Racjonalista - Strona głównaDo treści
Etyka- in vitro, klonowanie, komórki macierzyste

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-10-2008 08:36Duda (25557 punktów)Etyka- in vitro, klonowanie, komórki macierzyste
Ocena 6 na 6
wiadomosci(*)iol_jest_przeciw.html?skad=rss
Będziemy coraz częściej informowani o postępach medycyny w leczeniu dotychczas nieuleczalnych chorób wykorzystując do tego celu zapłodnione ludzkie komórki.
Mamy takie działania jak leczenie bezpłodności (in vitro),a także opisane w tym artykule zastosowanie tej metody do sprowadzenia na świat człowieka z konkretnym, zaplanowanym kodem genetycznym ( wybór nastąpił w drodze selekcji zarodków).
Mamy leczenie różnych chorób przy zastosowaniu komórek macierzystych ( co w największym uproszczeniu polega na tym , że zapłodnioną komórkę jajową używa się do produkcji brakujących choremu genów).
Mamy wreszcie możliwość klonowania czyli stworzenie nowego człowieka, który mógłby zostać wykorzystany jako magazyn części zamiennych.

Równocześnie kościół katolicki usztywnił stanowisko w sprawie od kiedy mamy do czynienia z człowiekiem i uważa, że człowiek powstaje natychmiast po zapłodnieniu komórki jajowej jeszcze przed dotarciem do macicy.

Zakaz prac nad rozwojem tego kierunku nauki jest niemożliwy o czym przekonał się Bush senior, który doprowadził w USA do całkowitego zakazu prac nad komórkami macierzystymi a kilka lat później pojechał do Anglii by poddać się leczeniu z wykorzystaniem tej metody ( dawcą jajeczka była kuzynka obecnego prezydenta).

W celu uspokojenia strony kościelnej rozpoczęto próby zapładniania ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt (gdyż wtedy po zapłodnieniu nie ma się do czynienia z człowiekiem i kościelni mogą to zaakceptować).
Jak dla mnie jest to bardziej kontrowersyjne niż prace nad czysto ludzkimi embrionami.
Jaka będzie przyszłość? Czy kobiety będą " zbierać" swoje dojrzałe a niewykorzystane jajeczka do odpowiednich banków by w odpowiednim momencie mogły one posłużyć jako lek dla nich lub dla ich dzieci czy wnuków?
Gdzie jest granica i czy ustalenie jakiejkolwiek granicy jest możliwe.
Prace nad zarodkami ludzkimi nie budzą u mnie sprzeciwu, gdyż moją granicą powstania człowieka jest powstanie mózgu a więc powiedzmy w 14 tygodniu życia płodu.
Do tego momentu dopuszczam wszelkie działania ( na zarodkach jak i aborcję) ale muszę przyznać , że wiadomość o zapłodnieniu ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt wzbudziła we mnie odrazę i sprzeciw.
Mam też mocno mieszane uczucia do wyprodukowania nowego dziecka jako w celu uzyskania "części zamiennych".
To, że prędzej czy później strona kościelna zaakceptuje ten sposób leczenia to nie ma dla mnie żadnych wątpliwości. Nastąpi to gdy wyjdzie na jaw, że stanąwszy przed dylematem "żyć albo nie żyć" biskup czy papież wybierze życie - jak Bush / senior.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)
Odp: etyka- invitro, klonowanie, komórki macierzyste

>Mamy wreszcie możliwość klonowania czyli stworzenie nowego człowieka, który mógłby zostać
>wykorzystany jako magazyn części zamiennych.
Lecz taki klon to tylko wegetujące tkanki, podobnie jak zmarły dawca albo bliźniaczy embrion. A do dawców w fazie śmierci pnia mózgu Kościół zdaje się zastrzeżeń nie zgłaszał.

>Równocześnie kościół katolicki usztywnił stanowisko w sprawie od kiedy mamy do czynienia z
>człowiekiem i uważa, że człowiek powstaje natychmiast po zapłodnieniu komórki jajowej jeszcze przed
>dotarciem do macicy.
No, ale skoro ten sam Kościół popiera dawstwo, ciekawe gdzie postawi granice.

Bo zestawiając obie kościelne opcje wychodzi na to, że Kościół będzie musiał odpuścić swą uporczywą ochronę klonów. Czyli także jednego z jednojajowych bliźniąt.
.
Vytautas (4394 punktów)

>Mamy leczenie różnych chorób przy zastosowaniu komórek macierzystych ( co w największym
>uproszczeniu polega na tym , że zapłodnioną komórkę jajową używa się do produkcji brakujących
>choremu genów).
>Mamy wreszcie możliwość klonowania czyli stworzenie nowego człowieka, który mógłby zostać
>wykorzystany jako magazyn części zamiennych.

Badania nad komórkami macierzystymi to nie tylko sprawa medycyny. Zachwyciłem się doniesieniem ze "Świata Nauki". Przepraszam, że nie podałem z jakiego numeru, ale nie udało mi się znaleźć tego artykułu; podaję, co zapamiętałem.
Otóż z niezróżnicowanych komórek macierzystych powstają komórki innych tkanek, w zależności od tego, jakie sekwencje RNA zarządzą rozwojem komórki. Komórki macierzyste hodowano dostarczając im tylko odżywek i separując od kwasów nukleinowych. Wyhodowano tym sposobem komórki NERWOWE.
Toż to początek badań nad budową i rozwojem mózgu i układu nerwowego. Bomba, nie?

Dudzie gratuluję genialnego pomysłu na nowy wątek.


@ffe? (3233 punktów)Odp: Etyka- in vitro, klonowanie, komórki macierzyste
Temat ogromnie obszerny i obciążony licznymi przesądami, ale spóbuje co noeco wyjaśnić.
Artykulik jest bardzo pobieżny i niczego nie wyjaśnia - w jaki sposób nowonarodzony brat ma pomagać starszemu choremu? Jest wiele sposobów, ale sprowadzają się one albo do przeszczepu (być może szpiku) lub pozyskiwania jakiegoś preparatu z odpowiednimi enzymami dla okresowego podawania choremu.
Ale to jest na razie tylko perspektywa - "ratownik" dopiero się urodził i nie wiadomo, czy coś z tego w ogóle wyjdzie.
W prasie pełno takich sensacji, o których wszyscy zapominają po tygodniu.
Zapładnianie ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt (lub odwrotnie) nie doprowadzi nigdy do powstania samodzielnego organizmu, nawet gdy się użyje gamet szympansa. A bliższego krewniaka nie mamy... tedy wyjdzie nam tu tylko laboratoryjna hodowla do badań nad modyfikacjami genetycznymi.
Klonowanie człowieka na części zamienne nie ma przyszłości. Jest to zbyt skomplikowane, i jak dotąd wszelkie takie próby kończą się niepowodzeniem. Na razie klonować udaje się tylko myszy, ale i w tym przypadku klony nie dorównują organizmowi macierzystemu.
Przyszłość zdaje się leżeć w hodowli tkanek lub narządów z własnych komórek biorcy (macierzystych lub prekursorowych), bo tylko wtedy gwarantowana jest maksymalna zgodność genetyczna. Większa nawet niż u bliźniąt jednojajowych, które wbrew powszechnemu przekonaniu wcale nie są swoimi klonami.
Co do sprzeciwów kościołów (nie tylko KRK, ale także innych (chrześcijańskich lub nie), to nie radzę liczyć na to, iż zmienią one zdanie, gdy jakiś ich dostojnik podejmie kurację zakazaną metodą.Dostojnicy jak zwykle są poza prawami i zakazami dotyczącymi wiernych.
Zastanawiało mnie np. od dawna, jak nasz poczciwy Karolek JP2 mógł żyć tak długo z parkinsonem, jeśli nie dał sobie wszczepić do mózgownicy tkanki nerwowej płodu...

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
19-10-2008 14:55 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Przyszłość zdaje się leżeć w hodowli tkanek lub narządów z własnych komórek biorcy (macierzystych lub prekursorowych), bo tylko wtedy gwarantowana jest maksymalna zgodność genetyczna.

W Wielkiej Brytanii podobno prowadzi się pracę nad realizacją takiego projektu:
Pobiera się z jeszcze zdrowej części chorego organu pacjenta komórki po to, aby pobrać z nich geny (sekwencje DNA) warunkujące rozwój chorego organu. Następnie wprowadza się te ludzkie geny do genotypu świeżo zapłodnionego embrionu prosięcia usuwając jego własne. Dlatego prosięcia właśnie, że rozmiary organów ludzkich i świńskich są do siebie zbliżone. Prosię takie z 'ludzkim' organem hoduje się do osiągnięcia masy pacjenta, a pacjenta utrzymuje się przy życiu dotychczasowymi metodami.
Następnie przeszczepia się organ z prosięcia do człowieka, co jest o tyle łatwe, że układ immunologiczny pacjenta rozpoznaje przeszczepiony organ jako swój.
Podobno są duże nadzieje na realizacje tego projektu.

>Zastanawiało mnie np. od dawna, jak nasz poczciwy Karolek JP2 mógł żyć tak długo z parkinsonem, jeśli nie dał sobie wszczepić do mózgownicy tkanki nerwowej płodu...

Na wyspach Pacyfiku wśród plemion żyjących jeszcze według starych zasad i obyczajów, szamani od czasu do czasu ogłaszają jakąś potrawę tabu.
Zwykli ludzie muszą obywać się bez tej potrawy, a zaś szamani i wodzowie plemienni każą swojej służbie na siłę pakować sobie owe zakazane potrawy do ust.
Co wolno wojewodzie, to nie tobie, narodzie.
jarcio (1198 punktów)
>Będziemy coraz częściej informowani o postępach medycyny w leczeniu dotychczas nieuleczalnych
>chorób wykorzystując do tego celu zapłodnione ludzkie komórki. Jaka będzie przyszłość? Gdzie jest granica.

Kultura, który wykształciła wysoką tolerancję dla kanibalizmu, jest zdolna zrezygnować ze wszystkich wartości mogących kolidować z postępem w kierunku wydłużania życia. W tak funkcjonującej świadomości społeczeństw, żadna granica nie istnieje. Dawniej liczyło się to jak człowiek przeżywał swoje życie - tutaj, owszem, zawsze można było wyznaczyć granicę. Natomiast dzisiaj jest zupełnie na odwrót i tak długo jak priorytetem jest życie tak długo ta granica istnieć nie będzie. Przyszłość będzie szła tym nurtem; ludzkość będzie stopniowo dopasowywać swoje wyobrażenie o etyce do obecnych priorytetów.
lotrek (14275 punktów)

>Równocześnie kościół katolicki usztywnił stanowisko w sprawie od kiedy mamy do czynienia z człowiekiem

To jeszcze jeden dowód na to, że Kościół zajmuj~ę się nie tym co do niego należy. Niestety w krajach takich jak Polska, czy USA rządzący ze względu na sklerykalizowanych wyborców muszą się liczyć ze zdaniem Kościoła. I to jest "chore", gdyż to naukowcy powinni cię wypowiadać na każdy temat związany z nauką, czy rozwojem nowych technologi. I nie dekalog i kościelne dogmaty powinny decydować, tylko ustawodawstwo danego kraju. Pocieszającej jest to, że są i normalne kraję, gdzie są możliwości rozwoju nauki, bez pytania o zdanie kościelnych popaprańców. A potem wszystkie odkrycia i tak mają zasięg globalny. Co najwyżej nasi naukowcy tracą szanse na Nobla...
diogenes (42753 punktów)
>Gdzie jest granica i czy ustalenie jakiejkolwiek granicy jest możliwe.

Nie ma żadnych granic. Tzw. granice moralne zostały przekroczone, kiedy (m.inn.) z ludzi zrobiono mydło, a niektórzy koneserzy zażyczyli sobie abażury z ludzkiej skóry. To proste: człowiek jest istotą rozumną. A każda istota jest kwestią umowy. I nie moralność (taka lub siaka) ustala jej warunki.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>W celu uspokojenia strony kościelnej rozpoczęto próby zapładniania ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt (gdyż wtedy po zapłodnieniu nie ma się do czynienia z człowiekiem i kościelni mogą to zaakceptować).
Gdzie Pani to znalazła? Pytam o źródło informacji, że: "kościół (jak rozumiem katolicki) dopuszcza możliwość tworzenia hybryd", i że to ich "uspokaja".

>Prace nad zarodkami ludzkimi nie budzą u mnie sprzeciwu, gdyż moją granicą powstania człowieka jest powstanie mózgu a więc powiedzmy w 14 tygodniu życia płodu.
>Do tego momentu dopuszczam wszelkie działania (na zarodkach jak i aborcję) ale muszę przyznać, że wiadomość o zapłodnieniu ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt wzbudziła we mnie odrazę i sprzeciw.
Tylko, czy jest to stanowisko konsekwentne? Skoro do czternastego tygodnia embrion nie jest człowiekiem, to co za różnica, czym się go zapłodni?

>Mam też mocno mieszane uczucia do wyprodukowania nowego dziecka jako w celu uzyskania "części zamiennych".
To jest faktycznie problem. Nie wiem dlaczego to dziecko zostało urodzone, tzn. dlaczego nie można było pobrać komórek z embriona. Być może właśnie to zrobiono, aby uspokoić stronę kościelną. Ale "wyszło" fatalnie; tworzenie embrionów - i tu się nie zgodzimy - po to, aby pobrać komórki do przeszczepu jest w moim postrzeżeniu nieetyczne, ale rodzenie dziecka w tym celu jest zwyczajnie obrzydliwe. Bo w takiej sytuacji, myślę że to powszechne odczucie, człowiek zaczyna się zastanawiać, co by czuł, gdyby ktoś mu powiedział, że żyje tylko dlatego, że miał chore rodzeństwo. Co innego być przez rodziców odrzuconym, a co innego nie mieć dokąd uciec, będąc pozbawionym immanentnej przyczyny życia. To w sposób najczystszy stara się odrzeć człowieka z jego godności.

>To, że prędzej czy później strona kościelna zaakceptuje ten sposób leczenia to nie ma dla mnie żadnych wątpliwości. Nastąpi to gdy wyjdzie na jaw, że stanąwszy przed dylematem "żyć albo nie żyć" biskup czy papież wybierze życie - jak Bush / senior.
Po tym zdaniu jednak, całość zaczyna wyglądać jak paszkwil napisany przeciwko kościołowi. Po pierwsze: nie wolno traktować kościoła jako indywiduum, bo to jest pewna grupa ludzi, a po drugie: Bush senior nie jest Wielkim Doktorem Kościoła, i nie wiem dlaczego jego przypadek ma być przykładem na zło moralności kościelnej. Ludzi trzeba dzielić na takich, którzy żyją z przekonania i takich, co żyją z wygody, a dopiero później na katolików i nie-katolików. Mało było takich, co złamali moralność ateistyczną i w końcowym okresie życia nawrócili się na teizm, bo bali się wiekuistych konsekwencji?
20-10-2008 11:35 
 Ocena 2 na 2
Duda (25557 punktów)
>Pytam o źródło informacji, że: "kościół (jak rozumiem katolicki) dopuszcza możliwość tworzenia hybryd", i że to ich "uspokaja".
Taka była wymowa artykułu który czytałam. Czy miało to akceptację kościoła katolickiego to nie wiem, może miało np kościoła anglikańskiego bo dotyczyło badań tam prowadzonych.
>>Prace nad zarodkami ludzkimi nie budzą u mnie sprzeciwu,
>> ale muszę przyznać, że wiadomość o zapłodnieniu ludzkich komórek jajowych plemnikami zwierząt wzbudziła we mnie odrazę i sprzeciw.
>Tylko, czy jest to stanowisko konsekwentne?
Nie jest. Działają tu raczej bardziej uczucia niż rozsądek.
>>Mam też mocno mieszane uczucia do wyprodukowania nowego dziecka jako w celu uzyskania "części zamiennych".
>To jest faktycznie problem. Nie wiem dlaczego to dziecko zostało urodzone, tzn. dlaczego nie można było pobrać komórek z embriona. Być może właśnie to zrobiono, aby uspokoić stronę kościelną. Ale "wyszło" fatalnie; tworzenie embrionów - i tu się nie zgodzimy - po to, aby pobrać komórki do przeszczepu jest w moim postrzeżeniu nieetyczne, ale rodzenie dziecka w tym celu jest zwyczajnie obrzydliwe. Bo w takiej sytuacji, myślę że to powszechne odczucie, człowiek zaczyna się zastanawiać, co by czuł, gdyby ktoś mu powiedział, że żyje tylko dlatego, że miał chore rodzeństwo. Co innego być przez rodziców odrzuconym, a co innego nie mieć dokąd uciec, będąc pozbawionym immanentnej przyczyny życia. To w sposób najczystszy stara się odrzeć człowieka z jego godności.
Tu też mam uczucia mieszane. Z jednej strony rozumiem rodziców kochających swoje chore dziecko. Powiedzmy to tak : chcemy mieć drugie dziecko, bez tej wady genetycznej,jeżeli więc jest to możliwe niech to nowe dziecko, które też będzie kochane da szansę temu choremu. Ale co wtedy gdy będzie to nerka a jeżeli serce?

>Po tym zdaniu jednak, całość zaczyna wyglądać jak paszkwil napisany przeciwko kościołowi.
Nie tylko przeciw kościołowi katolickiemu ale wszelkim zakazom "religijnym".
Bush katolikiem nie jest ale Ameryka jest dość purytańska. A zakaz badań nad komórkami macierzystymi wyszedł z tych środowisk a Bush był gorącym zwolennikiem tego zakazu. Czytałam , że był bardzo osobiście zainteresowany tym zakazem.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Czy miało to akceptację kościoła katolickiego to nie wiem, może miało np kościoła anglikańskiego bo dotyczyło badań tam prowadzonych.
Anglikańskiego tak, zdecydowanie mogło mieć.

>Powiedzmy to tak : chcemy mieć drugie dziecko, bez tej wady genetycznej,jeżeli więc jest to możliwe niech to nowe dziecko, które też będzie kochane da szansę temu choremu. Ale co wtedy gdy będzie to nerka a jeżeli serce?
Organy można wyhodować, nie trzeba zabierać "gotowych". Mnie porusza w tym co innego. Jeśli faktycznie jest to miłość i potrzeba spełnienia, dobrze. Ale mnie ta konstrukcja wygląda tylko na jakąś dialektykę usprawiedliwiania podjętego kroku. Myśl o szansie dla chorego dziecka mogłaby się pojawić dopiero po urodzeniu drugiego. Urodzenie dziecka, "bo chcemy mieć zdrowe" też trochę trąci etycznym dysonansem, to trochę ja powołać do życia dziecko, żeby mieć po co chodzić na spacery.

Uważam, że w przypadku dzieci, musi być tak samo, jak w przypadku dorosłych dawców - obie osoby żyją dla siebie i tylko zbieg okoliczności sprawia, że jedna może pomóc drugiej. Tylko wtedy można to reflektować, jako czyn dobry, ponieważ tylko wtedy ma wartość moralną. Instrumentalizacja sprawia, że poświęcenie - nawet jeśli niewielkie - drugiego dziecka zanika i czyn traci sens, bo jak można być wdzięcznym młotkowi, że "wbijając gwóźdź się złamał"?

>A zakaz badań nad komórkami macierzystymi wyszedł z tych środowisk a Bush był gorącym zwolennikiem tego zakazu.
I utrzymał się on do dziś. Żadne badania nad embrionalnymi komórkami macierzystymi nie mogą być prowadzone z rządowych funduszy. Finansowane są tylko badania nad komórkami dorosłymi i nad tymi wychodowanymi przed wejściem w życie zakazu. Ten ostatni wyjątek wygląda trochę jak wykorzystywanie hitlerowskich "badań" medycznych, a raczej ich wyników. Ale amerykanie są pragmatyczni i to również robili.

>Nie tylko przeciw kościołowi katolickiemu ale wszelkim zakazom "religijnym".
A jakie zakazy dla ludzi religijnych? Na niektórych lepiej podziała medalik ze św.Krzysztofem i pogrożenie palcem przez proboszcza, niż fotoradar. Dlatego kościół pozostaje - może niestety - ważną instytucją społeczną.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zakaz prac nad rozwojem tego kierunku nauki jest niemożliwy o czym przekonał się Bush senior, który
>doprowadził w USA do całkowitego zakazu prac nad komórkami macierzystymi a kilka lat później
>pojechał do Anglii by poddać się leczeniu z wykorzystaniem tej metody ( dawcą jajeczka była kuzynka
>obecnego prezydenta).
>W celu uspokojenia strony kościelnej rozpoczęto próby zapładniania ludzkich komórek jajowych
>plemnikami zwierząt (gdyż wtedy po zapłodnieniu nie ma się do czynienia z człowiekiem i kościelni
>mogą to zaakceptować).

Religijnyn fanatyzm jest zwykle pełną emfazy maską, zakładaną przez tych, którzy najbardziej wstydzą się swojego oblicza.

Sam to ułożyłem, prawda że fajnie? Oscar Wilde by się nie powstydził.

doku
20-10-2008 18:05 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Religijnyn fanatyzm jest zwykle pełną emfazy maską, zakładaną ...

Zakładaną maską? To raczej grzyb rosnący zamiast twarzy...
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zakładaną maską? To raczej grzyb rosnący zamiast twarzy...

Będąc ateistą nie wierzę w źródło mocy, która by mogła kogoś natchnąć do takich zachowań

doku
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>leczeniu dotychczas nieuleczalnych chorób wykorzystując do tego celu zapłodnione ludzkie komórki.

Warto wspierać, jak tylko się da, ten program. Gdy się tak głębiej zastanowić na tym tematem, to widać wyraźnie, jak trudno jest przecenić dobro, które będzie skutkiem nieuchronnego rozwoju tej dziedziny. Wystarczy uświadomić sobie, jak ogromna jest skala hodowli zwierząt, jak tanie i jak łatwo dostępne są zwierzęta i ich narządy.

Zauważcie, że wystarczy naprawdę niewielki przełom w badaniach, abyśmy mieli nowy gatunek zwierzęcia hodowlanego który byłby podobny do człowieka na tyle, żeby można było używać jego narządów do przeszczepów, a psychicznie byłby prymitywniejszy od małp, abyśmy mogli go zabijać masowo jak zabijamy ryby czy świnie. Taki nowy gatunek miałby olbrzymią przewagę nad hodowlą tkanek (nazwę to zwierzę "organikiem"):

1. Kościół nie mógłby się czepiać, że klonujemy lub zabijamy ludzi.

2. Nie byłyby potrzebne kontrowersyjne badania i procedury zapładniania in vitro, ludzie nie czuliby więzi emocjonalnej z embrionami organików - odpadłyby w ogóle problemy natury etycznej inne niż wegetarianizm (seks byłby karany jak zoofilia albo w ogóle nie).

3. Produkcja narządów byłaby równie tania jak produkcja mięsa ze świń. Oczywiście nadmiarowa produkcja byłaby konsumowana jak każde inne mięso. Nasze menu wzbogaciłoby się o "organiczyznę".

Jedynym problemem jest: jak zacząć? Moralne sprzeciwy mogłaby wywołać każda procedura wyhodowania pierwszego pokolenia organików, gdyż źródłem DNA organika musi być głównie DNA człowieka. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest, żeby to panie naukowcy pracujące w ramach tego programu na ochotnika zgłosiły się, żeby nosić ciążę i rodzić takie dzieci. Powinny starać się wychować je na normalne dzieci, aby mieć pewność, że nie obudzi się w nich żadna "dusza". Powinny je kochać i otaczać troską jak każde inne dziecko ciężko upośledzone w rozwoju, aż do czasu, gdy inni naukowcy uzyskają pewność, że efekt jest zgodny z oczekiwaniami - że psychika organika nigdy nie zbliży się do poziomu świni. Wtedy ochotniczki oddałyby (sprzedałyby?) te dzieci do pierwszej prawdziwej hodowli. Myślę, że prawo powinno zapewnić takiej ochotniczce, aby nie wywoływać dodatkowych kontrowersji etycznych, prawo do zatrzymania dziecka jako swojego.

Kościół oczywiście drapieżnie rzuciłby się na procedurę sporządzenia DNA organika, aby dać autorytatywną odpowiedź na pytanie, czy z technicznego punktu widzenia taki organikowy DNA może przyjąć duszę ludzką.

doku

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365