 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-07-2008 12:03 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Kierowcy w Warszawie
1 na 1 | Temat z pozoru nie jest ważny, chociaż poruszałem go nie raz przy różnych okazjach. Wraca on znowu na forum pobliczne za sprawą opublikowania przez GW opinii turystów o Warszawie. I znów turyści najbardziej skarżą się na chamstwo kierowców.
Pisałem już o tym, że warszawiacy, w większości normalni, kulturalni ludzie, gdy siadają za kierownicę, przeistaczają się w chamów i przestępców. Czasem można to zaobserwować bezpośrednio, gdy widzimy tę przemianę u znajomego od razu po uruchomieniu samochodu. Zwykle jednak obserwacja ta jest bardziej statystyczna: obserwując samochody w Warszawie widzimy, że 90% kierowców to chamy, a 50% to przestępcy z gatunku piratów drogowych.
Jak jest w innych miastach? Czy podobnie jak w stolicy? W Warszawie policja nie karze kierowców. Piraci łamią przepisy na oczach niereagujących policjantów. Bezczelnie uprawiają chamstwo połączone z łamaniem przepisów mniej niebezpiecznych: zatrzymują się na przejściach dla pieszych i na skrzyżowaniach, blokując tym samym możliwość włączenia się do ruchu - wiele korków w Warszawie spowodowanych jest wyłącznie chamstwem kierowców. Klakson w Warszawie używany jest najczęciej jako środek ekspresji, oczywiście ekspresji chamstwa - kierowcy zwykle trąbią po zdarzeniu, np. wtedy, gdy już przejeżdżają przed nosem pieszego, albo podczas wyprzedzania, kiedy wyprzedzający jest już obok wyprzedzanego, karze go klaksonem za rzekome utrudnianie manewru wyprzedzania. Popularne jest trąbienie koło ucha wyprzedzanego rowerzysty.
Temat tylko z pozoru nie jest ważny. Kiedy jednak głębiej się zastanowić, przypomina się hasło "zero tolerancji", które jest przeciwieństwem sytuacji w Warszawie. Kiedyś ktoś postanowił zacząć walczyć z przestępczością w Nowym Jorku i okazało się, że najważniejszym elementem tej walki jest właśnie brak tolerancji dla wykroczeń i drobnych przestępstw. Okazuje się, że paradoksalnie, im więcej jest poważnych przestępstw, tym ważniejsze jest przestrzeganie zasady "zero tolerancji". Okazuje się, że jeżeli chcemy obniżyć przestępczość, to musimy zacząć od karania za śmiecenie, za niezatrzymanie się przed pasami, na które ktoś chce wejść itd.
Te właśnie drobne przejawy przestrzegania prawa przez stróżów prawa dają społeczeństwo pierwszy sygnał: "zaczyna się egzekwowanie prawa, koniec z tolerancją dla przestępców, my - nowi władcy tego kraju - już nie sprzyjamy przestępcom, jesteśmy inni niż poprzedni władcy, zaczynamy ścigać przestępców naprawdę, a nie tylko gadaniem w TV".
Zauważmy, że stolica jest najlepszym miejscem, żeby ogłosić światu taką zmianę. Zauważcie proszę, że dotychczas rządzący Polską, "ustami" Warszawy ogłaszali światu: "Patrzcie, u nas wolno wszystko, policja odwraca wzrok, prawo łamane jest na każdym kroku, nie bójcie się przestępcy kochani, bo my sami jesteśmy przestępcami. To, że w TV mówimy o walce z korupcją i innymi przestępstwami, to tylko taki cyrk polityczny, żeby dobrać się opozycji do tyłka. Ale tym się nie przejmujcie, przestępcy kochani, przyjedźcie do Warszawy - stolicy Polski - a zobaczycie, jaka jest prawda: Polska to raj dla przestępców".
Tak, tak panowie politycy, sędziowie, prokuratorzy i policjanci. Tak właśnie wyglądacie, kiedy w stolicy państwa prawie wszyscy kierowcy bezczelnie łamią cały czas przepisy kodeksu drogowego, a władza jawnie toleruje tę przestępczość.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Kelly (2051 punktów) | Znam ludzi (nie będę otwarcie przyznawać, że to 1/3 moich znajomych i rodziny), którzy jadąc rano do pracy, naginają (czasem łamią) po 5 - 6 przepisów. Nie nazwałabym ich jednak przestępcami, po prostu prowadzą inteligentnie. Jeżdżą szybko, ale bezpiecznie. Mają wyobraźnię, której brakuje wielu drogowym "ślimakom". Jak powiedział kiedyś mój tata "Są ludzie, z którymi wolę jedździć, mimo że są po kieliszku, niż z pewnymi innymi, kiedy są trzeźwi".
|
|
 | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >(czasem łamią) po 5 - 6 przepisów. Nie nazwałabym ich jednak przestępcami, po prostu prowadzą inteligentnie. (...) >Jak powiedział kiedyś mój tata "Są ludzie, z którymi wolę jedździć, mimo że są po kieliszku, niż z pewnymi innymi, kiedy są trzeźwi".
Takie opinie są moim zdaniem charakterystyczne dla społeczeństwa głęboko zdemoralizowanego, w którym tylko nieliczni zachowują rozsądek i uczciwość. W takim społeczeństwie prawo jest specjalnie idiotyczne, żeby nikt go nie szanował. Stróżom prawa też łatwiej jest przymykać oko, jeśli mają przekonanie, że prawo trzeba egzekwować "inteligetnie".
doku
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | >W takim społeczeństwie prawo jest specjalnie idiotyczne, żeby nikt go nie szanował. No właśnie, gdyby wszystkie przepisy miały sens, wszyscy by je przestrzegali.
|
|
 | 2 na 2 | śliwka (295 punktów) | > prowadzą inteligentnie. Jeżdżą szybko, ale bezpiecznie.A później gniją pod krzyżykami przy drodze. > Mają wyobraźnię, której brakuje wielu drogowym "ślimakom".Skoro mają tyle wyobraźni, to niech sobie spróbują wyobrazić, dlaczego ślimak się czasem ślimaczy - może dlatego, że zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczonych umiejętności, albo ma na tyle wyobraźni, żeby sobie wyobrazić, że wyobraźnia czasami zawodzi. > Jak powiedział kiedyś mój tata "Są ludzie, z którymi wolę jedździć, mimo że są po kieliszku, niż z pewnymi innymi, kiedy są trzeźwi".Oj, wyobrażam sobie, jak ich wyobraźnia zwyżkuje po kieliszku!
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | > >prowadzą inteligentnie. Jeżdżą szybko, ale bezpiecznie.> A później gniją pod krzyżykami przy drodze.Nie aż tak szybko. A na prostej, dobrej drodze, przy korzystnej pogodzie, trzeźwy i odpowiedzialny kierowca prowadzący dobrze wyposażony samochód może doprowadzić do wypadku tylko jeśli dojdzie do szeroko rozumianej chwili nieuwagi. > Skoro mają tyle wyobraźni, to niech sobie spróbują wyobrazić, dlaczego ślimak się czasem ślimaczy - może dlatego, że zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczonych umiejętności, albo ma na tyle wyobraźni, żeby sobie wyobrazić, że wyobraźnia czasami zawodzi.Tak, plus świadomość posiadania słabego sprzętu. To trochę bez sensu, że 50-letni samochód z przestarzałym systemem hamowania (albo kierowca w podeszłym wieku, o słabym wzroku, reagujący wolniej niż za młodu) ma takie same ograniczenia prędkości jak samochód 5-letni, nadziewany dodatkami zwiększającymi bezpieczeństwo i wrażliwość. Czy to komuna, czy to demokracja: wszyscy są równi... teoretycznie. > >Jak powiedział kiedyś mój tata "Są ludzie, z którymi wolę jedździć, mimo że są po kieliszku, niż z pewnymi innymi, kiedy są trzeźwi".> Oj, wyobrażam sobie, jak ich wyobraźnia zwyżkuje po kieliszku!  Nie zwyżkuje, wręcz przeciwnie, ale i tak jest większa, niż niektórych trzeźwych.
|
|
 | 1 na 1 | keymak (3379 punktów) | >Jeżdżą szybko, ale bezpiecznie. Mają wyobraźnię, której brakuje wielu drogowym "ślimakom". Nie zgadzam się. Tacy kierowcy jedynie próbują usprawiedliwić przed samym sobą swoje postępowanie. Takie nawyki z czasem stają się w ich oczach zwykłą praktyką i później mamy taką sytuację że dla nich wszyscy inni kierowcy jechali źle, nawet stan dróg mógł być przyczyną wypadku a oni są mistrzami kierownicy i wiedzą najlepiej jak powinno się prowadzić. Mnie często zastanawia dlaczego znajomi po wypadku prawie zawsze twierdzą że jechali jak należy, a wszyscy inni nie potrafią prowadzić samochodu, no i oczywiście wszystkie inne czynniki są powodem wypadku tylko nie oni. A bo droga była cała w dziurach, a bo drogowcy źle postawili znak drogowy, rowerzysta niepotrzebnie wjechał na drogę, teściowa przed wyjazdem bzdury opowiadała .. To co się dzieje na naszych drogach to jest jakiś koszmar i nie widzę żadnego usprawiedliwienia takiego stanu rzeczy.
Dodam tylko że dopiero nie dawno temu wyrobiłem sobie prawo jazdy i kupiłem jakieś coś co jeździ i niekiedy się łapię na tym że przesadzam. Dlatego wsiadam do samochodu gdy już muszę. No ale jak niekiedy widzę co robią inni na drodze to się łapię za głowę. Często wydaje mi się że już przesadzam z prędkością i wtedy wyprzedza mnie jakiś mistrz kierownicy .. Czy nasze drogi to tory wyścigowe ?
>Jak powiedział kiedyś mój tata "Są ludzie, z którymi wolę jedździć, mimo że są po kieliszku, niż z pewnymi innymi, kiedy są trzeźwi". Widać w Polsce mamy na drogach samych mistrzów kierownicy, a wypadki są spowodowane stanem dróg i bezsensownymi ograniczeniami prędkości ..
Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | Zyga (1539 punktów) | > >Jeżdżą szybko, ale bezpiecznie. Mają wyobraźnię, której brakuje wielu drogowym "ślimakom".> Nie zgadzam się. Tacy kierowcy jedynie próbują usprawiedliwić przed samym sobą swoje postępowanie.Wsiadam do mojej 10 letniej skody i zanim "dobrze ruszę" już jadę 50km/h. Już nie powinienem przyśpieszać. Na upartego mogę pchać samochód z taką prędkością. Podobnie myśli większość. Jadąc 50 będę jednym z najwolniejszych pojazdów. Jeszcze +10-20 km i jedzie się o wiele przyjemniej. Jednak zawsze trafi się ktoś kto wlecze się lewym pasem 40-50. Człowiek zaczyna się denerwować. Potem skrzyżowanie. dziad w berecie stoi na środku i chyba nawet do głowy mu nie przyszło, że jak się zatrzyma 1m wcześniej to nie będzie blokował przejazdu. Blondyna z dziećmi na tylnym siedzeniu wymusza pierszeństwo. Hamuję z piskiem. W Szczecinie kierowcy nie są chamscy. Za to spora ich część jest słaba i bez wyobraźni. To ja jestem dla nich chamski. Otwieram okno i krzyczę "jakbym nie zahamował to bym Ci dzieci pozabijał" i pukam sie w głowę z politowaniem. Nerwy, nerwy, nerwy, dekoncentracja. To jest przyczyna wypadków. Troszkę przesadziłem. Nie jest źle, a chamów za kołem jest pewnie tyle samo co gdzie indziej. Do zobaczenia na wjeździe na rondo Giedroycia w godzinach szczytu.  > Widać w Polsce mamy na drogach samych mistrzów kierownicy, a wypadki są spowodowane stanem dróg i bezsensownymi ograniczeniami prędkości...Nie znam takich danych, ale coś mi się wydaję, że liczba wypadków wcale nie zmalała od kiedy mamy (bezsensowne) ograniczenie do 50 km i od kiedy jeździmy na światłach. Jak widzę ograniczenia (30) na prostych ulicach gdzie nie ma nic takiego, to zastanawiam się czy ten kto je przypisał kiedyś był na tej ulicy.
|
|
| |  | | D.Sprenglewski (426 punktów) | > Nie znam takich danych, ale coś mi się wydaję, że liczba wypadków wcale nie zmalała od kiedy mamy (bezsensowne) ograniczenie do 50 km i od kiedy jeździmy na światłach.W sierpniu 2007 roku liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym (w samym Trójmieście) dwukrotnie przewyższyła liczbę tego typu wypadków z całego roku 2006. Niestety nie wiem jak jest w tym roku (kumpel odszedł z sekcji ruchu drogowego w styczniu  ). Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Zyga (1539 punktów) | > >Nie znam takich danych, ale coś mi się wydaję, że liczba wypadków wcale nie zmalała od kiedy mamy (bezsensowne) ograniczenie do 50 km i od kiedy jeździmy na światłach.> W sierpniu 2007 roku liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym (w samym trójmieście) dwukrotnie przewyższyła liczbę tego typu wypadków z całego roku 2006. Niestety nie wiem jak jest w tym roku (kumpel odszedł z sekcji ruchu drogowego w styczniu ).Ciekawe jeszcze jak to ma się w zestawieniu ze wzrastającą liczbą samochodów.
|
|
3 na 3 | glingor (640 punktów) | Z mojego wrażenia w Krakowie jest lepiej zwłaszcza jeśli chodzi o klakson w porównaniu do Warszawy Oczywiście często znajdzie się jakiś bezmyślny kierowca który wpychając się na skrzyżowanie zablokuje ruch na przecznicy, lub zostawi auto częściowo na torowisku itp.
Co gorsza w Krakowie często blokowanie przecznic na skrzyżowaniach dokonują autobusy miejskie, tego w Warszawie nie zaobserwowałem ale nie bywam tam zbyt często.
Wydaje mi się że im większe miasto tym większe zestresowanie kierowcy.
Absolutnie zgadzam się z tobą jeśli chodzi o małe sprawy, ale kiedy się doczekamy egzekwowania mandatów za psie kupy czy rzucanie papierosa na chodnik.
fear is the mind killer
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Co gorsza w Krakowie często blokowanie przecznic na skrzyżowaniach dokonują autobusy miejskie, tego w Warszawie nie zaobserwowałem ale nie bywam tam zbyt często.
Masz rację, też często się dziwię, że kultura kierowcy autobusu jest przynajmniej o klasę wyżej niż kierowcy samochodu osobowego - z pozoru wygląda to tak, jakby samochody prowadzili tylko mafijni goryle, zaś za kierownicą autobusów siadają synowie zubożałej szlachty.
Przypuszczam jednak że powód jest prozaiczny - kierowca autobusu jest w pracy i oprócz stróżów prawa zagrażają mu sankcje służbowe. Logiczne jest więc, że w mieście, gdzie prawo nie działa, nikt się stróżów prawa nie boi. Kierowcy osobowych nikogo więc się nie boją.
doku
|
|
 | | śliwka (295 punktów) | Ja też mam wrażenie, że po Krakowie jeździ się zupełnie znośnie. Nie mam problemów z włączeniem się do ruchu, pas pozwolą zmienić nawet w korku... To ważne, bo przy tylu utrudnieniach w ruchu z powodu prac drogowych bez odrobiny wzajemnej życzliwości trzeba by sobie jedynie palnąć w łeb.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >warszawiacy, w większości normalni, kulturalni ludzie, gdy siadają za >kierownicę, przeistaczają się w chamów i przestępców.
Tu działa zasada koguta, który najgłośniej pieje na swej kupie gnoju; w tym wypadku kogutem jest Warszawiak, a kupą gnoju jego auto. Pozwól im się dać zeskrobać z asfaltu lub z pnia przydrożnego drzewa...
|
|
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Niestety, ale całkowicie nie zgadzam się z tą opinią. Uważam, że warszawiacy jeżdżą co najmniej dobrze, jak na warunki przesycenia samochodami. Jestem pewien, że gdyby jeździli respektując wszystkie przepisy drogowe to miasto byłoby znacznie bardziej nieprzejezdne. Dynamiczni kierowcy choć trochę ratują tę sytuację. To obywatelskie nieposłuszeństwo dlatego spotyka się często ze zrozumieniem policji. Akurat wczoraj rozmawiałem z policjantem z drogówki, który twierdził, że władza wprowadza tutaj coraz głupsze przepisy. Nie mam problemu z włączaniem się do ruchu w Warszawie ani z "wpuszczaniem". Zapewne zależy to w dużej mierze od stylu jazdy, choć mój znajomy stwierdził, że dopiero jak kupił sobie Nissana Navarę to nie ma problemu z włączaniem się do ruchu w Warszawie  Fakt, że w Warszawie jest nieco więcej kierowców jeżdżących bardziej dynamicznie i zwolennicy "statecznej" jazdy w stylu "na nabożeństwo" albo "na piknik" mogą czuć się nieco poirytowani tym. Ludzi po prostu najczęściej irytuje to, że ktoś za szybko ich mija, sama prędkość a nie brak umiejętności za kierownicą. Mnie najbardziej irytuje brak wyobraźni. Warszawa po prostu nie jest dla "niedzielnych kierowców". Jeździłem po wielu miastach polskich, i Warszawa należy do tych bardziej przyjemnych. Gdyby jeszcze nie była tak zapchana... Wiem, że może moja opinia jest mniejszościowa, niemniej wierzę w jej słuszność
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jestem pewien, że gdyby jeździli respektując wszystkie przepisy drogowe to miasto byłoby znacznie bardziej nieprzejezdne.
A może jakiś przykład? Ja wskazałem jedną z przyczyn korków: wjeżdżanie na skrzyżowanie, gdy nie można z niego zjechać. W Warszawie robi tak większość kierowców. Blokują ruch na przecznicy, na której nie byłoby korka, gdyby mogli przejechać skrzyżowanie na zielonym.
>Dynamiczni kierowcy choć trochę ratują tę sytuację.
W jaki sposób?
>władza wprowadza tutaj coraz głupsze przepisy.
Jakiś przykład proszę i uzasadnienie.
>Fakt, że w Warszawie jest nieco więcej kierowców jeżdżących bardziej dynamicznie i zwolennicy "statecznej" jazdy w stylu "na nabożeństwo" albo "na piknik" mogą czuć się nieco poirytowani tym. Ludzi po prostu najczęściej irytuje to, że ktoś za szybko ich mija
Wg mnie to akurat jest najmniej ważny powód, w ogóle nie warto nawet o nim wspominać, dyskutując o chamstwie kierowców. Istnieją dziesiątki powodów o wiele ważniejszych, których pomijanie w takiej wypowiedzi jest zupełnie niepojęte. To tak, jakby ktoś podczas dyskusji o raku powiedział, że profilaktyka nie pomoże, bo nie da się osłabić promieniowania kosmicznego, które wywołuje mutacje.
>Jeździłem po wielu miastach polskich, i Warszawa należy do tych bardziej przyjemnych.
Jedyne wytłumaczenie widzę w przyzwyczajeniu, wręcz w znieczuleniu. Wszechobecne chamstwo, trąbienie, wulgarne wrzaski, korki z winy chamstwa, terroryzowanie pieszych i rowerzystów, piractwo drogowe... bez znieczulenia trudno nazwać "przyjemnym"
doku
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >>Jestem pewien, że gdyby jeździli respektując wszystkie przepisy drogowe to miasto byłoby znacznie bardziej nieprzejezdne. >A może jakiś przykład?
Np. koszmarny zjazd na placu Bankowym w lewo od Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Światło się świeci bardzo krótko, gdyby jakiś służbista hamował jak włączy się żółte - korki od tej strony byłyby niemal dwa razy większe.
>Ja wskazałem jedną z przyczyn korków: wjeżdżanie na skrzyżowanie, gdy nie można z niego zjechać.
czasami się zdarza, często jest to denerwujące. to brak wyobraźni. Myślę, że to nie specyfika warszawska
>>Dynamiczni kierowcy choć trochę ratują tę sytuację. >W jaki sposób?
Lepiej przejeżdżają na światłach. A jak ktoś obok mnie wyprzedzi kiedy sunę przez Most Śląsko-Dąbrowski - po pasie, którym od niedawna jeździć nie można, to też nie mam mu tego za złe.
>>władza wprowadza tutaj coraz głupsze przepisy. >Jakiś przykład proszę i uzasadnienie.
To przede wszystkim stałe obniżanie dozwolonej prędkości i wprowadzanie ograniczeń zamiast porządnego robienia dróg. Wali się miliony na kościoły a nie ma na drogi na których ustawia się przepisy tak, aby szybciej jeżdżący płacili haracze. Koło moich rodzinnych Miłkowic jest takie fajne miejsce na którym wystarczy wyprzedzić dwukrotnie z nieco przekroczoną prędkością, aby stracić prawo jazdy. To nie jest prawo, które zachęca do respektowania.
>Wg mnie to akurat jest najmniej ważny powód, w ogóle nie warto nawet o nim wspominać
Czasami jak jadę jako posażer ze znajomymi i ktoś nas nagle szybko wyprzedzi, często za samą prędkość ludzie się irytują: kretyn pojechał! Ale ok, niech będzie, że to jednak nie o to chodzi.
>Jedyne wytłumaczenie widzę w przyzwyczajeniu, wręcz w znieczuleniu. Wszechobecne chamstwo, trąbienie, wulgarne wrzaski, korki z winy chamstwa, terroryzowanie pieszych i rowerzystów, piractwo drogowe... bez znieczulenia trudno nazwać "przyjemnym"
To na pewno nie przyzwyczajenie. W Warszawie jeżdżę jakieś trzy lata. Większość mojego życia jeździłem po wioskach pod Legnicą oraz na studiach po Wrocławiu. W Warszawie jeździ mi się lepiej niż we Wrocławiu (choć to nie tylko kwestia innych kierowców). Staram się nie utrudniać jazdy innym, zwracam uwagę czy jak stoję na światłach to przeciska się między samochodami motor, ale już do rowerzystów to trudno mi być wyrozumiałym. Sam jeździłem rowerem po miastach Wrocławia, ale uważam, że rower to nie jest miejsce do jeżdżenia po większości ruchliwych ulic Warszawy. Na szczęście jest coraz więcej ścieżek rowerowych. Nie doświadczyłem za wielu wulgarnych wrzasków, ale może jeszcze za krótko po Warszawie jeżdżę, aby mieć właściwy obraz. Niemniej jeżdżę prawie codziennie, choć na ogół jednak nie wtedy, kiedy ludzie suną do pracy, kiedy spodziewam się, że jest najwięcej chamstwa.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >To przede wszystkim stałe obniżanie dozwolonej prędkości i wprowadzanie ograniczeń zamiast porządnego robienia dróg. Wali się miliony na kościoły a nie ma na drogi
Masz wiele racji, jednak mądre ograniczenia są potrzebne. Na zachodzie też są ograniczenia i w cywilizowanych krajach respektuje się je. Kultura jazdy jest też zupełnie inna, np. w city pieszy zawsze ma pierwszeństwo.
doku
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Kiedy nasze miasta będą miały wielopoziomowe szosy, wiadukty i objazdy to może będzie lepiej, obecnie Warszawa jest przesycona samochodami i jedyną poprawę naszego komfortu psychicznego jako kierowców i jako pieszych jest: - wybudowanie sieci dobrej komunikacji miejskiej, przede wszystkim metra, trzeba jak najwięcej osób przekonać do przestawienia się z samochodu na skuter, rower, a przede wszystkim komunikację publiczną - wybudowania obwodnic i zainwestowania więcej w infrastrukturę drogową
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Warszawa jest przesycona samochodami
Właśnie mamy w Metrze opis jednej z przyczyn tego przesycenia. Związek przyczynowo-skutkowy nie jest bardzo prosty, ale odrobina skupienia wystarczy.
Faktem jest, że w Warszawie kierowcy nie są karani za niedozwolone parkowanie na chodnikach. Czy to wystarczy, żeby wjechać na chodnik i zablokować całe przejście tak, że nie mieści się nawet wózek z dzieckiem? Niekaralność sama nie wystarczy. Żeby tak zaparkować samochód, trzeba być chamem (bydlakiem). Mamy więc pierwszy element rozumowania - rozumiemy, że chamstwo jest przyczyną parkowania na chodnikach tak, że utrudnia to pieszym chodzenie.
A jaki jest efekt tolerancji dla parkowania na chodnikach? To już proste - zwiększa się liczba zaparkowanych samochodów, zwiększa się ogólna parkingowa pojemność miasta. Efekt jest taki, że wielu kierowców doświadcza i zapamiętuje, że warto wjechać do centrum samochodem, bo jest gdzie zaparkować.
Łącząc te dwa mechanizmy, które już rozumiemy, widzimy, że chamstwo kierowców jest jedną z przyczyn przesycenia Warszawy samochodami. Gdyby kierowcy byli ludźmi kulturalnymi w głębi serca, to nie parkowaliby na chodnikach, przekonaliby się, że w Warszawie jest mało miejsc do parkowania, i drugi raz wjechaliby do centrum metrem, autobusem lub tramwajem. Gdyby policja karała kierowców za łamanie przepisów, efekt byłbny ten sam - Warszawa nie byłaby przesycona samochodami.
Chamstwo kierowców i bezkarność piratów drogowych - to jest prawdziwa plaga Warszawy (a może też innych miast).
doku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|