>Mnóstwo genów naszego partnera/partnerki jest tożsamych z naszymi własnymi.
Nie są tożsame ('to samo'), tylko takie same - to co innego.
>Geny z określonej puli genowej są tak licznie reprezentowane, że nie ma dla nich znaczenia w jakiej pojedynczej maszynie przetrwania się znajdą.
Jak to nie ma znaczenia? Jeżeli znajdą się w 'maszynie przetrwania' akurat bezpłodnej, to zginą razem z nią.
>Tymczasem w tysiącach innych maszyn przetrwania znajduje się pokaźna część dokładnie tych samych kopii genów co u nas samych.
Kopie mogą być, w najlepszym przypadku, takie same, ale nie są tym samym egzemplarzem.
>Nie można powiedzieć, że to są geny "czyjeś-tam" - to wierne kopie naszych własnych genów, tylko nieco wymieszane w procesie crossing-over.
Jeżeli masz, na przykład, kopię książki, taką jak i ja mam na półce, to ona jest Twoja, a nie moja. Jeżeli moje mieszkanie sie spali, to wszystkie moje kopie spłoną oprócz tych, które wsześniej komuś podarowałem. Tak samo jest z genami. Poza tym: 'kopie wymieszane'? Czy masz masz na myśli mutacje? -
|