Jeju... Nawet nie wiedziałem, że istnieje taka ciekawa komisja. I to nie tylko w Polsce.
Zastanawia mnie troszeczkę, tak na pierwszy rzut oka, drobna sprawa polegająca na tym, że przecież było wiele podmiotów, osób, rodzin, które utraciły swoje mienie w wyniku nacjonalizacji. Kościół był po prostu jednym z takich podmiotów, których proces ten dotknął. Różnica polega na tym, że inni muszą iść do sądu i procesować się latami, o ile ich roszczenia nie wygasły lub nie uległy przedawnieniu.
Tutaj jeszcze jeden szczegół, na który zwraca uwagę Prof. Senyszyn. Ponoć termin zgłoszenia roszczeń rzeczonej komisyjce wynosił dwa lata od jej powołania (w '89 roku), a po tym terminie roszczenia te, zgodnie z cytowanym na blogu pani profesor przepisem, wygasły. Autorka pisze, że komisja przymyka jednak na to oko.
Równość wobec prawa...?
Pozdrawiam, Miłosz
|