Król Norwegii, Harald, znalazł się w kropce, przyznał (niekoniecznie o tym wiedząc, bo w doniesieniach używa się określenia "dwór") wysokie odznaczenie byłemu norweskiemu komuniście, a obecnie muzułmaninowi. Trond Ali Lindstad popiera Iran, neguje Holocaust, ostrzega w swoich pismach przez wpływem Żydów na media, a odznaczenie przyznano mu za organizowanie muzułmańskich szkół. Nagroda miała być wręczona w Teatrze Narodowym w Oslo. Burmistrz Oslo odmówił wręczenia tej nagrody w imieniu króla, stwierdzając że zazwyczaj robi to z przyjemnością, ale w tym przypadku ocenia sprawę jako problematyczną. Dyrekcja Teatru Narodowego odmówiła udostępnienia swojej sali, kolejna lokalizacja uroczystości również natrafiła na trudności. Nagroda wywołała liczne protesty, w tym ze strony doktora Mahmooda Amiry-Moghaddamiego, który jest irańskim imigrantem i który stwierdził, że odznaczanie człowieka, który od 25 lat promuje Chomeiniego jako wzór dla ludzkości, może być tylko wynikiem złego rozeznania. Przypadek jest szczególnie ciekawy, ponieważ od szeregu lat przejawy antysemityzmu nie natrafiały w norweskim społeczeństwie na poważniejsze reakcje. Obecnie dwór królewski poinformował, że wstrzymuje się z wręczeniem tego odznaczenia. W sąsiedniej Szwecji gazeta "Svenska Dagladet" informowała o tym wydarzeniu podkreślając, że są to reakcje na silne zaangażowanie odznaczonego na rzecz Palestyńczyków oraz na jego rzekomy (podkreślenie moje A.K.) antysemityzm. Tak czy inaczej jest to sygnał, który warto odnotować. |