Racjonalista - Strona głównaDo treści
Sami czy zrzeszeni?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
10-07-2008 14:55Konieczna (137 punktów)Sami czy zrzeszeni?
Ocena 3 na 3
Z poprzedniego mojego wątku ("Jak żyjemy..." - zapraszam!) urodził mi się wniosek, że być może często zapominamy o tym, jak wiele możemy zmienić w otoczeniu, które nas wkurza, sami. Czekamy na polityków, rządy, sądy, stowarzyszenia, fundacje i inne cuda, narzekając, że nic się nie dzieje i jest jak było, albo gorzej. Czasem, aby to zmienić zakładamy kolejne stowarzyszenia, zbieramy się, dyskutujemy, walczymy, czasem "o pietruszkę", ni stąd ni z owąd pojawiają się strefy wpływów, ktoś jest ważniejszy, komuś innemu tylko tak się wydaje, a to po co się zebraliśmy znika z horyzontu. Kolejna walka "o władzę", funkcje, przewodzenie. I rozczarowani odchodzimy w siną dal, aby po jakimś czasie pomstowania w internecie i/lub na kanapie, założyć kolejne stowarzyszenie, bo tym razem będzie inaczej...

Ale czasem zdarza się "cud". Dociera do nas prosta prawda, że niezależnie od kolejnej "wojenki na górze" nadal możemy coś zrobić. Od dołu, na dole, z tymi, których zabawa w "kto tu rządzi" nie bawi. I zaczynamy działać. Bez formalizacji, formalności i przybijania pieczątek, robimy świetne rzeczy, które zmieniają naszą rzeczywistość. Może na mniejszą skalę, ale taki mały pączek zaczyna pączkować i sami jesteśmy zdziwieni, jak fajnie wyszło.

Ja takie "cuda" widuję na co dzień - w rodzinie, w domu, w pracy (pracuję jako trener grupowy). Wiele wspaniałych rzeczy ludzie robią, tylko dlatego, że chcą, w coś wierzą, mają do siebie zaufanie. A to zaufanie rodzi się znikąd, z małych kroczków, słów, efektów. Wierzę w ludzi, w nas, coraz rzadziej w organizacje. A efekty mam, wystarczy, że zacznę coś robić.

Chętnie wysłucham, jakie Wy macie doświadczenia w tym względzie, czy udało Wam się coś fajnego zrobić dla zmiany wkurzającej rzeczywistości bez nadania temu nazwy, bez sformalizowania, bez użerania się z kolejną ścianą.

Pozdrawiam wszystkich!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

@ffe? (3233 punktów)
Póki pozostajemy zrzeszeni w grupach nieformalnych, wiele da się zrobić - oczywiście głównie w zakresie satysfakcji członków zrzeszenia. Przy wszelkich próbach formalizacji wszystko biorą diabli.
Ciekawe, że co kilka lat trafiam na kogoś, kto dokonuje tego samego, skompromitowanego już wiele razy wynalazku: sądzi, że wykonalne jest stworzenie nieformalnej grupy z formalnymi zasadami.

A sueno de la razon produce automatica secretaria
Konieczna (137 punktów)

>Ciekawe, że co kilka lat trafiam na kogoś, kto dokonuje tego samego, skompromitowanego już wiele razy wynalazku: sądzi, że wykonalne jest stworzenie nieformalnej grupy z formalnymi zasadami.

Mam identyczne doświadczenie. Witaj w klubie

A może wystarczają zasady ogólnoludzkie?
@ffe? (3233 punktów)
> >Ciekawe, że co kilka lat trafiam na kogoś, kto dokonuje tego samego, skompromitowanego już wiele razy wynalazku: sądzi, że wykonalne jest stworzenie nieformalnej grupy z formalnymi zasadami.Mam identyczne doświadczenie. Witaj w klubie
>A może wystarczają zasady ogólnoludzkie?

Te rzeczywiste zapewne by wystarczyły - ale nie wiemy, jesteśmy dopiero u początku drogi ich poznawania. Zaś te głoszone zwyczajnie nie potwierdzają się w praktyce.

A sueno de la razon produce automatica secretaria
Kelly (2051 punktów)
>I zaczynamy działać. Bez formalizacji, formalności i przybijania pieczątek, robimy świetne rzeczy,
>które zmieniają naszą rzeczywistość. Może na mniejszą skalę, ale taki mały pączek zaczyna pączkować
>i sami jesteśmy zdziwieni, jak fajnie wyszło.
Jedna, nawet wpływowa osoba zmieni mniej niż duża, solidarna grupa. A im taka grupa większa, tym trudniej byłoby organizować jej działanie bez uprzedniego sformalizowania.

>Chętnie wysłucham, jakie Wy macie doświadczenia w tym względzie, czy udało Wam się coś fajnego
>zrobić dla zmiany wkurzającej rzeczywistości bez nadania temu nazwy, bez sformalizowania, bez
>użerania się z kolejną ścianą.
Mi kiedyś udało się wpłynąć na nauczyciela WOS i etyki. Proszę się nie śmiać, ja piszę poważnie! Sor uczył nas o prawach człowieka, ale sam nie dawał nawet szans na szóstki. Zdobyć ocenę poniżej 5 też nie było u niego łatwo, więc wszyscy jechali na piątkach i wszystkim to pasowało, dopóki nie pojawiłam się ja ze swoimi ambicjami .

Przez kilka miesięcy chodziłam za nim i prosiłam, żeby na sprawdzianie dał zadanie "na szóstkę" (w końcu się zgodził, ale zadanie było jak wybory na Białorusi. Cholera, nawet klasowi geniusze - dużo lepsi ode mnie - nie znają Konsytucji RP na pamięć!); nastawiłam całą klasę przeciwko niemu. Rozmawiałam z wychowawczynią i panem dyrektorem, który jest jego starszym bratem (chodzę na dwa prowadzone przez niego kółka); wyprosiłam projekt na etykę (nie zapominając o kwestii "Jaka będzie najwyższa ocena możliwa do osiągnięcia?"), przy okazji którego napisałam artykuł o szkolnych ocenach, gdzie pojawił się akapit poświęcony "kompleksowi nieistotnego przedmiotu".

Aż w końcu, pod koniec roku, Sor wspomniał o "wyrzutach sumienia" i stwierdził, że rzeczywiście nie dawał wielu szans uczniom bardziej ambitnym. Wytłumaczył nam zresztą, dlaczego (powtórzył dokładnie to, co ja napisałam w tym projekcie przygotowanym parę miesięcy wcześniej ). I obiecał, że w przyszłym roku coś się zmieni.
Może jestem naiwna, ale tyle mi wystarczy.

Zresztą, przecież i tak nie robił tego ze złośliwości, podejście uczniów do WOS czasem jest naprawdę skandaliczne. Status tego przedmiotu jest niższy od plastyki, informatyki i WF, które i tak znajdują się daleko za wszystkimi "-logiami". Między innymi dlatego jestem przeciwna przedmiotowi o nazwie "wychowanie seksualne" lub "edukacja seksualna" - nikt nie podejdzie do tego na poważnie.
diogenes (42753 punktów)
> A efekty mam, wystarczy, że zacznę coś robić.

W życiu równie ważne jak działanie, a może nawet wazniejsze, jest jego brak. Powiem tak: medycznej zasadzie przede wszystkim nie szkodzić odpowiadałaby prakseologiczna zasada: przede wszystkim nie działać . Po łacinie brzmiałoby to chyba: primum non facere. Zamiast wybudowac drogę do posesji - postaraj się pokochać błoto.
10-07-2008 22:55 
 Ocena 1 na 1
Konieczna (137 punktów)
>>
>W życiu równie ważne jak działanie, a może nawet wazniejsze, jest jego brak. Powiem tak: medycznej zasadzie przede wszystkim nie szkodzić odpowiadałaby prakseologiczna zasada: przede wszystkim nie działać . Po łacinie brzmiałoby to chyba: primum non facere. Zamiast wybudowac drogę do posesji - postaraj się pokochać błoto.


Ot co, czasem i tak lepiej. A jak już chcesz tę drogę koniecznie zbudować to zastanów się 5 razy, z kim to będziesz robił. Bo może to błoto jednak lepsze, niż ubabranie się w nim z byle kim...
11-07-2008 07:52 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>A jak już chcesz tę drogę koniecznie zbudować ...

To nie (takie) ważne, co chcę. Ważne jest to, co muszę.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Zamiast wybudować drogę do posesji - postaraj się pokochać błoto.
Gdy będziesz chwalił błoto, inni wezmą się za budowanie drogi. Tyle, że nie do Twojej posesji, a dla własnej procesji. A Ty stopniowo z dumnego mieszkańca własnego domu chcąc nie chcąc zaczniesz się przeistaczać w mysz kościelną.
.
placownik (17853 punktów)

   Podteksty tego wątku są oczywiste, nie kryjesz tego zresztą. Wygląda mi na to, że jesteś samotnym wilkiem, chadzającym własnymi drogami. Nie masz co prawda nic przeciwko temu, aby wataha podążała za Tobą, ale nie zależy Ci na użeraniu się z kolejną ścianą w celu wpłynięcia na to, aby zmieniła (wataha) swój kierunek. Cóż, nie każdy potrafi "znaleźć się" w organizacji. Nie każdy potrafi wykorzystać ją dla własnych, niekoniecznie egoistycznych, celów. Do tego z pewnością konieczne są pewne specjalne umiejętności. Łatwość wyczuwania kto z kim i przeciwko komu, trafność ocen komu warto coś szepnąć na ucho, a z kim nie warto być przesadnie szczerym, itp. itd. Czy jednak warto obrażać się na watahę, za to, że jest taka jaka jest? Z watahą zawsze można osiągnąć więcej, choć może nie zawsze to samo co samemu. A nie zależy Ci chyba tylko na tym, aby zawsze dziobać jako pierwsza?

   Przemyśl jeszcze swą ostatnią decyzję.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
10-07-2008 23:57 
 Ocena 1 na 1
Konieczna (137 punktów)
>   Podteksty tego wątku są oczywiste, nie kryjesz tego zresztą. Wygląda mi na to, że jesteś samotnym wilkiem, chadzającym własnymi drogami. Nie masz co prawda nic przeciwko temu, aby wataha podążała za Tobą, ale nie zależy Ci na użeraniu się z kolejną ścianą w celu wpłynięcia na to, aby zmieniła (wataha) swój kierunek. Cóż, nie każdy potrafi "znaleźć się" w organizacji. Nie każdy potrafi wykorzystać ją dla własnych, niekoniecznie egoistycznych, celów. Do tego z pewnością konieczne są pewne specjalne umiejętności. Łatwość wyczuwania kto z kim i przeciwko komu, trafność ocen komu warto coś szepnąć na ucho, a z kim nie warto być przesadnie szczerym, itp. itd.
>   Przemyśl jeszcze swą ostatnią decyzję.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


I znów trafiłeś w punkt, a określeniem mnie "jako samotnego wilka" nawet bardziej niż w punkt... Faktycznie, nie jestem dobra w biciu się ze ścianą, kompletnie nie interesują mnie gierki kto, z kim, jak, na kogo uważać, itp. Pewnie dlatego też pracuję jako "wolny strzelec" i trzymam się z daleka od sideł etatu na ten przykład. Działam natomiast na rzecz wielu organizacji, bardzo często pozarządowych, i nie przypominam sobie podobnej skali problemów. Widzisz, cała sprawa trwa od kilku miesięcy (już to chyba pisałam) i jak dotąd byłam jedyną osobą, która wokół niej pracowała. Nie było mi z tym dobrze - praca trenera jest wystarczająco trudna (i specyficzna), dodatkowe atrakcje nie są mi potrzebne. Ale zacisnęłam zęby i robiłam mnóstwo innych rzeczy. Pomijam, że jeszcze nikt mi za to nie podziękował (poza uczestnikami bardzo udanego warsztatu).
Problemy zaczęły się, kiedy ktoś w organizacji (nie ja), wpadł na pomysł, aby zrobić z tego projekt unijny. No i zaczęła się wojna podjazdowa o strefy wpływów, dla mnie absurdalna i niespodziewana. Pracowałam sobie spokojnie dalej na rzecz projektu i nieświadomie nadepnęłam komuś na odcisk. Trudno. Nie będę zdradzać tajemnicy korespondencji, ale wierz mi, że zanim powiedziałam NIE, nagryzłam się wiele.
Moja decyzja jest na tu i teraz. Kolejny ruch nie zależy już ode mnie. Ale wiedz, że zostawiłam furtkę - jestem cywilizowanym, a do tego cholernie ideowym wilkiem

Wątek ten jednak założyłam nie tylko ze znaną Ci myślą przewodnią. Chodzi mi po głowie założenie grupy idealnej (może też stowarzyszenia), które działałoby na ludzkich, nie korporacyjnych zasadach. Taka moja wataha. Fajna wataha. Normalna. wataha. Ale to tylko taki pomysł, do rozgadania

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Joanna
J.Szulc (5723 punktów)

Droga Joanno. Z przyjemnością czytam, ze są jeszcze ludzie, którzy chcą i potrafią żyć według swoich idei. Coraz rzadziej widzę to w środowisku, w którym żyję. Ludzie gubią się między tym, o czym marzą, a tym, co dla spełnienia tych marzeń muszą robić.
Nie chcę Cię do niczego zniechęcać, ale obawiam się, że nie da się zebrać ludzi gotowych działać, a nie podlegających jakimś zorganizowanym regułom.
Jesteś bardziej doświadczona, jeśli chodzi o pracę z ludźmi i bardzo to szanuję. Jednak mnie również przypadła w udziale praca z ludźmi, i wiem, jak ciężko zebrać grupę myślącą tak samo i chcącą działać tak samo.
Najlepszym, chyba, rozwiązaniem jest metoda "drobnych kroków" wykonywana indywidualnie - jeśli chce się być tym "samotnikiem".
Takich "samotników" jest więcej.

Pozdrawiam.
12-07-2008 01:33 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Droga Joanno. Z przyjemnością czytam...

   Kogo by tu jeszcze obdarzyć szacunkiem, no kogo?

   [Byleby nie był to ktoś, kto zwraca mi uwagi].

   Deprecjonujesz się, droga Szulcówno.
.
12-07-2008 06:42 
 Ocena 2 na 2
J.Szulc (5723 punktów)

Czepiasz się, Drogi Śmigielski i tyle.
Wychodzi na to, że jeśli czyjaś wypowiedź mi się podoba, to nie wolno mi tego okazać, bo może ta sama wypowiedź nie podobać się komuś innemu. Super!

Pana zdaniem każdy może mówić albo źle, albo dobrze, tak?
W takim razie taki dureń, jak ja, powinien jedynie czytać, i za żadne skarby nie otwierać dzioba. Też super! Dziękuję za cenne uwagi.

Mam swoje (nie najlepsze) spostrzeżenia co do działalności wszelkiej maści zrzeszeń, związków i temu podobnych ugrupowań. Stanowczo bardziej wolę "robić swoje" a nie chodzić pod nadymającym się, nie zawsze uczciwym sztandarem. Tylko, że to nie daje poklasku.

Pana uwagi są przykre, ale może ma Pan rację...
"Kto nie idzie z nami, idzie przeciw nam...".
Nie chcę się domyślać, skąd płynie Pańska złośliwość.

Tym nie mniej pozdrawiam.
Przemyślę, co dokładnie autor miał na myśli...
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Problem zrobił się skomplikowany, choć kompletnie na to nie zasługuje.
   Nużące jest odruchowe budzenie się agresywności u osoby nawet delikatnie skrytykowanej, "wychodzi" więc na to, że jakiekolwiek zwrócenie komukolwiek uwagi na cokolwiek - skutkuje odruchem agresywnej obrony, właściwie kontrataku.

   Z niewiadomych przyczyn osoba krytykowana przyjmuje natychmiast, iż krytykujący dopuszcza się naruszenia jego swobód i - co gorsza - praw. Krytykowany zakłada bez podstaw i sensu krańcową intencję takiej uwagi, w odpowiedzi więc sam używa równie krańcowych argumentów obronnych.

   Zauważyłem, że najczęściej wymiana zdań przenosi się wówczas na ową krańcowość, nie mającą uzasadnienia ani w początkowej uwadze czy krytyce, ani w następujących później argumentach. W to wrobić się nie dam. Starczy bowiem to, co napisałem - przeczytać raz jeszcze, lecz bez podobnych założeń.

>Nie chcę się domyślać, skąd płynie Pańska złośliwość.

   No, skąd?

>Przemyślę, co dokładnie autor miał na myśli...

   Warto. Dopowiem, że niezbyt wiele. Jedynie zbyt wielką naiwność i zbyt wylewne jej okazywanie. Ale może to nieuprawniona osobista uwaga, może wiedzie do próby krępowania cudzej osobowości, która przecież powinna rozwijać się bujnie i bez żadnych tam ograniczeń?

>Tym nie mniej pozdrawiam.

   Tym niemniej odwzajemniam pozdrowienie i dziękuję - wciąż z sympatią.
.
12-07-2008 14:51 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Oj, nie tak, Panie Zbysławie. Nie tak.

Nie o to chodzi, że zwraca mi Pan uwagę. Jeśli tylko (w swej naiwności) rozumiem Pana intencje, wszystko w porządku. Odniosłam jednak wrażenie, ze pisząc "Droga ..." już zrobiłam coś nie tak. "Oj, naiwna, naiwna, naiwna..." - za Janem Kaczmarkiem. Dalsza część mojej wypowiedzi, to moje własne doświadczenia, czyli nikomu nic do tego. Chyba, że nie należało się nimi dzielić.
Cóż więcej mógł Pan zarzucić mojej wypowiedzi?
Następnie, że odpowiedziałam agresywnie. Nie, drogi Panie. Skoro jestem naiwna, to raczej nie mam w sobie agresji. Chyba, że nazwie Pan w ten sposób próbę obrony.
Przeczuwam jakoś dziwnie ustawianie mnie, lub próbę choćby, w tym samym kącie, co inne mimozy. Proszę mi tego nie robić. Przecież ja tam zginę z wydrapanymi oczyma i czymś zapewne jeszcze gorszym.

A tak już bez żartów, to problem właściwie nie jest problemem.
Zwykłe "odbicie piłki". Sami mnie tego nauczyliście - Wy, Racjonaliści.

Idąc dalej - zaleca mi Pan, tak to odbieram - zbroję. Cholera! Jednak ma Pan rację!
Tutaj raczej nie należy okazywać uczuć. Zwłaszcza, jeśli są naiwne. Jesteście twardzi i zasadniczy. Ja, niestety, nie.

Dziękuję za argumentację.
Pozdrawiam jak zawsze.

P.S. Słowo, że nie jestem agresywna. Co najwyżej złośliwa. I to w zasadzie od niedawna. Cos tam "przyswajam".
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Zgoda, problem załatwiony. Przepraszam za nazbyt szerokie jego tło - możliwe, że przesadziłem.
   Dla porządku dodam jeszcze, że agresja i naiwność bardzo często idą właśnie w parze, gdyż agresja (lub jej pochodne) bywają bronią naiwnych.

   PS. Naiwność nie jest cechą umysłu, raczej charakteru, który wciąż nam wmawia, że ludziom należy wierzyć. Tymczasem życie, jak to życie...
.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   PS. Naiwność nie jest cechą umysłu, raczej charakteru, który wciąż nam wmawia, że ludziom należy wierzyć. Tymczasem życie, jak to życie...

Naiwność , jak i wszystko inne, jest wytworem umysłu. Ten to tworzy w jego posiadaczu zbiory różne. Jakąś konstrukcję mentalna, wartości nadrzędne i pomniejsze, tworzące poczucie dobra i sprawiedliwości i empatię. Zbiór doświadczeń wynikających z wychowania i różnych sytuacji życiowych, zbiór wiedzy przyswojonej w trakcie edukacji, trwającej całe życie i inne takie tam zasoby informatyczne umysłu, dla wygody, nazywam intelektem.

Wśród tych zasobów umysłu funkcjonują dwa systemy operacyjne: moralność i inteligencja. Jeżeli współpracują zgodnie, to mamy do czynienia z człowiekiem racjonalnego myślenia. Taki robi błędy, jak każdy normalny człowiek, ale parzy się tylko raz. Błędów nie powtarza.
Problem z takim, któremu moralność podpowiada, że innym trzeba wierzyć, bo z gruntu są dobrzy.Taki poparzy się wielokrotnie. Można o nim powiedzieć :"dobry to człowiek, ale naiwny jest".
Nie mniejszy, a nawet większy problem z takim, co po jednym większym życiowym kopie, ogranicza działanie moralności do minimum, do samego siebie, ewentualnie bliskiego otoczenia. Ktoś o nim powie - pragmatyk, ktoś inny - sku....el.

Po tym przydługim wstępie. Zdecydowanie wspieram postawę postawę J. Szulc. "Ludzka to Pani". Nie jest twarda i zasadnicza. Dobrej intencji to kobieta, pełna uczuć . Nie umie oddzielić ziarna od plew. Jest naiwna. O takie kobiety należy dbać.
Ani chybi, tak czy siak, prędzej lub później, stanie się łupem jakiegoś "samotnego wilka". Stanie się przekąska na śniadanie. Mam nadzieję, że przynajmniej apetyczną. I to pomimo Twoich Zbysławie ostrzeżeń.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Trochę tu bałaganu pojęciowego, ale może być...

   Gdzieś w mrokach dziejów przepadł mi tekst błyskotliwego referatu, któremu dałem tytuł: "Wpływ inteligencji na rozwój umysłu ludzkiego". Znam kilka pamiętających go osób - do dziś palce oblizują.

   Cóż, młody byłem, więcej mi się udawało.
.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   Trochę tu bałaganu pojęciowego, ale może być...

Taa... Bałagan. U mnie tak zawsze. Bo to tak od reki. Ale nie chodzi tu o to, aby był poorzadek, tylko o dobro jednej zacnej Pani.

>Cóż, młody byłem, więcej mi się udawało.

Chyba jak każdemu, co był młody.
Konieczna (137 punktów)

>Najlepszym, chyba, rozwiązaniem jest metoda "drobnych kroków" wykonywana indywidualnie - jeśli chce się być tym "samotnikiem".
>Takich "samotników" jest więcej.

Dziękuję Ci za miłą wypowiedź. Na pewno poparta została Twoim doświadczeniem - od razy współczuję, "dyskusji z Z. Śmigielskim" - ale tak to już chyba zostanie, że ktokolwiek tu napisze coś na moją rzecz, dostanie od tego Pana "baty". Nie chcę nawet domniemywać, jakie problemy tego Pana zmuszają go do takich zachowań. Na pewno pozostaje on poza kręgiem moich zainteresowań, wszelkie dyskusje z nim skończyłam, co może i Tobie radzę?

Szukam tych samotników, których jest więcej. Wierzę, że indywidualiści złączeni w nieforalmną jedność na rzecz konkretego celu, zadaniowcy po prostu, wszystko zrobią i wrócą na własne ścieżki. To jest metoda... Co tym sądzisz, J? Wiesz, że miałam kiedy identyczne inicjały - J.Szulc (nazwisko po pierwszym mężu)?

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Joanna
J.Szulc (5723 punktów)

Wiesz, że jeśli J.Szulc - to będzie po pierwszym mężu, to po powrocie będę miała takie inicjały, jak Ty teraz? J.K.

Co do pana Zbysława, to nie współczuj mi. Szanuję tego człowieka, choć czasem czymś mi "dołoży". Uczciwie jednak powiem, że dużo się od tego pana nauczyłam.
Co do sedna tematu, to raczej nikt nie przekona mnie do działania w jakiejkolwiek grupie. Masz rację - to wynik doświadczeń. Jednak zawsze chętnie współpracuję, jako osoba niezrzeszona, jeśli cel danej grupy jest i moim celem.
Nie mam zamiaru podporządkowywać się, bo gdzieś, kiedyś, ktoś tego sobie zażyczy od "towarzyszy".
W swoim życiu stosuję zasadę takiego przez nie przejścia, żeby nigdy nie wstydzić się retrospektywy, żeby zasługiwać na miano "człowieka", żeby móc patrzeć w odbicie w lustrze.
Mam swoje priorytety i staram się żyć według nich.

Pozdrawiam.
Konieczna (137 punktów)
>Wiesz, że jeśli J.Szulc - to będzie po pierwszym mężu, to po powrocie będę miała takie inicjały, jak Ty teraz? J.K.

No proszę, nie dość, że spotkałam drugą "samotną wilczycę", to jeszcze "spowinowaconą"

>Co do sedna tematu, to raczej nikt nie przekona mnie do działania w jakiejkolwiek grupie. Masz rację - to wynik doświadczeń. Jednak zawsze chętnie współpracuję, jako osoba niezrzeszona, jeśli cel danej grupy jest i moim celem.


O, to to, to już jest bardzo bliskie temu, czego szukam. Zrzeszanie się wokół zadania i rozchodzenie w zgodzie. Ideał.

>Mam swoje priorytety i staram się żyć według nich.

To chyba najważniejsze. Jeżeli trzymamy się tego i nie zbaczamy z tej drogi, jesteśmy szczęśliwi. Banał to niby, ale z własnego doświadczenia widzę, na jak wiele już poszłam kompromisów i jak wiele mnie one kosztowały. Z wiekiem mi to na szczęście przechodzi i staję się często bezkompromisowa (a nie jest mile widziane, tyle że nie tym warto się przejmować). Dobrze już wiem, że zawsze istnieje "Trzecia droga" i można nią pójść - nawet razem. Przeciąganie liny nie służy niczemu, a zwłaszcza linie, w końcu pęka.

Znikam już dziś z internetu, jest sobota i chcę ją, wraz z niedzielą, oddać rodzinie i przyjaciołom.

Liczę na dalszą korespondencję z Tobą - nie co dzień spotykam osoby o tak ciekawym widzeniu świata.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wiesz, że miałam kiedy identyczne inicjały - J.Szulc (nazwisko po pierwszym mężu)?

Zamienił Joannę na Janinę?
Właściwie, to mu się nie dziwię...

fides ex necessitate esse non debet
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Chodzi mi po głowie założenie grupy idealnej (może też stowarzyszenia)...

   A może partii po prostu?

>... które działałoby na ludzkich, nie korporacyjnych zasadach. Taka moja wataha. Fajna wataha. Normalna wataha. Ale to tylko taki pomysł, do rozgadania

   PS. Ten pomysł ściągnęłaś od Kaczyńskich?
.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Pomijam, że jeszcze nikt mi za to nie podziękował (poza uczestnikami bardzo udanego warsztatu).

Ranisz mnie, podziękowałem Ci w imieniu całej organizacji pod koniec tego szkolenia.

Po drugie: cały zarząd jest za twoim projektem, za tym, abyś go realizowała. Posprzeczałaś się z jedną osobą z zarządu o metodologię badań socjologicznych w ciągu JEDNEGO dnia, kiedy większość zarządu nawet nie mogła się wypowiedzieć, bo jestna urlopach, i tego samego dnia postanowiłaś o zabraniu manatków.

Nie za prędko, nie za pochopnie?

Ludzie, trzeba rozmawiać!

Inaczej nie da się współpracować.

Jeśli idzie o temat wiodący wątku, to dziwi mnie, że jest tak mało głosów antyzrzeszeniowychi roztkliwiających się nad urokami nie zszerzania się, nie działania w grupie.Wszak w całym naszym społeczeństwie kultura zrzeszeniowa jest dramatycznie niska, poziom społecznego zaufania bardzo niewielki,w porównaniu do większości innych rozwiniętych krajów. Ponieważ Polacy nie potrafią generalnie współdziałać na rzecz dobra wspólnego i pozytywnego, więc peanów na cześć nie działania w grupie powinno być znacznie więcej.

Ja mam cichą nadzieję, że polska kultura kooperacyjno-zrzeszeniowa będzie rosnąć.

Osobiście uważam, że najlepiej połączyć indywidualizm i grupowość. Wiele zrobiłem sam i nadal często działam sam, ale w pewnym momencie spotyka się mur, który przejść można tylko w grupie.

Ty Joanno nie napotkałaś muru, lecz drobną barierę, którą z pewnością zniwelujesz, jeśli tylko będziesz chciała. A ja Ci kibicuję.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Po drugie: cały zarząd jest za twoim projektem, za tym, abyś go realizowała.

Poszukuję odpowiedzi o sens istotny projektu i prowadzonej Przez P. J Konieczną, na forum "ankiety". Ponieważ Zarząd jest za tym projektem i jego realizacją, a więc zna jego założenia, uprzejmie proszę o informację. Jaki cel stawia przed sobą autorka projektu?

W odpowiedziach na postawione przez autorkę pytania, wzięła udział spora grupa uczestników forum. P. J. Konieczna stwierdziła, że jest to projekt PSR-u. Okazało sie to nieprawdą. Chciałbym się dowiedzieć, do jakich celów użyte zostaną udzielone odpowiedzi i czemu ma służyć realizacja projektu.

Pozdrawiam

Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Poszukuję odpowiedzi o sens istotny projektu

Projekt to realizacja cyklu szkoleń, warsztatów dla osób niewierzących. Jakiś czas temu daliśmy ogłoszenie o pierwszych i zgłosiło się sporo osób, a osoby, które dostały się do pierwszej grupy były zadowolone. Stwierdziliśmy więc, że warto przekuć to w projekt szerszy. Joanna zarysowała parę tygodni temu ogólny zarys tego projektu i zarząd wyraził nim zainteresowanie prosząc Joannę, aby pracowała nad dalszymi szczegółami. Tak to wygląda.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Poszukuję odpowiedzi o sens istotny projektu
>Projekt to realizacja cyklu szkoleń, warsztatów dla osób niewierzących.

Zawsze myślałem, że ktoś wierzy, ktoś inny nie wierzy, a jeszcze innemu jest wszystko jedno. Nie wiedziałem, że w tym nie wierzeniu, potrzebne są komuś warsztaty, szkolenia i treningi. Ale może i taka potrzeba istnieje. Czasem coś mnie jeszcze zadziwi.

>Jakiś czas temu daliśmy ogłoszenie o pierwszych i zgłosiło się sporo osób, a osoby, które dostały się do pierwszej grupy były zadowolone.

Zapytam. Z czego byly zadowolene? Nie znam programu, celu i zadań tych szkoleń. Czy mogę prosić o przesłanie ,(lub wskazanie gdzie go szukać), jakiegoś programu wzorcowego?

Stwierdziliśmy więc, że warto przekuć to w projekt szerszy. Joanna zarysowała parę tygodni temu ogólny zarys tego projektu i zarząd wyraził nim zainteresowanie prosząc Joannę, aby pracowała nad dalszymi szczegółami. Tak to wygląda.

Z trudem wydobytych informacji wiem że:

- Projekt nosi nazwę 'Uwierz, ze nie musisz wierzyć".
- Na realizację tego projektu są przeznaczone, lub są czynione starania o pozyskanie środków z Uni Europejskiej.
- Ma mieć on charakter antydyskryminacyjny, (nie wiem kto kogo dyskryminuje).
- Na pytanie o istotny cel podjętych działań, autorka projektu zasłoniła się tajemnicą projektu.
- Pytania zawarte w "ankiecie" (konstrukcja jej jest fatalna), zostały skierowane do wszystkich, oprócz osób wyznania katolickiego.
- Działania P. J. Koniecznej zostały podjęte bez zgody, ąle pod auspicjami PSR-u.
- Czynności te nie mają charakteru charytatywnego.

Wiem również, że dalej nie wiem czemu to ma słuzyć i na co UE ma wydatkować fundusze, w postaci grantu, na ten projekt.
Ponieważ nie chce pozostawić sprawy w sferze moich domysłów, uprzejmie proszą o informacje na temat istotnego celu prowadzonego projektu. Realizacji jakiej idei ma służyć?
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Zawsze myślałem, że ktoś wierzy, ktoś inny nie wierzy, a jeszcze innemu jest wszystko jedno. Nie wiedziałem, że w tym nie wierzeniu, potrzebne są komuś warsztaty

Okazuje się, że niektórym tak. Np. o tym jak rozmawiać asertywnie o swoich przekonaniach z rodziną czy znajomymi. Wiele osób ma z tym problemy. To szkolenia w zakresie umiejętności interpersonalnych robione pod kątem osób niewierzących. Czasami nawet będąc pewnym, że nie ma się problemu z mówieniem o swoich przekonaniach można się czegoś nauczyć. Na warsztaty te przyszły dwie osoby ztakim przekonaniem: idę z ciekawości, bo nie mam problemów. Później stwierdzili, że jednak się nauczyli czegoś nowego.

>Zapytam. Z czego byly zadowolene? Nie znam programu, celu i zadań tych szkoleń. Czy mogę prosić o przesłanie ,(lub wskazanie gdzie go szukać), jakiegoś programu wzorcowego?

Z efektów, z przebiegu, z poznania grupy itd. Program będzie, jeśli do warsztatów dojdzie po raz kolejny.

>- Ma mieć on charakter antydyskryminacyjny, (nie wiem kto kogo dyskryminuje).

Np. rodzice nieszanujący przekonań swoich dzieci.

>- Działania P. J. Koniecznej zostały podjęte bez zgody, ąle pod auspicjami PSR-u.

Podjęte zostały autonomicznie przez autorkę warsztatów.

>Wiem również, że dalej nie wiem czemu to ma słuzyć

Podniesieniu umiejętności interpersonalnych osób niewierzących w Polsce oraz ich aktywizacji społecznej.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Dodam jeszcze, że pomysłodawcą takich dokładnie szkoleń jest Dariusz Kaliszuk, członek władz PSR. Joanna podchywciła temat i zrealizowała pierwsze szkolenia w Warszawie.
Konieczna (137 punktów)
>Dodam jeszcze, że pomysłodawcą takich dokładnie szkoleń jest Dariusz Kaliszuk, członek władz PSR. Joanna podchywciła temat i zrealizowała pierwsze szkolenia w Warszawie.

To święta prawda. Pierwsze spotkanie pod podobnymi hasłami odbyło się w Łodzi i z tego co wiemy od jego uczestników, było bardziej seminarium, niż warsztatem i nie do końca spełniło oczekiwania odbiorców.

Przekształciłam tę ideę w warsztat pod wymyślonym przeze mnie tytułem (pozostał on tytułem większego projektu), napisałam program, warsztat zrealizowałam, napisałam materiały dla uczestników. W wyniku tych działań podjęliśmy z Mariuszem decyzję o rozwinięciu pomysłu w zarys projektu, co też uczyniłam i przedstawiłam Zarządowi. Dostałam, Mariusz od Ciebie, zielone światło na dalsze działania (nie sprecyzowałeś JAKIE, więc miałam tu pełną autonomię), do momentu, aż Zarząd podejmie decyzję, czy jest zainteresowany współrealizowaniem projektu. Tymi działaniami były:
- badanie rynku funduszy UE - mam wyniki tych badań,
- wstępne rozmowy z osobami, fachowcami, które były zainteresowane pracą nad projektem (autorzy projektów UE, profesjonalni trenerzy, specjaliści ds. zarządzania projektami) - są zainteresowani pracą,
- wstępna ROZMOWA-DIALOG z potencjalnymi odbiorcami naszych działań na forum racjonalisty (uznałam to za najbardziej adekwatne miejsce) - dialog udany - o jego rozpoczęciu poinformowałam Zarząd.

Mariusz, zaczynając taką pracę liczyłam się z głosami krytyki, także we własnych szeregach. Projekty jednoznaczne światopoglądowo, wszelkie projekty antydyskryminacyjne, budzą znacznie większe emocje, niż "zwyczajne" projekty szkoleniowe. Spodziewałam się gwałtowanych reakcji. Spodziewam się dalszych, na znacznie większą skalę, także instytucjonalnych. Zarząd PSR (cały!) podejmując decyzję o współrealizacji projektu, się z tym liczył, prawda?

Nie mam problemów z tym, a mam wręcz pełną światomość, że istnieje pewna grupa ludzi, która z własnych przyczyn przeróżnych (to temat na długą rozprawę), będzie torpedować, bojkotować, ośmieszać, itp, cudze działania. Charakterystyczne dla tej grupy ludzi jest to, że nie podejmuje działań własnych (m.in. dlatego, aby nie podkładać się "pod nóż" identycznej "krytyki"). To cena za działanie. Nie powinniśmy się takim zachowaniom poddawać, tylko działać razem i spójnie. Czyli stać murem za działaniami, które podejmujemy. Spierać się możemy w zespołach projektowych, konstruktywnie, prowadząc tym do celu.

Wszelkie dyskredytowanie projektu w odpowiedzi na działania opisanej przeze mnie grupy, szkodzi tymże działaniom - np. informuje przed czasem rzesze tych, którzy nie są odbiorcami naszych działań, za to już mogą się radośnie przygotowywać do ich torpedowania.
Wystarczy tylko skromna znajomość zasad tworzenia kampanii informacyjnych - żaden producent jogurtów, ani pacek na węże, nie informuje najpierw wszem i wobec jaką nazwę będzie nosił jego nowy produkt, czemu służy i dlaczego będzie dobry. Najpierw bada potrzeby (przeróżnymi metodami) potencjalnych odbiorców, tworzy produkt, wymyśla jego nazwę - wszystko to dzieje się w wielkiej tajemnicy - a potem rusza z kampanią informacyjną i reklamową. NIGDY odwrotnie. Weź sobie, to Mariusz do serca. Nie uwierzę, że nie wiesz, o co tak naprawdę w moim konflikcie z p. M chodzi. A chodzi właśnie o to! Jaśniej już napisać nie mogę.

Tak właśnie głośne mniejszości torpedują działania mniejszości cichej. Bądźmy więc dalej cicho, a krzykacze wykrzyczą się bez naszego udziału. Jeżeli ktoś pyta serio o co chodzi, zawsze się dowie, przyjdzie na to czas. Wielu osobom odpowiedziałam na maila, jaki jest cel moich działań - wszystkim tym, które przesłały do mnie odpowiedzi i miały pytania do mnie. Oczywiście odpowiedziałam tak, jak czyniłam to na forum publicznym, czyli oględnie.

Dziękuję Mariusz za wyjaśnienie tego, co działo się na moim warsztacie (to absolutnie tajemnicą nie jest od momentu ogłoszenia, żę zbieramy uczestników na ten warsztat), jego celu i efektów. Takie wypowiedzi jak Twoja są dla dobra projektu, bo informują i mogą przekonać nie przekonanych. A krzykaczy i tak niczym nie przekonasz, bo ich celem nie jest zrozumienie, tylko poniżenie cudzej pracy.

Pozdrawiam raz jeszcze,

Joanna
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Tak a propos: www.racjonalista.pl/forum.php/s,144003

   Komu wierzyć: Bogu, czy Mojżeszowi?
.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   Tak a propos: www.racjonalista.pl/forum.php/s,144003
>   Komu wierzyć: Bogu, czy Mojżeszowi?
Kto jest kto?
>.
Konieczna (137 punktów)
>>Pomijam, że jeszcze nikt mi za to nie podziękował (poza uczestnikami bardzo udanego warsztatu).
>Ranisz mnie, podziękowałem Ci w imieniu całej organizacji pod koniec tego szkolenia.
>Po drugie: cały zarząd jest za twoim projektem, za tym, abyś go realizowała. Posprzeczałaś się z jedną osobą z zarządu o metodologię badań socjologicznych w ciągu JEDNEGO dnia, kiedy większość zarządu nawet nie mogła się wypowiedzieć, bo jestna urlopach, i tego samego dnia postanowiłaś o zabraniu manatków.
>Nie za prędko, nie za pochopnie?
>Ludzie, trzeba rozmawiać!


Mariusz - niepotrzebnie poczułeś się zraniony, nie chciałam Cię zranić (!), wszak napisałam (patrz wyżej), "poza uczestnikami warsztatu" - przecież byłeś uczestnikiem!. Faktycznie, za udany warsztat i działania z nim związane podziękowałeś mi nie tylko Ty, ale i jego pozostali uczestnicy (w tym inne osoby z Zarządu). Podkreślam tu, że Twoje i uczestników podziękowania były dla mnie bardzo miłe i budujące. Uwierzyliśmy razem, że rozwijanie projektu ma sens - prawda?

Mariusz - wiesz dobrze, o co naprawdę posprzeczałam się z p. Małgorzatą. Nie chciałam tu opisywać szczegółów, ale skoro muszę, to postaram się zrobić to jak najbardziej oględnie. Sprzeczka o metodologię z tą Panią lub kilkolwiek innym, byłaby bez znaczenia dla naszej współpracy, istotą sporo stało się bardzo szybko to, że p. Małgorzata wykreowała się na koordynatora projektu z ramienia Zarządu, wystąpiła przeciw mnie, moim metodom i PROJEKTOWI na forum publicznym (zastrzegła, że może projekt utrącić, bo ona tu rządzi i decyduje , co więcej czyni to dalej - w wątku z pytaniami do uczestników znów udziela dobrych rad na temat szablonów ankiet. Koordynator projektu z ramienia Zarządu winien bronić i chronić projekt na zewnątrz, a wszelkie dyskusje zostawić do wewnątrz. P. Małgorzata postąpiła wpbrew tym zasadom, do mnie zwracając się na końcu. Bije to w Zarząd, PSR, a przede wszystkiem w projekt.
P. Małgorzata swoim postępowaniem zaprzeczyła także tezie, że "cały Zarząd jest za moim projektem" - Ona nie jest.
Dlatego podjęłam decyzję o nie kontynuowaniu z Wami współpracy nad projektem. Jako warunek odnowienia współpracy podałam odłączenie p. Małgorzaty od działań nad projektem - dalsze choćby informowanie ją o szczegółach projektu grozi chociażby ich ujawnieniem, a także innymi działaniami z jej strony, bijącymi w projekt. Praca projektowa ma swój rytm, zasady, tajemnice rządzące pewnymi etapami, w tym zasady dotyczące kampanii informacyjnych i promocyjnych. Zaś główna zasada projektu to współpraca - tylko osoby wierzące w projekt i jego sens, mogą go zrealizować (oczywiście dyskutjąc po drodze na temat bardzo wielu szczegółow dot. jego realizacji). Ja mam zamiar, profesjonalnie się ich trzymać.

Co do "ankiety" - nie szukałam żadnych wzorów, bo ankiety nie tworzyłam. Rozpoczęłam DIALOG-ROZMOWĘ właśnie z potencjalnymi odbiorcami naszych szkoleń. Rozmową ta się udała - mam już prawie setkę odpowiedzi, wypowiedzi, uwag na tematy poruszane w dialogu, czyli inaczej rzecz ujmując - rozpoczęłam udany dialog z potencjalnymi odbiorcami szkoleń. P. Małgorzata właśnie (nadal!) próbuje ten dialog uciąć - całkiem zresztą skutecznie, odważni przesyłają odpowiedzi już wyłącznie na mojego maila. P. Małgorzata istoty DIALOGU-ROZMOWY nie pojęła, co przeniosło się na naszą prywatną korespondencję.

>Ty Joanno nie napotkałaś muru, lecz drobną barierę, którą z pewnością zniwelujesz, jeśli tylko będziesz chciała. A ja Ci kibicuję.

Mariusz, tej bariery nie pokonam sama, oczywiście czekam spokojnie na dalsze decyzje Zarządu i jak już tu w wielu miejscach wspomniałam, furtkę dla naszej współpracy zostawiam otwartą.

Dziękuję za Twoje wsparcie, Mariusz i innych osób, które mi kibicują. A także tej prawie setce, która zechciała odpowiedzieć na moje pytania i zrozumiała bez trudu sens DIALOGU.

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Joanna
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Dlatego podjęłam decyzję o nie kontynuowaniu z Wami współpracy nad projektem. Jako warunek odnowienia współpracy podałam odłączenie p. Małgorzaty od działań nad projektem - dalsze choćby informowanie ją o szczegółach projektu grozi chociażby ich ujawnieniem, a także innymi działaniami z jej strony, bijącymi w projekt.

Nie podoba mi się ten szantaż, już wyjaśniałem, że nieporozumienie i ten cały konflikt wynika z tego, że napisałaś, że jest to ankieta a nie luźna rozmowa. Ja przekonywałem zarząd, że to jest raczej luźna rozmowa a nie ankieta, lecz wątpliwości pozostały, bo sama w emailu napisałaś, że to ankieta. I tutaj włączyła się Małgorzata jako metodolog nauk socjologicznych. Proponuję dalej rozwijać ten projekt bez obrażania się na siebie...
13-07-2008 21:54 
 Ocena 8 na 8
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Joasiu i Małgosiu.

Sądzę, że dobro PSR jest najważniejsze, porzućcie te spory.
Wyjaśnijcie sobie te sprawy poza forum. Bez urazy.
Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Powinniśmy wyróżniać się na plus z tego naszego "polskiego piekiełka".
Czyńmy tak.

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Polecam słowo przepraszam - czyni cuda...

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
Konieczna (137 punktów)

>Sądzę, że dobro PSR jest najważniejsze, porzućcie te spory.

Zbyszku, z mojego punktu widzenia dobro projektu jest naważniejsze, dobro ludzi (w tym tych, którzy zechcieli odpowiedzieć na moje pytania i potencjalnych odbiorców projektu) jest najważniejsze, dobro PSR też jest ważne. Ale Twój apel to jasne słońce na ponurym tle kreciej roboty

>Powinniśmy wyróżniać się na plus z tego naszego "polskiego piekiełka".
>Czyńmy tak.


Też tak uważam, ale bądźmy realistami. Jak "piekiełko" jest to nie ma co się zarzekać, że go nie ma, lepiej pozamiatać i spróbować zmienić ten stan. Osobiście wolę "piekiełka" omijać szerokim łukiem, za dużo ich dookoła, gdzie nie wdepnę za głęboko, tam już czuję swąd diabelskiej mikstury. Ale wiem, że są "rajskie" miejsca na ziemi, także stowarzyszone i zorganizowane - czyli można! Wierzę (tak, ja atestka , że PSR też może stać się takim miejscem.

>P.S: Polecam słowo przepraszam - czyni cuda...


Święte słowa, Zbyszku! Do słów magicznych należą jeszcze: "dziekuję", "proszę","pomyliłem/am się", "masz rację", "nie mam racji", itd. (tych słow jest cały worek).

Są jeszcze magiczne działania: komunikacja w duchu wzajemnego zrozumienia, otwarcia umysłu, wyjścia poza utarte tory rozumowania, działania. Dąże do niej na wszelkich frontach, czasem trafiam na mur, ale często mi się to udaje. Czasem popełniam błędy. To działanie też czyni cuda, pod jednym małym warunkiem, że wszyscy rozmówcy są skłonni w ten sposób rozmawiać.

Z mojej strony, Zbyszku, na tym forum od soboty nie ma już dyskusji na tematy wiadome. Tak jak sugerujesz, ewentualne rozwiązanie problemu przeniosłam do korespondencji prywatnej. Tym bardziej, że nawet jeżeli na tym forum postawię tylko kropkę i tak jest ona komentowana, bynajmniej nie w duchu porozumienia

Cieszę się, że wśród nas jest trochę takich osób jak Ty, Zbyszku!

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna

>
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...

Mariusz Agnosiewicz
>Cieszę się, że wśród nas jest trochę takich osób jak Ty, Zbyszku!

Ale przecież Zbyszek apelował o wzajemne wyrzeczenie się fochów...
14-07-2008 14:10 
 Ocena 1 na 1
Konieczna (137 punktów)
>>Cieszę się, że wśród nas jest trochę takich osób jak Ty, Zbyszku!
>Ale przecież Zbyszek apelował o wzajemne wyrzeczenie się fochów...


Mariusz, ratuuuuunkuuuu! Zabierajmy już ten dialog stąd! Określenia "fochy" też, ok? A poza tym ja się naprawdę cieszę, że są wśród nas takie osoby, jak Zbyszek, np. Ty!

A reszta już całkiem poważnie, nie tutaj, na innym poziomie abstrakcji.

Pozdrawiam,

J
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Posprzeczałaś się z jedną osobą z zarządu o metodologię badań socjologicznych w ciągu JEDNEGO dnia, [...] i tego samego dnia postanowiłaś o zabraniu manatków.

Czy to nie jest najlepsza rekomendacja profesjonalnych kwalifikacji "trenera"???

Mariusz, otwórz oczy!!!

fides ex necessitate esse non debet
11-07-2008 07:48 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Z watahą zawsze można osiągnąć więcej, ...

Zwłaszcza, kiedy jest nią np. gang, czasem zwany partią.
plodzien (7378 punktów)
>Chętnie wysłucham, jakie Wy macie doświadczenia w tym względzie, czy udało Wam się coś fajnego
>zrobić dla zmiany wkurzającej rzeczywistości bez nadania temu nazwy, bez sformalizowania, bez
>użerania się z kolejną ścianą. >

Udało się.
Gdy córka kończyła przedszkole, "gruchnęła" wieść, że od nowego roku szkolnego ma ono zostać przekazane siostrzyczkom. Blady strach padł na personel, bo z pewnością powiedziano by im: Z Bogiem i Krzyż na drogę. Ale oprócz biadolenia - nikt nie wiedział co robić.
Napisałem list mieszkańców osiedla do prezydenta miasta i przebiegłem się po okolicznych blokach.
To było bardzo krzepiące, że "za" opowiedzieli się prawie wszyscy podpisując "protestację". Nawet słynny obecnie, znany Wam działacz prawicowy, którego nazwisko przemilczę, bojąc się zwichnąć mu karierę.
Na spotkanie przyjechał jeden z zastępców prezydenta. Przedstawiał argumenty na rzecz wspomożenia biednych siostrzyczek, które to mają w pobliżu przedszkola trzypiętrowy klasztor ale nie ma tam miejsca na przedszkole.
Poprosiłem jednak, aby z pomysłu zrezygnowano, w przeciwnym wypadku przyjdziemy we wrześniu z materacami. Ludzie stali za mną murem to pomrukując groźnie to śmiejąc się szyderczo z ich argumentów.
Wówczas jeden ze świętoszkowatych radnych wylawirował ku mnie i pieszczotliwie poprosił, żebym przyszedł do nich bez całej tej kupy Waszmościów i Waćpanien to pogadamy. Nie wiem z jakiej był opcji, ale miał niezłomne wejrzenie i przekonanie, że jego racja jest najmojsza.
W końcu projekt upadł. Przedszkole "do sich por" jest świeckie.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Wierzę w ludzi, w nas,
>coraz rzadziej w organizacje. A efekty mam, wystarczy, że zacznę coś robić.

Niestety, moje dowiadczenia są akurat przeciwne. Kilka razy opróbowałem coś zrobić, np. w sprawie nowego chodnika na osiedlu, ale przekonałem się, że to nie jest takie proste, jak opisujesz. Moim zdaniem, zwykle okazuje się, że sytuacja nie jest tak jednoznaczna, jak sugerujesz - nie ma dobrze określonego wroga, nie ma koncepcji jawnie złej i koncepcji jawnie dobrej, a w dodatku okazuje się, że nie żyjemy na pustyni cywilizacyjnej, ale że otacza nas jakaś organizacja, jacyś ludzie kompetentni i pełni dobrej woli.

Kiedy obserwowałem, jak to się robi w krajach cywilizowanych, np. w USA, przekonałem się, że poziom dojrzałości organizacyjnej jest o wiele wyższy niż w Polsce. Można ująć to w skrócie, że tam wszystko działa jak w zegarku. Właściwe służby miejskie reagują natychmiast, wszystkie problemy "same" się rozwiązują, bez udziału dobrej woli ludzi. Wszędzie tam są zdefiniowane procesy i procedury działania. Każdy wie, kto ma jakie kompetencje i jakie pełni role, a jeśli nie wie, to wie, kogo spytać.

Moje doświadczenia mówią mi, że właściwa droga rozwoju, to reorganizacja w celu podniesienioa poziomu dojrzałości organizacyjnej społeczeństwa, zaś próby działania obok, próby omijania osób kompetentnych, próby dotarcia jakoś gdzieś wyżej, żeby sprawę popchnąć, to podejście bez przyszłości, podejście, które może być czasem skuteczne doraźnie, ale ogólnie zwiększa ono bałagan i cofa społeczeństwo w rozwoju. Im więcej takich "cudów" uda się zrobić, tym trudniej rozwijać organizację, trudniej ludzi przekonać, że konieczne jest "przeskoczenie" na wyższy poziom rozwoju społeczeństwa.

Ufać ludziom powinniśmy w sprawach prywatnych, ale jeśli chcemy coś załatwić, to powinniśmu ufać organizacji i profesjonalizmowi osób kompetentnych - ufać że będą działać zgodnie z procedurami.

Istnieje też aspekt bardziej osobisty. Otóż działając w taki sposób, jaki sugerujesz, można bardzo łatwo skrzywdzić kogoś, kto jest kompetentny, kto powinien sprawę załatwić, kto ma dobrą wolę i sprawę tę załatwi szybciej. To co nazywasz "cudem", dla osoby kompetentnej może być rutyną. Osoba ta by załatwiła od ręki to, o co walczyłaś przez cały miesiąc. Nasuwa się pytanie, dlaczego ona tego nie zrobiła, dlaczego Ty to musiałaś załatwić?

Często też jest tak, że sprawa z pozoru prosta okazuje się trudna, ale człowiek niezorientowany tego nie wie. Bierze taki sprawę w swoje ręce, bo myśli że np. dozorca nic nie robi, spółdzielnia sprawę olewa i w ogóle trzeba wyrzucić zarząd na zbity pysk. Ale z czasem okazuje się, że to nieprawda, że każdy naprawdę zrobił, co do niego należało, że tylko obrażamy niepotrzebnie ludzi, którzy robią co mogą.

Podsumuję więc: sądzę, że lepiej jest walczyć o zmianę złego prawa, niż omijać prawo; lepiej jest usprawniać działanie organizacji niż sprawę załatwiać pokątnie, lepiej jest wymagać od profesjonalistów (i ich przełożonych) właściwego wykonywania obowiązków, niż próbować samemu robić coś za nich; lepiej jest rozliczać polityków z obietnic i głosować na lepszą partię, niż uprawiać opozycję pozaparlamentarną; lepiej jest chwilowo pogodzić się z porażką, niż uciekać się do szantażu i łapówek... - w sumie lepiej wierzyć w rozwój cywilizacyjny niż w "cuda", które ten rozwój hamują.

doku
12-07-2008 08:56 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>tam wszystko działa jak w zegarku.

Uważasz to za zaletę, to organizacyjne mrowisko czy termitierę? To obraz społeczeństwa, gdzie człowiek został zredukowany do funkcji, do trybika. Myślę, że to zrobienie z całego życia taśmy produkcyjnej na modłę Taylora. Z Amerykanów najbardziej cenię Pollocka: to plastyczna epifania chaosu. I jak on odlałbym się w ten precyzyjny zegarek.

>Moje doświadczenia mówią mi, że właściwa droga rozwoju, to reorganizacja...

Czy inni nie nazywali tego marzenia dobrą nowiną lub rewolucją?

>konieczne jest "przeskoczenie" na wyższy poziom rozwoju społeczeństwa.

Co uważasz za miarę tego rozwoju? Wspomniany obraz społeczeństwa jako mechanizmu, ewentualnie z dodatkiem "nano"? Skąd ten lęk przed chaosem, bałaganem, przed śmiercią?

>Ufać ludziom powinniśmy w sprawach prywatnych, ale jeśli chcemy coś załatwić, to powinniśmu ufać organizacji

Czy nie czytałeś Kafki, czy nie doświadczyłeś rzeczywistości, jaką przedstawił? Jeśli organizacja nie służy indywidualnemu rozwojowi, należy ją albo omijać, albo zniszczyć. Społeczeństwo, którego funkcjonowanie sprowadzić mozna do mechanicznego trawienia, również. Dlatego popieram wszelką psychologiczną i praktyczną szarą strefę, która stara się omijać dobrodziejstwa organizacji, np. państwa. Pod jednym warunkiem: że celem jest rozwój indywiduum, jego psychologiczna i inna niezależność.

>Podsumuję więc: sądzę, że lepiej jest walczyć o zmianę złego prawa, niż omijać prawo;

Prawda jak zwykle leży pośrodku: niby z jakiej racji okaleczać się jedną metodą? Życie jest sztuką i jego redukcja do metody jest żałosna. Niektórym się to udaje. Tym, z którymi nie ma juz o czym rozmawiać. Weź pod uwagę, że prawo czsem tworzy LPR...

>lepiej jest rozliczać polityków z obietnic i głosować na lepszą partię, niż uprawiać opozycję pozaparlamentarną;

Zmiana parlamentarnego paradygmatu najczęściej nie jest rezultatem dyskusji. Ideał ponoć czasem sięga bruku, ale zachodzi też proces odwrotny, kiedy to brukowa kostka sięga ideału.

>lepiej jest chwilowo pogodzić się z porażką, niż uciekać się do szantażu i łapówek...

To dlaczego łapówka jest równie stara jak koło?

>w sumie lepiej wierzyć w rozwój cywilizacyjny niż w "cuda", które ten rozwój hamują.

Tam, gdzie mowa o rozwoju, wolałbym mówić o zwykłej zmianie, bez jej wartościowania. Psychologicznie rzecz biorąc za tzw. rozwój zbyt wielu płaci zbyt wysoką cenę: rozwój ów jest rozwojem dla nielicznych. Ponadto: zbyt wiele symptomów wskazuje na to, że rozwój ten może być po prostu odwlekanym samobójstwem gatunku homo.
12-07-2008 10:10 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Uważasz to za zaletę, to organizacyjne mrowisko czy termitierę?

Umiem oddzielić życie prywatne od zawodowego, przynajmniej na korzyść prywatnego, odwrotnie jestem jeszcze dzikusem, zdaję sobie z tego sprawę, że nasze życie zawodowe jest wciąż mało profesjonalne. Nie przestraszą mnie te poetyckie nazwy w prezentowaniu poglądów, tak, polskie firmy i instytucje są za słabo zorganizowane.

>To obraz społeczeństwa, gdzie człowiek został zredukowany do funkcji, do trybika.

Zapominasz o życiu prywatnym, o tym że patrząc na społeczeństwo, widzi się przede wszystkim ludzi, którzy nie są w pracy. A może to jest celowa demagogia?

>Myślę, że to zrobienie z całego życia taśmy produkcyjnej

Widać, że cały Twój dalszy wywód opiera się na tym zupełnie błędnym założeniu, że nie ma życia prywatnego, polemika z czymś takim byłaby absurdem

doku
12-07-2008 13:10 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Umiem oddzielić życie prywatne od zawodowego,...

Gramy wiele ról. Mamy wiele masek. Tym niemniej pamięć kleci je wszystkie w jedną całość. Jesli jest inaczej - mamy schizofrenię, albo i wielofrenię. Na uzytek analizy łatwo swoje zycie posiekać: tu zycie prywatne, tam zawodowe, tam jeszcze inne, np. życie po życiu. Ale to tylko podziały intelektu. To dlatego wielu tracąc pracę, przenosi się na gałąź - potwierdzając tym samym jedność osobowości. Podział, jaki sobie serwujesz, to konsekwencja koncepcji człowieka zredukowanego do funkcji, a właściwie do funkcyjek. To fajnie wrócić do domu i na wieszaku powiesić płaszcz i swoje zawodowe życie. Co za ulga!

>Widać, że cały Twój dalszy wywód opiera się na tym zupełnie błędnym założeniu, że nie ma życia prywatnego...

Poza ulotnością życia nie zakładam o nim właściwie niczego. Można by życie wręcz określić jako coś, co kpi z wszelkich założeń. Tak więc i to założenie o ulotności być może nie jest warte funta kłaków.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Na uzytek analizy łatwo swoje zycie posiekać: tu zycie prywatne, tam zawodowe, tam jeszcze inne, np. życie po życiu. Ale to tylko podziały intelektu.

Role są czymś realnym - to kwestia odpowiedzialności, kompetencji, lojalności, hobby, gry, zabawy... nie ma w tym żadnej frenii

doku
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Umiem oddzielić życie prywatne od zawodowego,...
>Gramy wiele ról. Mamy wiele masek. Tym niemniej pamięć kleci je wszystkie w jedną całość. Jesli jest inaczej - mamy schizofrenię, albo i wielofrenię.

Diogenesie. Jesteś lekarzem, czy to intuicja?
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Diogenesie. Jesteś lekarzem, czy to intuicja?

    witwosie, jesteś naprawdę ciekawy, czy to tylko głupie pytanie?
.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Diogenesie. Jesteś lekarzem, czy to intuicja?
>    witwosie, jesteś naprawdę ciekawy, czy to tylko głupie pytanie.

Ciekawy Zbysławie, ciekawy.
>
15-07-2008 09:40 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>Jeśli organizacja nie służy indywidualnemu rozwojowi, należy ją albo omijać, albo zniszczyć.
Zgadzam się.
Jednak, by się o tym przekonać, należy zostać członkiem organizacji.

Pozdrawiam - Zbyszek

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
15-07-2008 10:13 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>>Jeśli organizacja nie służy indywidualnemu rozwojowi, należy ją albo omijać, albo zniszczyć.
>Zgadzam się.
>Jednak, by się o tym przekonać, należy zostać członkiem organizacji.

Wniosek, taki trochę "wallenrodyczny", zbyt pochopny. Nie musisz być np. katolikiem, aby omijać Kościół, i to z różnych względów, które możesz poznać jako outsider. Człowiek ma wszak niuch i czuje Pismo nosem...

>Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...

Ale do tego prawa dalej nam niż do gwiazd.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Człowiek ma wszak niuch i czuje Pismo nosem...
Dobrze. Rozpatrzmy więc konkretny przypadek - PSR.
I Twoja opinia - służy, czy nie służy?

>>Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
>Ale do tego prawa dalej nam niż do gwiazd.
Uogólniasz.
Ja piszę w swoim imieniu.

Pozdrawiam - Zbyszek

Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
15-07-2008 11:29 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Dobrze. Rozpatrzmy więc konkretny przypadek...

Kościół katolicki w moim poście jest konkretnym przypadkiem...

> - PSR.I Twoja opinia - służy, czy nie służy?

W tej chwili jestem uczestnikiem tego forum. Uważam, że forum to w jakiś sposób mnie inspiruje i uczy, co dla mnie jest najważniejsze. Z natury jestem samotnikiem, a więc moim wewnętrznym monologom dobrze robi konfrontacja co jakiś czas z innymi poglądami i ocenami: to działa odschizofreniająco. Na PSR patrzę przede wszystkim przez pryzmat tego forum.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365