie pewna solidarność zawodowa i trudno, żebym moją działalność dydaktyczną i cały kontakt z młodzieżą wykorzystywał do podburzania ich przeciwko autorytetowi innych nauczycieli.
Twój osąd, że "ukrywając" ich namawiam do bierności i odwodzę od obrony ich przekonań, jest też wysoce nieusprawiedliwiony i rozmija się z prawdą, ale cóż, pewnie znasz mnie i moją szkołę lepiej ode mnie.
Od ubiegłego roku w szkole kompletuje się wreszcie dokumentację, o której tu wspomnieliśmy w wątku, to jest wolę organizowania lekcji religii. Wcześniej religia właściwie była organizowana nielegalnie, na niczyje żądanie
Zresztą w ogóle nie rozumiem, po co się kłócić, wydawało mi się, że pozornie chodzi nam o to samo, o poszanowanie prawa i swobód obywatelskich. Masz do mnie jakiś osobisty uraz?

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 20:57 
 Ocena 1 na 3
Piękny Lolo (2082 punktów)
>wydawało mi się, że pozornie chodzi nam o to samo, o poszanowanie prawa i swobód obywatelskich.

Chodzi o jakość: można żebrać o to, co się należy i można brać to, co się należy. Prawa konstytucyjne to nie jest jałmużna, a należność godna szacunku.
Skoro przedkładasz autorytet branży zawodowej nad wartości praw cywilizacyjnych - twoja sprawa.

>Dość trudno natomiast Ci zrozumieć, że wielu z tych uczniów, którzy nie idą na mszę, to osoby wierzące i praktykujące

W rzeczy samej trudno mi zrozumieć, że praktykujący katolik nie chce iść na mszę. Poza tym wierzący to nie zawsze katolik.

>Sporo zmieniło się od 2007 roku w tej szkole, wbrew pozorom. Ocenianie tego przez Ciebie też chyba nie należy do szczególnie uprawnionych merytorycznie.

Nie pytałem Cię, co się zmieniło w szkole. Pytałem, co ty sam zrobiłeś. Uprawniony zaś czuję się przez cywilizację do widzenia i piętnowania kołtunerii.
   
23-07-2010 21:39 
 Ocena 1 na 1
Marcin Mały (286 punktów)

>Chodzi o jakość: można żebrać o to, co się należy i można brać to, co się należy.

Zgadzam się z Tobą w zupełności i w przedmiotowej kwestii dokładnie tak postępuję.

>Skoro przedkładasz autorytet branży zawodowej nad wartości praw cywilizacyjnych - twoja sprawa.

Nie wiem, gdzie to wyczytałeś albo z czego to wywnioskowałeś.

>W rzeczy samej trudno mi zrozumieć, że praktykujący katolik nie chce iść na mszę.

Zaiste, współczuję.

>Nie pytałem Cię, co się zmieniło w szkole. Pytałem, co ty sam zrobiłeś. Uprawniony zaś czuję się przez cywilizację do widzenia i piętnowania kołtunerii.

Ja również. Staram się tylko nie osądzać ludzi, których nie znam i o których nie mam pojęcia. Nawiasem mówiąc nawet walcząc z największym kołtuństwem warto okazać odrobinę taktu, bo inaczej samemu wychodzi się na niezłego kołtuna, a w każdym razie skuteczność argumentacji jest niewielka.

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 22:02 
 Ocena 1 na 1
Piękny Lolo (2082 punktów)
   
Postawiłeś mi jedynkę minus. Cóż, chyba nie przeszedłem do następnej klasy (to z Gałczyńskiego).
   
23-07-2010 23:44 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Chodzi o jakość: można żebrać o to, co się należy i można brać to, co się należy. Prawa konstytucyjne to nie jest jałmużna, a należność godna szacunku.

Bo mnie się należy... a jak nie to w mordę? Nie wiem jak Ty, ale ja nie specjalnie lubię dążyć do bitki. A tego należy się spodziewać, jeśli będzie się po prostu brać bez zwracania uwagi na otoczenie. Jak to mówią - dla pieszego niewielką różnicę stanowi, czy został śmiertelnie potrącony na przejściu czy poza nim. Tak czy siak - nie żyje. Także w prawie morskim statek idący pod żaglami ma teoretycznie pierwszeństwo przed jednostką motorową (ze względu na gorszą manewrowość). Niewiele jednak nasto-metrowych jachtów próbuje korzystać z tego prawa wobec blisko kilometrowej długości jednostek motorowych. Prawo prawem, a rozsądek wskazuje, że sternik motorowca jachtu, którego maszt nawet mu pokładu nie sięga, raczej nie zauważy, a już na pewno nie odczuje samej kolizji.

Nie nawoływałbym do kopania się z koniem.

>(...)W rzeczy samej trudno mi zrozumieć, że praktykujący katolik nie chce iść na mszę.(...)

W zasadzie, zgodnie z katechizmem, wymagane jest uczestnictwo tylko w niedzielę i święta. W pozostałych przypadkach jest mile widziane, jednak nadgorliwość (msza i komunia częściej niż 1 raz dziennie) też nie jest - o ile mnie pamięć nie myli - wskazana.

Jeśli jednak nawet mówimy o dniach świętych, to i tak mogą oni woleć spełnić katolicki obowiązek w swoje parafii, albo w dowolnych innych okolicznościach.

Tak teoretycznie może sprawa wyglądać. A, że koledze Małemu, jako pracownikowi instytucji publicznej, a więc poniekąd urzędnikowi państwowemu, po prostu nie wolno zbierać informacji o praktykach religijnych obywateli, nie ma on możliwości sprawdzić czy powyższe jest prawdą. I po prawdzie nie powinno go to obchodzić - nie do niego należy rozstrzyganie o grzechu czy wierze.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
23-07-2010 21:59 
 Ocena 3 na 3
Marcin Mały (286 punktów)
@Piękny Lolo
>> Kiedy wprowadzono religię do szkół, byłem w drugiej klasie liceum. [ciach]

Przeczytałem sobie jeszcze raz tę Twoją wypowiedź i doszedłem do wniosku, że z jakichś niezrozumiałych względów w ogóle nie próbujesz zrozumieć, o czym piszę, patrzysz na wszystko z perspektywy swoich doświadczeń.
Ja byłem w czwartej klasie liceum i przestałem chodzić na religię dokładnie wtedy, wcześniej - gdy była w salce katechetycznej - chodziłem i wspominam to bardzo dobrze. Ale to w ogóle nieważne, bo to nie jest wątek o tym, jak Ty czy ja przeżyliśmy wejście religii do szkół.
Nie rozumiesz w ogóle, co się dzieje w mojej szkole. Mylnie sądzisz, że uczniowie, których nie zmuszam do pójścia na mszę, nie ponoszą z tego tytułu konsekwencji od innych osób - mają nieusprawiedliwione nieobecności itd. To, czy oni o godne traktowanie swojej osoby walczą z wychowawcą czy dyrektorem, to już nie do końca moja sprawa. Ja ich mogę wspierać, ale nie zastępować w walce o ich własny honor i przysługujące im prawa.
A swoją drogą czego ode mnie oczekujesz, że będę ich wyrzucał z pracowni i siedział w niej sam? Czy że będę ich namawiał do rezygnacji z chodzenia na religię? Nie uważam, bym miał takie prawo. Sądzę, że tak jak katolicy powinni szanować to, że ktoś niekoniecznie jest katolikiem, tak i ateiści powinni uszanować to, że ktoś odnajduje się w katolicyźmie.
Myślę, że nie ma sensu wchodzić w dalszą polemikę, skoro nie próbujesz pomóc ani nawet nie starasz się zrozumieć, o co chodzi. Ja potrzebuję rzeczowych argumentów do postawienia tej sprawy przed całym gronem pedagogicznym w taki sposób, żeby - nawet ci najbardziej pobożni - zrozumieli, że jako szkoła łamiemy prawo. Zacząłem już tę dyskusję z szefem i uważam, że należy to doprowadzić do jakiegoś roztrzygnięcia. Nerwowe rzucanie się i agresja w stosunku do ortodoksyjnych katolików niewiele tu pomogą, co najwyżej pogłębią problem. Dlatego cieszę się, że - pomijając Twoje posty - pojawiło się tu w dyskusji dużo głosów, które dostarczyły mi cennych wskazówek.

marcin.anglista.edu.pl
23-07-2010 22:21 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Nie rozumiesz w ogóle, co się dzieje w mojej szkole. Mylnie sądzisz, że uczniowie, których nie zmuszam do pójścia na mszę, nie ponoszą z tego tytułu konsekwencji od innych osób - mają nieusprawiedliwione nieobecności itd.
Za nieobecność na mszy? W szkole publicznej?
Uważam, że naprawdę sprawą powinno się zainteresować kuratorium. Przecież to granda.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365