 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-11-2008 18:51 | Czerniak (5 punktów) | Wiara a religia | Witam, mam może dziwne pytanie i tak naprawdę nie wiem gdzie zapytać, Więc postanowiłem tu bo ta strona (forum) jest mi najbliższa. Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ?? pomocy  Pozdrawiam djdred | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >jestem wierzący w tzw "boga" (...) nie uznaję żadnej religii >Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??
Wierzę w Boga i nie należę do żadnej religii. Jakoś zdefiniuję, że jesteś normalny.
|
|
 | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Wierzę w Boga i nie należę do żadnej religii. Skąd się wzięła ta wiara? W jakiego boga wierzysz? W tego prymitywa, egocentryka, sadystę, hipokrytę, oszusta, psychopatę ze Starego Testamentu czy w tego dobrotliwego tatuśka z katolickich bajeczek dla dzieci?
|
|
|  | | atre (971 punktów) | >>Wierzę w Boga i nie należę do żadnej religii. >Skąd się wzięła ta wiara? >W jakiego boga wierzysz? >W tego prymitywa, egocentryka, sadystę, hipokrytę, oszusta, psychopatę ze Starego Testamentu czy w tego dobrotliwego tatuśka z katolickich bajeczek dla dzieci?
A ja zapytam inaczej... również wszystkich obecnych na forum: jakiego ojca, gdybyście mieli jakiś wybór, wolelibyście mieć? ................................................................................... Ale my nie mieliśmy wyboru. Nikt go nie miał. I nie będzie miał. NIGDY.
A więc skoro nikt go nie miał NIGDY (bo jakże mógłby mieć ZANIM stał się, narodził się); ani ja, ani ty, ani mój ojciec, ani ojciec mojego ojca, itd a już nie mówiąc o tym aby mogła go mieć jakaś, powiedzmy, bakteria, lub jakaś inna forma białka, która wypełzła na brzeg czy też(o zgrozo!) jakaś cząsteczka, powiedzmy, elementarna (co też należałoby uznać za mit, bo nikt jeszcze nie doszedł do tego, co nią JEST, choć - wydawałoby się - iż każdy w nią WIERZY,tylko że na jakiej PODSTAWIE w nią wierzy, nie mówi, potwierdzając tylko to, co już niektórzy WIEDZĄ, ale boją się do tego przyznać, a mianowicie do tego, iż ROZUM MA SWOJE PODSTAWY W TYM CZYMŚ, CZEGO, na szczęście, ROZUMOWO NIE MOŻE DOCIEC a gdy próbuje odkrywa nagle albo pustkę albo coś więcej
mniej już się nie da)
to, zapytam się szanownych forumowiczów, JAK TO SIĘ STAŁO?
A więc nie dziwcie się człowiekowi, który nagle, w kwiecie wieku, dochodzi do owego przekonania, czy też przeczucia iż nie mogło STAĆ SIĘ samo.
Pozostaje tylko kwestia PRZEZ CO się stało. A jeśli już PRZEZ CO... to dlaczego nie miałoby się STAĆ PRZEZ... NIEGO?
Ale czy mogłoby się STAĆ przez owego psychopatę, sadystę, hipokrytę, o którym ktoś już wspomniał?
A więc cóż jest takiego złego w tym świecie, że tylko psychopata mógłby go stworzyć?
A skoro świat SAM SIĘ STWORZYŁ to DLACZEGO nikt nie zapyta uczciwie DLACZEGO takim się stworzył, a nie innym doskonalszym
bez bólu rodzenia?
Oto pytanie dla tych, którzy w to WIERZĄ i wierzą jeszcze w coś innego że mają wolną wolę jakiś wybór...
Owszem, mają...
Ale nie taki.
Wypadałoby się więc do tego w końcu przyznać i zacząć WYBIERAĆ a nie zrzucać wszystko na poprzednie i na kolejne ogniwo w łańcuchu tzw. racjonalizmu nie spełniającego nawet swoich własnych wymogów bez PODSTAW bez ŹRÓDEŁ bez POCZĄTKU i bez KOŃCA dowodzenia
to żadne dowody
to szczyt hipokryzji o której już ktoś wspomniał
ale, tym razem,już nie rodem ze Starego Testamentu.
|
|
| |  | 6 na 6 | jkl; (5859 punktów) | > A więc nie dziwcie się człowiekowi, który nagle, w kwiecie wieku, dochodzi do owego przekonania, czy też przeczucia > iż nie mogło STAĆ SIĘ samo. > Pozostaje tylko kwestia PRZEZ CO się stało. > A jeśli już PRZEZ CO... to dlaczego nie miałoby się STAĆ PRZEZ... NIEGO?
Na tym forum można znaleźć bardzo interesujące dyskusje, czy wszechświat w ogóle potrzebuje czegoś takiego jak "początek".
Ale jeśli bardzo potrzebujesz siły sprawczej, to polecam Latającego Potwora Spaghetti. Jest Bogiem przyjaznym i apetycznym. Bo w końcu... dlaczego nie miałoby się STAĆ PRZEZ... NIEGO?
A poważniej- wielu ludzi jest zbyt inteligentnych, by wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie (czymkolwiek jest). Ale trochę boją się zostać tak całkiem sami. Więc stwarzają sobie Boga niewidocznego, niepoznawalnego i nie-do-udowodnienia-że-go-nie-ma (z założenia). Oszukujesz się, ale na pewno masz taką potrzebę i dobrze Ci z tym...
|
|
| | |  | | atre (971 punktów) | >> A więc nie dziwcie się człowiekowi, który nagle, w kwiecie wieku, dochodzi do owego przekonania, czy też przeczucia >> iż nie mogło STAĆ SIĘ samo. >> Pozostaje tylko kwestia PRZEZ CO się stało. >> A jeśli już PRZEZ CO... to dlaczego nie miałoby się STAĆ PRZEZ... NIEGO? >Na tym forum można znaleźć bardzo interesujące dyskusje, czy wszechświat w ogóle potrzebuje czegoś takiego jak "początek". >Ale jeśli bardzo potrzebujesz siły sprawczej, to polecam Latającego Potwora Spaghetti. Jest Bogiem przyjaznym i apetycznym. >Bo w końcu... dlaczego nie miałoby się STAĆ PRZEZ... NIEGO? >A poważniej- wielu ludzi jest zbyt inteligentnych, by wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie (czymkolwiek jest). Ale trochę boją się zostać tak całkiem sami. Więc stwarzają sobie Boga niewidocznego, niepoznawalnego i nie-do-udowodnienia-że-go-nie-ma (z założenia). >Oszukujesz się, ale na pewno masz taką potrzebę i dobrze Ci z tym... >
Co do "początku": podaj mi przykład czegoś co go nie potrzebuje. Chyba że znasz jakiś przykład perpetuum mobile.
Co do "latającego potwora spaghetti": skoro to ma być jedyny argument przeciwko Bogu Mojżesza, Abrahama i Izaaka... to myślę, że już powinieneś zacząć wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie... bo dlaczego miałoby nie STAĆ się przez Niego. Niektórzy są zbyt inteligentni, aby nabrać się na takie argumenty... więc wybierają sobie przynajmniej takiego Boga, którego sami nie stworzyli.
A więc przestań się oszukiwać... ale jak widzę masz taką potrzebę i, póki co, dobrze ci z tym.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | jkl; (5859 punktów) | > Co do "początku": podaj mi przykład czegoś co go nie potrzebuje. Ponownie: Wszechświat. To ty potrzebujesz "początku wszechświata" by mieć punkt zaczepienia swoich przekonań. Byłeś na wątku "Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga"? Nie wałkujmy tych samych argumentów.
> Co do "latającego potwora spaghetti": skoro to ma być jedyny argument przeciwko Bogu Mojżesza, Abrahama i Izaaka... to myślę, że już powinieneś zacząć wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie... bo dlaczego miałoby nie STAĆ się przez Niego. Niektórzy są zbyt inteligentni, aby nabrać się na takie argumenty... więc wybierają sobie przynajmniej takiego Boga, którego sami nie stworzyli.
A co za różnica, czy stworzyli go sami, czy stworzyli go inni? To go czyni prawdziwszym? Tak czy owak, to ludzki wymysł.
W ogóle, jak Ty wybierasz? Ten Bóg ma głupią nazwę i z twarzy mi się nie podoba, to odpada, a ten drugi brzmi szlachetnie i wymyślono go wcześniej, więc w niego uwierzę?
|
|
| | | | |  | | atre (971 punktów) | >> Co do "początku": podaj mi przykład czegoś co go nie potrzebuje. >Ponownie: Wszechświat. >To ty potrzebujesz "początku wszechświata" by mieć punkt zaczepienia swoich przekonań. Byłeś na wątku "Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga"? >Nie wałkujmy tych samych argumentów. >> Co do "latającego potwora spaghetti": skoro to ma być jedyny argument przeciwko Bogu Mojżesza, Abrahama i Izaaka... to myślę, że już powinieneś zacząć wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie... bo dlaczego miałoby nie STAĆ się przez Niego. Niektórzy są zbyt inteligentni, aby nabrać się na takie argumenty... więc wybierają sobie przynajmniej takiego Boga, którego sami nie stworzyli. >A co za różnica, czy stworzyli go sami, czy stworzyli go inni? >To go czyni prawdziwszym? Tak czy owak, to ludzki wymysł. >W ogóle, jak Ty wybierasz? Ten Bóg ma głupią nazwę i z twarzy mi się nie podoba, to odpada, a ten drugi brzmi szlachetnie i wymyślono go wcześniej, więc w niego uwierzę? >
A jakież to osiągnięcie nauki uczyniło zbytecznym istnienie Boga? Nie odpowiadasz na żadne moje pytanie, tylko odsyłasz mnie po raz kolejny gdzie indziej. Nauka, o której mówisz, jest, mówiąc najogólniej, bardziej zamotana niż twoje poglądy na istnienie Boga. Cóż jest takiego pewnego w nauce? Dajmy na to dwie współczesne fizyczne teorie: OTW i fizyka kwantowa. Obie próbują wyjaśnić świat, obie wydają się prawdziwe, a jednak w tym co najważniejsze przeczą sobie. Jeden(zapomniałem który) z najwybitniejszych fizyków, żyjący nadal, jeden z twórców fizyki kwantowej, wypowiadając się na temat powstania materii we wszechświecie, powiedział całkiem niedawno, iż potrafi wyjaśnić niemal wszystko, aż do ułamka sekundy tuż przed tzw. wielkim wybuchem, ale na tym kończy się jego wiedza i jedyne co przychodzi mu na myśl to jakiś absurdalny akt kreacji, gdyż wszystko we wszechświecie daje się jakoś wytłumaczyć i w jakimś stopniu przewidzieć za pomocą związku przyczynowo-skutkowego, ale jedynie do pewnego momentu. Poza tym słyszałeś o czymś takim jak teoria nieoznaczoności Heisenberga? A więc to jest ten twój "punkt zaczepienia"? No chyba, że wymyśliłeś, albo ktoś na owym wątku, do którego mnie odsyłasz, to zrobił? Dziwne, że jeszcze o nim nie słyszałem. A może dopiero za rok dostanie nobla? Sądzę, że nie masz własnego zdania na żaden temat i nie potrafisz myśleć samodzielnie, albo przynajmniej na tym forum mnie olewasz. Chyba nie sądziłeś, że przedstawię ci dowód na istnienie Boga, tego brzydkiego, czy też tego szlachetnego? Zresztą, nawet gdyby On sam, w jakiejkolwiek postaci, czy też bez, ukazał ci się, czy też przemówił do ciebie i tak uznałbyś to za jakieś majaki, albo że ci się jakieś styki w mózgu źle połączyły i zamiast do kościoła udałbyś się do psychiatry. Pewnie ja też bym tak zareagował i nie sądzę iż uznałbym takie objawienie za jakiś rozumowy dowód na Jego istnienie. A już na pewno zostałbym wyśmiany przez ciebie, gdybym ci o tym powiedział. Jeśli uważasz się za racjonalistę, a więc człowieka rozumu to przedstaw mi dowód... nie, nie na nieistnienie Boga... wystarczy mi niezaprzeczalny dowód... na twoje własne istnienie. Ma to być oczywiście dowód teoretyczny. To że mógłbyś do mnie zadzwonić, czy też przyjechać i tak niczego by nie dowiodło... jaką bowiem miałbym mieć pewność, iż osoba, która odpowiedziała kilka godzin temu na mój post, jest tą samą, która do mnie przyjechała? Czyżbym miał to łyknąć jedynie... na wiarę? Jeśli znowu się wykręcisz, uznam że dyskutujesz na tym forum tylko wtedy kiedy nie wymaga to od ciebie zbyt dużego wysiłku intelektualnego. A jeśli cię tak po prostu na niego nie stać... to odsyłaj mnie dalej do jakichś wątków. Umiesz myśleć samodzielnie? To dawaj. Pogrąż mnie, a będę ci za to wdzięczny. Dałem ci zadanie. Jak chcesz daj i mnie jakieś inne. A jeśli dojdziesz do wniosku iż nie ma innego rozwiązania jak tylko to "na wiarę", to co w ten sposób potwierdzisz? Zadanie na pewno nie jest tendencyjne. A potem porozmawiamy na temat wymyślania sobie Boga, bo twoim jak widzę jest nauka , chociaż twoje wiedza o niej zatrzymała się najwyraźniej na Darwinie.
|
|
| | | | |  | | atre (971 punktów) | >> Co do "początku": podaj mi przykład czegoś co go nie potrzebuje. >Ponownie: Wszechświat. >To ty potrzebujesz "początku wszechświata" by mieć punkt zaczepienia swoich przekonań. Byłeś na wątku "Czy nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga"? >Nie wałkujmy tych samych argumentów. >> Co do "latającego potwora spaghetti": skoro to ma być jedyny argument przeciwko Bogu Mojżesza, Abrahama i Izaaka... to myślę, że już powinieneś zacząć wierzyć w arkę Noego, niepokalane poczęcie i świętych obcowanie... bo dlaczego miałoby nie STAĆ się przez Niego. Niektórzy są zbyt inteligentni, aby nabrać się na takie argumenty... więc wybierają sobie przynajmniej takiego Boga, którego sami nie stworzyli. >A co za różnica, czy stworzyli go sami, czy stworzyli go inni? >To go czyni prawdziwszym? Tak czy owak, to ludzki wymysł. >W ogóle, jak Ty wybierasz? Ten Bóg ma głupią nazwę i z twarzy mi się nie podoba, to odpada, a ten drugi brzmi szlachetnie i wymyślono go wcześniej, więc w niego uwierzę? >
Jeszcze jedno, sprawdzimy najpierw umiejętność twojego logicznego myślenia: Zadałem ci pytanie: co do "początku" - podaj mi przykład czegoś co go nie potrzebuje. Napisałeś: Wszechświat. I to jest logiczny błąd. Uznałeś bowiem za słuszne iż rzeczywiście nie jesteś w stanie podać przykład czegoś co na tym świecie nie potrzebuje "początku". Następnie, czego się szczerze mówiąc spodziewałem, napisałeś po raz kolejny iż czymś takim jest WSZECHŚWIAT... a więc WSZECHŚWIAT W OGÓLE,(tak czy nie? a jak nie, to co?) a więc WSZECHŚWIAT W OGÓLE, a więc jako jakaś CAŁOŚĆ,(tak czy nie? a jak nie, to co?) nie koniecznie jakiś obiekt, ale chociażby ZBIÓR PRAW,a więc też jakaś CAŁOŚĆ,(tak czy nie? a jak nie, to co?) które, jak zapewne masz nadzieję, kiedyś go wyjaśnią(zrozumiałem, że jak na dzisiaj wystarczy ci iż nauka uczyniła zbytecznym istnienie Boga... ale w końcu to też jakieś osiągnięcie). Jeśli WSZECHŚWIAT W OGÓLE, a więc jako CAŁOŚĆ, to gdzie w tym brak początku, czy też końca? Jeśli nie o taki wszechświat ci chodziło, to o jaki? Da się w ogóle bez takich założeń MYŚLEĆ???
Chciałem ten argument zostawić na koniec, ale co mi tam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Stephan (266 punktów) | Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie?
|
|
| | | | | | |  | | atre (971 punktów) | > Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? Bardzo dobre pytanie! Też się kiedyś nad tym zastanawiałem. W poprzednim poście, w pewnym sensie, już na nie odpowiedziałem. Ale powtórzę jeszcze raz, bo to ważne: Rozłożę twoje pytanie na dwie części. Oto odpowiedź na pierwszą: Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek(...) mówiąc, czy też myśląc o wszechświecie, chcąc nie chcąc zakładasz, chociaż do końca nie jesteś tego świadom, wszechświat w ogóle, jako całość. Nie myślisz przecież o żadnej konkretnej rzeczy, czyż nie? takie przedzałożenia są KONIECZNE do tego aby w ogóle jakieś myślenie w tym wszechświecie i o tym wszechświecie było możliwe. Dlaczego? Już mówię. myśląc, czy też rozumując, jakkolwiek byś tego nie nazwał, zawsze szukasz jakiegoś związku czegoś z czymś, co można by nazwać związkiem przyczynowo-skutkowym. inaczej mówiąc stwierdzasz, iż coś z czegoś wynika, itd. Czyż nie? To proste i bardzo odkrywcze, jak myślę. a skoro coś z czegoś wynika, to znaczy że ma jakiś POCZĄTEK w czasoprzestrzeni, czy też po prostu GRANICE, które to coś wyróżniają z tzw. tła, którym jest nasz WSZECHŚWIAT W OGÓLE. dzięki temu twój umysł to coś jest w stanie zidentyfikować i o tym myśleć, czyż nie? Za każdym razem jednak kiedy pomyślisz o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE, napotykasz na problem, ponieważ wszystko co jest identyfikowalne przez twój umysł, jest jedynie częścią tego wszechświata, jakiś obiekt, czy też zjawisko. a więc myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą? Podczas rozumowania na temat wszechświata nie musisz jednak zakładać iż ma on jakiś początek i koniec. Nie jesteś jednak w stanie zmienić tego, w jaki sposób działa twój mózg, a twój mózg, jak i mój i każdego z nas, działa tak iż zawsze szuka jakiegoś związku, jakiejś przyczyny. Chcąc nie chcąc więc ciągle szukasz jakiejś przyczyny istnienia tego, co istnieje, a więc wszechświata i siebie również. Zakładając iż to, co istnieje nie miało początku, oszukujesz sam siebie. Tego początku, czy też przyczyny, nie możesz jednak znaleźć we wszechświecie, z tego powodu o którym już powiedziałem, mówiąc: myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą? A teraz odpowiedź na drugą część twojego pytania: Dlaczego Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? Paradoks: co jest przyczyną przyczyny? zakładając iż wszechświat ma jakąś przyczynę pochodzącą z wewnątrz samego wszechświata narażasz się na ów regres w nieskończoność, ponieważ zawsze będziesz zmuszony pytać co jest przyczyną tej przyczyny zakładając jednak iż wszechświat ma jakąś przyczynę pochodzącą z zewnątrz zawieszasz swoje rozumowanie w próżni, ale tylko już POZORNIE masz do czynienia z owym paradoksem: co jest przyczyną przyczyny. Jak to rozumieć? To wręcz banalne. Po pierwsze: pytając dlaczego wszechświat musi mieć początek a Bóg nie, zakładasz, jak rozumiem jedynie w ramach pewnego eksperymentu myślowego, iż Bóg jednak istnieje. To nic zdrożnego  . A skoro Bóg istnieje to znaczy, że jest jakąś formą istnienia, podobną do tych z jakimi masz do czynienia we wszechświecie. A skoro tak jest to dlaczego nie miałyby Go obowiązywać te same prawa jakie panują w owym wszechświecie. A więc wedle tego rozumowania powinien być on również skończony, mieć jakieś granice, jakiś początek itd. Teraz jednak przypomnij sobie co powiedziałem o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE. Mianowicie: myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą? Czy więc na podstawie takiego rozumowania, któremu przecież nie można zaprzeczyć, mielibyśmy teraz wyciągnąć wniosek iż WSZECHŚWIAT W OGÓLE NIE ISTNIEJE, BO NIE MOŻNA GO UJĄĆ W SPOSÓB ROZUMOWY JAKO JAKIEGOŚ CAŁOŚCIOWEGO OBIEKTU, CZY TEŻ ZJAWISKA, bo zawsze pozostanie pytanie: CO W TAKIM RAZIE POZA NIM? A JEŚLI JUŻ NIE COŚ, TO W TAKIM RAZIE JAK TO SIĘ STAŁO IŻ JA, KTÓRY WYPOWIADAM TE SŁOWA: WSZECHŚWIAT W OGÓLE - UMIESZCZAM W TEN SPOSÓB SAM SIEBIE POZA TYM WSZECHŚWIATEM? WSZECHŚWIAT JEDNAK ISTNIEJE. A JA JEDNAK NIE JESTEM POZA NIM. WIĘCEJ: JESTEM ISTOTĄ WOLNĄ(czyż nie?)A WIĘC JEDNAK POSIADAJĄCĄ JAKIŚ WYBÓR, A WIĘC NIE DO KOŃCA SPĘTANĄ ŁAŃCUCHEM ZWIĄZKU PRZYCZYNOWO-SKUTKOWEGO, w przeciwnym razie cóż to za wolność? Robić tylko to co chemia mi karze i co jest już od dawna przewidziane, od moich narodzin, aż do śmierci. Czyż nie? A WIĘC MAM ROZUMIEĆ IŻ BĘDĄC ISTOTĄ WOLNĄ NIE TAK DO KOŃCA PODPADAM POD PRAWA OBOWIĄZUJĄCE W TYM WSZECHŚWIECIE? A przecież nie mówimy tu o Bogu, tylko o sobie. MNIE JEDNAK NIE BYŁO, A WSZECHŚWIAT JUŻ BYŁ.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Stephan (266 punktów) | > myśląc, czy też rozumując, jakkolwiek byś tego nie nazwał, zawsze szukasz jakiegoś związku czegoś z czymś, co można by nazwać związkiem przyczynowo-skutkowym.> inaczej mówiąc stwierdzasz, iż coś z czegoś wynika, itd. Czyż nie? To proste i bardzo odkrywcze, jak myślę.Niekoniecznie. Hume rozprawił się z tym - to, że w naszym umyśle łączymy fakty w związki przyczynowo-skutkowe, wcale nie musi znaczyć, że one w rzeczywistości tak zachodzą (paradoks ze strzelbą i lokajem). > a skoro coś z czegoś wynika, to znaczy że ma jakiś POCZĄTEK w czasoprzestrzeni, czy też po prostu GRANICE, które to coś wyróżniają z tzw. tła, którym jest nasz WSZECHŚWIAT W OGÓLE.Nie. Prawa logiki wynikają jedne z drugich, a nie można mówić o ich istnieniu w czasoprzestrzeni. Poza tym co rozumiesz przez "tło"? Bo coś mi się wydaje, że jeśli zrobisz równanie: [to, o czym myślę]+[tło]=[wszechświat] to otrzymasz właśnie taki byt, który sam w sobie nie ma początku i końca i śmiało możesz na tym zamknąć swoje rozumowanie, nie postulując konieczności istnienia żadnego zewnętrznego stwórcy. > Za każdym razem jednak kiedy pomyślisz o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE, napotykasz na problem, ponieważ wszystko co jest identyfikowalne przez twój umysł, jest jedynie częścią tego wszechświata, jakiś obiekt, czy też zjawisko.> a więc myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą?Nie. Myślę "wszechświat" i mam na myśli całość. Co w tym paradoksalnego? Według Ciebie, nie można by myśleć o liczbach rzeczywistych, bo zawsze myślowo ograniczę się do jakiegoś zbioru liczb. A przecież mówisz - "Zbiór liczb rzeczywistycz jest nieskończony" i kropka! Możesz nawet dodać 2 do 2óch i nie musisz głowić się nad całością czy początkiem i końcem. > Nie jesteś jednak w stanie zmienić tego, w jaki sposób działa twój mózg, a twój mózg, jak i mój i każdego z nas, działa tak iż zawsze szuka jakiegoś związku, jakiejś przyczyny.> Chcąc nie chcąc więc ciągle szukasz jakiejś przyczyny istnienia tego, co istnieje, a więc wszechświata i siebie również.Nie wiem, może mój mózg jest zepsuty, ale ja potrafię myśleć, nie szukając przyczyny. Widzę, że Twój też, skoro zakładasz istnienie jakiegoś Jego i Twój mózg nie szuka Jego przyczyny. > Zakładając iż to, co istnieje nie miało początku, oszukujesz sam siebie.A czy ten On istnieje? Jeśli tak, to jak możesz o Nim myśleć, nie zakładając, że miał swój początek? > myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą?Zjeść  > A teraz odpowiedź na drugą część twojego pytaniaWybacz, ale nie do końca łapię Twój tok rozumowania co do "drugiej części" mojego pytania. Trochu Cię poniosło - te duże litery i w ogóle... Generalnie wydaje mi się, że Twoje rozumowanie opiera się na błędnym założeniu: "pomyśleć o CZYMŚ, to objąć TO CAŁE, w ogóle i w szczególe, rozumem". Gdyby tak jednak było, to nie byłbyś w stanie pomyśleć o niczym. Na przykład o psie - musiałbyś "myśleć" jednocześnie o każdej jego komórce, każdym narządzie wewnętrznym i tak dalej. Myślimy jednak pojęciowo i myśląc "PIES" myślisz o jakimś uproszczonym bycie "ogólnym" - dla platoników są to idee, dla arystotelików pojęcia i tak dalej. Nie ważne, grunt, że jak pomyślę "WSZECHŚWIAT" to nie muszę się martwić, że nie objąłem myślą jeszcze tamtej galaktyki czy tego człowieka. Ot, myśląc CAŁOŚĆ, mam na myśli CAŁOŚĆ. Kropka. Natomiast co do Niego. Otóż odnoszę wrażenie, że wbiłeś na to forum głównie, żeby poobrażać trochu ludzi. Unosisz się, bo nie są w stanie pojąć ciasnymi umysłami tego, że On istnieje! Ale zachowujesz się nie fair - sam nie chcesz skonkretyzować o co Ci chodzi, stąd polemika z Tobą z konieczności ogranicza się do obrony własnych poglądów przed dość mętnymi zarzutami. Dlatego proszę, wyjaśnij, co rozumiesz przez pojęcie "Bóg" ("On"). Dedukuję z Twoich wypowiedzi, że to jakiś bezosobowy Twór, który stworzył wszechświat. Ale pod tego twora faktycznie można podpiąć cokolwiek - Jahwe, Potwora Spaghetti, Chaos... Tymczasem obruszasz się, bo ktoś proponuje, że to właśnie Latający P. Spaghetti stworzył świat. A czemu nie?
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
Part One Hmm... Po pierwsze: powołujesz się na argument Hume'a, który to niby ma obalać istnienie związku przyczynowo-skutkowego we wszechświecie, a chwilę później mówisz o prawach logiki, które wynikają jedne z drugich. To tylko świadczy o tym iż nie zrozumiałeś, albo nie chciałeś zrozumieć, bo kosztowałoby cię to najwyraźniej zbyt wiele wysiłku, na czym właściwie polega argument Hume'a, a poza tym nie masz zielonego pojęcia o logice. Idąc jednak tropem twojego rozumowania, wnioskuję, iż: 1. We wszechświecie nie obowiązuje związek przyczynowo-skutkowy, ale "prawa logiki jakimś cudem wynikają jedne z drugich". W ogóle powiedzenie iż "prawa logiki wynikają jedne z drugich" to jakieś nieporozumienie, ale już mniejsza o to, nie powinienem czepiać się słów, chociaż to właśnie świadczy o twojej wiedzy i intelektualnym zaangażowaniu w dyskusję. 2. Myśląc nie odkrywasz tak naprawdę związków p-s w naturze, a jedynie w swoim umyśle, no bo przecież mówisz "prawa logiki wynikają jedne z drugich": a więc Hume obalając związek p-s obalił jego istnienie w naturze, ale nie w umyśle. 3. Nic zatem nie wynika we wszechświecie, tylko w twoim umyśle. 4. Albo raczej wtedy wynika, kiedy ty chcesz: >Nie wiem, może mój mózg jest zepsuty, ale ja potrafię myśleć, nie szukając przyczyny.> I w ogóle nie chwyciłeś kontekstu, wybrałeś co ci się tam z czymś skojarzyło i sofistykę uprawiasz. Po drugie: pisząc Zakładając iż to, co istnieje nie miało początku, oszukujesz sam siebie. - gdzie ja tu mówiłem o Bogu? Ale domyślam się o co ci chodziło. Cały mój tekst był odpowiedzią na pytanie: Dlaczego wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? Masz mnie naprawdę za idiotę, który będzie ci udowadniał iż Bóg jest nieskończony? Nawet pierwszego zdania z mojego tekstu nie zrozumiałeś, i założę się że nie tylko ty. Więc ci je przypomnę: pytanie brzmiało - Dlaczego wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? Oto pierwsze zdanie mojego tekstu: Bardzo dobre pytanie! Też się kiedyś nad tym zastanawiałem. W poprzednim poście, w pewnym sensie, już na nie odpowiedziałem. Ale powtórzę jeszcze raz, bo to ważne: Mówiąc, do diaska, iż w poprzednim poście już na nie odpowiedziałem, nie powiedziałem jeszcze jak brzmi odpowiedź. Moim niedopatrzeniem było niesprecyzowanie się. Jeśli w dalszym tekście znajdziesz miejsce gdzie mówię o Bogu jako istocie nieskończonej, to... Ale nie znajdziesz. Gorzej! Znajdziesz tam słowa, które mogłyby świadczyć o czymś wręcz przeciwnym. Czytaj: Po pierwsze: pytając dlaczego wszechświat musi mieć początek a Bóg nie, zakładasz, jak rozumiem jedynie w ramach pewnego eksperymentu myślowego, iż Bóg jednak istnieje. To nic zdrożnego . A skoro Bóg istnieje to znaczy, że jest jakąś formą istnienia, podobną do tych z jakimi masz do czynienia we wszechświecie. A skoro tak jest to dlaczego nie miałyby Go obowiązywać te same prawa jakie panują w owym wszechświecie. A więc wedle tego rozumowania powinien być on również skończony, mieć jakieś granice, jakiś początek itd. A teraz to już zupełnie się biedaku pogubiłeś. Zresztą, masz prawo. Więc ci wyjaśnię: całość tekstu polegała na takim tricku, który najlepiej zobrazuje jedno z ostatnich zdań w nim - A WIĘC MAM ROZUMIEĆ IŻ BĘDĄC ISTOTĄ WOLNĄ NIE TAK DO KOŃCA PODPADAM POD PRAWA OBOWIĄZUJĄCE W TYM WSZECHŚWIECIE? A przecież nie mówimy tu o Bogu, tylko o sobie. No właśnie! Eureka! A przecież nie mówimy tu o Bogu, tylko o sobie. W podtekście: skoro nawet w stosunku do siebie możemy, posługując się poprawną argumentacją, doprowadzać do takich wniosków... to należałoby się zastanowić nad tym jak to jest właściwie z prawdziwością naszych sądów za, bądź też przeciw... Czemu? Domyśl się sam. Moje odpowiedzi umieszczone na tym forum mówią o logice w odniesieniu do Boga, a nie na odwrót. Po trzecie: myśląc o WSZECHŚWIECIE W OGÓLE nie możesz uznać po prostu iż ogranicza się on do któregoś z tych obiektów, czy też zjawisk, bo co w takim razie miałbyś zrobić z resztą? Zjeść  Smacznego. Też się uśmiałem. Po czwarte: Natomiast co do Niego. Otóż odnoszę wrażenie, że wbiłeś na to forum głównie, żeby poobrażać trochu ludzi. Unosisz się, bo nie są w stanie pojąć ciasnymi umysłami tego, że On istnieje! Ale zachowujesz się nie fair - sam nie chcesz skonkretyzować o co Ci chodzi, stąd polemika z Tobą z konieczności ogranicza się do obrony własnych poglądów przed dość mętnymi zarzutami. Dlatego proszę, wyjaśnij, co rozumiesz przez pojęcie "Bóg" ("On"). Dedukuję z Twoich wypowiedzi, że to jakiś bezosobowy Twór, który stworzył wszechświat. Ale pod tego twora faktycznie można podpiąć cokolwiek - Jahwe, Potwora Spaghetti, Chaos... Tymczasem obruszasz się, bo ktoś proponuje, że to właśnie Latający P. Spaghetti stworzył świat. A czemu nie? 1. Jak tylko wszedłem na to forum po raz pierwszy przeczytałem więcej obraźliwych epitetów w stosunku do Boga i kilkuset milionów katolików niż mógłbym ich wymyśleć. 2. Właśnie na tym polega twoja polemika ze mną, zresztą nie tylko twoja na tym forum. 3. Cóżeś się tak uczepił tego Boga? Za chwilę wykażę ci iż twoje pojęcie o Wszechświecie w ogóle, nie tylko jako całości jest równie mętne jak twoje pojęcie o Bogu. A Bóg przecież (ty to wiesz najlepiej) nie istnieje. A skoro ci za chwilę wykażę iż twoje pojęcie o czymś co, jak twierdzisz, istnieje jest równie blade jak o tym, co - jak twierdzisz - nie istnieje... To ja ci współczuję, ale niestety nie dajesz mi wyboru. Zacznij więc się lepiej modlić do swojego Latającego P. Spaghetti. Part two Prawda jest bowiem taka iż z argumentem Huma daleko byś nie zaszedł, tak jak i z paradoksami Zenona, które już dwieście lat temu pierwszy lepszy student matematyki, jak tylko dobrze pomyślał, był w stanie wyjaśnić. cdn
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
> Prawda jest bowiem taka iż z argumentem Huma daleko byś nie zaszedł, tak jak i z paradoksami Zenona, które już dwieście lat temu pierwszy lepszy student matematyki, jak tylko dobrze pomyślał, był w stanie wyjaśnić. cdn > cd. do mojego poprzedniego tekstu
Co do argumentu Huma, posłuchaj co na ten temat ma do powiedzenia człowiek rozumny, Homo sapiens.
Posłużę się takim oto przykładem: wyobraź sobie że to ty jesteś Newtonem i siedzisz sobie pod jabłonią... aż tu nagle BUUM! Spada ci jabłko na głowę. No cóż, dlaczego nie. Siedzisz dalej... a tu znowu BUUM! Myślisz sobie: dwa jabłka spadły na ziemię. Niby nic takiego. Bierzesz do ręki pierwsze jabłko, puszczasz je, spada. Dobrze, spadło. Zobaczymy jednak jak będzie z drugim. Bierzesz drugie jabłko, puszczasz je, spada. Myślisz sobie: pierwsze jak i drugie jabłko za każdym razem spada na ziemię. ALE... Bierzesz sobie nagle do serca argumenty Huma i mówisz: to, że pierwsze jak i drugie jabłko spadło na ziemie, nie musi wcale oznaczać iż będzie tak w przypadku trzeciego, czwartego jak i dziesiątego jabłka. Spadanie może być przecież własnością pierwszego i drugiego jabłka, ale wcale nie musi być własnością trzeciego jak i dziesiątego, a do tego właśnie prowadzą argumenty Huma. Myśląc jednak w ten sposób, mój drogi Newtonie, nigdy nie doszedłbyś do założenia iż istnieje coś takiego jak GRAWITACJA. W ogóle nie doszedłbyś do założenia jakiegokolwiek prawa fizycznego jak i matematycznego. Historia ludzkości zakończyłaby się w jaskini, a ty teraz nie serfowałbyś po internecie. O ile w ogóle powstałoby, czy też rozwinęło się coś takiego jak istota ludzka(no bo przecież jako Darwin też nie doszedłbyś w ten sposób do teorii ewolucji) itd.
Jak jeszcze nie przemówiło ci to do rozsądku, przytoczę kolejny przykład, bardziej drastyczny: rozumowanie Huma polega mniej więcej na tym: z tego, iż "wszyscy ludzie byli dotychczas śmiertelni" nie można wyciągnąć wniosku, iż " ludzie w ogóle, jako gatunek (a propo, idea gatunku też nie mogłaby powstać wedle tej zasady, jak więc widać w ogóle nie rozwinąłby się ludzki język) są istotami śmiertelnymi". No bo przecież z faktu, iż do tej pory każdy człowiek umierał,(to, że dotychczas każde jabłko spadało)nie należy wyciągać wniosku, iż każdy człowiek będzie umierał dalej. Więcej, można by również przyjąć iż MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ, IŻ W PRZESZŁOŚCI ŻYŁ SOBIE JAKIŚ CZŁOWIEK, KTÓRY NIE UMARŁ. My jednak, posługując się dotychczas nieprawidłowymi przesłankami logicznymi,( nie znaliśmy bowiem jeszcze argumentów Huma), uznalibyśmy ów przypadek albo za cud, albo po prostu za wierutną bzdurę. Dalej... weźmy teraz "na stół" takie oto stwierdzenie: żaden człowiek dotychczas nie zmartwychwstał. My jednak już znamy argumenty Huma i wyciągamy, zgodnie z nimi, takie oto wnioski: z tego, iż "żaden człowiek dotychczas nie zmartwychwstał" nie możemy wyciągnąć wniosku iż - zgodnie z takimi prawami logiki jak i natury, ponieważ stwierdzenie iż "żaden człowiek dotychczas nie zmartwychwstał" jest przecież stwierdzeniem jakiegoś potencjalnego faktu rzeczywistego i bez odniesienia do rzeczywistości nie mogłoby ono tutaj paść, jak i żadne inne stwierdzenie, choćby to że tutaj siedzę i piszę - "żaden człowiek nigdy nie zmartwychwstanie". Bo, tak jak w przypadku jabłek, wedle argumentów Huma, własnością jednych może być spadanie,a innych nie, tak też własnością jednych ludzi może być zmartwychwstawanie, a innych nie. Nic przecież temu nie przeczy, żadne prawo natury, wedle takiej logiki, ani żadne prawo logiki, wedle takiej natury. Takich przykładów mógłbym podać wiele, ale to chyba wystarczy. Z tego co pamiętam ty jednak powiedziałeś iż twój mózg wcale nie musi brać pod uwagę związku przyczynowo-skutkowego. Cóż więc, mój drogi, robisz jeszcze na tym forum? Może powinieneś zadzwonić do księdza Rydzyka i oznajmić mu iż właśnie znalazłeś niezaprzeczalny dowód na zmartwychwstanie Jezusa? ALE... Tym razem cię uprzedzę, ponieważ to absolutnie nie jest żaden dowód, na to iż Jezus zmartwychwstał, a co najwyżej na istnienie takiej możliwości, której założenie(o ile nadal mamy brać pod uwagę argument Huma)nie przeczy podstawowemu prawu logiki, ani też natury. Zresztą, nie sądzę aby Rydzyk był z tego faktu zadowolony, ponieważ: skoro zmartwychwstaniu Jezusa nie przeczyłoby żadne prawo logiki, ani natury, to jakiż w tym udział miałby mieć Bóg? Itd, itp, itd. Jak może zauważyłeś, gdybyśmy uznali za słuszne argumenty Huma, życie w takim świecie i posługiwanie się takimi przesłankami logicznymi, byłoby o ile NIEMOŻLIWE, to przynajmniej nie do zniesienia.
cdn.
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) |
cd. Po piąte: co do mojego Wszechświata jako całości implikującej jakieś granice. W tym przypadku również zacznę od krytyki twojej wypowiedzi. Stwierdziłeś iż myśląc o "psie" nie musisz wcale brać pod uwagę każdej jego "cząsteczki" itp. Jak najbardziej się z tym zgadzam! Nigdy zresztą nie twierdziłem iż myśląc o Wszechświecie jako całości implikującej jakieś granice myślę o każdej w nim "cząsteczce". Byłoby to szaleństwem, nie uważasz? No cóż, gdybym się uparł, mógłbym powiedzieć iż dążenia całej współczesnej, o ile nie w ogóle, nauki właśnie temu przeczą. O czym innym może bowiem świadczyć chociażby to iż współczesna biologia nie zadowala się tak po prostu pojęciem człowieka jako istoty ludzkiej stworzonej na obraz i podobieństwo Boga dążąc cały czas do zreplikowania jego kodu genetycznego? Czyżby to była oznaka szaleństwa? Ten sam argument względem fizyki i Wszechświata. Co prawda aby posługiwać się pojęciem "człowiek" nie musimy brać po uwagę jego DNA, rozumiem więc iż stosunek współczesnej nauki do mnie również nie będzie zasadzał się na moim mniej, bądź też bardziej wadliwym DNA i nikt na tej podstawie nie będzie starał się mnie ulepszać. Co innego jednak obserwuję, jeśli chodzi o tendencję współczesnej biologii, co tylko potwierdza fakt iż jednak "moje cząsteczki" mają jakiś wpływ na to jak jestem i jako co, bo już nie kto, postrzegany. Ale mniejsza o to. Może przynajmniej rak będzie uleczalny... mało kto jednak będzie w stanie powiedzieć o sobie: kim jestem. Prędzej raczej: czyją jestem kopią, którą z kolei, jaki numer, które wariacje... no i czy AKTUALNA jeszcze ta oferta. Wracając jednak do tematu (uprzedzę jeszcze potencjalną krytykę, iż moje OSOBISTE przemyślenia na temat ciągotek współczesnej biologi, z racji tego iż wyrażają jedynie moje OSOBISTE zdanie na ten temat, nie podlegają logicznemu uzasadnieniu. Wszelka więc próba krytyki moich odczuć w tym temacie też nie będzie mogła nosić znamion argumentacji logicznej. Jeśli komuś moje zdanie się nie spodoba, ma takie prawo). A więc... Stwierdziłeś więc, drogi Stephanie, iż myśląc o wszechświecie jako całości nie musisz myśleć o każdej jego galaktyce. Dziękuję, że mi to wyjaśniłeś. Po raz drugi powtarzam jednak iż nie wiem gdzie ty to u mnie "wydedukowałeś", jakobym twierdził iż jest wprost odwrotnie, ale niech ci będzie. Za przykład podałeś taki oto rachunek: 2+2=4. (co do R: R=n ale jak na razie tylko na papierze, chyba że masz jakiś dowód na to, że nie. Tak samo jak na papierze Achilles nie przegoni żółwia, a Jezusa wzbudziły z martwych prawa natury) Twierdzisz więc iż myśląc o R nie musisz ograniczać się do jakiegoś zbioru liczb. Więcej, dodając dwa do dwóch nie muszę głowić się nad całością, czy też początkiem i końcem. Zenon też się nie głowił więc Achilles nie przegonił żółwia. Rzeczywiście, możesz myśleć o R nie ograniczając się do jakiegoś zbioru liczb R... ale, powtarzam raz jeszcze: only on the paper. Dlaczego? Wyimaginuj sobie iż dopiero uczysz się arytmetyki. Niestety trafił ci się kiepski nauczyciel, który za każdym razem kazał ci powtarzać iż 2+2=4, ale nigdy nie podawał ci żadnych przykładów, np. dwa klocki dodać dwa klocki równa się cztery klocki. Czy byłbyś w stanie pojąć w ogóle w takim przypadku iż 2+2=4? Skoro żadna liczba nie kojarzyłaby ci się z żadną rzeczywistą, A WIĘC SKOŃCZONĄ ilością, czy też z żadnym rzeczywistym, A WIĘC SKOŃCZONYM obiektem? Jeśli powiesz, że tak... to ja się w twoim przypadku poddaję. Według mnie jednak wynika iż - chcąc nie chcąc myślisz jednak o jakimś początku i końcu. Możesz, oczywiście, mnożyć sobie w tzw. nieskończoność ilość dowolnych obiektów... ale przecież jakiż dowód dasz na to iż w rzeczywistości taka nieskończona ilość dowolnych obiektów istnieje, czy też mogłaby istnieć? A więc jednak Achilles przegonił żółwia, o ile oczywiście wystartował  Trudno to wszystko pojąć, ale postaraj się. Jak więc jest z tym moim Wszechświatem jako całości implikującej jakieś granice? Myśląc Wszechświat rzeczywiście nie musisz przywoływać jakiegoś skończonego obiektu, czy też zbioru. Cóż jest więc desygnatem dla pojęcia "pies"? Powiesz, takie a takie zwierze. No, będziesz musiał trochę więcej powiedzieć, niż po prostu zwierzę. Dla kogoś jednak kto nigdy nie widział żadnego psa nic twoje wytłumaczenia nie dadzą. Zresztą, nawet jeśli widział, to każdy z was będzie miał takie pojęcie psa, jakie sobie WYROBIŁ. Ktoś np. nigdy nie widział jamnika i raczej widząc go po raz pierwszy nie powie, że to pies. (a propo: czy zmutowany jamnik to jeszcze jamnik czy nie?)  Możesz więc się upierać iż myśląc o psie (tak jak i o liczbie) myślisz o jakimś uproszczonym bycie. Gdybyś jednak mówiąc "pies" nigdy w życiu nie wskazał na nic co istnieje w rzeczywistym świecie, na jakiś SKOŃCZONY obiekt, cokolwiek, takie pojęcie przestałoby spełniać w twoim mózgu jakąkolwiek funkcję. Dokonam teraz podobnej analizy dwóch pojęć: Wszechświat, Bóg, abyś mógł pojąć na czym polega ów paradoks. Twierdzisz iż myśląc o Wszechświecie nie musisz się martwić iż nie objąłeś myślą wszystkich galaktyk itd. Rzeczywiście tak jest. Któż temu przeczył? Podaj mi teraz jakiś desygnat pojęcia Wszechświat? (uprzedzam jednak iż dalsze rozumowanie będzie wymagało od ciebie potężnego skupienia, a przede wszystkim pozbycia się wszelkich uprzedzeń) Powiesz mi: wszystko, co istnieje. (jeśli znasz inny, podaj inny) Podaj mi teraz desygnat pojęcia "wszystko" i "istnienie" "wszystko" - jakaś ilość, i zaznaczam iż "jakaś ilość" nie prowadzi wcale do "jakaś nieskończona ilość", chociaż na papierze może to oznaczać "istnienie" - to, co istnieje, ale wówczas się powtarzasz. Z drugiej strony odwołujesz się do jakiegoś doświadczenia, mówisz przecież: to co istnieje, a więc wskazujesz na coś konkretnego, doświadczonego przez siebie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | cd. Podaj mi teraz desygnat pojęcia Bóg. Powiesz mi: nie istnieje taki desygnat. Słusznie - nie istnieje... taki desygnat, ale to jeszcze nie prowadzi w bezpośredniej linii do "Bóg nie istnieje". Zaraz powiem dlaczego. Wrócę jeszcze na chwilę do refleksji na temat desygnatu pojęcia Wszechświat. Powiedziałem "wszystko, co istnieje" (zakładam, że ty też nie znasz innego, ale będę mówił tylko za siebie. Jeśli wcześniej mówiłem tak jakby za ciebie, to tylko po to, abyś najpierw sam w myślach sobie ów desygnat "wydedukował", a potem dopiero przechodził do mojego tekstu) "wszystko" oznacza "jakąś ilość" i wcale nie od razu nieskończoną. Bo jeśli powiem iż "pies" to "wszystkie komórki, czy też cząsteczki elementarne, które się na niego składają" to też przecież nie określę w ten sposób iż "wszystkie komórki" oznaczają od razu jakąś nieskończoną ilość. No chyba, że będziesz mi udowadniał iż pies to obiekt nieskończony. Kłóciłbym się z tym raczej. I sądzę że nie tylko ja. Mógłbyś powiedzieć iż: owszem, "pies" to obiekt skończony, istniejący w rzeczywistości, a więc nie stosuje się do niego zasada "nieskończonej ilości". Do pojęcia "wszechświat" też jednak nie można logicznie stosować tej zasady: nie powiesz przecież iż "wszechświat" to obiekt nieskończony, ponieważ samo pojęcie "obiekt nieskończony" jest sprzeczne z wszelkim doświadczeniem i prawami poprawnego myślenia (tzw. czarne dziury też nie są obiektami nieskończonymi, a że ich nie widać to tylko dlatego iż pole grawitacyjne jest tam tak silne iż światło nie może się z niego wydostać. Kiedyś też domniemano iż światło rozchodzi się z nieskończoną prędkością, Einstein jednak jako pierwszy pomyślał rozsądnie, no i się okazało co innego. A pamiętasz może jaki był jego teoretyczny argument, od którego wyszedł? Mianowicie: gdyby światło rozchodziło się z nieskończoną prędkością, nie byłbyś w stanie zobaczyć swojego odbicia w lustrze. Takie naiwne, a jednak od tego wszystko się zaczęło. Fizycy mówią wprawdzie o nieskończonej grawitacji wewnątrz czarnych dziur, nie potrafią jednak tego w żaden sposób wyjaśnić, bo to tylko hipotezy. Mówią więc że to "osobliwości". Światło też do pewnego czasu było taką "osobliwością" przeczącą ówczesnej wiedzy o prawach fizyki. Zresztą, Einstein, poniekąd inteligentny człowiek, do końca życia nie dopuszczał możliwości istnienia jakichkolwiek tzw. nieskończonych wartości we wszechświecie i jakoś nie przeszkadzało mu to w niczym, wręcz przeciwnie). Ja też, póki co, nie mam zamiaru biegać za żółwiem... w nieskończoność. Tym bardziej iż przy takim założeniu musiałbym przestać myśleć o czymkolwiek. Tak, tak, mój Newtonie (patrz: przypowieść o Newtonie w tym tekście). Tak więc, póki co, żyjemy w świeci w którym Achilles przegania żółwia(o ile wystartuje i szlak go nie trafi po drodze), istnieje coś takiego jak grawitacja a 2+2=4, a ludzie jednak to istoty myślące, wbrew argumentom Huma. Nadal jednak możesz mieć wątpliwości co do tego, czy Wszechświat jako całość implikuje jakieś granice. Jedyne przesłanki do tego aby takie wątpliwości mieć, pochodzą, że tak powiem z poza ARGUMENTACJI ROZUMOWEJ, czy też po prostu LOGIKI. Istnienie NIESKOŃCZONYCH WARTOŚCI ma już, jak ci pokazałem, całkiem dużą tradycję. Ale najważniejsze dla mnie jest to iż założenie NIESKOŃCZONYCH WARTOŚCI WE WSZECHŚWIECIE jest nie tyle wadliwe logicznie, ile POCHODZĄCE Z POZA ARGUMENTACJI ROZUMOWEJ. I nawet jeżeli wydaje nam się iż myślimy o czymś jako o czymś nieskończonym, to jest to niestety złudzenie, jak to iż Słońce krąży wokół Ziemi. Wystarczy tylko obrać odpowiedni punkt odniesienia, a wszystko wróci na swoje miejsce. Powtórzę też jeszcze raz: można zakładać NIESKOŃCZONE WARTOŚCI, ale ONLY ON THE PAPER Stosując je jednak do rzeczywistości prowadzi się do wyników zaprzeczających wszystkiemu, co jesteśmy w stanie zaobserwować w rzeczywistości ("czarnych dziur" też to dotyczy). Pozostała mi jeszcze kwestia dotycząca desygnatu pojęcia "Bóg". Powiedziałem: znajdź desygnat pojęcia "Bóg" Stwierdziłem: nie istnieje... taki desygnat, nie prowadzi to jednak w sposób bezpośredni do "Bóg nie istnieje". Już mówię dlaczego: Zrobię to poprzez analogię do wcześniejszej refleksji na temat desygnatu pojęcia "wszechświat", stąd ten przeskok. Niemożliwość znalezienia desygnatu dla pojęcia "Bóg" nikogo chyba nie zdziwiła. Dla mnie też nie było to żadnym odkryciem, wręcz mnie rozbawiło tak naiwne stwierdzenie. Wymagał jednak tego porządek argumentacji. Dlaczego więc od zdania "desygnat pojęcia Bóg nie istnieje" nie można przejść (stosując oczywiście zasady prawidłowej argumentacji rozumowej, czy też logicznej) do zdania "Bóg nie istnieje"? Przede wszystkim dlatego, iż: nie uczyniliśmy tego (chociaż mogliśmy) w przypadku desygnatu pojęcia "wszechświat". Niemożliwością jest przecież podanie jakiegoś desygnatu pojęcia "wszechświat" w postaci jakiegoś KONKRETNEGO, JEDYNEGO OBIEKTU, POZA KTÓRYM JUŻ NIE MA WSZECHŚWIATA. W przypadku desygnatu pojęcia "pies" już możemy to uczynić. Moglibyśmy więc powiedzieć iż pies to konkretny, jedyny obiekt, poza którym już nie ma psa  Wiem, że to śmieszne, mnie też to nieźle rozbawiło, ale tak właśnie brzmią niektóre definicje logiczne. A więc czy z tego faktu powinniśmy wnioskować iż wszechświat nie istnieje? Raczej nie. I to jest właśnie ów PARADOKS.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) | cd. ZAGADKA polega na tym DLACZEGO tego samego, co możemy uczynić w przypadku desygnatu każdego obiektu istniejącego w owym wszechświecie, nie możemy uczynić w przypadku WSZECHŚWIATA W OGÓLE. Można by powiedzieć iż właśnie to jest dowód na jego nieskończoność. Niestety nie. (jak komuś nadal wydawało się iż właśnie tak jest, niech lepiej wróci jeszcze raz do tekstu) Obrazowo (argumentacja rozumowa jest powyżej) można by to przedstawić za pomocą takiej oto przypowieści:
Wyobraźmy sobie iż pewna grupa ludzi urodziła się i wychowała w miejscu gdzie czasoprzestrzeń jest tak zakrzywiona iż nic nie może go opuścić. Nikt, poza faktami narodzin, nie widział aby ktoś z zewnątrz do niego wchodził. Zresztą, nie ma żadnego pojęcia "z zewnątrz", przynajmniej takiego, które można by... udowodnić. Na domiar złego, w owej czasoprzestrzeni jest wiele jeszcze innych miejsc gdzie doszło do innych zakrzywień, chociaż już nie tak potężnych. Ludzie ci rozwinęli swoją technikę do tego stopnia, iż potrafią przemieszczać się z dosyć dużymi prędkościami, ale i tak, w porównaniu do wielkości owej czasoprzestrzeni, zbyt małymi aby miało to właściwie jakiekolwiek znaczenie. Zresztą, w którymkolwiek kierunku by się nie udali, znajdujące się po drodze małe zakrzywienia nie pozwalałyby im na obranie jakiegoś stałego kierunku. Poza tym, nawet jeśli owych pomniejszych zakrzywień nie byłoby; nawet gdyby, z perspektywy obserwatora z zewnątrz, znajdowali się na samym krańcu owej czasoprzestrzeni, z ich perspektywy nie byłoby to możliwe do stwierdzenia, a każdy ruch dla nich prostolinijny, dla obserwatora z zewnątrz, wyglądałby jak ruch po okręgu. Ludzie ci mieliby prawo domniemywać iż ich czasoprzestrzeń w ogóle jest nieskończona, a jedyne co mogłoby im pomieszać w założeniach to fakt, iż nic w w owej czasoprzestrzeni nie trwa bez końca, łącznie z nimi.
I nawet gdyby ktoś zapytał: a gdzie w takim razie znajduje się ów obserwator z zewnątrz?
No cóż... Miałbym prawo odpowiedzieć: przecież nie istnieje.
Czyż nie brzmi to znajomie?
P.S. Poświęciłem na napisanie tego tekstu niemal trzy i pół godziny (z kilkoma przerwami na papierosa i jedną na siusiu). Dobrze by było gdyby każdy, który będzie go czytał, poświęcił na to chociaż pół godziny. Zaznaczam, iż już na jakąkolwiek krytykę z waszej strony podobną do tej, z którą miałem do czynienia dotychczas, a więc polegającą jedynie na tym, co bardzo dobrze określił już Stephan, pisząc: - sam nie chcesz skonkretyzować o co Ci chodzi, stąd polemika z Tobą z konieczności ogranicza się do obrony własnych poglądów przed dość mętnymi zarzutami - odpowiadał nie będę. Chyba że stwierdzę, iż warto się zabawić cudzym kosztem. Liczę więc na gruntowną krytykę, ponieważ wyznaję zasadę (jeśli chodzi oczywiście o polemikę czysto teoretyczną): im bardziej mi dokopiesz, tym silniejszy powstanę... aby dokopać tobie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
>
Poproszę o umieszczanie komentarzy poniżej ostatniego z moich postów, aby zapobiec rozczłonkowaniu tekstu. Dziękuję.
ATREyou
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Stephan (266 punktów) | >To tylko świadczy o tym iż nie zrozumiałeś, albo nie chciałeś zrozumieć, bo kosztowałoby cię to najwyraźniej zbyt wiele wysiłku, na czym właściwie polega argument Hume'a, a poza tym nie masz zielonego pojęcia o logice.
Niestety, odpuściłem sobie czytanie po tym fragmencie... Zastanawiające, że trwonisz tyle czasu na polemikę z ludźmi, którzy o logice nie mają zielonego pojęcia... Żegnam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | atre (971 punktów) | >>To tylko świadczy o tym iż nie zrozumiałeś, albo nie chciałeś zrozumieć, bo kosztowałoby cię to najwyraźniej zbyt wiele wysiłku, na czym właściwie polega argument Hume'a, a poza tym nie masz zielonego pojęcia o logice. >Niestety, odpuściłem sobie czytanie po tym fragmencie... Zastanawiające, że trwonisz tyle czasu na polemikę z ludźmi, którzy o logice nie mają zielonego pojęcia... Żegnam >
No cóż, masz rację. Bardzo, naprawdę, bardzo cię za to przepraszam... i nie ma w tym ani odrobiny nutki ironii. Dopiero po wysłaniu tego tekstu uświadomiłem sobie miejscami przesadnie impulsywny ton mojej wypowiedzi w stosunku do Ciebie. Wysyłałem tekst tuż przed wyjściem do pracy, bo pisałem go w nocy i praktycznie zasnąłem z ręką na klawiaturze. Rano wysłałem go w pośpiechu nie czytając go już. Gdybym to zrobił na pewno nie znalazłbyś już tych głupot na swój temat. A teraz jest już za późno... jak to w życiu niestety czasami bywa. Gorąco cię pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam.
atreYOU
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | atre (971 punktów) | >>To tylko świadczy o tym iż nie zrozumiałeś, albo nie chciałeś zrozumieć, bo kosztowałoby cię to najwyraźniej zbyt wiele wysiłku, na czym właściwie polega argument Hume'a, a poza tym nie masz zielonego pojęcia o logice. >Niestety, odpuściłem sobie czytanie po tym fragmencie... Zastanawiające, że trwonisz tyle czasu na polemikę z ludźmi, którzy o logice nie mają zielonego pojęcia... Żegnam >
Złapałem się za głowę jak przeczytałem znowu ten tekst. Nie wiem co mnie napadło. Ja też nie potrafiłbym go przeczytać gdyby ktoś o mnie wyrażał się z takim tonem. Nawet teraz z trudem mi to przyszło. Naprawdę, nie wiem co mnie napadło.
|
|
| | | | | | |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? Już nieraz przerabialiśmy odpowiedź na to pytanie, wynikające z przeświadczenie, że istnienie jest zależne od czasu, co z całą pewnością dotyczy świata, tego, który powstał w Wielkim BUM! (dla uproszczenia przyjmuję, że hipoteza tego BUMu jest pewnikiem). Należałoby jeszcze pytanie powtórzyć zastępując słowo "początek" (pojęcie nieodłącznie związane ze zmiennością czasu) słowem "przyczyna", która to operacja uwalnia nas od wspomnianego uznania czasu za zjawisko określające rzeczywistość najszerzej pojętą. Również i w tym przypadku jednak nie mamy pewności, czy "przed" BUMem przyczynowość obowiązywała? M. in. czy BUM! miał przyczynę? Tak więc, nie da się odpowiedzieć na postawione pytanie bez wyjaśnienia, czym są czas i przyczynowość. Ponieważ zaś wszystkie próby odpowiedzi na te pytania nie są falsyfikowalne, roztrząsanie tych kwestii pozostaje bardzo pouczającym i rozwijającym wyobraźnię ćwiczeniem umysłu, ale traktować go (mowa o "roztrząsaniu") serio nie należy, gdyż z nauką nie ma ono związku.
Stach M. G.
|
|
| | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie?
Dlatego ze Bog jest Bogiem, tzn. idealna Osoba ktora byla jest i bedzie a wlasciwie to jest caly czas bez zmian, tylko stworzenia Boze ulegaja zmianom, ulegaja przemijaniu podlegaja dzialaniu czasu. czas tez stworzyl Bog.
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | placownik (17853 punktów) |
>Dlatego ze Bog jest Bogiem
Standardowa odpowiedź na wszelkie pytania dotyczące Boga.
Bóg tak chciał.
Standardowa odpowiedź na wszystkie inne pytania.
Razem ten zestaw odpowiedzi nosi nazwę religijnego wyjaśniania. Niektórzy twierdzą, że wyjaśnianie religijne konkuruje z wyjaśnianiem naukowym. To wierutna bzdura!
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>Dlatego ze Bog jest Bogiem > Standardowa odpowiedź na wszelkie pytania dotyczące Boga. > Bóg tak chciał. Standardowa odpowiedź na wszystkie inne pytania. > Razem ten zestaw odpowiedzi nosi nazwę religijnego wyjaśniania. Niektórzy twierdzą, że wyjaśnianie religijne konkuruje z wyjaśnianiem naukowym. To wierutna bzdura! Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Bog Jest Bogiem. Sprawdz w slowniku znaczenie slowa Bog. Innego wytlumaczenia nie ma. Moze ty po prostu nie jestes w stanie zrozumiec...
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Sprawdz w slowniku znaczenie slowa Bog.
Sprawdziłem. Nie ma takiego słowa.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Parker (157 punktów) | >>Sprawdz w slowniku znaczenie slowa Bog. > Sprawdziłem. Nie ma takiego słowa. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Liczy twoj slownik choc z 15 stron?
|
|
| | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>Dlatego ze Bog jest Bogiem > Standardowa odpowiedź na wszelkie pytania dotyczące Boga. > Bóg tak chciał. Standardowa odpowiedź na wszystkie inne pytania. > Razem ten zestaw odpowiedzi nosi nazwę religijnego wyjaśniania. Niektórzy twierdzą, że wyjaśnianie religijne konkuruje z wyjaśnianiem naukowym. To wierutna bzdura! Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
p.s. Czy ja mowilam co Bog chcial? nie czytam w myslach Boga i na pewno tak nie pisalam. nie przypisuj mi tego co wyczytales w brukowcach
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>p.s. Czy ja mowilam co Bog chcial? >nie czytam w myslach Boga i na pewno tak nie pisalam. >nie przypisuj mi tego co wyczytales w brukowcach
Z płcią też masz kłopoty? To znacznie poważniejsza sprawa, niż ta z klawiaturą. Współczuję.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>p.s. Czy ja mowilam co Bog chcial? >>nie czytam w myslach Boga i na pewno tak nie pisalam. >>nie przypisuj mi tego co wyczytales w brukowcach > Z płcią też masz kłopoty? To znacznie poważniejsza sprawa, niż ta z klawiaturą. Współczuję. > Pozdrawiam > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Ja nie mam a ty masz? Czemu pytasz?
|
|
| | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | >>Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? >Dlatego ze Bog jest Bogiem, tzn. idealna Osoba ktora byla jest i bedzie a wlasciwie to jest caly czas bez zmian, tylko stworzenia Boze ulegaja zmianom, ulegaja przemijaniu podlegaja dzialaniu czasu. czas tez stworzyl Bog.
No to niech wszechświat ma początek. Czemu przyczyną miałby być Bóg?
A nie na przykład mały, głupi, śmiertelny Stworzyciel Wszechświatów?
|
|
| | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>>Dlaczego niby Wszechświat musi mieć początek, a Bóg nie? >>Dlatego ze Bog jest Bogiem, tzn. idealna Osoba ktora byla jest i bedzie a wlasciwie to jest caly czas bez zmian, tylko stworzenia Boze ulegaja zmianom, ulegaja przemijaniu podlegaja dzialaniu czasu. czas tez stworzyl Bog. >No to niech wszechświat ma początek. Czemu przyczyną miałby być Bóg? >A nie na przykład mały, głupi, śmiertelny Stworzyciel Wszechświatów? >
Smiertelnik mialby stworzyc swiat nieskonczony?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Duda (25557 punktów) |
>Smiertelnik mialby stworzyc swiat nieskonczony?
Czemu nie! Mógłby to być błysk tęczowego ( żeby było ładniej) światła.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>Smiertelnik mialby stworzyc swiat nieskonczony? >Czemu nie! Mógłby to być błysk tęczowego ( żeby było ładniej) światła. >
A kto stworzyl swiatlo?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Duda (25557 punktów) | >A kto stworzyl swiatlo? A kto stworzył boga?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Zulka (2198 punktów) |
> A kto stworzył boga?"Naga małpa" 
"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>A kto stworzyl swiatlo? >A kto stworzył boga? >
boga nie wiem kto stworzyl - pewnie jakis czlowiek, zreszta ludzie sprawili sobie wielu bozkow nie tylko jednego...
Boga natowmiast nikt nie stowarzyl. On Jest Tym, Ktory Jest, tylko my bywamy...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Duda (25557 punktów) | >>>A kto stworzyl swiatlo? >>A kto stworzył boga? >boga nie wiem kto stworzyl - pewnie jakis czlowiek, zreszta ludzie sprawili sobie wielu bozkow nie tylko jednego... >Boga natowmiast nikt nie stowarzyl. On Jest Tym, Ktory Jest, tylko my bywamy... To skąd się ten twój "Bóg" wziął?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>>>A kto stworzyl swiatlo? >>>A kto stworzył boga? >>boga nie wiem kto stworzyl - pewnie jakis czlowiek, zreszta ludzie sprawili sobie wielu bozkow nie tylko jednego... >>Boga natowmiast nikt nie stowarzyl. On Jest Tym, Ktory Jest, tylko my bywamy... >To skąd się ten twój "Bóg" wziął?
Trzeba by raczej zapytac skad sie wzielas nagle w 20 / 21 wieku ty i ja??? Bo dotad nas nie bylo... Byl Napoleon, Hitler i Stalin, a nas nie bylo.... Absolutnie nas nie bylo!
A Bog Jest. Po prostu jest caly czas.
Tylko my bywamy, przemijamy...
|
|
| | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) |
>Smiertelnik mialby stworzyc swiat nieskonczony?
A czemu nie? Szybki był. Stworzył i umarł.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>Smiertelnik mialby stworzyc swiat nieskonczony? >A czemu nie? Szybki był. Stworzył i umarł.
Nikt kto jest smiertelny nie moze stworzyc czegos niesmiertelnego...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Nikt kto jest smiertelny nie moze stworzyc czegos niesmiertelnego... > Ależ może, to właśnie śmiertelny człowiek ponastwarzał nieśmiertelnych bogów jak mrówków!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>Nikt kto jest smiertelny nie moze stworzyc czegos niesmiertelnego... >> >Ależ może, to właśnie śmiertelny człowiek ponastwarzał nieśmiertelnych bogów jak mrówków! >
Tak? A czym sie rozni smiertelnosc tego czlowieka od niesmiertelnosci tych bogow? Sa jakies roznice?
Mnie sie zdaje ze oni wszyscy jednakowo moga machac rekami. I ten czlowiek i te bogi...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Nikt kto jest smiertelny nie moze stworzyc czegos niesmiertelnego...Aż się prosi wspomnieć o Szekspirze  Ok, wiem, że nie o to Ci chodziło. Ale SKĄD WIESZ że nie może?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | > >Nikt kto jest smiertelny nie moze stworzyc czegos niesmiertelnego...> Aż się prosi wspomnieć o Szekspirze > Ok, wiem, że nie o to Ci chodziło. Ale SKĄD WIESZ że nie może?> A jak myslisz skad? To takie trudne? Czy gdybys mogl stworzyc cos niesmiertelnego nie byloby to przypadkiem twoje wlasne zycie bez konca? Myslisz ze ktos kto stworzyl cos niesmiertelnego i zyjacego jak swiat, stworzenia pozwolilby sobe na wlasna smierc? Kto o zdrowych zmyslach chce umrzec? Kto o zdrowych zmyslach stworzylby zycie niesmiertelne pozwalajac sobie samemu umrzec?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) |
>>Ale SKĄD WIESZ że nie może? >A jak myslisz skad? Ja myślę, że nic nie wiesz, tylko przyjąłeś sobie jakiś pogląd i wierzysz w jego słuszność. Z wiedzą to nie ma nic wspólnego. Nawet nie odpowiedziałeś na pytanie.
>Myslisz ze ktos kto stworzyl cos niesmiertelnego i zyjacego jak swiat, stworzenia pozwolilby sobe na wlasna smierc? >Kto o zdrowych zmyslach chce umrzec? >Kto o zdrowych zmyslach stworzylby zycie niesmiertelne pozwalajac sobie samemu umrzec?
Czemu nie? Było tak:
Mały, głupi, śmiertelny i niezrównoważony psychicznie Stworzyciel Wszechświatów, stworzył wszechświat.
Ponieważ był głupi trochę mu nie wyszło. Czego dowodem jest istnienie na świecie zła i wszelkiej niesprawiedliwości.
Ponieważ był śmiertelny i niezrównoważony, popełnił samobójstwo, zdołowany swym dziełem. Czego dowodem jest, że go dziś nie ma.
Że jest mały, to prawda objawiona. (mnie)
Co ty na to?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >>>Ale SKĄD WIESZ że nie może? >>A jak myslisz skad? >Ja myślę, że nic nie wiesz, tylko przyjąłeś sobie jakiś pogląd i wierzysz w jego słuszność. Z wiedzą to nie ma nic wspólnego. >Nawet nie odpowiedziałeś na pytanie. >>Myslisz ze ktos kto stworzyl cos niesmiertelnego i zyjacego jak swiat, stworzenia pozwolilby sobe na wlasna smierc? >>Kto o zdrowych zmyslach chce umrzec? >>Kto o zdrowych zmyslach stworzylby zycie niesmiertelne pozwalajac sobie samemu umrzec? >Czemu nie? Było tak: >Mały, głupi, śmiertelny i niezrównoważony psychicznie Stworzyciel Wszechświatów, stworzył wszechświat. >Ponieważ był głupi trochę mu nie wyszło. Czego dowodem jest istnienie na świecie zła i wszelkiej niesprawiedliwości. >Ponieważ był śmiertelny i niezrównoważony, popełnił samobójstwo, zdołowany swym dziełem. Czego dowodem jest, że go dziś nie ma. >Że jest mały, to prawda objawiona. (mnie) >Co ty na to?
Wiesz, naprawde nie wierze ze ty w to wierzysz. A jesli chcesz zyc bez sensu. To trudno. Twoj wybor. Kiedy bedziesz unmieral, nie bedziesz juz mogl powiedziec Jezusowi ze nikt ci nigdy o Nim nie powiedzial i ze nie miales szans uwierzyc. Teraz twoja odpowiedzialnosc bedzie wieksza. Milego bezsensownego zycia! I do zobaczenia po tamtej stronie zycia! Mikaila
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | Oczekiwałaś, że ktoś racjonalnie będzie Cię przekonywał, ze Boga nie ma, a ty radośnie będziesz się utwierdzać w przekonaniu, że się nie da.
No to spróbuj zmierzyć się z moją "religią" - udowodnij, że to Twój Bóg stworzył świat, a nie mój Stworzyciel Wszechświatów. Udowodnij bezsensowność tego poglądu, i bardzo pilnuj, czy Twoje argumenty nie są obosieczne...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | -2 na 2 | Parker (157 punktów) | >Oczekiwałaś, że ktoś racjonalnie będzie Cię przekonywał, ze Boga nie ma, a ty radośnie będziesz się utwierdzać w przekonaniu, że się nie da. >No to spróbuj zmierzyć się z moją "religią" - udowodnij, że to Twój Bóg stworzył świat, a nie mój Stworzyciel Wszechświatów. >Udowodnij bezsensowność tego poglądu, i bardzo pilnuj, czy Twoje argumenty nie są obosieczne...
Moj Bog wymaga wiary i moja religia jest o tyle trudna ze trzeba wierzyc. Pan Bog nie chce do nieba tych ktorzy ida na latwizne, tu trzeba meki, walki z pokusami, itp. itd. Pan Bog chce bohaterow nie leniuchow!
A jak sie tak przyjrzec wszystkiemu dokola nas to jak to powiedzial ks. Twardowski wiecej jest w przyrodzie dowodow na istnienie Boga niz na istnienie czlowieka. Bo jak np. udowodnilbys mi ze istniala twoja babcia? (no albo prababcia, bo babcia moze jeszcze zyje - daj jej Panie Boze!) A stworca zostawil dokola slady swego dziela stworzenia. Kazda roslinka kryje swoje mozliwosci, np lecznicze. Kazdy czlowiek nieodgadniona tajemnica. Kazde zjawisko i kosmos... Do tego jednak by dostrzec w pelni cala prawde o swiecie trzeba jednak odrobine pokory, a nie postawy typu: udowodnij mi, przekonaj mnie, ukaz sie, bo ja chce i juz i mnie krolowi trzeba wszystko na talerzu podac podgrzane bo ja nie mam zamiaru sie wysilic i na jakiekolwiek niebo zapracowac, a wierzyc nie bede bo to zbyt wymagajace.
Wyobraz sobie ze Kopernik przyjalby podobna do ciebie postawe. Ja wszystko olewam, niczego badal nie bede a wy mi udowodnijcie wszystko! Moze do dzis bysmy mysleli ze to slonce wokolo nas biega?
Ale tu trzeba bylo wysilku i odczytywania Bozych Praw ukrytych w naturze. A jego wysilek i cierpliwosc zostaly wynagrodzone. Tak jak zreszta setki innych ludzi na tej ziemi ktorzy pokornie przygladaja sie dzielu Bozemu i badaja swiat i wszechswiat nie ingerujac wen.
Tymczasem nic na tym swiecie nie ma za darmo i nawet na niebo trzeba zapracowac. Tak chce Bog, tak chcial Chrystus, zanim kogokolwiek uzdrowil pytal zawsze: Czy wierzysz ze moge ci to uczynic? I kosciol ani ja tego nie zmienie na czyjes zadanie (rzondanie). Tak wiec reasumujac, bez wiary nie ma religii, zadnej religii. A bez religii zostaje pustka i samotnosc. Bo przeciez drugi czlowiek cie nigdy nie zrozumie do konca, prawda? Zreszta ty nawet sam siebie nigdy nie wyrazisz do konca bo sami siebie nie znamy. Nie mamy pojecia kim naprawde jestesmy i nie wiemy ile jeszcze i jakich prob zyciowych przed nami. Choc ludzie maja doktoraty i noble, to ciagle popelniaja bledy i ciagle sie ucza. Calego czlowieka w pelni zna tylko Bog, co go stworzyl...
Bog Abrahama i Bog Izaaka, i Bog Jahwe czyli JA JESTEM - jest tworca dekalogu, w oparciu o ktory, nawet narody poganskie i dzis istniejace cywilizacje utworzyly swoje wlasne prawo. Tylko jeden Bog - zywy i prawdziwy - podal przykazania wedlug ktorych mozna zyc godnie, sprawiedliwie i bez naruszania wolnosci swojej i drugiego czlowieka. Czy twoj bog stworzyl cos co by bylo rownie niesmiertelne, niezastapione i niezawodne jak dekalog, Chrystusowe Przykazanie Milosci albo cos rownie genialnego? Czy istnieje inne prawo dajace mozliwosc wspolnego pokojowego pozycia ludzi w gromadach tak aby sie wzajemnie nie pozabijali i nie pozjadali zywcem? Czy twoj bog wybawil cie ze smierci i zaoferowal nowe niekonczace sie zycie po smierci? Czy twoj bog ukochal cie tak bardzo ze poslal wlasnego Syna na okrutna smierc krzyzowa tylko dlatego abys wiedzial jak cie kocha?
Czy twoj bog w ogole cie kocha?
Czy twoj bog stworzyl swiety kosciol grzesznikow, ktoregoby przez 2000 lat nic nie zdolalo pokonac ani nie ulegl samozniszczeniu chocby przez takie glupoty ludzkie jak: krucjaty czy inkwizycja? Albo czy stowrzyl w ogole cos istniejacego dluzej niz przecietne ludzkie zycie? A moze twoj bog umrze razem z toba i wiecej nikt nigdy o nim nie uslyszy po twojej smierci?
Czy twoj bog posiada jeszcze ineego wyznawce poza toba?
Czy twoj bog natchnal kogos do spisania jakiejkolwiek ksiegi objawienia siebie? czy on po prostu objawil sie w twojej mysli?
Czy twoj bog nie jest mzonka?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | jkl; (5859 punktów) | I tak fale logiki wymyły pozory samodzielnego myślenia i oczom ukazał się nagi beton...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Parker (157 punktów) | >I tak fale logiki wymyły pozory samodzielnego myślenia i oczom ukazał się nagi beton...
Ojej to juz az takie rzeczy widzisz. No to wspolczuje...
Szczerze mowiac myslalam ze chociaz na jedno pytanie bedziesz w stanie odpowiedziec, ale skoro jest juz z toba az tak zle, to trudno...
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) |
Wtrącę się bo nie mogę wytrzymać.
> Jeśli WSZECHŚWIAT W OGÓLE, a więc jako CAŁOŚĆ, to gdzie w tym brak początku, czy też końca?
A gdzie początek i koniec? Gdzie je widzisz?
> Jeśli nie o taki wszechświat ci chodziło, to o jaki? > Da się w ogóle bez takich założeń MYŚLEĆ???
Da się, ale niektórzy nie umieją.
> Chciałem ten argument zostawić na koniec, ale co mi tam. >
Ale jaki argument? Że jeśli wszechświat jest całością to musi mieć początek i koniec? Dlaczego tak ci się wydaje? Jak coś takiego można wywnioskować? Niezbadane są twoje procesy myślowe.
|
|
| | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >Wtrącę się bo nie mogę wytrzymać. >> Jeśli WSZECHŚWIAT W OGÓLE, a więc jako CAŁOŚĆ, to gdzie w tym brak początku, czy też końca? >A gdzie początek i koniec? Gdzie je widzisz? >> Jeśli nie o taki wszechświat ci chodziło, to o jaki? >> Da się w ogóle bez takich założeń MYŚLEĆ??? >Da się, ale niektórzy nie umieją. >> Chciałem ten argument zostawić na koniec, ale co mi tam. >> >Ale jaki argument? Że jeśli wszechświat jest całością to musi mieć początek i koniec? Dlaczego tak ci się wydaje? Jak coś takiego można wywnioskować? >Niezbadane są twoje procesy myślowe.
Odpowiem jeszcze na twoje pytanie, wielce szanowny gościu: nieważne GDZIE je widzę, ale że ZAKŁADAM, mówiąc o wszechświecie jako całości. CAŁOŚĆ to CAŁOŚĆ. Coś jest CAŁE do diaska, panie mój drogi, a to implikuje jakieś GRANICE, na litość boską. Żegnam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) |
>>Ale jaki argument? Że jeśli wszechświat jest całością to musi mieć początek i koniec? Dlaczego tak ci się wydaje? Jak coś takiego można wywnioskować? >>Niezbadane są twoje procesy myślowe. > Odpowiem jeszcze na twoje pytanie, wielce szanowny gościu: nie ważne GDZIE je widzę, ale że ZAKŁADAM, mówiąc o wszechświecie jako całości. CAŁOŚĆ to CAŁOŚĆ. Coś jest CAŁE do diaska, panie mój drogi, a to implikuje jakieś GRANICE, na litość boską. Żegnam.
Popełniasz błąd logiczny, bycie całością nie implikuje żadnych granic. Nie wiem skąd ci się to wzięło.
|
|
| | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | >>>Ale jaki argument? Że jeśli wszechświat jest całością to musi mieć początek i koniec? Dlaczego tak ci się wydaje? Jak coś takiego można wywnioskować? >>>Niezbadane są twoje procesy myślowe. >> Odpowiem jeszcze na twoje pytanie, wielce szanowny gościu: nie ważne GDZIE je widzę, ale że ZAKŁADAM, mówiąc o wszechświecie jako całości. CAŁOŚĆ to CAŁOŚĆ. Coś jest CAŁE do diaska, panie mój drogi, a to implikuje jakieś GRANICE, na litość boską. Żegnam. >Popełniasz błąd logiczny, bycie całością nie implikuje żadnych granic. Nie wiem skąd ci się to wzięło.
Podaj przykład takiej całości, tylko nie mów że wszechświat. Bo ja ci go karzę wtedy narysować.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >>>>Ale jaki argument? Że jeśli wszechświat jest całością to musi mieć początek i koniec? Dlaczego tak ci się wydaje? Jak coś takiego można wywnioskować? >>>>Niezbadane są twoje procesy myślowe. >>> Odpowiem jeszcze na twoje pytanie, wielce szanowny gościu: nie ważne GDZIE je widzę, ale że ZAKŁADAM, mówiąc o wszechświecie jako całości. CAŁOŚĆ to CAŁOŚĆ. Coś jest CAŁE do diaska, panie mój drogi, a to implikuje jakieś GRANICE, na litość boską. Żegnam. >>Popełniasz błąd logiczny, bycie całością nie implikuje żadnych granic. Nie wiem skąd ci się to wzięło. > Podaj przykład takiej całości, tylko nie mów że wszechświat. Bo ja ci go karzę wtedy narysować.
Proszę bardzo, zbiór liczb rzeczywistych jest całością.
nawet można go narysować: R
nie ma początku ani końca.
Poza tym czy mówimy o początku i końcu w przestrzeni czy w czasie?
Bo ja myślałem, że w czasie. Wtedy jak narysować coś co nie ma początku ani końca (czasowego) ??? Będzie wyglądało na rysunku tak samo jak coś co miało początek i będzie miało koniec.
Wszechświat też można narysować, co nie oznacza że ma początek w czasie i że będzie miał koniec kiedyś. Na dodatek zdolność do narysowania czegoś nie ma żadnego związku z tym czy coś ma granice, czasowe, czy przestrzenne.
Wciąż nie wiem dlaczego ci się wydaje, że jeśli coś jest całością, to musi mieć granice. Podaj jakiś dowód na to.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | atre (971 punktów) |
>> Podaj przykład takiej całości, tylko nie mów że wszechświat. Bo ja ci go karzę wtedy narysować. >Proszę bardzo, zbiór liczb rzeczywistych jest całością. >nawet można go narysować: R >nie ma początku ani końca. >Poza tym czy mówimy o początku i końcu w przestrzeni czy w czasie? >Bo ja myślałem, że w czasie. Wtedy jak narysować coś co nie ma początku ani końca (czasowego) ??? Będzie wyglądało na rysunku tak samo jak coś co miało początek i będzie miało koniec. >Wszechświat też można narysować, co nie oznacza że ma początek w czasie i że będzie miał koniec kiedyś. >Na dodatek zdolność do narysowania czegoś nie ma żadnego związku z tym czy coś ma granice, czasowe, czy przestrzenne. >Wciąż nie wiem dlaczego ci się wydaje, że jeśli coś jest całością, to musi mieć granice. Podaj jakiś dowód na to.
Myślałem, że stać cię na coś więcej. Widzę również, że twoja wiedza matematyczna zatrzymała się na poziomie szkoły średniej.
Po pierwsze: nie mówimy o początku i końcu ani w czasie, ani w przestrzeni, a jeśli już to w CZASOPRZESTRZENI. Przyjąwszy za współrzędną jedynie czas, rzeczywiście nie byłbyś w stanie nic narysować. Nic przecież nie może funkcjonować jedynie w czasie, a w przestrzeni już nie, czy też na odwrót. Rozumując jednak w ten sposób, tak jak to czyniono już dwa i pół tysiąca lat temu, gdybyś trochę pomyślał stworzyłbyś np. taki paradoks(patrz Zenon): według bowiem tej zasady Achilles nigdy nie przegoni żółwia, za każdym razem bowiem będzie się do niego zbliżał o jakiś odcinek drogi, np.1/3, następnie 1/6, potem 1/12 itd. Będzie wprawdzie coraz bliżej, ale nigdy nie przegoni żółwia. Jak to? Będzie tak jeśli drogę, którą ma przebyć, a która go dzieli od żółwia, podzielisz na nieskończenie wiele odcinków w czasie, nie przypisując im jednak żadnej własności w przestrzeni, w której jednak nie może już być nieskończenie wiele odcinków pomiędzy Achillesem a żółwiem. Traktując liczby tylko jako znaczki na papierze, a nie jakieś rzeczywiste, istniejące w czasoprzestrzeni obiekty, łatwo o taką pomyłkę.
Jeśli nie zadowala cię moje wytłumaczenie,oddam na chwilę głos K.Ajdukiewiczowi: Aby ciało przebyło drogę o długości a, musi pokonać nieskończenie wiele odcinków, na które można tę drogę podzielić (np. ... (a/2n+1, a/2n, ..., a/4, a/2). Każdy z tych odcinków ma różną od zera długość, a więc na jego przebycie potrzebny jest różny od zera czas. Czas potrzebny do przebycia całej drogi jest sumą takich różnych od zera interwałów, czyli jest nieskończony. Stąd, chociaż ciało porusza się, w skończonym czasie nie pokona żadnej odległości. Z paradoksem można sobie poradzić na dwa sposoby. (i) Za Arystotelesem można wykazać, że rozumowanie jest niekonsekwentne. Z jednej strony zakłada się, że skończona droga składa się z nieskończenie wielu odcinków, z drugiej zaś nie dopuszcza się, aby analogiczna suma nieskończenie wielu interwałów czasu mogła dawać czas skończony. (ii) Wbrew potocznym intuicjom z nieskończenie wielu interwałów czasu można otrzymać skończoną sumę (∑ t/2i = t).
Po drugie: napisałeś - Wszechświat też można narysować, co nie oznacza że ma początek w czasie i że będzie miał koniec kiedyś. - A skąd to wytrzasnąłeś? Masz taki plakat z Fokusa?
Dowód na całość, która implikuje granice najlepiej wyrażony znajdziesz w mojej poprzedniej wypowiedzi, będącej odpowiedzią dla Stephana. Czytaj całość i skup się, bo ja też nie lubię się powtarzać. Jak coś ci się w nim nie podoba, albo uważasz, iż jest wprost przeciwnie, to poproszę o wprost przeciwną argumentację.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Stephan (266 punktów) | > Nic przecież nie może funkcjonować jedynie w czasie, a w przestrzeni już nieMoże - ludzka świadomość. > Traktując liczby tylko jako znaczki na papierze, a nie jakieś rzeczywiste, istniejące w czasoprzestrzeni obiekty, łatwo o taką pomyłkę.Liczby to istniejące w czasoprzestrzeni obiekty? Że co???? A mogę kopnąć liczbę 13? Bo ostatnio mi pecha przynosi  Albo przyjdź i weź Ją sobie, o! Co do argumentu z żółwiem i Achillesem - był on wymyślony przez Zenona, by ukazać paradoksy tkwiące w założeniu starożytnej szkoły eleackiej, że byt jest jeden i niepodzielny. To pewien paradoks logiczny, wynikający z założenia metafizycznego. Tymczasem obecnie teoria kwantowa zakłada, że czasoprzestrzeń wcale nie jest niekończenie podzielna - ot, jest "ziarnista", z grubsza mówiąc. I cały paradoks "leży". Podobnie, jak Twoje rozumowanie
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | Wypowiadasz się strasznie autorytatywnie, jesteś profesorem matematyki?
Mam wrażenie, że usiłujesz zagadać dyskusję bo nie podałeś wciąż dlaczego uważasz że coś co jest całością musi mieć granice.
Dodatkowo piszesz że nie mówimy o czasie i przestrzeni ale o czasoprzestrzeni a zaraz potem podajesz przykład czegoś co jest podzielne na nieskończenie wiele odcinków czasu ale skończenie wiele odcinków w przestrzeni.
O co ci w ogóle chodzi w końcu?
Wszechświat może być nieskończony w czasie i przestrzeni i być zarazem całością, nie ma tutaj żadnej sprzeczności. Nie udało ci się wykazać że jest jakaś sprzeczność między byciem całością a byciem nieskończonym.
Jeżeli uważasz, że Bóg może być nieskończony to czy to znaczy że Bóg nie może być całością? Skoro Bóg jest całością to nie może być nieskończony? Jeśli Bóg jest skończony to co jest poza Bogiem?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | jkl; (5859 punktów) | > Jeżeli uważasz, że Bóg może być nieskończony to czy to znaczy że Bóg nie może być całością? Skoro Bóg jest całością to nie może być nieskończony?> Jeśli Bóg jest skończony to co jest poza Bogiem?Bóg jest nieskończenie plastyczny...
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) |
>Proszę bardzo, zbiór liczb rzeczywistych jest całością. >nawet można go narysować: R >nie ma początku ani końca. >Poza tym czy mówimy o początku i końcu w przestrzeni czy w czasie? >Bo ja myślałem, że w czasie. Wtedy jak narysować coś co nie ma początku ani końca (czasowego) ??? Będzie wyglądało na rysunku tak samo jak coś co miało początek i będzie miało koniec. >Wszechświat też można narysować, co nie oznacza że ma początek w czasie i że będzie miał koniec kiedyś. >Na dodatek zdolność do narysowania czegoś nie ma żadnego związku z tym czy coś ma granice, czasowe, czy przestrzenne. >Wciąż nie wiem dlaczego ci się wydaje, że jeśli coś jest całością, to musi mieć granice. Podaj jakiś dowód na to. Już twórcy podstaw chemii w XVIII w. sformułowali zasadę zachowania masy. W XX w. Einstein uzupełnił ją do zasady zachowania masy i energii. Jeśli masa-energia nie może ginąć, ani rodzić się, a tylko zmieniać formy, Wszechświat musi być wieczny. Do niedawna uważano, że początkiem czasu był Wielki Wybuch, na pytanie, co było przedtem, odpowiadano dość pokrętnie i wymijająco, najczęściej, że nie było żadnego przedtem. Niedawno, (obliczenia zakończono w r. 2006) astrofizycy z Pensylwanii, wśród nich Tomasz Pawłowski wystąpili ze śmiałą hipotezą, że czas i przestrzeń mają budowę ziarnistą ('atomową'). Pociągnęło to rewolucję w matematyce -- rachunek różniczkowy trzeba było zastąpić rachunkiem różnicowym. W tym języku matematycznym sformułowano pętlową teorię grawitacji kwantowej, z której najciekawszy wniosek to ten, że nie było żadnego Wielkiego Wybuchu, lecz pewna osobliwość, którą nazwano Wielkim Odbiciem, przyczem nie było ono początkiem czasu, lecz epizodem w nieskończonych dziejach Wszechświata.
|
|
| |  | 1 na 1 | marzenka (546 punktów) | Tylko potwierdziłeś, że nie ma po co wierzyć w stwórcę wszechświata - czyli formę jakiegoś boga.
Bo jeśli jest on okrutnym, sadystycznym psychopatą, to dla mnie jest wystarczającym powodem żeby być ateistą. To że nie jest wspaniały, wszechmocny, miłosiernym i nieskończenie dobry - to chyba oczywiste.
|
|
1 na 1 | rudyment (3233 punktów) | > Witam, mam może dziwne pytanie i tak naprawdę nie wiem gdzie zapytać, Więc postanowiłem tu bo ta> strona (forum) jest mi najbliższa.> Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw> "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w> nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??> pomocy  > Pozdrawiam djdredWszystko normalnie - jesteś po prostu bezwyznaniowcem. W Europie takich wierzących niereligijnych jest kilkanaście procent, więc nie jesteś osamotniony.
Vivere, ergo philosophari
|
|
| piątek (1035 punktów) | A ja stwierdzam dwie rzeczy, jesteś normalny bo wierzysz w to "coś", osobiście nie lubię terminologii bóg,i nie potrzebujesz do tego żadnych powielanych na setki sposobów historyjek, ale powątpiewam w ową normalność gdy widzę takie coś " hmmmmmm....... ." 2 razy napisane m wystarczy i 3 kropki najzupełniej też.
Ale czy normalnie, znaczy dobrze?
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
|
|
1 na 1 | JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów) | >Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >"boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ?? Czyli masz swoją własną religię. OK! Każdemu wolno. Każdy ma rację, dlaczego nie Ty? Pozdrawiam. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
4 na 4 | Duda (25557 punktów) | >Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >"boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w >nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Chyba każdy z nas , ochrzczony, indoktrynowany religijnie w dzieciństwie przechodził przez taki etap. Kiedy religia w wykonaniu kościoła budziła sprzeciw a nawet obrzydzenie, a nie można jeszcze było uwierzyć , że żaden bóg nie istnieje. Ja zaczęłam od przeczytania biblii , a potem były inne książki aż doszłam do pewności, że boga nie ma. Ten okres zawieszenia trwa dłużej lub krócej w zależności od tego czy delikwent "lubi wiedzieć". Jeżeli lubi wiedzieć to szybko uświadomi sobie , że to co wmawia mu religia to są kompilacje ludowych wierzeń z biblią przeinaczaną w zależności od koniunktury. Czasem człowiek odczuwa tez potrzebę świadomości, że istnieje jakaś; moc, opatrzność, bóg, który jest w stanie człowiekowi pomóc i mu na nim zależy.Czułby się na tym świecie wtedy pewniej. Tyle, że w pewnym momencie dochodzi się do wniosku, że niczego takiego nie ma. Że człowiek sam jest kowalem swojego losu, sam za wszystko odpowiada i sukcesy i porażki sam sobie zawdzięcza. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >Chyba każdy z nas , ochrzczony, indoktrynowany religijnie w dzieciństwie przechodził przez taki etap. Kiedy religia w wykonaniu kościoła budziła sprzeciw a nawet obrzydzenie
Zauważyłem, że te osoby, które wcześniej zdają sobie z tego sprawę, tzn. im są młodsze, tym łatwiej im jest tę religię odrzucić. Nie wiem czy to jest regułą, ponieważ znam niewiele osób, które tak postąpiły.
>Ja zaczęłam od przeczytania biblii
U mnie akurat ta książka spowodowała całkowity rozbrat. Przeczytałem ją w szkole podstawowej i jako młody człowiek nie byłem wówczas w stanie zrozumieć jak dorośli ludzie mogą, aż coś tak absurdalnego choć przez chwilę traktować poważnie.
>Czasem człowiek odczuwa tez potrzebę świadomości, że istnieje jakaś; moc, opatrzność, bóg, który jest w stanie człowiekowi pomóc i mu na nim zależy.Czułby się na tym świecie wtedy pewniej. Tyle, że w pewnym momencie dochodzi się do wniosku, że niczego takiego nie ma.
Lepiej liczyć na pomoc innego człowieka.
|
|
|  | | LEGION. (3161 punktów) | Cytat:Przeczytałem ją w szkole podstawowej i jako młody człowiek nie byłem wówczas w stanie zrozumieć jak dorośli ludzie mogą, aż coś tak absurdalnego choć przez chwilę traktować poważnie.
Bo większość tego nie przeczytała? A z tych co przeczytali to i ta najwyżej połowa coś zrozumiała?
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| |  | 14 na 14 | Władek Lichacz (2050 punktów) | >Bo większość tego nie przeczytała?
Dopiero później to zrozumiałem, nawet przez pewien czas byłem tym zdziwiony - wierzyć, a nie wiedzieć w co.
Słyszałem kiedyś takie powiedzenie: - ten kto przeczytał biblię i wierzy w to, co tam jest napisane, zostaje chrześcijaninem, - ten kto przeczytał biblię i zrozumiał to, co tam jest napisane, zostaje ateistą.
Od siebie dodam - a ten kto nie przeczytał biblii, a mimo to wierzy w to co tam jest napisane, to polski katolik.
|
|
| |  | 2 na 2 | ingenue (123 punktów) | >Bo większość tego nie przeczytała? A z tych co przeczytali to i ta najwyżej połowa coś zrozumiała?
najciekawsza jest reakcja ludzi na stwierdzenie 'czytam biblie' - zaskoczenie - 'Ale po co ? ! ' tak jakby czytanie księgi, która jest podstawą 'naszej' wiary było czymś dziwnym.
|
|
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Że człowiek sam jest kowalem swojego losu, sam za wszystko odpowiada i sukcesy i porażki sam sobie zawdzięcza. >Pozdrawiam Niejedno złudzenie ma człowiek. Są tacy którzy wierzą w Boga, czy innych bogów, że mogą się do nich modlić, lub składać im ofiary i przez to zmieniać swój byt na bardziej znośny. Są też tacy, którym się wydaje, że są kowalami swego losu, że sukcesy i porażki zależą od nich samych. A mnie się, Duduniu, wydaje, że moje sukcesy i porażki bardziej niż ode mnie samego zależą od mechanizmów społecznych. Od ekonomii, polityki, a także od kultury (memetyki) społeczeństwa, w którym żyję. Właściwie to te mechanizmy można by nazwać bogiem prawdziwym.
|
|
|  | 1 na 1 | Duda (25557 punktów) | >Właściwie to te mechanizmy można by nazwać bogiem prawdziwym. Masz rację! Nawet jak nam się zdaje, że mamy wybór to jest on ograniczony warunkami zewnętrznymi. Ale w ramach tych ograniczeń możemy działać i możemy nic nie robić.
|
|
| Henryk_P (1402 punktów) | Też przez to przechodziłem. Człowiekowi trudno sobie wyobrazić nieskończoność wszechświata i cel istnienia. Jednak powstanie inteligentnej istoty, jaką jesteśmy - jest być może nieprzypadkowe. Czy zostaliśmy stworzeni przez wyższą cywilizację jako pewien eksperyment? Czy też nasze istnienie ma cel w uratowaniu wszechświata od zagłady za miliardy lat? Wydaje mi się, że najważniejszym pytaniem jest: dlaczego i do jakiego celu zostaliśmy stworzeni? Czy tym Stworzycielem są wpisane w istnienie wszechświata prawa fizyki i powstaliśmy niejako przypadkowo? Czy też istnieje poza wszechświatem jakaś nad istota lub wysoko postawiona cywilizacja, która jest zdolna tworzyć wszechświaty do sobie tylko wiadomego celu? Bylibyśmy być może tylko powstałą przypadkowo "bakterią" lub "wirusem" w tkance wszechświata. Niestety, na tę odpowiedź poczekamy jeszcze zapewne długo. Więc w ostatecznym podsumowaniu o wiarę w Boga, uważam, że można wierzyć. Ale na pewno nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek religią i bogami przedstawianymi przez nią.
|
|
 | | jad11 (18783 punktów) |
>Człowiekowi trudno sobie wyobrazić nieskończoność wszechświata i cel istnienia.
Może trudno zaakceptować myśl ,że wszechświat nie ma granic ale jeszcze trudniej, że ma je gdzieś jednak.
|
|
1 na 1 | lotrek (14275 punktów) | > wierzący w tzw> "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religiiJesteś deistą a definicje znajdziesz w necie: pl.wikipedia.org/wiki/Deizm
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
 | | LEGION. (3161 punktów) | Niekoniecznie - nie pisał nic o nieingerencji boga w świat materialny... Może jest deistą, a może nie.
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| Parker (157 punktów) | > Witam, mam może dziwne pytanie i tak naprawdę nie wiem gdzie zapytać, Więc postanowiłem tu bo ta> strona (forum) jest mi najbliższa.> Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw> "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w> nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??> pomocy  > Pozdrawiam djdredHeja, A jaki jest Bog o ktorym czujesz ze istnieje? Moglbys Go po krotce scharakteryzowac. Przynajmniej okreslic jaki jest a jaki na pewno nie jest?
|
|
2 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >"boga"
A jak doszedłeś? Po prostej, czy po krzywej? Bez drogi dojścia trudno cokowleik powiedzieć. A ciasno w tym punkcie? Da się jeszcze myśleć?
|
|
 | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >A jak doszedłeś? Po prostej, czy po krzywej? Bez drogi dojścia trudno cokowleik powiedzieć. A ciasno w tym punkcie? Da się jeszcze myśleć? Jeśli to ma być odpowiedź na pytanie, to - uważam - nie jest ona mądra. Jeśli zaś ma to być okaz dowcipu, to sprawa przedstawia się znacznie gorzej.
Stach M. G.
|
|
3 na 3 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Witam, mam może dziwne pytanie i tak naprawdę nie wiem gdzie zapytać, Więc postanowiłem tu bo ta> strona (forum) jest mi najbliższa.> Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw> "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w> nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??> pomocy  > Pozdrawiam djdredZastanawiam się do czego ci jest potrzebne potwierdzenie własnej normalności. Może jesteś w wieku, kiedy jest to ważne dla człowieka. Ja zawsze chciałem być inny niż wszyscy, to też pewnie normalne  Na pewno jesteś normalny. Jeśli zmienisz poglądy jeszcze 20 razy to też będziesz normalny. Pozdrawiam Adam
|
|
5 na 5 | marzenka (546 punktów) | Bóg to słowo które wypełnia luki w niewiedzy. Tak jak w piramidzie potrzeb Maslowa: ludzie pierwotni modlili się o słońce i deszcz, aby mieć co jeść. Dziś nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone - ciepło, sucho, najedzeni jesteśmy, więc sprowadzamy boga do kwestii egzystencjalnej.
Każdy kto był wychowany w religii i zaczyna myśleć samodzielnie - a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, przeżywa taki kryzys. Niektórzy zatrzymają się na tym etapie co Ty, bo potrzebują mieć to przekonanie że jest coś po śmierci, innym łatwiej jest się pogodzić z faktem, że wszystko przemija. Ja osobiście śmierci się nie boję, wiem o tym że kiedyś mnie nie będzie, jedyne co sprawia mi trudność to utrata bliskich ludzi i zwierząt.
|
|
 | 2 na 2 | atre (971 punktów) | >Bóg to słowo które wypełnia luki w niewiedzy. Tak jak w piramidzie potrzeb Maslowa: ludzie pierwotni modlili się o słońce i deszcz, aby mieć co jeść. Dziś nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone - ciepło, sucho, najedzeni jesteśmy, więc sprowadzamy boga do kwestii egzystencjalnej. >Każdy kto był wychowany w religii i zaczyna myśleć samodzielnie - a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, przeżywa taki kryzys. Niektórzy zatrzymają się na tym etapie co Ty, bo potrzebują mieć to przekonanie że jest coś po śmierci, innym łatwiej jest się pogodzić z faktem, że wszystko przemija. Ja osobiście śmierci się nie boję, wiem o tym że kiedyś mnie nie będzie, jedyne co sprawia mi trudność to utrata bliskich ludzi i zwierząt. >
Czyjej niewiedzy?
Bo nie mojej. Ja swojej niewiedzy nie wypełniam Bogiem, Stwórcą ani cudami. Ja swoją niewiedzę wypełniam WIEDZĄ i UCZCIWYM ROZUMOWANIEM. A jeśli napotykam na jakiś problem, to staram się go rozwiązać, a nie OMIJAĆ. Nie każdy ma tę cierpliwość. Ludzie jednak zazwyczaj są skazani na poglądy, do których sami nie doszli. Jeśli więc wydaje nam się iż mamy jakiś pogląd na jakiś temat, to lepiej sprawdźmy co na ten temat sądzą inni, czy nie mają jakichś równie racjonalnych pobudek do tego aby mieć wprost przeciwne zdanie, a potem dopiero powoływać się na RACJONALIZM, itd.
Jaki kryzys? Jacy wszyscy? Ja takiego kryzysu nie przeżyłem.
Co do życia po śmierci... Tego też jeszcze nie przeżyłem.
|
|
|  | 1 na 1 | marzenka (546 punktów) | Przeczytałeś moją wypowiedź dokładnie? Czy tylko po łebkach?
>>Bóg to słowo które wypełnia luki w niewiedzy
>Czyjej niewiedzy?
>Bo nie mojej.
Nie traktuj mojej wypowiedzi personalnie, bo mówiłam o ludziach wierzących. Przecież napisałam: >>innym łatwiej jest się pogodzić z faktem, że wszystko przemija.
Nie czepiaj się o szczegóły, tylko przeczytaj całą wypowiedź.
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | >Przeczytałeś moją wypowiedź dokładnie? Czy tylko po łebkach? >>>Bóg to słowo które wypełnia luki w niewiedzy >>Czyjej niewiedzy? >>Bo nie mojej. >Nie traktuj mojej wypowiedzi personalnie, bo mówiłam o ludziach wierzących. >Przecież napisałam: >>>innym łatwiej jest się pogodzić z faktem, że wszystko przemija. >Nie czepiaj się o szczegóły, tylko przeczytaj całą wypowiedź. >
Nie, moja droga, to ty napisałaś "każdy", a więc i ja. Jakże więc miałbym nie potraktować twojej wypowiedzi personalnie?
|
|
| | |  | | marzenka (546 punktów) | No właśnie rozbijasz mój drogi, rozbijasz moją wypowiedź na czynniki pierwsze. Napisałam:
>Każdy kto był wychowany w religii i zaczyna myśleć samodzielnie - a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, przeżywa taki kryzys.
Ty nie przeszedłeś tego etapu, więc Ciebie się to nie tyczy.
|
|
| | | |  | | atre (971 punktów) | >No właśnie rozbijasz mój drogi, rozbijasz moją wypowiedź na czynniki pierwsze. Napisałam: >>Każdy kto był wychowany w religii i zaczyna myśleć samodzielnie - a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, przeżywa taki kryzys. >Ty nie przeszedłeś tego etapu, więc Ciebie się to nie tyczy.
Z twoją logiką też coś jest nie tak? Napisałaś: (A)Każdy, (B)kto był wychowany w religii (C)i zaczyna myśleć samodzielnie(...) Po pierwsze: znasz kogoś, kto nie był wychowany w jakiejkolwiek religii?
(...) (D)a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, (E)przeżywa taki kryzys. Po drugie: dodanie (B) było już zbyteczne, równie dobrze mogłaś napisać - każdy,kto był człowiekiem, wyszłoby na to samo Po trzecie: dodanie (D) było tak samo zwięzłe jak poprzednie, no chyba że chciałaś zaznaczyć koniecznie iż - od niemowlęctwa, a nie np. od dnia poczęcia Po czwarte: (A), a więc i ja i każdy który to będzie czytał Po piąte: (C) - ja również uważam, iż zacząłem myśleć samodzielnie, a jednak nie doprowadziło mnie to do (E), a więc wyszło na to iż nie mogłem zacząć myśleć samodzielnie, ponieważ ty z góry założyłaś iż KAŻDY, KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TAKI KRYZYS. A może na różowo ci to napisać?
Kurde, gdzie ja jestem? Hallo, są tu jeszcze jacyś RACJONALIŚCI?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | marzenka (546 punktów) | > Po pierwsze: znasz kogoś, kto nie był wychowany w jakiejkolwiek religii? Oczywiście, znam osoby których rodzice, a nawet dziadkowie byli ateistami, więc nie byli wychowani wierze w boga.
> (...) (D)a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, Nie mów że wierzysz, we wszystko co ci opowiadano jako dziecku. W Mikołaja też? Nie miałeś kryzysu kiedy się dowiedziałeś, że Mikołaj to bujda. Ja miałam to i z Mikołajem i z Jezusem, tylko z tym drugim dłużej mi bajki wciskali.
> Po drugie: dodanie (B) było już zbyteczne, równie dobrze mogłaś napisać - każdy,kto był człowiekiem, wyszłoby na to samo Nie bo niektórzy zatrzymali się na tym etapie co Ty, w Mikołaja nie wierzą, ale że Jezusa urodziła dziewica - tak. Co jest bardziej prawdopodobne: że był sobie gość imieniem Mikołaj był bardzo dobry i dawał dzieciom prezenty, czy że był sobie gość imieniem Jezus który został niepokalanie poczęty? > Po trzecie: dodanie (D) było tak samo zwięzłe jak poprzednie, no chyba że chciałaś zaznaczyć koniecznie iż - od niemowlęctwa, a nie np. od dnia poczęcia Dla mnie płód to nie dziecko.
> Po czwarte: (A), a więc i ja i każdy który to będzie czytał Nie każdy, są osoby którym od dziecka wmawiano że boga nie ma i one nie przechodzą takiego kryzysu, no chyba że mają ten gen wiary i nagle się nawracają.
> Po piąte: (C) - ja również uważam, iż zacząłem myśleć samodzielnie, a jednak nie doprowadziło mnie to do (E), a więc wyszło na to iż nie mogłem zacząć myśleć samodzielnie, ponieważ ty z góry założyłaś iż KAŻDY, KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TAKI KRYZYS. Twoje samodzielne myślenie doprowadziło do zupełnie innych wniosków, więc nie masz kryzysu. No a jak było u Ciebie z tym Mikołajem?
> A może na różowo ci to napisać? A ja to zdanie odbieram jako seksizm! Facetowi byś napisał na czerwono, a że głupia baba to na różowo trzeba - ale to tylko mój odbiór.
> Kurde, gdzie ja jestem? Hallo, są tu jeszcze jacyś RACJONALIŚCI? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty uważasz, że racjonalistami są ludzie którzy wierzą w boga - bo dla Ciebie to oczywiste, dla mnie nie. Wiesz ja naprawdę rozumiem ludzi którzy wierzą w boga, jedni tego potrzebują inni nie.
|
|
| | | | | |  | | atre (971 punktów) | >> Po pierwsze: znasz kogoś, kto nie był wychowany w jakiejkolwiek religii? >Oczywiście, znam osoby których rodzice, a nawet dziadkowie byli ateistami, więc nie byli wychowani wierze w boga. >> (...) (D)a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa, >Nie mów że wierzysz, we wszystko co ci opowiadano jako dziecku. W Mikołaja też? Nie miałeś kryzysu kiedy się dowiedziałeś, że Mikołaj to bujda. Ja miałam to i z Mikołajem i z Jezusem, tylko z tym drugim dłużej mi bajki wciskali. >> Po drugie: dodanie (B) było już zbyteczne, równie dobrze mogłaś napisać - każdy,kto był człowiekiem, wyszłoby na to samo >Nie bo niektórzy zatrzymali się na tym etapie co Ty, w Mikołaja nie wierzą, ale że Jezusa urodziła dziewica - tak. >Co jest bardziej prawdopodobne: że był sobie gość imieniem Mikołaj był bardzo dobry i dawał dzieciom prezenty, czy że był sobie gość imieniem Jezus który został niepokalanie poczęty? >> Po trzecie: dodanie (D) było tak samo zwięzłe jak poprzednie, no chyba że chciałaś zaznaczyć koniecznie iż - od niemowlęctwa, a nie np. od dnia poczęcia >Dla mnie płód to nie dziecko. >> Po czwarte: (A), a więc i ja i każdy który to będzie czytał >Nie każdy, są osoby którym od dziecka wmawiano że boga nie ma i one nie przechodzą takiego kryzysu, no chyba że mają ten gen wiary i nagle się nawracają. >> Po piąte: (C) - ja również uważam, iż zacząłem myśleć samodzielnie, a jednak nie doprowadziło mnie to do (E), a więc wyszło na to iż nie mogłem zacząć myśleć samodzielnie, ponieważ ty z góry założyłaś iż KAŻDY, KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TAKI KRYZYS. >Twoje samodzielne myślenie doprowadziło do zupełnie innych wniosków, więc nie masz kryzysu. No a jak było u Ciebie z tym Mikołajem? >> A może na różowo ci to napisać? >A ja to zdanie odbieram jako seksizm! Facetowi byś napisał na czerwono, a że głupia baba to na różowo trzeba - ale to tylko mój odbiór. >> Kurde, gdzie ja jestem? Hallo, są tu jeszcze jacyś RACJONALIŚCI? >Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty uważasz, że racjonalistami są ludzie którzy wierzą w boga - bo dla Ciebie to oczywiste, dla mnie nie. >Wiesz ja naprawdę rozumiem ludzi którzy wierzą w boga, jedni tego potrzebują inni nie. >
Po pierwsze: ale wystarczy że o Nim słyszeli.
Po drugie: skąd niby wniosek że ja wierzyłem w Mikołaja. Bo jeśli nawet, to nie pamiętam.
Po trzecie:>Nie bo niektórzy zatrzymali się na tym etapie co Ty, w Mikołaja nie wierzą, ale że Jezusa urodziła dziewica - tak. Nadal nie widzę żadnego związku logicznego: co ma wspólnego zdanie - każdy, który był wychowany w religii - ze stwierdzeniem iż - niektórzy (według ciebie) zatrzymali się na etapie wiary w Jezusa, którego urodziła dziewica? A więc, załóżmy iż już nie ma ludzi którzy zatrzymali się na tym etapie, i czy to znaczyłoby iż nie ma już ludzi wychowanych w religii? Jesteś gorszym przypadkiem widzę niż szperacz, któremu też musiałem tłumaczyć zasady logicznego myślenia.
Po czwarte: co jest bardziej prawdopodobne, nie wiem. Idea św. Mikołaja również jednak nie wzięła się z powietrza - był sobie taki biskup, który rozdawał prezenty o imieniu Mikołaj, nie pamiętam już gdzie żył i kiedy, ale tego jestem pewien. Co do Jezusa: Mahomet istniał, dlaczego Jezus miałby nie? Obaj jednak się "trochę" różnili.
Po piąte: nie zabijaj.
Po szóste: jaki gen wiary? Zresztą, jak można komuś wmówić że Bóg istnieje, czy też nie?
Po siódme: to nieważne do jakich wniosków doprowadziło mnie moje samodzielne myślenie. WAŻNE JEST TO ŻE TO TY ZAŁOŻYŁAŚ IŻ KAŻDY KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TEN KRYZYS. Na czerwono mam ci to napisać? I nie rób ze mnie szowinisty.
Po ósme: skąd wniosek iż uważam za objaw racjonalizmu wiarę w Boga? Wiara = racjonalizm? Przeczytaj uważnie pozostałe moje wypowiedzi, nie jest ich zbyt wiele na tym forum.
|
|
| | | | | | |  | | marzenka (546 punktów) | >Po pierwsze: ale wystarczy że o Nim słyszeli. Słyszeć to nie wierzyć.
>Po drugie: skąd niby wniosek że ja wierzyłem w Mikołaja. Bo jeśli nawet, to nie pamiętam. Dla mnie jesteś pierwszą osobą która mówi że nie wierzyła w Mikołaja.
>Po siódme: to nieważne do jakich wniosków doprowadziło mnie moje samodzielne myślenie. Ważne - doprowadziło Cię do wiary, czyli nie miałeś kryzysu.
>WAŻNE JEST TO ŻE TO TY ZAŁOŻYŁAŚ IŻ KAŻDY KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TEN KRYZYS. Każdy kto zaczyna sobie zdawać sprawę że to bajki. Ty nigdy nie miałeś kryzysu wiary. Kręcimy się w kółko.
>Na czerwono mam ci to napisać? I nie rób ze mnie szowinisty. Widzisz - wszystko kwestia interpretacji, ja odebrałam różowy jako kolor blondynek a co za tym idzie stereotyp głupoty. Ty moją wypowiedź odebrałeś jako KAŻDY i wokół tego oscylujesz. A ja miałam na myśli że każdy kto ma wachania co do istnienia boga przechodzi kryzys.
Mam nadzieję że tym razem wyjaśniłam się jaśniej.
Pozdrawiam Marzena
|
|
| | | | | | | |  | | atre (971 punktów) | > >Po pierwsze: ale wystarczy że o Nim słyszeli.> Słyszeć to nie wierzyć.> >Po drugie: skąd niby wniosek że ja wierzyłem w Mikołaja. Bo jeśli nawet, to nie pamiętam.> Dla mnie jesteś pierwszą osobą która mówi że nie wierzyła w Mikołaja.> >Po siódme: to nieważne do jakich wniosków doprowadziło mnie moje samodzielne myślenie.> Ważne - doprowadziło Cię do wiary, czyli nie miałeś kryzysu.> >WAŻNE JEST TO ŻE TO TY ZAŁOŻYŁAŚ IŻ KAŻDY KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE, PRZEŻYWA TEN KRYZYS.> Każdy kto zaczyna sobie zdawać sprawę że to bajki. Ty nigdy nie miałeś kryzysu wiary.> Kręcimy się w kółko.> >Na czerwono mam ci to napisać? I nie rób ze mnie szowinisty.> Widzisz - wszystko kwestia interpretacji, ja odebrałam różowy jako kolor blondynek a co za tym idzie stereotyp głupoty. Ty moją wypowiedź odebrałeś jako KAŻDY i wokół tego oscylujesz. A ja miałam na myśli że każdy kto ma wachania co do istnienia boga przechodzi kryzys.> Mam nadzieję że tym razem wyjaśniłam się jaśniej.> Pozdrawiam> Marzena Słyszeć to nie to samo co wierzyć. Oczywiście, masz rację. To jednak nie zmienia postaci rzeczy. Powiedziałem, że nie pamiętam, iżbym tak na sto procent wierzył że to nie mama, ani tata przynoszą prezenty pod choinkę, tylko św. Mikołaj. Ale i tak lubię św. Mikołaja.  Mówiąc iż nie miałem takiego kryzysu, cały czas próbuję ci powiedzieć iż po prostu nigdy w jakimś absolutnym sensie nie odrzucałem ZAŁOŻENIA iż Bóg istnieje, a więc nie musiałem do tego przeświadczenia dopiero, w ramach jakiegoś kryzysu, dochodzić. Po prostu takie odrzucenie uważam za co najmniej niepoprawne, czy też po prostu nierozsądne. Zwyczajnie nie ma takich przesłanek rozumowych. Nie pojmuję dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości iż KAŻDY to zdanie przyjąłby w ten sposób. A skoro KAŻDY KTO ZACZYNA MYŚLEĆ SAMODZIELNIE PRZEŻYWA TEN KRYZYS to znaczy iż ktoś kto go nie przeżył nie mógł jeszcze zacząć myśleć samodzielnie.Gdybyś powiedziała: prawie każdy, albo przynajmniej - myślę, że każdy, to byłoby inaczej. Ale przecież wiadomo o co ci chodziło. Ciekaw jestem czy w innych moich wypowiedziach też nie dostrzegasz poprawności, jak inni, którzy już się na ten temat wypowiedzieli? Pozdrawiam ATREyou
|
|
| | | | | | | | |  | | marzenka (546 punktów) | >Mówiąc iż nie miałem takiego kryzysu, cały czas próbuję ci powiedzieć iż po prostu nigdy w jakimś absolutnym sensie nie odrzucałem ZAŁOŻENIA iż Bóg istnieje,
Ciebie nie dotyczy druga część mojej wypowiedzi. Bo mówiąc: "zaczyna myśleć samodzielnie - a nie tkwi przez całe życie w tym co mu wmawiano od niemowlęctwa" miałam na myśli, każdy kto zaczyna wątpić w boga, stwórcę tego świata, przechodzi taki kryzys - myślę że z tym się zgodzisz? Więc uproszczę: Ty nigdy nie zwątpiłeś w boga, więc nie mogłeś przejść kryzysu z tego powodu. Jeśli wcześniej nie sprecyzowałam to przepraszam.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Stephan (266 punktów) | > Mówiąc iż nie miałem takiego kryzysu, cały czas próbuję ci powiedzieć iż po prostu nigdy w jakimś absolutnym sensie nie odrzucałem ZAŁOŻENIA iż Bóg istnieje, a więc nie musiałem do tego przeświadczenia dopiero, w ramach jakiegoś kryzysu, dochodzić. Po prostu takie odrzucenie uważam za co najmniej niepoprawne, czy też po prostu nierozsądne. Zwyczajnie nie ma takich przesłanek rozumowych. Są - brzytwa Ockhama. Skoro można stworzyć teoretyczny model całościowy wszechświata bez zbędnych założeń (boga-stwórcy), to po co go dodatkowo zaśmiecać? Stąd zadaniem racjonalisty nie jest udowodnić, że boga NIE MA. Wystarczy wykazać, że MOGŁO BY go teoretycznie nie być. I już, brzytwa Ockhama sama go usunie.
|
|
|  | 1 na 1 | zolv (1640 punktów) | > [...] Ja swoją niewiedzę wypełniam WIEDZĄ i UCZCIWYM ROZUMOWANIEM. [...]Dobre  Idąc tym tokiem rozumowania, w twoim słowniku nie ma czegoś takiego jak niewiedza bo jest ona zastępowana wiedzą. Czyżbyś wiedział wszystko? Nie bądź sknerus, podziel się 
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv www.zolv.pl
|
|
| Kasia (424 punktów) | Nie.....bedziesz smażył się w piekle wiec od dzisiaj 1. Idź do kościoła i złóz ofiarę na msze 2. Idź do spowiedzi i dokładnie wypełnij pokutę (tz odmawiaj 50 zdrowasiek ze ZROZUMIENIEM) 3. Porozmawiaj że swoją babcią, ciocią, sąsiadką. Powiedz ,że to ze nie chodziłeś do kościoła to nie oznaczało że jestes Żydem, Satanistą, Masonem, po prostu żałujesz i wpłać 10 zł na odwierty Rydzyka.
|
|
4 na 4 | szperacz (2861 punktów) | >Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >"boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii
Jeśli komuś do życia potrzebna jest wiara w boga, to jego prywatna sprawa. Nie jest ani mniej, ani bardziej "normalny" niż inni ludzie. Inaczej sprawa wygląda w kwestii religii. Historia ludzkości pokazuje, że religia od wieków służyła do sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania ogromnych majątków. Jeśli ktoś nie chce tego zauważyć, to moim zdaniem nie jest całkiem "normalny" - jest zwiedziony obietnicami lub zaślepiony. Natomiast jeśli ktoś ma tę wiedzę i mimo to jest w tej religii, to musi być papieżem lub co najmniej biskupem.
|
|
 | | atre (971 punktów) | >>Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >>"boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii >Jeśli komuś do życia potrzebna jest wiara w boga, to jego prywatna sprawa. Nie jest ani mniej, ani bardziej "normalny" niż inni ludzie. >Inaczej sprawa wygląda w kwestii religii. Historia ludzkości pokazuje, że religia od wieków służyła do sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania ogromnych majątków. Jeśli ktoś nie chce tego zauważyć, to moim zdaniem nie jest całkiem "normalny" - jest zwiedziony obietnicami lub zaślepiony. Natomiast jeśli ktoś ma tę wiedzę i mimo to jest w tej religii, to musi być papieżem lub co najmniej biskupem.
Nie tylko religia (w twoim rozumieniu) służyła od wieków do sprawowania władzy nad ludźmi, ale chociażby np. seks. Od dzisiaj więc nie uprawiamy seksu! Poza tym sam rozum również można by uznać za narzędzie sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania majątków. Od dzisiaj więc pozbywamy się rozumu! Chociaż niektórzy najwyraźniej już się go pozbyli. No i mamy tego skutki.
|
|
|  | 2 na 2 | szperacz (2861 punktów) | > Nie tylko religia (w twoim rozumieniu) służyła od wieków do sprawowania władzy nad ludźmi, ale chociażby np. seks. Od dzisiaj więc nie uprawiamy seksu! > Poza tym sam rozum również można by uznać za narzędzie sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania majątków. Od dzisiaj więc pozbywamy się rozumu! > Chociaż niektórzy najwyraźniej już się go pozbyli. No i mamy tego skutki.
Moim zdaniem przytoczyłeś argumenty zupełnie "księżycowe". Między wykorzystaniem seksu, a wykorzystaniem religii istnieje zasadnicza różnica: seksu nie można nikomu narzucić siłą. Byłby to po prostu gwałt, działanie grożące karą. W przypadku religii jest dokładnie odwrotnie. Od dawna jest ona wmuszana (chrzest niemowląt) ludziom i nic za to nie grozi. Można to robić bezkarnie (wyrzynanie całych narodów w imię Chrystusa). Przykładem jest choćby podbój obu Ameryk. W przypadku rozumu, to jest on potrzebny nie tylko do zdobywania władzy nad innymi. Więc może lepiej się go nie pozbywać, chociaż całkowicie zgadzam się z Twoim ostatnim zdaniem. Idąc jednak Twoim tropem, spokojnie możemy sie pozbyć pilota do telewizora. On również służy do zdobywania władzy. Korzyści z takiej decyzji byłyby nieporównywalnie większe niż pozbycie się rozumu.
|
|
| |  | | atre (971 punktów) | >> Nie tylko religia (w twoim rozumieniu) służyła od wieków do sprawowania władzy nad ludźmi, ale chociażby np. seks. Od dzisiaj więc nie uprawiamy seksu! >> Poza tym sam rozum również można by uznać za narzędzie sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania majątków. Od dzisiaj więc pozbywamy się rozumu! >> Chociaż niektórzy najwyraźniej już się go pozbyli. No i mamy tego skutki. >Moim zdaniem przytoczyłeś argumenty zupełnie "księżycowe". Między wykorzystaniem seksu, a wykorzystaniem religii istnieje zasadnicza różnica: seksu nie można nikomu narzucić siłą. Byłby to po prostu gwałt, działanie grożące karą. W przypadku religii jest dokładnie odwrotnie. Od dawna jest ona wmuszana (chrzest niemowląt) ludziom i nic za to nie grozi. Można to robić bezkarnie (wyrzynanie całych narodów w imię Chrystusa). Przykładem jest choćby podbój obu Ameryk. >W przypadku rozumu, to jest on potrzebny nie tylko do zdobywania władzy nad innymi. Więc może lepiej się go nie pozbywać, chociaż całkowicie zgadzam się z Twoim ostatnim zdaniem. >Idąc jednak Twoim tropem, spokojnie możemy sie pozbyć pilota do telewizora. On również służy do zdobywania władzy. Korzyści z takiej decyzji byłyby nieporównywalnie większe niż pozbycie się rozumu. >
Kolejny RACJONALISTA! Najpierw mówisz iż seksu nie można narzucić siłą, a potem wyjeżdżasz mi z gwałtem. Co do chrztu: aż tak tobą ów fakt wstrząsnął? Przecież i tak nic nie pamiętasz? A może ksiądz, który cię chrzcił zakodował ci w mózgu wiarę w Boga, czy też bycie religijnym? Nie wiedziałem że woda ma takie właściwości. No bo przecież w co innego jak w chemię zapewne nie wierzysz?! Co do zarzynania w imię Chrystusa: a mnie się wydawało że tam chodziło o ziemię, szlaki handlowe i złoto. Domyślam się jednak że miałeś na myśli oczywiście wyprawy krzyżowe. Tam też o nic innego nie chodziło. Poza tym Chrystus im tam iść nie kazał, ani żaden z papieży nie twierdził że objawił im się Chrystus i tak powiedział, a czy tak nie byłoby prościej? Powinno ci to dać do myślenia. Co do telewizora: o taki argument np. mi chodziło. Lepiej się pozbyć uprzedzeń niż rozumu.
|
|
| | |  | | jkl; (5859 punktów) | > Kolejny RACJONALISTA! Najpierw mówisz iż seksu nie można narzucić siłą, a potem wyjeżdżasz mi z gwałtem. Gwałt jest formą przemocy. Władza uzyskana gwałtem byłaby władzą z przemocy a nie z seksu. W ogóle jak można narzucić władzę seksem? Kto nad kim ma władzę- król nad kochanką czy kochanka nad królem? A do religii to ma się nijak.
> Co do zarzynania w imię Chrystusa: a mnie się wydawało że tam chodziło o ziemię, szlaki handlowe i złoto.
Czym innym jest zabić człowieka by mu ukraść złoto, a czym innym zabić wstrętnego poganina, na chwałę Pana i dla swego zbawiania oraz zarekwirować złoto by go nikt w bezbożnym celu nie użył. Widzisz w czym problem?
|
|
| | | |  | | atre (971 punktów) | >> Kolejny RACJONALISTA! Najpierw mówisz iż seksu nie można narzucić siłą, a potem wyjeżdżasz mi z gwałtem. >Gwałt jest formą przemocy. Władza uzyskana gwałtem byłaby władzą z przemocy a nie z seksu. >W ogóle jak można narzucić władzę seksem? Kto nad kim ma władzę- król nad kochanką czy kochanka nad królem? A do religii to ma się nijak. >> Co do zarzynania w imię Chrystusa: a mnie się wydawało że tam chodziło o ziemię, szlaki handlowe i złoto. >Czym innym jest zabić człowieka by mu ukraść złoto, a czym innym zabić wstrętnego poganina, na chwałę Pana i dla swego zbawiania oraz zarekwirować złoto by go nikt w bezbożnym celu nie użył. >Widzisz w czym problem?
A w jaki to niby sposób duchowni katoliccy, czy też inni, narzucają innym ludziom wiarę w Boga? I na czym też polega owa władza, o której wspomniałeś, a którą w ten sposób mieliby nad ludźmi uzyskiwać? Sam również nie odpowiedziałeś na te pytania, tylko po prostu stwierdziłeś, że tak jest i już.
Gwałt jest formą przemocy, temu przecież nie przeczyłem. A co do działania seksu na ludzką psychikę: na czym zasadzała się cała ideologia ruchu feministycznego? Słyszałeś kiedyś o tym aby oskarżono kobietę o gwałt? Mężczyzna dokonując gwałtu wykorzystuje swoją przewagę fizyczną w celu zaspokojenia swoich potrzeb, wydawało mi się, seksualnych. Sam seks, oczywiście, nie dokonuje gwałtu! Użyłem takiego przykładu abyś poprzez analogiczne rozumowanie pojął iż sam Chrystus również nie kazał jednemu, czy też drugiemu papieżowi zwoływać rycerstwo, którego jedyną ambicją było zdobycie majątku i przez to tytułu hrabiego, czy też jakiegokolwiek innego, aby mógł dalej żreć i nic nie robić. Twoje oskarżenie jest słuszne, gdyż tylko papież mógł być prowodyrem takich akcji przeciwko poganom. I takiego papieża zarówno Kościół, jak i każdy człowiek z jakimiś zasadami, potępił. Oskarżasz jednak tylko ludzi, a nie religię, samą w sobie. Chrystus przecież nie grabił, sam był ograbiony, Chrystus nie zabijał, sam został zabity. Grabić też nie kazał, ani też zabijać w czyimkolwiek imieniu, a tym bardziej własnym. Każdy, zarówno teraz, jak i pięćset lat temu, ma wybór i żadna sugestia nie uczyni z niego bestii. No chyba, że chodzi o ropę. Pięćset lat temu takiemu papieżowi też chodziło, w cudzysłowie, o "ropę". To, iż wykorzystywał religijność ludzi do niecnych celów nie zmieniało jednak faktu iż robił to w swoim imieniu, nie Boga. Wykorzystał wiarę ludzi, tak jak i niedawno Bush wykorzystał naiwność ludzi i zjawisko terroryzmu, aby rozpocząć kolejną krucjatę. Wątpię jednak czy chodziło mu o terrorystów. Tak samo z żołnierzami, którzy tam pojechali. Są żołnierze, którzy po prostu lubią swoją robotę i jadą wszędzie gdzie się ich wysyła. Są też żołnierze, bardzo dobrze znam jednego z nich, który pojechał do Afganistanu aby bronić afgańskie dzieci, kobiety, i wszystkich, którzy chcą żyć normalnie przed fanatyzmem talibów. Mógłbyś powiedzieć, no właśnie, fanatyzmem. No cóż, większość muzułmanów to jednak nie talibowie. Żadnemu z nich władzy jednak nie dała religia, sama w sobie. Jak ktoś chce władzy, to dąży do niej wszelkimi środkami. I nieważne jest dla niego jakie to środki. Nóż sam nie zabija, to ludzie ludzi zabijają. Prawdziwie wierzący chrześcijanin, czy też muzułmanin ma gdzieś co mu tam sugerują. Nie będzie zabijał w żadnym celu, choćby dlatego iż jest napisane: nie zabijaj. Dekalog, wiara, to sprawa serca, a nie rozumu. Nikt ci nie może kazać kochać nikogo, ani Boga. Zresztą, dlaczego to niby zakładasz iż wszyscy ludzie w średniowieczu to byli wierzący? I wedle jakiego KRYTERIUM osądzasz iż jedni są wierzący, a drudzy nie? Czy wystarczy według ciebie chrzest aby być wierzącym? Szczególnie, jeśli deklarujesz się jako ateista, skąd niby bierzesz kryterium osądzania iż ktoś jest wierzący, albo nie. W chrześcijaństwie wierzący jest nie ten kto modli się dziesięć razy dziennie, ale ten kto szanuje swoje i cudze życie.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Gwałt jest formą przemocy, temu przecież nie przeczyłem. A co do działania seksu na ludzką psychikę: na czym zasadzała się cała ideologia ruchu feministycznego? Słyszałeś kiedyś o tym aby oskarżono kobietę o gwałt? Mężczyzna dokonując gwałtu wykorzystuje swoją przewagę fizyczną w celu zaspokojenia swoich potrzeb, wydawało mi się, seksualnych. Jeszcze raz, proszę. NA CZYM zasadzała się cała ideologia ruchu feministycznego??
>Twoje oskarżenie jest słuszne, gdyż tylko papież mógł być prowodyrem takich akcji przeciwko poganom. I takiego papieża zarówno Kościół, jak i każdy człowiek z jakimiś zasadami, potępił. Oskarżasz jednak tylko ludzi, a nie religię, samą w sobie. A, zaraz papież. Niejeden pogrom był własną inicjatywą wiernych.
Oskarżam głównie propagandę religijną, która jest nieodłączną częścią religii, a sprowadza się do tego, że "słuszność i prawda jest po naszej stronie, więc mamy prawo ingerować w życie innych ludzi".
>Prawdziwie wierzący chrześcijanin, czy też muzułmanin ma gdzieś co mu tam sugerują. Nie będzie zabijał w żadnym celu, choćby dlatego iż jest napisane: nie zabijaj. To dla kogo jest wojskowy kapelan?
>W chrześcijaństwie wierzący jest nie ten kto modli się dziesięć razy dziennie, ale ten kto szanuje swoje i cudze życie. Głównie cudze nienarodzone. Ci bardziej wyrośnięci mogą liczyć na szacunek tylko wtedy gdy ich życie odpowiada religijnym standardom.
|
|
| | | | | |  | | atre (971 punktów) |
>A, zaraz papież. Nie jeden pogrom był własną inicjatywą wiernych. Ale nie wbrew papieżowi.
>Jeszcze raz, proszę. NA CZYM zasadzała się cała ideologia ruchu feministycznego?? A co? To o czym napisałem nie mieściło się w owym temacie?
>To dla kogo jest wojskowy kapelan? Aby umierający żołnierz, który wierzy mógł dostać ostatnie namaszczenie i bo ma prawo do praktykowania swojej religii bez względu na czas i miejsce. Chyba że uważasz że to kapelani wojskowi a nie politycy rozpętują wojny.
>Głównie cudze nienarodzone. Co to znaczy "nienarodzone"?
>Ci bardziej wyrośnięci mogą liczyć na szacunek tylko wtedy gdy ich życie odpowiada religijnym standardom.
A to do czego miało się niby odnosić? Chcesz założyć nowy wątek? Tak jak i to co powyżej?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | >>A, zaraz papież. Nie jeden pogrom był własną inicjatywą wiernych. > Ale nie wbrew papieżowi. I nie wbrew Bogu. Też nie protestował, choć w przeciwieństwie do papieża, wiedziec musiał...
>>To dla kogo jest wojskowy kapelan? > Aby umierający żołnierz, który wierzy mógł dostać ostatnie namaszczenie i bo ma prawo do praktykowania swojej religii bez względu na czas i miejsce. Chyba że uważasz że to kapelani wojskowi a nie politycy rozpętują wojny. Sam pisałeś, ze dla prawdziwego chrześcijanina najważniejsze jest "nie zabijaj". Jest więc hipokryzją zabijać i "praktykować religię".
Co do innych kwestii, nie pogadamy sobie, jak będziesz odpowiadał pytaniami na pytania. Chyba, że faktycznie nie wiesz co znaczy "nienarodzone"...
|
|
 | 1 na 1 | atre (971 punktów) | >>Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw >>"boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii >Jeśli komuś do życia potrzebna jest wiara w boga, to jego prywatna sprawa. Nie jest ani mniej, ani bardziej "normalny" niż inni ludzie. >Inaczej sprawa wygląda w kwestii religii. Historia ludzkości pokazuje, że religia od wieków służyła do sprawowania władzy nad ludźmi i do zbijania ogromnych majątków. Jeśli ktoś nie chce tego zauważyć, to moim zdaniem nie jest całkiem "normalny" - jest zwiedziony obietnicami lub zaślepiony. Natomiast jeśli ktoś ma tę wiedzę i mimo to jest w tej religii, to musi być papieżem lub co najmniej biskupem.
Zresztą, co to za odróżnienie wiary od religii? Przecież to kompletna bzdura. Twierdzisz, że jesteś w stanie tolerować np. moją wiarę w Boga, ale już mojej religii nie? Poza tym mylisz, jak większość z was, religię z Kościołem. Ten wątek powinien brzmieć Wiara a Kościół. Ale to że odróżniasz wiarę od religii świadczy jednak o czymś, co ci się wcale nie spodoba, mianowicie: zakładasz, że można wierzyć w boga, ale nie w żadnego z tych, których wymyślili sobie ludzie. Innymi słowy, w głębi duszy, tak jakby liczysz na to iż wedle zasady - skoro wiara w boga może być uzasadniona, to i istnienie Boga również może być uzasadnione - jakiś bóg w końcu ci się objawi. Bo sam również nie potrafisz z jego nieistnieniem tak lekko się pogodzić, jak twierdzisz. Ale tęgiego ateistę zgrywasz. Polecam Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa.
|
|
|  | 1 na 1 | szperacz (2861 punktów) | atre - nie wiem, czy zauważyłeś, ale dyskutujesz głównie z własnymi domysłami. Pokręciłeś i pomieszałeś w mojej wypowiedzi właściwie wszystko co tylko się dało. Ja się poddaję. Nie mam ochoty tego prostować. Każdy, kto będzie to czytał zrobi to sam. Mam dla ciebie jedną propozycję: poczytaj sobie historię chrześcijaństwa, ale nie tę pisaną przez księży, a przez świeckich historyków kościoła. Chyba dopiero wtedy zrozumiesz o co naprawdę mi chodziło. Życzę ciekawej lektury.
|
|
|  | 2 na 2 | Głąbiński (3538 punktów) | > Ale to że odróżniasz wiarę od religii świadczy ... że można wierzyć w boga, ale nie w żadnego z tych, których wymyślili sobie ludzie. Przez wiarę (wiara bezreligijna) rozumiemy w sensie potocznym przekonanie o istnieniu świata nadprzyrodzonego + ew. wyobrażenia bardziej szczegółowe, niepoddane jednak żadnemu autorytetowi jakiejkolwiek instytucji. Wyznawanie religii (wiara połączona z wyznawaniem religii, czy poddana rygorom jakiejś religii) polega na uznaniu takiego źródła wiadomości. Religia zwykle obejmuje również system obrządków, kult, uznaną formę komunikowania się z bóstwem. Wierzenie pojmowane indywidualistyczne (pozareligijne) również może zawierać jako element składowy jakąś formę kultu, co jednak dla wiary bez religii jest sytuacją wyjątkową. Możliwe są również - raczej w przypadku osób nie poddających swojego światopoglądu analizie - różne formy pośrednie, hybrydowe, w tym także istnienie religijności bez wiary (przypadek krańcowy, niespotykany w praktyce). Tak więc należy odróżniać wiarę od religii bez żadnego komentarza.
Stach M. G.
|
|
| |  | 1 na 1 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Możliwe są również - raczej w przypadku osób nie poddających swojego światopoglądu analizie - różne formy pośrednie, hybrydowe, w tym także istnienie religijności bez wiary (przypadek krańcowy, niespotykany w praktyce).
Taki przypadek jest spotykany dosyć często. Nawet był jeden ksiądz i jeden pastor co się przyznali że w nic nie wierzą, a posługę kapłańską świadczą w imię dobrobytu społeczności której sprawują duchowe przywództwo. Nie potrafię teraz z pamięci podać konkretów ale na pewno można w google znaleźć.
>Tak więc należy odróżniać wiarę od religii bez żadnego komentarza.
To jest jasne.
Pozdrawiam Adam
|
|
|  | 1 na 1 | jkl; (5859 punktów) | > Zresztą, co to za odróżnienie wiary od religii? Przecież to kompletna bzdura. > Twierdzisz, że jesteś w stanie tolerować np. moją wiarę w Boga, ale już mojej religii nie? Różnica jest taka jak między paleniem w domu a paleniem w miejscu publicznym. Religia dotarła już nawet do przedszkoli...
|
|
| Parker (157 punktów) | > Witam, mam może dziwne pytanie i tak naprawdę nie wiem gdzie zapytać, Więc postanowiłem tu bo ta> strona (forum) jest mi najbliższa.> Sprawa ma się tak hmmmmmm........ Doszedłem do punktu w życiu że wiem iż jestem wierzący w tzw> "boga" (nie chcę określać tego słowami) ale problem polega na tym że nie uznaję żadnej religii i w> nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??> pomocy  > Pozdrawiam djdredCzerniak! Gratuluje! Nareszcie stales sie normalny. Idziesz za glosem serca, za glosem prawdy! Zapewniam Cie ze jesli zawsze bedziesz szedl za tym glosem poznasz cala prawde i bedziesz wiedzial kim jest Bog i ze skoro jest jeden Bog to tylko jedna religia moze byc prawdziwa! Zapewniam cie w oparciu na liczne swiadectwa ludzi ktorzy kroczyli podbna droga. Zapewniam cie w oparciu o swoje doswiadczenie Boga. Zapewniam cie w oparciu o doswiadczenie ludzi takich jak Edyta Stein, ktora byla Zydowka, wychowana w wierze Mojzeszowej. Ona w pewnym etapie swojego zycia przestala wierzyc bo nie widzila sensu w swojej wierze. I dlatego ja dzisiaj zakladam ze jest wielu ateistow ktorzy ida za glosem sumienia. Tzn. nie widza sensu wiary w ktorej sie urodzili i wychowali i ida dalej szukajac prawdy. To szukanie prawdy ( ale uczciwe ) w zgodzie z wlasnym sumieniem, zaprowadzic moze tylko do jednej jedynej prawdy ktora jes sam Bog. Ta prawde poznala na pewnym etapie swojego zycia Edyta Stein i dzisiaj czcimy ja jako kanonizowana swieta. Zycze ci duzo odwagi zeby isc w zyciu zawsze za glosem prawdy! Pozdrawiam Mikaila p.s. zawsze mozesz do mnie napisac jak chcesz porozmawiac o czymkolwiek
|
|
 | 2 na 2 | Duda (25557 punktów) |
> To szukanie prawdy ( ale uczciwe ) w zgodzie z wlasnym sumieniem, zaprowadzic moze tylko do jednej jedynej prawdy ktora jes sam Bog.A jeżeli szukanie prawdy w zgodzie z własnym sumieniem, zaprowadzi cię do jedynego słusznego wniosku że żadnego boga nie ma i nigdy nie było to pozostań na forum Racjonalisty będzie nam miło .  Pozostań na tym forum tez, dopóki nie nabierzesz pewności. Zawsze wątpliwościami możesz się podzielić i je przedyskutować. Wprawdzie zawsze na tym forum znajdzie się jakiś nawiedzony ale miałkość argumentów takiego osobnika też jest argumentem. Pozdrawiam.
|
|
|  | | Parker (157 punktów) | > >To szukanie prawdy ( ale uczciwe ) w zgodzie z wlasnym sumieniem, zaprowadzic moze tylko do jednej jedynej prawdy ktora jes sam Bog.> A jeżeli szukanie prawdy w zgodzie z własnym sumieniem, zaprowadzi cię do jedynego słusznego wniosku że żadnego boga nie ma i nigdy nie było to pozostań na forum Racjonalisty będzie nam miło .  > Pozostań na tym forum tez, dopóki nie nabierzesz pewności.> Zawsze wątpliwościami możesz się podzielić i je przedyskutować.> Wprawdzie zawsze na tym forum znajdzie się jakiś nawiedzony ale miałkość argumentów takiego osobnika też jest argumentem.> Pozdrawiam.> Pewnie ze pozostane na forum. Lubie dyskutowac. Nie macie szansy zeby przekonac mnie ze Bog nie istnieje bo ja juz w niego nie wierze. Ja wiem ze On Jest. Ale zawsze chetnie podyskutuje. Dziekuje za goscinnosc! Mikaila
|
|
1 na 1 | Magda Kuprowska (640 punktów) |
>nie akurat nie wierzę (dziwnie to brzmi). Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ??
Skoro masz trudności z własnym ja, proponuję zająć się w 1. kolejności nim. Kiedy już odnajdziesz siebie łatwiej będzie Ci odnajdywać logiczne aspekty.
|
|
1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | > ... jestem wierzący w tzw >"boga" ... ale ... nie uznaję żadnej religii ... Czy da się to jakoś zdefiniować czy jestem normalny ?? pomocy  Wszystko pojmuję poza wołaniem o pomoc, której - jak sądzę - potrzebują raczej ci, którzy nie czują potrzeby przemyślenia swoich problemów egzystencjalnych. Nie sądzę bowiem, by pomoc miała polegać na podpowiedzeniu, która religia jest "prawdziwa"? Poza tym, to potrzeba zdefiniowania swoich pogłądów, czy ogólniej ich zwerbalizowania (tekstowy opis swojego światopoglądu) jest niemożliwa do spełnienia w sposób zadawalający, czyli tak, by autor szczerze mógł powiedzieć "opisałem dokładnie to, co myślę". Najbardziej poważani myśliciele pisali księgi jedną po drugiej przy stałym poczuciu, że jeszcze nie wszystko zostało wyjaśnione, lub nawet - że osiągnięcie celu staje się w miarę postępu pracy odleglejsze.
Stach M. G.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|