 |
Szkoła a - nauczanie/nauczenie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-08-2008 16:03 | otwarty (98 punktów) | Szkoła a - nauczanie/nauczenie
5 na 5 | Kończą sie pomału wakacje i niezależnie czy jesteś,uczniem, byłym uczniem, studentem, rodzicem, czy wykładowca , nauczycielem .. mistrzem temat nauki i sposobów jej przekazywania powraca.
W szkole życia, w której nieustannie uczestniczymy, będąc w niej zarówno nauczycielami, jak i uczniami , wprawdzie nie ma wakacji , ale nie ma też takiej presji, wszystko ma swój czas i miejsce, oraz daje pewne specyficzne , niepowtarzalne możliwości, poznawania i doświadczania, nieustannie czegoś nowego, ważnego, ciekawego, potrzebnego, przydatnego... itp. wystarczy tylko to dostrzec i docenić.
W klasycznej szkole niby jest podobnie , a jednak.. myślę że najwyższy czas na głębszą analizę systemu nauczania i szersza dyskusję - kto, jak i czego , oraz dlaczego powinien uczyć ?
Kto/co sie naprawdę liczy? Czy naprawdę grozi nam coraz większe .. upodmiotowienie,dehumanizacja, odczłowieczenie, wpierw młodzieży(będącej jednak -przyszłością narodów - to nie tylko szumne hasełko, to prawda i im szybciej ją dostrzeżemy jako świadomy ogół , tym szybciej zaczniemy się realnie rozwijać) a później całego ,przyszłego społeczeństwa, w którym przecież przyjdzie nam żyć .
Warto zatem zawczasu pomyśleć i sprawdzić jakie wartości - przekazujemy najmłodszemu pokoleniu, jakie dziedzictwo IM wkodowujemy, czym Ich tak naprawdę karmimy ? (zarówno dosłownie ,jak i w przenośni ), bo co siejemy- to i..żąć będziemy.
Kto, bądź co ? jest dziś w szkole , czy też systemie nauczania - NAJWAżNIEJSZE ?
Az kręci się w oku łezka , gdy wspomnę - jak to drzewiej bywało na niegdysiejszych akademiach (w Atenach, Rzymie , Bolonii ,Padwie, Krakowie) , gdzie żacy poszukując odpowiedzi na nurtujące ich pytania ,dotyczące spraw zarówno egzystencjonalnych , jak i filozoficznych , z zapałem chadzali na wykłady sławetnych profesorów-mistrzów , poznając otaczający ich świat, jego ciekawostki i tajemnice... ech.. .
A co mamy dziś? - Bezduszny system, nastawiony nie na to by porwać do wiedzy, zainteresować i rozwijać , ucząc samodzielności w myśleniu i dalszych poszukiwaniach , pozwalający wydobyć jak najwcześniej diamenty talentów drzemiących w młodych pełnych , niespożytej energii, wiary że świat leży u ich stóp, i możliwości przełamywania tam i tabu i szlifowania Ich umiejętnie na Brylanty - które będą nam lśniły przez wiele lat .
Ale kto może tworzyć prawdziwych mistrzów? - jedynie Inny Mistrz nie obawiający się dzielenia swą wiedzą i mający dobrze przygotowane warunki i zaplecze, aby mógł tworzyć jeszcze lepszych niż on sam( bo przecież jeśli przekazuje podobnie zdolnemu co On sam uczniowi wiedzę, którą zdobywał całe życie - już na starcie, to jak wiele będzie w stanie dokonać uczeń) .
Ale aby tak mogło być do pracy z młodzieżą nie mogą trafiać ludzie przypadkowi, nie mający predyspozycji do tego jakże , trudnego i wymagającego zajęcia(celowo nie piszę zawodu, tylko zajęcia któremu oddajemy się z pasją i sercem).
Wiadomo też, że aby móc ze spokojem, oddać się szlifowaniu naszych młodych diamentów ,NALEżY MIEć ZASPOKOJONE POTRZEBY EGZYSTENCJONALNE i nie tyle myśleć o chlebie, ile o rzeczach mniej przyziemnych.
Należy też w końcu przypomnieć że ..tabakierka jest dla nosa, a nie odwrotnie , podobnie jak program - jest dla uczniów, w perspektywie dla społeczeństwa które z nich wyrośnie, pamiętając że - Wszyscy jesteśmy INNI , mamy inne możliwości , predyspozycje , dynamikę uczenia i zapamiętywania, system analityczny, cyfrowy, literowy, albo .. nutowy sposób opisywania i pojmowania świata .
I musi sie w nim znaleźć miejsce, zarówno dla Nikifora, Freuda, Janka muzykanta, Einsteina, Lincolna, Geytsa , Coco Chanel, Wojtyły, Kopernika itd... . Wszyscy są potrzebni i mogą wnieść i wnoszą niepowtarzalne, indywidualne wartości bez których świat byłby uboższy.
Warto pomyśleć i poszukać rozwiązań - umiejętnego zagospodarowania potencjału ludzkiego bez różnicowania (na lepszych , gorszych , jest takie przepiękne słowo godne jak najszerszego propagowania -INNI, aż, albo po prostu ) dlatego nie ... zarzynajmy Janków Muzykantów- niech szukają przy pomocy dobrych życzliwych i serdecznych pedagogów , co im w duszy gra? Nie każdy będzie fizykiem kwantowym, matematykiem, olimpijczykiem, chemikiem, astronautą,rockmenem, piekarzem, lekarzem, mechanikiem , krawcem, fryzjerem, fotografem, budowlańcem , czy hodowcą drobiu - ale wszyscy jak w wierszu z elementarza "...Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania , piekarz piecze bułeczki..."
Są na właściwym miejscu i potrzebni -tym bardziej im większymi Mistrzami są w swoich dziedzinach. Dlatego tez nie można zmarnować , w przedbiegach potencjalnych -Einsteinów, Pendereckich, Lagerfeldów, Tesli, czy nowych twórców ciekawszego świata.
Niech wykładnikiem wyników nauczania nie będzie ilość "olimpijczyków" którzy są i tak zdolni i w odpowiednich warunkach wypłyną, ale wydobycie czegoś z tych którzy .. jeszcze nie świecą , znalezienie do nich drogi i klucza , nauczenie tego co niezbędne i pomoc w wytyczeniu drogi do ich celu.
Nie zadowalanie się jedynie zrobieniem sprawdzianu (no właśnie czyjego..?) i wstawienie iluś tam jedynek , które świadczą nie tyle o złych wynikach uczniów - ile niedopasowanym systemie nauczania do ich potrzeb i możliwości, złej organizacji i wykorzystywaniu czasu , oraz niedostatecznym rozeznaniu stopnia zrozumienia i zastosowania skuteczniejszych i wydajniejszych metod.
Pomyślmy też o tym jakich przedmiotów rozwijających pewne nowe zagadnienia brakuje , albo jakie trzeba by wprowadzić , dostosowując do potrzeb dzisiejszego zmieniającego się świata. Pozdrawiam (WIR) otwarci.ok1 _________________
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| olian (4 punktów) | Odp: Szkoła a - Nauczanie/Nauczenie. | Największą bolączką naszego systemu oświaty jest brak nauczycieli pasjonatów, którzy naprawdę kochają to co robią i uwielbiają pracę z młodzieżą. Zdecydowana większośc pełni, niestety, rolę "urzędnika"-brak pasji i zaangażowania, lenistwo oraz niechęc do komunikacji z młodzieżą. Gdyby kadra w szkole była pod tym względem nieco lepsza mogłoby to doprowadzic do zmniejszenia tzw. "dehumanizacji" w szkołach. Uczniowie uczyliby się nie tylko od znawców danego przedmiotu, lecz również wartościowych ludzi do których mieliby szacunek. Tak było na przykład w dwudziestoleciu międzywojennym. Jednak zbyt niskie płace dla nauczycieli sprawiają, że jest to zawód mało prestiżowy i niewielu gotów jest pogorszyc swoją sytuacje materialną w zamian za pracę z młodzieżą.
|
|
1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>jakich przedmiotów rozwijających pewne nowe zagadnienia brakuje , albo jakie >trzeba by wprowadzić Trzeba by wprowadzić te, których brakuje. Logika? .
|
|
3 na 3 | Sławek Dutkiewicz (1713 punktów) |
>Kto, bądź co ? jest dziś w szkole , czy też systemie nauczania - NAJWAżNIEJSZE ?
Kto? To przecież jasne... związki zawodowe [lewicowy "ZNP" i prawicowa "Solidarność"]. Co? To też widać gołym okiem... "Karta nauczyciela". Polska szkoła jest dla... NAUCZYCIELI !!! Poza tym ważne żeby było patriotycznie od święta i religijnie na co dzień. Najmniej ważne w tym wszystkim są niestety... dzieciaki.
>A co mamy dziś?
NAUCZYCIELE Mamy kadrę żle przygotowanych i żle opłacanych nauczycieli. Prawdopodobnie większość z nich to absolwenci tzw. Wyższych Szkół Pedagogicznych, będących dla maturzystów "uczelnią" drugiego, czy trzeciego wyboru w razie niepowodzenia na egzaminach na uniwersytet. Typowe przechowalnie dla tych, co za rok chcą znowu spróbować szczęścia i dostać się na medycynę, prawo, psychologię itp. albo schować się gdzieś przed łapanką do wojska. Jakże od takich nauczycieli oczekiwać pasji i zaangażowania, skoro oni sami swoją edukację uważają za porażkę życiową naznaczoną klątwą... "obyś cudze dzieci uczył". Tak więc oby do emerytury dotrwać, choćby wcześniejszej, a czy zasłużonej to sprawa trzeciorzędna. SZKOŁY Mamy przeładowane, 30-40 osobowe klasy. Praca z dziećmi w takich warunkach to niemal syzyfowa praca. Była szansa na rozładowanie tego tłoku, na klasy 15-20 osobowe ale samorządy wolały likwidować przedszkola i szkoły, a "odzyskane" budynki szły pod młotek. Niż demograficzny się skończył, wyż nadciąga, a wraz z nim jeszcze większe zagęszczenie. PROGRAMY Również przeładowane, niedostosowane do dzisiejszych potrzeb, nadmiernie zideologizowane. Nie sposób tego materiału przerobić w ramach godzin lekcyjnych. Nauczyciele ten balast przerzucają na barki rodziców i uczniów [zadania domowe, korepetycje itp.]. Zamiast filozofii uczącej samodzielnego myślenia mamy katechezę wpajającą bezkrytyczne dogmaty religijne, zamiast wychowania seksualnego i nauki języków obcych mamy jasełka, rekolekcje, rocznice śmierci, pontyfikatu i dni papieskie. Paranoja!
>Należy też w końcu przypomnieć że ..tabakierka jest dla nosa, a nie odwrotnie , podobnie jak >program - jest dla ucznia
Precyzyjnie mówiąc powinien być [program], a nie jest [w naszych warunkach]. W praktyce jest narzędziem w rękach Kuratoriów Oświaty do spółki z Kuriami Biskupimi w plastycznym formowaniu kręgosłupa moralnego i tzw. wychowania patriotycznego. Odnoszę wrażenie, że przekazywanie wiedzy jest w istocie niezamierzonym skutkiem ubocznym. Niestety !
|
|
 | | olian (4 punktów) |
> PROGRAMYRównież przeładowane, niedostosowane do dzisiejszych potrzeb, nadmiernie zideologizowane. Nie sposób tego materiału przerobić w ramach godzin lekcyjnych. Nauczyciele ten balast przerzucają na barki rodziców i uczniów [zadania domowe, korepetycje itp.] Duży wpływ na to przeładowanie uczniów materiałów ma reforma oświaty. Spowodowała ona, że podczas nauki w gimnazjum uczniowie mają nadmierny luz, by potem gnac z materiałem do matury przez 3 lata liceum. Gdyby uczniowie musieli chodzic do szkoły od 6 roku życia i 4 lata do szkoły średniej, wtedy problem ten mógłby zostac częściowo zniwelowany.
|
|
|  | | Sławek Dutkiewicz (1713 punktów) |
>Duży wpływ na to przeładowanie uczniów materiałów ma reforma oświaty. Spowodowała ona, że podczas nauki w gimnazjum uczniowie mają nadmierny luz, by potem gnac z materiałem do matury przez 3 lata liceum. Gdyby uczniowie musięli chodzic do szkoły od 6 roku życia i 4 lata do szkoły średniej, wtedy problem ten mógłby zostac częściowo zniwelowany.
Reforma oświaty nie wpłynęła na wymiar czasowy, tylko go poszatkowała. Przed reformą: Szkoła Podstawowa 8 lat + Szkoła Średnia 4 lata = 12 lat Po reformie: Szkoła Podstawowa 6 lat + Gimnazjum 3 lata + Liceum 3 lata = 12 lat Problem nie tkwi w obniżeniu i wydłużeniu wieku szkolnego. Wszak "0" [choć nieobowiązkowe] dla 6-latków funkcjonują od dawna. Nie wyobrażam też sobie obowiązku szkolnego [pod rygorem] dla dorosłych, pełnoletnich ludzi, bo do tego prowadziłoby wydłużenie nauki. To, co trzeba bez wątpienia zrobić, to "przewietrzyć" i zracjonalizować podstawy programowe dla wszystkich typów szkół. Ale do tego potrzeba woli i odwagi, a tej u decydentów nie uświadczysz.
|
|
3 na 3 | Kelly (2051 punktów) | Odp: Szkoła a - nauczanie/nauczenie | Jako uczennica gimnazjum mam 3 postulaty: 1. Przedmiot "Prawo" w programie gimnazjum (min. 2 godziny w tygodniu), zawierający program WOS i podstawy prawa. Bo nieznajomość prawa nie wyklucza nieprzestrzegania go. A wielu dorosłych (szczególnie bez wyższego wykształcenia) aż prosi się o to, żeby ich oszukać, stąd tylu nieuczciwych prawników, lekarzy i kogo tam jeszcze. Nie, nikogo nie usprawiedliwiam. Proszę tylko o to, żeby moje pokolenie było nauczone czegoś (dla odmiany) pożytecznego, co naprawdę nam się przyda. 2. Religia jako fakultet. Czyli po lekcjach, a nie w środku dnia. Nawet jeśli cała klasa jest na nią zapisana. 3. Zniesienie ocen w postaci liczby od 1 do 6, nierzadko przypadkowej, na rzecz ocen opisowych. Nauczyciele będą mieć pięć razy więcej pracy, ale trudno.
I oczywiście ten cały święty egzamin gimnazjalny. Dobry Boże, w którego nie wierzę, dzięki Ci za moją ukochaną szkołę z międzynarodowym programem MYP i IB, które co prawda mnie z tego egzaminu nie zwalniają, ale mogę go totalnie olać i postaram się napisać go w miarę porządnie tylko przez szacunek do nauczycieli.
I oczywiście absurdalny podział na gimnazjum i liceum. Toleruję go tylko dlatego, że nienawidziłam swojej podstawówki - gdyby nie gimnazjum, siedziałabym w niej o dwa okropne, straszne, beznadziejne lata dłużej.
>Az kręci się w oku łezka, gdy wspomnę (...) Łezka to by się Panu w oku zakręciła, gdyby był Pan na miejscu milionów polskich uczniów, którzy za parę dni wrócą do swoich beznadziejnych szkół zżartych przez idiotyczny system.
Zgadzam się z każdym stwierdzeniem, oczywiście. Szkoda, że nigdy nie będzie Pan ministrem edukacji.
|
|
 | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
> 3. Zniesienie ocen w postaci liczby od 1 do 6, nierzadko przypadkowej, na rzecz ocen opisowych. Nauczyciele będą mieć pięć razy więcej pracy, ale trudno.Z tego co sie orientuje, to każda szkoła sama sobie ustala system oceniania ( od czasow ostatniej reformy). Mam znajomych, którzy mieli w szkołach oceny opisowe właśnie. > Łezka to by się Panu w oku zakręciła, gdyby był Pan na miejscu milionów polskich uczniów, którzy za parę dni wrócą do swoich beznadziejnych szkół zżartych przez idiotyczny system.Heh, każdy swoje 12 lat w szkole przesiedział lub przesiedzi  Szczerze mówiąc, moim zdaniem sytem który jest na studiach jest znacznie lepszy - tylko oprócz nieobowiązkowych wykładów powinne być też nieobowiązkowe ćwiczenia - jedynie obowiązkowe powinne być egzaminy i kolokwia czy inne sprawdziany wiedzy. W dodatku, klasy powinne być podzielone pod względnem umiejętności uczniów, tj. lepsi z lepszymi, gorsi z gorszymi. Wtedy gorszych by nie denerwowało, że mniej umieją, a lepsi by sie nie nudzili, kiedy nauczyciel próbuje coś wytłumaczyć tym mniej pojętnym. Teraz to dzieci są wymieszane zupełnie bez sensu. Pewnie ten kto to wymyślał uważał, że głupie dzieko jak zobaczy, że inne wiecej od niego umieją, to sie weźmie do roboty... A każdy kto chodził do szkoły, wie jak jest naprawdę. > Zgadzam się z każdym stwierdzeniem, oczywiście. Szkoda, że nigdy nie będzie Pan ministrem edukacji.> Eee, może będzie
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | >Z tego co sie orientuje, to każda szkoła sama sobie ustala system oceniania ( od czasow ostatniej reformy). Mam znajomych, którzy mieli w szkołach oceny opisowe właśnie. A religia w szkołach (do czasów Giertycha) była nieobowiązkowa... Takich szkół jest bardzo mało, a wszystkie są tylko w największych miastach. To jest właśnie najgorsze i najlepsze: nie trzeba zmieniać przepisów, tylko mentalność ludzi.
>Jedynie obowiązkowe powinne być egzaminy i kolokwia czy inne sprawdziany wiedzy. W takiej sytuacji trzeba by było bardzo intensywnie popracować nad sposobem myślenia młodzieży. Gimnazjalista nie jest tak odpowiedzialny jak student.
>W dodatku, klasy powinne być podzielone pod względnem umiejętności uczniów, tj. lepsi z lepszymi, gorsi z gorszymi. Wtedy gorszych by nie denerwowało, że mniej umieją, a lepsi by sie nie nudzili, kiedy nauczyciel próbuje coś wytłumaczyć tym mniej pojętnym. Gorsi mogliby poczuć się gorsi i mogłoby to ich zniechęcić do nauki, a lepszym sodówka uderzyłaby do głowy. Z drugiej strony, każdy jest w czymś gorszy, a w czymś lepszy... Tutaj pozostaje decyzja, czy na poziomie gimnazjum stawiamy na wszechstronność, czy specjalizację. A ideał, chociaż dosyć trudny pod względem organizacyjnym, to realne traktowanie uczniów indywidualnie. Młodzi geniusze już w gimnazjum powinni skupić się na tym, co robią najlepiej, osoby wszechstronne - uczyć wszystkiego po równo.
|
|
| |  | | stilgar (7322 punktów) |
> >Jedynie obowiązkowe powinne być egzaminy i kolokwia czy inne sprawdziany wiedzy.> W takiej sytuacji trzeba by było bardzo intensywnie popracować nad sposobem myślenia młodzieży. Gimnazjalista nie jest tak odpowiedzialny jak student.Hahaha... co to jest "odpowiedzialny student" ? W ciągu 4 lat studiów nie widziałem takiego  Oczywiście sobie żartuje, ale tylko troche. Np. chodzenie na wykłady - większość studentów nie patrzy na to, czy przedmiot jest ważny, trudny czy potrzebny, a tylko na to, czy jest ciekawie prowadzony i czy nie ma innych ciekawszych rzeczy do roboty. Zdarzało mi sie już bywać na wykładach, gdzie oprócz wykładowcy było 5 słuchaczy... ( na 120 osób na roku  ). Przy czym 3 z tych 5 miało otwarte laptopy i robiło swoje rzeczy, od czasu do czasu zerkając na to o czym mówi wykładowca  (pozdrowienia dla profesora Stabrowskiego  ). I to był wykład bardzo interesujący i kierunkowy, jednakże prof. daje co roku te same pytania na egzaminie i mało komu sie chciało marnować 2h na wykład... Bywałem też na wykładach nudnych i niepotrzebnych, na których frekwencja wynosiła 100%. Wykładowca sprawdzał obecność. Miałem też ćwiczenia, gdzie ćwiczeniowiec z góry powiedział, że obecność sprawdza, ale nie uzależnia od niej oceny końcowej, tylko od wyników kolokwiów, wiec jak ktoś nie chce, nie musi chodzić, a niech chodzą ci co sie chcą uczyć. Frekwencja 30%, ale wydajność nauki 200%  A jakby to wyglądało w szkole? Wprowadzamy nieobowiązkowe lekcje - 80% uczniów przestaje chodzić w ogóle do szkoły  Przychodzi pierwszy sprawdzian - 60% nie chodzi. Kolejny - 40%. Jeszcze kilka i większość chodzi zupełnie normalnie, bo zaczynają widzieć, że inaczej to w ogóle roku nie zaliczą... A tak z innej beczki - też nienawidziłem swojej podstawówki, pamietam jak odliczałem dni do końca 8 klasy... I jak sie cieszyłem, że mam w LO kolegów na poziomie, a nie taką zbieraninę jak w podstawówce. Gimnazja uważam za głupi pomysł - to tylko strata czasu - większość czasu nauczyciele powtarzają materiał z podstawówki, aby wyrównać różnice dzieci z różnych szkół, na początku liceów robią dokładnie to samo, a potem na studiach jest kolejna powtórka... bo w jednej szkole uczyli czegoś, w drugiej nie, a w kolejnym etapie edukacji jest to wymagane... Chyba sześcioletnie licea byłyby lepszym pomysłem. Ewentualnie po 3 klasie mogłaby być jakaś reorganizacja, specjalizacja, egzamin, cokolwiek... Tak samo, nowa matura powinna iść do kosza, a zwłaszcza tzw. "klucz" - to zabija kreatywność, trzeba wiersz czy inny tekst przeanalizować dokładnie tak jak od ciebie oczekują, na odkrywcze czy kontrowersyjne wnioski nie ma miejsca... Chociaż, nowa matura ma jeden plus - nareszcie przestał to być egzamin, który zdają wszyscy. IMHO matura powinna być na tyle trudna, aby zdawało ją 2/3 abiturientów, wtedy ten egzamin coś by znaczył. Za "moich czasów" (heh, jak tak pisze, czuje sie staro, a jestem ostatnim rocznikiem przed reformą  ) matura to była lekka formalność, jeden z najprzyjemniejszych egzaminów jakie przyszło mi zdawać w życiu. Hah... ale sie rozpisałem... > >W dodatku, klasy powinne być podzielone pod względnem umiejętności uczniów, tj. lepsi z lepszymi, gorsi z gorszymi. Wtedy gorszych by nie denerwowało, że mniej umieją, a lepsi by sie nie nudzili, kiedy nauczyciel próbuje coś wytłumaczyć tym mniej pojętnym.> Gorsi mogliby poczuć się gorsi i mogłoby to ich zniechęcić do nauki, a lepszym sodówka uderzyłaby do głowy. Z drugiej strony, każdy jest w czymś gorszy, a w czymś lepszy... Tutaj pozostaje decyzja, czy na poziomie gimnazjum stawiamy na wszechstronność, czy specjalizację.Lepsi robiliby trudniejsze rzeczy, więc mieliby tyle roboty, żeby nic z bąbelkami im do głowy nie wchodziło  Swoją drogą, tu jest lekki paradoks - ja byłem w mat-fizie, na maturze z matematyki moja klasa dostała trudniejsze pytania od klasy ogólnej... a punkty potem liczyły sie tak samo, chociaż tamte ich zadania każdy z matfizu zrobiłby z palcem nie-będę-mówił-gdzie. A co do tej specjalizacji - moim zdaniem niektóre przedmioty powinne być wybieralne - tzn. jest obowiązek chodzenia na polski, matme, jezyk obcy ( jak na maturze), a reszte przedmiotów -geografię, biologię itp. wybiera się wg. zainteresowań. > A ideał, chociaż dosyć trudny pod względem organizacyjnym, to realne traktowanie uczniów indywidualnie. Młodzi geniusze już w gimnazjum powinni skupić się na tym, co robią najlepiej, osoby wszechstronne - uczyć wszystkiego po równo.Zgadzam się.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kelly (2051 punktów) | > A jakby to wyglądało w szkole? Wprowadzamy nieobowiązkowe lekcje - 80% uczniów przestaje chodzić w ogóle do szkoły Przychodzi pierwszy sprawdzian - 60% nie chodzi. Kolejny - 40%. Jeszcze kilka i większość chodzi zupełnie normalnie, bo zaczynają widzieć, że inaczej to w ogóle roku nie zaliczą...Studentowi zależy, żeby zaliczyć rok. Ale jakie znaczenie może to mieć dla 15-latka ze slumsów, który chodzi z nożem w kieszeni i niszczy przystanki autobusowe, bo rodzice są zajęci sobą i swoim cugiem? Szkoła zaliczona czy nie, co za różnica? > Gimnazja uważam za głupi pomysł - to tylko strata czasu (...). Chyba sześcioletnie licea byłyby lepszym pomysłem. Ewentualnie po 3 klasie mogłaby być jakaś reorganizacja, specjalizacja, egzamin, cokolwiek...Gdybym lubiła swoją podstawówkę, sprawa byłaby prosta - najpierw powinno być 8 lat szkoły podstawowej, a potem wybór: szkoła zawodowa albo liceum. Problem w tym, że jej nie lubiłam. Więc na tę sprawę patrzę zbyt subiektywnie. > Tak samo, nowa matura powinna iść do kosza, a zwłaszcza tzw. "klucz" (...)Z radością oświadczam, że mam Giertycha i jego maturę tam, gdzie słonko nie dochodzi. Bo zmierzam ku maturze międzynarodowej  . > IMHO matura powinna być na tyle trudna, aby zdawało ją 2/3 abiturientów, wtedy ten egzamin coś by znaczył.Moim zdaniem matura powinna być egzaminem, który zdaje każdy podchodzący. Lepiej albo gorzej, ale żeby każdy miał ten głupi papier. W końcu każdy chodzi do szkoły i się kształci... Matura nie musi nic znaczyć - powinna po prostu wieńczyć edukację na poziomie średnim. > ja byłem w mat-fizie, na maturze z matematyki moja klasa dostała trudniejsze pytania od klasy ogólnej... a punkty potem liczyły sie tak samo, chociaż tamte ich zadania każdy z matfizu zrobiłby z palcem nie-będę-mówił-gdzie.Na tym chyba polega cały sens podziału egzaminów na poziomy. "Swoją" dziedzinę znasz znakomicie, inną - na poziomie podstawowym. > A co do tej specjalizacji - moim zdaniem niektóre przedmioty powinne być wybieralne - tzn. jest obowiązek chodzenia na polski, matme, jezyk obcy ( jak na maturze), a reszte przedmiotów -geografię, biologię itp. wybiera się wg. zainteresowań.Biologia, geografia, historia "itp" do pewnego stopnia są po prostu niezbędne. Dlatego dopiero w liceum można wybierać przedmioty według zainteresowań, wcześniej należy liznąć wszystkiego po trochu, co najwyżej w różnych proporcjach. Tutaj znowu pojawia się problem podziału na a) SP + gimnazjum + technikum/liceum, b) SP + technikum/liceum. Może w 8-letniej podstawówce nauczanie początkowe warto przedłużyć z 3 do 4 lat, ale nieco je rozszerzyć, by przez kolejne 4 lata uczyć się (oprócz matmy i języków) przedmiotów "gimnazjalnych" (biologia, geografia, historia "itp" [nie zapominając o przedmiocie "prawo"!!!]). Hehe. Właśnie wyobraziłam sobie siebie kiblującą w swojej SP o 2 lata dłużej. "A gdyby tak się zabić? Wziąć nóż i się pochlastać?"
|
|
| | | |  | | stilgar (7322 punktów) | > >A jakby to wyglądało w szkole? Wprowadzamy nieobowiązkowe lekcje - 80% uczniów przestaje chodzić w ogóle do szkoły Przychodzi pierwszy sprawdzian - 60% nie chodzi. Kolejny - 40%. Jeszcze kilka i większość chodzi zupełnie normalnie, bo zaczynają widzieć, że inaczej to w ogóle roku nie zaliczą...> Studentowi zależy, żeby zaliczyć rok. Ale jakie znaczenie może to mieć dla 15-latka ze slumsów, który chodzi z nożem w kieszeni i niszczy przystanki autobusowe, bo rodzice są zajęci sobą i swoim cugiem? Szkoła zaliczona czy nie, co za różnica?A teraz to jest niby lepiej? Chodzi taki delikwent jak chce, i tak sie niczego nie uczy, zbiera najgorsze oceny, a nauczyciele go przepuszczają do następnej klasy żeby nie robić problemów jemu i sobie (domyślam sie, że z zostawieniem ucznia na kolejny rok wiążą się wielkie formalności...) I mamy potem takiego idiotę z "wykształceniem". > Problem w tym, że jej nie lubiłam. Więc na tę sprawę patrzę zbyt subiektywnie.> >Tak samo, nowa matura powinna iść do kosza, a zwłaszcza tzw. "klucz" (...)> Z radością oświadczam, że mam Giertycha i jego maturę tam, gdzie słonko nie dochodzi. Bo zmierzam ku maturze międzynarodowej .Taki szczegół: Giertych nie miał nic wspólnego z reformą i nową maturą.  To wymyślili jego poprzednicy. > >IMHO matura powinna być na tyle trudna, aby zdawało ją 2/3 abiturientów, wtedy ten egzamin coś by znaczył.> Moim zdaniem matura powinna być egzaminem, który zdaje każdy podchodzący. Lepiej albo gorzej, ale żeby każdy miał ten głupi papier. W końcu każdy chodzi do szkoły i się kształci... Matura nie musi nic znaczyć - powinna po prostu wieńczyć edukację na poziomie średnim.A po co taki egzamin, który nic nie znaczy? > >ja byłem w mat-fizie, na maturze z matematyki moja klasa dostała trudniejsze pytania od klasy ogólnej... a punkty potem liczyły sie tak samo, chociaż tamte ich zadania każdy z matfizu zrobiłby z palcem nie-będę-mówił-gdzie.> Na tym chyba polega cały sens podziału egzaminów na poziomy. "Swoją" dziedzinę znasz znakomicie, inną - na poziomie podstawowym.Kiedy zdawałem mature, nie było podziału na poziomy rozszerzone i podstawowe. Każdy dostawał taki sam papierek, chociaż niektórzy mieli trudniejsze pytania. > >A co do tej specjalizacji - moim zdaniem niektóre przedmioty powinne być wybieralne - tzn. jest obowiązek chodzenia na polski, matme, jezyk obcy ( jak na maturze), a reszte przedmiotów -geografię, biologię itp. wybiera się wg. zainteresowań.> Biologia, geografia, historia "itp" do pewnego stopnia są po prostu niezbędne. Dlatego dopiero w liceum można wybierać przedmioty według zainteresowań, wcześniej należy liznąć wszystkiego po trochu, co najwyżej w różnych proporcjach.Pełna zgoda. > Tutaj znowu pojawia się problem podziału na a) SP + gimnazjum + technikum/liceum, b) SP + technikum/liceum.> Może w 8-letniej podstawówce nauczanie początkowe warto przedłużyć z 3 do 4 lat, ale nieco je rozszerzyć, by przez kolejne 4 lata uczyć się (oprócz matmy i języków) przedmiotów "gimnazjalnych" (biologia, geografia, historia "itp" [nie zapominając o przedmiocie "prawo"!!!]).j.w. > Hehe. Właśnie wyobraziłam sobie siebie kiblującą w swojej SP o 2 lata dłużej. "A gdyby tak się zabić? Wziąć nóż i się pochlastać?"  Było aż tak źle?
|
|
| | | | |  | | Kelly (2051 punktów) | > Taki szczegół: Giertych nie miał nic wspólnego z reformą i nową maturą. To wymyślili jego poprzednicy.Ups. Przepraszam. Zresztą, wszystko jedno. Nieważne, kto wymyślił, ważne, że nie ma sensu. > A po co taki egzamin, który nic nie znaczy?Taka wisienka na torcie, żeby nie mieć poczucia, że 12 lat szkoły naprawdę było stratą czasu. > Kiedy zdawałem mature, nie było podziału na poziomy rozszerzone i podstawowe. Każdy dostawał taki sam papierek, chociaż niektórzy mieli trudniejsze pytania.To też rozwiązanie. Jeden ma tróję z matmy, ale piątkę z polskiego; drugi na odwrót. I wszyscy zadowoleni... > Było aż tak źle?Trafiłam do bardzo niezgranej klasy, w której wszyscy skakali sobie nawzajem do oczu. Byliśmy od siebie bardzo różni, praktycznie pod każdym względem. Gdybyśmy byli starsi, może moglibyśmy jakoś dopasować się do siebie nawzajem. Ale takie uparte, upierdliwe (siebie nie wyłączam!) dzieci... Właśnie, co do tego podziału na lepszych / gorszych: uczniów trzeba dodatkowo dzielić jeszcze w jakiś inny sposób, żeby łączyło ich cokolwiek oprócz chodzenia do tej samej klasy.
|
|
| | |  | | ingenue (123 punktów) | > Hahaha... co to jest "odpowiedzialny student" ? na moim roku są sami tacy  a przynajmniej znaczna większość  > Miałem też ćwiczenia, gdzie ćwiczeniowiec z góry powiedział, że obecność sprawdza, ale nie uzależnia od niej oceny końcowej, tylko od wyników kolokwiów,U mnie na każdych ćwiczeniach mamy kartkówki, odpowiedzi czy sprawozdania, więc nie da rady. No i max 1 usprawiedliwiona obecność  > Gimnazja uważam za głupi pomysł - to tylko strata czasu -oooo tak! niestety, ale załapałam sie na gimnazjum. Zbieranina ludzi z różnych szkół, każdy 'mądrzejszy i lepszy' i wszyscy chcą sie pokazać w towarzystwie. Jak to wspominam to żal mi naszych nauczycieli. Pomyłka totalna, > >>W dodatku, klasy powinne być podzielone pod względnem umiejętności uczniów, tj. lepsi z lepszymi, gorsi z gorszymi. Wtedy gorszych by nie denerwowało, że mniej umieją, a lepsi by sie nie nudzili, kiedy nauczyciel próbuje coś wytłumaczyć tym mniej pojętnym.To jest nie fair w stosunku do 'gorszych', ale pozwala sie rozwijać tym którzy naprawdę chcą. Ile razy nie dało sie czegoś przerobić na lekcjach, bo cały czas ktoś coś wtrącał zbędnego. Przykre, że nauczyciel nie umie wprowadzić dyscypliny na swoich zajęciach. > A co do tej specjalizacji - moim zdaniem niektóre przedmioty powinne być wybieralne - tzn. jest obowiązek chodzenia na polski, matme, jezyk obcy ( jak na maturze), a reszte przedmiotów -geografię, biologię itp. wybiera się wg. zainteresowań.Zawsze mnie to denerwowało, że na profilu biol-chem mam 2godz. historii w tygodniu, a humanisci nie mieli ani biologii ani chemii. No i w klasie maturalnej 2 godz religii- czyli tyle ile chemii, którą zdawałam na maturze  Po to są profile żeby poszerzać wiedze w wybranych kierunkach.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Duda (25557 punktów) | Jak jeszcze chodziłam do szkoły ( co było bardzo dawno temu) marzył mi się system w którym maturę można było zdawać w kawałkach. Czyli dopasowując to do obecnego układu, żeby uczeń z gimnazjum mógł zdać np egzamin z fizyki , lub matematyki na poziomie maturalnym i w dalszym kształceniu do tych przedmiotów już nie wracać. Czyli założenie że uczeń ma zdać 5-6egzaminów z wybranych z listy przedmiotów w dowolnym terminie i może startować na studia niezależnie czy ma lat 14 czy 19.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >Jak jeszcze chodziłam do szkoły ( co było bardzo dawno temu) marzył mi się system w którym maturę można było zdawać w kawałkach. Czyli dopasowując to do obecnego układu, żeby uczeń z gimnazjum mógł zdać np egzamin z fizyki , lub matematyki na poziomie maturalnym i w dalszym kształceniu do tych przedmiotów już nie wracać. Czyli założenie że uczeń ma zdać 5-6egzaminów z wybranych z listy przedmiotów w dowolnym terminie i może startować na studia niezależnie czy ma lat 14 czy 19.
Świetny pomysł, ale w naszym systemie raczej nierealny do wprowadzenia - u nas szkolnictwo to fabryka przeciętniaków - czy jesteś za dobry czy za słaby, musisz sie dostosować do przyjętego odgórnie tempa nauczania - to nic, że część dzieci w klasie 6 podstawówki spokojnie opanowałoby materiał z klasy 2 liceum a z kolei innych pasowałoby cofnąć 3 klasy do tyłu, bo nie umieją płynnie czytać...
Jeszcze ze słabymi to pół biedy, zwykle i tak by z nich nic dobrego nie było, ale można by pomyśleć ile talentów i dzieci niezwykle uzdolnionych się traci przy takim procesie. Jeśli mamy nadzwyczaj inteligentne dziecko, które opanowuje cały materiał bez żadnego wysiłku, nawet bez żadnej nauki w domu, po prostu wystarcza mu to co usłyszy na lekcji, nabiera złych nawyków i nie ma żadnej motywacji do rozwijania się. A potem wszyscy się dziwią, że polscy naukowcy odkrywają wielkie rzeczy - w USA, Francji... tylko nie u nas.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|