 |
Miłość jako dobór naturalny. Czy tak naprawdę jest? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-10-2012 22:03 | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | Miłość jako dobór naturalny. Czy tak naprawdę jest?
3 na 3 | Jestem osobą nową na forum i jeszcze mało doświadczoną. Mam jednak bardzo ważne, dla mnie osobiście, pytanie... Czy można potraktować miłość jako typowy dobór naturalny? (to znaczy taki, jak u zwierząt). Czy uczucie zakochania da się wyjaśnić w sposób rzetelny, naukowy? W szczególności liczę na opinie racjonalnych forumowiczów, ponieważ rozmawiałam na ten temat z kolegą o właśnie takich poglądach i bardzo pragnę zrozumieć podejście do sprawy podobnych osób. Z tego co się orientuję, dużo pisał o tym Freud, ale jak to jest waszym zdaniem? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
15 na 15 | doppelganger (3218 punktów) | > Czy można potraktować miłość jako typowy dobór naturalny? (to znaczy taki, jak u zwierząt). Czy uczucie zakochania da się wyjaśnić w sposób rzetelny, naukowy?Zdecydowanie można. Pozwolę sobie wkleić część własnej wypowiedzi z wczoraj: Antropolog Helen Fisher (a także wielu innych badaczy) w Dlaczego kochamy wykazała, że:
[...]stan zakochania objawia się specyficznymi zmianami w mózgu, w tym obecnością pewnych substancji chemicznych silnie wpływających na funkcjonowanie układu nerwowego (naturalnych narkotyków, jak je można określić), substancje te w podobnej konfiguracji nie towarzyszą żadnemu innemu stanowi psychicznemu. Psychologowie ewolucyjni zgadzają się z Fisher, że owo z pozoru zupełnie irracjonalne zachowanie może być po prostu ewolucyjnym mechanizmem, który zapewnia, że związek rodziców trwać będzie wystarczająco długo, aby można było odchować wspólnego potomka. Z darwinowskiego punktu widzenia sam wybór odpowiedniego partnera ma oczywiście olbrzymie znaczenie, ale gdy już wybór ten został dokonany (nawet nie najlepszy) i poczęte zostało dziecko, wagi nabierają czynniki zupełnie innej natury. Od tej chwili istotne jest, by partnerzy pozostali razem, na dobre i na złe, przynajmniej tak długo, póki dziecko nie osiągnie samodzielności. - Richard Dawkins, Bóg Urojony, str. 255-256 Miłość/zakochanie się jest ewidentną korzyścią z punktu widzenia ewolucji, ale jest bardziej produktem ewolucji memowo-kulturowej (rozwinięty ludzki mózg i wynikające z tego faktu uczucia) niż czystą biologią (instynkty zapisane genetycznie). Możesz również przeczytać kilkaartykułów na ten temat oraz zainteresować się pojęciem psychologii ewolucyjnej.
|
|
 | -2 na 4 | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | Uwielbiam pojmować życie w praktyczny sposób i dlatego mam wątpliwości co do Twoich słów. To wszystko ładnie brzmi napisane i nie mogłabym odmówić Ci racji, ale mam wrażenie, że owe tezy nie pokrywają się z rzeczywistością. Czy mogłabym prosić o jakieś przykłady? Może tego nie rozumiem, ale w prawdziwym życiu miłość nie jest doborem naturalnym, przynajmniej tak sądzę. Opieram się na własnych doświadczeniach, ale mówię to w oparciu o swoje obserwacje. Współcześnie można zaobserwować pewne załamanie wartości miłości, a co się z tym wiąże, również rodziny. Jeżeli traktować miłość jako dobór, to znaczy, że jest to decyzja umysły, czy tak?
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
|  | 17 na 17 | Ania. (14138 punktów) | > Jeżeli traktować miłość jako dobór, to znaczy, że jest to decyzja umysły, czy tak? Nie. Jeśli idziesz, Twoje ciało wykonuje tysiące obliczeń, ale nie są one świadome. Jeśli oceniasz dziecko jako ładne, to nie robisz tego w oparciu o świadome kryteria. Jeśli patrzysz na misia pandę i stwierdzasz, że jest słodki, a pająk jest obleśny, to również nie zastanawiasz się, dlaczego cechy antropomorficzne poprawiają Twoją ocenę urody zwierzaka.
Nasze wybory często nie są świadome. Np. oceniamy ludzi po kilku sekundach obserwacji i często zmiana tej opinii jest bardzo trudna. Nie jest to racjonalna ocena, tylko podświadoma. Oczywiście świadomość tego procesu poprawia naszą sytuację nieco, ale... i tak możemy starać się obiektywizować i tak subiektywną i niesprawiedliwą ocenę.
Wybór partnera to proces bardzo złożony, dlatego "każda potwora znajdzie swego amatora". Zależnie od osobowości, wychowania, przeszłości, typu rodziców itd. wybieramy cechy, które kojarzą nam się z ojcostwem, "dobrymi genami" itd. Nie jest to świadomy wybór, po prostu facet się nam podoba. Czujemy chemię. I nasz świadomy wybór nie ma tu nic do rzeczy.
|
|
| |  | | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | Tak, oczywiście masz rację co d tego, że nie jest to decyzja umysłu. Osobiście jednak nie oceniam ludzi. A podobają mi się Ci,, których lubię. Masz jednak dużo słuszności. Z doświadczenia jednak wiem, że zakochujemy się w osobach, które bynajmniej nie są dla nas stworzone i są naszymi przeciwieństwami w dużej mierze (nie twierdzę tak w oparciu wyłącznie o to, co sama przeżyłam, lecz też o doświadczenia otaczających mnie osób). Myślę, że zauroczenia są główną przyczyną rozpadów związków, bo uczucie jednak nie wystarcza. Dobór naturalny to idealny mechanizm, a nasze ludzkie wybory nie są tak doskonałe.
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
| | |  | 9 na 9 | Ania. (14138 punktów) | > Tak, oczywiście masz rację co d tego, że nie jest to decyzja umysłu.> Osobiście jednak nie oceniam ludzi. A podobają mi się Ci,, których lubię.Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie. Tylko nie uświadamiamy sobie tego. Jeśli zdasz sobie z tego sprawę, może zrozumiesz, dlaczego niektórych nie lubisz - paradoksalnie często intuicyjna ocena jest właściwa. Po prostu intuicja tworzy pewne wzory zależności, których umysł świadomie nie ogarnie. Ja np. podświadomie wyróżniam u niektórych panów, że są "niegrzeczni" i nie nadają się na partnera, a nawet kolegę. I chociaż nie potrafię rozgryźć, co jest przyczyną tego szufladkowania, nigdy nie nadałam tej etykietki "fałszywie". Odwrotnie niestety daję się oszukać, czyli zaskoczyli mnie ci, których uznałam za "porządnych". W przypadku kobiet nie czuję tego, co najwyżej wydaje mi się któraś "tępawa". Ale pewnie mogę się mylić, nie miałam okazji do weryfikowania tego, a i nie zależało mi, tak jak w tamtych sytuacjach. Jestem mocno przekonana, że Twoje lubienie lub nielubienie wynika właśnie z nieuświadomionej oceny, która była zaskakująco szybka. To ona powoduje, że w ogóle zaczynamy rozmowę, co oczywiście może prowadzić do rozczarowania, lub do pogłębienia relacji. > Masz jednak dużo słuszności. Z doświadczenia jednak wiem, że zakochujemy się w osobach, które bynajmniej nie są dla nas stworzone i są naszymi przeciwieństwami w dużej mierze (nie twierdzę tak w oparciu wyłącznie o to, co sama przeżyłam, lecz też o doświadczenia otaczających mnie osób). Myślę, że zauroczenia są główną przyczyną rozpadów związków, bo uczucie jednak nie wystarcza. Dobór naturalny to idealny mechanizm, a nasze ludzkie wybory nie są tak doskonałe.Ba, oczywiście. Ewolucja nie tworzyła nas przewidując dzisiejsze społeczeństwo. To, co uznajemy za atrakcyjne cechy wyglądu nie daje żadnej gwarancji co do trwałości budowanej relacji. A z drugiej strony - jeśli da się szansę tym mniej atrakcyjnym, trwała relacja "zaciemnia" wady urody
|
|
| | | |  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > >A podobają mi się Ci,, których lubię.> Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie.Oczywiście, że jest odwrotnie - "efekt aureoli".
Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
|
|
| | |  | 5 na 5 | Ag-nes (2295 punktów) | >Osobiście jednak nie oceniam ludzi. Ależ oceniasz. Za każdym razem podczas kontaktu z drugim człowiekiem, oceniamy. Wszystkie nasze zmysły zbierają informacje, które następnie są przetwarzane w mózgu, w celu ustalenia opinii o drugim człowieku. Mało tego, podczas pierwszego kontaktu (w ciągu zaledwie kilkunastu sekund) wyrabiamy sobie ocenę (pierwsze wrażenie), którą później trudno zmienić.
|
|
|  | 1 na 1 | Baranica (275 punktów) | > Czy mogłabym prosić o jakieś przykłady? Może tego nie rozumiem, ale w prawdziwym życiu miłość nie jest doborem naturalnym, przynajmniej tak sądzę. Opieram się na własnych doświadczeniach, ale mówię to w oparciu o swoje obserwacje.Dla mnie przykładem jest proces zakochania i dochodzenie do miłości. Przecież to nie jest tak że ta jedyna osoba jest gdzieś na końcu świata, zawsze jest to ktoś bliski, kogo się poznaje dobrze i dopiero po fazie zauroczenia możemy mówić o jakieś głębszej miłości. Gdyby to nie był dobór naturalny to szukali byśmy tej miłości całe życie i nie sposób by znaleźć. Ludzkość by wymarła  > Współcześnie można zaobserwować pewne załamanie wartości miłości, a co się z tym wiąże, również rodziny.Czemu niby jest załamanie wartości miłości? Co to w ogóle znaczy? > Jeżeli traktować miłość jako dobór, to znaczy, że jest to decyzja umysły, czy tak?Tak, nieświadoma ale decyzja umysłu na podstawie tego co wiesz o tej osobie, wyglądu, zachowania i atrakcyjności.
Gdy rozum śpi budzą się demony.
|
|
| |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | >> Jeżeli traktować miłość jako dobór, to znaczy, że jest to decyzja umysły, czy tak? >Tak, nieświadoma ale decyzja umysłu na podstawie tego co wiesz o tej osobie, wyglądu, zachowania i atrakcyjności. Nie jestem pewna czy zachowania instynktowne to decyzje "umysłu". Umysł raczej tworzy reakcje świadomie. Ale może się mylę. Tak czy owak - oczywiste jest, że wiele reakcji układu nerwowego naszego organizmu nie jest reakcjami uświadamianymi sobie. Ocena osoby jako "atrakcyjnej" należy do takich reakcji - jest to reakcja naszego układu nerwowego, mózgu, ale nie jest świadomą decyzją.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Baranica (275 punktów) | >>Tak, nieświadoma ale decyzja umysłu na podstawie tego co wiesz o tej osobie, wyglądu, zachowania i atrakcyjności. >Nie jestem pewna czy zachowania instynktowne to decyzje "umysłu". Umysł raczej tworzy reakcje świadomie. Ale może się mylę. >Tak czy owak - oczywiste jest, że wiele reakcji układu nerwowego naszego organizmu nie jest reakcjami uświadamianymi sobie. Ocena osoby jako "atrakcyjnej" należy do takich reakcji - jest to reakcja naszego układu nerwowego, mózgu, ale nie jest świadomą decyzją.
Być może powinienem użyć słowa mózgu a nie umysłu, chodzi mi oczywiście o to samo.
Gdy rozum śpi budzą się demony.
|
|
| |  | | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | > Przecież to nie jest tak że ta jedyna osoba jest gdzieś na końcu świata, zawsze jest to ktoś bliski, kogo się poznaje dobrze i dopiero po fazie zauroczenia możemy mówić o jakieś głębszej miłości. Gdyby to nie był dobór naturalny to szukali byśmy tej miłości całe życie i nie sposób by znaleźć. Ludzkość by wymarła  Spierałabym się. Największa miłość, jakiej doświadczyłam, było to uczucie do mało mi znanej osoby. Ale faktycznie, często znajdujemy partnera drogą doboru naturalnego  > Czemu niby jest załamanie wartości miłości? Co to w ogóle znaczy?Może tylko w moim środowisku tak to wygląda. Prezentuję młode pokolenie i być może moje twierdzenia są brakiem doświadczenia, ale bynajmniej nie brakiem dojrzałości. Podam przykłady z własnego życia. Zniszczyłam swój idealny związek z powodu uczucia do innej, naprawdę niewłaściwej osoby. Obecnie jedna z moich przyjaciółek robi to samo, pozostałe również mają z tym problem. Dużo moich ciotek mimo że kocha swoich mężów, jest strasznie nieszczęśliwych, bo ich mężowie są trudni. To nie są wyjątki. Może tylko moje środowisko życia jest takie przykre, ale naprawdę tak jest. Wiem, że sama będę miała w przyszłości duże problemy z ewentualnym partnerem, bo jestem bardzo zrażona do małżeństwa i utrudniają mi to jeszcze romantyczne wierzenia i nieumiejętność kochania inaczej jak platonicznie. > Tak, nieświadoma ale decyzja umysłu na podstawie tego co wiesz o tej osobie, wyglądu, zachowania i atrakcyjności.Nie zgodziłabym się w tej kwestii. Podobają mi się Ci, których naprawdę lubię.
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
| | |  | 1 na 1 | Baranica (275 punktów) | > Spierałabym się. Największa miłość, jakiej doświadczyłam, było to uczucie do mało mi znanej osoby. Ale faktycznie, często znajdujemy partnera drogą doboru naturalnego  Nie chce oceniać twoich osobistych uczuć ale ciężko zakładać że wszyscy na świecie zakochują się w totalnie nieznajomych osobach. A żeby ta osoba jeszcze odwzajemniła to uczucie to już masakra  Zresztą poniżej zaprzeczasz sama sobie - mówisz że jednaj najbardziej podobają ci się osoby które lubisz - czyli znasz. > Może tylko w moim środowisku tak to wygląda. Prezentuję młode pokolenie i być może moje twierdzenia są brakiem doświadczenia, ale bynajmniej nie brakiem dojrzałości. Podam przykłady z własnego życia. Zniszczyłam swój idealny związek z powodu uczucia do innej, naprawdę niewłaściwej osoby. Obecnie jedna z moich przyjaciółek robi to samo, pozostałe również mają z tym problem. Dużo moich ciotek mimo że kocha swoich mężów, jest strasznie nieszczęśliwych, bo ich mężowie są trudni. To nie są wyjątki. Może tylko moje środowisko życia jest takie przykre, ale naprawdę tak jest. Wiem, że sama będę miała w przyszłości duże problemy z ewentualnym partnerem, bo jestem bardzo zrażona do małżeństwa i utrudniają mi to jeszcze romantyczne wierzenia i nieumiejętność kochania inaczej jak platonicznie.Tzn że uczucia są i nie brakuje ich. Jeśli porzucamy jedną osobę dla drugiej którą kochamy mocniej tzn że miłość cenimy najwyżej, gdzie tu brak jej wartości? To że sprawia to dużo kłopotów to niestety inna sprawa... > >Tak, nieświadoma ale decyzja umysłu na podstawie tego co wiesz o tej osobie, wyglądu, zachowania i atrakcyjności.> Nie zgodziłabym się w tej kwestii. Podobają mi się Ci, których naprawdę lubię.Nie zgadzasz się ale argument przemawia za tym co napisałem  Jeśli kogoś lubisz tzn że nieświadomie oceniasz jego zachowanie i wygląd pozytywnie - co daje podstawę do zakochania.
Gdy rozum śpi budzą się demony.
|
|
|  | 10 na 10 | doppelganger (3218 punktów) | Przede wszystkim nie chciałbym Cię urazić - jesteś jeszcze bardzo młodą osobą, na pewno bardzo wrażliwą i pełną ideałów. Naukowe podejście w sprawach miłości (o ile można o takowym mówić w tak złożonej i ciekawej kwestii jaką jest miłość) może być dla Ciebie trudne do przyjęcia, bo po prostu jest pozbawione emocji. No ale taka jest nauka, przede wszystkim fakty oraz "szkiełko i oko", ale jest jedynym źródłem dojścia do prawdy na temat wszechrzeczy. > Współcześnie można zaobserwować pewne załamanie wartości miłości, a co się z tym wiąże, również rodziny. Jeżeli traktować miłość jako dobór, to znaczy, że jest to decyzja umysły, czy tak?Jeden, jedyny raz zdarzyło mi się w życiu tak, że musiałem się rozstać z osobą której zapach mi nie odpowiadał. Oczywiście nie chodziło tutaj o żadne kwestie higieniczne, ale o ten specyficzny, charakterystyczny zapach skóry, unikalny dla każdego człowieka. Albo jest on dla nas przyjemny, albo neutralny albo... nam przeszkadza. Nie wyczułem tego w początkowej fazie związku, ale po 3-4 miesiącach, kiedy ten stan zauroczenia/zakochania powoli mijał. Nie mogłem się po prostu do tej osoby intymnie zbliżyć. Kto wie, może instynkt/intuicja/natura (pod tym pojęciem rozumiem nasze genetyczne zaprogramowanie/skłonności) ostrzegał, że z tej "mąki chleba nie będzie", może potencjalne potomstwo miałoby wady genetyczne? Nie była to przecież decyzja świadoma, nie zaplanowałem sobie tego w ten sposób, nieprawdaż? Było to jednak tak silne, że wiedziałem iż muszę ten związek skończyć. Nie wiemy do końca dlaczego zakochujemy się w tej, a nie innej osobie. Na pewno nie istnieje coś takiego jak "druga połówka jabłka" czy inne tego typu romantyczne chwyty. Myślę jednak, że przynajmniej częściowo, można to wyjaśnić wzorcami własnych rodziców. Np. obserwując kobiety, zauważam, że często poszukują kogoś podobnego do swojego ojca (jeśli był to wzorzec pozytywny) albo szukają przeciwieństwa tego ojca (jeśli wzorzec był negatywny). Oczywiście, kończy się to różnie - czasem dziewczyna z rodziny patologicznej kończy w podobnej patologii, mimo tego że usilnie próbuje od tego uciec... Czyżby domorosła wersja kompleksu Elektry?Widzę, że na resztę pytań odpowiedziała Ci m.in Ania., pozostanę więc przy tej ogólnej odpowiedzi. Życzę Ci powodzenia w kształtowaniu światopoglądu. Pamiętaj, że zmienić zdanie to żaden wstyd, zwłaszcza jeśli jest racjonalnie uargumentowane. Pozdrawiam
|
|
| |  | 5 na 5 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Jeden, jedyny raz zdarzyło mi się w życiu tak, że musiałem się rozstać z osobą której zapach mi nie odpowiadał. Oczywiście nie chodziło tutaj o żadne kwestie higieniczne, ale o ten specyficzny, charakterystyczny zapach skóry, unikalny dla każdego człowieka. Albo jest on dla nas przyjemny, albo neutralny albo... nam przeszkadza. (...) Było to jednak tak silne, że wiedziałem iż muszę ten związek skończyć.
Szczycę się świetnym węchem: rozróżniam m.in. kilkadziesiąt marek perfum i zdaję sobie doskonale sprawę z tego o czym mowa. Z moją wybranką znam się osiem lat i zapach skóry był - nie ukrywam - bodajże głównym czynnikiem, który znajomość przeniósł "oczko wyżej". Ze wzajemnością z resztą, luba także się do tego przyznała: przypuszczam więc że faktycznie może tutaj chodzić o przejaw doboru płciowego. Przeprowadziłem pewne obserwacje pod tym kątem: za atrakcyjny uznaję zapach kobiet, których fenotyp sugeruje daleko idące zróżnicowanie genetyczne względem mnie. Jestem wysokim, śniadym brunetem, dość grubo ciosanej postury a węchowo preferuję niskie, jasnej karnacji, drobne blondynki, ewentualnie rudowłose. Zauważę, że estetycznie nie jestem uprzedzony do szatynek czy brunetek.
Obiło mi się o uszy, że były badania naukowe o podobnej tematyce i potwierdzono związek atrakcyjności olfaktorycznej z dobrymi uwarunkowaniami genetycznymi do rozrodu, acz konkretnego linka nie pomnę.
Z ciekawostek: u większości kobiet wyczuwam też fazę cyklu miesiączkowego ale nichts für ungut, nichts für ungut meine Damen! - Nie ma to nic wspólnego z niedostateczną higieną, miarodajne są dla mnie zapach skóry, czy - szczególnie - świeżego potu.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ania. (14138 punktów) | > >Jeden, jedyny raz zdarzyło mi się w życiu tak, że musiałem się rozstać z osobą której zapach mi nie odpowiadał. Oczywiście nie chodziło tutaj o żadne kwestie higieniczne, ale o ten specyficzny, charakterystyczny zapach skóry, unikalny dla każdego człowieka. Albo jest on dla nas przyjemny, albo neutralny albo... nam przeszkadza. (...) Było to jednak tak silne, że wiedziałem iż muszę ten związek skończyć.> Szczycę się świetnym węchem: rozróżniam m.in. kilkadziesiąt marek perfum i zdaję sobie doskonale sprawę z tego o czym mowa. Z moją wybranką znam się osiem lat i zapach skóry był - nie ukrywam - bodajże głównym czynnikiem, który znajomość przeniósł "oczko wyżej". Ze wzajemnością z resztą, luba także się do tego przyznała: przypuszczam więc że faktycznie może tutaj chodzić o przejaw doboru płciowego.U nas było podobnie. Zapach skóry mojego męża jest dla mnie przyjemny. Nie przeszkadza mi nawet "lekkie przepracowanie materiału", co - pamiętam dobrze - nie było przyjemne w moim poprzednim związku. Chociaż ten poprzedni był wieki temu, nadal pamiętam różnicę, byłam mocno zaskoczona. Chodzi o zapach samej skóry - powąchaj np. przedramię albo plecy, poczujesz zapach skóry drugiej osoby. Wychodzi na to, że zjawisko jest dość częste
|
|
| | | |  | | Artur@R (7115 punktów) | > Wychodzi na to, że zjawisko jest dość częste <I potwierdzone badaniami. Sex oralny również ma taką genezę. Nie sama przyjemność (przyjemność to dodatek) tylko sprawdzenie zapachu i smaku partnera - one "mówią nam" o zdrowiu i stopniu genetycznego zróżnicowania  . Najpewniej czytałem o tym w "Wojnach plemników" lub w "Umysł w zalotach", ale teraz nie mam ich przed sobą by sprawdzić.  edit: Rozbawił mnie M.Bielecki ...do łez - nawet sex mu się nie podoba...oralny Czytelnik 'Marek Bielecki' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Miłość jako dobór naturalny. Czy tak naprawdę jest?' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,524826#w524914
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | |  | 6 na 6 | doppelganger (3218 punktów) | > Przeprowadziłem pewne obserwacje pod tym kątem: za atrakcyjny uznaję zapach kobiet, których fenotyp sugeruje daleko idące zróżnicowanie genetyczne względem mnie.Zróżnicowanie genetyczne jest bardzo istotne z powodu patogennych wirusów i bakterii. Patogeny są pasożytami o krótkim okresie życia, ale ogromnych populacjach w stosunku do pojedynczego osobnika, w którym i na koszt którego żyją. Zarazki mogą przeżyć tysiące pokoleń w jednym żywicielu, ewoluując cały czas, by przystosować do jego genomu w celu jak najlepszej eksploatacji jego biochemii. Taka partenogenetyczna matka daje swojej córce posag skażony już na starcie, przekazując jej cały swój genom wraz z patogenami, doskonale już do jego eksploatacji dostosowanymi. W takiej sytuacji potomstwo matki rozmnażającej się płciowo, wyposażone w kombinacje genów, z którymi pasożyty jeszcze się nigdy nie spotkały, będzie w sytuacji o wiele lepszej. Osobnikom tym lepiej będzie się żyło, będą zdrowsze i zostawią więcej potomstwa, gdyż patogeny będą znowu musiały kombinować jak takiego osobnika na nowo "ugryźć". - źródłoJak widać, ten cały biologiczny "wyścig zbrojeń", zwany też hipotezą "Czerwonej Królowej" jest jednym z najważniejszych elementów stałego, ewolucyjnego postępu i wyjaśnia korzyści rozmnażania płciowego.
|
|
|  | 5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Dowody naukowe przeczą twoim naiwnym intuicjom, więc śmiesz podważać owe dowody bez uzasadnienia? W takim razie napisz do "Bravo Girl" (o ile jeszcze to coś istnieje), wywnętrz się na fejsbuczku albo na swoim blogasku i nie zawracaj doopy mądrym i poważnym ludziom, którzy mają wiedzę a nie przeczucia.
Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
|
|
| |  | 15 na 15 | doppelganger (3218 punktów) | >Dowody naukowe przeczą twoim naiwnym intuicjom, więc śmiesz podważać owe dowody bez uzasadnienia? >W takim razie napisz do "Bravo Girl" (o ile jeszcze to coś istnieje), wywnętrz się na fejsbuczku albo na swoim blogasku i nie zawracaj doopy mądrym i poważnym ludziom, którzy mają wiedzę a nie przeczucia.
Ona ma dopiero 16 lat (wierząc profilowi i temu co pisze) i ciągle jest taką "nastolatką z głową w kwiatkach". Jej światopogląd dopiero się kształtuje, jej wiedza nie może być zbyt obszerna, poglądy tak ukształtowane jak tych "mądrych i poważnych ludzi". Być może należałoby właśnie docenić to, że nie uzewnętrznia tego na fejsbuczku/blogasku, tylko szuka rady tutaj? Należy przyklasnąć młodym ludziom, którzy zamiast lecieć do księdza/katechetki czy koleżanek z podwórka, przychodzą na racjonalistę.
Osobiście życzyłbym sobie więcej młodzieży na tym portalu.
Potraktujmy to więc jako przyszłą korzyść ewolucyjną dla racjonalizmu, bo jak drzewiej mówiono: "Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie".
|
|
| | |  | 4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Być może należałoby właśnie docenić to, że nie uzewnętrznia tego na fejsbuczku/blogasku, tylko szuka rady tutaj? Należy doceniać młodych ludzi, którzy zamiast lecieć do księdza/katechetki czy koleżanek z podwórka, przychodzą na racjonalistę. Oczywiście, godne pochwały jest szukanie odpowiedzi, a tym bardziej godne pochwały jest ich poszukiwanie w dobrych źródłach. Tylko że w tym przypadku nie tak to wygląda, choć pozornie i owszem. Dziewczyna otrzymała sporą dawkę wiedzy, którą zignorowała, żeby nie powiedzieć odrzuciła, bo jej się wydaje, że jest inaczej, bo inaczej sobie to wyobraża. Gdy się człowiek dowie skąd się biorą dzieci, to pora przestać myśleć o bocianach i wypada przestać ględzić o polach kapusty.
Szerokość życia jest ważniejsza niż długość. (Awicenna)
|
|
| |  | | Paweł Arłukowicz (3162 punktów) | > [color=#330000]Dowody naukowe przeczą twoim naiwnym intuicjom, więc śmiesz podważać owe dowody bez uzasadnienia? A od kiedy to ktoś, kto podważa dowody naukowe, stara się to - w jakiś sensowny, racjonalny sposób - uzasadniać ? Przecież gdyby to zrobił zabrnąłby "w ślepy zaułek"
|
|
|  | 5 na 5 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Współcześnie można zaobserwować pewne załamanie wartości miłości,
Nie zaobserwowałam.
>a co się z tym wiąże, również rodziny.
A co rozumiesz pod pojęciem "rodzina"?
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
 | 4 na 4 |
9 na 9 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | Bardzo racjonalne pytanie choć domyślam się z twojego wpisu że nie uważasz się za racjonalistkę. Nie wypada odpowiadać pytaniem na pytanie ale ja zadam pytanie jednocześnie podając moją odpowiedz na twoje  . Czy wolisz znać prawdę nawet jeśli jest na pierwszy rzut oka mało przyjemna? Czy może wolisz wierzyć że znasz prawdę i napawać się swoją pewnością, opartą na mitach prymitywnych ludów z przed tysięcy lat? Ja uważam po pierwsze że człowiek jest wyjątkowym ale tylko gatunkiem zwierząt. Mogę się mylić ale o ile pamiętam to geny człowieka różnią się od szympansa czy bonobo mniej niż geny słonia afrykańskiego od słonia indyjskiego. Myślisz że potrafiła byś odróżnić organy wewnętrzne człowieka i np świni?? Miłość niestety nie jest wieczna i na ogół po kilku latach zamienia się w przywiązanie. Takie uczucia jak Miłość, wzruszenie, nienawiść, głód czy pożądanie są moim zdaniem przystosowaniem ewolucyjnym. Osobniki kochające miały większe szanse na wychowanie potomstwa niż osobniki nie kochające... Moim zdaniem przez takie patrzenie na świat miłość i inne uczucia tego typu wcale nie przestaje być romantyczne i wzniosłe ale nabierają innego o wiele głębszego znaczenia. Potrafisz kochać ponieważ na przestrzeni milionów lat miłość twoich przodków pomogła im zwyciężyć w walce o przetrwanie i wychowanie potomstwa. Alternatywą jest teza że kochasz bo takie widzimisię miał magik który cię wyczarował. Dla mnie świat stał się o wiele piękniejszy, bardziej kolorowy i "romantyczny" kiedy zrozumiałem że żadnego boga nie ma. Przeczytaj sobie książkę "Na początku był seks, Prehistoryczne źródła nowoczesnej seksualności" Myślę że znajdziesz tam wiele odpowiedzi na swoje pytania.Te odpowiedzi będą dla ciebie często bardzo zaskakujące ale zobaczysz że są dziwnie spójne i logiczne. Książka nie jest tylko o seksie, choć pewnie się zgodzisz że seks i miłość są ze sobą związane. Pozdrawiam
|
|
 | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | > Miłość niestety nie jest wieczna i na ogół po kilku latach zamienia się w przywiązanie.
Wolę rezerwować miłość dla stanu długotrwałego, na rzecz tej odurzającej euforii mam słowo "zakochanie". >Moim zdaniem przez takie patrzenie na świat miłość i inne uczucia tego typu wcale nie przestaje być romantyczne i wzniosłe ale nabierają innego o wiele głębszego znaczenia. Potrafisz kochać ponieważ na przestrzeni milionów lat miłość twoich przodków pomogła im zwyciężyć w walce o przetrwanie i wychowanie potomstwa. Alternatywą jest teza że kochasz bo takie widzimisię miał magik który cię wyczarował. Zgadzam się. Zrozumienie jak powstaje tęcza nie zmniejsza jej uroku. Zrozumienie jak powstają uczucia nie zmniejsza ich piękna.
>Dla mnie świat stał się o wiele piękniejszy, bardziej kolorowy i "romantyczny" kiedy zrozumiałem że żadnego boga nie ma. Przeczytaj sobie książkę "Na początku był seks, Prehistoryczne źródła nowoczesnej seksualności" Myślę że znajdziesz tam wiele odpowiedzi na swoje pytania.Te odpowiedzi będą dla ciebie często bardzo zaskakujące ale zobaczysz że są dziwnie spójne i logiczne. Książka nie jest tylko o seksie, choć pewnie się zgodzisz że seks i miłość są ze sobą związane. Wiem, że to trochę przebrzmiała pozycja, ale ja lubiłam "Nagą małpę" - sporo o seksie i miłości właśnie było.
|
|
|  | 4 na 4 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >Wolę rezerwować miłość dla stanu długotrwałego, na rzecz tej odurzającej euforii mam słowo "zakochanie".
Ja też tak to często nazywam ale jednak w słowie miłość jest coś takiego co mi się w pierwszej chwili kojarzy z tymi wszystkimi fajerwerkami stanu zakochania( Motylki w brzuchu itp). Może to tylko moje osobiste odczucie ale na moim przykładzie i ludzi których poznałem zazwyczaj to romantyczne i intensywne uczucie kończy się po kilku latach, a wtedy jest to już coś innego. Nazwałem to przywiązaniem, ale nie musi to mieć negatywnego znaczenia. To przywiązanie, wzajemny szacunek i wspólne wspomnienia z czasów zakochania, tworzą coś pięknego dzięki czemu łatwiej i raźniej przejść przez życie.
Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | Brzmi to jak przyjaźń, taka mocna i na całe życie, pomiędzy mężczyzną i kobietą :') Myślę, że to naprawdę jedno z najwspanialszych przejawów miłości. Ale ciągle nie mogę wyzbyć się swoich dziecięcych, romantycznych marzeń o miłości żywiołowej i wiecznej... Jeśli ona nie jest możliwa, dlaczego można jej tak mocno pragnąć..?
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
| | |  | 6 na 6 | Ania. (14138 punktów) | >Brzmi to jak przyjaźń, taka mocna i na całe życie, pomiędzy mężczyzną i kobietą :') Myślę, że to naprawdę jedno z najwspanialszych przejawów miłości. Nie tylko.
Kocham, chociaż nie jestem zakochana - po tylu latach chyba zakochanie byłoby niemożliwe. Nie jest to ścisła przyjaźń, chociaż pod wieloma względami jest. Ale relacja jest inna. Trudno mi to opisać słowami...
To jest coś, co powoduje, że przy tej osobie inaczej się śpi. Nawet jak złości cię jakaś pierdoła. I przede wszystkim ufność, że ta osoba dba o ciebie.
>Ale ciągle nie mogę wyzbyć się swoich dziecięcych, romantycznych marzeń o miłości żywiołowej i wiecznej... Jeśli ona nie jest możliwa, dlaczego można jej tak mocno pragnąć..? Dziecięce... ale pragnąć można - zakochanie jest wspaniałe, powinnaś je przeżyć, a jeśli poskutkuje trwałą i silną relacją, to cudownie. W mojej ocenie ta trwała relacja, chociaż inna od stanu zakochania, nie jest wcale gorsza. Emocje też są, a jakże.
|
|
|  | | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | >Wolę rezerwować miłość dla stanu długotrwałego, na rzecz tej odurzającej euforii mam słowo "zakochanie".
Osobiście rozróżniam cztery stadia uczuć względem drugiej osoby:
(1) zainteresowanie (2) zauroczenie (3) zadurzenie (4) zakochanie
1 - gdy po prostu ktoś nam się podoba, ale nie jest to miłość 2 - reakcja na urok drugiej oby, niekoniecznie prawdziwe uczucie, często pozorne i przemijające 3 - długotrwałe i mocne uczucie 4 - prawdziwa, mocna i w większości jedyna miłość
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
| |  | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | > >Wolę rezerwować miłość dla stanu długotrwałego, na rzecz tej odurzającej euforii mam słowo "zakochanie".> Osobiście rozróżniam cztery stadia uczuć względem drugiej osoby:> (1) zainteresowanie> (2) zauroczenie> (3) zadurzenie> (4) zakochanie> 1 - gdy po prostu ktoś nam się podoba, ale nie jest to miłość> 2 - reakcja na urok drugiej oby, niekoniecznie prawdziwe uczucie, często pozorne i przemijające> 3 - długotrwałe i mocne uczucie> 4 - prawdziwa, mocna i w większości jedyna miłośćDla mnie zadurzenie i zakochanie to jedno i to samo. Miłość przychodzi później. Nie ma może fajerwerków, ale jest ufność, więź, intymność. I trwałość, czego brak w zakochaniu. Zakochanie trwa krótko, później albo pada, albo przeradza się w trwałą relację. Polecam prostą definicję zakochania z wiki: pl.wikipedia.org/wiki/ZakochanieCharakteryzuje się obsesyjnymi myślami o tej osobie, pragnieniem przebywania z nią. Obsesyjność mija z czasem. Co nie znaczy, że miłość mija.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Artur@R (7115 punktów) | > Obsesyjność mija z czasem. Co nie znaczy, że miłość mija.<A ja powiedziałbym tak: - z "miłoscią" jest podobnie jak ze sprawiedliwością, racją i ...dupą - każdy ma swoją  - "miłość" rozumiana jako silna (acz zróżnicowana) emocja (uczucie) - przemija, bo to natura emocji - chyba, że jest obsesją właśnie.- "miłość" - jako więź, ma cechy trwałości jedynie wtedy, gdy jest konglomeratem podtrzymujących się, różnorodnych i zróżnicowanych w wielu płaszczyznach relacji ludzkich (biologicznych, intelektualnych, czasowych, doświadczeń, wspomnień i planów itp.), w których akurat emocje (uczucia) choć stanowią ważny element (szczególnie w poczatkowej fazie zwiazku) nie są najważniejsze. Wspomniana przez Ciebie ufność otwiera przestrzeń do budowey "czegokolwiek" między ludźmi. Najistotniejszym czynnikiem jest rozumienie (wyrażane na ogół jako "zrozumienie", "porozumienie"). Oczywiście to "zrozumienie" może się opierać jedynie na wrażliwości i empatii, ale -IMO- to za mało. Bez udziału umysłu (wiedzy, rozsadku, myślenia ) czyli szeroko pojętego rozumienia rzeczywistości żadne nasze działania nie są adekwatne, a tylko takie są wyrazem trwałej, inspirujacej i zachwycającej więzi zwanej "miłością". Parafrazujac - "kochasz, gdy rozumiesz, cała reszt to złudzenia i bańki mydlane"Ufff, rzekłem com miał na języku i w....łepetynie 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | 5 na 5 | Ag-nes (2295 punktów) | > Osobiście rozróżniam cztery stadia uczuć względem drugiej osoby:A G.Crombach rozróżnia trzy . No i mamy wzór na miłość: C8-H11-N Zamiast mówić oklepane: -Kocham Cię Można powiedzieć: -Wydzielam wobec Ciebie fenyloetyloaminę
|
|
 | 2 na 2 | Mirabelka (Aleksandra) (107 punktów) | Przeciwnie; uważam się za osobę racjonalną, ale jednocześnie słuchającą serca. Jednak nie jestem pozbawiona logicznego myślenia.Myślę, że chciałabym znać prawdę. Uważam mądrość za jedną z najważniejszych wartości. Mówisz o naszych genach... Nie zaprzeczę. Ale to przecież tylko nasze fizyczne ciało jest podobne do zwierzęcego. A ja sądzę, że tkwi w nas jeszcze jeden, niematerialny pierwiastek. To, co mówisz, jest przykre... Ogólnie rzecz traktując, masz rację, ale są przecież przypadki miłości po grobową deskę i nie umiałabym uwierzyć, że jest to swego rodzaju dobór. Przystosowanie ewolucyjne? W jakiś sposób Twoje twierdzenie jest słuszne, ale ciągle nie odpowiada na moje pytania. Przyrównujesz nas do zwierząt i może tak być (choć mam inne zdanie w tej sprawie). Ale to automatycznie sprawia, że musimy porównać miłość u zwierząt i u ludzi. Zwierzęta potrafią się parzyć na całe życie i to rzecz jasna można nazwać przywiązaniem. Niektóre mają wielu partnerów ze względów prokreacyjnych. Jednak u ludzi tak to nie wygląda... Jesteśmy jednostkami oświeconymi i już nie żyjemy w czasach, gdy najważniejszym zadaniem kobiety było odchowanie potomstwa. Bardzo nie lubię gdy seks jest pojmowany jako proces prokreacji. To uraża moją kobiecą dumę. nie zaprzeczę, że miłość i seks mają związek, ale zwierzęta robią to tylko dla rozmnażania, a dla ludzi jest to kwestia miłości i/lub przyjemności. Taka zasadnicza różnica między nami i zwierzętami. Współcześnie nie musimy się przejmować płodzeniem potomstwa, jesteśmy silnym gatunkiem i długo żyjemy. Prokreacja odchodzi na dalszy plan. A jednak miłość ciągle jest kwestią sporną i trudną, przynosi wiele cierpienia, lecz mimo to jej poszukujemy. Przepraszam, jeśli przemawiam przez pryzmat własnych poglądów i zaburzam obiektywizm własnych słów. Będę bardzo wdzięczna za naukowe dowody, ale czy mogłabym prosić również o praktyczne uzasadnienie?
"MAMO! MAMUSIU! ANIOŁY FRUNĄ PO NIEBIE!"
|
|
|  | 1 na 1 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > Przeciwnie; uważam się za osobę racjonalną, ale jednocześnie słuchającą serca.W takim razie przepraszam źle to zrozumiałem. Choć słuchanie serca to dla mnie bardziej instynkt i podświadomość ( wspominałaś o Freudzie) niż racjonalność. > Ale to przecież tylko nasze fizyczne ciało jest podobne do zwierzęcego. A ja sądzę, że tkwi w nas jeszcze jeden, niematerialny pierwiastek.Jeśli coś jest niematerialne to trudno to badać i oceniać racjonalnymi metodami. Ja "wierzę" że coś co jest tylko materialne nie musi być pozbawione piękna i głębszego sensu. Od dziecka nam się wpaja że wyższe uczucia są domeną sfery niematerialnej, ale to przecież może być tylko złudzenie. To wychowanie sprawia że sfera materialna wydaje nam się odarta z uczuć i piękna, ale to czy coś jest materialne czy nie nie zmienia postaci rzeczy. Czy ta jedna jedyna (moim zdaniem nieistotna) cecha uczucia jakim jest miłość jest dla ciebie tak ważna by zmieniać jego piękno? Ja myślę że to tylko złudzenie wpojone nam od dzieciństwa... > To, co mówisz, jest przykre...Wiem że dla wielu jest przykre. Ale napisałem że na pierwszy rzut oka. Jeśli przywykniesz do tej myśli i zmienisz trochę sposób myślenia to nie tylko nie będzie to przykre ale wręcz fantastyczne. > miłość u zwierząt i u ludzi. Zwierzęta potrafią się parzyć na całe życie i to rzecz jasna można nazwać przywiązaniem.Ludzie kochają swoje zwierzaki często bardziej niż innych ludzi. nie bez przyczyny mówi się że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, na pewno sama znasz przypadki niesamowitych historii z tym związanych... Jeśli przyjaźń może występować u zwierząt to dlaczego nie jakaś forma miłości. Jeśli nawet będzie to forma bardzo uboga to przecież w kwestii rozwoju uczuciowego itp zwierzęta stoją niżej niż ludzie i jest to spójne z teorią ewolucji  . > Niektóre mają wielu partnerów ze względów prokreacyjnych. Jednak u ludzi tak to nie wygląda...jesteś tego pewna zastanów się nad tym. Książka którą ci poleciłem jest przepełniona przykładami na to że jednak może być całkiem inaczej... > Jesteśmy jednostkami oświeconymi i już nie żyjemy w czasach, gdy najważniejszym zadaniem kobiety było odchowanie potomstwa. Bardzo nie lubię gdy seks jest pojmowany jako proces prokreacji. To uraża moją kobiecą dumę. nie zaprzeczę, że miłość i seks mają związek, ale zwierzęta robią to tylko dla rozmnażania, a dla ludzi jest to kwestia miłości i/lub przyjemności. Taka zasadnicza różnica między nami i zwierzętami. To bardzo trafne spostrzeżenie i to rzeczywiście różni nas od zwierząt i ma bardzo głębokie znaczenie ale nie dowodzi przecież że nie jesteśmy zwierzętami bo jest jeszcze gatunek który zachowuję się bardzo podobnie. Jest nim bonobo. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest to gatunek najbliżej z nami spokrewniony. Nie daje ci to do myślenia?? > Współcześnie nie musimy się przejmować płodzeniem potomstwa, jesteśmy silnym gatunkiem i długo żyjemy. Prokreacja odchodzi na dalszy plan. A jednak miłość ciągle jest kwestią sporną i trudną, przynosi wiele cierpienia, lecz mimo to jej poszukujemy. Przepraszam, jeśli przemawiam przez pryzmat własnych poglądów i zaburzam obiektywizm własnych słów. Będę bardzo wdzięczna za naukowe dowody, ale czy mogłabym prosić również o praktyczne uzasadnienie?Praktyczne  . Jeśli chodzi o teoretyczne uzasadnienie to w tym wątku jest już trochę dowodów, a praktycznie no cóż każdy sam tego doświadcza. Zastanów się czy ważniejsze jest dla ciebie czym jest miłość, czy ten jej aspekt dotyczący materialności albo nie materialności... A obiektywizm no cóż każdy kto kieruje się sercem jest w jakiś sposób nieobiektywny. Ja wole najgorszą prawdę od słodkiego kłamstwa. dlatego właśnie mam takie poglądy. A kiedy do nich doszedłem okazało się że prawda nie jest wcale taka gorzka. Pozdrawiam Mod: Poprawiłam najbardziej rażące błędy, ale proszę - dbaj bardziej o poprawną pisownię.
|
|
|  | 2 na 2 | Marszalik (733 punktów) | > Ale to automatycznie sprawia, że musimy porównać miłość u zwierząt i u ludzi. Zwierzęta potrafią się parzyć na całe życie i to rzecz jasna można nazwać przywiązaniem. Niektóre mają wielu partnerów ze względów prokreacyjnych. Jednak u ludzi tak to nie wygląda... Jesteśmy jednostkami oświeconymi i już nie żyjemy w czasach, gdy najważniejszym zadaniem kobiety było odchowanie potomstwa.Jestem pewien, że gdyby zwierzęta mogły same stosować sobie antykoncepcję, to częściej uprawiałyby seks dla przyjemności. Chyba, że masz inne zdanie, i seks bez zabezpieczenia (tak zwany "seks prokreacyjny"), także jest dla przyjemności. Tylko wtedy seks ludzi = seks zwierzęcy. Te stare mity, że tylko ludzie (czasem w wersji "ludzie i delfiny") odczuwają przyjemność z seksu, są już na prawdę oklepane. Przypatrz się w marcu na koty, nie trzeba szukać odpowiedniej literatury. > A ja sądzę, że tkwi w nas jeszcze jeden, niematerialny pierwiastek.Nie trudno się domyślić po twojej aktywności na forum  Wrzucając jeszcze kilka słów do worka z odpowiedziami na główne pytanie: "zakochanie" jest jedynie śliczną nazwą mechanizmu, który każe nam wybierać odpowiednich (w sensie teorii ewolucji za pomocą doboru naturalnego) partnerów do spłodzenia potomstwa. Tu na prawdę nie ma nic więcej. To, że niektóre pary są ze sobą do końca życia, nie ma z tym nic wspólnego.
|
|
| |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > Jestem pewien, że gdyby zwierzęta mogły same stosować sobie antykoncepcję, to częściej uprawiałyby seks dla przyjemności. Chyba, że masz inne zdanie, i seks bez zabezpieczenia (tak zwany "seks prokreacyjny"), także jest dla przyjemności. Tylko wtedy seks ludzi = seks zwierzęcy. Te stare mity, że tylko ludzie (czasem w wersji "ludzie i delfiny") odczuwają przyjemność z seksu, są już na prawdę oklepane. Przypatrz się w marcu na koty, nie trzeba szukać odpowiedniej literatury.Nie wiem czy piszesz do mnie bo cytujesz kogoś innego. Możliwe że dlatego że przegapiłem brak znaków cytowania i poprawiłem to dopiero po kilku minutach. Jeśli złapałeś się to przepraszam. Moja wina. Co do seksu zwierząt i ludzi to przecież przyjemność nie wyklucza prokreacji i odwrotnie. Ale ważniejsze jest że tylko ludzie i bonobo (o ile mi wiadomo) uprawiają seks na okrągło bez względu na owulację (dni płodne u samicy) Inne zwierzęta robią to z przyjemnością ale tylko w okresie dni płodnych. To oznacza że seks pełni u tych dwóch,blisko ze sobą spokrewnionych gatunków również funkcje inne niż tylko prokreacja. Nie jest to raczej przyjemność bo w naturze przyjemność jest raczej środkiem a nie celem. To będą funkcje społeczne. Z Wikipedii Cytat:Kopulacja odgrywa istotną rolę w stadzie bonobo. Stosunki kopulacyjne są używane do powitań, rozwiązywania konfliktów i pokonfliktowego "godzenia się", a także jako przywilej udzielany przez samice w zamian za pożywienie. Bonobo są jedynymi poza człowiekiem przedstawicielami naczelnych, u których zaobserwowano pocałunki językowe, spółkowanie pochwowe w pozycji twarzą w twarz, ocieractwo genitalne pomiędzy dwoma samcami (ang. "penis-fencing"). Wszystkie te zachowania zachodzą zarówno pomiędzy członkami rodziny (blisko spokrewnionymi osobnikami) jak i innymi bonobo w stadzie. Bonobo nie utrzymują stałych związków rodzinnych.
Zdaniem niektórych badaczy[3] bogactwo zachowań seksualnych u bonobo jest mechanizmem przyczyniającym się do złagodzenia zachowań agresywnych u samców bonobo. Podobne znaczenie mają inne formy kontaktów interpersonalnych - zabawa, wzajemne iskanie, okazywanie troski i współczucia. > >A ja sądzę, że tkwi w nas jeszcze jeden, niematerialny pierwiastek.> Nie trudno się domyślić po twojej aktywności na forum  znowu nie wiem czy to do mnie i czy to nie przez ten mój błąd z cytatami > Wrzucając jeszcze kilka słów do worka z odpowiedziami na główne pytanie:> "zakochanie" jest jedynie śliczną nazwą mechanizmu, który każe nam wybierać odpowiednich (w sensie teorii ewolucji za pomocą doboru naturalnego) partnerów do spłodzenia potomstwa. Tu na prawdę nie ma nic więcej. To, że niektóre pary są ze sobą do końca życia, nie ma z tym nic wspólnego.W pełni się zgadzam
|
|
| | |  | | Marszalik (733 punktów) | Oczywiście, wypowiedź była skierowana do Pani Mirabelki.
Generalnie nie mam po co dyskutować z Twoimi wypowiedziami, bo w większości pasują do moich poglądów.
>Co do seksu zwierząt i ludzi to przecież przyjemność nie wyklucza prokreacji i odwrotnie. Ale ważniejsze jest że tylko ludzie i bonobo (o ile mi wiadomo) uprawiają seks na okrągło bez względu na owulację (dni płodne u samicy) Inne zwierzęta robią to z przyjemnością ale tylko w okresie dni płodnych. To oznacza że seks pełni u tych dwóch,blisko ze sobą spokrewnionych gatunków również funkcje inne niż tylko prokreacja. Nie jest to raczej przyjemność bo w naturze przyjemność jest raczej środkiem a nie celem. To będą funkcje społeczne. Z Wikipedii
Nie jestem biologiem. W poprzednim poście być może powinienem zaznaczyć, że najbardziej męczące w "tylko ludzie uprawiają seks dla przyjemności" jest to, że niewiedzę naukowców traktuje się, jako odpowiedź pozwalającą na wysnucie takich stwierdzeń. Otóż spór w tej kategorii toczy się między stanowiskami "tak, zwierzęta mogą to robić dla przyjemności" a "nie jesteśmy w stanie na dzień dzisiejszy stwierdzić, jak na prawdę jest". Nie ma natomiast stanowiska "wiemy, że wszystkie robią to tylko dla prokreacji".
|
|
|  | 3 na 3 | bohandas (842 punktów) | >Jesteśmy jednostkami oświeconymi i już nie żyjemy w czasach, gdy najważniejszym zadaniem kobiety było odchowanie potomstwa. Bardzo nie lubię gdy seks jest pojmowany jako proces prokreacji. To uraża moją kobiecą dumę. nie zaprzeczę, że miłość i seks mają związek, ale zwierzęta robią to tylko dla rozmnażania, a dla ludzi jest to kwestia miłości i/lub przyjemności. Taka zasadnicza różnica między nami i zwierzętami.
Zwierzęta nie robią tego tego "tylko dla rozmnażania", ale dlatego że podobnie jak i ludzie są tak uwarunkowane. Różnica polega na tym, że zwierzęta nie zastanawiją sią dlaczego, nie analizują i zapewne nie sa zdolne do retrospekcji - zwierzęta po prostu działają. Fakt, że ludzie maja większa samoświadomość nie zmienia przecież samego mechanizmu.
BTW, ludzie są zwierzętami, a sam fakt nazwania sie ludźmi i stworzenia podziału na ludzi i (inne) zwierzęta niczego nie zmienia. Jesteśmy zwierzętami choćbyśmy się nawet nazwali aniołami.
A co do miłości i seksu - owszem romantyczne spacery, spojrzenia w oczy, trzymanie sie za ręce, pocałunki, - wszystko fajnie, ale prawda jest taka że zawsze kończy sie to, mówiąc eufemistycznie, w łóżku (lub się kończy w ogóle).
|
|
| |  | | Ania. (14138 punktów) | >A co do miłości i seksu - owszem romantyczne spacery, spojrzenia w oczy, trzymanie sie za ręce, pocałunki, - wszystko fajnie, ale prawda jest taka że zawsze kończy sie to, mówiąc eufemistycznie, w łóżku (lub się kończy w ogóle). Znam przypadek skończenia związku bo nie skończyło się w łóżku. Przez dziewczynę! Kobietę, dorosła była. Związek związkiem, a brak kontekstu seksualnego stanowił problem i już.
|
|
|  | | Frank Holman (5897 punktów) | Cytat:Jesteśmy jednostkami oświeconymi i już nie żyjemy w czasach, gdy najważniejszym zadaniem kobiety było odchowanie potomstwa. Bardzo nie lubię gdy seks jest pojmowany jako proces prokreacji. To uraża moją kobiecą dumę. nie zaprzeczę, że miłość i seks mają związek, ale zwierzęta robią to tylko dla rozmnażania, a dla ludzi jest to kwestia miłości i/lub przyjemności. Taka zasadnicza różnica między nami i zwierzętami. Współcześnie nie musimy się przejmować płodzeniem potomstwa, jesteśmy silnym gatunkiem i długo żyjemy. Prokreacja odchodzi na dalszy plan. Nie wiem czy to jest powszechny błąd, czy tylko powszechny błąd ludzi młodych. Niebranie pod uwagę, iż ich wnioskowanie o procesie i jego przyczynach ma następować na marginalnym wycinku zupełnie nieodległej rzeczywistości, raptem kilku- w najlepszym razie kilkunastu pokoleń, podczas gdy sama ewolucja człowieka od praprzodka (a przecież to tylko ostatnie "minuty", jeśli nie sekundy, istnienia życia na ziemi) to tych pokoleń co najmniej pół miliona (zakładając "superzaniżająco" dwa pokolenia na stulecie). Tym samym to o czym wiemy obecnie, nawet jak się cofniemy w stosunkowo (licząc do długości ludzkiego życia) odległą przeszłość, to i tak w większości będą już tylko skutki, nie przyczyny.
|
|
4 na 4 | ultraviolet (71 punktów) | > Z tego co się orientuję, dużo pisał o tym Freud, ale jak to jest waszym zdaniem?Odniosę się do Freuda. Freud utożsamiał miłość z popędem seksualnym, a więc według niego z tzw. popędem życia. Osoba (podmiot miłości) idealizuje obiekt popędu seksualnego, gdyż zdaniem Freuda posiada on te cechy, które dana osoba (podmiot) chciałby posiadać. Zgodnie z tym co pisał, kiedy cel jakim jest zaspokojenie popędu, zostanie osiągnięty, miłość powinna zniknąć. Nie dzieję się tak tylko dlatego, że podmiot liczy się z tym, iż pragnienie to może się odnowić a wtedy cel (jakim jest zaspokojenie popędu) będzie mógł być osiągnięty szybciej. Podejście czysto biologiczne, nie mające nic wspólnego z tzw. "romantyczną miłością"
|
|
| Scarabaeus (2198 punktów) | > Czy można potraktować miłość jako typowy dobór naturalny? (to znaczy taki, jak >u zwierząt)
raczej jako jego szczególny przypadek czyli dobór płciowy. Dokładniej tym zagadnieniem chyba zajmuje się psychologia ewolucyjna.
Osobiście byłbym jednak bardzo ostrożny w tłumaczeniu wszystkich zachowań człowieka samym mechanizmem doboru naturalnego. Wydaje mi się, że dzięki ewolucji osiągnęliśmy taki etap rozwoju gdzie potrafimy ewolucją manipulować. Powiedzenie, że człowiek w wyniku działania doboru naturalnego poleciał w kosmos wydaje mi się lekkim nadużyciem.
Moim zdaniem miłość u człowieka wyewoluowała w wyniku doboru naturalnego, lecz to z czym mamy dzisiaj do czynienia jest mieszanką natury i naszej ludzkiej kultury. Co ma większy wpływ nie da się chyba obecnie odpowiedzieć.
|
|
16 na 16 | Koraszewski (82900 punktów) | Wiele napisano o związku między miłością i biologią. Spróbuj dotrzeć do książki "Umysł w zalotach" Geoffrey'a Millera, która wspaniale o tym opowiada. Fatalnie nauczono cię teorii ewolucji gdyż dobór płciowy i dobór naturalny to dwa różne i odmiennie działające mechanizmy. Dobór naturalny eliminuje. Nieustannie pojawiają się przypadkowe mutacje, te mutacje są albo neutralne, albo szkodliwe, albo w danym środowisku sprzyjają przetrwaniu. Drapieżniki lub choroby w szybszym tempie eliminują te jednostki, które nie mają tych zmutowanych "lepszych" genów i w populacji wzrasta liczba jednostek z tymi genami. Dobór naturalny działa jak sito, dzięki któremu ewolucja sprawia wrażenie celowego procesu. Dobór płciowy to mechanizm wzajemnej atrakcji. Płeć jest w mózgu, między nogami są tylko urządzenia nagłaśniające. Nasz mózg reaguje na płeć przeciwną i tu badacze szukają odpowiedzi co się właściwie dzieje, dlaczego ta, a nie inna kobieta wydaje się mężczyźnie piękna, dlaczego ten, a nie inny mężczyzna jest dla kobiety atrakcyjny. Używam tu określenia mężczyzna i kobieta, chociaż większość badań jest na zwierzętach, a najzabawniejszym znakiem zapytania był ogon pawia. Z punktu widzenia doboru naturalnego ogon pawia jest obciążeniem i zmniejsza jego szanse przeżycia, z puntu widzenia doboru płciowego jest świadectwem zdrowia - patrz mam takie obciążenie, a drapieżniki mi nic nie zrobią, moje geny są najlepsze. O tym wszystkim Miller opowiada zabawnie i ciekawie, więc najlepiej sięgnąć po jego książkę. (Nawiasem mówiąc Miller spekuluje, że nasz umysł mógł się rozwinąć jak ogon pawia, zanim zaczął dawać nam praktyczne korzyści, służył do uwodzenia dowcipem. Nie przysięgnę, że tak naprawdę było, ale hipoteza jest kusząca, i do dziś na pytanie co cię w nim pociąga najczęstsza odpowiedź kobiet brzmi: on mnie rozśmiesza. Mężczyźni na to pytanie mają znacznie głupsze i nie związane z umysłem odpowiedzi. Ale jak wiadomo mężczyźni to idioci.)
|
|
 | 5 na 5 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Wiele napisano o związku między miłością i biologią. Spróbuj dotrzeć do książki "Umysł w zalotach" Geoffrey'a Millera, która wspaniale o tym opowiada. Fatalnie nauczono cię teorii ewolucji gdyż dobór płciowy i dobór naturalny to dwa różne i odmiennie działające mechanizmy.
Mirabelka deklaruje, że ma 16 lat. A więc to, że o teorii ewolucji ma tak mylne pojęcie jest poniekąd zrozumiałe.
Dziś młodzież często ewolucję kojarzy z pochodzeniem człowieka "od małpy" (pół biedy jeżeli "od małpy" a nie "od goryli i szympansów") i to przez przypadek (ot, małpka urodziła człowieczka) więc chwała Mirabelce, że w ogóle jakiś dobór jej świta.
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
3 na 3 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Miłość to przede wszystkim narkotyczna mieszanka wybuchowa. Trochę amfy, trochę koki, trochę heroiny - mózg tak dostaje od tego po dupie, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. A tu wielkie zawodzenie, ze marihuanę chcą legalizować. Uwierz, że stan zakochania i substancje jakie się wtedy wydzielają to znacznie silniejsze narkotyki niż porcja trawy. Wszystkim sterują neuropeptydy. Bardzo ciekawy wykład Janusza Wiśniewskiego z tego roku, który miał miejsce w Poznaniu, trochę Ci to rozjaśni. Polecam obejrzeć do końca i zaczekać na najważniejsze konkluzje. Tomografy komputerowe raczej nie kłamią. Mózg człowieka zakochanego to czarna plama - aktywny jest tylko układ limbiczny, czyli ten najbardziej pierwotny ewolucyjnie.
|
|
2 na 2 | Kaśka Melissa Silmarien (710 punktów) | Moim zdaniem to zależy od jednostki, bo ludzie są różni i rożnie reagują/odczuwają. Jeśli chodzi o samo poszukiwanie partnera, to stan zakochania jest tu czynnikiem przeszkadzającym. "Zakochanie" to szereg procesów biochemicznych i przypomina bardzo upojenie alkoholowe lub odurzenie narkotykami, co jak wiadomo mocno upośledza zdolność do racjonalnej oceny sytuacji. A ta racjonalna ocena jest niezwykle potrzebna, by drugiego człowieka obiektywnie ocenić i dobrze poznać. Oczywiście jeśli szukamy partnera na długo. Do przedłużenia gatunku wystarczy znacznie mniej, nie musimy poświęcić lat na "nauczenie się" drugiego człowieka i spokojnie możemy kierować się emocjami. Jest takie powiedzonko "widziały gały co brały". Rzecz w tym, że właśnie nie. Człowiek zakochany całe mnóstwo rzeczy przegapi lub zignoruje. Żeby na prawdę wszystko dostrzec trzeba najpierw wytrzeźwieć  Pozdrawiam
|
|
4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Czy uczucie zakochania da się wyjaśnić w sposób rzetelny, naukowy?
"Psychologia miłości" Bogdana Wojciszke, konkretnie rozdział 2. Ale najlepiej całość. W księgarniach jest, ale w internecie też znajdziesz od ręki. Jednak książka to książka. I nie ma na co czekać, im szybciej zaczniesz się w tym orientować, tym lepiej. Dla Ciebie i dla drugiej strony. A nawet trzeciej i czwartej. Sensownych książek jest tutaj sporo, tytuły padają. Gdyby ludzie takie rzeczy czytali, a nie opierali się na widealizowanych bredniach, to kula ziemska byłaby kilka razy lżejsza od ujętego cierpienia.
|
|
1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | Moim zdaniem miłości ludzka nie jest doborem naturalnym. Raczej jest jednym z jego elementów wykształconym w procesie ewolucji. Opiera się na odruchach emocjonalnych z układu limbicznego, właściwych wszystkim ssakom. U ludzi, stosownie do większej złożoności mózgu te automatyzmy obudowane są ogromem wzorców i mechanizmów intelektualnych i kulturowych, które wykształciły się w procesach myślowych ale moderowane niższymi odruchami emocjonalnymi. Tu wrzucę odruchem samczego samo-chwalenia Link do tekstu pt. ; Czy można się zakochać od pierwszego wejrzeniaPZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Jestem osobą nową na forum i jeszcze mało doświadczoną. Mam jednak bardzo ważne, dla mnie >osobiście, pytanie... Czy można potraktować miłość jako typowy dobór naturalny? (to znaczy taki, jak >u zwierząt).
Miłość? A co rozumiesz pod tym pojęciem - czy tylko pożądanie, czy raczej pokrewieństwo charakterów i coś, co rodzi się na bazie sympatii? W tym drugim przypadku z całą pewnością rolę gra całe kulturowe oprogramowanie, które człowiek nabywa w procesie socjalizacji i to powoduje, że nie można mówić o czystym "naturalnym" doborze, skoro znajdujemy się w przestrzeni kultury, która w dużej mierze pozostaje w opozycji do naszej biologiczności.
Dobór naturalny byłby wtedy, gdybyś wyszła na polanę, na której zebrało by się stado facetów, którzy stoczyliby walkę o Ciebie a zwycięzca zdążyłby Cię złapać, zanim byś zdołała dobiec do tramwaju.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | Gwałtowna miłość? cz.I Socjobiologia, o ile pamiętam, rozróżnia dobór seksualny jako składnik doboru naturalnego. Uciekanie do tramwaju nie jest typowym zachowaniem samic ssaków, gdy samcy rywalizują ze sobą. One raczej czekają na zwycięzcę. Natomiast, uciekanie na ogół pozorowane, występuje raczej w sytuacji jeśli w zasięgu samicy jest tylko jeden samiec, którego sprawność fizyczną i zaangażowanie uczuciowe należy przetestować osobiście.
W większości kultur ludzkich, jednak tego typu starania o samice ją skrywane i ograniczane normami społecznymi przeciwwdziałającymi takim gwałtom. To metota intelektualistów na wyrównaie swoich szans w rywalizacji z mięśniakami, która zapewnia promocję genów intelektu zamiast prywitywnej siły. Prawdopodobnie dzięki tej metodzie selekcji rozwinęliśmy kulturę i naukę, która pozwala poznać budowę materii i kodu genetycznego DNA. Niestety, istnieje spora część populacji ludzkiej, o konserwatywnym i autorytarnym profilu psychicznym, której ograniczenia intelektualne skłaniają do zgody na akceptację zachowań siłowy w zyciu społecznym i w doborze seksualnym. W dodatku normy kulturowe ciągle rywalizują z naturalnymi popędami.
Cytat: "Ultrakonserwatywny kongresman ze stanu Missouri, Todd Akin, opowiada się za zakazem aborcji nawet gdy ciąża jest wynikiem kazirodztwa lub gwałtu. W wywiadzie telewizyjnym zapytano go, dlaczego tak uważa. "Z tego co, jak rozumiem, mówią lekarze, to (ciąża w wyniku gwałtu - PAP) jest naprawdę rzadkie. Jeśli jest to gwałt we właściwym sensie tego słowa, kobiecy organizm ma sposoby, żeby to jakoś zablokować" - odpowiedział Akin.""['i]
Statystyki wskazują , że kobiety łatwiej i częściej zachodzą w ciążę po gwałcie niż po rutynowym stosunku z partnerem. Bo najbardziej atrakcyjną seksualnie, podatną na uległość obcemu chłopu i pociągającą dla gwałciciela jest baba w okresie swych dni płodnych. Również gwałciciel jest najbardziej agresywny, sprawny plemnikowo i pociągający erotycznie oraz zapachowo dla kobitki w szczycie swych możliwości testosteronowych i zapłodnieniowych.
Samiec śmierdzący potem, (i przed tem i po tem) węchowo odbierany jest przez większość pań (w okresie niepłodnym) jako brudas stanowiący zagrożenie epidemiologiczne dla potomstwa., Panie się złoszczą, bo już czują (ale jeszcze się kontrolują), że ten smród działa im na prymitywny mózg limbiczny odpowiedzialny za odruchy niekontrolowanej namiętności w okresie rui. Ale w szczycie okresu płodnego damy (nie damy i nie wszystkim damy) klasyfikują go jako niezwykle atrakcyjnego brutala seksualnego.
Uwaga, jeśli stała partnerka nagle zaczyna opowiadać o waszym koledze, że tenże śmierdzi okrutnie. Raz po raz wrzuca od niechcenia, że ona się go brzydzi. A my czujemy się kompletnym ciulem, gdy, czule głaska nas po główce w poszukiwaniu rosnących rogów, to znaczy, że sezon na jelenia jest już w pełni.
Dentka którą stu? Według raportu z 1982r. (USA) zgwałcone na randce studentki 3-krotnie częściej wiązały się z gwałcicielem, któremu udało się doprowadzić rzecz do końca, niż z takim przed którym zdołały się wybronić. 40% studentek zgwałconych na randce nawiązywało z gwałcicielem ponowny kontakt. 87% molestowanych studentek, które ostatecznie obroniły się przed randkowym gwałtem, nie chciało mieć ze sprawcą już nic wspólnego.
Według niektórych badaczy, pewien procent kobiet ryzykowne prowokowanie do seksu połączone z kokieteryjnym odmawianiem stosuje jako normalną strategię testowania przyszłego partnera. Takie waleczne zachowanie i rywalizacja połączona z przemocą może nawet uzależniać niektóre babki i facetów, bo podwyższony poziom wydzielanej do krwioobiegu adrenaliny, wywołany walką ,pogłębia doznania orgastyczne.
Co więcej mężatki chętnie kochają się z mężem w dni niepłodne a w dni płodne chętniej oglądają się za obcymi okazując im mniej lub bardziej jawne zainteresowanie seksualne, czyli zalotno-prowokujące. Ładniej wygladają, mają gładszą skórę, wydzielają feromony przywabiające zapachowo obcych samców. W USA zbadano nawet, że o 40% głębiej odsłaniają dekolt piersi w tym chutliwym okresie.
Co nie zmienia faktu, że typowa kobieta najczęściej dobrowolnie zdradza ślubnego ze znajomym męża a mąż zdradza swą połowicę z kobitką o której żona nigdy nie słyszała. I jednej i drugiej stronie związku małżeńskiego, łatwiej utrzymać dzięki temu zdradę w tajemnicy przed współmałżonkiem. Bo kobiece kobitki myślą i działają odmiennie w strategiach ukrywania i wykrywania zdrady niż męscy mężczyźni. Natomiast małżonkowie z mieszaną identyfikacją płciową mają w strategi przyprawiania rogów jeszcze bardziej różnorodnie i kolorowo.
Chłopu trudno zapobiec zdradzie w sytuacji rutyny i nudy pożycia seksualnego w stałym związku. Natomiast, znacznie łatwiej jest zapobiec utrzymaniu ciąży żony z obcym. Po pierwsze, obowiązek małżonka, który chce uniknąć losu nieświadomego sponsora potomstwa pana Kukułki, to zapewnienie odpowiedniej ilości własnego nasienia w szyjce macicy ślubnej połowicy. Innymi słowy stosunek z wytryskiem do pochwy codziennie. Oczywiście odpowiednie odżywianie na ilość spermy i objętośc płynu ejakulacyjnego, z dodatkiem preperatów cynkowych stymulujących produkcję nasienia. C.d.n. PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
|  | 2 na 2 | Cieślański (994 punktów) | Gwałtowna miłość? cz.II
Druga możliwość zabezpieczania przed obcymi genami, to odpowiednio intensywny, regularny, kilkudniowy seks z małżonką, który spowoduje wystarczająco silne orgazmy wywołujące skurcze macicy abortujące zapłodnione przez obcego jajo. Pomaga w tym głęboka penetracja od tyłu z silnymi uderzeniami naszym niezwykle długim i grubym prąciem, w szyjkę macicy i tylne sklepienie pochwy. Plus dodatkowe orgazmy wywoływane mistrzowsko zręcznymi palcami łechtającym. w trakcie gryzienia, ssania i tarmoszenia brodawek sutkowych kobiety. Wiem, że to męczące dla naszych piwnych mięśni ale powinno takie tyłrpanie odtylcowe trwać bez przerwy co najmniej 15-25 minut po doprowadzeniu żony palcem do trzeciego orgazmu łechtanego. Oczywiście należy wcześniej zabezpieczyć zapas żelów poślizgowych zwanych waginalnymi lubrykantami. Zapewni nam to niezatarte wrażenia, mniejsze straty energii, dłuższy czas bezzmęczeniowego ryćkania i brak opornego buntu naszej ślubnej dziurawki przed przedłużaniem stosunku w pozycji kolankowo-łokciowej. Jeśli nie chcemy spłodzić następnego własnego potomka warto używać przynajmniej prezerwatyw z plemnikobójczym nonoxynolem-9. Uuuu!
Oczywiście najbardziej rozsądne jest stosowanie antykoncepcji hormonalnej. Jest ona skuteczna nawet gdy zdradliwa małżonka w namiętnym pośpiechu z obcym drapieżcą umyślnie nie łyknie codziennej pigułki. A poza tym antykoncepcja hormonalna stępia niekontrolowalny nastrój niepohamowanej rui u partnerki, więc nie ma ona typowych nastrojów szaleńczo-zalotnych w czasie jajeczkowania, kiedy odruchowo rozglądałaby się za obcym, atrakcyjnym donatorem świeżego zestawu genów w cudzej spermie.
Obecność nasienia w pochwie można potwierdzić pośrednio, badając specjalnym testerem wykradzione z kosza na brudną bieliznę majtki żony w ciągu kolejnych 3 dni od podejrzanego zdarzenia. Nawet jeśli te majtki zmieniła kilkukrotnie na świeże w ciągu tego okresu. Warunek, nie powinniśmy w tym czasie zostawić tam własnego nasienia, bo ten uproszczony test nie odróżnia dawcy spermy.
Jedną z metod ukrycia zdrady przez żonę jest natomiast nagłe nakłanianie męża do stosunku właśnie w dni płodne, czyli tuż po stosunku z obcym samcem. Łatwiej nas przekonać wówczas, że niespodziewana ciąża z sępem jest naszą zasługą. Jednak kilkugodzinne wyprzedzenie czasowe, to handycup dla plemników z nieprawego łoża. W dodatku, większe podniecenie i silniejszi orgazm z dowcipnym kłusownikiemw w 90% przypadków gwarantuję, że będziemy tyrać i utrzymywać cudze dziecko naszej żony. Ludowe porzekadło brzmi: orkiestra rżnęła całą noc. Pannę młodą. Zamiast grajków bezpieczniej i taniej jest samodzielne zgrać zestaw nuzyczny na płykę CD. Do zapłodnienia wystarczy moment naszej nieuwagi. Czasami nawet pół minuty seksu na własnym weselu. Dla tego typowi chłopi 10 razy bardziej zazdrośni są o seks oblubienicy a nie o czas, który poświęca dla innym na ich oczach.
Ponieważ nasienie powoli wypływa i można je wyczuć węchowo i zapachowo, chorobliwie zazdrośni mężowie są niezwykle skorzy do obwąchiwania i lizania kobiecych genitaliów. Kobiety stosują płukanie pochwy aby uniknąć zdradzenia sekretu. Tym samym wypłukują korzystną florę bakteryjną (kolonię bakterii mlekowych) i w ciągu tygodnia nabawiają się grzybic ewentualnie dysbakteriozy pochwowej. W dodatku stosunki z obcym mężczyzną odbywają się, na ogół, w niezbyt higienicznych warunkach. Na zmywanie pociągającego smrodu brudnego chłopa, w gwałtownych uniesieniach zauroczenia seksualnego obcym, też nie ma z reguły czasu.
Niektóre kobitki, szczególnie intensymnie kapią się i szorują po powrocie, z takiego spotkania obcym, gwałtownym brutalem dopochwowym. No i zapalczywie myją zęby i płuczą otwór gębowy płynami dezynfekującymi.Te bardziej religijne z samoobrzydzenia, a wszystkie ze strachu aby mąż nie wyczuł obcego zapachu.
U ludzi znaczny odsetek gwałtów przypada na gwałty grupowe. Według jednych danych jest to aż 70% według innych tylko 25%. Przeważają statystycznie gwałty dokonywane przez 4-5 osobowe grupy mężczyzn. Według niektórych badaczy, gwałt lub gwałtowny stosunek ze szczególnie męsko-atrakcyjnym nieznanym mężczyzną może spowodować poronienie kilkudniowej ciąży z własnym mężem na rzecz ciąży z drapieżcą seksualnym, a nawet dodatlową owulację (uwolnienie jaja) w okresie uznawanym normalnie za dni bezłodne.
Gwałciciele genetyczni stanowią statystyczną mniejszość porównywalną procentowo z mniejszościa biseksualną. Jednak w określonych warunkach, zwłaszcza grupowych, każdy mężczyzna jest potencjalnym gwałcicielem. Wojna to szczególnie nasilony okres podwyższonej ilości gwałtów. Więcej w tym temacie: "Wojny plemników" - Robin Baker ISBN 83- 7120- 766- 2
Z punktu widzenia teorii socjobiologii pociąg seksualny jest głównym motorem postępu cywilizacyjnego. I korzystnego mieszania genów od coraz to innych samic i samców. Wszyscy marzą o gwałcie. I baby i chłopy. Co nie wyklucza faktu, że każdy gwałciciel musi być tępym kretynem aby takie fantazje, wbrew prawu wcielać c**jowym czynem.
Gdyby Conan nie gwałcił, to w krótkim czasie zostałby Onanem. Upsss! Ma się roumieć, w potocznym znaczeniu wali-gruszego skojarzenia tego imienia w czasach dzisiejszych. Wszak Onan biblebleblijny nie walił konia (= samogwałt, masturbacja, autoerotyzm, marszcznie Freda, brandzlowanie) tylko uprawiał stosunki przerywane. Tuż przed wytryskiem wyjmował fallusa z pochwy niechcianej oblubienicy i wytryskiwał nasienie na ziemię. Praktyka procesów sądowych dowodzi, że my, szowinistyczne knury zakładamy z góry, że to kobiety prowokują i są winne naszego gwałtownego wtargania do dziury. C.d.n. PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
| |  | 1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | Gwałtowna miłość? cz.III
Ale jaja! Skłonność do gwałtu wiąże się z dziwacznie pojmowaną męskością i wyższym poziomem testosteronu. Są to uwarunkowania typowo biologiczne. Zwłaszcza sprawność poczęciowa najbardziej zależy od wielkości jąder a tylko nieznacznie od wielkości penisa. Mężczyźni z dużymi jądrami produkują znacznie więcej hormonu męskiego, mają niższy ton głosu, gęstszy zarost na całym ciele, oraz znacznie większą mnogość plemników. Poza tym, są bardziej agresywnie męscy w zdobywaniu partnerek. Szczególnie tych bardzo kobiecych. Ale nawet kobieta bardzo męska, w okresie dni płodnych, kiedy ma podwyższony poziom estrogenów, może być krótkookresowo niespotykanie uległa i niezwykle kobieca.
Systematyczne picie alkoholu przez męża gwarantuje czujność w wykrywaniu zdrady, prawdziwej lub urojonej, bo w ciągu miesiąca przechodzi w trwałą paranoję chorobliwej zazdrości zwanej syndromem Otella. Ten dar boży zwany talentem zazdrośnika leczy się obecnie, o ile mi wiadowmo, farmakologicznie w gabinetach psychiatrycznych lekami przeciwpsychotycznymi hamującymi układ dopaminergiczny i pobudzającymi układ serotoninergiczny.
Ps. Stereotypowa laurka, znana wszystkim spantoflonym żonkosiom, brzmi: jaka matka taka córka. Ponieważ materialnie kochamy jednak swoje żony, za naszą krwawicę i wieloletmi wkład finansowy w ich utrzymanie włożony, to niezadowolenie i złość najczęściej projektujemy i przenosimy na ich matki podstarzałe i nie pociągające już dość. Jest to jednak niehumanitarny błąd. Jeśli nie opowiadamy, w ramach poprawności politycznej, dowcipów o mniejszościach seksualnych i różnicach rasowych to w ramach prawodawstwa Uni Europejskiej powinniśmy zakazać kawałów o teściowych.
PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Gwałtowna miłość?Serdecznie dziękuję za wszechstronne i dogłębne naświetlenie zagadnienia. Właśnie jestem w trakcie korekty, tekst ów świetny wydrukuję czcionką Century Gothic na papierze kredowym, oprawię w szkło i będzie odtąd wisiał w mojej sypialni, tuż obok Pamiątki Pierwszej Komunii Świętej, nieco poniżej. Niech te sflaczałe kaszaloty wiedzą, żem nie kiep. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 1 na 1 | Ania. (14138 punktów) | >Dobór naturalny byłby wtedy, gdybyś wyszła na polanę, na której zebrało by się stado facetów, którzy stoczyliby walkę o Ciebie a zwycięzca zdążyłby Cię złapać, zanim byś zdołała dobiec do tramwaju. Nie. Decyzja samicy, z którym samcem chce mieć potomstwo też jest elementem doboru naturalnego - nazywa się to dobór płciowy.
|
|
|  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | >Dobór naturalny byłby wtedy, gdybyś wyszła na polanę, na której zebrało by się stado facetów, którzy stoczyliby walkę o Ciebie a zwycięzca zdążyłby Cię złapać, zanim byś zdołała dobiec do tramwaju.> Nie. Decyzja samicy, z którym samcem chce mieć potomstwo też jest elementem doboru naturalnego - nazywa się to dobór płciowy.<...i jest on realizowany z pomocą przeróżnych strategii seksualnych zarówno samic jak i samców 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
|  | | Hodża (11172 punktów) | > >Dobór naturalny byłby wtedy, gdybyś wyszła na polanę, na której zebrało by się stado facetów, którzy stoczyliby walkę o Ciebie a zwycięzca zdążyłby Cię złapać, zanim byś zdołała dobiec do tramwaju.> Nie. Decyzja samicy, z którym samcem chce mieć potomstwo też jest elementem doboru naturalnego - nazywa się to dobór płciowy.Przepraszam, nie chcę oczywiście pozbawiać samic prawa głosu. Chodzi mi tylko o to, że nie powinny ścigać samców. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | >>>Dobór naturalny byłby wtedy, gdybyś wyszła na polanę, na której zebrało by się stado facetów, którzy stoczyliby walkę o Ciebie a zwycięzca zdążyłby Cię złapać, zanim byś zdołała dobiec do tramwaju. >>Nie. Decyzja samicy, z którym samcem chce mieć potomstwo też jest elementem doboru naturalnego - nazywa się to dobór płciowy. >Przepraszam, nie chcę oczywiście pozbawiać samic prawa głosu. Chodzi mi tylko o to, że nie powinny ścigać samców. Mam wrażenie, że zupełnie nie o tym samym piszemy.
W doborze płciowym, który jest jednym z elementów doboru naturalnego, są realizowane obie opcje: ta w której to samiec wybiera samicę i ta w której to samica wybiera. Są i furtki pośrednie, w której samica jest zmuszana, np. u delfinów obserwowano zwyczajne zbiorowe gwałty.
Zwykle opcje te nie polegają na toczeniu walk i zwycięzca bierze samicę, chociaż bywa i tak, w przypadku np. stadeł z dominacją samca alfa. Alegoria z tramwajem dotyczy moim zdaniem jedynie ostatniej opcji, która jest możliwa w przyrodzie, ale nie jest jedyna, ani nawet nie jest najczęstsza. Znacznie częściej dokonywany jest wybór w oparciu o pewne, czasem dziwne kryteria. Zwykle wybór dokonywany jest przez samicę, bowiem samica jest dostępna płciowo krócej niż samce, a więc pomimo nawet równowagi liczebnej osobników zwykle praktycznie jest mniej dostępnych samic w danym czasie. Nie ma to nic wspólnego z równouprawnieniem.
W przypadku naszego gatunku sprawa komplikuje się przez fakt wydłużonej i energochłonnej opieki nad potomstwem - krytyczna staje się sprawa wyboru ojca, który podejmie się opieki. To utrudnia wybór. Kwestia zachowań płciowych naprawdę nie ma znaczenia (kto kogo goni i uwodzi).
Po prostu nie opowiadajmy głupot, pod płaszczykiem naukowych sformułowań.
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Mam wrażenie, że zupełnie nie o tym samym piszemy.> W doborze płciowym, który jest jednym z elementów doboru naturalnego, są realizowane obie opcje:> ta w której to samiec wybiera samicę> i ta w której to samica wybiera.W ogóle - tak. Ale czy przypadkiem - w zależności od gatunku - nie mamy do czynienia z pewnymi dominującymi schematami zachowań prokreacyjnych? Zanim zdołałem przepędzić gołębie ze swojego balkonu, dość napatrzyłem się ich bezwstydnych zachowań, z kopulacjami na balustradzie włącznie. Otóż one ptaki, znaczy się samce - zawsze goniły samice. Nie zauważyłem, a miałem dość materiału obserwacyjnego, by gołębice "puszczały oko" do gołębi. Facet po prostu od początku szedł na całość. > Są i furtki pośrednie, w której samica jest zmuszana, np. u delfinów obserwowano zwyczajne zbiorowe gwałty.Nie wiem, czy zbiorowe gwałty są zwyczajne i nie pochwalam takich zachowań wśród delfinów. > Zwykle opcje te nie polegają na toczeniu walk i zwycięzca bierze samicę, chociaż bywa i tak, w przypadku np. stadeł z dominacją samca alfa.Zawsze tylko samiec alfa, samiec alfa... tymczasem był taki, który był i Alfa, i Omega. > Alegoria z tramwajem dotyczy moim zdaniem jedynie ostatniej opcji, która jest możliwa w przyrodzie, ale nie jest jedyna, ani nawet nie jest najczęstsza.Oczywiście. Przedstawiłem jedynie w skrótowy sposób moje przeświadczenie, że kultura tłumi ekspresję instynktów, które same z siebie nie różnią się niczym od tych, które są udziałem mniej od nas inteligentnych zwierząt. > Znacznie częściej dokonywany jest wybór w oparciu o pewne, czasem dziwne kryteria. Zwykle wybór dokonywany jest przez samicę, bowiem samica jest dostępna płciowo krócej niż samce, a więc pomimo nawet równowagi liczebnej osobników zwykle praktycznie jest mniej dostępnych samic w danym czasie.Wybór dla jednorazowej prokreacji jest czymś innym niż wybór partnera na całe życie (opieka nad dziećmi itd.). Kultura dodatkowo więc komplikuje obraz i sprawia, że najprawdopodobniej nie da się opisać dokładnie mechanizmów doboru płciowego człowieka bez odniesienia do pewnych kulturowych mechanizmów, wzorców. Zatem na przestrzeń relacji czysto biologicznych narzucona jest potężna nakładka kulturowa. > Nie ma to nic wspólnego z równouprawnieniem.Nie wierzę w równouprawnienie, to mit; uważam, że tę kwestię lepiej wyraża zwrot "brak dyskryminacji". > W przypadku naszego gatunku sprawa komplikuje się przez fakt wydłużonej i energochłonnej opieki nad potomstwem - krytyczna staje się sprawa wyboru ojca, który podejmie się opieki. To utrudnia wybór. Kwestia zachowań płciowych naprawdę nie ma znaczenia (kto kogo goni i uwodzi).Ma. > Po prostu nie opowiadajmy głupot, pod płaszczykiem naukowych sformułowań.O.K., nad płaszczykiem i z boku płaszczyka też. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Ania. (14138 punktów) | >>Mam wrażenie, że zupełnie nie o tym samym piszemy. >>W doborze płciowym, który jest jednym z elementów doboru naturalnego, są realizowane obie opcje: >>ta w której to samiec wybiera samicę >>i ta w której to samica wybiera. >W ogóle - tak. Ale czy przypadkiem - w zależności od gatunku - nie mamy do czynienia z pewnymi dominującymi schematami zachowań prokreacyjnych? Zanim zdołałem przepędzić gołębie ze swojego balkonu, dość napatrzyłem się ich bezwstydnych zachowań, z kopulacjami na balustradzie włącznie. Otóż one ptaki, znaczy się samce - zawsze goniły samice. Nie zauważyłem, a miałem dość materiału obserwacyjnego, by gołębice "puszczały oko" do gołębi. Facet po prostu od początku szedł na całość. Matko - są realizowane w PRZYRODZIE. Skąd ten antropocentryzm? Piszemy o ewolucji, a więc odnoszę się do całości obrazu.
Resztę sobie podaruję, przepraszam, ale nie jestem w formie.
|
|
| | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Matko - są realizowane w PRZYRODZIE. Skąd ten antropocentryzm? Piszemy o ewolucji, a więc odnoszę się do całości obrazu.> Resztę sobie podaruję, przepraszam, ale nie jestem w formie.Nie ma problemu, dyskusja jest "swobodna" 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Artur@R (7115 punktów) | > Oczywiście. Przedstawiłem jedynie w skrótowy sposób moje przeświadczenie, że kultura tłumi ekspresję instynktów<Niektóre tłumi, a inne wzmacnia. Nie ma co przesadzać szczególnie z tym "tłumieniem"...jeszcze nie teraz (ale taka opcja jest możliwa). > Kultura dodatkowo więc komplikuje obraz i sprawia, że najprawdopodobniej nie da się opisać dokładnie mechanizmów doboru płciowego człowieka bez odniesienia do pewnych kulturowych mechanizmów<Da się i można o tym przeczytać choćby w "Wojnach plemników" - co nie znaczy, że "kultura" nie ma żadnego znaczenia. > Zatem na przestrzeń relacji czysto biologicznych narzucona jest potężna nakładka kulturowa.<Kultura jest "czynnikem" mającym wpływ na wiele obszrów naszych zachowań, ale z tą "potęgą" bym (jeszcze) nie przesadzał. A to z tego powodu, iż zachowania seksulane (popęd, dobór płciowy) są zakodowane genetycznie i wciąż jednak instyktowne czyli nieświadome, czego przykłady u osbników gatunku homo sapiens widać na codzień i prawie wszędzie (na ulicy, w pubach, dyskotekach, pracy,itd). I chyba dobrze, że tak jest (pomimo wielu problemów, które z tego wynikają), bo gdyby nasza "seksualność" miała być całkowicie świadoma i kontrolowana to obawiam się że "parowanie" byłoby ogromnym problemem  - ale kto wie co przyniesie przyszłość.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| Matix (5786 punktów) | Miłość to pragnienie szczęścia drugiej osoby bez względu na wszystko. Tyle. Tyle, że to nie wyczerpuje tematu. Odwzajemniona miłość... to dopiero jazda. Kiedy przeżywa się miłość odwzajemnioną to niesamowita sprawa, bo wiąże się z bezwarunkowym zaufaniem i niezwykle mocnym uczuciem. Orgazm przeżywany z osobą którą się kocha i która nas kocha jest czymś mocniejszym niż zwykły seks z przypadkową osobą. Przeżywany jest całym ciałem, a nie tylko narządami płciowymi, przeżywany jest umysłem przepełnionym myślą o bliskości drugiej osoby i przeświadczeniu, że ona myśli tak samo. To jest coś.
|
|
 | | AlissaQ (0 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|