Zakładam, że chcesz by "było lepiej".
Wydaje mi się jednak, że nie tędy droga - żadna nawet najbardziej perwersyjna forma wyborów NIE załatwi sprawy.
Przyjmę pewne minimalne, choć zapewne rozsądne założenia:
1.Osoby pragnące władzy będą doń dążyć na wszelkie sposoby;
2.Uchwyciwszy ją wreszcie będą robić dokładnie WSZYSTKO by ją utrzymać.
Dążenie do zmian procedur wyborczych ma, jak rozumiem, na celu silniejsze powiązanie tego "WSZYSTKO" z tym, co kandydat zawierając "kontrakt z wyborcą" obiecuje zrobić by w efekcie uzyskać faktyczny związek między sytuacją w kraju i działaniami władzy a decyzjami wyborcy.
Nie dalej jak tej wiosny przeczytałem sobie o tak, dla rozrywki książeczkę Dietera Nohlena "Prawo wyborcze i system partyjny. O teorii systemów wyborczych" ISBN 83-7383-130-4. Autor prezentuje tam przegląd przez systemy partyjne, systemy wyborcze, związki między nimi i dokonuje ich analizy także pod kątem tego, jak głos wyborcy przekłada się na reprezentację wyborcy we władzy. Przy czym autor zakłada, milcząco, że zarówno wyborca jest świadom tego, kogo wybiera, jak i wybierany wywiązuje się z "kontraktu" przyobiecanego wyborcy.
Niestety, czego zresztą należy się spodziewać, każdy z obecnie istniejących systemów wyborczych jest podatny na manipulacje. Czyli na takie działanie, które prowadzi do zaburzenia proporcji między głosami zebranymi a reprezentacją we władzy.
A to oznacza, że zmieniając system wyborczy decydujemy się jedynie na oddanie władzy krętaczom sprytnym nieco inaczej niż krętacze dzisiejsi.
Rzeki atramentu (a może i góry tonera

) wylano dowodząc wyższości jednego systemu nad drugim, zwyczajowo chyba pomijając milczeniem sedno problemu: czyli jak zdefiniować wybory "sprawiedliwe".
Czy sprawiedliwe, to reprezentujące wolę proporcjonalnie do liczby głosów? Czy proporcjonalnie do wielkości regionów? Prowadzące do dyktatu większości czy uwzględniające pełen koloryt poglądów?
Z Twojej propozycji przebija:
>
(...)-podczas wyborów każdy wybierałby jednego swojego posła bez podziału na okręgi(...)uznanie, że reprezentacja związana z regionem nie jest potrzebna, skłaniając się raczej do reprezentacji związanej z zadaniem/poglądami. Niestety, kraj JEST podzielony na obszary administracyjne i decyzje władzy są podejmowane z rozdziałem na regiony.
>
(...)Poseł ten po przekroczeniu pewnego progu dostawał by się do sejmu(...)"Pewnego progu" otwiera "pewną furtkę" ku manipulacjom. Jeżeli zakładamy stałą ilość posłów, wówczas próg nie ma sensu, gdyż tak czy inaczej sprowadzi się on do wybrania N-pierwszych z góry. I w zasadzie od razu można powiedzieć, że oznacza to pozostanie u władzy gadających głów z TV. Przy władzy będą więc ci, którym kasa i kontakty pozwolą na utrzymanie wizerunku w mediach o zasięgu krajowym.
Próg ma więc sens jedynie, gdy przyjmuje ZMIENNĄ liczbę posłów w parlamencie.
>
(...)zróżnicowaną "siłę głosu" proporcjonalnie(...)To jest pewien pomysł, podnosi on jednak do kwadratu to, co napisałem powyżej - twarze znane osiągną praktycznie rzecz biorąc pozycję dominującą. Co więcej, system można wypaczyć w sposób niemalże trywialny - skoro ci, którzy do parlamentu się nie załapali, przekazać mogą swoje głosy wybranym, wówczas do uzyskania maksymalnej dominacji w parlamencie trzeba:
- przekroczyć próg samemu
- mieć grono dziesiątek "pchaczy" którzy, rozproszywszy swoje poglądy proporcjonalnie do rozkładu poglądów wśród społeczeństwa, zbiorą głosy ze WSZYSTKICH nisz wyborczych i przegrawszy z kretesem przekażą je ku naszej potędze.
Dwa pozostałe punkty łączą się z powyższymi.
Jedyny znaczący plus Twojej propozycji to zwiększenie u wyborcy poczucia, że jego głos ma znaczenie. Wybrałem Kutwasińskiego i to Kutwasiński, a nie jakiś tam Esbecki z tej samej partii jest w sejmie - znaczy czuję, że mój głos miał sens. Wzrast ze wzrostem tego poczucia
może wzrosnąć frekwencja wyborcza.
Wszystko to jednak nie ma NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.
Dlaczego?
Bo nie wybieramy racjonalnie. Nie oceniamy programów, nie oceniamy stawianych zadań, i przede wszystkim nie oceniamy REALIZACJI przedstawionych programów (o ile w ogóle kandydat zechce pokazać nam jakiś konkretny program działań ).
Wybierając kierujemy się emocjami, sympatiami, względami natury estetycznej. I przede wszystkim NIE PAMIĘTAMY niczego.
Jeśli do tego wziąć pod uwagę zjawiska opisane w tym eksperymencie:
www.ploson(*)0.1371/journal.pone.0045457#Pokrótce - uczestnikom eksperymentu przedstawiono ankietę, w której następnie, w przeciągu kilku sekund, podmieniono pytania tak, by odpowiedzi były zupełnie odwrotnego znaczenia i przedstawiono uczestnikowi prosząc o uzasadnienie wyrażonej opinii. W około 50% przypadków podmiana NIE ZOSTAŁA ZAUWAŻONA i uczestnik uzasadniał pogląd PRZECIWNY do tego, jaki wyraził oryginalnie....to w takim świetle demokracja oparta na głosowaniu i wyborach REPREZENTANTÓW a nie na podejmowaniu DECYZJI i ponoszeniu ich konsekwencji nie ma najmniejszego sensu.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka