To będzie reklama...
Jestem gdzieś w połowie "Bad Science" Bena Goldacre'a.
Jest genialna, jest wciągająca, jest świetnie napisana. Uważam, że to powinna być obowiązkową pozycją na półce każdego, komu przeszkadza zalew humbugu, czarów-marów i pseudo medycyny we współczesnym świecie.
Nie każdy z nas jest naukowcem, lekarzem, chemikiem, fizykiem, biologiem.
O ile większości z nas (bywalców tego forum, uważających się za osoby myślące racjonalnie) nikt nie nabierze na bioenergoterapię, otwieranie czakry czy świecowanie uszu, o tyle pozostaje pułapka pseudonauki, lubiącej otaczać się ludźmi w białych fartuchach, ze specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym w tle.
Szpikująca wypowiedzi "ekspertów" różnymi "efektami molekularnymi", badaniami DNA, enzymami, neuroprzekaźnikami itp mądrze brzmiącymi określeniami.
Szafująca wynikami badań, po których nie ma śladu w poważnych periodykach naukowych, Powołująca się na tytuły naukowe nadawane przez egzotyczne uczelnie za 120 dolarów od sztuki. Przedstawiająca rekomendacje i nagrody od stowarzyszeń o poważnie brzmiących nazwach (daleko nie szukając "nagrodzone przez profesorów farmacji" albo "rekomendowane przez Światowy Kongres Fizjologów Żywienia" (WTF? fizjolog żywienia?) ) a utworzonych tylko po to, żeby dawać rekomendacje za odpowiednim wynagrodzeniem.
Goldacre daje nam do ręki kompendium wiedzy potrzebnej, żeby odróżnić naukę o pseudonauki, pokazuje, gdzie zaglądać, o co pytać, co powinno być sygnałem ostrzegawczym, czego nigdy nie zrobi poważny naukowiec w rzetelnych badaniach, a co jest charakterystyczne dla przeróżnych naciągaczy i znachorów.
W trakcie czytania czasami człowiekowi włos się jeży na głowie, jakie bzdury są łykane przez tzw. opinię publiczną. Opinia publiczna jest głównie brytyjska, po części też zachodnioeuropejska i amerykańska, ale i w naszym pięknym kraju nad Wisłą, w ramach zbliżania się do Europy, mamy już swoja porcję pseudonaukowego bełkotu i cudownych lekarstw na wszystko.
Coraz trudniej się w tym połapać. Ben Goldacre pokazuje nam, jak nie dać się nabrać i że czasem wystarczy do tego uruchomić wiedzę z biologii czy chemii ze szkoły podstawowej.
Nie wiem, jakiej jakości jest polskie tłumaczenie, słyszałam niepochlebne opinie. Ale chyba bardzo się tego zepsuć nie da.

Tytuł polski to "Lekarze, naukowcy, szarlatani" - no cóż, można i tak, "zła nauka" nie jest słowem-kluczem w języku polskim, nie ma siły rażenia angielskiego odpowiednika.
Niemniej:
Czytajcie Goldacre'a!
Warto!