Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego nienawidzimy pracy?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-11-2008 18:20Głąbiński (3538 punktów)Dlaczego nienawidzimy pracy?
Ocena 1 na 1
Pytanie to wyniknęło z lektury wątku poświęconego wolności. Oczywiście pytanie w tytule ma formę skróconą, gdyż - z jednej strony słowo "nienawidzieć" użyte w rozważaniach o wolności było - jak sądzę - użyte z zamierzoną przesadą, odczucie to, jeśli pominąć jakieś wyjątkowe, skrajne sutuacje, objawia się tylko w niektórych momentach, a z kolei praca ma oznaczać zajęcie obciążone przymusem zarobkowania. Jest faktem, że często wykonując swoje obowiązki odczuwamy zniechęcenie będące czym innym niż zmęczenie towarzyszące przecież każdej, najbardziej nawet ulubionej czynności. Jedni kojarzą to z rutyną, brakiem zmian, po prostu - z nudą, jednak Toffler w swojej książce "Szok przyszłości" stwierdza przeciwnie, że powodem tej nienawiści jest (może być?) nadmiar zmian. Co o tym sądzicie? Czy rzeczywiście "nienawiść" pracy towarzyszy naszemu zarobkowaniu w sposób konieczny, czy zależy od czynników osobowych i charakteru pracy, jakie są jej przyczyny i - w konsekwencji - jak ją pokonać?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Odp: Dlaczego nienawidzimy pracę?
"Gramatykę" też nienawidzimy?
Kasia (424 punktów)
Nienawidzimy pracę bo:

1) Jest fatalna atmosfera
2) Jest niesprawiedliwość, najczęściej boli ta dotycząca finansów,a le też niesprawiedliwie traktowanie
3) Jest źle dopasowana do naszej osobowości i charakteru. Monotonna praca - nie dla naszego charakteru, lub za dużo zmian - tez niedopasowanie do charakteru
4) hm...czynnik osobowościowy....( chodźmy na piwo: hurrrraaa piwo.......eee piwo, tak zimno na dworze, a z kim?, znowu?.....) - to samo z praca dwóch ludzi a jak różne dwa podejścia.

Ja lubię swoja pracę, owszem jestem wykończona przez "naszą młodzież". Ale czasem nasza młodzież pokazuje nam zupełnie inny punkt widzenia, poza tym mam dużą satysfakcje jak zda maturę, jest olimpijczykiem, zdobędzie nagrodę na kole zainteresowań lub po prostu zda do następnej klasy mimo że zrozumiał zaledwie pojęcie "mol".....
rudyment (3233 punktów)
Sprawa jest prosta - nie lubimy żadnej czynności, którą musimy wykonywać dłużej, niż trzeba, żeby nas zmęczyła bądź znużyła.
Zjawisko jest starsze niż człowiek.

Vivere, ergo philosophari
05-11-2008 20:30 
 Ocena 1 na 1
Kasia (424 punktów)
>Sprawa jest prosta - nie lubimy żadnej czynności, którą musimy wykonywać dłużej, niż trzeba, żeby nas zmęczyła bądź znużyła.
>Zjawisko jest starsze niż człowiek.
>
Vivere, ergo philosophari


Tak ale zważmy,że czas potrzebny do znużenia jest indywidualny.....ktoś może dziergać sweter jednym kolorem włóczki przez długie godziny a kogos "szlag"trafia po 15 minutach. trzeba dobrać odpowiednio czas znużenia do osobowości
miłego wieczorku
rudyment (3233 punktów)
>Tak ale zważmy,że czas potrzebny do znużenia jest indywidualny.....ktoś może dziergać sweter jednym kolorem włóczki przez długie godziny a kogos "szlag"trafia po 15 minutach. trzeba dobrać odpowiednio czas znużenia do osobowości
>miłego wieczorku
>

Oczywiście - i nie tylko czas, ale także rodzaj zajęcia.

Vivere, ergo philosophari
Głąbiński (3538 punktów)
Moim zdaniem mylicie pojęcia. Piszecie nie o nienawidzeniu - "czynność" wykonywana z "użyciem" aparatu określanego jako psyche w sposób niezależny od stanu organizmu zwanego soma, lecz o zmęczeniiu, które jest uczuciem w zupełności zależnym od fizjologii.

Stach M. G.
06-11-2008 21:06 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
>Moim zdaniem mylicie pojęcia. Piszecie nie o nienawidzeniu - "czynność" wykonywana z "użyciem" aparatu określanego jako psyche w sposób niezależny od stanu organizmu zwanego soma, lecz o zmęczeniiu, które jest uczuciem w zupełności zależnym od fizjologii.
>
Stach M. G.


Myślę, że jednak nie. Wszak stan psyche nie jest czymś niezależnym od fizjologii - i owo zmęczenie (bądź znużenie) pracą indukuje w owej psyche niechęć do danej czynności.

Vivere, ergo philosophari
Głąbiński (3538 punktów)
>...stan psyche nie jest czymś niezależnym od fizjologii...
Oczywiście, psyche i soma są ze sobą tak powiązane, że jedynie w stanie całkowitej dysfunkcji mózgu (człowiek-roślina) to sprzężenie znika. Są jednak takie sytuacje, w których ta zależność jest zminimalizowana. Np. gdy zmęczenie dotyczy tylko mięśni, a system nerwowy zachowuje swoje zasoby nienaruszone, soma domaga się jedynie odpoczynku, a psyche jest zdolna zarówno do depresjij, jak i optymizmu - wybór zależy prawie w zupełności od niej samej, głównie od zawartości pamięci. Omawiane odróżnienie przygnębienia, (ew. zadowolenia) generowanego przez np. zmęczenie, od "znienawidzenia pracy" wynika z pojmowania tego drugiego na kształt procesu podobnie prawie niezależnego od fizjologii.

Stach M. G.
rudyment (3233 punktów)
>Oczywiście, psyche i soma są ze sobą tak powiązane, że jedynie w stanie całkowitej dysfunkcji mózgu (człowiek-roślina) to sprzężenie znika. Są jednak takie sytuacje, w których ta zależność jest zminimalizowana. Np. gdy zmęczenie dotyczy tylko mięśni, a system nerwowy zachowuje swoje zasoby nienaruszone, soma domaga się jedynie odpoczynku, a psyche jest zdolna zarówno do depresjij, jak i optymizmu - wybór zależy prawie w zupełności od niej samej, głównie od zawartości pamięci. Omawiane odróżnienie przygnębienia, (ew. zadowolenia) generowanego przez np. zmęczenie, od "znienawidzenia pracy" wynika z pojmowania tego drugiego na kształt procesu podobnie prawie niezależnego od fizjologii.
>
Stach M. G.


To mit, wprawdzie powszechnie wyznawany, ale w świetle neuronauk od dawna już między bajki włożon. Nijak nie da się wykazać, że procesy psychiczne mogą zachodzić niezależnie od poziomu neuroprzekaźników czy np. glukozy we krwi
Muszę tedy rozszerzyć swoja wypowiedź o zjawisko uczenia się. A takowe zachodzi w wyniku potarzania sytuacji, w której włożony w pracę trud nie daje efektów zgodnych z oczekiwaniami. Wtedy okresowe zmęczenie (lub znużenie, gdy dotyczy sfery psychicznej) stopniowo przeradza się w uczucia negatywne dla danej czynności, od zniechęcenia aż do nienawiści.

Vivere, ergo philosophari
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Toffler w swojej książce "Szok przyszłości" stwierdza przeciwnie, że powodem tej nienawiści jest (może być?) nadmiar zmian.

Nie w moim przypadku. Zdarzało mi się powiedzieć, że pewnie jakiś Chińczyk mnie przeklął, bo niejednokrotnie trudno było nadążyć za nimi, a mimo to trudno mi sobie wyobrazić, że mógłbym spędzić całe swoje życie w jednym miejscu i być z niego zadowolonym
Podobno, gdy jeden Chińczyk drugiemu źle życzył to mówił mu, aby miał ciekawe życie.

>Czy rzeczywiście "nienawiść" pracy towarzyszy naszemu zarobkowaniu w sposób konieczny

Nie spotkałem jeszcze pracownika, który by był zadowolony ze swoich zarobków, z nielicznymi wyjątkami: po podwyżce, nowa praca z wyższą pensją, itp., ale zwykle szybko to przemijało.
Także nie znam pracodawcy, który by twierdził, że za mało płaci, wręcz przeciwnie. Zwykle narzekają, że te "nieroby" stanowczo za wiele zarabiają.
Czyli jak to w życiu, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

>czy zależy od czynników osobowych

Uważam, że jednak decydujący jest człowiek. Znałem takich co narzekali zawsze i wszędzie, a także nielicznych, którzy w trudnych sytuacjach życiowych potrafili się uśmiechnąć.

>w konsekwencji - jak ją pokonać?

Ten, kto potrafi to zrobić, powinien dostać Nobla.
Zyga (1539 punktów)
>Nie spotkałem jeszcze pracownika, który by był zadowolony ze swoich zarobków, z nielicznymi wyjątkami: po podwyżce, nowa praca z wyższą pensją, itp., ale zwykle szybko to przemijało.

Witam serdecznie.
Jestem zadowolony z moich zarobków, a nie jest to jakaś fortuna.
Lubię swoją pracę, choć może wydawać się skrajnie nudna.

To czego nienawidzę to przymus pracy. Właściwie przymus zarabiania i bandyckie podatki - zwykłe złodziejstwo w biały dzień. Świadomość, że na każdym kroku jestem okradany. Wiecznie muszę oddawać państwu, które wiecznie chce więcej i co najgorsze nic z tego nie wynika.

Odbieram opodatkowaną wypłatę, gdy uda mi się trochę uskładać płace podatek od oszczędności i podatek od wzbogacenia gdy kupię auto chociaż właśnie stałem się biedniejszy, potem płacę akcyzę i vat i podatek drogowy w paliwie, w ubezpieczalni płacę za leczenie poszkodowanych w ewentualnym wypadku, choć oni już zapłacili, aby służba zdrowi nie robiła łaski... i tak w każdej dziedzinie życia.

Czy jestem, zadowolony z moich zarobków? Ile mojej wypłaty jest w moich zarobkach?

>>czy zależy od czynników osobowych
>Uważam, że jednak decydujący jest człowiek. Znałem takich co narzekali zawsze i wszędzie, a także nielicznych, którzy w trudnych sytuacjach życiowych potrafili się uśmiechnąć.

Racja.
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
Odp: Dlaczego nienawidzimy pracy?
Odpowiedź jest prosta: nie potrafimy jej zmienić na inną pracę.
Ja swoja pracę "nawidzę" i mam na to gros argumentów, no może kopę...
piątek (1035 punktów)
Zapytajcie, kogoś kto zarabia 20 tys. Czy lubi swoją pracę?

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
Głąbiński (3538 punktów)
>Zapytajcie, kogoś kto zarabia 20 tys. Czy lubi swoją pracę?
Z frekwencji w gabinetach psychoanalityków wynika, że nie jest to częste.

Stach M. G.
sztejkat (4743 punktów)
Ja z kolei bardzo lubię swoją pracę.

I, szczerze mówiąc, lubiłbym chyba każdą.

Przyczyna jest prosta:
- jeśli robię coś czego nie lubię - czuję się źle.
- jeśli muszę to robić - muszę czuć się źle;

===> aby nie czuć się źle muszę zmienić pracę lub polubić to co robię.
i:
- jeśli robię to co lubię - czuję się zadowolony;
- jeśli muszę to robić - mam podstawy do permanentnej satysfakcji;

===> jeśli polubię to co i tak muszę robić będę czuł się spełniony.

Własnoręczne pranie mózgu jest moim zdaniem lepsze niż cierpienie i frustracja po osiem lub więcej godzin dziennie.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
06-11-2008 06:01 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Własnoręczne pranie mózgu jest moim zdaniem lepsze niż cierpienie i frustracja po osiem lub więcej godzin dziennie.>

Jakoś tak postanowiłem podpiąć się pod Twój post, Tomku.
Bo jest w nim coś z "uczuć" jakie żywię do pracy, ale nie wszystko tak, jak napisałeś.
Podoba mi się to, co napisałeś, lecz nie do końca.

Różnica tkwi w sposobie postrzegania rzeczywistości ogólnie, więc pracy również.

Po pierwsze i najważniejsze zamieniam słowo "muszę" na "chcę", to znakomicie ułatwia zrozumienie mojego podejścia do tych samych kwestii, lecz zupełnie zmienia ich wydźwięk, że o implikacjach nie wspomnę.

Już dość dawno zauważyłem (jako facet z Niezależnością tak w genach jak w herbie ), że muszę tylko jedną rzecz a właściwie dwie:
muszę tylko myśleć i muszę o tym wiedzieć, że tylko.

Pracuję na własny rachunek co znakomicie ułatwia mi takie podejście do sprawy, lecz nie wzięło się ono z niczego, tylko z tej Niezależności właśnie.

Pracuję tak długo, jak chcę by żyć tak, jak chcę, czyli lubię.
Nauczyłem się pracować szybko, efektywnie i ciężko, choć słowo "ciężko" nie jest tu w znaczeniu pejoratywnym bo konsekwencją ciężkiej pracy jest dla mnie więcej czasu wolnego, który uwielbiam.

Więc wynika z tej auto-psychomanipulacji (tu ukłon w stronę Twoich słów w cytacie), że w trakcie pracy traktuję robotę jako środek a nie cel, co- wbrew pozorom- nie wydaje mi się tak oczywiste dla innych.

Pracuję ciężko przez ok. 8 m-cy w roku, by mieć 4 miesiące wolnego...to jest to...dla mnie.

Pozdrawiam o poranku.
06-11-2008 19:09 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Pracuję ciężko przez ok. 8 m-cy w roku, by mieć 4 miesiące wolnego...to jest to...dla mnie.
A ja, z niektórych rozmów i lektur wyniosłem wrażenie, że równie jak tkwiąca w każdym człowieku, choć często nieujawniona skłonność do "nienawidzenia swojej pracy", tak również bardzo ludzki jest "lęk przed wolnością", przed czasem wolnym, a może nawet "nienawiść wolności".

Stach M. G.
Adamiak (36436 punktów)
>>Pracuję ciężko przez ok. 8 m-cy w roku, by mieć 4 miesiące wolnego...to jest to...dla mnie.
>A ja, z niektórych rozmów i lektur wyniosłem wrażenie, że równie jak tkwiąca w każdym człowieku, choć często nieujawniona skłonność do "nienawidzenia swojej pracy", tak również bardzo ludzki jest "lęk przed wolnością", przed czasem wolnym, a może nawet "nienawiść wolności".>

Znam również takich ludzi i nie widzę u nich nic z pracoholizmu, raczej właśnie lęk przed wolnym czasem.
Pracują po 12 godzin dziennie.

Jeden z nich (mój sąsiad) mówi, że dzień w którym się nie napracuje tak, że zasypia przy wiadomościach wieczornych w tv... to dzień stracony.

Mam kilku takich znajomych i- co ciekawe- wszyscy są głęboko wierzącymi katolikami.

Może to lęk przed własnymi myślami?- choć brak mi wiedzy psychologicznej do roztrząsania tej kwestii.
sztejkat (4743 punktów)
Jeśli nie czujesz się pewnie, ważny dla innych, znaczący to właśnie czas wolny objawia ci w pełni twoją małość. W pracy pracujesz, określasz swoje miejsce w społeczeństwie i odciskasz ślad na rzeczywistości.

A w domu? Czym różni się egzystencja w czterech ścianach od chwilowej śmierci? Ile można robić coś dla samego siebie?

Jeśli masz zgraną rodzinę, określasz się względem niej. Ale jeśli jesteś samotny?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
06-11-2008 06:25 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Własnoręczne pranie mózgu jest moim zdaniem lepsze niż cierpienie i frustracja po osiem lub więcej godzin dziennie.>

Jeszcze jedno spostrzeżenie:
pranie mózgu przydałoby się sporej części populacji, ale w kontekście tego, że w znakomitej większości ludzie używają (ja nie) słowa "muszę" w zupełnie błędnym kontekście:

"Muszę jutro kupić sobie buty"
"Muszę wieczorem iść do kina"
"Muszę zjeść obiad"
"Muszę w sobotę jechać na ryby"

Czy aby na pewno "muszą" ???

"Muszę iść do pracy"...no właśnie, czy naprawdę to słowo jest używane właściwie i ze zrozumieniem?

Zdaję sobie sprawę, że niektórym wydaje się to przymusem , choć po chwili zastanowienia, w większości przypadków, słowo "muszę" należy zastąpić słowem "chcę"...dla samej logiki choćby, że o konsekwencjach tej zmiany w podświadomości, nie wspomnę .

Wówczas słowo "nienawiść" w odniesieniu do pracy zupełnie (i chyba zgodnie z podtekstem Autora wątku) straci sens.

Czego wszystkim serdecznie życzę

Pozdrawiam.
06-11-2008 10:44 
 Ocena 2 na 2
jkl; (5859 punktów)
> - jeśli robię coś czego nie lubię - czuję się źle.
> - jeśli muszę to robić - muszę czuć się źle;
> ===> aby nie czuć się źle muszę zmienić pracę lub polubić to co robię.

Nie doceniasz nielogiczności ludzkiej psychiki.

Można serdecznie nienawidzić swojej pracy a jednocześnie czuć dumę i masochistyczną satysfakcję oraz wyższość nad innymi, że ma się tak paskudne i odrzucające zajęcie.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Można serdecznie nienawidzić swojej pracy a jednocześnie czuć dumę i masochistyczną satysfakcję oraz wyższość nad innymi, że ma się tak paskudne i odrzucające zajęcie.
A można na odwrót? Z lekka lubić swoją pracę, a jednocześnie czuć upokorzenie i sadystyczne niespełnienie oraz przeżywać poczucie niższości, że ma się tak piękne i pociągające zajęcie?
.
06-11-2008 13:12 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
Na pewno można, ale w takim wypadku trzeba się leczyć
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Na pewno można, ale w takim wypadku trzeba się leczyć
Więc wykazać tę konieczność.

(Swoją drogą: czyżbyś była lekarzem, że tak ochoczo koniecznością leczenia szafujesz?)
.
Głąbiński (3538 punktów)
>... jeśli polubię to co i tak muszę robić będę czuł się spełniony.
>Własnoręczne pranie mózgu jest moim zdaniem lepsze niż cierpienie i frustracja po osiem lub więcej godzin dziennie.
>
Tomasz Sztejka

Protestuję przeciw użyciu określenia "pranie mózgu", definiującego operację naznaczoną brakiem myśli, w stosunku do świadomego kształtowania swojego świata doznań emocjonalnych! Zastanawiam się, czy wobec przyjęcia za poprawne tak sformułowanego stwierdzenia przez kolejnych dyskutantów, może należałoby założyć wątek poświęcony temu - moim zdaniem - nieporozumieniu?

Stach M. G.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Czy rzeczywiście "nienawiść" pracy towarzyszy naszemu zarobkowaniu w sposób konieczny...
Swoje zajęcia lubią i bez reszty się im oddają biznesmeni i artyści. Ale ci tak naprawdę nie pracują: artysta robi to, co lubi i jeszcze mu płacą, zaś biznesmen zajmuje się znajdowaniem pieniędzy, które "leżą na ulicy", co też nie jest żadną pracą.

Naprawdę pracują tylko najemnicy, a do pracy zniechęca ich świadomość utraty pewnej części wolności oraz poczucie bycia wykorzystywanym.

>...czy zależy od czynników osobowych i charakteru pracy...
Trochę zależy...
.
06-11-2008 17:04 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>artysta robi to, co lubi i jeszcze mu płacą, ...

To zbyt wyidealizowany obraz artysty.
Niektórzy muszą odstawiać do galerii konkretna ilość obrazów.
Malują biedacy na granicy pawia: gdyby przynajmniej był olejny...
Nawet poeci muszą w terminie odstawić troche sonetów do skupu.
A kiedy nie ma weny, to jest problem.
Nigdzie nie ma "letko".
06-11-2008 18:34 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nawet poeci muszą w terminie odstawić troche sonetów do skupu.
Ale jaki problem, przecież sonety są z niczego. Najwyżej termin może być za krótki, bo nie każdemu stwórcy wystarcza sześć dni.
.
06-11-2008 19:50 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>sonety są z niczego.

I do niczego. Gorzej byc nie może.
06-11-2008 20:08 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>sonety są z niczego.
> I do niczego .>

Tak napisałeś, Diogenesie, bo nie czytałeś moich.

>Gorzej byc nie może.>

Też tak myślę.
06-11-2008 20:32 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>nie czytałeś moich.
"Sonetopisanie krótkie terminy, solidnie, tanio. Adamiak" Coś takiego?
.
06-11-2008 20:39 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>>nie czytałeś moich.
>"Sonetopisanie krótkie terminy, solidnie, tanio. Adamiak" Coś takiego.

Tylko nie tanio...tylko nie tanio!!!

A reszta, owszem
06-11-2008 20:39 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>nie czytałeś moich.

Przeczytałem ze zrozumieniem jeden:

sonett

das a das e das i das o das u
das u das a das e das i das o
das u das a das e das i das o
das a das e das i das o das u

das a das e das i das o das u
das u das a das e das i das o
das u das a das e das i das o
das a das e das i das o das u

das o das u das a das e das i
das i das o das u das e das e
das e das i das o das u das a

das o das u das a das e das i
das i das o das u das e das e
das e das i das o das u das a

(Ernst Jandl, 1969)

Reszty mi oszczędź.
08-11-2008 05:14 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Daruj ale to w pewien sposób (wybacz mocne słowo) obelżywe. Zauważ że każda praca, nawet pracą którą lubisz możesz się zmęczyć, ba- zamęczyć, niezależnie od tego czy jest się lekarzem, bramkarzem czy prostytutką. Jestem za przeproszeniem artystą. Pracuję po 16- 18 godzin dziennie, bez weekendów, świątków i innych takich. Od 11 lat nie miałem wakacji a Ty mówisz że "nie pracuję" dlatego że moje narzędzia są inne od tych których używa choćby kasjerka w hipermarkecie ? Jeśli ktoś lubi zajęcie dzięki wykonywaniu którego może się utrzymywać to nie pracuje ? Co to za kryterium ?

Wspominasz o wolności- jak zawsze, nie pozostaje ona bez związku z konsekwencjami. Oczywiście- są osoby wręcz niezdolne do pracy samodzielnej i są takie które są równie niezdolne do pracy pod czyimkolwiek kierownictwem, a zignorowanie ich preferencji doprowadzi bardzo szybko do frustracji i "znienawidzenia" pracy. Mówiąc wprost (niestety, zabrzmi to jak komunał) każdy wybór niesie ze sobą określone konsekwencjie i za wszystko tak czy inaczej trzeba zapłacić. W przypadku złego wyboru płaci się w dwójnasób. Zdrowiem, życiem osobistym, czasem czy niższymi dochodami- do wyboru do koloru, ale nigdy się od tego nie ucieknie. Sęk w tym, by tak dobrać pracę do preferencji psychofizycznych, żeby potem nie "płacić" nadmiernie wysokiej ceny złego wyboru.


erka.ovh.org/
08-11-2008 10:47 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Daruj ale to w pewien sposób (wybacz mocne słowo) obelżywe.
Tylko przy założeniu, że hańbą jest "niepracowanie". Ale czy da się haniebność "niepracowania" wywieść z pojęcia honoru?

>Zauważ że każda praca, nawet pracą którą lubisz możesz się zmęczyć, ba- zamęczyć
Zmęczenie nie musi wynikać z pracy, a zamęczanie się nawet nie musi być efektem własnego wysiłku.

>Jestem za przeproszeniem artystą. Pracuję po 16- 18 godzin dziennie, bez weekendów, świątków i innych takich. Od 11 lat nie miałem wakacji a Ty mówisz że "nie pracuję" dlatego że moje narzędzia są inne od tych których używa choćby kasjerka w hipermarkecie ?
Nie z powodu odmienności narzędzi tak mówię. Ty za swój wysiłek i poświęcenie masz nagrodę w postaci stworzonego dzieła. Jeśli Ci jeszcze za to płacą - masz szczęście. A co do poświęcenia, to przecież jest zasadą, że artyści poświęcają się sztuce.

>Jeśli ktoś lubi zajęcie dzięki wykonywaniu którego może się utrzymywać to nie pracuje? Co to za kryterium?
Kasjerka "lubiąca" swoje zajęcie porzuci je natychmiast dla lepiej płatnego. Artysta nie.

>Wspominasz o wolności
Realizujący własną koncepcję artystyczną jest wolny w najwyższym stopniu. Porównywalnym lub wyższym niż w akcie osobniczej reprodukcji.

>każdy wybór niesie ze sobą określone konsekwencjie i za wszystko tak czy inaczej trzeba zapłacić.
Chyba najwyższą cenę zapłaci artysta zatrudniając się na etacie urzędnika.

>...Sęk w tym, by tak dobrać pracę do preferencji psychofizycznych, żeby potem nie "płacić" nadmiernie wysokiej ceny złego wyboru.
Najemnicy preferują wypoczynek bez końca. Tak zaczynają się kariery.

>
erka.ovh.org/

Gdyby tak wszystko czego potrzeba człowiekowi dawało się realizować poprzez sztukę! Możliwe, że pracują nad tym naukowcy, ważna grupa, którą pominąłem w swojej analizie... A pan Dokowski się nie upomniał, hm, dziwne.
.
08-11-2008 18:40 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>Tylko przy założeniu, że hańbą jest "niepracowanie". Ale czy da się haniebność "niepracowania" wywieść z pojęcia honoru?

Nie, również przy założeniu że odmawiasz wysiłkom wymienionych przez Ciebie grup statusu który mają zajęcia wszystkich innych, a to robisz sugerując (popraw jeśli się mylę) że artyści to tak sobie działają dla przyjemności i z tej racji to czym się zajmują nie jest pracą. Jest. Wbrew temu co sugerujesz w dalszej części postu artysta chcąc utrzymać się na rynku musi się do niego dopasować lub- co jeszcze trudniejsze- przekształcić go bądź wręcz stworzyć, dokładnie w ten sam sposób jak przedstawiciel dowolnego innego zawodu.

>Nie z powodu odmienności narzędzi tak mówię. Ty za swój wysiłek i poświęcenie masz nagrodę w postaci stworzonego dzieła. Jeśli Ci jeszcze za to płacą - masz szczęście. A co do poświęcenia, to przecież jest zasadą, że artyści poświęcają się sztuce.

Daruj ale co to za zasada ? Odwołujesz się do XIX wiecznego mitu artysty- Prometeusza, podczas gdy w rzeczywistości tak jak i każdy inny członek społeczeństwa musi on jeść (i pić ). Nie utrzymuje się dzięki "szczęściu" i nie może zdawać się na "szczęście"- musi zarabiać. To że tworzy dzieła- no cóż, stolarz też tworzy. Jego nagrodą są stworzone krzesła- czy oznacza to że nie pracuje ?

>Kasjerka "lubiąca" swoje zajęcie porzuci je natychmiast dla lepiej płatnego. Artysta nie.

Skąd to założenie ? Ponownie mitologizujesz postawy tak artysty jak i biznesmena.

>Realizujący własną koncepcję artystyczną jest wolny w najwyższym stopniu. Porównywalnym lub wyższym niż w akcie osobniczej reprodukcji.

Realizując dowolną własną koncepcję każdy inny człowiek staje na tym samym poziomie.

>Najemnicy preferują wypoczynek bez końca. Tak zaczynają się kariery.

Powiedz- czy znasz wiele osób które z oburzeniem odrzuciłyby propozycję wypoczynku bez końca ? Nie jestem najemnikiem a nie wyrzuciłbym z domu osoby proponującej mi tego rodzaju tryb życia.

erka.ovh.org/
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

O.K., niech będzie nawet artysta, stolarz i kasjerka w jednym. Widać "pospolitość skrzeczy".
.
Głąbiński (3538 punktów)
>O.K., niech będzie nawet artysta, stolarz i kasjerka w jednym. Widać "pospolitość skrzeczy".
Jednak przy całym szacunku do każdej osoby wykonującej którąkolwiek z wymienionych profesji, zestwienie wydaje mi się niewłaściwe. Co innego jest, gdy produkowany przeze mnie wyrób "zawiera" minimum własnej inwencji, gdy głównie powstaje on w drodze kopiowania sporządzonych przez kogoś innego schematów, a co innego w sytuacji przeciwnej. Zarazem kwestia ta, dla powstawania u pracującej osoby "nieniawiści" do swoich poczynań ma chyba duże znaczenie. Jeśli chodzi o ten proces, o próbę objaśnienia, jaki on może mieć kształt w przypadku artysty, przychodzi mi na myśl monodram Boya Żeleńskiego pt. "Dusza poety".

Stach M. G.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>zestawienie wydaje mi się niewłaściwe.
Artysta uparł się być pracującym więc ma wspólnotę w mianowniku ze wszystkimi podobnymi mu dzielnikami. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.

>przychodzi mi na myśl monodram Boya Żeleńskiego pt. "Dusza poety".
To chyba to.

I kłaniam się wszystkim artystom, także tym śpiącym. Nawet tak, jak jak u Boya.
.
Głąbiński (3538 punktów)
>>przychodzi mi na myśl monodram Boya Żeleńskiego pt. "Dusza poety".
>To chyba to.
Tak jest! Uwielbiam "Słówka", m. in. ten drobiazg!

Stach M. G.
Głąbiński (3538 punktów)
>... Sęk w tym, by tak dobrać pracę do preferencji psychofizycznych, żeby potem nie "płacić" nadmiernie wysokiej ceny złego wyboru.
Dodam, że - wbrew pozorom - jest to bardzo trudne. By dokonać właściwego wyboru należ poznać nie tylko potencjalnie dostępne rodzaje zajęcia, ale poznać i zrozumieć siebie, swoje możliwości i nieuświadamiane pragnienia, a dopełnienie tego warunku zdarza się w praktyce rzadko. Na szczęście jednak zdolności przystosowawcze człowieka są bardzo duże.

Stach M. G.
lipschitz (1674 punktów)
Van Gogh nie zarabiał, ale czy to znaczy, że nie pracował? Pewnie wielokrotnie jak wielu mu podobnych słyszał - weź się w końcu do jakiejś roboty!

Aby mieć pracę, którą się lubi, trzeba za to samemu zapłacić. Sęk w tym, że zazwyczaj chcemy, aby to nam płacono
06-11-2008 09:42 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Van Gogh nie zarabiał, ale czy to znaczy, że nie pracował? Pewnie wielokrotnie jak wielu mu podobnych słyszał - weź się w końcu do jakiejś roboty!
>Aby mieć pracę, którą się lubi, trzeba za to samemu zapłacić. Sęk w tym, że zazwyczaj chcemy, aby to nam płacono
>
A mnie staremu marzy się utopia na wzór tej jaką wyobrażał sobie Engels, w której prasa nie będzie przykrym przymusem, lecz sposobem na wyżycie się.
Najprzykrzejsza jest praca, w której od człowieka nie wymaga się wysiłku intelektualnego, np. na taśmie, gdzie człowiek jest tylko dodatkiem do maszyny.
Mam nadzieję, że przyszłość przyniesie spełnienie tego marzenia, a nadzieję tę pokładam w postępie technologicznym. Niech pracę przykrą i monotonną wykonują roboty, a każdy człowiek niech będzie artystą w swoim fachu i niech mu za to płacą.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> prasa nie będzie przykrym przymusem...
Spoko, dla dziennikarzy nie będzie.
.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Jak każde uogólnienie, także i to, iż nienawidzimy pracy jest po prostu nieprawdziwe.
I to jest EOT.
lotrek (14275 punktów)
Każda praca, nawet najlepiej płatna w końcu staje się nudna (rutyna) i można powiedzieć, że jej się nienawidzi. Niestety skazani jesteśmy na pracę zarobkową, bo chyba o taką chodzi w tym wątku i każdy "orze jak może". Nawet artyści, pomimo że Osnowa twierdzi coś innego:

Cytat:
artysta robi to, co lubi i jeszcze mu płacą,


Bywa, że artysta malarz musi malować na zamówienie, czyli dla chleba, muzyk grać utwory których nie lubi, również dla chleba.

Czasami zazdrościłem widzianym z okna zbieraczom puszek po piwie, pracują kiedy chcą a właściwie wtedy, kiedy potrzebują na piwo

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
ingenue (123 punktów)
Wydaje mi się, że wszystko zależy od podejścia. Jeśli ktoś wychodzi z założenia, że mu sie nie podoba, to nigdy mu się nie spodoba.
Jeśli natomiast nastawi sie psychicznie, że jest fajnie i lepiej byc nie może to tak właśnie tak będzie.
Za przykład niech posłuży podejście niektórych ludzi do życia(czasem w tramwaju da sie pod słyszeć rozmowy) - większość tylko narzeka i biadoli jak to mu jest źle. W kółko to powtarzając wcale nie sprawią, że będzie lepiej.

A jeśli zaczynam męczyć sie w jakimś miejscu to najlepiej je zmienić : )
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
> Czy rzeczywiście "nienawiść" pracy towarzyszy naszemu zarobkowaniu w sposób konieczny,
>
Większość osób oddpowiadających na Twoje pytanie nie ma jednak pracowstrętu.
Ja też nie. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy.
Myślę, że chętnie poprą Twoją krytykę pracy wszyscy bez wyjątku działacze związkowi.
Wszak to oni uparcie nawołują do pracowania jak najmniej, a najlepiej wcale i do zarabiania jak najwięcej, najlepiej bez świadczenia pracy. Exemplum: awantura o "pomostówki". Straszno się robi, że tak wielu ludzi daje im posłuch. Gdyby, nie daj chrześcijański Boże, stanęło na żądaniach Śniadka & Co. to za kilka lat ogromne rzesze przedwczesnych emerytów obudziłyby się z ręką w przysłowiowym nocniku, że nie wystarcza im emeryckich pieniędzy na przeżycie. Bo przecież nikt im nie usiłuje wytłumaczyć, że wysokość ich emerytur zależy przede wszystkim od tego, jak długo pracowali i płacili składki.
Głąbiński (3538 punktów)
Choć to właściwie nie na temat, ale muszę sprostować ewidentny błąd rozumowania:
>... wysokość ich emerytur zależy przede wszystkim od tego, jak długo pracowali i płacili składki.
Nie "przede wszystkim", lecz - niestety - w drugiej kolejności. Podstawą emerytur są kwoty aktualnie wypracowywane przez "zawodowo czynnych". Dla wypłat z ZUS jest to oczywiste. Jeśli zaś chodzi o wypłaty z funduszów, jedynie w wyobraźni laika czekają one bezpiecznie jak węgiel zgromadzony w piwnicy na zimę. W rzeczywistości, jeżeli nie są one nieustannie odnawiane w obrocie finansowym, stają się dokładnie tym, czym są: rządkiem cyfr zapisanych w książce rachunkowej. Wspomniany zaś obrót nie odbywa się w bankach sam dla siebie, lecz musi mieć pokrycie w wartości wyrobów SPRZEDAWANYCH, a oczywiście uprzednio wytworzonych. Jeśli więc zabraknie wytwórców (dotyczy to również kupujących, ale to dla uproszczenia pomijam), nie będzie żadnej emerytury, choćby się nie wiem jak słusznie należała. I żadne ustawy, protesty, apele, ani też korzystanie z sejfów tego nie zmienią. Musimy najpierw mieć bieżąco wypracowany dochód i dopiero wtedy (a więc, nie "przede wszystkim", lecz jak wspomniałem, w drugiej kolejności) można zastanawiać się nad tym, ile się komu i za co należy.


Stach M. G.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365