 |
"spór między religią a nauką" Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-01-2011 17:15 | Michał Grzesiowski (17 punktów) | "spór między religią a nauką" | Witam Latem zeszłego już roku w radiu Tok Fm odbył się cykl rozmów Hanny Zielińskiej z Piotrem Szwajcerem "spór między religią a nauką". W sieci jest dostępny niestety tylko jeden plik mp3. Czy ktoś z was ma może dostęp do pozostałych ? lp.nelt@5891_ead | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
-2 na 2 | Desseberger (43 punktów) | Nie słuchaj tych bzdur, nie ma żadnego sporu.
|
|
 | 3 na 3 | Madman (7811 punktów) | > Nie słuchaj tych bzdur, nie ma żadnego sporu. Spór jest sztucznie wywoływany przez stronę religii. Nauce na tym nie zależy.
|
|
|  | 2 na 2 | Michał Grzesiowski (17 punktów) | > >Nie słuchaj tych bzdur, nie ma żadnego sporu. > Spór jest sztucznie wywoływany przez stronę religii. Nauce na tym nie zależy.Oboje niezwykle mi pomogliście :/
|
|
| |  | 1 na 1 |
|  | -3 na 3 | Desseberger (43 punktów) | > Spór jest sztucznie wywoływany przez stronę religii. Nauce na tym nie zależy.Nigdy nie zauważyłem, aby jakikolwiek spór był wywołany ze strony religii, jeśli jest to nie dotyczy on przeważnie nauki, skąd bramin zajmujący się teologią ma wiedzieć co to jest oscylacja neutrin? Spór natomiast jest sztucznie wywoływany przez Dawkinsa czy Was, choćby
|
|
| |  | 9 na 9 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Nigdy nie zauważyłem, aby jakikolwiek spór był wywołany ze strony religii
Przegapiłeś kreacjonizm? Gdzie hibernowałeś i jak długo?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Desseberger (43 punktów) | > Przegapiłeś kreacjonizm? Gdzie hibernowałeś i jak długo?Ty to nazywasz atakiem na naukę?  Banda niedouczonych protestantów wymyśliła sobie trzy teorie ( te są najbardziej popularne), które z nauką nie mają nic wspólnego i mam to odbierać jako atak na naukę? Ataki na naukę wyglądają całkiem inaczej, atakuje się metodologię CAŁEJ nauki, a nie bezskutecznie powtarza wyuczone na kazaniach frazesy. Jeśli kreacjonizm na prawdę miałby atakować naukę, to nie atakowałby tylko TE i Wielkiego Wybuchu, ale walczyłby z chemią, fizyką, matematyką(w końcu ona tworzy aparat do opisu tych zjawisk) > Pan, jak jakiś ksiądz, musi każdemu powiedzieć co ma myśleć?Proponowałem tylko, abyś nie tracił na te bzdury czasu, czas to cenna rzecz. > Ale dziś wystarczy poczytać oficjalne dokumenty Kościoła Katolickiego, aby zauważyć ten spór.Proszę mi przedstawić te oficjalne dokumenty kościoła, które atakują naukę. Z tego co wiem kościół jest całkiem bierny na naukę, bez braku wiedzy nie ma jak się sprzeczać w sumie. Poza tym dlaczego od razu kościoła katolickiego ? Wasz antyklerykalizm zabrania wam wychodzić poza obszary "kościoła katolickiego"? > Wielce Szanowny Panie, to forum jest dla ludzi poszukujących prawdy, najczęściej wynikającej z wiedzy naukowej, ludzie którzy Prawdę już posiedli niczego ciekawego tu nie znajdą, a na ewangelizację nawiedzonych to my jesteśmy bardzo odporni.Proszę Pana! ależ ja nadal szukam prawdy po przez naukę, z kościołem dużo wspólnego nie mam. Właściwie to nic wspólnego z nim nie mam, a kościół nie ma też nic wspólnego z nauką, poza ich teologią > Przepraszam, ale bardzo proszę o przedstawianie konkretnych poglądów Dawkinsa, w których on wywołuje sztucznie spór.> Może aby ułatwić znajdzie Pan tu moje poglądy, w których ustosunkowuję się do sporu pomiędzy Kościołem a nauką.> Proszę o konkretny zarzut wywoływania sztucznego sporu.Mam Ci zacytować "Boga Urojonego"? Dawkins nie tylko w tej książce atakuje religie jako jej dogmaty, ale i samą wiarę, która nazywa irracjonalną. Jego zdaniem nauka wykluczała religię całkiem, a jeśli tego nie zrobiła to zrobi w krótkim czasie no i nie można zapominać o walce jaka jest pomiędzy religią, a nauką w głowie Dawkinsa! no i Waszej. Zgadzasz się z tym Andrzeju? > Dobre pytanie! Skąd ma wiedzieć, co to jest Wielki Wybuch, teoria heliocentryczna, >teoria ewolucji, psychologia społeczna, metoda in-vitro? Oczywiście przeważnie nie >wie.Zdziwiłbyś się jak dobre mają obserwatorium astronomiczne w Watykanie  (ale nigdy nie zauważyłem dokumentów, aby zaprzeczały Wielkiemu Wybuchowi, nigdy znaczy od roku co najmniej 1985). Metoda In-Vitro jest niezgodna z ich systemem etycznym.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Ty to nazywasz atakiem na naukę?
Ja to nazywam "sporem wywołanym ze strony religii". Tak, jak to zostało ujęte.
>Banda niedouczonych protestantów wymyśliła sobie trzy teorie (te są najbardziej popularne), które z nauką nie mają nic wspólnego i mam to odbierać jako atak na naukę?
Przypomnij sobie kiedy ostatnio w USA skazano człowieka za nauczanie teorii Darwina (jeszcze w roku 1925), albo jakie naciski wywierane są bez przerwy na rady szkolne, stanowe komisje programowe itp. -- ostatnio zresztą z pewnymi sukcesami. Tak, jest to forma ataku na naukę. To jest prezentowanie młodym ludziom w szkołach teologii przebranej za naukę.
>Dawkins nie tylko w tej książce atakuje religie jako jej dogmaty, ale i samą wiarę, która nazywa irracjonalną.
Bo jest irracjonalna. Nie ma nic racjonalnego w przyjmowaniu na wiarę i bez dyskusji bajeczek przeczączych powszechnie uznanej wiedzy.
|
|
| | | | |  | | Desseberger (43 punktów) | > Ja to nazywam "sporem wywołanym ze strony religii". Tak, jak to zostało ujęte.Osobiście nazwałbym nazwa: spór wywołany ze strony bandy idiotów należących do jakiegoś zbioru, który wyznaje jakiś tam system religijny Nie uważasz, że religia to zbyt ogólne określenie? > Przypomnij sobie kiedy ostatnio w USA skazano człowieka za nauczanie teorii Darwina >(jeszcze w roku 1925), albo jakie naciski wywierane są bez przerwy na rady szkolne, >stanowe komisje programowe itp. -- ostatnio zresztą z pewnymi sukcesami.Mógłbyś jakoś ubrać ten zarzut ze skazaniem w dowody? Naciski to wywierają też ludzie walczący o prawa pająków i mrówkojadów, ale jeśli są irracjonalne tak jak kreacjonizm to dużego sukcesu odnieść nie mogą, jeśli odnoszą to należy winić ogłupiałą kadrę oświaty, nie religię. Nie nazywaj tego atakiem na naukę, tylko atakiem na konkretną teorię, zdefiniowałem wyżej prawdziwy atak na naukę. > Bo jest irracjonalna. Nie ma nic racjonalnego w przyjmowaniu na wiarę i bez dyskusji >bajeczek przeczączych powszechnie uznanej wiedzy.Rozumiem, że swój ateizm opierasz na faktach empirycznych?  webmaster: Mógłbyś wstawić możliwość pisania kodu?
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | > >Ja to nazywam "sporem wywołanym ze strony religii". Tak, jak to zostało ujęte.> Osobiście nazwałbym:> spór wywołany ze strony bandy idiotów należących do jakiegoś zbioru, który wyznaje jakiś tam system religijnyW ten sposób można sobie zanegować dowolne zjawisko żonglując definicjami. Nie zaprzeczysz, że teoria Darwina była długo i intensywnie zwalczana przez przedstawicieli religii, nie nauki. > Nie uważasz, że religia to zbyt ogólne określenie?Nie. > Mógłbyś jakoś ubrać ten zarzut z skazaniem w dowody?Odrabiaj pracę domową, OK? en.wikipedia.org/wiki/Scopes_Trial> Naciski to wywierają też ludzie walczący o prawa pająków i mrówkojadów, ale jeśli są irracjonalne tak jak kreacjonizm to dużego sukcesu odnieść nie mogą.Co nie zmienia faktu, że są to religijne -- motywowane wierzeniami religijnymi -- ataki na wiedzę naukową. > Nie nazywaj tego atakiem na naukę, tylko atakiem na konkretną teorię, zdefiniowałem wyżej prawdziwy atak na naukę.Odpowiedziałem już wyżej, że żonglowaniem definicjami da się udowodnić wszystko co chcesz. > >Bo jest irracjonalna. Nie ma nic racjonalnego w przyjmowaniu na wiarę i bez dyskusji bajeczek przeczączych powszechnie uznanej wiedzy.> Rozumiem, że swój ateizm opierasz na faktach empirycznych?Opieram na braku jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia do zakładania realnego istnienia desygnatu pojęcia "bóg". To nie ja mam sobie zawracać głowę myśleniem nad uzasadnianiem istnienia tego odpowiednika krasnoludków, to na ludziach którzy twierdzą, że istnieje spoczywa ciężar dowodu.
|
|
| | | | | | |  | | Desseberger (43 punktów) | > ie zaprzeczysz, że teoria Darwina była długo i intensywnie zwalczana przez przedstawicieli religii, nie nauki.Religii jest pełno, poza tym przedstawiciele nauki (choćby Константин Мережковски  ) też zwalczali, lub inaczej : byli przeciwko teorii ewolucji. Wszystkie teorie muszą mieć swoich przeciwników, to jest motorem do weryfikowania błędów. Z teorii atomistycznej też się śmiano, aż się jeden zabił  . > Nie.religie:> Co nie zmienia faktu, że są to religijne -- motywowane wierzeniami religijnymi -- >ataki na wiedzę naukową.Niech sobie będą nawet motywowany wierzeniami w nadludzką mrówkojadów w swetrach dopóty, nie atakują metod naukowych jak i całej nauki poza TE ( co prawda niektórych wiedza do tego tematu się ogranicza) nie mogą być nazwane atakami na naukę. Poza tym! chyba dobrze, że takie "ataki naukowe" istnieją, bez nich nie byłoby sceptycyzmy, który Wam chyba przeszkadza  albo się mylę. > Odpowiedziałem już wyżej, że żonglowaniem definicjami da się udowodnić wszystko co >chcesz.Przykro mi ale tak definiuje się atak na naukę w środowiskach naukowych i filozoficznych  . > Opieram na braku jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia do zakładania realnego >istnienia desygnatu pojęcia "bóg". To nie ja mam sobie zawracać głowę myśleniem nad >uzasadnianiem istnienia tego odpowiednika krasnoludków, to na ludziach którzy >twierdzą, że istnieje spoczywa ciężar dowodu.Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, sofisto.
|
|
| | | | | | | |  | 10 na 10 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >dopóty, nie atakują metod naukowych jak i całej nauki poza TE (co prawda niektórych wiedza do tego tematu się ogranicza) nie mogą być nazwane atakami na naukę.
No więc chętnie sobie przyjmę do wiadomości, że zmieniasz definicje tak żeby wspierały twoje opinie, ale nie jesteś w stanie zmienić rzeczywistości. Ludzie religii od dawna zwalczali i nadal zwalczają pomysły ludzi nauki, ponieważ idą one wbrew ich przyjmowanym bez uzasadnienia przekonaniom. Możesz oczywiście sobie twierdzić, że to nie są "prawdziwe spory religii z nauką", ale cokolwiek by to nie było i jakbyś tego nie nazwał, samo zjawisko nie zniknie magicznie.
>Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, sofisto.
Odpowiedziałem. Nie widzę najmniejszego powodu do zajmowania się pojęciem "boga", obchodzi mnie poznawanie rzeczywistości, a nie bajek. Brak jakichkolwiek podstaw do uznawania, że coś takiego istnieje jest dla mnie równoważny stwierdzeniu, że nie istnieje -- inaczej musiałbym zacząć się zajmować również kwestiami istnienia krasnoludków, wróżek, złotej kaczki, perpetuum mobile itd. itp. Jeśli ty z kolei uważasz, że coś takiego jak "bóg" istnieje, zamieniam się w słuch i czekam na uzasadnienie tej tezy.
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... teoria Darwina była długo i intensywnie zwalczana przez przedstawicieli religii, nie nauki. Ani religia, ani nauka nie są jakimiś ugrupowaniami, które mają swoich przedstawicieli uprawnionych do ich reprezentowania, za których postępowanie czy religia czy nauka miałyby być odpowiedzialne w sposób wiążący. Przypomnę zarazem, że Darwin był wyznawcą jakiejś religii (chyba anglikanizm?).
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Ani religia, ani nauka nie są jakimiś ugrupowaniami, które mają swoich przedstawicieli uprawnionych do ich reprezentowania, za których postępowanie czy religia czy nauka miałyby być odpowiedzialne w sposób wiążący.
Tak, i możemy tak sobie doprecyzowywać aż do etapu "co najmniej jedna owca czarna z przynajmniej jednej strony". Oczywiście, masz rację, należało powiedzieć np. "ludzie kierujący się motywacją religijną" i "ludzie stosujący naukowe metody poznania". Z drugiej strony, ty też antropomorfizujesz używając sformułowania "religia czy nauka miałyby być odpowiedzialne", prawda? To przecież tylko abstrakcje. A chodzi o proste, weryfikowalne zjawisko: tam, gdzie religia dostarcza przekonań nie wymagających uzasadnienia i nie dopuszczających ich kwestionowania (nie tylko w przypadku darwinizmu), pojawia się automatycznie konflikt z poznaniem metodami naukowymi i w efekcie, w każdym obszarze gdzie zaczną one ze sobą konkurować, konflikt przekonań religijnych z wiedzą naukową. Owszem, jak najbardziej uważam, że a) przekonań religijnych nie można nazywać "wiedzą" i nie prowadzą one do poznawania rzeczywistości, oraz b) mylenie ich z wiedzą jest przyczyną ww. konfliktu.
Nie ma znaczenia w co wierzyli Darwin, Newton, czy Einstein i jakich kościołów byli członkami. Na tych obszarach na których odrzucili niby-wiedzę religijną na rzecz poznania naukowego, automatycznie stawali się stroną w konflikcie z religią. Co szczególnie Darwinowi i jego zwolennikom było mocno okazywane.
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... antropomorfizujesz używając sformułowania "religia czy nauka miałyby być odpowiedzialne" Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć: przecież w zdaniu ujętym w cudzysłów moje jest tylko dodanie słowa "nauka", co nie zmienia sensu, a jedynie ma za zadanie zwrócić uwagę na fakt, że stosowanie omawianego wykorzystania idei do niezwiązanych z nią celów ma miejsce nie tylko w odniesieniu do religii. Wybierając zaś naukę, jako przykład tego, co podobnie jak religię można nazwać ideą, kierowałem się tym, że wielu dyskutantów różnicę między r. i n. widzi nie tylko (co jest zrozumiałe) w tym, że co innego jest przedmiotem każdej z nich, lecz również przypisuje - bardzo mocno akcentując - r. (w tym wypadku konkretnie chrześcijaństwu, lub jeszcze ściślej - katolicyzmowi) w odróżnieniu od n., immanentnie tkwiące w założeniach ideowych zgubne działanie na moralność. >... religia ... pojawia się automatycznie konflikt z poznaniem metodami naukowymi Jeżeli przez r. rozumiesz organizację, sąd jest - przynajmniej częściowo - prawdziwy. Jeżeli jednak - co wyraźnie przebija w niektórych postach - mówimy o idei czy doktrynie w jej podstawowym, nieobciążonym wątpliwymi dodatkami wykonanymi przez instytucję kościelną dodatkami, wyrażone przez ciebie przekonanie jest błędne. Chodzi mi - co wielekroć wyrażałem - o rozróżnienie między religijnością a klerykalizmem.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Wybierając zaś naukę, jako przykład tego, co podobnie jak religię można nazwać ideą, kierowałem się tym, że wielu dyskutantów różnicę między r. i n. widzi nie tylko (co jest zrozumiałe) w tym, że co innego jest przedmiotem każdej z nich, lecz również przypisuje - bardzo mocno akcentując - r. (w tym wypadku konkretnie chrześcijaństwu, lub jeszcze ściślej - katolicyzmowi) w odróżnieniu od n., immanentnie tkwiące w założeniach ideowych zgubne działanie na moralność.
Nie mam pojęcia gdzie to widzisz. Problem z religią nie polega na żadnym "zgubnym działaniu na moralność", ale na tym, że religia -- ogólnie religia, nie żaden konkretny system wierzeń -- ma silną skłonność do tłumaczenia świata, oraz nadawania religijnej sankcji przekonaniom opartym na tym tłumaczeniu. To wyłącza dane obszary z obszaru dyskusji, w tym dyskusji naukowej. I zawsze będziesz miał wcześniej czy później konflikt "świętego" z naukowym, bo nauka obszarów zakazanych nie uznaje.
Kwestie moralne to odrębna sprawa i jeśli już, to w samych doktrynach religijnych -- niekoniecznie w praktyce -- rozpoznanie normy moralności często jest bardzo trafne. Świat byłby dużo fajniejszym miejscem, gdyby zamieszkiwali go ludzie rzeczywiście kierujący się etyką głoszoną przez Jezusa, Mahometa czy Buddę.
>Jeżeli jednak - co wyraźnie przebija w niektórych postach - mówimy o idei czy doktrynie w jej podstawowym, nieobciążonym wątpliwymi dodatkami wykonanymi przez instytucję kościelną dodatkami, wyrażone przez ciebie przekonanie jest błędne.
Taką "religijność" w stanie czystym, nie zakłócającą poznania, znajdziesz tylko jako rzadki wyjątek wśród wierzeń religijnych. Jeśli mówisz o "doktrynie", już jest po ptakach, bo określonej niby-wiedzy nadajesz sankcję religijną i wtedy bye bye, rozumie -- co niezgodne z doktryną, jest zamachem na świętość. Dla uczonego nie ma wiedzy "świętej" -- możesz zakwestionować same fundamenty obowiązującego paradygmatu i jeśli obronisz swoje twierdzenia, dokonasz wyłomu dzięki któremu po jakimś czasie powstanie nowy paradygmat. Nie zrobisz tego natomiast z "wiedzą" religijną, bo podważanie "świętości" wywoła tylko odrzucenie twoich twierdzeń jako ataku na "świętą" wiarę.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... Problem z religią nie polega na żadnym "zgubnym działaniu na moralność", ale na tym, że religia -- ogólnie religia, nie żaden konkretny system wierzeń -- ma silną skłonność do tłumaczenia świata, oraz nadawania religijnej sankcji przekonaniom opartym na tym tłumaczeniu. Gdyby chodziło jedynie o sankcję religijną, sytuacja byłaby idealna, gdyż różnice poglądów inspirują aktywność intelektu. Problem powstaje, gdy katolik, bolszewik, ateista, wegetarianin czy ktokolwiek inny usiłuje siłą narzucić innym swoje przekonania, które to usiłowanie stanowi pogwałcenie zasad moralności obowiązującej w naszej cywilizacji. >Taką "religijność" w stanie czystym, nie zakłócającą poznania, znajdziesz tylko jako rzadki wyjątek wśród wierzeń religijnych. Nie taki rzadki, chyba, że masz na myśli jakiś ideał, coś w rodzaju św. Franciszka, Gandhiego, Sokratesa, czy prof. Kotarbińskiego podniesionych do kwadratu. Np. w "Racjonaliście" czytałem tekst, z którego wynikało, że w którymś kraju muzułmańskim nękanym terroryzmem, większość mieszkańców potępia te wybryki fanatyków.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Gdyby chodziło jedynie o sankcję religijną, sytuacja byłaby idealna, gdyż różnice poglądów inspirują aktywność intelektu.
Nie bardzo. Inspirują aktywność, kiedy jest gotowość do dyskusji z przeciwnym poglądem. Nie wtedy, kiedy własny jest uznawany za "święty" i niepodważalny. Wtedy przeciwny pogląd się po prostu zwalcza, a nie z nim rozmawia, a to nijak stymulujące nie jest. Kartezjusz auto-cenzurował swoje teksty i wstrzymywał ich publikację ze względu na los Giordano Bruno. Trudno mi w tym dostrzec jakąś "inspirację aktywności intelektu" -- jednego spalili, drugiego tym zastraszyli, a potem jeszcze wrzucili jego książki na indeks, tak że znikły ze szkół i uczelni. Gdzie w tym widzisz "inspirację aktywności intelektu"?
>czytałem tekst, z którego wynikało, że w którymś kraju muzułmańskim nękanym terroryzmem, większość mieszkańców potępia te wybryki fanatyków.
Teraz znowu przechodzisz do etyki, a rozmowa dotyczy konfliktu wiedzy naukowej z przekonaniami religijnymi. Nieuniknionego wszędzie tam, gdzie religia jakąś "świętą" niby-wiedzę sankcjonuje.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >Nie uważasz, że religia to zbyt ogólne określenie? >Poza tym dlaczego od razu kościoła katolickiego ? >Wasz antyklerykalizm zabrania wam wychodzić poza obszary "kościoła katolickiego"? Nam cokolwiek może zabraniać tylko racjonalizm i dlatego staramy się poruszać w znanych tu ogólnie obszarach "kościoła katolickiego", a także czasem używamy zawężonych tylko do tego obszaru ocen, które pozwalają uniknąć naszym polemistom uniknąć pisania takich bzdur jak: "bramin zajmujący się teologią" wynikających z całkowitej ich niewiedzy.
@@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Ania... (14138 punktów) | >Ataki na naukę wyglądają całkiem inaczej, atakuje się metodologię CAŁEJ nauki, a nie bezskutecznie powtarza wyuczone na kazaniach frazesy. Jeśli kreacjonizm na prawdę miałby atakować naukę, to nie atakowałby tylko TE i Wielkiego Wybuchu, ale walczyłby z chemią, fizyką, matematyką(w końcu ona tworzy aparat do opisu tych zjawisk) Widocznie przewidując totalną porażkę takich działań, zawężono pole manewru. Ale kwestionując metody naukowe badań świata - a to dokładnie się robi - kwestionuje się naukę jako taką, dlatego te ataki są atakami wymierzonymi w naukę. TE to element nauki. (parafrazując - czy atakując serce lub trzustkę np. nożem, mogę powiedzieć tylko, że atakuję serce / trzustkę, czy też osobę?)
>Mam Ci zacytować "Boga Urojonego"? >Dawkins nie tylko w tej książce atakuje religie jako jej dogmaty, ale i samą wiarę, która nazywa irracjonalną. Jego zdaniem nauka wykluczała religię całkiem, a jeśli tego nie zrobiła to zrobi w krótkim czasie no i nie można zapominać o walce jaka jest pomiędzy religią, a nauką >w głowie Dawkinsa! no i Waszej. A wiara jest racjonalna? Poza tym argumentacja Dawkinsa jest poparta dość precyzyjnym wywodem. W którym miejscu się nie zgadzasz? Czy nie zgadzasz się, że wiara często prowadzi do fanatyzmu? Że często efektem jest przemoc (święte wojny, kary dla ofiar gwałtu, obrzezanie kobiet i in.)? Że duża liczba przestępstw i aktów agresji jest popełniana właśnie w imię religii?
|
|
| | | | |  | -2 na 2 | Desseberger (43 punktów) | > Poza tym argumentacja Dawkinsa jest poparta dość precyzyjnym wywodem. W którym miejscu >się nie zgadzasz?> Czy nie zgadzasz się, że wiara często prowadzi do fanatyzmu? Że często efektem jest >przemoc (święte wojny, kary dla ofiar gwałtu, obrzezanie kobiet i in.)? Że duża liczba >przestępstw i aktów agresji jest popełniana właśnie w imię religii?Wiara wcale czegoś takiego nie warunkuje, warunkuje to tylko i wyłącznie debilizm. Przykro mi.  Zgadzasz się z tym obrazkiem Aniu? > A wiara jest racjonalna?Ateizm jest racjonalny? Opiera się na faktach empirycznych? Może jednak agnostycyzm jest najbardziej racjonalną postawą? > Widocznie przewidując totalną porażkę takich działań, zawężono pole manewru.  > kwestionuje się naukę jako taką, dlatego te ataki są atakami wymierzonymi w naukę. TE to element nauki.Nie zgadzam się, Hoyl Twoim zdaniem też atakował naukę.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | VaeSapiens (237 punktów) | >Ateizm jest racjonalny? Opiera się na faktach empirycznych? >Może jednak agnostycyzm jest najbardziej racjonalną postawą?
No bo jest? Większość ateistów to agnostycy, jeśli ktoś "Wie", że Boga/bogów/krasnoludków itd. nie ma, powinien dłużej podłubać. Ja np uważam na bazie danych, że homeopatia (jako taka, nie jako placebo) nie działa na 99,9999999% a nie na 100%.
Ateizm jest postawą, a nie jakąś antyreligią.Taka sytuacja: Mamy jakiegoś boga(obojętnie jakiego). Mówi się nam , że jest nieomylny, prawdy moralne są dane przez niego, jest logiczny, jest sprawiedliwy itd. Człowiek, który chce się dowiedzieć czegoś więcej, zaczyna sprawdzać każde z tych stwierdzeń. Okazuje się, że moralność nie jest dana, okazuje się, że każdy proces fizyczny nie potrzebuje niani, okazuje się, że życie nie potrzebowało projektanta itd. Więc może nie sama w sobie postawa jest racjonalna, ale taka droga do niej jak najbardziej. Z drugiej strony mamy osobę wierzącą, która nie robi tego tak wnikliwie jak tacy ateiści, oczywiście bada dowody ale tylko te, które już wyrosły na podstawowej tezie "Twój Bóg istnieje". Nie bierze pod uwagę możliwości odwrotnej. Podsumowując.Nie "walczymy" z boskością, a jej fundamentem - nadnaturalnością, a nasze argumenty , są często stawiane w ten sposób : "Czy potop nie powinien zostawić po sobie śladu?", a nie "Potopu nie było! Bo Boga też nie ma!" Choć z taką dziecinadą, też się spotkałem.
Co do opinii o nietolerancji wśród ateistów, muszę się zgodzić bo taka istnieje. Sam ateistą jestem, nie zrozumcie mnie źle, jednak umiem zauważyć nadużywanie definicji Ateizmu do prawie że fanatycznych zachowań głównie młodzieży licealnej czy gimnazjalnej (oczywiście starsi również istnieją), tak samo nie mam każdego Teistę czy innego wierzącego za fanatyka czy idiotę, który jutro poderżnie mi gardło bo Jezusa nie kocham, choć i tacy są i takich się obawiam.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Ania... (14138 punktów) | > >Czy nie zgadzasz się, że wiara często prowadzi do fanatyzmu? Że często efektem jest >przemoc (święte wojny, kary dla ofiar gwałtu, obrzezanie kobiet i in.)? Że duża liczba >przestępstw i aktów agresji jest popełniana właśnie w imię religii?> Wiara wcale czegoś takiego nie warunkuje, warunkuje to tylko i wyłącznie debilizm.> Przykro mi.Nie napisałam, że warunkuje. Ale chyba zgodzisz się, że fanatyzm religijny jest związany z religią? Czy też uważasz, że nie mają związku? Debilizm akurat nie ma związku z fanatyzmem. To bardzo przykra choroba spowodowana zaburzeniami hormonalnymi w młodym wieku. > Zgadzasz się z tym obrazkiem Aniu?Czy uważam, że wielbienie symbolu porównywalnego z krzesłem elektrycznym jest sensowne? Nie uważam. Czy uważam, że proces racjonalizacji powinien mieć charakter przymusu? Nie. Uważam, że powinien polegać właśnie na kolejnych argumentach, na pokazywaniu zagrożeń, płynących z traktowania religii jak świętej krowy. A odmawiając prawa do swobodnego krytykowania oczywistych faktów, dokładnie to się robi. > >A wiara jest racjonalna?> Ateizm jest racjonalny? Opiera się na faktach empirycznych?Tylko i włącznie. Opiera się na faktach empirycznych odrzucając zbędne zabobony. Czy wierzysz w Zeusa albo Wisznu? Czy swój brak wiary opierasz na faktach empirycznych, czy też wystarcza Ci brak takowych faktów dowodzących ich istnienia? Ja mam tak samo, tyle, że o jednego boga więcej. > Może jednak agnostycyzm jest najbardziej racjonalną postawą?Agnostycyzm zakłada niemożność weryfikacji istnienia boga. Ja uważam, że każde istnienie da się JAKOŚ zweryfikować. Nie wiem, w jaki sposób istotny miałby być twór nie poddający się żadnej weryfikacji. > >Widocznie przewidując totalną porażkę takich działań, zawężono pole manewru.>  > >kwestionuje się naukę jako taką, dlatego te ataki są atakami wymierzonymi w naukę. TE to element nauki.> Nie zgadzam się, Hoyl Twoim zdaniem też atakował naukę.Może to dowodzi mojej ignorancji, ale sprecyzuj, nazwisko mi nic nie mówi. Widzisz. Kwestionując każdą metodę naukową i nie dając niczego w zamian, atakujemy naukę jako taką. Co gorsze - próbuje się wmówić grupie bardziej naiwnych, że to ma sens. I że te malutkie dziedziny niezbadane dają komukolwiek podstawę do odrzucenia całej reszty wiedzy o świecie w imię legendy pasterzy sprzed 2000 lat. Uważasz, że to jest etyczne? Albo słuszne? Albo pożyteczne?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>  Nie wiem kto jest autorem tego obrazka, ale z dużym prawdopodobieństwem zakładam, że jakiś chrześcijanin. Ideowo i intelektualnie przypomina mi on rysunki obrazujące imperialne okrucieństwo żołdaków USA rysowane przez koreańską młodzież. Aby dokonać takiego czynu potrzebną jest albo głupota, albo wiara, a wierzyć można w każdą głupotę, jaką ludzie są w stanie wymyślić. > Nie zgadzam się, Hoyl Twoim zdaniem też atakował naukę.Wspaniały chrześcijanin, wielki uczony B. Pascal napisał: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania". Czy on też atakował Kościół. Georges Minos katolicki współczesny uczony napisał dwutomowe poważne dzieło "Kościół i nauka", czy on też atakuje Kościół. Czy każdy kto myśli samodzielnie i nie podlega mu na mocy ślubowania jest Pańskim zdaniem wrogiem religii i Kościoła. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Desseberger (43 punktów) | Andrzej: Czy każdy kto myśli samodzielnie i nie podlega mu na mocy ślubowania jest Pańskim zdaniem wrogiem religii i Kościoła. Nie. Andrzej: Wspaniały chrześcijanin, wielki uczony B. Pascal napisał: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania". Czy on też atakował Kościół. Kościół jak i papiestwo zmieniło się radykalnie od XVII wieku. Poza tym, to jest pytanie?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Andrzej: Czy każdy kto myśli samodzielnie i nie podlega mu na mocy ślubowania jest Pańskim zdaniem wrogiem religii i Kościoła. > Nie.To dlaczego wypisuje Pan Takie rzeczy: > Pan Desseberger: Nigdy nie zauważyłem, aby jakikolwiek spór był wywołany ze strony religii,/.../Spór natomiast jest sztucznie wywoływany przez Dawkinsa czy Was, choćby
>Dawkins nie tylko w tej książce atakuje religie jako jej dogmaty, ale i samą wiarę, która nazywa irracjonalną. Jego zdaniem nauka wykluczała religię całkiem, a jeśli tego nie zrobiła to zrobi w krótkim czasie no i nie można zapominać o walce jaka jest pomiędzy religią, a nauką w głowie Dawkinsa! no i Waszej.
Andrzej: Wspaniały chrześcijanin, wielki uczony B. Pascal napisał: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania". Czy on też atakował Kościół. >Pan Desseberger:Kościół jak i papiestwo zmieniło się radykalnie od XVII wieku. No tak, dziś za oczywiste twierdzenia zgodne z naukowym doświadczeniem stos już nie grozi. Czy mentalnie nie zmieniło się papiestwo i kler to zgodnie z Pańskim wezwaniem: >Pan Desseberger:Proszę mi przedstawić te oficjalne dokumenty kościoła, które atakują naukę.. proszę przedstawić mi oficjalne dokumenty pokazujące te radykalne zmiany. Bezsprzecznym jest, że kler musi ustępować przed możliwością całkowitego ośmieszenia się przecząc oczywistościom. (Żenujące intelektualnie jest dopuszczenie do ewolucji pod Boską kontrolą.) _____________________________________________________ Możemy podyskutować np o encyklice "Fides et ratio", o której w Wikipedii jest napisane: Jednym z najbardziej charakterystycznych zdań encykliki ukazujących komplementarność wiary i rozumu jest zdanie: "wiara i rozum są jak dwa skrzydła unoszące człowieka ku kontemplacji prawdy". Główną tezą encykliki jest wykazanie, że wiara i rozum nie muszą się wzajemnie zwalczać, lecz powinny się wzajemnie uzupełniać, tak, by rozum nie popadł w pychę, zaś wiara by nie przekształciła się w błędny, bezrefleksyjny fideizm. Wiara nadaje ludzkiej egzystencji sens, ukazuje jej przyczynę i cel. Natomiast rozum sprawia, że wiara jest dojrzała i ugruntowana. Oczywiście pod warunkiem, że wyjdziemy poza ten encyklopedyczny, dosyć subiektywny, opis. ********* Choć może tu trafniej byłoby zacząć od wypowiedzi arcybiskupa Wiednia kard. Christopha Schönborna. To nie byle kto: w swoim czasie był głównym redaktorem Katechizmu Kościoła Katolickiego. Jako filozof i teolog od trzydziestu lat zajmuje się problematyką stworzenia i ewolucji. Z całą świadomością, że wkłada kij w mrowisko, opublikował na łamach "New York Timesa" artykuł pt. "Finding Design in Nature" - co można przetłumaczyć: "Odkrywając celowość w przyrodzie".
Zamiast próbować streszczać to wystąpienie, po prostu zacytujmy jego najważniejsze fragmenty: "Od roku 1996, kiedy papież Jan Paweł II powiedział, że ewolucja (termin, którego papież nie zdefiniował) jest "czymś więcej niż hipotezą", obrońcy neodarwinowskiego dogmatu często powoływali się na rzekomą akceptację - lub przynajmniej przyzwolenie - Kościoła rzymskokatolickiego, broniąc swej teorii jako czegoś zgodnego z wiarą chrześcijańską. Jednak nie jest to prawdą. Kościół katolicki, zostawiając nauce wiele szczegółów historii życia na ziemi, głosi, że w świetle rozumu ludzki intelekt może bez trudu i w sposób wyraźny uchwycić cel i zamiar w świecie naturalnym, włącznie ze światem istot żyjących. Ewolucja w sensie wspólnego pochodzenia mogłaby być prawdą, ale nie jest nią ewolucja w sensie neodarwinowskim - jako nieukierunkowany, niezaplanowany proces losowej zmienności i doboru naturalnego. Każdy system myślowy, który zaprzecza lub odmawia większego znaczenia narzucającej się oczywistości celowości w biologii - jest ideologią, a nie nauką. (...)W ciągu dziejów Kościół bronił prawd wiary danej przez Jezusa Chrystusa. Jednak w epoce nowożytnej Kościół katolicki znalazł się w dziwnej roli także zdecydowanego obrońcy rozumu. W XIX wieku Sobór Watykański I nauczał świat dopiero co oczarowany "śmiercią Boga", że przy użyciu samego rozumu ludzkość może dojść do poznania realności Nieuprzyczynowanej Przyczyny, Pierwszego Poruszyciela, Boga filozofów. Obecnie, na początku XXI wieku, wobec poglądów naukowych w rodzaju neodarwinizmu i kosmologicznej teorii multiverse, wynalezionych dla uchylenia narzucającej się oczywistości celu i zamiaru odkrywanego w nowoczesnej nauce, Kościół katolicki będzie znowu bronił ludzkiego rozumu głosząc, że widoczna w przyrodzie wewnętrzna celowość jest czymś realnym. Teorie naukowe, które próbują pozbawić znaczenia tę wyraźną celowość przez uznanie jej za skutek "przypadku i konieczności", nie są wcale naukowe, lecz są - według wyrażenia Jana Pawła II - abdykacją ludzkiego rozumu". ___________________________________________________________
>Pan Desseberger:Poza tym, to jest pytanie? Nie, to jest tylko retoryczna odpowiedź na pytanie: >Pan Desseberger:Nie zgadzam się, Hoyl Twoim zdaniem też atakował naukę.(?) Merytoryczną jest odpowiedź: - Tak, tam gdzie opowiadał bzury, biorąc pod uwagę jego autorytet jako uczonego, ewidentnie szkodził i atakował naukę. Jest grupa takich dwuświatopoglądowych uczonych i jak im się światopoglady mieszają, to często wynikają szkody.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | > Zgadzasz się z tym obrazkiem Aniu?Wolę ten obrazek.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Czy nie zgadzasz się, że wiara często prowadzi do fanatyzmu? Nie jest prawdą, że fanatyzm jest ściśle związany z religijnością, gdyż wynika on z każdego fundamentalizmu. Prześladowania wywołuje również m. in. ateizm (ZSRR, Chiny Ludowe, Meksyk, hiszpańscy republikanie itd.), a różnica ilościowa wynika wyłącznie stąd, że ateizm jest zjawiskiem nowym (przed XIX stuleciem wyłącznie pojedyńcze osoby).
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >>Czy nie zgadzasz się, że wiara często prowadzi do fanatyzmu? >Nie jest prawdą, że fanatyzm jest ściśle związany z religijnością, gdyż wynika on z każdego fundamentalizmu. Prześladowania wywołuje również m. in. ateizm (ZSRR, Chiny Ludowe, Meksyk, hiszpańscy republikanie itd.), a różnica ilościowa wynika wyłącznie stąd, że ateizm jest zjawiskiem nowym (przed XIX stuleciem wyłącznie pojedyńcze osoby). Naprawdę uważasz, że prześladowania np. w układzie komunistycznym były "w imię" ateizmu? Nie każde przestępstwo osoby wierzącej jest czynione w imię religii, tak samo nie każde przestępstwo ateisty jest czynione w imię ateizmu. Moim skromnym zdaniem, przyczyny prześladowań w ZSRR były inne niż ateizm. Walka z religią często ma aspekt polityczny i w tym układzie ateizm lub innowierstwo osób "krzywdzących" nie ma znaczenia. A nie znam ani jednego przykładu prześladowania w imię racjonalności i zdrowego rozsądku. Ateizm nie jest nowy. Buddyzm jest religią "bez boga", czyli ateistyczną.
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Naprawdę uważasz, że prześladowania np. w układzie komunistycznym były "w imię" ateizmu? Truizmem jest twierdzenie, że wszystkie "prześladowania" znane w historii ludzkości za podstawę miały kwestie ekonomiczne i naturalną potrzebę agresji, a wszelkie motywacje religijne, ksenofobiczne, vendetty itp. potrzebne były jedynie do tego, by osiągnąć potrzebny do walki stan organizacji, ustanowić czytelny system rozpoznawania, kto jest wrogiem, kto kombatantem i wytworzyć odpowiedni nastrój egzaltacji. Represje bolszewickie były w takim samym stopniu ateistyczne, w jakim krucjaty były religijne. > nie znam ani jednego przykładu prześladowania w imię racjonalności i zdrowego rozsądku. Stalin kierował się światopoglądem naukowym, ten kto by mu powiedział, że nie postępuje zgodnie z rozsądkiem długo by nie pożył, a stalinowskie pojęcia nauki i rozsądku były wypaczone w tym samym stopniu, w jakim inkwizytorzy wypaczali wskazania ewangelii, co bardzo przekonująco przedstawił Dostojewski w powieści "Bracia Karamazow". >Ateizm nie jest nowy. Buddyzm jest religią "bez boga", czyli ateistyczną. Powinnaś to wytłumaczyć buddystom. Gdy JP II wygłosił taki pogląd przed wizytą w Indiach, to potem były obawy, że go tam obrzucą kamieniami.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >Naprawdę uważasz, że prześladowania np. w układzie komunistycznym były "w imię" ateizmu?> Truizmem jest twierdzenie, że wszystkie "prześladowania" znane w historii ludzkości za podstawę miały kwestie ekonomiczne i naturalną potrzebę agresji, a wszelkie motywacje religijne, ksenofobiczne, vendetty itp. potrzebne były jedynie do tego, by osiągnąć potrzebny do walki stan organizacji, ustanowić czytelny system rozpoznawania, kto jest wrogiem, kto kombatantem i wytworzyć odpowiedni nastrój egzaltacji. Represje bolszewickie były w takim samym stopniu ateistyczne, w jakim krucjaty były religijne.To Twoja opinia, ja mam inną. > > nie znam ani jednego przykładu prześladowania w imię racjonalności i zdrowego rozsądku.> Stalin kierował się światopoglądem naukowym, ten kto by mu powiedział, że nie postępuje zgodnie z rozsądkiem długo by nie pożył, a stalinowskie pojęcia nauki i rozsądku były wypaczone w tym samym stopniu, w jakim inkwizytorzy wypaczali wskazania ewangelii, co bardzo przekonująco przedstawił Dostojewski w powieści "Bracia Karamazow".No, a masz jakiś przykład? Nie znam żadnego przykładu konkretnego prześladowania w imię ateizmu. Stalin jako osoba mordująca każdego, kto mu się przeciwstawił nie jest dobrym przykładem, bowiem trudno odgadnąć motywy jego postępowania. Może właśnie szerokie spektrum osób prześladowanych dowodzi, że nie chodziło o ateizm. Gdyby to było jego motywacją, nie musiałby ubijać wojskowych, naukowców, przedsiębiorców, osób zagrażających mu w sposób rzeczywisty lub wyimaginowany. A chyba tak właśnie się działo, nie sądzisz? Czy znasz jakiś inny przykład np. wybicia wiernych dowolnego kościoła w imię ateizmu przez grupę osób niewierzących? Bo nie wątpisz chyba, że takich samych zdarzeń w imię określonej religii (dowolnej) znajdziemy tysiące. > >Ateizm nie jest nowy. Buddyzm jest religią "bez boga", czyli ateistyczną.> Powinnaś to wytłumaczyć buddystom. Gdy JP II wygłosił taki pogląd przed wizytą w Indiach, to potem były obawy, że go tam obrzucą kamieniami.Opieram się na powszechnych danych, chociażby: pl.wikipedia.org/wiki/BuddyzmA jaka jest Twoim zdaniem koncepcja boga w buddyzmie?
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | Zastanów się trochę: Twierdzisz, że krzyżowcom (mówię nie o kilku przywódcach duchowych, lecz o wszystkich innych) nie tyle chodziło o korzyści materialne, ile o względy religijne. Przeczy temu wiele, m. in. awantury przy podziale łupów. Obawiam się przy tym, że należysz do tych, którzy we wszystkich działaniach księży widzą interesowność, a w każdym bądź razie nie przypominam sobie, byś prostowała rażące przykłady takiego poglądu widocznego w wielu wątkach. Wynika z tego, że przypuszczalnie miarę ludzkich skłonności dopasowujesz do tego, jaką tezę chcesz uwiarogodnić. Podobnie w ocenie motywów działania Stalina, hiszpańskich rewolucjonistów i t. p. mimo wyraźnego odwoływania się do ateizmu i związanych z tym działań (mordowanie księży, konfiskata cerkwi i kościołów, zakładanie muzeów ateizmu) twierdzisz, że okrucieństwa z tym podkładem ideowym nie mają związku, a w podobnej sytuacji, gdy jednak podkładem ideowym jest religia, twierdzisz, że okrucieństwo wynika z doktryny, która nb. zadawanie bólu wyraźnie potępia. Twierdzisz, że morderstwa Stalina nie były motywowane ateizmem, tak jakbym ja twierdził co innego. Powtarzam: moim zdaniem głównym motywem przemocy w każdym wypadku jest chęć posiadania, a towarzyszące temu okrucieństwo to defekt psychiczny obciążający ludzi nie pracujących nad opanowaniem pierwotnych instynktów w imię humanitaryzmu. Rola religijności czy ateizmu jest zawsze wtórna (szczególnie w pobudzaniu do okrucieństwa). Wyraźne jest to w przypadku zbrodni dokonanych przez Hunnów, Tatarów i in., którym żadnych ideowych motywów przypisać nie sposób. Na koniec wyrażasz przekonanie, że modły i medytacje buddystów nie przeczą ich hipotetycznemu ateizmowi. A wszystkiemu temu nadajesz rangę nie hipotezy, lecz faktu. A przecież choćby to, że wśród badających historię tak radykalny osąd jakiejkolwiek ideologii jest czymś wyjątkowym, powinien skłonić do sceptycyzmu, samokrytycznego podejścia do swoich przekonań.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>Podobnie w ocenie motywów działania Stalina, hiszpańskich rewolucjonistów i t. p. mimo wyraźnego odwoływania się do ateizmu i związanych z tym działań (mordowanie księży, konfiskata cerkwi i kościołów, zakładanie muzeów ateizmu) Ależ nie. Z wyjątkiem "muzeów ateizmu" (tylko w ZSRR) cała reszta kompletnie nie była z ateizmem związana. Księża byli po prostu depozytariuszami "starego porządku", byli związani z poprzednimi władcami, byli przeciwni socjalizmowi i dawali temu dobitnie wyraz. Cerkiew rosyjska stała murem za carem, kościół katolicki - za Franco (na marginesie - to nie byli "rewolucjoniści", to była legalnie wybrana władza, legalny lewicowy rząd, a "rewolucjonistami", czyli buntownikami była prawicowa opozycja, mocno popierana przez kościół. A sowiecka pomoc dla broniącej się przed faszystami Republiki skończyła się, gdy tylko skończyły się zapasy hiszpańskiego złota). Tępiąc kler, nie tępiono bezpośrednio religii, lecz ostoję zmurszałych "wartości".
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >... Tępiąc kler, nie tępiono bezpośrednio religii, lecz ostoję zmurszałych "wartości". Natomiast wyrzynając ludność cywilną Jerozolimy "tępiono bezpośrednio religię", a nie "ostoję sił utrudniających zawładnięcie zdobytym krajem". Taki fikołek logiczny nazywamy dopasowaniem interpretacji zdarzeń do z góry założonej tezy.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | >Zastanów się trochę: >Twierdzisz, że krzyżowcom (mówię nie o kilku przywódcach duchowych, lecz o wszystkich innych) nie tyle chodziło o korzyści materialne, ile o względy religijne. Taka była oficjalna wersja. I w imię religii całe społeczeństwa bawiły się w hołubienie tego zwyczaju. Czy krzyżowcy byli piętnowani? Możemy zastanawiać się nad indywidualnymi czy globalnymi przyczynami, ale nadal hasłem przewodnim, przez które to zjawisko powstało, a też czynnikiem, przez który nikt nie widział w tym procederze niczego złego były właśnie kwestie religijne. Każdą inną wojnę oceniliby inaczej. >Przeczy temu wiele, m. in. awantury przy podziale łupów. Obawiam się przy tym, że należysz do tych, którzy we wszystkich działaniach księży widzą interesowność, a w każdym bądź razie nie przypominam sobie, byś prostowała rażące przykłady takiego poglądu widocznego w wielu wątkach. Wynika z tego, że przypuszczalnie miarę ludzkich skłonności dopasowujesz do tego, jaką tezę chcesz uwiarogodnić. Ba, jasne, że poszczególne osoby wykorzystywały taką okazję do wzbogacenia i wyżycia się. Ale jednak nadal zostaje cała otoczka społeczna. Po powrocie był całowany po tyłku, bo w imię religii wypada zabijać i rabować. W końcu - obowiązkiem chrześcijan jest szerzenie wiary! A jak nie chcą, to trzeba im pokazać że chcą. Nie wiem czy rozumiesz - chodzi o to, że istnieją pewne metody manipulacji, a wiara to najskuteczniejsza z tych metod. To właśnie ta metoda najczęściej skłania ludzi np. do samobójczych zamachów bombowych.
>Na koniec wyrażasz przekonanie, że modły i medytacje buddystów nie przeczą ich hipotetycznemu ateizmowi. Przepraszam, ale przesuwanie paciorków bransolety i medytacje to nie jest to samo co prośby do osobowego boga o zesłanie szarańczy na pole sąsiada.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >Zdziwiłbyś się jak dobre mają obserwatorium astronomiczne w Watykanie
To jest w Castel Gandolfo. Rzeczywiście to prawda. Nawet organizują szkolenia studentom. Kościół katolicki nie jest taki najgorszy pod tym względem. Niektórzy twierdzą , że to właśnie ma pokazać jego pozytywną rolę w promowaniu nauki. Żeby tylko blokujące lobby w innych dziedzinach trochę zelżało , to już w ogóle super byłoby.
My też nie jesteśmy już tacy nachalni z antyklerykalizmem jak za czasów Stalina. Doceń to , tak jak i ja doceniam ten "boski" teleskop.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >My też nie jesteśmy już tacy nachalni z antyklerykalizmem ... Do kogo odnosi się to "my"? Czyżby pluralis maiestatis? Sądzę, że każdy winien wypowiadać się jedynie we własnym imieniu.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | | zachaj (5239 punktów) | Pisząc My , mam na myśli niewierzących , ateistów i racjonalistów. Antyklerykalizm stalinowski : Cytat:W 1929 z polecenia Stalina rozpoczęto walkę z religią, poprzez utworzenie organizacji propagującej ateizm, Związku Wojujących Bezbożników. Kampania wymierzona była głównie przeciwko cerkwi prawosławnej, a także innym wyznaniom. Nowa ateistyczna organizacja była głównym wykonawcą w następnych kilkunastu latach, planowego niszczenia obiektów sakralnych, cmentarzy, przedmiotów kultu religijnego a także przekazywaniem służbom bezpieczeństwa ZSRR list księży przeznaczonych do wymordowania. Jeszcze pod koniec 1929 nakazano konfiskatę dzwonów kościelnych, a do 1930 wszystkim popom prawosławnym podniesiono podatki o 1000 procent, pozbawiono praw obywatelskich (co spowodowało utratę praw do świadczeń medycznych i pomocy żywnościowej). W następnych latach większość z nich aresztowano, wypędzono lub zesłano do obozów. Do 1 marca 1930 zburzono 6 715[10] cerkwi prawosławnych i ok. 9 500[11] meczetów. W 1936 liczba duchownych w ZSRR zmniejszyła się o ok. 85 procent (pozostało zaledwie 15 procent czyli ok. 17 800 duchownych) w stosunku do liczby z 1914 roku, i o 75 procent w stosunku do roku 1928. Związek Wojujących Bezbożników : Cytat:W 1941 w Związku Wojujących Bezbożników było 3,5 mln członków, pozyskanych w większości metodami przymusu administracyjnego. Organizacja nieoficjalnie została rozwiązana w 1941, po napaści Niemiec na ZSRR - ówczesne działania KPZR zmierzały do wyciszenia ateistycznej propagandy i wykorzystania religii prawosławnej jako czynnika jednoczącego społeczeństwo radzieckie w obliczu agresji. Ostatni numer pisma "Bezbożnik" ukazał się w lipcu 1941, a oficjalnie Związek Wojujących Bezbożników został rozwiązany w 1947. W jego miejsce powołano nową strukturę mającą się zajmować propagandą ateistyczną - Wszechzwiązkowe Towarzystwo "Wiedza". W PRL jego odpowiednikiem było "Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej" powstałe w 1969 z połączenia "Towarzystwa Szkoły Świeckiej" i "Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli". Ciekawe fragmenty z Wikipedii
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Pisząc My , mam na myśli niewierzących , ateistów i racjonalistów. ... >Ciekawe fragmenty z Wikipedii W dalszym ciągu wątpię w zasadność użycia określenia "My". Przecież podanemu kryterium wg którego należy rozpoznawać, kto to są "My", odpowiada - jak sądzę - większość uczestników nin. forum. Z kolei zaś, biorąc pod uwagę sens wypowiedzi np. (Wątek pt. "Santo Subito, Hitler Jugend, Ave Satan" Ojciec Lesiotr 2011-01-15 11:01) "Historia pokazuje, że ludy wyznające religie które nakazują "misyjność" i "nawracanie niewiernych" (chrześcijaństwo, islam), poczynają sobie okrutniej od innych" (a spotkałem nieraz zdania bardziej wyraziście wskazujące na religię jako jedyną przyczynę zła na świecie) wielu forumowiczów cytowane fragmenty wprowadziłyby w zakłopotanie.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Banda niedouczonych protestantów Że "niedouczonych", to zgoda, ale czemu tak się zawziąłeś na protestantów? >Ataki na naukę wyglądają całkiem inaczej, atakuje się metodologię CAŁEJ nauki, Nie sądzę, by określenie "atak na naukę" można było rozumieć jedynie jako kwestionowanie nauki jako całości. W moim przekonaniu, gdy ktoś kwestionuje ogólnie uznawane metody badania jednej z dziedzin wiedzy (mamy z tym do czynienia np. w naturalnych wyjaśnieniach zdarzeń w Fatimie), lub zakazuje niektórych badań (np. domaganie się zakazu badań zarodków ludzkich), użycie określenia "atak na naukę" jest prawidłowe.
Stach M. G.
|
|
| |  | 8 na 8 | TyDraniu (6569 punktów) | >skąd bramin zajmujący się teologią ma wiedzieć co to jest oscylacja neutrin?
Dobre pytanie! Skąd ma wiedzieć, co to jest Wielki Wybuch, teoria heliocentryczna, teoria ewolucji, psychologia społeczna, metoda in-vitro? Oczywiście przeważnie nie wie.
Jednak wie, czy kłóci się ta oscylacja neutrin z jego świętą księgą i to właśnie generuje ten spór.
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >Nigdy nie zauważyłem, aby jakikolwiek spór był wywołany ze strony religii, A gdzie Pan zaglądał?
>jeśli jest to nie dotyczy on przeważnie nauki, W dawnych czasach miałby Pan rację uczonych palono jako heretyków, a nie jako uczonych. Ale dziś wystarczy poczytać oficjalne dokumenty Kościoła Katolickiego, aby zauważyć ten spór.
>skąd bramin zajmujący się teologią ma wiedzieć co to jest oscylacja neutrin? Według mojej wiedzy braminowi teologia jest bardziej obcą niż oscylacja neutrin. Natomiast teolodzy katoliccy bredzą nawet na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia.
>Spór natomiast jest sztucznie wywoływany przez Dawkinsa czy Was, choćby Przepraszam, ale bardzo proszę o przedstawianie konkretnych poglądów Dawkinsa, w których on wywołuje sztucznie spór. Może aby ułatwić znajdzie Pan tu moje poglądy, w których ustosunkowuję się do sporu pomiędzy Kościołem a nauką. Proszę o konkretny zarzut wywoływania sztucznego sporu.
Wielce Szanowny Panie, to forum jest dla ludzi poszukujących prawdy, najczęściej wynikającej z wiedzy naukowej, ludzie którzy Prawdę już posiedli niczego ciekawego tu nie znajdą, a na ewangelizację nawiedzonych to my jesteśmy bardzo odporni.
Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.
@@@ .
|
|
| |  | 4 na 4 | Madman (7811 punktów) | >Nigdy nie zauważyłem, aby jakikolwiek spór był wywołany ze strony religii, jeśli jest to nie dotyczy on przeważnie nauki, W nauce jest coś takiego jak Teoria Ewolucji. I żaden naukowiec nie próbuje tam wciskać religii, no chyba, że jest osobą wierzącą. I wtedy zaczyna się spór - właśnie z powodu religii. Nauce nie zależy na żadnym mariażu ewolucji z religią. To religia wymyśliła "Ewolucję Napędzaną Bogiem". >skąd bramin zajmujący się teologią ma wiedzieć co to jest oscylacja neutrin? A skąd ksiądz katolicki ma wiedzieć, kiedy płód staje się człowiekiem? Skąd pastor protestancki wie, kiedy powstał wszechświat?
|
|
| | |  | -2 na 2 | Głąbiński (3538 punktów) | >W nauce jest coś takiego jak Teoria Ewolucji. I żaden naukowiec nie próbuje tam wciskać religii ... Nie czytałem Dawkinsa, ale z tego, co o nim piszą jego fani np. na tym forum, wynika, że on wciska jaknajbardziej.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | | Madman (7811 punktów) | >Nie czytałem Dawkinsa, To przeczytaj jaknajbardziej. >ale z tego, co o nim piszą jego fani np. na tym forum, wynika, że on wciska jaknajbardziej. Masz rację. Wciska religię do ewolucji. Napisał m.in, że staw łokciowy mniejszej nakrapianej żaby łasicowatej został stworzony przez Boga, podczas gdy reszta jej organizmu najnormalniej w świecie wyewoluowała. Wspomina też, że nasze wspaniałe, nieredukowalnie złożone oczy oraz nerw krtaniowy wsteczny zawdzięczamy Inteligentnemu Projektantowi i stanowczo zaprzecza, jakoby Projektant ów nadużywał alkoholu w trakcie ich projektowania.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | Wciska religii do biologii każdy, kto w jakikolwiek sposób wiąże kwestie religijne z nauką. Między tymi dziedzinami nie ma styczności, jedna drugiej ani nie potwierdza, ani jej nie zaprzecza. Laplace, gdy Napoleon zrobił mu uwagę, że w podręczniku matematyki pominął kwestię istnienia Boga, odpowiedział krótko: ta hipoteza nie jest mi do wyłożenia tematu książki potrzebna. I to jest właściwe postawienie sprawy.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | | Madman (7811 punktów) | > Wciska religii do biologii każdy, kto w jakikolwiek sposób wiąże kwestie religijne z nauką.Według Ciebie krytyka religii to też religia?! > Między tymi dziedzinami nie ma styczności, jedna drugiej ani nie potwierdza, ani jej nie zaprzecza.NOMA?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >>W nauce jest coś takiego jak Teoria Ewolucji. I żaden naukowiec nie próbuje tam wciskać religii ... >Nie czytałem Dawkinsa, ale z tego, co o nim piszą jego fani np. na tym forum, wynika, że on wciska jaknajbardziej. Minus. Powinien być podwójny. Wypowiadać się na racjonaliście nie zaznajomiwszy się z abecadłem tematyki to samobójstwo intelektualne. po drugie - nie lubię oceniać czegoś, czego nie spróbowałam poznać. Dla chcącego nic trudnego - książki polecam, a dla opornych wobec słowa pisanego - są też programy dostępne nawet na YT. A dla angielskojęzycznych - oryginały są przyjemniejsze od polskich tłumaczeń.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>Nie czytałem Dawkinsa... >Minus. >Powinien być podwójny. Tylko podwójny? za takie szarganie świętości?
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | > >>Nie czytałem Dawkinsa...> >Minus.> >Powinien być podwójny.> Tylko podwójny? za takie szarganie świętości?Nie bądź trywialny. Naprawdę uważasz, że dojrzałym zachowaniem jest ocena czegoś, czego nawet nie spróbowałeś poznać? Większość z nas komentując np. treść Biblii wie co mówi. Wielu przeczytało Biblię w całości, niemal wszyscy w dużych fragmentach. Często znamy ją lepiej od przeciętnych wierzących. No - a szczególnie co pikantniejsze kawałki  Ty stwierdzasz, że wiesz wystarczająco, aby skrytykować, a nawet nie obejrzałeś głupiego filmiku na ten temat. Albo nie przeczytałeś jednej książki. Sposób opisywania świata żywego, jaki prezentuje Dawkins jest może trudny dla wielu ortodoksyjnych wierzących, ale bardzo mi przykro - to nie nasz problem, a ich. Z punktu widzenia biologii, nie ma w jego wywodach ani jednego błędu. W zasadzie co do wywodów filozofiznych, to również trudno nie zgodzić się z jego poglądami. Jest odważny w swoich wypowiedziach, ale i tak nie dorasta do pięt innym osobom. Dla przykładu - oceniając cokolwiek, najpierw zapoznaje się z tematem, później dodaje odpowiednie źródła. Taka głupotka, a jednak istotna.
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Naprawdę uważasz, że dojrzałym zachowaniem jest ocena czegoś, czego nawet nie spróbowałeś poznać? Nie oceniam żadnej książki Dawkinsa. Napisałem, że wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii. Albo to jest prawda, albo fałsz niezależnie od tego, czy czytałem ową książkę, czy nie. Zamiast zajmować się moimi lekturami, jeśli wg ciebie kwestie dotyczące wierzeń religijnych nie są poruszane w treści tej książki, napisz, że to nieprawda i wtedy będę miał powód, by wykazać, jakie miałem podstawy do wspomnianego wyżej stwierdzenia. Bez tego nie będę wyjaśniał sprawy, która w świetle wypowiedzi tych, którzy czytali, przedstawia się jako oczywista.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | >wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii. A to dziwne, bo w moim odczuciu (a czytałam kilka książek Dawkinsa) on ją stamtąd wyrzuca.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | >>wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii.
>A to dziwne, bo w moim odczuciu (a czytałam kilka książek Dawkinsa) on ją stamtąd wyrzuca.
Trochę wciska. Już samo mówienie o religii i bogu, który jest urojony, jest mówieniem o tym. A poza tym, jak pisałam, Dawkins sam się stał dla wielu bóstwem.
Nie wiem czy to zdanie ma sens. Za wcześnie jest.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > Trochę wciska. Już samo mówienie o religii i bogu, który jest urojony, jest mówieniem o tym.Ale akurat "Bóg urojony" nie rości sobie żadnych pretensji do bycia książką na temat biologii  > A poza tym, jak pisałam, Dawkins sam się stał dla wielu bóstwem.Ja bym tej paplaniny Grabowskiej i rhotaxa zbyt poważnie nie traktowała  To prowokacja grubymi nićmi szyta. Stawianie Dawkinsa na poziomie bóstwa jest rzeczywiście wysokiej klasy absurdem, natomiast trudno nie przyznać mu miana jednego z najlepszych obecnie popularyzatorów w zakresie biologii ewolucyjnej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | To prowokacja grubymi nićmi szyta. >Stawianie Dawkinsa na poziomie bóstwa jest rzeczywiście wysokiej klasy absurdem, natomiast trudno nie przyznać mu miana jednego z najlepszych obecnie popularyzatorów w zakresie biologii ewolucyjnej. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Ja Dawkinsa ubóstwiam, gdyż trafność jego spostrzeżeń setnie mnie bawi, ale czy zaraz chciałbym go deifikować? Choć może to i jakiś pomysł spróbujmy chociaż zrobić go racjonalistycznym świętym. Mogę już potwierdzić cud wyprowadzenia mnie z różnych dolegliwości, gdy go czytałem. Na przykład zapominałem, że gdzieś mnie łupie, a nawet, że pracodawca mnie rąbie. Zgłaszam tu bez żadnej prowokacji - zróbmy na stronie Racjonalisty proces beatyfikacji. Jak Dawkins przejdzie proces zaczniemy używać tytułu Błogosławiony Dawkins. Mnie się podoba, a Pani nie?
Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia życzę.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | plodzien (7378 punktów) | > Zgłaszam tu bez żadnej prowokacji - zróbmy na stronie Racjonalisty proces beatyfikacji. >
Jeśli można, będę advocatus diaboli. Miał Dawkins mroczny okres zaparcia się antyteistycznych poglądów, kiedy jako 9 letni ateista nawrócił się na "Projekt" i nurzał się w tych błędach i wypaczeniach aż do 16 roku życia. Wniosek: Chwiejnym jest Pan Dawkins, więc niedopuszczalnym byłoby uznać go za błogosławionego. Cóż to bowiem byłby za wstyd i sromota dla Wysokiej Komisji, gdyby tak - już błogosławionym będąc znowu zechciał w "Projekcie" dostrzec rzeczy uwagi godne? Ps. Nie byłoby złe sprawdzenie, jakie komentarze wyrywały mu się z ust gdy np. czytał Behego. Czy było to normalne i zdrowe w tych okolicznościach: ja p.....le!, czy może (nie daj Boże) - O Jezu!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Zgłaszam tu bez żadnej prowokacji - zróbmy na stronie Racjonalisty proces beatyfikacji. >Jeśli można, będę advocatus diaboli. >Miał Dawkins mroczny okres zaparcia się antyteistycznych poglądów, kiedy jako 9 letni ateista nawrócił się na "Projekt" i nurzał się w tych błędach i wypaczeniach aż do 16 roku życia. >Wniosek: >Chwiejnym jest Pan Dawkins, więc niedopuszczalnym byłoby uznać go za błogosławionego. Jak się nawrócił na ortodoksję i sporo czasu już jest z nami ateistami, to tamto zboczenie z jedynie słusznej drogi można mu darować.
>Cóż to bowiem byłby za wstyd i sromota dla Wysokiej Komisji, gdyby tak - już błogosławionym będąc znowu zechciał w "Projekcie" dostrzec rzeczy uwagi godne? Tu - patrząc na przykład Antoniego Flew'a - może rzeczywiście warto poczekać, aż się przeniesie na łono Abrahama, a nuż mu coś odbije.
>Ps. >Nie byłoby złe sprawdzenie, jakie komentarze wyrywały mu się z ust gdy np. czytał Behego. >Czy było to normalne i zdrowe w tych okolicznościach: ja p.....le!, czy może (nie daj Boże) - O Jezu! Nie wiem? Ale choćby dlatego (pełna stronniczość), że wydawałem podobne okrzyki przy ich lekturze, to wydaje mi się to za przejaw jego zdrowia psychicznego.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | >To prowokacja grubymi nićmi szyta.>Stawianie Dawkinsa na poziomie bóstwa jest rzeczywiście wysokiej klasy absurdem, natomiast trudno nie przyznać mu miana jednego z najlepszych obecnie popularyzatorów w zakresie biologii ewolucyjnej. >Sprawa jest bardziej skomplikowana. Ja Dawkinsa ubóstwiam, gdyż trafność jego spostrzeżeń setnie mnie bawi, ale czy zaraz chciałbym go deifikować? Ja mam podobnie. Ubóstwiam mojego męża, mamę, psiaka. W tym sensie ubóstwiam i Dawkinsa - uwielbiam jego język, jego opanowanie, przemyślane poglądy i trafność spostrzeżeń. Ale tak jak nie mam zapędów do beatyfikacji psa, tak nie mam zapędów do beatyfikacji Dawkinsa. Zresztą - mam wrażenie, że gdyby wiedział o takich zapędach, poczułby się urażony.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >Zresztą - mam wrażenie, że gdyby wiedział o takich zapędach, poczułby się urażony. Oj, Pani Aniu! Po lekturze prawie wszystkich publikacji Dawkinsa wiem, że facet ma dosyć duże poczucie humoru. Znając naszą stronę oraz jej myśl przewodnią, to myślę, że łatwo by zrozumiał mój żart i kandydaturę na błogosławionego racjonalistycznego by ze śmiechem przyjął.
Tak, już zupełnie poważnie, to nawet daleko mi do ubóstwiania Dawkinsa, którego bardzo sobie cenię. Nawet jeżeli zdarzało mi się ubóstwianie jakiś dam, to za nastolatka to było, a póżniej, gdy nawet zdarzały mi się (rzadko, ale zdarzały) nawet miłości, to bez ich ubóstwiania jakoś tam się obchodziłem.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | > >Zresztą - mam wrażenie, że gdyby wiedział o takich zapędach, poczułby się urażony.> Oj, Pani Aniu!Po lekturze prawie wszystkich publikacji Dawkinsa wiem, że facet ma dosyć duże poczucie humoru.> Znając naszą stronę oraz jej myśl przewodnią, to myślę, że łatwo by zrozumiał mój żart i kandydaturę na błogosławionego racjonalistycznego by ze śmiechem przyjął.Wiem wiem  Tak sobie tylko dogaduję
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | >Mogę już potwierdzić cud wyprowadzenia mnie z różnych dolegliwości, gdy go czytałem. Na przykład zapominałem, że gdzieś mnie łupie, a nawet, że pracodawca mnie rąbie.
Należy zatem powołać niezależną portalową komisję lekarską celem wykluczenia trywialnego efektu placebo tudzież innych ewentualnych naturalnych przyczyn zaniku łupania.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | > Ja bym tej paplaniny Grabowskiej i rhotaxa zbyt poważnie nie traktowała To prowokacja grubymi nićmi szyta. Rozumiem, że te zniknięte parówki to też oni? > Stawianie Dawkinsa na poziomie bóstwa jest rzeczywiście wysokiej klasy absurdem, natomiast trudno nie przyznać mu miana jednego z najlepszych obecnie popularyzatorów w zakresie biologii ewolucyjnej. Dobra, przekonałaś mnie.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | > >Ja bym tej paplaniny Grabowskiej i rhotaxa zbyt poważnie nie traktowała To prowokacja grubymi nićmi szyta.> Rozumiem, że te zniknięte parówki to też oni?Wot, skrytożercy parówkowi tacy
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | > Trochę wciska. Już samo mówienie o religii i bogu, który jest urojony, jest mówieniem o tym. A poza tym, jak pisałam, Dawkins sam się stał dla wielu bóstwem. >Nie wiem czy to zdanie ma sens. Za wcześnie jest. Po pierwsze - każda osoba ma prawo do wypowiedzenia swoich poglądów. Biolog też. Wypowiadając się o moim ateizmie nie wciskam go do biologii, chociaż jestem biologiem. Po drugie - nie ma żadnego argumentu przeciwko tezie boga urojonego, a zatem teza ta jest uprawniona.
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii. >A to dziwne, bo w moim odczuciu (a czytałam kilka książek Dawkinsa) on ją stamtąd wyrzuca. Jak można wyrzucić z treści książki coś co nie wchodzi w jej zakres? Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ktoś najpierw to coś "wcisnął", czyli dopisał niezgodnie z założonym tematem. Jeżeli D. wyrzuca religię ze swojej, opisującej problematykę naukową książki, to skąd ona się tam wzięła? Gdy weźmiemy jakiekolwiek opracowanie dotyczące biologii czy ewolucji sporządzone przez autora obiektywnego - tzn. nie usiłującego propagować swoje przekonania polityczne, społeczne itp. za cenę odejścia od tematu - o religii nie ma tam ani słowa i o jej wyrzucaniu mowy być nie może.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
> Jeżeli D. wyrzuca religię ze swojej, opisującej problematykę naukową książki, to skąd ona się tam wzięła?Dawkins nie napisał podręcznika. Dawkins relacjonuje prace innych, którzy wcisnęli. > Gdy weźmiemy jakiekolwiek opracowanie dotyczące biologii czy ewolucji sporządzone przez autora obiektywnego - tzn. nie usiłującego propagować swoje przekonania polityczne, społeczne itp. za cenę odejścia od tematu - o religii nie ma tam ani słowa i o jej wyrzucaniu mowy być nie może.www.racjonalista.pl/forum.php/s,387559#w389145"Bóg urojony" nie jest "opracowaniem dotyczącym biologii czy ewolucji". Jest książką krytykującą poglądy tych... mniej obiektywnych. Skoro ci mniej obiektywni wetknęli Boga do swoich dzieł, ktoś musi go stamtąd wyrzucić. Padło na Dawkinsa. Hm... może jednak przeczytasz? 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Dawkins nie napisał podręcznika. Dawkins relacjonuje prace innych, którzy wcisnęli. Każdy wykład, podręcznik czy monografia obejmuje twierdzenia wielu różnych ludzi, jednak autor czerpiąc z zasobów wiedzy bierze odpowiedzialność za każde zapożyczone zdanie. Wyraźnie zarazem co najmniej kilku dyskutantów na tym forum powoływało się na fakt, że D. stwierdza jako dowiedzione naukowo nieistnienie podstaw religii, ergo wciska do nauki religię. >"Bóg urojony" nie jest "opracowaniem dotyczącym biologii czy ewolucji". Czy jest nieprawdą, że w tej książce "urojeniowość" (nieistnienie) Boga D. przedstawia nie jako hipotezę (raczej - co tytuł zdaje się wykluczać - ciekawostkę czy anegdotę wplecioną dla ubarwienia narracji), lecz jako fakt udowodniony przez biologię? Jeśli tak, to być może, jestem w błędzie. Jeśli jednak choć część treści tej książki poświęcona jest biologii, czy ewolucjonizmowi lub innej dziedzinie nauki i w tym urywku są jakieś stwierdzenia dotyczące podstaw religii, to "wciskanie" jest faktem. >... mniej obiektywni wetknęli Boga do swoich dzieł, ktoś musi go stamtąd wyrzucić. Padło na Dawkinsa. Nie rozumiem. "Wetknąć Boga" do dzieła dotyczącego wiedzy naukowej można na dwa sposoby: albo twierdząc, że jakieś zjawisko dowodzi jego istnienia, albo że dowodzi nieistnienia. O dziełach pierwszego wymienionego rodzaju nic mi nie wiadomo, natomiast drugi kierunek jest obficie reprezentowany przez dzieła Huxley,a, Russela i innych znakomitych zmarłych autorów (z żyjących chyba tylko D.?). Sam zresztą tytuł "Bóg urojony" wskazuje, że tematem książki nie jest zbijanie "dowodów" istnienia Boga, czyli wyrzucanie z dzieł naukowych religii wciśniętej tam pierwszym wymienionym wyżej sposobem, lecz chodzi w niej o dowodzenie "urojoniowości" - czyli o wciskanie na drugi sposób. Co więc wg ciebie D. wyrzuca z nauki i kto (jacyś "mniej obiektywni"?) to coś wstawił?
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | >Każdy wykład, podręcznik czy monografia obejmuje twierdzenia wielu różnych ludzi, jednak autor czerpiąc z zasobów wiedzy bierze odpowiedzialność za każde zapożyczone zdanie. Wyraźnie zarazem co najmniej kilku dyskutantów na tym forum powoływało się na fakt, że D. stwierdza jako dowiedzione naukowo nieistnienie podstaw religii, ergo wciska do nauki religię.
"Bóg urojony" to nie jest ani podręcznik, ani też (w sensie, w jakim się tego określenia używa w nauce) monografia. To książka bez pretensji naukowych przedstawiająca (przedstawiająca- i owszem- bardzo klarownie i logicznie) światopogląd autora, prezentująca tego światopoglądu genezę oraz autora poglądy na różne aspekty zjawisk związanych z religią. Nie przypominam sobie, by gdziekolwiek Dawkins twierdził, jakby nauka udowodniła nieistnienie bogów- powiem więcej- Dawkins twierdzi wyraźnie, że udowodnienie czegoś takiego jest niemożliwe- postawę jego względem religii podsumowuje cytat z "Boga urojonego" właśnie, który gdzieś na tej stronie cytuję (kontinuum postaw pomiędzy totalnym, stuprocentowym teizmem a totalnym, stuprocentowym ateizmem- i autor NIE ustawia siebie na krańcowej pozycji tego kontinuum, przyznając, że takie postawienie sprawy byłoby merytorycznie nieuzasadnione, nauka bowiem nie daje podstaw do jednoznacznego stwierdzenia "Boga nie ma").
Dawkins mówi po prostu, że nauka nie potrzebuje koncepcji Boga do wyjaśnienia zjawisk rządzących biologią (i że nijak z nauki wywieść takiej koncepcji naukowymi metodami się nie da), a pisze to, gdyż popularyzując naukę prowadzi dyskurs z odbiorcami, spośród których wielu wysuwało właśnie zarzuty niezbędności Boga dla procesów naukowych, wielu zaś wyrażało otwarte oburzenie oraz groźby sugerujące konieczność ukarania jawnie bezbożnych- i.e. "ewolucyjnych" poglądów. Jego książki w znakomitej większości traktują po prostu o ewolucji i Bogiem tudzież bogami się nie zajmują. Nadal zadziwia mnie, jak to możliwe, by autor tak licznych dzieł popularyzatorskich był znany głównie z jednej książki, która w dodatku naukową wcale nie jest.
>>"Bóg urojony" nie jest "opracowaniem dotyczącym biologii czy ewolucji". >Czy jest nieprawdą, że w tej książce "urojeniowość" (nieistnienie) Boga D. przedstawia nie jako hipotezę (raczej - co tytuł zdaje się wykluczać - ciekawostkę czy anegdotę wplecioną dla ubarwienia narracji), lecz jako fakt udowodniony przez biologię?
Proszę spojrzeć na cytowany przeze mnie poniżej fragment- chyba nie wynika zeń, jakoby Dawkins postulował coś takiego, prawda?
>Jeśli tak, to być może, jestem w błędzie.
I tak mi się właśnie wydaje.
>Jeśli jednak choć część treści tej książki poświęcona jest biologii, czy ewolucjonizmowi lub innej dziedzinie nauki i w tym urywku są jakieś stwierdzenia dotyczące podstaw religii, to "wciskanie" jest faktem.
Czy stwierdzenie, że religia nie jest potrzebna, by ewolucję tłumaczyć tudzież, że z nauki nie da się wywieść ani dowodów na istnienie, ani na nieistnienie bogów, to już jest wciskanie religii?? I do czego wciskanie, skoro to nie jest książka o nauce?
>Sam zresztą tytuł "Bóg urojony" wskazuje, że tematem książki nie jest zbijanie "dowodów" istnienia Boga, czyli wyrzucanie z dzieł naukowych religii wciśniętej tam pierwszym wymienionym wyżej sposobem, lecz chodzi w niej o dowodzenie "urojoniowości" - czyli o wciskanie na drugi sposób.
To ja na wszelki wypadek podkreślę po raz n-ty. "Bóg urojony" nie jest książką ani o biologii, ani o ewolucji. Przepraszam, że się powtarzam. Ale już raz to tutaj pisałam i efektu nie zauważyłam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>To ja na wszelki wypadek podkreślę po raz n-ty. "Bóg urojony" nie jest książką ani o biologii, ani o ewolucji. Przepraszam, że się powtarzam. Ale już raz to tutaj pisałam i efektu nie zauważyłam. Obawiam się, że efektu nie zauważymy, dopóki Stach M. G. nie przeczyta wreszcie "Boga urojonego" i sam nie wyrobi sobie zdania o książce. Na razie bowiem rozmawiamy z nim jak z ślepym o kolorach, które ten zna tylko z niedokładnego opisu.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | > Dawkins mówi po prostu, że nauka nie potrzebuje koncepcji Boga do wyjaśnienia zjawisk rządzących biologiąJeśli tak jest, to oczywiście zarzut "wciskania religii do nauki" jest bezpodstawny. Wątpliwości budzą jednak: tytuł książki "Bóg urojony", która do jakiegokolwiek gatunku ją zaliczyć przedstawia pogląd autora, oraz stwierdzenia np: Madman: >Nie czytałem Dawkinsa, To przeczytaj jaknajbardziej. >ale z tego, co o nim piszą jego fani np. na tym forum, wynika, że on wciska jaknajbardziej. Masz rację. Wciska religię do ewolucji. Napisał m.in, że staw łokciowy mniejszej nakrapianej żaby łasicowatej został stworzony przez Boga, podczas gdy reszta jej organizmu najnormalniej w świecie wyewoluowała. Wspomina też, że nasze wspaniałe, nieredukowalnie złożone oczy oraz nerw krtaniowy wsteczny zawdzięczamy Inteligentnemu Projektantowi i stanowczo zaprzecza, jakoby Projektant ów nadużywał alkoholu w trakcie ich projektowania. Meretseger: >wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii. A to dziwne, bo w moim odczuciu (a czytałam kilka książek Dawkinsa) on ją stamtąd wyrzuca. Ania: nie ma żadnego argumentu przeciwko tezie boga urojonego, a zatem teza ta jest uprawniona Meretseger: Skoro ci mniej obiektywni wetknęli Boga do swoich dzieł, ktoś musi go stamtąd wyrzucić. Padło na Dawkinsa.
No cóż. Jak to ktoś sławny powiedział: "wątpię, więc jestem". Ostatecznie przyjmuję, że D. "nie wciska" zachowując swoje wątpliwości, których rozstrzygnięcie przez przeczytanie np. "Bóg urojony" interesowałoby mnie jedynie w wypadku, gdybym miał możność przedyskutowania sprawy z autorem. Realnie mam możność jedynie spierania się z tymi forumowiczami, którzy uparcie powtarzają w licznych wątkach iż "nauka udowodniła nieistnienie Boga" i których w takim razie należałoby usilnie namawiać do uważnej lektury D.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | i.czaplicka (5782 punktów) |
> Ostatecznie przyjmuję, że D. "nie wciska" zachowując swoje wątpliwości, których rozstrzygnięcie przez przeczytanie np. "Bóg urojony" interesowałoby mnie jedynie w wypadku, gdybym miał możność przedyskutowania sprawy z autorem.Co za problem? richarddawkins.net/
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | W zasadzie dopowiem jedno i wycofam się z jałowej dyskusji. Nie chcesz nawet spróbować poznać pewnych argumentów - Twoja strata. Oczywiście, masz prawo do własnego wyboru w kwestii światopoglądowej, dlatego masz prawo całkowicie pominąć ten sposób myślenia.
A ja mam prawo powiedzieć - żałuj, bo wiele rzeczy stało by się wtedy jasne. I umiałbyś odróżniać ironię w niektórych wypowiedziach od prawdy - jak w wypowiedzi Madmana. Dawkins dość jasno wyraził się odnośnie stawu żaby łasicowatej, jak i w innych przypadkach. Co więcej, w innych książkach wyjaśnia laikom, na czym w istocie polega ewolucja. Ale nie, to nie. Nikt nie może zmuszać dorosłych ludzi do nauki.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | Ponieważ liliac bardzo pięknie wszystko wyłożyła, nie będę powtarzać, za to ponownie gorąco zachęcę do przeczytania książki. Nie dlatego, że to dzieło wybitne, tylko po to, byś sam sobie wyrobił o niej zdanie. Trudno rozmawiać o książce z kimś, kto jej nie czytał. Sens tego, o czym pisze autor, wychodzi w czytaniu, rzadko w relacjach o treści. Pozdrawiam.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >... Trudno rozmawiać o książce z kimś, kto jej nie czytał. Rada słuszna, jednak nie dotyczy nin. wątku, którego tematem jest nie książka, lecz "spór m. r. a n."
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >Jak można wyrzucić z treści książki coś co nie wchodzi w jej zakres? Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ktoś najpierw to coś "wcisnął", czyli dopisał niezgodnie z założonym tematem. "Samolubny gen" jest książką o ewolucji. I niewiele tam jest kwestii religijnych, co najwyżej podkreśla, że niektóre poglądy opierają się nie na faktach, a na założeniach religijnych i wykazuje błędy takiego postępowania. Ale to marginalny fragment. "Bóg urojony" to nie książka biologiczna, a filozoficzna / światopoglądowa. Uważasz, że biolog ma prawo pisać wyłącznie książki biologiczne? Przedstawił swoje poglądy w sposób bardzo spójny, a jeśli uważasz, że gdzieś popełnił błąd, to wykaż ten błąd. >Jeżeli D. wyrzuca religię ze swojej, opisującej problematykę naukową książki, to skąd ona się tam wzięła? Tematyka różnych książek jest różna. Pisze wiele o ewolucji i niewiele o religii, ale oczywiście miło jest tkwić w niewiedzy o jego zasługach w rozumieniu świata ożywionego. >Gdy weźmiemy jakiekolwiek opracowanie dotyczące biologii czy ewolucji sporządzone przez autora obiektywnego - tzn. nie usiłującego propagować swoje przekonania polityczne, społeczne itp. za cenę odejścia od tematu - o religii nie ma tam ani słowa i o jej wyrzucaniu mowy być nie może. Chyba, że autor ten uderzy w ścianę uniemożliwiającą przedstawienie własnych poglądów, albo wkurzą go pogróżki wysyłane przez religijne osoby, urażone jego sposobem przedstawienia tejże nauki.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >"Bóg urojony" to nie książka biologiczna, a filozoficzna / światopoglądowa. Uważasz, że biolog ma prawo pisać wyłącznie książki biologiczne? Przedstawił swoje poglądy w sposób bardzo spójny, a jeśli uważasz, że gdzieś popełnił błąd, to wykaż ten błąd. Fantazjujesz: nigdy nie twierdziłem, że ktokolwiek nie ma jakiegoś prawa. Aby stwierdzić, że w "B.u." są jakieś inne błędy poza - znanym mi z odniesień w postach - twierdzeniem, że wiedza przyrodnicza dowiodła, iż Bóg jest urojeniem, musiałbym tą książkę przeczytać, na co nie mam czasu. W nin. dyskusji nie chodzi o błędy, tylko o to, czy D. wciska religię do wiedzy przyrodniczej, czy nie? >>Jeżeli D. wyrzuca religię ze swojej, opisującej problematykę naukową książki, to skąd ona się tam wzięła? >Tematyka różnych książek jest różna. Pisze wiele o ewolucji i niewiele o religii, ale oczywiście miło jest tkwić w niewiedzy o jego zasługach w rozumieniu świata ożywionego. To nie jest odpowiedź na postawione popytanie! Pisać o e. i r. można wiele, czy mało, lecz przecież dyskusja zaczęła się od sporu, czy te dwie dziedziny D. traktuje jako odrębne, czy z wiedzy przyrodniczej wyprowadza wnioski dotyczące podstaw religii, czyli: wciska religię do ewolucjonizmu, czy nie? >>Gdy weźmiemy jakiekolwiek opracowanie dotyczące biologii czy ewolucji sporządzone przez autora obiektywnego - tzn. nie usiłującego propagować swoje przekonania polityczne, społeczne itp. za cenę odejścia od tematu - o religii nie ma tam ani słowa i o jej wyrzucaniu mowy być nie może. >Chyba, że autor ten uderzy w ścianę uniemożliwiającą przedstawienie własnych poglądów, albo wkurzą go pogróżki wysyłane przez religijne osoby, urażone jego sposobem przedstawienia tejże nauki. Kompletny mętlik. Zastanów się! przecież stwierdziłaś, że jeśli ktoś pogrozi naukowcowi, to w jego dziele może się znaleźć nie wniesiona przez nikogo (cud?) dygresja n.t. jakiejś ideologii.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | >>Naprawdę uważasz, że dojrzałym zachowaniem jest ocena czegoś, czego nawet nie spróbowałeś poznać? >Nie oceniam żadnej książki Dawkinsa. Napisałem, że wg posiadanych przeze mnie wiadomości Dawkins w swojej książce, na którą wielu uczestników forum nieraz się powołuje, wciska religię do biologii. Mam dokładnie przeciwne odczucie.
>Albo to jest prawda, albo fałsz niezależnie od tego, czy czytałem ową książkę, czy nie. No i tutaj zaczyna się paradoks. Nie wnikasz, jaka jest prawda, istotne jest tylko Twoje odczucie. >Zamiast zajmować się moimi lekturami, jeśli wg ciebie kwestie dotyczące wierzeń religijnych nie są poruszane w treści tej książki, napisz, że to nieprawda i wtedy będę miał powód, by wykazać, jakie miałem podstawy do wspomnianego wyżej stwierdzenia. Bez tego nie będę wyjaśniał sprawy, która w świetle wypowiedzi tych, którzy czytali, przedstawia się jako oczywista. Zostało to napisane wielokrotnie. Dawkins właśnie domaga się, aby nie tylko w biologii (co de facto jest naturalne) ale i w nauce w ogóle zapomnieć o religii. Co więcej, wykazuje, że względy religijne nie tylko są zbędnym balastem, ale i niebezpiecznym w wielu okolicznościach.
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>Albo to jest prawda, albo fałsz niezależnie od tego, czy czytałem ową książkę, czy nie. >No i tutaj zaczyna się paradoks. Nie wnikasz, jaka jest prawda, istotne jest tylko Twoje odczucie. Paradoks, "wnikanie", czy co innego nie zmieniają faktu, że o ile przeczytałaś np. "Bóg urojony", to nie potrafisz napisać jednoznacznie, czy wskazana przeze mnie opinia tam występuje, czy jej nie ma? Zarazem: stwierdzenie, czy autor coś w swojej książce napisał, czy nie napisał, jest nie odczuciem, lecz ustaleniem faktu. >>Zamiast zajmować się moimi lekturami, jeśli wg ciebie kwestie dotyczące wierzeń religijnych nie są poruszane w treści tej książki, napisz, że to nieprawda i wtedy będę miał powód, by wykazać, jakie miałem podstawy do wspomnianego wyżej stwierdzenia. Bez tego nie będę wyjaśniał sprawy, która w świetle wypowiedzi tych, którzy czytali, przedstawia się jako oczywista. >Zostało to napisane wielokrotnie. Ja znam tylko posty powołujące się na "udowodnienie" przez D. bezsensu podstaw wierzeń religijnych wciśnięte w dane znane z biologii jako wynikający z tych danych wniosek. >Dawkins właśnie domaga się, aby nie tylko w biologii (co de facto jest naturalne) ale i w nauce w ogóle zapomnieć o religii. Czemu wobec tego tak wielu forumowiczów powołuje się na to, że D. "udowodnił" iż Bóg jest urojeniem (vide tytuł "Bóg urojony"), a swój dowód wyprowadził nie ze spekulacji metafizycznych, lecz z wiedzy przyrodniczej?
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | >>>Albo to jest prawda, albo fałsz niezależnie od tego, czy czytałem ową książkę, czy nie. >>No i tutaj zaczyna się paradoks. Nie wnikasz, jaka jest prawda, istotne jest tylko Twoje odczucie. >Paradoks, "wnikanie", czy co innego nie zmieniają faktu, że o ile przeczytałaś np. "Bóg urojony", to nie potrafisz napisać jednoznacznie, czy wskazana przeze mnie opinia tam występuje, czy jej nie ma? Zarazem: stwierdzenie, czy autor coś w swojej książce napisał, czy nie napisał, jest nie odczuciem, lecz ustaleniem faktu.
Dobrze - książka ta to rozprawa która wykazuje, że w nauce nie ma dla boga miejsca. Co więcej, omawia pewne hipotezy powstania idei boga i religii, wykazuje również niebezpieczeństwa wynikające z tej idei. No i ostatnie: wyjaśnia, dlaczego idea ta jest całkowicie zbędna dla naszego życia, uczciwości i etyki. Nie jest to książka opisująca wyniki naukowe sensu stricte, nie dotyczy biologii. Przedstawia jego poglądy na kwestię religii.
>Ja znam tylko posty powołujące się na "udowodnienie" przez D. bezsensu podstaw wierzeń religijnych wciśnięte w dane znane z biologii jako wynikający z tych danych wniosek. Mieszasz dwie różne rzeczy. Dawkins jest biologiem, ma sporo prac w tym temacie. Ale kwestia znaczenia wiary i religii to sprawa "innej natury". Jeśli pisze książki biologiczne, to są biologiczne. W nich wyłącza sprawy wiary, przy czym niekiedy wskazuje, dlaczego należy je wyłączyć pomimo tego chłamu, jaki nas otacza - np. kreacjonizm. Ale "Bóg urojony" to książka w całości poświęcona religii, coś jak "Jak człowiek stworzył bogów". Dotyczy procesu ewolucji idei boga, wpływu tej idei na społeczeństwo, zagrożeń z tego wynikłych. Więc zależy o jakiej książce mówisz, w jednych porusza kwestie wiary / niewiary, a innych nie. Jedynym wspólny mianownikiem może być to, że hipotezę istnienia boga traktuje jak każdą hipotezę naukową. Co powoduje, że w chwili obecnej nie jest bardziej wiarygodna niż hipoteza miazmatów. >>Dawkins właśnie domaga się, aby nie tylko w biologii (co de facto jest naturalne) ale i w nauce w ogóle zapomnieć o religii. >Czemu wobec tego tak wielu forumowiczów powołuje się na to, że D. "udowodnił" iż Bóg jest urojeniem (vide tytuł "Bóg urojony"), a swój dowód wyprowadził nie ze spekulacji metafizycznych, lecz z wiedzy przyrodniczej? Zastosował bowiem takie same metody naukowe.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Nie słuchaj tych bzdur, nie ma żadnego sporu. A czy nie można sobie samemu wyrobić własnego zdania? Pan, jak jakiś ksiądz, musi każdemu powiedzieć co ma myśleć? @@@ .
|
|
| Desseberger (43 punktów) | Madman: W nauce jest coś takiego jak Teoria Ewolucji. I żaden naukowiec nie próbuje tam wciskać religii, no chyba, że jest osobą wierzącą. I wtedy zaczyna się spór - właśnie z powodu religii. Nie widzę w tym żadnego sporu, religia tworząc "ewolucje napędzaną bogiem" okazuje tylko swoją bierność wobec nauki. Spór powstałby jeśli religia negowała jakieś aksjomaty TE. VaeSapiens: No bo jest? Mam to traktować jako zdanie oznajmujące czy pytające? VaeSapiens: Większość ateistów to agnostycy (...)  Przestałem czytać. Ateizm -> pogląd zaprzeczający istnieniu boga. Agnostycyzm -> pogląd filozoficzny negujący całkowicie lub częściowo możliwość poznania bytu. Widzisz różnicę? VaeSapiens: kazuje się, że każdy proces fizyczny nie potrzebuje niani, Kim jest "niania"? Jeśli masz na myśli to, że procesy fizyczne są indeterministyczne, lub wykluczasz przebieg przyczynowo-skutkowy to polecam zajrzeć Ci do książek. VaeSapiens: okazuje się, że życie nie potrzebowało projektanta itd. Nie wiedziałem o tym, znaczy się nie wykluczałem nigdy projektanta. Mógłbyś zacytować Richarda Dawkinsa albo Sama Harrisa jak tak twierdzi znaczy się jak tak któraś z nauk twierdzi. Ania: Ale chyba zgodzisz się, że fanatyzm religijny jest związany z religią? Tak. Ania: Debilizm akurat nie ma związku z fanatyzmem. Przecież może go implikować. Ania: Tylko i włącznie. Opiera się na faktach empirycznych odrzucając zbędne zabobony. Czy wierzysz w Zeusa albo Wisznu? Czy swój brak wiary opierasz na faktach empirycznych, czy też wystarcza Ci brak takowych faktów dowodzących ich istnienia? Ja mam tak samo, tyle, że o jednego boga więcej.  Wydawało mi się, że ateiści wierzą w nieistnienie boga. Odpowiedz mi Aniu jak możesz wykluczać boga skoro nie możesz obalić jego istnienia lub odwrotnie? Na faktach empirycznych to agnostycyzm może się opierać. Kto jest Twoim bogiem Aniu? Ania: Agnostycyzm zakłada niemożność weryfikacji istnienia boga. Ja uważam, że każde istnienie da się JAKOŚ zweryfikować. Nie wiem, w jaki sposób istotny miałby być twór nie poddający się żadnej weryfikacji. Mogłabyś mi przedstawić na prostym rysunku jak wygląda elektron albo mion? Bardzo proszę Cię o to Aniu. Ania: Może to dowodzi mojej ignorancji, ale sprecyzuj, nazwisko mi nic nie mówi. Nie, zjadło mi się jedną literkę. Chodzi o Freda Hoyla, który odrzuca TE i nie atakuje całej nauki. Ania: Widzisz. Kwestionując każdą metodę naukową i nie dając niczego w zamian, atakujemy naukę jako taką. Przecież kreacjoniści dają, zapomniałaś o treści ich frazesów? Z tym Holyem to chodziło mi głównie o to, że nie możesz traktować nauki jako jednego organizmu! Według Ciebie : jeśli atakuję metodologię obliczania tej pochodnej  , to atakuję też np. transformacje Lorentza, na prawdę tak uważasz? Ale mnie minusujecie, o cholera  .
|
|
 | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | > Ania: Debilizm akurat nie ma związku z fanatyzmem. > Przecież może go implikować.Debilizm raczej nie implikuje fanatyzmu, ponieważ w tym przypadku pojawia się problem myślenia abstrakcyjnego. nasze-chor(*)bilizm-leczenie-debilizmu.htmlA raczej do rozwoju fanatyzmu myslenie abstrakcyjne jest potrzebne. To nie upośledzenie umysłowe jest winne fanatyzmu. > Ania: Tylko i włącznie. Opiera się na faktach empirycznych odrzucając zbędne zabobony. Czy wierzysz w Zeusa albo Wisznu? Czy swój brak wiary opierasz na faktach empirycznych, czy też wystarcza Ci brak takowych faktów dowodzących ich istnienia? Ja mam tak samo, tyle, że o jednego boga więcej. >  > Wydawało mi się, że ateiści wierzą w nieistnienie boga. Odpowiedz mi Aniu jak możesz wykluczać boga skoro nie możesz obalić jego istnienia lub odwrotnie?A jak możesz wykluczać istnienie niewidzialnego różowego jednorożca? Albo Zeusa? Robię to dokładnie tak samo. Do momentu wykazania istnienia zakładam nieistnienie. I mylisz się. Ateizm to brak wiary w boga. To nie to samo co wiara w nieistnienie. Ty jesteś ateistą w kwestii Wisznu, Sziwy i Latającego Potwora Spagetti, ja w kwestii bogów ogólnie. > Na faktach empirycznych to agnostycyzm może się opierać.Agnostycyzm załada niemożność dowiedzenia istnienia boga. Ateizm zakłada jego nieistnienie. Może najpierw zdefiniujmy te podstawowe pojęcia, bo Twoje rozumienie tych słów odbiega od ogólnie przyjętych norm, co uniemożliwia sensowną wymianę poglądów. > Kto jest Twoim bogiem Aniu?Nie mam boga. > Ania: Agnostycyzm zakłada niemożność weryfikacji istnienia boga. Ja uważam, że każde istnienie da się JAKOŚ zweryfikować. Nie wiem, w jaki sposób istotny miałby być twór nie poddający się żadnej weryfikacji. > Mogłabyś mi przedstawić na prostym rysunku jak wygląda elektron albo mion?Nie muszę wykazywać rysunkami. Istnieją fakty empiryczne dowodzące istnienia elektronu, pomimo naszego niedosytu informacji. Tak samo nie oczekuję rysunku czy zdjęcia boga, ale jakiegokolwiek przesłania o jego istnieniu. Np. wyniki wskazujące na łatwiejszy powrót do zdrowia grupy, o której zdrowie się modlili "modliciele" byłby takim dowodem. Ale wyniki nie wykazują różnic. > Ania: Może to dowodzi mojej ignorancji, ale sprecyzuj, nazwisko mi nic nie mówi. > Nie, zjadło mi się jedną literkę.> Chodzi o Freda Hoyla, który odrzuca TE i nie atakuje całej nauki.Widzisz - astronom, który w 80 tych latach wyznawał panspermię nie kwestionuje ewolucji. On jedyni wskazuje na pewien mechanizm biogenezy, co zresztą nie kwestionuje w żaden sposób ewolucji takiego życia. Co więcej - on nie kwestionował metod badawczych. Wskazywał jedynie jego zdaniem słabe punkty. No, ale od lat 80 sporo się dowiedzieliśmy. > Przecież kreacjoniści dają, zapomniałaś o treści ich frazesów?> Z tym Holyem to chodziło mi głównie o to, że nie możesz traktować nauki jako jednego organizmu!> Według Ciebie : jeśli atakuję metodologię obliczania tej pochodnej , to atakuję też np. transformacje Lorentza, na prawdę tak uważasz?Jeśli zakwestionujesz konkretną metodę, wskazując, na czym polega jej problem i wykazując, jak ją poprawić, albo dasz poprawną metodę zastępczą, to robisz naukę. Jeśli stwierdzisz, że ta metoda jest zła, bo wyniki nie są zgodne z Pismem, to robisz kuku. Sobie, innym. Nauce.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>Nie widzę w tym żadnego sporu, religia tworząc "ewolucje napędzaną bogiem" okazuje tylko swoją bierność wobec nauki. Nie! Okazuje się tylko, że przedstawiciele religii kręcą jak mogą, aby uzgodnić oczywistości z ich dogmatami.
>Spór powstałby jeśli religia negowała jakieś aksjomaty TE. Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji, gdyż ewolucja jednoznacznie implikuje ateizm. Nie da rady pogodzić teleologii z przypadkowością. To jest alternatywne!
> Ateizm -> pogląd zaprzeczający istnieniu boga. >Agnostycyzm -> pogląd filozoficzny negujący całkowicie lub częściowo możliwość poznania bytu. Widzisz różnicę? Tak, jest tu spora różnica, ale podczas rozmów z teologami często słyszę pytanie: - Ateista, ale katolik, czy protestant. Agnostyk może być niezdecydowanym fideistą lub tchórzliwym ateistą. Tak zupełnie jednoznaczne i jednowymiarowe poglądy są rzadkie.
>Wydawało mi się, że ateiści wierzą w nieistnienie boga. Różnym ludziom różne rzeczy się wydają. Termin ateizm wywodzi się ze starożytności, gdzie był epitetem określającym człowieka wierzącego w innych bogów. Współczesny ateizm opiera się na wiedzy naukowej, która jest zaprzeczeniem wiedzy wynikającej z wiary.
>Odpowiedz mi Aniu jak możesz wykluczać boga skoro nie możesz obalić jego istnienia lub odwrotnie? Pani Ania zapewne Panu odpowie, ale ja powtórzę wielokrotnie tu już powtarzaną informację. Nauka bada tylko to co istnieje, nie zajmuje się zaprzeczaniem istnienia rzeczy nieistniejących: krasnoludków, Baby Jagi, Pana Boga. Prowadząc bardzo szerokie badania natury wszechrzeczy nigdy i nigdzie nie natrafiono na najmniejszą przesłankę wpływu jakichkolwiek sił nadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonalistom wydaje się przyjęcie ateizmu za postawę rozsądną. W nauce obowiązek przedstawienia dowodu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym, gdyż w innym przypadku uczeni nie znaleźli by czasu na cokolwiek innego poza dowodzeniem nieistnienia przeróżnych wyobrażeń i spekulacji. Gdy Pan ma jakiekolwiek wątpliwości do właściwego podejścia metodologicznego nauki należy zrezygnować z całego dorobku technologicznego ludzkości. Na początek proponowałbym rezygnację z komputera.
>Kto jest Twoim bogiem Aniu? Czy Pani Ania musi mieć jakiegoś Boga, a nawet jak kogoś ubóstwia to czy musi nam zaraz się spowiadać.
@@@ .
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji, gdyż ewolucja jednoznacznie implikuje ateizm. Kto ci takich bzdur naopowiadał? Ja osobiście znam kilku katolików uznających TE, a istnienie religijnych uczonych promujących ten pogląd jest faktem, któremu przeczyć może tylko ktoś, kto bardzo mało czyta. Z kolei w jaki sposób TE ma wykluczać istnienie świata nadprzyrodzonego? Czy istnieje jakieś prawo zabraniające Stwórcy posługiwania się prawami natury? A co jeśli Bóg nie tylko istnieje ale na dodatek uprze się i wbrew tobie puści w ruch tą samoobsługującą się maszynerię? Podasz go do sądu za nieposzanowanie tej "jednoznaczności"? Z TE wynika jedynie, o czym ponoć wiedział już św. Augustyn w IV w., że biblijny opis stworzenia świata nie jest opisem faktów. >Tak, jest tu spora różnica, ale podczas rozmów z teologami często słyszę pytanie: - Ateista, ale katolik, czy protestant. Ciekawe, gdzie tych "teologów" spotykasz? >... Nauka bada tylko to co istnieje, ... Nauka bada to, co jest dostępne naszym zmysłom czy bezpośrednio, czy przy użyciu aparatury rozszerzającej obszar zjawisk możliwych do badania. Prawdopodobnie istnieje bardzo wiele bytów poza tym obszarem, z całą zaś pewnością wiemy, że dawniej tak było. Założenie, że wszystkie te - jak je nazwałem - "byty" zostaną kiedyś poznane, oraz, że wszystkie są w ogóle dostępne dla naszego poznania, jest założeniem w zupełności zasługującym na określenie "wiara".
Stach M. G.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji, gdyż ewolucja jednoznacznie implikuje ateizm. >Kto ci takich bzdur naopowiadał? >Ja osobiście znam kilku katolików uznających TE, a istnienie religijnych uczonych promujących ten pogląd jest faktem, któremu przeczyć może tylko ktoś, kto bardzo mało czyta. Wielce Szanowny Panie Głąbiński, nie każdy może być zaraz tak mądry jak Pan. Jestem pod tak wielkim wrażeniem Pańskiej mądrości, że już od bardzo dawna staram się wszystkie Pańskie wypowiedzi omijać. Bzdury w mojej głowie wynikają nie tyle z opowiadań kilku znajomych katolików co z przeczytanych książek. Również uczonych katolickich. W swoich wypowiedziach na naszym forum wielokrotnie się do nich odwoływałem.
>Z kolei w jaki sposób TE ma wykluczać istnienie świata nadprzyrodzonego? Czy istnieje jakieś prawo zabraniające >Stwórcy posługiwania się prawami natury? A co jeśli Bóg nie tylko istnieje ale na dodatek uprze się i wbrew tobie puści w ruch tą samoobsługującą się maszynerię? Podasz go do sądu za nieposzanowanie tej "jednoznaczności"? Jakie to jest prawo to dokładnie w tym samym akapicie napisałem. Ale idea "Boga luk" znana jest już od dawna, a że z wiarą nie ma dyskusji i czasu na to szkoda, to powtarzam też już od dawna. Szanownemu, Wielce Mądremu Panu, proponował bym jednak wyjść od definicji - nic nie znaczącego w metodologii naukowej - termimu "Bóg". Jak Pan zdefiniuje "Boga", to kto wie - może i do sądu go podam?
>Z TE wynika jedynie, o czym ponoć wiedział już św. Augustyn w IV w., że biblijny opis stworzenia świata nie jest opisem faktów. No, tak nigdy bym nie wpadł na to co wynika z TE.
>Ciekawe, gdzie tych "teologów" spotykasz? To moja raczej prywatna sprawa, ale nie tajemnica: na uczelni, podczas różnorodnych konferencji i dyskusji, u siebie i nich w domach - na kolacjach z małym alkoholem. To w mojej ocenie najczęściej bardzo mądrzy ludzie z którymi przyjaźnię się od lat, ale gdzie im tam do Pana.
>>... Nauka bada tylko to co istnieje, ... >Nauka bada to, co jest dostępne naszym zmysłom czy bezpośrednio, czy przy użyciu aparatury rozszerzającej obszar zjawisk możliwych do badania. Już napisałem, że nasze zmysły są jedynymi narzędziami (w jakie wyposażyła nas Bozia) jakie mamy do poznania świata. Oczywiście budujemy narzędzia rozszerzające możliwości naszych zmysłów, ale to dalej tylko nasze zmysły.
>Prawdopodobnie istnieje bardzo wiele bytów poza tym obszarem, z całą zaś pewnością wiemy, że dawniej tak było. Dla czyjeiś wiary brak jest jakichkolwiek kontrargumentów. Wierzyć można we wszystko. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Wolno Panu tak uważać, a nauka nie ma nic więcej w tym zakresie do powiedzenia ponadto co już napisałem. Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmiejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze możliwości przesłanek na wpływ sił ponadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonaliści uważają, że rozsądnie jest przyjmować postawę ateistyczną.
>Założenie, że wszystkie te - jak je nazwałem - "byty" zostaną kiedyś poznane, oraz, że wszystkie są w ogóle dostępne dla naszego poznania, jest założeniem w zupełności zasługującym na określenie "wiara". Chyba nie rozumiem, gdyż zgadzam się z powyższym zdaniem prawie całkowicie. Tak założenie, że istnieją jakieś ponadnaturalne "byty" w pełni zasługuje na określenie "wiara". A ja z czyjąś wiarą dyskutować nie chcę i racjonalnie nie mogę. Tak, że bardzo Szanownego Pana przepraszam, ale może znajdzie Pan sobie tu kogoś bardziej zaspokającego Pański wysoki poziom merytoryczny i kulturalny dyskursu.
@@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Bzdury ... wynikają ... z przeczytanych książek. Również uczonych katolickich. Pierwsze słyszę o "uczonych katolickich" twierdzących, że "Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji". >>... Czy istnieje jakieś prawo zabraniające Stwórcy posługiwania się prawami natury? ... >Jakie to jest prawo to dokładnie w tym samym akapicie napisałem. Przypuszczalnie chodzi o zdanie: "Nie da rady pogodzić teleologii z przypadkowością". Teologia (doktryna) chrześcijańska nigdy nie negowała faktu, że sprawy na świecie odbywają się (poza wyjątkowymi zdarzeniami) "przypadkowo" (wg praw natury), a celowość dotyczy jedynie ustanowienia owych praw. >>Ciekawe, gdzie tych "teologów" spotykasz? >... To w mojej ocenie najczęściej bardzo mądrzy ludzie z którymi przyjaźnię się od lat ... Mądrzy ludzie na ogół nie stwierdzają istnienia faktów jawnie nieprawdziwych jak np., że "Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji". >>Nauka bada to, co jest dostępne naszym zmysłom czy bezpośrednio, czy przy użyciu aparatury rozszerzającej obszar zjawisk możliwych do badania. >>Prawdopodobnie istnieje bardzo wiele bytów poza tym obszarem, z całą zaś pewnością wiemy, że dawniej tak było. >Dla czyjeiś wiary brak jest jakichkolwiek kontrargumentów. Wierzyć można we wszystko. Z tego zdania wynika chyba, że negujesz np. ten fakt, że byt nazwany obecnie elektronem (to samo dot. pola elektromagnetycznego, kwantów itd.) jeszcze niedawno znajdował się poza obszarem bytów poznanych przez ludzi. Również chyba negujesz fakt, że obecnie są byty jak tzw. czarna materia, które z tego obszaru wyłaniają się, oraz że wszystko wskazuje na to, iż wiele istniejących bytów pozostaje zupełnie nieznanych? >Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmiejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze możliwości przesłanek na wpływ sił ponadnaturalnych na naturę. Zaobserwowano bardzo wiele takich zjawisk. Co do niektórych (np wielkie BUM!) istnieje spore prawdopodobieństwo rozpoznania ich naturalnego pochodzenia, lecz są też takie (Fatima), dla których to prawdopodobieństwo jest b. małe.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > >Bzdury ... wynikają ... z przeczytanych książek. Również uczonych katolickich.> Pierwsze słyszę o "uczonych katolickich" twierdzących, że "Wszystkie religie wywodzące się ze Starego Testamentu negują teorię ewolucji".Jak widać na powyższym tekście - poza wszystkimi innymi Pańskimi intelektualnymi przymiotami jest Pan jeszcze - wybitnie nieuczciwym polemistą. Cytat: Wypowiedź Pana Głąbińskiego: >Kto ci takich bzdur naopowiadał? Ja osobiście znam kilku katolików uznających TE, a istnienie religijnych uczonych promujących ten pogląd jest faktem, któremu przeczyć może tylko ktoś, kto bardzo mało czyta. Cytat: Odpowiedź Bogusławskiego: Bzdury w mojej głowie wynikają nie tyle z opowiadań kilku znajomych katolików co z przeczytanych książek. Również uczonych katolickich. W swoich wypowiedziach na naszym forum wielokrotnie się do nich odwoływałem.
Proszę o porównanie! Tak wyglądała nasza polemika, a tak wygląda to co Pan Głąbiński z niej zrobił. Czy warto z takim polemistą w ogóle dyskutować? __________________________________________________________________________________ W tym samym wątku odwołałem się do do wypowiedzi arcybiskupa Wiednia kard. Christopha Schönborna. Myśle, że to nie byle jaki katolik: w swoim czasie był głównym redaktorem Katechizmu Kościoła Katolickiego. Jako filozof i teolog od trzydziestu lat zajmuje się problematyką stworzenia i ewolucji. Z całą świadomością, że wkłada kij w mrowisko, opublikował na łamach "New York Timesa" artykuł pt. "Finding Design in Nature" - co można przetłumaczyć: "Odkrywając celowość w przyrodzie".------------------------------------------------------------- Znam publikacje Antoniego Hofmana, Adama Łomnickiego, Tadeusza Bielickiego, Andrzeja Paszewskiego. ks. Józefa Życińskiego i ks. Michała Hellera, aby tylko ograniczyć do Polaków. Do ich znakomitych publikacji odwoływałem się już kilkakrotnie na naszym forum. Znam też nauczanie Kościoła i Encykliki. Nie boję się w tym zakresie żadnych polemik, pod warunkiem merytorycznego przygotowania polemisty i pewnego minimum polemicznej uczciwości. Czego u Pana zupełnie nie znajduję. > Teologia (doktryna) chrześcijańska nigdy nie negowała faktu, że sprawy na świecie odbywają się (poza wyjątkowymi zdarzeniami) "przypadkowo" (wg praw natury), a celowość dotyczy jedynie ustanowienia owych praw.Cytat:Przekonanie, że stworzenie - w swojej egzystencji, ale nie jako w swoim konkretnym istnieniu ugruntowane w woli Stwórcy - jest pozostawione procesom ("grze") ewolucji, przeczy religijnemu mniemaniu, że nie ma żadnych przypadków i że wszystkie konkretne i nieoczekiwane wydarzenia są zrządzeniem Bożym. Drobna zagadka. Skąd to tekst? Tak sprzeczny z Pańską nową teologią chrześcijańską, która teraz to już przeczy, że "Bez woli Boga nawet liść z drzewa nie spadnie". Tak, już na dokładkę to wyimki z artykułu Izdebskiego: Nieliczna grupa katolickich uczonych prawie od samego początku stara się pogodzić ewolucjonizm z teologią. Ciekawą eklektyczną koncepcję - włączającą Bożą ingerencję w ewolucyjne procesy - przedstawił na początku XX w. znakomity zoolog jezuita Eryk Wassmann.
Jednak - jak pisze współczesny nam katolicki uczony Georges Minois - "ogólnie rzecz biorąc nastawienie Rzymu do darwinizmu było negatywne".
Po drugiej wojnie światowej na licznych uniwersytetach katolickich w całej Europie, wielu teologów i filozofów poświęca problemowi ewolucji dużą uwagę. Stopniowo tendencje do dyskwalifikowania wartości naukowej darwinizmu tracą swój impet. Przedstawiciele ewolucjonizmu teistycznego godzą się z tezą, że powstanie oraz procesy przekształceń materii żywej i martwej mogą być przedmiotem badań naukowych. Poprzez intelektualne spekulacje dążą do pogodzenia religijnych dogmatów z nauką. Poczynając od bożej interwencji w powstanie wszechświata i istot żywych, poprzez "antropogenetyczny monogenizm", aż po "wlanie" ludzkiej duszy do zwierzęcego ciała. (Dla areligijnych uczonych są to koncepcje sztucznie doczepiane i niczego - z przyrodniczego punktu widzenia - nie wyjaśniające). Również w Polsce część uczonych związanych z Kościołem a posiadających wykształcenie przyrodnicze zaczyna publikować prace, stanowiące próby budowania pomostów między teologią a ewolucjonizmem.
Na większą swobodę mogą sobie katoliccy uczeni pozwolić po wypowiedzi o ewolucjonizmie Jana Pawła II w piśmie do Papieskiej Akademii Nauk z 22.10.1996r., Dzisiaj, prawie pół wieku po opublikowaniu tej encykliki, nowe osiągnięcia doprowadziły do uznania, iż teoria ewolucji jest więcej niż hipotezą. Rzeczywiście godnym uwagi jest, że teoria ta jest przez badaczy coraz bardziej akceptowana z powodu wielu odkryć w różnych dziedzinach nauki. Zgodność niezależnych od siebie wyników prac (ani wymyślona, ani fabrykowana) jest już sama znaczącym argumentem dla tej teorii".
Przez 145 lat stosunek wierzących do ewolucji bardzo ewoluował i nadal ewoluuje. Prof. Adam Łomnicki zauważa: "Zaprzeczanie darwinowskiej teorii ewolucji i odkryciom biologii ewolucyjnej wydaje się stratą czasu, objawem nieuctwa i nieznajomości mechanizmów działania współczesnych nauk ścisłych. Jest to teoria niesprzeczna z danymi empirycznymi i zgodna z ustaleniami innych dyscyplin: geologii, chemii, fizyki".
Czytając prace intelektualistów katolickich oraz oficjalne dokumenty Kościoła, istotnie daje się zauważyć permanentne wysiłki wpisywania nauki w teologię, choć przesuwanie granic dogmatycznych formuł połączone jest ze stałą obawą, że naruszenie pewnych prawd objawionych mogłoby okazać się zgubnym zamachem na całość doktryny katolickiej. Proces ten jest społecznie konieczny i już choćby dlatego całkowicie zrozumiały. Dla sceptyków zdecydowanie bardziej interesujące są sposoby racjonalnego rozwiązywania problemów, z jakimi teologowie muszą się zmagać.Zupełnie nie warto z Panem rozmawiać. Tak, jak Kościół Katolicki, tak kręci Pan Głąbiński i próbuje przeczyć nawet oczywistościom.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Przekonanie, że stworzenie - w swojej egzystencji, ale nie jako w swoim konkretnym istnieniu ugruntowane w woli Stwórcy - jest pozostawione procesom ("grze") ewolucji, przeczy religijnemu mniemaniu, że nie ma żadnych przypadków i że wszystkie konkretne i nieoczekiwane wydarzenia są zrządzeniem Bożym. >Drobna zagadka. Skąd to tekst? Nie wiem skąd, ale uwzględniając możliwy sens podkolorowanego, bardzo niejasnego zastrzeżenia, nie można go uważać za argument w dyskusji potwierdzający twoją tezę. >Tak sprzeczny z Pańską nową teologią chrześcijańską, która teraz to już przeczy, że "Bez woli Boga nawet liść z drzewa nie spadnie". Ale wolą Boga jest, by wszystko odbywało się w sposób naturalny i wobec tego liście, zgodnie z tą wolą, spadają wg praw fizyki. Człowieku zastanów się: religii twierdzącej, że żadnych reguł kierujących zjawiskami nie ma, nikt nie traktowałby poważnie. Skąd w ogóle taki pomysł? Czy naprawdę jesteś przekonany, że katolik, by zbudować dom jest przez swoją wiarę zobligowany do modlenia się o cud zamiast poznawania praw rządzących zjawiskami potrzebnymi do wykorzystania w tym dziele? Księża zalecają np. do błagań o deszcz w czasie suszy, gdyż doktryna dopuszcza istnienie zjawisk sprzecznych z naturą, będących wynikiem chwilowego, miejscowego unieważnienia praw fizyki, ale to jedynie w drodze wyjątku, a spekulacje nt. czy deszcz spadł w wyniku interwencji boskiej, czy w sposób naturalny są sprawą indywidualną. Podziwiam ilość pracy, którą włożyłeś w przygotowanie obszernego tekstu, z którego, wbrew twoim zamierzeniom wynika, że kler i teologowie nie przeczą TE.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>Nie wiem skąd, ale uwzględniając możliwy sens podkolorowanego, bardzo niejasnego zastrzeżenia, nie można go uważać za argument w dyskusji potwierdzający twoją tezę. Nie! Tylko przeczący Szanownego Pana twierdzeniu z poprzedniego postu, że Teologia (doktryna) chrześcijańska nigdy nie negowała faktu, że sprawy na świecie odbywają się (poza wyjątkowymi zdarzeniami) "przypadkowo" (wg praw natury), a celowość dotyczy jedynie ustanowienia owych praw. Któremu to zdaniu - sam Wiece Szanowny Pan w swojej uczoności w poniższym zdaniu przeczy: >Ale wolą Boga jest, by wszystko odbywało się w sposób naturalny i wobec tego liście, zgodnie z tą wolą, spadają wg praw fizyki. Zwyczajnie i logicznie /nie dotyczy to fideistów/. Jest to alternatywa, albo świat przekształca się teleologicznie, zgodnie z zamierzeniem siły nadnaturalnej, albo przypadkowo bez wyznaczonego i możliwego do przewidzenia celu.
>Człowieku zastanów się: religii twierdzącej, że żadnych reguł kierujących zjawiskami nie ma, nikt nie traktowałby poważnie. Wielce Szanowny i bardzo kulturalny polemisto. Ludzie, nawet najbardziej ograniczeni religijnie żyją w rzeczywistym świecie i muszą się do tego świata przystosować. Dlatego katolik święcie przekonany, że istnieją cudy najczęściej mocno trzyma się praktyki. Zresztą każdy katolik wybiera sobie z religii to co jemu pasuje, tak jakby kupował na straganie. (Proszę sięgnąć do badań socjologicznych prowadzonych przez katolickich uczonych)
>Księża zalecają np. do błagań o deszcz w czasie suszy, gdyż doktryna dopuszcza istnienie zjawisk sprzecznych z naturą, będących wynikiem chwilowego, miejscowego unieważnienia praw fizyki, ale to jedynie w drodze wyjątku, a spekulacje nt. czy deszcz spadł w wyniku interwencji boskiej, czy w sposób naturalny są sprawą indywidualną. Nie, ksiądz zaraz nie musi być idiotą. Wystarczy poczytać sprawozdania z ostatnich lat sejmu, a może ktoś z Państwa ma w pamięci jak to się nasi posłowie o deszcz modlili.
>Podziwiam ilość pracy, którą włożyłeś w przygotowanie obszernego tekstu, z którego, wbrew twoim zamierzeniom wynika, że kler i teologowie nie przeczą TE. Wielce Szanowny Pan wybaczy, ale tak naprawdę tego wyboru nie dokonałem dla Pana, będąc jakoś dziwnie przekonanym, że i tak Pan nic nie potrafi zrozumieć. Myślę, że te polemiki czytają także inteligentni ludzie, którym przyda się zrozumienie, gdzie leży istota sporu pomiędzy ewolucjonizmem naukowym /darwinowskim/, a ewolucjonizmem teistycznym, czy deistycznym /reprezentowanym w Polsce np przez Życińskiego i Hellera/. Może zamiast wypisywać tu to - co się Szanownemu Panu wydaje, warto właśnie zajrzeć do publikacji uczonych /głównie katolickich/, których nazwiska wyżej podałem. Są też jeszcze inni uczeni zdecydowani przeciwnicy ewolucjonizmu - choć też zdecydowanie katoliccy (a może nawet "prawdziwie katoliccy"): Mieczysław Pajewski, Eugeniusz Moczydłowski czy też wielki polski uczony Maciej Giertych. (Informacja ta też nie jest koniecznie dla Pana).
@@@ .
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>>Dla czyjejś wiary brak jest jakichkolwiek kontrargumentów. Wierzyć można we wszystko. >Z tego zdania wynika chyba, że negujesz np. ten fakt, że byt nazwany obecnie elektronem (to samo dot. pola elektromagnetycznego, kwantów itd.) jeszcze niedawno znajdował się poza obszarem bytów poznanych przez ludzi. Również chyba negujesz fakt, że obecnie są byty jak tzw. czarna materia, które z tego obszaru wyłaniają się, oraz że wszystko wskazuje na to, iż wiele istniejących bytów pozostaje zupełnie nieznanych?
>>Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze możliwości przesłanek na wpływ sił nadnaturalnych na naturę. >Zaobserwowano bardzo wiele takich zjawisk. Co do niektórych (np wielkie BUM!) istnieje spore prawdopodobieństwo rozpoznania ich naturalnego pochodzenia, lecz są też takie (Fatima), dla których to prawdopodobieństwo jest b. małe.
O czym miałbym z Panem rozmawiać? O tym, że nie potrafi Pan zrozumieć tego co ktoś pisze? Czy o tym, że pisze Pan swoje teksty przypisując je polemiście i z nimi później polemizuje? Czy o tym, że nawet wówczas jest to tak logicznie pokręcone, że trudno wybrać z tego jakieś racjonalne jądro.
Nic z tego co mi Pan tu przypisuje nie powiedziałem (co jest w przytoczonych tu wypowiedziach oraz wyżej w wątku do sprawdzenia) więc polemizuj Pan sam ze sobą. Wtedy i tylko wtedy, będzie Pan miał zawsze rację.
Ja Panu naprawdę nie mam Panu nic do powiedzenia.
@@@ .
|
|
 | 2 na 2 | uxbridge (5980 punktów) | >Mogłabyś mi przedstawić na prostym rysunku jak wygląda elektron albo mion? Najśmieszniejsze jest to, że jeśli istnienie Boga miałoby się przejawiać tak jak istnienie pojedynczego elektronu, to ja się chętnie zgadzam. Jednostkowa cząstka elementarna posiada bowiem bardzo niewiele własności i przejawia swoje 'istnienie' w nikły sposób. Tak nikły i marny, że uprawniona jest dyskusja, czy pojedynczy elektron w ogóle 'isnieje' w potocznym tego słowa znaczeniu. Dopiero w swojej masie elektrony odgrywają jakąkolwiek zauważalną rolę w naszym świecie. Problem w tym, że Bóg ma posiadać całe mnóstwo bardzo skomplikowanych właściwości i mimo swej jednostkowości odgrywać olbrzymią rolę. Od takiego istnienia oczekujemy więc zdecydowanie więcej niż od elektronu.
|
|
 | 1 na 1 | VaeSapiens (237 punktów) | Proszę traktować jako zdziwienie, że nie jest to oczywiste dla Pana.
Radziłbym sprawdzić co to jest ateizm agnostyczny i przykład o kosmicznym czajniku B. Russela. Tą definicję, miałem na myśli, zresztą nawet ją przybliżyłem na podstawie homeopatii. Różnicę widzę, widzę też kompletne niezrozumienie tekstu pisanego i brak chęci sprawdzenia, choćby prostego artykułu na wikipedii.
Nie wiem co Pan taki bogobojny, ale wydaje mi się, że wyraziłem się jasno. Nie potrzebna jest Pierwsza przyczyna w postaci Boga, aby wytłumaczyć Wielki Wybuch itd. Z Książek korzystam codziennie.
Niech Pan łaskaw będzie, sprawdzić badania nad życiem RNA i pouczyć się podstaw biochemii. Wtedy pogadamy.
|
|
 | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >Nie widzę w tym żadnego sporu, religia tworząc "ewolucje napędzaną bogiem" okazuje tylko swoją bierność wobec nauki. >Spór powstałby jeśli religia negowała jakieś aksjomaty TE.
Jak się nad tym człowiek zastanowi poważnie, to każda religia z zasady neguje aksjomaty TE. Chyba, że znasz jakąś, która głosi, że życie zaczęło się z zupy RNA, potem się pokomplikowało, gady, ssaki, neandertale, sapiensy etc. i nie dodaje do tego jakiejś istoty wyższej, bytu nadrzędnego czy innego buraka w pomidorowej. Szczególnie interesowałaby mnie religia zajmująca się dogłębnie kwestiami "zaszłości" w DNA i tego typu duperelami genetycznymi. I to nie w przypowiastkach i apokryfach, tylko tak w głównym nurcie, na stałe. Z ambon (czy z czego innego, czego używa) głosi zasady doboru i przekazywania cech. Ja nie znam, ale może się mylę. Religioznawstwem, filozofią religii i teologią interesuję się wybiórczo i głównie w stronę Azji. Tam prym wiodą istoty nadprzyrodzone i ich ewentualne ziemskie potomstwo.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Jak się nad tym człowiek zastanowi poważnie, to każda religia z zasady neguje aksjomaty TE. Każda religia i każdy inny zbiór przekonań zawiera nie to, co wymyśli ktoś "poważnie się zastanawiający", ale to co w ramach tej doktryny jest stwierdzone. Jest uzasadnione dociekanie, czy krytykowane poglądy zawierają wewnętrzne niedopowiedzenia lub ew. sprzeczności, natomiast wmawianie, że głoszone jest nie to co w poglądach tych formalnie ustalono, lecz to, co postronnemu obserwatorowi się wydaje, jest bez sensu.
Stach M. G.
|
|
| |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Też sobie czasem lubię pogadać tak dla samego pogadania. Problem w tym, że to nic nie wnosi.
Nie ma religii formalnie zgodnej z TE (chyba, że się mylę - proszę o przykład), więc wygląda na to, że każda religia jest sprzeczna z TE.
To się chyba nie da prościej. Coś jeszcze kolega chce zamotać?
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
-1 na 1 | Desseberger (43 punktów) | Ania: A jak możesz wykluczać istnienie niewidzialnego różowego jednorożca? Albo Zeusa? Nie mogę, dlatego pozostałem agnostykiem względem ich istnienia. Ania: Do momentu wykazania istnienia zakładam nieistnienie. Uważasz, że to dobra postawa? Naukowcy jeśliby tak myśleli, to nikt by nie potwierdził danych hipotez, bo czekałby aż ktoś inny to zrobi. Ania: I mylisz się. Ateizm to brak wiary w boga. To nie to samo co wiara w nieistnienie. nie wierzę w boga => wierzę w to, że nie istnieje, bo nie mogę obalić ani potwierdzić jego istnienie, lub nieistnienia. Nie jest tak? Jeśli jest tak jak Ty twierdzisz, to pogląd ateistyczny jest głupi i nieprzystosowawczy chyba, że Ania obaliła już istnienie niejednego boga  . Ania: Ty jesteś ateistą w kwestii Wisznu, Sziwy i Latającego Potwora Spagetti, ja w kwestii bogów ogólnie. Bardziej określiłbym się jako apatheista, a nie ateista. Możliwe, że ta pozycja uniemożliwia mi zauważenie sporu, który Wy dostrzegacie. Ania: stnieją fakty empiryczne dowodzące istnienia elektronu, pomimo naszego niedosytu informacji. Nie zrozumiałaś Aniu, chodziło mi o : Ania: Ja uważam, że każde istnienie da się JAKOŚ zweryfikować. Nie wiem, w jaki sposób istotny miałby być twór nie poddający się żadnej weryfikacji. Wyraźnie tutaj zaznaczasz, że istnieje weryfikacja każdego obiektu realnie istniejącego, więc poprosiłem Cię, abyś zweryfikowała mi elektron i podała jego kształt. Ania: Widzisz - astronom, który w 80 tych latach wyznawał panspermię nie kwestionuje ewolucji. Kwestionował neodarwinowską ewolucję (co prawda jego kwestionowanie neodarwinizmu wynikło z tego, że wprowadził "błędny" model matematyczny) . Poza tym panspermia wcale nie kwestionuje ewolucji. Ania: Co więcej - on nie kwestionował metod badawczych. Wskazywał jedynie jego zdaniem słabe punkty. ? Aniu, przespałaś chyba omawianie jego książki. Ania: Jeśli stwierdzisz, że ta metoda jest zła, bo wyniki nie są zgodne z Pismem, to robisz kuku. Sobie, innym. Nauce. Jak robię krzywdę nauce? możesz mi to jakoś zdefiniować, bo przewija się te określenie już kilka razy i w ogóle nie mogę się połapać jak mogę robić krzywdę niematerialnemu obiektowi*? Andrzej: Okazuje się tylko, że przedstawiciele religii kręcą jak mogą, aby uzgodnić oczywistości z ich dogmatami. Okazując przy tym swoją bierność, przecież te kręcenie musi z czegoś wynikać. Andrzej: gdyż ewolucja jednoznacznie implikuje ateizm.  Bzdura Andrzeju. Dlaczego nie może istnieć programista, który napisał samorealizujący się program? Nie wiem zresztą dlaczego jesteście tak wrogo nastawieni na frazę " projektant życia", wydaje się wam, że swoimi teoriami już dawno go wykluczyliście teoretycznie  , tak bardzo boicie się piekła? Przecież jego pewnie w ogóle nie ma  . Andrzej: Agnostyk może być niezdecydowanym fideistą lub tchórzliwym ateistą. Zdefiniuj "tchórzliwy ateista" i "niezdecydowany fideista" Andrzej: Tak zupełnie jednoznaczne i jednowymiarowe poglądy są rzadkie. Strasznie dużo hipokrytów  . Andrzej: wiedzy wynikającej z wiary. Jaka to wiedza wynika z wiary? Myślałem, że z religii. Andrzej: Nauka bada tylko to co istnieje, nie zajmuje się zaprzeczaniem istnienia rzeczy nieistniejących Nauka najpierw musi potwierdzić, że takie rzeczy nie istnieją, aby potem zaprzeczać istnieniu rzeczy nieistniejących, rozumiesz Andrzeju? Co prawda zaprzeczanie istnienia rzeczy nieistniejących jest zabawne. Andjrzej: Prowadząc bardzo szerokie badania natury wszechrzeczy nigdy i nigdzie nie natrafiono na najmniejszą przesłankę wpływu jakichkolwiek sił nadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonalistom wydaje się przyjęcie ateizmu za postawę rozsądną. Wygodniejszą pozycją byłby agnostycyzm. Ateizm byłby wygodny jeśli uczeni przebadaliby wszystko i nie zauważyli tam wpływów siły nadnaturalnej. Co prawda z obecnym stanem wiedzy ateizm w ogóle jest irracjonalny. uxbridge: Jednostkowa cząstka elementarna posiada bowiem bardzo niewiele własności Nie znasz się na chromodynamice kwantowej, prawda?  Nie zrozumiałeś tego z elektronem, chodziło mi o jego kształt, a nie własności i oddziaływanie. Czas mnie goni, później Andrzeju odpowiem na resztę Twoich wypowiedzi i prosiłbym Cię, abyś nie zwracał się do mnie per pan, mam imię : Jan.
|
|
 | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >Nauka najpierw musi potwierdzić, że takie rzeczy nie istnieją, aby potem zaprzeczać istnieniu rzeczy nieistniejących, rozumiesz Andrzeju?
Rozumiem, że jesteś także agnostykiem względem tezy, że homeopatia leczy raka i AIDS tudzież, że ziarno ciecierzycy "zamontowane" w wykonanym uprzednio w skórze łydki owrzodzeniu i pokryte opatrunkiem leczy raka i schorzenia reumatyczne?
|
|
|  | | Desseberger (43 punktów) | liliac: Rozumiem, że jesteś także agnostykiem względem tezy, że homeopatia leczy raka i AIDS tudzież, że ziarno ciecierzycy "zamontowane" w wykonanym uprzednio w skórze łydki owrzodzeniu i pokryte opatrunkiem leczy raka i schorzenia reumatyczne? Nie, nie jestem w tych sprawach agnostykiem. Wodą raczej nie wyleczymy nowotworów i chorób takich jak AIDS. Jeśli nie zauważyłeś to nasza rozmowa dotyczy bytu niematerialnego, który nie jest weryfikowalny tak jak metody ''medyczne'', które podałeś.
|
|
| |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Nie, nie jestem w tych sprawach agnostykiem.A to czemu nie? Tzn. jesteś bardziej przekonany o niemożliwości tych procesów niż o nieistnieniu Zeusa Gromowładnego? > Wodą raczej nie wyleczymy nowotworów i chorób takich jak AIDS.Nauka nie jest w stanie bezpośrednio udowodnić, że coś czegoś na pewno nie leczy. Powiem więcej- nauka nawet nie próbuje badać "metody ciecierzycowej". Zdecydowanie powinieneś być ciecierzycowym agnostykiem, a nie aciecierzycystą. Zresztą- sam piszesz "raczej". > Jeśli nie zauważyłeś to nasza rozmowa dotyczy bytu niematerialnego, który nie jest weryfikowalny tak jak metody ''medyczne'', które podałeś.Czyżby względem "bytów niematerialnych" inna logika obowiązywała?  Zresztą, od żartów odchodząc, jeśli przyjąć Dawkinsową stopniowalną skalę silny teizm-agnostycyzm-silny ateizm, to ateizm większości forumowiczów określających się jako ateiści jest zapewne podobny ateizmowi Dawkinsa. Zacytuję: Cytat:Uporządkujmy zatem przekonania o istnieniu Boga wzdłuż continuum, którego końce wyznaczają dwa skrajnie przeciwstawne poglądy. Oczywiście, jak przy każdym continuum, mamy w tu do czynienia z pełną stopniowalnością przekonań, niemniej jednak możemy je przedstawić za pomocą siedmiu "punktów krytycznych":
1. Silny teizm. Stuprocentowa pewność istnienia Boga. Odwołując się do słów Carla Gustawa Junga: "Ja nie wierzę. Ja wiem". 2. Bardzo wysokie prawdopodobieństwo, ale nie absolutna pewność. De facto teista. "Nie jestem bezgranicznie przekonany, ale głęboko wierzę w Boga, a moje życie opiera się na przekonaniu, że On tu jest". 3. Nieco powyżej pięćdziesięciu procent. W zasadzie agnostyk, acz skłaniający się ku teizmowi. "Nie mam pewności, ale raczej wierzę". 4. Dokładnie 50%. Pełna indyferentność. "Istnienie i nieistnienie Boga to równorzędne możliwości". 5. Nieco poniżej pięćdziesięciu procent. W zasadzie agnostyk, ale skłaniający się ku ateizmowi. "Nie mam pewności, ale raczej jestem sceptyczny". 6. Bardzo niskie prawdopodobieństwo (ale jednak nie pewność). De facto ateista. "Nie mam pewności, ale istnienie Boga uważam za mało prawdopodobne i na tym założeniu opiera się moje życie". 7. Silny ateizm. "Wiem, że nie ma Boga, z taką samą pewnością, z jaką Jung «wie», że on jest".
Byłbym zaskoczony, gdyby wielu ludzi zaliczyło się do kategorii 7., włączyłem tu ją jednak dla symetrii z kategorią 1., która jest całkiem licznie zasiedlona, gdyż natura wiary po prostu jest taka, że ludzie potrafią bezgranicznie akceptować jakieś przekonanie, nie mając ku temu żadnych racjonalnych przesłanek (Jung na przykład wierzył również, że niektóre książki z jego księgozbioru mogą spontanicznie eksplodować z głośnym hukiem). Ateiści natomiast nie żywią "wiary", choćby z tego powodu, że nie sposób wyłącznie rozumowo zdobyć pewność, że coś definitywnie nie istnieje. Dlatego właśnie kategoria 7. jest raczej pusta w przeciwieństwie do 1., która ma wielu zagorzałych zwolenników. Osobiście zaliczyłbym się do kategorii 6. (choć blisko mi do 7.) - w kwestii Boga jestem agnostykiem w takim samym stopniu, w jakim pozostaję agnostykiem w odniesieniu do istnienia wróżek. Czy taki "de facto ateizm" satysfakcjonuje cię intelektualnie? PS Dobrym zwyczajem jest sprawdzanie płci rozmówcy przed odpowiedzią, by kiksów gramatycznych nie popełniać.
|
|
| | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Dobrym zwyczajem jest sprawdzanie płci rozmówcy przed odpowiedzią, by kiksów gramatycznych nie popełniać. Wg mnie jeszcze lepszym byłoby takie redagowanie swojego imienia forumowego, by zdradzało ono płeć bez trudzenia uczestników dyskusji poszukiwaniem dodatkowych informacji.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | >>Dobrym zwyczajem jest sprawdzanie płci rozmówcy przed odpowiedzią, by kiksów gramatycznych nie popełniać. >Wg mnie jeszcze lepszym byłoby takie redagowanie swojego imienia forumowego, by zdradzało ono płeć bez trudzenia uczestników dyskusji poszukiwaniem dodatkowych informacji.
A według mnie twoja postawa jest li i jedynie objawem lenistwa i lekceważenia rozmówców.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Czas mnie goni, później Andrzeju odpowiem na resztę Twoich wypowiedzi i prosiłbym Cię, abyś nie zwracał się do mnie per pan, mam imię : Jan.Należy mieć jakąś hierarchię potrzeb i gdy nie ma się czasu nie zawracać .... głowy innym. Wszedł Pan niedawno na nasze forum i może warto by przed własnymi wypowiedziami poznać się z poglądami i stylem innych jego uczestników. *********************** Powtórzę więc dla Pana jeszcze raz. Jestem człowiekiem starej daty, z czasów, gdy moi profesorowie, a były wśród nich osobistości o światowym dorobku do studentów przez "per pan" się zwracali. Formę "ty" zachowując dla rodziny i przyjaciół. Zostałem wychowany w tradycyjnej polskiej rodzinie i żadna amerykanizacja polskiej kultury mi nie imponuje. Dlatego wolę pozostawać przy formie "pan". Nawet wówczas, gdy mam wielką ochotę spoufalić się trochę z bardzo inteligentnymi, błyskotliwymi i o wielkiej mądrości kilkoma wspaniałym damami z naszego forum. Tu było by łatwiej, gdyż znamy się znacznie dłużej, wiemy na co nas stać i panie już parę miesięcy temu swoje studia pokończyły. Już jeden z forumowiczy zrezygnował z polemik ze mną ze względu na formę. Przecież tu nic się nie musi ani rozmawiać z każdym, ani w ogóle rozmawiać, gdy czasu brakuje. > Ania: Do momentu wykazania istnienia zakładam nieistnienie. > Uważasz, że to dobra postawa? Naukowcy jeśliby tak myśleli, to nikt by nie potwierdził danych hipotez, bo czekałby aż ktoś inny to zrobi.Jedynie słuszna! Szkoda czasu na zajmowanie nieistnieniem, gdy jeszcze tyle pasjonujących tematów przed nauką stoi. Do tego człowiek nie ma żadnych narzędzi do badania nieistnienia /nieistniejący go w takowe nie wyposażył/ może tylko spekulować, a tu już dowolność pełna. > nie wierzę w boga => wierzę w to, że nie istnieje, bo nie mogę obalić ani potwierdzić jego istnienie, lub nieistnienia.Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. > Ania: Ty jesteś ateistą w kwestii Wisznu, Sziwy i Latającego Potwora Spagetti, ja w kwestii bogów ogólnie. > Bardziej określiłbym się jako apatheista, a nie ateista.> Możliwe, że ta pozycja uniemożliwia mi zauważenie sporu, który Wy dostrzegacie.Apateizm (ang. apatheism), zgodnie z Wikipedią - przekonanie, założenie lub zaakceptowanie poglądu, że Bóg i religia nie mają znaczenia dla ludzkiego życia, ale w kontekście podstawowego wyznawcy tego poglądu Williama "Billa" Mahera, bardzo ciekawe jest to Pańskie samookreślenie. Gratuluję! @@@ .
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... Szkoda czasu na zajmowanie nieistnieniem, gdy jeszcze tyle pasjonujących tematów przed nauką stoi. Ale najciekawsze z tych bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją?
Stach M. G.
|
|
| |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>... Szkoda czasu na zajmowanie nieistnieniem, gdy jeszcze tyle pasjonujących tematów przed nauką stoi. >Ale najciekawsze z tych bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją? Ogromnie ważnym jest wychowanie i wykształcenie człowieka od najmłodszych lat. Dlatego ogromnie podziwiam nauczycieli zajmujących się dziećmi i młodzieżą. Mam prośbę do Państwa - może ktoś da radę Panu Głąbińskiemu jakoś prosto wyjaśnić, czym jest metodologia naukowa, że w nauce istnieją hipotezy, tezy, teorie, założenia hipotetyczne itd. Oraz to, że nie tylko teorię ewolucji zawdzięczamy Darwinowi, ale także zdecydowane odrzucenie czynnika nadnaturalnego w nauce. W moich postach już to wszystko kilkakrotnie opisałem. Starałem się pisać jak najprościej, ale to i tak, jak tu widać, dla niektórych jest za trudne. (Wśród studentów za moich czasów też mniej rozgarnięci się trafiali, ale bez przesady.)
@@@ .
|
|
| | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>>... Szkoda czasu na zajmowanie nieistnieniem, gdy jeszcze tyle pasjonujących tematów przed nauką stoi. >>Ale najciekawsze z tych bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją? W zacytowanym wyżej moim zdaniu wypadły - czego nie zauważyłem - dwa wyrazy. Poprawnie zdanie to brzmi: Ale najciekawsze z tych tematów dotyczą bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją? >... zawdzięczamy Darwinowi ... także zdecydowane odrzucenie czynnika nadnaturalnego w nauce. Oczywiście, że nauki zajmujące się badaniem natury z definicji nie zajmują się zjawiskami nadnaturalnymi. Z tego też względu twierdzenie iż wiedza naukowa przeczy istnieniu zjawisk pozanaturalnych (wolę takie określenie) jest pozbawione sensu. Takie też, jak wynika z cytowanego zdania, było przekonanie Darwina: ewolucja jako proces odbywający się w świecie materialnym - swoją drogą, a wiara w Boga, który ten ewoluujący świat stworzył - swoją drogą.
Stach M. G.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >W zacytowanym wyżej moim zdaniu wypadły - czego nie zauważyłem - dwa wyrazy. Poprawnie zdanie to brzmi: >Ale najciekawsze z tych tematów dotyczą bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją? Mam zwyczaj, że czytam teksty, do których się odnoszę, ale także własne przed publikacją, co pozwala uniknąć mi wielu błędów. Napisałem już tu, że nie uznaję żadnej wielobytowości. Istnieje tylko jedna rzeczywistość ("byt"), która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich. Jest to "materia" jako kategoria filozoficzna. Precyzyjniejsze definicje materii, które w pełni akceptuję, są opracowane we współczesnej fizyce. Przytoczyłem je w polemice z panem Parysem, w którymś z wątków, ale można je znależć choćby w Wikipedii. Pomiedzy spekulacjami intelektualnymi opartymi na dotychczasowym dorobku naukowym, a spekulacjami opartymi o mity i bogatą wyobraźnię jest, moim zdaniem, ogromna różnica. Napisałem już tu krótko o metodologii naukowej i stosowanych przez naukę narzędziach. Ja widzę zasadniczą różnicę pomiędzy Baba Jagą, a "światem równoległym". W "światy równoległe" wątpię, ale jestem w stanie uwierzyć, a w Babę Jagę nie! I to nawet gdybym widział tłumy modlace się do niej na kolanach!
>>... zawdzięczamy Darwinowi ... także zdecydowane odrzucenie czynnika nadnaturalnego w nauce. >Oczywiście, że nauki zajmujące się badaniem natury z definicji nie zajmują się zjawiskami nadnaturalnymi. Z tego też względu twierdzenie iż wiedza naukowa przeczy istnieniu zjawisk pozanaturalnych (wolę takie określenie) jest pozbawione sensu. Biorę odpowiedzialność za to co piszę. Dlatego napisałem: Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze nawet możliwości przesłanek do uznania wpływu sił nadnaturalnych na naturę. Rożne konsekwencje z tego naukowego stwierdzenia wyciągają irracjonaliści i racjonaliści.
>Takie też, jak wynika z cytowanego zdania, było przekonanie Darwina: ewolucja jako proces odbywający się w świecie materialnym - swoją drogą, a wiara w Boga, który ten ewoluujący świat stworzył - swoją drogą. [Czy naprawdę oczekuje Pan, że na każde rzucone przez Pana zdanie, ja będę przygotywywał poważny referat.] Tak, wnioskiem Darwina było, że ewolucja jest procesem naturalnym, w którym przypadek odgrywa niebagatelną rolę. Dalszy Pana wniosek jest niczym nie uprawnionym. Na temat światopoglądu Darwina jest dosyć bogata literatura, ale w internecie szybko można znaleźć polemikę pomiędzy Życińskim a Jodkowskim.
Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że istnieją światy równoległe.
@@@ .
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Napisałem już tu, że nie uznaję żadnej wielobytowości. Czy to ma być argument? Przecież prywatne przekonanie osoby - choćby darzonej najwyższym poważaniem - obiektywnie niczego nie dowodzi. >... Precyzyjniejsze definicje materii, które w pełni akceptuję, są opracowane we współczesnej fizyce. Nie istnieje "definicja materii". Opisy, objaśniające co to jest materia, podawane w encyklopediach i podręcznikach fizyki nie spełniają warunków koniecznych dla uznania ich za definicje. W szczególności chodzi o to, że nie pozwalają jednoznacznie określić, co jest, a co nie jest materią (dotyczy to np. tzw. inflacji, przestrzeni, myśli i wielu innych bytów czyli - jeśli kto nie lubi określeń stosowanych przez tomistów - pojęć). Jak sądzę, zdefiniować potrafimy jedynie tzw. materię barionową. >Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze nawet możliwości przesłanek do uznania wpływu sił nadnaturalnych na naturę. Zdanie z całą pewnością błędne. Przecież "możliwość wskazania wym. przesłanek" stwarza każde zjawisko, którego objaśnić nauka nie potrafi, a tych jest mnóstwo. W tych warunkach jedynym sensownym argumentem pozostaje powołanie się na to, że przypadki uzyskania wytłumaczenia naturalnego dla tajemniczych zjawisk są liczne. Tu jednak należy pamiętać, że wynik tej argumentacji daje nie pewność, lecz jedynie prawdopodobieństwo. >Czy naprawdę oczekuje Pan, że na każde rzucone przez Pana zdanie, ja będę przygotowywał poważny referat. Na zadane pytanie należy odpowiadać, co nin. czynię mimo świadomości, że jest to odejście od tematu. Otóż nie oczekuję odpowiedzi, lecz jedynie, dla dobra m. in. ew. czytelnika staram się sprostować błędy zawarte w tych referatach. >Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że istnieją światy równoległe. Jestem przeciwnikiem wprowadzania do polemiki zdań mających na celu wyłącznie tzw. "tani efekt". Przecież zdanie to potraktowane poważnie stanowiłoby dowód, że nie masz pojęcia o sensie stosowanego w kosmologii określenia "światy równoległe".
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Nawet, gdy poniższą prawdę uważa Pan za nienaukową, to praktyka życia (Pańskie posty) zdecydowanie ją potwierdzają. Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że istnieją światy równoległe. Ostatecznie mogę się zgodzić na też nienaukową prawdę, że jesteśmy z innych planet.
Napisałem już tu, że nie uznaję żadnej wielobytowości. >Czy to ma być argument? Przecież prywatne przekonanie osoby - choćby darzonej najwyższym poważaniem - obiektywnie niczego nie dowodzi. Tak i to zasadniczy. Nawet, gdy ktoś odwołuje się do najwyższych autorytetów, to tu powinien reprezentować własne poglądy. Nie wymyśliłem materializmu, aż taki genialny to nie jestem, ale przyjmuję go za własny pogląd.
/.../ Precyzyjniejsze definicje materii, które w pełni akceptuję, są opracowane we współczesnej fizyce. >Nie istnieje "definicja materii". Opisy, objaśniające co to jest materia, podawane w encyklopediach i podręcznikach fizyki nie spełniają warunków koniecznych dla uznania ich za definicje. Przepraszam, ale powtórzę Pańskie zdanie: Czy to ma być argument? Przecież prywatne przekonanie osoby - choćby darzonej najwyższym poważaniem - obiektywnie niczego nie dowodzi.
Wikipedia nazywa poniższe opisy definicjami, a ja aż tak mądrym nie jestem żebym się z autorem tego hasła w Wikipedii sprzeczał. Przywołuję więc Wikipedię:
Cztery definicje
W różnych działach fizyki i innych nauk przyrodniczych używa się kilku różnych definicji materii.
W fizyce stosuje się termin materia na określenie, co najmniej, trzech różnych kategorii obiektów fizycznych (trzy definicje węższe):
z masą (spoczynkową), jako atrybutem - materia to wszystkie obiekty, o różnej od zera masie spoczynkowej (tzw. materia masywna),
bazująca na określeniu jej cząstek fundamentalnych - materia to wszystkie obiekty złożone z elementarnych fermionów (tzw. materia fermionowa]),
bazująca na częstości występowania w naszej okolicy Wszechświata - materia to wszystkie obiekty złożone z tej, z dwu (o identycznej masie i czasie życia, ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego oraz wszystkich addytywnych liczb kwantowych), odmian cząstek elementarnych, która przeważa w naszej okolicy Wszechświata (tzw. koinomateria, według terminologii Alfvéna, w przeciwstawieniu do antymaterii),
oraz na określenie wszelkich (według obecnego stanu wiedzy fizycznej) obiektów fizycznych (definicja najszersza): bazująca na zdolności do wytwarzania grawitacji - materia to wszystkie obiekty wytwarzające grawitację i jej podlegające, czyli o niezerowej energii.
Pierwsza, druga i trzecia definicja obejmują różne zakresy obiektów fizycznych (np. bozony oddziaływań słabych są materią według pierwszej definicji, ale nie drugiej), jedynie czwarta obejmuje wszystkie obiekty (przedmioty) fizyczne. Czwarta definicja nie daje się bardziej rozszerzyć, gdyż wszystkie posiadające energię obiekty fizyczne oddziałują najpowszechniejszym oddziaływaniem - grawitacyjnym, a brak energii uniemożliwiłby zaobserwowanie danego obiektu w jakikolwiek sposób, więc nie ma obserwowalnych obiektów fizycznych poza czwartą definicją.
Także, jedynie przyjmując czwartą definicję, można mówić o potwierdzeniu przez fizykę współczesną prawa zachowania materii, w postaci zasady zachowania energii (z dokładnością do zasady nieoznaczoności Heisenberga). Przy przyjęciu pierwszej definicji, ze względu na niezachowanie np. w reakcjach jądrowych tradycyjnie rozumianego prawa zachowania masy, można mówić o znikaniu i pojawianiu się materii (deficyt masy, anihilacja, kreacja par).
Poniżej mamy alternatywne definicje opisy, które już wszystko spełniają. "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała".
Wielce Szanowny Panie, albo jeden, albo drugi tekst definiujący jest do przyjęcia. Dla mnie ten drugi jest nic nie znaczącym naukowo (kulturowo ma znaczenie) religijnym bełkotem, a pierwszy z trudnością, ale jednak potrafię zrozumieć. Widać taki tępy już jestem i intelektualnych partnerów do rozmowy musi Pan gdzie indziej poszukać.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | Podziwiam pracowitość: cztery definicje materii, z których wziętych razem czy każdą z osobna nie wynika, czy ciemne energia i materia, jeśli istnieją, są materią czy nie? A co z polem elektromagnetycznym, grawitacyjnym, przestrzenią, myślą, stanem przedinflacyjnym itd? Na koniec dłuższy pobożny tekst, który w żadnym założeniu definicją nie jest i nie miał być nią nigdy. Co z tego ma wynikać?
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Wielce Szanowny Panie, nie zwykłem wypisywać tego co zasłyszałem od kolegów tylko staram się aby każda podana tu wiadomość miała pokrycie w źródłach i odwoływała się do konkretnych autorów i ich publikacji.
>Podziwiam pracowitość: Żadna pracowitość, jak napisałem wkleiłem to z Wikipedii.
>cztery definicje materii, Niech Pan jednak uzgodni ze sobą czy jednak są to definicje, czy też nie?
>z których wziętych razem czy każdą z osobna nie wynika, czy ciemne energia i materia, jeśli istnieją, są materią czy nie? A co z polem elektromagnetycznym, grawitacyjnym, przestrzenią, myślą, stanem przedinflacyjnym itd? To zależy nie tylko od inteligencji i wiedzy autora hasła w Wikipedii, ale także od inteligencji i wiedzy czytelnika. -------------------------------------------------------------------------------------- Dla mnie, co już tu napisałem, materią (w pojęciu filozoficznym) jest cała rzeczywistość, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich. Jeden, jedyny "byt" istniejący! Dostępny ludzkim zmysłom bezpośrednio za pomocą zmysłów, czy też pośrednio za pomocą narzędzi te zmysły wzmacniających. -------------------------------------------------------------------------------------- >Na koniec dłuższy pobożny tekst, który w żadnym założeniu definicją nie jest i nie miał być nią nigdy. Całkowita zgoda! Przecież napisałem: ten tekst jest nic nie znaczącym naukowo (kulturowo ma znaczenie) religijnym bełkotem >Co z tego ma wynikać? A to już tajemnica. _____________________________________________________________ Przypominam Pański pierwszy post w tym wątku, gdy zechciał Pan w swojej łaskawości zrócić uwagę na moje teksty i z wrodzoną mu kulturą i taktem - napisał:
>Kto ci takich bzdur naopowiadał? Ja osobiście znam kilku katolików uznających TE, a istnienie religijnych uczonych promujących ten pogląd jest faktem, któremu przeczyć może tylko ktoś, kto bardzo mało czyta. >Z kolei w jaki sposób TE ma wykluczać istnienie świata nadprzyrodzonego? Czy istnieje jakieś prawo zabraniające Stwórcy posługiwania się prawami natury? A co jeśli Bóg nie tylko istnieje ale na dodatek uprze się i wbrew tobie puści w ruch tą samoobsługującą się maszynerię? Podasz go do sądu za nieposzanowanie tej "jednoznaczności"? >Z TE wynika jedynie, o czym ponoć wiedział już św. Augustyn w IV w., że biblijny opis stworzenia świata nie jest opisem faktów. Wóczas poprosiłem Pana o jakieś bliższe wyjaśnienie (definicje) mało zrozumiałych (albo i całkiem) dla mnie terminów: "Bóg". "Stwórca", "nadprzyrodzony", "nadprzyrodzone". Pomimo wielu następnych Pańskich postów informujących nas o Pańskich ocenach mojego intelektualnego poziomu i kwestionujących gołosłownie moje stwiedzenia - nie otrzymałem, jak dotychczas, żadnych merytorycznych wyjaśnień. (Ciekawym też jest dla mnie, jaki więc przekaz zawiera Biblia, jaki jest klucz do egzegezy. Trzyma go tylko "Ojciec Święty", czy ewangelicy też mają wytrych. A co z takimi świeckimi znawcami "Pisma Świętego", jak na naszym forum pan "Andrzej51". Dla mnie jest oczywistym, że zapis biblijny jest tylko przekazem starożytnych mitów i opowieści.)
Ja wiem, że wymaga to trochę intelektualnego wysiłku, ale zapewniam Pana, że warto.
Szanowny Panie, nic nie mogę począć na to, że żyjemy w światach równoległych i nic z tego co tu piszę nie potrafi Pan zrozumieć.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | Jestem przeciwnikiem odchodzenia od tematu wątku, rozpoczynania nowego wątku w trakcie omawiania materiału określonego przez inicjatora dyskusji, ale na pytanie wypada odpowiedzieć. Wobec tego: >Niech Pan jednak uzgodni ze sobą czy jednak są to definicje, czy też nie? Już wyjaśniałem, że cztery RÓŻNE definicje stanowią, że definicji nie ma. >Dla mnie, co już tu napisałem, materią (w pojęciu filozoficznym) jest cała rzeczywistość, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich. Jeden, jedyny "byt" istniejący! Dostępny ludzkim zmysłom bezpośrednio za pomocą zmysłów, czy też pośrednio za pomocą narzędzi te zmysły wzmacniających. A więc jest jedna definicja! ta prawdziwa! Mam jednak wątpliwości, np.: jak na postawie tej definicji zdecydować, czym jest pole elektromagnetyczne? albo to samo o tzw. ciemnej materii, która - jak na razie nie jest dostępna ani zmysłom, ani narzędziom, co do której wciąż nie jest pewne, czy nie podzieli ona losu nieistniejącego eteru kosmicznego? >... poprosiłem ... o jakieś bliższe wyjaśnienie (definicje) mało zrozumiałych (albo i całkiem) dla mnie terminów: "Bóg". "Stwórca", "nadprzyrodzony", "nadprzyrodzone". Każda definicja powstaje w ten sposób, że zakładamy wiedzę o sensie kilku określeń i posługując się nimi tworzymy opis definiowanego przedmiotu. Np. definicja "cząsteczka wody jest dwoma atomami wodoru związanymi z jednym atomem tlenu" zakłada, że wiemy zarówno, co znaczą wyrazy "jest", "dwa", "atom" itd. Oczywiście przynajmniej niektóre z tych wyrazów dadzą się zdefiniować w podobny sposób, w wyniku czego powstaje system warstw, z których każda zawiera wyrażenia określane przez wyrażenia z warstw ułożonych niżej. Jest oczywiste, że w tej konstrukcji dochodzimy do pojęć, których zdefiniowanie jest niemożliwe bez popełnienia tzw. tautologii czyli bez korzystania z tych określeń, które już zdefiniowaliśmy zakładając znajomość sensu wyrazu, nad którego objaśnieniem zastanawiamy się obecnie, co razem jest pozbawione sensu. Tak więc wiele pojęć jest niedefiniowalnych, o których zakładamy, że intuicyjny domysł ich znaczenia musi wystarczyć. Do tych wyrazów zaliczam "Bóg", rozumiane jako równoważne określeniu "natura" - "przyrodzenie" (wraz z pochodnymi), materia, czas, byt i wiele innych. Stwórca = ten, który stworzył --> stworzyć = zrobić coś z niczego, gdzie wyraz "zrobić" jest użyty zastępczo przez analogię, a wyrazy "coś" i "nic" są niedefiniowalne. >Ciekawym też jest dla mnie, jaki więc przekaz zawiera Biblia Wyjaśnienie tego wymaga obszernego tekstu. Polecam "Wstęp ogólny do Pisma Świętego" wyd. Pallotinum. Można jednak to pytanie zawęzić (skonkretyzować?) i postawić jako temat nowego wątku (z tematem dotyczącym sporu między r. i n. związku nie widzę).
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>Niech Pan jednak uzgodni ze sobą czy jednak są to definicje, czy też nie? >Już wyjaśniałem, że cztery RÓŻNE definicje stanowią, że definicji nie ma. Moim zdaniem to znaczy tylko, że tu podane są cztery z kilku, czy kilkunastu definicji rozumienia pojęcia "materia" przez współczesnych fizyków. Jak sądzę na ich "warsztatach" już są przygotowywane pełniejsze /bardziej zgodne ze współczesną wiedzą. To jest nauka, a nie religia. Uczeni nie są w posiadaniu Prawdy, oni cały czas do prawdy się zbliżają. Pisałem już tu o tym.
>>Dla mnie, co już tu napisałem, materią (w pojęciu filozoficznym) jest cała rzeczywistość,/.../ >A więc jest jedna definicja! ta prawdziwa! Znowu proszę czytać co piszą polemiści, a nie spierać się ze samym sobą. Przecież ja tą definicję już w tym wątku podałem. To było tylko powtórzenie dla wolniej myślących.
>Mam jednak wątpliwości, np.: jak na postawie tej definicji zdecydować, czym jest pole elektromagnetyczne? albo to samo o tzw. ciemnej materii, która - jak na razie nie jest dostępna ani zmysłom, ani narzędziom, co do której wciąż nie jest pewne, czy nie podzieli ona losu nieistniejącego eteru kosmicznego? ------------------------------------------------------------- Nauka, to same wątpliwości, nawet co do wyjaśniania zagadnień od lat sprawdzających się w praktyce będącej najwyższą weryfikacją naukowej prawdy. ---------------------------------------------------------- Znamy tylko otwartą definicję filozoficznego pojęcia materii: "materią jest wszystko co jest dostępne ludzkim zmysłom.....". a więc, gdy "coś" przestaje być tylko hipotezą i daje się zmierzyć, obliczyć, zostawia jakieś ślady dające się naukowo zweryfikować jest materią. (Przed tym zmierzeniem itd. też jest materią tyle, że człowiekowi jeszcze nie znaną). Wszystko to jest tym samym filozoficznym pojęciem materii, tyle że materia przybiera przeróżne formy, które właśnie próbowali opisać fizycy w swoich definicjach tu przywołanych.
>>... poprosiłem ... o jakieś bliższe wyjaśnienie (definicje) mało zrozumiałych (albo i całkiem) dla mnie terminów: "Bóg". "Stwórca", "nadprzyrodzony", "nadprzyrodzone". >Każda definicja powstaje w ten sposób, że zakładamy wiedzę o sensie kilku określeń i posługując się nimi tworzymy opis definiowanego przedmiotu. Czyli zgadza się Pan, że nie wolno definiować ignotum per ignotum. Tak więc wiele pojęć jest niedefiniowalnych, o których zakładamy, że intuicyjny domysł ich znaczenia musi wystarczyć. A jak przypadkiem komuś nie wystarcza i to zupełnie?
Do tych wyrazów zaliczam "Bóg", rozumiane jako równoważne określeniu "natura" - "przyrodzenie" (wraz z pochodnymi), materia, czas, byt i wiele innych. Wiem co to jest "natura", "materia", "czas", choć mają już po kilka definicji, a dalsze czekają w poczekalni. Średnio wiem, co może dzisiaj oznaczać "byt", gdyż uważam, że sens tego terminu to już ponad sto lat się skończył. No "przyrodzenie" daje nam czasem sporo radości, ale ni cholery nie wiem co to znaczy "Bóg", czyżby to było to samo co "przyrodzenie"? Chyba nie? Tak nieładnie nieznajomego nazywać?
>Stwórca = ten, który stworzył --> stworzyć = zrobić coś z niczego, gdzie wyraz "zrobić" jest użyty zastępczo przez analogię, a wyrazy "coś" i "nic" są niedefiniowalne. Rozumiem stwórca to ja, gdyż porzeźbić sobie lubię. Stworzyć "coś" z "niczego", gdy oba wyrazy są niedefiniowalne to nawet Salomon nie potrafi Jeżeli już Pan się zgodził, że nie wolno definiować ignotum per ignotum, to dlaczego próbuje Pan zrobić z nas idiotów, Chyba, że - o co podejrzewam Pana od dawna - sam Pan nie rozumie tego co tu Pan wypisuje.
& & & & & Koncepcja teologiczna Boga jest abstrakcyjna i kompleksowa, często zawiera w sobie takie kategorie jak pierwsza przyczyna, zasada, i nieporuszony poruszyciel i przypisuje Bogu takie atrybuty jak wszechmoc, wszechwiedzę i wszechmiłosierdzie. Owe pojęcia, brane razem czy osobno, nie mogą zostać nazwane fałszywymi: są one raczej niejasne, wewnętrznie sprzeczne, puste treściowo a nawet poetyckie. Skutkiem tego nie da się sensownie debatować nad kwestią istnienia czy nieistnienia Boga. Bezsensownym jest pytanie o istnienie Boga z powodu braku weryfikowalnych skutków takiego stwierdzenia". Takie użycie terminu weryfikowalny jest zbieżne z jego znaczeniem w pozytywizmie logicznym i sygnalizuje, że pojęcie "Bóg" jest bezsensowne poznawczo z powodu nieścisłości w samym teizmie. Koncepcja Boga jako bytu jest pozbawiona sensu./.../
Dopóki sensowność pojęcia Bóg nie zostanie wykazana, można zasadnie ignorować wszelkie przypuszczalne argumenty za i przeciw w tej kwestii.
& & & & &
>>Ciekawym też jest dla mnie, jaki więc przekaz zawiera Biblia >Wyjaśnienie tego wymaga obszernego tekstu. Polecam "Wstęp ogólny do Pisma Świętego" wyd. Pallotinum. Można jednak to pytanie zawęzić (skonkretyzować?) i postawić jako temat nowego wątku (z tematem dotyczącym sporu między r. i n. związku nie widzę). Nawet bardziej jak średnio inteligentny czytelnik naszego forum zauważa, że ze dwie książki to ja już przeczytałem i książczynę Pallitinum, to może najpierw należałoby samemu dobrze przestudiować, a nie odsyłać mnie do niej. A moje pytanie brzmiało jak niżej: (Ciekawym też jest dla mnie, jaki więc przekaz zawiera Biblia, jaki jest klucz do egzegezy. Trzyma go tylko "Ojciec Święty", czy ewangelicy też mają wytrych. A co z takimi świeckimi znawcami "Pisma Świętego", jak na naszym forum pan "Andrzej51". Dla mnie jest oczywistym, że zapis biblijny jest tylko przekazem starożytnych mitów i opowieści.)
Znowu przygotowuje Pan sam sobie pytania, na które udziela odpowiedzi. Nie odpowiedział Pan na zasadnicze pytanie: Jaki jest klucz do egzegezy?
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >>... wiele pojęć jest niedefiniowalnych ... intuicyjny domysł ich znaczenia musi wystarczyć. >A jak przypadkiem komuś nie wystarcza i to zupełnie? Byli już tacy. Nazywano ich sofistami. Na ich pamiątkę twierdzenie, które w założeniu ma objaśniające wybrane zagadnienie, a które nic nie wyjaśnia, nazywamy sofizmatem. >... jaki więc przekaz zawiera Biblia, jaki jest klucz do egzegezy ... Dla mnie jest oczywistym, że zapis biblijny jest tylko przekazem starożytnych mitów i opowieści Nie ma sensu odpowiadać na pytanie, którego autor ma już oczywistą na nie odpowiedź.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>Nauka podczas dotychczasowego badania wszechrzeczy, nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze nawet możliwości przesłanek do uznania wpływu sił nadnaturalnych na naturę. >Zdanie z całą pewnością błędne. To już na pewno wystarczy, że Pan tak stwierdził.
>Przecież "możliwość wskazania wym. przesłanek" stwarza każde zjawisko, którego objaśnić nauka nie potrafi, a tych jest mnóstwo. To, jest Pańska specjalna logika. Jeżeli Pan twierdzi, że jest możliwość wskazania, to proszę wskazać, choć najprawdopodobniej (nie bardzo Pana rozumiem) chce Pan zastosować stary i prymitywny chwyt "Boga zapchajdziury".
>W tych warunkach jedynym sensownym argumentem pozostaje powołanie się na to, że przypadki uzyskania wytłumaczenia naturalnego dla tajemniczych zjawisk są liczne. I śliczne! Szanowny Panie proszę o wybaczenie, ale z punktu nauki zdanie "wytłumaczenia naturalnego dla tajemniczych zjawisk" jest bzdurą. Nauka jeżeli napotyka na tajemnicze zjawiska to bada je metodami naturalnymi, a później te badania opisuje aby inni mogli poddać to badanie weryfikacji.
>Tu jednak należy pamiętać, że wynik tej argumentacji daje nie pewność, lecz jedynie prawdopodobieństwo. W wyniku takiej argumentacji to można tylko zidiocieć jeżeli już wcześniej nie było się idiotą. Pan naprawdę albo nie czyta tego co pan wypisuje, albo tego nie rozumie. Te dwa powyższe zdania są zlepkiem słów bez żadnej merytorycznej treści. Jest to zwyczajne pla,pla.
>>Czy naprawdę oczekuje Pan, że na każde rzucone przez Pana zdanie, ja będę przygotowywał poważny referat. >Na zadane pytanie należy odpowiadać, co nin. czynię mimo świadomości, że jest to odejście od tematu. Otóż nie oczekuję odpowiedzi, lecz jedynie, dla dobra m. in. ew. czytelnika staram się sprostować błędy zawarte w tych referatach. Prawdopodobnie nasi czytelnicy są Panu niezmiernie wdzięczni, za wszystko co Pan z takim poświęceniem dla ich dobra czyni. Referaty Szanowny Panie, to ja gdzie indziej piszę, tu są publikowane tylko nasze głosy w dyskusji. A nawet tylko rozmowy z różnymi partnerami. Czasem z wielką intelektualną przyjemnością, a czasem wymuszone.
Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że istnieją światy równoległe. >Jestem przeciwnikiem wprowadzania do polemiki zdań mających na celu wyłącznie tzw. "tani efekt". A ja czasem lubię i te tańsze, adekwatne do poziomu prowadzonego dyskursu. Ważniejszym jest dla mnie poziom kultury, a też czasem trudno mi go utrzymać.
>Przecież zdanie to potraktowane poważnie stanowiłoby dowód, że nie masz pojęcia o sensie stosowanego w kosmologii określenia "światy równoległe". Przecież to oczywiste. Wystarczy, że w swej wielkiej mądrości Pan Głąbiński napisze "nie masz pojęcia", to nawet nie śmiałbym go mieć.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>Przecież "możliwość wskazania wym. przesłanek" stwarza każde zjawisko, którego objaśnić nauka nie potrafi, a tych jest mnóstwo. >... Jeżeli Pan twierdzi, że jest możliwość wskazania, to proszę wskazać, choć najprawdopodobniej (nie bardzo Pana rozumiem) chce Pan zastosować stary i prymitywny chwyt "Boga zapchajdziury". Słuszne przypuszczenie z tym zastrzeżeniem, że nazwanie hipotezy prymitywną zapchajdziurą merytorycznie nie ma znaczenia. Hipoteza jest, czy się to komu podoba czy nie ... >... Nauka jeżeli napotyka na tajemnicze zjawiska to bada je metodami naturalnymi, a później te badania opisuje aby inni mogli poddać to badanie weryfikacji. Nauka czyni tak, dopiero gdy zdobędzie narzędzia potrzebne do tych badań. W tej chwili, gdy chodzi np. o grawitony, ciemną materię, stan materii przed wielkim BUM! (stan przedinflacyjny) i wiele innych możemy jedynie snuć domysły, które niezależnie czy zostaną nazwane prymitywnymi czy inaczej, dają podstawę do prób zbudowania narzędzi badawczych, a z tych może zresztą - jak w przypadku "eteru kosmicznego" - wyniknąć, że poszukiwany obiekt (byt?) nie istnieje.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>Przecież "możliwość wskazania wym. przesłanek" stwarza każde zjawisko, którego objaśnić nauka nie potrafi, a tych jest mnóstwo.> >... Jeżeli Pan twierdzi, że jest możliwość wskazania, to proszę wskazać, choć najprawdopodobniej (nie bardzo Pana rozumiem) chce Pan zastosować stary i prymitywny chwyt "Boga zapchajdziury".> Słuszne przypuszczenie z tym zastrzeżeniem, że nazwanie hipotezy prymitywną zapchajdziurą merytorycznie nie ma znaczenia. Hipoteza jest, czy się to komu podoba czy nie ...Czyżbym gdziekolwiek napisał, że każda hipoteza jest "zapchajdziurą"? Dotyczy to tylko najprymitywniejszych wtrętów - co bardziej ograniczonych fideistów. Bardzo dobrze, jako teista, rozprawia się z tym psychologicznym zjawiskiem ks. prof. Michał Heller, ale szukać mi się teraz źródła nie chce. > >... Nauka jeżeli napotyka na tajemnicze zjawiska to bada je metodami naturalnymi, a później te badania opisuje aby inni mogli poddać to badanie weryfikacji.> Nauka czyni tak, dopiero gdy zdobędzie narzędzia potrzebne do tych badań.Tak, nauka bada tylko to co jest jej badaniom dostępne. Wcześniej na podstawie własnego dorobku stawia hipotezy, które podlegają potwierdzeniu lub zaprzeczeniu. > W tej chwili, gdy chodzi np. o grawitony, ciemną materię, stan materii przed wielkim BUM! (stan przedinflacyjny) i wiele innych możemy jedynie snuć domysły, które niezależnie czy zostaną nazwane prymitywnymi czy inaczej, dają podstawę do prób zbudowania narzędzi badawczych, a z tych może zresztą - jak w przypadku "eteru kosmicznego" - wyniknąć, że poszukiwany obiekt (byt?) nie istnieje.Tak, nie podobało się Panu, gdy napisałem, że jesteśmy ze "światów równoległych", a mnie bawi i raczej mi się podoba Pańskie stwierdzenie, że stanowimy dwa byty: "byt Pana Stacha" i "byt Andrzeja". Dobrze, że każdy z tych bytów zaopatrzony został przez Bozię jeszcze w odbyt. Dla mnie jest tylko jeden "byt" i jest nim cała rzeczywistość. Wszystko co istnieje. MATERIA! "Polityka" 11 września 2008 Cytat: Karol Jałochowski
"Żeby materia wydała jęk"
Dlaczego małe cząstki trzeba badać za pomocą wielkich urządzeń? Rozmowa z prof. Janem Nassalskim z Instytutu Problemów Jądrowych im. Andrzeja Sołtana w Świerku i dr. hab. Leszkiem Zawiejskim z Instytutu Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego PAN w Krakowie.
Klocki lego mają dzieci, a fizycy - Model Standardowy, największe osiągnięcie nauk przyrodniczych XX w. Ta powszechnie akceptowana teoria opisuje świat za pomocą dwóch rodzajów fundamentalnych cząstek elementarnych: leptonów i kwarków (z których zbudowane są bardziej złożone obiekty materii). Cząstki te podlegają czterem oddziaływaniom, z których dwa (elektromagnetyzm i grawitację) poznaliśmy dość dobrze, a pozostałe dwa gorzej (wiążące jądra atomów w całość oddziaływanie silne oraz oddziaływanie słabe - warunkujące przebieg reakcji jądrowych w gwiazdach).
Niestety, jak każde dzieło człowieka, Model Standardowy jest ułomny. Zawiera wiele parametrów o zagadkowych wartościach. Nie wyjaśnia własności ciemnej materii i ciemnej energii, które stanowią aż 96 proc. Wszechświata. Nie opisuje pierwszego ułamka sekundy, w którym, w niewyobrażalnym wybuchu, z czegoś, czego nawet nie można nazwać niczym (bo żeby było nic, musi być coś), powstały przestrzeń i czas. Nie odpowiada też na ważkie pytania o masę. Bo czym właściwie jest masa? I skąd się wzięła? Model Standardowy sugeruje tylko, że jedna odpowiedź na te pytania jest bardziej prawdopodobna niż inne, a jest nią bozon Higgsa, higgs.
Istnienie pewnej fundamentalnej cząstki elementarnej, która nadaje masę (niektórym) innym cząstkom, zasugerował Peter Higgs (ur. 1929). Ten brytyjski fizyk wysunął hipotezę, że Wszechświat wypełnia pewne pole. Niektóre cząstki są niejako odporne na jego działanie. Inne zaś grzęzną w polu Higgsa jak muchy w smole, przez co nabierają masy (która jest miarą siły ich oddziaływania z tymże polem). Tylko dlaczego higgs jest taki ważny? Czyż żyć bez masy nie byłoby lżej? Ano, gdyby nie cząstka Higgsa, nie powstałyby żadne złożone struktury. Nie byłoby cieczy i ciał stałych. Płynów i rzeczy. Nie byłoby nas. Powtórzmy jednak - higgs to tylko hipoteza.
Takich niezbadanych hipotez jeszcze parę jest. W każdą taką dziurę w wiedzy uczeni /a ja za nimi/ - wkładają zwyczajne "nie wiem" - inni próbują wetknąc tam Boga.@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... nauka bada tylko to co jest jej badaniom dostępne. Wcześniej na podstawie własnego dorobku stawia hipotezy, które podlegają potwierdzeniu lub zaprzeczeniu. Dla nauki Bóg jest hipotezą, co już zauważył Laplace. Podziału hipotez na prymitywne i nieprymitywne można sobie dokonywać, pytanie tylko, czy komu ten podział na coś się przyda, czy ktokolwiek nim się zainteresuje?
Stach M. G.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>... nauka bada tylko to co jest jej badaniom dostępne. Wcześniej na podstawie własnego dorobku stawia hipotezy, które podlegają potwierdzeniu lub zaprzeczeniu. >Dla nauki Bóg jest hipotezą, co już zauważył Laplace. Pierre Simon de Laplace (ur. 23 marca 1749 w Beaumont-en-Auge, zm. 5 marca 1827 w Paryżu) - To już parę tygodni minęło i na dokładkę jeszcze później swoją rewolucję metodologiczną wprowadził Charles Robert Darwin, (ur. 12 lutego 1809 w Shrewsbury, zm. 19 kwietnia 1882 w Downe). Pisałem o tym w tym wątku, ale Pan udziela odpowiedzi tylko na przygotowane przez siebie pytania.
Współczesne hipotezy naukowe - nawet najbardziej spektakularne wizje (Deutsch, Davies, Lloyd itd.) - opierają się na dotychczasowym dorobku nauki.
>Podziału hipotez na prymitywne i nieprymitywne można sobie dokonywać, pytanie tylko, czy komu ten podział na coś się przyda, czy ktokolwiek nim się zainteresuje? Zupełnie nikt się tym nie interesuje, to dosyć szybko wychodzi w praktyce. Znowu już w tym wątku już pisałem o metodologii naukowej i weryfikacji jej twierdzeń.
Daj Pan już spokój! To kompromitowanie samego siebie jest już zauważalne nawet przez życzliwych Panu czytelników. Dla mnie jest wprost żenujące.
Dziękuję Panu za rozmowę!
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) |
>Dla nauki Bóg jest hipotezą Był. 200 lat temu. Już nie jest.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | |  | | Ania... (14138 punktów) | >Takie też, jak wynika z cytowanego zdania, było przekonanie Darwina: ewolucja jako proces odbywający się w świecie materialnym - swoją drogą, a wiara w Boga, który ten ewoluujący świat stworzył - swoją drogą. Darwin nie był osobą wierzącą, co stanowiło przyczynę konfliktu z wierzącą żoną. Dlatego raczej pisząc cokolwiek nie zastanawiał się nad znaczeniem boga.
|
|
| | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Darwin nie był osobą wierzącą, co stanowiło przyczynę konfliktu z wierzącą żoną. Dlatego raczej pisząc cokolwiek nie zastanawiał się nad znaczeniem boga. No cóż. Ja czytałem odmienną opinię. Współistnienie dwu sprzecznych wersji przeszłego zdarzenia zdarza się. Jeśli zaś chodzi o konflikty małżeńskie ... Ci co zakosztowali rozkoszy pożycia rodzinnego, wiedzą, że często trudno się w nich dopatrzyć racjonalności pozwalającej na wysnuwanie wniosków.
Stach M. G.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > >Darwin nie był osobą wierzącą, co stanowiło przyczynę konfliktu z wierzącą żoną. Dlatego raczej pisząc cokolwiek nie zastanawiał się nad znaczeniem boga.> No cóż. Ja czytałem odmienną opinię. Współistnienie dwu sprzecznych wersji przeszłego zdarzenia zdarza się. Jeśli zaś chodzi o konflikty małżeńskie ... Ci co zakosztowali rozkoszy pożycia rodzinnego, wiedzą, że często trudno się w nich dopatrzyć racjonalności pozwalającej na wysnuwanie wniosków.> Stach M. G."Ateizm Darwina White i Gribbin, biografowie Darwina, tak przedstawiają skutki tego wydarzenia: Darwin po śmierci córki, Annie, w 1851 roku wracając wiejskimi drogami do Kent, czuł się zdruzgotany, był pogrążony w najgłębszym w swym życiu, porażającym smutku. Tracąc uroczą córeczkę - którą tak bardzo kochał, bo było to dziecko wręcz idealne, miłe i spokojne, które nigdy świadomie nikomu nie zrobiło przykrości, bystre i inteligentne, wesołe i czułe - stracił też wszelkie resztki wiary. Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą, jego jedynym bogiem był racjonalizm, jedynym zbawieniem nauka i logika, i temu poświęcił resztę swojego życia. Istnienie jest jedynie nagromadzeniem wydarzeń biologicznych. Życie jest samolubne i okrutne, bezcelowe i nieczułe. Poza biologią nie ma nic. Niektórzy apologeci opowiadają się za nierozsądną tezą, że Darwin był człowiekiem wierzącym. Teza ta wydaje się "potrzebna" zwłaszcza katolickim myślicielom, skoro papież Jan Paweł II zaakceptował teorię ewolucji - 23 października 1996 roku w liście do członków Papieskiej Akademii Nauk stwierdził on, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. (...) Badania historyków nauki pokazują jednak, że Darwin został ateistą wiele lat przed śmiercią swojej córeczki, Annie. Ta śmierć spowodowała tylko umocnienie się ateizmu Darwina (zwróćmy uwagę na opinię White'a i Gribbina: "Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą"). (...) W ciągu pierwszych dwu lat po powrocie z podróży Darwin sporo, jak pisze w Autobiografii, rozmyślał na temat religii: "...stopniowo doszedłem do wniosku, że Staremu Testamentowi z jego jawnie fałszywą historią świata, z Wieżą Babel, tęczą jako znakiem itd., itd. i z przypisywaniem Bogu uczuć mściwego tyrana nie należało bardziej ufać niż świętym księgom Hindusów czy wierze barbarzyńców". Po porzuceniu Starego Testamentu Darwin wyrzekł się też Nowego Testamentu: "Uświadamiając sobie dalej, że aby jakiś zdrowy na umyśle człowiek uwierzył w cuda, na jakich oparte jest chrześcijaństwo, potrzebne byłoby najjaśniejsze świadectwo - że im więcej wiemy na temat stałych praw przyrody, tym bardziej cuda te stają się niewiarygodne - że ludzie w owych czasach byli ignorantami i łatwowiernymi do stopnia niemal niepojmowalnego przez nas - że nie można udowodnić, iż ewangelie zostały napisane jednocześnie z opisywanymi zdarzeniami - że różnią się w wielu istotnych szczegółach, zbyt ważnych, bym uznał, że są to zwykłe niedokładności naocznych świadków; przez takie refleksje, którym nie nadaję charakteru najmniejszej nowości czy wartości, ale gdy wpłynęły na mnie, stopniowo doszedłem do niewiary w chrześcijaństwo jako boskie objawienie". Ateizm Darwina był końcowym etapem drogi, której początkiem było zwątpienie w prawdziwość biblijnego opisu stworzenia. autor: Mieczysław Pajewski" www.inteli(*)view=article&id=166&Itemid=178Proszę - podaję jedno ze źródeł. Nieco może dziwne, bowiem to opinia założyciela Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego, ale któż byłby bardziej krytyczny wobec ateizmu Darwina niż osoba fanatycznie wierząca?
|
|
 | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Andrzej: Okazuje się tylko, że przedstawiciele religii kręcą jak mogą, aby uzgodnić oczywistości z ich dogmatami. > Okazując przy tym swoją bierność, przecież te kręcenie musi z czegoś wynikać.Tak, kręcenie wynika z dwu głównych powodów, trudu przeczenia oczywistościom oraz wynikającej z poziomu cywilizacyjnego słabej możliwości stosowania sankcji wobec inaczej myślących. > Andrzej: gdyż ewolucja jednoznacznie implikuje ateizm. >  > Bzdura Andrzeju.Może zanim nazwiemy czyjeś poglady bzdurą warto zajrzeć do literatury, np przeczytać profesora Kazimierza Jodkowskiego absolwenta KUL-u. www.nauka-(*)l/index.php?action=tekst&id=98Choć osobiście wolę inspiracje do przemyśleń z książki "Trzy ewolucje" prof. Bernarda Korzeniewskiego. > Dlaczego nie może istnieć programista, który napisał samorealizujący się program?O takich "ewolucyjnych programach" pisze Dawkins i nie tylko on, ale tam można znaleźć wyjaśnienie dlaczego nie może istnieć taki programista w naturze. Na internetowej stronie: www.nauka-a-religia, znajdzie Pan Bardzo dużo materiałów do rozważań o "projektantach życia". Polecam. > tak bardzo boicie się piekła? Przecież jego pewnie w ogóle nie ma .Nawet na stronie Racjonalisty istnieją różne poziomy dyskusji. Czy to właśnie Pański poziom. > Andrzej: Agnostyk może być niezdecydowanym fideistą lub tchórzliwym ateistą. > Zdefiniuj "tchórzliwy ateista" i "niezdecydowany fideista"Jeżeli muszę: Część ateistów żyjąc w środowisku mocno fideistycznym woli się do ateizmu nie przyznawać nazywając się agnostykami. Część fideistów nie może jakoś pogodzić się z proponowanymi mu przez religię koncepcjami Boga i szuka własnej odpowiedzi. Coś na kształt panteistycznych koncepcji "jakiejś tam siły", "istnienia czegoś". > Andrzej: Tak zupełnie jednoznaczne i jednowymiarowe poglądy są rzadkie. > Strasznie dużo hipokrytów .Nie koniecznie: Nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze. > Andrzej: wiedzy wynikającej z wiary. > Jaka to wiedza wynika z wiary? Myślałem, że z religii.Religia (Zespół wierzeń i rytuałów) jest kwestią wiary lub poznania naukowego i dlatego wiedzę o danej religii może posiąść tak ateista-religioznawca jak i jej wyznawca. Wówczas będzie to wiedza wynikająca z wiary, np teologia lub przestrzeganie religinych nakazów i znajomość mitów przez wyznawców. > Andrzej: Nauka bada tylko to co istnieje, nie zajmuje się zaprzeczaniem istnienia rzeczy nieistniejących > Nauka najpierw musi potwierdzić, że takie rzeczy nie istnieją, aby potem zaprzeczać istnieniu rzeczy nieistniejących, rozumiesz Andrzeju?Jestem za głupi abym to zrozumiał. Moim zdaniem człowiek nie posiada żadnych (dokładnie żadnych) narzędzi (zmysłów) aby potwierdzić bądź zaprzeczyć czyimś spekulacjom o istnieniu nieistniejącego. NAUKA to wiedza gromadzona przez pokolenia, wiedza o rzeczywistości, poddana ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, spełniająca warunki prawdziwości. Tym samym terminem określa się też zbiór metod poznawczych i umiejętności praktycznych, którymi posługują się badacze przy zdobywaniu rzetelnej wiedzy, a także jej przekazywaniu.
Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. > Co prawda zaprzeczanie istnienia rzeczy nieistniejących jest zabawne.Dla mnie idiotyczne. I tak traktuję uczonych zajmujących się takimi problemami. > Andjrzej: Prowadząc bardzo szerokie badania natury wszechrzeczy nigdy i nigdzie nie natrafiono na najmniejszą przesłankę wpływu jakichkolwiek sił nadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonalistom wydaje się przyjęcie ateizmu za postawę rozsądną. > Wygodniejszą pozycją byłby agnostycyzm. Ateizm byłby wygodny jeśli uczeni przebadaliby wszystko i nie zauważyli tam wpływów siły nadnaturalnej.Jeden szuka wygód - drugi woli prawdę. Uważam się świat jest poznawalny, ale człowiek nigdy zupełnie go nie pozna. Jednym "Bóg zapchajdziura" wystarcza - innym nie. Tylko jaka jest definicja "Zapchajdziury"? > Co prawda z obecnym stanem wiedzy ateizm w ogóle jest irracjonalny.A Małgosia ma "Czarna dupę" oraz chodzi wściekła i za karę pójdzie do piekła. Tere fere dutki, a Wacek malutki. @@@ .
|
|
 | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > nie wierzę w boga => wierzę w to, że nie istnieje, bo nie mogę obalić ani potwierdzić jego istnienie, lub nieistnienia. Nie jest tak? Jeśli jest tak jak Ty twierdzisz, to pogląd ateistyczny jest głupi i nieprzystosowawczy> chyba, że Ania obaliła już istnienie niejednego boga .Ech, uwielbiam ten chwyt, w pewnym sensie wyrafinowanie erystyczny. Wytknij ateiście, że w coś wierzy, ależ go zagniesz, ha-HA! Ja, żeby daleko nie szukać, jestem ateistką. Tym najgorszym sortem, co to twierdzi, że żadnych bogów nie ma i jest o tym totalnie przekonany. Ba. Kłóci się, skubany, argumenty przedstawia i macha łapami, żeby lepiej te argumenty przedstawiać, choćby i do rana. Od czasu do czasu nawet bezczelnie rzuca cytatem "I have a question about this - a question that involves... LOGIC!". Ale! Wierzę, że dzięki zdolnym, młodym matematykom kwestia hipotezy Riemanna kiedyś zostanie rozwiązana. Wierzę, że dobrze odkurzyłam podłogę (rozpoznaję to głównie dzięki temu, że nie kaszlę). Wierzę, że jutro zjem przyjemny obiad z rodzicami. A głównie wierzę, że mój przyjaciel właśnie robi zakupy i jak zwykle połowę rzeczy kupi nie taką, jak trzeba - mimo dokładnej listy produktów wysłanej smsem. W tym właśnie celu ugotowałam więcej curry, nie będzie mi pół nocy przy Assassin's Creed płakał, że coś by jeszcze zjadł. Acha, no i wierzę jeszcze, że obudzi mnie ze dwa razy w nocy (bo wierzę, że padnę za kilka godzin - w końcu wstałam o 3:00am), jojcząc, żebym mu kibicowała, bo mu wtedy lepiej kombinacje wychodzą i lepiej morduje te biedne cele. Wierzę, że jeszcze wiele razy na tym forum ktoś wysmaży posta, powołując się na ten sam idiotyczny argument - wierzysz w cokolwiek, nie jesteś ateistą, czyli nie masz racji, czyli... Ha-HA! 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
|  | | Desseberger (43 punktów) | Elka: Wierzę, że jeszcze wiele razy na tym forum ktoś wysmaży posta, powołując się na ten sam idiotyczny argument - wierzysz w cokolwiek, nie jesteś ateistą, czyli nie masz racji, czyli... Ha-HA! Nie zrozumiałaś mojego argumentu opartego na logice matematycznej i nie znasz definicji ateizmu, która nie obejmuje innych tematów poza bogami. Możesz mi wytłumaczyć po co w anonimowym gronie opisujesz przebieg swojego dnia? Robisz to jeszcze w temacie, który tego w ogóle nie wymaga od Ciebie. Mam pozazdrościć Twojemu przyjacielowi, że ma gry komputerowe, a Ty gotujesz sos curry? Na resztę Twojej wypowiedzi jak i wypowiedzi starsze postaram odpowiedzieć się jutro.
|
|
| |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Nie zrozumiałaś mojego argumentu opartego na logice matematycznej i nie znasz definicji ateizmu, która nie obejmuje innych tematów poza bogami.Mój profesor od logiki byłby pewnie załamany. Zaraz, w jakim my jesteśmy wątku? O czym to ja? > Możesz mi wytłumaczyć po co w anonimowym gronie opisujesz przebieg swojego dnia? Robisz to jeszcze w temacie, który tego w ogóle nie wymaga od Ciebie.Może dla Ciebie anonimowym...*snort* Dwa, że najwyraźniej w ogóle nie załapałeś, o co w poście chodziło. Absolutnie nie jest to mój problem. Chyba, że bardzo chcesz, to mogę próbować tłumaczyć. > Mam pozazdrościć Twojemu przyjacielowi, że ma gry komputerowe, a Ty gotujesz sos curry?[dygresja]Curry to nie jest sos!  [/dygresja] Nie. Masz zrozumieć, między innymi, że sformułowanie "wierzę w" nie jest zarezerwowane dla religijnie zaangażowanych i jego użycie nie zaprzecza ateizmowi. Ponadto, byłoby miło, gdybyś czytał ze zrozumieniem. Powyższe pytania sugerują, że nie zbywa Ci na tej umiejętności. > Na resztę Twojej wypowiedzi jak i wypowiedzi starsze postaram odpowiedzieć się jutro.Po dokładniejszej analizie wstępnego posta, mam nadzieję? I może jednak każdemu z osobna. Wyrywanie zdań z posta i wciskanie kilku osób do jednej odpowiedzi nie wygląda dobrze. Ponadto utrudnia realną polemikę. Nie każdy ma czas i ochotę czesać pół wątku za oryginałem i odpowiedzią.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| |  | 4 na 4 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Czekaj, jednak mi się trochę zachciało (nie ma to jak dobra kawa). Twoje stwierdzenie ("nie wierzę w boga => wierzę w to, że nie istnieje, bo nie mogę obalić ani potwierdzić jego istnienie, lub nieistnienia.") ma dowodzić dokładnie czego? Że prawdopodobnie jakieś bóstwo istnieje, bo można zmontować argument, wg którego nie można być niczego pewnym? Że należy jednak się przychylić do opcji "istnieje", bo nie można być niczego pewnym?
Zacznijmy od jednej rzeczy: jeżeli wymyślę sobie, że mam w domu komputer stacjonarny, na mnie spoczywa ciężar dowodu, że go mam. O ile nie jestem w stanie tego udowodnić (przynieść i pokazać palcem - to mój komputer; w wersji skomplikowanej: dostarczyć np dowód zakupu czy przekazania z odpowiednimi zapisami), ten komputer nie istnieje. Wszystko jasne na teraz? Dobrze. Dalej. Podobnie funkcjonuje pojęcie bóstwa, tylko w szerszym aspekcie. Ktoś kiedyś wymyślił bóstwo. Prawdopodobnie było to opłacalne w jakiś sposób (polecam serdecznie Niezbędnik Inteligenta, wydanie specjalne z października 2009, w kwestii zbadanych pomysłów). Nie ma na jego istnienie bezpośrednich, twardych dowodów (błagam, odpuśćmy sobie święte księgi, stygmaty, ozdrowienia, widzenia i inne cuda, na ten temat jest tu zylion wątków, a dodatkowo - nawet posiadanie klawiatury nie warunkuje posiadania komputera). Wiele lat tradycji nie zmienia kwestii "komputerowości". A że mnóstwo ludzi się upiera, że jednak ma komputer/bóg jest? Mogą się upierać do upadłego. Można dalej? Jeśli mój mieszkający gdzieś w oddaleniu znajomy nie ma jak sprawdzić, czy mam komputer, nie ma obowiązku jednak wierzyć, że go mam. Nawet, jeśli znamy się długo i przyjaźnimy mocno. Nawet, jeśli mocno zastanawiając się, dojdzie do wniosku, że w sumie nie wiadomo - może i mam ten komputer. Dopóki i tylko wtedy, kiedy obejrzy sobie ten feralny komputer, będzie mógł stwierdzić, że on istnieje. Do tego momentu to tylko hipoteza komputera. Ja mogę się od niej lepiej czuć, kupel (empatycznie) może się od tego lepiej czuć, co nie zmienia faktu - hipoteza. Nie fakt. Swoją drogą: wiara, nawet najżarliwsza, nie spowoduje, że komputer zaistnieje.
Jak bardzo szanuję i lubię, mimo wrodzonego humanistycznego skrzywienia, matematykę - tworzenie nawet najbardziej złożonych zdań i/lub argumentów logicznych nadal nie dowodzi istnienia boga. Nie dowodzi nawet jego możliwości. Dowodzi ono jedynie, że istnieje osoba wystarczająco inteligentna/wyedukowana, żeby stworzyć pomysł na udowodnienie czegoś, co zostało wymyślone. Tak samo można udowodnić istnienie komputera, z tą jednak różnicą, że po QED można wyciągnąć spod pulpitu komputer i go zademonstrować. Jeszcze nie słyszałam o demonstracji dowolnego boga (malowidła się nie liczą!).
Słowem: proszę Cię bardzo, jeśli Ci to sprawia przyjemność, jeśli potrzebujesz tej idei, twórz nieprawdopodobnie skomplikowane argumenty na rzecz istnienia prawdopodobieństwa bóstw. Udowadniaj, że jest to rozsądne, zapobiegliwe, bardziej logiczne (kultywować wiele opcji, kryć wszystkie bazy). Zauważ tylko, że bez tej idei wszystko nadal działa najzupełniej poprawnie. Nie ma potrzeby wstawiania kolejnej zmiennej w tym uroczym środowisku. Burak w pomidorowej, wracając do kwestii kulinarnych, mój drogi. Burak w pomidorowej. Jeśli ktoś lubi - proszę go bardzo. Tylko może nie głośmy, że istnieje prawdopodobieństwo, że pomidorowa bez buraków ugotować się nie da.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
-1 na 1 | Desseberger (43 punktów) | VeaSapiens: Radziłbym sprawdzić co to jest ateizm agnostyczny Istnieje też teizm ateistyczny? VeaSapiens: Nie potrzebna jest Pierwsza przyczyna w postaci Boga, aby wytłumaczyć Wielki Wybuch itd. Nigdzie nie piszę, że taka właśnie jak Pan podał przyczyna jest potrzebna. VeaSapiens: Niech Pan łaskaw będzie, sprawdzić badania nad życiem RNA Niech Pan sięgnie do słownika i przeczyta definicje hipotezy i eksperymentów laboratoryjnych, które niekoniecznie muszą być zgodne z szerszą prawdą materialną. VeaSapiens: pouczyć się podstaw biochemii Nie muszę. Wydaje mi się, że doskonale je znam, aczkolwiek Panu doradzam sięgnięcie po książkę do Fizyki dla klas licealnych i polecam otworzyć rozdział o cząstkach elementarnych. Powinna znajdować się tam wiedzą, która wybitnie potwierdza, że nie mają one tak mało właściwości jak się Panu wydaje. VeaSapiens: Wtedy pogadamy. Możliwe bardzo, że Pan jest zbyt racjonalny jak dla mnie ze mnie to straszny irracjonalista głosowałem nawet na Mikkego co potwierdza mój irracjonalizm. iliac: A to czemu nie? Tzn. jesteś bardziej przekonany o niemożliwości tych procesów niż o nieistnieniu Zeusa (...) ? Mogę poddać je falsyfikacji, ponieważ są całkiem materialne, a Zeus nie. Wobec Zeusa pozostaje agnostykiem. iliac: Zdecydowanie powinieneś być ciecierzycowym agnostykiem, a nie aciecierzycystą. Zresztą- sam piszesz "raczej". Mogę poddać akurat metodę ciecierzycową falsyfikacji, wynik na pewno byłby pozytywny. iliac: Czyżby względem "bytów niematerialnych" inna logika obowiązywała? Tak, równie dobrze możesz dziwić się, że w układach gdzie występują już zjawiska kwantowe jest całkiem inna logika niż w układach gdzie występują zjawiska znane nam z fizyki klasycznej. iliac: Czy taki "de facto ateizm" satysfakcjonuje cię intelektualnie? Nie, bardziej satysfakcjonującą pozycją jest pozycja nr. 4 i jeśli nadamy jej etykietkę apatheizmu, to ta pozycja jest najbardziej racjonalna. Andrzej: Ale idea "Boga luk" znana jest już od dawna, a że z wiarą nie ma dyskusji i czasu na to szkoda, to powtarzam też już od dawna. Fajna idea, ale tutaj nikt jej nie przytacza proszę Pana. Andrzej: nigdy, nigdzie, w najmiejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze możliwości przesłanek na wpływ sił ponadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonaliści uważają, że rozsądnie jest przyjmować postawę ateistyczną. Racjonalizm wyklucza indywidualizm? Ciągle piszesz w osobie pierwszej lub drugiej liczby mnogiej i brzmi jakbyś pisał za całą grupę, której de facto nie ma. Może i istnieje takie ugrupowanie jak PSR, ale ich nie łączy racjonalizm, a poglądy lewicujący. Z racjonalizmem ma to mało wspólnego, tak samo jak ateizm czy teizm. Andrzej: Jeden szuka wygód - drugi woli prawdę. Ateizm o ile rozumiem jest tą prawdą, tak? Andrzej: Uważam się świat jest poznawalny, ale człowiek nigdy zupełnie go nie pozna. Takim stanowiskiem powinien Pan przeczyć swojemu ateizmu i zostać agnostykiem. Świat jest poznawalny => boga można poznać zmieniając np. metodologie naukową, która potwierdzi jego materializm. Panie Andrzeju, mógłby Pan zdefiniować słówko "racjonalizm"? Oczywiście niech ta definicja będzie zgodna z prawdą.Racjonalizm to nie jest przede wszystkim ustalenie sobie jakiś wytycznych i trzymanie się ich? Jeśli wyznaczę sobie cel "czytać jak najwięcej", to w takim razie czytanie jak najwięcej będzie najbardziej racjonalne. Zgadasz się Andrzeju?
|
|
 | 2 na 2 | VaeSapiens (237 punktów) |
>Istnieje też teizm ateistyczny?
Proszę nie żartować. Moderator podał Panu, przyjętą przez Dawkins'a skalę teizm-agnostycyzm-ateizm. Nie wiem czy byt absolutny istnieje czy nie, na bazie braku dowodów przyjmuje, że nie istnieje z dużym prawdopodobieństwem. To stanowisko ma prawie każdy ateista.
>Nigdzie nie piszę, że taka właśnie jak Pan podał przyczyna jest potrzebna.
Ja również. Oryginalnie, przed wyrwaniem z kontekstu, miał być to przykład drogi wnioskowania, który prowadzi do ateizmu. Odpowiedź na Pańskie Pytanie: "Czy Ateizm jest racjonalny?".
>Niech Pan sięgnie do słownika i przeczyta definicje hipotezy i eksperymentów laboratoryjnych, które niekoniecznie muszą być zgodne z szerszą prawdą materialną.
Rozumiem, że odrzuca Pan eksperyment, który akurat się z poglądami kłóci? Bardzo naukowe podejście.
>Nie muszę.
Musi Pan. Projektant to rzecz niekompatybilna z biochemią.
>Wydaje mi się, że doskonale je znam, aczkolwiek Panu doradzam sięgnięcie po książkę do Fizyki dla klas licealnych i polecam otworzyć rozdział o cząstkach elementarnych. Powinna znajdować się tam wiedzą, która wybitnie potwierdza, że nie mają one tak mało właściwości jak się Panu wydaje.
Niestety, nie. Sam pomysł projektanta, kłóci się z elementarnymi podstawami kompartmentacji w komórkach, oraz z "eksperymentami" podczas ewolucji. Tak jak powiedział to Coyne: "Czemu projektant dał nam szlak syntezy witaminy C, a potem zniszczył go, inaktywując jeden z jego enzymów".
A po czym Pan wniósł, jakie to ja właściwości cząstkom przyznaję? Wydawało mi się, że przyznaje im takie, jakie są poznane. Nie widzę, aby kogoś oprócz Pana to tak zdenerwowało, a ludzi znających fizykę lepiej ode mnie jest tu wielu.Wbrew Pańskiemu oskarżeniu, ja nie jestem fizykiem i nigdy nie napisałem, że należy mnie traktować jak takiego, mogę się mylić i chętnie przyjmę konstruktywną krytykę.
>Możliwe bardzo, że Pan jest zbyt racjonalny jak dla mnie >ze mnie to straszny irracjonalista >głosowałem nawet na Mikkego co potwierdza mój irracjonalizm.
Wystarczy mi jeden Behe, co głupoty o antygenie H plecie.
|
|
|  | | Desseberger (43 punktów) | VeaSapiens: Projektant to rzecz niekompatybilna z biochemią. Z daną hipotezą, którą stawia biochemia! Biochemia, a raczej stan naszej wiedzy nt. Biochemii wcale nie warunkuję nieistnienia projektanta. Widocznie słabo Pan zna się na Biochemii, albo nadużywa znaczenia tego słowa. VeaSapiens:(...) tak jak powiedział to Coyne: "Czemu projektant dał nam szlak syntezy witaminy C, a potem zniszczył go, inaktywując jeden z jego enzymów". Dlaczego projektant programu x zaimplementował komendę Y, która wyłącza program? Programista ma wolną rękę do tego co napiszę, jeśli programował Pan kiedyś to na pewno wie, że znając w dobrym stopniu dany język można umieścić dowolne parametry w kodzie. VeaSapiens: A po czym Pan wniósł, jakie to ja właściwości cząstkom przyznaję? Wydawało mi się, że przyznaje im takie, jakie są poznane. Nie widzę, aby kogoś oprócz Pana to tak zdenerwowało, a ludzi znających fizykę lepiej ode mnie jest tu wielu.Wbrew Pańskiemu oskarżeniu, ja nie jestem fizykiem i nigdy nie napisałem, że należy mnie traktować jak takiego, mogę się mylić i chętnie przyjmę konstruktywną krytykę. Napisał pan, że elektron jak i elektroidalne cząstki elementarne typu mion mają mało własności co jest nieprawdą. Własności leptonów właściwie są bardzo zagadkowe i jest ich na prawdę bardzo dużo, wiele pewnie nie znanych. VeaSapiens: Wystarczy mi jeden Behe, co głupoty o antygenie H plecie. Nie musi pleść głupot o antygenie H, wystarczy, że używa często w ogóle niezdefiniowanego pojęcia i nierealnego jakim jest "nieredukowalna złożoność" co skreśla go na całej linii  . Z całym szacunkiem, aczkolwiek wydaje mi się, że ma Pan pojęcie o Biochemii tylko nie rozumiem dlaczego Biochemia wyklucza istnienie projektanta, którego działania są całkiem indeterministyczne. Programował Pan kiedyś?
|
|
| |  | | VaeSapiens (237 punktów) |
> Z daną hipotezą, którą stawia biochemia! Biochemia, a raczej stan naszej wiedzy nt. Biochemii wcale nie warunkuję nieistnienia projektanta.> Widocznie słabo Pan zna się na Biochemii, albo nadużywa znaczenia tego słowa. Możliwe, że trochę nadużywam, to nic nie zmienia, że projektant, którego działania są deterministyczne jest niekompatybilny, ale Pan swoje stanowisko do projektanta, już powiedział, więc proszę traktować to jako nieporozumienie . Podobno się znam. > Dlaczego projektant programu x zaimplementował komendę Y, która wyłącza program?> Programista ma wolną rękę do tego co napiszę, jeśli programował Pan kiedyś to na pewno wie, że znając w dobrym stopniu dany język można umieścić dowolne parametry w kodzie. Wrócę do tego poniżej. > Napisał pan, że elektron jak i elektroidalne cząstki elementarne typu mion mają mało własności co jest nieprawdą. Własności leptonów właściwie są bardzo zagadkowe i jest ich na prawdę bardzo dużo, wiele pewnie nie znanych.Gdzie ja to napisałem? Wydaje mi się, że Pan mnie z kimś pomylił. > Nie musi pleść głupot o antygenie H, wystarczy, że używa często w ogóle niezdefiniowanego pojęcia i nierealnego jakim jest "nieredukowalna złożoność" co skreśla go na całej linii .Tu się zgadzamy. > Z całym szacunkiem, aczkolwiek wydaje mi się, że ma Pan pojęcie o Biochemii tylko nie rozumiem dlaczego Biochemia wyklucza istnienie projektanta, którego działania są całkiem indeterministyczne.> Programował Pan kiedyś? Owszem programowałem np. w Fortranie(głównie). Ja rozumiem Pański pogląd o bycie/projektancie, nawet pochwalam taki system. Tak jak napisałem w pierwszej odpowiedzi: "Nie mam każdego Teistę za idiotę" może Pan pomyśleć, że to było do Pana. Odpowiem zgodnie z przyzwoitością: Biochemia nie odrzuca indeterministycznego projektanta, odrzuca jedynie tego deterministycznego, co jest chyba oczywiste. Profesor katedry Biochemii mojej alma mater, miał bardzo podobne poglądy. Rozumiem, że Pan nie odrzuca TE na rzecz ID?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Desseberger (43 punktów) | VaeSapiens: Gdzie ja to napisałem? Wydaje mi się, że Pan mnie z kimś pomylił. Fakt, Pan nie jest "uxbridge". Przepraszam w takim razie. VaeSapiens: Owszem programowałem np. w Fortranie(głównie). Ja rozumiem Pański pogląd o bycie/projektancie, nawet pochwalam taki system. Tak jak napisałem w pierwszej odpowiedzi: "Nie mam każdego Teistę za idiotę" może Pan pomyśleć, że to było do Pana. Nie jestem teistą i cieszę się, że nie ma Pan każdego teisty za idiotę. Moje stanowisko i perspektywa, z której patrzę na świat nie zauważa praktycznie żadnego sporu pomiędzy religią,(która dzisiaj okazuje totalną bierność na naukę), a nauką. Nie rozumiem też dlaczego Andrzeja śmieszy owa bierność, nie jest to przecież oznaką otępienia i głupoty, a raczej postępowości. VeaSapiens: Odpowiem zgodnie z przyzwoitością: Biochemia nie odrzuca indeterministycznego projektanta, odrzuca jedynie tego deterministycznego, co jest chyba oczywiste. Dlatego wskazane jest zawsze, aby druga strona definiowała zawsze pojęcia, którymi się posługuje. Jeśli tego nie robi, to powstaje chaos informacyjny w przekazywanych treściach. VaeSapiens: Profesor katedry Biochemii mojej alma mater, miał bardzo podobne poglądy. Uważam takie poglądy za najbardziej racjonalne z obecnym stanem naszej wiedzy. Zdaje się, że błędem jest odrzucanie indeterministycznego projektanta życia z naszą ograniczoną metodologią naukową, ograniczoną nawet bardzo co wybitnym przykładem jest jej nieporadność w układach kwantowych. VeaSapiens: Rozumiem, że Pan nie odrzuca TE na rzecz ID? Zacznijmy od tego, że teoria ID nie jest hipotezą naukową. Nie możemy jej zaliczyć do tego zbioru z takiego powodu choćby, że nie jest konkretna. Wśród kreacjonistów wyróżniamy trzy grupy [list] kreacjonizm młodej Ziemi kreacjonizm starej Ziemi , więc o "Teorii Kreacjonistycznej" nie można nawet mówić. Poza tym TK jeśli na prawdę można byłoby zauważyć jej założenia, to organizmy żyjące w podobnych warunkach powinny mieć organy takie jak oczy zbudowane w podobny sposób, odmienny od organizmów żyjących w innych środowiskach. Zauważyłeś kiedyś coś takiego? Na pewno nie .
Zresztą TE wcale nie wyklucza projektanta.
|
|
| | | |  | | VaeSapiens (237 punktów) | >Fakt, Pan nie jest "uxbridge". >Przepraszam w takim razie.
Nic nie szkodzi.
>Nie jestem teistą i cieszę się, że nie ma Pan każdego teisty za idiotę. >Moje stanowisko i perspektywa, z której patrzę na świat nie zauważa praktycznie żadnego sporu pomiędzy religią,(która dzisiaj okazuje totalną bierność na naukę), a nauką. Nie rozumiem też dlaczego Andrzeja śmieszy owa bierność, nie jest to przecież oznaką otępienia i głupoty, a raczej postępowości.
Zgodzę się. Wcale nie jestem, też przekonany, że ateizm "wybije" całą religię. Myślę, że to co widzimy to selekcja,a nie ekstynkcja . Polecam książkę "Why Christianity Must Change or Die" John'a S. Spong'a. Takich teistów to ja bardzo lubię.
>Dlatego wskazane jest zawsze, aby druga strona definiowała zawsze pojęcia, którymi się posługuje. Jeśli tego nie robi, to powstaje chaos informacyjny w przekazywanych treściach.
Rzeczywiście w całym chaosie tej rozmowy, przyjąłem (błędnie), że "O kolejny bogobojny kreacjonista" i dlatego tyle nieporozumień wyrosło.
>Uważam takie poglądy za najbardziej racjonalne z obecnym stanem naszej wiedzy. >Zdaje się, że błędem jest odrzucanie indeterministycznego projektanta życia z naszą ograniczoną metodologią naukową, ograniczoną nawet bardzo co wybitnym przykładem jest jej nieporadność w układach kwantowych.
Przypomniał mi się przypadek mojego profesora, bo kiedyś na wykładzie powiedział coś takiego jak mnie pamięć nie myli "Największym dziełem Stwórcy jest samoprogramujące się życie", co dosyć pasuje do Pana poglądów.
>Zresztą TE wcale nie wyklucza projektanta.
Tzn wyklucza konkretnych projektantów. Nie wyklucza pańskiej idei Absolutu.
|
|
| | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Moje stanowisko i perspektywa, z której patrzę na świat nie zauważa praktycznie żadnego sporu pomiędzy religią,(która dzisiaj okazuje totalną bierność na naukę), a nauką. To zdanie może budzić wątpliwość. Chodzi o to, że przez religię można rozumieć zestaw twierdzeń obowiązujący aktualnie w instytucji przypisującej sobie prawo zarządzania doktryną bez oglądania się na to, czy twierdzenia te są zgodne z jej podstawowymi założeniami. Konkretnie chodzi mi o papieski zakaz badań zarodków ludzkich, komórek macierzystych, stanowisko zajmowane w niektórych sprawach dotyczących seksu i tp., które nie mają uzasadnienia w treści Biblii, ani uznanych objawień. Nie wydaje mi się celowym wymagające obszernego tekstu wyjaśnianie, dlaczego dopatruję się w tych kwestiach konfliktu nauki z tak zdefiniowaną religią (uważam to za oczywiste), jednak gdyby kogoś to interesowało, mogę podjąć ten temat.
Stach M. G.
|
|
| |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | > >Z całym szacunkiem, aczkolwiek wydaje mi się, że ma Pan pojęcie o Biochemii tylko nie rozumiem dlaczego Biochemia wyklucza istnienie projektanta, którego działania są całkiem indeterministyczne. Przepraszam, ale dlaczego "Biochemia" przez B?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | Na początek mam dwie uwagi natury technicznej- po pierwsze proszę uprzejmie o poprawne cytowanie mojego pseudonimu, który brzmi "liliac", a nie "iliac" (powtórzony zaś został w błędnej formie niejednokrotnie), po drugie (i widzę, że nie jest to tylko moja uwaga)- nie ma na tym forum zwyczaju odpowiadania na wiele postów na raz- konwersację zasadniczo prowadzimy z poszczególnymi rozmówcami, co pomijając wszelkie inne korzyści, daje tę jedną- podstawową, jak sądzę, że odbiorca zostanie mailowo poinformowany o przeznaczonej dlań odpowiedzi. Prowadzenie rozmowy w takiej formie może zostać uznane za lekceważenie rozmówców. > iliac: Czy taki "de facto ateizm" satysfakcjonuje cię intelektualnie? > Nie, bardziej satysfakcjonującą pozycją jest pozycja nr. 4 i jeśli nadamy jej etykietkę apatheizmu, to ta pozycja jest najbardziej racjonalna.Mam tylko jedno pytanie- czy pozycje z tej listy- poza czystymi "na 100% tak", "50:50" i "na 100% nie" w ogóle jesteś skłonny stosować? Czy też jedynie te trzy powyższe wydają ci się mieć sens?
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Andrzej: nigdy, nigdzie, w najmniejszym stopniu, nie natrafiła na najmniejsze możliwości przesłanek na wpływ sił nadnaturalnych na naturę. Na tej podstawie racjonaliści uważają, że rozsądnie jest przyjmować postawę ateistyczną. > Racjonalizm wyklucza indywidualizm?Nie rozumiem? > Ciągle piszesz w osobie pierwszej lub drugiej liczby mnogiej i brzmi jakbyś pisał za całą grupę, której de facto nie ma.Tak, zdarza mi się to dosyć często, a wynika to stąd, że nie uznaję żadnych autorytetów poza autorytetem zbiorowym jakim jest nauka i jej ustalenia. > Może i istnieje takie ugrupowanie jak PSR, ale ich nie łączy racjonalizm, a poglądy lewicujący.Raczej istnieje, jak wskazuje chociażby Pańskie odesłanie do ich strony! Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów jest zrzeszeniem osób o światopoglądzie racjonalistycznym.
Jesteśmy społecznością ludzi o otwartych umysłach, którzy cenią ideę osobistej wolności i samorozwoju. Tworzymy enklawy w polskiej przestrzeni społecznej, gdzie można myśleć, mówić i kształtować się na zasadzie autonomii i odwagi intelektualnej, bez ograniczenia ideologiczną poprawnością.
Naszymi wartościami są idee wolnej myśli oraz rozumnego kształtowania przekonań i życia.Ale już prędzej podejrzewałbym ich, że są lewitujący (tak blisko im do szatana) niż lewicujący. Ale Pan nawet bez sprawdzania wie lepiej. > Ateizm o ile rozumiem jest tą prawdą, tak?Wiele Pan rozumie, jestem pełen podziwu dla Pańskiego przenikliwego umysłu. > Takim stanowiskiem powinien Pan przeczyć swojemu ateizmu i zostać agnostykiem.Serdecznie dziękuję za wskazówkę, przykro mi, ale nie skorzystam i nie będę przeczył swojemu ateizmu. Z reszta ja wcale nie uważam się za ateistę tylko za naturalistę ontologicznego. > Świat jest poznawalny => boga można poznać zmieniając np. metodologie naukową, która potwierdzi jego materializm.Muszę powiedzieć, że gdybym chciał normalnie skomentować powyższe twierdzenie musiałbym użyć epitetów, a tego bardzo nie lubię. Ale spróbujmy. W metodologii naukowej jeżeli chcemy poznać coś dotychczas niedostępnego naszym zmysłom musimy założyć hipotezę jego istnienia. Poproszę więc o hipotezę istnienia "boga" czyli o zdefiniowanie tego terminu. Dla nauki nie istnieją żadne byty niedostępne naturalistycznemu poznaniu. Wysuwa Pan tu bardzo ciekawą hipotezę materialistycznego "boga", ale sytuacja jest analogiczna. Znowu potrzebna jest jakaś hipoteza. Uczeni nie są teologami i budują nawet najbardziej "zwariowane" hipotezy opierając je na dotychczasowym dorobku nauki, a nie na spekulacjach. Następnie czy postawiona przez Pana hipoteza wyjaśniała by cokolwiek, czy jeszcze bardziej komplikowała zrozumienie świata. > Panie Andrzeju, mógłby Pan zdefiniować słówko "racjonalizm"? Oczywiście niech ta definicja będzie zgodna z prawdą.Nie mogę, po pierwsze nie chce mi się (można w moich wypowiedziach na tym forum przeczytać co na temat racjonalizmu myślę). Nie bardzo też wiem o jaką prawdę Panu chodzi: zgody powszechnej, pragmatyczną, ewidentystyczną, koherentną, semantyczną, czy korespondencyjną, a może o Prawdę? Mnie wystarcza taka definicja jaka wynika z "Nowego leksykonu teologicznego" Vorgrimlera. "/.../najczęściej używany w sensie zdolności poznawczej. Przejawami jej aktywności są, według tradycji, nauka ("scientia") i mądrość ("sapientia). Choć na tym forum cenię sobie rozszerzenie redaktora Agnosiewicza: Cytat:Wiedza z przymiotnikiem racjonalna, to nie tylko wiedza poddająca się osądowi rozumu, ale taka która oprócz tego świadomie obnaża mistyfikacje i atakuje przesądy. Stanisław Lem powiedział w swym ostatnim wywiadzie-rzece ("Świat na krawędzi"), iż doszedł do wniosku, iż w sumie to on jest za jakąś formą cenzury - ocenzurowałby jawne szarlataństwo zarówno starej daty (wspomniał o kreacjonizmie), jak i nowej (np. bioenergoterapia). Fakt, nie możemy być pewni niezłomnie własnej wiedzy, ale przecież jako wiedzę przekazuje się często takie treści, które są dość oczywistym przestępstwem intelektualnym na ludziach podatnych na manipulacje. Urząd cenzury jest oczywiście niezbyt zachęcającym rozwiązaniem, ale substytutem tego powinna być wiedza niepokorna. Wiedza niepokorna to wiedza nietolerancyjna wobec oszustwa i głupoty. Nie toleruje ona nie tylko "nauczania" katechezy obok lekcji biologii (tj. nauczania w tym samym budynku, w szkole), ale przede wszystkim zalewu pseudonauki, obecnie jeszcze bardziej nachalnej. Demistyfikacja jest zatem pierwszym zadaniem wiedzy racjonalnej. Aby była wielka musi mieć rozmach Maxa Webera, a styl - Woltera. Nasze kompendium jest oczywiście jeszcze w stanie niemowlęcym, no, może młodzieńczym, ale pozwalam sobie żywić "wiarę", że nie nastąpi zatrzymanie w rozwoju lub "infantylizacja".
Rozwojem zaś jest uzupełnianie krytyki, programem pozytywnym, czyli ową wiedzą "poddającą się osądowi rozumu". W przeciwieństwie do tzw. wiedzy tajemnej, ma ona charakter ekshibicjonistyczny - chce aby ją oglądano ze wszystkich stron i zaglądano do jej wnętrza, w poszukiwaniu słabości. Żyje ona nie dlatego, że ładnie wygląda, jest intrygująca czy przyjemna. Żyje wyłącznie dlatego, że nikt nie znalazł w niej wewnętrznej sprzeczności, niezgodności z rzeczywistością czy innej słabości. Nie mam zamiaru tutaj pisać referatów na temat konkretów ostatniego zdania, gdyż nie miejsce tutaj na to - o tym rozstrzyga akceptowalna metodologia naukowa. Wiedza taka nie zakłada swej absolutnej czy definitywnej trafności, ergo: nie zakłada swej nieśmiertelności. Nie tylko to decyduje o jej niepopularności, ale przede wszystkim fakt, iż nierzadko bywa ona nieatrakcyjna, nieprzyjemna. Pocieszanie jest dla niej żadną wartością. Ostatecznie jednak daje ona coś pomiędzy tym: "Cynizm jest to udana próba zobaczenia świata, jakim jest on w rzeczywistości" (Jean Genet), a tym: "Świat jest komedią dla tych co myślą, A tragedią dla tych, co czują" (Horace Walpole). @@@ .
|
|
| Desseberger (43 punktów) | Andrzej: . Myślę, że te polemiki czytają także inteligentni ludzie, którym przyda się zrozumienie, gdzie leży istota sporu pomiędzy ewolucjonizmem naukowym /darwinowskim/ (...)a ewolucjonizmem teistycznym Dlaczego darwinizm musi być naukowy , a symbiogeneza nie jest? Za bardzo wywyższa chyba Pan darwinizm. Chciałbym jeszcze dowiedzieć się bardzo jaka jest różnica pomiędzy ewolucjonizmem naukowym, a teistycznym? Czyżby chodziło Panu o to, że darwinizm ma wbudowane w swoją definicję brak projektanta? Zresztą, powinien Pan zdefiniować te pojęcia. Andrzej: Są też jeszcze inni uczeni zdecydowani przeciwnicy ewolucjonizmu - choć też zdecydowanie katoliccy (a może nawet prawdziwie katoliccy): Mieczysław Pajewski, Eugeniusz Moczydłowski czy też wielki polski uczony Maciej Giertych. (Informacja ta też nie jest koniecznie dla Pana). Spotkałem się z pracami pana Pajewskiego i polecam każdej osobie interesującej się nauką* zajrzeć do nich, czasami pojawiają się tam na prawdę ciekawe zdania krytyki (neo)darwinizmu. Pan Giertych to strata czasu, a Moczydłowskiego ledwo kojarzę. Aczkolwiek zdanie tych trzech katolików, których Pan wymienił nie wiem jak ma się odnosić do kościoła. Prosiłbym Pana, aby zacytował oficjalne zdanie kościoła odnośnie ewolucji, które znajdzie Pan prawdopodobnie w KKK. Nie widzę większego sensu wrzucać tutaj cytaty indywidualnych jednostek, które brnął do zachowań heretyckich. > >Ale najciekawsze z tych bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją?> Panu Głąbińskiemu jakoś prosto wyjaśnić, czym jest metodologia naukowa, że w nauce istnieją hipotezy, tezy, teorie, założenia hipotetyczne itdByty istnieją niezależnie od postawionych hipotez względem ich istnienia, aczkolwiek nie mogłem domyślić się o co chodzi w wypowiedzi Pana Głąbińskiego, którą zacytowałeś Andrzeju. Ania: Wypowiadać się na racjonaliście nie zaznajomiwszy się z abecadłem tematyki to samobójstwo intelektualne. Jakby Dawkins miał coś wspólnego z racjonalizmem. Poza tym jeśli Dawkins jest waszą podstawą to może warto zmienić nazwę strony na "Dawkinsonista.pl"?
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Bardzo proszę tu polemizować z każdym osobno, gdyż gdy odpowiada Pan np. pani Ani, to mogę bardzo cennych Pańskich uwag do moich wypowiedzi nie zauważyć.
>Dlaczego darwinizm musi być naukowy , Czyżbym, gdziekolwiek tak powiedział? Tu jest cholera znacznie gorzej - wcale tak być nie musi, ale jest. Darwin dokonał rewolucji metodologicznej w nauce uznając naturalizm metodologiczny za jedynie słuszne wyjaśnianie procesów życiowych. Świat i organizmy żywe rozwinęły się dzięki czysto materialnym, fizycznym siłom. Pozbawionej celu zmienności - ze ślepym , nieczułym procesem doboru naturalnego.
>Za bardzo wywyższa chyba Pan darwinizm. Gdyby tylko ja, to byłoby to tak zwane "małe piwo". Naturalizm metodologiczny obowiązuje w całej nauce, a do tego najczęściej podparty jest filozoficznym naturalizmem ontologicznym. Oczywiście wiem, że są "uczeni", którzy temu przeczą. Zaproponowałem nawet aby stworzyć listę "utytułowanych ....." na naszym portalu. Jak widzę dokłada Pan kandydaturę prof. dr hab. Mieczysława Pajewskiego, to może ja dorzucę jeszcze prof. Giertycha. Niech ma.
>Chciałbym jeszcze dowiedzieć się bardzo jaka jest różnica pomiędzy ewolucjonizmem naukowym, a teistycznym? Po prostu teistyczny, a nawet deistyczny /jak sama nazwa wskazuje jest nienaukowy/. Krótko! Teistyczny odwołuje się do przyczyn nadnaturalnych /celowość/
>Zresztą, powinien Pan zdefiniować te pojęcia. A dlaczego ja. Wcale nie uważam się za najmądrzejszego we wsi. Tym tematem bawi się od wielu lat prof. Kazimierz Jodkowski, do którego już Pana odesłałem.
>Aczkolwiek zdanie tych trzech katolików, których Pan wymienił nie wiem jak ma się odnosić do kościoła. >Nie widzę większego sensu wrzucać tutaj cytaty indywidualnych jednostek, które brnął do zachowań heretyckich. Tak, jak już w tym wątku napisałem doktryna Kościoła Katolickiego, to stragan, z którego każdy wybiera sobie to co mu akurat pasuje. Historią konfliktu pomiędzy nauką a Kościołem zajął się katolik Minois. Ale nie, on jest zbyt krytyczny. Jest magisterium Kościoła wyrażone w encyklikach, ale nie, one są zbyt enigmatyczne. Przywołałem artykuł arcybiskupa Wiednia kard. Christopha Schönborna: "Odkrywając celowość w przyrodzie". Też nie odpowiada. Nie odpowiadają Panu publikacje tych trzech wybitnych katolików, których przywołałem, to czemu wydawani są oni przez katolickie wydawnictwa i do kupienia w kościołach. Czy tylko Pan wraz z Panem Głąbińskim jest jedyną obowiązującą wykładnią doktryny Kościoła?
>Prosiłbym Pana, aby zacytował oficjalne zdanie kościoła odnośnie ewolucji, które znajdzie Pan prawdopodobnie w KKK. Jestem naprawdę grzecznym człowiekiem i dlatego powiem tylko, cytuj Pan sobie to co Pana interesuje. Ja jednak będę sam wybierał swoje argumenty i swoje odwołania. -------------------------------------------------------------------------------- >>>Pan Głąbiński: Ale najciekawsze z tych bytów (czarna materia, światy równoległe, któraśtam cząstka itd.) o których nie wiadomo, czy istnieją, czy nieistnieją? >>Bogusławski:Mam prośbę do Państwa - może ktoś da radę Panu Głąbińskiemu jakoś prosto wyjaśnić, czym jest metodologia naukowa, że w nauce istnieją hipotezy, tezy, teorie, założenia hipotetyczne itd ------------------------------------------------------------------------------
>Byty istnieją niezależnie od postawionych hipotez względem ich istnienia, To jest pańska koncepcja. Znam jej źródła i aktualia, ale mnie ona nie obowiązuje i mam do tego, co najmniej nie mniejsze od Pana intelektualne prawo. Istnieje tylko jeden jedyny (możemy go nazwać) "byt" i jest nim materia. Człowiek za pomocą zmysłów nigdy nie stwierdził oddziaływania na naturę jakiekolwiek nadprzyrodzonego bytu. A jeżeli taki "byt" jest w jakikolwiek sposób nie stwierdzalny, to dla człowieka nie ma żadnego znaczenia. Oczywiście mówię tu o nauce i praktyce życia, a nie o kulturze, gdzie wyspekulowane "byty" mogą mieć nawet duże znaczenie. Np. dzieci boją się Baby Jagi.
>aczkolwiek nie mogłem domyślić się o co chodzi w wypowiedzi Pana Głąbińskiego, którą zacytowałeś Andrzeju. Jeżeli nawet Szanowny Pan nie mógł się domyśleć, to gdzie mnie do Pana.
>Jakby Dawkins miał coś wspólnego z racjonalizmem. Wszak to wszystko zależy od przymiaru. Ja też dla wielu jestem zaledwie "chłopskim filozofem" czy "Racjonalistycznym głupkiem". Według mojej miary to jeden z największych racjonalistów i najznakomitszych popularyzatorów darwinizmu.
>Poza tym jeśli Dawkins jest waszą podstawą to może warto zmienić nazwę strony na "Dawkinsonista.pl"? Jednak wolimy być grzeczniejsi i nie będziemy Panu proponować założenia i tytułu do Pańskiej strony.
@@@ .
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >>Dlaczego darwinizm musi być naukowy, >... wcale tak być nie musi, ale jest. Przypomnę, że pełne, złożone z dwu oddzielonych przecinkiem zdań pytanie jest: "Dlaczego darwinizm musi być naukowy, a symbiogeneza nie jest?" Pominięcie drugiego członu cytowanego pytania zmienia zupełnie sens, tak że udzielona odpowiedź jest nie na temat. W pytaniu wyraźnie chodzi nie o sam darwinizm, lecz o jego zestawienie z jakąś symbiogenezą. Nie o podstawy "naukowości" darwinizmu, lecz o to, z czego wynika tak różne potraktowanie d. i s.
Stach M. G.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>>Dlaczego darwinizm musi być naukowy, >>... wcale tak być nie musi, ale jest. >Przypomnę, że pełne, złożone z dwu oddzielonych przecinkiem zdań pytanie jest: "Dlaczego darwinizm musi być naukowy, a symbiogeneza nie jest?" Pominięcie drugiego członu cytowanego pytania zmienia zupełnie sens, tak że udzielona odpowiedź jest nie na temat. W pytaniu wyraźnie chodzi nie o sam darwinizm, lecz o jego zestawienie z jakąś symbiogenezą. Nie o podstawy "naukowości" darwinizmu, lecz o to, z czego wynika tak różne potraktowanie d. i s. Przypomnę Panu, że to Pan "Desseberger" był autorem tego pytania i jeżeli już, to on ma prawo do przypominania mi o niedostatecznej jego zdaniem odpowiedzi i poprosić o ewentualne uzupełnienie. Natępne co wydaje mi się, to to że, nie jestem Pańskim uczniakiem i Pańskie przypomnienia niewiele mnie interesują, ale ponieważ z praktyki życia i literatury wiem, że im bardziej komuś brakuje merytorycznych argumentów, tym wykazuje się większą agresja, to postaram się Panu odpowiedzieć: Ludzka wyobraźnia jest ogromna i mniej lub bardziej poważni przedstawiciele - lub uważający się za przedstawicieli - nauki próbują różne swoje teoryjki do nauki wrzucić. Jedne traktuje się bardziej poważnie inne mniej. Nie wiem, dlaczego teoria symbiogenezy została odrzucona. Musiałbym doczytać, a jak na razie nic mnie do tego nie zachęca. Nie sadzę aby ktoś poważny zestawiał darwinizm z symbiogenezą. Choć możliwe, że ktoś, kiedyś to zrobił, ale ja ze swoich lektur nie pamiętam. Zresztą nawet nie aspiruję do wiedzenia wszystkiego. Wszyscy mamy dostęp do literatury. Gdy Pana to interesuje to proszę nam napisać o poważnej teorii symbiogenezy tak niesprawiedliwie traktowanej. Może nas Pan też zainteresuje.
Wikipedia: Symbiogeneza - teoria powstawania gatunków na drodze integracji, symbiozy różnych gatunków. Sformułowana została po raz pierwszy przez Konstantina Mereszkowskiego (rosyjskiego biologa i botanika, działającego w Kazaniu), w oparciu o badania nad porostami. Według jego koncepcji większe, bardziej złożone komórki powstały wskutek symbiotycznych relacji między mniej złożonymi komórkami. Opisał swoją teorię w 1909 roku w pracy w języku rosyjskim, chociaż jej założenia pojawiły się już w pracy z 1905 roku.
Przed chwilą kupiłem w "Taniej ksiegarni" książkę "Znanego psychiatry amerykańskiego (USA) M. Scott Peck'a, który opowiada o tym, jak ze sceptyka stał się człowiekiem przekonanym o istnieniu złych duchów". I ktoś mnie tu zapyta dlaczego jego teoria opętania nie jest uważana za naukową?
Jedyną merytoryczną odpowiedzią jest taka, że na tym samym świecie żyją ludzie z różnych bajek, a racjonaliści to ludzie ze zdecydowanie innej bajki.
@@@ .
|
|
| | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Nie sadzę aby ktoś poważny zestawiał darwinizm z symbiogenezą. Choć możliwe, że ktoś, kiedyś to zrobił, ale ja ze swoich lektur nie pamiętam. Ten fragment spełnia warunki, by uznać go za odpowiedź w omawianej sytuacji. Wydaje się jednak, że pełniej wyraziłoby stan niejasności w dyskusji między tobą a D. zdanie np.: "chyba nie całkiem pojmuję o co ci (mowa o D.) chodzi, gdyż o s., wiem mało, a tym bardziej nie słyszałem, by ktoś zestawiał ją z darwinizmem".
Stach M. G.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Cytat:Bogusławski napisał: Nie sadzę aby ktoś poważny zestawiał darwinizm z symbiogenezą. Choć możliwe, że ktoś, kiedyś to zrobił, ale ja ze swoich lektur nie pamiętam. Zresztą nawet nie aspiruję do wiedzenia wszystkiego. Wszyscy mamy dostęp do literatury. Gdy Pana to interesuje to proszę nam napisać o poważnej teorii symbiogenezy tak niesprawiedliwie traktowanej. Może nas Pan też zainteresuje. (+ cytat z Wikipedii o symbiogenezie.)
* Cytat: Pan Głąbiński był łaskaw zacytować: >>Nie sadzę aby ktoś poważny zestawiał darwinizm z symbiogenezą. Choć możliwe, że ktoś, kiedyś to zrobił, ale ja ze swoich lektur nie pamiętam.
I (według Jego starej metody) odnieść się do już własnej interpretacji tekstu Bogusławskiego: > Ten fragment spełnia warunki, by uznać go za odpowiedź w omawianej sytuacji. Wydaje się jednak, że pełniej wyraziłoby stan niejasności w dyskusji między tobą a D. zdanie np.: "chyba nie całkiem pojmuję o co ci (mowa o D.) chodzi, gdyż o s., wiem mało, a tym bardziej nie słyszałem, by ktoś zestawiał ją z darwinizmem".Czasem warto sięgnąć do biskupiej mądrości: Nie nowina, że głupi mądrego przegadał; Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał, Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł; Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął, Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny: "Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny".Ignacy Krasicki, bajka "Mądry i głupi" @@@ PS. Doczytałem i nadal nie wiem dlaczego poglądy Lynn Margulis miałyby nie być naukowe? Może się Panu Jankowi coś pomyliło albo sam coś wymyślił, niemniej Pan Głąbiński, bez sprawdzenia i wiedzy o co chodzi, przyczepił się do drobiazgu. Według mojej wiedzy symbiogeza (1905) - teoria organelarno endosymbiotyczna (1966) nie jest sprzeczna z biologią ewolucyjną, pomimo tego, że została przyjęta z oporami i nadal pozostawia pewne wątpliwości. @@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > Doczytałem i nadal nie wiem dlaczego poglądy Lynn Margulis miałyby nie być naukowe?Teoria pani Margulis tłumacząca m.in. genezę mitochondriów i chloroplastów jest teorią zdecydowanie naukową i powszechnie akceptowaną. Może chodzi o "niesprawiedliwe" traktowanie poprzedników pani Margulis, jakkolwiek w ówczesnych warunkach o nieprawiedliwości trudno mówić, brak bowiem było podstaw merytorycznych do poważnego traktowania tej idei. W swej obecnej formie teoria doskonale mieści się w koncepcjach biologii ewolucyjnej- to po prostu jeden z jej nurtów. Tutaj można poczytać o historii samej teorii, tu dodatkowo kilka ilustracji dobrze obrazujących tę ideę.
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | * > Teoria pani Margulis tłumacząca genezę mitochondriów i chloroplastów jest teorią zdecydowanie naukową i powszechnie akceptowaną.Miła Pani Liliac, dziękuję za wsparcie, ale czy Pan Głąbiński cokolwiek z tego zrozumie? * Cytat:Pan Głąbiński: >Przypomnę, że pełne, złożone z dwu oddzielonych przecinkiem zdań pytanie jest: "Dlaczego darwinizm musi być naukowy, a symbiogeneza nie jest?" Pominięcie drugiego członu cytowanego pytania zmienia zupełnie sens, tak że udzielona odpowiedź jest nie na temat. W pytaniu wyraźnie chodzi nie o sam darwinizm, lecz o jego zestawienie z jakąś symbiogenezą. Nie o podstawy "naukowości" darwinizmu, lecz o to, z czego wynika tak różne potraktowanie d. i s. Pan Głąbiński jak wyżej widać podwiesił się do pytania Pana "Dessebergera" i ciągnął go nie mając pojęcia o co w tym chodzi. Nie mam biologicznego wykształcenia tylko filozoficzne zainteresowania nauką, a więc starałem się udzielić Mu, w miarę swoich możliwości (i szybkiego doczytania) merytorycznego wyjaśnienia, ale mam wielkie wątpliwości, że zrozumiał co napisałem, a jeszcze większe czy zrozumie teraz Panią? Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | > Miła Pani Liliac, dziękuję za wsparcie, ale czy Pan Głąbiński cokolwiek z tego zrozumie?Tego wiedzieć nie mogę  Jednak zawsze w tematach o potencjale edukacyjnym zakładam, że piszę nie dla bezpośredniego rozmówcy li i jedynie, ale także dla innych potencjalnych czytelników. Myślę, że kluczowym problemem tego "sporu" może być IMHO bezsensowna próba kategorycznego przeciwstawiania sobie różnych nurtów biologii ewolucyjnej, podczas gdy tymczasem mogą one doskonale współistnieć i nawzajem się uzupełniać, kładąc nacisk na inne mechanizmy ewolucji (które przecież są rozmaite). Ale być może Głąbiński wyjaśni nam intencje przyświecające jego pytaniom? Pozdrawiam również, oczywiście
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > >Doczytałem i nadal nie wiem dlaczego poglądy Lynn Margulis miałyby nie być naukowe?> Teoria pani Margulis tłumacząca m.in. genezę mitochondriów i chloroplastów jest teorią zdecydowanie naukową i powszechnie akceptowaną. Może chodzi o "niesprawiedliwe" traktowanie poprzedników pani Margulis, jakkolwiek w ówczesnych warunkach o niesprawiedliwości trudno mówić, brak bowiem było podstaw merytorycznych do poważnego traktowania tej idei. W swej obecnej formie teoria doskonale mieści się w koncepcjach biologii ewolucyjnej- to po prostu jeden z jej nurtów.Na tym polega urok nauki. Zanim jakikolwiek pomysł zostanie przyjęty, wymaga się jego udokumentowania. Dlatego wcześniejsze pomysły nie zostały przyjęte - "za mało dowodów"  Jeśli teza jest trafna, to obroni się sama.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >Jeśli teza jest trafna, to obroni się sama. Dokładnie tak! O Lynn Margulis, autorce "Symbiotycznej planety", w Wikipedii jest napisane: Twórczyni endosymbiotycznej teorii o pochodzeniu mitochondriów i chloroplastów (Origin of Eucaryotic Cells 1970), w której przyjmuje się, że organella te powstały w wyniku symbiozy przodków współczesnych przedstawicieli Eucariota z przodkami współczesnych cyjanobakterii (chloroplasty) oraz bakterii purpurowych (mitochondria). Symbiotyczni przodkowie cyjanobakterii umożliwiały proces fotosyntezy a przodkowie bakterii purpurowych oddychanie tlenowe. Z biegiem ewolucji funkcje metaboliczne pełnione przez te symbionty stały się nieodzowne dla gospodarza a same symbionty stały się organellami komórkowymi. Teoria ta przyjęta początkowo krytycznie, obecnie jest powszechnie uznawana.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | | Ania... (14138 punktów) | Wiele hipotez (bo na początku są hipotezami) bywa przyjmowane krytycznie. Priony - obecnie w zasadzie przyjęte, ale spotkały się z dużym krytycyzmem. Australopitek i kultura osteodontokeratyczna (to po lekturze książki Darta). I na pewno setki innych.
Wbrew pozorom teoria ewolucji w świecie naukowym takich kontrowersji nie budzi i praktycznie nigdy nie budziła. Głównie to aspekt społeczny i religijny wiązał się z kontrowersjami, a nie naukowy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|