 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-08-2010 20:19 | Anarok (161 punktów) | Ateista - czy to misja? | Ten temat był już poruszany, ale nie wyczerpał do końca mojej ciekawości, interesują mnie Wasze opinie.  Czy ateista powinien być tym, który odwraca głowy od ołtarza? Czy jest to swego rodzaju misja, której winniśmy się podejmować? Zależy nam, aby jak najwięcej ludzi dzieliło z nami poglądy? A może lepiej stać z boku i pozwolić każdemu człowiekowi samodzielnie dojść do przekonań, za którymi chce podążać? Czekam na Wasze przemyślenia  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | NieIstniejesz (1137 punktów) | A co mnie obchodzi, w co kto wierzy, czego sobie odmawia itd? Zależy mi tylko na jednym - chcę mieć święty spokój. "Każdy ma prawo zmarnować sobie życie dokładnie tak, jak tylko ma ochotę."Ja (Można mnie cytować  )
"Trzeba nosić w sobie Chaos, by móc dać życie Tańczącej Gwieździe"
|
|
 | | Anarok (161 punktów) | > A co mnie obchodzi, w co kto wierzy, czego sobie odmawia itd? Zależy mi tylko na jednym - chcę mieć święty spokój.Oczywiście czysto teoretycznie - a co jeśli chodzi o bliskich? Czy też pozostanie Ci to obojętne? 
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Spójrzmy na to tak. Lata 20. Niemcy. Niektórzy mieszkańcy chcieli mieć święty spokój. Hitler był aktywny. Albo, jeszcze gorzej. Rzym w II wieku n.e. Fala chrześcijaństwa narasta. Niektórzy Rzymianie chcieli mieć święty spokój. No i w V wieku cywilizacja europejska cofnęła się o wieki do tyłu. A wielu Rzymian zostało zmasakrowanych pod koniec imperium przez religię miłości (jak bardzo się o tym nie mówi!!). Ktoś chciał mieć święty spokój i został zmasakrowany. Zdarza się, nie tak znów rzadko...
|
|
| Roksana Małek (894 punktów) | > Ten temat był już poruszany, ale nie wyczerpał do końca mojej ciekawości, interesują mnie Wasze> opinie.  > Czy ateista powinien być tym, który odwraca głowy od ołtarza? Czy jest to swego rodzaju misja,> której winniśmy się podejmować? Zależy nam, aby jak najwięcej ludzi dzieliło z nami poglądy? A może> lepiej stać z boku i pozwolić każdemu człowiekowi samodzielnie dojść do przekonań, za którymi chce> podążać?> Czekam na Wasze przemyślenia  Moim zdaniem, wszystko zależy od konkretnej sytuacji, która dotyczy konkretnej osoby. Jeśli jakaś osoba publiczna jest ateistą, w wielu wypadkach niezależnie od własnej woli, musi określić swój światopogląd, co może wpłynąć na przekonania innych osób. Niektórzy z kolei, dostrzegając negatywne reperkusje jakie pociąga za sobą religijność, podejmują się tej "misji" i "otwierają ludziom oczy". Jeszcze inni, po prostu mają takie poglądy, jakie mają i jeżeli następuje jakakolwiek konfrontacja światopoglądowa, ogranicza się zwykle do ich prywatnej sfery życia. Reasumując: nie sposób odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. A jak powinno być ??? Myślę, że należy "pozwolić każdemu człowiekowi samodzielnie dojść do przekonań, za którymi chce podążać", ale żeby ta samodzielność była faktyczna, nie można dopuścić do indoktrynacji religijnej dzieci i powinno się popularyzować fakty cenzurowane przez takie instytucje jak Kościół - a do tego są potrzebni ci "aktywni" ateiści, którzy jak to ująłeś "odwracają głowy od ołtarza".
|
|
 | 1 na 1 | Anarok (161 punktów) | To chyba racja, że postawa zależeć powinna od konkretnej sytuacji... jednak żyjemy w takim a nie innym kraju i w zastanej rzeczywistości, w której masom niezwykle trudno jest chociażby spróbować samodzielnie myśleć, bo od dziecka są bombardowane propagandą. Wobec tego, jak mówisz muszą działać ci "aktywni ateiści". Tylko czy naprawdę muszą? Większość z trzeźwo myślących ludzi (mam tu na myśli głównie tych, którzy nie boją się mówić o swoich poglądach) zostało wychowanych mniej lub bardziej w duchu religii, mimo to zdołali się z tego ukierunkowanego myślenia oswobodzić. Czy taki jest cel ateisty - stawanie pod prąd, by "oświecać masy" 
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, że nie jest to tylko problem dotyczący Polski. Przypuszczam, że nie istnieje na świecie kraj, gdzie ludzie nie wierzący w nadprzyrodzone moce stanowili by mniejszość. Gdyby spytać Czechów, czy Francuzów czy wierzą w życie po śmierci, większość odparłaby "raczej tak".
|
|
| |  | | finerbijk (17282 punktów) | > Przypuszczam, że nie istnieje na świecie kraj, gdzie ludzie nie wierzący w nadprzyrodzone moce stanowili by mniejszość. Jak to? Właśnie w Polsce tacy ludzie stanowią mniejszość.
> Gdyby spytać Czechów, czy Francuzów czy wierzą w życie po śmierci, większość odparłaby "raczej tak". Czesi nie - za wiki: "Większość ludności (59%) deklaruje bezwyznaniowość". Może część z nich jednak wierzy w jakieś życie po, ale też trzeba pamiętać jak to jest z deklarowaną przynależnością do kościołów - zwykle jest grubo zawyżona.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) |
Bezwyznaniowość z wiarą w zaświaty bywa trudniejsza do odrzucenia niż zorganizowana dewocja religijna zapożyczona od ojców. Nazywam to postchrześcijaństwem w przypadku Europejczyków. Moim zdaniem największym problemem nie jest to, że istnieje kler etc., lecz to, że ludzie, którzy śmieją się z kościelnych guseł nadal "czują coś" metafizycznego, zaświatowego zmienionego w modny sposób. Taki choćby film "Awatar" był dla mnie modnym kazaniem dla uduchowionych bezwyznaniowców. Znający się na biznesie reżyser sprzedał treść iż do raju można się podłączyć przez kosmiczną lianę... I niektórzy uczestnicy ceremonii oglądania filmu poczuli w sobie "coś wyjątkowego". Może lepiej niech pielgrzymują do Santiago da Campostella...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Bezwyznaniowość z wiarą w zaświaty bywa trudniejsza do odrzucenia niż zorganizowana dewocja religijna zapożyczona od ojców. Nie wydaje mi się. To ta zorganizowana dewocja niełatwo wypuszcza ze swoich trybów wciągając w nie człowieka zaraz po urodzeniu i urabiając przez całe przedszkole, szkołę i aż do śmierci. Bezwyznaniowość oznacza swobodę myślenia, a stąd już wszędzie blisko.
>Moim zdaniem największym problemem nie jest to, że istnieje kler etc., lecz to, że ludzie, którzy śmieją się z kościelnych guseł nadal "czują coś" metafizycznego, zaświatowego zmienionego w modny sposób. Co w tym za problem? Niech sobie czują. Dla mnie większym problemem jest kler pasożytujący ochoczo na państwie i wciskający się gdzie może do przestrzeni publicznej, tworząc niebezpieczną mieszankę państwa z kościołem.
>niektórzy uczestnicy ceremonii oglądania filmu poczuli w sobie "coś wyjątkowego". Może i poczuli. A po przyjściu z kina zasiedli przed telewizorem z puszką piwa w ręce i pogrążyli się w błogiej bezmyślności jak co wieczór. Większość ludzi, czy to deklarujących przynależność do kościoła, czy nie, w codziennym życiu w minimalnym stopniu się zajmuje zaświatami, metafizyką i tym podobnymi rzeczami. I to jest normalne. Są też ludzie, którzy kościół zastępują sobie jakąś "duchowością", neopogaństwem, rozmaitymi wschodnimi hokusami-pokusami czy czymś w tym stylu. Dla mnie OK, jeśli się grzecznie bawią i nie szkodzą innym.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Nie wydaje mi się. To ta zorganizowana dewocja niełatwo wypuszcza ze swoich trybów wciągając w nie człowieka zaraz po urodzeniu i urabiając przez całe przedszkole, szkołę i aż do śmierci. Bezwyznaniowość oznacza swobodę myślenia, a stąd już wszędzie blisko. Prywatna wiara w zaświaty (zawsze będąca reminiscencją panującej w danym regionie religii) to takie prywatne więzienie. Nad głową samodzielnego wyznawcy ma żadnego ojca, czy biskupa. On sam sobie jest biskupem i złego słowa o owym autobiskupie nie piśnie. Cytat:Co w tym za problem? Niech sobie czują. Dla mnie większym problemem jest kler pasożytujący ochoczo na państwie i wciskający się gdzie może do przestrzeni publicznej, tworząc niebezpieczną mieszankę państwa z kościołem. niektórzy uczestnicy ceremonii oglądania filmu poczuli w sobie "coś wyjątkowego". Nie można odmówić spójności i przejrzystości twojemu stanowisku w tym temacie, lecz to prywatne zamiłowania sprawiają, iż najbardziej nawet szalone gusła nigdy nie przeminą. Cytat:Może i poczuli. A po przyjściu z kina zasiedli przed telewizorem z puszką piwa w ręce i pogrążyli się w błogiej bezmyślności jak co wieczór. Większość ludzi, czy to deklarujących przynależność do kościoła, czy nie, w codziennym życiu w minimalnym stopniu się zajmuje zaświatami, metafizyką i tym podobnymi rzeczami. I to jest normalne. Chyba, że trąbka zabrzmi na apel. Wtedy ci wszyscy leniwi piwosze złażą ze swoich kanap i bronią "Jedynie Słusznej". Tacy choćby bushowi Amerykanie, którzy nie bez przyjemności przypomnieli sobie kogo Dante umieścił na dnie piekieł i wyruszyli na krucjatę, swoimi demokratycznymi głosami i pełnym entuzjazmu poparciem medialnym, odgórnym i oddolnym. Cytat:Są też ludzie, którzy kościół zastępują sobie jakąś "duchowością", neopogaństwem, rozmaitymi wschodnimi hokusami-pokusami czy czymś w tym stylu. Dla mnie OK, jeśli się grzecznie bawią i nie szkodzą innym. Pytanie, czy dzieci, jeśli je mają, są ich własnością na tyle, iżby mieli prawo je wdrażać w "sprawdzoną duchowość" (to samo dotyczy zwykłych zwolenników Kościoła). Drugie pytanie - czy w róznych wyborach, niekiedy profesjonalnych i zawodowych, wybierając współwyznawców kosztem "innych" nie szkodzą tym ostatnim.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >to prywatne zamiłowania sprawiają, iż najbardziej nawet szalone gusła nigdy nie przeminą. Tego nie wiem. Dla mnie bardziej istotną sprawą jest tzw. "szkodliwość społeczna". Gusła mogą być szkodliwe - jak Kościół Katolicki, lub niebezpieczne - jak Scjentologiczny, a także nie wadzące nikomu (oprócz KK oczywiście, któremu każda konkurencja niemiła), jak choćby polscy rodzimowiercy (gdzie "wyznawcy" to także ateiści, agnostycy, itd.).
>Tacy choćby bushowi Amerykanie, którzy nie bez przyjemności przypomnieli sobie kogo Dante umieścił na dnie piekieł i wyruszyli na krucjatę, Bushmeni nie pojechali szerzyć chrześcijaństwa, tylko bronić własnych, jak najbardziej ziemskich interesów.
>Pytanie, czy dzieci, jeśli je mają, są ich własnością na tyle, iżby mieli prawo je wdrażać w "sprawdzoną duchowość" (to samo dotyczy zwykłych zwolenników Kościoła). Dzieci w końcu stają się na tyle dojrzałe, że same wybierają. A potem mają swoje dzieci i o ile czegoś się nauczyły to pozwolą im też wybierać.
>Drugie pytanie - czy w róznych wyborach, niekiedy profesjonalnych i zawodowych, wybierając współwyznawców kosztem "innych" nie szkodzą tym ostatnim. To dotyczy wszystkich poglądów. Może się też zdarzyć, że ateista będzie wolał na kontraktora ateistę, a zwolennik PiSu pisowca. Człowiek rozsądny nie będzie się pytał potencjalnych zatrudnionych o wyznanie, czy poglądy polityczne.
|
|
 | 4 na 4 | lilianka (300 punktów) | >Myślę, że należy "pozwolić każdemu człowiekowi samodzielnie dojść do przekonań, za którymi chce podążać", ale żeby ta samodzielność była faktyczna, nie można dopuścić do indoktrynacji religijnej dzieci
Myślę, że nie powinno się przeszkadzać żadnemu człowiekowi w samodzielnym wyborze "drogi" i każda indoktrynacja dzieci jest ingerencją w te wybory. Jeśli dzieciak dojrzeje i wybierze religię, to cóż w tym złego?
|
|
| Roman 'Szczur' Kujawa (156 punktów) | Osobiście uważam, że to jednak jest pewna misja. Dopóki będzie tylu wierzących dopóty "wielebni" będą nietykalni i dopóty taki potworek jak "obraza uczuć religijnych" będzie funkcjonowała (swoją drogą jakoś za obrazę zdrowego rozsądku nie karzą). Do tego dochodzi dominacja religii w szkole i innych instytucjach, które MUSZĄ być neutralne światopoglądowo. Gdy tylko zaczynam się upominać o swoje prawa słyszę: "cóż, prawa demokracji. Was jest kilku a nas 95%". Biorąc pod uwagę powyższe uważam, że należy "zbawić" tyle ludzi ile się da.
|
|
 | 4 na 4 | Ammet (1428 punktów) | >Was jest kilku a nas 95%".
Jakby kazać każdemu wiernemu płacić na swój kościół, toby ich się nagle mniej zrobiło.
Właśnie kiedy dotarło do mnie, że JA także nabijam liczbę katolików w kraju zdecydowałam, że kiedy tylko będę do tego uprawniona ZOSTAJĘ APOSTATĄ.
"Dla Ciebie ten ofiarny stos Dla Ciebie dym palonych ciał Za wszystko co dla Ciebie W niebie odbiorę boski szmal"
|
|
 | | Anarok (161 punktów) | Osobiście uważam, że - jeśli już musi - to powinien istnieć przedmiot pod nazwą religioznawstwo lub nauka o religiach. Nie zmienimy tego, że religia jest ważnym aspektem życia większości ludzi, jest wszędzie dokoła nas i za sprawą religii dzieje się wiele istotnych rzeczy na świecie. Myślę, że obiektywne przedstawienie różnych wyznań, przedstawienie, nie jednostronna propaganda pomogła by w obraniu właściwej drogi przez młodych ludzi. Niestety taki stan rzeczy wydaje mi się być utopią, bo macki kościoła zbyt ciasno oplatają cały system, a korzenie za głęboko zapuściły się w nasz polski grunt, żeby dać tak po prostu swobodnie myśleć milionom owieczek i wypuścić miliardy złotówek przez nie napędzanych... Myślę, że powinniśmy pochylać się nad tymi, którzy nadal szukają. Próbowałem kiedyś konstruktywnie porozmawiać na temat wiary z siostrą zakonną. W odpowiedzi na moje wynurzenia usłyszałem jedynie tyle, "że sprowadzam wszystko do poziomu rozumu, a nie na tym wiara polega". Wydaje się więc, że nie każdy jest w stanie myśleć trzeźwo i w wielu przypadkach po prostu przegrywamy z przejmującym, tłumiącym wszystko inne uczuciem, którego jako racjonaliści "nie potrafimy pojąć"... 
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
|  | | Roman 'Szczur' Kujawa (156 punktów) | > Osobiście uważam, że - jeśli już musi - to powinien istnieć przedmiot pod nazwą religioznawstwo lub nauka o religiachBył kiedyś taki przedmiot jak religioznawstwo. Ale jeśli chodzi o mnie to tematy te mogą być omawiane na lekcjach języka polskiego podczas omawiania mitologii (greckiej, słowiańskiej, skandynawskiej i judeo-arabskiej)
|
|
| |  | | rysiek (4593 punktów) | > >Osobiście uważam, że - jeśli już musi - to powinien istnieć przedmiot pod nazwą religioznawstwo lub nauka o religiach> Był kiedyś taki przedmiot jak religioznawstwo. (...)I nadal jest taki "przedmiot", np Instytut Religioznawstwa na UJ: www.religioznawstwo.uj.edu.pl/
|
|
| | |  | | Anarok (161 punktów) | Tak, ale dopiero na studiach to o wiele za późno 
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
1 na 1 | Ammet (1428 punktów) | Najpierw trzeba wziąć pod uwagę to, że próby ateizacji mogą się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem. Jednocześnie jednak jak dla mnie pozostawienie wszystkiego w takim stanie jak jest będzie równoznaczne z hodowaniem ciemnoty po wsze czasy, a przynajmniej do dnia, kiedy sama spostrzeże swoją śmieszność. Jak widać u nas-taki katolicki kraj a pojawiły się już dwie w zasadzie antyklerykalne demonstracje, pod kurią (byłam tam!  ) i pod krzyżem. Nie byli to oczywiście sami ateiści, ale jednak ktoś coś robił, organizował i okazało się, że jednak nie wszyscy chcą całować biskupów po rękach.
"Dla Ciebie ten ofiarny stos Dla Ciebie dym palonych ciał Za wszystko co dla Ciebie W niebie odbiorę boski szmal"
|
|
 | 3 na 3 | Roman 'Szczur' Kujawa (156 punktów) | >Najpierw trzeba wziąć pod uwagę to, że próby ateizacji mogą się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem.
Ateizacja nie może się odbywać na siłę. To musi być racjonalna, spokojna dyskusja, która wskazuje nielogiczności w religii, ale daje szanse wierzącemu na polemikę. Po jakimś czasie taki człowiek zaczyna toczyć walkę z samym sobą. I tu się już nasza rola kończy. Możemy co najwyżej takiemu człowiekowi powiedzieć, że też przez to przechodziliśmy a teraz jest lepiej, bo już nie musimy być dobrymi ludźmi ze strachu a dlatego, że tak chcemy. Teraz jesteśmy wolni.
|
|
|  | 2 na 2 | Ammet (1428 punktów) | >>Najpierw trzeba wziąć pod uwagę to, że próby ateizacji mogą się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem. >Ateizacja nie może się odbywać na siłę. Wiem o tym. Nikomu nie da się łatwo odebrać wiary, którą wpojono mu w dzieciństwie. Ja nie miałam takiego problemu, wręcz w domu nabyłam takich poglądów jakie mam, ale wiem, że większość moich znajomych czułaby się skrzywdzona, gdyby im nagle próbować zaburzyć cały światopogląd. Tak, można wzbudzać wątpliwości i sumie wątpliwości u osoby chętnej jakiejś wiedzy wzbudzić można łatwo. Z tym, że większości łatwiej ślepo wierzyć, a nie zastanawiać się.
"Dla Ciebie ten ofiarny stos Dla Ciebie dym palonych ciał Za wszystko co dla Ciebie W niebie odbiorę boski szmal"
|
|
|  | 3 na 3 | neurosurgery (2484 punktów) | >Ateizacja nie może się odbywać na siłę. To musi być racjonalna, spokojna dyskusja, która wskazuje nielogiczności w religii, ale daje szanse wierzącemu na polemikę. Po jakimś czasie taki człowiek zaczyna toczyć walkę z samym sobą. I tu się już nasza rola kończy. Możemy co najwyżej takiemu człowiekowi powiedzieć, że też przez to przechodziliśmy a teraz jest lepiej, bo już nie musimy być dobrymi ludźmi ze strachu a dlatego, że tak chcemy. Teraz jesteśmy wolni.
Hm, wiesz jak ciężko z zatwardziałymi katolikami przeprowadzić jakąkolwiek dyskusję? Ich argumentacja kończy się stanowczym sprzeciwem wobec wszystkiego co wychodzi z ust ateisty. Uważam bycie ateistą za pewnego rodzaju misję. Czasami warto narazić się znajomym i na siłę próbować rozbić ich religijne opory do racjonalizmu. Może nie będą zadowoleni, ale przynajmniej skłoni ich to do refleksji. Jak mogą dojrzeć drugą stronę, skoro są odgrodzeni wysokim murem zabobonu? Ludzie wierzący są w większości głusi i ślepi na fakty, które burzą ich porządek. Więc ateizacja na siłę? Tak, ale do pewnego stopnia. Sam przechodziłem od zatwardziałego katolicyzmu do ateizmu i wiem, że gdyby nie upór w głoszeniu 'herezji' przez mojego biologa to do dziś pewnie wahałbym się i wierzył, że jakieś bóstwo może mnie karać i nagradzać wedle uznania. Pozdrawiam.
|
|
3 na 3 | PKowalski (1042 punktów) | Łapałem się na tym, że odkrywając dla siebie jakąś prawdę, czy choćby fascynację, chciałem się nią dzielić z innymi. (Bo to 'dobre, fajne', to coś, na co inni też zasługują.) Rozumiem więc taką potrzebę, ale nie widzę przymusu.
|
|
4 na 4 | Guzik (2020 punktów) | [...] A może >lepiej stać z boku i pozwolić każdemu człowiekowi samodzielnie dojść do przekonań, za którymi chce podążać? >Czekam na Wasze przemyślenia 
Moim zdaniem należy ujawniać swoje poglądy. Chociażby z tego względu, że większość Polaków stoi okrakiem przed decyzją( coś mi się wydaje, że są to zwolennicy PO - co są za (Bogiem) - a nawet przeciw...) Należy dodać im odwagi. Swój ateizm zadeklarowałam publicznie po rozmowie z pewnym proboszczem. Żałował mnie i bolał, że jestem czegoś pozbawiona, a mianowicie według niego jestem pozbawiona jakiejś łaski - wiary? Zrozumiałam, że dla niego jestem nienormalnym, uboższym uczuciowo człowiekiem. Nie godzę się z taką opinią i nie uważam abym była pozbawiona wyższych uczuć. Moja deklaracja to w dużym stopniu sprzeciw przed traktowaniem niewierzących jako gorszy gatunek ludzi.
|
|
 | 1 na 1 | Anarok (161 punktów) | > Moim zdaniem należy ujawniać swoje poglądy. Chociażby z tego względu, że większość Polaków stoi okrakiem przed decyzją( coś mi się wydaje, że są to zwolennicy PO - co są za (Bogiem) - a nawet przeciw...) Należy dodać im odwagi.No właśnie, ale ujawnienie swoich poglądów nie oznacza tym samym chęci "nawracania" innych ludzi. Można nie krępować się w wyrażaniu własnych poglądów, głosić je, ale wcale nie po to, żeby inni uznawali je jako swoje. > Zrozumiałam, że dla niego jestem nienormalnym, uboższym uczuciowo człowiekiem. Nie godzę się z taką opinią i nie uważam abym była pozbawiona wyższych uczuć. Moja deklaracja to w dużym stopniu sprzeciw przed traktowaniem niewierzących jako gorszy gatunek ludzi.Myślę, że to jedna z głównych barier, przez które nie sposób znaleźć porozumienia pomiędzy zatwardziałymi katolikami a racjonalistami. Jeśli czegoś nie da się wytłumaczyć logicznie, wierzący zrzuca to na barki sfery uczuć, cudów, itd... A jeśli ja, jako racjonalista tego nie pojmuję, to już mój problem. Guzik ma rację - ateista to w rozumieniu wierzących człowiek duchowo ograniczony 
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
|  | 4 na 4 | Guzik (2020 punktów) | [...] Można nie krępować się w wyrażaniu własnych poglądów, głosić je, ale wcale nie po to, żeby inni uznawali je jako swoje.[...]Racja. Osoby wierzącej nie przekonasz, bo ona nie wie, ona wierzy. W powyższym poście nie było moją intencją narzucanie swoich poglądów. Chciałam dodać odwagi tym, którzy są niewierzący, ale w tym naszym zdominowanym przez KK świecie, boją się do tego przyznać. Guzik ma rację - ateista to w rozumieniu wierzących człowiek duchowo ograniczony  >Czasem mam ochotę, osoby które mi zarzucają brak głębszych uczuć, pozwać - za obrazę wartości... ateistycznych. A Wy?
|
|
| |  | 1 na 1 kiryl (2975 punktów) (zablokowany) | >A Wy? Ja czasami mam ochotę przyp...
|
|
6 na 6 | Łukasz Romanowicz (128 punktów) | Ważne pytanie. Pytanie określiłbym bardziej tak: Ateista - czy to misja w walce z ciemnotą? Im więcej wiem o szarlatanerii w XXI wieku, tym bardziej mnie to boli, ale tym bardziej również rozumiem, że ta walka nie będzie zwycięska. Religia, homeopatia, New Age i inne kretynizmy. Szokuje mnie to. Wydawało mi się, że wiara w takie głupoty wynika z braku wiedzy. Ostatnio jednak po bardzo ciekawej rozmowie z osobą, którą bardzo cenie, przy której moja wiedza jest banałem, dostrzegłem, że nie koniecznie. Usłyszałem takie zdanie: "Wiem, zdaje sobie sprawę z wszystkich tych niuansów, ale nie potrafię nie wierzyć. Nie umiem." Ktoś może powiedzieć, że to indoktrynacja, gen religii czy też zwykła potrzeba nadziei, ale "nie umiem". Co więc? Nic, trzeba to przyjąć. Religia w szkołach? Wydaje mi się, że największa indoktrynacja jest w domu rodzinnym. Po tym "nie umiem" uświadomiłem sobie, że nawet człowiek wykształcony, inteligentny nie zawsze może ujść z tych sideł. Cóż... najważniejsze żeby mówić. Rozmawiać o szkodliwości tej... ciemnoty. Nawet o tym krzyczeć!  czy ktoś to usłyszy? Ktoś.
Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.
|
|
2 na 2 | rysiek (4593 punktów) | Ateista to nie "misja". Jeśli ktoś chce propagować ateizm, jest to jego dodatkowym wyborem. Myślę że świeckie państwo z równymi prawami dla wierzących i niewierzących byłoby ideałem na dziś. Dyskusja z argumentami teistów i propagowanie swoich poglądów jak najbardziej, ale ateistyczne działania misyjne? Nie wiem...
|
|
 | 1 na 1 | Łukasz Romanowicz (128 punktów) | "ale ateistyczne działania misyjne? Nie wiem..."
ja bym to raczej nazwał... działanie ku normalności, propagowanie zdrowego rozsądku, przeciwdziałanie bezhołowiu, leczenie wirusa głupoty, itd.
Chodzi mi tu nie tylko o religię, ale o inne kierunki niezłomnej wiary (o zgrozo!)wielu ludzi, bo potrafi to być wyniszczające.
Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.
|
|
|  | 3 na 3 | Myflowers (2721 punktów) | > "ale ateistyczne działania misyjne? Nie wiem..."> ja bym to raczej nazwał... działanie ku normalności, propagowanie zdrowego rozsądku, przeciwdziałanie bezhołowiu, leczenie wirusa głupoty, itd.> Chodzi mi tu nie tylko o religię, ale o inne kierunki niezłomnej wiary (o zgrozo!)wielu ludzi, bo potrafi to być wyniszczające.> <No cóż, rodzice moi byli ateistami - babcia wierzącym głęboko człowiekiem, ale z tych, którzy zyli sobie spokojnie i nigdy nie starali sie nikogo nawrócić. ceniła mądrych ludzi, bez względu na ich wiare. Nigdy tez nie uważała, ze jedyna i prawdziwa religia jest katolicyzm. zawsze powtarzała, że świat to jest ogromny dom z wieloma mieszkaniami, gdzie w jednym mieszka katolik, w drugim Świadek Jehowy, w trzecim Murzyn co to sobie stuka w tam - tam, chwaląc swoje bóstwo, itd..., itd... A nad tym domem jest jeden dach - i nie ważne jest jak ktoś ten "dach" ceni i jak go adoruje, byle był prawym człowiekiem.Co do kleru, nie znosiła go, określając ich mianem "jezuitników" Misja ateistyczna - chmmmm...Przecież w skrajnych przypadkach może doprowadzić do takiego samego fanatyzmu jak w stalinowskim ZSRR, gdzie zamykano kościoły , wyrzucono religie i wiarę ze wszystkich dziedzin życia. No cóż, okazało się, ze niektórym tą wiarę zastąpiło mauzoleum Lenina... Na wycieczce dopadło mnie kichanie i trafiło się, ze "czichnułam" w mauzoleum. Myślałam, ze strażnik mnie zastrzeli  Każda "misja' może się zakończyć fanatycznymi, irracjonalnymi zachowaniami. Łukasz Romanowicz pisze: ja bym to raczej nazwał... działanie ku normalności, propagowanie zdrowego rozsądku, przeciwdziałanie bezhołowiu, leczenie wirusa głupoty, itd.No i święta racja.Ignoranta w dyskusji nie przekonasz,więc i pod krzyżem smoleńskim tez dyskutować od początku nie należało, a tylko działać zgodnie z prawem.Niestety, ci co u władzy boją się o głosy w wyborach...Chociaż Oleksemu niewiele pomogło nagłe nawrócenie, tak samo jak Tuskowi nie pomaga... A może Bóg jest po stronie tych, którzy w niego nie wierzą? 
(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
|
|
2 na 2 | Mateusz Brodziak (156 punktów) | Moim zdaniem ateizm nie jest żadną misją, ale ze swojego doświadczenia zauważyłem, że głoszenie swoich poglądów często dodaje ludziom odwagi, pokazuje, że istnieje jednak jakaś alternatywa. Wiele osób z czasem zaczyna zastanawiać się nad tym, co głosi krk nie widząc w tym żadnego sensu, ale wychowanie (w naszym kraju niestety wiara jest wpajana od dzieciństwa) i otoczenie (w końcu "wszyscy" chodzą do kościoła) zazwyczaj powodują, że ludzie zachowują te przemyślenia dla siebie. Gdy jednak okazuje się, że są inni ludzie myślący tak samo, sytuacja zmienia się - przestają się tego bać. Dlatego moim zdaniem nie warto "nawracać" (a może raczej "odwracać"?) na siłę - warto dyskutować, wywoływać pewne wątpliwości, ale przede wszystkim nie należy kryć się ze swoimi poglądami, nawet gdy są odmienne od powszechnie przyjętych.
Nota bene - ciekawe ilu z tych słynnych 95% Polaków tak naprawdę ma wątpliwości co do wiary, albo nie czuje się z nią w ogóle związanych, ale boi się do tego przyznać, bo "tak łatwiej" ?
Zaledwie jeden człowiek na milion potrafi myśleć tak, że przynosi to korzyść jemu i innym. Aldous Huxley
|
|
 | 2 na 2 | supron (18 punktów) | > Nota bene - ciekawe ilu z tych słynnych 95% Polaków tak naprawdę ma wątpliwości co do wiary, albo nie czuje się z nią w ogóle związanych, ale boi się do tego przyznać, bo "tak łatwiej" ?
Zapewne bardzo wiele. Ja sam jestem wpisany w te ponad 90% tylko dlatego że nie mam czasu ani chęci iść i wypisywać się z szeregów instytucji do której sam się nie zapisywałem, a zostałem przeznaczony od urodzenia.
Czy ateizm to misja... Sam ateizm raczej nie bo to filozofia jak każda inna a tej nie wolno narzucać. Można dyskutować, przedstawiać swoje racje, ale nie powinno się wpierać na siłę że bóg nie istnieje, bo to się mija z celem. Misją może być głoszenie racjonalizmu jako idei równości i rozumowego pojmowania pewnych faktów. Jednym słowem - zamiast mówić "Boga nie ma", powiedzmy "Zastanów się czy boga nie ma".
|
|
|  | | Anarok (161 punktów) | > Jednym słowem - zamiast mówić "Boga nie ma", powiedzmy "Zastanów się czy boga nie ma".I tak chyba powinna wyglądać ta "misja" o której myślę  Sam nie narzucam nikomu własnego zdania i ideologii, ale jeśli ktoś ją popiera, lub chociaż coś porusza się w nim i skłania do przemyśleń, to już duży sukces.
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
| |  | | nomilk (1013 punktów) | I tak chyba powinna wyglądać ta "misja" o której myślę  Takie "bezkrwawe safari"?
three of a perfect pair
|
|
| | |  | 2 na 2 | Anarok (161 punktów) | >Takie "bezkrwawe safari"?
Tak, bezkrwawe, bo przekonywanie siłą do swych poglądów to póki co wizytówka KK. Jeśli ktoś jest szczęśliwy będąc katolikiem i nie chce przyswoić innych poglądów, to wołami nie wyciągniesz go z kościoła. Przekonywanie do ateizmu szczęśliwego w swej wierze i nieskorego do zmiany katolika to jak uszczęśliwianie dziecka na siłę.
Wnikanie w głębię własnego umysłu i zadawanie sobie pytań, których się boimy... Przyznanie się do własnych słabości i walka z nimi lub umyślna ich akceptacja, ciągłe poszukiwanie i przede wszystkim świadomość, to esencja człowieczeństwa.
|
|
| | | |  | | nomilk (1013 punktów) | Tak, bezkrwawe, bo przekonywanie siłą do swych poglądów to póki co wizytówka KK.
Prawda, lecz historię i tak napiszą drapieżcy, a w niej będziemy... pożarci.
three of a perfect pair
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | supron (18 punktów) | >Prawda, lecz historię i tak napiszą drapieżcy, a w niej będziemy... pożarci.
Kto mieczem wojuje od miecza ginie. Raczej nie chciałbyś żeby Ci na siłę do głowy wkładano dogmaty, więc nie czyńmy tego w drugą stronę.
|
|
| |  | | Mainmen (13 punktów) | > >Jednym słowem - zamiast mówić "Boga nie ma", powiedzmy "Zastanów się czy boga nie ma".> I tak chyba powinna wyglądać ta "misja" o której myślę Sam nie narzucam nikomu własnego zdania i ideologii, ale jeśli ktoś ją popiera, lub chociaż coś porusza się w nim i skłania do przemyśleń, to już duży sukces.Własnie - trzeba (sorry za słowo) "siać" zwątpienie i zachęcać do przemyśleń - zadawać prowokujące do myślenia pytania zamiast zachowywać sie jak kk i wmawiać dogmaty. Ciakawy przykład na (pozimie Hard) miałem niedawno. Czekałem w parku na znajomą gdy podeszła jakaś Jehowo-podobna osoba i zaczęła rozmowę - zaskakująco na poziomie bez agresji. Jak sie dowidziała że jestem ateistą aż sie ucieszyła. Gadaliśmy paręnaście minut i w tym czasie posługując sie logiką i przykładem z Książki którą, każdy powinien przeczytać !!"Listy z Ziemi" Mark Twain!! (chodziło o to jak choroby i wirusy przetrwały powodź - musiały być na arce - więc w żywicielach- ludziach i zwierzętach które by nie przeżyły nawet dnia) udało mi się spowodować konflikt miedzy tym czego ją uczono a tym co jest w stanie zrozumieć. Odeszła mówiąc że musi sie dowiedzieć kogoś wyżej bo coś jej sie tu nie zgadza. Własnie tak powinno wyglądać podnoszenie poziomu społeczeństwa - zadać im zagwostke która doprowadzi do zamierzonych wniosków
|
|
| Grey (2102 punktów) | Szerzenie oświaty to taka misja, jak każda inna. Jeśli masz potrzebę zrobić coś dla ludzkości, to jak najbardziej.
|
|
1 na 1 | asiamusia (14 punktów) | Nie sądzę, żeby to była jakakolwiek misja. Przynajmniej nie dla mnie. Z mojej strony wszystko jest jasne, nie obchodzi mnie kto w co wierzy, o ile swojej wiary mi nie narzuca i o ile nie traktuje mnie gorzej z powodu różnicy poglądów. Ateistką co prawda nie jestem, ale tak bym to określiła. Co prawda w domu mam już swoją małą krucjatę z powodu długotrwałego "młodzieżowego", jak to określa rodzina, buntu, ale co tam. Nie znoszę natomiast kretynizmu większości moich kolegów i koleżanek, którzy rzucają w hasła: "Wierzę w Boga, ale nie wierzę w Kościół", uznając się jednocześnie za 100% katolików i nie mając właściwie pojęcia, na czym polega ta religia. Albo ci, którzy mają na jakichś cudnych portalach zdjęcia Jana Pawła II, świeczki etc., a na pytanie, co on konkretnie zrobił, nie potrafią odpowiedzieć. A pierwsze skojarzenie? Kremówki. No tak. Zazwyczaj wtedy prowadzę dyskusję i przez to jestem kojarzona jako zagorzała ateistka, która dąży do "odbożenia" całego świata. Jestem jednak tolerancyjna i o ile ktoś swoim zachowaniem nie obraża nikogo ani nie narusza niczyjej intymności - okej. Niech sobie wierzy, myśli, robi, co tylko chce.
|
|
 | | MUZGOJAD (276 punktów) | Najpierw piszesz, że mało Cię obchodzi wiara innych ludzi, a później, że przeszkadzają Ci ludzie wierzący, którzy mówią głupoty. Wychodzi więc na to, że irytuje Cię WIARA ludzi objawiana w praktyce i to jak ci ludzie ją sobie tłumaczą. Uwierz mi, jeżeli już do tego dochodzi, to praktycznie zawsze można spotkać się z "kretynizmem" - jak dotąd nie napotkałem się jeszcze na żaden sensowny argument katolika. Też jestem tolerancyjny, ale zawsze patrzę inaczej na człowieka wierzącego, niż na ateistę. Raczej nie określałbym tego w ten sposób, że "mnie to nie obchodzi". Ty chyba też.
|
|
|  | 1 na 1 | Miss Murderer (14 punktów) | Ależ tak to właśnie określę. Nie interesuje mnie cudza wiara ani cudze poglądy, dopóki ktoś usilnie nie próbuje mi ich wcisnąć, "nawracać" mnie albo robić czegoś równie banalnego. I nie irytują mnie same teksty osób wierzących, większość raczej bawi. Irytuje mnie niewiedza co do własnej religii, jej przeszłości i dogmatów, bo to jest prawdziwy problem. Nie uważam by religie trzeba było "tępić" albo robić coś w tym stylu, dla mnie religie to sprawa normalna, ale osobista, indywidualna dla każdego człowieka. I nie irytują mnie głupoty tylko z ust wierzących. Irytuje mnie głupota ogólnie, a spotkałam już całą masę ateistów, deistów i tym podobnych, którzy czasem potrafili katolików i resztę wyznań w głupocie przebić, więc argument taki sobie. To nie kwestia wyznania, a człowieka.
|
|
| |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Też nie uważam, że trzeba religię (w formie, w której nikomu nie powinna przeszkadzać) tępić. Też śmieszą mnie wypowiedzi zarówno osób wierzących jak i niewierzących. Absolutnie zgadzam się z tym, że to co myślimy o danym człowieku nie wynika bezpośrednio z wiary jaką ten człowiek wyznaje. Jeżeli już jednak jakąś wyznaje, to chyba to coś świadczy o tym człowieku, czyż nie? Nie można być tak ślepo, bezmyślnie tolerancyjnym. Czy w stosunku do seryjnego mordercy będziesz zachowywać się tak samo jak do zwykłego człowieka, jeśli tylko nie postanowi dopuścić się zamachu na Twoje życie? Bo takim właśnie rozumowaniem się posługujesz. Krytykowanie ludzi religijnych jest, jak na razie, tematem tabu, co nie znaczy, że musimy bać się samodzielnego myślenia, nie odważyć się mieć własnej opinii, którą zresztą nie musimy się z nikim dzielić. Te rzeczy naprawdę pomagają PRAWIDŁOWO odbierać innych ludzi.
|
|
| | |  | | Miss Murderer (14 punktów) | Bardzo lubię wyolbrzymianie  . Mam całą rodzinę katolicką i nie zamierzam podchodzić do nich jak do seryjnych morderców czy jak do inkwizytorów, mimo tego, że zorganizowali mi coś w rodzaju drobnej krucjaty, chociaż na pewno nie tak konsekwentnej i rzecz jasna nie krwawej. Uważam, że religia w Polsce jest obecnie na takim poziomie, że te rzekome 90% (w które zresztą nie wierzę i sądzę, że rzeczywista liczba wierzących-praktykujących, a przecież tylko takich można nazwać katolikami jest znacznie mniejsza) nie ma pojęcia o zasadach swej religii. U jej podstaw leży wychowanie, chodzenie do kościoła, nawet nie co niedzielę, bo rodzicom też się często nie chce, wysyłanie na religię, chrzest, komunia etc. a nie rzeczywista znajomość Pisma Świętego czy chęć bliższego poznania Boga. Nawet w moim roczniku usłyszałam kiedyś od koleżanki z klasy, że ona "codziennie modli się do bozi i zawsze jej pomaga", co mnie przeraziło, ale Biblię zna jedynie tyle, ile z Kościoła albo z lekcji polskiego. Trochę przykre. Nie do końca rozumiem owo porównanie do traktowania/uznawania seryjnego mordercy. O ile ktoś wyjdzie z więzienia, jeżeli już o tym mówisz i podajesz taki przykład, a ja będę wiedziała, za co siedział, na pewno bym się go obawiała, ale nie widzę powodu bym miała go publicznie wyzywać czy robić cokolwiek w tym stylu. Uważam, że obecnie z tą krytyką Kościoła i katolików wcale nie jest tak źle, chociaż oczywiście zawsze może być lepiej. Myślę samodzielnie i z krytyką nie mam problemu. Najpierw jednak muszę mieć powód do krytykowania, a fakt, że ktoś sobie wierzy, że świat powstał w siedem dni? Są stowarzyszenia, które usilnie sądzą, że Ziemia jest płaska. Czy powinnam je potępiać? Nie, ci ludzie i tak będą wierzyli w swoje teorie, chyba, że wcielę się w inkwizytorów i będę stała z mieczem nad ich głową, żeby przyjęli za słuszne to, co za słuszne uznaję ja. Zawsze będą jednostki, a czasem i masy, które będą występowały przeciwko nauce, które będą szukały czegoś więcej, czegoś, co usprawiedliwiłoby ich zły los, wszystko to, co się dzieje na świecie. Nie ma się co łudzić, że będzie inaczej. Ludzie nie są jednakowi i to, co najbardziej mnie przeraża (tu już nie odnoszę się bezpośrednio do ciebie) to fakt, że ciągle jest KTOŚ, kto dąży do tego, by wszyscy byli tacy sami, wyznawali te same idee/religię/poglądy mieli tą samą orientację albo Bóg wie co. I mocno widać to w zachowaniu Kościoła Katolickiego, który potępia chyba już prawie wszystko. Ale nie tylko. Także niektórzy ateiści, którzy mówią o tym, że należałoby się "wkraść" w szeregi księży i niszczyć Kościół od środka albo leczyć wszystkich ludzi, którzy wyznają jakąś religię... Po prostu przesada.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Alicja Duda (25557 punktów) | Także niektórzy ateiści, którzy mówią o tym, że należałoby się "wkraść" w szeregi księży i niszczyć Kościół od środka albo leczyć wszystkich ludzi, którzy wyznają jakąś religię... Po prostu przesada. Ateiści nigdzie nie muszą się wkradać. Wystarczy posłuchać kazań. Ten tak zwany "kaznodziejski ton" świadczy, że mówiący nie wierzy w to co mówi. A jeżeli o ilość katolików to kościół w swoich badaniach podaje 45-48%. Natomiast niezależne badania oscylują około 35%.
|
|
| | | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >A jeżeli o ilość katolików to kościół w swoich badaniach podaje 45-48%. Natomiast niezależne badania oscylują około 35%. No, jakże to? Katolikiem jest każdy, kto został ochrzczony według obrządku rzymsko-katolickiego, a tych jest grubo ponad 90%, nie żadne 45%, czy 48%, a już na pewno nie 35%. Czyż nie?
|
|
| | | | | |  | | Alicja Duda (25557 punktów) | >>A jeżeli o ilość katolików to kościół w swoich badaniach podaje 45-48%. Natomiast niezależne badania oscylują około 35%. > No, jakże to? Katolikiem jest każdy, kto został ochrzczony według obrządku rzymsko-katolickiego, a tych jest grubo ponad 90%, nie żadne 45%, czy 48%, a już na pewno nie 35%. Czyż nie? Ups. Źle się wyraziłam! Zamiast słowa "katolicy" powinno być "wierzący i praktykujący katolicy"
|
|
| | | | | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >> No, jakże to? Katolikiem jest każdy, kto został ochrzczony według obrządku rzymsko-katolickiego, a tych jest grubo ponad 90%, nie żadne 45%, czy 48%, a już na pewno nie 35%. Czyż nie? >Ups. Źle się wyraziłam! Zamiast słowa "katolicy" powinno być "wierzący i praktykujący katolicy" Dobrze się wyraziłaś, tylko szkoda, że nie wszyscy wyczuli sarkazm mojej wypowiedzi. Stąd minusy.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Miss Murderer (14 punktów) | > Także niektórzy ateiści, którzy mówią o tym, że należałoby się "wkraść" w szeregi księży i niszczyć Kościół od środka albo leczyć wszystkich ludzi, którzy wyznają jakąś religię... Po prostu przesada.> Ateiści nigdzie nie muszą się wkradać. Wystarczy posłuchać kazań. Ten tak zwany "kaznodziejski ton" świadczy, że mówiący nie wierzy w to co mówi.> A jeżeli o ilość katolików to kościół w swoich badaniach podaje 45-48%. Natomiast niezależne badania oscylują około 35%.> A czy ja gdzieś napisałam, że muszą? =_=' Są tacy, którzy zgłaszają takie "pomysły" albo nie wiedzieć czemu dążą do usunięcia wszelkich możliwych religii i wierzeń, które według nich wydają się mało racjonalne. Po obu stronach są osoby, które zachowują się niczym ekstremiści albo mają tak "doskonałe" pomysły. Oczywiście nadal po stronie katolickiej jest takowych więcej i chyba zawsze będzie, dopóki część ludków będzie bez najmniejszego "ale" przyjmowała to, co ksiądz mówi. A już w szczególności ojciec Rydzyk. I nie, nie porównuję wszystkich katolików do słuchaczy jedynie słusznego radia, żeby nie było. A tak poza tym, kazania są zależne od księdza  . Ja na przykład miałam na tyle charyzmatycznego, że wydawał się wyjątkowo wierzyć w to, co głosi. Ojciec Rydzyk też nie wydaje się być niepewny i pełen niedowierzania ;P.
|
|
| | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | > O ile ktoś wyjdzie z więzienia, jeżeli już o tym mówisz i podajesz taki przykład, a ja będę wiedziała, za co siedział, na pewno bym się go obawiała, ale nie widzę powodu bym miała go publicznie wyzywać czy robić cokolwiek w tym stylu. Nie wiem czego w moim poście nie zrozumiałaś i skąd wzięłaś te publiczne "linczowanie". Nic o tym nie pisałem. Chodziło mi tylko i wyłącznie o obawę przed takim człowiekiem, o której zresztą też wspomniałaś. > Najpierw jednak muszę mieć powód do krytykowania, a fakt, że ktoś sobie wierzy, że świat powstał w siedem dni? Są stowarzyszenia, które usilnie sądzą, że Ziemia jest płaska. Czy powinnam je potępiać? Czy potępiać? Zależy, co rozumiesz przez to słowo. Dla mnie oznacza ono uznawanie czyichś poglądów jako złe, co znacznie różni się od publicznego krytykowania. W wyniku takiego potępiania, które zdefiniowałem oczywiście zmienia się moja postawa do potępianej przeze mnie osoby, co jest chyba nieuniknione. Nie mogę po prostu zignorować jej poglądów przy rozmowie, chyba, że jej tematem jest pogoda lub coś równie błachego. A więc tak, potępiać. Jest to proces samoczynny, więc nie uwierzę Ci, jeśli mi powiesz, że jesteś w stanie kompletnie go zignorować. Jeszcze raz podkreślę - nikogo nigdy nie zmuszałem i nie będę zmuszał do zrzeknięcia się swojej wiary i zupełnie nie o to chodziło mi, gdy pisałem wcześniejsze posty.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Miss Murderer (14 punktów) | > Nie wiem czego w moim poście nie zrozumiałaś i skąd wzięłaś te publiczne "linczowanie". Nic o tym nie pisałem. Chodziło mi tylko i wyłącznie o obawę przed takim człowiekiem, o której zresztą też wspomniałaś.Tak, ale jakoś nie obawiam się katolików >.> Ludzi oskarżonych o morderstwo raczej bym się obawiała z góry, nie wiem czemu miałabym się bać, że katolik mi zrobi krzywdę. No chyba, ze bym się wybrała pod krzyż na Krakowskim, tam myślę, że mogłabym coś takiego zakładać XD. > Czy potępiać? Zależy, co rozumiesz przez to słowo. Dla mnie oznacza ono uznawanie czyichś poglądów jako złe, co znacznie różni się od publicznego krytykowania.> W wyniku takiego potępiania, które zdefiniowałem oczywiście zmienia się moja postawa do potępianej przeze mnie osoby, co jest chyba nieuniknione. Nie mogę po prostu zignorować jej poglądów przy rozmowie, chyba, że jej tematem jest pogoda lub coś równie błachego. A więc tak, potępiać. Jest to proces samoczynny, więc nie uwierzę Ci, jeśli mi powiesz, że jesteś w stanie kompletnie go zignorować.> Jeszcze raz podkreślę - nikogo nigdy nie zmuszałem i nie będę zmuszał do zrzeknięcia się swojej wiary i zupełnie nie o to chodziło mi, gdy pisałem wcześniejsze posty.Jest też różnica pomiędzy uznawaniem poglądów za złe, a uznawaniem poglądów za nieprawdziwe. Złe poglądy to takie, które doprowadzają w konsekwencji do czegoś niewłaściwego. Pogląd, że Ziemia jest płaska jest moim zdaniem nieprawidłowy, ale nie nazwałabym go z góry złym  . Nie wiem dokładnie o co chodzi z tym ignorowaniem - napisałam już, że najbardziej razi mnie jawna niewiedza i zupełny brak argumentacji, szczególnie u katolików, bo z nimi najczęściej na takie tematy dyskutuję i wtedy wyrażam swoją opinię i krytykuję, ale nie mam zwyczaju sugerować komuś czy stwierdzać, że coś jest złe. Złe było polowanie na czarownice, zła była inkwizycja, zła była ciemnota, jaka szerzyła (i niestety nadal szerzy) się wśród ludu, ale przykazanie miłości jest jak najbardziej okej  . Podobnie ja wiele innych spraw. Dla mnie bardziej istotne jest to, czy mój rozmówca ma chociaż odrobinę pojęcia o własnej wierze i o innych, które tak zagorzale krytykuje (u katolików najczęściej: islam, satanizm), ale czasem rzeczywiście brakuje cierpliwości.
|
|
| | | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Wydaje mi się, że piszemy o zupełnie odmiennych rzeczach... Nie wiem jak Ci mam wytłumaczyć, o co mi chodzi. To definiowanie zła jest zupełnie niepotrzebne i jest schodzeniem z tematu. Później znów wspominasz o jakimś sugerowaniu i narzucaniu poglądów, o czymś, o czym nigdy nie pisałem. Postaram się Ci wszystko streścić i przekazać w najprostszej formie: osoba wierząca - osoba, która nieracjonalnie i nielogicznie wyjaśnia sobie zjawiska takie jak wszechświat to ktoś, kto, pomimo, że nie zawsze jest "zły" nie będzie przeze mnie nigdy traktowany "na równi" z przeciętnym człowiekiem niewierzącym, którego z góry uznaję za bardziej inteligentnego. Ateista to zazwyczaj ktoś, z kim jestem w stanie porozmawiać na bardziej ambitne tematy, a gdy dochodzi do różnicy zdań, wymienić się logicznymi i mającymi sens dla obu stron argumentami. Dlatego też wolę mieć znajomych ateistów, a nie katolików. Mam wrażenie, że Ty nie dostrzegasz tych różnic, co jest dla mnie co najmniej dziwne i niezrozumiałe.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Miss Murderer (14 punktów) | A ja mam wrażenie, że za dużo u ciebie przesady. Znaczna część moich znajomych, powiedziałabym wręcz, że większość uważa się/jest katolikami. Różnie bywa z ich praktykowaniem i znajomością Pisma, ale choćbym się bardzo starała nie wmówię im, że nie są katolikami, bo nie akceptują dogmatów czy nie chodzą do kościółka co niedzielę. Oni jeszcze tego nie pojmują, ale spora część myśli dość trzeźwo i ma otwarte umysły, chociaż z góry są przypisywani do jednej religii, z racji ich pochodzenia, z racji tradycji rodziny i wielu innych, tym podobnych rzeczy. Mam wrażenie, że spora część z nich ma religię głęboko, a po prostu nie chce im się szukać odpowiedzi. Ateistów znam dość niewielu. I chociaż z kilkoma jestem blisko zaprzyjaźniona, to jest też spora grupka, która działa mi, lekko mówiąc, na nerwy, kpiąc i drwiąc z każdego jednego słówka, które powie osoba wierząca.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | To przykre, że tak beztrosko piszesz "po prostu nie chce im się szukać odpowiedzi", i to mimo stwierdzenia, że mają otwarte umysły i myślą trzeźwo. Właśnie dlatego ich unikam. Coź, przynajmniej doszliśmy do zrozumienia. Mam przynajmniej taką nadzieję.
|
|
| | | | | | | | |  | | Miss Murderer (14 punktów) | Nie chce im się, bo to coś, do czego są przyzwyczajeni. Wielu z nich nie wie nawet, jakie są dogmaty Kościoła, wszelkie kazania księży na temat seksu i tym podobne uznają za ich "własne widzimisię", nie doszukując się nawet czy jest w tym coś głębiej. I nie rozmawiam z nimi tylko o pogodzie, ale pomiędzy pogodą, a religią jest chyba wiele innych tematów, na które ich zdanie mnie interesuje.
|
|
| | | | | | | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Mnie nie. Może dlatego, że je nam.
|
|
| Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nic nie stoi w miejscu. Ludzie religijni dokładają wszelkich starań, aby propagować swoje wyssane z palca i często zbrodnicze idee. Jeśli naukowy, ateistyczny i racjonalny punkt widzenia nie będzie miał obrońców i propagatorów ludzkość wróci do średniowiecza. Pojawią się znów inkwizycje, postęp technologiczny zatrzyma się, po czym zacznie się cofać.
Można zadać sobie słuszne pytanie - "co mnie obchodzi ludzkość i jej przyszłe dzieje?". I można na nie róznie odpowiedzieć. Ja uważam, że na przykład to co robi dla ludzkości Dawkins jest bardzo wartościowe i po prostu ciekawe. Mamy te swoje 30 - 40 - 80 lat i możemy spędzić je na rozmowach w kameralnym gronie sprawdzonych osób, lub też próbować wchodzić w społeczną przestrzeń kraju, Europy, całej ludzkości. Myślę, że to świetna i bardzo wartościowa przygoda. Jeśli przyszłość ludzkości nie będzie oznaczała powrotu do średniowiecza, to Dawkins stanie się bohaterem podręczników do historii XX i XXI wieku.
Też można zapytać - co będzie obchodził Dawkinsa, gdy ten umrze, fakt iż stał się częścią naszej historii? A z drugiej strony czemu nie? W końcu o każdą z rzeczy, które robimy w życiu można tak zapytać. Podam przykłady:
1. Po co mamy dzieci? 2. Dlaczego chcemy, aby język polski istniał i to w postaci gramatycznej? 3. Dlaczego jeździmy na wakacje? 4. Po co piszemy na tym portalu?
Biorąc pod uwagę powyższą perspektywę, uważam, iż warto propagować ateizm, miłość do prawdziwej (przemijającej) rzeczywistości i do badającej ją nauki. Być może ma to większy sens niż to co wydaje nam się oczywiste - jeżdżenie na wakacje, posiadanie dzieci, spotykanie się z grupą tych samych ludzi i mówienie na te same tematy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|